Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Moja historia zaczyna się dosyć nietypowo.

 

Poznałem ją przez internet jakieś 3 lata temu. Studiowałem wtedy anglistykę, rozmawialiśmy by podszlifować angielski. Nie było żadnych kontekstów ani miłosnych, ani seksualnych. Zwyczajna gadka szmatka. Ja wówczas wychowywałem się w rodzinie dosyć "patologicznej". Ojciec pijak zostawił nas przeszło 10 lat temu. Matka spotkała ojczyma, też pijak i awanturnik. W końcu z przepicia i przepracowania w wieku 35 lat dostał udaru mózgu. Musieliśmy (ja, matka i siostra) się nim zajmować od stanu wegetatywnego aż do pierwszych słów. Moja siostra (4 lata młodsza ode mnie) stała się narkomanką, ćpała jak popadnie, nikt w domu nie pracował, ja przynosiłem stypendium(naukowe i socjalne) co dwa, trzy miesiące(było to jak 3 wypłaty - czasem i nawet 3,500 zł wzwyż). Warto się było uczyć. W tym czasie z nikim się nie spotykałem, nie chodziłem na randki czy podryw. Jak już coś było to zaraz telefon, że ojczym dostaje zapaści itp. Trzeba wracać. Matka nabawiła się nerwicy, więc miałem na głowie utrzymywanie domu, chorego ojczyma, matkę nerwusa i narkomankę. Chujnia na maksa. Ale nie wolno by się poddawać. Do tego w rodzinie typowe podejście, że seks to zło. Więc też się nie masturbowałem, tak mi głęboko to wpoili (matka z babcią).

 

Kontakt ze swoją Tajką kontynuowałem przez dwa lata. Była fajną odskocznią, można było o wszystkim porozmawiać. Ona szybko się uczyła, była ładna, czasem nawet wyobrażałem sobie co z nią w łóżku robię hue hue :) 

Po dwóch latach, moja babcia zachorowała na raka kości. Nikt z rodziny nie chciał się nią zająć oprócz mojej mamy (3 córki, tylko jedna wie, że trzeba pomóc swej rodzicielce). Więc przyjęliśmy ją do siebie. Nie dość, że ojczym, narkomanka, matka to jeszcze babcia. Nie powiem, wymiękałem powoli słysząc codzienne jęki bólu, fochy i dogryzania. Pozostałem bez wyjścia, charakter nie pozwalał mi ich tak zostawić. Trwałem w tym "bagnie" przez kolejny rok, aż dowiedziałem się, że mój ojciec zmarł w Niemczech. Rok żałoby, potem po 6 miesiącach zmarła babcia. Kolejny rok żałoby. Byłem wrakiem człowieka. Swojej Tajce o niczym nie powiedziałem, nie wiązały nas aż tak bliskie relacje.

Moja siostra, narkomanka, której wiele razy ratowaliśmy życie nie przyłożyła się, by nam pomóc. Zresztą i tak z nami nie mieszkała. Mieszkała po ludziach, nie wiadomo co z nimi robiąc.

Rodzina miała za przeproszeniem wyjebane, jedynie pomogli pokryć część kosztów.

Minął rok i postanowiłem się wyprowadzić. Wówczas matka rozstała się z ojczymem i wyjechała do Anglii.

Ja w tym czasie zamieszkałem na wynajmowanym mieszkaniu z najlepszym przyjacielem. Udało mi się sukcesywnie przetrwać tą gehennę, pracować na połowę etatu w prestiżowej prywatnej szkole, wynajmować mieszkanie, spłacać kredyt i jeszcze chodzić na studia niestacjonarne. Sam się sobie dziwię, że potrafiłem to ogarnąć. Wierzyłem głęboko, że jak się chce to się da. Trzeba mieć w końcu jaja.

 

Zakończyłem znajomość z najlepszym przyjacielem po 6 miesiącach - leń śmierdzący i pasożyt.

Od czasu, gdy zmarła moja babcia nie utrzymywałem kontaktu z moją Tajką. Tamta chciała się do mnie dobić(ja bez odzewu), już prawie kasując konto na portalu społecznościowym(chwałą Bogu że tego nie zrobiła). W momencie, gdy znalazłem kolejne mieszkanie, mój kontakt z nią się odnowił. Zaprosiła mnie na facebooku. Przyjąłem i wkrótce przeszliśmy na Skype. Jak ją pierwszy zobaczyłem to aż mało co się nie spuściłem (haha typowy prawiczek). Tak cudownej i pięknej istoty nigdy w życiu nie widziałem. Była perfekcyjna pod każdym względem, urody, hobby, komunikacji i wspólnych planów. 

Nigdy przed nią nie byłem w związku. Owszem, zdarzały się okazje, że chciałem kogoś wyrwać, ale moja białorycerstwo wszystko przesłoniło. Jezu jaki ja byłem głupi, ale też mądry by nie wchodzić z nikim z Polski w związek. Przeklinałbym się chyba całe życie.

Więc po dwóch tygodniach rozmowy przez Skype, śmiechów, żartów, poważnych rozmów poczułem, że to coś więcej. Byłem samotny, nigdy z nikim się tak nie porozumiewałem. Każda dziewczyna mnie odrzucała, a ta poświęcała mi całość uwagi. Było to na swój sposób magiczne. Zakochaliśmy się w sobie. Nie była brzydka, wręcz przeciwnie atrakcyjna, mogła mieć chłopaka, lecz ona chciała znaleźć tego jedynego i przysiąc mu wierność do końca życia. I jak twierdzi do teraz, znalazła.

 

Upewniając mnie w swym uczuciu i tym, że nic nie oczekuje ani nie chce(pieniędzy, mieszkania itp.), postanowiłem zostawić to co miałem w Polsce. Ani nie sprawiało mi to przyjemności, ani nie cieszyło. Marna praca, marna przyszłość. Zaryzykowałem wszystko i poleciałem do Tajlandii - lot w jedną stronę. Kurwa, jak ja mam siłę woli, żeby wręcz na krzywy ryj robić takie rzeczy haha

Zamieszkaliśmy razem. Co było zadziwiające, nie leciała na moją kasę ani pozycję społeczną, tylko to jaki jestem. Nie obchodziło ją czy zarabiam dużo czy nie. Zaoferowała mi mieszkanie, wsparcie pieniężne i emocjonalne. Jak twierdziła w Tajlandii, faceci to zdradzacze do potęgi n-tej. Zaufanie równa się zeru. Występują przypadki, że facet czy kobieta sprawdzają sobie telefony, kontrolują partnerów z kim idą i co robią. Zero wolności, a moja Tajka nie chciała takiego życia. Dlatego, gdy przez Skype przedstawiłem jej nasze zachodnie podejście do związków to ona była wręcz wniebowzięta. Wciąż pamiętam jej ogromną radość jak wspomniałem, że może zatrzymać Instagram. WTF z tą Tajlandią?

 

Przez pierwsze miesiące była sielanka, życie jak w niebie. Czułem się naprawdę szczęśliwy. Nie było momentu, kiedy rozpływałem się jak lód z tej miłości. Znalazłem pracę po dwóch tygodniach. Zarobki 4x większe niż to co miałem w Polsce. 20h tygodniowo, z czego większość to praca z fajnymi uczniami.

 

Powiem jednak szczerze, że kosztowało mnie to naprawdę wiele nerwów.

Inna kultura, inne jedzenie. Codziennie po 45-50 stopnie Celsjusza. Nikt nie mówi po angielsku, zero przyjaciół, zero znajomych. Ciężka sprawa. I tu zaczynały się schodki i na światło dzienne wychodziły pierwsze nieprawidłowości mojej Tajki. Otóż tajska kultura nigdy, przenigdy nie uczy jak postępować, gdy ktoś ma problem. Trzymają to w sobie, zamiatając problem pod dywan, wierząc, że sam się rozwiąże. Tak, tak...  właśnie tak sobie uprzykrzają życie. "Mai pben rai", słyszę, gdy coś trzeba zrobić.

 

Moja Tajka niestety wzięła sobie to bardzo do serca. Różnice kulturowe sprawiły, że nie rozumiałem wielu rzeczy i miałem sporo problemów. Zamiast mnie wesprzeć, porozmawiać, to moja Tajka miała na to wyjebane: "Mai pben rai", albo że przesadzam czy za dużo myślę.

Kolorowy świat stawał się szarawy. Odezwać się nie miałem do nikogo, bo z Tajami trudno nawiązać kontakt(jak nie mówią po angielsku), a z innymi obcokrajowcami nie było jak. Przecież nie będę na kilku pierwszych spotkaniach walił o prywatnych sprawach.

 

Nabawiłem się solidnej nerwicy i lekkiej depresji. Z moją dziewczyną nie dało się porozmawiać na temat problemów. W ogóle...

Dopiero po 5-6 miesiącach wyszło szydło z worka, którego nie widziałem na Skype.

 

Otóż moja Tajka ma kilka wyraźnych wad.

- Jest solidnym leniem, wciąż mówi dziecięcym angielskim i nie okazuje żadnych chęci, by ten angielski poprawić. Nakłaniałem, motywowałem, przygotowywałem lekcje tylko dla niej - bez rezultatu.

- Nie sprząta po sobie: Jeśli ja nie posprzątam to wylęgnie się tu stado karaluchów. Ona - coś tam parsknie, ale posprzątać sama z siebie tego nie zrobi.

- Nigdy nie zainicjuje seksu: zupełnie jakbym nie był dla niej atrakcyjny, brzydki i jakiś taki. Twierdzi, że to przez pracę, bo stoi w sklepie 8h i nie ma potem siły. Hmmm to naprawdę niszczy samoocenę.

- Mało mówi, trzeba zawsze jakiś temat rzucić, żeby mogła się podczepić, o ile nie jest zmęczona. Jak ja się nie odzywam, to zaraz, że jestem zły, obrażony.

- Wiecznie zmęczona. Nic się nie chce, tylko przeglądać beznamiętnie facebook i oglądać seriale. I tak przez cały rok jak jesteśmy razem. Aż można kurwicy dostać.

- Nie ma hobby, nigdzie nie wychodzi - wymówka, że zmęczona i że woli siedzieć na telefonie. Teraz dorwała się do pewnej gry i siedzi jak opętana.

- Baaaaarrrrddzzzoooo duże plany.

 

Tajska kultura wymaga, żebym po roku lub dwóch się oficjalnie zdeklarował co z nią chce robić. Inaczej rodzina straci "Twarz". Moje "deklaracje" to pierw zaręczyny, czyli spłata "córki".

Muszę zapłacić matce 100.000 Baht (około 12 tys. złoty), plus zorganizować imprezę. Ja pierdolę... Potem ożenek, matka zawołała około 500.000 Baht (około 50-60 tys. złoty). Jak nie zapłacę to wówczas jest tekst, że obrażam ich kulturę. Powiedziałem swojej, że jej matka jest chciwa to niestety moja się obraziła. Taka kultura i muszę zapłacić, ona nie chce mieć z rodziną na pieńku. 

Zacząłem więc nurtować internet w celu pomocy i okazało się, że inni obcokrajowcy również płacą. Płacimy jak to mówili za tą ich nieziemską urodę. Dla mnie cały ten system był i jest w ogóle posrany i to dość grubo.

No to wyjaśniłem sobie to z Tajką, ze jakoś uzbieramy. Kurde, no kocham ją.

No to dowaliła mi, że jeszcze chce teraz dziecko. I rzucała mi teksty, że jak ja nie chce dziecka to ją nie kocham. Ja - w tamtym czasie biały rycerz - na wszystko się zgadzałem, byłem ugodowy. Jezu jaki ja byłem głupi. 

Mówi mi i naciska, że muszę znaleźć lepszą pracę, bo na dziecko. Zapierdalałem naprawdę grubo, ale wciąż mało.

Popełniłem wtedy naprawdę dużo błędów i dopiero po audycjach Marka i forum zrozumiałem, dlaczego się to wszystko działo. Jak kobiecie dasz paluszka, potem rączkę to ona weźmie całe ramię. I jeszcze jej będzie mało. To taki wiecznie głodny zwierz, któremu nigdy nie dogodzisz.

No i ja biały rycerz, na wszystko jej pozwalałem, bo nie chciałem kłótni, cichych dni, płaczów publicznie. I tak wymuszała na mnie coraz więcej i więcej. Stała się bardzo dominująca i wymagająca, a ja kretyn (nieświadomy błędów) słuchałem i wykonywałem polecenia, bo mi matka z babcią wmówiły, że dla kobiety trzeba robić wiele i często się godzić. Jezu, jaki ja byłem głupi.

Stworzyłem w swoim związku bossa, który zachowuje się jak facet. Wydaje polecenia, jest leniwy, często ma wyjebane, mało mówi a ja sprzątam całe mieszkanie, gotuję, zajmuję się obowiązkami domowymi i narzekam, za dużo gadam. Do tego muszę dawać wszystkie pieniądze, bo ona i tylko ona zajmuje się finansami. Moja męskość poszła w pizdu. Przestałem się czuć jak facet, bo zostałem totalnie zdominowany. Nie podobało mi się to, więc zacząłem szukać sposobów, by to naprawić (gdyż wciąż było dużo pozytywnych momentów).

 

Finalnie natrafiłem na radio samiec i potem na to forum. Wgłębiłem się w filozofię Marka i wówczas mnie oświeciło. Wszystko co mi wmawiano, przekazano do tej pory stało się stekiem bzdur. Całe to pierdolenie, że dziewczyny to trzeba na piedestał, że trzeba się o nie starać to tylko pic na wodę. Przesłuchałem multum audycji i obczaiłem wiele tematów i oto co się nauczyłem:

 

- Uważać na shit testy i zawsze, ale to zawsze pozostawiać oznaki niepewności. To kobieta ma się o nas w większości przypadków starać a nie na odwrót(moim błędem było, że za bardzo się starałem).

- Nie stawiać kobiety na piedestał (moim błędem było myślenie, że jest lepsza, święta i chuj wie co jeszcze). Odkąd zmieniłem nastawienie i okazuję jej więcej obojętności i dystansu, zaraz zaczęła za mną biegać. Kurwicy dostaje, że jej nie poświęcam uwagi jak wcześniej. Robię to powoli i ostrożnie, by nie wyjść na chama i prostaka. 

- Uodparniam się na jej PMS. Teraz jak ma okres i zaczyna humorki to jej mówię stanowczo(jak nigdy wcześniej): "jeśli zamierzasz odstawiać cyrki i rozsiewać negatywną energię to zaraz możesz robić to sama. Mogę zrobić nam obiad, pójść kupić jakiś smakołyk, ale jeśli chcesz kontynuować cyrk to ja zaraz wyjdę na x godzin i potem wrócę"(moim błędem było siedzenie i wyładowywanie się na mnie, ja pomimo tego nadal chciałem jej poprawić humor). Rezultat: patrzy na mnie inaczej i jak widzi, że jestem bardzo stanowczy to odpuszcza.

- Postawiłem granice: Wyjaśniłem dobitnie co się stanie, jeśli będzie powtarzać niektóre schematy i z jakimi konsekwencjami się to spotka. Przeczytałem tutaj na tym forum, że ona musi wiedzieć, że ataki nie mogą zostać bezkarne. (moim błędem było, że byłem ugodowy, siedziałem cicho).

- Pokazuję więcej siły i stanowczości. Trzymam ją w ryzach, jestem bardziej asertywny niż wcześniej. Nie łamię się, tylko trzymam mocno gardę nawet jak cierpię. Muszę ją nauczyć szacunku, gdyż za bardzo sobie pozwala. (Moim błędem było, że pozwalałem jej jechać po moim szacunku).

 

Wciąż się wiele uczę. Studiuję to forum jak uniwersytecki wykład. Krok po kroku.

Wcześniej byłem słaby, zero pewności siebie, strachliwy, nie okazywałem siły ani charakteru, sługus - kurwa, biały rycerz tfu!

 

I przez to zauważyłem, że ona stała się obojętna na seks (biały rycerz - aseksualność laski), nie zależało jej i była wymagająca tudzież dominująca.

W dodatku nabawiłem się problemów ze wzwodem i niestety wciąż je mam. Całe życie bez seksu i masturbacji robi swoje. Brak porządnego seksu ze mną daje jej pewnie w kość. 

Teraz, gdy tak wiele zrozumiałem wdrażam naprawdę dużo idei.

 

Dlaczego wciąż z nią jestem?

- kocham ją i to naprawdę

- jak ją trzymam w ryzach to jest naprawdę kochana i wspaniała

- zaoferowała mi wspólne mieszkanie na początku

- troszczy się o mnie w sposób nie do opisania (znakomity)

- kocha tylko mnie i wciąż to powtarza (mieliśmy naprawdę dużo kłótni, mogła mnie zostawić, ale tego nie zrobiła).

- kocha mnie pomimo tego, że mam znaczne problemy ze wzwodem(z nerwów) i że w większości przypadków nie może dostać dobrego seksu

- planuję ze mną przyszłość i zakładanie rodziny. Zakładanie rodziny to dla niej priorytet. Musi być tylko ze mną.

- nie rozmawia z innymi facetami. Oświadczyła mi, że nie chce z nikim z płci przeciwnej nawiązywać kontaktów.

 

Może jestem głupi, może wariat i mam nie po kolei w głowie, ale dzięki niej moje życie finansowe jest o wiele lepsze, mam więcej możliwości, poznałem mnóstwo ludzi z innych krajów. Ale ten jej charakter i podejście. Dziwiłem się bardzo, bo nie dawałem jej dobrego seksu, do tego jeszcze zrzędziłem, że jeszcze ode mnie nie odeszła. Ona jest zaparta, że wszystko będzie dobrze, a ja będę silny. Chce rodzinę założyć tylko ze mną, bo nigdy w życiu(a miała ciężkie) nie zaufała tak facetowi jak mi. Tylko ze mną się tak rozumie. 

 

Ja tak sobie czasem myślałem, że po prostu nie ma lepszej partii, ale dla niej ten związek to świętość i prędzej sama się zabije niż mnie zostawi. 

Nie wiem co o tym myśleć. Wiem tylko, że dzięki Markowi i wam wiele zrozumiałem i teraz zmieniam swoje życie. Na lepsze i ...silniejsze.

 

Chwała wszystkim samcom :)

 

Daniel

Edited by Tajski Wojownik
  • Like 11

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaraz, zaraz, zakończyłeś znajomość z jednym leniem i pasożytem, i to najlepszym przyjacielem, a drugiego lenia i pasożyta darzysz miłością i jeszcze wierzysz, że odwzajemnioną. Moim zdaniem jeszcze nie zrzuciłeś białej zbroi i prosisz się o kłopoty.

  • Like 6
  • Thanks 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hej, na jakiej podstawie twierdzisz, że pasożyta i lenia? I do tego nieodwzajemnioną miłością? Możesz to jaśniej wytłumaczyć? Chyba jeszcze blask zbroi mnie oślepia i głupawy jestem.

Btw. Wiem, że nie zrzuciłem jeszcze białej zbroi. To proste, gdyż forum i Marka poznałem około tydzień temu. Ciężko mi zrzucić ten balast, ale go zrzucam. 

Coraz bardziej dochodzę do wielu konstruktywnych wniosków, które budują moją samoocenę. Zbroję muszę zrzucać powoli, ale konsekwentnie.

Z tą właśnie konsekwencją miałem zawsze problem, ale rzeczy się zmieniają. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Tajski Wojownik napisał:

Hej, na jakiej podstawie twierdzisz, że pasożyta i lenia? I do tego nieodwzajemnioną miłością? Możesz to jaśniej wytłumaczyć? Chyba jeszcze blask zbroi mnie oślepia i głupawy jestem.

Btw. Wiem, że nie zrzuciłem jeszcze białej zbroi. To proste, gdyż forum i Marka poznałem około tydzień temu. Ciężko mi zrzucić ten balast, ale go zrzucam. 

Coraz bardziej dochodzę do wielu konstruktywnych wniosków, które budują moją samoocenę. Zbroję muszę zrzucać powoli, ale konsekwentnie.

Z tą właśnie konsekwencją miałem zawsze problem, ale rzeczy się zmieniają. 

Może ten blask oślepia nas obu i tylko mi się wydawało, że napisałeś to?:

Cytat

 

Otóż moja Tajka ma kilka wyraźnych wad.

- Jest solidnym leniem, wciąż mówi dziecięcym angielskim i nie okazuje żadnych chęci, by ten angielski poprawić. Nakłaniałem, motywowałem, przygotowywałem lekcje tylko dla niej - bez rezultatu.

- Nie sprząta po sobie: Jeśli ja nie posprzątam to wylęgnie się tu stado karaluchów. Ona - coś tam parsknie, ale posprzątać sama z siebie tego nie zrobi.

- Nigdy nie zainicjuje seksu: zupełnie jakbym nie był dla niej atrakcyjny, brzydki i jakiś taki. Twierdzi, że to przez pracę, bo stoi w sklepie 8h i nie ma potem siły. Hmmm to naprawdę niszczy samoocenę.

- Mało mówi, trzeba zawsze jakiś temat rzucić, żeby mogła się podczepić, o ile nie jest zmęczona. Jak ja się nie odzywam, to zaraz, że jestem zły, obrażony.

- Wiecznie zmęczona. Nic się nie chce, tylko przeglądać beznamiętnie facebook i oglądać seriale. I tak przez cały rok jak jesteśmy razem. Aż można kurwicy dostać.

- Nie ma hobby, nigdzie nie wychodzi - wymówka, że zmęczona i że woli siedzieć na telefonie. Teraz dorwała się do pewnej gry i siedzi jak opętana.

- Baaaaarrrrddzzzoooo duże plany.

 

Wyraźnie widać, jak wiele Twoja Tajka zyskuje na tym związku i jak wiele zyska jej rodzina w razie ślubu, więc nie byłbym taki pewny, że jest zakochana.

Edited by Wstydliwy
  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciszej jedziesz dalsze budziesz.

Czy już zapłaciłeś tą kasę??? Pamiętaj u nas to panna młoda ma posag/morgi/wiano !! Pan młody płaci za wódę i orkiestrę. Hejjja.

Ona nie ma hobby to już kicha, zanim zaczniesz zmiany to kitraj kasę na ewakuacje bo szykuje ci się Dewcon 1.

I z tą wiernością, NIE MA czegoś takiego, to jest  cyrograf z wyrokiem zawsze na nie korzyść faceta,jak tak bardzo kocha to się odda bez papierka :P

   

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

@Tajski Wojownik Co ja właśnie przeczytałem :huh: Czekaj, aż zerknę jeszcze raz. (5 min później) No nie wierzę, to serio :huh: A myślałem, że to ja byłem wielkim białorycerzem swego czasu.

4 godziny temu, Tajski Wojownik napisał:

Muszę zapłacić matce 100.000 Baht (około 12 tys. złoty), plus zorganizować imprezę. Ja pierdolę... Potem ożenek, matka zawołała około 500.000 Baht (około 50-60 tys. złoty). Jak nie zapłacę to wówczas jest tekst, że obrażam ich kulturę. Powiedziałem swojej, że jej matka jest chciwa to niestety moja się obraziła.

W mojej kulturze to mi kobieta musiała by zapłacić za ślub :P Nazywam ją kulturą mizogina.

4 godziny temu, Tajski Wojownik napisał:

No to dowaliła mi, że jeszcze chce teraz dziecko. I rzucała mi teksty, że jak ja nie chce dziecka to ją nie kocham.

Mam pomysł, powiedz jej, że chcesz:

- aby była bardziej pracowita

- sprzątała częściej

- inicjowała seks

- nie była ciągle zmęczona (może niech się zbada?)

- znalazła sobie hobby

bo jak nie to znaczy, że Cię nie kocha :D 

Nie będę więcej cytować, bo nie ma to najmniejszego sensu, na pierwszy rzut oka na Twój wpis widać, że tkwi jeszcze w Tobie sporo (delikatnie mówiąc) z białorycerza. Najlepsze jest dla mnie to, że Ty wierzysz kobiecie w te jej wszystkie bajki :D Tylko dam Ci taką małą myśl na dzisiaj i sam wyciągnij wnioski: skoro teraz masz mało seksu, jest on tylko z Twojej inicjatywy, skoro już teraz dominuje (na dodatek rodzina jej w tym pomaga), jest leniwa itd.. To zgadnij, mój drogi wojowniku co Cię czeka po ślubie. Na moje oko pakujesz się w kłopoty i to na własne życzenie, dodatkowo wydaje mi się, że stawiasz kobietę na piedestale i tak jak to ujął @Wstydliwy rzuciłeś jednego pasożyta na rzecz drugiego ;) 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem dziewczyna wyczuła samotnego, miłego chłopaka i postanowiła to wykorzystać - jesteś jej inwestycją. Urabia Cię, a ty zapierdzielasz jak koń pociągowy + jesteś biały, więc dodajesz jest prestiżu i podwyższasz jej status społeczny (taka kultura). Z tego co się orientuję, Tajki lubią być traktowane jako kobiety - mówiąc inaczej, to Ty w związku masz nosić spodnie i mówić co ma robić, a nie być "partnerem" i pytać ją o zdanie i sugerować. Myślę, że przez Twoje podejście ona Cię nie szanuje. A co do szoku kulturowego, to sam sobie jesteś winien. Piszesz z laską dłuższy czas, potem postanowiłeś tam zamieszkać, a nawet nie zorientowałeś się jakie obyczaje tam panują?
Plusem tego wszystkiego jest to, że jesteś białym europejczykiem w Tajlandii ;) Więc jak zmienisz nastawienie, to możesz się nieźle zabawić i dobrze wspominać pobyt w tym kraju.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja pozwolę sobie tutaj wrzucić link do dzisiejszej audycji bossa :)

 

I to by było chyba tyle w temacie.

Od siebie dodam, że moim zdaniem "zakochałeś się" w jej wyobrażeniu w Twojej podświadomości niż w niej samej :) 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mogłeś wyrwać jakąś Chinkę, to wtedy oni musieliby stawiać wszystko. (dlatego w Chinach jest albo chłopczyk, albo aborcja XD) 

  • Thanks 1
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Quo Vadis? napisał:

W mojej kulturze to mi kobieta musiała by zapłacić za ślub :P Nazywam ją kulturą mizogina.

A może po prostu posag?

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Postaram się odnieść do każdej wypowiedzi.

@Wstydliwy Ja doskonale sobie zdaję z tego sprawę, że podnoszę jej status społeczny. Widzicie, ona mieszkała na tzw. zadupiu. Byłem w jej rodzinnym mieszkaniu, to pokoje pokryte są pleśnią, brak remontu i w ogóle bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Dzięki mnie i moim zarobkom mieszka w bardzo ładnym, porządnym mieszkaniu plus ma pieniądze na zakupy, kosmetyki i inne pierdoły. 

Status społeczny ze zwykłej Tajki przerodził się w bardzo dobrze znaną i rozpoznawalną osobę. Każdy się zastanawia jak wyrwała kogoś z Europy. Jak ją teraz widzą znajomi to od razu inaczej na nią patrzą. 

Ma naprawdę bardzo dużo do stracenia. Jeśli bym ją zostawił, straciłaby wszystkie przywileje: to jest, wróciłaby do "rodzinnego domu", nikt by o nią nie dbał, nie sprzątał, nie dawał pieniędzy na kosmetyki, zakupy (zarabiałaby wyłącznie 1/4 mojej pensji, więc w Tajlandii dosłownie gówno), nie przytulał(bo dla niej to zbawienne), ani nie podwyższał samooceny. Matka nie dostałaby posagu: ja wiem, że oni już na tą liczą. Pytają się mojej, kiedy w końcu zaręczyny(kasa, kasa, kasa). Gadałem o tym ze swoją matką, to mi powiedziała, że na głowę upadłem. 

Dosłownie bym ją chyba zabił rozstaniem, a co najwyżej doprowadził do depresji.

 

@Kaktus wiem, że moje podejście mogło ją doprowadzić do tego, że mnie nie szanuję. Staram się więc to nastawić na odpowiedni tor. Jednak stwierdzenie, że lubią czuć się jak kobieta to temat wrażliwy, gdyż właśnie nasze zachodnie podejście typu: mówić jej co ma robić i nie być "partnerem", kończy się zazwyczaj kłótniami, cichymi dniami i prawdopodobnie rozstaniem. Kobiety wierzą tutaj, że partnerstwo jest na pierwszym miejscu. Inaczej rodzina nie zaakceptuje, a jak rodzina nie zaakceptuje to nie ma związku ani ślubu. Takie to posrane.

Starałem się stosować Twoją metodę, ale zazwyczaj kończyło się awanturą, że jestem egoistą i że jej nie kocham, że jestem taki jak inni (kolejna manipulacja).

 

@Quo Vadis?

Postawię jej te warunki. Zobaczę jakie odniosą skutek. Dzięki wielkie za pomoc i zrozumienie. Nawet nie wiesz, jak nienawidzę w sobie tego białego rycerza.

 

Reasumując, jestem człowiekiem inteligentnym i wyciągam wnioski z każdej udzielonej pomocy. Dbam o siebie, trenuję, uczę się i szlifuję swoje umiejętności. Powolutku uniezależniam swoje szczęście od niej. Inne kobiety się za mną oglądają, więc nie miałbym problemu znaleźć innej. Taka prawda jest, że na chwilę obecną moja partnerka nie jest za bardzo zainteresowana co ja robię, gdy ona jest w pracy, więc mógłbym mieć spokojnie drugą dupę na boku i moja by się nigdy o tym nie dowiedziała. Ale ja nie z takich.

Myślałem o zerwaniu, uwierzcie mi, bardzo często. Jednak w mojej głowie siedzą pewne schematy:

1) Jest pierwszą partnerką, przy której na początku czułem, że w końcu żyję

2) Pomogła mi poprawieniem swojego statusu (mieszkanie, pieniądze na początku związku, gdy przyleciałem do Tajlandii)

3) Pomaga mi w wielu sprawach urzędowych, bez niej byłoby naprawdę ciężko, naprawdę

4) Nie wyobrażam sobie i ten podpunkt mnie naprawdę dręczy, że gdybym z nią zerwał to ona by innemu ciągnęła czy dawała dupy. Jezu jak mnie to prześladuje. Gdyby nie ten punkt to wszystko by się inaczej potoczyło.

 

Przywiązuję się bardzo szybko, wzbudziła za dużo pozytywnych emocji. No i ją kocham pomimo tego wszystkiego. 

Ona jest reformowalna, jeśli bym chciał miałbym wszystko pod kontrolą: jej zachcianki, fochy, plany plus matkę i ten posag. Gdy okazuje siłę i dominację, to ona stoi w szeregu jak żołnierz. Sprawa się rypie, bo jest we mnie dużo białorycerstwa i na własne życzenie wszystko psuje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stary ......pakujesz się w poważne kłopoty.

Jesteś w obcym kraju sam , w dużym stopniu uzależniony od swojej partnerki i jej humorów . 

Ona ma rodzinę i każda osoba z jej rodziny gra w "jej drużynie " a ty jesteś sam . Jestem pewien że urabiają cię jak plastelinę .

 

Podsumujmy....... 

- Obcy kraj  i kultura

- jesteś uzależniony mieszkaniowo

- jesteś uzależniony finansowo 

- jesteś uzależniony EMOCJONALNIE 

- twoja zbroja lśni tak że aż oczy bolą ...

 

Sam widzisz że coś nie halo bo mówisz..

"Myślałem o zerwaniu, uwierzcie mi, bardzo często. Jednak w mojej głowie siedzą pewne schematy"

 

Tak jak @Tornado napisał kitraj kasę , bo wkrótce desant z tego związku będziesz robił. 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Red_PillNie patrzyłem na to w ten sposób.

Jeśli chce kitrać kasę to równie dobrze mogę jej powiedzieć, żeby się wyprowadziła, bo wówczas uzna, że nie chce się z nią dzielić. Ona uważa, że pieniądze powinny być wspólne i że powinniśmy odkładać na zaręczyny i ślub. Jak jej powiem, że robimy tzw. "intercyzę", to nie będzie jej stać na dzielenie się opłatami i się najzwyczajniej w świecie wyprowadzi do matki, bo tam nic nie będzie płacić, albo zapłaci góra 10, 20%. 

 

Jeśli chodzi o mieszkanie to nie jestem uzależniony, mogę jej powiedzieć, żeby się wynosiła i mieszkanie utrzymam. Finansami się nie przejmuje, dobrze zarabiam. Przeżyję...

Pozostaje jedynie emocjonalne uzależnienie. Wszystko przez to, że to pierwsza kobita w moim życiu, pierwszy związek. Za dużo dla niej poświęciłem i przez to moja zbroi tak lśni...

Szlag mnie trafia przez to.

 

Teraz mi napisała, że ma sny o tym, że ją zdradzam. Nie jest to jej pierwszy.

Moje zachowanie wobec niej bardzo się zmieniło i ona to widzi. Nie jestem już chłopcem na posyłki, nie pokazuję tego po sobie, ale wciąż mam to myślenie i ciężko się z tym czuję. Powoli je zwalczam, stały się oschły i to ją denerwuje, bo nie ma mnie pod kontrolą. Też stopniowo wychodzę ze zbroi i buduje się we mnie przeczucie, że mogę żyć bez niej. Zobaczę co się stanie...

Edited by Tajski Wojownik

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stary. Nie mogłeś sobie załatwić tych całkiem typowych problemów gdzieś bliżej i taniej? Wsiadaj w samolot i wracaj do domu, jaki by on nie był.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdzie są teraz Ci którzy pytali o Azjatki?

Edited by zuckerfrei
  • Like 6
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak widać wszędzie baba taka sama, jeden schemat na całym świecie. Ale to w sumie dobrze dla tych co go znają. Nie trzeba się wysilać i zmieniać myślenia zmieniając partnerkę na taką 

z innej kultury.

Jak się jest po tej stronie lustra to widać wszystko jak na dłoni i aż człowiek się dziwi że biali tak prostych spraw nie potrafią skumać.

Teraz czekam na wnikliwą analizę    @Odlotowy.

Edited by jaro670

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, zuckerfrei napisał:

Gdzie są teraz Ci którzy pytali o Azjatki?

Oto jestem :v Azjatki są fajne, a szczególnie Koreanki i Japonki. Chinki są takie sobie, ale w przypadku ślubu to rodzina faceta wychodzi prawie na czysto, więc dziewoje z Chin są bardziej ekonomiczne :D Poza tym w krajach azjatyckich nasze małe pałki są wysoko ponad średnią, więc prawdopodobieństwo zdrady jest statystycznie mniejsze. Jak dla mnie same plusy. 

  • Like 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i Japończycy są podobno średnio ogarnięci w kontaktach z dziewczętami więc nic tylko orać japońską ziemią kutasem.

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

No No panowie kobieta tez człowiek! z takim podejściem to może zajmijcie się hodowlą bydła. Myślicie ze w Azji jest łatwiej? Gratuluje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnie akurat Azjatki jak wiecie "nie leżą" ;)

A biologia wszędzie jednaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pominę polską część opowiadania bo analizę i wnioski zrobiłeś sam i są one w większości poprawne a resztę naprostuję po drodze.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

Dlaczego wciąż z nią jestem?

Na tym się skupię i wyjaśnię na czym polega Twój problem.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- kocham ją i to naprawdę

Kochasz to jak sprawiła, że się poczułeś.. Nagle ktoś dał Ci coś czego w życiu nie zaznałeś. Okazał troskę i zainteresowanie. Wpadasz w ten sposób w pułapkę swoich wcześniejszych doznań rodzinnych oraz izolacji od kobiet kiedy hormony powinny były Ci buzować. Idealizujesz to jaka ona jest bo znasz tylko toksyczne relacje rodzinne więc wszystko co było po drugiej stronie jest dla Ciebie niemal rajem.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- jak ją trzymam w ryzach to jest naprawdę kochana i wspaniała

Jeśli ona trzyma kasę to kto kogo trzyma w ryzach? To że przestałeś dawać sobie włazić na głowę nie oznacza od razu, że masz już kontrolę w rękach.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- zaoferowała mi wspólne mieszkanie na początku

To wynikało z tego że jesteś BIAŁY i dobrze jej się z Tobą gadało ;) Biedny importowany biały w Tajlandii nadal jest lepszy od całkiem dzianego Taja ;) 

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- troszczy się o mnie w sposób nie do opisania (znakomity)

To akurat wynika z ich kultury, Tajki z domu są troskliwe, a tym bardziej troskliwe im bardziej mają w tym interes. W końcu Tajlandia to państwo uśmiechu ;) 

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- kocha tylko mnie i wciąż to powtarza (mieliśmy naprawdę dużo kłótni, mogła mnie zostawić, ale tego nie zrobiła).

No nie, dla Taja Cię nie zostawi, ale gdyby w grę wchodził bogaty anglik..... Ja bym taki pewny nie był.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- kocha mnie pomimo tego, że mam znaczne problemy ze wzwodem(z nerwów) i że w większości przypadków nie może dostać dobrego seksu

To jest dla mnie co najmniej kilka czerwonych flag. Masz problemy bo wmawiano Ci że masturbacja to zło, sex to zło itp itd. Krótkoterminowo zakup cialis daily (mała dawka do zażywania codziennie) i mozg się ustawi jak tryśniesz parę razy solidnie ;) Natomiast fakt że kobieta nie może dostać dobrego seksu natychmiast prowadzi do pytania o wierność. Tajowie nie są wierni, ale przecież sami siebie nie ruchają, Tajki muszą im dawać :) Nie jeden myślał że "jego myszka taka nie jest". Poczytaj sobie moje wpisy na tym forum, kilka razy tego dowiodłem...

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- planuję ze mną przyszłość i zakładanie rodziny. Zakładanie rodziny to dla niej priorytet. Musi być tylko ze mną.

No jasne że planuje, jesteś biały, to natychmiastowy awans społeczny i to przypieczętowany. Każda kobieta planuje zakładanie rodziny ;) To ich wrodzona natura ;) 

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

- nie rozmawia z innymi facetami. Oświadczyła mi, że nie chce z nikim z płci przeciwnej nawiązywać kontaktów.

Jak wspomniałem wcześniej, z Tajem może i nie chce skoro zasmakowała jej biała kiełbaska zawinięta w pieniądze.

22 hours ago, Tajski Wojownik said:

Ja tak sobie czasem myślałem, że po prostu nie ma lepszej partii, ale dla niej ten związek to świętość i prędzej sama się zabije niż mnie zostawi. 

I tutaj tkwi sendo Twoich problemów w tym związku. NISKA SAMOOCENA. 

Przyznałeś się właśnie że nie znajdziesz nikogo lepszego ;) 

 

Spędziłem trochę czasu w Tajlandii. Łapałem uśmiechy i spojrzenia Tajek, robiłem deale z Tajami, rozumiem Twój dysonans poznawczy jeśli chodzi o kulturę.

 

Mój werdykt? Spieprzaj z tego zanim włożysz w to konkretne pieniądze.

Dla niej jest to interes, dajesz jej fejm, status społeczny, większą stabilność, to również bezpośrednia poprawa bytu jej rodziny (w końcu musisz ją dosłownie wykupić). Biały mąż to dla niej kolejny awans. Białe dziecko to i awans i zabezpieczenie żebyś nie spierdolił. Sam napisałeś że jest leniem. O tyle dobrze że coś tam pracuje ale skoro ona trzyma kasę to stary, masz jaja w imadle i uporczywie przekonujesz sam siebie że ona Cię kocha :) 

 

Sprawy nie ułatwia fakt, że z tego co piszesz to pierwsza cipka w jakiej byłeś. Będziesz gloryfikował, wzdychał, stękał itp itd. Twój kutas magicznie nie naznaczył jej by była zawsze Twoja, nie masz ŻADNEJ gwarancji, że z Tobą będzie gdy uzyska ślub i dziecko! A nawet jeśli to będzie miała ZEROWĄ motywację by COKOLWIEK robić, łatwiej będzie jeździć na Twoim grzbiecie.

 

Znajdź sobie nową i miej znów haj hormonalny przez rok - dwa ;) 

 

Tajki są mistrzyniami robienia dobrej miny do złej gry i zrobią naprawdę wiele by osiągnąć to czego chcą.

 

A ty? Czego tak naprawdę chcesz od życia?

  • Like 10
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tajski Wojownik podziwiam to co zrobiłeś, że miałeś odwagę, zostawiłeś wszystko i poleciałeś na drugi koniec świata, bez wiedzy i doświadczenia w samolot i hej. Tacy ludzie wiele w życiu osiągają, a jeśli nie to i tak prowadzą ciekawe życie. Naprawdę wielki szacunek.

Teraz druga sprawa. Na forum jest gdzieś temat na którym można poczytać różne historie jak to facet jedzie autem do myszki kilkaset kilometrów przez Polskę żeby spotkać się z dziewczyną z internetu. Jedni jadą na koniec miasta, inni na koniec Polski. No, no tak jest. Już wiesz co chcę napisać. Na necie sprawdziłem odległość. W Warszawy do Tajlandii jest 8000km !!!!! Ja wiem "odległość niema znaczenia w obliczu wielkiej miłości"

Teraz postawmy się w roli Twojej kobiety. Sam pisałeś że atrakcyjna, piękna, a wiadomo nie od dziś co siedzi w głowach takich dziewczyn. I teraz oto z europy do jej domu przylatuje facet. Rzucił wszystko by zobaczyć ją na żywo. Człowieku. Ego Twojej kobiety wystrzeliło. Swoją urodą ściągnęła Cię z europy, przebyłeś 8000km by ją poznać na żywo. Teraz ciężko pracujesz, zarabiasz kasę, a ona leniwa jest. Ona dobrze zdaje sobie sprawę że może Cię urabiać, bo tak bardzo się poświeciłeś dla niej. Jej koleżanki mają Tajlandczyków, a ona ma Europejczyka, ha i co głupie kumpele, zatkało was !!!

Im dłużej ten związek będzie trwał tym ciekawsze "tajniki" będą wychodzić na światło dzienne. To będzie Cie wiele kosztowało nerwów i siły.

Nie jesteś u "siebie" i możesz się miotać jak zwierzę w klatce, ale to ona ma rodzinę, znajomych a Ty tak naprawdę jesteś sam.

Może dałbyś radę coś w kraju wykombinować, jakąś dobrą robotę, może Twoja firma ma oddział w pl, to jak najszybciej pakuj walizki i zabierz ją stamtąd. Bierz ją do "siebie"

 

Wyrwałeś się z bagna w pl, zmieniłeś swoje życie o 180 stopni, stało się ciekawe i ekscytujące ale pomału wychodzi na to że wpakujesz się w bagno poza krajem

Cytat

- kocha tylko mnie i wciąż to powtarza (mieliśmy naprawdę dużo kłótni, mogła mnie zostawić, ale tego nie zrobiła)

nie słuchaj takich bzdur. Zachowaj chłodny umysł. Chce wypełnić misję biologiczną i tyle.

Daj sobie z nią siana albo zabierz ją stamtąd.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minute ago, IgorWilk said:

Może dałbyś radę coś w kraju wykombinować, jakąś dobrą robotę, może Twoja firma ma oddział w pl, to jak najszybciej pakuj walizki i zabierz ją stamtąd. Bierz ją do "siebie"

Miałem to zasugerować ale się powstrzymałem. Jakąś opcją był by ślub tam import małżonki do pl, prawo pobytu i dziecko w pl by załatwić dzieciakowi polski paszport, a ona wtedy jest na Twojej łasce... Ale znowu w Polsce amatorów Tajek też sporo ;) Tu dopiero dostała by pierdolca na białe kiełbaski ;) 

 

Dopóki autor nie ustosunkuje się czego tak naprawdę chce od życia, czego od pobytu w Tajlandii i czego od relacji ze swoją kobietą - trudno coś więcej sensownego poradzić...

Share this post


Link to post
Share on other sites

@jaro670 schemat ten sam, żadnych różnic. Wszystko to co opisał Marek ma odzwierciedlenie również w innej kulturze. Psychika kobiet wschodu nijak się różni od tych z zachodu. No chyba, że zwyczaje panujące w danej kulturze.

2 godziny temu, nieidealny świat napisał:

Kochasz to jak sprawiła, że się poczułeś.. Nagle ktoś dał Ci coś czego w życiu nie zaznałeś. Okazał troskę i zainteresowanie. Wpadasz w ten sposób w pułapkę swoich wcześniejszych doznań rodzinnych oraz izolacji od kobiet kiedy hormony powinny były Ci buzować. Idealizujesz to jaka ona jest bo znasz tylko toksyczne relacje rodzinne więc wszystko co było po drugiej stronie jest dla Ciebie niemal rajem.

W dniu 12.11.2017 o 20:38, Tajski Wojownik napisał:

 

Tutaj strzeliłeś jak ulał. Żyłem w pewnego rodzaju wymiarze cierpień i trosk, aż nagle otworzyły się przede mną wrota pełne zrozumienia, przyjemności i zakochania. Wkroczyłem tam bez mrugnięcia okiem i teraz degrengolada zjada mnie żywcem. Dzięki za zrozumienie.

 

2 godziny temu, nieidealny świat napisał:

Jeśli ona trzyma kasę to kto kogo trzyma w ryzach? To że przestałeś dawać sobie włazić na głowę nie oznacza od razu, że masz już kontrolę w rękach.

 

Pogadam z nią jutro na temat podzielenia kasy. Nie pozwolę na trzymanie mnie w ryzach. Słuszna uwaga.

 

2 godziny temu, nieidealny świat napisał:
W dniu 12.11.2017 o 20:38, Tajski Wojownik napisał:

- kocha tylko mnie i wciąż to powtarza (mieliśmy naprawdę dużo kłótni, mogła mnie zostawić, ale tego nie zrobiła).

No nie, dla Taja Cię nie zostawi, ale gdyby w grę wchodził bogaty anglik..... Ja bym taki pewny nie był.

 

Ciężko tutaj określić, czy by tak zrobiła. Ona nie ma łba do podrywania chłopaków. Przytyła aż do 75kg i jest mała. Dlatego spadła na atrakcyjności. Jak o tym pomyślę, to chłopaki macie rację z tym jej lenistwem, że masakra. Przytyć przeszło 20kg, nic nie robić cały czas, kontrolować. Budzę się powoli.

 

2 godziny temu, nieidealny świat napisał:
W dniu 12.11.2017 o 20:38, Tajski Wojownik napisał:

- kocha mnie pomimo tego, że mam znaczne problemy ze wzwodem(z nerwów) i że w większości przypadków nie może dostać dobrego seksu

To jest dla mnie co najmniej kilka czerwonych flag. Masz problemy bo wmawiano Ci że masturbacja to zło, sex to zło itp itd. Krótkoterminowo zakup cialis daily (mała dawka do zażywania codziennie) i mozg się ustawi jak tryśniesz parę razy solidnie ;) Natomiast fakt że kobieta nie może dostać dobrego seksu natychmiast prowadzi do pytania o wierność. Tajowie nie są wierni, ale przecież sami siebie nie ruchają, Tajki muszą im dawać :) Nie jeden myślał że "jego myszka taka nie jest". Poczytaj sobie moje wpisy na tym forum, kilka razy tego dowiodłem...

 

@nieidealny świat Dzięki, skorzystam. Rozpocznę lekturę. Czyli twierdzisz, że Tajka taka typowa "myszka" może skoczyć na bok i może się jakoś ustawiać na boku? Za moimi plecami?

 

2 godziny temu, nieidealny świat napisał:

Biały mąż to dla niej kolejny awans. Białe dziecko to i awans i zabezpieczenie żebyś nie spierdolił. Sam napisałeś że jest leniem. O tyle dobrze że coś tam pracuje ale skoro ona trzyma kasę to stary, masz jaja w imadle i uporczywie przekonujesz sam siebie że ona Cię kocha

 

Z Twojego wpisu wynika, że jest opcja iż nie jest ze mną z miłości tylko z wyrachowania, bo zapewniam jej bardzo dobry dobrobyt. Wszystko co napisałeś jest aż tak prawdopodobne, że razi w oczy. Ja pierdolę, ale bagno, a mam dopiero 25 lat.

Zapytałeś co chcę od życia?

Dobrej pracy, dobrych zarobków a przede wszystkim kobiety, która jest dla mnie wyzwaniem, dzięki której muszę ruszać dupę, by być coraz lepszym i lepszym. 

Widzisz, tkwię w tym związku bo jestem JEDYNIE emocjonalnie uzależniony i nie mogę sobie poradzić z tym problemem. Też taki mój charakter, że wrażliwy, że też przysięgam i pakuję się w gówno. Mi ktoś musi napierdolić nieźle, bym dostał moralniaka. Póki co @nieidealny świat odwaliłeś kawał roboty, pomagając mi. Naprawdę wielkie dzięki. Wierzę, że z waszą pomocą wskrzesi się we mnie przyzwoity samiec.

 

5 godzin temu, Gaunter o Dimm napisał:

Poza tym w krajach azjatyckich nasze małe pałki są wysoko ponad średnią, więc prawdopodobieństwo zdrady jest statystycznie mniejsze. Jak dla mnie same plusy. 

 

@Gaunter o Dimm co to, to prawda :D Tajki zdecydowanie wolą Europejczyków, jeśli chodzi o seks.

 

@IgorWilk Dzięki za słowa otuchy. Naprawdę pomagają wiele sobie uświadomić; na pewno nie tyle co poprawić samopoczucie, a zrozumieć jakie są moje mocne strony. Widzisz, to ja ją zbudowałem: cały jej wizerunek, reputację, sytuację finansową i resztę. Beze mnie na pewno będzie szarakiem, a teraz jest gwiazdą. Jak jej to odbiorę to jakbym ją dosłownie zabijał. Strasznie ona jest wrażliwa, o matko jak bardzo. Do niej też nie dociera, że jest u siebie a ja jestem sam. Taka jej przewaga. Fajnie, że to podkreśliłeś.

 

Reasumując, muszę jakieś kroki podjąć. Pierwszy to: nie ma co kombinować, żeby wracać do Polski, bo na chwilę obecną mogę tu zrobić karierę. Już i tak po roku moje zarobki podskoczyły o prawie 300%, a jeśli dostanę się tutaj do International School to wówczas mogę zarabiać i 12k złotych na łebka. I to za nie ciężką pracę, naprawdę.

 

Drugi krok to wstrzymać się z tymi całymi zaręczynami, ślubami i po prostu przedstawić jej sprawę jasno. Dać jej solidne ultimatum, że jeśli nadal będzie kontynuować swoje zachowanie i dalej brnąć w swym lenistwie to 30 listopada jak dostanę wypłatę, to każę się jej wynieść do matki.

 

Trzeci krok to podział kasy, ona trzyma swoją kasę, ja swoją. Opłaty podzielimy między siebie, tyle, że nie będzie mnie już trzymać w ryzach.

Z pewnością spotka się to z fochem, zgrzytami i Bóg wie co jeszcze, bo straci nade mną kontrolę.

 

Sprawa nie jest łatwa, nie mogę się od tak zwinąć i wszystko zakończyć. To Azja, muszę wszystko rozplanować, kasę, mieszkanie, dojazd do pracy. Jak popełnię chociaż jeden błąd to jestem w czarnej dupie. Jeszcze dużo drogi przede mną, muszę się odciąć emocjonalnie i patrzeć na tą sprawę chłodno i mam nadzieję chłopaki, że jakoś wesprzecie. Liczę też na wpierdol emocjonalny haha :D

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.