Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Panowie, taka mnie myśl i refleksja naszła, podpinając się pod słowa

 

\http://braciasamcy.pl/index.php?/topic/11676-prof-lew-starowicz-o-tym-jak-si%C4%99-zmienia-stosunek-polek-do-seksu/

3 godziny temu, Rnext napisał:

Czy my naprawdę mamy żyć tylko po to, żeby czynić paniom zadość, tyrać na nie oraz ich potomstwo i dawać im satysfakcję? A co z naszą? Z naszą samorealizacją, poczuciem spełnienia, uczuciami czy szczęściem? (...) Panie mogą żyć jak chcą a my tylko pod ich dyktando? Czy tyranizowanie mężczyzn słowami „Moje dziecko, moje pieniądze, mój wibrator. Nie jesteś mi potrzebny” nie powinno być zgaszone krótkim - i vice versa - moja ręka, moje dziwki, moje auta, moje sex-roboty, moje jachty, moje nieruchomości, moja pozycja, moje pasje (zresztą zwróćcie uwagę na krótką listę potrzeb pań, sprowadzającą się do "dziecko, pieniądze, wibrator") zamiast zafunkcjonować w roli bata na (naszą) niby bezwartościową bo i zbędną płeć? Gdyby pozbyć się kobiet "pracujących" w bezwartościowych urzędach czy piastujących stanowiska parzycielek kawek i plotkarek na zapleczu, nie cofnęli byśmy się cywilizacyjnie ani o krok, bo wszyscy wiedzą jaki jest wkład "złotych spódniczek". Nawet one same. A bez samych tylko "bezwartościowych i zawodnych" szambonurków, tonęlibyśmy w gównie po uszy. Sorry ladies, ale jak wiele razy mówiłem, tylko bez naszego pożądania, miałybyście żerowiska na wysypiskach śmieci. Wizja możliwości zaspokojenia pożądania w inny sposób, bądź jego wygaszenia, powinna was przerazić. Myślicie, że będziecie nam tu stawiać w nieskończoność jakieś warunki? 

 

Wszyscy tutaj jeżymy się, spinamy, odgrażamy, walczymy i dobry Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze się z nami dzieje odnosząc się do takich kwiatków społecznych, feminizmu i spierdolenia kulturowego... Patrząc od strony ezoterycznej, walimy sobie sami karmę, podsycamy energetycznie tą awanturę. Ze strony materialnej czarno na białym widzimy, co kto i komu by zrobił i dlaczego... Po co to wszystko? Po co to nakręcanie?


 

Przyjmijmy takie rzeczy za fakty. Może i uderzające w nas, ale jak widać- stało się. Porozmawiajmy o tym bez nakręcania się i nienawiści. Zrozummy, że dzieje się to za oknem i stało się faktem.


 

To co możemy zrobić? Przyjąć postawę Mahatma Gandhiego. Stwórzmy ruch oporu, który stroni od przemocy słownej i fizycznej :) Gdy zostaniemy atakowani, przez nasze miłe Panie, przytaknijmy im. Powiedzmy im, że mają rację. Bo dlaczego mają jej nie mieć? :D Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją.


 

Opowiem Wam coś z mojego życia. Z racji mojego zawodu mam kontakt z ludźmi. Aby od nich odciąć się, słuchałem radia i była jakaś audycji, w której naśmiewano się z feminizmu i feministek. Mniejsza o to, co było powodem. Ważne dla historii, że jedna z Pań słyszała tą audycję i zobaczyła mój uśmiech na twarzy, który audycja wywołała. Oczywiście, (tu zacytuje klasyka forumowego, starsi w wierze Bracia będą wiedzieli o kogo chodzi) Pani poczuła się do poczuwania :D
 

I zaczęła się na przystanku awantura... Słowotok... Nie przerywałem. Gdy Pani straciła oddech, pomysł na wykrzykiwanie słów itd, zwróciłem się do niej wyrażając pełną aprobatę jej postulatów itd. To był pierwszy szok. Drugi szok nastąpił, gdy zwróciłem się do niej słowami w stylu: "Rozumiem Panią doskonale, ale proszę, zajmijmy się sprawami naprawdę ważnymi życiowo i niech mi Pani doradzi, które auto mam sobie wybrać, bo chcę kupić sobie nowe, z salonu."


Cóż, Pani ze łzami w oczach i zwarciem w główce opuszczała mój jeżdżący przybytek :D


 

Panowie, proszę Was. Zajmijmy się rzeczami naprawdę ważnymi- takimi jak nasze życie, cele, marzenia. Zacznijmy z powrotem marzyć, przekraczać granice do absurdu włącznie. Czy naprawdę te 15 tys wypłaty jest nam tak niezbędne by zarywać życie i pasje. Czy zamiast Porsche nie mogę jeździć jakimś porządnym BMW?

 

Ja nie bronię nikomu tego, wręcz życzę. Tylko chcę byśmy przystanęli na chwile i zastanowili się czy przypadkiem nie osiągamy tego zbyt dużym kosztem- zatraceniem Siebie na rzecz dodatków do życia. Tak, bo to są dodatki. Gdzie jestem JA z dzieciństwa, moje cele, marzenia. Czy cena za ten dodatek nie jest za wysoka.

 

Zbudujmy swój jacht, wyremontujmy motorynkę, odkurzmy stare śmieci, które zalegają gdzieś w otchłani garażu i zawsze obiecujemy sobie, że przyjdzie czas, iż pochylimy się nad tym. Ilu z nas przestało grać na gitarze, czytać książki, pisać opowieści, sklejać modele, zrobić wino itd., bo brakuje mu czasu, bo musi wygrać wyścig szczurów, bo musi podobać się kobietom, bo musi walczyć z feminizmem, komunizmem i innym izmem.

 

(Jak słusznie zauważył @Stulejman Wspaniały oraz @Drizzt, nastąpił błąd z mojej strony w wypowiedzi, stąd poniższe komentarze. Wkradł się duży chochlik, a raczej mój błąd. Użyłem skrótu myślowego, ale żaden z Użytkowników nie jest mną, więc teraz, po fakcie napisania tego tematu pozwolę sobie na sprostowanie wypowiedzi. W powyższym wątku, dotyczącym walki z Feminizmem, komuniznem i innym izmem, jako formą przeciwdziałania tym zjawiskom, chodzi mi o walkę przejawiającą się agresją słowną, fizyczną, rękoczynami i innymi brutalnymi formami. Nie jestem za poddaniem się i biernością wobec zjawisk,  tylko zmianą formy na zaakceptowanie tego co jest i przejście do pracy "u podstaw" by walczyć z przyczyną- Zmiany Systemowe, a nie skutkiem, czyli postawą społeczeństwa. Za tego chochlika przepraszam. Arox)

 

Przez pracę, ciągły napływ informacji z internetu, fejsbuka i inne źródła informacji zatracamy się w tym co na zewnątrz. Biegamy na siłownię by zbudować sylwetkę, bo nie akceptujemy samych siebie. Musimy wręcz pochwalić się tym jakie ciężary podnosimy lub ile schudliśmy. A dziecko wewnątrz płacze, bo chciałoby pójść na wystawę klocków lego, czy do jakiegoś muzeum nauki i przez zwykłą ciekawość poznać coś więcej. Ale nie... Siłownia musi być i basta. Co z tego, że organizm po 10 godzinach zapierdalania w pracy chce odpocząć i zregenerować. Przestaliśmy słuchać samych siebie na rzecz zewnętrznej ułudy.

 

Zacznijmy przemiany kulturowe od nas samych. Zrzućmy pęto dnia codziennego i ten chory wyścig szczurów po depresje, choroby serca, miażdżycę, zawał, wylew i parę innych drobnych przyjemności. Zawołam sloganem „Obudźmy swoje wewnętrzne Dziecko”. Pozwólmy sobie na nic nierobienie. Pozwólmy sobie na chwilę wytchnienia. Świat się zmieniał i zmienia nadal... Nic z tym nie zrobimy, bo taka rola świata, że zmienia się i ewoluuje... Zmieńmy swój stosunek z walki na zaakceptowanie. Nie na zgodę a na zaakceptowanie.


 

A Feministki, Hipokryci, Biali Rycerze z zakonu Różowego Misia, inne dziwne postacie i wymysły naszego dnia- niech żyją sobie obok nas własnym życiem. Niech mają swój mały świat, w którym miętolą te same kwestie, podsycają się nienawiścią. Tylko po co mamy im dawać własną energię i czas? Bądźmy ponad nimi a nie bądźmy na ich poziomie. Nie uczestniczmy w tej walce płci, nienawiści itd...

 

Oni są jak małe dzieci w piaskownicy. Obrzucają się piaskiem, krzyczą na siebie, wyrywają zabawki. My jesteśmy jak dorośli, którzy stoją z boku i obserwują to wszystko, bo nasze dzieci nie bawią się tam. Spróbujemy zareagować? Inni rodzice rzucą się nam do gardła. Po co?


 

A panie były, są i będą. I bardzo dobrze. Ale wpuśćmy je do naszego życia na naszych zasadach jako dodatek a nie cel życia. Jak Pani nie podoba się, to dziękujemy jej za wspólny czas z uśmiechem na twarzy i szczerze życzymy jej wszystkiego co najlepsze. Ot, tak po prostu. Nie walczmy z nimi i nie siejmy nienawiści. Kochajmy za to, jakie są, lecz nie oddawajmy swego życia.

Edytowane przez Arox
  • Like 9
  • Dzięki 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Arox masz wiele racji, ale zauważ że ktoś napędza gigantycznymi pieniędzmi medialny walec, przekonujący kobiety że są ofiarami - jeśli będziemy się tylko uśmiechali a nie walczyli (nawet słowem), to ten proces doprowadzi do tego, że Ty się uśmiechniesz do Pani na przystanku i przyznasz jej rację, a ona będzie miała tak wielkie poczucie wmówionej krzywdy, że i tak Cię zaatakuje.

 

Ten proces dąży do wzbudzenia gigantycznej nienawiści, i wtedy uśmiech nie wystarczy. To tak jakbyś do esesmana się miło uśmiechał - on ma program nienawiści do nas, i zabije bez wzgledu na to, co zrobimy. Trzeba walczyć, przeciwstawiać się, zmienić coś i mówić ludziom co jest grane. Na Węgrzech powiedziano ludziom, co wyprawia Soros - i oni tego nienawidzą, gdy ludzie wiedzą co jest grane. 

 

Trzeba zmienić prawo, wprowadzić równouprawnienie, państwowe testy DNA, karanie Pań za fałszywe oskarżenia i spłatę hajsu mężczyźnie, który wychowywał nie swoje dziecko. Tylko to sprawi, że kobiety zaczną uważać, nie zdradzać i dbać o mężczyzn. A żeby zmienić prawo, trzeba albo zmusić rządzących, albo samemu przejąć władzę.

  • Like 10
  • Dzięki 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jak wy Bracia ale mnie ta "SPINA Markowa "odpowiada.

Mianowicie sklejam pasje do kupy z doktryną którą Marek rozłożył na czynniki.

Jako typowy "procesowiec" nie mam problemu z połączeniem Ja z doktryną naszego forum.

Zachowanie balansu "prawdy i gówno prawdy" to jest jedyny ciężki proces.

 

Na pewno ciężko jest przejść przez bariery Katolicyzmu,co jest ewidentnym mentalnym środkiem płatniczym w Polsce.

 

Jak sobie przypomnę z młodości prawa "rządzące ulicą"to jest to czysty obraz tego o czym "GURU" zapodaje w swoich audycjach.

Niestety ponad 30 lat prania mózgu przez:"batmanów","commmuniz","surrealizm" robi swoje,przepracowanie tego robi największe spustoszenie w czasie i zasobach.

 

Reasumując wszystko jest kwantyfikowalne oraz podlega procesom.

Nikt mnie tu na siłę nie zaciągał.

Więc teraz z nowym ulepszonym softem "popierdalam sobie" przez świat głosząc ..........

 

Powodzenia Bracia na nowej drodze życia.

 

 

P.S.Styl "partyzancki activated" mogą mnie teraz naskoczyć..... 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Masz racje @Stulejman Wspaniały, ale ja mówię o dniu codziennym. O tym co nas otacza i o niepotrzebnej utracie czasu i energii.

 

Odpowiedz mi, czy ma sens to, że będę się naparzał słownie z każdą napotkaną feministką? Ma sens, że będę spieprzał do roboty i pracował po 18 godzin na dobę z powodu małżowiny, która szaleje w domu i terroryzuje całą rodzinę? Uczestniczył w chorym wyścigu szczurów, bo to by finalnie wyać zarobione pieniądze na leczenie, w najlepszym wypadku jakiś nerwic czy depresji? Chyba nie...

 

Czy jest sens wiązać się z kobietą, która traktuje nas jako zło konieczne, jako chodzący bankomat, który jest by wypełnić jej cele ponad wszystko? chyba, że ktoś jest sado-masochistą. Tylko co dadzą kłótnie, ta bezsensowna walka z zaistniałym faktem? Nic, poza skokiem ciśnienia i stresem.

 

Zmiany systemowe a życie codzienne, to dwie różne kwestie. Jestem za uświadamianiem społeczeństwa, zwłaszcza mężczyzn. Oddaje swój czas i energie, ile tylko mam wolnego w to Forum, bo mimo niezgody z pewnymi treściami czy postawami (każdy ma prawo mieć swoją, a niezgoda jest prywatną kwestią- proszę nie mylić z moderowaniem). Zostałem doceniony na tyle, że dostałem nominację na moderatora. I cieszę się z tego, bo chcę być "Kamieniem na Szaniec" męskiej wolność. Na marginesie- Forum jest pierwszą rzeczą w życiu, w którą naprawdę mocno zaangażowałem się.

 

 

Chcę, by moje przyszłe, niedoszłe dzieci dorastały w normalnych warunkach i normalnym, tolerancyjnym społeczeństwie. Bo z tej tolerancji na tle wieków, jaka była w Polsce, jestem dumny. Ale nie pozwolę, by została wykrzywiona przez współczesne czasy.

 

Mówisz o podniosłych sprawach... Równouprawnienie, Państwowe Testy DNA, karanie Pań- piękne i utopijne. Umiesz napisać projekt ustawy wprowadzającej zmiany w KK? Bo ja nie umiem i nie mam środków finansowych by to sfinansować i zlecić odpowiedniemu biuru prawniczemu. Wiesz, ja jestem zwykłym kierowcą autobusu, który nie ma siły przebicia. Ale z chęcią wesprę finansowo, swoim wpisem pod projektem ustawy te zmiany.

 

Przywołujesz mocne porównanie essesmana. To jest zmiana systemowa. Ten człowiek został wychowany w takim systemie a nie innym. Czy to powód, że mam z nim walczyć? Nie, będę z nim walczył tylko w obronie życia i zdrowia mojego i moich bliskich. Czy zmienisz jego postawę? Wątpliwe, jak ze zmianą feminizmu czy lewactwa. Ale można zadziałać "u podstaw", by ten essesman miał świadomość, że jak mnie zaatakuje, będzie próbował zabić- będzie wisiał nad nim topór katowski w postaci prawa, które wyciągnie wobec niego odpowiednie konsekwencje.

 

Dlaczego przywołałem Mathamiego Gandhi? Bo on właśnie zamiast "wojować szabelką" i kawalerią rzucać się na czołgi zaczął pracę "u podstaw". Zaczął swoją pracą i postawą uświadamiać społeczeństwo. Można by Ciebie porównać do niego. Jesteś po części takim Gandhim prawdziwejwolności dla mężczyzn.

 

Wpis jest po to, że mam nadzieję, iż ktoś zrozumie, że nienawiść nie prowadzi do rozwiązania problemu, że pogoń za tym co ułudne i na zewnątrz nas doprowadzi do frustracji a za tym do przelewu krwi, bo w końcu osiągnie to masę krytyczną. I wszyscy wtedy zaczną zadawać sobie pytanie "na co to było" Zamiast prowadzić profilaktykę przeciwnowotworową to podsyca się stan zapalny prowadzący do poważnej choroby organizmu jakim jest świat.

 

 

Edytowane przez Arox
  • Like 1
  • Dzięki 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Arox Bardzo fajny i słuszny moim zdaniem apel. Chociaż poniekąd też zgadzam się z @Stulejman Wspaniały.

 

Piszesz o bierności względem tego całego spierdolenia. Jak widzisz nie dotyka ono każdego, są ludzie, którzy się budzą z tego marazmu. Są ludzie, którzy nie chcą żyć w takim czymś. Nie robiąc nic poza dobrą miną do złej gry, sprzyjamy rozwojowi tego gówna. Niektórzy z nas mają lub chcą mieć dzieci. Myślę, że chcieliby, aby "przebudzonych" było więcej. Aby tak było, nie można pozostać biernym. Mówmy o tym. Piszmy. Jednoczmy się. Dzięki temu np. powstało to forum. Marek nie siedział cicho i teraz wiele osób ma do tego dostęp. W przyszłości, mam nadzieję, pójdą takie ruchy jeszcze dalej.

 

Co do całej reszty, zgadzam się z Tobą @Arox. Też nie widzę sensu przez całe życie zapieprzania jak dziki wół. Na łożu śmierci nikt chyba nie powiedział, że żałuje iż za mało pracował. Dlatego sam zrezygnowałem z dodatkowych fuch. Wolę mieć więcej czasu niż te parę złotych i stracony weekend. Przykro mi się patrzy na ludzi, którzy właściwie nie mają swojego prawdziwego życia, a jedynie funkcjonują jak roboty przy czyjejś taśmie produkcyjnej zwanej korporacją.

 

Mimo, że całkiem lubię swoją pracę to uważam, że pracuje się po to by żyć, a nie na odwrót. A chyba często o tym zapominamy. Łatwo jest się wkręcić w tą spiralę.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Drizzt, tak samo jak Ty, uczestniczę w życiu tego Forum. Jest to mój wkład w nie bycie biernym wobec zmian nas otaczających i tego, dokąd to prowadzi. Na chwilę obecną mogę tylko tyle zrobić ze swej strony.

 

Być może źle wyraziłem się w pewnym miejscu. Znów się powtórzę- mi nie chodzi o bierność i siedzenie i przyglądanie się temu z założonymi rękami. Mi chodzi o zmianę postawy. Zamiast walki w życiu codziennym, jakimi są kłótnie, wygrażania, nienawiść, zawiść- przejść do pracy "u podstaw". Zacząć zastanawiać się nad swoim życiem i postępowaniem. Zdobyć się na jakąś autorefleksję wobec postawy jaką aktualnie sobą przedstawiam.

 

Zacząć zadawać pytania w stylu "dlaczego to robię?", "Po co to robię?", "Czy jest mi to niezbędnę?", "Czy to moja potrzeba czy narzucone z zewnątrz?", "Dlaczego uczestniczę w tym konflikcie?", "W jaki sposób uczestniczę?" itd itp.

 

Ostatnio obserwuję zachowania, gdzie ludzie oskarżają wszystkich wkoło o to, co się z nimi dzieje. Przestaliśmy prowadzić autorefleksję nad swoim życiem i decyzjami. Przestaliśmy dokonywać wolnego wyboru, jaki został nam dany, oddaliśmy się w kierat systemu a potem narzekamy. Bo nikt nie uczy nas myślenia nad swoimi czynami, wyciąganiem wniosków. Jesteśmy od przedszkola uczeni, by dążyć cały czas do przodu wg schematu, bezmyślnie, jak stado baranów, a każda samodzielna myśl jest karana i piętnowana. Przez społeczeństwo a nie przez system.

Edytowane przez Arox
  • Like 2
  • Dzięki 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jedyne czego mi brakuje to SYMBOLI I MARKERÓW do propagowania nowej "RELIGI".

Więc czekam cierpliwie na oficjalne wpuszczenie na rynek .

Koszulki,emblematy,itp przybywajcie.

 

@Arox Podobnie do ciebie mam kontakt z całą rzeszą przypadkowych ludzi w pracy,natomiast sam wybieram kogo i jak nawracam.

Fakt iż wiemy co nieco więcej o naturze ludzkiej daje nam możliwość pewnego wyboru w relacjach.

To jak tymi relacjami kierujemy jest tylko i wyłącznie zależne od naszych umiejętności, zaangażowania ,predyspozycji i chęci.

 

 

Edytowane przez Tornado
  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

A propo nakręcanej wzajemnej nienawiści to polecam ten kawałek Depeche Mode. Może skłoni do myślenia, bo jest bardzo na czasie.

 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Arox napisał:

Znów się powtórzę- mi nie chodzi o bierność i siedzenie i przyglądanie się temu z założonymi rękami. Mi chodzi o zmianę postawy. Zamiast walki w życiu codziennym, jakimi są kłótnie, wygrażania, nienawiść, zawiść- przejść do pracy "u podstaw". Zacząć zastanawiać się nad swoim życiem i postępowaniem. Zdobyć się na jakąś autorefleksję wobec postawy jaką aktualnie sobą przedstawiam.

 

W punkt Bracie !

 

Jestem aktualnie na tym etapie, i szczerze wyznam, że są takie chwile, kiedy doznaję szoku, gdy uświadamiam sobie jak beznadziejnie żyłem przez ostatnie 3 lata. Ten sam schemat, te same błędy, to samo służalcze podejście do relacji z kobietami. Jestem zły sam na siebie, ale ciesze się, że wreszcie to do mnie dotarło, głównie za sprawą tego forum i ludzi, którzy je tworzą.

 

Mój charakter pracy również jest taki, że spotykam w niej wielu ludzi, i wiecie co ? Same klony, tylko "opakowanie" inne. Narzekają, jęczą, nie potrafią przyznać się do tego, że oni sami są kreatorami tego beznadziejnego żywota, i mimo, iż mnie to nie dotyczy, to wkurzam się, gdy muszę tego słuchać. 

 

Osobiście chcę wyrobić sobie nawyk nie zwracania uwagi na czyjeś niepowodzenia, czy ogólne narzekanie na cały świat, a skupiać się w pierwszej kolejności na sobie, i swoich potrzebach. To trudne zadanie, bo nie da się tak po prostu zmienić czegoś, co dorastało wraz ze mną, ale jak to mówią, najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, który mam już za sobą.

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://archive.is/6jNae#selection-1321.0-1321.101
      Feministyczna trwa w najlepsze. Najpierw wkleję wam artykuł, a potem pokażę pewne ciekawostki  
       
      Szwedzka vlogerka Clara Henry nagrywa filmiki o gwiazdach, jedzeniu i seksie. Ale najwięcej kontrowersji wzbudziło jej wideo o okresie. Postanowiła więc napisać książkę "Tak, mam okres, a co?" - o tym, dlaczego fakt, że połowa ludzkości co miesiąc krwawi, wciąż jest tematem tabu.
       
      Twój kanał na YouTube ma pół miliona subskrybentów. W filmikach opowiadasz o wszystkim - Justinie Bieberze, włosach na nogach, pomarańczach. Ale książkę napisałaś o miesiączce. Dlaczego?
       
      - Nikogo nie dziwiło, gdy opowiadałam szczerze o swoim życiu, dopiero filmiki o okresie wywołały tysiące komentarzy. Zaczęło się od wideo o tym, jak poradzić sobie z bólem brzucha. Wszyscy bagatelizują skurcze miesiączkowe. Mówią: weź apap, poczekaj, aż urodzisz, to zrozumiesz, co to cierpienia, nie narzekaj. A przecież wiele kobiet przeżywa co miesiąc katusze niemal tak intensywne jak podczas porodu. Ja wielokrotnie skręcałam się z bólu, leżąc w łóżku z termoforem. Ból wyłączał mnie z życia na cały dzień. Postanowiłam o tym opowiedzieć.
       

       
      Jaka była reakcja twoich fanów?
       
      - Ludzie zaczęli nazywać mnie "Menstruation Clara". Co trzeci komentarz pod filmikiem brzmiał: "o tym się nie mówi". Część dziewczyn dzieliła się ze mną swoimi sprawdzonymi sposobami na ból. Reszta fanek zaczęła prosić o więcej informacji. Szesnastolatki pytały, czy to, że nie mają okresu, oznacza, że coś jest z nimi nie w porządku. Podobnie dziesięciolatki, które już miesiączkują. Generalny wydźwięk był taki, że z nami, dziewczynami, zawsze coś musi być nie w porządku... Dorastające dziewczynki zadawały mi pytania, których wstydziły się przed matkami, nauczycielkami czy koleżankami. A ja przecież nie byłam ekspertką od miesiączki, tylko dziewczyną, która odważyła się o tym mówić. I to obcą, z internetu. Postanowiłam zrobić research, opowiedzieć o moich doświadczeniach, ośmielić inne kobiety, żeby zaczęły rozmawiać o tym, co przeżywają raz w miesiącu. Im bardziej czułam, że to temat tabu, tym bardziej dla dobra innych kobiet chciałam je przełamać. Gdy obalimy tabu, będziemy bliżej obalenia patriarchatu.
       
       
      Dlaczego rozmowa na ten temat jest tak ważna? Okres to przecież nic ciekawego. Coś do czego kobiety są przyzwyczajone. Od najmłodszych lat nauczone ukrywać, że mają "te dni". W telewizji śniadaniowej w Polsce nie chciano przeprowadzić z tobą wywiadu, bo "o tym się nie rozmawia".
       
      - No właśnie, sama widzisz, że mamy z tym problem. Uczymy się taktyk ukrywania okresu - nosimy ciemne ubrania, chowamy podpaski czy tampony głęboko do kieszeni albo torby, złe samopoczucie tłumaczymy bólem głowy. Mimo że jestem Szwedką, a my, Szwedzi, uchodzimy za postępowych, z moją mamą też nie mogłam pogadać o tym, jak bardzo boli mnie brzuch. Gdy zauważyła, że podczas okresu brudzę prześcieradło, kupiła mi czerwony ręcznik, który kładłam na łóżku. Po premierze mojej książki matki nastolatek pisały do mnie: "Dzięki, teraz my nie musimy o tym rozmawiać, wystarczy, że podarujemy córce książkę". Nie, to tak nie działa! Każda dziewczynka potrzebuje zaufanej osoby, żeby porozmawiać o jednym z najbardziej dojmujących doświadczeń w swoim życiu. I nie tylko matki! Ojcowie też powinni o tym wiedzieć.
       

       
      Ale nawet w szkole niewiele dowiadujemy się na temat menstruacji. Piszesz, że dziesięcioletnie dziewczynki wysłuchują na lekcji dziesięciominutowej pogadanki o tym, że przez większość dorosłego życia będą raz w miesiącu krwawić. I już, koniec. Są pozostawione same sobie. A chłopcy w tym czasie siedzą w innej sali, zakładając prezerwatywy na banana. Dlaczego utarło się, że mężczyzn okres nie dotyczy?
       
      - No właśnie! Chociaż nie mają macic, codziennie mają do czynienia z ich posiadaczkami. Chyba powinni sobie z tym jakoś radzić. Niewiedza wzmaga szowinizm. W książce w żartobliwy sposób piszę o tym, jak poradzić sobie z komentarzami w stylu: "Masz okres, czy co?". Zamiast się czerwienić, odpowiedzmy: "Tak, ale nie dlatego tak reaguję", albo "Nie, po prostu się z tobą nie zgadzam", albo "Będę miała za tydzień, ale co to ma wspólnego z naszą rozmową?".
       
      Poświęcasz też uwagę PMS-owi, zastanawiając się, czy kobiety powinny mieć prawo do dni wolnych albo do urlopu na żądanie z powodu problemów zdrowotnych związanych z okresem.
       
      - Każda kobieta inaczej przeżywa PMS, a potem okres. Niektóre - tak jak ja - nie są w stanie funkcjonować normalnie, a oczekuje się od nich, że pójdą do pracy, ugotują obiad, pobawią się z dzieckiem. Co zrobić? Kłamać, że ma się grypę? Przecież okres to stan nadzwyczajny. "To nie choroba", mówią mężczyźni. A dlaczego oni mają o tym decydować? Gdyby krwawili, daliby sobie płatny urlop, a podpaski rozdawali za darmo.
       
      Z humorem opisujesz nastrój towarzyszący oczekiwaniu na pierwszy okres. Czy to był dla ciebie prawdziwy przełom? Poczułaś się wtedy kobietą?
       
      - Nie, nie poczułam się od razu kobietą, ale na pewno nie mogłam się tej chwili doczekać, bo większość koleżanek miała ten pierwszy raz już za sobą, więc czułam się wykluczona. A i tak pierwszy okres mnie zaskoczył. Stało się to w szkole, więc nie wiedziałam, co zrobić. Zamknęłam się w toalecie.
       
      Jakie to było uczucie?
      - Lepkie (śmiech). Mamy mówią nam o tym, że okres stanie się naturalną częścią naszego życia, ale często zapominają uświadomić nam, jak dojmująco fizjologiczne to przeżycie. Przecież wydobywa się z nas ciepła, klejąca, wilgotna krew. To dosyć przerażające, prawda? Na domiar złego w podpasce czujesz się, jakbyś nosiła pieluchę, boli cię brzuch, płaczesz bez powodu.
       

       
      Ja nie miałam okresu od dawna, bo niedawno urodziłam dziecko. Nawet nie wiesz, jak wolna się czuję! Ale jest w tym pewna ambiwalencja, bo przecież nauczono nas myśleć, że dopiero okres sprawia, że jesteśmy pełnowartościowymi kobietami. Gdy przemija, zaczyna się menopauza. Czy dla ciebie kobiecość ma ten fizjologiczny korelat? Co dla ciebie oznacza bycie kobietą?
       
      - Wyglądam jak kobieta i tak się zachowuję. Mam długie włosy, maluję się, chodzę na manikiur, bo tego jestem nauczona. I lubię czuć się atrakcyjną. Ale nigdy nie myślałam o sobie jako o kobiecie. Ważniejsza jest dla mnie kategoria dorosłości. Poczułam się samodzielna, gdy wyprowadziłam się z domu, zaczęłam na siebie zarabiać, założyłam kanał na YT. Czuję się człowiekiem. I dlatego, że jestem takim człowiekiem, który ma okres, mam dosyć stygmatyzacji kobiet.
       
      Nie wierzysz w to, że kobiety są słabsze albo silniejsze od mężczyzn?
       
      -  Siła fizyczna nie ma znaczenia. Ale jeśli już o tym mówimy, to możliwe, że fizycznie jestem nawet silniejsza od wielu mężczyzn, bo całe życie ćwiczę. Nie wspominając już o sile psychicznej, bo tu to kobiety mają przewagę. Przecież zawsze zajmowały się domem, troszczyły o rodzinę, prowadziły gospodarstwo, zarządzały pieniędzmi - to wymaga siły. Teraz jest jeszcze trudniej, bo te obowiązki łączymy z pracą, często za mniejsze pieniądze niż mężczyźni.
       
      Oczekujemy od siebie za dużo?
      - Tak jesteśmy wychowane. Chcemy troszczyć się o wszystkich, same udając, że czujemy się świetnie. Mężczyźni mają większą wolność. Ten brak równowagi nie działa na korzyść żadnej płci.
       

      Denerwują cię też oczekiwania związane z pięknem? Ty jako vlogerka pokazujesz swoją twarz codziennie - miewasz kompleksy?
       
      - Na influencerach ciąży szczególna odpowiedzialność. Jeśli pokazujemy wyłącznie wyretuszowaną wersję siebie, dzieciaki, które nas oglądają, będą miały nierealistyczne oczekiwania w stosunku do siebie samych. Dlatego musimy być prawdziwi. Wystarczy wrzucić selfie bez makijażu.
       
      Ważnym przełomem w moim życiu było to, że przestałam golić pachy. Ta decyzja wciąż wzbudza gigantyczne kontrowersje, a przecież nikogo nie powinno obchodzić, gdzie rosną mi włosy. Depilacja to opresja. Zrozumiałam to, gdy po raz pierwszy pozwoliłam włosom odrosnąć. Czułam do siebie obrzydzenie, tak głęboko mam zakodowane, że piękno jest gładkie. A przecież mój chłopak nie musi wstydzić się swoich włosów. Dla mnie w feminizmie chodzi właśnie o wybór. Możesz mieć włosy pod pachami, pełny makijaż - jak chcesz.
       
      W normatywnym społeczeństwie faceci powinni chcieć uprawiać seks z pięknymi kobietami, a okres sprawia, że to miejsce, które jest niejako przeznaczone dla przyjemności mężczyzny, staje się brudne, skażone. Kobiety przestają być pięknym przedmiotem pożądania.
       
      To dlatego w reklamach podpasek krew jest niebieska?
       
      - W reklamach nie tylko nie możemy pokazać prawdziwego koloru krwi, ale nie możemy nawet powiedzieć słowa "miesiączka". Zamiast tego używamy eufemizmów w stylu "te dni". Mężczyźni chcą widzieć plastikowe lalki, a nie pełnokrwiste kobiety. Mamy być pozbawione "obrzydliwej" fizjologii. Boją się, że jak coś całkiem dosłownie wypływa z kobiety, to tak jakby rządziły nią demony.
       
      O kobiecie myśli się jak o częściach ciała. Każda z tych części może być chudsza i piękniejsza - usta, brzuch, pupa. Uroda to wciąż najważniejsza kobieca cecha. Już małym dziewczynkom mówi się, że piękno daje przewagę. Kobieta nie może się więc pocić, puszczać bąków, krwawić.
       
      To może zmienić edukacja seksualna. W Polsce praktycznie nieistniejąca. Jej pozostałości budzą kontrowersje w środowiskach prawicowych. Jak przedstawia się sytuacja w Szwecji?
       
      - Po wydaniu książki jeździłam do szkół z pogadankami. W połowie z nich wciąż jest tak jak za moich czasów, czyli dzieli się chłopców i dziewczynki na dwie grupy. W drugiej połowie próbuje się wyjaśnić wszystko w pół godziny. Problem z naszą edukacją seksualną jest taki, że to raczej wychowanie do życia w rodzinie. Mówi się przede wszystkim o seksie heteroseksualnych par, a właściwie o tym, jak zajść w ciążę, a nie cieszyć się seksem. Homoseksualne nastolatki nie mogą czerpać wiedzy ze szkolnych lekcji, co może powodować wyobcowanie.
       

       
      A jaki oddźwięk miała akcja #metoo w Szwecji?
      - To prawdziwa rewolucja! Pięćset aktorek rozpoczęło kampanię "Silence, Action" piętnującą przypadki molestowania seksualnego w branży filmowej. Do wytwórni, teatrów i władz została w tej sprawie wysłana petycja. Szykują się zmiany w prawie mające na celu dokładne określenie, czym jest "obopólna zgoda na seks". Niełatwo to zdefiniować, zwłaszcza że wciąż zastanawiamy się, czym ofiara zawiniła, że stała się ofiarą... Ale mam nadzieję, że to początek zmian.
       
      Twoje koleżanki określają się mianem feministek?
      - Tak, wszystkie! Ale to kwestia pokoleniowa. Mężczyźni wciąż boją się feministek, bo uważają, że zagrażają ich dominującej pozycji. Moja mama nigdy nie nazwałaby się feministką, bo to słowo kojarzy jej się z kobietami, które nienawidzą mężczyzn. Teraz, po części dzięki mnie, coraz częściej mówi o tym, czego naprawdę chce. Na szczęście dwudziesto- i trzydziestolatkowie rozumieją już, że patriarchat szkodzi nie tylko kobietom, ale i samym mężczyznom, którzy czują się zmuszeni do tego, żeby okazywać siłę. Niektórzy wciąż boją się tego, że feminizm jako ruch kobiecy prowadzi wyłącznie do emancypacji kobiet, ale coraz więcej osób rozumie, że wolność kobiet łączy się z wolnością wszystkich słabszych - ofiar białych mężczyzn.
       

      Swoje pisanie traktujesz jako swój feministyczny projekt?
      - Tak, moja nowa książka będzie swoistym przewodnikiem przetrwania pod hasłem "Jak przeżyć w świecie mężczyzn". Od tego, jak poradzić sobie z natrętnym podrywem w pubie do tego, jak całkiem dosłownie "przeżyć". Bo przecież my, kobiety, padamy ofiarą mężczyzn całkiem dosłownie. 
       
       
      Dobra panowie. Już przebrnęliśmy przez ten potok feministycznych bzdur. Czas na fakty!  
      Kto wymyślił podpaski? Mężczyzna
       
      https://en.wikipedia.org/wiki/Sanitary_napkin#History
      "Jednorazowe wkładki menstruacyjne powstały z wynalezionego przez Bena Franklina wynalazku pomagającego powstrzymać rannych żołnierzy przed krwawieniem, ale wydaje się, że po raz pierwszy pojawił się na rynku od około 1888 r. Przy użyciu wkładki Southalla. Pierwszymi komercyjnie dostępnymi amerykańskimi jednorazowymi serwetkami były ręczniki Lister stworzone przez Johnson & Johnson w 1888 roku. Jednorazowe wkładki zaczynały się od pielęgniarek używających ich bandaży z drewna, aby złapać ich przepływ menstruacyjny, tworząc podkładkę, która została wykonana z łatwo dostępnych materiałów i niedrogo wyrzucić po użyciu. Pierwsza reklama Koteksu dla produktów wykonanych z tej pulpy drzewnej (Cellucotton) pojawiła się w 1888 roku. Kilku pierwszych producentów jednorazowych podkładek było również producentami bandaży, co może świadczyć o tym, jak te produkty były."
       
      Kto wymyślił tampon?! MĘŻCZYZNA!
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Tampon_higieniczny
      W nowożytnym świecie tampon został po raz pierwszy opatentowany w 1929 roku przez Earle'a Clevelanda, lekarza z Denver w stanie Colorado. Patent został przyznany 19 listopada 1931, wraz z zarejestrowanym znakiem towarowym "tampax". Prawa do produkcji zostały sprzedane w 1934 Gertrudzie Tenderich, businesswoman z Wyoming. Założona przez nią firma nosiła nazwę Tampax Sales Corporation.
       
      Pomimo przydatności wynalazku, rozpowszechnienie tamponów w owych latach było bardzo trudne w związku z niechęcią środków masowego przekazu do podjęcia reklamy takiego produktu podstawowym narzędziem promocji tamponów stał się marketing szeptany oraz reklama prowadzona metodami door-to-door. Do wzrostu popularności tamponów przyczyniła się druga wojna światowa, jako okres, w którym kobiety masowo podejmowały pracę.
       
      W roku 1984 firma produkująca tampony tampax zmieniła nazwę na Tambrands Inc. W 1997 weszła ona w skład holdingu Procter & Gamble. Tampony "tampax" wynalezione przez Clevelanda były wykonane z elastycznego materiału, którego objętość w stanie rozprężonym utrudniała umiejscowienie tamponu w pochwie. Częścią wynalazku Clevelanda był aplikator umożliwiający włożenie do pochwy ściśniętego nim tamponu.
       
      Feministki i tak uznają, że wszystkiemu winny patriarchat 
    • Przez MoszeKortuxy
      Cześć Bracia  Trafiłem na ciekaw artykuł dotyczący tego, że obecna szkoła nie pomaga młodym chłopakom w rozwoju ich męskości, a wręcz przeciwnie nawet ją hamuje i ogranicza. Powodem tego jest sfeminizowanie środowiska nauczycielskiego i pedagogicznego oraz szkoły koedukacyjne. 
       
      http://masculinum.org/2018/02/09/w-szkole-nie-naucza-meskosci/
      Młody, dorastający chłopak potrzebuje dobrych wzorców, by stać się mężczyzną. Jeśli nie ma ich w domu, naturalnym miejscem wydaje się do tego szkoła. Dlaczego jednak ten pomysł to rozczarowanie? I czy istnieje sposób, by to zmienić?
       
      Jakiś czas temu uczestniczyłem na uczelni w zajęciach prowadzonych przez pewną kobietę. Poruszaliśmy między innymi temat uważności na emocje innych osób. Prowadząca duży nacisk kładła szczególnie na ostrożność w doborze słów; chodziło o to, by nie urazić przypadkiem drugiej osoby lub żeby nie poczuła się ona wykluczona. Delikatność, subtelność i uważność w kontaktach z innymi ‒ to miało cechować każdego dobrego człowieka…
       
      Męski punkt widzenia
       
      Tak się złożyło, że parę dni później miałem okazję brać udział w warsztacie skierowanym wyłącznie do mężczyzn. Na sam koniec prowadzący napomknął parę słów o tym, z czym wiąże się męska energia. A wiąże się między innymi z tym, że przede wszystkim robisz swoje, nie starając się przepraszać za coś, czego nawet jeszcze nie zrobiłeś, lub wycofywać się z działania dlatego, że ktoś może poczuć się urażony.
       
      W jednej chwili przypomniały mi się wspomniane na początku zajęcia i chociaż słowa obu prowadzących miały dla mnie sens, to to, co usłyszałem później od mężczyzny, wydało mi się stokroć bliższe memu sercu. Szła za tym jakaś energia, której do tej pory nie umiem nazwać. Doświadczenie to wyraźnie mi pokazało, jak bardzo może różnić się odbiór tego, co słyszymy, zwłaszcza w kontekście energii, która za tym idzie. Skłoniło mnie to do przemyśleń, jak ważne może być to, żeby chłopcy w młodym wieku mieli szansę przebywać z mądrymi mężczyznami i uczyć się od nich. Analogicznie przebywanie wśród kobiecej energii miałoby zapewne pozytywny wpływ na dziewczynki. W tym tekście chcę się jednak skupić na męskości, a dokładnie na tym, jaki wpływ ma na nią nasz system edukacji.
       
      Koedukacja to niejedyna droga
       
      Obecnie w Polsce i na świecie najbardziej popularny jest system koedukacyjny, czyli wspólna nauka chłopców i dziewcząt. Do całkiem niedawna jednak, bo do pierwszej połowy XX wieku, najbardziej popularna była edukacja zróżnicowana, czyli oddzielne szkoły dla każdej płci. Aktualnie w takim systemie działa stosunkowo niewiele placówek. W Stanach Zjednoczonych jest to ponad 500 szkół publicznych, podobna liczba znajduje się w Europie, z czego większość w Wielkiej Brytanii. Polska ma w tym kilkuprocentowy udział, są to jednak najczęściej katolickie szkoły prywatne. Jak chyba wszystko na tym świecie, tego typu edukacja ma zwolenników i przeciwników.
       
      Razem czy osobno
       
      Jakie argumenty za osobną edukacją przytaczają jej zwolennicy? Swoje stanowisko argumentują dużymi różnicami, zwłaszcza fizjologicznymi, jakie występują między chłopcami i dziewczętami, głównie w okresie dojrzewania. Twierdzą oni na przykład, że ogromny wpływ na komfort nauki mają takie czynniki, jak temperatura w sali czy nawet tembr głosu nauczyciela prowadzącego lekcje. W określonych dla każdej płci warunkach nauka jest bardziej efektywna.
       
      Dodatkowo uważają, że chłopcy i dziewczęta w okresie dojrzewania często rozpraszają się nawzajem i nie są w stanie w pełni skupić się na tym, co powinni robić w szkole, czyli na nauce. Często przytaczają również badania przeprowadzone kilkanaście lat temu na kilku tysiącach uczniów, które miały zmierzyć wyniki w nauce dzieci ze szkół żeńskich i męskich oraz koedukacyjnych. Wykazały one, że uczniowie placówek dla jednej płci osiągają lepsze wyniki w nauce. Przeciwnicy systemu koedukacyjnego natomiast swoje stanowisko argumentują najczęściej znikomymi różnicami między mózgami kobiet i mężczyzn w wieku dorosłym, także, rzecz jasna, podpierając się wynikami badań.
       
      Polska szkoła nie dla chłopców
       
      Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeden istotny fakt, który sprawia, i jest to moje osobiste zdanie, że w obecnych czasach na systemie koedukacyjnym tracą najwięcej chłopcy. Odniosę się wyłącznie do naszego kraju. Polska oświata jest wyraźnie zdominowana przez płeć żeńską. W szkołach większość pedagogów to kobiety. Uogólniam, jednak myślę, że w tym przypadku jest to jak najbardziej trafione. Co wynika z takiej sytuacji? Przede wszystkim to, że młodzi chłopcy mają mocno ograniczony dostęp do autorytetów w postaci mądrych mężczyzn. Mało tego. Ich naturalne zachowania są hamowane. Mam tu na myśli przede wszystkim związane z agresją energię oraz ruchliwość, która jest ujściem tej energii.
       
      Sięgając pamięcią do czasów podstawówki, przypominają mi się zakazy biegania po korytarzach, skakania i innych zachowań typowych i jakże ważnych dla dorastających chłopców. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w ostatnich latach podstawówki i wieku gimnazjalnym czy też ‒ jak to jest obecnie ‒ na przełomie podstawówki i liceum, kiedy pojawia się popęd seksualny. Dziewczęta w tym momencie życia, zwłaszcza jeśli chodzi o szkołę, mogą znaleźć więcej zrozumienia i wsparcia. Cały czas otaczają je kobiety nauczycielki, z którymi pewne sprawy zawsze mogą przegadać, będąc w pełni zrozumiane.
       
      Tymczasem chłopcy nie są w takiej komfortowej sytuacji, gdyż często jedynymi mężczyznami uczącymi w szkole są pan od WF, ksiądz i ewentualnie pan od informatyki. Nauczycielki co prawda też są w stanie pomóc chłopcom, ale dorastając, potrzebują oni też komunikacji i zrozumienia na męskiej płaszczyźnie.
       
      Dobre rozwiązanie
       
      Warto przypomnieć, że uczymy się określonych zachowań związanych z rolą społeczną głównie poprzez modelowanie. Dobrze więc, jeśli mamy do czynienia z jak największą ilością wzorców. Oczywiście głównie to zadanie powinno spoczywać w rękach ojców, ale niestety, i myślę, że spora część mężczyzn się ze mną zgodzi, nie każdy ojciec to odpowiedni wzorzec męskości. Rozwój męskości często leży w takim przypadku w rękach kobiet, co nie jest najlepszym rozwiązaniem w zasadzie dla nikogo.
       
      Moim zdaniem niezwykle ważne jest zatem stworzenie takich warunków dla chłopców, w których będą mieli dostęp do mądrych mężczyzn. Potrzebują też oni przestrzeni, w której bez przeszkód mogliby poznawać i eksplorować świat męskości. Według mnie jednym z rozwiązań, które mogłyby to umożliwić, są właśnie szkoły męskie. Dlaczego? To w nich chłopcy mieliby możliwość oderwać się od bezpiecznego świata matki i nauczycielek po to, by w gronie rówieśników i w nieograniczających ich naturalnych zachowań warunkach móc uczyć się od dorosłych mężczyzn.
    • Przez MoszeKortuxy
      https://www.facebook.com/events/196686434257043/

       
      Lewica znów atakuje mężczyzn. Już nawet robią spotkania organizowane przez partię, aby tylko móc dokopać facetom. Co sądzicie na ten temat? Mi się wydaje, że to kolejna próba zdobycia kobiecego elektoratu poprzez narzekanie na mężczyzn i krytykowanie ich czyli to co kobiety lubią najbardziej.
       
      Opis:
      W sobotę 17 lutego o godzinie 16:00 spotkamy się w gdyńskim biurze Partii Razem na kolejnym otwartym spotkaniu dyskusyjnym, tym razem poświęconym zagadnieniu tzw. "toksycznej męskości". 

      Ponieważ jest to pojęcie wielowymiarowe, rozmowa będzie dotyczyła m.in. mizoginii, homofobii, przemocy domowej, przemocy seksualnej oraz wielu innych negatywnych zjawisk powiązanych z toksyczną męskością. Wspólnie zastanowimy się też, jakie są jej przyczyny oraz jak możemy sobie z nią radzić jako społeczeństwo.

      Sobota, 17 lutego, godz.16:00
      Gdynia, biuro Partii Razem, ul.Śląska 53, pok.B205 (biurowiec Xenon, 5 minut od SKM Wzgórze. Św. Maksymiliana). W weekendy wejście tylko od strony parkingu.
       
    • Przez Ancalagon
      "Instytut Socjologii wraz z Wydziałem Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ zapraszają na konferencję:
      Dni Gender w Fizyce
      która odbędzie się w dniu 8 marca 2018 roku w godzinach od 10.00 do 15.00 w sali A-1-13 w budynku Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ przy ulicy St. Łojasiewicza 11 w Krakowie.
      Konferencja stanowić będzie okazję do wymiany wiedzy, poglądów i dobrych praktyk z zakresu osiągania równości płci w naukach ścisłych. Podczas tego jednodniowego wydarzenia przedstawiony zostanie projekt GENERA (Gender Equality Network in the European Research Area) oraz wyniki, przeprowadzonych w jego ramach w latach 2016-2017 badań jakościowych i analiz danych ilościowych.
      W drugiej części konferencji eksperci i ekspertki wezmą udział w dyskusji o możliwych rozwiązaniach i kształtowaniu polityk służących osiąganiu równości płci wśród społeczności fizyków i fizyczek.
      Konferencja ta skierowana jest zarówno do publiczności akademickiej, jak i wszystkich jednostek finansujących badania z zakresu nauk ścisłych, organizacji pozarządowych i innych podmiotów chcących zaangażować się w działania na rzecz promocji równości płci w fizyce i szerzej, w naukach ścisłych.
      Serdecznie zapraszamy!
      Konferencja odbędzie się w języku polskim, a udział w niej jest bezpłatny"
       

       
      Jak widać niektórym już ostro idzie w dekiel, przy tym już nawet postulaty Trzaskowskiego mają większy sens. Podam przykładowe zagadnienia do ewentualnych badań, na pewno im się spodoba:
      Wybór płci przez elektron na podstawie jego funkcji falowej.
      Przekroczyć horyzont zdarzeń - sztuczne ograniczanie kobiet przez patriarchat.
      Rola gender w Wielkim Wybuchu.
       
      Przy okazji można odpowiedzieć na pytania występujące na plakacie:
      Jak zwiększyć równość płci w fizyce?
      Zazwyczaj wystarczy schudnąć do tej samej masy.
      Dlaczego niewiele kobiet studiuje fizykę?
      Bo mają mniejsze odchylenie standardowe w swojej populacji.
      Jak wspierać kariery fizyczek?
      Tak samo jak kariery fizyków, podobno chcecie równości ^^
       
      I na co te wszystkie konferencje?
    • Przez EnemyOfTheState
      Natknąłem się na Facebook-u na takie cuś:
      https://www.facebook.com/dasiewWawie/
       

       
       
      Czyli kandydat PO na prezydenta Warszawy jest zdania, że ostatnie 12 lat pod prezydenturą kobiety z PO sprawiły, że sytuacja kobiet w Warszawie jest bardzo zła, i teraz on jako polityk PO to wszystko naprawi. Ręka w górę, kto to kupi? 
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×