Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'małżeństwo' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT Linux
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość:


Interests

Znaleziono 44 wyników

  1. Witam Kolegów, Zsamiczyła mi się kobieta i tego nie zauważyłem do ostatniego czasu. Mam nadzieję, że zapanuje nad chaosem wypocin poniżej, Jesteśmy razem już z 15 lat mamy dwójkę dzieci. Ja mam 38 lat. Obydwoje je kochamy, ale ona zdecydowanie bardziej kocha je niż mnie. Nie było to dla mnie problemem, do czasu, aż ostatnio zaczęła przeginać pałę zachowaniami. Jest rok starsza i chyba weszła w kryzys połowy życia. Czyli fejsbuczki, whatsappy itp, Zaczęła regularne shit testy Zaczęła wzbudzać we mnie zazdrość (pewnie związane z a)) Oznajmiła, że potrzebuje przestrzeni Okazywała brak szacunku (na szczęście nie przy latoroślach) Nie wykazuje zainteresowania seksem, albo minimalne (1-2 razy na miesiąc) W wielu sprawach była to moja wina, ze względu na pracę i obciążenie. Zrzuciłem na nią decyzyjność w domu. Jestem introwertykiem, więc zamiast jej powiedzieć co mnie wkurwia napisałem list i wyszłem pewnie w nim na cipę, Przez to wszystko popierdolilło mi się w głowie i myślałem, że brakuje mi bliskości Przegieła w ten sposób, że zaczęła grać tą resztką seksu. Teksty typu mam niskie libido (ale silikonowy chuj w szafce leży) i testy typu jak potrzebujesz tyle seksu (może 2x tydzien) to idź do dziwki. Nie uważam, że mam jakieś wygórowane oczekiwania łóżkowe. Wiele razy jej to wyrzygiwałem, ale chyba w zły sposób, bo pewnie to brzmiało jak prośby o seks i niewiele to zmieniło. Spadło mi przez to poczucie własnej wartości. Kiedyś wspominała coś o trójkącie, ale na drugiego faceta się nie zgodzę. Coś jednak pękło we mnie, ze zględu na te braki we współżyciu. Wolałbym, aby ktoś ją zerżnął abym tego nie wiedział, ale jej tego nie powiedziałem. Zacząłem sobie to wszystko składać i to trwało powoli, ale systematycznie od jakiś 4-5 lat. Urodził nam się drugi syn i wyemigrowaliśmy do Niemiec. Dobrze zarabiam na stanowisku, ona też dostała pracę nie tak dawno w mojej frmie (ale nie pracujemy razem, chociaż się widzimy). Poczuła się chyba zbyt pewna siebie, bo jest ładną kobietą i szwaby nad Słowianką skaczą, a ona zawsze potrafiła swoją urodę wykorzystywac. Jest nadal atrakcyjna, mimoże w tym roku obchodzi 40ste urodziny. Szukając wyjaśnienia jej zachowań tarfiłem do Was. Jaj nic nie brakuje. Latamy na wakacje, w tym roku koncert U2 w Berlinie, wychodzimy regularnie do restauracji. Jest świetną matką, jednak rozpieszcza dzieci za mocno, co mnie denerwuje. Jakoś podświadomie coś chwytałem, bo zaczałem jakiś czas temu dbać o siebie i cwicze regularnie. Obecnie jestem w najlepszej formie w życiu. Co nie zmienia faktu, że daleko mi do bycia szczęśliwym Cel: Być znów szczęśliwym. Odsamiczyć małżonkę i zrobić z niej znów Kobietę. Obecnie jestem w delegacji, ale przed wyjazdem wkurwiłem się nie na żarty. Ostatnio często mi się to zdarza, chociaż jestem introwertykiem. Efekt pewnie zalegającej spermy w jądrach. Wygarnąłem jej, że jak tak dalej będzie tp nie widzę tego optymistycznie, że nie będę się prosił o seks i mam swoją godność. Oświadczyłem, że muszę coś zmienić i podjąłem decyzję, że w tym roku kupuję motor. Ona zaraz z aferą, że się z nią nie liczę, że budżet, dzieci, to i tamto. Ja, że zapierdalam i zarabiam i coś przynajmniej mi się od życia należy. Tu coś do niej dotarło i po paru dniach się uspokoiła, a ja wyjechałem za granicę. I postanowiłem, że będę miał wyjebane na nią i tym sposobem, z racji wolnego czasu znalazłem forum. Rzadko się do niej odzywałem, więc ona zaczęła mi wysyłać różne. Niedługo wracam i potrzebuje waszej pomocy, aby utrzymać momentum i dopracowaniu strategii. Zamierzam więc. Mieć dalej na nią wyjebane i jej głupie testy. Okazywać dystans. Zauważyłem przed wyjazdem, że zaczyna się łasić. Samemu zacząć ją testować? Zerżnąć ją zaraz po powrocie i robić to regularnie co najmniej 2xtydzień. Jak bedzie miała obiekcje, to wyjdę z domu. Mieć bardziej wyjebane na pracę i skoncentrować sie na sobie (siłownia, sauna, rower), tylko czasu może brakować. Ograniczyć dostęp do finansów. Mamy wspólne konto, ktorym ona zarządza. Zgodziłem się dawno (urobiła mnie z teściową), że bedziemy sobie zostawiać jakąś drobną część hajsu. Ja zawsze lepiej zarabiałem. Teraz chcę to zrobić procentowo np każdy zostawia sobie 15% pensji. Reszta na wspolne konto. Szczegołnie, że ona teraz też zarabia. Dobry pomysł? Za brak szacunku wprowadzić kary, ale nie wiem jak. Czy tylko ją strofować. Zacząć samemu podejmować decyzje, chociaż dla formalności pytać się o jej zdanie. Motor i tak kupuję. Wychodzić zaraz po pracy na drinka co najmniej raz w tygodniu. Wyciągać znajomych do towarzyszenia. Przestać przepraszać i no more nice guy. Nie zaniedbywać dzieci przez to wszystko. Wasze porady są jak najbardziej wskazane. Z chęcią posłucham konstruktywnej krytyki. Wiem, że to wszystko będzie wymagało czasu i wysiłku, ale jak czegoś nie zmienię to oszaleje. Potrzebuję porady w jakim tempie wprowadzać poprawki. Ile czasu to może potrwać? Za stary już jestem na marszczenie węża. Szczególnie, że niczego mi nie brakuje. Zdrada nie wchodzi w rachubę, bo lojalny jestem. Jednak wszystko ma swoje granice. Pozdrawiam M
  2. Bracia, Mam 36 lat. Od 8 lat jestem żonaty z kobietą, którą znaliśmy się trzy lata przed ślubem. Mamy dwoje dzieci – córkę 9 lat i syna 8 lat. Obecnie powodzi mi, jak i nam, materialnie naprawdę dobrze: ona zarabia powyżej średniej krajowej, ja trzykrotność jej zarobków + okazyjnie jakieś złote strzały. Oczywiście znam takich, dla których to co mam to garść miedziaków, ale ja osobiście jestem bardzo zadowolony (zważywszy, że nie miałem nigdy żadnych pleców, kontaktów itd.). Mamy dom, dwa samochody. W małżeństwie panuje rozdzielność majątkowa – kiedyś z Panią żeśmy się pokłócili i ona w ferworze dyskusji (do tej poru nie wiem, jak to wyszło – dziw nad dziwy, ale tylko potwierdza, że kobiety nie planują a tylko reagują emocjononalnie), sama zażyczyła sobie rozdzielności. Natychmiast złapałem temat i u notariusza zrobiliśmy co trzeba (około 2 lat temu). Z pozycji Pani – strzał w kolano, ale do końca moich dni będę jej za to wdzięczny i chyba nawet kiedyś puszczę podziękowanie w gazecie (w stylu kolesia, który złożył życzenia samych sukcesów życiowych swojej ex w pierwszą rocznicę rozwodu). Żeby było śmieszniej, niedługo po ustanowieniu rozdzielności moje dochody poszybowały w górę, w dodatku dopiąłem pewien deal który jednorazowo bardzo mocno mnie (i tylko mnie), zasilił. Samochody też są moje – to znaczy ten, którym Pani jeździ też jest mój. W mrocznych wiekach głupoty i białorycerstwa (rok temu) upiłem jej taki jaki chciała, z salonu – mysląc, że teraz to będę miał wdzięczność, spokój, seks, uznanie etc. O słodka naiwności… Opiszę pewnie jeszcze gdzieś przy okazji różne moje perypetie („Mądrym Dla Memoryjału, Idiotom Dla Nauki, Politykom Dla Praktyki, Melancholikom Dla Rozrywki”), chociaż z tą „nauką tylko dla idiotów” się nie zgadzam, ale tak brzmi cytat 😊 – a teraz przechodzę do rzeczy. Kłócimy się w zasadzie od lat. Oboje jesteśmy wybuchowi i nerwowi, czasem jest naprawdę bardzo ostro. Zawsze jednak jakoś się to rozchodziło po kościach i wracaliśmy do równowagi. Ostatnio, wskutek moich różnych zmian w samym sobie (dieta, schudnięcie, sport, abstynencja alkoholowa, spojrzenie krytyczne na swoje zachowanie, lektura tego forum), zacząłem więcej wymagać od siebie i od niej – w tym zaakceptowania moich zasad w zakresie tego, żeby nie ciosała mi kołków na głowie o głupoty, żeby jak wydaje kasę na wspólne sprawy – umiała się wytłumaczyć na co, żeby parę razy pomyślała zanim coś chlapnie (np. krytykancko o moich bliskich). Konflikt jednak narastał, kobieta robiła się coraz bardziej nerwowa, a przy tym wyczułem absolutny spadek zainteresowania mną jako mężczyzną - seksu wcale albo z musu, inicjatywy do świntuszenia żadnej – słowem, Panowie, kiepścizna i zdychanie z głodu przy dziurze. Oczywiście mnie to humoru też nie poprawiało. Ona wspomina o rozwodzie – ale uważam, że tak tylko gada, bo pomysłu oprócz „powinniśmy się rozstać” na pewno nie ma. Dom jest w większości mój, samochody moje, z dziećmi mam niezły kontakt (zwłaszcza z synem) – kobieta według mnie nie ma zupełnie pomysłu, jak miałoby wyglądać życie po rozwodzie a jedynie chciałaby, żebym zniknął (czyli rozwód jako kwas solny który mnie rozpuści, jeez). Do adremu: Ostatnio, tuż po świętach, Pani walnęła w każdym razie kolejny swój tekścik, na który się solidnie wkurzyłem - niestety po swojemu, z krzykiem i jakimiś tam wulgaryzmami. Tak niestety, ze wstydem przyznaję, mam (ale powiedziałem sobie, że ostatni raz – dzieci patrzą! I swoje wiedzą, a co gorsza mogą podłapać). Kobieta chodziła wścieklejsza niż zwykle, znowu zaczęły się z jej strony różne docinki i uwagi. Wyszło po raz kolejny, że zupełnie bzdurnie odczytuje moje intencje – np. ja się pytam o pozycję z paragonu co to jest (czy jest to jakieś chemiczne świństwo, bo ostatnio tępię słodycze i przetworzone ścierwo w diecie dzieci) – a Pani myśli oczywiście, że chodzi mi o kasę, ze ją kontroluję, i że zależy mi na informacji jak wydała 3,49 zł… Wariactwo, parasol się otwiera w kieszeni (tak – w tej, w której trzymam tego węża!). Ponieważ po kryzysie i potężnej awanturze z początku lutego doszedłem do wniosku, że kobieta nie rozumie, o czym do niej mówię i przypisuje mi jakieś dziwne i fałszywe motywy, proponowałem wtedy terapię małżeńską. Sam swoimi kanałami znalazłem terapeutkę – ale oprócz zgody Pani na terapię sprawa nie posunęła się do przodu. Każdym razie ostatniej nocy zapowiedziałem kobiecie, że: -kończymy wzajemne krzyki w domu, - przypisuje mi motywy zupełnie przez siebie wymyślone i założone - rozwód powoduje wiele nowych problemów, więc lepiej coś naprawić niż rozwalić do reszty, - ja widzę krytycznie różne swoje zachowania i też je zmieniam i oczekuję również konstruktywnego podejścia jej do własnej postawy - jeżeli uważa, że zostaje jej za mało własnych pieniędzy, tudzież mój udział poł na pół jest dla niej nie fair – jestem gotowy na partycypację w stosunku 2:1 na wspólne wydatki. A teraz clou: Dziś Pani pisze z pracy: „Może wyjdziemy gdzieś sami wieczorem i porozmawiamy?” Co mam robić? Osobiście uważam, że czas gadania się skończył. Wolałbym dziś posprzątać garaż po zimie, rozstawić ławkę i ciężary (wracam do pakowania) i skupić się na trzymaniu ramy i trenowaniu spokoju i niedarcia japy, może nawet nauczenia się olewania Pani. Obawiam się przy tym, że jak wyjdziemy, to będę też musiał mówić o jakiś swoich uczuciach, składać deklaracje - a wiem już, że Panie generalnie uczuciowych misiów to lubią tylko na kartach lektur. Drugiej strony obawiam się, ze jak oleję tę ofertę, to będzie nowa drama. Bracia, radźcie! Z góry dziękuję za odpowiedź jeszcze dziś. I na zakończenie – fajnie być tu z Wami.
  3. Witajcie bracia. Wczoraj mając wolny wieczór, trafiłem na zapomniany film pt. Zaginiona dziewczyna. Film nie byle jaki, jak dla mnie klasyka gatunku. Pokazujący istotę małżeństwa a przede wszystkim obraz kobiety, jaka potrafi być! Wróć! Jaka jest Skala psychopatycznych zachowań głównej bohaterki, równa jest skali jej uciśnienia. Atak furii, żądza zemsty, głęboka podłość, którą eksploduje przypomina mi zachowania bohaterek japońskich horrorów, cichych, uległych kobiet, które w jednej chwili zamieniają się w harpie gotowe do najwymyślniejszych tortur, jakby odreagowywały całe wieki patriarchatu. Każdy samiec czy to samotny czy hajtnięty a przede wszystkim dopiero wchodzący w swoim życiu w interakcje z damami powinien ten film obejrzeć. Lekcja godna uwagi oraz wyciągnięcia wniosków.
  4. Nie, nie nabijam się. Właśnie patrzę przez okno z mojej nory na salon, gdzie moja stoi na drabince i jedzie wałkiem z sufitem. Muszę powiedzieć że zgrabnie jej to idzie. W prawdzie mówiłem aby wziąć wałek na kija teleskopowego, lepiej idzie, ale ona wie lepiej. Specjalnie urlop wzięła na czas remontu, więcej, sama kupiła materiały. Dobrą mam kobietę, kiedyś ja musiałem popierdalać z jej wymysłami. Teraz mówię, zapłać i zrób. W zeszłym roku zrobiła pierwsze malowanie, na próbę, spodobało się jej, mówi że odpoczywa, bo pracuje na życie liczeniem cudzych pieniędzy i praca fizyczna uspokaja. Odkryła siebie, można powiedzieć. Można? Można! Ech, żebym miał tą wiedzę 20 lat temu.
  5. http://www.rp.pl/Rodzina/304059994-Zmiana-zasad-opieki-nad-dzieckiem-po-rozwodzie.html Sądy mają dbać o prawa obojga rodziców. Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji chce zmienić zasady opieki nad dziećmi po rozwodzie rodziców. Przygotowała projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Proponuje, by sądy orzekały w pierwszej kolejności o opiece naprzemiennej. Jednocześnie proponuje, by rodzice, którzy wspólnie wykonują władzę rodzicielską, wzajemnie informowali się o bieżących sprawach dziecka oraz przekazywali jego dokumenty, np. dowód osobisty czy dokumentację medyczną. Projekt realizuje petycję, pod którą podpisało się przeszło tysiąc osób.
  6. https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/emerytury/ustawa-o-ppk-podzial-majatku-w-przypadku-rozwodu/7e6l390 Po rozwodzie część pieniędzy zgromadzonych w Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) przejmie skarb państwa – zwraca uwagę Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. I podkreśla, że jest to pewnego rodzaju „kara za rozwód”, której być nie powinno. Trwają konsultacje społeczne projektu ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych.Krytyczne uwagi i sugestie zgłosiły już najważniejsze instytucje publiczne, związki zawodowe, organizacje branżowe i ministerstwa. Swoje „pięć groszy” dołożyło też Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, które zwraca uwagę na kwestię podziału środków z PPK w przypadku rozwodu lub unieważnienia małżeństwa. Czekam na obowiązkowe małżeństwa, albo powrót bykowego.
  7. https://dorzeczy.pl/swiat/59145/USA-Rozwod-w-rodzinie-Trumpow.html Rozwód w rodzinie Trumpów. Ciekawe o co poszło. Zwłaszcza, że jak to zwykle bywa to żona złożyła wniosek o rozwód. Syn Donalda Trumpa i była modelka Vanessa Kay Haydon wzięli ślub w 2005 roku. Doczekali się aż pięciorga dzieci – dwóch córek i trzech synów. Vanessa Haydon Trump wniosek o bezsporny rozwód złożyła w czwartek do sądu na Manhattanu. Para wydała oświadczenie, w którym czytamy: "Po 12 latach małżeństwa zdecydowaliśmy się pójść oddzielnymi drogami. Zawsze będziemy mieć ogromny szacunek dla siebie i naszych rodzin. Mamy razem piątkę pięknych dzieci i one pozostają naszym najważniejszym priorytetem. Prosimy o uszanowanie prywatności".
  8. Witajcie bracia, jest to mój pierwszy temat na tym forum, w zasadzie nie przypuszczałem, że będę prosił o poradę ale jestem pierwszy raz w sytuacji w której nie wiem co robić. Mam 27 lat, za sobą około 6 nieudanych związków, jestem DDA, cierpię na okresową depresję, ale generalnie jest stabilnie. Wszystkie moje związki rozpadały się z powodu... mojej nienawiści do tych kobiet, głównie zaczynało się to po tym jak nakrywałem je na kłamstwach (nawet małych, ale kłamstwach) wtedy powstawała rysa w moim umyśle i zaczynałem gardzić tymi kobietami, z czasem dochodziło do ostrych wyzwisk z mojej strony a nawet rękoczynów (plaskacze, nie żadne bicie itp) Co kończyło się wiadomo jak, choć niektóre dziewczyny przez to się jeszcze bardziej zakochiwały i powstawała spirala toksycznego związku (łobuz kocha najmocniej ) Ale przejdźmy do tematu. Poznałem przez Tinder dziewczynę, jest w moim wieku, zajmuje się tym samym co ja, z tym, że ja introwertyk a ona ekstrawertyk przez co swoją dynamicznością/wciskaniem się klientom, łapaniem kontaktów sprawia, że zarabia dużo więcej ode mnie mimo tej samej branży. Napisałem do niej pierwszy (co robię rzadko) śmieszkowaliśmy sobie ale jakoś nie brałem tego na poważnie, zauważyłem też, że ma wybujałe ego, przez co dochodziło do różnych "sprzeczek" na FB ale i tak postanowiliśmy się spotkać, nie chciałem iść na spotkanie bo laska mnie irytowała ale pomyślałem, że spróbuję. Jak się później okazało ona myślała tak samo. Po spotkaniu pisaliśmy trochę na FB ale kontakt się jakoś przerwał, ona nie pisała, ja nie pisałem... aż pewnego dnia odezwała się do mnie pod wpływem %, że czemu do niej nie pisałem itd, że jest niedaleko mnie w jakimś klubie na imprezie firmowej i bym wpadł, jechałem po drodze więc wpadłem, parkuję a tu nagle jakiś gość wsiada mi do auta, prawie go wyjebałem ale patrzę na niego i zobaczyłem, że to jakiś jej wspólnik bo mają sporo zdjęć w pracy. Gość zaczął mi gadać, że mam jej nie zrobić krzywdy bo mnie znajdzie a ogólnie jest nerwowy, po czym dodałem, że jest jeszcze bardziej Wysiadł, wsiadła ona, zaczeliśmy gadać, mówię, że odjebała manianę z tym jej kumplem, po czym dodała, że to jej przyjaciel który się o nią martwi i był z nią wcześniej 5 lat... Za 10 minut przyszedł ten przyjaciel i kazał jej wracać, parsknąłem śmiechem i pojechałem do domu skreślając z miejsca tą dziewczynę. Za jakiś czas znowu zaczęliśmy pisać na FB, przepraszała mnie za sytuacje, usprawiedliwiała siebie i jego alkoholem, polecała mnie na jakieś zlecenia i tak jakoś doszło do tego, że zaczęliśmy znowu więcej pisać aż pewnego dnia wysłałem jej zdjęcie mojego penisa Ona się podjarała i odwzajemniła to zdjęciami piersi, widać było, że jest totalnie napalona. Za kilka tygodni się umówiliśmy na wino, ona parę godzin przed spotkaniem nagle odwołuje, że to nie jest to, że nie pasujemy do siebie itd itd, zapytałem więc czego się boi i zaczałem z nią pisać, potem zadzwoniła, więc śmieszkowałem, że faktycznie powinna się bać jak przyjedzie bo miałem ochotę z nią uprawiać seks do białego rana, że trzymam w szafie strzelbę i chciałem ją odstrzelić Laska zaczęła się śmiać i przyjechała, mówiła mi oczywiście, że do niczego nie dojdzie... rano bzykaliśmy się jak pojebani Teraz zaczyna być coraz lepiej Za parę dni poleciała SAMOTNIE na wycieczke na koniec świata, podejrzewałem, że pewnie będzie tam ruchać jakiś ciapaków bo daleko od domu i nikt nie widzi, ale o dziwo wysyłała mi fotki, pisała ze mną i w większości spacerowała i zwiedzała okolice samotnie. Chciałem to olać bo nie wyobrażam sobie by mi kobita samotnie latała na koniec świata, ale ona powiedziała, że sama już wiecej latać nie będzie a to było już wcześniej zarezerwowane więc nie mogła odwołać. Po jej przylocie spotkałem się z nią, znowu maraton seksu, ciągle patrzyła mi w oczy i mówiła, że mnie uwielbia W między czasie wypytywała mnie mocno ile miałem partnerek seksualnych, ciągle na to naciskała bo ponoć dla niej to ważne i nie chce być tą dziesiątą, zaczęło mi to śmierdzieć bo skoro tak pyta to może sama miała dużo. Przyznała się do 3 w tym, że kiedyś z jednym spotykała się przez 2 miesiące głównie do seksu i dzięki niemu spróbowała kokainy... Jak się o tym dowiedziałem to nie wytrzymałem, jestem cholerykiem więc wyzwałem ją od szmat i nie chciałbym by taka kobita była matką moich dzieci. Gdy emocje zeszły na drugi dzień dzwonię do niej, ona mówi, że jej przykro bo się we mnie zakochała... że było jej bardzo dobrze ze mną, ale nie chce mnie już widzieć. Wsiadłem w auto i za godzinę byłem u niej, na początku pokazywała jak to mnie "nienawidzi" za to co jej zrobiłem jak ja wyzwałem, zacząłem z nią gadać, trochę manipulować na zasadzie, że faktycznie zachowała się wtedy jak szmata, ale różne rzeczy ludzie popełniają Za chwilkę zaczęło się przytulanie, całowanie, po czym idę do niej do kuchni a tam na lodówce... zdjęcie z jej przyjaciółmi i tym gościem z którym się umawiała tylko na seks (zdjęcie razem w czwórkę) Zapytałem co to robi i czemu wcześniej jak byłem u niej tego nie było, ona zaczęła się tłumaczyć, że schowała przede mną by mnie nie denerwować, chciała je wyrzucić ale w nocy jak szukała aloesu to zdjęcie wypadło i znowu powiesiła... wstałem wyszedłem i powiedziałem "dzięki za mile spędzony czas, powodzenia w życiu" Po wyjściu zaczęły mi się ręce trząść jakbym miał parkinsona... stałem na klatce... i nie potrafiłem iść do samochodu, nagle patrzę drzwi się otwierają, ona w butach zimowych i chciała lecieć za mną, wszedłem do mieszkania, zaczęliśmy gadać, tłumaczyła się czemu tak zrobiła, powiedziałem, że teraz przez to nie będę je ufał, że mocno zjebała i ogólnie kaszana. Nagle oznajmia mi, że bardzo chciała by ze mną mieszkać (spotkaliśmy się dopiero raptem 6 razy) Chce mnie zameldować w swoim domu, że jej zdaniem jestem tym jedynym, że jej rodzice się zaręczyli po pół roku i dla niej to nie problem, że tak szybko podejmuje decyzje bo widzi, że jestem idealny dla niej. - Kwestie ważne poruszenia, dziewczyna jest BI, ma ogromne libido, uprawiała kiedyś seks z koleżankami, namawia mnie na trójkąt z jedną z nich. - po rozstaniu z tym przyjacielem z którym była 5 lat, czasem sie bzykali na zasadach FWB (później stwierdziła, że to nie dla niej) - Ma własny dom, wybudowany przez siebie - jest mega inteligentna, zaradna i przedsiębiorcza - jest wyższa ode mnie o jakieś 5-10 cm, ale z urody jestem od niej "ładniejszy" myślę, że spokojnie o 2-3 punkty w skali o 1 do 10 - Po bliższym poznaniu widze, że ściąga maskę i pokazuje się z lepszych stron, wydaje się ciepłą i opiekuńczą kobietą - chce założyć rodzinę - jest religijna - ma dobre wzorce rodzinne, jej rodzice się ponoć prawie nie kłócą i żyją w harmonii - ma szacunek do ojca który ponoć w domu dominował, obydwoje rodzice wykształceni. - twierdzi, że dałem jaj najlepszy seks czego się po mnie nie spodziewała bo wydaję się "grzeczny" - ten jej przyjaciel ponoć uznał, że ja fajny gość jestem i powinna ze mną spróbować - dziewczyna mówiła mi, że wszyscy się jej do tej pory bali, a ja jako jedyny nie daję sobie wejść na głowę i to się jej podoba - nie chce już sama jeździć na wycieczki, oraz idzie na moje "zasady" ucinając kontakt z byłymi oraz nie pijąc % beze mnie, generalnie idzie mi na rękę z tym czego nie akceptuję bez żadnego gadania i walki, akceptuje to od razu. Generalnie bym to już dawno olał, ale... poczułem coś do niej i dochodzą kwestie logiczne. Z dziewczyną widać, że można się dogadać, na co dzień wydaje się wrażliwa (ma skorupę suki), chce założyć rodzinę i bym u niej mieszkał, twierdzi tez, że mam spory potencjał biznesowy i ogólnie uważa, że w przyszłości będę zarabiał więcej od niej (co akurat jest możliwe bo jestem dosyć ogarnięty mimo moich różnych stanów) Do tego wyrwałbym się z domu a na dodatek współpracował z nią, już teraz załatwiła mi kilka zleceń, razem moglibyśmy zawojować rynek bo ona jest odważna i dociera do klientów a ja robię genialną mechaniczną robotę, czuję, że pod względem logiki ten związek by dobrze działał na lata i nie piszę to teraz pod wpływem haju hormonalnego (bo nie jest jakiś wysoki, sporo zaniknął po tym jak się więcej o niej dowiedziałem) ale zwyczajnie analitycznie mogłoby się to udać, bo mimo dużych różnic pasujemy do siebie w wielu kwestiach, choć i tak oczywiście biorę pod uwagę, że to się rozpadnie. Chcę spróbować i z nią zamieszkać, bonigdy nie mieszkałem sam z dziewczyną więc chciałbym tego spróbować, jeśli nie wyjdzie to będę miał doświadczenie do tego nauczyłbym się przy niej lepszego prowadzenia biznesu i załapałbym dodatkowe kontakty która ona już sobie wyrobiła. Także nawet jak do padnie, to zdobędę bardzo cenne doświadczenie dodatkowo zarobię trochę $ Tak... bardzo egoistyczne myślenie, no ale ona przecież wprost też przyznała, że poza tym, że ją dobrze rucham, zakochała się to podchodzi głownie do związku biznesowo by sobie fajnie i komfortowo żyć na poziomie latami, bez kłótni, jak jej rodzice. Jestem w stanie tez przymknąć oko na pewne jej wyskoki na poczatku, w końcu byłem dla niej tylko znajomym a do tej pory spotkaliśmy się raptem 7 razy, więc wszystko dopiero się rodzi. Generalnie nie jestem idealny, mam multum poważnych wad i problemów sam z sobą, ona tez nie jest idealna, ale wydaję się naprawdę odpowiednią kandydatką dla mnie. Dziękuję Ci, że dotarłeś do tego miejsca, może mogłem to bardziej skrócić ale nie chciałem pominąć rzeczy które myślę, że są istotne. Co o tym myślicie?
  9. http://wolnosc24.pl/2017/12/09/osobisty-dramat-cezarego-pazury-jego-zona-zgotowala-mu-pieklo-nerwy-bojki-nieprzespane-noce-lek-i-strach/ Popularny aktor i komik, Cezary Pazura, w swojej biografii pt. „Byłbym zapomniał” porusza bolesne dla niego tematy, związane z pierwszym małżeństwem. Jego pierwsza żona, Żaneta ( @Stulejman Wspaniały chyba znalazłem dla Ciebie dobry temat na audycję i to z 2 powodów ) , miała problemy z alkoholem, narkotykami i innymi używkami. W swojej książce Pazura pisze, że czasami wyczuwał alkohol już o 9 rano, a w domu znajdował ukryte, puste, butelki po wódce. Początkowo żona broniła się, że ma prawo do drinka, jednak po jakimś czasie, pod wpływem terapeuty poznanego na planie jednego z filmów, Pazura postanowił wysłać żonę na odwyk. To nie pomogło, żona zaczęła sięgać nie tylko po alkohol, ale także po narkotyki. Zawsze do nich wracała. „Co ty robisz?!” — krzyczy na nią. „No, chciałam się pożegnać. Bo zaczynamy od nowa. On mówi, że mnie ciągle kocha”. I wtedy ten koleś się na niego rzuca. Dwa razy większy od niego. Szarpią się, wszyscy sąsiedzi w oknach, a oni tłuką się po gębach, nie pierwszy już zresztą raz. „Rozbijasz rodzinę, bydlaku!” – wrzeszczy. Wreszcie ona wraca z nim do mieszkania. On zmienia skarpetki, które podarł na chodniku, bierze z lodówki lód na spuchniętą twarz. Wszystko ponownie wraca na chwilę do normy… A potem kolejny raz. I tak w kółko… Nerwy, bójki, nieprzespane noce, lęk i strach” – możemy przeczytać w biografii. Musisz zacząć nowe życie – miał powiedzieć do Pazury Bogusław Linda na planie filmu „Psy”. Jego żona pewnego dnia wyszła z domu i już nie wróciła. Jakiś czas później, mający nadzieję na rozwód aktor, postanowił ją odnaleźć. Żaneta znajdowała się wówczas na odwyku pod Łodzią. Później ich drogi rozeszły się na zawsze. W biografii Pazury znajdują się też wspomnienia o momencie, w którym dowiedział się o śmierci byłej już żony. Gdy dowiedział się, że Ż. nie żyje, zupełnie nieoficjalnie, myślał, że to może plotka. Może prasowa prowokacja? Córka była akurat za granicą z przyjaciółmi na wakacjach. Zadzwonił do niej. Do dorosłej już wtedy kobiety. Najpierw cisza w słuchawce, a potem: „To znaczy, że ja jej już nigdy nie zobaczę? I z nią nie porozmawiam…”. Zawsze czuł, że to planowała. Chciała poznać swoją matkę, spojrzeć jej w oczy, zapytać, dlaczego nie widziały się dwadzieścia lat – czytamy w biografii.
  10. Panowie, Rok temu byłem załamany po odkryciu (kolejnej) zdrady żony. Byłem totalnie zdruzgotany i nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem. Dzisiaj po 30 minutach rozprawy sądowej orzeczono mi rozwód i odetchnąłem znów pełną piersią. Możecie mi pogratulować Dzięki Markowi, Jego książkom, temu forum i wiernym przyjaciołom odzyskałem moje życie i pozytywnie patrzę w przyszłość. W ciągu tego roku osiągnąłem wiele - były wzloty i upadki ale przede wszystkim nauka i ciężka praca nad sobą. Dziękuję Marek @Stulejman Wspaniały oraz Wam wszystkim, którzy pomogliście mi (dzięki temu, co tutaj piszecie) spojrzeć na życie z innej perspektywy! PS. W najbliższych dniach umieszczę na forum "instrukcję" wraz z dokumentacją opisującą jak doprowadzić do szybkiego i bezbolesnego rozwodu. Pozdrawiam!
  11. Źródło: http://www.mobilesoftwarecreate.com/2017/04/11/dlaczego-programista-to-dobry-kandydat-na-meza/ Właściwie krok po kroku opisane jak złapać frajera, którego da się omotać dupą i wycyckać finansowo. W pakiecie nie swoje dzieci oraz zdradzanie z Bad Boyami i wyśmiewanie za plecami.
  12. Bracia, szybka ankietka - czy w przypadku spotkania kobiety, która odpowiadałaby Ci w 99% (nie deliberujemy czy takie istnieją) wszedłbyś z nią w związek formalny / nieformalny / w ogóle nie chcesz związków. Proszę o odpowiedzi Braci, którzy byli / (ewentualnie są ) w związku / małżeństwie minimum 1,5 letnim ). Każdy głos jest mile widziany poza jojczeniem "kobiety to k....y" itp. Moje zdanie cześć z Was zna, to nie tajemnica, jestem ciekaw jak WY to widzicie. Zapraszam do odpowiadania i dyskusji Wyzwiska kobiet, trolling i spamowanie - polecą warny i bany.
  13. Niedawno internet, obiegła pewna fotografia ze ślubu pewnej pary. Ona, dumnie klęcząca przed swoim wybrankiem, On - dumnie przed nią stojący, w spodniach opuszczony. Co o tym sądzić? 1) Pamiątka ostatniego lodzika w życiu? 2) Pomnik zwycięstwa mężczyzny, który uchował sobie Panią? 3) Marna prowokacja? 4) Duży dystans świeżo poślubionej pary? 5) Tani chwyt reklamowy? Przecież autor się podpisał na zdjęciu. 6) Przekroczenie granic dobrego smaku, nawet jak na taką uroczystość? Jakie jest Wasze zdanie? Zapraszam do dyskusji!
  14. Drodzy Bracia Samcy, Jestem w stałym związku od 10 lat. 6 lat po ślubie po słowach mojej Pani: „Może byś się na coś zdecydował?!” Sytuacja standardowa. Biały rycerz w zawsze nienagannie lśniącej zbroi niezależnie czy świeci słońce, czy grad gówien sypie się z nieba. Praca po 70-80 godzin tygodniowo, dom, samochód, bajery, szmery i zainwestowany czas na realizację zachcianek... a wszystko to mające rezultaty w seksie z kłodą raz na miesiąc i braku szacunku. Pani też pracuje, więc sami wiecie... mogła sobie pozwolić na dojebanie po intelektualnym ryju. 2 lata temu pojawiła się u mnie nieuleczalna choroba. Wyrok bardziej przesrany niż IBS naszego guru. W kilka godzin po wstępnej diagnozie Pani bez wzruszenia kazała się odwieźć na imprezę, na którą nie byłem zaproszony pod mieszkanie chłopaka swojej koleżanki (no comments!). Białorycerskie rozterki chorego pizduś-plastusia doprowadziły do tego, że zrezygnowałem z dobrze płatnej pracy, otworzyłem własną działalność chcąc zabezpieczyć niepewną przyszłość, a białogłowa zadeklarowała miłość, wierność, i uczciwość małżeńską póki nas cegła spadająca na głowę w drewnianym kościele nie rozłączy. Rok temu życie skierowało mnie na drogę rozwoju duchowego, a pół roku temu miałem tak silne duchowe przeżycia, że coś na zawsze pękło. Jak za odjęciem ręki zniknęły u mnie bóle dupy, frustracje powodowane polityką, tym co ktoś o kimś pierdoli i zostały zastąpione uczuciem pewności siebie i szczęścia. Zrozumiałem, że sam jestem kowalem własnego losu. Business w ciągu kilku miesięcy zaczął przynosić większe dochody, choroba jakby zniknęła; 100% remisja i żadnych spodziewanych nawrotów. W życiu małżeńskim pojawił się częstszy seks, ochłapy szacunku, wspólnie spędzany czas i moje mocne postanowienie, że postawię ten związek na nogi. Nacisk jaki kładę na rozwój duchowy jest obecnie moim najważniejszym priorytetem. Bardzo niedawno „przerobiłem/rozkminiłem” (przynajmniej częściowo) mój największy życiowy ogranicznik: uczucie poczucia winy. Po krótkiej analizie ostatnich 30+ lat w ręką w nocniku bez wahania w działaniu powiedziałem Pani, że odchodzę i jeśli będzie mądra, to będzie miała w życiu dobrze, a jeśli nie, to ja się nie będę patyczkował. Innymi słowy: bez wyroku sądu z orzekaniem będę hojny, a jak fikniesz to wyjmę moje asy z rękawa. Cofnę się teraz 5-6 miesięcy wstecz. Wraz z moim rozwojem duchowym zaplątałem się w bliższą relację z dziewczyną, która dotąd była mi obojętna jak wczorajsza gazeta. Mnogość wspólnych tematów: ezoteryka, rozwój duchowy, audycje Mareczka ("YouTube’owa" fanka) etc. Sęk w tym, że za pomocą shit testów, manipulacji, i kręcenia pupą przerodziło się to w flirt. Dziewczyna ma chłopaka i historię przeskakiwania prosto z gałęzi na gałąź bez schodzenia z drzewa. Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w jednym łóżku (bez seksu). Za pierwszym razem po długim dniu we dwoje ładnie poszliśmy spać. Za drugim razem gdy przytuleni kładliśmy się spać zażartowałem: „Ale się dałem wpędzić w Twój friend zone.” Odburknęła coś jakby to nie była prawda i poszły ostre iskry. Skończyło się na „buzi buzi – wow, fajny tyłek – buzi, buzi” ale minutę potem oboje stwierdziliśmy, że nie możemy. No dobra, ona stwierdziła to pierwsza (Spierdalać!) Do niedawna traktowałem ją jak kumpelę, a więc nie odpierdalałem „stajla” „popatrz jaki jestem silny macho.” Gdy już się dałem wciągnąć w jej grę, to się nie popisałem. Średniowieczne dworskie wzorce obudziły się we mnie na nowo i dawały o sobie znać w najbardziej nietrafionych momentach. Zamiast dodawać pewności siebie, to ją zaczęły grzebać. Teraz myślę, że gdy ona chciała, to ja na to „lałem,” gdy mi zaczęło zależeć, przejebałem cały kapitał w kilku partiach życiowego pokera. Zresztą to nie ma teraz większego znaczenia. Nauczyłem się raz na zawsze. Dziewczynki nie są po to, żeby się z nimi przyjaźnić, tylko... no właśnie! A gdyby ta konkretna dziewczyna była materiałem na fajną przygodę, już dawno olałaby tamtego misia. Jest nie tylko kobietą, czyli niezdolną do kochania w taki sam sposób jak my istotą, ale jeszcze taką co się w tańcu nie pierdoli. Spoko! Ale ta karma to nie dla mnie! Nie mam do niej żalu. Za to wszystko czego mnie nauczyła i pomogła w rozwoju, będę jej wdzięczny do końca życia (tzn. do końca roku... może?!) haha. Na dzień dzisiejszy utknąłem w jakimś niebycie. W domu cały czas mieszkam z żoną wobec której jestem skurwielem. Efekt: Pani jest potulna jak baranek i ciągle prosi o seks a ja popijam drina, idę do osobnej sypialni i olewam. Okazjonalnie ostre rżnięcie w stylu „ja tu rządze szmato!” Temat rozwodu od kilku dni nie był poruszany. W życiu zawodowym, chociaż nie pracujemy razem, to ze względu na układ, niemalże codziennie spotykam tę przyjaciółkę. Gadka szmatka i te sprawy, czyli generalnie warunki utrudniające szybsze pójście naprzód. Kiedy tylko mogę zakładam słuchawki i słucham modlitwy Mareczka, anglojęzycznych podcastów MGTOW i innych interesujących mnie zagłuszaczy myśli. Pomaga wygasić emocje i skupić się na pracy. Mozolnie wracam do mojej dawnej wydajności i efektywności. Wiosek? Bracia, dbajcie o czystość myśli i nie przestawajcie się uczyć! Miejcie hobby, znajomych i plany na każdy weekend wypełniony męskimi rozrywkami. Jeśli tego w Waszych życiach zabraknie, zachmurzy się, zacznie padać deszcz i być zimno. Wtedy obecna lub nowa samica okaże się wybawieniem by zaraz potem pchnąć Was w szambo! I wiecie co jest najśmieszniejsze? TO NIE BĘDZIE JEJ WINA. Ona jest pięknym Bożym stworzeniem ukształtowanym przez matkę naturę. TO WY SAMI BĘDZIECIE SOBIE WINNI! Pozdrawiam Was Bracia, dbajcie o siebie!
  15. Wiele na tym forum przeczytałem deklaracji niczym z „Misia”, o tym, że w życiu się nie ożenię! Ale wszystko ma swoje zady i walety! W każdej sytuacji można zachować kontrolę nad swoim życiem, o ile wie się co należy, jak i kiedy robić oraz gdy ma się taką możliwość. Do młodzieży, nie myślcie, że pozostając singlem rozwiązaliście już swój główny problem. Mnie też, nigdy specjalnie nie ciągnęło do małżeństwa, ani nawet dzieci, nie za bardzo chciałem brać je nawet na ręce. We wczesnej młodości po dość jednoznacznych doświadczeniach z kobietami, głównie w związkach, stwierdziłem, że jak już, to nie wcześniej jak między 30 a 40 rokiem życia pomyślę nad tą sprawą. Gdy żeniłem się z moją kobietą, miałem jakieś 35 lat i „chodziliśmy” ze sobą już od około 8 lat. Co mnie przekonało? Miałem kiedyś okazję być zaproszonym na obchody bodaj 50 rocznicy ślubu pewnej nobliwej pary. Okazało się, że para owa miała chyba 8 dzieci. Każde z tych, miało też od ok 5 do 7 dzieci (wnuki). Niektóre wnuki miały już po 2 do 3 dzieci, razem ze swoimi kobietami/ mężczyznami, rodzeństwem solenizantów (czyli tylko najbliższa rodzina) było ok 120 osób. Uderzające było to, że utrzymywali dość bliskie prawie codzienne stosunki (mieszkali w obrębie 100 km od siebie). Co mnie tak ruszyło? Ludzie normalni, zwykli, ale ich siłą była rodzina (jak w mafii), w ramach której można było znaleźć bezinteresowną pomoc prawie w każdej dziedzinie życia. Byli lekarze (kilku specjalności), prawnicy, ekonomiści, cyrkowcy, kucharki, nauczycielki, żołnierz, policjanci, robotnicy budowlani, rolnicy, polityk, przedsiębiorcy, artyści. Naprawdę było czuć od tych ludzi siłę i odpowiedzialność za siebie, wszyscy dobrze się znali, widywali się, w większym składzie, co najmniej kilka razy w roku. Każde z dzieci solenizantów w zasadzie przejęło taki model rodziny i tworzyło swój odpowiednik. Co do kobiet, duża ich grupa, córki ze swoimi córkami, przygotowywały jedzenie przez jakieś dwa dni inne sprzątały, dekorowały, organizowały całe przedsięwzięcie. Wiedziały czego się od nich oczekuje i nie wyglądało na to, aby im to przeszkadzało lub się do tego zmuszały. Może poza kilkoma wyjątkami (żony synów). I jeszcze jedna rzecz rzuciła mi się w oczy, solenizanci, ludzie pod 80-tkę, ich rodzeństwo starsze i młodsze, w zasadzie bez objawów demencji (wszyscy byli ze partnerami/partnerkami!), prawie nikt nie nosił okularów, choć już nie tak żwawo, ale tańcowali w miarę możliwości i ochoty, większość jarała skręty i piła wódkę (w granicach rozsądku). A i sama impra nie była jakaś sztywniacka, raczej jak w piosence Kayah – Prawy do lewego http://www.tekstowo.pl/piosenka,kayah_i_bregovic,prawy_do_lewego.html I tu pytanie do tych co już po zawarciu związku są. Co was skłoniło do założenia rodziny?
  16. Szanowni Bracia, ostatnio uświadomiłem sobie kolejny mechanizm, może nie działający zawsze i wszędzie, ale na pewno w poważnym związku jakim jest małżeństwo. Zasada, którą chcę tu zdefiniować brzmi tak: "kobieta nie przeprasza za swoje błędy werbalnie, ale robi to czynem." Dosyć często zdarza się, że żona tocząc swoją zwyczajową walkę z mężem by sprawdzić czy jest mocny, przekracza dopuszczalne granice. Miałem taką sytuację ostatnio. Poprosiła żebym pomógł jej coś zrobić na komputerze. Co ja pieprzę. Nie padło tam żadne słowo proszę. Ok. Poszedłem, prosta rzecz. Ona: - co tu kliknąć? Ja: to. Ale zaraz trzeba będzie takie coś zrobić. Ona: - dobra, wiem, idź stąd. Po chwili: - Co tu mam zrobić? Ja: - mówiłem ci, że zaraz będziesz musiała to i to. Ona: - ale po co się wydzierasz? (ja mówię normalnie). Ja: - daj, zaraz to zrobię, ale jak ci mówię, że nie będziesz wiedziała co potem zrobić to było słuchać. Ona: - zaraz sobie zadzwonię po informatyka (nie ma do kogo zadzwonić, a musi to zrobić na już...). Ja: - to sobie dzwoń, jak robisz łaskę, że ci jeszcze pomagam, to rób sobie wszystko sama - i wychodzę lekko podkurwiony zamykając drzwi o 40% mocniej niż zwykle. Po tym zdarzeniu wydawałoby się jasne, że normalny człowiek ochłonie, zda sobie sprawę z błędu i przeprosi. Ale nie kobieta. Ta na początku udaje, że nic się nie stało, a jak już, to ty byłeś napastliwy (przez bezinteresowną chęć pomocy...). Ważne, aby w tym momencie nie popaść w odruchy białorycerskie i nie serwować tekstów typu: "kochanie, choć już, wszystko dobrze, pogódźmy się" itp. Nie. Masz być nieco oschły, i masz pełne prawo do czucia się obrażonym (nie mylić z fochem). Gdy się zapyta "co ty jesteś jakiś dziwny" (a faktycznie nie czujesz się w porządku z tą sytuacją) odpowiadasz grzecznie, że wczorajsze zachowanie nie było na miejscu. Nie proś o przeprosiny. To nie przystoi. Ciekawe rzeczy dzieją się potem. Jeśli dochowasz męskiej postawy, kobieta zaczyna przepraszać i pokazywać, że zrozumiała swój błąd, ale nie słownie, a poprzez czyny. Jakie to mogą być czyny zostawiam wam do domysłu, bo uważam, że pewne sprawy są tabu nawet w naszym gronie, ale nie jest to tylko to o czym myślicie, ale także wszelkie inne formy okazywania uczucia jakie decydują o tym czy czujemy się kochani. I teraz puenta. Na początku oczekiwałem od kobiety słowa "przepraszam, że...". Tak, jak oczekiwałbym tego od mężczyzny. Teraz zrozumiałem, że kobiety nie tylko są do tego niezdolne (przynajmniej zazwyczaj), ale że ich naturalna, niewerbalna forma przeprosin jest dużo bardziej miła dla mężczyzny (przy czym mam na myśli nie tylko to co niektórzy teraz...), ale i bardziej właściwa do ich płci. Zastanówcie się, czy kiedykolwiek słyszeliście od kobiety SZCZERE słowo przepraszam za krzywdę wam wyrządzoną?
  17. Wczoraj oglądałem kilka filmów na youtube nagranych przez ekspatów z UK/USA żyjących na stałe na Filipinach i w Tajlandii. Trochę pomieszało mi się po tym w głowie. Jeden facet na przykład mówił, że był kilkukrotnie żonaty w UK i chuja to wszystko warte, bo zachodnie kobiety patrzą tylko na pieniądze i wygląd, są niewierne, niewdzięczne, manipulują, traktują faceta jak dojną krowę - itd. Czyli generalnie potwierdzenie tego, o czym dyskutujemy na forum. Mówił, że na Filipinach poznał sobie żonę, założył rodzinę i wszystko wygląda tu inaczej, po raz pierwszy jest naprawdę szczęśliwy z kobietą. Wszystko wygląda u niego tak, jak wyglądało w Europie przed westernizacją, ruchem feministycznym, lewactwem itd. kiedy wszystko było "Po Bożemu". Czyli: małżeństwo to układ na całe życie i takie sformułowania jak rozwód nie wchodzą w grę. Jak się coś spierdoli, to się to naprawia. Nie ma kłótni o pieniądze, bo bieda w większości krajów Azjatyckich i ich podejście do życia (np. filozofia Buddyzmu, Szintoizmu, Taoizmu itd), spowodowała, że ludzie nauczyli się cieszyć prostym, skromnym życiem. Większość kobiet (na Filipinach) to podobno "dobre katoliczki" i nie marzą raczej o butach, torebkach i srajfonach, tylko o rodzinie, dzieciach i domu. Dzięki temu nie występuje pojebana hipergamia, kobiety trzymają się swoich facetów i dbają o nich. Ludzie nie kłócą się o pieniądze, bo układ jest taki, że to facet zarabia pieniądze i utrzymuje rodzinę, a kobieta jest wierna, czuła, dba o faceta i dzieci, gotuje, sprząta, pierze, prasuje, krochmali, daje dupci, robi masaż i jeszcze do tego głaszcze po jajkach. Czyli tradycyjny układ ról kobieta-mężczyzna. Dzięki temu mężczyzna może skupic się na byciu mężczyzną, zarabianiu, dbaniu o rodzinę, zapewnianiu jej zasobów, a kobieta nie musi udawać wyzwolonej kobiety sukcesu, nie musi zapierdzielać 6 dni w tygodniu w ryjącym psychikę korpo, skąd później wraca znerwicowana i często nie ma już ochoty na seks, może zająć się domem (ale NAPRAWDĘ zająć domem, nie w chuja lecieć), dziećmi, itd, dzieci mają zawsze opiekę i kontrolę. Facet poruszał też temat tego, że w Azji podstawową komórką społeczną jest dalej rodzina i jedność, dlatego Azja rośnie coraz bardziej w siłę, a na Zachodzie podstawą społęczną stałą się jednostka (jednostka dba tylko o siebie i ma wszystko w dupie), dlatego Europa stoi w miejscu ekonomicznie, ludzie dostają depresji, popełniają samobójstwa albo ćpają psychotropy, faceci rezygnują z kobiet, kobiety stają się niekobiece, faceci zniewieściali, a nawet w "wolnym" USA przez ostatnie lata rządziło agresywne lewactwo. I zaczałem się zastanawiać: O co nam, jako grupie facetów tak naprawdę chodzi? Mamy jakiś "idealny cel" jako ogół jeśli chodzi o życie damsko-męskie? Jakąś szerszą wizję społeczną, coś więcej niż "ja, moje, zasoby, zasoby, SMV, ruchanie, piniondz, moje, moje, wincyj, zasoby, mięśnie, ubrania, zegarki, SMV w górę, czubek mojego nosa"? Ogólnie można uznać, że jako grupa potępiamy kobiety za kurestwo, puszczanie się, zdradzanie, manipulowanie facetami, księżniczkowatość i ogólny burdel w głowach. Wielu z Was również odnosi się do tego, że "kiedyś było lepiej", bo kobiety były bardziej represjonowane społecznie i nie było przyzwolenia na kurewstwo, ale były też dużo bardziej kobiece, wiedziały czego chcą, znały swoje miejsce. Czyli tak jak ma to w dalszym ciągu miejsce w wielu krajach w Azji. A zatem - czy to jest właśnie to, czego chcemy? Tradycyjnego modelu rodziny, gdzie kobieta jest kobietą, facet jest facetem każdy zna swoje miejsce i wszystko jest poukładane? Dzieci mających tatę i mamę, gdzie tata uczy męskości a mama kobiecości, normalną kochającą się rodzinę będącą ze sobą blisko? Znam niewiele takich rodzin i powiem wam że dziewczyny z takich rodzin prawie zawsze są świetnymi osobami. Faceci także. Poukładanie, porządek, brak problemów emocjonalnych. Ale nie jest tak, że często je odrzucamy, bo "chcą nas wciągnąć w matriksa"? (rodzinę, dzieci, wspólne mieszkanie?). Jeśli tego chcemy, takie są nasze postulaty, to czemu krytykujemy tak często taki model życia i mówimy o nim, że jest to matrix, dlaczego jedziemy na kobiety, że tego chcą i na to cisną? Przecież to ich naturalna rola biologiczna. Odrzucając ją, sami tak naprawdę w dużej mierze generujemy to kurestwo i robienie z cipy bramy przelotowej. Czy mamy na myśli to, że matriksem ten model owszem jest, ale tylko w zachodnim społeczeństwie, gdzie kobiety w małżeństwie doją facetów (tak jak system prawny) i chcą uzyskać jak najwięcej za jak najmniej wkładu ze swojej strony? Czyli że model dobry, ale wprowadzenie go w życie prawie niemożliwe w obecnych czasach? Czy też może WSZYSTKIE KOBIETY na CAŁYM ŚWIECIE są zjebane i chuj, koniec, kaplica, zostaje tylko walenie konia, chodzenie na kurwy, zaliczanie karynek, przelotne związki i rozbite rodziny? Piszemy o tym jak często w widoczny sposób pojebane są kobiety i faceci z niepełnych rodzin, a z drugiej strony piszemy o tym, że "nie jest potrzebna rodzina, żeby mieć dziecko", że można mieszkać osobno, spotykać się z matką tylko na dymańsko, widzieć dziecko raz na jakiś czas, albo przywłaszczyć je sobie i widywać się z matką raz na jakiś czas...? Gdzie tu sens i spójność? Piszemy o tym, że muzułmanie rozmnażają się króliki i przejmują świat, a sami skupiamy się raczej na samotnym życiu, byciu wiecznym singlem albo używaniem kobiety tylko jako inkubatora, który ma urodzic syna/córkę i później wypierdalać z naszego życia. Czy to nie jest puste życie? W wieku 50 lat dalej uganiać się za "dupeczkami", nabijać sobie licznik, imprezować, skupiać się na sobie, na swoich mięśniach, swoich zasobach, swoich pieniądzach, moje, moje, moje, wartość, wartość, pieniądze, mięśnie, zaliczanie, seks, imprezy, rozwiązłość, wiency, wiency, wiency, wincyj? Czy to ma jakiś głębszy sens na dłuższą metę? Czy taka pogoń za hajsem, dupami i tym całym dziadostwem to nie jest właśnie matriks w całej okazałości, bycie pierdolonym wiecznym konsumentem, życie tylko dla siebie, trzymanie swojej mordy wiecznie lepionej w lustro? Pytam, bo autentycznie nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Zagubiony jestem. Mam 26 lat i zgubiłem wiarę w większość ważniejszych rzeczy w życiu - straciłęm wiarę w miłość, ale nie wierzę w życie bez miłości. Straciłem wiarę w rodzinę, ale nie widzę za bardzo sensu bycia wiecznym singlem. Straciłem wiarę w religię, ale życia z przekonaniami w 100% ateisycznymi jest dosyć jałowe i raczej, kurwa, smutne, nawet gdyby żyć jak Dan Blizerian. Albo może nawet szczególnie wtedy. Kolejna sprawa: jedziemy laski za rozwiązłość, rodeo na kutasach itd, a sami chcemy przeważnie jak najwięcej/najlepiej zaliczać, raczej z tego co czytam, to większości z nas nie interesuje nas rodzina. Więc o co tak naprawdę chodzi? Wybawić się ile można, a później w starszym wieku zakładać rodzinę z młodszą kobietą? Nie ulegać jej manipulacjom i wszystko będzie dobrze? Wierzymy w to, że Ukrainki, Azjatki albo jakieś tam inne Marsjanki są lepsze, mniej zepsute, bardziej wierne, kochające, że można z nimi coś stworzyć? Jest sens coś z nimi tworzyć? Dokąd chcemy, zeby zmierzał ten świat? Rozmawiałem dzisiaj o kobietach w UK z kumplem Anglikiem (chłopak mojej kumpeli, też pojebana laska, ale chyba jeszcze o tym nie wie) - mówił, że tam jest totalna kaplica i jemu ani jemu kolegom też nie chce się tam obcować z kobietami. Powód: patrzą tylko na pieniądze i mimo że on je ma (ma spory biznes i jest z dobrego domu), to są puste, puszczalskie i po prostu chamskie ("rude beyond description for no reason"). Mówi, że w Polsce jest o wiele lepiej i to już jego druga Polka. A tutaj filmik o którym mówiłem: W innych filmikach też porusza te tematy. Ogólnie na youtube jest od groma gości którzy po kilku nieudanych związkach z zachodnimi kobietami spierdolili do Azji i mówią, że to była najlepsza decyzja w ich życiu. Ja osobiście chciałbym wierzyć, że w innych krajach jest lepiej i że można założyć z kochającą kobietą normalną, zdrową rodzinę. Jak "kiedyś".
  18. Dzisiaj przeglądając swojego Facebook'a, zauważyłem, że niektóre z moich znajomych, zamieszczają na swoich tablicach posty z linkami do różnych for, tematów, blogów poświęconych relacji damsko-męskich. Zazwyczaj tematy te dotyczą relacji w małżeństwie i jeden z takich tematów biorę właśnie na tapetę i poddam własnej analizie. Zaznaczam, że temat małżeństwa jest mi bardzo obcy, mogę polegać jedynie na własnym doświadczeniu, w relacjach męsko-damskich oraz na obserwacji związków oraz małżeństw moich własnych znajomych. Link: http://www.calareszta.pl/mezowi-trzeba-dac-zupy-i-dupy/ ,,Wyczytałam ostatnio, że stara babcina prawda głosi, że „mężowi trzeba dać zupy i dupy”. To już było kilka tygodni temu, a do teraz śmieję się pod nosem na wspomnienie tych słów. Bo wiecie co? A gówno prawda. Możliwe, że ja nie jestem całkowicie przystosowana do życia. Przyznaję. Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety miały swoje zdanie, umiały tupnąć nogą, a w moim domu rodzinnym to w ogóle gotował tata, a mama od święta coś słodkiego. Kiedy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat wyjechałam na tak zwany zachód i moje podejście do równouprawnienia na dobre się ukształtowało. " No więc na dzień dobry, autorka tematu przyznaje się, że nie jest przystosowana do życia w relacjach społecznych na równych i uczciwych warunkach a swoje niedostosowanie wyniosła z domu rządzącym przez matriarchat. Gdzie roszczeniowa kobieta, z mężczyzny robi niewolnika i pozbawia go prawa i możliwości do tworzenia faktycznego związku rodzinnego oraz prawa głosu i stanowienia o sobie. Z takimi wzorcami zderzyła się z inną rzeczywistością na zachodzie, gdzie egzotyczni mężczyźni niwelują wszelkie względem równouprawnienia. ,,I mam do powiedzenia tyle – możliwe, że coś w tym jest, że facet z pełnym brzuchem i zaspokojony seksualnie jest zadowolony z życia. Możliwe. Jednak dla mnie mężczyzna, partner, ojciec moich dzieci to nie jest ktoś przypominający intelektem jamniczka, który ma mieć w jednym miejscu pełno, a w drugim pusto, bo inaczej świat mu się zawali, albo, o zgrozo, poleci na kiełbasę do suczki sąsiadów. I takie stwierdzenie, nawet w żartach, jest lekko dla facetów obraźliwe." Nie znam mężczyzn, których takie określenie obraża - wręcz przeciwnie - znam mężczyzn, którzy właśnie chcą mieć to wszystko a więc pełny brzuch i zaspokojenie seksualne. Niestety nie mają tego ponieważ w związkach - czy to nieformalnych czy małżeńskich - na wszystko ten mężczyzna musi zapracować, poświęcić resztki wolnego czasu jaki ma dla siebie oraz oszczędności życia. Jednoznacznie dostajemy do zrozumienia, że według autorki seks w związku nie jest ważną kwestią a jeśli mężczyzna poleci na inną - to tylko dlatego, że ,,głupim psem" ,,Nie mówiąc już o tym, że sprowadza związek do zaspokajania potrzeb, a kobiety zniża do poziomu niewolnicy, bo jaśnie pan mąż, pan i władca ma mieć podane a sex w małżeństwie nudny i z obowiązku, więc gdzie tu mowa o romansie, grze wstępnej, czy w ogóle podnieceniu. Szybko, szybko Halina, ogarnij się jak już dzieciaka położysz, bo mecz będzie i browara po drodze podaj. Możliwe, że tak to wyglądało gdzieś kiedyś w średniowiecznych wioskach zabitych dechami, ale Proszę Państwa, to już nie te czasy. " Autorka tematu nie ma zielonego pojęcia o tym jak faktycznie było w średniowieczu, gdzie zdecydowana większość małżeństw była aranżowana i zazwyczaj potencjalna wybranka rodziny aranżującego nie miała w ogóle nic do powiedzenia. W średniowieczu kobieta była kobietą a mężczyzna mężczyzną i każde zajmowało się tym do czego zostali powołani. Ogólnie w średniowieczu społeczeństwa były zdecydowanie lepiej zorganizowane i ogarnięte jak dzisiaj - oczywiście zdarzały się wyjątki od reguły, ale bardzo szybko usuwano takie jednostki. Bywało nawet - zwłaszcza w niższych warstwach społecznych - że faktycznie zdarzała się miłość i uczucie jak z bajki ale bardzo rzadko i nie wszędzie. Ogólnie na co dzień społeczeństwo miało bardzo dużo do czynienia ze śmiercią, z bólem, z twardą walką o przetrwanie i nikt nie miał czasu myśleć o czymś takim jak równouprawnienie. Funkcjonowały bardzo dobrze prosperujące zamtuzy - burdele - na które, łożyli nawet królowie. Kobieta znała swoje miejsce - wiedziała, że jak jej mężczyzna idzie na wojnę, to na pewno pokradnie, na pewno pogwałci po drodze ale w gruncie rzeczy zawsze do niej wróci. Była świadomość tego, że dzisiaj jesteśmy i żyjemy a jutro mogą wszystkich w wiosce zarąbać i nikt z pomocą nam nie przyjdzie. Druga sprawa jest taka, że w małżeństwie wszystko przemija - młodość, piękność, szczęście, pieniądze, zdrowie - wszystko schodzi na dalszy plan, ponieważ życie upływa oklepanym schematem. Kobieta staje się panem mężczyzny, wylicza mu czas co do sekundy, wyznacza codzienne zadania jak w jakiejś grze, karze i nagradza takiego rycerzyka, który dla niej, z miłości zrobi wszystko. Nie są istotne potrzeby mężczyzny - trzeba realizować potrzeby kobiety, tylko potocznie zwane potrzebami małżeńskim oraz rodzinnymi. ,,Jak to mówią: nie dla psa kiełbasa. I jeśli ten mąż jest z tych, co to tylko czeka na tę zupę, mrucząc przy tym z niezadowoleniem, że bałagan jakby wkoło, a potem uważa, że jak psu buda mu się ta zupa na czas należy, to mam dla niego nowinę – raczej się nie doczeka. Kobiety pozostawione same sobie z dziećmi, domem i ogarnianiem rodziny są tak wykończone, że musisz się chłopie postarać, żeby coś jeszcze wykrzesać, a dostać to możesz ewentualnie mopa do ręki. Dwie rączki Bozia dała? Ano dała. Żelazko w męskiej ręce dość ergonomicznie wygląda. Instrukcja obsługi pralki napisana jest przystępnym dla obu płci językiem. Kupa dzieciaka to problem i matki i ojca. Jeśli chcesz być kolego męski, to Ci podpowiem, że nic tak kobiety nie kręci, jak widok faceta, który sprząta, opiekuje się dziećmi i naprawia sprzęty domowe sam z siebie, bez przypominania co dwa tygodnie przez rok. " Dla autorki tematu nie ma problemu - tak samo jak dla zdecydowanej większości kobiet - aby w małżeństwie kupczyć wszystkim a nawet wykorzystywać własne dzieci celem manipulacji i osiągania z tego własnych korzyści. Starający się facet jest w oczach kobiety nikim, niewolnikiem i nawet niech nie liczy na jakieś specjalne względy. Ona zajmuje się dzieckiem, jednocześnie pokazuje, że kręci ją władza w małżeństwie. Władza absolutna nad facetem sprowadzonym do parteru, którym wystarczy pomachać dzieckiem przed oczami aby ten tańczył jak ona zagra. Seks w małżeństwie zanika albo jest nudny i z obowiązku, ponieważ kobieta nie czuje podniecenia względem takiego faceta; brzydzi się takim facetem, poniża go w oczach własnych, rodziny i znajomych. Ale przynajmniej będzie zajmować się dziećmi, naprawiać sprzęty domowe i myśleć, że wszystko jest dobrze. ,,Panuje takie dziwne przekonanie, że kiedy w naszym kiedyś namiętnym związku nagle włączy się faza „rodzina”, to kobieta będzie lizała podłogi od rana do nocy, ślęczała przy garach z potomkiem luźno zwisającym z biodra, będzie te kupy przebierała, brudne skarpetki prała, śpiki z nosa wyciągała, usługiwała komu akurat najbardziej trzeba, a potem hop siup wskoczy z czarującym uśmiechem i figurą supermodelki w ponętne ciuszki i zamieni się w ognistą kochankę. Bo przecież to jej małżeński obowiązek. Tymczasem obowiązki małżeńskie faceta można skrócić do prostej zasady: ma być. Jeśli nie puści nas kantem, znudzony małżeńską rutyną książę, zdegustowany ciałem, które rozorała ciąża, a do tego nie bije i za dużo nie pije, wtedy to już naprawdę jest rewelacyjny mąż. A jak jeszcze czasami w domu pomoże, dziecko przez te trzy minuty, kiedy matka w toalecie, doglądnie, takiego to na rękach nosić, dbać o wątłe męskie ego, głaskać często, zupę i dupę bez mrugnięcia okiem podawać! Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że taki facet co w domu pomaga, to skarb. Dom przecież też jest jego! Dzieci też nie zrobiłyśmy sobie same! Braw za ogarnianie wspólnego życia niestety nie będzie. ,,Tak więc, moje drogie Panie i jakże drodzy Panowie. Jeśli chcesz zjeść zupę, to sam sobie ugotuj. Byle nie tylko dla siebie, bo dzieci też głodne. A jak chce Ci się dupy, to zacznij od dzielenia obowiązków domowych ze swoją kobietą. Możliwe, że starczy jej jeszcze siły na nocne rozrywki. I od czasu do czasu się zastanów, że skoro mężowi trzeba dać zupy i dupy, czego trzeba dać żonie, co dla niej jest tą „zupą i dupą”. Możliwe, że to, co Was kręci, to dwie różne rzeczy i dlatego tak często boli ją głowa. " Nie znalazłem choćby jednego akapitu mówiącego o obowiązkach kobiety w trakcie małżeństwa - są jedynie roszczenia i zrzucanie całej odpowiedzialności za rodzinę na faceta. Nawet jeśli facet znajdzie poza rodziną, inną kobietę to właśnie dlatego, że własna żona sprowadziła go do roli służącego, zniszczonego małżeńską rutyną z kobietą, która ani myśli zadbać o siebie, ponieważ jest leniwą krową. Zdaniem autorki, w małżeństwie czy w życiu rodzinnym kobieta nie ma żadnych obowiązków, przecież ona rodzi dzieci, to jej się należy - wbrew pozorom to właśnie wg kobiety - ma być! Mało tego - nawet jeśli facet jest dobrze ogarnięty, to i jak nic z tego nie będzie mieć. Bo w jej oczach będzie samcem beta - dlatego są bóle głowy, dlatego są testy na posiadanie nabiału, niewybredne komentarze, pojawienie się kochanka, którego czeka taki sam los jak biednego męża, który przecież z uwagi na dzieci, swoją złą, żonę jednak kocha i poświęci dla niej wszystko. Resztę i ocenę pozostawiam Wam - miłego komentowania.
  19. Po wysłuchaniu ostatnich audycji Radio Samiec oraz własnych doświadczeniach postanowiłem wstukać parę słów na temat jak wyżej. Po tych wszystkich informacjach dotyczących niszczenia mężów przez żony - zabieranie mieszkań, domów, działek, oszczędności a co najważniejsze (!) dzieci, nagrywanie, pomawianie ... i skonfrontowaniu ich z własnym doświadczeniem dochodzę do wniosku, że gdy jest ci źle w małżeństwie/związku, czujesz że to nie to, męczysz się i dusisz tą relacją, męczą się dzieci kłótniami bądź cichymi dniami lub tygodniami pomiędzy rodzicami, chcesz coś zmienić bo to co robisz już nie zadowala kobiety, bo co byś nie zrobił to dla niej zrobisz źle, gdy już nie widzisz żadnych perspektyw na zmianę tej sytuacji to ... zrób tak aby to ona odeszła od ciebie. I co najważniejsze myślała, że to ona odchodzi. Że to ona ciebie zostawia a nie ty ją. Tak - niech gada te wszystkie tekściki, że zostaniecie przyjaciółmi, że chce z tobą poprawnych relacji po. Tak, tak - i ja to słyszałem. Niech ona złoży pozew - duża szansa, że będzie chciała zakończyć to na pierwszej rozprawie i pokojowo. Jest duża szansa, że nie będzie utrudniała wychowania i kontaktów z dzieciakami - one za parę lat same zdecydują jak ocenić rodziców i w którą stronę pójdą. Jest szansa, że dogadacie się w kwestiach majątkowych. Nie wyzwolisz w niej wtedy tego całego jadu który może się wylać na ciebie. Walki o każdą złotówkę. Może będziesz musiał dużo jej oddać - ale pal licho. Nie sprowokujesz pozwów z orzekaniem o winie, miesięcy w sądzie, kasy na adwokatów, nerwów, stresu, czasu ... Niech myśli, ze to ona odchodzi od ciebie, niech sobie "triumfuje" ... A ty? Po cichu siedzisz, poddajesz się temu, jednocześnie w tle kontrolując sytuacje - trzymasz rękę na pulsie i masz w zanadrzu asa w rękawie, coś na jej temat - coś czego nie wykorzystasz, ale niech ona wie, że ty wiesz. I niech wie, że możesz wykorzystać. Pokazujesz opuszczanego, który to tak naprawdę opuszcza ... ale jej rękoma. Zdobędziesz wszystko - wolność, zdrowie psychiczne i fizyczne, bezpieczeństwo finansowe, dostęp do dzieci - wpływ na ich wychowanie ... - czego chcieć więcej? Czy dobrze myślę? Nie wiem. Tak mnie naszło na weekendzie. Może macie inne zdanie.
  20. W okresie erotycznych szaleństw, kiedy niewiele wiedziałem o naturze Pań, zaliczyłem niejedną mężatkę - NIEŚWIADOMIE. Otóż pytane o status Panie, odpowiadały zdaniem które dziś mnie jednocześnie śmieszy i wkurwia zarazem, natomiast wcześniej cieszyło, a brzmi ono "separacja". Skoro separacja - to można "legalnie" poruchać. W końcu mąż - potwór, świnia, kanalia i potwór, a biedna niewiasta uciekła od niego, i pragnie poczuć moralnego, prawdziwego mężczyznę głęboko (tak do 15cm) w sobie. I ruchałem. Najczęściej bez gumy, do końca, tak jak lubiłem. W cipkę, w tyłek, do buzi - po kilku razach skojarzyłem, że słowo "separacja" zawsze wiąże się z brakiem zahamowań, co troszkę mnie zastanawiało - ale ponieważ tak bardzo mnie to cieszyło, nie wnikałem w istotę rzeczy. Otrzeźwienie przyszło wtedy, gdy do jednej (już zalanej pod korek) atrakcyjnej 30-tki zadzwonił telefonik. Zbladła, poprosiła by milczeć i zaczęła kłamać małżonkowi gdzie jest (nie pamiętam co skłamała) i że niebawem wróci. Gdy ją zdenerwowany spytałem dlaczego mnie okłamała, powiedziała że nie rozumiem jej i jestem płytki. Więcej nie mieliśmy kontaktu. Później drążyłem temat "separacji", co w znacznej większości przypadków kończyło rozmowę - a gdy jej nie kończyło, czytałem że jestem popierdolony i nienormalny.
  21. Cześć Bracia. Ogladając filmy na Youtube znalazłem jeden który mnie zaciekawił. Jakiś młody chłopak opowiada o tym jakie cechy powinna mieć jego żona. Przypomina mi to trochę film Olfaktorii "8 cech idealnego faceta". Co sądzicie na ten temat?
  22. Witajcie bracia! Mam żonę Turczynkę, jesteśmy 6 lat po ślubie, razem od 11 lat, w których od samego początku byłem mile widzianym członkiem jej rodziny. Mam super relacje z jej starszym bratem i na moje szczęście super szwagra, który jest rodowitym Niemcem. Jak zapowiadałem - chciałbym podzielić się moimi spostrzerzeniami na tematy jak małrzeństwo, rola kobiety vs. rola mężczyzny, jak to wszystko funkcjonuje (lub nie) i co się dzieje, gdy zachodzą zmiany (społeczne, ekonomiczne itd.), które dotyczą tureckich rodzin w podobny sposób. Zdecydowałem, że najlepiej będę opisywał tematyczne "wycinki" zamiast pracować nad ogólnym obrazem... Disclaimer: jestem niezadowolony stanem mojego małrzeństwa, nie wykluczam rozwodu- ale dzięki Waszego forum zacząłem dostrzegać pewne wzory, które można spotkać u róźnych samic i (o zgrozo w różnych kulturach...). Czy tureckim mężczyznom jest lepiej czy gorzej, jest dla mnie drugorzędne- uczę się tam, gdzie widzę "sukcesy" .... Na pierwszy ogień : rozdzielność świata mężczyzn i kobiet w tureckich rodzinach Pierwszą zauważalną róźnicą jest zachowanie par (także małrzeństw) w sytuacjach jak urodziny, rodzinne spotkanie etc. Bardzo często kobiety i mężczyźni siedzą w różnych pomieszczeniach - nie z powodów religijnych, ale praktycznych. Kobiety siedzą n.p. w kuchni, tam piją kawę, jedzą - a mężczyźni w gośćinnym przed TV. Brzmi fajnie... ale to tylko pozory. Chodzi przedewszystkim o to, żeby w spokoju móc pogadać o swoich tematach. Wracając z takiej imprezy wymieniam się informacjami z żoną- co było gadane u kobiet, opowiadam wybrane fragmenty naszej męskiej rozmowy... Podział pokojów dowolny- nie chodzi o degradacje kobiet. Często siedzimy z jej bratem w jego biurze i omawiamy interesy, gdy samice oglądają seriale w TV. Niby nic... ale: po pewnym czasie zauważyłem, że taki stan rzeczy daje relaks- przykładowo: idę na urodziny z żoną, ta ma humory... prezent nie pasuje, sukienka nie ta ... albo nawet: ostra kłótnia w drodze. Obojętnie co, ja wiem jedno, zaraz spędzę super czas, pośmieję się, coś załatwię, będę miał dobre żarcie i picie- a co ona robi mnie nie obchodzi. Na początku nie umiałem się w tym odnaleźć, no bo przecież idziemy tam razem jako para etc. Nauczyło mnie to czegoś, czego nigdy nie potrafiłem, szczególnie w fazie ciężkiej choroby umysłowej, błędnie nazywanej "miłością"- być szczęśliwym nie z powodu księżniczki, tylko po prostu tak sobie.... Dawniej, jeszcze ok. 50 lat temu, taki podział obejmował spore zakresy życia / dnia codziennego - mąż i żona spotykali się w łóżku, dzień spędzjąc osobno. W bardziej "zacofanych" regionach świata istnieją domy mężczyzn i domy kobiet- co w moim pojęciu jest mocnym przegięciem... Opisane zachowanie w towarzystwie to resztki takiego podziału. Podział ten ma swoje zalety i wady. Więzi między kobietami w rodzinie są cholernie silne, w swoim gronie planują, knują i podejmują ważne decyzje - bez konsultacji z mężem. Tak samo postępują mężczyźni- robią swoje, omawiają ważne rzeczy o których istnieniu samiczki nie mają pojęcia... Nasze zachodnie spostrzeganie małżeństwa jako partnerstwa nie istnieje....Małrzeństwo to według tureckich wyobrażeń przedewszystkim połączenie dwóch rodzin. Do zalet takiego podziału liczę spokój, który jest odczuwalny, gdy wszystkie kobiety znajdują się w innym pomieszczeniu....i fakt, że im mniej kobieta i mężczyzna się widzą, tym mniej okazji do kłótni .... Czy to wydłuża staż małrzeństwa? Nie wiem, ale zauważyłem jedno: jest bardzo mało rozwodów, chociaż z strony religi brakuje potępienia rozwodników jak n.p. w KK. Jest to jeden, ale nie jedyny punkt w którym turecki mężczyzna nie przywiązuje do osoby żony takich oczekiwań, jakie ja wyniosłem z mojej kultury. Spędzania fajnego czasu - do tego jest szwagier a nie żona .... Żona jest do seksu, a nie do oglądania wspólnie filmów- chociaż i to może się zdażyć. Nie wiem czy potrafiłem oddać sedno tematu... W razie zainteresowania chętnie rozwinę / dopiszę to i owo. Zgóry przepraszam za ewentualne błędy w ortografii - żyję od wielu lat w Niemczech. Pozdrowienia i wyrazy respektu wobec tej roboty, jaką odwalacie na tym forum! Dzięki! Sile
  23. Witam Braci. Moja historia niewiele odbiega od schematu z którego w pełni zdałem sobie sprawę po przeczytaniu innych wątków na forum. Szkoda tylko, że tak późno. Kilkanaście lat temu jak przystało na dobrego białego rycerza zawarłem związek małżeński. Było pięknie, rok później zostałem ojcem. Teraz widzę, że od początku moja żonka realizowała program. Systematycznie i powoli odsuwała mnie od wszystkich znajomych i przyjaciół. Po kilku latach nie było już nikogo obok mnie. Nie będę opisywał szczegółowo wszystkiego, ale przeszedłem standardowe etapy (coraz mniej sexu, wkręcanie poczucia winy itp.) Jakiś czas temu zachorowała moja matka (nowotwór). Musiałem jej poświęcić trochę więcej czasu na wyjazdy po lekarzach i leczenie. W domu zaczęły się awantury, że za dużo przebywam z matką. Właśnie w tym momencie przejrzałem jak wiele "pola" oddałem żonie. Zrobiłem sobie krótki bilans z mojego życia. Wyszło mi, że zrezygnowałem ze wszystkich moich marzeń, hobby z młodych lat też porzuciłem. Najlepsze jest to, że mimo tego wszystkiego co odpuściłem to w oczach żony jestem niedobrym mężem. Za mało czasu dla niej, dla dziecka, mało romantyzmu, przytulania i cała gama znanych wyrzutów jakie mają księżniczki. Resztki mojego ego podpowiadały mi, że przecież nie mogę być aż tak zły. Nie piję, nie biję, zarabiam i dbam o dom. Postanowiłem odzyskać trochę przestrzeni życiowej. No i zaczęła się "jazda". Wywaliłem jej wszystkie żale i zapowiedziałem gruntowne zmiany mojej postawy. Oczywiście festiwal fochów i awantur. Z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej. Zapowiedziałem, że się nie cofnę nawet jeśli ma skończyć się rozwodem. Zastanawiam się nawet czy nie mam za żonę kobiety typu "borderline". Widzę jak próbuje złamać moje postanowienie. I tak krótko to przerobiłem już: - super sex jak z czasów początku małżeństwa (włącznie z lodzikiem którego już prawie nie pamiętałem). - następnie wyrzuty tego sexu, (że ona tak się stara a ja nie chcę odpuścić i się porozumieć). - wkręcanie poczucia winy (jak mogę się kłócić, przecież mamy dziecko któremu robię wielka krzywdę) - szantaże różnego typu (włącznie z samobójstwem) - kilka prób startowania z "łapami" (zakończone adekwatną obroną konieczną) Najgorsze jest to, że za każdym razem posuwa się coraz dalej. Potrafiła mi już zapierdolić i schować różne dokumenty albo klucze od samochodu. Nie wiem czy myślała, że posunę się do rękoczynów? Prowadzę małą działalność, więc wyobraźcie sobie jak mi to rujnuje życie. Nie raz musiałem przekładać robotę i się tłumaczyć z opóźnień. Na dłuższą metę tak nie dam rady. I tu mam kilka poważnych dylematów do rozwiązania. Na poprawę żony już raczej nie liczę, więc kierunek rozwód. Chciałem teraz u notariusza zrobić rozdzielność ale nic z tego. Pani używa wspólnoty majątkowej do swoich gierek. Mieszkamy w domu który zacząłem budować sam przed ślubem, tak że zaproponowałem uczciwą spłatę połowy nakładów które ponieśliśmy po ślubie. Żona nie chce się wyprowadzić, nie chce też rozwodu więc sytuacja patowa. Mogę ją wywalić za drzwi i zmienić zamki, ale wtedy do gry wciągnie dziecko. Że niby chcę ich oboje pozbawić dachu nad głową. Nie wiem co dalej robić. Jak ja się wyprowadzę to mnie oskarży o porzucenie rodziny, już to wyczytała w necie. Może doświadczeni bracia coś podpowiedzą. Dla wszystkich młodych potwierdzam jeden przekaz - jeżeli już idziecie do ołtarza to tylko z intercyzą i rozdzielnością majątkową.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.