Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Witajcie Bracia ;)

Nieśmiało, lecz z prośbą o ocenę, pragnę wkleić swój tekst. Krótkie opowiadanie o próbie walki z nałogiem nikotynowym. Z góry dziękuję za konstruktywną krytykę.

 

W ręce trzymał klucz, którym zamknie drzwi od swojego niewielkiego mieszkania, położonego na ósmym piętrze, w bloku na krańcu miasta, w którym żyje od kilku lat. Następnie wysunął nieznanie swoją dłoń w kierunku zamka. Jego uszu dobiegł dźwięk, ciężki, chrobocący. Przekręcił klucz dwukrotnie w prawą stronę. Drugą ręką nacisnął na zimną stal klamki, upewniając się, że jego dobytek został odpowiednio zabezpieczony. Przezorność była jego mocną cechą charakteru. Miał w zwyczaju sprawdzać, czy z kranu nie cieknie, chociażby kropla wody, w gniazdkach nie znajdują się podłączone przewody, a drzwi zostały zamknięte. Natręctwa, ktoś mógłby rzucić bezwolnie, wypełniały go błogim spokojem, dodawały mu odwagi. Odwrócił się w kierunku windy. Kilkunastoletnia metalowa klatka, z obdrapanymi drzwiami, przypominała mu jeden z horrorów, w którym sam pan ciemności wymierzał karę towarzyszącym mu współpasażerom. W tamtej chwili nie mógł sobie przypomnieć tytułu filmu. Wiedział na pewno, że nie był to obraz, do którego warto powrócić, któregoś zimnego wieczoru, z piwem w jednej ręce, tanimi przekąskami w drugiej. Już zapragnął wcisnąć kwadratowy przycisk z podświetlanym na czerwono symbolem trójkąta, lecz coś drgnęło jego ciałem. Zauważył, że od stóp do głów czuje niepokojące drgania, jakby zaraz miał upaść na betonową posadzkę i skonać w konwulsjach. Przeczucie niepokoju odeszło wraz
z postanowieniem, że tym razem skorzysta ze schodów. Kilka pięter w dół dobrze mu zrobi – pomyślał – i zaczął schodzić. Mijając kolejne segmenty mieszkań, takich samych, bez wyrazu, zauważył, że faktura ścian, zaczęła tańczyć przed jego oczami. Gdzieniegdzie puste przestrzenie, z zagłębieniami, migały ostrzegawczo, plując zapachem gnijących jesiennych liści. Im niżej, tym sygnały odbierane przez jego podświadomość, maglowały jego wnętrze, zadając mu ból. Początkowo delikatny, z czasem tępy i kłujący, jak gdyby stado krwiożerczych mrówek zaczęło budować gniazdo w jego czasze, a on sam był w nim intruzem. Po chwili nieprzyjemnych, dla niego, doznań przed jego obliczem ukazały się drzwi. Stare, toporne, metalowe bloki wypełnione zabrudzonym szkłem. Naparł na nie całym ciałem, lecz nie drgnęły dalej niż na odległość palca. Ponowił próbę, tym razem z większym uporem, co przyniosło spodziewany rezultat. Wychodził już na zewnątrz, gdy silny cios w jego twarz…

***

… orzeźwił zmęczone podróżą ciało. Krew rozlała się ciepłem po arteriach, adrenalina zwiększyła pojemność płuc, którymi zaciągnął pierwszy głęboki smak powietrza. Ruszył niepewnie w stronę osiedlowego sklepu. Pod podeszwami butów rozległ się śpiew trzeszczącego trelu śniegu, głęboko osadzonego na płytach chodnika. Poważne drzewa spoglądały z góry na spustoszenia, które przyniosła ze sobą styczniowa zima. Pozbawione listowia gałęzie zdawały się mierzyć ostrzami w przechodniów, sprawiając wrażenie, że gdyby tylko wyraziły chęć, mogłyby przerwać nić życia każdego z nich. Mijane samochody stały jeden za drugim, tworząc szereg przypominający tasiemca. Znalazłszy przerwę między ciągiem zaparkowanych aut, postanowił, że przejdzie na drugą stronę. Od sklepu dzieliła go niewielka przestrzeń, ze znakiem z prawej strony i śmietnikiem z lewej. Wiatr, przynoszący do tej pory ulgę nieznośnie wypychał jego ciało w kierunku, z którego przyszedł. Zaśmiał się w myślach wyobrażając sobie jak odlatuje niczym kawałek kartonu lub reklamówki. Jego myśl zatoczyła koło wokół możliwości powrotu. Szorstkie ciepło obezwładniło jego ciało. Zrobił krok w tył, by następnie zatrzymać się na kilka chwil przed sklepem. Dam radę, wracam – pomyślał i drgnął
jak pacynka. Wracam, wytrzymam, nie muszę palić – powtarzał swoją mantrę. Przeczuwał, że ma w sobie siłę, która niejednokrotnie wybroniła go z przeróżnych opresji. Człowiek, który ratuje innym życie, ma umiejętność skupiania całej swojej uwagi na jednym wycinku rzeczywistości, jednocześnie mając oczy z tyłu głowy, nie może ugiąć się pod ciężarem nałogu. Jestem do kurwy nędzy ratownikiem medycznym – wyszeptał. Kąpałem się we krwi rannych, wstrzykiwałem adrenalinę prosto w serce, miałem na rękach flaki ofiar wypadków – wyszeptał jeszcze głośniej. Nie mogę, po prostu nie mogę – krzyknął, zaciskając obie pięści, po czym rozejrzał się czy nikt go nie słyszy. Przez moment wydawało mu się, że został zupełnie sam. W miejscu, gdzie stał sklep panowała głucha przestrzeń. Mleczna mgła pochłaniająca światło wirowała przed jego oczami. Przekręcił delikatnie swoją głowę, przechylił
ją na bok, by następnie wrócić do jej pierwotnego położenia. Mgła odeszła. Został tylko budynek oblepiony reklamami mięsa w promocji. Lewą ręką zbadał otoczenie przed sobą, jakby nadal nie wierzył, że to, co widział, zniknęło na dobre. Wszedł do sklepu, zdając sobie sprawę, że nie znajdzie siły a to co czuje, a czuje się beznadziejnie, nigdy się nie skończy.

***

Panorama miasta przypominała wielką planszę do gry w monopoli. Pionki snujące się po polach z nadzieją na wygraną, budynki z żarzącymi się światłami, gotowe by je posiąść, banki tych, którzy pierwsi dotarli na metę oraz dla tych, którzy muszą oddać swoje wnętrzności pod hipotekę. Jedni i drudzy – myślał, spoglądając na horyzont, za którym zachodziły ostatnie promienie słońca, mają jedną wspólną cechę. To pachnąca kandyzowanymi wiśniami, śliwkami i morelami potrzeba, by zrobić sobie dobrze. Cena, jaką przyjdzie za nią płacić iskrzy się gdzieś w oddali, kiełkując do momentu, aż płomień strawi wszystko. Również to, co wydawało się nie wchodzić pod zastaw, w końcu zostanie im zabrane.

Słońce zaszło. Noc zgęstniała, opadając na barki i skórę. Lekki ciężar dymu wtłoczył się ospale w komórki ciała, zastępując poczucie winy. Do tego momentu przesadnie kłujące, oblepiające ciało niczym wełniany sweter w nazbyt ogrzewanym pomieszczeniu. Sukces jest kwestią interpretacji – pomyślał i zatonął w cierpkich myślach o jutrze.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wow, to się naprawdę dobrze czyta!

21 godzin temu, Soczek napisał:

Pozbawione listowia gałęzie zdawały się mierzyć ostrzami w przechodniów, sprawiając wrażenie, że gdyby tylko wyraziły chęć, mogłyby przerwać nić życia każdego z nich.

Uwielbiam takie fragmenty. Fajne nawiązanie do mitologicznych Parek.
 

 

21 godzin temu, Soczek napisał:

Początkowo delikatny, z czasem tępy i kłujący, jak gdyby stado krwiożerczych mrówek zaczęło budować gniazdo w jego czasze, a on sam był w nim intruzem.

I takie ;) 

Ale widzę parę rzeczy, które mi się nie podobają.
Eliza Orzeszkowa jest nazywana królową lania wody, ponieważ w swojej książce "Nad Niemnem" poświęciła wiele drzew, które oddały swoje cenne wnętrze na kartki, na których przez wiele stron opisywana była tylko przyroda. I w sumie nic się więcej nie działo. Przyroda, tu i tam gra świerszczyk. Nic się nie dzieje. A czytelnik się trochę nudzi. Trochę bardzo. Właśnie trochę to rozciągasz, i obywatel dzisiejszej rzeczywistości może się tym znudzić.
 

 

21 godzin temu, Soczek napisał:

Mgła odeszła. Został tylko budynek oblepiony reklamami mięsa w promocji.

 

Nie lubię takich fragmentów, zawsze mnie drażnią, i przy tym czuję że autor chciał uzupełnić coś, na co nie miał lepszego pomysłu. Taka zapchajdziura. Powinieneś może zrobić coś w stylu: ślady czegoś tam -> nocnej libacji, miejsca snu jakiegoś pana od którego odeszła żona i przy okazji chapnęła mu wszystko co miał.. I skonstatować to mądrym: dzień jak codzień. Trochę żartuję tutaj, a trochę nie.

Nie bierz jakoś tego bardzo do siebie, nie podobały mi się może 2-4 fragmenty, a cała reszta jest bardzo okej. Ale każdemu nie dogodzisz, może dla innej osoby cały tekst będzie idealny ;) 

Fajny masz zasób słów, i widać że masz ku pisaniu predyspozycje.
Sam czuje dziwny ciąg, żeby rano usiąść i zacząć pisać - cokolwiek, ale czas goni i chwilowo nie mam kiedy tego zrobić.

Mam parę pytań.
Długo już sobie pisujesz?
Od zawsze Cię do tego ciągnęło?
Co mówiły polonistki na Twoje wypracowania w szkole? ;) 
Chciałbyś iść w tym kierunku finansowo?

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Messer Dzięki wielkie za to, że zechciałeś poświęcić swój czas i odnieść się do mojego tekstu. ;)

W dniu 18.01.2018 o 21:06, Messer napisał:

Nie lubię takich fragmentów, zawsze mnie drażnią, i przy tym czuję że autor chciał uzupełnić coś, na co nie miał lepszego pomysłu. Taka zapchajdziura. Powinieneś może zrobić coś w stylu: ślady czegoś tam -> nocnej libacji, miejsca snu jakiegoś pana od którego odeszła żona i przy okazji chapnęła mu wszystko co miał.. I skonstatować to mądrym: dzień jak codzień. Trochę żartuję tutaj, a trochę nie.

Rzeczywiście pewne fragmenty są zbędne i nie wnoszą nic nowego do historii. Z tym się zgodzę i stwierdzam, że muszę nad tym popracować. Może podejść bardziej na chłodno do tekstu.

W dniu 18.01.2018 o 21:06, Messer napisał:

Sam czuje dziwny ciąg, żeby rano usiąść i zacząć pisać - cokolwiek, ale czas goni i chwilowo nie mam kiedy tego zrobić.


Mam parę pytań.
Długo już sobie pisujesz?
Od zawsze Cię do tego ciągnęło?
Co mówiły polonistki na Twoje wypracowania w szkole? ;) 
Chciałbyś iść w tym kierunku finansowo?

To właśnie był pretekst do napisania opowiadania. Usiadłem i zacząłem stukać w klawiaturę. Krótki zarys/ konspekt historii i jazda z tematem :D

 

1.Jest to moje pierwsze opowiadanie (ukończone, bo przeważnie zaczynałem i nie kończyłem). Wcześniej pisałem wiersze, teksty hip - hopowe, nawet artykuły naukowe. :D

2.Gdzieś tam w środku mam chęć na to, żeby pisać. Od zawsze ciągnęło mnie do krótkich form literackich. Marzy mi się jednak napisanie książki. Czuję, że potrzebna jest mi praktyka
i samozaparcie.

3.Powiem Ci, że nie pamiętam co mówiły. Nie słuchałem ich za uważnie ;p Z języka polskiego zawsze byłem dobry w interpretacji wierszy. Szczególnie ciągnęło mnie do okresu romantyzmu. W takim klimacie pisałem też swoje pierwsze wiersze.

4. Wizja wydania swojej książki jest dla mnie bardzo przyjemna. Od dawna marze, żeby wydać coś swojego. Do tej pory opublikowałem dwa artykuły naukowe (z czego za jeden nawet ktoś chciał mi zapłacić:D). Gdyby kiedyś udało mi się żyć z pisania, byłbym zadowolony. ;D

 

Jeszcze raz dzięki za czas i opinię!

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie widać, że to pisze ktoś z talentem. Trochę praktyki i będziesz polskim Stephenem Kingiem. :D

 Powodzenia życzę!

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By tomekbat
      Popieram pomysł, wg którego każdy człowiek może poddać się eutanazji kiedy chce, jesli uiści opłatę za środki do tego niezbędne. 
       
      Moje życie - moja sprawa. Chce umrzeć - idę i w humanitarny sposób kończę przygodę. Co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji.
    • By Ważniak
      Hejka!
       
      Niniejszy wątek - o jakże zgrabnym i wcale nie za bardzo rozciągniętym tytule - powstaje w ramach walki z kajdanami, w które jestem spętany i których imię brzmi jakże złowrogo, a mianowicie ETAT. 👿 
       
      Doszedłszy do wniosku, że bez względu na to, ile bym nie zarabiał, moja dusza nadal czuje się zniewolona koniecznością bycia w miejscu X przez określoną wartością Y ilość czasu, robiąc coś, co jest jej obojętne, postanowiłem rzucić się jej na ratunek.
       
      Panaceum na powyższą dolegliwość jest wszem i wobec wszystkim dobrze znane, a jego imię to WOLNOŚĆ. 👼 
       
      I to właśnie o tę wolność będę tutaj walczyć, a że w dzisiejszym świecie jest ona definiowana ilością papierków z możnowładcami na ich powierzchni, to też moim głównym celem jest skumulowanie ich jak największej liczby, abym mógł wyegzorcyzmować złego diabła ze swojego wnętrza raz na zawsze i nie musieć już nigdy prosić go do tańca.
       
      Na całe szczęście moje potrzeby są gargantuicznie niskie, więc nie potrzebuję tych papierków nie wiadomo jak wiele, aczkolwiek jednak trochę.
       
      Oceniwszy swoje zdolności zarobkowe niezwiązane ze złym, niedobrym ETATEM oraz zamiłowanie do niezarzynania się bez sensu, skonkludowałem, że jestem w miejscu, do którego nie docierają promienie słoneczne.
       
      Ale, ale! Powiedziałem sobie:
      Wtedy też przypomniałem sobie o wczesnych latach dzieciństwa, kiedy wysyłałem starszego brata do STS-a, żeby postawił za mnie zakłady, bo pani za ladą chciała ode mnie jakichś dziwnych dokumentów i pytała, gdzie moi rodzice. Takich mamy troskliwych ludzi w Polsce. ❤️ Ale wracając - dlaczego miałbym nie grać dzisiaj, kiedy mam pieniądze i nawet nie muszę nigdzie wychodzić (Ha! I co teraz, paniusiu zza lady?!). Mając w głowie swoje sromotne porażki z przeszłości, wiem, że muszę obrać inną strategię niż wtedy.
       
      O ile w przeszłości byłem na nią skazany ze względu na ograniczone środki, o tyle dzisiaj mogę obrać inną, lepszą i bardziej atrakcyjną - w moim mniemaniu - ścieżkę.
       
      W przeszłości byłem zmuszony do grania zachowawczo w stylu LOW RISK - LOW RETURN, albowiem każda złotówka była na wagę złota, jednak dzisiaj karty się odwróciły - złotówek już nie ma, tylko są brytyjskie funty i możliwość gry w stylu LOW RISK - HIGH RETURN.
       
      Zbudowawszy przyzwoitą poduszkę finansową, mogę z czystym sumieniem zacząć przeznaczać parę procent miesięcznej wypłaty, inwestując w ryzyko - jako rzecze mój ulubiony profesor Jordan B. Peterson:
      Niepodejmowanie ryzyka jest już ryzykiem samym w sobie; na szczęście możemy wybrać, jaki kształt owe ryzyko będzie mieć, co pozwoli nam zgładzić smoka preemptively, miast czekać, aż to on zaatakuje naszą wioskę - czyli N. O. J. A. - Najlepszą Obroną Jest Atak.
       
      Mając cały czas w pamięci brzytwę Ockhama, stworzyłem prostą planszę, która od lat krążyła w mojej głowie i której końcowy etap - jeśli zostanie osiągnięty - zwieńczy moje wszelkie starania (a tak prawdę mówiąc, już nawet przejście jej w połowie mnie ustawi):

      Myślę, że grafika jest samotłumacząca się, ale na wszelki wypadek wyjaśnię - zaczynam od tiera pierwszego w pionie, a po zaliczeniu wszystkich tierów w poziomie przechodzę do następnego tiera w pionie.
       
      Zainwestowawszy dziesięć funtów w jedną grę, muszę obstawić konsekutywnie i prawidłowo dziewięć wydarzeń sportowych, aby zaliczyć pierwszy tier (£5120) i móc przejść do następnego.
       
      Wszystko okraszone jest swoistymi zasadami, aby mieć daną zabawę w ryzach:
      maksymalny miesięczny kapitał to piąty tier poziomo, czyli w przypadku pierwszego tiera pionowego to 160 funtów, co jest równoznaczne 16. grom w miesiącu, a w przypadku np. szóstego tiera to 960 funtów, co również jest równoznaczne 16. grom, bo wchodzę za 60 funtów; maksymalnie cztery gry na tydzień; maksymalnie dwa symultatywnie rozgrywane kupony; maksymalnie dwa wydarzenia sportowe na jednym kuponie; łączna stawka pojedynczego lub kombinowanego zakładu musi wynosić minimum 2.0, aby podwoić zainwestowane pieniądze; w przypadku rozbicia któregokolwiek pionowego tiera w czasie krótszym niż cztery miesiące (id est 64 gry) gram zwycięskim jackpotem poziomo, czyli gdyby udało mi się zaliczyć pierwszy pionowy tier przed końcem maja, to stawiam 5120 funtów na powyższych zasadach do momentu przekroczenia jackpota z najwyższego tiera (£51 200: £5120 → £10 240 → £20 480 → £40 960 → £81 920; co łącznie będzie ode mnie wymagało trzynastu konsekutywnych, zwycięskich zakładów; jeśli nie uda mi się rozbić tiera w cztery miesiące, to po ewentualnym, późniejszym jego rozbiciu przechodzę do następnego pionowego tiera i odliczam kolejne cztery miesiące; po upływie czterech miesięcy i rozbiciu do piątego pionowego tiera nie gram jackpotem, tylko swoimi pieniędzmi - nie traktuję jackpotów jak swoich pieniędzy i nie mam w stosunku do nich żadnego ładunku emocjonalnego, to tylko cyferki na ekranie, dlatego gra jest cały czas w stylu LOW RISK - HIGH RETURN, bo miesięcznie kosztuje mnie tylko to, co jest w piątym poziomym tierze - jackpotami zaczynam grać dopiero od 6 pionowego tiera; każdy kolejny tier będzie rozgrywany u innego bukmachera; w grę wchodzą: bet365, 888sport i bet-at-home.  
      Oczywiście w dalszym ciągu spełniam swoje pracownicze obowiązki i odkładam minimum tysiąc funtów miesięcznie do momentu, aż nie ukończę planszy.
       
      * * * CIEKAWOSTKI * * *
       
      CIEKAWOSTKA I
      Obliczyłem, jakie jest prawdopodobieństwo wytypowania dziewięciu konsekutywnych, zwycięskich meczów.
       
      Jakie jest prawdopodobieństwo, że poprawnie obstawimy dziewięć meczów z rzędu?
       
      Ω - zbiór wszystkich możliwych wyników; | Ω | - całkowita liczba elementów zbioru omega; A - zbiór pożądanych rezultatów wyrażony w procentach, jako że tylko jeden rezultat z trzech możliwych jest nam sprzyjający, to też wynosi on 33,3 (w domyśle procent);  | A | - całkowita, łączna liczba elementów zbioru A; P (A) - szukane prawdopodobieństwo.  
      Ω = 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 ∙ 3 = 39 = 19 683;
      | Ω | = 19 683;
      A = {(33,3),(33,3),(33,3),(33,3),(33,3),(33,3),(33,3),(33,3),(33,3)};
      | A | = 299,7 = ~300;
      P (A) = 300/19 683 = 100/6561 = 1/65 = ~1.53%.

       
      CIEKAWOSTKA II
      Muszę nie rozbić żadnego tiera przez 32 miesiące, aby zainwestowane pieniądze były równe jackpotowi, który jest w danym tierze, czyli musi mi się nie udać obstawić dziewięciu konsekutywnych, zwycięskich kuponów aż przez 512 razy - wygrana przed 512. razem oznacza, że wyjmę więcej, niż włożyłem.
       
      CIEKAWOSTKA III
      Pierwszy pionowy tier kosztuje rocznie wyłącznie 1920 funtów, ostatni zaś 19 200 funtów (w przypadku nierozbicia któregokolwiek).
       
      CIEKAWOSTKA IV
      Łączna suma wszystkich jackpotów wynosi 281 600 funtów.
       
      * * * DISCLAIMERY * * *
       
      owy wątek nie został założony w celu promowania hazardu - jestem osobą bez nałogów i bez skłonności do nich, więc doskonale wiem, że w moim przypadku jest to zwykła, niegroźna zabawa; jeśli masz problem z hazardem, udaj się do specjalisty i w żadnym wypadku nie bierz ze mnie przykładu; z powodu zaprojektowanej planszy nie ucierpi nikt z mojego otoczenia ani ja sam (patrz wyżej); jak pisałem wyżej, nadal spełniam swoje obowiązki i odkładam pieniądze; w wyniku powyższej planszy odłożę ich po prostu troszkę mniej, aczkolwiek nie odczuję tego w żaden sposób (patrz tytuł: #stoicyzm, #ascetyzm, #minimalizm) - mam już wszystko, czego chcę, w kwestiach materialnych; teraz chcę jedynie wywalczyć sobie wolność, aby móc przedsięwziąć działalności, na które aktualnie nie mam czasu; w przypadku utraty pracy lub braku regularnych wpływów na konto bankowe zawieszam zabawę do odwołania.  
      Wątek powstał po to, aby być swoistym logiem, który będę update'ował za każdym razem, 
      gdy dobiję do siódmego tiera w poziomie, przedstawiając historię wydarzeń i dalszą drogę do jackpota.
       
      Z wyrazami szacunku,
      Ważniak
    • By Orybazy
      Szukałem i nie znalazłem takiego tematu, jeśli przeoczyłem proszę o zamknięcie.
       
      Czy ktoś z Bractwa wybiera się na VII Konferencję Prawicy Wolnościowej w Warszawie 9-10.11? 
       
      Wstęp jest darmowy, ale można wesprzeć na odpalprojekt.pl (dziś ostatni dzień).
      Osobiście sypnąłem groszem i mam nadzieję, że odbiorę książkę z rąk Michalkiewicza.
       
      Lokalizacja:
      Centralna Biblioteka Rolnicza, Plac Zamkowy, Warszawa
       
      Program:
       
      SOBOTA 9 LISTOPADA
      09:30 Otwarcie drzwi, start Targów Książki Prawicowej
      10:00 Jan Kubań, PAFERE
      11:00 Stanisław Michalkiewicz
      13:30 Janusz Korwin-Mikke
      15:15 Sławomir Mentzen
      16:30 Wolność a Niepodległość – debata posłów Konfederacji (Bosak, Winnicki, Sośnierz, Dziambor, Kulesza)
      19:00 Bankiet VIP dla prelegentów i donatorów (500+: od poziomu Mecenas)
       
      NIEDZIELA 10 LISTOPADA
      10:00 Kawowy networking
      11:00 Marcin Adamczyk
      13:00 Debata: Sommer vs Ziemkiewicz
      15:00 Grzegorz Braun
    • By Strusprawa1
      Pewien znany działacz z głównej polskiej partii wolnościowej został oskarżony o celowe zarażanie kobiet kiłą. Gościa kojarzę już od dobrych paru lat. Charakterystyczny był, że robił sobie "sweet focie" z bliskiej odległości z pełnym uśmiechem. Typowy atencjusz. No nic, konserwatyzm aż bije w oczy... 
       
      https://dorzeczy.pl/kraj/65313/Seksafera-w-partii-Korwin-Mikkego-Grzegorz-G-mial-uwodzic-kobiety-i-zarazac-kila.html
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.