Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'podświadomość'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's s
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Pornografia - ubojnia pomysłowości, kreatywności i działania
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Odwyk Piotra i nowe lepsze życie
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's NOFAP - Odwyk od A do Z
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Co robić by Nofap się udał?
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 20 results

  1. Artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2019/10/25/kobietom-nie-zalezy-na-partnerstwie/ Co ciekawe, kobietom nie zależy na partnerstwie Proszę się nie obruszać, tu nie chodzi o pognębienie pań, tylko o prezentację mechanizmu prokreacyjnego. Paniom jak najbardziej zależy na związku, relacji, małżeństwie, dzieciach… itd. Podejmują wielokrotne różne wysiłki, starają się, działają, są aktywne. Wręcz mogę powiedzieć, że w dużej liczbie przypadków, można by zauważyć, że ten chłop to leń!, i to jej bardziej zależy na rodzinie, związku. Ja to widzę, i nie tylko ja! Ale najczęściej nie zależy im na partnerstwie. Taki fakt. I tak paradoks. Jest różnica. Pomiędzy rodziną a partnerstwem – to nie jest to samo. Owszem, w rodzinie są „partnerzy”, którzy wspólnie działają dla jej dobra, acz.. pomiędzy dwojgiem ludzi w rodzinie istnieje związek. I teraz o nim mówię, na nim się skoncentruję. Nie wątpię w dobre intencje kobiet. Chyba bym upadł na głowę, żeby uznać, że połowa ludzkości chce źle! Nie jest tu moim celem wskazanie na osobiste „ukryte niechęci” (co też może i się pojawiać z powodu np. karmy itp.). Moim celem jest tu wskazanie na zaszyte w ludziach programy, które nie mają na celu dobra naszego, osobistego – a przez to społecznego. Programy zaszyte przez twórców ludzkości – dawnych genetycznych manipulatorów – „bogów przychodzących z nieba” – Anunnaków służą… właśnie im. Tak jak pierwotny człowiek (wg. sumeryjskich tabliczek klinowych) miał służyć anunnackim potrzebom wydobywania złota [link]. Z obserwacji można wywnioskować, iż paniom nie zależy na partnerstwie, a na .. wypełnianiu kodów zaszytych w biologii. Kody biologiczne są tak silne. I „wszystko paniom wskazuje” (to, co czują z ciała i co „mama mówi”) , że to owe programy mają być zrealizowane (w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci). A co pokażę, poddanie się presjom prokreacyjnym z naszego własnego ciała daje to nie to, czego byśmy oczekiwali… Nie to, czego byśmy chcieli.. Czego dziewczynka nie wie? Wobec młodych mężczyzn mówi się: „nie wolno ci chłopaku poddawać się swoim rządzom seksualnym, masz nad nimi zapanować”. I chłopacy zwieszają głowę i „panują” – tłumią siebie, nie mając możliwości ekspresji (którą by społeczeństwo akceptowało). A co się mówi do dziewczynek? Nic się nie mówi, bo „dziewczynka już wszystko wie”. To ja powiem dziewczynce, czego nie wie. Z tego co widzę, od lat już preferowany jest pogląd o wartości „związków partnerskich”. A co na to nasza biologia, nasze oprogramowanie? Wszak to ono w większości steruje relacjami. Mając tak mało wokoło osób bliskich, które realnie są w stanie mieć empatię, poczuć to, jak druga osoba żyje, czego potrzebuje, to można powiedzieć, że większość ludzi nie ma odpowiednich możliwości aby wzrastać jako dziecko w warunkach istotnie dających zaspokojenie podstawowego nauczenia się czym związek jest. Dzieci nie uczy się jak żyć jako partnerka lub parner. „To się czuje” – jest to wskazanie na siłę bardzo potężną, biologiczną, ale .. jakże błędną wobec tego, czego naprawdę oczekujemy! Dzieci większość swoich relacyjnych nauk czerpią „przez osmozę”, czyli patrząc i czując co się pomiędzy rodzicami dzieje, same nasiąkają tymi sposobami. Najczęściej w dużej części nieprawidłowymi, ponieważ Ludzie Bez Ducha, sami nieuczeni są głąbami relacyjnymi. I czego można się od takiego kapuścianego głąba nauczyć? Można się nauczyć bycia kapuścianym głąbem. Jedyny sposób to brać się za siebie z refleksją. I nie tylko taką płytką „ja tak nie chcę!” „u mnie tak nie będzie jak u moich rodziców!” – bo jest to proste wyrażenie buntu. A, można dodać, że to jest częste, a równie częste jest poddanie się następnie szarpiącym ciało energiom seksualnym, wzorcom prokreacyjnym, które są zaszyte w nas na poziomie komórkowym. Potrzeba oprócz poprawnej chęci odejścia od wzorców postępowania widzianych u rodziców – jeszcze dać sobie pozytywne, realne, działające sposoby rozmawiania w związku, z partnerem. Trzeba wiedzieć kiedy i co mówić, jak słuchać. Trzeba znać sporo umiejętności interpersonalnych. Psychologowie je znają od dziesiątków lat. Ale nie widziałem, aby ta wiedza wychodziła jakoś mocno spoza tego kręgu profesjonalistów. Kobiety ciągle i ciągle próbują być „naturszczykami” związkowymi, co z siłą wodospadu przerzuca je na stronę bycia poddanymi Anunnckimi i ofiarami systemu. Umiejętności komunikacyjne i.. ich brak Czy pamiętam, żeby któraś dziewczyna, pani sama z siebie zechciała się nauczyć prostych sposobów ulepszania komunikacji między nią a drugą osobą? Takich prostych jak techniki parafrazowania, aktywnego słuchania? Wydawałoby się, że o, tak, panie to się znają na komunikacji i cenią sobie ją! One zaraz będą się tego uczyć, tak z marszu. Przychodzą z ulicy i czytają „Wychowanie bez porażek” i inne tego typu książki. I co więcej je stosują! A tu.. zonk. Kobiety, odwrotnie do moich przewidywań nie są i nie były skupione na partnerstwie. Nie pamiętam, abym kiedyś słyszał od kobiety, że się czegoś ciekawego dowiedziała jak rozmawiać z mężczyzną. Nie mylmy tu tysięcy wypowiedzianych słów z umiejętnościami komunikacyjnymi w partnerstwie! Panie realnie mają o wiele większe możliwości komunikacyjne. Ale oczywiście siadają na laurach uważając, że to wystarcza, że one jakie są to już takie są super, cudowne i z górką to wystarcza do wspaniałego związku. I potrzeba się zająć sukienką, butami i paznokciami. A reszta sama przyjdzie, wliczając w to słowotok. To jest coś jak nie czytanie instrukcji obsługi. Jest skomplikowane urządzenie elektryczne, elektroniczne. I teraz – często ludziom nie chce się czytać tego podręcznika użytkowania. Bo przecież „wszystko widać”: są przyciski, są krótkie podpisy. „Przecież ja to umiem obsłużyć!” myśli człowiek, często zagoniony. A tu zonk. Urządzenie nie chce działać. Albo działa nie tak, jak się wydawało, że powinno. Albo, co gorsza, za przyciśnięciem pierwszych trzech klawiszy się psuje całkowicie! Kobietom zależy na wielu sprawach, ale.. Oczywiście, zależy im na „spotkaniu tego odpowiedniego”. Jest to bardzo rozsądna postawa. Ludzi jest tak wiele typów, tak wiele różnych postaw mają. Są całe dosyć złożone systemy podpowiedzi kogo jest dobrze wziąć na partnera, partnerkę. Opierają się one często na astrologii – czy chaldejskiej, czy chińskiej. To pokazuje, jak bardzo oprogramowanie zodiakalne na nas działa. Dobrze się dobrać, to niewątpliwie coś. Czy to zapewnia dalsze dobre działanie w związku? Niewątpliwie daje podstawy. Kobietom jednak jak widzę zależy na tym, nie dlatego, żeby pojawiło się partnerstwo, ale „aby to się samo zadziało”. „Bo to takie romantyczne!!! A ja jestem rozważna i romantyczna za razem!” Samo to się grzmi i błyska. Jak ma się takie postawy, to do związku to prędzej dostanie pani alkoholika i możes dostać ileś grubych słów pod swoim adresem, jak się będzie pani upierać aby „samo się powinno dziać”. Oto karma w obrębie tego samego wcielenia. Jest przyczyna – jest skutek. Widzę panie, które starają się, niewątpliwie. Jednak niewątpliwie nie widzę starania o partnera. Starania o siebie widzę. Starania o coś większego – związek, rodzinę – widzę. Jednak widzę też wiele przejawów odrzucenia, testowania (sławne „shit testy”), oceniania, dystansowania się wobec tego, kogo mają jako partnera w swoim związku. Partner to ktoś, z kim idziemy w parze ku jednemu celowi. Warto trzymać z nim sztamę. A tu co? Panie zachowują się dosyć często jakby miały osobistego, przybocznego drania do wytykania kłopotów i błędów. Niecnego gościa, który tylko czycha na to, żeby coś było nie tak. No tak to się długo nie pociągnie. Statystyki rozwodów pokazują, iż rzeczywiście tak się długo nie ciągnie! Wiele małżeństw się rozpada. A w tych, które są można domyślać się, że nie jest „o niebo lepiej”, tylko może w dużej części po prostu ludzie nie chcą sobie robić tej dużej traumy zwanej rozwodem? Dużo mówiąca ankieta Pamiętam jedną ciekawą ankietę, skierowaną do panów. Pytanie było proste, co chcielibyście, jakich postaw oczekujecie od wybranek swojego serca? Co by powodowało, abyście panowie mieli prawdziwą motywację do tego, aby zaangażować się w związek do swojej grobowej deski? I jakie były odpowiedzi? Czy panowie chcieli świetnego seksu? Czy chcieli równości w zarobkach i łożeniu na rodzinę? Nie, panom zależało najbardziej na jednej sprawie, która leży w obszarze psychologicznym. Panowie chcieli, aby ich wybranki stały po ich stronie w życiu. Tylko tyle, i aż tyle. Wnioski są wielorakie z tej prostej wypowiedzi iluś mężczyzn. Po pierwsze – mężczyźni czują się, że są postrzegani jako będący we wrogiej pozycji wobec pań. I one dają im to do zrozumienia odrzuceniem, przechodzeniem na pozycję opozycyjną wobec nich. Prymitywne oprogramowanie „neandertalczyka” powoduje, że jak się nie ma tego, co się chce, trzeba walić po głowie, a możę wtedy ktoś po drugiej stronie stanie się poddanym naszym chęciom i może otrzymamy to, czego chcemy. Może to dla człowieka pierwotnego działało. Ale dzisiaj?!! To już miesza w głowie, że można tak myśleć. Po drugie – negatywne motywowanie. Jak można oczekiwać, że metody rodem z dawnych szkół, karzących uczniów będą działać? Że jak uczeń dostanie dwóję (a pan dostanie Nic to przyjemnego, aby być manipulowanym. Wychodzenie pani do opozycji wobec męża gdy akurat jest jakis kłopot, gdy rodzina przeżywa „burzę na morzu” co mu mówi? Że go tunie chcą, że mu nie wierzą, że uważają, że trzeba go „przydusić”, przymusić, aby się wziął za sprawę. O, jak wiele razy ja od różnych pań, dziewczyn odczuwałem taką postawę, tą presję. Oczywiście mającą wymiar „wyjścia z teamu”, opuszczenia mnie jako człowieka, w trudnej sytuacji. Jeśli nie umiałem wystarczająco dobrze zafunkcjonować – to za chwilę miałem nie tylko problem, ale i znajomą panią w opozycji! To bardzo prymitywne zachowanie i mocno upokarzające, przyznacie. Po trzecie – odsuwanie się. Co ciekawe, to panie uważają, że z ich zachowaniem jest wszystko w porządku. Żadna mamusia nie wskazała córeczce, że jej neandertalskie, prymitywne zachowanie nie licuje z wiekiem XX czy XXI. Jak widzę jak żona mojego starszego kolegi w trzy sekundy potrafi przejść od życzliwości do chłodnej opozycji wobec mojego znajomego, to mi się mózg żeluje.. Trzeba nie mieć oczu, żeby widzieć, że u tej pani uruchamiają się koszmarne postawy. A jest doświadczoną, rozsądną w innych obszarach, wysoce wykształconą kobietą, wykonującej bardzo zaawansowany, wymagający zawód, jest na topie społeczeństwa. Czy coś jej przeszkadza w byciu życzliwą wobec swojego męża? Takich przykładów mógłbym podawać wiele. Trzeba przyznać, że moje wywody, a także i wyniki ankiety, które pokazały prawdziwą potrzebę mężczyzn pokazują coś dużego. Oczywiście jest to mocno wstydliwe. Polityczne super niepoprawne! Dlatego nie liczę na „pozytywne przyjęcie”. Ani też nie liczę na popularność. Liczę zaś na kilka osób, które są w stanie to umysłowo objąć i zrozumieć. Programy ludzkie To nie partnerstwo przyświecało Anunnakom [link] ku temu, aby stworzyć sobie poddanego niewolnika ileś tysięcy lat temu. Partnerstwo mężczyzny i kobiety to by było dla nich jak kamień między zębami w czasie spożywania miłej energetycznej papki, płynącej od ludzi, którą się Anunnaki żywią. Tak więc zaprogramowali mężczyznę, aby dążył do zapładniania tak wielu kobiet jak się da, a kobietę, aby dbała o siebie jako o miejsce poczęcia i zrodzenia potomków. To ma się „samo dziać”. Człowiekowi nie jest potrzebna świadomość, ma pozostać niewolnikiem. Coś więcej? Nie, po co. Wymagania wobec pań? To bardzo dobrze wskazał Bert Hellinger, co jest podstawową przyczyną krachu małżeństwa i rodzicielstwa. I co ma być kamieniem węgielnym małżeństwa. To związek rodziców ma być pierwszoplanowy, i na nim mają móc się wesprzeć dzieci. Ma być na tyle silny. Jak ma być jednak silny, gdy mężczyzna goni gdziekolwiek, bo nie zastanawia się, bo nie bierze serio zaangażowania? Jak ma być silny związek, jak kobieta ma w nosie relację z mężczyzną, a bardziej ją interesuje, „czy jest atrakcyjna?” Czy aż tak bardzo mężczyźnie to imponuje, że jest atrakcyjna? A może bardziej go będzie pociągać, że umie z nim być, że dostrzega go, uznaje za wartościowego przez swoją postawę, wypowiedzi? Ważniejsze ponad super-hiper wygląd jest to, aby potrafiła stworzyć relację, aby potrafiła umieć podnieść komunikację na taki poziom, aby nieświadoma, nieunikniona relacja męsko-damska zaczęła być możliwa do objęcia przez świadomość. Bo dopiero wtedy może się pojawiać partnerstwo. Serduszka na fejsbuku tego nie załatwią. Nie załatwią tego wymalowane, wycezelowane paznokcie. Nie załatwi tego nowe auto w lizingu, ani też nowe kafelki w super łazience. Bo nie na tym polega tworzenie więzi w związku. Ale panie uważają, że właśnie na tym. Bo ich ciało im to mówi. A przecież wszyscy potwierdzali im, że one wiedzą wszystko co wiedzieć powinny! I w obszarze partnerstwa nie musza się niczego uczyć. Cóż za kłamstwo. Nowoczesna cywilizacja dodatkowo mocno wspiera taką bajeczkę, fantazję poprzez trend konsumpcyjny. I ludzie bez Ducha łapią się na to, łykają to bez popitki, te wszystkie „nowoczesne dobra” za kolejne wyrzeczenia. Wyrzeczenia czyli zabraną energię i czas od relacji z mężem, partnerem i z dziećmi. * Skąd brać mądrość? Gdzie się o tym ma kobieta nauczyć? Od mężczyzn, od tych, którzy mają refleksyjność, od tych, którzy wiedzą jakie idee realnie, rzeczywiście wspierają małżeństwa, związki. A takich mężczyzn jest co kot napłakał. Raz, że ogromna ilość pochodzi z Linii Ewolucyjnej, a dwa, że spora część jest bez Ducha (nawet ci, którzy są spoza L.E.). No i panie są „skazane” na domyślanie się i wystawione na swoje ciało, które każe im „dobrze wyglądać” zamiast dobrze funkcjonować. Każe im dbać o potomstwo, zamiast dbać o związek. Kto ma uszy niechaj słucha – kto jest w stanie odebrać ten przekaz, to odbierze. Większość nie odbierze. Dla większości ludzi w populacji jest to głos głuchego dzwonu, nie obudzi ich, bo też i nie ma tam u nich co się budzić. Trzeba to brać pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, które mimo, iż „szkolone” to w większości nigdy „wyszkolone” nie będzie, niezależnie jak bardzo nauczyciele różnych szczebli by się nie przykładali (pracowałem wiele lat jako nauczyciel, więc wiem co nieco o tym). Ale ci, którzy mają na to uszy otwarte, którzy poszukują tej wiedzy, odkłamania rzeczywistości, zobaczenia jej w realnym świetle, zauważą zarówno ograniczenia i uwarunkowania, w których żyją, które przynosi im ich własne życie, jak i zobaczą drogi wyjścia, że jest tu i tu szansa, że tu i tu jest jednak (chociaż niewielka) możliwość, „aby się udało”. Bo może się udać. I w związkach, i w rodzinie, i w wychowaniu dzieci. Czego szukać u drugiej strony? Ludzie szukają „tego odpowiedniego chłopaka”, „tej odpowiedniej dziewczyny”. Jest to jak najbardziej poprawne. Ale.. czy dobrze wiedzą kogo? Czy dobrze wiedzą jakimi kryteriami się kierować, jak ten ktoś wymarzony miałby postępować? Tu, w tym tekście daję jedno wskazanie. Chłopak ma szukać takiej dziewczyny, która jest nastawiona na partnerstwo, a nie na „bycie panią w związku”. Tu wskazanie jest proste. Sam chłopak ma oczywiście też chcieć pracować na zaangażowaniem w związek. Ale jak ona chce się angażować w partnerstwo (a nie w wysławianie siebie pod niebiosa), to i on to łatwiej zrobi. W stosunku do kobiet jest ciężej. Związek jest jej domeną, więc ona więcej tu znaczy. Dziewczyna ma nie tyle coraz bardziej upiększać siebie, bo to jest działanie zewnętrzne, które dosyć szybko transportuje ją w obszar bez realnego zwycięstwa, natomiast przywodzi w obszar zainteresowania panów mających symbionty (krokodyle). Którym bardzo podoba się „dziewczyna z tej wyższej półki, dziewczyna lepszej jakości”. Krokodyle tylko czekają, żeby coś było niezwykłe materialnie, lepszej jakość. Lepsza kiecka, lepsze buty, lepszy makijaż. To dla nich! Dla nich to Najlepsze, bo kr. przecież jest tego warty! Sami widzicie, że bezrozumne upiększanie siebie więcej i więcej w prosty sposób przyciąga uwagę tego najgorszego, co kobiecie się może zdarzyć. (Chociaż wiele bezmyślnych panien właśnie tego chce! nie wiedząc, że za 20 lat będą bardzo przygnębione tym biologicznie sterowanym wyborem.. Będą narzekać i biadać i wypominać.. ale same się ku temu przysłużyły. To tak aby pokazać ciąg przyczynowo – skutkowy.) I tak właśnie kosmetyki nawet mają te reklamy „Jesteś tego warta!” Panie też mają duże wyzwania, ponieważ (zwłaszcza te, które nie trenują partnerstwa, a opierają się na swojej osobistej fantastyczności) to te panie właśnie ciągnie do drani, do tych, którzy tak świetnie wyglądają i funcjonują! A są to oczywiście ci panowie z symbiontami. Są to ci, którzy pierwsi zauroczą swoją przebojowością, uśmiechem i pierwsi potem rzucą w cholerę tę dziewczynę bo przyjdzie lepsza szprycha od niej. I młodsza, zwłaszcza po iluś latach relacji. i koniec. Warto się wyzwolić! I tyle, więcej nie ma co gadać. Jak komuś mało tekstu, można ten przeczytać ileś razy. Wskazania są krótkie i zwięzłe, ale korzyści z zastosowania mogą być ogromne, rozlewające się na całe życie partnerskie, małżeńskie, bycie rodzicem, babcią, dziadkiem, przeżywanie zaspokojenia w tej sferze. Kto zrozumie – może się liczyć w poczet tych szczęśliwców, którzy mają refleksję. I widzą „masy ludzkie”, które są rządzone przez energetyczne edykty Anunnackie, ale nie dla ludzkiego szczęścia. Dla zrobienia z nas nieszczęśliwych, cierpiących niewolników, którzy nawzajem ze sobą się biją, także (a może przede wszystkim) emocjonalnie. I w związkach. Niemniej.. nic nie stoi realnie na przeszkodzie, aby podjąć pracę nad sobą (czasami ciężką i wymagającą samozaparcia wobec nachalnej biologii) i z tej nieświadomej masy się wyzwolić.
  2. Pisałam ostatnio, że przeczuwam małą podłamkę u Mojego po wizycie znajomych. No i dobrze wywróżyłam. Dla przybliżenia sytuacji. Opis znajomych. Małżeństwo (3 lata); 30 i 26 l. ; roczniak, drugie w drodze, planują za dwa lata trzecie. Mieszkają z rodzicami znajomego. On zarabia ok.7-8 tys. , razem z ojcem ma firmę po godzinach, z której m-cznie mają nawet na czysto 9-10 tys. ; ona na macierzyńskim 2 tys. UWAGA : jego rodzice opłacają wszystkie rachunki, kupują prowiant dla całej rodziny (pani teściowa gotuje). Nasi znajomi spłacają tylko ratę kredytu (remont góry domu, który zamieszkują). Reszta do skarpety. Pisałam, że ich roczniaka traktujemy jak chrześniaka, lubimy tego dzieciaka. Widziałam po Moim, że bardzo cieszył go widok - ja z tym dzieckiem na rękach itd. Znajomi opowiadają jakie mają plany, ile wynosi ich to, tamto, sramto. Pisałam, że przez chwilę miałam odpal gadziego "oh, jak fajnie mieć takiego męża, lata za nią, prezencik, randki, spokojnie może siedzieć na macierzyńskim, wszystko jest zapewnione." Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. Pierwsze co - NOSZ QRWA MAĆ
  3. Okej, więc może tak: swego czasu miałem dziwną słabość do wpadania w dziwne stany, polegające między innymi na smuceniu się, słuchaniu różnych dziwnie smutnych piosenek, czytaniu takich samych treści, etc. Ogółem mówiąc, mój filtr był ustawiony właśnie na to, by takie wrażenia, zjawiska, itp do siebie przyciagać. Próbowałem sobie wmawiać, że to nie tak, że słuchanie takiej muzyki daje mi siłę i motywuje. Gówno prawda. Nie słuchajcie smutnych kawałków, nie oglądajcie ckliwych filmów, nie karmcie swojego umysłu takimi emocjami. Mówię to ku przestrodze, bo są osoby, np: introwertyczne, które mają skłonności do robienia takich rzeczy. Jasne, że od czasu do czasu można to zrobić, nie twierdzę, że każdy zawsze ma być uśmiechnięty od ucha do ucha. Tak naprawdę, dopiero po dłuższym czasie, kiedy to odstawiłem, po takim swoistym detoksie, po przestawieniu się na rzeczy wesołe, etc. odczuwam dużą poprawę w stosunku do poprzedniego stanu, w którym trwałem dosyć długo i z którego jest ciężko się wyrwać. Nie każdy zrozumie to co piszę i nie wiem jak dokładnie sklasyfikować owy stan, może też z różnych powodów nie chcę sie na ten temat rozpisywać i snuć swoich przypuszczeń. Potraktujcie to (osoby, które wiedzą o co mi chodzi) jako przestrogę, aby nie wpaść w to. @Gravedigger Masz odpowiedź, dlaczego skojarzyło Ci się to słowo. Kolory też zgadłeś ale one dotyczą czegoś innego.
  4. Witam. Chciałbym opisać zależność jaką zaobserwowałem przez ostatnie pół roku lub dłużej. W obecnym czasie dużo pracuję, bo szykuję się do własnego solowego interesu, ponieważ teraz mam formę pracy jako wspólnik. Niestety to już się sypie "Mówiły jaskółki, że do d.. spółki", no ale inaczej się nie dało. Żeby się przygotować do tego rozstania, wieczorami buduję sobie bazę dla siebie do działania. Wspólnik o tym wie, bo to nie sposób ukryć i od tamtego czasu zaczęły się problemy z dogadywaniem się. Każdy problem jest teraz rozdmuchiwany do wielkości bomby atomowej. Nie ma już normalnych rozmów, tylko kłótnia o wszystko, normalnie nie przetłumaczy jak kobiecie:) Więc tak mniej więcej wiadomo dlaczego chcę to zakończyć. Do sedna. Jak jest w miarę ok w biznesie to się super czuje i cieszę się zdrowiem, ale jak mam jakiś problem związany właśnie z tym człowiekiem i nie załatwię tego od razu, bo nie mam ochoty na kłótnię tylko myślę o tym z tydzień, bo chcę w głowie przygotować się do tej rozmowy tak żeby przeszło szybko i bezstresowo. Oczywiście i tak nigdy to nie przechodzi tak po mojej myśli i jest kłótnia tak samo jak zawsze. Gdy tak myślę i zadręczam się nad jakimś problemem związanym z tym człowiekiem to już 4 raz przez ostatnie pół roku jestem chory. Ja myślę że to moja podświadomość tak robi, bo przez to jak pójdę sobie na tydzień zwolnienia to mogę odpocząć od firmy, a przede wszystkim od niego. Zamiast rozwiązać problem to sprowadza na mnie chorobę i wtedy tak czy inaczej mam czas na odpoczynek, ale muszę walczyć z chorobą i cierpi moje ciało. Tak właśnie to zaobserwowałem, bo niby jak inaczej można się przeziębić przy obecnej pogodzie, gdy jest tak ciepło i ładnie? Tak więc podsumowując ta osoba silnie ściąga mnie w dół i robię wszystko żeby się odciąć, ale jeszcze trochę muszę wytrzymać. A Wy jak myślicie? Możliwe że przez takie moje negatywne myśli mogą powodować te choroby? Pozdrawiam, miłego dnia. Jeśli ten temat nadaje się do innego działu proszę moderację o przeniesienie, bo nie byłem pewny gdzie się z tym wbić.
  5. Jak wiecie od pewnego czasu zmagam się z depresją. W takim stanie umysł naturalnie ciągnie w stronę negatywnej i dołującej muzyki. Np. uwielbiam Nine Inch Nails, ale słuchanie tego typu przekazu jeszcze bardziej pogrąża i dołuję. Przypomniało mi się, że podczas mojego ostatniego epizodu depresyjnego ponad 2 lata temu dosłownie zacząłem zmuszać się do słuchania pozytywnej muzyki i bardzo mi pomagało. Po jakimś czasie autentycznie poczułem się lepiej, mój mózg wypełnił się pozytywnymi tekstami i dobrymi wibracjami. Muzyka niewątpliwie bardzo mocno wpływa na podświadomość, gdyby tak nie było to muzykoterapia nie miałaby racji bytu, tymczasem mamy na całym świecie mnóstwo instytutów muzykoterapii, wiele efektów w pracy z autyzmem, depresją, PTSD itp, itd. ***Wklejamy w tym temacie pozytywne utwory/piosenki które zawsze podnoszą nas na duchu, poprawiają humor i nastrój, kiedy czujemy się po prostu chujowo. Od muzyki poważnej po rockową.*** Prosiłbym tylko o niewklejanie muzyki z negatywnymi tekstami (aka "moje życie jest chujowe, wszystko się sypie, świat jest niesprawiedliwy"), prawilnych rapsów o ziomkach, jebaniu policji & karynek z przekleństwami co drugie słowo , oraz oczywistych kawałków które wszyscy znają i które co chwilę lecą w radiu, np. "We Will Rock You" Queen i innych mega znanych szlagierów które każdy słyszał już co najmniej miliard razy. Poza tym, anything goes. Może skompilujemy tutaj fajną samczą playlistę dającą nam siły i mocy. Pozytywne teksty i pozytywne wibracje. Ok, ja zaczynam. Wczoraj niechcący natrafiłem na youtube zespół który mocno poprawił mi nastrój. Zespół niestety już nie istnieje od 1999 roku, ale muzyka mega pozytywna i do tego ambitna. Nie mogę przestać słuchać: Wkleiłem tylko dwa utwory, ale polecam ich całą dyskografię. Nawet te wolniejsze i bardziej spokojne utwory bardzo dobrze na mnie działają. The Heavy, również polecam. Ich "How You Like Me Now" również świetne. Popieprzony Primus z genialnym Les Claypoolem. Oglądacie South Park? Kto gra czołówkę? Oni Electric Six, od nich również polecam wszystko na poprawę nastroju. Możnaby powiedzieć, że to taki amerykański Big Cyc/Nocny Kochanek (w sensie, że grają dla jaj i ich teksty są w 95% o niczym), tylko dużo lepszy muzycznie od BC. "Naked Pictures of Your Mother": https://www.youtube.com/watch?v=ej19bbA9Pcw Lecimy dalej. Trochę wyższej kultury, żeby się odchamić. A. Corelli: Muzyka barokowa podobno bardzo dobrze oddziałowuje na psychikę. Do tej playlisty dodałem póki co 5 utworów, jest też Vivaldi, Boccherini oraz koncerty na trąbkę. Bardzo polecam. Wspomaga też myślenie i koncentrację.
  6. Wpadło mi właśnie do głowy... Wszyscy pamiętamy gościa z wielkimi uszami, który, chyba do tej pory wydaje pewien tygodnik... Chociaż był "rzecznikiem" jakiegoś tam reżimowego rządu, "włos mu z głowy nie spadł"... Najprostrze słowo, które może wypowiedzieć niewolnik w przypływie świadomości to słowo "NIE"... Czy słowo (wyraz) "NIE" wkomponowany w jakiś znak zakazu może mieć wpływ na podświadomość? Pytanie raczej retoryczne... ;-)
  7. Niedawno pewien wieczór spędziłem na przemyśleniach dotyczących zmian jakie się dokonały w moim życiu. Pisałem już o podejmowanych działaniach i efektach, więc tym razem opiszę jak zmienił się mindset - przekonania i wartości. Każdemu polecam szukanie odpowiedzi na pytanie "jakie przekonania kierują moim życiem?" , czy są one prawdziwe, czy może irracjonalne ?, czy moje?, czy narzucone, automatyczne, kulturowe, rodzinne.. itd. Czy te przekonania są spójne czy tworzą sieć konfliktów wewnętrznych, które prowadzą do wojen i komplikują życie. 1. JA, kim jestem? Kiedyś: Kiedyś myślałem o sobie jako o zamkniętej, skończonej, stałej formie, na którą składają się jakieś wrodzone cechy pozytywne i negatywne i ogólnie, że to jest temat zamknięty (charakter, temperament, osobowość - jak zwał tak zwał. Amen). Taki jestem i raczej nic nie da się z tym zrobić, trzeba z tym życi i być z ludzmi, którzy potrafią mnie takiego zaakceptować. Taka trochę czarna skrzynka - zbiór danych, ale nieedytowalny. Dziś: Uważam, że wiele zmian jest możliwych i wiele z tych przyjętych cech można a nawet trzeba zmieniać. Podstawą jest pozwolenie samemu sobie na zmianę, odrzucenie przekonań typu : jestem nieśmiały, skromy, nieatrakcyjny itp. Wszelkie etykietkowanie sprawia, że wpadamy w pułapkę, zamykamy się w klatce, którą sami tworzymy. Narzucamy sobie ograniczenia i zostaje nam jedyni komfort biadolenia jak to "nie da się, bo ja tak mam". Oczywiście są granice - np. cech biologicznych - raczej nie urosnę kolejnych 10 cm.... ale czy ja wiem Poznaję Siebie i zmieniam Siebie. Rozpuszczam ego - poznaję jego triki, by utrzymać status quo. Umysł i podświadomość - mogą pomagać, ale jak nie potrafi (nie zna) używać to będą utrwalać szkodliwe przekonania i realizować czarny scenariusz. 2. Odpowiedzialność / podejmowanie decyzji Kiedyś: No cóż, muszę przyznać że było mi wygodnie gdy decyzje podejmował ktoś inny, ja nazywałem to bycie minimalistą, elastycznym, kompromisowym i podobne racjonalizacje, że jestem taki wspaniały, że czyjeś potrzeby i preferencje mogą być na pierwszym miejscu, a ja się dostosuję i jest OK. Oczywiście tworzyło to po pewnym czasie frustracje i pretensje do otoczenia (ludzie, okoliczności, prawo, gospodarka, kultura) że jest źle, że to i tamto, ktoś, coś. Biadolenie, zwalanie winy, tłumaczenie, energia zamiast na dążenie do celu szła na racjonalizacje. Dziś: Uważam, że Ja jestem za wszystko odpowiedzialny (no może nie wszystko), a przede wszystkim za swój dobrostan, samopoczucie, emocje, zdrowie, finanse - ogólną sytuację. Taka zmiana postawy była mi bardzo potrzebna i wiele dobrego przyniosła - wyznaczyłem granice Siebie - za którymi nikt i nic nie ma mocy zakłócania, manipulacji i zmian ustalonych prawideł. Przyjąłem rolę kreatora własnego życia, własnych emocji, wartości. Decyzje są przyjemnością, choć czasem nie łatwo, ale idę do przodu, kierując się sercem, umysłem i intuicją. Nawet najdrobniejsze sprawy mają dla mnie znaczenie i świadomie decyduję o tym jak i co mnie otacza i spotyka. Jak mi coś nie odpowiada to zgłaszam to światu (dotyczy relacji). 3. Źródło szczęścia Kiedyś: Brnąłem w matrixowe iluzje : sex, pieniądze, małżeństwo, rodzina, wizerunek, opinia, wiedza, rozrywka, twórczość, melanż, wyjebanie, używki, idee, przynależność do grup itp. itd. Próbowałem czerpać z różnych źródeł i otrzymać poczucie szczęścia. Wysiłek niejednokrotnie duży, zaangażowanie energii, czy wręcz zatracenie - zawsze jednak było coś nie tak, nie czułem spełnienia. Wszystko marność, zostawałem z poczuciem bezsensu, wypalenia, po czym znajdowałem następny cel, wartość - często było to przypadkowe, kompulsywne, bezrefleksyje, emocjonalne powiązanie. Poszukiwanie szczęścia było zorientowane na zewnątrz - tam coś miało być, co przyniesie trwały dobrostan. Dziś: Uważam, że największym szczęściem jest bycie w zdrowym (opartym na prawdzie) kontakcie ze Sobą i z otoczeniem. Bez konfliktów, Akceptacja, Współczucie, Harmonia i Spokój wewnętrzny. Poczucie własnej wartości i mocy - sprawiają, że niezależnie od tego co życie stawia przede mną to jest to w sam raz dla mnie, akceptuję i cieszę się z tego, szukam zrozumienia tej lekcji. Mam świadomość, że rozwój wymaga wysiłku, w celu zrozumienia tych lekcji, ale po prostu warto. Otrzymuję korzyści i nagrody w postaci wewnętrznej radości i satysfakcji z życia. Tak to się jakoś nakręca. Wiem, że cały czas jest coś do zrobienia, wszystko ma znaczenie, każdy moment, każda chwila... ale to nie buduje napięcia ("trzeba coś zrobić, co?, jak? szybko...") - wszystko stało się okazją do zmiany, do kreowania, do korzystania i cieszenia się z tego co jest. Żródło jest we mnie - nikt mi go nie ukradnie, nie zabierze, nie zniszczy jest bezpieczne, ono nie odejdzie, dzięki temu nie mam strachu że je stracę, nie muszę tracić energii na zabezpieczenia, kontrolę, alarmy, ochronę itp. 4. Strach przed przemocą Kiedyś: Uważałem się za tchórza, może nie wprost ale podświadomie, balem się konfrontacji, agresji, bicia/walki, przemocy. jako dzieciak, byłem zwykle z tych mniejszych i musiałem nadrabiać gatką, by wyrobić sobie miejsce w grupie, to działało, ale bałem się że ktoś w końcu mnie będzie chciał sprawdzić. Dziś: Już prawie dwa lata trenuję walkę, przykładam się, poznaję o co w tym chodzi. To mi pewnie pomogło, zmienić samoocenę, nie czuję obecnie strachu przed sytuacją w której konieczna jest walka, nie ma wyjścia, nic innego nie zadziała. Psychika ma tu ma znaczenie i to duże. Ustawienie się w roli ofiary determinuje wynik. Ale już taka opcja mnie nie interesuje. Kontra, agresja, dominacja - nie mam zamiaru utrudniać sobie przetrwania, sabotując wiarę w siebie i swoją siłę. Oczywiście nie mam zamiaru kozaczyć, sprawdzać się i prowokować. Unik dalej jest świetnym rozwiązaniem i nie rodzi wstydu. W końcu też mój syn też potrzebuje wzorca, więc tu zmieniłem podejście. 5. Strach ogólnie Kiedyś: Unikałem badania tematu, w ogóle jakieś wyparcie nastąpiło, że taka emocja w ogóle istnieje - ogólnie przecież żyjemy wygodnie w cywilizowanym systemie, jest dach nad głową i żarcie. Ogólnie nieświadomość w temacie. Dziś: Uświadomiłem sobie jak wiele zachowań wynika ze strachu, generuje on stres, który dalej zmusza do szukania ulgi. Łapałem się wielu "polepszaczy" rzeczywistości i różnych -holizmów, które były ucieczką od rzeczywistości. Strach robił ze mnie niewolnika. Obecnie zweryfikowałem dużo błędnych założeń, które generowały strach. przed Np. rozwód, samotność, utrata pracy - to generowało irracjonalny strach, że za wszelką cenę nie wolno do tego dopuścić. Ale to iluzja, cena jest coraz wyższa a zagłada coraz większa - paranoja gotowa. Obecnie przekonanie mam takie: strach przyciąga to czego się boję. Po prostu wpada się w spiralę pełną lęku, nakłada się na percepcję filtr, który całą odbieraną rzeczywistość interpretuje jako zagrożenie i ryzyko, rośnie srtach i napięcie, zmienia się zachowanie, coraz większy chaos, stres w końcu panika i BUM - stało się. To jak samospełniająca się przepowiednia, jak zaklęcie. Obecnie sprawdzam się czy czasem czegoś się nie boję, czy nie działam pod tym naciskiem, jeśli tak to wychodzę naprzeciw, konfrontuję się, chcę zobaczyć czy to faktycznie takie straszne, co będzie jak powiem "sprawdzam" co jest pod tym prześcieradłem. Wielokrotnie strach znika, rozmywa się jak zjawa, nie ma nic - wraca słońce i ładna pogoda. Czuję się wtedy jak dziecko, beztrosko i bezpiecznie. To również istotne w relacjach, jak jest strach - to z niewyjaśnionych przyczyn wszystko się psuje - zaufanie, wiarygodność, szukanie potwierdzenia uczuć, kontrola, manipulacje. Mój własny strach za unicestwia kontakt drugim człowiekiem. Ciągłe śledztwo, lęk przed krzywdą i czy porzuceniem, oszukaniem, kłamstwem. Po co to? Nie ma się czego bać. Stałem się bardziej swobodny i działam z zaufaniem, że życie potoczy się we właściwym kierunku. Coś co obecnie może wydawać się nieprzyjemne, będzie korzystne więc nie ma się co bać - jak niedobry syrop - w końcu poczujemy się lepiej. Przestałem się też bać, że kogoś zranię lub będzie komuś przykro, bo wyrażę swoją opinię , czy uczucia, krytykę - To było bez sensu - typowe dla Nice Guy'a. 6. Emocje Kiedyś: Uważałem, że jestem słaby w wyrażaniu emocji i że emocje biorą nade mną górę i nie jestem w stanie nad nimi panować. Rodziło to strach przed sytuacjami, więc zmieniałem zachowanie żeby uniknąć nieprzyjemnych emocji. To było związane z pkt. 1 - czyli uważałem, że tak już jest, taki już jestem i tak ma być. Dziś: Wziąłem temat pod lupę - poczytałem trochę i zacząłem praktykować. Nowe przekonanie to: Emocje jakie mam to nie ja! Traktuję emocje jako informacje, jako sms od podświadomości, co lubi czego nie. To sprawiło, że w praktyce, znacznie mniej przejmuję się tym co pojawia się w emocjach. Patrzę na nie - jak na tekst sms'a - nie nadaję temu tak silnego znaczenia jak kiedyś. Bałem się trudnych emocji. Teraz korzystam z nich by odczytać przekaz i wykorzystać informację w celu podjęcia odpowiedniego działania. Czasem okazuje się że jakaś emocja to nawyk, odruch, skojarzenie - uświadomienie tego prowadzi znacznego polepszenia samopoczucia i pohamowania kompulsywnych reakcji. Cieszę się, że mogę czuć emocje, że nie jestem cyborgiem. Nie boję się ich, pomagają mi w współpracy z podświadomością. Nie martwię się że są czasem nieprzyjemne - to nie ja! Ale ja jestem za nie odpowiedzialny! To też spora zmiana w życiu - uświadomić sobie, że to co gotuje się w tym garze to sami tam wrzucamy. Może to niejasne, ale uważam, że szczególnie to co jest związane z historią, doświadczeniami i co pobudza te emocje to można sobie poukładać i przestać w kółko odtwarzać. Od tego warto zacząć. Potem jest znacznie łatwiej i autentyczniej przetwarzać bieżące przeżycia. 7. Obsługa emocji pozytywnych / negatywnych Kiedyś: Nieświadomość wpływu emocji. Nieświadomość źródeł emocji. Nie wiedziałem jak to działa. Uważałem, że to poza moim wpływem, że naturalne, że nie można tego zmienić. Przylgnąłem do wielu mechanizmów i powstało ego, które dalej się mocno broniło, nie pozwalając na zmiany. Nie potrafiłem brać odpowiedzialności za emocje własne i bronić się przed emocjami innych. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, za które emocje odpowiadam ja, a które chłonę jak gąbka od innych. Byłem łatwo sterowalny dla innych. Podatny na manipulacje. Emocjonalnie zależny. Nie miałem również rozeznania we wpływie emocji, szczególnie tych "zatrzymywanych", tych które przylgnęły i nie chciałem ich uwolnić. Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele wypartych emocji rodzi wewnętrzne ciśnienie, lęk i cierpienie. W końcu to było wyparcie - więc ja tego nie chciałem czuć - i oszukiwałem siebie by zamiatać tematy pod dywan. Emocjonalne klapki na oczach, kajdany i kula u nogi - taka to oto była moja codzienna biżuteria. Dziś: Obecnie bacznie obserwuję swoje emocje, dostrzegam ich wielką siłę i wpływ. Używam i ukierunkowuję. Mam jasny podział na negatywne i pozytywne. Wszelkie negatywne emocje staram się na bieżąco uwalniać i przerabiać na pozytywne zachowania, zrozumienie i wnioski. Staram się utrzymać emocjonalną higienę - nie zapuścić się żalem, wstydem, gniewem, pożądaniem, zazdrością, winą, apatią, złością, strachem, czy nawet dumą. Tego nauczyłem się od D. Hawkinsa - Techniki Uwalniania i Poziomy świadomości - książki, które całkowicie zmieniły, a wręcz stworzyły moje postrzeganie i rozumienie emocji. To zaczęło działać i sprawdzać się. Poza tym drugi aspekt to umiejętność rozróżnienia źródła emocji lub wyzwalacza. Obecnie rozróżniam co jest moją odpowiedzialnością, które stany są moje, a które pochodzą od innych i manipulacjami lub projekcjami (wzbudzanie poczucia winy, uraza, szantaże emocjonalne, acting-out'y). Nie chłonę już tego jak gąbka i nie biorę odpowiedzialności za czyjeś stany. Nowe przekonanie: Jakie mam emocje takie dostaję życie. Trochę to działa jak zamówienie w restauracji - jeśli jest się miłym, zadowolonym, pozytywnym - to dostaniemy dobre, świeże, smaczne danie. Jak emitujemy negatywne emocje - dostaniemy coś po czym czeka nas wielogodzinna bolesna sraczka. 8. Życiowy kompas umysł/serce/intuicja czy coś innego? Kiedyś: Uważałem, że umysł, zdroworozsądkowe myślenie, intelekt to narzędzia do kierowania swoim życiem. Nie specjalnie wiedziałem, co to intuicja i dlatego uważałem, że mam słabą intuicję lub jakąś zawodną i dlatego unikałem tematu. Serce? Tak, tak, jak najbardziej - ale w naiwnym romantycznym wydaniu. To był efekt masowego programowania, zarządzany przez ego. Iluzja zależna od zewnętrznego źródła. Słodko pierdzące piosenki o miłości, a potem inne żale i lamenty jak to jest mocno się cierpi gdy się tak pragnie miłości lub nieszczęśliwie kocha. Białorycerska szkoła kadetów. Tak na co dzień - uważałem się jednak za umysł ścisły, który nie rozumie tych skomplikowanych ludzkich labiryntów i gubi się w emocach, więc bezpieczniej jest schować się pod maską intelektualisty - luzaka. A może jak się ktoś napatoczy to wtedy pokazać w całej okazałości swą stęsknioną romantyczną naturę. Ciągły konflikt serca i umysłu, poplątanie interesów i chaos, nieświadomość że i tak ego i podświadomość robią ze mną co chcą, a intuicji nie używam z założenia. Dziś: Świadomość Siebie i tego co "na mnie się składa" rodzi nowe przekonanie, że umysł to tylko narzędzie - jak komputer - to co włożysz to przetworzy i poda wynik. Ale za to jakie zadania mu zadajesz to kto i na jakiej podstawie decyduje? Uważam, że takim wewnętrznym kompasem powinna być intuicja. Rozwinąłem trochę moją zaniedbaną intuicję, do podejmowania decyzji nie oczekuję wszystkich danych, dowodów, opinii autorytetów, czy norm społecznych lub innych. Staram się kierować wewnętrznym głosem, pragnieniem, uczciwością wobec tego co aktualnie uważam za prawdziwe. piszę "aktualnie", bo doświadczenie pokazuje, że te "wewnętrzne prawdy" mogą się zmieniać i to co było kiedyś prawdą teraz jest fałszem. Ogólnie to moje życie jest jak liść na wietrze i to co go spotka jest poza kontrolą, ale jak to odbiorę i przeżyję, jakie da to owoce zależy już często ode mnie. Może ta intuicja to wyższa Jaźń, może Bóg, może coś innego. Nie wiem, Ja tu tylko realizuje jej plan. 9. Zmiany i uszczęśliwianie innych Kiedyś: No cóż, kiedyś żyłem przekonaniem, że jestem w stanie kogoś uszczęśliwić, naprawić jego życie, uratować. Chętnie pomagałem, poświęcałem się, rezygnowałem z wygód by być kogoś. Rola ratownika, opiekuna. To wszystko była ściema, ucieczka przed sobą, jakiś model wyuczony od dziecka, bycia dobrym dla innych. W podświadomości natomiast rosło oczekiwanie się na nagrodę na docenienie. No i dupa. Ktoś wziął i zostawałem z uczuciem wydymania lub że jestem nie dość dobry, nie starałem się, winny że ktoś jest dalej niezadowolony, cierpi itp. Podejmowałem wytrwale misje, nie bacząc na koszty. Uważałem że to dobre, ego klaskało z zachwytu jaki jestem dobry i rycerski. Wyrzuty sumienia, niezrozumienie, niska samoocena - to niektóre z owoców takiej postawy. Szczególnie przekonany byłem, że faktycznie dwie osoby mogą dobrać się jak połóweczki i będą jak całość. Iluzja i irracjonalne oczekiwania. Dziś: Nowe przekonanie nikt nikogo nie uszczęśliwi. Nie może, nie powinien, wręcz szkodzi takim zachowaniem. Odbiera komuś możliwość samodzielnego stania na nogach, uznaje kogoś za niezdolnego do dojrzałości i niezależności. Można i trzeba zmienić Siebie. Wtedy zmieni się świat. Celem działań jest realizacja swojego życia. Czuję się wolny i chcę dać wolność innym, niech decydują o swoim życiu. Owszem będę wyrażał swoje zdanie i pilnował swoich granic, odpowiednio reagował jak ktoś je przekroczy, ale nie można wyręczyć kogoś z odpowiedzialności. Wiele osób przyczyniło się do zmian w moim życiu, ale nikt nie adresował swoich działań do mnie, nikt brał mnie na cel do nawrócenia. Robili swoje, siali ziarno - dając swobodę wyboru. Nowe przekonanie: Robię swoje, jak ktoś się zainspiruje, doceni, to fajnie. Jak nie to zero straty. Żeby dwie osoby - w sennie para - były szczęśliwe, każda z nich powinna być szczęśliwa sama ze sobą. Nikt nie powinien być warunkiem szczęścia dla drugiej osoby, to nie działa, to toksyczna relacja. 10. Myśli Kiedyś: Wierzyłem w myśli, wierzyłem, że skoro mam jakieś myśli, które pociągają za sobą emocje i to ostatecznie warunkuje mój stan, nastrój - to to wszystko jest prawdziwe, tworzy rzeczywistość. Szczególnie łatwo wpadałem, w myśli dołujące - trwanie w nich, faktycznie w końcu tworzyły rzeczywistość, bo wszystko zaczynało się sypać, takie bagienko. Innym problemem było nadawanie myślom dużego znaczenia, pielęgnowanie ich, wracanie do nich, trwanie w emocjach które były z nimi związane. Dziś: Myśli to nie ja. To takie echo tego co gdzieś kiedyś się przewinęło przez percepcję, pamięć, umysł i jeśli zostanie przechwycone przez uwagę, to nabiera znaczenie, tworzy emocje -> zachowanie itd. w kółko znów myśli. A więc nowe przekonanie mam takie, że : myśli można i trzeba filtrować by nie szkodziły a pomagały. Myślom, które są nowe, twórcze, kreatywne, zabawne, przyjemne, ciekawe - warto poświęcić uwagę, one lepiej zapadną w pamięć, będą wracać i inspirować, będą jak nasiona na polu, trzeba je podlewać i zapewnić dobrą glebę. Myśli, które sabotują, które są podejrzeniami, generują irracjonalny strach, które podważają moją wartość - są ignorowane, ok możecie być, ale nie mam dla was uwagi. Koniec. Żadnego pielęgnowania chorych myśli, pomysłów, pokus do złego, fantazji gdzie istnieje krzywda, zbrodnia, gwałt itp. W końcu każde działanie, gdzieś na początku jest myślą, już od tej fazy trzeba mieć na nią oko. 11. Żródła inspiracji Kiedyś: Był moment w moim życiu, kiedy stwierdziłem, że w zasadzie to warto czerpać ze wszystkich źródeł, by poznać jak najwięcej ludzkich perspektyw i owoców. To uważałem za dobre podejście i tak robiłem, dopuszczałem wszelkie dzieła ludzkich głów i rąk do mojej percepcji. Dziś: Uważam, że to czym się karmimy ma wpływ na nas. Trzeba więc być ostrożnym, by nie zrobić sobie krzywdy. Podobnie jak z jedzeniem, jesz śmieci - stajesz się śmietnikiem - jakoś tak Oczywiście nie chodzi, o to by wypierać się ciemnej strony ludzkiej natury i twórczości, ale nie ma co tego codziennie chłonąć. 12. Nie wiem Kiedyś: Bardzo mocno działał we mnie wewnętrzny przymus posiadania odpowiedzi, poglądu, zdania na określony temat. Wszystko podlegało ocenie i porównaniom. Uważałem, że tak trzeba, że trzeba mieć zdanie na każdy temat i poglądy. Opowiedzieć się za jakąś opcją. Dziś: Uważam, że nie mam odpowiedzi na wiele pytań i nie interesuje mnie posiadania zdania na niektóre tematy. Nie chcę nikogo oceniać i porównywać się. W zależności od czasu i okoliczności - pewne rzeczy mogą być raz dobre raz złe. Nieważne staje się nawet takie wartościowanie, dobre/złe. Tego nie da się ustalić. Szkoda energii na ustalanie win, ocenę, porównania. Owszem ego ma taki nawyk, ale świadomość podpowiada mi by takie zagrywki olać, bo nie są ani prawdziwe ani przydatne.
  8. Witajcie! Sprawa wygląda tak. Jeśli chodzi chrześcijaństwo to mam już myślę bardziej trzeźwe myślenie, między innymi dzięki Markowi. Teraz mam dziewczynę (już 2 lata) ona marzy o ślubie, suknia, welon te sprawy podłapane z sugestii romansideł itd. Mnie ta wizja trochę przeraża, bo jednak uważam, że nie potrzebuję tego do bycia szczęśliwym, a tym bardziej dla związku. I teraz najważniejsze. Jakie ślub kościelny zostawia zapisy w podświadomości? Czy ja się w jakiś sposób zwiąże z kościołem. Bo, że z dziewczyną to akurat póki co jestem tego świadomy i rozumiem . Jedno wiem na pewno, że trudniej będzie mi wyleczyć się całkiem z nie właściwej interpretacji wiary. Przyjmijmy opcje, że jestem gotowy do ślubu z tą kobietą, ale na kościół nie - na ślub kościelny nie. Jak zareagowałaby na to moja podświadomość i jakie byłyby tego "skutki" uboczne?
  9. Panowie, podpowiedzcie... od jakiegoś czasu (czy. od kilku lat), mam pewien problem a mianowicie to, że moja podświadomość stała się zbyt chłonna i podatna na sugestię. Przejawia się to w tak wielu aspektach życia, że zacząłem przywiązywać uwagę do detali i szczegółów zbyt silnie, czasem myślę, że to po prostu pedantyzm, jednak w niektórych przypadkach zacząłem zauważać, że jest to niepokojące i dość mocno zaczęło mi to przeszkadzać, bo stało się to uciążliwe. Kilka przykładów,... Dostajesz od kogoś prezent, np. słuchawki, etui do telefonu, myszkę do kompa: myślisz: "fajne, podoba mi się, z pewnością się przyda", i tu ktoś Tobie mówi: "jak będziesz używać myśl o mnie". No i cyk... programowanko się załącza, włącza się w głowie notes: '"myśleć o tej osobie gdy to używam, mam przy sobie itp."... i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że zbyt silnie to oddziaływuje i czasem gdy np. mam to w ręku, używam albo coś "łapie się na tym", że mówię albo zachowuje się tak jak ta osoba, bądź, że inni widzą część tej osoby we mnie. Fajnie jest dostawać prezenty, jednak z takiego powodu jak wyżej opisany poprosiłem kilka osób by nic mi nie dawały, mówiąc, że prezentów nie lubię, choć lubię dostawać jak chyba każdy. Czy czasem nie przejawia się tu energia wymiany itp. ? Kolejnym przykładem może być np. to gdy czytam coś, bądź słucham to najczęściej emituje tym co właśnie "pochłonąłem"... Lub odzwierciedlam myśli lub zachowanie tego o czym czytam, co słucham czy z kim rozmawiam, jakby gdzieś moje własne JA było schowane i nie chciało się ujawnić. I jeśli np. z jedną osobą kłócę się przez tel, po chwili zadzwonię do innej by pogadać o czymś innym to ta druga osoba, do której dzwonię na początku rozmowy odbiera jakbyśmy rozmawiali o czymś innym albo jakby rozmowa przebiegała między innymi osobami. Nie zawsze tak jest ale czasem tak. I tu czasem jest coś dziwnego, bo np. patrzysz czy obcujesz z kimś kto nie daje zbyt dobrego przykładu, nie jest wzorem do naśladowania, i ewidentnie Twoje życie różni się od czyjegoś. Chciałbyś zachować suwerenność jako jednostka jednak przez kierowanie energii inni ludzie odbierają nie Ciebie jako Ciebie ale Ciebie jako tą osobę. Czyli zamiast patrzeć na mnie jako na mnie, widzą tą osobę, na której ja skupiłem uwagę. Jest to przydatne gdy trzeba coś załatwić albo czymś zabłysnąć, wystarczy pomyśleć intensywnie o tej osobie i bez trudu można przywołać walory takiej postaci. Problem pojawia się gdy nie chcemy być postrzegani jak dana osoba i nie chcemy kierować w nią swojej uwagi, a ta osoba czy też różne osoby usilnie o tą uwagę zabiegają, dręcząc, zawracając głowę, psocąc, robiąc złośliwości itp. Mam też takie dziwne wręcz bardzo silne odczucie, i sprawdzałem to wielokrotnie: "Ludzie słyszą moje myśli!". Nie wiem jak to działa ale tak jest. Człowiek, z którym rozmawiam w danej chwili jest w stanie kilkukrotnie zmienić do mnie nastawienie, podejście, od sympatycznego do wrogiego i znów sympatycznego zaledwie w kilka sekund w zależności od tego co akurat pomyślę. A jak w myślach powiem komplement to się uśmiechnie. Ale to chyba w innym poście. Takie zjawiska mam od kilku lat i jeszcze niezbyt umiem to dobrze uporządkować. P.S. A podczas pisania tego posta miałem deja vu
  10. Pracując nad sobą i swoimi emocjami polepszyłem swój standard życia o całe 180 stopni od kiedy w ogóle do tego się zabrałem. Zmiany mogę wyliczać i wyliczać. Co prawda w niektórych obszarach życia zmiany nie są duże, ale zachodzą one stopniowe. Co ciekawe zaobserwowałem, że nie tylko wewnętrzne emocje zaczynam przerabiać, albo spalać karmę jak zwał tak zwał. Pojawiają się problemy ze zdrowiem. Jednak te wszystkie rzeczy są w jednym ciągu takie same jak choroby członków rodziny w linii prostej. Nie miałem jeszcze okazji czytać książki Swami Ramy o której nie raz wspominał @Stulejman Wspaniały w swoich audycjach. W kilku z nich był umówiony przykład tego jak jego uczniowie spalali swoją własną karmę. Jeśli się mylę to proszę mnie poprawić. Jeden z uczniów Swami Ramy miał umrzeć w płomieniach, ale uderzony przez swojego mistrza płonącą gałązką w twarz został oczyszczony, albo też inny jego uczeń miał spaść z urwiska i się zabić, ale tylko się potłukł i nabawił kilku siniaków. Chciałbym bardzo nawiązać rzeczową dyskusję na ten temat Bo też dostaję te "siniaki" i wydaje mi się, że jednocześnie moje emocje, które miały mnie kierować podświadomie w stronę jakiegoś dziadostwa zostają przerobione. Jeśli nie ten dział to proszę o przeniesienie.
  11. Treść snu: Wracam do domu w godzinach popołudniowych, pogoda typowa angielska, wygląda, że jest świeżo po deszczu. W około ani żywej duszy. Po drodze spoglądam na dom koleżanki z dzieciństwa. Pierwszy dziwny motyw - na budynek i bramę zostały nałożone elementy jak z jakiejś starej krypty czy mauzoleum, co było trochę niepokojące, ale we śnie stwierdziłem, że całkiem udany remont zrobili. Następnie docieram na most. Widzę, że rzeka nienaturalnie się podniosła, a obok niej jest masa dołów/wykopów. Coś tam pluska, przyglądam się, zarysy postaci ludzkich pojawiają się nad powierzchnią wody, machają rękami przerażone i zapadają się z powrotem w tej toni. Co zastanawiające rzeka była stalowoczarna i zupełnie nieprzezroczysta. Chciałem im pomóc, ale po obadaniu z bliska okazało się, że to nie są ludzie tylko jakieś legiony potępionych, które wciągnęłyby mnie do środka gdybym tylko zbliżył się na niebezpieczną odległość. W tym momencie okazuje się, że cała ziemia robi się mokra i szykuje potop, a tych postaci spod ziemi jest coraz więcej. Jak na złość u mnie na tym przedmieściu już nie ma infrastruktury w postaci asfaltu, w związku z czym do domu muszę wracać leszową drogą która cała już się zapełnia tymi postaciami. Pobiegłem kawałek dalej bezpieczniejszą drogą i później myk skrótem wydreptaną ścieżką przez pole prosto do bramy. Odwróciłem się, za mną po ścieżce biegnie archetypowy, klasyczny ufok. Zrozumiałem, że nie zdążę nawet otworzyć drzwi od domu. Pobiegłem do ciotki, bo u niej było otwarte, mówię co jest grane i siedzimy zamknięci. Nagle dom w całości zaczyna powoli podnosić się nad powierzchnię ziemi, uciekamy na zewnątrz. Ufok telepatycznie przekazuje mi bez słów, ale tak, żebym zrozumiał, że możemy się z nim ewakuować, ale nie chciałem tego. Było uczucie, że to oni są odpowiedzialni za ten rozpiździej, a później już nie będzie powrotu. Dalej wydarzyło się kilka nic nie znaczących rzeczy i sen się urwał. I teraz ciekawa zależność - przyśniło mi się to po tym jak w ostatnim czasie pokonałem kilka lęków siedzących we mnie od dawna, a które nie miały już racji bytu w obecnych realiach. Nie pierwszy raz w ciągu ostatnich miesięcy coś takiego się wydarzyło i zawsze później moja podświadomość w alegorycznej formie straszy takimi właśnie motywami, demony, mrok itd. Z tym, że poprzednie sny tego typu kończyły się pozytywnie, budziłem się zmęczony, zlany potem, ale z uczuciem ulgi. Ten się nie skończył jednoznacznie, bo się wybudziłem. Niestety trzeba wstać, żeby na 14 do pracy wstać. I trochę jestem podminowany tym razem, ale liczę, że będzie git za chwilę.
  12. Mam pytanie, co myślicie o tulpach? Jaki to ma związek z naszą podświadomością, jak na nią działa?
  13. Dzień dobry Bracia. Nieraz Marek o tym wspominał, nieraz o tym czytałem gdy zgłębiałem wiedzę dotyczącą Podświadomości... Chodzi o pragnienia. Gdy niechcący afirmujemy sobie, że czegoś pragniemy w stylu: "chcę dobrze wyglądać", "chcę być bogaty", regularnie to powtarzając w myślach lub rozmowach z innymi działamy na swoją szkodę. Nasza Podświadomość skupia się na samym "chceniu". Stąd też wzięła się technika budowania prawidłowych afirmacji, że już coś mamy a nie, że chcemy. Zauważyliście też pewnie, że gdy nam na czymś mniej zależy lub nie mamy spiny związanej z tym tematem to nagle zaczyna nam to coś wychodzić albo się przytrafiać? Podam przykład mojego dawnego znajomego, który był długo prawiczkiem, miał spinę, żeby już nim nie być, a w dodatku miał postanowienie, że zrobi to z kobietą, do której będzie coś czuć i co się działo? CIĄGLE przytrafiały mu się sytuacje, że laski chciały się z nim przespać a on im odmawiał Nie wiem jak to się skończyło bo obecnie nie mam z nim kontaktu. Ale gdy słuchałem tego, nie mogłem się nadziwić ile sytuacji się mu PRZYTRAFIAŁO tylko dlatego, że sobie na coś nie pozwalał. Słuchając go w myślach powtarzałem sobie: "ja pierd..le, ja to bym wykorzystał". Zauważyłem u siebie mega silne "chcenie" odnośnie niektórych aspektów. No np. "chcenie" posiadania szerokiej klaty. Chcę dobrze wyglądać- tak sobie myślę i tak sobie mówię. Zaczynam trenowanie i motywacja jak i to całe chcenie się kończy. Zaczynam chcieć nagle czegoś innego a tamto było już nieważne. Weźmy przykład z kobietami. Jak to się dzieje, że jakiemuś typowi babki same wskakują do łóżka a innemu nie? Przykład: mój stary ziomek. Kolejna kwestia o której muszę wspomnieć to to, że wychodząc z pozycji pragnienia wychodzimy również z pozycji braku. Gdy pragnę, daję sobie samemu sygnał, że czegoś nie mam. A potem potwierdza się to w rzeczywistości. Więc pragnę jeszcze bardziej i nie mam jeszcze więcej. Człowiek biedny mówiąc, że jest biedny UWAGA: BĘDZIE DALEJ BIEDNY. Ten sam człowiek mówiąc, że chciałby być bogaty UWAGA: DALEJ BĘDZIE TYLKO CHCIAŁ BYĆ BOGATY. To, o co Was proszę to nie prośby jak się zmotywować do ćwiczeń. Wierzę, że to co mamy w głowie pojawia się na zewnątrz. Jeżeli bardzo chcę kobiety to jej nie dostanę od "losu", okazje się nie będą pojawiać same. To do czego dążę to odwrócenie swojego mindsetu np. w kwestii ćwiczeń, bogactwa czy panienek. Pamiętacie złotą zasadę "miej wyjebane a będzie Ci dane?" Moje pytanie do Was brzmi JAK to zrobić? JAK zmienić sposób własnego myślenia o sobie, aby laski same wskakiwały do łóżka? Aby nagle być bogatym a nie tylko chcieć nim być? Aby pojawiały się nagle cudowne zbiegi okoliczności? Znalazłem takie ćwiczenia, które zacząłem stosować. Co ciekawe niektóre z pragnień mimo, że je uwalniam to ciągle wracają. Np. pragnienie kobiety, bliskości, a nawet związku, dlatego postanowiłem tu napisać, żeby się zastanowić wspólnie z Wami nad tą kwestią. Myślę, że temat jak i wyniki dyskusji się przydadzą każdemu, bo pragnienia mogą dotyczyć KAŻDEJ sfery naszego życia.
  14. Bracia, Potrzbuję waszej pomocy. Po rozpadzie związku (oddzielny temat, może jak już trochę sie zastanie we mnie wrzucę na forum historię) całkiem nieźle trzymam się w dzień, szczególnie gdy jestem pomiędzy ludźmi. Problemem jest noc. Nie mam kłopotu z zasypianiem, jednak jakość snu jest marna i wcześniej się budzę. Rano czuję, że szczęka pracowała i pewnie uzębienie było scierane. Podświadomość znacząco musi pracować. Czy orientujecie się może co w takiej sytuacji mogę zrobić? Może jakieś leki (psychotropy, przeciwlękowe?)? Może zioła (jakiś uspokajacz ziołowy zjadam)? Czy macie może jakieś sugestie? W dzień uskuteczniam ćwiczenia antystresowe/relaksacyjne i gdy jestem świadomy/przytomny, to działa skutecznie. Dziękuję za wszelkie wsparcie.
  15. Tak piszę pierwszy temat ponieważ od maja chyba planowałem zabrać się za autohipnozę i dopiero od tygodnia próbuje za pomocą nagrań mp3 i ja odczuwam problem bo mam problem z wizualizacją np gdy mam wejść w trans i wyobrazić sobie że idę lasem, widzę ognisko itp. Niby sobie wyobrażam (nie tworze nowych raczej tylko na podstawie obrazu miejsca w którym byłem) tyle, że mam odczucie jakby to nie był obraz tak jakbym go widział przed sobą tylko taki urywek(klatka 1 sek). Tak to ma wyglądać? Już pomijam fakt że niektórych nagrań mp3 nie przejdę bo tak jakby o sobie samym nie wiem za wiele bowiem np podać mocne strony,cechy to się zastanawiam czy czasem nie kłamię mówiąc daną cechę. Można by powiedzieć, że nie mam wgl pewności w tym co "mówię w myślach w trakcie transu(tragic!). Zastanawiam się jak to przebrnąć bo tak w sumie jak coś próbować nie znając tak naprawdę samego siebie Ktoś miał podobne doświadczenia i wybrnął z tego albo ma cenne rady? . Mam zamiar też spróbować bezpośrednich rozmów z podświadomością chociaż nie jestem tego na 100% pewien
  16. Ostatnio wróciłem do Stosunkowo Dobrego, no i zacząłem rozmawiać z podświadomością (mija mniej więcej miesiąc, może dłużej od rozpoczęcia ćwiczeń). Na początku zacząłem od przywitania i wdzięczności. Uważam intuicyjnie, że moja podświadomość jest "kobietą" Podziękowałem podświadomości, że jest ze mną, że za mnie oddycha, nadzoruje organizm i wiem, że mnie wspiera cały czas. Temat rozpoczynam, ponieważ spotkało mnie kilka ciekawych rzeczy na przestrzeni 6-7 tygodni. Rozmowa z podświadomością trwa u mnie po kilka, kilkanaście minut dziennie przy zwykłych czynnościach. Oto dziwne zmiany, które zaobserwowałem: 1. Jeżeli nie mogę czegoś znaleźć to proszę grzecznie podświadomość, aby podsunęła mi obraz rzeczy, której szukam - 100% skuteczność. Raz klucze pod gacie wpadły, a podświadomość idealnie wskazała miejsce - szok. Kilkukrotnie testowałem, działa. 2. Słuchałem sobie nagrania, szum wodospadu, ptaszki śpiewają i mówię do podświadomości, że fajnie gdybym słyszał ten szum wodospadu podczas zwykłej pracy, w stanie świadomości. Przespałem się z taką myślą, wstaję, godzina 13 się zbliża, robię zlecenia i nagle słyszę w głowie piękny szum wodospadu, jeszcze lepszy niż w nagraniu. Mniej więcej kilkanaście minut ze mną szedł ten szum, nie mogłem się nadziwić Oczywiście wdzięczność do podświadomości. Taka można powiedzieć anielska muzyka na jawie. W ciele uczucie błogości. 3. Miałem problematycznego klienta, zaburzał mi w dość znaczący sposób cykl realizacji zleceń. Poprosiłem podświadomość, aby podsunęła mi rozwiązanie, żebym się po prostu nie męczył. Kilka dni po prośbie dostałem niezłą podwyżkę, a u innego klienta więcej zleceń, dość prostych, które wyrównały mi straty po problematycznym zleceniodawcy (w ogólnym rozrachunku mam więcej czasu wolnego i więcej kasy). Po dwóch tygodniach okazało się, że i problematyczny zleceniodawca wrócił, bo jednak dalej chce współpracować. Znowu wdzięczność. 4. Poprosiłem podświadomość, praktycznie na początku, abym ustabilizował wagę, bo potrzebujemy tego, żeby zdrowo funkcjonować. Kilka razy się mocno przejadłem i okazało się, że następnego dnia czułem się szczuplejszy, normalnie schudłem (przynajmniej takie miałem odczucie) przez nadmierne jedzenie. Pierwszy raz w życiu doznałem czegoś takiego. Zazwyczaj miałem zgagę po ciężkim żarciu, a tutaj lekkość, lepsze trawienie, dobre samopoczucie. Oczywiście znowu wdzięczność i prośba, żeby podświadomość pilnowała trawienia i dobrej diety, żebym nie miał ataków sięgania po syf. Na razie jest z tym bardzo dobrze. 5. Poprosiłem podświadomość, żebym wrócił do dobrej formy biegowej. Jeszcze rok temu biegałem 10 km w 45-50 minut po mieście (w tym światła, stanie na przejściach, itp, więc w miarę niezłe tempo). Po dwóch tygodniach wróciłem do poprzedniej formy! Miałem pół roku przerwy, w tym drobną kontuzję, która trwała 3 miesiące. Nie mogłem uwierzyć w to, co się dzieje. Taki powrót do formy trwał u mnie przeciętnie, wcześniej mniej więcej 3 miesiące. Teraz robię podobnie kilometrów, a nawet bym powiedział lepiej się czuję podczas biegu. 6. Miałem drobne wypalenie zawodowe i poprosiłem podświadomość, żeby mi pomogła się z tym uporać. Po dwóch tygodniach potrafię siedzieć przed zleceniami cały tydzień, bez przerwy i jeszcze mieć większy fun, z tego co robię. Jakbym wrócił do początkowego entuzjazmu. Zmiana pozytywna nastąpiła z dnia na dzień. Przyznam, że z takimi rzeczami spotkałem się kilka lat temu przy lekturze "Sekret". Trochę stosowałem metod Sekretu, jeżeli chodzi o wdzięczność. Marek to jednak znacznie lepiej uzasadnił. Czuję, że moja podświadomość wręcz od dawna czekała na taki dialog i wyrywa się do wykonywania nowych zadań w moim/naszym imieniu. Pisałem wcześniej temat o negatywnej sytuacji na imprezie towarzyskiej i to przyznam dało mi dużo do myślenia odnośnie wyrównywania się energii. Co ciekawe negatywna sytuacja pojawiła się po częstym słuchaniu nagrań Adama Bytofa, tych darmowych. Przestałem ich słuchać już i sądzę, że źle na mnie wpływały. Rozmowa z podświadomością, czysta jest znacznie lepsza i na razie nie widzę skutków ubocznych. Czy ja sobie wkręcam, czy to się dzieje i działa? Wewnętrznie odczuwam, jakby podświadomość była oddzielnym, bardzo rozumnym bytem, takim dobrym duchem, strażnikiem. Nie postrzegałem tego w taki sposób, absolutnie nigdy. Teraz jestem wręcz zafascynowany możliwościami, a Stosunkowo Dobrego zaczynam czytać 3 raz i pewnie na tym się nie skończy. To jest jedyna książka o podświadomości, która do mnie dotarła i wbiła do łba, co i jak. Marku, z tego miejsca bardzo dziękuję. Czy stosowaliście rozmowy z podświadomością i czy dostrzegacie pozytywne różnice w życiu? Trochę, a nawet bardzo sprawa magiczna. Zaznaczam, że tematy ezoteryczne lubię poczytać, ale się w nie emocjonalnie nie angażuję. Chcę po prostu lepiej żyć i testuję różne metody. No i na razie rozmowa z podświadomością to diament, który według mnie działa. Zachęcam do dyskusji. Szczególnie proszę Marka o wskazówki, czy dobrze rozumuję i czy to jest normalne, co się u mnie dzieje
  17. Dzisiaj spotkała mnie sytuacja A, która wywołała u mnie całą gamę negatywnych emocji. Zaakceptowałem ten stan i obserwując go doszedłem do tego czemu on się pojawił. Cała ta gwałtowna reakcja trwała 25-30 min .Przez ten czas byłem jej świadomy. Po tym czasie zupełnie ona zniknęła, a za to wrócił spokój i radość. Moje pytanie brzmi czy całkowicie ten błędny wzorzec powodujący tą reakcję emocjonalną został w pełni rozpracowany i już znowu nie "uderzy" czy też został zepchnięty w podświadomość i kiedyś wrócisz z taką samą siłą. Przywołując jednak obraz tego co spowodowało tą reakcję podświadomość jest "wyciszona" i nie reaguje na to.
  18. Chłopaki, od dłuższego czasu mnie to zastanawia na poważnie. Wiemy że jeśli coś sobie odpowiednio plastycznie wyobrazimy, organizm reaguje jak w realu. Wyobrażenie napadu wywoła silną reakcję stresową i wzrost mocy organizmu - gdy wyobrażamy sobie cudowną ciszę i spokój, nasze ciało i umysł uspokaja się, puls zwalnia. Wiadomo o co się rozchodzi - jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o REAKCJĘ HORMONALNĄ. A co jeśli bym sobie wyobrażał codziennie wielki wysiłek, np. że robię przysiad z toną żelastwa - maksymalnie plastycznie? Czyli siłownia w głowie. Czy nie powstanie fala hormonów anabolicznych, mocno przyśpieszająca rozrost masy mięśniowej? Oczywiście wielu ludzi o tym wie, wielu stosowało - ponieważ nic o tym nie słychać, nie udaje się ludziom zbyt wiele osiągnąć. Czyli coś pominęli. Podkreślam że nie chodzi mi tylko o trening układu nerwowego, który sportowcy ćwiczą wizualizacją, ale o brutalny przyrost masy mięśniowej. Mam ochotę się sprawdzić z tym problemem, i szukam tego elementu, który wymusi na ciele potworny przyrost siły.
  19. HIPNOTERAPIA - czy ktoś miał kiedyś z nią DO CZYNIENIA albo zna kogoś kto miał? Czytałem kiedyś w jakiejś książce (nie pamiętam niestety jakiej, jakieś PUAbzdety, może to była Gra, nie pamiętam) że jakiś tam typ poszedł do hinpoterapeuty, tamten mu wkręcił że nie boi się kobiet a facet zaczął zagadywać jak pojebany do wszystkich, strach mu zupełnie zniknął. Ja bym chciał użyć hipnoterapii do trochę bardziej istotnej dla mnie rzeczy - mam od długiego czasu pewną odmianę IBS (wg lekarza coś co nie jest IBS, ale jest w podobnym zbiorze zaburzeń, czyli coś psychosomatycznego). Miałem już większość możliwych badań i fizycznie podobno jestem zdrowy. Burczy mi w brzuchu, przelewa się (czego bym nie jadł), bardzo rzadko kiedy mam apetyt, jedzenie odpowiedniej ilości kalorii jest dla mnie zazwyczaj trudne, większość posiłków muszę popijać, nieraz nie chcę jeść przy innych ludziach (np kiedy nie jestem bardzo głodny) bo boje się presji że "ale zjedz wszystko, ale dokończ. nie smakuje ci? taki chudy jesteś, czemu nie jesz?" Generalnie odkąd tylko zaczeła rozwijać mi się świadomość to juz słyszałem ze wszystkich stron teksty typu "ale jesteś chudy", "patrzcie, ale szkielecik, hehehe" (ja wtedy miałem kurwa TRZY latka i byłem jeszcze na etapie chodzenia nago po plaży! Jak tak można tyrać małe dziecko? Do tej pory pamiętam tych wszystkich zjebanych ludzi których nawet nie znałem i ich spierdolone komentarze). Rodzinka zawsze próbowała wciskać we mnie jedzenie, bo "on taki chudy!" - skutek taki że teraz nieraz ni z tego ni z owego potrafię mieć odruch wymiotny podczas jedzenia. Zdarza się to na szczeście w chuj rzadko, ale się zdarza. Zresztą Marek o tym pisał, o zmuszaniu dzieci do jedzenia. On akurat pisał o otyłości, ale jak widać w drugą stronę też to działa. Wszystkie te komentarze ludzi, były ich tysiące, zryły mi dość mocno podejście do jedzenia (to moja wina że jestem chudy->coś ze mną nie tak->muszę jeść więcej-> nie mogę jeść więcej -> coś ze mną nie tak -> nie pasuję do innych -> to moja wina że...) czyli błędne koło i masakra. Ogólnie to samo burczenie i uczucie sytości już w połowie niewielkiego posiłku nie jest czymś czego nie można przeskoczyć, przytyłem przez ostatnie 4 tyg prawie 3 kg, więc można, wytrenowac można się do wszystkiego, ale mam wiele dolegliwości które chcaiałbym wyleczyć i wyjebać z mojego życia - te wszystkie zjebane efekty dźwiękowe które wydają moje jelita albo inne bebechy, odbijanie, zupełny brak apetytu z rana, częsty brak apetytu albo nawet stres kiedy wszyscy dookoła mne wpierdalają jak świnie (poczucie, że jestem gorszy, bo nie jem, a powinienem). Mój ojciec miał nerwicę i na 5 roku studiów ważył 53 kg , nakładał po 3 swetry żeby się z niego nie śmiali. Jakoś po 32 roku życia zaczął wygladać spoko i jeść normalnie, ale mi się nie chce tak długo czekać. Moja matka wyglądała jak anorektyczka i też miała nerwicę, tak się gołąbki dobrały. Moi dziadkowie - to samo, jakby z Auschwitz uciekli. No więc genetyka nie jest po mojej stronie, ale nie zamierzam się poddawać. U moich rodziców to napewno było psychiczne, bo mieli oboje znerwicowanych rodziców albo dziwny klimat na chacie (mój tata miał być pianistą, wielkie ambicje, zmuszanie się do ćwiczenia po 10 h dziennie, zawsze najlepsze oceny itd itd). Ja też mam znerwicowanych rodziców. Widać wzory. Samo robienie masy byłoby bardzo spoko, bo lubię chodzić na siłownie, tylko element jedzenia jest właśnie problemem (nawet jak nie robię masy i "normalnie" jem, nie ma znaczenia co i ile jem tak naprawdę) i myślę, że to wszystko wynika z moich wspomnień, z tego co jest w podświadomości, z nieprzerobionych sytuacji których nawet nie pamiętam, bo byłem za młody (teraz pomimo niskiej wagi wyglądam w miarę ok bo mam barki szerokie jak na chudego typka, ale jako dziecko wyglądałem jak szkielet, dosłownie) i z nerwicy związanej z czynnością jedzenia. Ja generalnie jestem osobą która nie potrafi jeść bez popijania, chyba że coś mi zajebiście smakuje i jestem bardzo głodny, to wtedy potrafię połknąć np. kebab prawie w całości, ale tak na codzień to raczej słabo. Czyli mam tak samo jak miał mój ojciec - jednego kotleta potrafił męczyć godzinę, nie mógł przegryźć, przełknąć, babcia mi mówiła, że nawet zupę przegryzał. To może być jakaś nerwica przełyku, nie wiem. Kiedyś nie popijałem w ogóle, ale wtedy z kolei jadłem 3 razy mniej, więc wyglądałem jeszcze gorzej, więc łeb jeszcze mocniej zryty tępymi przytykami ze wszystkich stron. Matko, czego ludzie nie zrobią żeby tylko poczuć się lepiej. Tak łatwo komuś dopierdolić życie swoją niewyparzoną gębą. W każdym razie - czy ktoś z Was korzystał z hipnoterapii? Myślicie że dobry hipnoterapeuta mógłby mi wjechać w podświadomość i naprawić to przez kilka sesji? Wiem że drogo sobie wołają (200 zł za sesję) ale jebać to, zdrowie i komfort życia najważniejsze. Czytałem wiele wątków na różnych forach i niektórzy ludzie się wypowiadali że hipnoterapia pomogła im rozwiązać problem z różnymi eating disorders. Prosiłbym w temacie skupić się raczej na samej istocie hipnoterapii i psychosomatyce, o tym na co można faktycznie liczyć, a nie o moich próbach przypakowania i jedzeniu, bo nawet nie chce mi się teraz o tym gadać. Chciałem tylko przedstawić problem, z czego on moim zdaniem wynika. (I nie róbcie mi tu jebanych offtopów o polityce, pedałach, siłowni i diecie na masę, proszę )
  20. Znalazłem dom wariatów wyglądający na opuszczony. Wszedłem do środka z kamerką go pro. Chciałem uchwycić jak najwięcej ciekawych/niepokojących rzeczy, wyjść i już tam nie wracać. Absolutnie nikogo nie było w środku, głucha cisza, także buszowałem bez większych obaw. Schodziłem coraz głębiej do piwnic. Okazało się, że było nieskończenie wiele poziomów w dół. W pewnym momencie spadłem przez jakiś niezauważony właz w podłodze piętro niżej i absolutnie nie wiedziałem jak się stamtąd wydostać. Spojrzałem w górę i zrozumiałem, że już tam zostanę. Obudziłem z szybkim biciem serca i spiętymi mięśniami. Przejebane uczucie, jeszcze o tym myślę.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.