Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Search the Community

Showing results for tags 'zakochanie'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • Stulejman Wspaniały
    • Stulejman Wspaniały
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu; podrywanie
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
  • Sport i zdrowie
  • Polska i świat
  • Stulejman Wspaniały
  • Motoryzacja i Technologie
  • Hobby
  • Duchowość
  • Rozmowy przy wódce
  • Rezerwat dla Kobiet
  • Domowa grzęda
  • Samczy Mobil Klub's HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub's Rowery
  • Samczy Mobil Klub's Powitalnia
  • Samczy Mobil Klub's Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub's Samochody
  • Samczy Mobil Klub's Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub's Motocykle
  • MacGyver a's GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • Młodzi samcy w równowadze's Tematy
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • IT's Linux
  • IT's Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Klub poligloty's Jaki język
  • NAUKA - SCIENCE's Wprowadzenie do Metodologii Naukowej
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Reprezentacja Polski
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ekstraklasa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka klubowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Piłka międzynarodowa
  • Klub Pasjonatów Futbolu's Ogólne
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's s
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Pornografia - ubojnia pomysłowości, kreatywności i działania
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's 50 powodów aby porzucić pornografię
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Odwyk Piotra i nowe lepsze życie
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's NOFAP - Odwyk od A do Z
  • Klub NoFap walczących z uzależnieniem od pornografii bądź kompulsywnej masturbacji's Co robić by Nofap się udał?
  • Klub Wschodnioazjatycki's Ogólne
  • Klub Wschodnioazjatycki's Korea
  • Klub Wschodnioazjatycki's Chiny
  • Klub Wschodnioazjatycki's Japonia
  • Klub Wschodnioazjatycki's Mongolia

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Miejscowość


Interests

Found 5 results

  1. O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później. Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć". Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie? Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem. Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem, nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną. Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą. Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi. Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas. Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne. Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze. Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu. Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy. Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło. I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną. Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą. Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości... Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami. Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację. W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał. Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa. Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć. Liczyłem, że się to uda. Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym. I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament! To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..." Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie... bo świadkiem nie byłem... Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn, skromnie. Dziwnie szczęśliwi... Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz, stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej. Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo... Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy. Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze ,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy. Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później! Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło to nie stchórzę. Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować. Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu, chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak było do przewidzenia. Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po dłuższej rozłące obie wariują! A dlaczego ta więź jest taka? Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację w jej życiu. Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna. Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły. Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową. Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan... Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany, ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne. Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to również był miły czas. Na bliskość i czułości :-). Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani. Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie, to był mój wybór, żona nie nalegała.), stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie odpowiedzialności za powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego. Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka, własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy. Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic tu nie wyszło. Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi. A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy. Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby: móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze. Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała, że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny! Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem. Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku, na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne. I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię. Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram na Was". I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam, chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają. I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie. A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane! Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej głupiemu zachowaniu. Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy. Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza, albo ja czegoś nie wiem? A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania... ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest... a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne nacięcie, że poród bez znieczulenia... hm...to powiedział czy nie? panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem, ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia... Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas od siebie odrzucało :-D . Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą. Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym, że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios. Do dziś nie może mi tego zapomnieć. I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła. Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb. A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie! No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam "przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię. Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej, czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód. Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro będzie u mnie w skrzynce pocztowej. Ciąg dalszy nastąpi...
  2. Ok Bracia nie wiedziałem, gdzie założyć ten temat - postanowiłem dać do Manipulacji... Tak więc było tak: Za górami, za lasami, w kraju gdzie ludzie obżerają się sztucznymi kiełbasami - UK Moja znajoma dzisiaj zamieściła na fejsie post- w którym to chwali się zakupem pierwszego samochodu - używany ale w miarę nowy, osobowy. Powiecie nic takiego prawda. Otóż już w komentarzach jej psiapsiółki wypytują, gdzie pracujesz? Niewiasta bez zastanowienia odpowiada raźno nigdzie - pracę porzuciłam już dawno temu, praca z ludźmi jest nie na moje nerwy - jestem zbyt wrażliwa. (Sam fakt pisania takich rzeczy świadczy, że mózgojad zdechł z głodu już dawno temu) No cóż powiecie zdarza się najlepszym.. Mamuśka 2 dzieciaczków - na fejsie pełno fotek księżniczek w przebraniach - tak więc niewiasta realizuje się poprzez dzieciaczki dojąc kasę z 2 różnych tatuśków oraz państwa. Ma mieszkanie socjalne za które zapewne także płaci państwo.. I teraz zaczyna się robić jeszcze lepiej - następne komentarze - Padają pytania kiedy zdajesz test???? Niewiasta kupiła samochód a jeszcze nie zdała nawet prawka - oczywiście padają komentarze egzamin zdasz z palcem i rozwalisz ich wszystkich... No cóż jako, że znam tego pałossaka to powiem tak nie zdziwię się jeżeli zdanie prawka zajmie naście prób a może nawet padnie rekord.. Na koniec bomba atomowa... ogarnięta niewiasta została wyeksmitowana z poprzedniego mieszkania, gdy były przestał płacić całej kwoty kredytu a ona kasę na opłaty zaczęła przeznaczać na różne dziwne rzeczy typu powiększenie ust, botoks - wszystko robione chałupniczo w domu - przez różnej dziwnej treści pielęgniarki wizytujące ją z magiczną strzykawą.. Tak więc jak widać da się
  3. Do napisania tego postu skłoniła mnie wypowiedz kolegi @M.Dabrowski napisana w zupełnie innym wątku, a ponieważ nie chce robić offtopa postanowiłem założyć osobny temat. M.Dabrowski napisał: Panowie, czy będąc już w stanie po wyjściu z tego naszego przysłowiowego "matrixa" , jako już świadomi i pewni siebie faceci byliście w stanie ot tak po prostu się zakochać? Czyli ten cały haj, burza hormonów itp... Ja tak naprawdę boje się tej wizji, świata w którym już najzwyczajniej w świecie nie będę zdolny do zakochania...
  4. Kobieta poznana na badoo. Szczupła (58kg przy 170cm), farbowana na jasny blond, maluje głównie oczy. Główna wada - dziecko. Pracuje, choć w sklepie, ma samochód, mieszka od 1.5 roku sama po zdradzie z 6 letniego związku. Po kilkunastu rozmowach wyczułem niską samoocenę i desperacje, ale dzięki tym cechom jest bardzo wyrozumiała - do czego jestem totalnie NIEPRZYZWYCZAJONY. Nie czuje sie swojo z taką "dobrą" kobietą. W niej samej fałszu nie wyczuwam, nie widzę opcji by mnie oszukała, czy namąciła mi w życiu, za to widzę że jest zbyt dobrze do mnie samego nastawiona. NIE TRZEBA WYCHOWYWAĆ, czyli zero wysiłku ,wszystko zrobione na glacy cycuś, akceptuje takiego jakim jestem, chce mnie słuchać. Przynajmniej teraz. Powiem, że wścibskość nie jest ok (zwróciłem jej uwage bo umarł jakiś sąsiad, rodzina płacze, a ona chciała się dopytywać - to mowie uszanuj ich emocje, nie ty tu jesteś najwazniejsza i twoja ciekawskość, tylko ich cierpienie), a ona po chwili pisze "chyba masz rację"! Poprzednia by krzyknęła na mnie mówiąc, że ona musi wiedzieć, bo nigdy nic nie wiedziała, a martwi się!!!! ja taka dobra, martwiąca, mam prawo!!! Te jej zamartwianie było usprawiedlwieniem i zakrzyczenie mnie jak najwyższym głosem. Ta lotna może nie jest jak wszystkie wykształcone, ale coś jakby do niej dociera z podstawowych zasad wzajemności i poczucia obowiązku. Zauważyłem każda wykształcona kobieta, która ma osiągnięcia jest bardzo pyskata i prezentuje totalnie niekobiece cechy z charakteru, wcina się w tematy na które nie ma pojęcia, nie ma kultury za grosz, wszystko jej się należy, jest zawistna, zazdrosna, robi awantury, jest bardzo emocjonalna, jest w ch gadatliwa i zna się na każdym temacie, ale dzięki umiejetnosci flirtu i mowienia co inni chcą usłyszeć uwielbiają ją inni (póki nie wejdą z nią w związek). Dobrze udaje troskliwą, słuchającą, takiego wiernego przyjaciela, a te informacje są jej potrzebne do czegoś innego. Do tego wyzwolona, nie ma granic moralnych, seksualnych. Coś jak borderline - każda z wyższym wykształceniem tak się zachowywała w stosunku do mnie. TA NIE! Przynajmniej na ten moment nie pokazuje takiej postawy. Czyli coś za coś. Albo dość głupiutka, ale kobieca, szanująca, uległa, bardziej sumienna, albo korposucz, choć nie musi być z korpo - ale sucz. Związki z suczami nie wychodzą, a jak do tej pory trafiałem na same sucze, który dzięki "intelektowi" manipulowały dużo, dużo lepiej i dosłownie zacząłem się na każdym kroku bać, że mnie taka kobieta oszuka, nie liczy się ze mną, więc wiedziałem że jakby doszło do sprawy rozwodowej to by mnie ogołociła i oczerniła jak tylko mogę. Nie stała po mojej stronie żadna z poprzednich kobiet. Wyczuwałem u nich niespójność. Niby dobra, ale oszustka. Niby kochająca, ale nic jej nie pasowało. Tej też nie ufam, ale z zupełnie innych powodów. jej teksty Mogę mówić, że mam mikro penisa, że nie mam pracy, wykształcenia, że jestem głupi, że nie da się ze mną wytrzymać więcej niż kilka minut, że nie nadaje się do związków. Że brzydki. Fotkę jej wysłałem, to napisała Co nie powiem złego o sobie jej pasuje i tłumaczy to jeszcze tak. Ta siła to desperacja z niskiej samooceny, braku zainteresowanych nią. Kiedyś bym pomyślał, że to zakochanie we mnie i się cieszył. Dzisiaj mnie to nie grzeje, bo i znam kobiety. Gdybym nie wiedział jak kobiety potrafią mówić co inny chce usłyszec, to bym kilka lat temu zakochał się, zaufał, pomyślał w końcu szanująca kobieta, w końcu taka która nie jest arogancka, nie wywyższa się, słucha, używa mózgu, rozumie, jest wyrozumiała, nie przeszkadzają jej wady, czy słabości, pokazuje że będzie wierna, wspierająca, jest zaciekawiona, potrafi okazać to zainteresowanie. Nie foszy, nie ma pretensji, nie obwinia, moje słowo jest dla niej ważne, na wszystko się zgadza co zaproponuje, wszystko jej pasuje co nie powiem, co zrobię. Oczywiście ona do mnie ma przyjeżdżać. Księżniczka by tego nie zrobiła, prawdopodobnie dlatego że ma wybór z takich, którzy przyjeżdżają do niej. Pytanie jak długi czas będzie w ten sposób się zachowywała. Strzelam do 3 razy sztuka. Zaproponowałem dość lajtowe spotkanie, spacer, ba... spanie w jej samochodzie jakby nam noc zeszła i powiedziałem że może przyjść bez bielizny. Jej tekst kolejny wg mnie przesadzony (teraz sam myśle, czy ona to haczyk, czy to jedna z tych uległych-kobiecych kobiet, które nadają się na żony?) (tu napisałem powody, do tego że kobiety raczej się wywyższały, nie szanowały, flirtowały na potęgę, narzucały własne zdanie i moje potrzeby sie mało co liczyły, a jeszcze kreowały się na świętoszki w otoczeniu, by ze mnie zrobić "złego") Podałem jej adres forum, czytała kilka tekstów (m.in o 30 latkach) i powiedziała, że W seksie co nie zaproponowałem to na wszystko się zgadza, wszelkie akrobacje, wysyła nagie fotki i filmy na lajcie, choć po ich wysłaniu często snuje niezadowolenie, że dla niej to trudne, ale dla mnie sie przełamuje (czyli mały foszek). Ma kompleksy na temat cycków, nie ukrywa tego - moje poprzednie wyczuwałem z zachowania że są zakompleksione, ale arogancją i fałszem przykrywały to. Bardzo lubiły mówić o sobie dobrze, chyba po to żeby w to w końcu uwierzyć. Na ten moment za nic nie przerzuca na mnie win. Nawet jak nie piszę 2-3 dni, to nie ma focha, tylko pyta czemu nie piszę, albo sama mnie pyta czy może pisać, czy się narzuca. Pełna kultura, niespotykana jeśli chodzi o inne kobiety z którymi się spotykałem. Dla mnie te wszystkie zachowania są przerysowane i nawet zakochane kobiety tak się nie zachowywały. Co jeszcze. Często zgrywa ofiarę i to mnie zastanawia, bo opisała swoich byłych jako złych, zdradzających, dziecku ojciec miesza w głowie, że mama jest do niczego i źle życzy córce, jest skąpa i tak dalej (wysądziła na niego alimenty, bo nie wysyłał kasy). Na razie nie kłamała, choć złamała obietnicę już teraz. Powiedziała, że coś mi wyśle przedwczoraj, ale do dzisiaj nie wysłała, czyli nadal zauważam kilka typowych cech dla kobiet. Brak słowności, podbijanie ego, mówienie co inni chcą usłyszeć, podlizywanie się, granie ofiary czyli myślę sobie, czy mnie też w przyszłości by tak traktowała przerzucając winy na mnie. Na razie sie wstrzymuje, żeby mnie nie stracić. Można wysunąć kolejny wniosek, że kobieta z niską samooceną będzie choć udawała lepsza niż jest w rzeczywistości i choć marnie imitowała, że kocha człowieka nie użytkowo, nie interesownie, będzie wstrzymywała się z typowymi zachowaniami dla swojej płci, byle tylko przy niej zostać. Sama jest wrażliwa na krytykę, więc nie krytykuje innych. Sama nie chce być porzucona, ponieważ została już porzucona (i to z dzieckiem), więc się stara. Niska samoocena kobiet to jest klucz do dobrej relacji. Przynajmniej tymczasowy! Sam nie wiem czy po tych fatalnych relacjach z kobietami wymyślam problem, którego nie ma, czy mam podstawy by nie ufać mimo tego, że zachowuje sie dużo lepiej niż inne. Zawsze chciałem mieć taką kobietę (tyle że nie z dzieckiem), a trafiałem na takie manipulatorki, które urabiały sobie ludzi (nie tylko mężczyzn) licząc dziesiątkami, byli wykorzystywani, dawały im nadzieję, czułem sie traktowany przedmiotowo, oczerniany, ośmieszany nawet często (przy jednoczesnym wmawianiu miłości). Teraz nie. I mimo to wybrzydzam.
  5. Ze zgrozą obserwuję swój umysł i emocje - widzę wyraźnie jak w słabszych chwilach (np. teraz, przysięgałem nie pisać na stronach i nie nagrywać na YT a mnie potężnie "ciśnie", muszę też stworzyć nagranie motywacyjne a to olbrzymia ilość ciężkiej pracy) mój umysł ucieka ku źródłom przyjemności: 1. Chciałbym się naćpać, chociaż próbowałem i wiem że mimo euforii narkotycznej, Duszę nadal ćmi jak bolący ząb po lekach przeciwbólowych. To niesamowite, ale nawet opiat nie daje uwolnienia od bólu Duszy. To straszny stan, z jednej strony ciało wibruje przyjemnością, a z drugiej coś mocno w środku nie gra i rodzi się silne poczucie niestabilności, że odbywa się proces nad którym nie mam kontroli i jestem tym zdezorientowany. Właśnie dlatego nie biorę, chociaż mógłbym. 2. Najebać się. Jest wesoło, są pomysły, ale też emocje których nie kontroluję, dziwne stany emocjonalne które nie pilnowane, uciekają w cudacznych kierunkach. Jestem zawsze przyjazny po alkoholu, ale dla mnie kiepski to przyjaciel - niewiele daje, bardzo dużo zabiera. O zmęczeniu i słabości po piciu nie wspominam, o kacu też nie bo go nie miewam... nie kładę się spać pijany, więc budzę się trzeźwy. Jak umierasz (w sensie świadomości), tak się odradzasz w następnym życiu (podobno). 3. Najstraszniejsze. Umysł chce związku, przytulenia, seksu znacznie mniej, jestem romantykiem... moja największa słabość, to pewien typ oczu. Dziś mnie pierdolnęło z całą siłą, gdy przypadkiem obejrzałem klip Pani Seleny Gomez. Wiedziałem że to jakaś małolata, kolejna gwiazdka co dawała Biberowi, ale jej oczy... głębokie, ciemne, skrywające tajemnicę i lekko drwiąco uśmiechnięte... oczywiście pod nimi kryje się znany nam system operacyjny, ale Dusza jest zafascynowana, oczarowana. Właśnie tu gdzie jestem, jest pewna kobieta, która nie ma cycków, jej ciało mi się nie podoba, charakter nawet miły ale poglądy to zgroza... ale ma właśnie takie oczy. Ciemne, lekko drwiące, może ironiczne, głębokie. No i od dwóch lat o niej myślę, chociaż nie wzbudza we mnie pożądania. Nie wiem czy byłbym w stanie ją przelecieć - pewnie tak, wyobraziłbym sobie inną, złapał za włosy jedną ręką, drugą mocno za twarz żeby wiedziała że posiadł ją samiec... musiałbym ją brutalnie potraktować, zerżnąć jak ostatnią szmatę, ale to z miłości dla tego typu oczu, fascynacji. I to jest straszne, bo mimo lat uczenia ludzi o co chodzi, ja nadal jestem słaby jak dziecko. Mam potężne ograniczenia, słabe punkty i rysy na psychice, które można bezwzględnie wykorzystać. Może dlatego prowadzę ascetyczny, samotniczy tryb życia, chowam się. Zanim nie zdobędę pełnej mocy miłości do siebie, jeśli z tej latami rozbijanej skały nie wypłynie miłość i szacunek do siebie (czyli przyjemność), jestem bezbronny jak dziecię, jak liść na silnym wietrze. Warto znać swoje ograniczenia - bo to pozwala unikać nam tego, co nas zniszczy. Tak więc - jestem słaby. Akceptuję to z życzliwością. Pewne zmiany w osobowości muszą trwać - daję sobie spokojnie i z miłością na to czas. Zero presji, tylko praca nad sobą i szacunek do tego, co się we mnie pojawia. Tak to widzę. Już nigdy nie dam się nabrać na gwałt na sobie, zmuszanie się, presję, wewnętrzne wrzaski na swe emocje, czyli wewnętrzne dziecko, podświadomość, Duszę. Tylko życzliwość, miłość i zdecydowanie w kierowaniu tym dzieciaczkiem. Wychowano mi go w bardzo zły sposób, gdy jeszcze mój umysł był za młody by zrozumieć co mi robią - teraz mój umysł jest na tyle jasny, że ja sam mogę wychować swoje własne, wewnętrzne dziecko, i żadnych doradców mi nie trzeba. Niech zajmą się sami sobą. Dopóki jest cierpienie wewnątrz mnie - dopóty doświadczam owoców złego wychowania mojego wewnętrznego dziecka przez innych (księża, rodzice, otoczenie, media, mody itd). Szkoda że nie jestem władcą w dawnych czasach - porwałbym sobie taką Panią i trzymał w haremie, odwiedzał wedle potrzeb. Czasem popatrzył, może porozmawiał przy dobrym alkoholu, a może bezlitośnie zerżnął? Czemu nie? To te oczy:
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.