Jump to content

Recommended Posts

już od dłuższego czasu chciałem napisać o tym co sam staram się wprowadzać do swojego życia, ale niestety często zapominam.

oddech

w tym tkwi duża siła i być może magia

zrozumiałem to, kiedy rzucałem palenie - ludzie uspokajają się na papierosie ponieważ wciągają głęboko powietrze, nikotyna jest tylko produktem ubocznym (niestety sie trujemy), ale to co robimy to głęboki i regularny wdech i wydech. spróbujcie sami zresztą. myślę, że dajemy w ten sposób znać naszemu ciału, że wszystko jest ok. dlatego tak dobrze czujemy się przy wysiłku fizycznym, nawet bzykanie to konkretne łapanie powietrza i jak dobrze się czujemy po gdy łapiemy oddech:)

staram się to stosować (kiedy tylko sobie o tym przypomnę) na co dzień - w pracy gdy gonią mnie terminy uruchamiam głęboki wdech i wydech, oczywiście nie jak parowóz, ale spokojne miarowe głębokie długie oddychanie 

jeżeli będziecie o tym pamiętać, sami zobaczycie w ilu sytuacjach codziennie wasz oddech się skraca i spłyca (podświadomie)

u mnie przynajmniej to działa. prosta rzecz może komuś pomoże

powodzenia

 

  • Like 2
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By deleteduser86
      Temat zamieszczam w rezerwacie, aby Panie też mogły się wypowiedzieć. Zatem piszcie o każdej porze dnia i nocy?, to wszystko czym tylko chcecie się z naszą społecznością podzielić, A zatem  co aktualnie robicie? 
       
      Ja zaczynam. Miałem dziś rano naprawdę ostry trening. Aktualnie leżę na tarasie, piję piwko, wiem, że nic już dzisiaj nie musze robić, w związku z czym czuję absolutny błogostan  
    • By Xin
      Aloha !
       
      Przeglądając tematy na forum, stosunkowo często ktoś pisze, iż ma problem z zasypianiem. Szczególnie często problem ten spotykam w temacie "Ruch NoFap". Sam przez dłuższy okres praktykowałem NoFap, aktualnie NoNut (orgazm bez wytrysku) i występuje dokładnie ten sam problem, jak na NoFap - typowo spory (lub ogromny) nadmiar energii pod koniec dnia. 
      Wiem jednak, że również wiele osób niezwiązanych z NoFap czy NoNut boryka się z tym samym problemem. Wielu z nas wiecznie analizuje różne sytuacje, zarówno minionego dnia, jak i te, które się jeszcze nie zdarzyły. Te sprzed dwóch tygodni i te, które będą się rozgrywać za dwa tygodnie. Są różne kalibry. Mnie też można gdzieś na tej skali umieścić. W pewnym okresie mojego życia było to tak uciążliwe i już wręcz groźne dla mojego zdrowia, iż poświęciłem wiele czasu na wypróbowanie różnych metod/środków. Wypróbowałem wiele różnych sposobów i ten, który pragnę opisać, okazał się najskuteczniejszy. Powiedziałbym, że piekielnie skuteczny. Wiele z tych rzeczy Marek mówił w audycjach, niejeden też pewnie pisał - widzę jednak, że wiele osób potrzebuje takiej techniki (jak wcześniej ja sam). Może warto zrobić jakiś temat zbiorczy z wszystkimi informacjami dot. snu i gdzieś go przypiąć, jako iż sen to bardzo podstawowa sprawa, a czas snu wpływa na jakość całej reszty dnia. Jest to także coś, co w mniejszym lub większym stopniu dotyczy nas wszystkich. Warto zauważyć, że w tym poście nie poruszam nawet tematu cyklu snu, optymalnego czasu snu (półtorej godziny i wielokrotność, czyli np. 4,5h - 6h - 7,5h). Jeden z braci wrzucał gdzieś ostatnio świetny "kalkulator" - rozpiskę o której godzinie należy iść spać, jeśli chcemy wstać o konkretnej godzinie, śpiąc przez wielokrotność półtorej godziny i biorąc pod uwagę czas potrzebny na zaśnięcie. Gdyby takowy temat powstał, to warto byłoby to tam też przypiąć. 
      Z grubsza chodzi o to, że aby zasnąć musimy rozluźnić ciało i oczyścić umysł (do tego oddech, ale to za chwilę). U jednych problemem jest nadmiar energii, u innych zaś nadmiar myśli i wieczne analizowanie (typowo ludzie wysoko wrażliwi). U jeszcze innych zaś występuje combo. 
      Dla tych, którzy nie medytowali, najtrudniejsze może okazać się oczyszczenie umysłu. Po wyciszeniu myśli mija krótka chwila, po czym następne tematy przypuszczają kolejny atak i sami się łapiemy na tym, że znowu coś analizujemy.
      Aby stosować tę technikę nie jest wymagana umiejętność wyciszenia myśli. Myk jest taki, że nie da się myśleć o dwóch rzeczach w tym samym momencie. Naszym zadaniem jest więc jedynie pokierować nimi i skupić je tylko na jednej rzeczy - rozluźnieniu mięśni. Stan wyciszenia przyjdzie później sam, a chwilę później będziecie już w objęciach Morfeusza :). 
       
      No dobra, starczy tego pitolenia, oto co trzeba zrobić.
      Kładziemy się na plecach (nie krzyżujemy nóg) i z rękoma wzdłuż ciała. Trzeba odpowiednio ułożyć się w barkach/ramionach, aby taka pozycja była wygodna i ręce nie generowały napięcia. Przynajmniej dla mnie na początku była niezbyt komfortowa, tradycyjnie uwielbiam pozycję embrionalną z poduszką między kolanami (taki mały tip - jeżeli ktoś lubi spać w pozycji embrionalnej, to między kolana polecam sobie podłożyć poduszkę [najlepiej twardy "jasiek"] - dużo zdrowiej i wygodniej).
      Ważne - od tego momentu nie wolno nam się poruszyć.
      Skupiamy swoje myśli na naszych mięśniach, rozluźniamy je powoli i po kolei - od twarzy do stóp.
      Zanim jednak zaczniemy rozluźniać mięśnie musimy ogarnąć oddech. Sam się często łapałem na tym, że gdy analizowałem jakiś gruby temat to w pewnych momentach źle wstrzymywałem oddech/źle oddychałem. Zasada jest taka, że oddychamy tylko i wyłącznie nosem. Robimy głębokie, szybkie wdechy i powolne wydechy. Wydech zawsze powinien trwać dłużej niż wdech. Bierzemy kilka głębokich wdechów. Myśli kierujemy na proces oddychania. Można powtarzać sobie w myślach "z każdym wydechem moje ciało się rozluźnia". Dla wizualizujących - można sobie coś wyobrazić, np. fontannę, która za każdym razem, gdy bierzemy wdech, strzela z naszych stóp do góry przez całe ciało przez głowę i wypłukuje z nas napięcie.
      Po kilku głębokich wdechach bierzemy solidny haust powietrza, "dociągamy" je wysoko i wstrzymujemy. Tak, jakbyśmy właśnie mieli z kimś zakład "kto dłużej wstrzyma powietrze" - solidny grzdyl powietrza i koniecznie przez nos. Wstrzymujemy 10 sekund. Bardzo powoli wypuszczamy. 
      Ważne - powietrza nie "wypychamy" z nosa, tylko niejako otwieramy przegrody i pozwalamy mu swobodnie, powoli ulecieć. Tak jakby balon się wypompowywał. Na początku może być uciążliwe i pojawić się chęć szybszego wydechu, którą należy powstrzymać. Powietrza nie należy wstrzymywać "nisko" (mam nadzieję, że jest to zrozumiałe).
      Bierzemy kilka kolejnych głębokich wdechów i znowu wstrzymujemy powietrze na 10 sekund, po czym powolutku pozwalamy mu ulecieć. I znowu. I tak kilka razy, a potem wstrzymujemy je na tak długo jak potrafimy (nie, że życiówka, tylko w tej chwili, aby nie tracić komfortu [i przytomności hah]).
      W tym momencie powinniśmy się poczuć już bardzo komfortowo, przechodzimy do rozluźniania.
      Jak pisałem wyżej - rozluźniamy całe ciało, od twarzy po stopy.
      Czyli najpierw rozluźniamy zmarszczone czoło, później brwi i oczy (wokół gałek ocznych jest naprawdę masa mięśni). Nos, usta, szczęka - wszystko rozluźniamy. Twarz w tym momencie powinna jakby opaść, usta rozdziawić się i ogólnie przyjąć głupi wyraz (miałem koleżankę w ogólniaku, z której inna się śmiała, że ta jak się zasłuchuje/zamyśli, to jej twarz przybiera głupkowaty wyraz - a ona po prostu [świadomie lub nie] rozluźniała swoje mięśnie, co jest bardzo zdrowe). 
      Cały czas pamiętamy o prawidłowym oddychaniu. 
      Przechodzimy na kark, barki, ramiona - wszystko po koei rozluźniamy myśląc o tym i wyobrażając sobie jak nasze wszystkie mięśnie się rozluźniają. Przez klatkę piersiową na brzuch, uda, łydki i tak aż do małych palców u stóp.
      Ciekawostka - podczas takiego rozluźniania udaje mi się poczuć krew płynącą w żyłach. Gdy pierwszy raz się pojawiło, nie wiedziałem co to za uczucie - myślałem, że odpowiedzialne za to są włoski na nogach (gdyż tam pierwszy raz to poczułem - przy stopach w górę). Pomyślałem tak, gdyż mogę opisać to uczucie jako łaskotanie. Łaskoczący puls - połączenie bicia serca z uczuciem łaskotania, występujące wzdłuż dużych żył. Po chwili uczucie stało się na swój sposób irytujące, gdyż mam straszne łaskotki. Po niedługim czasie treningu, tak jak starałem się wyczuć wszystkie mięśnie w swoim ciele, nauczyłem się wyczuwać poszczególne żyły w swoim ciele.
      Na początku tylko te największe, aktualnie także wszystkie widoczne - jeśli jestem świadomy, że dana żyła przebiega w tym miejscu, to skupiając na niej uwagę potrafię wyczuć przepływ krwi w tej żyle. Nie jest to związane z patrzeniem na nią - wystarczy, że potrafię sobie ją wyobrazić. Zobaczymy jak będzie dalej.
       
      Gdy już rozluźnimy całe ciało, to poczujemy się dosłownie tak, jak tuż przed zaśnięciem (lub tuż po obudzeniu) i w ciągu kilku chwil zaśniemy. Stan cudownego letargu zaczyna się pojawiać i przestajemy już myśleć nawet o rozluźnianiu. Zaczynają się zalążki porypanych sennych imaginacji. Ważne, aby cały czas dobrze oddychać i gdy pojawi się stan oczyszczenia umysłu nie zacząć o czymś myśleć. Jak już, to o rozluźnianych mięśniach.
      Ważne, aby nie poddać się pokusie przeciągnięcia się, co jest bardzo przyjemne i która pojawia się już po chwili. Tak samo z jakimkolwiek najmniejszym poruszeniem się. Skupiając uwagę na pracy naszych mięśni możemy zaobserwować, że gdy naciera jakaś śmieszna myśl i odruchowo się uśmiechniemy, to uświadamiamy sobie jak wiele mięśni na naszej twarzy zostaje aktywowanych i ile czasu zajmuje nam ponowne przywrócenie twarzy do porządku, stanu całkowitego rozluźnienia.
      Jeżeli ktoś ma większy problem z pozbyciem się natarczywych myśli na początku i nie może się skupić na oddechu, to polecam sobie jakoś wyobrazić uwolnienie od tych myśli. U mnie bardzo dobrze działa taka wizualizacja: wyobrażam sobie swoje ciało, jak leżę otoczony całkowitą, bardzo gęstą mgłą (i się rozluźniam, mgła kojarzy się strasznie, ale ma to być wizualizacja jak najbardziej pozytywna). Każda myśl, która naciera, pojawia się jako wychodząca z mgły. Jak tylko się pojawi, to wyobrażam sobie, że coś z góry ją wsysa i ulatuje w powietrze. Skupiam się znowu na swoim ciele otoczonym mgłą. 
      Druga wizualizacja, która zaskakująco dobrze u mnie działa: za każdym razem, gdy pojawi się jakaś natrętna myśl, wyobrażam sobie, że całą ją "przelewam" na kartkę papieru, którą wkładam do niszczarki. Myślę tylko i wyłącznie o procesie pracy urządzenia, przeznaczeniu urządzenia. Widzę, jak z niszczarki wychodzą tylko paski i nie pamiętam już nawet co było na kartce :). 
       
      Miłego dnia, pozdrawiam.
    • By Imiennik
      Witajcie bracia! 
       
      Jest to pierwszy temat założony przeze mnie na BS.
       
      Jak już niejednokrotnie pisałem, jednej suce udało wrobić się mnie w dziecko. Mam w tym więcej szczęścia niż rozumu, bo rozeszliśmy się każdy w swoją stronę, bez żadnych roszczeń emocjonalno-finansowych, chociaż lekko nie było i nerwy zostały mocno nadszarpnięte.
       
      Jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości? Gumy to lipa, pęknie albo nie pęknie. Paniom nie ma co ufać, już jedna mnie zapewniała...
       
      Szczerze rozważam wazektomię + oddanie nasienia do banku spermy dla spokoju ducha, dla samej świadomości, że w razie czego mogę, ale to ja przejmuję pałeczkę kontroli prokreacji
       
      Dlaczego? Raz, że dzieci nie chcę i nie lubię, dwa że są mocną kartą przetargową do przejmowania dóbr materialnych i niszczenia emocjonalnego - dopiero niedawno odpuściła mi nerwica, mimo, że ex patrząc obiektywnie zachowywała się bardzo po ludzku jak na kobietę.
       
      Mam nieruchomość, dobrze zarabiam. Dla mnie ZUS może upaść już teraz, o swoją starość się nie boję. Będę popijał drinki na południowo-amerykanskich wyspach za zyski z majątku i przyszłych inwestycji. Co może zniszczyć moje plany? Hmmm...
       
      SUKA!
       
      Myślę o tym od dawna, dzieci to ja nie chcę mieć odkąd pamiętam. W tych czasach to tylko zachcianka, a szklankę wody mam w dupie - nie ma to jak kran przy łóżku hahaha. Daje sobie jeszcze czas na przemyślenie, a właściwie szukanie minusów, których dostrzec nie potrafię, bądź są minusami dla innych - ja je postrzegam jako plusy.
       
      Co sądzicie bracia o takim rozwiązaniu przy wręcz antynatalistycznym podejściu do potomstwa? 
      Nie, audycje i filozofia nie namieszały mi w głowie, to moje podejście nakierowało mnie na tę tematykę, a także forum. Nie wzoruję się na nikim, raczej wybieram co mi odpowiada.
       
       
      PS
      Mam nadzieję, że wybrałem odpowiedni dział, ciężko było mi się zdecydować, gdyż temat jest wielopłaszczyznowy. 
      W razie czego bardzo proszę o przeniesienie.
    • By mac
      Witam
       
      Panowie bardzo proszę, żebyście podali wasze sprawdzone, może nietypowe sposoby na prawdziwy, ale zaznaczam prawdziwy relaks, po którym poczuliście się, jak nowo narodzeni. 
       
      Nie ma mowy o ćpaniu, alkoholu, używkach i innych gównach. Szukam inspiracji, natchnienia, bo znalazłem się trochę w czarnej dupie emocjonalnej i jakoś głowa właściwie nie pracuje. 
       
      Potrzebuję się wyrwać z rutyny dnia codziennego. 
       
       
    • By tomu85
      Witam serdecznie wszystkich Braci Samcow. Rowniez wielkie podziekowania naleza sie Panu Markowi, dzieki ktorego pracy I zaangazowaniu trafilem na to forum. 
      Mam na imie Tomek i postaram sie w skrocie przedstawic moja historie.
      No to zaczynamy. Kilka dni temu skonczylem 33 lata zycia. Z moim diabelkiem w anielskiej skorze jestesmy 7 lat w tym ponad 5 po slubie. Od 6 lat mieszkamy w USA, wynajmujemy ladny dom(3 sypialnie) w gorach zlokalizowany na duzej dzialce (wlasny ogrodek i te sprawy). Generalnie nie musimy sie martwic co do garnka wlozyc. Ja prowadze interesy a moja zona zajmuje sie domem, bez dzieci z 2 kotami. Ona nie musi pracowac. Problem w tym, ze nie potrafi znalezc sobie hobby czy rozwijac pasji,. Ja pracuje w domu dlatego przebywamy ze soba prawie 24h na dobe. Od kilku lat wszystko pieknie, idealny zwiazek. Brzmi jak sielanka a przynajmniej tak wydawalo sie na poczatku. Otoz nie do konca. Trafilem na kanal Pana Marka stosunkowo nie dawno bo kilka tygodni temu. Po analizie kilku materialow zaczalem dostrzegac pierwsze sypmtomy "misiowania" I innych tego typu brudnych zagran ze strony mojej wybranki. Na poczatku oczywiscie bagatelizowalem sytuacje, zablokowany i zaprogramowany w estrogenowym matriksie od wczesnego dziecinstwa. Nie wiem czy tak jest/bylo u wszystkich ale pamietacie  jeszcze jak mama czy babcia wmuszala Was kolejna porcje jedzenia "za mamusie", "za tatusia" itd? Moja teoria jest taka ze jest to ksiazkowy przyklad "misiowania" wstepnego w celu przygotowania kandydata do "misiowania" zasadniczego, a co za tym idzie, ulatwienie przyszlej kandydatce na zone wprowadzenie niezbednych poprawek i odswiezenie wpojonego nieswiadomie schematu z dziecinstwa.
      Ale do rzeczy: 
      Postanowilem z moja partnerka zagrac w gre. Ale nie taka zwykla jakich wymaga codzienne funkcjownowanie w zwiazku typu: kupisz jej cos I masz troche spokoju na jakis czas - nie to za proste. Moja gra byla bardziej w stylu Jigsawa z "Pily" - kazdy szczegol I scenariusz rozegralem w glowie, co daje poczucie wewnetrznego spokoju i pozwala byc 2 kroki przed przeciwnikiem. A bedzie sie dzialo dlatego musisz byc przygotowany na decydujacy starcie. Cechy adaptacyjne, ktore wypracowaly kobiety na drodze ewolucji stawiaja Nas Samcow w sytuacji w ktorej albo dasz sie spantoflic albo postawisz wyrazne granice. Ale wrocmy do gry. Kilka dni temu mialem urodziny, a moja polowka ma urodziny 5 dni po mnie. Postanowilismy zrobic sobie prezent i wyskoczyc na pare dni w jakies cieple miejsce zeby pozegnac lato i przygotowac sie do zimy w Massachusetts, a jest ona rownie dluga I ostra jak ta w Polsce. Wybor padl na Jamajke, co bylo moja propozycja bo ona oczywiscie chciala kolejny raz dowartosciowac sie w kasynach w Las Vegas. Wybor oczywiscie nie przypadkowy bo tutaj wlasnie zaczynamy gre na moich warunkach. Jamajka to piekna tropikalna wyspa ale poziom dostatku wsrod miejscowych bardzo sie waha, nie brakuje natomiast dobrze zbudowanych, wysportowanych Jamajczkow z dlugimu dredami (samcow alfa w moim odczuciu) ktorzy czekaja tylko na turystki u ktorych myslenie i kontrole przejmuje macica. Pomyslalem ze to bedzie idealna okazja do zweryfikowania moich podejrzen odnosnie intencji partnerki. Podroz byla dluga - 4h lotu a potem 2 godziny wyluzowanym autobusem, ktorego kierowcy juz na lotnisku zadbaja o to zeby nie zabraklo Ci zielonych specjalow i innych lokalnych produktow. Na miejsce dotarlismy kolo 15. Jeszcze sie dobrze nie rozpakowalismy a moja rybka polknela haczyk, poszla sie rozgladnac po terenie hotelu I plazy. Po degustacji specjalow od kierowcy, odpowiednio zrelaksowany postanowilem dolaczyc do zony. Oczywiscie na plazy krecilo sie wielu lokalnych oferujacych glownie "ziola i slodkosci" ale tez pamiatki I inne pierdoly. Nie da sie ukryc ze czasami sa troche natretni, oferujac Ci niby cos w prezencie ale pozniej zadaja datku. Oczywiscie moja zona byla juz w towarzystwie  "obdarowana" prezentami/branzoletkami, za ktore musialem pozniej zaplacic. Zaprosili Nas pozniej do pobliskiego baru gdzie przy piwku oczekiwalismy na zachod slonca grajac na bongosach. Poszedlem tylko na 10 minut do pokoju a po powrocie zobaczylem ze moja wybranka bardzo juz wstawiona pluska sie bezrtosko w morzu  w samej bieliznie z jednym z lokalnych. Bylem przygotowany na taki scenariusz ale mimo wszystko bardzo duzo mnie kosztowalo zeby zachowac spokoj w tej sytuacji I nie dac typowi w ryj. Powstrzymalem sie. Z wykladow Pana Marka przypomnialem sobie, ze: przeciez to nie jego wina ze jest samcem Alfa I prubuje wypelnoc swoja misje od natury. Problem w tym ze przekonalem sie o tym co chcialem wyprzec z mojej glowy: ze moja kobieta pod wplywem alkoholu, zostawiona bez opieki w towarzystwie samcow alfa  traci kontrole nad soba I nie moge jej ufac ani teraz ani tym bardziej w przyszlosci.
      A teraz najlepsze: moja GRA caly czas trwa, pisze do Was wlasnie z Jamajki gdzie cala akcja sie toczy. Jest 2:30 w nocy z wtorku na srode. W czwartek ma 32 urodziny, planuje obdarowac ja czyms specjjalnym z tej okazji - pozwem, ktorego sie nie spodziewa. Trzymajcie kciuki I napiszcie prosze co sadzicie o mojej strategii I czy pozew w dniu urodzin na beztroskiej rajskiej wyspie to wystarczajaca nauczka I przestroga dla innych, ktorym o tym opowie, bo zaloze sie ze bedzie chciala sie zemscic. Przepraszam ale nie posiadam polskich liter na klawiaturze telefonu, mam nadzieje ze mi to wybaczycie  Pozdrawiam serdecznie Braci Samcow.
      P S. Nie dajcie sie zmisiowac
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.