Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Deleteduser02

" Skarbie, powinniśmy mieć zasady i jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie spotykasz się z koleżankami...itd. ", czyli jawna hipokryzja kobiety.

Polecane posty

Witam serdecznie drodzy Bracia! ;)

 

Kobiety naprawdę są hipokrytkami.

Jestem w związku z kobietą od pół roku, niedługo razem zamieszkamy (ja przeprowadzam się do niej z innego miasta, bo jej starzy kupili Nam mieszkanie, na razie ona jest u siebie, ja u siebie i widzimy się, co kilka dni).

 

Moja kobieta na mój pomysł jakoby w lato chciałbym pojechać z kumplami sam nad morze bez niej lub jakieś moje wyjście na piwo z nimi do klubu reaguje płaczem i emocjami, mówiąc : " Kochanie, wiem, ze jak nie byłeś w związku, to robiłeś co chciałeś, ale nie uważam, by bylo w porządku, jeśli chcesz jechać z chłopakami do klubu lub wyjść z koleżanką na piwo, bo skoro jesteś w szczęśliwym zwiąZku (ona rzeczywiście się bardzo stara i ma cechy, które mi odpowiadają, a do tego jest niesamowicie zgrabna), to po co Ci takie wyjscia, trzeba znać pewien umiar i wiedzieć, co można". 

 

No ok, to mówię, "Uwazam, że przesadzasz, ale jesli Ci tak na tym zależy, to nie będę z nimi nigdzie jechał, ewentualnie pojedziemy razem, czyli ja z Tobą, a Oni  ze swoimi kobietami".

Przestała płakać, szlochac i doszliśmy do kompromisu.

 

Po czym wczoraj ona mi piszę, że idzie na browara. No to ja drodzy bracia sobie mówię ok, pewnie tam opija sesję z koleżankami, bo zdała wszystko, niech idzie.

Po czym wysyla mi filmik, że pije piwo i je kebsa i ryj jakiegoś gościa obok ( taki filmik snapchatowy, czasami sobie takie wysyłamy ), no to ja od razu piszę :" Z kim pijesz?" Ona mi odpisuje: "Pije za zdaną sesję z koleżanką i kolegą, z ktorym znam się od 6 lat, jest zajety ".

Całą noc nic więcej nie pisała.

 

I teraz bracia do sedna. Mnie zwraca uwagę szlocha, płacze, zebym nie wychodził z kumplami, zebym ją szanował, miał zasady w związku, wiedział, co wolno, co nie wolno.

A tymczasem ona idzie opijac sesję z ziomalką i ziomkiem, którego ja nie znam (ja nie wiem czy zajęty (chyba slabo skoro jego laska go puszcza na piwo z 2 kolezankami, czy nie).

 

Drodzy bracia, czy nie uważacie, ze to jest kurwa "jawna hipokryzja", jestem wkurwiony na nią.

Ciekawe jakby zareagowała jakbym to ja sobie poszedł opijać sesję z kumpelą i kumplem i przez całą noc nic nie odpisywał (wkurwiałaby się, smsy, wiadomości na 100%, w sumie to też chcę jej tak zrobić, że sobie pójde z kumpela i ziomkiem na piwko ;p).

 

No i skoro, mamy wiedzieć, co wolno, a czego nie w związku, to zamierzam ją opierdolić za jej zachowanie, bo nie pozwolę sobie na takie traktowanie.

 

Co o tym myślicie i jakbyście to bracia rozegrali, żeby zrozumiała o co chodzi, a ja żebym nie wyszedł na zazdrośnika jakiegoś? 

 

Opierdolić ją totalnie, spokojnie wytłumaczyć, że zapachniało mi jej zachowanie hipokryzją, samemu wyjść sobie z koleżanką i kumplem i zrobic tak samo ( jako kara dla niej ). Piszcie bracia, jakbyście postąpili w takiej sytuacji? ;)

 

Pozdrawiam ;p

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Jak czytałem początek to od razu nasunęło mi się: 

 

Ok kochanie ja nie mogę się spotkać ze znajomymi, rozumiem że ty też się trzymasz tego zakazu. Też przecież jesteś w związku.   

 

Założę się że byłoby zwarcie styków i tłumaczenie się itp. 

 

Moim zdaniem powinieneś działać tak, że jak ona chce cię ograniczać to niech sama się stosuje do tych ograniczeń. Gdybyś jej dobrze zagrał to drugim razem dwa razy by się zastanowiła.

 

Twój związek jest jeszcze świeży, ale przykro mi to mówić. Kobieta cię wyprzedziła i już cię rozstawia jak dzieciaka. Jak w porę nie ograniesz tego to będziesz miał piekło.

 

A jak wybrnąć z tej sytuacji to już ktoś bardziej doświadczony niech podsunie pomysł.

Edytowano przez slavex
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Poproś ją, żeby spytała tego zajętego kumpla, jak on to robi, że mu jego laska pozwala wychodzić z dwiema innymi dziewczynami na piwo ;) i jak to się stało że Ty też jej pozwalasz.

38 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Kochanie, wiem, ze jak nie byłeś w związku, to robiłeś co chciałeś, ale nie uważam, by bylo w porządku, jeśli chcesz jechać z chłopakami do klubu lub wyjść z koleżanką na piwo, bo skoro jesteś w szczęśliwym zwiąZku

- Tak kochanie, to jest jak najbardziej w porządku, nie zadręczaj się głupstwami. 

  • Like 6

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jest to kurwa chora sytuacja.

 

Nie jestem zwolennikiem wzbudzania zazdrości, gierek psychologicznych itp.

 

Opierdolić z góry do dołu jak burą sukę nie przebierając w słowach. Zastanowić się na tym wspólnym mieszkaniem.

 

Facet musi ale to musi od czasu do czasu wyjść z kumplami, jest mu to potrzebne do bycia facetem - nie mówię tu oczywiście o wyjściu z kumplami na disco i bajerowanie innych lasek. Mam na myśli raczej wyjście na mecz, obicie ryja kibolom, wypad w góry i kilka dni pod namiotem, polowanie na grubego zwierza, paintball - tego typy męskie rozrywki. To powoduje, że jaja rosną, wtedy facet jest szczęśliwy, silny a co za tym idzie szczęśliwa jest jego kobieta. Facet wychowywany przez kobiety (co jest normą dzisiaj) musi przebywać z innymi facetami i robić męskie rzeczy. Jak już ją opierdolisz od góry do dołu to możesz jej to wytłumaczyć. Możesz przeczytać książkę "Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" tam trochę o tym jest napisane.

 

Przedstawię teraz moje staroświeckie i niemodne podejście.

 

Ty możesz iść z kumplami na piwo, ona może iść z koleżankami na kawę albo też na piwo. Ty nie spotykasz się z koleżankami, ona nie spotyka się z kolegami. To jest dramat, że dzisiaj kobiety mają mnóstwo kolegów, na pęczki adoratorów, orbiterów a mało koleżanek. Miś to tylko kolega nie denerwuj się. Miś się jednak wkurwia ale nie okazuje zazdrości bo nie można pokazywać słabości - tak uczą. A taki chuj jak Batorego komin. Opierdolić porządnie, użyć brzydkich słów, wpaść w szał. Najważniejsze - uświadomić, że dla ciebie odejść od niej to jak posmarować bułkę masłem.

 

Ty i twoje uczucia są najważniejsze. Jak ty będziesz szczęśliwy to i ona będzie szczęśliwa. Nie uszczęśliwiaj jej swoim kosztem.

 

  • Like 8

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tradycyjny podwójny standard często widziany u płci pięknej. Myślę, że opierdol byłby wskazany z jasnym wytyczeniem zasad, których trzymamy się obydwoje, a nie tylko jedno z nas.  Najlepiej jeszcze przed wspólnym zamieszkaniem, bo jeśli tego nie zrobisz potem będzie niestety jeszcze gorzej. Tak jak już pisali bracia wyżej, wygląda na to, że Cię pod siebie ustawia i to nawet do tej pory skutecznie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
41 minut temu, Gr4nt napisał:

Facet musi ale to musi od czasu do czasu wyjść z kumplami, jest mu to potrzebne do bycia facetem - nie mówię tu oczywiście o wyjściu z kumplami na disco i bajerowanie innych lasek. Mam na myśli raczej wyjście na mecz, obicie ryja kibolom, wypad w góry i kilka dni pod namiotem, polowanie na grubego zwierza, paintball - tego typy męskie rozrywki

O, dokładnie! Każda kobieta, która tego nie rozumie jest albo manipulantką, albo nie dojrzała do normalnej relacji. 

 

Człowiek posiada coś co się nazywa "filarami społecznymi" i jednym z nich jest związek, ale też przyjaciele, kumple, znajomi - stanie na jednym z nich tylko jest niezdrowe i niepotrzebne. Nawet jeśli ona ma dobre intencje (w co jak czytam cały post wątpię) to wasz związek jest świeży i jeśli potrwa dłużej to nie będzie to zdrowe. 

 

Dla Ciebie, bo jak widać ona z wyjściami nie ma problemu i jak wiele Pań nagina sobie zasady do swoich celów i to jest moim zdaniem jebana hipokryzja i sygnał alarmowy. 

 

Twój problem polega na tym, że jesteś w tym stroną bierną - po prostu do tej pory się tym nie przejmowałeś i nic Ci nie przeszkadzało tylko jej, więc pozwoliłeś samicy ustalić zasady i płaczem wymusić kompromis, którego potem sama nie przestrzega. 

 

Nie może być tak, że zasady w związku ustala tylko jedna osoba, czujesz to, prawda? 

 

Więc teraz Ty zainicjuj rozmowę na ten temat i powiedz jej jakich Ty zasad spotkań oczekujesz. 

 

Ja jestem dokładnie tak samo tradycyjny jak Brat @Gr4nt:)

Ja mam swoje wyjścia z kumplami na mecze, siłkę, konsolę, piwo (a jak do klubu to oczywiście nie zrywać panny) oraz wyjścia firmowe, kobieta ma swoje wyjścia firmowe, z koleżankami do sauny, na wino piwo czy inne kawy i babskie spotkania w bawialniach i to jest ok. Wychodzimy też wspólnie. 

 

Osobiście nie widzę potrzeby, żeby moja kobieta spotykała się z "tylko kolegami" sam na sam bo jest to dla mnie co najmniej dwuznaczne, zwłaszcza że potem zwykle z tym tylko kolegą było bzykanie. Zresztą uważam, że panna jak ma faceta i zero brudnych myśli to takich kolegów nie musi podtrzymywać.  Ja sam będąc w związku też nie czuję potrzeby żeby sam na sam z jakąś orbiterką się widywać. Zasady są więc takie jak mi pasują i symetryczne. 

 

A jeśli kobieta nie ma tego typu zdrowych relacji typu grupy koleżanek, zajętych i normalnych tylko same latawice i ryczące 30tki i singielki z którymi biega po klubach, albo w ogóle większość "tylko kolegów" i potem się okazuje że z połową z nich się tam kiedyś bzykała a ci kolesie mimo  że wiedzą iż kogoś ma piszą do niej non stop "hej, idziemy na piwko:)" to nauczony doświadczeniem (tak tak, moja B.) to sygnał alarmowy i relacja jest kończona bo to po prostu nie jest mój styl życia. 

 

Także @SearcherofPerfection ustal z nią zasady jakie pasują Tobie i egzekwuj, a jeśli jest od tego zbyt odległa szukaj innej,bo nie  zrobisz z człowieka A człowieka B pogadankami. I nie daj się zmanipulować wpedzic w poczucie winy tylko mów co Ci przeszkadza i czemu bo ona postąpiła jak hipokrytka. Ty jej powiedziałeś wcześniej i wyjeździe, ustąpiłeś a ona postawiła Cię przed faktem dokonanym. 

 

Zasady w związku równe dla obu stron to nie oznaką zazdrości! 

 

Edytowano przez JurekB
  • Like 2
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SearcherofPerfection

Omów sprawę z kobietą na spokojnie, w cywilizowany sposób, a nie z pianą na ustach jak jakiś niedojrzały szczeniak, furiat lub pospolity cham. Czuj u myśl co chcesz, ale na głos nie osądzaj jej, nie wyzywaj od hipokrytów, bo to tylko utrudni komunikację. Nie rób jej wykładu, lecz z nią o tym porozmawiaj. To ma być DIALOG a nie klasyczna męska tyrada. Np. „Pamiętasz jak ostatnio prosiłaś, żebym nie chodził z kolegami na piwo?” „A tymczasem okazało się, że wczoraj sama byłaś ze znajomymi.” „Jakbyś poczuła się na moim miejscu?” Potem cała ta sytuacja może po prostu być pretekstem do renegocjowania wcześniejszych ustaleń na zasadzie „Sama widzisz, że fajnie swobodnie spotykać się ze znajomymi od czasu do czasu, dobrze to człowiekowi robi. Ja też to lubię, nie przesadzajmy z ograniczeniami bo zaczniemy żyć jak jacyś pustelnicy.” 

  • Like 1
  • Smutny 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Spokojny napisał:

Nie rób jej wykładu, lecz z nią o tym porozmawiaj. To ma być DIALOG a nie klasyczna męska tyrada

Dialog? Rozmowa z kobietą? Logiczne argumenty?

 

To pomoże tylko na jakiś czas.

 

Spokojna rzeczowa rozmowa i logiczne argumenty to coś czego można użyć w rozmowie z przyjacielem, kolegą ale nie z kobietą. Proszę Pana ile ja się narozmawiałem z żoną, jakie ja logiczne i nie do zbicia argumenty przedstawiałem, tłumaczyłem, przekonywałem, że lepiej będzie tak i tak. Kiwała ze zrozumieniem głową ale w oczach widziałem pustkę. Coś tam pomogło na dzień czy dwa i potem wszystko wracało do normy. Pewnie niektórzy z was wierzą w partnerstwo w związku, a ja wam powiem, że nie ma czegoś takiego. Ktoś musi być silny a ktoś inny musi się podporządkować. Spokój, opanowanie i rzeczowa rozmowa owszem ale nie z kobietą. Wiem co mówię bo przez 7 lat rozmawiałem i nic, no ale może moja myszka jest inna, może inne kobiety rozumieją co się do nich mówi.

 

11 minut temu, Spokojny napisał:

furiat lub pospolity cham

 

U mnie to pomogło, warto spróbować może u autora też pomoże.

 

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Kochanie, wiem, ze jak nie byłeś w związku, to robiłeś co chciałeś, ale nie uważam, by bylo w porządku, jeśli chcesz jechać z chłopakami do klubu lub wyjść z koleżanką na piwo, bo skoro jesteś w szczęśliwym zwiąZku (ona rzeczywiście się bardzo stara i ma cechy, które mi odpowiadają, a do tego jest niesamowicie zgrabna), to po co Ci takie wyjscia, trzeba znać pewien umiar i wiedzieć, co można".

Kochanie wiem, że jak nie byłaś w związku to robiłaś co chciałaś ale skoro jesteś w SZCZĘŚLIWYM związku to NIGDZIE nie wychodź, bo po co szukać szczęścia na mieście skoro masz je pod nosem? I albo załapie albo dodaj do tego wyjaśnienie :D.

  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przecież to był bardzo widoczny shittestna, wrecz klasyka - odciac najpierw od kolezanek i kolegów, później od rodziny i pasjii, a później miś nie wiem co czuję....

 

Kobiety nigdy nie wychodzą z gry i Ty też nie możesz zatracać znajomości z koleżankami, które są po prostu konkurencją i ona zawsze to będzie miała z tyłu głowy, a w szczególności z kolegami, gdzie pomogą odreagować w razie rozstania itp.

2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

" Kochanie, wiem, ze jak nie byłeś w związku, to robiłeś co chciałeś, ale nie uważam, by bylo w porządku, jeśli chcesz jechać z chłopakami do klubu lub wyjść z koleżanką na piwo, bo skoro jesteś w szczęśliwym zwiąZku (ona rzeczywiście się bardzo stara i ma cechy, które mi odpowiadają, a do tego jest niesamowicie zgrabna), to po co Ci takie wyjscia, trzeba znać pewien umiar i wiedzieć, co można". 

To był właśnie shittest, chce żebyś coś dla niej poświęcił...

 

2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

 

No ok, to mówię, "Uwazam, że przesadzasz, ale jesli Ci tak na tym zależy, to nie będę z nimi nigdzie jechał, ewentualnie pojedziemy razem, czyli ja z Tobą, a Oni  ze swoimi kobietami".

Przestała płakać, szlochac i doszliśmy do kompromisu

A Ty bracie go nie zdałeś, byle myszka przestała płakać i się uspokoiła.

 

2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Po czym wysyla mi filmik, że pije piwo i je kebsa i ryj jakiegoś gościa obok ( taki filmik snapchatowy, czasami sobie takie wysyłamy ), no to ja od razu piszę :" Z kim pijesz?" Ona mi odpisuje: "Pije za zdaną sesję z koleżanką i kolegą, z ktorym znam się od 6 lat, jest zajety ".

Całą noc nic więcej nie pisała.

No i masz tego efekt, myślisz, że zachaczyła kolege na filmiku zupełnie przypadkowo? Chciała wywołać zazdrość i sprawdzić granicę.

 

 

A Ty się jeszcze pytasz czy ją opierdolić, czy może ją to urazi (no comment)...

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@SearcherofPerfection sytuacja prosta, więc opiszę ją prosto:

"Albo oboje przestrzegamy ustalonych zasad, albo nie ma żadnych zasad"

19 minut temu, Spokojny napisał:

@SearcherofPerfection

Omów sprawę z kobietą na spokojnie, w cywilizowany sposób, a nie z pianą na ustach jak jakiś niedojrzały szczeniak, furiat lub pospolity cham. Czuj u myśl co chcesz, ale na głos nie osądzaj jej, nie wyzywaj od hipokrytów, bo to tylko utrudni komunikację. Nie rób jej wykładu, lecz z nią o tym porozmawiaj. To ma być DIALOG a nie klasyczna męska tyrada. Np. „Pamiętasz jak ostatnio prosiłaś, żebym nie chodził z kolegami na piwo?” „A tymczasem okazało się, że wczoraj sama byłaś ze znajomymi.” „Jakbyś poczuła się na moim miejscu?” Potem cała ta sytuacja może po prostu być pretekstem do renegocjowania wcześniejszych ustaleń na zasadzie „Sama widzisz, że fajnie swobodnie spotykać się ze znajomymi od czasu do czasu, dobrze to człowiekowi robi. Ja też to lubię, nie przesadzajmy z ograniczeniami bo zaczniemy żyć jak jacyś pustelnicy.” 

@Spokojny opisał dość spokojny ( :D ) sposób załatwienia tej sprawy. Jednak tutaj uważam, że Twoja luba już zachowała się, że tak ujmę, niczym "pospolity cham". Nazywam to w ten sposób, gdyż ustaliła zasady jedynie dla CIEBIE, a nie dla WAS (z jej punktu widzenia rzecz jasna). 

Po prostu miało miejsce "badanie terenu", "shittest", czy jakkolwiek ktokolwiek to tutaj nazywa. Niestety ten egzamin wstępny póki co oblałeś, a na efekty długo czekać nie musiałeś ze strony swojej damy. 

Będąc na miejscu autora i ze względu na fakt, że jestem nieco mniej pogodny na takie objawy chamstwa, po prostu wziąłbym dupę w troki i zaaranżował wypad na browar z ekipą, informując o fakcie dokonanym lubą dokładnie w ten sam sposób, w jaki ona poinformowała mnie. Następnie wysłałbym również filmik, gdzie popijam drinka w towarzystwie "zajętych", acz najlepiej skąpo ubranych koleżanek i napisałbym, żeby się nie martwiła - gdyż będę jak wrócę. Po tych działań mój telefon zostałby wyłączony, aby moja impreza nie była zakłócana zbędnymi połączeniami.

Jednak ze względu na to, że nie jestem na miejscu autora, zalecam po prostu przeanalizowanie wszystkich wypowiedzi i wyciągnięcie swoich wniosków, jak też planu działania na przyszłość ;)

Pozdrawiam

Edytowano przez Rick
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 hour ago, SearcherofPerfection said:

No ok, to mówię, "Uwazam, że przesadzasz, ale jesli Ci tak na tym zależy, to nie będę z nimi nigdzie jechał, ewentualnie pojedziemy razem, czyli ja z Tobą, a Oni  ze swoimi kobietami".

Przestała płakać, szlochac i doszliśmy do kompromisu.

Słabo. Przemyśl sobie, co właśnie się stało. Pokazałeś, że jesteś miękką fają, że można na Tobie wymusić dowolny absurd płaczem (jesteś podatny na prymitywne manipulacje) i że to ona jest jest mądra i obyta życiowo, więc to ona ustala zasady 'jak żyć', a Ty masz słuchać. Co więcej, jak się okazuje, te super mądre zasady, które Ci wmusiła (i dałeś sobie wmówić, że to niby wspólnie wypracowany kompromis)  są tylko dla Ciebie, bo ani jej, ani jej kolegów (zajętych) nie obowiązują. Potraktowała Cię jak swojego pieska. Pańcia mówi co piesek ma robić, a sama robi co jej się podoba. A jak piesek będzie niegrzeczny, to pańcia będzie płakać. Niedobry pies! Buuuu....

 

Kolejna rzecz, do przemyślenia na spokojnie. Czy ona popełniła jakąś zbrodnię wychodząc z kolegami z roku na browca? Otóż nie. To jest normalne. Potem będzie wychodzić na browca z towarzystwem z pracy. Chodzić na imprezy firmowe. Będzie wyjeżdżać na szkolenia i teraz najlepsze - wyjazdy integracyjne. I to jest normalne. Też będziesz. Morał z tego taki, że nie należy się wkurwiać o to, że ktoś poszedł na imprezę bez partnera. Takie sytuacje się zdarzają.

 

Natomiast naganne jest to, że pańcia próbuje Cię izolować od Twoich znajomych. Jest to mechanizm typowy, popularny, wielokrotnie tu omawiany. Właściwie wszystkie kobiety tego próbują mniej lub bardziej nachalnie - czy to w postaci generalnych ustaleń (które pozwoliłeś sobie wcisnąć) czy jako pojedyncze działania skierowane przeciwko konkretnemu wyjściu - 'źle się czuję, zostań ze mną' czy dowolna ściema zmierzająca do odizolowania samca od jego przyjaciół. Twoja pańcia po prostu jedzie schematem. Ot, kolejna 'inna niż wszystkie'. Na to nie należy się zgadzać.

 

W związku z powyższym od tej pory wychodzisz dokąd chcesz, na ile chcesz i z kim chcesz. Ty decydujesz i ona nie ma nic do gadania. Zero dyskusji, żadnych 'kompromisów'. Wiesz już, że wszelkie próby wpłynięcia na to są mniej lub bardziej agresywnym działaniem w kierunku izolacji Ciebie od znajomych i nie wnoszą dla Ciebie niczego dobrego. Pielęgnuj przyjaźnie, są ważne, nie pozwól ich sobie odebrać. I to nie jest żaden rewanż, zemsta czy demonstracja siły - to jest normalność. Informujesz, a nie pytasz o pozwolenie. Pamiętaj jednak, że ona również może chcieć gdzieś iść bez Ciebie - nie rób z tego dramatu. Głupiej nie upilnujesz, mądrej nie musisz pilnować.

 

Co do opierdalania - pamiętaj, że komu bardziej zależy ten jest na straconej pozycji. Dla kobiet opierdol czy słodkie pierdzenie to w zasadzie to samo, bo one się karmią emocjami. Także ja bym nie rozdmuchiwał tej sprawy za bardzo. Krótkie oświadczenie, że proponowane przez nią zasady są bezsensowne (czego dała przykład), więc od tej pory wszelkie jej propozycje w zakresie 'jak żyć', 'co można, a czego nie' itp. będziesz traktował jak bzykanie muchy. A w ogóle to kim ona jest, żeby Cię pouczać? I koniec dyskusji. Jak zacznie płakać to oświadczasz, że możesz rozmawiać z dorosłym człowiekiem, ale nie z rozmazanym bachorem, więc cześć! nara! spadam na browara! wrócę jak mi się zechce.

 

Pamiętaj, że ona nie jest wcale wyjątkowa, jak nie ta to inna. Nic na siłę. Miej wyjebane, a będzie Ci dane ;)

  • Like 6
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi, napisała przed chwilą :" Czy jestem zły za wczoraj?".

 

Odpisalem, ze tak, ze zasady musza dzialac w dwie strony i nie bede tolerowal takiego zachowania i w chuju mam ile sie.z nim zna i czy jest zajety.

Ja sie spotykam z kolegami, a ona z kolezankami.

Jestem na razie w swoim miescie , jade do.niej w srode na Walentynki, wiec szykuje sie opierdalajaca rozmowa. 

Tylko co myslicie jak napisze, ze ok, to napisac jej, ze pogadamy jak wpadne i teraz pisac normalnie, czy zakonczyc temat. Mimo wszystko wole w oczy jej to jeszcze raz wygarnac, zeby widziala jak to mowie i dobrze zapamietala, bo jestem bracia kochani wkurwiony niesamowicie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jesteś z nią pół roku, i już macie zamieszkać razem ? Hmm, czego Ty się o niej dowiedziałeś przez ten czas ? Podstawowy błąd.

 

Kolejna sprawa jest związana ze spotkaniami ze znajomymi. Jeśli wcześniej regularnie spotykałeś się z kolegami, to związek absolutnie nie powinien mieć na to wpływu, a tłumaczenia, że jesteś szczęśliwy, więc kumple i kumpele na bok, jest żałosny. Spaliłeś się już na starcie, bo przystałeś na jej warunki, więc teraz za każdym razem będzie awantura i płacz gdy będziesz chciał wyjść bez niej. W drugą stronę oczywiście jest w porządku.

 

"Kolega, z którym znam się 6 lat, jest zajęty"... To niekoniecznie musi być prawda. Równie dobrze mogła tak powiedzieć, by trochę Cię uspokoić. 

 

Bracia, sprawa wygląda tak, że przy najbliższym spotkaniu powinieneś jasno przedstawić swój punkt widzenia. Związek to nie więzienie, a Ty jako facet, masz prawo od czasu do czasu prawo wyjść z kolegami na piwo bez niej. Przebywanie ze sobą 24/7 jest potwornie męczące i wypala uczucie z ekspresowym tempie. 

 

Masz jeszcze szanse coś z tym zrobić. Jeśli będzie robić awantury i fochać się o to, że poza nią masz swoje życie, to warto zastanowić się nad przyszłością tego związku.

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, SearcherofPerfection napisał:

Dzięki za odpowiedzi, napisała przed chwilą :" Czy jestem zły za wczoraj?".

 

Odpisalem, ze tak, ze zasady musza dzialac w dwie strony i nie bede tolerowal takiego zachowania i w chuju mam ile sie.z nim zna i czy jest zajety.

Ja sie spotykam z kolegami, a ona z kolezankami.

Jestem na razie w swoim miescie , jade do.niej w srode na Walentynki, wiec szykuje sie opierdalajaca rozmowa. 

Tylko co myslicie jak napisze, ze ok, to napisac jej, ze pogadamy jak wpadne i teraz pisac normalnie, czy zakonczyc temat. Mimo wszystko wole w oczy jej to jeszcze raz wygarnac, zeby widziala jak to mowie i dobrze zapamietala, bo jestem bracia kochani wkurwiony niesamowicie.

Nie pisz nic więcej na ten temat - a opierdol na żywo polecam, dla podkreślenia tonu Twojej wypowiedzi. Żeby nie pomyślała przypadkiem, że szybko zapominasz.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
12 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Dzięki za odpowiedzi, napisała przed chwilą :" Czy jestem zły za wczoraj?".

Ona dobrze wie co zrobiła, teraz się upewnia czy może cię dalej rozstawać jak dzieciaka. Czy jednak eksperyment się nie udał i trzeba użyć skuteczniejszych babskich sztuczek.

 

Cwana koleżanka, jesteś jeszcze w jej mieszkaniu, więc jak będziesz fikać to szlaban na dupę, albo może  ci wystawić o 2 w nocy walizki za drzwi, kiedy jest minus 30 stopni. Nie będzie się tobą przejmować.

 

Jeżeli dalej będzie robić dziwne akcje to naprawdę dla własnego zdrowia itp. bym skończył tą relację, niż dać się poniżać i zostać alkoholikiem.

Edytowano przez slavex
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
13 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

" Czy jestem zły za wczoraj?"

Wiem, że może Ci się wydawać teraz, że ona tak ze skruchą i troską pisze, ale uwierz mi że to należy tłumaczyć jako:

 

"I jak misiu, przekroczyłam już granicę, czy mam dojebać do pieca jeszcze bardziej?". (edit- widzę, że @slavexto samo napisał:))

 

Tak jak pisze @Ricklepiej nic już nie pisz a przy widzeniu stanowcza rozmowa. I nie daj się manipulować że "psujesz Walentynki", bo pewnie taki tekst się pojawi. Dla mnie to co laska zrobiła to jest wybitnie nie w porządku zachowanie i wymaga ustalenia jasnych standardów, ale tak jak pisze @Adams - krótko i konkretnie, bez emocji. 

 

Nauka dla Ciebie - matrix w pigułce. Tak to działa, jak idziesz Paniom na rękę i spełniasz absurdalne żądania. Czy spotkała Cię za to nagroda, tak jak na logikę powinna? Wręcz przeciwnie. I tak to wygląda zawsze. Nie daj się wieść emocjom panny, tylko zawsze wszystko na logikę i spokojnie.

 

Druga rzecz - staraj się z powodów, które opisał @Adamsnie okazywać złości, bo panny to tylko nakręca - przyjmij bardziej postawę ojca, który karci dziecko, bo inaczej okazujesz słabość. Na przyszłość, bo przyznając że jesteś zły niestety nie spowodowałeś, że jej jest przykro iż Cię zdenerwowała, tylko zobaczyła że to działanie ma sens. 

 

 

Edytowano przez JurekB
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SearcherofPerfection Na Walentynki jedziesz do niej powiadasz. Może poza twardym postawieniem sprawy i opierdoleniem przydałaby się jakaś kara w stylu: żadnych kwiatów czy prezentów na Walentynki? U Pani wnerw będzie jeszcze większy, a i też napewno na długo zapamięta, że tego typu próby w przyszłości będą się tak kończyć. Przy okazji pokażesz, że pomiatać sobą już więcej nie zamierzasz.

  • Like 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Może bracia i macie rację, z tym testem z wyjazdem moim z kumplami, (to, ze przypadkiem nakrecila jego ryj, tez wiem, ze test.

Ja na poczatku sie wkurwilem, bo wiem, ze to test był i powiedzialem, ze nie lubie jak ktos mi cos probuje narzucac i dopiero później po dlugich namowach powiedzialem, ze zgadzam się na kompromis, zebysmy pojechali razem, a na miejscu sie rozdzielili, jesli bede chcial troche czasu z kumplami spedzic, a ona z laskami ).

 

Ja to juz wyczuwam( tylko to jest tak jak Marek w audycjach czesto mówi, co z tego, ze ja wiem, jak trafi sie dobra zawodniczka i zamiata, a jak jeszcze jest niesamowicie piękna, to sami wiecie, ilu z Nas wiedzialo, wie, a wpadalo i wpada w sidła ;p)

 

Wiecie zdecydowalem sie zamieszkać z nia, wlasnie po to, zeby zobaczyc jaka jest naprawdę, bo jak sie tak jeździ, to czlowiek sie moze przygotowac do spotkania, skupia na sobie, a jak przychodzi zycie codzienne, to wtedy wychodzi kto jaki jest. 

 

Ogólnie seks, jedzonko, sprzatanko i wszystko mam od niej kiedy tylko chcę, wiec material na żonę jest dobry, ale chce zamieszkac z nią, by byc pewnym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Teraz, SearcherofPerfection napisał:

, bo jestem bracia kochani wkurwiony niesamowicie.

Słuchaj no "Pane" Bracie .

Jak przeczytałem to od razu mnie licznik 14 lat wstecz się przekręcił i znalazłem odpowiedni przykład z swojego jestestwa.

 

Na pewno bym nie jechał do niej na walentynki !!!

Napisał iż coś Ci wypadło, ma ona przyjechać do ciebie.

Niestety zaczęła się ofensywa która się skończy pewnie rozwodem. Schemat goni schemat.

 

Osobiście wiedząc jakie panie są bez "względnie romantyczne"(ironia) zrzucał bym NUKA już teraz prosto w walentynki.  

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Co o tym myślicie i jakbyście to bracia rozegrali, żeby zrozumiała o co chodzi, a ja żebym nie wyszedł na zazdrośnika jakiegoś? 

 

Opierdolić ją totalnie, spokojnie wytłumaczyć, że zapachniało mi jej zachowanie hipokryzją, samemu wyjść sobie z koleżanką i kumplem i zrobic tak samo ( jako kara dla niej ). Piszcie bracia, jakbyście postąpili w takiej sytuacji? ;)

Grzecznie wyjaśnić, że w związku ustalone zasady obowiązują obie strony, a ona się z nich nie wywiązuje. Za to dajesz sobie prawo do 2 wyjść bez niej.

Lub oboje anulujecie zasadę nie spotykania się.

 

25 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

Dzięki za odpowiedzi, napisała przed chwilą :" Czy jestem zły za wczoraj?".

 

Odpisalem, ze tak, ze zasady musza dzialac w dwie strony i nie bede tolerowal takiego zachowania i w chuju mam ile sie.z nim zna i czy jest zajety.

Ja sie spotykam z kolegami, a ona z kolezankami.

Jestem na razie w swoim miescie , jade do.niej w srode na Walentynki, wiec szykuje sie opierdalajaca rozmowa. 

Tylko co myslicie jak napisze, ze ok, to napisac jej, ze pogadamy jak wpadne i teraz pisac normalnie, czy zakonczyc temat. Mimo wszystko wole w oczy jej to jeszcze raz wygarnac, zeby widziala jak to mowie i dobrze zapamietala, bo jestem bracia kochani wkurwiony niesamowicie.

Uspokój się!!!

Zapewne jedziesz z prezentem, a chcesz ją opieprzać?

Bardziej przydatna byłaby jakaś kara za jej zachowanie, niech przeprosi Cię robiąc  loda na klęczkach?

Lub wymyśl kilka innych scenariuszy i sobie je rozpisz, aby po przyjechaniu do niej próbować zrealizować. Co nie będzie pewnie takie łatwe.

 

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krugerrand, powiem Ci, ze z tymi Walentynkami tez myslalem, zeby dac jej karę, bo zarezerwowalem stolik w naszej ulubionej restauracji, a potem loże w klubie, zebysmy mogli się pobawić, no i tak myślę, zeby zrezygnowac z restauracji i tylko klub zostawic, a zrobic jakies zwykle, pospolite kanapki, zamiast tych swietnych dan, ktore mieliśmy zjesc ;p

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dobrze kombinujesz. Weź też pod uwagę co pisze @Brat Jan o kilku scenariuszach. Niestety będziesz na jej terenie, więc z realizacją będzie trudniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Brat Jan, loda to ona mi robi kiedy chce i jak przyjezdzam kilka razy dziennie, wiec lod to nie bedzie kara, a nagroda. 

 

Zastanawiam sie nad tym, by anulowac rezerwacje albo nie przyjechac i ona do mnie ma wpasc albo wyjsc za kare teraz ja z kumplem i koleżanką i jej to powiedziec, ze tak zrobie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I na Koniec walentynek jak już oczywiście przyjedzie do Ciebie(nie ma innej opcji na widzenie), zapodaj" nie wiem co czuje po ostatnich wydarzeniach", po czym pożegnaj panią i na pociąg 2 klasą. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez SzatanKrieger
      Zachęcam do dyskusji.
    • Przez tips6
      Witam, doskonale zdaję sobie sprawę że jest tu mnóstwo doświadczonych samców i dlatego proszę o Waszą opinię na temat mojego planu spotkania rozpoznawczego.
      Sytuacja wygląda następująco: do mojego koła naukowego (studiuję) dołączyła dziewczyna która mi się podoba, wydaje się być raczej cicha i/lub nieśmiała, zaprosiłem ją na spacer przez facebook'a i się zgodziła. Zaznaczam że określiłem charakter spotkania jako spacer, a nie randka. Ponieważ rozmawiałem z nią tylko raz jak czekała na autobus planuję lepiej ją poznać właśnie podczas spaceru, ponieważ na razie za mało o niej wiem żeby stwierdzić czy nadaje się na moją dziewczynę.
      Plan jest taki:
      - spacer po centrum miasta (Wrocław), ewentualnie jakieś tereny zielone
      - już na początku spotkania oznajmiam że mi się podoba i chcę ją bliżej poznać
      - znam zasadę 90/10 i zamierzam ją stosować, ale będę się starał rozmawiać głównie o niej np. co myśli, co by zrobiła
      - na seks raczej nie liczę ale guma będzie pod ręką
      Są też pytania:
      - jak z kontaktem fizycznym? nie chcę wyjść na nachalnego/zdesperowanego/nieśmiałego, a przecież to nie randka tylko spotkanie rozpoznawcze
      - czy na koniec spaceru powinienem powiedzieć żeby to ona zainicjowała drugie spotkanie jeśli jej zależy, czy też ja powinienem się tym zająć? nie chcę wyjść na desperata/niezainteresowanego zwłaszcza że dziewczyna jest nieśmiała
      - czy jest sens mówić dużo o sobie, skoro to ją chcę poznać?
      - jeżeli dziewczyna wykaże inicjatywę w rozmowie, to pozwolić jej kontrolować omawiane tematy, czy trzymać ją w garści?
      Oczywiście czytam inne tematy i poszerzam swoją wiedzę, ale w ciągu jednego dnia pewnie nie ogarnę całego forum więc każda rada bądź krytyka mi się przyda.
    • Przez t0rek
      Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:
       
      DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
       
      Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
      Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
      Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
      Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
      Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.
       
       
      „JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony
      W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
      O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.
       
      Mam tu na myśli:
      • zaciskanie ust
      • przełykanie śliny
      • wciskanie palców w kąciki oczu
      • nie oddychanie
      • przepraszanie otoczenia
      • zezłoszczenie się na siebie
      • tłumaczenie się
      • ocenianie się
      • i całe spektrum uruchamianych przekonań.
       
      Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
      I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
      Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
      Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.

      Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
      Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
      Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
      Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
      Czujemy się odkryci.
       
      Jeśli do tego dołączymy przekazy:
      • i co się mażesz...
      • nie ma, co płakać!
      • tylko słabeusze płaczą...
      • płakanie Ci nie pomoże...
      • chłopaki nie płaczą!
      • zaraz dam Ci powód do płaczu!

      I doświadczenia:
      • kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
      • gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
      • gdy byliśmy karani za płacz,
      • gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
      • gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.
       
      Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
      Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

      Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
      Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
      Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

      Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
      Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
       
      I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
      • SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
      • ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
      • ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.
      Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
      I każde potrzebuje PŁACZU.
      A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.
       
      Marzena Barszcz
      Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej
       
    • Przez Pozytywniak
      Mam nadzieję, że moja historia rozwieje w kilku głowach myśl "jestem z nią, ale nic nie czuję do niej".
      Moja historia, którą opowiem jest najbardziej żenująca i kładąca cień na mnie, kiedy stoję przed lustrem, ale trudno, przeszłości nie zmienię.
      Będzie długo.
       
      Poznałem kiedyś "Kamilę" lat 29 lat. Jestem starszy od niej o 12 lat.
      Kamilę poznałem na klatce schodowej, kiedy wprowadzałem się do nowego mieszkania, była moją sąsiadką. Spodobała mi się z daleka bo i z daleka się z nią przywitałem.
      Po kilku dniach zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Usiadłem i zacząłem ją obserwować. I w tym momencie przestała mi się podobać. Miała 156 cm, wyjątkowo krótkie nogi tym samym złe proporcje, szerokie stopy, duże dłonie - dosłownie takie jak moje, miała dużo pieprzów na skórze (takich z włosami), i miała ciężki zapach który mi bardzo nie odpowiadał, małe piersi, dodatkowo jedno oko uciekało jej czasem (jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz). Stwierdziłem w głowie, ok. nie będę zainteresowany seksualnie. Odciąłem tą myśl jako o kobiecie z którą mógłbym współżyć. Ona była miła, a ja poczułem litość.
      Wiecie jaka myśl pojawiła się w mojej głowie ? "w niej jest tyle defektów, że jak będziemy mieli dziecko, to ono będzie niepełnosprawne".
       
      Kamilę oceniam na 4/10. 156 cm, szczupła. Wyższe wykształcenie, pochodzi z zapadłej wsi gdzie czas zatrzymał się w 1973 r. zarówno jeśli chodzi o wyposażenie domu i jego obejście. Matka nauczycielka w wiejskiej szkole, ojciec był stolarzem - umarł na raka. Matka ma konkubenta - prosty chłop z kopalni. W domu pojedyncze książki, generalnie oglądanie seriali w TV.
      Kiedy poznałem Kamilę zarabiała 2.800 zł, jeździła starym Seatem i wynajmowała kawalerkę.
      Siebie oceniam na 9/10. 182 cm, wysportowany. Wyższe wykształcenie, pochodzę ze średniego miasta, w domu zawsze było modnie i dość nowocześnie. Matka zajmowała funkcje kierownicze w budżetówce, ojciec prawnik + biznes farmaceutyczny. W domu dużo książek i rozmowy na dość wysokim poziomie.
      Kiedy się poznaliśmy zarabiałem około 20.000 zł, jeździłem VW CC i wynajmowałem 2 pokojowe mieszkanie.
       
      Utkwiło mi w pamięci jak Kamila opowiadała o swoim ojcu, który był dobrym człowiekiem, ale nie chciał wchodzić do domu, tylko siadał na ławce przed nim i mówił "tam mnie nikt nie chce, nie chce mi się tam wchodzić".
       
      Zaprzyjaźniliśmy się z Kamilą, spędzaliśmy ze sobą każde popołudnie, byliśmy nierozłączni. Graliśmy w tenisa, chodziliśmy do kawiarni, do kina, na imprezy, wyjeżdżaliśmy w góry, nad jezioro, na plażę....no właśnie na plaży zauważyłem kiedy się rozebrała do stroju, że z pępka wystają jej czarne włosy o długości 3 cm - okropność. Jak można iść na plaże i nie ogolić sobie tam włosów !
      Na plaży, kiedy była w stroju jej brak właściwych proporcji był jeszcze bardziej widoczny - kaczka. W mojej głowie znowu pojawiła się litość, a jednocześnie ta uspokajająca myśl "dobrze, że nie wpakowałem się w ten związek".
       
      Kamila bardzo się starała, gotowała dla mnie, dzwoniła co chwilę, pisała, pytała co bym dzisiaj zjadł, zawsze była gotowa przebywać ze mną. Czułem, że jest we mnie zakochana. Czas płynął, a my byliśmy wciąż przyjaciółmi - na szczęście, bo naprawdę jej ciało mnie odpychało. Jednocześnie bardzo dobrze się z nią czułem, dobrze nam się rozmawiało, cieszyliśmy się sobą. Kiedy wyjeżdżaliśmy na weekendy np. w góry, zawsze spaliśmy w osobnych łóżkach. 
      W mojej głowie była jeszcze poprzednia kobieta - typ strzelistej modelki, pachnącej i delikatnej.
       
      Po 3 miesiącach tej przyjaźni obydwoje zmieniliśmy pracę i przeprowadziliśmy się do dużego miasta w Polsce. Każde wynajęło osobne mieszkanie po dwóch końcach miasta. Często u niej zostawałem na noc z uwagi na fakt, że godzinę trzeba było jechać od jednego mieszkania do drugiego. 
      Kiedy zostawałem u niej spaliśmy w jednym łóżku, ale nie było ani przytulania, ani seksu.
      Pewnej nocy jednak nagle zaatakowałem. Rozebrałem ją i zaczęliśmy się kochać. Całowaliśmy się, ale nie odpowiadało mi to, całowałem jej ciało, ale nie pasował mi zapach i brak gładkości…i te pieprze z włosami brrr, kiedy zszedłem do cipki i zacząłem całować, myślałem że zwymiotuję z powodu okropnego zapachu. Ledwo dałem rady dokończyć, musiałem się zmusić myśląc o innej kobiecie - tak bardzo fizycznie mi nie odpowiadało. Smród. Ponadto różnica wzrostu również dała się we znaki, szczególnie od tyłu, nosz qrwa kąt nieodpowiedni i co chwile wypadał penis...i te szerokie stopy i miała długie wystające włosy przy odbycie. Jednym słowem dramat. Poszedłem do łazienki nie mogłem patrzeć w lustro na siebie.
       
      Następnego dnia kiedy spotkaliśmy się obróciliśmy to wszystko w żart, nikt nic nie planował, nie rozmawialiśmy o związku, żyliśmy jak do tej pory czyli jak przyjaciele. Nawet zostawaliśmy u siebie i już więcej się nie kochaliśmy. Powiedziałem Kamili, że to był niekontrolowany zryw i nie widzę nas jako para i bardzo mi zależy, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi jak dotąd. 
       
      Po kilku miesiącach takiego przyjacielskiego życia w moim życiu zawodowym zdarzył się kryzys i straciłem pracę. Kamila w tym czasie otrzymała propozycję pracy w innym mieście. Zaproponowała mi, żebyśmy razem wynajęli mieszkanie i zamieszkali jako przyjaciele. Zgodziłem się. Zamieszkaliśmy razem jako przyjaciele.
      Jestem dość uporządkowanym mężczyzną, który ma bardzo wyczulony węch, zawsze chodzę modnie ubrany, zawsze ładnie pachnę, pralka, zmywarka, żelazko to podstawowe urządzenia jakich używam. Po jednym dniu koszula obowiązkowo do pralki, ręczniki po użyciu do pralki, higiena nienaganna.
      Kiedy wpakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do szaf, następnego dnia z szafy poczułem dziwny zapach, a wręcz smród. Wącham moje rzeczy – pachną. Wącham rzeczy Kamili – śmierdzą. Piszę smsa do Kamili, że coś jest nie tak z zapachem jej rzeczy. Po chwili otrzymuję odpowiedź „wyjaśnię ci w domu bo trochę się wstydzę”.
      Okazało się, że Kamila jest tak nauczona w domu, że chodzi się w jednej rzeczy kilka dni – więc zapocone, zakurzone, brudne rzeczy odwiesza się do szafy…bo po co to prać.
      Wyjąłem wszystkie jej rzeczy i wrzuciłem do kosza do prania. Nastała era pralki dla Kamili.
       
      Byliśmy wciąż przyjaciółmi, ale spaliśmy razem. Po kolejnym miesiącu coś mi w głowie zaczynało przeskakiwać i zacząłem się zastanawiać „a może to jest to ? może to jest ta miłość, nadal mi nie odpowiada fizycznie, ale może by tak spróbować inaczej tym razem, z rozumem, a nie pożądaniem ja zawsze”?
      No i zaczęliśmy.
      Cieszyliśmy się, tańczyliśmy w kuchni, ja gotowałem, oglądaliśmy filmy w łóżku, ona wciąż mówiła mi jak mnie kocha, zostawiała mi karteczki z seduszkami, przychodziła do domu i dawaliśmy sobie buziaka, poznawaliśmy nowych ludzi, rozmawialiśmy dużo, kupiliśmy mieszkanie które się buduje - ja je zaprojektowałem w środku (zawsze chciałem być architektem, a zostałem prawnikiem), każda koleżanka zachwycała się jaki to jestem przystojny, generalnie byliśmy postrzegani jako ciekawa para.
      Podczas seksu jednak nigdy się nie całowaliśmy z językiem i nigdy nie dotknąłem ustami jej cipki. Nie dałem rady. Pomimo to Kamila była bardzo zadowolona z seksu i mocno szczytowała.
      Ja za każdym razem wiedziałem, że to nie jest to i zaczynałem się zastanawiać jak się z tego wycofać – byłem przerażony, że do końca życia będę z kobietą, która mnie nie pociąga fizycznie. Czujecie to ? Przystojniak i mała brzydula – naprawdę było mi z tym źle. Mój umysł wbił sobie do głowy, że przecież ona taka sympatyczna, uśmiechnięta, dobra i muszę być w sumie jej wdzięczny, że taka dobra osoba jest ze mną, a ja jestem taki niedobry i wykorzystuję dziewczynę, oszukuję i jeszcze wymyślam że śmierdzi. Nie miałem odwagi jej zostawić. Kurwa !
       
      Dzisiaj wiem, że nie była dobra, była toksyczna, bluszcz – mój psycholog mnie uświadomił. Wiecie czego nie zauważyłem ?
      Kiedy zamieszkaliśmy razem Kamila przestała:
      - gotować,
      - prasować
      - przyszywać
      - podlewać kwiatki
      - robić kawę kiedy przychodzili goście
      - robić zakupy
      - zmieniać ręczniki
      - zmieniać pościel
      - piec ciasta
      - ubierać choinkę na Boże Narodzenie
      - dbać o święta
      - kupować kartki na święta
      - myśleć o prezentach dla bliskich
      - myśleć o kwiatach na uroczystości
      - itd., itd. ...
      Wiecie kto to wszystko robił ? Tak, ja.
      To co robiła Kamila ? Przychodziła do domu, uśmiechała się i pytała „co na obiad”? po czym włączała TV i oglądała do zaśnięcia.
      Prosiłem ją wielokrotnie o to, żeby mi ugotowała obiad raz w miesiącu - nie zrobiła tego, uśmiechała się tylko i mówiła, że ja lepiej gotuję. Ja potrzebowałem tego, żeby kobieta mi ugotowała, to dla mnie bardzo seksowne.
      Kiedy ja nie ugotowałem, to po prostu byliśmy głodni.
      Było mi co raz bardziej przykro.
       
      Wiecie co jeszcze robiła ? Zostawiała zakrwawione podpaski koło ubikacji, zdarzało jej się zostawić ślady hamowania w ubikacji po zrobieniu dwójki. Dodam, że na zewnątrz była dobrze ubraną (przeze mnie) panią kierownik eksportu w międzynarodowej korporacji.
       
      Kamila miała też taką fobię: myślała że ją zawieje jak jest otwarte okno np. w sypialni. więc w lipcu kiedy było na zewnątrz 30 stopni spaliśmy przy zamkniętych oknach, a ona jeszcze miała na głowie kołdrę. Jak wchodziłem do sypialni, kiedy ona już spała od 2 godzin i myślałem że padnę z tego jej smrodu lipcowego.
       
      Pamiętam jak wielokrotnie wracałem wieczorem do domu z delegacji, gdzie jechałem PKP 600 km i nikt po mnie nie wyjechał na dworzec, a w domu na moje pytanie czy przygotowała kolację, otrzymywałem odpowiedź „nic nie ma w lodówce”.
       
      Pamiętam jak wybrałem się zimą autobusem miejskim na siłownię (mam tak, że jak mieszkam w mieście to nie używam tam samochodu). Kiedy zakończyłem trening była już noc i nie zdążyłem na ostatni autobus więc zadzwoniłem do Kamili, żeby po mnie przyjechała (10 minut jazdy). Usłyszałem, że nie przyjedzie bo godzinę temu umyła włosy. No to stałem na przystanku z mokrym ciałem bo wcześniej na siłowni wziąłem prysznic, na głowę padał mi śnieg, a ja myślałem, gdzie jest ta kochająca kobieta która tak walczyła o mnie.
       
      Pamiętam jak pojechaliśmy na święta wielkanocne do jej domu, a tam otwarcie mnie zaatakowano słownie, obrażono i nie przeproszono. W związku z tym wyszedłem z jej domu i zapytałem czy Kamila jedzie ze mną ? Pojechała. Zachowała się lojalnie. Nawet opierdoliła matkę za jej zachowanie i tym samym postanowiła ochłodzić relacje z toksyczną matką.
      Tej chęci chłodzenia relacji wystarczyło Kamili na tydzień, po tygodniu zaczęły się ciepłe telefony pomiędzy matką, a córką – i w sumie nie wiedzą o co mi chodzi. Od tego momentu Kamila spędzała każde święta z mamą – nie ze mną, tylko ze swoją mamą. Czujecie to ?! Przychodzi Boże Narodzenie, a Kamila nie pyta mnie czy chcę aby ona została, tylko pakuje się i jedzie do mamy, a ja siedzę w Wigilię sam i patrzę w ścianę.
       
      Pewnego dnia Kamila przekazała mi informację, że jej kuzynka, która mieszka w USA i ma tam męża oraz dwójkę małych dzieci - zrobiła loda koledze, ale uważa że to nie jest zdrada bo nie było penisa w pochwie. Kamila opowiadała mi to jak coś normalnego i w sumie to ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i faktycznie jej zdaniem: to nie zdrada.
      Zdębiałem i zacząłem podniesionym głosem mówić jej, że ma natychmiast zawiadomić męża. Usłyszałem, że przesadzam bo przecież nic się nie stało. Powiedziałem jej, że zarówno kuzynka jak i Kamila nie mają kręgosłupa moralnego i są siebie warte. Zero moralności.
       
      Tak mnie już obrzydzała i fizycznie i psychicznie, że co raz częściej zasypiałem niby przypadkiem na kanapie, nie chciałem spać w tym smrodzie z nią.
       
      Pewnego dnia Kamila miała imprezę integracyjną w firmie. Ok. poszła jak zawsze – nigdy nie robiłem z tym problemu.
      Tego dnia o północy kiedy ona była jeszcze na imprezie wyszedłem na spacer po mieście. Poszedłem tam i tu, wstąpiłem do nocnego po wodę, usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Postanowiłem, że wrócę już do domu. Idę.
      Przed sobą nagle widzę zakochaną parę, która idzie w tym samym kierunku. Pomyślałem, ale im dobrze. Ona go trzyma w pas, on ją za ramię. Ona kładzie głowę na jego ramieniu, on bawi się jej włosami. Myślę, trzeba przyśpieszyć i ich wyprzedzić, idą w tym samym kierunku. Podchodzę bliżej i widzę, że to moja Kamila.
      Myślałem, że umrę, ale wytrzymałem. Zwolniłem i szedłem za nimi tak z odległości 3 metrów. Nie odwrócili się ani razu. Szedłem za nimi 10 minut. Słuchałem jak się kochają, jak mówią do siebie kotku, żabko.
      Kiedy miałem już dosyć tych informacji postanowiłem ich wyprzedzić.
      Podczas wyprzedzania spojrzałem na Kamilę i powiedziałem „cześć Kamila”. Natychmiast się puścili.
      Ona powiedziała „kolega odprowadza mnie do domu”, a on powiedział jedynie „o kurwa”.
      Nic nie zrobiłem, przyśpieszyłem, wszedłem do domu i zacząłem się pakować.
       
      Koniec historii.
       
      Pomijam inne aspekty jakie każdemu przyjdą na myśl: np. niska samoocena - chociaż na poziomie świadomym oceniam siebie jako mocarza.
      Tak wiem, powiedział mi to psycholog na terapii: spotkał pan wyjątkowo sprytną, toksyczną kobietę.
      Moja rada dla Braci: jeśli ciało mówi wam "nic z tego nie będzie, nie pachnie ci, nie ten dotyk, nie te włosy", to nie tłumacz sobie, że może jakoś to będzie, bo będzie tylko ranienie się nawzajem. Uciekaj zanim się zaangażujesz emocjonalnie.
    • Przez t0rek
      Jakość video taka sobie, ale ciekawe tematy poruszają w lajtowy sposób. Przy okazji przykład świadomych kobiet.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.