Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'nauka'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's s
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Pornografia - ubojnia pomysłowości, kreatywności i działania
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Odwyk Piotra i nowe lepsze życie
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's NOFAP - Odwyk od A do Z
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Co robić by Nofap się udał?
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 30 results

  1. Studiuję historię, właściwie już piszę pracę magisterską i kończę tą imprezę. Na pracę w kierunku moich studiów raczej nie liczę pomijając staże, ale nie o to chcę podpytać. Mam kompleks niższości z powodu tego, że moja "nauka" była, teraz już nie istnieje, a zatem jest nie potrzebna (oczywiście ja tak nie sądzę, ale z mnóstwem podobnych zdań się stykam). Lubię czytać lub oglądać filmy dokumentalne o fizyce tj. mechanika kwantowa, czarne dziury, czasoprzestrzeń itd. Bardzo ciekawią mnie życiorysy wybitnych naukowców i ich naukowych polemik. Problem w tym, że zawsze fizykę omijałem szerokim łukiem i jej nie lubiłem. Miałem jakieś tróje, czasem dwóje i pały Teraz jestem trochę rozdarty, historia nie jest chyba moją prawdziwą pasją. Czy jest u nas ktoś kto mógłby udzielić wskazówek i czy w ogóle warto się brać za to? Mam taki plan żeby kupić książki do fizyki rozszerzonej z liceum do klas 1-3 i przerobić je sobie w wolnych chwilach wieczorkami. Czy to dobry pomysł? hmmm... pewnie będę musiał jeszcze matematykę do tego przypomnieć. Potem bym sobie sięgnął po książki akademickie jeśli starczy zapału. Proszę o rady. PS: Szkoda, że jak miałem 18 lat to nie myślałem tak jak teraz... Dlaczego człowiek decyduje o swoim życiu w okresie kiedy jest największym debilem... ?
  2. Nie mam tu na myśli oczywiście jakiejś ukrytej funkcji w stylu "wirtualnego uniwersytetu" Chodzi mi o to, że rozmawiając z kobietami na takich portalach można sie sporo dowiedzieć o ich naturze. Przydaje sie to zwłaszcza jak ktoś ma białorycerskie wzorce. Sam po sobie widze. I czasem jestem w szoku co one wypisują i jak reagują na moje jednoznaczne teksty. Co o tym myślicie?
  3. Jakiś czas temu, słuchając J. Petersona, powiedział on mniej więcej coś takiego: że aszkenazyjscy Żydzi mają iloraz inteligencji ponad jedno odchylenie standardowe powyżej średniej (w domyśle 100). Jedno odchylenie standardowe (SD) to 115/116 w zależności od skali. Oznacza to, że osoba o IQ=115/116 jest inteligentniejsza od 86% populacji. Dużo, pomyślałem ale nie zastanawiałem się nad tym. Aż do pewnego dnia kiedy za sprawą jednego murzynka z Rogu Afryki zobaczyłem to: What is the average IQ in Israel? Avg. IQ: 95; World ranking: #12. Jak to się ma do 115-120 cytowanego przez Petersona? No więc zacząłem szperać. Znalazłem wzmiankę o badanie z Cambridge i nawet udało mi się to znaleźć ale nie ma tam słowa o aszkenazyjczykach. Czyli ślepy trop bądź zwykła ściema. Nihil novi. Znalazłem jeszcze jedno opracowanie, całkiem poetycko zatytułowane i równie poetycko napisane. Odwołuje się do kilku badań (ale ciężko je znaleźć bo stare są, nawet z 1959r.), czyli już delikatna rezerwa się mi włączyła. Poczytałem trochę i jest tam pełno dywagacji a żadnych konkretów. Żadnych konkretnych badań tylko spekulacje a jak się już coś trafi to dość "kreatywne" dobieranie podmiotów do badań (fizycy kontra robole). Zacząłem mieć coraz większe wątpliwości co do tej tezy i nie mogąc jej sprawdzić na podstawie prawdziwych badań statystycznych zrobiłem inaczej. Skoro wiem jaki jest iloraz inteligencji w Izraelu to mogę policzyć iloraz inteligencji izraelskiego Żyda: Korzystając z powszechnie dostępnych źródeł na temat demografii i prymitywnej metody całkowania można to policzyć następująco: Ii = (Ij*Pj + Ia*Pa + Io*Po)/Pi -> Iy=(Ii*Pi - Ia*Pa - Io*Po)/Py; {gdzie I=IQ, P=Populacja, indeksy oznaczają: i-izrael, y-żydów, a-arabów, o-innych} Group[3][64] Population Sym IQ ---------------------------------------------------------- Jews: 6556000 Iy 98.082 Non-Haredi 5522598 - Haredi 1033000 - Arabs 1837000 Ia 84 Other 400000 Io 95 ---------------------------------------------------------- Total 8793000 Ii 95 Czyli wyszłoby, że izraelscy Żydzi mają Ii=98[IQ] a nie 115. Dużo więcej niż ich wszyscy sąsiedzi (84-84) ale nie 115. Ale zaraz, zaraz, chodziło o aszkenazyjskich Żydów. Dobra to rozdzielmy Żydów na aszkenazyjskich (2,8 miliona) i sefardyjskich (umownie cała reszta, czyli 3,756 miliona). No więc zrobiłem mały eksperyment - jeśli aszkenazyjczycy mają Iz=115[IQ] to ile będą mieć Sefardyjczycy? Nic prostszego: Is = (Ii*Pi - Ia*Pa - Io*Po - IzPz)/Ps = 48.966 czyli 85 na granicy upośledzenia. No to zaczęło się robić interesująco. Wychodziłoby na to, że jeśli Aszkenazyjczycy mają IQ=115 to pozostali ich ziomkowie mają inteligencję na poziomie konkretnego upośledzenia umysłowego co jest oczywiści bzdurą, wystarczy pojechać do Izraela i zobaczyć że aż tak ciekawie tam nie jest. Poszedłem dalej tym tropem i sprawdziłem ile by wyszło IQ aszkenazyjczyków przy uczciwym założeniu, że IQ sefardyjczyków jest równe 95, czyli tyle co średnia dla całej populacji. Wyszło Iz=102,216, czyli świetnie, lepiej niż większość Europejczyków (wg tego samego źródła) ale wciąż bardzo daleko od 115. Bardzo daleko. Wniosek? Żydzi nie są najinteligentniejsza nacją/rasą na Ziemi. Nie są nawet najinteligentniejsi w Europie/Ameryce Północnej. Są co sprytniejsi od swoich bliskowschodnich kuzynów ale daleko im do bycia intelektualną elitą świata. Jeszcze jeden wniosek jaki mi się nasunął to to, że nawet najinteligentniejszym (a J. Petersona uważam za bardzo inteligentnego człowieka) zdarza się bezrefleksyjnie powtarzać pewne dogmaty, które są nieprawdziwe. Każdy z nas przyjmuje pewne tezy jako aksjomaty bez ich weryfikacji, gdy tymczasem są one tylko dogmatami, które ktoś kiedyś wypuścił w świat a teraz żyją one własnym życiem. Dlatego czasem trzeba się pochylić nad weryfikacją nawet najbardziej oczywistej prawdy jeśli tylko wyda nam się podejrzana i niezgodna z prawami przyrody.
  4. TL;DR: krótkie przemyślenia na temat jednego z rodzajów mindset'u mogącego przynieść wymierne korzyści w życiu oraz próba wyjaśnienia w jaki sposób wykorzystać swoje porażki życiowe jako dźwignię do lewarowania przyszłych sukcesów. Dlaczego? Wczoraj, 14 sierpnia, upłynęło dokładnie 6 miesięcy odkąd jestem na forum Braciasamcy.pl oraz (lekko ponad) rok czasu odkąd zakończyłem swój 5.5 letni LTR. Z pierwszym wydarzeniem wiązała się dość ciekawa historia - w Walentynki byłem umówiony z pewną młodą damą, która tegoż to dnia zadzwoniła do mnie (kilka godzin przed terminem spotkania), iż nie umówimy się dziś ponieważ przyjeżdża do niej długo niewidziany kolega. Pamiętam, iż zacząłem się naprawdę mocno śmiać z i życząc jej miłej zabawy pomyślałem - "dziękuję Ci za ten kop w dupę". Swoją drogę, gdybym był jej równolatkiem (20 lat), taki strzał 14 lutego skończyłby się niezłym knockdown'em ale (o czym ona nie widziała) "w odwodzie" miałem dwie FF (i 12 lat różnych doświadczeń z babami) więc po prostu zadzwoniłem do jednej z nich i umówiłem się na walentynkowe bzykanie. Zaraz po nim poszedłem do kolejnej dziewczyny, z którą powtórzyłem ten numer (ach, jak słodko, że Twoim rodzice wyjeżdżają na weekendy - to był mój ulubiony tekst do niej ), a wieczorową porą, dołączyłem do szacownego grona miejscowych looserów i stulejarzy Byłem wtedy właśnie w środku okresu, kiedy w wódzie i kolejnych nowo-poznanych cipkach topiłem swoje problemy emocjonalne i nieumiejętność poradzenia sobie z samotnością po bardzo udanym związku. Zapytacie teraz - jak to udanym, skoro zakończonym? O kobiecie z którą spędziłem ten kawał czasu nie mogę powiedzieć złego słowa - mój ulubiony typ urody, semicki (wielokrotnie pytano mnie czy nie jest z południa europy / żydówką), skromna, pracowita oraz przede wszystkim dbającą o swojego faceta i o to, żeby były mu dobrze. Te 5.5 roku nauczyło mnie, że LTR z dobrze dobraną kobietą jest czymś naprawdę fajnym. Kłótni między nami nie było prawie w ogóle, kwestie łóżkowe to miód i malina (ogólnie stąd właśnie wyniosłem przekonanie, że najlepszy seks jest tylko między ludźmi, którzy są w związku i trochę się znają). Co nie zatrybiło? Jakoś od około 3 lat trwania związku zacząłem mieć cykliczne sny, które łączyły, po przebudzeniu, dwa odczucia - "jest za łatwo" oraz "nie robisz kolejnego kroku". Stąd, z dnia na dzień, postanowiłem to skończyć - był to bardzo ciężki czas, płaczu i szlochania (z jej strony) i bardzo dużej presji (ze strony całego naszego otoczenia) abym do niej wrócił. Czekała pół roku, obecnie układa sobie życie z innym facetem - szczerze, życzę jej żeby wyszło jej tak jak zawsze marzyła - dom, dzieci i fajny mężczyzna obok. Trzymam kciuki Podsumowując - na książki Marka oraz forum trafiłem w momencie nieprzyjemnego rozbicia emocjonalnego zaprawionego dużą ilością seksu i substancji powodujących utratę kontaktu z "realem" i "bezmyślnik". Można więc powiedzieć, że uciekałem przed realnym życiem, po to, żeby zgubić demony własnej nieporadności i nieumiejętności poradzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Nie dasz rady. Na bank się do tego nie nadajesz. Te słowa usłyszałem w sobotni wieczór, kiedy próbowałem rozpalić ogień za pomocą, polanych chwilę wcześniej wodą, gałęzi, krzesiwa oraz niewielkiej ilości suchej trawy i patyczków. Prawa dłoń krwawiła (zdarte kilka godzin wcześniej kostki), a w lewym kciuku uwierały, zatopione w moim mięchu, resztki spalonego tamponu (znacie smród mięsa na którym topi się plastik? ). Tu, gwoli wyjaśnienia - ten środek higieny intymnej, jak i chusteczka higieniczna czy kawałek koszulki, to najprostsze źródła do rozpalenia ognia. Instruktor doskonale wiedział co robi, to dobry psycholog, wiedzący, iż nic nie kręci mnie tak, jak pewne formy negatywnej motywacji oraz dociśnięcie dupy i twarzy bardzo blisko ziemi. Sytuacja powtórzyła się również w niedziele, kiedy podczas wielokilometrowego marszu byłem już bliski upadku z braku cukru i zmęczenia, gdy usłyszałem te słowa, od razu, jakaś część mnie odpowiedziała -"pozwolisz, żeby jakikolwiek skurwysyn mówił Ci, że nie dasz rady"? Ten typ myślenia i sposoby w jaki można go wykorzystać, chciałbym Ci przedstawić poniżej. Zastrzegam jednak z góry - jako, że życie jest implementacją w swój własny mózg tego, co działa najlepiej z naszą własną głową - nie jest on dla każdego i nie każdemu przyniesie sukcesy. Sól w ranę w pracy Twoja praca musi dawać Ci: a) satysfakcję b ) energię c) rozwój d) pieniądze. Dokładnie w takiej kolejności i takim ułożeniu. Musem jest bowiem to, żebyś przychodząc do niej szedł jak na odkrycie nowego lądu albo randkę z naprawdę seksowną kobietą. Poszukiwanie zawodu dającego mi takie odczucia zajęło mi wiele lat. Właściwie, swoje życie "w branży" zacząłem dość późno, bo w 29 roku życia - bez studiów kierunkowych, doświadczenia itp. Ale odkąd zetknąłem się z tym co robię wiedziałem, że to jest to. Pracowałem często za grosze albo za "miskę ryżu" byleby tylko mieć możliwość podpatrzenia mistrzów w swoim fachu. Od znajomych i rodziny słyszałem - "nie nadajesz się do tego", "nie skończyłeś kierunku ścisłego", "jesteś słaby z matematyki". Moim ekspracodawcy powtarzali mi to bardzo często, że nie jestem typem człowieka, który się sprawdzi w tego typu zadaniach. I wiecie co? Naprawdę dziękuję im teraz wszystkim, właśnie im, a nie tym, którzy mówili "uda się". Uwielbiam ten moment, gdy wchodzę rano do roboty ( a przychodzę zawsze jako ostatni, bo lubię się spóźniać ostentacyjnie) widzę te znudzone i zdołowane twarze, które dostają szału na widok mojego banana na pysku. "Jesteś w pracy, przecież tu trzeba narzekać, a nie się cieszyć" - usłyszałem niedawno. Moja odpowiedź - "nie moja wina, że masz ch.jowe życie i pracę" Co musisz zrobić, żeby Twoja robota była dla Ciebie seksi? a) Pracować z lepszymi - praca z ludźmi, którzy wiedzą mniej od Ciebie jest kusząca, bo oznacza przywództwo ale daje stagnację, natomiast praca z lepszymi daje Ci ich wiedzę i możliwość przechwycenia umiejętności plus walkę o przywództwo - a to rozwija b ) Rób to co Cię interesuje - wtedy Twoja praca stanie się przyjemnością, a Ty będziesz się dokształcał po godzinach nie z bólem dupy ale bananem na twarzy c ) Mieć ambicje zawodowe i wytyczać sobie cele - gdzie chcę być za rok? Za pół roku? Kiedy otwieram własną firmę żeby nie tyrać na kogoś całe życie? d) Przestać się bać zmieniać pracodawców - nie siedź w jednej firmie latami. To zabija kreatywność i stajesz się leniwy. Rok-półtora i idź się sprawdzać gdzie indziej. Zamiast wygodnej kawki rano ze znajomymi ziomkami kolejne rozpychanie się łokciami w nowym towarzystwie. e) Kiedy praca w danej firmie / przy projekcie przestaje być wyzwaniem - odejdź f) Do minimum ogranicz kontakty z narzekającymi g) bierz się za zadania, przy których padają inni, a łatwe zostaw leszczom. Sól w ranę w szkole "Na pewno się tego nie nauczysz", "Dam Ci 3 i masz spokój", "Zostaw, po co Ci to potrzebne", "Nigdy nie złapiesz tego akcentu" - dzięki takim stwierdzeniom, przez wiele lat moimi słabymi stronami były matematyka oraz języki obce. Dzisiejszy system edukacji promuje bycie miernym, pasywnym oraz minimalistycznym. Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Pamiętając o tym, że Twoja praca ma być dla Ciebie "seksi" nie rezygnuj z rzeczy (przedmiotów), których nie rozumiesz / masz z nimi problemy. Czellendżuj je tak długo, aż nie rozgryziesz tego co jest ich treścią. Jeśli już studiujesz, przejrzyj cały program uczelni na która uczęszczasz (ale też i innych co Cię interesują) i chodź na wykłady z innych kierunków, które dadzą Ci więcej mocy (praktycznej wiedzy). Pamiętaj, że każdy wykład na każdej uczelni,ma formę otwartą i z założenia może na niego uczęszczać każdy. Bądź aktywny i wchodź w interakcję z wykładowcami, cześć z nich będzie zachwycona, bo 99% studentów ma w doooopie co oni mówią, a często zdarza się, że opowiadają oni o swojej pasji. Czerp z ich wiedzy pełnymi garściami, to kapitał, który nigdy Cię nie zawiedzie. Nie możesz zrozumieć - nie łam się - pytaj i drąż do skutku. Nauka języka. Nie bądź pizdeuszem i zarób kasę na prywatne lekcje 1 na 1 z osobą, która nie zna języka polskiego. Angielski - tylko z nativem, który nie kuma co to "barszcz". Hiszpański - jasne ale Rodrigo czy Juanita nie może wymówić "brzęczyszczykiewicz". Tylko wtedy będziesz w stanie spiąć się w 100% żeby móc się z nimi komunikować. To nie ma znaczenia, że się wstydzisz, że myślisz, że nie dasz rady - po prostu musisz to zrobić żeby Cię zrozumiano. Przełamiesz lęk i barierę, gramatyka i poprawność to później pikuś. Sól w poczucie własnej atrakcyjności "Jestem gruby i się wstydzę", "Jestem chudy i się wstydzę", "jestem słaby i nie podołam wysiłkowi fizycznemu", "wyglądasz jak gówno, jak mogłabym się z Tobą umówić", "nie masz szans w konkurencji z tym przystojnym kolesiem" - codzienność? I bardzo dobrze. Stań przed lustrem i odpowiedz sobie na jedno pytanie - czy podobasz się sobie taki jaki jesteś? Jestem pewien, że większość z nas odpowie "NIE", a potem dopowie "ale nie mogę z tym nic zrobić". Wymówki i wstyd związany ze swoimi ułomnościami blokują pracę nad ciałem bardzo wielu samców. Do tego ciągłe porównywanie się "ideałami" z okładek i teledysków.... Chłopie - "każdy z nas ma swój Mount Everest" na który musi wejść. Jesteś niski - musisz na siebie narzucić mniej kg mięsa, żeby wyglądać fajnie i jesteś bardziej zwinny (sporty walki?) - otoczenie będzie Cię postrzegać jako atrakcyjnego. Jesteś wysoki - jeśli fajnie dopakujesz, będziesz miał naturalny respekt u innych. Jesteś chudy - łatwiej będzie Ci zrobić fajną rzeźbę. Jesteś gruby - łatwiej będzie z siebie zrobić szafkę trzydrzwiową. Dążę do tego, że żadna sytuacja bazowa nie przekreśla tego, iż możesz się stać naprawdę atrakcyjną najlepszą wersją swojego ciała. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w przypadku pracy nad nim nie jesteś w stanie oszukiwać. Żresz po nocach - zamiast kraty - bęben. Opierdalasz się na treningach - nadal 50 kilogramowy charłak. Jeśli usłyszysz jakikolwiek krzywy tekst co do swojego ciała - podziękuj za niego (chyba, że chodzi o jakąś formę inwalidztwa - wtedy wal chama w pysk ). Niech będzie to paliwo do przyszłej zmiany. "Ty maluchu jesteś gówno wart", "grubasie, co Ty tam możesz" - podziękuj, a w myślach powiedz - "ja Wam skurwysyny pokażę" i działaj Sól w poczucie własnej wartości Chyba zgodzicie się ze mną, że nic nie robi lepszego kuku w głowie niż zgnojenie przez kobietę. Chcecie posłuchać czegoś dobrego? No to lecimy z koksem: "chyba żartujesz, z Tobą?" "nie pasujesz do mojego stylu ubierania się" "z taką biedą jak Ty?" "co Ty sobie wyobrażasz, myślisz że z kimś takim jak Ty?" "jesteś zupełnie nieatrakcyjny" "jesteś nikim" To tylko niektóre teksty jakie udało mi się usłyszeć od nowo-poznanych kobiet. Za każdy z nich jestem ogromnie wdzięczny, ponieważ, pomimo robienia mi często mind fucka w głowie, po jakimś czasie dawał mi paliwo do dalszej pracy. Ale to w sumie drobnostki, ot laski zaczepiane na ulicach, w sklepach czy gdziekolwiek - "siema, co u Ciebie", chwila rozmowy i albo się zapoznajecie albo zapominasz bo to kolejna z setek twarzy. Umawianie się z zupełnie nieznanymi kobietami (i otrzymywanie od nich zlewek) ma też ten plus, iż zwalczasz swoją nieśmiałość. Dlatego też, zawsze pisałem Wam, aby na portalach randkowych od razu dążyć do umówienia się, bez zbędnego poznawania. Ale do rzeczy - dziękuj każdej kobiecie, która Cię olała i stawiajcie poprzeczkę coraz wyżej. W pewnym momencie, kiedy już zaczniesz się umawiać z naprawdę ładnymi dziewczynami, kolejne kosze nie będą miały znaczenia, ponieważ zawsze włączy Ci się mechanizm "dociśnij pracę nad sobą" oraz "he he he przecież już pukałem dużo lepszą od niej". Zrozum - odrzucenia od kobiet mają Cię motywować nie dołować. Żeby jeszcze podnieść poprzeczkę, kiedy nie mam motywacji do pracy nad sobą wychodzę wieczorem na rynek mojego miasta i siadam w jakiejś knajpie / ławce, tak aby widzieć przechadzający się tłum. O tej porze bujają się tam najbardziej wylaszczone panny ze swoimi facetami - bogaczami, playboyami, modelami, kolesiami których znam z TV. Siedzę i patrzę myśląc - kurwa, dociskam za słabo, jestem gówno wart w stosunku do nich ale jeśli docisnę mocniej, będę o dwa stopnie wyżej, bo oni są już w swoim maksie, a ja wchodzę na swój Mount Everest. Tylko ode mnie zależy, czy tam wejdę czy odpadnę. Kto ma bliżej do Berlina / bywa niech idzie na Kreuzberg. Koło bud z żarciem i sokami (stacja metra) siedzą Turasy i Arabusy zaczepiające białe laski. Patrzcie. Uczcie się. adaptujcie. To samo z Włochami i Latynosami. Nie wkurwiajcie się - uczcie i myślcie - oni są w swoim maksie, ja do tego co robią oni dołożę siebie i będę jeszcze lepszy. Sól w ranę na długi dystans 14 lat temu zakochałem się, jak typowy szczyl, w pewnej dziewczynie. Dostałem kosza. Dość ciężkiego. Składałem się po tym długi czas. Ta kobieta to w 3/4 mój ideał jeśli chodzi o urodę, natomiast jeśli brać pod uwagę lifestyle i podejście do życia to... 99%. Skąd o tym wiem? Kilka lat temu minęliśmy się dość przypadkowo na ulicy. Oczywiście nawet mnie nie poznała ja rzuciłem na nią tylko kątem oka i pomyślałem - mało się zmieniłaś. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawiło się po tym, gdy znalazłem ją na fejsie. Okazało się, że wiedzie ona dokładnie takie życie, jakie zawsze marzyło mi się co do wspólnego spędzania czasu z partnerką, co więcej jest matką i teraz najlepsze - z kolesiem, który jest totalnym zaprzeczeniem mojego wyglądu i charakteru. To drugie wiem stąd, że całkowitym przypadkiem, poznałem go niedługo później i zapytałem jak się z nią żyje. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych, oni potwierdzali jego wersję. Mind fuck jaki miałem w związku z tym trwał dobre kilka tygodni. Domyślacie się jednak co z niego wyniosłem? Tak - jeszcze większą chęć do pracy nad sobą i walki. O co? O to, żeby mieć jeszcze lepiej i w kwestii związków akceptować tylko bardzo duże zbliżenie do ideału jaki mam w głowie. Udowodniło mi to po prostu jedno - to, czego szukam", istnieje. A że tego nie dostałem? "Cóż, za słabo docisnąłem". Jej fejsa przeglądam zawsze, kiedy zaczynam wątpić w siebie - "patrz na to, chcesz mieć coś takiego, dociskaj życie mocniej". Podsumowanie Doskonale zdaję sobie sprawę, iż zaproponowany przeze mnie mindset nie jest dla wszystkich. On boli, uwiera jak kamień w bucie, powoduje częste mind fuck'i, zwątpienia ale... daje też kosmiczne efekty. Po prostu jest to benzyna, którą możesz się oblać i podpalić albo zatankować rakietę i polecieć nią na swój księżyc. Twój wybór Czy jest to dla Ciebie dowiesz się po pierwszej załamce - w tym systemie myślenia nie ma miejsce na tłumaczenie porażek osobami trzecimi - za nie winny jesteś Ty. Ok więc jak - dasz radę tak postrzegać rzeczywistość czy wymiękasz? Bo słyszałem, że miękka fajeczka z Ciebie A jeśli się jednak zdecydujesz 1. Dużo medytuj i czytaj o rozwoju duchowym - w chwilach dołka to Cię uratuje 2. Pracuj z ludźmi lepszymi od siebie 3. Przebywaj w towarzystwie które Cię motywuje 4. Bierz się za rzeczy, przy których inni wymiękają - to Twój drogowskaz 5. Pokonaj swoje demony - rób to w czym jesteś słaby 6. Nie łam się i nie odpuszczaj 7. Pamiętaj - czy wygrasz czy przegrasz, zależy od Ciebie Trzymaj głowę w górze i do zobaczenia na szlaku
  5. Można przedstawiać naukowe dowody, można debatować x razy a lewica i tak swoje. Najbardziej wkurza tępe spojtzenie prezenterki, i jej śmiech typu chuj tam z dowodami i tak mam racje. Pokerface Pana Petersona na końcu - bezcenny. Pan Jordan B Peterson porusza też ten bardzo ważny temat, o którym często wspomonał nasz warchief @Marek Kotoński . Bardzo ogarnięty gościu, uzmysłowił mi jak bardzo ważne i niepozorne jest odchylenie ogólu choćby o 1% na końcach tabeli społecznej. Ogólnie filmy z nim są bardzo wartościowe, według mnie. Ps. Ciekawi mnie kto to jest, czy taki sam bojownik jak my? Jakby ktoś wiedział, niech napisze.
  6. Zauważyłem jedną rzecz: chodzi o to, że lewicujące osoby/media/portale/fanpejdże mają wrogie podejście do tez i osób, które zmieniają nieco nasze podejście do tego świata. Mam tu na myśli różnorakie teorie spiskowe chociażby. Wiadomo, że jest ich całe spektrum, od idiotyzmów w stylu płaskiej Ziemi po całkiem poważne przemyślenia (chociażby zamach 9/11). Do tego dochodzą sprawy związane ze zdrowiem, które teraz są na topie. Np. szczepienia i alternatywne terapie. Nie twierdzę że J. Zięba jest alfa i omega, ale lewa strona odrzuca wszystko co mówi jak leci. To samo dotyczy całej wiedzy alternatywnej. Oficjalna nauka stała się jakimś bogiem... Zasadniczo łapiecie o co mi chodzi? Lewa strona (ze mnie żaden prawak jakby coś ) wierzy prawie we wszystko co oficjalne, tak jak dziecko rodzicom. Myślą że elity rządzą po to żeby było nam lepiej, czy co? "Racjonalni" do bólu. A świat nie jest taki prosty i racjonalny jakby się mogło wydawać niektórym... Z drugiej strony u wielu osób to pewnie mechanizm obronny - wolą nie komplikować sobie życia rozkminami czy coś jest "tak albo nie tak". Lecą schematem. Z resztą ten typ ludzi akurat jest po każdej stronie wachlarza.
  7. Czy znacie jakąś stronę gdzie można online wyrobić jakiś certyfikat z angielskiego na poziomie B2/C1 lub certyfikat z angielskiego biznesowego online, może być płatny. Chodzi o to żeby był w miarę prestiżowy, żeby dołączyć do CV - jak chcę znaleźć prace w korporacji. Zawsze lepiej mieć jakiś papier niż nie i się wyróżnić na tle 100 kandydatów, ewentualnie inne języki od podstaw czy ktoś was próbował się uczyć samemu i jakie macie metody nauki, jakieś rady. Angielski znam dość dobrze mówiony, nie czytam po angielsku ( teraz zacząłem mam książkę z serii "44.pl" do nauki języków Robinson Crusoe), ale dużo oglądam YT po angielsku i nie mam z tym problemu - na studiach z B2 miałem 4.0, ale na pewno teraz jest dużo lepiej przynajmniej z rozumieniem mówionego.
  8. Jak już wiemy są pewne odrealnione środowiska uznające płeć za konstrukt społeczny. Teraz poszli o krok dalej i zastanawiają się czy nauka też jest konstruktem społecznym.
  9. Cześć Bracia Chciałbym zacząć trenować jakąś sztukę walki. Potrzebna do zwykłej samoobrony. Nigdy wcześniej nie uczęszczałem na żadne sztuki walki, więc byłbym nowicjuszem. Zależy mi, aby nauczyć się walczyć za pomocą rąk i nóg. Czytałem już kilka tematów na forum w tym temacie. @Mosze Red napisał w poniższym temacie, że Karate kyokushin jest jednym z najlepszych stylów kopanych obok Muay Thai. To mi się podoba, ale ważne jest też dla mnie, abym nauczył się też skutecznie walczyć za pomocą pięści. Jaką sztukę walki mi polecicie? Z góry dziękuje za pomoc
  10. Witam wszystkich samców! Dzisiaj pisze w dość interesującej sprawie, która mi chodzi po głowie.. Widziałem jak moja kumpela z liceum studiuje w UK i pomyślałem: skoro ona się dostała ze swoim angielskim to czemu nie ja? Oczywiście studia planuje w 2019 roku. Mam dużo czasu na podszkolenie w moim kierunku typu szkolenia, kursy, warsztaty oraz by zwiększyć poziom angielskiego do co najmniej c1. Tutaj pytanie do braci : Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia? Co byście powiedzieli o procesie aplikacji oraz o 'interview'? Co radzilibyscie odnośnie życia tam i nauki? Jak kwestie finansowe lub dofinansowania? Dodam, że mój kierunek jaki obralem to film production(trochę inny, bardziej rozbudowany, złożony i artystyczny niż w Polsce). Mile widziane są porady, doświadczenia osób również na tym samym kierunku. Moja kumpela troszkę mi powiedziała, ale wiecie jak to z kobietami - z całym szacunkiem, ale żadnych konkretów się nie dowiesz... Czekam na wasze komentarze mordeczki
  11. "Instytut Socjologii wraz z Wydziałem Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ zapraszają na konferencję: Dni Gender w Fizyce która odbędzie się w dniu 8 marca 2018 roku w godzinach od 10.00 do 15.00 w sali A-1-13 w budynku Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ przy ulicy St. Łojasiewicza 11 w Krakowie. Konferencja stanowić będzie okazję do wymiany wiedzy, poglądów i dobrych praktyk z zakresu osiągania równości płci w naukach ścisłych. Podczas tego jednodniowego wydarzenia przedstawiony zostanie projekt GENERA (Gender Equality Network in the European Research Area) oraz wyniki, przeprowadzonych w jego ramach w latach 2016-2017 badań jakościowych i analiz danych ilościowych. W drugiej części konferencji eksperci i ekspertki wezmą udział w dyskusji o możliwych rozwiązaniach i kształtowaniu polityk służących osiąganiu równości płci wśród społeczności fizyków i fizyczek. Konferencja ta skierowana jest zarówno do publiczności akademickiej, jak i wszystkich jednostek finansujących badania z zakresu nauk ścisłych, organizacji pozarządowych i innych podmiotów chcących zaangażować się w działania na rzecz promocji równości płci w fizyce i szerzej, w naukach ścisłych. Serdecznie zapraszamy! Konferencja odbędzie się w języku polskim, a udział w niej jest bezpłatny" Jak widać niektórym już ostro idzie w dekiel, przy tym już nawet postulaty Trzaskowskiego mają większy sens. Podam przykładowe zagadnienia do ewentualnych badań, na pewno im się spodoba: Wybór płci przez elektron na podstawie jego funkcji falowej. Przekroczyć horyzont zdarzeń - sztuczne ograniczanie kobiet przez patriarchat. Rola gender w Wielkim Wybuchu. Przy okazji można odpowiedzieć na pytania występujące na plakacie: Jak zwiększyć równość płci w fizyce? Zazwyczaj wystarczy schudnąć do tej samej masy. Dlaczego niewiele kobiet studiuje fizykę? Bo mają mniejsze odchylenie standardowe w swojej populacji. Jak wspierać kariery fizyczek? Tak samo jak kariery fizyków, podobno chcecie równości ^^ I na co te wszystkie konferencje?
  12. Cześć Bracia Trafiłem na ciekaw artykuł dotyczący tego, że obecna szkoła nie pomaga młodym chłopakom w rozwoju ich męskości, a wręcz przeciwnie nawet ją hamuje i ogranicza. Powodem tego jest sfeminizowanie środowiska nauczycielskiego i pedagogicznego oraz szkoły koedukacyjne. http://masculinum.org/2018/02/09/w-szkole-nie-naucza-meskosci/ Młody, dorastający chłopak potrzebuje dobrych wzorców, by stać się mężczyzną. Jeśli nie ma ich w domu, naturalnym miejscem wydaje się do tego szkoła. Dlaczego jednak ten pomysł to rozczarowanie? I czy istnieje sposób, by to zmienić? Jakiś czas temu uczestniczyłem na uczelni w zajęciach prowadzonych przez pewną kobietę. Poruszaliśmy między innymi temat uważności na emocje innych osób. Prowadząca duży nacisk kładła szczególnie na ostrożność w doborze słów; chodziło o to, by nie urazić przypadkiem drugiej osoby lub żeby nie poczuła się ona wykluczona. Delikatność, subtelność i uważność w kontaktach z innymi ‒ to miało cechować każdego dobrego człowieka… Męski punkt widzenia Tak się złożyło, że parę dni później miałem okazję brać udział w warsztacie skierowanym wyłącznie do mężczyzn. Na sam koniec prowadzący napomknął parę słów o tym, z czym wiąże się męska energia. A wiąże się między innymi z tym, że przede wszystkim robisz swoje, nie starając się przepraszać za coś, czego nawet jeszcze nie zrobiłeś, lub wycofywać się z działania dlatego, że ktoś może poczuć się urażony. W jednej chwili przypomniały mi się wspomniane na początku zajęcia i chociaż słowa obu prowadzących miały dla mnie sens, to to, co usłyszałem później od mężczyzny, wydało mi się stokroć bliższe memu sercu. Szła za tym jakaś energia, której do tej pory nie umiem nazwać. Doświadczenie to wyraźnie mi pokazało, jak bardzo może różnić się odbiór tego, co słyszymy, zwłaszcza w kontekście energii, która za tym idzie. Skłoniło mnie to do przemyśleń, jak ważne może być to, żeby chłopcy w młodym wieku mieli szansę przebywać z mądrymi mężczyznami i uczyć się od nich. Analogicznie przebywanie wśród kobiecej energii miałoby zapewne pozytywny wpływ na dziewczynki. W tym tekście chcę się jednak skupić na męskości, a dokładnie na tym, jaki wpływ ma na nią nasz system edukacji. Koedukacja to niejedyna droga Obecnie w Polsce i na świecie najbardziej popularny jest system koedukacyjny, czyli wspólna nauka chłopców i dziewcząt. Do całkiem niedawna jednak, bo do pierwszej połowy XX wieku, najbardziej popularna była edukacja zróżnicowana, czyli oddzielne szkoły dla każdej płci. Aktualnie w takim systemie działa stosunkowo niewiele placówek. W Stanach Zjednoczonych jest to ponad 500 szkół publicznych, podobna liczba znajduje się w Europie, z czego większość w Wielkiej Brytanii. Polska ma w tym kilkuprocentowy udział, są to jednak najczęściej katolickie szkoły prywatne. Jak chyba wszystko na tym świecie, tego typu edukacja ma zwolenników i przeciwników. Razem czy osobno Jakie argumenty za osobną edukacją przytaczają jej zwolennicy? Swoje stanowisko argumentują dużymi różnicami, zwłaszcza fizjologicznymi, jakie występują między chłopcami i dziewczętami, głównie w okresie dojrzewania. Twierdzą oni na przykład, że ogromny wpływ na komfort nauki mają takie czynniki, jak temperatura w sali czy nawet tembr głosu nauczyciela prowadzącego lekcje. W określonych dla każdej płci warunkach nauka jest bardziej efektywna. Dodatkowo uważają, że chłopcy i dziewczęta w okresie dojrzewania często rozpraszają się nawzajem i nie są w stanie w pełni skupić się na tym, co powinni robić w szkole, czyli na nauce. Często przytaczają również badania przeprowadzone kilkanaście lat temu na kilku tysiącach uczniów, które miały zmierzyć wyniki w nauce dzieci ze szkół żeńskich i męskich oraz koedukacyjnych. Wykazały one, że uczniowie placówek dla jednej płci osiągają lepsze wyniki w nauce. Przeciwnicy systemu koedukacyjnego natomiast swoje stanowisko argumentują najczęściej znikomymi różnicami między mózgami kobiet i mężczyzn w wieku dorosłym, także, rzecz jasna, podpierając się wynikami badań. Polska szkoła nie dla chłopców Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden istotny fakt, który sprawia, i jest to moje osobiste zdanie, że w obecnych czasach na systemie koedukacyjnym tracą najwięcej chłopcy. Odniosę się wyłącznie do naszego kraju. Polska oświata jest wyraźnie zdominowana przez płeć żeńską. W szkołach większość pedagogów to kobiety. Uogólniam, jednak myślę, że w tym przypadku jest to jak najbardziej trafione. Co wynika z takiej sytuacji? Przede wszystkim to, że młodzi chłopcy mają mocno ograniczony dostęp do autorytetów w postaci mądrych mężczyzn. Mało tego. Ich naturalne zachowania są hamowane. Mam tu na myśli przede wszystkim związane z agresją energię oraz ruchliwość, która jest ujściem tej energii. Sięgając pamięcią do czasów podstawówki, przypominają mi się zakazy biegania po korytarzach, skakania i innych zachowań typowych i jakże ważnych dla dorastających chłopców. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w ostatnich latach podstawówki i wieku gimnazjalnym czy też ‒ jak to jest obecnie ‒ na przełomie podstawówki i liceum, kiedy pojawia się popęd seksualny. Dziewczęta w tym momencie życia, zwłaszcza jeśli chodzi o szkołę, mogą znaleźć więcej zrozumienia i wsparcia. Cały czas otaczają je kobiety nauczycielki, z którymi pewne sprawy zawsze mogą przegadać, będąc w pełni zrozumiane. Tymczasem chłopcy nie są w takiej komfortowej sytuacji, gdyż często jedynymi mężczyznami uczącymi w szkole są pan od WF, ksiądz i ewentualnie pan od informatyki. Nauczycielki co prawda też są w stanie pomóc chłopcom, ale dorastając, potrzebują oni też komunikacji i zrozumienia na męskiej płaszczyźnie. Dobre rozwiązanie Warto przypomnieć, że uczymy się określonych zachowań związanych z rolą społeczną głównie poprzez modelowanie. Dobrze więc, jeśli mamy do czynienia z jak największą ilością wzorców. Oczywiście głównie to zadanie powinno spoczywać w rękach ojców, ale niestety, i myślę, że spora część mężczyzn się ze mną zgodzi, nie każdy ojciec to odpowiedni wzorzec męskości. Rozwój męskości często leży w takim przypadku w rękach kobiet, co nie jest najlepszym rozwiązaniem w zasadzie dla nikogo. Moim zdaniem niezwykle ważne jest zatem stworzenie takich warunków dla chłopców, w których będą mieli dostęp do mądrych mężczyzn. Potrzebują też oni przestrzeni, w której bez przeszkód mogliby poznawać i eksplorować świat męskości. Według mnie jednym z rozwiązań, które mogłyby to umożliwić, są właśnie szkoły męskie. Dlaczego? To w nich chłopcy mieliby możliwość oderwać się od bezpiecznego świata matki i nauczycielek po to, by w gronie rówieśników i w nieograniczających ich naturalnych zachowań warunkach móc uczyć się od dorosłych mężczyzn.
  13. Nie wiem czy dobry dział, ale na Wybiórczej jest prawdopodobnie ciekawy wywiad. http://wyborcza.pl/7,161389,22960774,sekrety-ewolucji-kochania-i-swawolenia.html Niestety nie mam abonamentu i tylko początek mogę zobaczyć. Spodobał mi sie jeden komentarz pod spodem: Koniecznie, zaraz, natychmiast wstawić to do Wysokich Obciachów! Ale by się działo. Poza tym - wywiad rewelacyjny. Czysta nauka w akcji. Miło znaleźć taki skarb pośród odmętów poprawnej politycznie ściemy. Może ktos z braci ma do tego normalny dostęp i może skopiować treść??
  14. Dzień dobry, Bardzo długo wzbraniałem się przed opisaniem swojej historii. Może dlatego, że jest mi po prostu wstyd, że zrobiłem to sobie drugi raz w moim życiu a może dlatego, że nie mogłem tego wyrzucić z siebie. Potraktuję to trochę jak terapie, wygadanie się ale też chciałbym usłyszeć opinię mądrzejszych, obytych na ten temat. Wskażcie mi Bracia gdzie się zatraciłem. Choć wydaje mi się, że teraz coś już zaczynam rozumieć. Chyba się pośmiejecie. Opiszę w skrócie tak bardzo jak się da - ciężko skrócić prawie dekadę swojego życia w kilku słowach. Historia zapewne jakich wiele, dawno temu w klasie maturalnej poznałem kobietę która w zasadzie zabrała mnie na „przejażdżkę’ na 7 lat. Dlaczego przejażdżkę? Myślę, że miała cały czas pełną kontrolę nad moim życiem i doskonale wiedziała czego chce, zapewne wie to dalej. Choć czasami myślałem, że mam kontrolę to tak naprawdę tylko mi się wydawało. Jaki wtedy byłem? Inteligentny, bardzo przystojny, dobrze zbudowany, wygadany, dobrze ubrany. W środku jednak lekko rozwalony, miałem nieprzepracowane traumy (nieciekawe dzieciństwo, winiono mnie m.in. za smierć kogoś bliskiego). Oczywiście nie pokazywałem tego, starałem się być skałą z pozoru. Zaiskrzyło między nami, otworzyłem się przed nią i zostaliśmy parą (Ja wtedy 18, Ona 19). Po pół roku wyjechałem na studia bardzo daleko. Miałem przed sobą bardzo, bardzo dobrą przyszłość. To jeden z tych modnych teraz wśród młodych protestujących kierunek. Trzy lata tak studiowałem jednocześnie każdą chwilę spędzając z nią. Przyjeżdżałem kiedy tylko mogłem. Bardzo poważnie myślałem o X (nazwijmy ją X) toteż wiedziony trochę tęsknotą a trochę strachem przed utratą jej zrezygnowałem z tych studiów i pojechałem z nią zamieszkać do dużego miasta. Było dobrze, naprawdę byłem szczęśliwy przez długi czas. Myślałem, że tak będzie zawsze. Pominę teraz opis codzienności etc. Jaki ja byłem w tamtym czasie? Starałem się być „idealnym” do rany przyłóż facetem. Płaciłem za wiele rzeczy, sprzątałem, gotowałem, kupiłem psa - który miał nas jeszcze bardziej zbliżyć, zawoziłem wszędzie, zakupiłem jej sprzęt potrzebny do nauki (studiowała kilka kierunków ale nie skończyła nigdy żadnego) i wiele innych rzeczy które możecie sobie wyobrazić. Zbierając to wszystko uważam, że nie było żadnych symptomów na to co się stało. Zaczęła pracę w fitness. Pewnego dnia po prostu wróciła z pracy i powiedziała, że chce się rozstać. Pamiętam ten dzień - przygotowywałem dla nas obiad w tym momencie. Nie mogłem uwierzyć. Dzień wcześniej kochała mnie, uprawialiśmy sex etc. Jako powód usłyszałem tylko wiązankę tego jaki dobry człowiek a ona chce spróbować życia bo jest młoda i ta stabilizacja to nie to. Zarzekała się, że nikogo nie ma (a miała kolegę koksa z pracy). Płakałem, błagałem, kwiaty i te sprawy - nic, tylko chłód z jej strony. Wyprowadziłem się bez kasy i nagranego mieszkania - pomogli mi znajomi, pożyczyli pieniądze. To było po ok 5 latach bycia razem. Przez najbliższy (może 1,5 miesiąca) bardzo się za to winiłem, wręcz nienawidziłem się, nie rozumiałem. Jak to mogło się wydarzyć. Spotykałem się z nią bo chciała się widywać z psem i przyjaźnić ze mną. Tak naprawdę bała się, że ktoś inny mnie będzie chciał. Przystałem na to, jednocześnie biorąc się do pracy nad sobą, bo chciałem ją odzyskać. Mnóstwo rzeczy poprawiłem w sobie, byłem po lekturach Pana A. i to działało. Poznawałem kobiety ( i to nawet te 10/10) - tylko do pewnego momentu bo mówiłem stop i uciekałem od dalszej znajomości. Zacząłem odżywać, lepsza praca, siłownia, powodzenie. Pewnego dnia powiedziałem sobie dość i chciałem urwać kontakt - chciałem jednak przed tym dać jej prezent który już dawno kupiłem dla niej (skok spadochronowy - kiedyś jej tego zabroniłem więc to załatwiłem, po prostu czułem się zobowiązany, wiedziałem, że muszę to zrobić i chój). Zawiozłem powiedziałem otwórz w urodziny (czyli za jakiś czas) i powiedziałem, że to koniec znajomości i że nie chcę nic od niej. Pojechałem od niej, płakałem w samochodzie, prawie się posrałem ale wiedziałem, że tak trzeba. Wiecie co się stało? Zaczęło się natarcie z jej strony, niedługo potem. Zaproszenia na obiad, spacery. Zdecydowała, że to ja mam być przy tym jak będzie to marzenie spełniać. Pojechałem z nią - wiadomo wielkie emocje po skoku, pocałowała mnie ja już szczęśliwy. Zabrałem ją jeszcze na zamkniętą imprezę dla ludzi z pierwszych stron gazet. W takich kręgach się zacząłem obracać. Oczywiście wróciliśmy do siebie. Wspaniali ludzie którzy mi pomagali po rozstaniu, pokazali życie od innej strony poszli w odstawkę. Zadbała o to. Wprowadziłem się do niej i żyliśmy naprawdę, naprawdę dobrze, znowu zacząłem zatracać siebie. Pewnego dnia coś mi nie dawało spokoju i sprawdziłem jej FB. Myślałem wtedy, że się zajebie. Ona mnie zdradzała już przed tym jak mnie zostawiła. No jak to możliwe? Wyczytałem jak, gdzie i kiedy się „bzykali”. Jakby koleś nie kopnął jej w dupę to ja nie byłbym taki fajny - to też przeczytałem. W rozmowie z koleżanką pisała, że nie rozumie jak on może ją olewać no bo przecież się bzykają. Jednocześnie przeczytałem o sobie duuuużo „fajnych rzeczy” frajer, pizda, pantofel etc. Chciałem odejść, zatrzymywała mnie, zabierała klucze od samochodu, zastawiała drzwi. Przepraszała, żałowała, płakała, wpadała w histerię, sex - ja pierdole! Tak w kółko. Pojebało mnie, prawie umarłem. Uległem po jakimś czasie - stwierdziłem, wybaczam! Druga część tej historii jest taka, że wyjechaliśmy z tego miasta i ja wróciłem na studia, ona ze mną. Oświadczyłem się. Naprawdę jej wybaczyłem i kochałem jak sam skurwysyn. Zdałem rok ale musiałem wrócić żeby zarobić na resztę. No to wróciliśmy do miasta rodzinnego. Zgadnijcie co się stało po powrocie ? Zostawiła mnie jakiś czas temu ( ponad 7 lat znajomości), ale ja już wiedziałem, że ma kogoś na boku - sprawdziłem to. Wiem kto to jest. Pojechałem do niej pewnej soboty i udawałem, że nie wiem. Zmusiłem ją żeby mi powiedziała czy chce tego związku czy nie. Odpowiedziała to co kiedyś - chce się pobawić życiem, chce odnaleźć siebie. Jak tam jechałem obiecałem sobie, że te resztki honoru tym razem zachowam. Nie płakałem - powiedziałem „ Szanuję twoją decyzję”. Kurwa najbardziej ją zabolało, że ja miałem czelność mieć cyt. „tyle klasy”. Powiedziała oczywiście, że nie zerwie kontaktu, będziemy się widywać etc. - czyli pies ogrodnika. Pojechałem do domu - a ona została tam z przeświadczeniem, że znowu jej się udało, że ja nie wiem, że jestem kurwa jej ukochanym naiwnym, własnym frajerem, niezatapialnym kołem ratunkowym. Dalej bym w tym tkwił bo ona nie miała zamiaru ze mną „już teraz zrywać”. Mieliśmy iść na sylwestra, wspólna wigilia, wyjazd na wakacje w kwietniu itp. Po prostu postawiłem ją pod ścianę - bo już kurwa nie mogłem bardziej brzydzić się sobą. Od tamtego czasu minął już miesiąc i ja czuję, że żyję. Wcześniej te wiele lat temu, jeżeli ktoś by mi taką historię opowiedział to bym kurwa nie uwierzył, że można tak bardzo kogoś kochać kogoś, poświęcać się i nienawidzić siebie. W każdym razie, pracuje w fajnym miejscu, odkładam na dokończenie studiów, spotykam się z kobietami - różnymi, niektóre mi się nawet podobają. Była próbowała się odzywać ale ja nie odbieram, nie odpisuje, nie interesuję się już jej życiem. Czy coś do niej nadal czuję ? Tak. Myślę, że bardzo ją kochałem - czyt. byłem uzależniony. Teraz powoli nabieram kontroli nad swoim życiem - to świetne uczucie po tylu latach. Wiem też, że za jakiś czas zwróci się do mnie po coś więcej ale jak mówiłem tę furtkę którą ona zostawiła uchyloną ja zatrzasnąłem. Kochałem i przegrałem, przyjmuję to. Jaki teraz jestem? Przepracowałem u psychologa traumy z dzieciństwa, dalej pozostałem inteligentny, choć trochę mądrości nabieram, przystojny ponoć bardzo :), wesoły, pogodnie patrzę w przyszłość, asertywny. Poczucie humoru mi zostało. Uczę się, że kobieta ma być „towarzyszką” mojej własnej zajebistej, zaakceptowanej drogi a nie moim przewodnikiem. To jest tylko jakieś 10% - chyba najważniejsze. Jak coś sobie ważnego przypomnę, dodam niżej. Nie żałuje, dużo mnie nauczyło to wszystko. Fajne momenty też były - sporo. Mimo wszystko będę miał o czym potomnym opowiadać. Bracia to najkrócej jak się dało, liczę na szczerość, śmiech, cokolwiek. PS: Swoją drogą ten pies - to ze mną został, najlepszy przyjaciel ! Dodatek 1. Z racji tego, że nie wiem jak edytować post główny, dopiszę tutaj. Po tym wszystkim co mnie spotkało na własne życzenie jak wspomniałem przepracowałem traumy u psychologa. Moja miłość dołożyła mi nerwicę, ataki paniki w środku nocy, ataki agresji, ataki drgawek - mózg się przeładowywał po prostu. Teraz już tego nie ma na szczęście.
  15. Witajcie Bracia w ten ponury dzień. Chciałem się was zapytać czy mieliście do czynienia z takim problemem jak mój (szczerze mówiąc to chyba każdy miał z tym do czynienia, taka kurtuazja J). Nie pracuję tylko uczę się w domu programowania, obsługi linuxa, gita itd. itp. Plany miałem wspaniałe: będę miał czas, będę w domu i na spokojnie zajmę się swoim rozwojem.Gówno prawda. Siedzę w cały dzień w domu, a mimo to ledwo wyciskam 2 – 3h nauki. Po drugie jak rano wstaję po 10h snu, to dalej jestem śpiący i dalej przez kolejne 3h ziewam i chodzę jak zombie. Kawa nie pomaga. Owszem pobudza, serce zaczyna pompować, rozkręca się fizjologia, a mózg jak spał tak śpi. Pobudzone ciało, a umysł by najchętniej spał i spał… Wkurza mnie cholernie to pieprzone lenistwo i oglądam sobie jakieś filmiki motywacyjne na YT, ale już nawet to przestało działać. Wiem, że na sukces trzeba ciężko pracować, ale na wiedzy się kończy. Powiedziałem sobie: jest 12:00 siadam i się uczę mimo wszystko. Ok… uczę się, ale to tylko pozory, próbuję się skupić, a umysł mi po prostu nie przyjmuje nic. Wyrzyguje to co ja mu podaję. Z tego rodzi mi się frustracja i presja, że muszę zdobyć umiejętności i potem pracę. Irytuje mnie nauka programowania, ale jak już posiądę wiedzę i sam tworzę to już jest satysfakcja i radość. Jak walczycie z takim porażającym nieróbstwem? Jestem zajebistym leniem, ale potrafię myśleć i boję się, że będę musiał podjąć radykalne kroki… Skoro się uczę tylko 3h dziennie to powinienem iść na resztę dnia do roboty. Gdzieś moja podświadomość nie chce współpracować ze mną. Podejrzewam, że jest jakiś konflikt na linii świadomość – podświadomość. Świadomie, chcę osiągnąć sukces (czyli zdobycie pracy i wyprowadzenie się z domu), ale podświadomość (chyba) twierdzi, że jest ciepełko i jedzenie za free to trzeba korzystać i się lenić i trzeba świadomość zgnieść i zabić jej ambicje, bo jest przecież dobrze to na cholerę się wysilać?
  16. Cześć Bracia. Właśnie zobaczyłem to na Facebooku "Nie śpię bo odświeżam USOSa". Link - https://www.facebook.com/niespiebo/photos/a.341498325871142.80987.157379027616407/1575404395813856/?type=3&theater Tak właśnie wygląda realne równouprawnienie Co ciekawe feministki wcale nie protestują i jakoś mnie to już nie dziwi A wy co o tym sądzicie?
  17. Cześć Bracia. Washington Post opublikował artykuł feministki, która domaga się od naukowców, żeby w swoich pracach zmniejszyli ilość odnośników do badań wykonanych przez "białych, heteroseksualnych mężczyzn" a szerzej cytowali prace kobiet oraz uczonych wywodzących się z mniejszości rasowych i seksualnych. https://www.washingtonpost.com/news/speaking-of-science/wp/2017/07/16/feminist-scientists-say-citing-research-by-straight-white-men-promotes-a-system-of-oppression/?utm_term=.2276872dc459 Co o tym sądzicie?
  18. Jakie jest Wasze zdanie?Ręka Boga,czy zwykły przypadek,że prawie wszystko jest stworzona na podstawie tego ciągu?
  19. Co sądzicie o rozpoczynaniu studiów doktoranckich, to brak pomysłu,na to co zrobić ze sobą po magisterce i ucieczka przed życiem, czy świadectwo mądrości i wiedzy? Czy człowiek podejmujący taki krok jest skazany na bycie skończonym przegrywem życiowym?
  20. Myślę, że powinno to wiele osób tutaj zainteresować. Różnice między płciami omówione naukowo, na poziomie zrozumiałym dla większości ludzi, ale chyba trochę wyższym niż typowo popularnonaukowy.
  21. Byłem dzisiaj w Bibliotece Raczyńskich (Plac Wolności w Poznaniu). Kto był, ten wie, ile jest tam wiedzy. Miałem zapisanych parę pozycji, które chciałem wypożyczyć. Po spędzeniu tam ponad trzech godzin na przeglądaniu książek, ogarnął mnie taki jakby smutek, że życia mi nie starczy na przeczytanie tego wszystkiego, co bym chciał. Historia powszechna, historia gospodarcza, mitologia, ekonomia, etnografia, socjologia, filozofia, prace z językoznawstwa itd. To wszystko mnie ciekawi, bo dotyczy działalności człowieka. Wiemy, że te wszystkie dziedziny wiedzy zazębiają się ze sobą. Ostatecznie wyszedłem z kilkoma książkami zupełnie innymi od tych, które chciałem wypożyczyć. Macie może jakieś swoje doświadczenia, jak pozbyć się tego chwilowego "smutku"?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.