Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Ksanti

Ex i dziwne uczucia, pragnienia

Rekomendowane odpowiedzi

Zainspirowany tematem założonym przez @Łapinski napiszę przy okazji swoją historie z ex, którą nie zupełnie dzieliłem się jeszcze na forum. Też tęsknie za swoją ex mimo, że już rok minął od ostatecznego rozstania. Z telefonem nigdy nie miałem problemów bo po prostu nie lubię przez niego rozmawiać.

 

W porównaniu z dziewczynami, które obecnie poznaje to była niebo a ziemia. Serio to jest porażka. Czuję się mocno rozczarowany i jest naprawdę ciężko poznać równie fajną, nie mówiąc o lepszej dziewczynie. Tylko to mnie dalej trzyma przy niej wspomnieniami. Plus fakt, że była we mnie wpatrzona jak w obrazek a ja rozwaliłem ten związek.

Traktowałem tą relacje jak zapchaj dziurę po poprzedniej. 

 

Ściślej mówiąc najpierw ja zerwałem. Myślałem, że wyrwę taką jedną, która mi się podobała. Jednak dupa. Przy rozstaniu zrobiło mi się żal i chyba coś raz wspomniałem o luźnym związku. Tak na wyrąbaniu była mowa, że będziemy ze sobą dopóki ktoś kogoś sobie nie znajdzie (byłem zbyt pewny siebie a ona taka nieśmiała - nie wiem czemu ale myślałem, że sobie nikogo nie znajdzie). Teraz wiem, że nawet najbrzydsza może mieć dużo orbiterów. Byłem głupi bo na zdjęciach wygląda na 9/10, realnie naturalna siódemka. Wystarczyłoby, że to wrzuci w internet a cała machina wojenna ruszy. 

 

Przez ten czas zaczęła lepiej się ubierać, dbać o siebie, stała się pewniejsza siebie. Ja zacząłem się angażować a ona mnie nakręcała na siebie i pisała, że ma na mnie ochotę, takie tam. Z ofiary zmieniła się w ofiarę ze skłonnościami drapieżnika. Wcześniej chciałem się rozstać bo po prostu nie dbała o siebie, żarła dużo słodyczy a i też odbiło się to na moim zdrowiu, z resztą do teraz (dalej nie wiem jak to cholerstwo wyleczyć a wpływa na potencję i sen/ niestety badania mówią żem zdrowy, tylko niby jakieś osłabienie odporności). 

 

Pewnego razu chciała się ze mną spotkać w jakiejś tajemniczej sprawie. Kiedy ją zobaczyłem cała się trzęsła a jej mowa ciała przekazywała sprzeczne ze sobą komunikaty. Nic z tej rozmowy nie wynikało. Miałem wtedy do niej 100% zaufanie (bo niby przecież ona taka szara myszka). Jednak po 3 dniach udało mi się z niej wydusić, że jest zakochana. "Wtf co? Jak to? Jak możesz być zakochana w kimś innym skoro znasz kogoś dopiero miesiąc?" Trochę sobie jaja z tego robiłem, jednak potem dotarło do mnie "o kurwa faktycznie". W tym czasie mi już zaczęło zależeć i zrobiłem się o nią zazdrosny.

 

Powiedziałem jej, że już wybrała i nie ma o czym rozmawiać. Tłumaczyła się, że dałem jej przyzwolenie (zapomniałem o tym) a i koleżanki ją chciały wysfatać (o naszym związku nikt nie wiedział). Potem mówiła, że kocha tylko mnie i popełniła wielki błąd a jeśli od niej odejdę to ona zaakceptuje ten stan rzeczy -.-.  Z tym orbitererem to mówiła, że tylko się przytulali i całusy w policzek oraz chodziła z nim do kina i na spacery bo ja tego nie robiłem (myślę, że seksu raczej nie bo jest zamknięta na ludzi i nieufna). Potem wyszło, że coś tam miał co do niej plany na rodzinę. A jaja jakieś. Sam nie wiem ile z tego jest prawdy. Miałem poczucie winy i kazałem jej zerwać z nim kontakt natychmiast i jakoś rozeszło się po kościach (chyba). Po tym zajściu uświadomiłem sobie, że mi na niej zależy. W porównaniu z poprzedniczką była fajna i nie robiła mi jazd.

 

Pewnego razu rozmowa zeszła na temat o rodzinę. Powiedziałem jej, że nie chce się żenić a dzieci najwcześniej dopiero po 30 (teraz to ani to ani tamto nigdy w życiu). U niej na wsi to wszyscy się pożenili a i rodzina ją naciskała. W dodatku nikt o mnie nie wiedział ani o niej w mojej rodzinie. Poszło, że tradycyjnie jestem egoistą, wszyscy z miasta jesteście zepsuci oraz mam chore podejście do wiary, obraziła się.

 

Potem przeprowadziła się do kogoś z rodziny i już nie była na wynajmowanym mieszkaniu sama z obcą dziewczyną. Od tej pory wszystko się zmieniło.  Dwa miesiące później spotkania o wiele rzadsze, brak chęci do seksu, chociaż ja sam miałem problemy (to co napisałem wcześniej). Jednak nawet już samo przytulanie i pieszczoty były dla mnie przyjemniejsze od seksu. No i trochę zrobiła się oziębła. Pewnego razu powiedziała, że do mnie nie przyjdzie bo myślę "tylko o jednym" a ona chce na spacer i inne rozrywki. 

 

Wiedziałem już, że nie jest dobrze, mimo to jakimś cudem byłem dalej optymistą. Kolejny raz zaproponowałem jej głupi układ, o którym potem zapomniałem i go żałowałem. Zostanie, odejście albo pomiędzy. Wybrała opcje pomiędzy. Z dnia na dzień coraz bardziej unikała kontaktu fizycznego. Co najgorsze im bardziej mi odmawiała tym bardziej mnie to kręciło. Byłem jej ciałem tak bardzo zafascynowany, że w myślach naiwnie myślałem, że już tak pozostanie. Moje skłonności mnie zgubiły. Podobało mi się, że taka szara myszka zrobiła się trochę dominujaca. Jednak białorycerzem nie byłem odkąd mnie zostawila pierwsza. Najwyżej dalej trochę naiwny. Co najgorsze miałem w głowie skłonności cuckold (chyba poprzednia mi tak zryła psychikę) i trochę na to liczyłem oraz, że mnie nie zostawi. Oczywiście walczę z tym bo mam świadomość, że w realu by mnie to prawdopodobnie rozwaliło psychicznie, jestem mimo wszystko uczuciowy i się przywiązuje. 

 

Nawet rozważałem po rozstaniu aby jej zaproponować bycie jej orbiterem (spotkania erotyczne). Zrezygnowałem bo mnie olewała na chacie. Obawiałem się też tego, że zapamięta mnie jako jakiegoś dewotę. Teraz gdyby mi to zaproponowała możliwe, że bym się zgodził. Jednak to typ miłej i raczej grzecznej dziewczyny. Sprawa związku już jest zamknieta ale czuję z nią silną więź i tęsknotę.

 

Była dziewicą i tylko takiej "niewinnej" i miłej dam się lekko dominować. Przed tym jak ja zacząłem kombinować to wszystko działało w relacji. Uwielbiałem jej stopy bardziej niż jej cipkę i więcej to znaczyło oraz dawalo przyjemności niż sam seks. Dziewczynami z przebiegiem podświadomie gardzę. Jednak tylko podświadomie bo nie traktuje ich jakoś źle. Wiem, że takie coś mam. Nie widzę się z taką w związku i aby móc się spełniać. Trochę mnie męczy ta moja (chyba) ciemna strona. Bo logika myśli jedno a ciało reaguje na odwrót i chce czegoś innego. Teraz jakbym znalazł taką dziewczynę to bym nawet nie pomyślałem o innej.

 

Kończąc opowieść.

Pewnego dnia spotkaliśmy się wieczorem. Ona nie chciała iść tam gdzie ja, przy pocałunku patrzyła w dal. Odjechała komunikacją miejską a przy następnych próbach spotkania nagle się okazywało, że non stop coś robi. Po miesiącu tej szopki napisała mi, że uczucie się wypaliło itd. Koniec. Pół roku potem zaprosiła mnie na snapie nie wiedzieć po co. Wygarnąłem jej to wszystko o co miałem do niej żal i mnie przeprosiła. Na tym się zakończyło to wszystko i się nie oddzywałem. Podejrzewam, że do tej pory jest sama bo wiem, że chodziła na imprezy a ona nie ten typ. Z perspektywy czasu trochę żałuje rozstania, ale ma parcie na rodzinę a ja nie (przynajmniej tak to odebrałem). 

 

 

Tak przy okazji, jak zrobić tak aby nowo poznaną miłą laskę przekonać do relacji FF nie bawiąc się w związek? Nie chciałbym jej robić przykrości ani dawać nadzieji. Sam jestem teraz niechętny do związku chyba, że by się znalazła odpowiednia zawodniczka jak w poprzednich akapitach.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Ksanti napisał:

 

 

Tak przy okazji, jak zrobić tak aby nowo poznaną miłą laskę przekonać do relacji FF nie bawiąc się w związek? 

Bardzo prosto.

1. Nie przekonujesz do FF słownie - po prostu się spotykacie i bzykacie

2. Nie poruszasz w ogole tematu związku, MY , itp itd, nie planujecie nic razem poza ewentualnie wypadem na weekend lub wakacje, tak zeby podupczyć

 

U mnie to działa. Jak laska zaczynam poruszać temat związku - jest na to milion wymówek, ale wtedy musisz sie liczyć z tym ze FF moze dobiec konca. Ale ile się da nie zaczynaj poważnych tematów - wtedy bedziesz sie cieszył relatywnie długo trwającym FF.

 

Pozdrawiam

  • Like 3
  • Dzięki 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, ReddAnthony napisał:

Bardzo prosto.

1. Nie przekonujesz do FF słownie - po prostu się spotykacie i bzykacie

2. Nie poruszasz w ogole tematu związku, MY , itp itd, nie planujecie nic razem poza ewentualnie wypadem na weekend lub wakacje, tak zeby podupczyć

 

U mnie to działa. Jak laska zaczynam poruszać temat związku - jest na to milion wymówek, ale wtedy musisz sie liczyć z tym ze FF moze dobiec konca. Ale ile się da nie zaczynaj poważnych tematów - wtedy bedziesz sie cieszył relatywnie długo trwającym FF.

 

Pozdrawiam

 

No nieźle. To wychodzi na to, że bawiłem się w FF nie będąc tego nawet świadomym (powyższa historia). Przez 2 miesiące zwlekałem z pocałunkiem bo nie byłem pewien czy chce z nią być. Mega mnie irytowała na początku ale potem się zakochałem. Przez cały 3 letni związek ani razu nie powiedziałem, że ją kocham. Przy pierwszej ex powiedziałem jak mi gotowała. Wzryszyłem się i przytuliłem ją od tyłu to mówiąc. Ahh te pierwsze uniesienia, takie naiwne...

 

Tylko też pytanie czy to etyczne bawić się w FF jeśli laska powie, że chce dzieci i ślubu. W moim obecnym przypadku miałem jedną ładną laskę, która póki co nie chce zakładać rodziny ale raczej jej nie ruszę bo jest w grupie w której się obracam. Poza tym dla mnie nie nadaje się do związku. Druga laska jest taka średnia i nudnawa, ale mam wrażenie, że jej się spodobałem. Spróbuje z nią to pociągnąć dla treningu. Wiem, że ona nie chce też żenić i póki co mieć dzieci. Wybadałem już ten grunt. Moja jedyna obawa to jak z nią rozmawiać bo nie prowadzi zbyt ciekawego życia a sama też nie jest rozmowna. Straszna nudziara naprawdę, ale miła jest.

 

 

Co do mojego poprzedniego posta zapomniałem dopisać, że chętnie posłucham rady co do moich skłonności. Pojawiają się w chwilach słabości (za każdym razem). Jakoś nie potrafię być w tym obiektywny. Lubię miłe i wierne laski a jednocześnie lekko dominujące. Jak to pogodzić? Czy to nie jest pułapka?Wczoraj miałem taki stan, że myślałem o swojej ex kiedy zobaczyłem jej nowe zdjęcie. Dzisiaj mi się kompletnie zmieniło myślenie ale wczoraj było takie coś, że chętnie bym się z nią spotkał i powiedział, że chce FF/ cuckold. Dziwne to strasznie. A druga sprawa, to czy słusznie, że mnie ciągnie głównie do dziewic lub stwarzających takie pozory?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możesz pisać mniej obszernie?
Strasznie źle się czyta takie elaboraty.
Ewentualnie pisz od myślnika lub w punktach.

Wydaje mi się, że jak ona powiedziała Ci, że się zakochała w kimś innym to trzeba było odpuścić.

Mi moja nic takiego nie mówiła.
Przeciwnie ona mnie pożądała.
A dlatego, że jestem niestabilnie emocjonalny.
Ten rollerc coster ją podniecał.
Miała cały czas emocje.
Nie było wogóle nudy :D
Niestety to demony młodości i spierdolona psychika.
Do dzisiaj się z tym borykam.

Nie umiem komuś zaufać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Łapinski napisał:

Wydaje mi się, że jak ona powiedziała Ci, że się zakochała w kimś innym to trzeba było odpuścić.

Właściwie to napisała bo w realu była mało rozmowna na takie tematy. W normalnych warunkach bym zerwał. Ale czułem się bardzo samotny i przywiazany do niej. Z drugiej strony miałem poczucie winy, że ją źle traktowałem i to przez to tak zrobiła. W dodatku ten głupi układ, o którym zapomniałem. Wychodzi na to, że była bardzo pamiętliwa w tej jednej kwestii i działala według planu, że jesteśmy razem dopóki ktoś kogoś sobie nie znajdzie. 

 

Teraz już wiem, że jak raz coś się postanowi to jest po frytkach a zmiana stanowiska to oznaka słabości.

 

Pół roku później zaczęło się wszystko walić a ja głupi znowu zrobiłem układ. Myślałem tą mniejszą głową i byłem dalej zbyt pewny siebie. Podświadomie liczyłem na relacje cuckold (wiedziałem, że zwiazek to już tylko atrapa) ale mnie odstawiła. Mówię tak, ponieważ zapewne nie kierowałem się wtedy logiką tylko wewnętrznymi emocjami i pragnieniami. Oprócz tego co odwaliła pod koniec z olewaniem to była w miarę dobrą dziewczyną. W emocjach raz powiedziałem, że unieważniam ten układ. Jednak zrobiłem jej negatywny rollercoaster niezdecydowania i się odkochała. W dodatku brak u mnie perspektyw na zakładanie rodziny.

 


Mi moja nic takiego nie mówiła.

Nie bawiłeś się w takie głupie układy zapewne. O których potem zapominałeś albo żałowałeś bo emocje się zmieniły.


Niestety to demony młodości i spierdolona psychika.
Do dzisiaj się z tym borykam.

Mi poprzednia robiła rollercoaster emocjonalny. Cały czas obawiałem się zdrady. A potem po rozstaniu zacząłem o tym fantazjować :(

Nie umiem komuś zaufać.

Mam tak samo. Tylko związek dawał mi tą iluzje zaufania.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Ksanti napisał:

W porównaniu z dziewczynami, które obecnie poznaje to była niebo a ziemia. Serio to jest porażka. Czuję się mocno rozczarowany i jest naprawdę ciężko poznać równie fajną, nie mówiąc o lepszej dziewczynie. Tylko to mnie dalej trzyma przy niej wspomnieniami.

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Byłem głupi bo na zdjęciach wygląda na 9/10, realnie naturalna siódemka. Wystarczyłoby, że to wrzuci w internet a cała machina wojenna ruszy.

Polecam zweryfikowanie ocen kobiet, ja się złapałem na tym że 5 dostawały już tak naprawdę porządne pasztety- z litości itp. Z kolei lepsze koleżanki dostawały więcej przez psychikę i emocje jakie we mnie wywoływały. Także czy nie lepiej zluzować te myśli? 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Z tym orbitererem to mówiła, że tylko się przytulali i całusy w policzek oraz chodziła z nim do kina i na spacery bo ja tego nie robiłem (myślę, że seksu raczej nie bo jest zamknięta na ludzi i nieufna).

Kobieta jeśli się zakocha (poza tym że one się nie zakochują tylko są na haju), nie może przestać myśleć o kolesiu, który to u niej powoduje. I pomimo chęci ukrycia jazdy na dwa fronty mówi o nim, że to nic, ale jest fajny, że dzisiaj z nim o czymś rozmawiała, że ma takiego kolegę, nieważnego co na wykładach mu przez przypadek na ramieniu zasnęła hihihi... (i, uwaga- już wtedy, gdy mówi- coś było robione- jeśli nie sex- to przynajmniej porządne lizanko (ale ja jeszcze jestem naiwny :lol:)). Jak przeczytałem to z cytatu, to zgadnij co pomyślałem na podstawie moich doświadczeń? 

Cytat na potwierdzenie moich słów: 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Przez ten czas zaczęła lepiej się ubierać, dbać o siebie, stała się pewniejsza siebie.

No i jeszcze: 

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

a wpływa na potencję

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

miałem w głowie skłonności cuckold

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Była dziewicą i tylko takiej "niewinnej" i miłej dam się lekko dominować.

 

18 godzin temu, Ksanti napisał:

Uwielbiałem jej stopy bardziej niż jej cipkę

tenor.gif?itemid=5938426

Długo by tu trzeba pisać, dlatego gif mam nadzieje wystarczy (polecam przemyśleć problemy z potencją bo zestawione z tymi rzeczami to mnie nie dziwią). 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@krótkowłosy problemy z potencją nie wynikają z psychiki tylko jakiejś choroby. Jak jem mięso, cukier itd. To się to nasila. 

 

W pewnych kwestiach źle mnie zrozumiałeś. Zaczęła bardziej dbać po tym "incydencie". Poza tym w trakcie tego przeżyłem najlepsze momenty w związku nie wiedzieć czemu. Bardzo się starała a jednocześnie jakieś uczucia głębsze się u mnie pojawiły. Po co by mi mówiła, że kocha tylko mnie? Pierwszy raz wtedy w ogóle wyznała takie uczucia.

Wszystko potem się wysypało jak jej wyznałem, że nie planuje rodziny. 

 

No ale problemem są tutaj te moje skłonności, które nasilają się w chwilach słabości. Myślę, źe przez to rozwaliłem związek i byłem szczery.

 

Właśnie co do tych ostatnich cytatów to jest istota tego tematu. Co o tym myśleć i jak się do tego osobiście ustosunkować? Czy da się tak żyć z kobietą na dłuższą metę (tzn. bez cuckoldu oczywiście :d). Naprawdę nie ma to wpływu na potencję ogólnie. To znaczy wzmacnia ją ale mam problemy zdrowotne, które właśnie są związane z odpornością i jedzeniem. Byłem u lekarzy różnych i badaniach mikrobiologicznych ale nic nie stwierdzili. Partnerka sama miała kiedyś grzybice pochwy i lubiła wpierdzielać słodycze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ReddAnthonyzgadzam się z Tobą. Jak on chce się spotykać tylko dla sexu to zeru tematów My, związki nic. Spotykasz się z panienką, dbasz o to aby był nastrój, humor i do dzieła. Jak zacznie coś przebłąkiwać o związku zmień temat, albo mów, że to nie czas i pora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hehe tak zrobię, mam dwie panny na oku. Jedna nawet ładna, ale ze studiów, więc trzeba uważać (w dodatku jeszcze niezbadany grunt). Druga taka średnia, ale wyczuwam, że może być mną zainteresowana, zobaczymy. Macie doświadczenie ze zmienianiem gałęzi (w razie czego) w trakcie FF? Są w tym jakieś pułapki, czy po prostu mówi się "nie wiem co czuję, zróbmy sobie przerwę" i już?

 

Co do historii z drugą ex:

Nadal jestem trochę zdziwiony bo byłem w relacji FF z dziewczyną, którą traktowałem jak w związku. Wysyłałem, wiec masę sprzecznych ze sobą sygnałów i sama psychika mnie robiła w konia. Z tego wszystkiego sprawdziłem starą korespondencję i rzeczywiście wynika z niej, że myślała o tej relacji jak o FF po moim powrocie. Nie wiem czemu ale jakoś to wtedy olałem, może emocje skierowały uwagę na inny tor. Powinienem był skorygować zasady gry, ale już po frytkach. Nie było by przynajmniej tych głupich sytuacji z orbiterami. Kiedy z nią zerwałem bardzo płakała, jednak potem może już nie było żadnych skrupułów. Co ciekawe jest jeszcze jeden szczegół, którego wcześniej nie skojarzyłem. Mianowicie kiedy ustawialiśmy się na tą ostateczną opcje, chciała abym dał jej trochę czasu do przemyślenia i da mi znać nazajutrz po praktykach. Jak to dzisiaj przeczytałem to pomyślałem sobie "holy shit" ale byłem naiwny nieświadomy. Wcześniej w ogóle nie zwróciłem na to uwagi i nie myślałem o tym w ten sposób. Dzisiaj dzięki wiedzy z forum zapaliła mi się czerwona lampka. To był wyraźny znak, że ma jakiegoś orbitera (drugi raz). Dwa miesiące później wszystko się rozwaliło. Oficjalnie nie przyznała się po tym, że kogoś ma jak pytałem. Pół roku później na snapie zlała podobne pytanie. W dodatku te wymowne "myśl co chcesz". Możliwe, ze albo jest z tym orbiterem albo dalej szuka gałęzi. Tego zapewne się już nie dowiem. Pytanie tylko po co mnie szpieguje snap i fb. Czy to przypadek, że wrzuciła zdjęcie na snapa dzień później jak ja na fb? No normalnie jaja na kółkach.

 

Chętnie posłucham dalszych rad. Jednak już na moment obecny dziękuję wam, że mogłem się wygadać i wyrzucić ten ciężar z siebie. W chwilach zawahania na pewno będę wracał do tego wątku. Uświadomiłem sobie też kilka dodatkowych i ważnych dla mnie faktów. Co do skłonności dalej nie za bardzo wiem jak je przekierować i czy warto.

Edytowane przez Ksanti

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do dziewczyn to nic na siłę.
Nie staraj sobie udowodnić z nowymi dziewczynami, że z Tobą jest wszystko ok.


Co do byłej.
U mnie podobnie było.
Kiedy mówisz kobiecie, że się rozstajemy. One wtedy chyba czują się też samotne i chcą bliskości Ty akurat jesteś pod ręką.
Uwierz mi, że to jest chwilowe. Do czasu aż pozna innego gościa.
Wtedy się zakochuje w tamtym zaczyna Ciebie olewać.
Standard.
Wtedy ona staje się niedostępna, Ciebie to zaczyna podniecać i twoja głowa myśli, że się znowu zakochałeś :D
Ona zaczyna się oddalać coraz bardziej, Tobie zaczyna zależeć coraz bardziej na niej.
Gdy ona odchodzi do tamtego na dobre zaczynasz sobie uświadamiać, że czegoś Ci brakuje jest pustka itp.
Myśl, że kto inny z nią sypia nie daje Ci spokoju.

I teraz tak.
Nasz układ hormonalny zmusza Cię do tego, żeby zadzwonić do niej lub coś napisać.
I wtedy jak sądzisz co ona widzi?
Słabego samca!!!
Słabość, że nie wytrzymał i dzwoni jak potulny piesek.
Wyłącza się jej całkowicie już popęd do Ciebie.
Pokazałeś słabość.

Ja to kurde rozumiem doskonale ale trzeba sie przemęczyć.
Ostatnio prawie poległem ale nigdzie nie dzwonie i nic nie piszę.

Acha taka moja rada.
W tym czasie NIE PIJ ALKOHOLU!!!!
Alkohol potrafi nieźle przestawić w głowie

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Łapinski napisał:

Co do dziewczyn to nic na siłę.
Nie staraj sobie udowodnić z nowymi dziewczynami, że z Tobą jest wszystko ok.

Spokojnie :) Jedynie o co mam lekką obawę to o przyszły związek oraz wieczną tułaczkę, która być może mnie czeka "if you know what I mean".

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Co do byłej.
U mnie podobnie było.
Kiedy mówisz kobiecie, że się rozstajemy. One wtedy chyba czują się też samotne i chcą bliskości Ty akurat jesteś pod ręką.
Uwierz mi, że to jest chwilowe. Do czasu aż pozna innego gościa.
Wtedy się zakochuje w tamtym zaczyna Ciebie olewać.
Standard.

Ahh, no chyba faktycznie kobiety nie mają żadnych sentymentów po rozstaniu.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Wtedy ona staje się niedostępna, Ciebie to zaczyna podniecać i twoja głowa myśli, że się znowu zakochałeś :D
Ona zaczyna się oddalać coraz bardziej, Tobie zaczyna zależeć coraz bardziej na niej.
Gdy ona odchodzi do tamtego na dobre zaczynasz sobie uświadamiać, że czegoś Ci brakuje jest pustka itp.
Myśl, że kto inny z nią sypia nie daje Ci spokoju.

Kurcze to bardzo słuszna uwaga!!! Mózg oszukuje zakochanie.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

I teraz tak.
Nasz układ hormonalny zmusza Cię do tego, żeby zadzwonić do niej lub coś napisać.
I wtedy jak sądzisz co ona widzi?
Słabego samca!!!
Słabość, że nie wytrzymał i dzwoni jak potulny piesek.
Wyłącza się jej całkowicie już popęd do Ciebie.
Pokazałeś słabość.

Kurde, jak sobie przypomnę co ja kiedyś wyrabiałem... waliłem ściany tekstu i próbowałem coś logicznie tłumaczyć. Albo kilku godzinne telefony po nocach aż głowa bolała (z pierwszą ex). Tak mi zryła psychikę, że aż wyleczyła mnie z białorycerstwa, którego i tak za wiele w sobie nie miałem (od gimbazy byłem buntowniczy wobec norm społecznych i ogólnie ludzi). Z tą drugą wszystko się wysypało odkąd ja z nią zerwałem i poszedłem na ten głupi układ o którym potem zapomniałem. W ogóle to nie lubiła rozmawiać przez telefon tak samo jak ja, więc głównie pisaliśmy. Jednak przestrzegam, że pisanie prowadzi do wielu kłótni i nieporozumień. Nie widać emocji, intencji i mowy ciała. Przez telefon podobnie, jednak jak ktoś potrafi sprawnie manipulować tonem i tembrem głosu to też osiągnie określone skutki. Pytała mnie milion razy co do niej czuję, a ja zawsze miałem wymijające odpowiedzi. No nie da się tak w nieskończoność :P Ten związek zamienił się w jedno wielkie niedomówienie. Potem ciężko było to odkręcić, no i się nie udało. Zauważyłem, że jej popęd zaczął drastycznie spadać kiedy ujawniłem swoje plany co do nie zakładania rodziny. Chyba powoli przestawiam się na motyw, że nigdy nie znajdę fajnej partnerki a słowo związek zniknie z mojego słownika. Chociaż los czasem bywa przewrotny.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

Ja to kurde rozumiem doskonale ale trzeba sie przemęczyć.
Ostatnio prawie poległem ale nigdzie nie dzwonie i nic nie piszę.

U mnie pojawia się motyw tęsknoty, kiedy zobaczę jej jakieś nowe zdjęcie a ładna jest albo jak spotykam nieatrakcyjne dla mnie laski. Jednak co do kontaktowania się i tak mam blokadę w głowie. Pamiętam pewną sytuacje z pierwszą. Rozstawaliśmy się 2-3 razy. Za pierwszym wyłączyły się całkowicie moje emocje i byłem jak z kamienia. Emocje pojawiały się chwilowo tylko wtedy jak do mnie dzwoniła. Było tak, że jak tylko zobaczyłem jej numer na telefonie to poczułem paniczny strach i zacząłem się cały trząść. Nie odbierałem. Przeszło mi to po tygodniu. Potem przy okresie rozstawania na zmianę był płacz i ostry seks. Totalny rollercoaster emocjonalny. To była diablica w ciele anioła (dziewczyna o idealnych proporcjach ciała i przyjemnej buzi). Przy wyrywaniu sama mnie sobie wzięła i pocałowała. Niby ostra sztuka i fajnie, ale trochę strach się bać takiej laski.

 

7 godzin temu, Łapinski napisał:

W tym czasie NIE PIJ ALKOHOLU!!!!
Alkohol potrafi nieźle przestawić w głowie

Piłem po pierwszej ale potem oduczyłem się picia Trening, zdrowie, druga i te sprawy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
48 minut temu, Ksanti napisał:

W ogóle to nie lubiła rozmawiać przez telefon tak samo jak ja, więc głównie pisaliśmy. Jednak przestrzegam, że pisanie prowadzi do wielu kłótni i nieporozumień.

Staram się robić jak naj mniej.
Zero pisania i dzwonienia.
Zawsze jakieś niedogadanie.
Nie widać emocji.
Po takich rozmowach czy na internetach czy sms czy tel jestem jakiś wypruty z energii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez tytuschrypus
      Bracia, proszę o radę.
       
      Co prawda przywitałem się we właściwym dziale, ale witam jeszcze raz. Opiszę krótko mój problem. Czytam forum intensywnie od pół roku, przeczytałem już większość tematów, mam też za sobą No more mr nice guy oraz Kobietopedię Mistrza Marka. @Marek Kotońskiw tym miejscu serdeczny i gigantyczny salut dla Ciebie za rozkręcenie tej całej społeczności. Szacunek za to, co przekazujesz ludziom i z jakim zaangażowaniem. Co z tego wynika? Wiele z tego co opiszę opiszę z perspektywy posiadanej już wiedzy.
       
      Oczywiście byłem białym rycerzem na maksa. Wychowany na romantycznym modelu miłości, na poszukiwaniu tej jednej jedynej, nauczony, że faceci to chamy i sqrwysyny, którzy tylko wykorzystują podłe kobiety. Mój tato jest zresztą pantoflem podręcznikowym i to też miało pewnie olbrzymi wpływ. Byłem jednak białorycerzem specyficznym, bo kompletnie tak nie postrzeganym. W towarzystwie od lat, od liceum, mam raczej łatkę twardego, chamskiego i nie liczącego się z ludźmi sqrwysyna. Jestem też dość inteligentny i elokwentny, co w czasach okołostudenckich powodowało, że specjalnych problemów ze skonsumowaniem płci przeciwnej nie miałem i korzystałem z tego, mimo niedostatków urody dość licznych. Zresztą, ciężką pracą doszedłem do tego, że obecnie (mam 30 lat) zarabiam kilka średnich krajowych. 
       
      Co z kobietami? Po zakończeniu małżeństwa (z mojej inicjatywy, chociaż trochę tego żałuję, a zaraz napiszę czego), bezproblemowym zresztą, wplątałem się w związek z chaotyczną, "spontaniczną", "zabawową" panną. Totalnym przeciwieństwem mojej zrównoważonej, można nawet powiedzieć nudnawej żony. I co się stało? Z w miarę ogarniętego kolesia, który do tej pory był bezwzględny w życiu, biznesie (bezwzględny to złe słowo - jestem uczciwy, mam zasady, ale kalkuluję wszytko na chłodno i jestem bardzo nieufny) wyszedł bialy rycerz na maksa. Pani mnie urobiła, mimo że znajomi kiedy zobaczyli mnie z nią pukali się w czoło, ponieważ dysproporcja intelektualna, materialna między nami była dość duża, a dodatkowo dziewczyna urodziwa mega nie była, choć miała wdzięk i niejednego, oj niejednego partnera seksualnego wcześniej. Zresztą seks był z nią o niebo lepszy niż z byłą żoną. Dziewczyna o rok starsza ode mnie, zapoznana w pracy (tak, wiem, wiem - nie trzeba komentować. Zresztą, ona pracę zmieniła i finalnie miałem po prostu szczęście bo żadnych reperkusji nie było z tego powodu).
       
      Przebieg "związku" był bardzo burzliwy i samo opisanie go skrótowo teraz wywołuje u mnie zażenowanie, mimo że nikt mnie nie widzi gdy piszę te słowa aż kulę się w sobie, bo sam się nie poznaję. Do tej pory egzekwowałem u partnerek bez litości wszystko, miałem swoje życie i swoje zasady. Ta dziewczyna zauroczyła mnie jak żadna inna. Po dwóch miesiącach znajomości zdradziła mnie, a ja jej wybaczyłem, byłem na maksa zazdrosny, chciałem czegoś poważnego, do tego traktowałem jak księżniczkę podstarzałą wieczną singielkę, która miała 31 lat, a nigdy nie była w żadnym związku, miała tylko "kolegów". Zresztą, chętnych na jej wdzięk było wielu, ale na nic więcej - oczywiście wiadomo już czemu.
       
      Także Pani zdradzała, kłamała, oszukiwała i złapałem ją na tych klamstwach kilka razy. Zresztą - była uzależniona od alkoholu i ciągłych imprez. Co oznacza, że jak to pięknie w którymś poradniku określił imć @Mosze Redmiała więcej kutasów w dupie niż ja zjadłem śliwek. Zwłaszcza, że nie lubię śliwek. Typ wiecznego dziecka. Kilka razy rozstałem się z nią, a kiedy ona przyszła do mnie i wcześniej opowiadając, że mnie kocha nagle powiedziała "nie wiem co czuję" (klasyk), "może miłość to nie dla mnie bla bla bla" ja wqrwiłem się ostatecznie i napisałem do niej na messengerze (tak, wiem, wiem, właśnie się sam sfacepalmowałem) że mam gdzieś coś takiego i nie będę siedział i czekał, aż ona się ogarnie, albo nie będę orbitował jak jakiś tam jej orbiter o którym akurat wiedziałem. I tyle. 
       
      Nie opisuję wam pojedynczych sytuacji, zresztą można o nich poczytać kilka tysięcy postów na tym forum. Generalnie chciałem z niezbyt rozgarniętej kurewny zrobić przykładną żonę, matkę dzieci itd. i rezultaty tego były takie, jakie musiały być, a co widzieli wszyscy tylko nie ja:/ Uwierzyłem w to, że ludzie mogą się zmieniać, łyknąłem bez popity że przecież to tylko przeszłość, że ona brzydzi się samej siebie za to jak kiedyś po pijanemu dawała różnym kolesiom... Do tej pory ZAWSZE słuchałem swojej intuicji i odcinałem takich ludzi z buta - przez to miałem niewielu znajomych, ale spójnych ze mną światopoglądowo. Ale zechciałem się "otworzyć". No i pierwszy raz nie posłuchałem, a intuicja miała rację... Oblałem jakieś 300 shit testów, zdałem intuicyjnie dosłownie kilka, pani wiedziała że mnie w pełni kontroluje, w dodatku trafiłem na taką, która się absolutnie nie krępowała z tego korzystać. 
       
      Minęły dwa miesiące - ja zdecydowałem się na jakieś tam przygody, żeby odreagować, generalnie w końcu przestałem się nią zamęczać. I wtedy co? Panna napisała, że "tęskni". Co z tym zrobiłem? Ano podjarałem się. Przypomniałem sobie jej dupkę, pomyślałem, że jednak ona momentami się starała... klasyk. Umówiłem się z nią w kawiarni, bo napisała że chce "wyjaśnić temat między nami". Pół biedy, że wcześniej spotkałem się w niej z jedną swoją orbiterką, którą oczywiście skuszony wizją spotkania mojej kurewny zlałem całkowicie. 
       
      Spotkanie przebiegło w sposób uwłaczający mojej godności. Ja byłem przekonany, że jeśli pokażę jej, że wybaczam jej kłamstwa, zdradę, i chcę, żebyśmy zaczęli od nowa, będę dla niej atrakcyjny, że doceni to że nagiąłem dla niej swoje zasady, że traktuję ją poważnie. O słodka naiwności Oczywiście było dokładnie odwrotnie. A jak?
       
      Wręczyłem jej list, który napisałem przed spotkaniem z prośbą, by przeczytała go później. Pani na spotkaniu była cokolwiek wyluzowana, powiedziała że wszystko fajnie, byłem spoko, ale ona przemyślała, że nie chcę i w dodatku okłamałem ją, a ona tego nie wybaczy. Jak się domyślacie, nie okłamałem jej, za to ona wielokrotnie okłamała mnie. Padłem więc na kolana i zacząłem prosić, by zmieniła zdanie (tak, to prawda - wstyd pisać). Coś tam potem nawet zalizałem. Pisałem rozpaczliwe smsy, maile, udowadniałem, że przecież jej nie okłamałem, zarzucałem, że kogoś na pewno ma.... Zaprzeczyła. 
       
      W końcu emocje minęły. Odpuściłem. Czas zrobił swoje. Paradoksalnie, pomogło to, że panna zaczęla wrzucać na pewien portal zdjęcia, z których wynikało, że ledwo kilka dni po naszym rozstaniu pojechała już w góry z jakimś innym bolcem - innymi słowy wróciła do dawnego życia. W pewnym momencie powiedziałem "Dość". Wstałem. Wyrzuciłem absolutnie wszytko, co mnie z tą kobietą łączyło. Usunąłem zdjęcia bezpowrotnie. Zablokowałem jej numery, wszystkie media społecznościowe jakie znałem, numery usunąłem tak bym nie mógł ich odzyskać. Zmieniłem mieszkanie. Trafiłem tutaj, czytałem historie Braci. Zrozumiałem schematy i zasady. Odzyskałem część dawnych jaj. Poszedłem na terapię i odzyskuję radość z życia.
       
      Co mnie męczy i z czym chciałem prosić o radę?
       
      1. Wkrótce będę na wydarzeniu, na którym pewnie spotkam tamtą Panią. Na pewno z bolcem i dużą ilością znajomych. Sam będę z byłą żoną, z którą jestem w dobrych stosunkach i jej koleżanką. Przytyłem mocno, bo mam skłonności i zajadałem smutek po tamtych wydarzeniach sprzed pół roku. Wydaje mi się, że mam to przepracowane, ale trochę nie chcę tego spotkania. Nie chcę tej dziewczyny spotkać nigdy więcej. Jak się zachować w razie czego? Jak nastawić swoje myśli, żeby to wszystko negatywne nie wróciło? Czuję się jak pi...da z powodu tego, jak białorycersko się zachowałem i chciałbym to jakby "zamazać". Zignorować ją? Powiedzieć tylko cześć?
       
      2. Męczy mnie to, jak się zachowałem wobec swojej byłej żony. Czuję się, że zachowałem się jak kobieta. Za mało mi było wrażeń, a byłem w zwiazku z kobietą, z którą:
       
      -dorabiałem się od marnych groszy aż do tego co mam, bo poznaliśmy się pod koniec liceum
      -łączą mnie wspólne zainteresowania i poglądy
      -nigdy nie złapałem jej na kłamstwie
      -innych samców traktowała z odpowiednim dystansem
      -nigdy, absolutnie nigdy nie zrobiła krzywej akcji
      -na początku zanim się rozwiedliśmy przeszliśmy rozdzielność majątkową - rozliczyliśmy co kto komu jest winien, bezproblemowo - a ja zarabiam więcej (niedużo, ona zajmuje dyrektorskie stanowisko w dużej firmie) - i zawsze potem pilnowała sama najbardziej, by wszystko rozliczać sprawiedliwie po połowie
      -była ze mną wtedy, gdy zachorowałem i opiekowala się mną, nie ruszyła się nawet o krok
       
      I kilka innych. Nie było tylko zajebiście w łóżku, no i byłą znacznie mniej spontaniczna ode mnie, tak jak pisałem nudnawa. Typ domatorki. Po lekturze forum dochodzę do wniosku, że jest inna ponieważ... Ma w sobie sporo typowo męskich cech charakteru  Nie ma przez to za dużo koleżanek, bo kiepsko się z nimi dogaduje - jedzie wtedy ich brak logiki, zależność od humorków itd. 
       
      Można powiedzieć, że mam moralnego kaca. Wiem, że mógłbym do niej wrócić i dalej mamy kontakt, bo rozstaliśmy się w maksymalnej zgodzie. Obiecywała poprawę itd. Była wstrząśnięta tym, że chcę odejść. 
       
      Jeśli ktoś to wszystko przeczytał, dziękuję. I proszę o rady w dwóch ostatnich kwestiach.
       
      P.S. Jeszcze jedna ważna rzecz, dla wszystkich nowych którzy to przeczytają - to, co piszą doświadczeni bracia sprawdza się w 100% w relacjach między płciami. Bardzo fajnie pisze o tym @SennaRot (mnóstwo wartościowych wypowiedzi, czytałem zawsze z uwagą, dzięki). Słuchajcie i cieszcie się, że czytacie zanim popełnicie takie błędy, jak ja niedawno. 
    • Przez giorgio
      Dobar Dan Pany
       
      Pojawił się u nas ciekawy temat o samotnych 30 letnich paniach.
       
      Przeczytałem, pośmiałem się, zapomniałem, poszedłem do klubu i co? No i oczywiście spotykam moją "za przeproszeniem" ex  
       
      I teraz nawiązując do tematu samotnych 30-tek. Z ex nie mam kontaktu jakieś 1,5 roku, może dłużej, nie pamiętam, nie liczę. Wcześniej kumpel opowiadał, że też ją spotkał w tym samym klubie w okolicach listopada. Dopytywała się o mnie. Pytała czy kogoś mam? Narzekała, że po naszym rozstaniu nie może sobie nikogo znaleźć na stałe. Pytała czy jestem razem z nim w klubie, itd? Jednym słowem wywiad środowiskowy o natężeniu umiarkowanym, przechodzący w zaawansowany. Kumpel odciął się kłamiąc, że nie wie (mały kłamczuszek)  
       
      Ten wstęp jest ważny, bo odnosi się do wczorajszych wydarzeń. 
       
       
      Wczoraj widzę ex, był to klub. Kontaktu wzrokowego nie złapaliśmy. Ona przyszła z jakimiś 3 kolesiami. Wiek na oko od 33-36 max (Ona 32).
       
      Pany, czego ona nie robiła, żebym tylko poczuł zazdrość, jak to mi nie latała nimi przed oczami, jaka to ona nie była szczęśliwa. No och, ach, bon tą silwu ple. Trochę żałosne jak na 32 letnią, wydawałoby się dorosłą kobietę. No, a że ja już jestem całkiem nieźle wyszkolony przez tutejszą brać, to sobie siedzę przy barze i nic. Null, jak powietrze, se siedziałem i se siedziałem i nic. Odczułem straszną manipulację z jej strony. Udawała, że mnie nie widzi, ale jednocześnie lata mi z jakimiś gachami przed oczami. Niby grała niezainteresowaną, ale jakieś dwa miesiące wcześniej wywiad na mój temat robi. 
       
       
      Powiem szczerze. Nie wiedziałem co się z nią stało. Nie poznałem kobiety z którą byłem 10 lat. Desperacja w oczach, próba atencji od facetów z którymi przyszła( w sumie ciekawe, że sama przyszłą z 3, nie? ). Wygląd już nie ten co kiedyś. Ubrana byle jak. Przeżyłem szok. Jak boga kocham, przeżyłem szok. Chciała imprezować, szaleć, spróbować z kimś innym. Myślałem, że odżyje po naszym rozstaniu, wylaszczy się, a tu wręcz przeciwnie. 
       
       
      Może to zabrzmi egoistycznie, ale patrząc na to, gdzie ja jestem teraz, gdzie ona jest teraz( i jak wygląda), to wiem, że ja skorzystałem. Ona nie.
       
      Podsumowując i spinając ten temat jedną klamrą. Jeżeli wszystkie 30tki są tak zdesperowane jak moja ex, to im współczuję i nie zazdroszczę. One też cierpią, bo latka lecą, cyc opada, zmarszczki się robią, a przystojnego szejka jak nie było, tak nie ma. Jest tylko typowy, szary "Janusz z Radomia" i wizja życia z nim. 
       
      Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie gorące 30tki  hahahahahahha
       
       
       
       
    • Przez Straszymorda
      Witajcie Bracia.
      Sprawa wydaje się nieskomplikowana lecz poszedłem tak grubo po bandzie że muszę gdzieś tu wywalić. Trzy miesiące temu zostawiła mnie po 8 latach związku (6 lat wspólne mieszkanie), z dnia na dzień standardowo " potrzebuję czasu, nie wiem co do Ciebie czuję, nie kocham Cię" to była dość ciekawa rozmowa bo byłem skuty jak bąk, trochę szok, trochę niedowierzanie, znam ją przecież.
      Kończąc, tylko nie myśl że chodzi o innego...i "paszła" to co się działo potem każdy wie, bywało lepiej. Wyprowadziłem się z domu (mieszkania) które sami ogarneliśmy z przydomowego garażu jej rodziców, do matki. Po tygodniu dostałem wiadomość że ona się wyprowadza do koleżanki i mogę wrócić na chatę dopóki niczego innego nie ogarnę. Mówię spoko może coś ogarnę jakoś porozmawiamy. Taki chuj. 
       
      Po tygodniu użalania się nad sobą nie ogarniania życia i ogólnej mimozy, wdrożyłem w życie poszukiwanie odpowiedzi. 
      Przetrzepałem laptopa, inny bolec. 
       
      Jako że jestem spokojnym człowiekiem, napisałem miłego smsa, oddaj mi pieniążki kochana a jak nie masz to niech bolec Ci pożyczy. 
      Zjawiła się, wylaszczona, wypachniona. Przyznała się ustaliliśmy kwotę spłaty. Cześć jak czapka. 

      I po tym miłym przy nudnym wstępie zaczyna się historia przypału. 
      -nie, nie chodzi tu o moją ex. 

      Mam ziomka takiego wiecie od piaskownicy, tak go życie potargało że się puścił z koleżanką z pracy, stara rura (8 lat starsza), cały problem że on był w związku i leciał sobie na dwa fronty, oczywiście skurczybyk pokazał nam że do niego pisze, ba nawet pokazywał swojej ówczesnej...obracał w żart a ruchał pół roku na boku
      Przyszedł dzień, musiał podjąć decyzję, wybrał pewną opcję, romans chciał zakończyć ale Pani bolcowanej nie było to na rękę. 
      Wszystko w pizdu ciąże, poronienia, depresje policje... strasznie ma nadal chłopak przejebane. Tak zawziętej suki nie widziałem.

      Ale o co chodzi? 
      o ex załamaną zranioną i zapłakaną, po trzech miesiącach związała się z najlepszym kumplem mojego ziomka.
      Razem pół roku,przed świętami rozstali się. Powodów wiele.
      Chłopak już wcześniej miał problem że zapraszam ją na piwo, ale kurwa znam laskę 10 lat to chyba mogę iść z kumpelą na jedno czy dwa.

      Zrealizowałem aż za dobrze ten plan bo laska wskoczyła mi na siodło finalnie. 
      Rano odwiozłem do domu. I zrozumiałem że powinienem przyjebać w drzewo. 

      Pomyślałem kutasem, ciśnienie zeszło, przestałem myśleć o mojej kurwa pięknej ex, dopierdalając sobie zdradą przyjaciela... 
      Laska co najlepsze spotkała się wczoraj ze swoim świeżym, bo on chciał by spróbować jeszcze raz.  no i zajebiście. 

      Odnoszę wrażenie że laska zrobiła to z premedytacją, wykorzystując moje zranione serduszko wbiła półmetrowego kutasa w mojego ziomka. Taka sobie zemsta. 

      Pytanie:
      Jak ogarnąć ten temat? Czekać a chuj może się nigdy nie wyda? 
       jak się wyda to: ex nr 1 ex nr 2 oraz jego ziomek będą chcieli mnie zajebać. 

      Musiałem przebrnąć przez wszystkie historie pokrótce by nakreślić sprawę. 

       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.