Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'prawda'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT Linux
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość:


Interests

Znaleziono 16 wyników

  1. Nefertiti

    Żydzi?

    Przepraszam za taki sam temat co u panów zapodany. Jeśli jest już zamieszczony w Rezerwacie, Proszę o przeniesienie. Przepraszam i dziękuję. Od dawna zadaję sobie pytanie Dlaczego Żydzi - ten temat wzbudza wiele kontrowersji , na przestrzeni wieków. ??? Moje zdanie - Myślę, że szukamy odpowiedzi daleko, zagłębiamy się, a ona jest pod nosem i prosta. Zazdrość! Zazdrość - o IQ! A waszym zdaniem jak jest?
  2. Tyle się mówi o Żydach. Żydzi to, Żydzi tamto... Sami Żydzi strasznie są pokrzywdzeni ich oskarżaniem. Tylko czy słusznie? W historii Europy (plus kilka wyjątków jak Kartagina, Aleksandria czy USA - wszystkie jednak w kręgu kultury łacińskiej, która stanowi dziedzictwo Europy) doliczyliśmy się 109+1 wygnań Żydów. Sto dziesiąte odbyło się w okolicach 1968r. na terenach państw socjalistycznych i było wywołane przez komunistyczną nagonkę polityczną. Rzeczywiste powody ciężko znaleźć bo więcej tu propagandy i krętactwa niż jakiejkolwiek sensownej informacji ale taki już urok Socjalistycznej Republiki Rad i jej wasali. Wszystkie te wygnania miały jakieś powody. Według Żydów wrodzoną nienawiść do nich, według współczesnych (współczesnych tamtym czasom, nie dzisiejszych) Europejczyków ich, Żydów wrodzone, kulturowe i społeczne cechy. Spojrzenia całkowicie skrajne. Żydzi sugerują, że my Europejczycy jesteśmy im od zawsze nieprzychylni, wrodzy a oni tacy wspaniali obywatele są zawsze przez nas prześladowani. My twierdziliśmy, że to nie my tylko oni byli źródłem nieustających problemów, problemów za które my musieliśmy bez przerwy płacić. Problem jaki widzę z Żydowską interpretacją tego zjawiska jest oparty na tych samych podstawach co ich argumentacja. Skoro tacy jesteśmy wredni i mściwi to dlaczego im w ogóle pozwoliliśmy się osiedlić w naszym kraju/ach? Dlaczego inne ludy, które przybyły do Europy, bądź po niej migrowały nie są prześladowane? Oraz dlaczego wracają? Skoro jesteśmy z natury źli to po co wciąż powracają? Przecież są tacy inteligentni, mają tyle Nobli - więcej niż jakakolwiek inna nacja na świecie - to chyba potrafią się nauczyć, że ogień parzy? Czy może nie? A może jednak mają rację ludy Europy oskarżając o to ich społeczno-kulturowe cechy? Jest wiele stron, które się tym próbują zająć. Ja nalazłem kilka, nawet więcej niż kilka ale chciałem przytoczyć tylko te najbardziej moim zdaniem streszczone (109 Locations whence Jews have been Expelled since AD250, Jews Banished From Countries 109 Times Since 250AD, Jews thrown out of 100 countries, why?) oraz jeden z najbardziej symptomatycznych z czasów osławionej Hiszpańskiej Inkwizycji. O inkwizycji pisano wiele ale wyłącznie złego. Niestety (albo stety, zależy jak kto woli) jej sława jest wyłącznie mitem i wytworem propagandy. Sama Inkwizycja została powołana w czasie rekonkwisty do zwalczania „kontrrewolucji i sabotażu” Żydów (i Muzułmanów), którzy przeszli na Chrześcijaństwo w zamian za możliwość pozostania w Hiszpanii a którzy w rzeczywistości potajemnie uprawiali swoje dawne wierzenia. Dlaczego Izabela kastylijska zwana też katolicką postanowiła wygnać Żydów, którzy przecież tacy wspaniali i dobrzy byli w czasie „Złotego wieku kultury żydowskiej w Hiszpanii” zbiegającego się ze „Złotym wiekiem kultury arabskiej w Hiszpani (zwanej Al-Andalus przez Arabów)” Wygnała ich edyktem… ponieważ stanowili raka toczącego Hiszpanię pod panowaniem Arabskim. Arabscy najeźdźcy wykorzystali niechęć Żydów do Europejskich władców - uzyskali pomoc Żydowskich przywódców i całej społeczności w kontrolowaniu podbitych Chrześcijan. Żydowskie garnizony pilnowały kluczowych miast, takich jak Granada, Cordoba, Toledo. Żydowscy przywódcy otrzymali władzę jako wezyrzy, bankierzy, prawnicy. Stali się klasą pośrednią między arabskimi hegemonami a podbitymi Chrześcijanami. To był ten słynny „Złoty wiek kultury żydowskiej w Hiszpanii”. Czy słusznie zrobiła? Wystarczy tylko przytoczyć przykład Granady - ostatniego muzułmańskiego księstwa odbitego przez Hiszpanów. Tubylcy obiecali posłuszeństwo koronie a potem przez kolejnych 200 lat urządzali regularne zbrojne powstania i rewolty przeciwko państwu. Więc jeśli tylko chcesz mieć wojnę domową na swoim terenie to pozwól muzułmanom i żydom „żyć w pokoju” na swojej ziemi. Twierdzę więc, że Żydzi słusznie byli przeganiani przez Europejczyków i była to zasługa ich wyjątkowych (wyjątkowo podłych) cech kulturalno-społecznych. Cechy te spisane w Talmudzie 200 lat p.n.e w Babilonie stanowią od 2200 lat kanon Żydostwa. Problem jak dotąd był jeden, a właściwie dwa - po pierwsze ludzie różnie w różnych regionach i różnych czasach Żydów nazywali i nie utożsamiali jednych "Żydów" z drugimi "Żydami" przez co nie widzieli wyraźnego schematu, oraz po drugie po każdym takim wydarzeniu szybko (najczęściej w następnym pokoleniu) zapominali powodów i Żydzi jak bumerang albo raczej jak grypa powracali. Zapraszam do dyskusji bo temat równie ważny co kontrowersyjny.
  3. Gościu mówi jak jest. Kobiety starają się dowartościowywać poprzez portale, ciuchy itp. by być "lepszą". Mówi to, o czym my mówimy tylko, że w skrócie.
  4. Witam Braci to jest drugi temat co chciałem poruszyć. Było to w jednym z felietonów ale nie przywiązałem do tego wielkiej wagi otóż: Przyznaję się że zdobyłem wiedze o samiczkach ale olałem temat samooceny(nie była jakaś tragiczna na początku). Dzisiaj widzę że to poważny błąd zacząłem traktować to wszystko jako grę nie ważne czy w relacji czy też beż z czego jestem nie zadowolony.
  5. Miałem okazję porozmawiać dłużej ze swoją byłą już kobietą, która w tym tygodniu pakuje się i z wolna ewakuuje ode mnie. Taka szczera rozmowa na odchodne Usłyszałem potwierdzenie wszystkich tez z forum. -Że potrafi zrobić piękne (pełne miłości) oczka na zawołanie (zademonstrowała ) -Że nie ma w niej potrzeby bliskości, za to widzi ją w mężczyznach i to wykorzystuje (potrzeba seksu jest, ale przytulanie itp. drażni ją) -Że sprawia jej satysfakcję jak wielki chłop robi to co ona chce, nawet jak widać, że nie ma na to ochoty -Że specjalnie dobiera sobie do związków gości którym da się wejść na głowę -Że jest w stanie się ze mną przespać, a chwilę później pojechać do swojego nowego gościa, jakby nigdy nic -Że jak się facet zaczyna sprzeciwiać i stawiać na swoim, to jest zdziwiona, wkurwiona, ale z drugiej strony czuje, że ten gość ma jaja -Że kupczy dupą i jest zdzirą i że wszystkie tak mają -Że właściwie wiążąc się ze mną miała ochotę się przespać, bo wiedziała, że życiowo nie jestem ogarnięty, na tyle, żeby była w stanie to zaakceptować Wiem, że dla większości Braci, jest to oczywiste, ale ja miałem jednak cień białorycerskiej wątpliwości, którego już nie mam. Mimo tego, że czytam forum i samcze runo, widzę coraz więcej, to usłyszenie tego bezpośrednio od kobiety z którą byłem związany przez kilka lat, było dla mnie szokiem.
  6. Zaobserwowałem ciekawe zjawisko. W trakcie zmieniania moich przekonań na własny temat, wychodzą ze mnie różne paranoiczne stany. Coś takiego potrafi trwać kilka dni, tłumaczę to sobie, że wkręcam sobie jakieś głupoty, a z czasem okazuje się, że to co zdawało się wytworem umysłu, zaburzonym obrazem rzeczywistości, jest prawdą. Dla przykładu: ostatnio chodziło za mną, że niektórzy ludzie w przeszłości mogli mnie perfidnie wykorzystywać, tłumaczyłem sobie to, że nie możliwe itp. ,ale po czasie doszło do mnie, że nie chciałem dostrzec tego jak to naprawdę wyglądało, a rzeczywiście byłem wykorzystywany. Takich rzeczy jest mnóstwo, też sporo samokrytyki wychodzi, zrzucam z siebie zakłamany obraz moich i cudzych zachowań, zaczynam widzieć co mną naprawdę kierowało i kieruje. Doświadczyliście czegoś takiego? Definicja którą kiedyś podał Red wpasowuje mi się w to zjawisko, tylko, że tutaj to wychodzi ze mnie, a nie z zewnątrz. Udostępnię post
  7. ZERO

    Prawda

    Czy w ogóle jest sens szukania prawdy na tym padole łez? Przecież chaos informacyjny jest tak ogromny, możliwości przenikania, zachodzenia i całej złożoności świata w jakim jesteśmy osadzeni niezliczone, więc szanse na poznanie po co to wszystko praktycznie nie istnieją. Od kilku lat mam nomen omen nieziemski głód poznawczy, ale im bardziej się zagłębiam pokonując kolejne "schody" tym bardziej widzę, że jesteśmy pyłem i nigdy się nie dowiemy dlaczego i jak tutaj się wszystko odbywa... Chujnia z grzybnią i kurwica mnie ogarnia, bo życie beznadzieją wieje, kiedy tę bezradność się poczuje... :/
  8. O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później. Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć". Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie? Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem. Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem, nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną. Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą. Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi. Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas. Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne. Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze. Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu. Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy. Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło. I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną. Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą. Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości... Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami. Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację. W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał. Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa. Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć. Liczyłem, że się to uda. Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym. I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament! To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..." Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie... bo świadkiem nie byłem... Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn, skromnie. Dziwnie szczęśliwi... Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz, stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej. Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo... Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy. Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze ,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy. Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później! Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło to nie stchórzę. Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować. Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu, chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak było do przewidzenia. Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po dłuższej rozłące obie wariują! A dlaczego ta więź jest taka? Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację w jej życiu. Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna. Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły. Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową. Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan... Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany, ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne. Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to również był miły czas. Na bliskość i czułości :-). Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani. Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie, to był mój wybór, żona nie nalegała.), stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie odpowiedzialności za powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego. Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka, własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy. Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic tu nie wyszło. Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi. A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy. Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby: móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze. Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała, że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny! Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem. Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku, na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne. I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię. Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram na Was". I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam, chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają. I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie. A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane! Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej głupiemu zachowaniu. Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy. Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza, albo ja czegoś nie wiem? A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania... ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest... a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne nacięcie, że poród bez znieczulenia... hm...to powiedział czy nie? panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem, ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia... Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas od siebie odrzucało :-D . Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą. Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym, że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios. Do dziś nie może mi tego zapomnieć. I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła. Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb. A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie! No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam "przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię. Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej, czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód. Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro będzie u mnie w skrzynce pocztowej. Ciąg dalszy nastąpi...
  9. Czasem znajduje się ciekawe wypowiedzi o kobietach w krótkiej i dosadnej formie. Takie filozofie w pigułce. Niekoniecznie do końca prawdziwe, ale jednoznaczne. Te znaleziska będę umieszczał tutaj, można komentowac i dorzucać własne. Dzisiaj natrafiłem na to http://m.youtube.com/watch?v=2HOSiQa4zvo haha oceńcie czy dobrze mówi Cejróś
  10. Myślę że forum weszło już w taką fazę popularności i jakości, że trzeba troszkę poważniej pomyśleć o ideologicznej podbudowie. Proponuję zrobić wspólnymi siłami taki jakby dział - czyli zestaw wiedzy o kobietach i życiu, który jest na forum promowany. Może zrobimy tak, że ja to napiszę "na brudno", a forumowa elita na poważnie pouzupełnia swoją wiedzą moje braki - tak by było to pełne kompendium kobiecych gierek, wiedzy o nich. Z waszych wypowiedzi wybiorę najlepsze, ładnie się wszystko pokoloruje, a później się pogada z Arturem, by jakoś gdzieś to na widoku umieścić - nie wiem gdzie? Musi być tak że każdy kto tu wejdzie, zapozna się z duchem forum, gdyż ten jest ściśle określony, szowinistyczny ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Byłoby wspaniale, gdyby dziewczyny też się przyłożyły - może się wydawać że zdradzą kobiecą rasę, ale też kiedyś będą matkami synów, i chyba będą chciały by syn się nie dał wkręcić w związek z oszustką, która pozbawi go zdrowia, majątku albo i życia. Marzy mi się więc taki kodeks praw i nauk, a każdy mądry wasz cytat czy krótki opis będzie oczywiście oznaczony waszymi nickami, nazwiskami czy inicjałami. Najwyższa pora uderzyć szpadą w te królestwo hipokryzji nas otaczające. Najwyższa pora by żyjący w ciemności bracia poznali prawdę, a siły ciemności (frajerzy i manipulatorki) tej skały nie zdobędą. A gdy zapełni się tenże kodeks wiedzą i światłem prawdy, wyda się go jako książkę - by nasza wiedza szła w świat, a pieniążki na moje konto, bym mógł wreszcie kupić sobie sonatkę w automacie i gazie, amen.
  11. Pan Kabat75

    Zdziwiony jestem.

    Robię ciasto. A przy okazji... Wychodzi to teraz. A miało być mi tak źle... Niby tak bardzo zostałem na lodzie... Do rzeczy: dzwonisz jedna z drugą z pytaniem "co u ciebie?". Bardzo ładnie, dziękuję. A kolejne Twoje pytania już jakoś mnie nie interesują. Wiem, tak masz - musisz wchodzić w płytkie relacje, pędzisz w grzmot, w łomot łożka, sapanie i pękanie prezerwatyw, a czasami nagle brakuje Ci mnie, kogoś, o kim możesz pomarzyć. Dałem Ci się trochę poznać, resztę sama dopowiedziałaś, bardzo trafnie zresztą - jak to kobieta. Miało być odwrotnie. Teraz robię ciasto, pachnie mi w całym domu - kardamon i cynamon zaromatyzowały mi całą chałupę. Tak, oczywiście, wpadnę kiedyś na herbatę, bardzo się nadal lubimy, cenimy, rozmawiamy, śmiało nazywaj nas przyjaciółmi. Oczywiście, pociągasz mnie nadal, tak, wiem że masz do mnie słabość i to ona sprawia że dzwonisz, no ale tam są wiśnie na spodzie i nie chcę by mi się przypaliło. Tak, dzwoń o każdej porze. Cudna jesteś, pa! Posypię brązowym cukrem, zrobi się taka szklista bursztynowa powłoczka.
  12. Możemy rozmawiać. To nic złego, to nic z tych rzeczy, które mogą dzielić. Ale są pewne zasady, które wyznaję; i nie chodzi u o to, bym panował nad sytuacją - to i tak by mnie nie zadowoliło, a zresztą nie szukam wyłącznie zadowolenia. Zależy mi na tym, co nas może połączyć, czyli tym rodzaju realności, którego w nas* coraz mniej. Zapomnij zatem o czymkolwiek, co pozwoli ci przedłużać kominikację na tyle, żeby drążyć, a do niczego nie dotrzeć. Owszem, bywają chwile zapomnienia w komunikacji i temu też możemy się oddać. Oczekuję jednak zysku prędzej czy później. Tu nie chodzi o mój styl, prowadzenie się, chwilowe potrzeby. Chodzi o to, czego mi brakowało, i przez czego brak straciłem wiele - to była cena jaką zapłaciłem za to, z czego teraz korzystam. Właśnie na to nadszedł czas. Przychodź zatem albo ja przyjdę i komunikujmy się. Po to jesteśmy. * - uogólnienie, które odniósłbym raczej do obecnych, rozchwianych norm społecznych
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.