Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'męskość'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's s
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Pornografia - ubojnia pomysłowości, kreatywności i działania
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Odwyk Piotra i nowe lepsze życie
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's NOFAP - Odwyk od A do Z
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Co robić by Nofap się udał?
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 64 results

  1. Cześć Bracia. Chciałbym utworzyć temat zbiorczy na temat mizoandrii czyli nienawiści i pogardy skierowanej przeciw mężczyznom. Piszcie tu swoje przemyślenia i doświadczenia. Wklejajcie tutaj też artykuły, filmy, a także tytuły książek dotyczących tego tematu. Zacznę jako pierwszy dla przykładu. link do artykułu: https://www.wprost.pl/tygodnik/43866/Krzywda-meska.html treść artykułu: Krzywda męska We współczesnej kulturze kwitnie mizoandria, czyli pogarda dla mężczyzn! Żyje się im ciężej, choć nie wolno im się skarżyć, jak to czynią kobiety. Jest oczywiste, że obecnie mężczyznom żyje się ciężej niż kobietom, tylko nie wolno im się skarżyć, jak to czynią kobiety. Czym bowiem jest feminizm, jak nie jednym wielkim lamentem nad rzekomo strasznym losem kobiet? - pyta Martin van Creveld, izraelski historyk. Van Creveld opublikował niedawno książkę "Płeć uprzywilejowana", w której twierdzi, że również w poprzednich stuleciach kobietom żyło się łatwiej niż mężczyznom. Cieszyły się względnym bezpieczeństwem w czasach, gdy było ono deficytowe, nie ryzykowały życia na wojnach i rzadziej głodowały. "W dawnych czasach same kobiety nie chciały równouprawnienia w pracy, bo zarobkowanie nie było uważane za żaden przywilej - stwierdził van Creveld w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Focus". Paradoksalnie, dyskryminacja mężczyzn wychodzi na jaw, jeśli się wsłuchać w argumenty feministek. To, co przez wieki było uznawane za naturalny podział ról między kobietami i mężczyznami, feministki traktują jak przedmiot przetargu. Albo nie godzą się na wypełnianie tych obowiązków wcale, albo wykonują je w zamian za wymierne korzyści. Efekt jest taki, że mężczyźni coraz częściej zastanawiają się, jaki sens ma zakładanie rodziny i ciężka praca pod dyktando żon i partnerek, a często na ich potrzeby. Arnold Toynbee, znany brytyjski historyk, już pod koniec lat 60. zauważył, że od czasów Heleny trojańskiej kobiety tak potrafią manipulować mężczyznami, aby byli orężem w rozwiązywaniu inicjowanych przez nie konfliktów. "To kobiety najbardziej korzystały z łupów wojennych zdobywanych przez mężczyzn, dlatego na rękę było im wysyłanie mężów, ojców i braci na wojny. Im więcej tych łupów zgromadziły, tym bardziej mężczyźni musieli ich potem bronić" - pisał Toynbee. Mężczyzna do pracy Jeszcze nie ucichła awantura wywołana przez publikację książki Martina van Crevelda, a na rynku pojawiło się niemal identyczne w tonie dzieło niemieckiego publicysty Arne Hoffmanna "Czy kobiety są lepszymi ludźmi?". Hoffmann skrzętnie zgromadził dowody uprzywilejowania kobiet we współczesnym świecie. Wcześniej o dyskryminacji mężczyzn pisał socjolog Warren Farrell, autor m.in. "Mitu męskiej siły". - Wzrastające uprzywilejowanie kobiet to proces zachodzący niemal we wszystkich zamożnych społeczeństwach. Mężczyźni muszą pracować coraz więcej, podczas gdy kobiety tylko wtedy, gdy mają na to ochotę. Efekt jest taki, że coraz więcej kobiet tworzy swoistą nową klasę próżniaczą. Najwyższy czas przywrócić równowagę w społeczeństwie, bo stracą na tym i kobiety, i mężczyźni - twierdzi Farrell. Wszystkim tym, którzy uważają, że van Creveld, Hoffmann czy Farrell prezentują feminizm ? rebours, ten ostatni proponuje spojrzenie na świat z męskiego punktu widzenia. To mężczyźni wolniej niż dziewczynki dojrzewają, więc trudniej się przystosowują do przypisanych im ról społecznych. Nic dziwnego, że aż 90 proc. nastolatków nadużywających alkoholu i biorących narkotyki to właśnie chłopcy. Dorośli mężczyźni mają już tylko gorzej. Ponieważ ciężej pracują i mają mniej czasu na dbanie o własne zdrowie (kobiety chodzą do lekarza dwa razy częściej niż mężczyźni), trzykrotnie częściej zapadają na choroby serca i układu krążenia, prawie dwukrotnie częściej padają ofiarami raka płuc. W krajach rozwiniętych panie żyją przeciętnie o 6-7 lat dłużej niż mężczyźni (w Polsce - o osiem lat dłużej). Jeszcze w 1920 r. ta różnica wynosiła rok na korzyść kobiet. - Już widzę krzyk, jaki by się podniósł, gdyby ktoś publicznie ogłosił dofinansowanie z publicznych pieniędzy programów przedłużenia życia mężczyzn do wieku osiąganego przez kobiety. A przecież bez żadnych protestów przechodzą programy terapii hormonalnej dla kobiet po menopauzie czy programy zwalczania raka piersi - mówi Warren Farrell. Dane amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia wskazują, że na typowo kobiece choroby przeznacza się średnio dwukrotnie więcej środków publicznych niż na zwalczanie schorzeń będących męską domeną. Mężczyźni umierają wcześniej niż kobiety, ale na emeryturę przechodzą pięć lat później niż one (w Europie jedynie w Niemczech przeforsowano zrównanie płci w tym względzie). Kobiety skarżą się, że są wynagradzane gorzej niż mężczyźni (w USA zarabiają o 24 proc. mniej, w Polsce - o ponad 30 proc.), jednak z danych Departamentu Pracy USA wynika, że powodem jest głównie to, iż mężczyźni pracują ciężej. W USA mężczyźni spędzają w pracy przeciętnie 22 godziny miesięcznie więcej niż kobiety. To pracownicy płci męskiej w 90 proc. biorą nadgodziny. To mężczyźni wykonują 87 proc. prac w szkodliwych warunkach, to oni w 93 proc. padają ofiarami wypadków w pracy. Przepracowanym mężczyznom coraz trudniej też sprostać erotycznym pragnieniom kobiet. Na lęki na tle seksualnym cierpi 30 proc. Polaków (o jedną czwartą więcej niż Polek). - Nigdy wcześniej przez gabinety psychologów nie przewijało się tylu sfrustrowanych mężczyzn - twierdzi dr Zbigniew Izdebski, seksuolog. Punkty za kobiecość Feministki domagają się coraz większego udziału kobiet we władzy. W Niemczech nawet prawicowa CDU zdecydowała się na przyjęcie zasady, że połowa miejsc w parlamencie zdobytych przez tę partię powinna przypadać kobietom. Tymczasem panie stanowią jedną trzecią członków tego ugrupowania, więc 50 proc. miejsc w Bundestagu oznacza ich polityczną nadreprezentację. Wobec kobiet stosuje się system kwotowy przeniesiony z USA. Tam jednak kwoty były pomysłem na przełamanie upośledzenia w życiu publicznym czarnych Amerykanów, których z powodów rasowych nie dopuszczano do wielu stanowisk. Przeniesienie systemu kwotowego do firm czy parlamentów jest wyrazem tchórzostwa wobec feministek. - Kobiety są niedoreprezentowane także wśród kanalarzy, ale dziwnym trafem w tej profesji nikt się kwot nie domaga - kpi Arne Hoffmann. Feministki żądają coraz szerszego dostępu kobiet do armii i ich postulaty są realizowane: w armii USA już co siódmy żołnierz jest kobietą. Nie zmienia to jednak faktu, że na froncie kobiety nadal wykonują drugorzędne zadania. Martin van Creveld, który jest nie tylko historykiem, ale i ekspertem w sprawach wojskowości, zauważa, że podczas II wojny światowej w ZSRR utworzono specjalną jednostkę kobiecą, lecz zanim dotarła ona na front, pięć szóstych żołnierek zdezerterowało. W Izraelu podczas wojny Jom Kippur kobiety w męskich oddziałach walczyły ramię w ramię z mężczyznami, ale ich obecność na froncie tylko prowokowała Arabów do desperackich działań. Uważali oni bowiem za hańbę poddanie się kobietom. Ponadto mężczyźni walczący razem z kobietami przede wszystkim starali się je ochraniać, zamiast skupić się na atakowaniu wroga. Mężczyzna = przestępca W sądach wszystkich cywilizowanych krajów kobiety są karane łagodniej niż mężczyźni popełniający te same przestępstwa. W Wielkiej Brytanii uniewinnionych zostało 23 proc. kobiet oskarżanych o zabójstwo, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek nie przekroczył 4 proc. - Kobiety zawsze przedstawia się jako ofiary systemu represji zbudowanego przez mężczyzn - mówi Arne Hoffmann. Badania dowodzą, że dzieci wychowane przez samotnych ojców lepiej sobie radzą w późniejszym życiu niż dzieci samotnych matek (w Polsce takie badania przeprowadziła prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN). Jednak to właśnie matki są uważane za predestynowane do roli opiekuna potomstwa. W sprawach o przyznanie opieki nad dzieckiem po rozwodzie panowie przegrywają na całym świecie. W Wielkiej Brytanii w 91 proc. spraw dziecko zostaje przy matce, w Polsce ten odsetek wynosi 97 proc. - Nawet w policji, gdzie przecież dominują mężczyźni, pokutuje przekonanie, że wina zawsze leży po stronie mężczyzny - mówi Krzysztof Łapaj, przewodniczący Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca. Sprawcy przemocy domowej również nie są wyłącznie płci męskiej: z badań Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że ofiarami przemocy ze strony partnerów pada 12 proc. kobiet, ale jednocześnie 9 proc. mężczyzn to ofiary przemocy ze strony pań. W Wielkiej Brytanii mężczyźni są o 30 proc. częściej ofiarami domowej przemocy niż kobiety, zaś w Nowej Zelandii - o 50 proc. częściej. - Billboardy z wizerunkiem kobiety z podbitym okiem i podpisem "... bo zupa była za słona" czy plakaty Centrum Praw Kobiet z mężczyzną za kratami i hasłem "Przemoc wobec kobiety jest przestępstwem" uczulają opinię publiczną na problem przemocy w rodzinie, ale jednocześnie zrównują pojęcia mężczyzna i przestępca, co jest oczywistym nadużyciem - twierdzi Robert Kucharski, jeden z twórców portalu W Stronę Ojca. Paul Nathanson i Katherine Young, amerykańscy socjologowie, w książce "Spreading Misandry: The Teaching of Contempt for Men in Popular Culture" ("Rozkwit mizoandrii: lekcja pogardy wobec mężczyzn w kulturze popularnej") wyliczają liczne antymęskie reklamy i filmy, w których mężczyzna jest patologicznym mordercą albo po prostu pożałowania godnym fajtłapą. Young i Nathanson twierdzą, że w popkulturze lat 90. kilkakrotnie wzrosła liczba antymęskich stereotypów. Zemsta kobiet Reakcją na zjawisko mizoandrii są ruchy i stowarzyszenia w obronie męskiej czci, które nie chcą jednak powielać bojowej retoryki feministek. - Na początku trzeba trochę przejaskrawić problemy dyskryminacji mężczyzn, żeby do kobiet dotarło, że rzekoma męska dominacja w świecie to powielany bezrozumnie przesąd - mówi Warren Farrell. O tym, jakie wpływy mają kobiety, przekonał się Arne Hoffmann. Z maszynopisem swojej książki "Czy kobiety są lepszymi ludźmi?" odwiedził aż 80 wydawców, zanim znalazł odważnego, który zdecydował się na publikację. Z kolei Warren Farrell po wydaniu "Mitu męskiej siły" został okrzyknięty reakcjonistą, a jego artykuły były odrzucane, chociaż wcześniej był jednym z ulubionych autorów. Skoro mężczyźni są tak uprzywilejowani, jakim sposobem tak łatwo dają się dyskryminować?
  2. Szanowni Panowie, zakładam temat ku przestrodze. Niech pomaga szczególnie młodym, żądnym cielesnych uniesień z gatunku tych nietypowych. Obserwuję w mediach społecznościowych różne osoby - od polityków przez działaczy społecznych, dziennikarzy, feministki, pisarzy, aż po osoby szukające "atencji" (cudzysłów, gdyż słowo to nie jest tu użyte we właściwym, lecz w popularnym ostatnio znaczeniu). Nie jest pewnie dla Was nowością, że istnieją na Instagramie konta młodych kobiet, które otrzymują masę pozytywnego feedbacku tylko dlatego, że są... młodymi kobietami. Nie mam na myśli tylko tych ponadprzeciętnie atrakcyjnych - chodzi o kobiety w ogóle. "Panie instagramowe" zapewne mogłyby wstawić zdjęcie z codziennej czynności w toalecie, a i tak zyskałyby aprobatę. Wiele takich osób podbija sobie "atencję" przez zadawanie pytań w tzw. instastory. Dla niewtajemniczonych: to obrazek lub film, który mogą zobaczyć obserwujący daną osobę przez dobę od dodania. Jeśli padnie pytanie, a osoba je zadająca udzieli odpowiedzi, odpowiedź ta pojawi się wraz z nowo dodanym zdjęciem w kolejnym instastory. Czyli na kolejnym obrazku. Będzie tam też treść zadanego pytania. Na nowym obrazku może być np. wyraz twarzy osoby odpowiadającej jako reakcja na zadane pytanie. Często "instagramowa pani" inicjuje zadawanie pytań tekstem w stylu "ale mi się nudzi, pytajcie". Jedna z obserwowanych przeze mnie "atencjuszek" dostaje co chwilę pytania z gatunku erotycznych. To dziewczyna o urodzie 6/10. Widzę masę próśb o sprzedaż bielizny, skarpet, propozycje płatnych spotkań itp. Sam również miałem kiedyś fake konta pań na podobnych portalach, w tym randkowych. Oczywiście było to samo. Skala męskiego upodlenia jest co najmniej alarmująca. Panowie pisali m.in. z prośbą o poniżanie ich i od razu oferowali za to zapłatę. Sami z siebie, nieproszeni, wysyłali zdjęcia swojego ciała przebranego w damskie ubrania w klimatach japońskiej mangi erotycznej. Byli gotowi zwracać się do wyimaginowanej kobiety per pani, a sami określali siebie mianem psów. Długo można wyliczać. Nie mam już tych kont, bo naprawdę przykro się na to patrzy. Dodam, iż nie inicjowałem rozmów i nie starałem się ich podtrzymywać. Mężczyźni poniżali się na absolutnie własne życzenie. Ciekawi mnie, jakie przykłady dobrowolnego upokorzenia się mężczyzny przed kobietą Wy mieliście okazję zobaczyć. O ile był ciąg dalszy, też warto go opisać, bo może (w co śmiem wątpić) zdarzyło się, iż relacja takiego mężczyzny z kobietą poszła w dobrym kierunku - nie wiem, dobrali się pod względem upodobań czy coś. Jedyna pointa, jaka mi się nasuwa po tych obserwacjach, brzmi: szanuj się, mężczyzno - kobieta nie zrobi tego za Ciebie.
  3. http://natemat.pl/17815,coraz-wiecej-kobiet-nie-chce-byc-matkami-trzeba-zlikwidowac-tabu-o-nieposiadaniu-dzieci No czego innego można było się spodziewać po kobietach One nie chcą być matkami, ale to oczywiście wina mężczyzn... Warto zauważyć, że w tagach pod artykułem dano "feminizm" Piszcie co sądzicie na ten temat Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci? Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi". Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci? Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi". Dzieci coraz później - Dzieci? Nie, na to przyjdzie czas dopiero po trzydziestce - komentuje 24-letnia Sandra. Nie jest ona wyjątkiem, bo, jak się okazuje, takie podejście w naszym kraju ma coraz więcej Polek. - Sprawa jest bardzo skomplikowana. Od kilku lat obserwujemy tendencję Polek do coraz późniejszego rodzenia dzieci. Dziś średnia wieku kobiet, które decydują się na poród, wynosi 30-31 lat. Jest to duży wzrost w porównaniu z latami ubiegłymi - mówi w rozmowie z naTemat dr Arkadiusz Karnacki, socjolog. Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet. Według statystyk, średnia wieku kobiet na Zachodzie, które decydują się na pierwsze dziecko, przesunęła się już z 25. na 35 rok życia. Te statystyki biją na alarm. Badania amerykańskich naukowców wykazały, że do momentu, w którym kobieta kończy 30 lat, traci aż 90 proc. najlepszych oocytów, czyli komórek, z których powstają komórki jajowe. Lekarze twierdzą, że zegar biologiczny kobiet tyka szybciej, niż myśleli. Zatem, dlaczego Polki coraz częściej nie chcą mieć dzieci? A jeśli już się na nie decydują, to dopiero po trzydziestce? Dziecko? Nie, przecież mam pracuję Istnieje wiele teorii na ten temat. Kobiety mówią zdecydowane NIE dla dzieci, bo praca, bo kariera zawodowa, bo skrócona młodość. - Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet - mówi dr Arkadiusz Karnacki. - Podstawowym czynnikiem jest myślenie kobiet o dziecku, jako elemencie życia, przez który nie będą mogły się rozwijać zawodowo - zauważa socjolog. Takie podejście nie należy do rzadkości. Ciągły pośpiech, chęć spełniania się w pracy i marzenia o awansie sprawiają, że kobiety w młodym wieku nie postrzegają dziecka jako niezbędnego składnika do osiągnięcia pełni szczęścia. - W Polsce ciągle funduje się Polkom różne teksty, które sugerują im, że musi ona wybrać pomiędzy karierą a dzieckiem - mówi Barbara Stawarz, psycholog. - Przecież nie zawsze tak jest. Dziecko nie musi oznaczać zakończenia kariery zawodowej. Nie musi też być powodem do zwolnienia nas z pracy. Podstawą w dzisiejszych czasach jest to, żeby państwo zapewniło matkom odpowiednią pomoc, której niestety wciąż w Polsce nie ma, przez co młode kobiety czują strach przed jutrem - komentuje psycholog. A chodzi o pieniądze Wyprawka, pieluchy, specjalna żywność dla niemowląt, ubranka, płatny żłobek, przedszkole lub opiekunka - to wszystko sprawia, że kobieta z niechęcią patrzy na urodzenie dziecka. Wydatki na te rzeczy nie należą do najmniejszych. - Kobiety podchodzą do tego rozsądnie. Nie chcą mieć dziecka, skoro posiadają umowy śmieciowe, kredyty i mają ciągłe wydatki - zauważa psycholog Barbara Stawarz. Dziecko skraca młodość Nie wszystkie kobiety podchodzą do tego tak racjonalnie. Są też i takie, które nie chcą mieć dzieci, ponieważ - jak uważają - mają swojego kotka, który im w pełni wystarcza, a dziecko - w przeciwieństwie do niego - skróci im młodość i beztroskie życie. - Myślę, że jest to margines. Polkom kotek w większości nie wystarcza. Potrzebują mężczyzn, którzy o nie zadają i wzbudzą w nich poczucie bezpieczeństwa - mówi Barbara Stawarz. Jak zwracają uwagę eksperci, winni często są właśnie partnerzy, którzy starają się na wszelkie możliwe sposoby wymigać od odpowiedzialności. Tłumaczą się, że na dziecko "jest jeszcze za wcześnie". To właśnie oni są często przyczyną lęku kobiet przed posiadaniem dzieci, stad też decydują się one na potomstwo znacznie później. "Boję się, że będę złą matką" Katie Roiphe w swoim felietonie wspomina rozmowę z kilkuletnią córeczką znajomych, która zapytała jej, dlaczego nie ma dzieci. Ona, nie zastanawiając się długo, odpowiedziała, że nie wiedziałaby co z nimi robić, a także, że boi się, że będzie złym rodzicem. Takie myślenie nie należy do rzadkości: - Na pewno są takie kobiety, które boją się, że nie podołają wyzwaniu bycia matką. Nie mają pomysłu na to, jak mogłyby je wychować - zauważa w rozmowie z naTemat Barbara Stawarz. Jak zauważa psycholog, jest to ogromny problem w dzisiejszych czasach, z którym większość młodych kobiet nie umie sobie poradzić. "Warto być matką czy nie warto?" - pytanie to, choć tendencyjne, wciąż zadaje sobie większość kobiet. Katie Roiphe uważa, że można być prawdziwą i szczęśliwą kobietą, nie rodząc dziecka. Czy aby na pewno?
  4. Szanowni, czytam forum od dłuższego czasu i zaczynam zauważać u siebie niepokojące zjawiska. Często ostrzegacie przed pewnymi cechami, charakterystycznymi dla sporej części kobiet. To m.in. niezdecydowanie, szukanie "lepszej gałęzi", niepewność w kwestii uczuć, brak/słabe podniecenie przy "samcu beta" czy używanie określeń nie wprost ("miś, ja nie wiem, co czuję"; "musimy zrobić sobie przerwę"). Ze smutkiem przyznam, że powyższe cechy widzę u samego siebie. Jak się to objawia? - niezdecydowanie - od dziecka nie umiem podejmować ważnych (a czasem i błahych) decyzji. Utkwiła mi w pamięci sytuacja: jestem z mamą na rynku, chcemy kupić termometr do mojego pokoju. Są do wyboru trzy - jeden biały, drugi biało-czarny, trzeci chyba brązowy lub beżowy. Rzecz kosztowała wówczas (ok. roku 2000) kilka czy kilkanaście złotych. Stałem nad nimi dobre pół godziny, jakbym miał przynajmniej podpisać umowę o kredyt na nową S-klasę. Pani sprzedająca żartowała "przebiera, jakby miał do wyboru trzy dziewczyny". Dziś tego problemu by nie było, bo mam jakieś minimalne wyczucie estetyki i dobieram wyposażenie pod kolor mebli, sprzętu, ścian i wszystko w miarę się komponuje. Są natomiast inne kłopotliwe sytuacje - niedawno stałem przed decyzją o porzuceniu studiów, których nijak nie mogłem pogodzić z pracą. Dodam, że mam już magistra i to był kolejny etap. Czułem, że porwałem się z motyką na słońce - za wcześnie, bez dorobku naukowego, a w dodatku w innym mieście, niż moja praca. Ostatecznie zrezygnowałem, ale ta myśl chodziła za mną już od dwóch lat. Zmarnowałem trzy lata, bo nie umiałem tego uciąć. Gdyby nie to, być może byłbym już na kolejnym kierunku, w tym samym mieście, i miałbym za sobą jakieś fajne osiągnięcia. Tak chociażby, jak mój kolega, który zmienił kierunek po pierwszym roku. - szukanie "lepszej gałęzi" - jeszcze nie byłem w związku, w którym czułbym się w 100% usatysfakcjonowany. Emocjonalnie ani seksualnie. Często czuję, że jest dobrze, naprawdę okej, po partnersku, seks też całkiem gra. Niby wszystko git. Ale to tak, jak z jazdą samochodem - po prostu przemieszczam się z miejsca na miejsce jakąś zwykłą skodą. Niby wszystkie funkcje samochodu są spełnione - jedzie, skręca, hamuje. Ale kurczę, to nie są wrażenia z bmw czy sportowego mercedesa. To po prostu się toczy. - niepewność w kwestii uczuć - zawsze jestem ostrożny z deklaracjami, ale nie wynika to tylko z mojego ogólnie ostrożnego charakteru. Ja po prostu nie mam tych emocji, które popchnęłyby mnie do powiedzenia słowa "kocham". Wiecie, kiedy ostatni raz to powiedziałem? Gdy zrywałem z byłą. Rozpłakałem się wtedy, jak dziecko. Było to zupełnie bez sensu, bo to ja zrywałem, a jednocześnie płaczem sygnalizowałem, jak mi będzie źle bez niej. Gdzie tu logika? Wtedy nazwałem byłą "kochaniem". Wzruszyła się, czułem to w jej głosie. Pierwszy raz to powiedziałem, od kiedy się poznaliśmy. Ale decyzja została podjęta. Z obecnej perspektywy uważam, że słuszna, bo związek męczył nas oboje. To jednak poboczny wątek. Słowa o miłości padły pod wpływem emocji. Miłości tam nie było, jedynie przywiązanie. - brak/słabe podniecenie przy "samicy beta" - miałem już trochę doświadczeń z kobietami i wiem, że u nas (a przynajmniej u mnie) działa to identycznie, jak opisujecie, że działa u pań. Nie wystarczy fajna relacja. Nie wystarczy partnerstwo. Są pewne fizyczne cechy kobiet, które sprawiają, że facet wariuje. Nie wiem, czy to proporcje długości nóg, kształt twarzy czy np. szerokość bioder. Fakt faktem, jest coś na rzeczy. Zdarzało mi się już, że relacja była fajna, osobę baaardzo lubiłem, ale seks był taki sobie. Nie chcąc stracić wartościowej relacji, sam "robiłem swoje" w wolnych chwilach, żeby ciągle nie myśleć o jednym i móc osiągnąć satysfakcję w taki sposób, jaki mi pasuje - zwykle wystarczało lekkie porno w lubianych przeze mnie klimatach, a nawet odpowiednie tagi na instagramie, pintereście itp. "Samica beta"? Owszem, istnieje. Nawet się z tym typem zetknąłem, choć samo określenie wydaje mi się okropne i odczłowieczające. To typ miłej dziewczyny, która nie myśli prawie wcale o sobie, a chłopaka traktuje, jakby był jej synem. Tzn. przynosi coś do jedzenia, zaprasza do domu na ciastka, sama z siebie kseruje notatki i przynosi, żeby tylko czegoś na studiach nie przegapił itp. Jest ogółem na każde zawołanie. Szczerze? To bardzo miłe, ale w równym stopniu krępujące. Nie wyobrażam sobie związku z kimś takim. Lubię, gdy dziewczyna myśli trochę o sobie, opowiada o planach, ambicjach. Nie chodzi o narcyzm i chwalenie się. Chodzi o to, żebym widział w niej wyrazisty, fajny charakter. - używanie określeń nie wprost - robiłem tak, gdy związek z byłą chylił się ku upadkowi. Twierdziłem, że potrzebujemy przerwy. Ona uznała, że skoro mają wchodzić w grę jakiekolwiek "przerwy", to tak, jakbyśmy mieli się rozstać. Pod tym względem bliżej do Waszej wiedzy było jej, niż mi. To było jakieś pół roku przed spróbowaniem przeze mnie czerwonej piguły. Tylko właśnie - czy to ja potrzebuję owej piguły, czy może dziewczynom przydałaby się ona przed kontaktem z takimi facetami, jak ja? Od jesieni mocno zmieniło mi się myślenie, m.in. pod wpływem Marka oraz Rafała Olszaka z OcalSiebie, ale i tak zauważam u siebie białorycerskie cechy, a teraz zacząłem się zastanawiać, czy to nie są wręcz cechy typowe dla przeciwnej płci. Co jeszcze dało mi do myślenia? Moja ex (osoba biseksualna) powiedziała kiedyś po intymnych chwilach, że "kocham się z nią, jak kobieta". Nie stanowiło to wyrzutu, raczej komplement. Dodała, że jeszcze z żadnym facetem nie kochała się w ten sposób i dawno nie czuła się "tak wypieszczona i zaopiekowana". I przypomina jej się to, co robiła z kobietami. Jestem też osobą bardzo emocjonalną, skorą do łez i ostrych słów - głównie pod swoim adresem. Potrafię ranić psychicznie, dawniej wiele osób przekonywałem, że nie nadaję się do związku z nimi. Przez swoje niepowodzenia w pracy usuwałem ze znajomych osoby, na których mi zależało, żeby siebie samego ukarać. Twierdziłem, iż "nie zasługuję na związek z kimś takim". Nakreślę jeszcze pokrótce, jak wyglądało moje wychowanie: Jestem z małego miasta. Nie mam ojca - zostawił matkę, gdy zaszła w ciążę. Nie było alimentów ani testów. Wrócił do niej po kilku latach. Ona ze względu na moje dobro zacisnęła zęby i wybaczyła, ale ostatecznie nie przetrwało to i dorastałem bez męskiego wzorca. W domu był co prawda dziadek, ale miał problem z alkoholem. Nie był to skrajny alkoholizm - zwyczajnie lubił sobie wypić małpkę lub tanie wino, lecz nie miał do tego zdrowia i szybko się upijał. Mama i babcia raczej krytycznie go odbierały, choć nie dochodziło do poważnych scen, kłótni itp. Gdy dziadek przychodził po wypiciu, był kierowany do swojego pokoju, a ja słyszałem "dziadek źle się czuje, musi odpocząć" albo "dziadek dziś nie jest w stanie, jutro z nim porozmawiasz". Babcia z mamą co jakiś czas spierały się w kwestii wychowania mnie. Czasem też jedna z nich miała mi coś za złe, a druga - przynajmniej częściowo - stawała po mojej stronie. Do pewnego czasu nie potrzebowałem nawet i nie lubiłem towarzystwa chłopaków. W szkole kumplowałem się głównie z dziewczynami, miło siedziało mi się z nimi w ławce czy dyskutowało. Kolegów i przyjaciół zacząłem poznawać w gimnazjum. W liceum nauczyciel prowadzący zajęcia dodatkowe stał się moim nieoficjalnym idolem. Mogłem z nim gadać przez wiele godzin, odwiedzałem go w domu, słuchaliśmy płyt winylowych i robiliśmy różne rzeczy związane ze sprzętem audio. Mama twierdziła, że lubię go, bo brakuje mi ojca. Nawet wyrzucała sobie, że z nikim się nie związała, bo może miałoby to lepszy wpływ na mnie. Miałem w pewnym momencie coś takiego, że starałem się przemycić w rozmowach z nauczycielem pewne fakty z mojego życia prywatnego - np. "będę z dziewczyną gdzieś tam". Wydawało mi się, że to powód do dumy, iż układam sobie sprawy osobiste i właśnie tego nauczyciela widziałem w kręgu osób, którym chciałbym o tym powiedzieć. Dodam, iż nigdy nie miałem wątpliwości co do mojej tożsamości płciowej, choć znam kilka osób trans. Moje podejście do LGBT jest neutralno-pozytywne. Lubię te osoby, staram się rozumieć. Ja sam od zawsze czuję się mężczyzną. Gdy widzę atrakcyjnych mężczyzn o dobrej budowie ciała, czuję motywację, by wyglądać podobnie. Lubię patrzeć na siebie, gdy ćwiczę albo tuż po ćwiczeniach. Nie sądzę, że jestem wyjątkowo atrakcyjny (kiedyś napisałem, że 7/10 - dziś myślę, że przeceniłem się, bo porównałem do dawnych czasów, gdy byłem pasztetem), ale lubię samego siebie. Moja tożsamość jest jak najbardziej okej. Nie zgadzam się natomiast ze społecznym schematem męskości. Chcę być po prostu sobą, a nie społecznym oczekiwaniem pt. "mężczyzna". Wybaczcie, że tak się rozpisałem. Tym z Braci, którzy przebrnęli, gratuluję wytrwałości i dziękuję. Podrzućcie swoje rady. Jak dalej tym wszystkim kierować? Jak być dobrym mężczyzną w pozytywnym rozumieniu tego słowa - czyli nie toksycznym, niedojrzałym emocjonalnie samcem?
  5. Panowie Tak na szybko,żeby nie robić poematu. Mam 28lat jestem zadbanym facetem(użył bym słowa przystojnym,ale później będzie że jestem narcyzem)Trenuję zawodowo sport (moja pasja)nie mam żadnych nałogów.Nie jestem zadowolony z jakości swojego życia szczególnie chodzi o finanse a co za tym idzie w parze o kobiety. Na ten moment moje zarobki to średni krajowa +10-15% i uważam że to blokuje mnie jeśli chodzi o rozwój.W 2014 po kilku zmianach prawnych musiałem zakończyć prowadzenie działalności,ponieważ moja "profesja" stała się nielegalna.Od tego czasu pracuję fizycznie i na bramkach co lekko mówiąc mnie nie zadowala. Co jakiś czas podobam się bardzo atrakcyjnym Paniom,natomiast czar pryska kiedy zaczynam opowiadać o sobie (nie mam własnego mieszkania,samochodu nie (kwestia kilku miesięcy)i w odbiorze społecznym pracuję jako parobek.Z góry zakładam że zostanę odrzucony (bo nie wierzę w kobietę z Himalajów) 1.Czy w takich sytuacjach lepiej pierd*** że jest się marynarzem albo kapitanem okrętu podwodnego czy z uśmiechem na ustach mówić "jestem cieciem"(nie uwierzy ale przynajmniej temat zaniknie) 2.Wziąć dodatkową pracę i robić po 10-12h dziennie żeby przytulić te 5-6tys na rękę (kosztem zdrowia)?Pociągne tak 2,3 może 4 miesiące,jedynym wyjściem było by zrezygnowanie z trenowania (ale tego nie zrobię) Ktoś coś,za każdą poradę z góry dziękuję?
  6. Cześć, jestem Marek i bynajmniej nie odbiegam prestiżem od Kruszwila. Mam niemal 40 lat. Jestem przyrodnikiem, biologiem z doświadczeniem w upatrywaniu pięknych sarenek.
  7. https://www.newsweek.pl/opinie/mezczyzni-ktorzy-sie-boja-jak-zostalam-ofiara-internetowego-hejtu/pyd9ybs Pani niedawno napisała artykuł na temat "toksycznej męskości", "męskich przywilejów" i podobnych tematów, mocno generalizując i przekłamując rzeczywistość, co spotkało się jak widać z dosyć mocnym odzewem. Autorka artykułu na początku tekstu standardowo przytacza jedynie ordynarną krytykę wymierzoną w jej kierunku, celowo pomijając jakiekolwiek wartościowe i wyważone uwagi, by wytworzyć wrażenie, że jej adwersarzami są jedynie osoby prymitywne, o słabej percepcji i z niezbyt pojemnym aparatem poznawczym, a [w domyśle] popierający tezy z pierwotnego tekstu, to "młodzi, wykształceni, z wielkich miast". Dosyć prymitywna technika manipulacji, tutaj trochę zawoalowana, jednak wciąż widoczna. Z innych ordynarnych technik manipulacji, jest też nazywanie oponentów "chłopcami", a nie "mężczyznami", próba zaszczepienia wstydu i/lub poczucia winy. Dalej też jest dosyć standardowo, sofizmaty rozszerzenia, różne sposoby mające uwiarygodnić tekst pisany pod z góry założoną tezę. Zabawny wydaje się akapit, gdzie zostaje zadane pytanie retoryczne, czy feministka musi być sfrustrowana seksualnie [oczywiście zostało to wyśmiane jako krzywdzący stereotyp], a chwilę wcześniej autorka określa część osób identyfikujących się z konserwatywną prawicą jako inceli i miłośników teorii spiskowych. 🤣 Co myślicie na ten temat?
  8. Cóż, pomyślałem, że założę temat, bo może coś nowego i ciekawego się od Was dowiem Mój problem jest taki, że nigdy nie miałem tzw. "jaj". Więc w sumie ten temat powinienem może nazwać: Jak zyskać jaja?? Zawsze byłem grzeczny i układny, co oczywiście z wiekiem odbijało się na mnie tak, że bywałem w szkole popychadłem itp. Wiecie jak to jest. Mam totalną konfrontacjo-fobię. Bałem się i boję nadal postawić ludziom, którzy zachowują się wobec mnie nie tak jak "powinni". To się też odbija na kontaktach z kobietami, bo one wyczuwają moją słabość chyba. Nie wiem jak odzyskać męska siłę i godność... A może po prostu zaakceptować to jaki jestem? Nie ukrywam jednak że przeszkadza mi to w życiu i odbija sie na mojej samoocenie i pewności siebie. Co myślicie???
  9. Witajcie, mam mały problem. Mój głos jest cichy, nie ma barwy. Wtedy kiedy cokolwiek mówię, lub próbuje powiedzieć na spotkaniach coś chwyta mnie za gardło i nie umiem powiedzieć niczego głośno i stanowczo jak facet. Prawdziwy mężczyzna. Abstrachując od tego czy jestem wysoki czy też niski, mój głos ma świadczyć o mnie jako dorosłym mężczyźnie. Obecnie jednak sprawiam wrażenie człowieka niepewenego tego co mówi. Jak sobie z tym poradzić? Czy moglibyście coś polecić? Nie mam żadnych urazów fiaycznych krtani, genitaliów czy czegokolwiek.
  10. Witam braci bardzo serdecznie tego poranka *Z góry przepraszam jeśli wstawiłem wątek w złym dziale! *Prosiłbym administrację o przeniesienie, jeśli jest taka potrzeba! Część użytkowników zna mnie z dość dosadnego języka i brutalnego wypominania oraz wykrywania tak zwanej "sp*erdoliny kobiecej", która rozprzestrzenia się w nieustępliwym tempie. W moich najstarszych postach może i nawet można odczuwać lekką pogardę i nie ukrywam, że był to dopiero początek, pierwsza czerwona pigułka połknięta. Pierwsza połknięta może za bardzo zlasowała mózg i miałem przerwę od kontaktów z kobietami. Z czasem jednak... Nastąpił przełom w sprawie: Po pierwsze zmieniło się moje nastawienie do kobiet w materii podrywu. Presja, nieumiarkowana potrzeba zaimponowania, strach przed porażką, strach przed flirtem ---> to w dużym stopniu znikło, choć nie do końca! Z miesiąc temu atrakcyjna kobieta 30 lat sama do mnie zagadała i po prostu czułem to znowu - presja, szybsze bicie serca, ból w klatce piersiowej, strach. Z kolei w okres wakacji gdy sam do kobiet podchodziłem(co prawda nie dużo, ale podchodziłem) i widziałem pozytywną reakcję, to natychmiast cały stres znikał. Nie wiem czym to może być spowodowane, być może bardzo baaardzo atrakcyjne kobiety(żywe chodzące ideały) działają na mnie jeszcze zbyt mocno. Secundo, mimo wszystko, moje blokady zostały w dużej mierze przełamane i potrafię się strasznie rozgadać(co jest dziwne jak na introwertyka, ale podejrzewam, że gadulstwo to moja cecha ukryta, którą nie reprezentuję na co dzień w kontaktach z ludźmi, szczególnie mało znanymi) i interesujące jest to, że w towarzystwie samych kobiet Co się stało z mężczyznami? Przejdźmy jednak do sedna sprawy: Czemu mężczyźni, a przynajmniej jakaś część, jest tak przyjebana mułem i nieufna, wgl nie nawiązująca relacji? A nawet bym powiedział, że spora część bez ambicji, cebulacka, czekająca na twój upadek, ponieważ skoro oni mają ch*jowo, to Ty też musisz mieć. Zasadniczo zauważyłem to już spory czas temu. Można nawet pośmiać się z czegoś, wyłapać pewien connect, ale jeśli przejdziemy do konkretów, to ani to nie napisze ani nie zadzwoni. A najgorszy przypadek to chyba taki, że np. na lekcji czy na przerwie wgl. się taki mężczyzna nie odezwie, nie zaczepi tylko "cześć-cześć" i siedzi przyjebany sam w kącie albo w telefonie(gorzej niż baba). Mój kumpel, który mieszka w UK mówi, że takie rzeczy są nie do pomyślenia i ludzie wgl. mają inne podejście do relacji niż u nas w Cebulandii. "Większość moich kolegów to koleżanki" Po kobietach jeździłem, jak po burych sukach na forum(na żywo jak mnie jakaś wkurwi to też jadę, chociażby ta 15-stka), ale co do czego to utrzymuję kontakt z prawie samymi kobietami. Nawet gdy poszedłem na warsztaty, eventy hobbystyczne, to również z całej grupy mam kontakt tylko z koleżanką bądź koleżankami. Mam tylko jednego kolegę z klasy, ale właściwie to poza szkołą za bardzo kontaktu nie było. Natomiast 50% moich nowo poznanych koleżanek pisze do mnie i wzajemnie zresztą. Czy to jakiś paradoks? Dodam może taki szczegół, że 70% procent tych koleżanek czuje do mnie mniejszą bądź większą miętę, chociaż jednej wyjaśniłem, że jesteśmy tylko kolegami(starsza kobitka, to bez fochów przyjęła i normalnie gadamy). Czy matrix jest tak silny, że niszczy męskie więzi? Wyduszę z serca teraz pewne rzeczy uderzające nawet o herezję na tym forum! Primo: Otóż, część braci pamięta Janusza self-called specialist of relationship management, któremu poświęciłem nawet osobny wątek na forum. Docinki tego małego człowieczka spowodowały poważne zaburzenia w mojej samoocenie i tożsamości męskiej. Ten człowiek wysysał ze mnie całą energię i dowartościowywał się tym, że ma swoją myszkę(co prawda utuczoną, ale jest), a ja nie mam, w związku z czym jestem gorszy (zaczęło się, gdy miałem 16 lat) Oprócz tego, że mi na różny sposób dopierdalał i mierzył sobie swojego małego fiutka, to Jasno mi deklarował, że : Ragnar nie jesteś godzien by posiadać atrakcyjną kobietę, więc musisz obniżyć wymagania i podrywać mniej atrakcyjne, nawet od ciebie. Secundo: W wątkach na forum wspominałem pobocznie o pewnej bandzie osiedlowych marnych osobowości. Są to ludzie, którzy podobnie jak Janusz self-called specialist, nie mogą znieść, że ktoś ma większe ambicje od nich i się rozwija. W związku z czym trzeba dop*erdalać sobie nawzajem, mierzyć fiuty(a już szczególnie przy paniach ;>) i spędzać bezproduktywnie czas. Że jak bezproduktywnie? Ano na ćpańsku zielska i popadanie w długi oczywiście. Bez pracy, bez szkoły, a jak szkoła, to czasem wagary hehe. Nie wszyscy tam są głupi, ale znaczna część to ludzie albo przyjebani albo niedowartościowani, którzy wysysają z ludzi energię by sobie podbić ego. To jest żałosne towarzystwo składające się tylko i wyłącznie z mężczyzn + od czasu do czasu przyjadą jakieś głupie, puste, atencyjne czy zaburzone małolaty(15-16), które mają nudne życie i szukają rozrywki. *Aktualnie posiadam tylko dwóch, może trzech męskich dobrych kumpli, niestety słabo dyspozycyjnych czasowo. No i pozostają bracia samcy, z którymi prowadzę prywatną korespondencję Odkąd kompletnie się odciąłem od toksycznego środowiska, to nawiązuję relacje prawie z samymi kobietami. Co mnie trochę wkurwia bo chciałbym iść na jakiś męski wypad, na jakąś męską imprezę powyrywać panny. Konkluzja O co mi chodzi teraz, jaka herezja? Ano mimo przykrych doświadczeń z kobietami, które dotyczyły spraw sercowych. To najwięcej od mężczyzn otrzymałem negatywnej energii i cierpień, czy nienawiści. To przez toksycznych mężczyzn mam złe wzorce, które muszę przepracować. Kobiety, miłość i inne bzdety nie są ważne, to matrix nam wmawia inaczej byśmy nie dbali o swoją męskość, o swój rozwój, tylko ganiali za spódniczkami, robili dzieci i pracowali dla Janusza biznesu z wąsem. Mądre, szczęśliwe społeczeństwo to wróg demokracji. Bierzmy przykład z kobiet! Oczywiście część z braci pomyśli o tanich kobiecych manipulacjach, pragmatyzmie, bezwzględności po trupach do celu. Jasne, to trzeba jak najbardziej adaptować by nie wypaść z gry, ale mi chodzi o coś innego. Podczas gdy kobiety się łączą(no chyba, że przyjdzie samiec alfa), to my mężczyźni walczymy między sobą. Tworzymy podziały, próbujemy się wywyższać, zdominować rozmówcę i pokazać co to nie my. Ja się pytam po ch*j? Białorycerzować z mieczem w imię cipki? Czy dowartościować się w tych trudnych brutalnych czasach? Taka mnie nachodzi myśl gdy widzę, że sp*erdolina dotyka również mężczyzn, a szczególnie patologicznych białych rycerzy. Dziękuje, że dotrwaliście
  11. Jakub Czarodziej zaczął krytykować mężczyzn na swoim FB. Co sądzicie o tym co ten wydziarany, łysy gość pisze? Jak dla mnie to jest post pisany pod kobiety. Jeszcze jego komentarz poniżej: Chłopcy, serio myślicie, że widząc wasz bulwers w komentarzach, ciężko Nam się domyślić, iż post tknął Was jak komar w letni wieczór? Tekst pisany pod publikę? Co mam kurwa, do ściany pisać? Ściano Ma, piękna Tak, jak kolor Twój, i chuj.
  12. Witam was. Myślę, że jest to dobre miejsce, aby założyć ten temat. Jak zapewne już kiedyś pisałem, istnieje pewna grupa na fb, która pełni funkcję "manosfery" (nazwy bezpośrednio tu nie podam - na pw najwyżej). Jest to grupa prześmiewcza wywodząca się z grup pedo-libertarianskich (zresztą ja ten nurt tak nazywam). Dyskutuje się tam na tematy męskie, około-RedPill i tak dalej. Niestety ostatnio pewien gość zaczął tam drastycznie obniżać poziom. Wklejał ciągle linki z zachodnich red-pillowskich stron, żalił się, że żadna kobieta nie chce mu popuścić, skarżył się na "chadów" (samcy alfa - zwrot używany na zachodzie) i po prostu działa bardzo na nerwy społeczności. Bardzo dużo ludzi zaczęło przez niego odchodzić z grupy widząc na spam jaki robi. Ja także się dosyć zażenowałem. Wszelkie rady tam, aby zadbał o pieniądze, wygląd, pewność siebie, pozycję społeczną miały taką skuteczność jak przebicie grochu o ścianę. Nieważne co by mu napisać - on znalazłby wytłumaczenie. Czy to "pewność siebie jest genetyczna", czy to, że "nie mam kasy, bo zbieram na wyjazd do Krakowa", czy też "bycie chadem jest genetyczne" (fakt, ale czy należy płakać do ludzi przez to?). Pisałem pod jego postami, że tak - "Masz rację, kobiety mają hipergamiczną naturę, patrzą na wygląd, ale swoim narzekaniem nie naprawisz swojego problemu. To, co robisz, jest bezcelowe." Stwierdziłem, że napiszę do niego prywatnie. Stwierdziłem, że polecę mu to forum, audycje. Poleciłem książkę. On "hehe, możesz mi kupić na urodziny za 2 miesiące xD".... A zresztą skopiuję to, a potem wyciągnę na koniec wnioski z tego. Warto, aby ten temat był dokładnie przedyskutowany, bo ma to ogromne znaczenie dla idei naszego forum i ogólnie tego o co walczymy. Dobra, to jest typowy przykład incela. Nieważne co gościowi by się doradziło - zaśmieca on fora, nie wnosi nic wartościowego, liczy na pocieszenie, na które i tak odpowie wymówką. I w tym całym zamieszaniu można wysunąć konkluzję - jeśli mężczyzna, który nie jest pewny siebie, jest zdesperowany na sex z kobietami, nie jest po męsku wychowany (czyli płacze i narzeka, a nie patrzy na racjonalne rozwiązanie problemu), to lepiej, aby od tej wiedzy trzymał się z daleka. Czerwone tabletki nie zawsze leczą. Potrafią zjeść czas, stworzyć wymówkę do nie-działania, oraz cofnąć w rozwoju, jeśli jakikolwiek rozwój zachodził. Trzeba zrozumieć elementarną rzeczywistość, że będąc szarą jednostką, przeciętnie wyglądającą (gość ten wygląda przeciętnie), przeciętnie zarabiającą nie wzbudzi się zainteresowania kobiet. TAK, NIESPRAWIEDLIWE JEST TO, ŻE MAMY RÓŻNE GENY - CZASEM LEPSZE CZASEM GORSZE. Ale co osoba ma robić w tym przypadku? Ma narzekać po forach? Liczy przez to na coś? Czy można liczyć na to, że jak rzuci się piłeczkę do ziemi, to ona wypi*rdoli nagle w kosmos? Świat ten bazuje na stałych zasadach i cechą racjonalnego mężczyzny jest to, że akceptuje je i gra, poprzez rozum, bazując na nich. Niestety wraz z rozprzestrzenianiem się idei, wraz z coraz szerszym dostępem zapewne będziemy mieć także na forum coraz więcej ludzi, którzy uważają, że coś im się należy za nic będąc nikim, oraz że narzekaniem, leżeniem, wegetacją i biernością cokolwiek zmienią. Żyjemy prawdopodobnie w najlepszych czasach, jeśli chodzi o łatwość osiągnięcia rzeczy wielkich. Pewnie zaprzeczycie mi, bo "żyjemy w biednym kraju". A czy kiedyś Polska była bogatsza niż teraz? Kiedy? Znajdywanie wymówek, a nie rozwiązań to jest chyba najbardziej nie-męska cecha, z którą można się spotkać lub którą można mieć. Jeśli masz internet, masz rozum, masz ręcę i nogi, to masz potencjał. Prawdą jest, że nie każdy jest inteligentny, ale nie w tym rzecz. Jeszcze dochodzi do tego inna sprawa - nie licząc męskiego charakteru i spojrzenia na świat, ale samych końcowych motywacji - dobra, jeśli na serio ma się ch*jowe geny, których własne potomstwo mogłoby się wstydzić i cierpieć za to, to czy warto w ogóle wiązać się z kobietą w takiej sytuacji? Czy nie można nauczyć się żyć bez seksu, przeładowywać energię seksualną w coś innego? W przyszłości ludzkość i tak czeka zagłada (ale to inny temat), więc prokreacja nie będzie trwać bez końca. Można tu się podłączyć pod różnych nihilistów i antynatalistów - esej "Ostatni Mesjasz" Petera Zapffe, książka "Better never to have been" (nie pamiętam autora), twórczość Lovecrafta, manifest Mainlandera (napisał go i się zabił..)... Mnóstwo tego jest, jak również mnóstwo istniało ludzi, którzy prowadzili szczęśliwe życie bez potomstwa i kobiety. Jakie jest wasze zdanie na temat "toksycznej męskości" (która jest bądź co bądź wyżej przedstawiona), oraz definicją prawdziwej męskości? Co o tym sądzicie?
  13. Witajcie Panowie Bracia, w tym temacie pokrótce przedstawię Wam kanał noszący nazwę Wojna Idei, na który natknąłem się stosunkowo niedawno, zachęcam również do przejrzenia sobie treści na nim zawartych, oraz do wyrażania swoich spostrzeżeń i opinii na temat ów kanału. Jak mówi nam tytuł tegoż tematu, a także opis samego kanału, dotyczy on głównie anglojęzycznych wywiadów, wykładów i wypowiedzi (często znanych lub/i wyedukowanych osób takich jak Jordan B. Peterson, Karen Straughan, Joe Rogan i innych, choć główne skrzypce gra tam pan Peterson), które zostały przetłumaczone przez autora kanału na język polski, dzięki czemu teraz każdy nasz rodak, który nie opanował języka wyspiarzy w wystarczającym stopniu, może przyswoić sobie ich treść, a to właśnie ona jest tutaj ważna Ale również sam autor dzieli się z nami swoimi poglądami i spostrzeżeniami na różne tematy. Zaś o treści filmów (zarówno tych spolszczonych, pochodzących od zagranicznych twórców i osobistości, jak i tych stworzonych w pełni przez właściciela kanału) na tymże kanale można mówić godzinami, gdyż poruszają one tematy będące w centrum wielu dyskusji, które zresztą często są Braciom znane, chociażby z twórczości naszego Guru, pana Marka. Nie zabraknie więc wypowiedzi na temat: - związków damsko-męskich (także o friendzone) - wychowywania dzieci - psychologii (w tym o psychice kobiety i mężczyzny uwarunkowanej ewolucją) - kwestii męskości (związanej z nią agresji i toku rozumowania) - relacji międzyludzkich (i naszej postawy względem innych) - moralności - idei religii - polityki I wiele innych. Sądzę, że każdy z Braci, kto interesuje się tego typu tematami znajdzie tam coś dla siebie, lub już znalazł Jak można zauważyć wiele z tych tematów podobne są do tych, o których napisał/nagrał już pan Marek, jednak często są one przedstawiane nieco odmienny sposób, lub z innej perspektywy, a do tego dochodzi jeszcze różnorodność doświadczeń tych ludzi, dzięki czemu możemy spojrzeć na daną sprawę w nowym świetle. No i znajdziecie tam również takie perełki, jak niektóre z filmów pani Karen Straughan, która zresztą prowadzi swój własny, anglojęzyczny kanał. Mi osobiście najbardziej spodobał się wykład pana Jordana B. Petersona: "Dlaczego warto być niebezpiecznym": Oraz wypowiedzi pani Karen Straughan na temat feminizmu: A także na temat tak powszechnie znanego zjawiska, jakim jest friendzone: 😈 Wreszcie mogę raz na zawsze zamknąć usta tym, którzy wzbraniają się rękami i nogami przed przyjęciem prawdy na temat kobiecej natury mówiąc mi "Co Ty możesz wiedzieć o tym, co kobieta czuje i jak myśli?!", lub "Żadna z kobiet się z tym nie zgodzi!" (żarcik oczywiście). 😈 Link do kanału Wojna Idei: Click! Jaki jest Wasz ulubiony film z tego kanału? A może macie jakieś spostrzeżenia, czy opinie na jego temat, które chcecie przedstawić? Zapraszam do komentowania. Pozdrawiam, Mathew.
  14. http://www.pch24.pl/czy-ameryka-skonczy-z-feministycznym-obledem--pch,59363,i.html#ixzz5BmSAqIhf Redakcja renomowanego słownika amerykańskiego Merriam-Webster ogłosiła, że w 2017 roku najczęściej sprawdzanym słowem był wyraz „feminizm”. Stał się on trendy po zwycięstwie Donalda Trumpa, którego prezydencka inauguracja spotkała się z protestami wulgarnego marszu kobiet. Drugi skok popularności zapewniła słowu kampania #MeToo w reakcji na skandal z Harveyem Weinsteinem. Historycznie rzecz biorąc, klasyczna walka feministek z ekonomiczną dominacją mężczyzn oraz o „prawo” do aborcji przyniosła im spore sukcesy, więc potrzebne były nowe kierunki. Dziś feminizm jest filozofią nienawiści do mężczyzn oraz tzw. intersekcjonalną platformą walki o władzę , czemu sprzyja sterowana bałkanizacja społeczeństwa amerykańskiego. Mimo gwarantowanego prawem równouprawnienia płci, feministki wolą tkwić w mentalności ofiary. Daje im to nie tylko uprzywilejowany status względem mężczyzn, ale i usprawiedliwia niegodziwe działania. Widać to choćby w szerzeniu propagandy o rzekomej epidemii gwałtów na uczelniach. Dostępne dane przeczą histerii feministek, ale mając wsparcie mediów oraz Partii Demokratycznej, czują się mocne. Co jakiś czas wybucha nowy skandal z wyeksponowanym kłamstwem, które ma ilustrować tezę o panującej na kampusach rzekomej kulturze gwałtu. W 2006 roku głośnym echem odbiła się sprawa o zbiorowy gwałt na czarnoskórej dziewczynie przez trzech białych studentów na Duke University. Nie tylko media, ale i władze uczelni bezkrytycznie uwierzyły studentce jeszcze zanim przeprowadzono śledztwo. Doszło do manipulowania wyników badań DNA oraz pozbawienia oskarżonych konstytucyjnego prawa do domniemania niewinności. Rok później oskarżeni zostali uniewinnieni a politycznie motywowanego prokuratora pozbawiono licencji prawnika. Władze uczelni nie przeprosiły nikogo i nikt nie stracił stanowiska. Rzekoma ofiara gwałtu, którego nigdy nie było, nigdy nie została pociągnięta do odpowiedzialności karnej za wniesienie fałszywych oskarżeń. Kilka lat po tym skandalu magazyn „Rolling Stone” opublikował szokujący w szczegółach artykuł o zbiorowym gwałcie na studentce University of Virginia. Po paru miesiącach okazało się, iż rzekoma ofiara historię zmyśliła, a dziennikarka magazynu nie zadała sobie trudu, by gdziekolwiek sprawdzić wiarygodność opowieści zanim oddała artykuł do publikacji! Po procesie sądowym pismo zostało ukarane wysokimi kosztami, ale redakcja nie zwolniła nieuczciwej pracownicy. Uczelniane „trybunały rewolucyjne” Wydawałoby się, że wobec ekscesów feministek demokraci nie będą się spieszyć z kolejnymi przywilejami dla kobiet na kampusach. Ale w 2011 roku Ministerstwo Edukacji w piśmie do rektorów wszystkich uczelni wezwało je do prowadzania śledztw oraz do orzekania o winie oskarżonych o seksualną przemoc przez specjalne sądy na kampusach. Odtąd „dowodem” stało się przekonanie rzędu 50,1 procenta , że doszło do przestępstwa! Wywołało to lawinę sądów quasi kapturowych, pozbawiających studentów konstytucyjnych praw i ułatwiających studentkom składanie wątpliwych oskarżeń. W efekcie zmalała kontrola nad prawdomównością powódek, błędną identyfikacją sprawców i pomyłkami śledczych. Studentów wyrzuca się z uczelni po wyroku sądu, który pozbawia ich prawa do domniemania niewinności, do posiadania obrońcy oraz do przepytywania świadków strony skarżącej! Towarzyszy temu poszerzanie definicji gwałtu, co ułatwia studentkom oskarżanie o ten czyn chłopaka, z którym spały po wspólnej alkoholowej imprezie. Na niektórych uniwersytetach do oskarżenia o gwałt wystarczy brak wyrażonej uprzednio na piśmie zgody studentki na współżycie! Trudno nie dostrzec jak w tym klimacie jak zaciskanie pętli politycznej poprawności może obracać się przeciwko całkowicie niewinnym ludziom. Skoro bowiem wyroki w sprawach o gwałt orzekane są tak lekkomyślnie a rzucanie falszywych oskarżeń pozostaje bezkarne, co stoi na przeszkodzie by kobiety mogły mścić się na nielubianych kolegach bądź z zazdrości rujnować ich naukowe kariery – także jeśli obwiniani swych rzekomych ofiar nawet nie dotknęli? Promowana przez feministki propaganda rzekomej „kultury gwałtów” znajduje poparcie demokratów i adwokatów, którzy mocą specjalnego funduszu rządowego i nadzieją na zyski procesowe doprowadzili do powstania swego rodzaju przemysłu przestępstw seksualnych. Inicjatywa głównej animatorki tej propagandy, nowojorskiej senator Kirsten Gillibrand (Partia Demokrtyczna) otwarła drzwi do zatrudniania licznych ekspertów od uczelnianych sądów, grożąc opieszałym uniwersytetom zawieszeniem federalnych funduszy. Prestiżowy magazyn „The Atlantic” napisał, że sam Harvard zatrudnia na pełnym etacie 55 ekspertów uczelnianych sądów. Z kolei „New York Times” ujawnił, że w Ministerstwie Edukacji czeka na załatwienie prawie pięćset skarg o przestępstwa seksualne na kampusach, zaś każda z nich wymaga na rozpatrzenie średnio 703 dni! Fałszywym tezom Kirsten Gillibrand jakoby na kampusach kobiety były bardziej narażone na gwałt niż gdzie indziej, przeczą dane statystyczne Ministerstwa Sprawiedliwości. Mówią one, że w minionych 20 latach ilość przestępstw seksualnych była o 120 procent wyższa na terenach poza uczelniami. Zmalała z kolei znacznie liczba takich czynów na kampusach w przeliczeniu na tysiąc studentów – i to aż do 4,4 procenta w 2013 roku. Ocena 53 najlepszych amerykańskich uczelni w minionym roku ujawniła szokujące dane. Aż trzy czwarte z nich nie gwarantuje studentom prawa domniemania niewinności; tylko 47 procent placówek rzetelnie bada fakty, a 79 procent otrzymało ocenę niedostateczną za lekceważenie prawa do sprawiedliwego procesu. Minister Devos czyści stajnię Augiasza W listopadzie ubiegłego roku wysoka fala akcji # MeToo zaczęła nagle wciągać czarnoskórego kongresmana Johna Conyersa, demokratę i weterana komisji sprawiedliwości. Choć przyznał on, że z państwowej kasy (!) wypłacił 25 tysięcy dolarów kobiecie oskarżającej go o seksualne molestowanie, to zaprzeczył swej winie i odmówił podania się do dymisji. Wieloletniego kongresmana bronili początkowo partyjni koledzy protestując przeciwko osądzaniu go na podstawie li tylko słów kobiety, bez zapewnienia mu sprawiedliwego procesu. Okazało się, że to, co wolno robić ze studentami i aktorami, jest niedopuszczalne wobec polityków – Demokratów! Stopień hipokryzji był jednak zbyt duży więc nawet wpływowa Nancy Pelosi, obrończyni „ikony amerykańskiego życia politycznego”, w końcu ustąpiła i Conyers musiał odejść z Kongresu. Republikanie chcieliby odebrać uczelniom kompetencje orzekania o winie studentów i przywrócić je właściwym organom sądowym. Betsy Devos, nowa minister edukacji w rządzie Trumpa zniosła już kilka rozporządzeń prezydenta Obamy dla uczelni. Regulacje te dotyczyły przestępstw seksualnych, w tym przyjmowania za podstawę do orzekania winy tzw. niskiego wymogu dowodowego, ekspresowego, 60-dniowego okresu śledztwa, a także odmowy zgody na próbę pojednania stron. Ale przed Devos jest jeszcze wiele do zrobienia.
  15. Napisałam list do Mareczka na vimeo, ale stwierdzilam, że on bardziej jest skierowany do Was, wiec wklejam. Buziaczki, chłopcy ( być może kiedyś mężczyźni) :*** Cześć Mareczku ponownie! Uwielbiam Cię słuchać serio. Twoja spaczona wizja świata bawi wręcz do łez. Absolutnie większość kobiet zniszczy życie dzieciom, które kochają ponad wszystko , by podać ich ojców do sądu, oskarżyć o pedofilię i zagarnąć ich dom. Co druga kobieta to robi i każe dzieciom kłamać, oskarżać ich tatusia o takie rzeczy i tym samym niszczyć psychikę niewinnych niczemu dzieci. To jest tak obrzydliwe, że aż się o tym gadać nie chce. Robię to dla dobra społecznego i do tego za darmo. To tak a’propos materialistycznej natury kobiet. I tak wmówisz to albo innym mizoginom, albo ludziom głupim bądź naprawdę skrzywdzonym przez kobietę. Ale taka generlizacja to skrajna patologia i chyba o tym wiesz. Co do zabezpieczenia siebie i dzieci. Każda rozważna kobieta (miłość miłością, ale że większość mężczyzn zdradza to powszechnie wiadomo, wręcz temu co głosisz Mareczku, dużo większy procent niż zdradzających kobiet), więc kobieta znająca choć trochę prawo cywilne nie zamieszka w domu czy mieszkaniu męża tylko zażąda sprzedania mieszkania męża ( swoje oczywiście też sprzeda), żeby kupić coś razem po ślubie. Żeby w sytuacji, kiedy mąż zdradza, pije, bije nie być w sytuacji bez wyjścia. Kobieta raczej nie zakłada w momencie kiedy bierze ślub, że będzie się rozwodzić. Ale bierze pod uwagę, że to ona będzie głównie odpowiedzialna za wydanie na świat i wychowanie dzieci, często poświęcając dla rodziny swoją karierę i niezależność. Więc gwoli przypomnienia informuję, że wszystko co zarobił i czego się dorobił mężczyzna, kiedy jego kobieta rodziła mu i wychowywała dzieci, sprzątała, prała, gotowała obiadki, kochała się często z nim kiedy nie miała ochoty ( ja tego nie rozumiem, ale wiem że nadal wiele kobiet tak robi) to jej się to po prostu NALEŻY, pomyśl ile kosztowałaby surogatka, kucharka, sprzątaczka, praczka, niania i kontrowersyjnie trochę..prostytutka na zawołanie. Troszkę by tego było, nie? Obawiam się, że mało kogo byłoby stać. A kobieta robi to z miłości do Was, tego nie kupisz za żadne pieniądze. I Ty mając taki skarb w domu, dbający o Ciebie i o dzieci masz czelność ją zdradzać, tłumacząc się że przytyła po ciąży i nie ma ochoty na seks? I do tego mieć pretensję, że chcę rozwodu i mieszkania? Kpisz sobie? I kto tu jest niedojrzały? Mężczyzna kochający kobietę czy mężczyzna traktujący kobietę jak za przeproszeniem dzi*kę, służącą i inkubator? Sorry, to jest poniżej wszelkiego poziomu. Ale zgadzam się z jednym, że mężczyzna jest bardziej odpowiedzialny gdy otwarcie mówi, że się do związków i na ojca nie nadaje niż taki, który twierdzi że się nadaje a z niego jest taki mężczyzna jak ze mnie prima balerina ( przypominam ponad 120 kg czystej masy) . Przykra będzie niestety starość takiego mężczyny, ktory ma może pieniądze, ale nie ma na kogo ich wydawać, nie ma pociechy z dzieci, z wnuków, nie ma mu podać kto ciepłej herbaty gdy będzie chory, jasne można zawsze wynająć pielęgniarkę, prostytutkę lub kupić wypasionego sex robota. Prawie to samo, z tym że w tym wypadku „prawie” robi naprawdę dużą różnicę. Co sądzę o waszym forum już mówiłam kilka razy, ale będę powtarzać znowu i znowu, do znudzenia. I teraz mój apel do mężczyzn słyszących pod swoim adresem, że nie są dojrzali bo nie chcą związków i już chcą się oburzyć, że oni nie dadzą się wrobić w dzieciaka ( albo płacić za nieswojego bękarta), że kobiety są głupie puszczalskie i ich jedyna pasją jest przeglądanie fejsbuczka to się chwilę zastanówcie. Pomyślcie o wszystkich szczęśliwych mężach i ojcach i czy chcecie mieć 40 lat na karku, nie mieć rodziny, mieć multum wrogów i pielęgnować swą gorycz i frustację. Dobrych, troskliwych wiernych, zapewniającym rodzinie byt i bezpieczeństwo kobiety nie zdradzają. Bo i po co? Co do Doroty Wellman hmm… wykształcona inteligentna kobieta, mówiąca wiele mądrych rzeczy, wspierająca organizacje pomagającą wielu ludziom ( w tym WOŚP), pomagająca kobietom ( i to nie w sposób, że mówi że mężczyźni to podludzie i żywe banki spermy). A Ty Mareczku co robisz? Wmawiasz mężczyznom, że związki są złe, kobiety głupie a posiadanie dzieci wiąże się jedynie z płaceniem alimentów. Ty tych mężczyzn próbujesz unieszczęsliwiać, bo sam masz problemy z kobietami, boisz się ich. A skoro się boisz to udajesz, że je zrozumiałeś bo wtedy możesz pozornie strach zmniejszyć. Polecam terapię, może za kilka lat wyjdziesz na prostą. Taka moja przyjacielska dobra rada. Buziaczki :*** PS. Musze się poskarżyć, ktoś ostatnio dyżur na forum zawalił bo 3 godziny od 4 do 7 bana nie dostałam ;( Przeniesione do rezerwatu. Rx
  16. Oto przykłady brutalności, bezwzględności, agresji i zła jakie kobiety kierują w stronę swoich byłych partnerów. Pamiętaj bracie aby NIE być białym rycerzem bo ŹLE skończysz. Kobieca podłość nie zna granic. Użytkownicy aplikacji Whisper, która umożliwia dzielenie się swoimi najbardziej skrywanymi sekretami, wyznali, jak wyglądało ich rozstanie. https://www.papilot.pl/milosc/zemsta-na-bylym-facecie,40182,1 „Przespałam się z jego dwoma najbliższymi kolegami i jeszcze się tym pochwaliłam. Wcześniej ukradłam mu z domu ukochanego kota”. „Chwilę po zerwaniu sama obcięłam sobie włosy. Myślałam, że taka zmiana jest mi potrzebna. Bardzo szybko tego pożałowałam, bo wyglądałam jak kretynka”. „Zakradłam się przed jego dom w nocy i załatwiłam się na jego wycieraczkę. Mam nadzieję, że rano wdepnął to bosymi stopami”. „Wysikałam się do butelki z płynem do prania, która stała w jego łazience. To nie jest jednorazowa zemsta, bo będę czuła satysfakcję przy każdym kolejnym jego praniu”. „Przez jakiś czas śledziłam swojego byłego i utwierdziłam się w przekonaniu, jaki to był bydlak. Przedziurawiłam mu opony, ale emocje wcale nie opadły. Na deser wybiłam szyby w jego samochodzie”. „Zemściłam się, ale pośrednio. Jemu nie dałam rady, więc rozkwasiłam nos jego kochance. Myślę, że nie tylko jej było przykro”. „Zrobiłam coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewała. Postanowiłam zmienić całe swoje życie i praktycznie z dnia na dzień wyprowadziłam się do innego kraju”. „Nigdy taka nie byłam, ale wpadłam w jakiś obłęd i w tydzień po rozstaniu przespałam się z czterema nieznajomymi facetami. Jego pewnie by to nie ruszyło, a ja czułam się potem fatalnie”. „Zrobiłam ogromne ognisko w moim ogródku. Po nim nic mi nie zostało, więc w ataku gniewu spaliłam prawie wszystko, co sama posiadałam. To nie było najmądrzejsze rozwiązanie”. „Przez kilka miesięcy po rozstaniu udawałam ciążę. Nie pozwalałam mu się zbliżać i wmawiałam wszystkim, że porzucił ciężarną. To na pewno była dla niego nauczka”. „Zalogowałam się na jego konto na Facebooku, bo hasło było w pamięci mojego komputera. Szybko je zmieniłam, żeby nie mógł nic zmienić i ustawiłam nowy status związku. Zrobiłam z niego geja, a przy okazji dostało się jego najbliższemu przyjacielowi”. „Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że jest już w nowym związku. Znalazłam tę dziewczynę i poprosiłam ją o rozmowę. Wmówiłam jej, że był kiedyś ćpunem i żeby na niego uważała”. „Naplułam w twarz jego mamie, którą tak naprawdę kochałam jak swoją. Tylko dlatego, że próbowała go przede mną tłumaczyć”. „Przelałam sobie z jego konta prawie wszystkie oszczędności. Musiał poczuwać się do winy, bo nawet nie zażądał zwrotu pieniędzy. Miałam za co odreagowywać”. „Zamieściłam na Facebooku zdjęcie testu ciążowego mojej siostry. Oznaczyłam go na nim i dodałam opis: gratulacje, tatusiu. Potem przez kilka dni nie odbierałam telefonu, a on wpadał w coraz większą panikę”. „Usunęłam z Internetu wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Potem dodałam je jeszcze raz, ale w miejscu jego twarzy widniał świński ryj”. „Rozstaliśmy się w spokoju, ale to tylko pozory. Poprosiłam jeszcze, żeby dał mi na chwilę swój telefon, bo mój się rozładował. Weszłam w ustawienia i wyczyściłam go do zera. Przepadły wszystkie jego zdjęcia, kontakty, wiadomości, ustawienia”. „Wyrzuciłam wszystkie jego ubrania przez okno. Od kilku dni padało, więc raczej nadawały się już do wyrzucenia”. „Przyłapałam go na zdradzie przed jego własnym domem. Nie panowałam nad sobą. Chwyciłam za wielki kamień i z całych sił rzuciłam w ich kierunku. Na szczęście nikogo nie zabiłam, ale okno było do wymiany”. „Rozpuściłam plotkę, że powodem naszego rozstania była przemoc domowa. Zwierzyłam się największej plotkarze, że byłam bita i wieści szybko się rozniosły. Mnie wszyscy współczuli, a jego chcieli zlinczować”.
  17. http://www.fronda.pl/a/albo-byc-mezczyzna-albo-krolikiem-o-sw-jozefie-i-kryzysie-meskosci,104727.html To koronny dowód tego, że katolicyzm to antymęska wiara. Za wzór męskości stawiają Józefa, który był rogaczem bo wychował nie swojego syna - Jezusa. Uważają, że mężczyzna nie powinien szukać szczęścia w sobie i tylko powinien uszczęśliwiać żonę i dzieci. Jeśli jesteście katolikami to polecam opuścić tą wiarę Kościół Katolicki nie dawno wspierał akcję #MeToo o czym pisałem na forum: KK promuje białorycerstwo w walce z kryzysem męskości Istny absurd Piszcie co sądzicie na ten temat Zachęcam do dyskusji Albo być mężczyzną, albo... królikiem. O św. Józefie i kryzysie męskości Święta Bożego Narodzenia to dobra okazja, aby zobaczyć co się dzieje w rodzinie i wśród znajomych. Ku swojemu zdziwieniu zorientowałem się, że w moim najbliższym otoczeniu przeważają związki królicze. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z hodowlą królików, to po krótce wyjaśniam: jak się królikowi chce to skacze na króliczycę. Cała operacja trawa dokładnie kilka sekund. Po czym królik zadowolony się oddala, by gryźć marchewki i gałązki, a króliczycę czeka trudny czas ciąży, a następnie wychowania potomstwa. Pan królik zupełnie w tym nie uczestniczy. Obecnie w ludzkich związkach króliczych w stosunku do samych królików różnica jest taka, że kobiety w odróżnieniu od królików dbają o antykoncepcję. Dziecko pojawia się więc rzadko, w wyniku niedopatrzenia lub też na odwrót jako rezultat chłodnej kalkulacji kobiety, która chce mieć potomstwo, nawet jeśli partner wprost i bez ogródek oświadcza, że dziećmi się zajmować nie będzie, ani na nie pieniędzy łożyć. Trzeba zauważyć, że relacje królicze nie dotyczą wyłącznie różnego rodzaju związków partnerskich, ale również od czasu do czasu małżeństw. Po prostu małżonek nie chce pracować, albo uważa, że to wyłącznie kobieta powinna łożyć na utrzymanie rodziny. Wielu (w tym autor) ostrzega, że Europę zalewa islam, że nasza cywilizacja stoi przed widmem zagłady. Trzeba jednak zauważyć, że muzułmanie nas nie atakują, nie napadają z bronią w ręku (ilość zabitych podczas ataków terrorystycznych jest bliska tym, którzy się pośliznęli na skórce banana i skręcili kark), ani z nami nie walczą. Oni po prostu zajmują nasze miejsce. Przypomnijmy sobie te tysiące młodych mężczyzn, maszerujących przez Bałkany na północ. Czy ktoś z nich strzelał do nas lub przynajmniej rzucał kamieniami? Nie, to był i będzie naturalny dla przyrody ruch, migracja, kiedy to wymierającą populację zastępuje inna, zdrowsza. Przyroda nie lubi pustych miejsc. Jeśli cywilizacja choruje, wymiera, to zastąpi ją inna. Czym jest choroba naszej cywilizacji? Na pewno to złożone zjawisko, ale bez wątpienia jego głównym elementem jest kryzys męskości, kryzys ojcostwa. Nie ma kandydatów na mężów, ani na ojców. Ponieważ od wielu lat mam do czynienia na co dzień z muzułmanami, to mogę zapewnić, że dla nich rodzina, dzieci, małżeństwo to rzecz podstawowa. To cel życia i jego radość. Muzułmanie uznają również i wcielają w życie zasadę, że to mężczyzna odpowiada za rodzinę, za jej utrzymanie i on nią powinien kierować. Tymczasem młodzi Europejczycy zupełnie nie rozumieją po co im rodzina i dzieci. Szczęścia szukają zupełnie gdzie indziej. Dlatego muzułmanie zastąpią naszych mężczyzn. Promowana na Zachodzie ideologia LGBT i gender, to nic innego jak z jednej strony zjawisko wypływające z kryzysu męskości, a równocześnie go nasilające. Benedykt XVI był i jest bez wątpienia człowiekiem niezwykle przenikliwym i umiejącym dostrzec najgłębsze prądy kierujące naszym światem. Zupełnie nie interesowały go media, nie potrafił ślizgać się zgrabnie po powierzchni otaczającego nas świata, ani rzucać haseł, które mile łechczą uszy lewackich elit, lecz niestety niewiele mają wspólnego z zasadniczymi bolączkami naszych czasów. Jeśli za sto lat ktoś się zapyta, kto to był Jan Paweł II, to ludzie powiedzą, że do niego strzelał muzułmanin i że ten papież wprowadził tajemnice światła do różańca. A co pozostanie z pontyfikatu Benedykta XVI? Otóż to, że wprowadził on do Modlitwy Eucharystycznej wspomnienie św. Józefa. I nie było to przypadkowe. Okres Bożego Narodzenia stawia nam nie tylko Maryję przed oczy (w Ewangelii wg św. Łukasza), ale również jej Małżonka (w Ewangelii św. Mateusza). Józef to mężczyzna nie tylko wsłuchany w głos Boga, ale również mężczyzna podejmujący decyzję i odpowiedzialność za swoją rodzinę. Mężczyzna, która walczy i ryzykuje dla rodziny, który wszystko dla niej poświęca. Jakże ryzykowna i wręcz szalona była jego decyzja, aby poślubić narzeczoną, która była już w ciąży! Potem, aby uniknąć problemów z władzami wędruje do Betlejem. Aby uchronić Dziecko rusza na emigrację do Egiptu, potem znowu wraca do ojczyzny i w ten sposób przygotowuje pole do działania dla Jezusa. Józef nic nie mówi, tylko rozważa, podejmuje zdecydowane decyzje, walczy o rodzinę i jej szczęście. Jest w tle, ale bez niego Maryja by sobie nie poradziła. Maryja jest na jego tle bardziej pasywna, wymaga opieki i pomocy. Józef działa i walczy. Nie bez powodu Benedykt XVI patrząc na to co się dzieje w naszym świecie, szczególnie postchrześcijańskim, zwrócił nam uwagę na Józefa. Przetrwanie naszej cywilizacji zależy od tego, czy młodzi mężczyźni w Europie pójdą za Józefem, czy też zignorują przesłanie jakie niesie jego życie. Szczęście mężczyzn nie polega na własnym szczęściu, tylko na szczęściu jego żony, dzieci, rodziny. Wybór jest prosty: albo być mężczyzną, albo królikiem.
  18. http://mediumpubliczne.pl/2017/04/ksiaze-william-wezwania-samobojcow-rzucaja-swiatlo-stan-psychiczny-mezczyzn/ Coraz więcej osób dostrzega ten problem i zaczyna o nim mówić. To dobra wiadomość Książę Cambridge mówi, że samobójstwa mężczyzn, jakie obserwował jako pilot śmigłowca pogotowia ratunkowego, pomogły mu zrozumieć skalę problemu. Książę Cambridge udzielił wspólnie ze swoim bratem, księciem Harrym, wywiadu na temat zmagań z problemami męskości i zdrowia psychicznego. Opowiedział w nim o szoku, jakiego doznał, gdy podczas pracy jako pilot śmigłowca pogotowia ratunkowego po raz pierwszy dostał wezwanie do samobójcy. Książę William powiedział, że punktem zwrotnym w zrozumieniu męskich zmagań z problemami psychicznymi była praca w lotniczym pogotowiu ratunkowym w Anglii Wschodniej. – Moje pierwsze wezwanie dotyczyło samobójcy i powiedziano mi, że tylko w regionie Anglia Wschodnia dochodzi do pięciu samobójstw lub prób samobójczych dziennie. Kiedy się temu przyjrzałem, byłem zszokowany, jak poważna jest sytuacja – w Wielkiej Brytanii samobójstwo jest najczęstszą przyczyną zgonu mężczyzn poniżej 45 roku życia, co jest zdecydowanie alarmujące. Książę wyraził podziw wobec gwiazdy muzyki grime Stormzy’ego, sportowców Rio Ferdinanda i Freddiego Flintoffa i rapera Professora Greena za to, że publicznie mówią o presji i zdrowiu psychicznym. Wywiad z książętami jest częścią kampanii mającej zachęcić do większej otwartości w rozmowach na temat problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Niedawno książę Harry wyznał, że sam korzystał ze wsparcia psychologa po tym, jak niemal załamał się po śmierci matki i przeżył dwa lata „totalnego chaosu”, które zmusiły go do przepracowania tego nieszczęścia. Wywiad dla „CALMzine”, magazynu wydawanego przez Kampanię Przeciw Życiu w Smutku, ukazał się w specjalnym wydaniu z okazji Maratonu Londyńskiego, w trakcie którego książęta wraz z księżną Cambridge będą dopingować biegaczy biorących udział w akcji na rzecz zdrowia psychicznego Heads Together. Organizacja ta jest specjalnym gościem tegorocznego maratonu. Opowiadając o tym, że dla mężczyzn mówienie o problemach psychicznych jest często oznaką słabości, książę William wspomniał: – Są sytuacje, kiedy należy zachować zimną krew, ale nie kosztem własnego zdrowia psychicznego. Niedawny wywiad dla Stormzy o depresji księcia był niezwykle poruszający i pomoże młodym mężczyznom zrozumieć, że troska i rozmowa o własnej psychice i ciele jest oznaką siły. Członek rodziny królewskiej wyraził nadzieję, że przyszłe pokolenia będą uważać za normalne mówienie o swoich emocjach. – Kate i ja nie mamy wątpliwości, że chcemy, aby zarówno George, jak i Charlotta, wyrośli w przekonaniu, że mogą mówić o swoich emocjach i uczuciach. Książę Harry, który będąc w wojsku odsłużył dwie zmiany w Afganistanie i aktywnie uczestniczy w kampaniach na rzecz podniesienia świadomości na temat zdrowia psychicznego w wojsku, uważa, że osiągnięto już pewien postęp. – W wojsku obraz [problemów psychicznych] jest skomplikowany, gdyż z jednej strony mamy do czynienia z niesamowitym poczuciem braterstwa i przynależności pomiędzy tobą i twoimi towarzyszami – powiedział magazynowi. – Zrobisz dla nich wszystko: wyczyścisz im buty, przeciągniesz ich przez bagno – wszystko. Z drugiej jednak strony, to wzajemne wsparcie do dziś nie obejmowało troski o to, jak czuje się twój współtowarzysz, jak patrzy na sprawy. Gdy służysz, dbasz o swoją formę fizyczną, swoje wyszkolenie, swój ekwipunek, ale nie o swoją głowę. Zdecydowanie istnieje poczucie dumy, które przeszkadza wojskowym mówić o swoim stanie psychicznym i zwrócić się o pomoc. To się teraz zmienia i jestem dumny, że zostałem częścią kampanii Heads Together. Mam nadzieję, że jeśli mężczyźni zobaczą, że [nawet] żołnierze rozmawiają o swoim zdrowiu psychicznym, to doda im odwagi, by zrobić to samo. W poniedziałkowym wywiadzie dla „The Daily Telegraph” książę wspominał, jak przeżył śmierć swojej matki i ile czasu zajęło mu przepracowanie tej traumy: – [Myślałem], że to nie tylko będzie mnie zasmucać, że nie zwróci mi jej – powiedział. – Zatem z emocjonalnej strony myślałem sobie: „dobra, nigdy nie pozwól, aby emocje wpływały na cokolwiek”. Byłem zatem typowym 20-, 25-, 28-latkiem biegającym wkoło i powtarzającym, że „życie jest wspaniałe” lub „życie jest w porządku” i to było właśnie to. Później odbyłem kilka rozmów i nagle cały ten smutek, którego nie przepracowałem zaczął wypływać na wierzch i uświadomiłem sobie, że tak naprawdę jest dużo rzeczy, z którymi muszę się zmierzyć. 19 kwietnia, cztery dni przed maratonem, księżna Kate przyjmie biegaczy z drużyny Heads Together w pałacu Kensington, aby porozmawiać o tym, dlaczego biegają, i pożyczyć im powodzenia. Książę William będzie uczestniczył w pokazie filmu dokumentalnego BBC pt. „Mind Over Marathon”, który odbędzie się 18.kwietnia w teatrze radia BBC. Dokument pokazuje losy 10 biegaczy dotkniętych problemami psychicznymi. 20 kwietnia cała trójka przedstawicieli rodziny królewskiej otworzy Global Academy w celu wsparcia organizacji Heads Together.
  19. https://biznes.radiozet.pl/Newsy/Austriak-otrzyma-300-000-euro-po-anty-meskiej-dyskryminacji Dobry news Urzędnik austriacki ma otrzymać ponad 300 000 euro (370 000 $) za to, że został niesłusznie pozbawiony szans na awans ze względu na płeć, poinformowały austriackie media. Peter Franzmayr wystąpił z pozwem o dyskryminację po tym, jak w 2011 r. nie otrzymał wewnętrznej promocji w ministerstwie transportu. Federalny Sąd Administracyjny zgodził się z nim, orzekając w lutym, że istnieje "wyraźny wzorzec, zgodnie z którym [Zechner] była od początku traktowana bardziej przychylnie niż pozostali kandydaci". Franzmayr otrzyma 317,368 euro odszkodowania, odzwierciedlającego dodatkowe pieniądze, które zarobiłby na poczcie, a także rekompensatę za szkody - podała gazeta Die Presse. Ówczesna Minister Transportu, Doris Bures z Socjaldemokratów (SPOe), broniła sposobu w jaki przeprowadzono wybór i powiedziała, że postępowano zgodnie z odpowiednimi procedurami prawnymi. Wybrani kandydaci zostali uznani za wysoko wykwalifikowanych, dodała, mówiąc, że ostateczna decyzja została podjęta z powodu "masowej niedostatecznej reprezentacji kobiet". Franzmayr pracował jako prawnik i przewodniczący władz miasta w Wels. Wcześniej w tym miesiącu został powołany przez obecnego ministra transportu, Norberta Hofera z Partii Wolno-Prawicowej (FPOe), na stanowisko szefa rady nadzorczej przy autostradzie Asfinag.
  20. https://www.money.pl/emerytury/wiadomosci/artykul/system-emerytalny-emerytury-kobiet-emerytury,160,0,2400160.html Cała prawda o dyskryminacji mężczyzn w systemie emerytalnym. 8 marca to okazja, by mówić o dyskryminacji kobiet. W niektórych hasłach jest sporo prawdy. Są też zupełnie nietrafione. Jak te o ich dyskryminacji przez system emerytalny. Policzyliśmy i okazuje się, że w tym wypadku to mężczyźni mają powody, by rwać włosy z głowy. Kobiety często z oburzeniem wskazują, że mają za małe emerytury i że są przez to dyskryminowane. Taka sytuacja była przy ustalaniu pierwszych kwot po obniżeniu wieku emerytalnego, gdy kobietom wyliczono średnio 1540 zł, a mężczyznom - 2800 zł. To jednak tylko połowa prawdy. Emerytury kobiet faktycznie są dużo niższe, niż mężczyzn - średnio nawet o 32 proc. Nie ma jednak racji w tym, że kobiety są dyskryminowane przez system. Wręcz przeciwnie - to panowie mają powody do niezadowolenia. Obecnie GUS szacuje, że przeciętny mężczyzna, który teraz przyjdzie na świat, będzie żył około 74 lat. W przypadku kobiet jest to o osiem lat dłużej. Jeśli chodzi o emerytury, to panowie muszą, według reguł przywróconych w ub.r., przeżyć 65 lat, żeby zasłużyć na wypłatę. Panie "tylko" 60 lat. Innymi słowy, płeć brzydka świadczenia emerytalne pobierać będzie przez średnio około dziewięć lat, a płeć piękna przez 22 lata. W rzeczywistości te proporcje są trochę inne. Panowie przechodzą na emeryturę średnio w 63 roku życia, a panie w 61 - tak mówią ostatnie dane GUS. Czas pobierania świadczeń panom wydłuża się więc do 11 lat, a paniom skraca do 21. To dwie przyczyny sytuacji, w której panowie stanowią zaledwie 40 proc. pobierających emerytury. To jednak nie wszystko. Panowie zazwyczaj dłużej odkładają składki emerytalne, bo dłużej pracują zawodowo. Średni staż pracy mężczyzny w momencie przejścia na emeryturę to 37 lat, a kobiety - 33 lata. Różnica wynika głównie z innego dla obu płci wieku emerytalnego. Podsumowując - panowie opłacają składki przez 37 lat, a pobierają emerytury przez 11, a kobiety wpłacają do systemu pieniądze przez 33 lata, a pobierają przez 21 lat. Panowie wpłacają więcej... Teraz przejdźmy do pieniędzy. Przeciętny mężczyzna zarabia około 17 proc. więcej niż kobieta - różnicę oszacowaliśmy, biorąc pod uwagę trend w zróżnicowaniu zarobków w badaniach GUS z października 2014 i 2016 r. Przeciętne wynagrodzenia w gospodarce w 2017 r. wynosiły 4271,51 zł brutto miesięcznie. Przykładając 17-procentową różnicę "międzypłciowe" płac do tej wartości, otrzymujemy: 3919 zł w przypadku kobiety i 4604 zł dla mężczyzny. Przy takich kwotach na składkę emerytalną kobiety odprowadzane jest łącznie 765 zł miesięcznie (382,49 zł po stronie pracownika i 382,49 zł po stronie pracodawcy). W przypadku mężczyzny jest to 899 zł. Przez 33 lata pracy kobieta przelewa do ubezpieczyciela społecznego łącznie około 303 tys. zł (33 lata razy 12 miesięcy razy 765 zł), a mężczyzna przez 37 lat - 399 tys. zł. Mamy więc 96 tys. zł różnicy na niekorzyść mężczyzn. .. a wypłacają mniej Teraz policzmy, ile jest wypłacane. Przeciętna emerytura w styczniu to 2162 zł brutto. Mężczyźni dostawali około 2,6 tys. zł brutto, a kobiety 1,8 tys. zł (wyliczenia własne money.pl na podstawie danych z proporcji z raportu GUS z 2017 r. i wzrostu przeciętnej emerytury do stycznia 2018 r.). Jeśli przeliczyć to na konkretne kwoty wypłat, to panowie dostają łącznie średnio 345 tys. zł emerytur w ciągu swojego życia, a panie 450 tys. zł. Mężczyzna dostanie więc około 44 tys. mniej niż wpłacił, a kobieta 51 tys. więcej. Jak widać system "przechylony" jest w stronę kobiet. W przypadku emerytur formalnie nie mają więc powodów do narzekań.
  21. https://oko.press/kobiety-nauczcie-sie-skarzyc-cos-trzeba-zrobic-tym-swiatem-mowi-sylwia-spurek-zastepczyni-rpo/ Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, dr nauk prawnych, radczyni prawna, legislatorka, członkini zarządu Equinet. Weganka i feministka zachęca kobiety do częstszych skarg. Najgorsze jest to, że ona jest zastępczynią RPO i jest ideologicznie nakierowana na feminizm. Artykuł jest pisany przez lewicowy portal, więc treść czytasz na własną odpowiedzialność Jeśli dostajesz obleśne esemesy i nie reagujesz, to sąd może uznać, że naruszyciel nie wiedział, że tego nie akceptujesz. Ofiara musi dać wyraz, że nie życzy sobie takich zachowań - tłumaczy Sylwia Spurek. Opowiada o pracy RPO: "Próbujemy przy pomocy argumentów przekonywać władze do zmian. W normalnym państwie to powinno wystarczyć" „Mamy 2018 rok, sto lat temu Polki wywalczyły prawa wyborcze. Chcielibyśmy dyskutować o takich problemach, jak większy udział kobiet w polityce czy biznesie, a tu trzeba interweniować w sprawach elementarnych: przemocy we własnym domu, opresji przy porodzie, gorszych zarobków tylko z tego powodu, że ktoś jest kobietą. To niesprawiedliwe, okrutne. Kobiety nie czują się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, są narażone na poniżanie, przemoc seksualną. Podejmują pracę w gorzej płatnych zawodach, pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo trudno im pogodzić role rodzinne i zawodowe, mają więcej przerw w pracy. W konsekwencji żona dostaje dużo niższą emeryturę niż mąż, a po jego śmierci zostaje na kilkanaście lat sama, w biedzie – mówi w wywiadzie dla OKO.press Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich – Odkąd pamiętam miałam poczucie, że coś jest nie tak ze światem, bo kobiety nie są traktowane sprawiedliwie, mężczyznom wolno więcej. Coś z tym trzeba zrobić”. Piotr Pacewicz, OKO.press: Co właściwie RPO można zrobić dla kobiet? Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich*: Kompetencje rzecznika dotyczą treści przepisów oraz praktyki ich stosowania. Tylko tak może zmieniać rzeczywistość, oczywiście pod warunkiem, że będzie miał z kim tę rzeczywistość zmieniać. A ma z kim? No, nie bardzo. Ale konsekwentnie i intensywnie zwracamy się do organów władzy publicznej z postulatami, analizami. Próbujemy przy pomocy argumentów przekonywać do zmian. W normalnym państwie to powinno wystarczyć. RPO ma za partnerów także obywateli i ich organizacje. Jesteście ważnym układem odniesienia dla opozycji, środowisk krytycznych wobec poczynań władzy. Dla ruchu kobiecego chyba też? Mam nadzieję. Ten rzecznik w ogóle słucha ludzi. Obywatele są dla nas pierwszym źródłem wiedzy o naruszeniach praw. Rzecznik ma też intensywny program spotkań regionalnych, także w małych miejscowościach. To nie tak, że my jesteśmy najmądrzejsi. To obywatele i obywatelki mówią, co jest najbardziej dotkliwe. Rzecznik stara się też wspierać sektor pozarządowy, dbać o sprawiedliwe i merytorycznie uzasadnione finansowanie organizacji. W tym kobiecych, które np. pomagają ofiarom przemocy w rodzinie. Na przykład Centrum Praw Kobiet. RPO stara się przekonać ministra sprawiedliwości, który przyznaje dotacje, że specyfika przemocy w rodzinie wymaga specjalistycznej i kompleksowej pracy. I że odmawiając środków takim organizacjom, jak Centrum Praw Kobiet, uderzamy w ofiary przemocy. Te interwencje coś dały? Nie. Czy jest taki podział, że za sprawy kobiet odpowiada wice-rzeczniczka? Staram się być wsparciem dla rzecznika w całym obszarze równego traktowania, bo do tego zostałam powołana. Ale to rzecznik jest twarzą organu równościowego. Ja inspiruję, wspieram, jestem takim back officem. A może „po kobiecemu” umniejszasz swoją rolę? Muszę to przemyśleć (śmiech). Naszym problemem jest, że osoby dyskryminowane same się nie zgłaszają. Z badań wynika, że 90 proc. osób, które doznało dyskryminacji, nikomu się nie poskarżyło. Chodzi o wszystkie rodzaje dyskryminacji – ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, rasę, narodowość, niepełnosprawność. Wychodzimy do tych ludzi, pokazujemy, że mogą się zgłosić, ale też staramy się sami identyfikować ich problemy. I dlatego mój zespół równego traktowania ściśle współpracuje z organizacjami pozarządowymi, które się zajmują prawami kobiet, mową nienawiści, przestępstwami motywowanymi uprzedzeniami itp. Dwa razy do roku prowadzimy badania. Na przykład o problemach asystentury osobistej osoby z niepełnosprawnością, zatrudnianiu osób transpłciowych, godzeniu ról rodzinnych i zawodowych przez kobiety i mężczyzn. To także podstawa do wystąpień generalnych i rekomendacji RPO. Mamy 2018 rok, sto lat temu Polki wywalczyły prawa wyborcze. Chcielibyśmy dyskutować o takich problemach, jak większy udział kobiet w polityce czy biznesie, a tu trzeba interweniować w sprawach elementarnych: przemocy we własnym domu, opresji przy porodzie, gorszych zarobków tylko z tego powodu, że ktoś jest kobietą. To niesprawiedliwe, okrutne. Kobiety nie czują się bezpiecznie w przestrzeni publicznej, są narażone na poniżanie, przemoc seksualną. Kobiety podejmują pracę w gorzej płatnych zawodach, pracują w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo trudno im pogodzić role rodzinne i zawodowe, mają więcej przerw w pracy. W konsekwencji żona dostaje dużo niższą emeryturę niż mąż. Który umiera co najmniej 10 lat wcześniej, bo żyje średnio krócej o osiem lat, a na dodatek jest zwykle o kilka lat starszy. Kobieta zostaje sama, w biedzie. Interwencje rzecznika dotyczą wszystkich tych wątków. Zapewnienia izolacji sprawcy od ofiary przemocy domowej. Opieki okołoporodowej, z dostępem do znieczulenia i gwarancjami porodu po ludzku. Różnych form dyskryminacji kobiet. I edukacji antydyskryminacyjnej, bo szkoła powinna uczyć o prawach człowieka, o równości, o tolerancji, o stereotypach. Mam żal do każdego kolejnego rządu od 2001 roku. Prawa kobiet nie były nigdy poważnie traktowane, nie zostały włączone do polityk publicznych, nawet jeśli padały deklaracje i były działania wycinkowe. Jak urlop ojcowski od 2010 roku czy kwoty 35 proc. na listach wyborczych wprowadzona w 2011. A teraz jest jeszcze gorzej. Rząd planował nawet, żeby wycofać się z Konwencji antyprzemocowej Rady Europy. To byłby chyba pierwszy taki przypadek. Protesty społeczne sprawiły, że rząd zatrzymał prace nad wycofaniem się z konwencji, ale poszły komunikaty, że nie trzeba jej stosować. Prezydent otwartym tekstem mówi, że Konwencja jest, ale nie trzeba jej przestrzegać. Ta historia jest w ogóle niewesoła. W 2012 roku Polska podpisała Konwencję, przez trzy lata nie mogliśmy jej, nie wiadomo czemu, ratyfikować. Zrobił to Sejm i prezydent Bronisław Komorowski rzutem na taśmę, przed wyborami 2015. Dlaczego kobiety musiały czekać trzy lata? Po podpisaniu konwencji tylko jedna sprawa została załatwiona od razu – tryb ścigania przestępstwa za zgwałcenie. Wcześniej było „na wniosek” osoby pokrzywdzonej, choć zgwałcona kobieta często boi się konsekwencji zgłoszenia sprawy, nie chce też „wychylać” się ze swoim „wstydem”, od 2014 przestępstwo jest ścigane z urzędu. Ówczesny minister sprawiedliwości przestawiał tę zmianę jako własną decyzję rządu. Minister Gowin już wtedy nie popierał ratyfikacji. Cała masa spraw nie została załatwiona, np. wprowadzenie do prawa przemocy ekonomicznej. Co by to dawało? W tej chwili możemy ścigać za kradzież, kiedy np. udowodnimy, że mąż zabiera pieniądze z torebki żony. W idealnym świecie, wprowadzilibyśmy do kodeksu karnego przestępstwo przemocy ekonomicznej, żeby był pod ręką cały wachlarz zachowań. Na przykład wydzielanie pieniędzy. Zdarzają się nawet przypadki, że tylko ona zarabia, a on i tak odbiera jej pieniądze, a potem wydziela i opresyjnie rozlicza z każdej złotówki. Częste jest dopytywanie, na co kobieta wydała. Inny wątek to niepłacenie alimentów. Kolejna sprawa. Konwencja zakłada, że maltretowana kobieta powinna być chroniona, a sprawca od niej izolowany, bez względu na to, czy toczy się postępowanie karne. I to natychmiast. My takich przepisów nie mamy. O nakazie opuszczenia lokalu decyduje albo sąd, albo prokurator w postępowaniu karnym. Możliwe jest też odizolowanie sprawcy od ofiary w postępowaniu cywilnym. Tyle, że średni czas takiego postępowania to 153 dni. Kobieta, która jest bita, poniżana, wykorzystywana seksualnie, występuje do sądu, ale przez pięć miesięcy dalej mieszka ze swoim katem. Ofiar przemocy domowej jest – sądząc na podstawie niebieskich kart policyjnych – sto tysięcy rocznie: 70 proc. kobiet, 20 proc. dzieci i 10 proc. mężczyzn, ale skala zjawiska jest z pewnością znacznie szersza. A skazań jest tylko jedenaście, dwanaście tysięcy rocznie. Czyli przepaść. Także dlatego, że nie ma w kodeksie karnym takiego przestępstwa jak po prostu przemoc w rodzinie. Jest znęcanie się, które nie uwzględnia wszystkich elementów. Czy rzecznik w jakiś sposób włączył się w kampanię MeeToo? Najbardziej drastyczną formą przemocy seksualnej jest gwałt, który jest przestępstwem. Niektóre inne formy nadużyć seksualnych mogą podpadać pod tzw. inną czynnością seksualną z kodeksu karnego. Ale są też paskudne zachowania, których prawo nie zakazuje, np. w miejscu pracy albo na ulicy. Można bezkarnie gwizdać na kobietę? Kobieta odbierze to jako molestowanie seksualne, ale naruszenia prawa raczej nie ma. Jeśli to jednorazowe zachowanie, to nie będzie to stalking, który musi być działaniem uporczywym. I nie będzie to naruszenie nietykalności cielesnej, bo nikt mnie nie dotknął. Nie będzie to groźba. Można by próbować podciągać pod znieważenie, ale to wątpliwa konstrukcja. Jeżeli idę ulicą i ktoś mnie obejmie, to może to być przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, wyczerpujące znamiona przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej. Ale nie zawsze. W przestrzeni publicznej – mówiąc kolokwialnie – musimy kombinować z tymi przepisami. Jeżeli ktoś za mną krzyknie coś obraźliwego, to mogę zareagować, ale trudno wymagać, żebym za każdym razem – a takie rzeczy kobietom zdarzają się często – składała pozew o ochronę dóbr osobistych. Zwłaszcza, że nie znam danych sprawcy, a reakcja policji – o ile jest pod ręką – też może być lekceważąca. Obecne przepisy nie gwarantują kobietom pełnego bezpieczeństwa. A jak szef mówi, że lubi tę żółtą bluzeczkę, zwłaszcza za dekolcik. Na szczęście wchodząc do Unii Europejskiej musieliśmy wdrożyć dyrektywy unijne i w 2002 oraz 2004 roku znowelizowaliśmy kodeks pracy. Jest tam już definicję dyskryminacji pośredniej i bezpośredniej, w tym molestowania seksualnego, jako każdego nieakceptowanego zachowania o charakterze seksualnym lub odnoszącego się do płci. To pojemne sformułowanie, ale dla celów dowodowych kluczowe jest, żeby ofiara naruszenia ten brak akceptacji jakoś wyraziła. Jeśli się tylko uśmiechnie z zażenowaniem, to… …sprawa jest utrudniona. Ofiara musi dać wyraz, że nie życzy sobie takich zachowań. Napisałam, powiedziałam, poszłam do przełożonego, a on nic z tym nie zrobił! Na potrzebę postępowania sądowego taki komunikat jest kluczowy. Jeśli dostajesz obleśne esemesy i nie reagujesz, to sąd może uznać, że naruszyciel nie wiedział, że tego nie akceptujesz. To kiepsko, bo kobieta (a czasem i molestowany mężczyzna) może się bać reagować. Dlatego kluczowe jest, żeby w zakładzie pracy obowiązywały precyzyjne przepisy antydyskryminacyjne, które określają, co ma zrobić pracodawca w sytuacji molestowania seksualnego. Dobry pracodawca zrobi porządne szkolenie, na którym wszyscy dowiedzą się, co to jest dyskryminacja pośrednia, bezpośrednia, co jest molestowaniem, molestowaniem seksualnym, mobbingiem i czym on się różni od molestowania. Nie wystarczy, że pracodawca pokaże pracownikowi rozdział IIa kodeksu pracy i powie: „Proszę podpisać, że pan się zapoznał”. Dla RPO liczy się, czy w firmie funkcjonują realne mechanizmy zapobiegania zachowaniom dyskryminacyjnym. I czy istnieją tzw. procedury skargowe, tak żeby możliwe było kompleksowe i szybkie wyjaśnienie sprawy, z poszanowanie praw zarówno ofiary jak i tego potencjalnego sprawcy. I czy jest jasne, że jeżeli potwierdzi się zarzut dyskryminacji, to będą konsekwencje. Coraz więcej firm wprowadza takie procedury. Dzięki temu każdy pracownik i pracownica będą bardziej uważni na naruszanie czyichś granic. Nikt nie powiesi sobie już kalendarza z nagimi kobietami. Pewien dziennikarz zapytał mnie, czy jeżeli koleżanka w pracy płacze, a on ma odruch, by ją przytulić, to co? Już mu nie wolno? Nie wolno? „Chodzi o to, żebyś ją zapytał” – odpowiedziałam. „Ale ona płacze!” – protestował. „To nie znaczy, że chce, żebyś ją dotykał. Po prostu zapytaj”. To oczywiście może komplikować tzw. tradycyjne relacje międzyludzkie, ale chodzi o to, żeby ona nie została jeszcze bardziej straumatyzowana, jak ktoś obcy ją przytuli. Zadaniem pracodawcy jest nauczenie pracowników, że istnieją granice. A co w tej sprawie rzecznik zrobił? Były jakieś wystąpienia, interwencje? Staramy się oddziaływać na pracodawców, żeby tworzyli wewnętrzne procedury antydyskryminacyjne, a także działania prewencyjne. Badaliśmy, czy takie procedury mają służby mundurowe, bo to są struktury zhierarchizowane z niewielką liczbą kobiet, czyli tym bardziej mniejszość jest zagrożona. I okazało się, że wojsko nie ma odrębnych procedur w ogóle. Przygotowaliśmy właśnie raport, w którym wskazujemy mankamenty i dobre praktyki. Centralne Biuro Antykorupcyjne ma stosunkowo dobre wewnętrzne przepisy antydyskryminacyjne. Podobnie służba celna, obecnie – Krajowa Administracja Skarbowa. Monitorujemy też, jak przepisy kodeksu pracy są stosowane. Niestety… są raczej martwe. W 2016 roku w całej Polsce było dziewięć spraw sądowych o molestowanie seksualne. Może nikt nie molestuje? Głupi żart. Faktem jest, że nie mieliśmy takiej sprawy. Może dlatego, że urząd RPO nie kojarzy z prawami kobiet, co byłoby przykre, ale jest chyba mało prawdopodobne. Może to raczej oznaczać, i to jest jeszcze gorsze, że świadomość tych praw i możliwość ich obrony jest w Polsce niska. Kiedy w 2015 roku zaczynaliśmy pracę, ze zdumieniem zobaczyłam, że także skargi na przemoc w rodzinie praktycznie do nas nie docierały. Staram się powtarzać, gdzie tylko mogę, że przemoc w rodzinie to kwestia praw człowieka i że rzecznik też jest do tych spraw powołany. Teraz już przychodzą. Kilkanaście rocznie. Typowa prawicowa krytyka urzędu RPO: zamiast zajmować się prawami obywateli skupia się na mniejszościach np. LGBT. Co przypomina zarzuty ministra Ziobry, że Centrum Praw Kobiet broni tylko praw kobiet. Dlaczego rzecznik nie broni praw większości – pytają politycy PiS. Dlaczego? Bo taka jest w nowoczesnej demokracji koncepcja praw człowieka i rola organu, który ma ich pilnować. Mamy bronić mniejszości, bo ich prawa są z reguły gorzej realizowane niż prawa większości. (Kobiety to przecież większość ) Starzy ludzie i ich problemy, osoby chore, kobiety rodzące, osoby z niepełnosprawnościami, osoby LGBT, uchodźcy z Czeczenii to wszystko mniejszości lub grupy szczególnie wrażliwe. Trzeba bronić ich praw. Nie zajmujemy się tym, że średnia zarobków w Polsce jest za niska. Dr Bodnar i ja patrzymy na prawa człowieka w ten sposób, że w przypadku mniejszości, naruszenie jest bardziej dotkliwe, bo mniejsze są ich możliwości dochodzenia swoich praw. Dlatego walczymy o to, żeby mniejszości widziały w rzeczniku sojusznika, żeby widziały, że mamy mandat, by bronić ich praw. Ważnym nurtem feminizmu, także w Polsce, są prawa reprodukcyjne. I tu jest problem, bo niektóre wypowiedzi rzecznika wskazują na to, że niekoniecznie widzi on prawa reprodukcyjne jako prawa człowieka. Adam Bodnar, uwaga!, jako pierwszy z dotychczasowych rzeczników praw obywatelskich, co roku analizuje sprawozdania rządu z realizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Bo ta ustawa z 1993 roku zakłada, że rząd co roku przedstawia Sejmowi sprawozdanie. I te sprawozdania są byle jakie. Brakuje wniosków, rekomendacji, pogłębionych analiz. To dotyczy także poprzednich rządów. Oceniając sprawozdania rzecznik skupia się na edukacji seksualnej, dostępie do antykoncepcji, w tym awaryjnej i dostępie do legalnej aborcji. Mamy konkretne zarzuty i postulaty. W szkołach nie ma właściwej edukacji seksualnej, a często żadnej. Przeprowadziliśmy analizę podręczników, okazało się, że zawierają treści sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną. Przy okazji przywrócenia recept na antykoncepcję awaryjną zwracaliśmy uwagę na dostęp do ginekologa. Rzecznik uznał, że przywrócenie recept narusza prawa kobiet? Z perspektywy dużego miasta i zamożnych ludzi wiele się nie zmienia. Ale w mniejszych miejscowościach, gdzie na wizytę do ginekologa w przychodni trzeba czekać parę tygodni, wymóg recepty może oznaczać, że nie da się skorzystać z leku. Co uderza, jak wiele innych praw reprodukcyjnych, w kobiety biedniejsze. Ze sprawozdań rządowych wynika, że przerwania ciąży z gwałtu są nieliczne, czasem nawet nie ma ani jednego przypadku rocznie. A może dochodzi do sytuacji, że kobieta przychodzi do prokuratora po zaświadczenie o zgwałceniu, ale go nie dostaje, choć toczy się postępowanie karne? Albo dostaje zbyt późno i nie zdąży w 12 tygodni przerwać ciążę? Zapytaliśmy, ale okazało się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma takich danych. Pytamy też o procedurę sprzeciwu od opinii lekarza, jeśli nie chce on wydać zaświadczenia o wpływie donoszenia ciąży na zdrowie kobiety. Czy może ona wtedy skutecznie domagać się zaświadczenia od innego lekarza? Pytamy też, kto informuje kobietę, gdzie może legalnie wykonać zabieg, jeżeli dany lekarz odmówił, zasłaniając się klauzulą sumienia. To wszystko próby kontroli dostępu do aborcji legalnej, około 1000 przypadków rocznie. Według szacunków jest jednak kilkadziesiąt, może nawet 100 tys. aborcji nielegalnych. Czy rzecznik zajmował się prawami tych kobiet, które łamią prawo, żeby przerwać niechcianą ciążę? Zapytaliśmy, czy rząd analizuje skalę tych nielegalnych aborcji w tzw. podziemiu albo zagranicą, prowadzi jakieś badania. Bo analizując skutki ustawy, powinniśmy to wiedzieć. Ale rząd – tak jak poprzednie – nawet nie próbuje tego oszacować. Rzecznik zakłada, że brak aborcji na życzenie, czy z uwagi na trudną sytuację nie narusza praw kobiet. Mam nadzieję, że kobiety docenią to, co rzecznik robi w trosce o prawa i zdrowie reprodukcyjne i seksualne kobiet, od edukacji seksualnej aż po in vitro. Jeden z pierwszych wniosków rzecznika do Trybunału Konstytucyjnego jesienią 2015 dotyczył ustawy o leczeniu niepłodności, która odbiera kobietom samotnym prawo dostępu do ich własnych zamrożonych zapłodnionych już komórek jajowych, bo nie mają partnera lub męża, jako ojca dziecka. Zakwestionowaliśmy tę ustawę. Co więcej, nie przewiduje ona żadnego finansowania leczenia niepłodności, a to są koszty rzędu kilkunastu tysięcy, niewiele osób stać na to, żeby samemu sfinansować całą procedurę. Ustawa ogranicza liczbę zapładnianych komórek jajowych do sześciu, co naraża kobietę na kolejne procedury, jeżeli zabieg nie uda się. Ale co kluczowe, nie zawiera przepisów przejściowych i dlatego niektóre kobiety zostały pozbawione prawa do swoich komórek. Ten wniosek rzecznika nie został do tej pory rozpatrzony przez Trybunał, nikt nie poprawił tej ustawy. Czy rzecznik protestował przeciw wycofaniu się PiS z finansowania trzyletniego rządowego programu in vitro? Był realnym osiągnięciem rządu PO-PSL. Do dziś rodzą się dzieci z zamrożonych zarodków. Łącznie będzie ich może nawet 10 tys. Protestowaliśmy. Minister Radziwiłł odpowiedział, że program rządowy by uznaniowy i on miał prawo się z niego wycofać. Program naprotechnologii, który „zastąpił” rządowe in vitro, daje fałszywą nadzieję wielu parom niepłodnym, które po prostu potrzebują medycznych procedur, czasem tak skomplikowanych, jak mikromanipulacja. Można powiedzieć, że błędem poprzedniej koalicji było wprowadzenie finansowania leczenia niepłodności programem ministerialnym, a nie ustawą. RPO nie jest od tego, żeby zabierać głos w dyskusji, jaka wybuchła na temat okładki „Wysokich Obcasów” z hasłem „aborcja jest OK”. Tak, to nie należy do jego kompetencji (śmiech). Dla mnie zasługą okładki było naruszenie pewnego tabu i ujawnienie różnorodności poglądów. Niektóre uczestniczki Czarnego Protestu poczuły się dotknięte. Obrończynie prawa wyboru odwoływały się do realnych doświadczeń i zagranicznych badań, że aborcja nie musi być traumą. Masa hejtu, głównie męskiego pokazała jednak, że nadal nie słuchamy kobiet, nie chcemy oddać głosu tym, które czegoś doświadczyły. Feministką się pewnie nie urodziłaś. Skąd ci się to wzięło? Odkąd pamiętam miałam poczucie, że coś jest nie tak ze światem, bo kobiety nie są traktowane sprawiedliwie, mężczyznom wolno więcej. Doświadczenie rodzinne niestety potwierdzało ten absurd. Chyba dlatego przyszło mi do głowy, że należałoby jakoś zmienić ten świat. Im więcej wiem, tym bardziej widzę, ile rzeczy jest nie tak, i coraz trudniej mi tego nie zauważać. Tak samo było z moim weganizmem. Komfortowo jest nie wiedzieć cierpienia zwierząt, które zjadamy, ale kiedy już nabierzemy świadomości, to coś z tym trzeba zrobić. Później zrozumiałam, że na dyskryminacji kobiet nikt tak naprawdę nie zyskuje. (O dyskryminacji mężczyzn już nie wspomniała) Stereotypy powodują np., że kobiety mają „wyłączność” na zajmowanie się dzieckiem. Jeżeli mężczyzna miałby takie potrzeby czy aspiracje, a pewnie wielu je ma, to nie jest to traktowane poważnie. Otoczenie uzna, że jest niemęski i będzie go zniechęcać.
  22. https://spidersweb.pl/autoblog/seksistowska-promocja-mercedesa/ Mercedes jawnie dyskryminuje mężczyzn. Zauważyłem, że coraz więcej osób dostrzega dyskryminację mężczyzn w różnych strefach życia. Co sądzicie o tej akcji Mercedesa? Sądziłem, że czasy jawnego seksizmu już minęły i że równość płci w normalnych sytuacjach życiowych, np. zakupu dóbr konsumpcyjnych, jest rzeczą oczywistą. Jakże się myliłem! Okazuje się, że seksistowska promocja Mercedesa w ramach zemsty na mężczyznach, za to że ponoć zarabiają więcej to nie żart. Wyobraźcie sobie, że tankujecie swój samochód za 200 zł. W kasie osoba obsługująca informuje was: 210 zł. Dlaczego 210 zł? Bo jest pan mężczyzną. Albo wręcz przeciwnie, mówi: 190 zł, bo jest pani kobietą. Chcielibyście tankować na takiej stacji? Wątpię. Polski importer Mercedesa uznał jednak, że taka właśnie akcja będzie świetną promocją na tzw. Dzień Kobiet. BTW: nie cierpię Dnia Kobiet, bo sama ta nazwa odhumanizowuje kobiety. Skoro kobiety to ludzie, to chyba codziennie jest dzień ludzi? Tym razem jednak dzień kobiet zamienił się w dzień karania mężczyzn. Mercedes przygotował infografikę, z której wynika, że kobiety zarabiają w Polsce 7,2% mniej od mężczyzn. Jest to tzw. gender pay gap, czyli rozbieżność płacowa między płciami. Tyle że w Mercedesie chyba ktoś jej nie zrozumiała. Rozbieżność płacowa między płciami dotyczy łącznej sumy zarobków całej grupy mężczyzn i kobiet. Oznacza to po prostu ile w danym roku zarobili mężczyźni, a ile kobiety. W przypadku kobiet ta liczba prawie zawsze jest niższa, ponieważ kobiety pracują krócej (wcześniej przechodzą na emeryturę), mają dłuższe przerwy w karierach zawodowych związane z urlopami macierzyńskimi oraz ogólnie mają tendencję do wybierania zawodów o niższym stopniu ryzyka. A te właśnie zajęcia są najlepiej opłacane. Zresztą światowe statystyki pokazują, że ponad 9 na 10 wypadków śmiertelnych przy pracy zdarza się mężczyznom. Gender pay gap nie ma nic wspólnego z tym, że kobiety na tym samym stanowisku zarabiają mniej niż mężczyźni. Ktoś, kto odpowiadał za przygotowanie tej infografiki (pozdrawiam i gratuluję), nie zrozumiała o czym mówi wskaźnik, jakim się posłużyła. Rozbieżność płacowa daje pojęcie o rynku pracy i aktywności zawodowej obywateli, a nie o tym, że ktoś dostaje mniej pieniędzy bo jest kobietą. Takie traktowanie jest od dawna zabronione. Ponadto, gdyby rzeczywiście tak było, to firmy chciałyby zatrudniać tylko kobiety – skoro można płacić im 8% mniej za tę samą pracę, to znaczy że z punktu widzenia biznesu są bardziej efektywnymi pracownikami niż mężczyźni. Jest kardynalnym błędem przenoszenie ogólnego obrazu rynku pracy na indywidualne przypadki. Na tej samej zasadzie można byłoby podzielić pracowników na tych z wyższym wykształceniem i tych z wykształceniem podstawowym. Ci z wyższym wykształceniem zarabiają zwykle więcej. Czy ludzie z wykształceniem podstawowym mogą w związku z tym kupić taniej nowego Mercedesa? Mercedes postanowił powziąć zemstę! Ach tak, mężczyźni? Zarabiacie tak dobrze? No to teraz patrzcie: każemy wam płacić więcej za nasze produkty! To może teraz ktoś bardziej ogarnięty zechce mi wytłumaczyć, w jaki sposób odgrywanie się w ten sposób na kimś za to że jest mężczyzną, ma przysłużyć się idei równości płci? Z tego co pamiętam, idee równości społecznej polegają na tym, że nie stosujemy różnego traktowania ludzi z tytułu cech, na które nie mają wpływu. Urodziłeś się białym mężczyzną, a może jesteś Afrykanką? Za zakupy w sklepie płacisz tyle samo. Na tym chyba polega równość. Tak mi się do tej pory wydawało. Pikanterii tej sprawie dodają dwa czynniki: pierwszy to taki, że w celu przygotowania tej akcji promocyjnej posłużono się fałszywie rozumianymi danymi. Drugi czynnik jest jeszcze zabawniejszy. A właściwie mniej zabawny. Zadajmy sobie pytanie: kto kupuje nowe Mercedesy w salonie. Czy są to: a) szeregowi pracownicy korporacji robotnicy budowlani c) kasjerki w supermarketach d) zamożni biznesmeni i biznesmenki Jeśli odpowiedzieliście „d”, gratuluję – świetnie znacie grupę docelową klientów Mercedesa. Mercedesy kupują ludzie bogaci. Zatem aby walczyć z fikcyjnymi nierównościami płacowymi, obniżamy cenę aut z gwiazdą na masce specjalnie dla bardzo zamożnych kobiet. Dla kobiet, które zarabiają prawdopodobnie więcej niż 99% mężczyzn w Polsce. To naprawdę nie brzmi dobrze. Aż czuć niesmak w ustach. Szkoda, że nikt nie wspomniał o life expectancy gap, czyli rozbieżnościach w długości życia. Mężczyźni, jako bardziej obciążeni zawodowo, umierają dużo młodziej. Ich średnia długość życia jest o 11% mniejsza. Wskaźnik ten różni się w zależności od województwa, ale ogólnie oscyluje w okolicach 10-11%. W związku z tym jeśli kobiety mogą kupić nowego Mercedesa o 8% taniej, to ja chciałbym kupić go o 11% taniej. Nie, oszukałem was. Wcale nie chciałbym kupić niczego od firmy, która posługuje się seksizmem dla promowania swoich produktów. Natomiast dla dyrekcji Mercedes-Benz Polska mam świetną radę. W ramach walki z nierównościami płacowymi niezwłocznie wyrównajcie płace swoim pracownikom z polskiego oddziału marki z płacami z niemieckiej centrali.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.