Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Deleteduser02

" Skarbie, powinniśmy mieć zasady i jak jesteś szczęśliwy w związku, to nie spotykasz się z koleżankami...itd. ", czyli jawna hipokryzja kobiety.

Polecane posty

@Tomko Jak zawsze w formie, buhahah :D

 

Niestety autorze, ale to mniej więcej tak wygląda - jesteś twardy do momentu w którym samiczka nie weźmie Cię pod przysłowiowy chuj, a niestety... ona to robi w jednym celu - TESTUJEEEEE!

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
2 godziny temu, Siódmy Samiec napisał:

I nie są to tylko rady bo wcześniej niektórzy pisali dokładnie co koleś ma jej napisać, także jednak taki trochę przepis:)

Tak, jest to przepis. Ale zauważ, że gdy ktoś tak pisze to bierze niejako odpowiedzialność na siebie. O ile jesteśmy tutaj w miarę anonimowi, to jednak wyrzuty sumienia są. Dlatego np. nigdy nie piszę co kto ma zrobić, gdy nie mam pewności co do tego. Gdy ktoś ma problem z rozwodem - nie piszę mu co ma zrobić bo nie mam doświadczenia a jedynie mogę doradzić, skomentować. Ale jeśli przerobiłem (i reszta chłopaków) takich gierek jak autor tematu n-razy to wiem, że jest tam schemat na poziomie szkoły podstawowej i swobodnie można napisać co dokładnie ma zrobić.

@xawery982 A jak :D Przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pi..a temacie ;) 

Edytowano przez Tomko
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Widzę i wiem, że mam wiele do przepracowania, jesli chodzi o samoocenę, poczucie wartosci, pewnosc siebie.

 

Dlatego mi.in. wstapilem w szeregi braci, slucham audycji, czytam książki Marka, jak rowniez inne o rozwoju, zachowaniach, biografie, książki ludzi sukcesu, by poznac ich nawyki. 

Ucze sie caly czas jak byc lepszym, bo nie mialem przykladu, wiec sam szukam go w życiu.

 

Obserwuję siebie, swoje zachowania i widzę, ze tutaj nie zachowalem się prawidłowo.

Przemyslenia, jesli chodzi o te sytuację sa takie, że powinienem przemyslec, co mówię i czy bede w stanie to zrobić.

Jesli egzekwuje zasady, to nie zmieniam tego pod wplywem emocji, tylko trzymam sie podjetych decyzji.

Nie jestem w zwiazku na zasadzie "...ona zagra, on zatanczy..."

 

Musze miec swoje zdanie i szacunek do siebie, ale widzę, po sobie, ze mimo, iz wciąż popelniam mase błędów, to jednak powoli poruszam sie do przodu.

Edytowano przez SearcherofPerfection
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
2 godziny temu, SearcherofPerfection napisał:

Któryś z braci napisal, kiedy powinienem to uciac i by bylo ok, ale mial racje w tym, ze poczulem alfe, ale nie przewidzialem, w co ona zagra. 

 

Super. Od pokory zaczyna się nasza przemiana, od wyrzucenia maski maczo czy innego alfa sralfa.  Tak trzymaj i czytaj Marka a pójdziesz w fajnym kierunku.  

 

Aha , jest i smutna wiadomość ; według mnie nie postawisz swojej psychiki na właściwe tory będąc z tą panienką w tym  bagienku w który wasz związek powoli się zmienia. To se ne da i nie znam z forum prawie nikogo komu by się to udało.

Edytowano przez jaro670
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja jako młodziak dorzucę swoje przemyślenia, może bardziej doświadczeni jakoś się do nich odniosą:

 

Jak czytam sobie takie wątki, to aż człowiekowi odechciewa się tych wszystkich związków - ciągłe gierki kto pierwszy pęknie, komu bardziej zależy itp. 

 

Czy nie lepiej jest:

1. Dążyć do jak najmniejszej ilości zasad w związku - na dłuższą metę nie da się tego egzekwować, więc na propozycję panny postulującej zakaz spotkań z innymi odpowiadamy - jestem w związku, a nie więzieniu, więc żadnych zakazów przestrzegać nie będę. Jak chcesz to możesz przestrzegać tego zakazu, ja nie zamierzam.

 

2. Dążyć do ukarania kobiety w sposób umożliwiający szybkie wyegzekwowanie kary bez żadnych fochów, nie odzywania się X dni - dziewczyna pisze ci smsa, a ty udajesz, że go nie widzisz - dla mnie to dziecinada. Po wstępnych przeprosinach kobiety wyznaczasz jej jakąś karę, np.

- "spodziewam się, że dziś wieczorem jakoś mi to wszystko wynagrodzisz"

- "ok, przeprosiny przyjęte, ale na jutrzejsze urodziny do koleżanki idę bez ciebie. Nie chciałbym, żebyś zrobiła mi jakąś awanturę przy ludziach i narobiła mi wstydu" 

- "ok, skoro złamałaś zasadę, to przestaje ona obowiązywać. No i super, bo akurat koleżanka ze studiów chciała pogadać, wiesz która, ta Asia, z dużymi cyckami, co to w modelingu pracuje. Odmówiłem jej, ale skoro zakaz już nie obowiązuje, to napiszę jej, że jednak mogę się spotkać, świetnie".

- informujesz ją, że nigdzie na Walentynki/Dzień kobiet/jej urodziny jej nie zabierasz

 

I tyle, nadal z nią rozmawiasz, masz z nią kontakt, bez żadnego obrażania się, ale tego typu jedną okolicznościową karę stosujesz. Wydaje mi się, że dla niedoświadczonego jest to lepszy sposób niż karanie ciszą przez X dni, bo bardzo szybko po 2/3 dniach może serce zmięknąć i facet pęknie, tak jak to prawie się stało u autora tematu. A im krótsza i bezpośrednia kara (np. brak wyjścia w Walentynki) tym łatwiej ją wyegzekwować i tym trudniej kobiecie zmanipulować ciebie i grać ofiarę.

 

3. Zamiast karać ciszą i nie odzywaniem się, zabrać jej to, co jej dajesz - a więc normalnie z nią rozmawiasz, przeprosiny przyjęte, ale jesteś bardziej oschły, nie inicjujesz seksu, brak komplementów, rzadziej się z nią widujesz, koledzy ważniejsi, oszczędzasz na niej hajs - tak, aby ten związek kosztował Ciebie jak najmniej.

 

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja ogólnie dochodzę do wniosku że jeśli źle zaczęliśmy to dobrze nie skończymy. Panowie, pracuje nad sobą od ponad roku, jestem 11 lat w małżeństwie a jutro idę oglądać mieszkanie bo serio mam kurwa dość pilnowania się i całego tego gówna. Zobaczcie Bracia ile my faceci musimy się napracować żeby tylko było dobrze. Szukamy rozwiązań, zmieniamy się. Kobita to przyjmie lub nie, natomiast jedyny jej wkład to gówno testy, do tego załóż że może znajdzie się ruchacz orbiter itd itp. przecież mój dziadek to w trumnie się kręci jak świderek teraz. Jak by na własne oczy zobaczył co się teraz dzieje to za łeb by się złapał. Mam wrażenie że faceci dzisiaj poruszają niebo i ziemię żeby jakoś ułożyć relacje a baby są bierne jak chyba nigdy wcześniej. Ja serio dziękuję za to forum i to co piszecie bo to jest wiedza na wagę złota. Odwalacie tu kawał roboty. Uczę się tu tego czego nie zdążył mi przekazać mój dziadek czy ojciec. Jak już się kiedyś dorobię tych milionów monet to wyjebie pomnik na cześć tego forum, bez kitu

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Mayki Generalnie "ciche dni" to oznaka słabości, są domeną kobiet. To one się nie odzywają w nadziei, że facet przyleci i ją przeprosi. 

Sam to kiedyś stosowałem myśląc że jest to jakies narzedzie, ale raz że moja żona to twarda sztuka i nic ją to nie ruszało, to wręcz pogarszałem swoją sytuację. Z czasem sama przyznała że takie zachowanie jest żenujące i wprost mi mówiła że zachowuje się jak baba. Potwierdzenie równiez uzyskałem od gościa który prowadził terapię małżeńską.

Według mnie dużo bardziej skuteczne jest soczysty opierdol (adekwatnie do rangi przewinienia), narzucenie swoich zasad ( w taki sposób, że każde ich złamanie przez kobietę, narazi ją na dotkliwe dla niej konsekwencje), i trzymanie ramy w obronie tych zasad. W ten sposób wychowujesz babę. Ciche dni w życiu codziennym sa wręcz uciążliwe, szczególnie jak ma się dzieci i inne obowiązki domowe czy zawodowe. Zwyczajnie jak coś spierdoli, kontaktuje się z nią "służbowo", czyli bardziej (lub dużo bardziej szorstko).

W niektórych przypadkach trzeba zastosowac separację, ale trzeba to zrobić mądrze, na przykładzie autora była to odpowiednia sytuacja, żeby zastosował "ciche dni"/separacje w formie baletu z koleżankami.

 

@chudybyk Nie będziesz musiał się pilnowac, jeżeli się "przewartościujesz". Krótko mówiąc musisz mieć ją w dupie, znaleźć pasję, jakiś inny cel. Zmiana pojmowania związku czy rodziny, i zmiana kategorii tego aspektu Twojego zycia dokona w Tobie trwałych zmian. Nastaw się na wyższe wartości.

Tak jak moja żona przez wiele lat była kłodą, tak teraz codziennie za mną lata i zawraca dupę, żebym ją przeleciał. Tylko że teraz mam coś lepszego(: wróciłem do "dawnej kochanki" (36 letniej Mercedes - Benz) i mam w dupie. Jak masz jakieś inne wartosci, i zainteresowania, to poradzisz sobie.

Ja już się nie pilnuję, ja tylko komunikuję i egzekwuję, dzięki między innymi temu forum i chłopakom tu obecnym. 

 

Edytowano przez Animavilis
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Animavilis u mnie było tak, że ciężko było pogadać nawet w sprawach z dzieciakiem, wszystko brała do siebie, każde moje wyrażenie opinii nawet nie związanych z jej osobą, brała jako atak. Moja baba to wdowa po Alfie więc panie...wyżej śmigła nie podskocze a nie zamierzam jej zdradzać czy lać żeby jej dostarczyć emocji. Piona za Merca Brachu, ja siedzę w starych VW:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@chudybyk Może Twoja kobieta, to nie po Alfie taka, tylko ogólnie może ma problemy ze sobą? Moja żona sama jest samcem Alfa (: Ale skoro daje jej rade, to nie jest źle, ale co z tego jak to jest "związek techniczny". Przyznam że trochę mi brakuje tego chaju(:. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bracie i jedno i drugie. Chłop ja zdradzał i miał w dupie ona latała za nim zalofciana. Taka wiesz miłość życia, ja podejrzewam że zostałem wybrany z rozsądku jako ten co już więcej myszki nie skrzywdzi i będzie się troszczył, a że pasowałem na tamten czas idealnie, to siadło. Od początku był też problem z sexem, nawet wtedy wyczuwalem że jest gdzie indziej myślami. Dlatego myślę że u mnie gra była do jednej bramki od samego początku. Temat rzeka i na dobrą flaszkę:)...rozwiń co masz na myśli z tym związkiem technicznym...chyba że jaki admin się wkurwi za offtop zaraz

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
Godzinę temu, chudybyk napisał:

Ja ogólnie dochodzę do wniosku że jeśli źle zaczęliśmy to dobrze nie skończymy. Panowie, pracuje nad sobą od ponad roku, jestem 11 lat w małżeństwie a jutro idę oglądać mieszkanie bo serio mam kurwa dość pilnowania się i całego tego gówna. Zobaczcie Bracia ile my faceci musimy się napracować żeby tylko było dobrze. 

To się wydaje pozornie niesprawiedliwe że facet musi harować na życie , być zaradny , zorganizowany a pani wystarczy że nogi rozłoży i wszystko załatwione. To jest niesprawiedliwe do czasu. Jak Ty będziesz miał 45 lat to o ile się nie zjanuszujesz na kanapie to będziesz wyglądał jak młody Bóg a pani w tym wieku będzie przypominać passata z 1991 nad którym nawet niemiec nie chciał zapłakać.  Cuś za cuś ,takie życie.

 

PS. @Animavilis pochwal się tą kochanką, co to masz fajnego ,beczka  ?

Edytowano przez jaro670
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@chudybyk nie wiem jak to wytlumaczyc, ale sprobuje. Wiec w moim rozumieniu zwiazek techniczny to taki ktory sluzy celom rozrodczym, w ktorym panuja suche relacje miedzy partnerami,  bez empatii, zaangazowania, ogolnie na odpierdol, ale bez jakiejs patologi w potocznym rozumieniu tego pojecia. Temu zjawisku czesto towarzyszy nieodcieta pempowina, lub innego rodzaju ciagoty do mamusi. Ponadto strona bierna czesto jest strona chamujaca rozwoj i wykorzystanie potencjalu i relacji miedzy partnerami.

Mam nadzieje ze w miare zrozumiale przedstawilem definicje (:

 

@chudybyk dodam, ze chyba mam deko lapiej, albo tak mi sie wydaje, bo u mojej zony zawsze najwazniejsza byla mamusia i siostrzyczka no i im pochodne czyli maz siostrzyczki i przydupas mamusi, a ja to ten najgorszy. Ja przygotowuje sobie "plan wyjscia", czyli odchowam dzieciaki i spierdalam. W wieku piecdzisieciu paru lat tez jeszcze mozna posmakować zycia, nie dopuszczam do siebie mysli ze juz po mnie. Dzieciaki pojda na swoje a ona niech wraca wpizdet do rodzinki.

 

@jaro670 tak, beczka 230 coupe ;-) 

Edytowano przez Animavilis
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SearcherofPerfection, pytałeś w jednym poście jak bardzo się może zmienić? Już Ci odpowiadam. Pomyśl sobie o tym, o co byś nigdy jej nie podejrzewał, pomysł sobie o rzeczach, których jesteś pewien, że nigdy by ci nie zrobiła. I już masz odpowiedź. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Trzeba przyznać, ze moja tez nie odpuszcza, po ostatnich esach, jak nie odpisalem ,cisza.

 

Teraz juz pewnie nie odpisze do Walentynek, matka lub koleżanka jej pewnie też powiedziała, że: ."on robi z Ciebie laleczke, ktora przyjedzie kiedy sobie zazyczy, olej to jak przyjedzie to ok, jak nie to jego sprawa ".

 

Ciekawe jak to rozumuje kobieta. Chociaz ostatnio jak ciotka sie pytala jak tam, a ja mowilem, ze nie kontaktuje sie ze swoja, ze ja ze swoja nie rozmawiam, to zwykle mi kobiety mówiły:" przepros ja, kup jakis prezent, olej te sytuacje, Wy jestescie wazniejsi..jestes facetem powinienes sie poświęcić i cala reszta tych glupot z serii "kup futro itd.".

A ciotka skwitowala, ze : "dobrze robisz...trzymam kciuki, ze wytrzymasz do środy... i poszła." 

Zdziwiony bylem, bo zawsze kobiety mowily cos w stylu "..Ty jestes winny i to Ty jako FACET, powinienes to naprawić.."

No ale ciotka ma 50 lat, moze dlatego.

 

Tez sie zastanawialem jak poprzednicy napisali, ze te "ciche dni" to meczace juz są i słabe, ale inaczej nie zrozumie tej sytuacji, bo na początku bracia, ja sie wystraszylem i poczulem to ja winny, ale teraz widzę, że" dlaczego ja mam sie czuc winny, skoro to ona zlamala zasady, potem zaczęła odwracac sytuacje, by zablokować mnie jeszcze, to sie cyrk po prostu z tego zrobił".

 

Jest 3 dzień, "matrix" daje o sobie znac, jak się obserwuję, bo jednoczesnie chcialbym sie z nia pogodzic i ta sytuacje wyjasnic juz, a z drugiej strony jak sobie pomysle, jak ona to zmanipulowala i probuje przerzucic swoje poczucie winy na mnie i wrzucic "pod but", to mnie takie uczucie wkurwu zalewa.

 

Duzo energii zzeraja takie sytuacje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, SearcherofPerfection napisał:

" przepros ja, kup jakis prezent, olej te sytuacje, Wy jestescie wazniejsi..jestes facetem powinienes sie poświęcić i cala reszta tych glupot z serii "kup futro itd.".

Choćby Ci to własna matka powtarzała to pamiętaj - TO JEST STRZAŁ W KOLANO.

 

Kocham mamusie, ale po tym jak moja ex samica odjebała gruby numer usłyszałem "no pojedź do niej, pogadajcie sobie, kwiatka kup" dostała taki srogi opierdol, że od tamtego czasu już nigdy nie zapytała o swoją "synową" :D 

 

@SearcherofPerfection Na razie to Ci zżera energię - najlepsi z braci tutaj nie poświęcaja na to za grosz energii. A ja obiektywnie Ci powiem, że sam jestem na poziomie na którym to raczej mnie napawa POZYTYWNĄ energią, aniżeli ją zabiera. Nie kalkulujesz, nie zastanawiasz się, jesteś sobą a jednoczesnie silny, pewny i zajebisty i wiesz, że idziesz w dobrą stronę ;) 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zzera i to bardzo, meczy mnie ta sytuacja, juz bym chcial zeby bylo dobrze, a nie kurwa taka dziecinada.

 

Powietrze by ze mnie zeszło trochę, naprawde sila woli i przypomnienie jak ona sie zachowala mnie trzyma, by nie zadzwonic do niej stanowczo i nie powiedzieć, ze sytuacja zaszla daleko i oczekuje jej o tej i o tej godzinie na dworcu w moim miescie, a potem wyjasnimy sobie wszystko.

 

Ide sie szykowac , powoli do roboty.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, xawery982 napisał:

Choćby Ci to własna matka powtarzała to pamiętaj - TO JEST STRZAŁ W KOLANO.

 

Kocham mamusie, ale po tym jak moja ex samica odjebała gruby numer usłyszałem "no pojedź do niej, pogadajcie sobie, kwiatka kup" dostała taki srogi opierdol, że od tamtego czasu już nigdy nie zapytała o swoją "synową" :D 

 

@SearcherofPerfection Na razie to Ci zżera energię - najlepsi z braci tutaj nie poświęcaja na to za grosz energii. A ja obiektywnie Ci powiem, że sam jestem na poziomie na którym to raczej mnie napawa POZYTYWNĄ energią, aniżeli ją zabiera. Nie kalkulujesz, nie zastanawiasz się, jesteś sobą a jednoczesnie silny, pewny i zajebisty i wiesz, że idziesz w dobrą stronę ;) 

@xawery982 dobra postawa bracie z tą mamusią. Sam też i to nie raz musiałem się unieść i dobitnie powiedzieć że nie życzę sobie wtrącania w nie swoje sprawy. Mamuśki już takie chyba są że uważają wszystko co dotyczy ich dzieci za swoje sprawy, nawet jak te dzieci są już od dawna dorosłe i poza domem. 

No i z żalem powiem że mają w sobie ten sam program co "nasze" samiczki, przynajmniej moja. Mówię tak ponieważ słyszałem podobne teksty o których piszesz wyżej, co oznacza że same by tego oczekiwały. Rycerza na białym koniu i wlśniącej zbroi, patataj, patataj...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bo matka choć matka - powiem wprost, szanuje i kocham to jednak nadal kobitka - genetycznie warunkowana jak nasze córki, ciocie, babcie i inne takie.

 

Plus taki, że mamusie nie są tak wyprane jeszcze przez obecne czasy, ponieważ miały okazje sie wychwywać w troszke innytm srodowisku, a obecne rowiesniczki maja wpajane na każdym pierdolony kroku, że IM SIE NALEZY I JUZ !

 

I to jest najgorsze....

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Lepiej teraz niech cię zżera, obserwuj emocje, staraj się jak najwięcej zrozumieć. Te doświadczenia są bardzo cenne, przydadzą Ci się w przyszłości. 

I zawsze to lepiej mieć rozpizdziak w głowie teraz, jak po kilku(nastu) latach związku, a na koniec dostać prezent w postaci zdrady, bo byłeś za dobry. 

Jesteś na forum, możesz opierać się na doświadczeniach innych braci, a uwierz mi, że one nie wzięły się z powietrza. Ilu z nas nie miało pojęcia o mechanizmach, którymi kierują się kobiety, czy o mechanizmach które rządzą się w związku z kobietą - sporo. Więc korzystaj. Ja nie miałem takiej wiedzy, mój gówno związek trwał pół mojego życia, byłem miły, kwiatki, prezenciki, gowienka na druciku i co? I wpadłem pod pantofel. Jak było? Tak jak piszą inni, dokładnie tak samo. I też dokładnie jak ty myślałem, że wszystkie inne są zjebane, ale ta moja to jest jedna jedyna na świecie, najlepsza i w ogóle trafiłem na skarb. Gówno prawda. Te same schematy, te same wydzielanie szpary, jak zasłużyłem to może szpara była otwarta. Nawet jak masz loda 8 razy dziennie, sex 15 razy dziennie, na prawdę myślisz, że tak będzie już zawsze? Przestań. Jeżeli teraz nie pokażesz, że jesteś facet, to cię urobi. Będzie to trwało rok, dwa, osiem, czternaście, ale cię  urobi i z czasem będzie co raz gorzej, mimo iż ty będziesz stawał na rzesach dla niej. Uwierz, że nawet jak się rozstanie, to szybciej się podniesiesz teraz niż po 10 latach związku, wtedy dopiero masz rozpoerdal w głowie. Stajesz się innym człowiekiem. Nieśmiałym,  niepewnym, bo twoje wartości zostały zmieszane z błotem. Później siadziesz I będziesz się zastanawiał, gdzie podział się tamten chłopak, który cieszył się życiem, miał plan na siebie, z optymizmem patrzył na świat. Trzymaj garde. 

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, xawery982 napisał:

Bo matka choć matka - powiem wprost, szanuje i kocham to jednak nadal kobitka - genetycznie warunkowana jak nasze córki, ciocie, babcie i inne takie.

 

Plus taki, że mamusie nie są tak wyprane jeszcze przez obecne czasy, ponieważ miały okazje sie wychwywać w troszke innytm srodowisku, a obecne rowiesniczki maja wpajane na każdym pierdolony kroku, że IM SIE NALEZY I JUZ !

 

I to jest najgorsze....

W czsach naszych mam nie było takiej technologii. Teraz samiczki spędzają lwią część czasu na rużnych potralach i karmią się atencją jaką na nich dostają. To daje im poczucie przewartościowania i traktują facetów z góry. Sorry powinienem powiedzieć próbują traktować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"W takim razie, skoro nie masz zamiaru przyjechać i milczysz, ciuchy wyślę Ci pocztą i dziękuję za mile spędzone chwile".

To juz chyba nie test....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Obstawiam, że test.

Ty milczysz dlatego żeby dać jej nauczkę?

BTW skoro was związek/układ sie skonczy o byle co to znaczy że bycie razem nie było wam przeznaczone.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja też uważam, że to teścik. Chcę wymusić żebyś się odezwał do niej. Jeśli się złamiesz to będzie wiedziała, że masz już słaby punkt. A jak na prawdę odeśle te twoje ciuchy, to chociaż będziesz wiedział, że to panna nie dla Ciebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czekaj Panie kolego, jeśli jej zależy to choćbys odezwał sie za miesiąc to wskoczy na Ciebie.

 

Pozdrawiam Uprzejmie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez SzatanKrieger
      Zachęcam do dyskusji.
    • Przez tips6
      Witam, doskonale zdaję sobie sprawę że jest tu mnóstwo doświadczonych samców i dlatego proszę o Waszą opinię na temat mojego planu spotkania rozpoznawczego.
      Sytuacja wygląda następująco: do mojego koła naukowego (studiuję) dołączyła dziewczyna która mi się podoba, wydaje się być raczej cicha i/lub nieśmiała, zaprosiłem ją na spacer przez facebook'a i się zgodziła. Zaznaczam że określiłem charakter spotkania jako spacer, a nie randka. Ponieważ rozmawiałem z nią tylko raz jak czekała na autobus planuję lepiej ją poznać właśnie podczas spaceru, ponieważ na razie za mało o niej wiem żeby stwierdzić czy nadaje się na moją dziewczynę.
      Plan jest taki:
      - spacer po centrum miasta (Wrocław), ewentualnie jakieś tereny zielone
      - już na początku spotkania oznajmiam że mi się podoba i chcę ją bliżej poznać
      - znam zasadę 90/10 i zamierzam ją stosować, ale będę się starał rozmawiać głównie o niej np. co myśli, co by zrobiła
      - na seks raczej nie liczę ale guma będzie pod ręką
      Są też pytania:
      - jak z kontaktem fizycznym? nie chcę wyjść na nachalnego/zdesperowanego/nieśmiałego, a przecież to nie randka tylko spotkanie rozpoznawcze
      - czy na koniec spaceru powinienem powiedzieć żeby to ona zainicjowała drugie spotkanie jeśli jej zależy, czy też ja powinienem się tym zająć? nie chcę wyjść na desperata/niezainteresowanego zwłaszcza że dziewczyna jest nieśmiała
      - czy jest sens mówić dużo o sobie, skoro to ją chcę poznać?
      - jeżeli dziewczyna wykaże inicjatywę w rozmowie, to pozwolić jej kontrolować omawiane tematy, czy trzymać ją w garści?
      Oczywiście czytam inne tematy i poszerzam swoją wiedzę, ale w ciągu jednego dnia pewnie nie ogarnę całego forum więc każda rada bądź krytyka mi się przyda.
    • Przez t0rek
      Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:
       
      DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
       
      Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
      Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
      Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
      Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
      Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.
       
       
      „JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony
      W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
      O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.
       
      Mam tu na myśli:
      • zaciskanie ust
      • przełykanie śliny
      • wciskanie palców w kąciki oczu
      • nie oddychanie
      • przepraszanie otoczenia
      • zezłoszczenie się na siebie
      • tłumaczenie się
      • ocenianie się
      • i całe spektrum uruchamianych przekonań.
       
      Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
      I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
      Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
      Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.

      Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
      Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
      Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
      Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
      Czujemy się odkryci.
       
      Jeśli do tego dołączymy przekazy:
      • i co się mażesz...
      • nie ma, co płakać!
      • tylko słabeusze płaczą...
      • płakanie Ci nie pomoże...
      • chłopaki nie płaczą!
      • zaraz dam Ci powód do płaczu!

      I doświadczenia:
      • kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
      • gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
      • gdy byliśmy karani za płacz,
      • gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
      • gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.
       
      Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
      Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

      Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
      Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
      Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

      Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
      Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
       
      I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
      • SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
      • ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
      • ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.
      Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
      I każde potrzebuje PŁACZU.
      A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.
       
      Marzena Barszcz
      Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej
       
    • Przez Pozytywniak
      Mam nadzieję, że moja historia rozwieje w kilku głowach myśl "jestem z nią, ale nic nie czuję do niej".
      Moja historia, którą opowiem jest najbardziej żenująca i kładąca cień na mnie, kiedy stoję przed lustrem, ale trudno, przeszłości nie zmienię.
      Będzie długo.
       
      Poznałem kiedyś "Kamilę" lat 29 lat. Jestem starszy od niej o 12 lat.
      Kamilę poznałem na klatce schodowej, kiedy wprowadzałem się do nowego mieszkania, była moją sąsiadką. Spodobała mi się z daleka bo i z daleka się z nią przywitałem.
      Po kilku dniach zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Usiadłem i zacząłem ją obserwować. I w tym momencie przestała mi się podobać. Miała 156 cm, wyjątkowo krótkie nogi tym samym złe proporcje, szerokie stopy, duże dłonie - dosłownie takie jak moje, miała dużo pieprzów na skórze (takich z włosami), i miała ciężki zapach który mi bardzo nie odpowiadał, małe piersi, dodatkowo jedno oko uciekało jej czasem (jedno oko na Maroko drugie na Kaukaz). Stwierdziłem w głowie, ok. nie będę zainteresowany seksualnie. Odciąłem tą myśl jako o kobiecie z którą mógłbym współżyć. Ona była miła, a ja poczułem litość.
      Wiecie jaka myśl pojawiła się w mojej głowie ? "w niej jest tyle defektów, że jak będziemy mieli dziecko, to ono będzie niepełnosprawne".
       
      Kamilę oceniam na 4/10. 156 cm, szczupła. Wyższe wykształcenie, pochodzi z zapadłej wsi gdzie czas zatrzymał się w 1973 r. zarówno jeśli chodzi o wyposażenie domu i jego obejście. Matka nauczycielka w wiejskiej szkole, ojciec był stolarzem - umarł na raka. Matka ma konkubenta - prosty chłop z kopalni. W domu pojedyncze książki, generalnie oglądanie seriali w TV.
      Kiedy poznałem Kamilę zarabiała 2.800 zł, jeździła starym Seatem i wynajmowała kawalerkę.
      Siebie oceniam na 9/10. 182 cm, wysportowany. Wyższe wykształcenie, pochodzę ze średniego miasta, w domu zawsze było modnie i dość nowocześnie. Matka zajmowała funkcje kierownicze w budżetówce, ojciec prawnik + biznes farmaceutyczny. W domu dużo książek i rozmowy na dość wysokim poziomie.
      Kiedy się poznaliśmy zarabiałem około 20.000 zł, jeździłem VW CC i wynajmowałem 2 pokojowe mieszkanie.
       
      Utkwiło mi w pamięci jak Kamila opowiadała o swoim ojcu, który był dobrym człowiekiem, ale nie chciał wchodzić do domu, tylko siadał na ławce przed nim i mówił "tam mnie nikt nie chce, nie chce mi się tam wchodzić".
       
      Zaprzyjaźniliśmy się z Kamilą, spędzaliśmy ze sobą każde popołudnie, byliśmy nierozłączni. Graliśmy w tenisa, chodziliśmy do kawiarni, do kina, na imprezy, wyjeżdżaliśmy w góry, nad jezioro, na plażę....no właśnie na plaży zauważyłem kiedy się rozebrała do stroju, że z pępka wystają jej czarne włosy o długości 3 cm - okropność. Jak można iść na plaże i nie ogolić sobie tam włosów !
      Na plaży, kiedy była w stroju jej brak właściwych proporcji był jeszcze bardziej widoczny - kaczka. W mojej głowie znowu pojawiła się litość, a jednocześnie ta uspokajająca myśl "dobrze, że nie wpakowałem się w ten związek".
       
      Kamila bardzo się starała, gotowała dla mnie, dzwoniła co chwilę, pisała, pytała co bym dzisiaj zjadł, zawsze była gotowa przebywać ze mną. Czułem, że jest we mnie zakochana. Czas płynął, a my byliśmy wciąż przyjaciółmi - na szczęście, bo naprawdę jej ciało mnie odpychało. Jednocześnie bardzo dobrze się z nią czułem, dobrze nam się rozmawiało, cieszyliśmy się sobą. Kiedy wyjeżdżaliśmy na weekendy np. w góry, zawsze spaliśmy w osobnych łóżkach. 
      W mojej głowie była jeszcze poprzednia kobieta - typ strzelistej modelki, pachnącej i delikatnej.
       
      Po 3 miesiącach tej przyjaźni obydwoje zmieniliśmy pracę i przeprowadziliśmy się do dużego miasta w Polsce. Każde wynajęło osobne mieszkanie po dwóch końcach miasta. Często u niej zostawałem na noc z uwagi na fakt, że godzinę trzeba było jechać od jednego mieszkania do drugiego. 
      Kiedy zostawałem u niej spaliśmy w jednym łóżku, ale nie było ani przytulania, ani seksu.
      Pewnej nocy jednak nagle zaatakowałem. Rozebrałem ją i zaczęliśmy się kochać. Całowaliśmy się, ale nie odpowiadało mi to, całowałem jej ciało, ale nie pasował mi zapach i brak gładkości…i te pieprze z włosami brrr, kiedy zszedłem do cipki i zacząłem całować, myślałem że zwymiotuję z powodu okropnego zapachu. Ledwo dałem rady dokończyć, musiałem się zmusić myśląc o innej kobiecie - tak bardzo fizycznie mi nie odpowiadało. Smród. Ponadto różnica wzrostu również dała się we znaki, szczególnie od tyłu, nosz qrwa kąt nieodpowiedni i co chwile wypadał penis...i te szerokie stopy i miała długie wystające włosy przy odbycie. Jednym słowem dramat. Poszedłem do łazienki nie mogłem patrzeć w lustro na siebie.
       
      Następnego dnia kiedy spotkaliśmy się obróciliśmy to wszystko w żart, nikt nic nie planował, nie rozmawialiśmy o związku, żyliśmy jak do tej pory czyli jak przyjaciele. Nawet zostawaliśmy u siebie i już więcej się nie kochaliśmy. Powiedziałem Kamili, że to był niekontrolowany zryw i nie widzę nas jako para i bardzo mi zależy, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi jak dotąd. 
       
      Po kilku miesiącach takiego przyjacielskiego życia w moim życiu zawodowym zdarzył się kryzys i straciłem pracę. Kamila w tym czasie otrzymała propozycję pracy w innym mieście. Zaproponowała mi, żebyśmy razem wynajęli mieszkanie i zamieszkali jako przyjaciele. Zgodziłem się. Zamieszkaliśmy razem jako przyjaciele.
      Jestem dość uporządkowanym mężczyzną, który ma bardzo wyczulony węch, zawsze chodzę modnie ubrany, zawsze ładnie pachnę, pralka, zmywarka, żelazko to podstawowe urządzenia jakich używam. Po jednym dniu koszula obowiązkowo do pralki, ręczniki po użyciu do pralki, higiena nienaganna.
      Kiedy wpakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do szaf, następnego dnia z szafy poczułem dziwny zapach, a wręcz smród. Wącham moje rzeczy – pachną. Wącham rzeczy Kamili – śmierdzą. Piszę smsa do Kamili, że coś jest nie tak z zapachem jej rzeczy. Po chwili otrzymuję odpowiedź „wyjaśnię ci w domu bo trochę się wstydzę”.
      Okazało się, że Kamila jest tak nauczona w domu, że chodzi się w jednej rzeczy kilka dni – więc zapocone, zakurzone, brudne rzeczy odwiesza się do szafy…bo po co to prać.
      Wyjąłem wszystkie jej rzeczy i wrzuciłem do kosza do prania. Nastała era pralki dla Kamili.
       
      Byliśmy wciąż przyjaciółmi, ale spaliśmy razem. Po kolejnym miesiącu coś mi w głowie zaczynało przeskakiwać i zacząłem się zastanawiać „a może to jest to ? może to jest ta miłość, nadal mi nie odpowiada fizycznie, ale może by tak spróbować inaczej tym razem, z rozumem, a nie pożądaniem ja zawsze”?
      No i zaczęliśmy.
      Cieszyliśmy się, tańczyliśmy w kuchni, ja gotowałem, oglądaliśmy filmy w łóżku, ona wciąż mówiła mi jak mnie kocha, zostawiała mi karteczki z seduszkami, przychodziła do domu i dawaliśmy sobie buziaka, poznawaliśmy nowych ludzi, rozmawialiśmy dużo, kupiliśmy mieszkanie które się buduje - ja je zaprojektowałem w środku (zawsze chciałem być architektem, a zostałem prawnikiem), każda koleżanka zachwycała się jaki to jestem przystojny, generalnie byliśmy postrzegani jako ciekawa para.
      Podczas seksu jednak nigdy się nie całowaliśmy z językiem i nigdy nie dotknąłem ustami jej cipki. Nie dałem rady. Pomimo to Kamila była bardzo zadowolona z seksu i mocno szczytowała.
      Ja za każdym razem wiedziałem, że to nie jest to i zaczynałem się zastanawiać jak się z tego wycofać – byłem przerażony, że do końca życia będę z kobietą, która mnie nie pociąga fizycznie. Czujecie to ? Przystojniak i mała brzydula – naprawdę było mi z tym źle. Mój umysł wbił sobie do głowy, że przecież ona taka sympatyczna, uśmiechnięta, dobra i muszę być w sumie jej wdzięczny, że taka dobra osoba jest ze mną, a ja jestem taki niedobry i wykorzystuję dziewczynę, oszukuję i jeszcze wymyślam że śmierdzi. Nie miałem odwagi jej zostawić. Kurwa !
       
      Dzisiaj wiem, że nie była dobra, była toksyczna, bluszcz – mój psycholog mnie uświadomił. Wiecie czego nie zauważyłem ?
      Kiedy zamieszkaliśmy razem Kamila przestała:
      - gotować,
      - prasować
      - przyszywać
      - podlewać kwiatki
      - robić kawę kiedy przychodzili goście
      - robić zakupy
      - zmieniać ręczniki
      - zmieniać pościel
      - piec ciasta
      - ubierać choinkę na Boże Narodzenie
      - dbać o święta
      - kupować kartki na święta
      - myśleć o prezentach dla bliskich
      - myśleć o kwiatach na uroczystości
      - itd., itd. ...
      Wiecie kto to wszystko robił ? Tak, ja.
      To co robiła Kamila ? Przychodziła do domu, uśmiechała się i pytała „co na obiad”? po czym włączała TV i oglądała do zaśnięcia.
      Prosiłem ją wielokrotnie o to, żeby mi ugotowała obiad raz w miesiącu - nie zrobiła tego, uśmiechała się tylko i mówiła, że ja lepiej gotuję. Ja potrzebowałem tego, żeby kobieta mi ugotowała, to dla mnie bardzo seksowne.
      Kiedy ja nie ugotowałem, to po prostu byliśmy głodni.
      Było mi co raz bardziej przykro.
       
      Wiecie co jeszcze robiła ? Zostawiała zakrwawione podpaski koło ubikacji, zdarzało jej się zostawić ślady hamowania w ubikacji po zrobieniu dwójki. Dodam, że na zewnątrz była dobrze ubraną (przeze mnie) panią kierownik eksportu w międzynarodowej korporacji.
       
      Kamila miała też taką fobię: myślała że ją zawieje jak jest otwarte okno np. w sypialni. więc w lipcu kiedy było na zewnątrz 30 stopni spaliśmy przy zamkniętych oknach, a ona jeszcze miała na głowie kołdrę. Jak wchodziłem do sypialni, kiedy ona już spała od 2 godzin i myślałem że padnę z tego jej smrodu lipcowego.
       
      Pamiętam jak wielokrotnie wracałem wieczorem do domu z delegacji, gdzie jechałem PKP 600 km i nikt po mnie nie wyjechał na dworzec, a w domu na moje pytanie czy przygotowała kolację, otrzymywałem odpowiedź „nic nie ma w lodówce”.
       
      Pamiętam jak wybrałem się zimą autobusem miejskim na siłownię (mam tak, że jak mieszkam w mieście to nie używam tam samochodu). Kiedy zakończyłem trening była już noc i nie zdążyłem na ostatni autobus więc zadzwoniłem do Kamili, żeby po mnie przyjechała (10 minut jazdy). Usłyszałem, że nie przyjedzie bo godzinę temu umyła włosy. No to stałem na przystanku z mokrym ciałem bo wcześniej na siłowni wziąłem prysznic, na głowę padał mi śnieg, a ja myślałem, gdzie jest ta kochająca kobieta która tak walczyła o mnie.
       
      Pamiętam jak pojechaliśmy na święta wielkanocne do jej domu, a tam otwarcie mnie zaatakowano słownie, obrażono i nie przeproszono. W związku z tym wyszedłem z jej domu i zapytałem czy Kamila jedzie ze mną ? Pojechała. Zachowała się lojalnie. Nawet opierdoliła matkę za jej zachowanie i tym samym postanowiła ochłodzić relacje z toksyczną matką.
      Tej chęci chłodzenia relacji wystarczyło Kamili na tydzień, po tygodniu zaczęły się ciepłe telefony pomiędzy matką, a córką – i w sumie nie wiedzą o co mi chodzi. Od tego momentu Kamila spędzała każde święta z mamą – nie ze mną, tylko ze swoją mamą. Czujecie to ?! Przychodzi Boże Narodzenie, a Kamila nie pyta mnie czy chcę aby ona została, tylko pakuje się i jedzie do mamy, a ja siedzę w Wigilię sam i patrzę w ścianę.
       
      Pewnego dnia Kamila przekazała mi informację, że jej kuzynka, która mieszka w USA i ma tam męża oraz dwójkę małych dzieci - zrobiła loda koledze, ale uważa że to nie jest zdrada bo nie było penisa w pochwie. Kamila opowiadała mi to jak coś normalnego i w sumie to ona nie widzi w tym nic nadzwyczajnego i faktycznie jej zdaniem: to nie zdrada.
      Zdębiałem i zacząłem podniesionym głosem mówić jej, że ma natychmiast zawiadomić męża. Usłyszałem, że przesadzam bo przecież nic się nie stało. Powiedziałem jej, że zarówno kuzynka jak i Kamila nie mają kręgosłupa moralnego i są siebie warte. Zero moralności.
       
      Tak mnie już obrzydzała i fizycznie i psychicznie, że co raz częściej zasypiałem niby przypadkiem na kanapie, nie chciałem spać w tym smrodzie z nią.
       
      Pewnego dnia Kamila miała imprezę integracyjną w firmie. Ok. poszła jak zawsze – nigdy nie robiłem z tym problemu.
      Tego dnia o północy kiedy ona była jeszcze na imprezie wyszedłem na spacer po mieście. Poszedłem tam i tu, wstąpiłem do nocnego po wodę, usiadłem na ławce i patrzyłem w niebo. Postanowiłem, że wrócę już do domu. Idę.
      Przed sobą nagle widzę zakochaną parę, która idzie w tym samym kierunku. Pomyślałem, ale im dobrze. Ona go trzyma w pas, on ją za ramię. Ona kładzie głowę na jego ramieniu, on bawi się jej włosami. Myślę, trzeba przyśpieszyć i ich wyprzedzić, idą w tym samym kierunku. Podchodzę bliżej i widzę, że to moja Kamila.
      Myślałem, że umrę, ale wytrzymałem. Zwolniłem i szedłem za nimi tak z odległości 3 metrów. Nie odwrócili się ani razu. Szedłem za nimi 10 minut. Słuchałem jak się kochają, jak mówią do siebie kotku, żabko.
      Kiedy miałem już dosyć tych informacji postanowiłem ich wyprzedzić.
      Podczas wyprzedzania spojrzałem na Kamilę i powiedziałem „cześć Kamila”. Natychmiast się puścili.
      Ona powiedziała „kolega odprowadza mnie do domu”, a on powiedział jedynie „o kurwa”.
      Nic nie zrobiłem, przyśpieszyłem, wszedłem do domu i zacząłem się pakować.
       
      Koniec historii.
       
      Pomijam inne aspekty jakie każdemu przyjdą na myśl: np. niska samoocena - chociaż na poziomie świadomym oceniam siebie jako mocarza.
      Tak wiem, powiedział mi to psycholog na terapii: spotkał pan wyjątkowo sprytną, toksyczną kobietę.
      Moja rada dla Braci: jeśli ciało mówi wam "nic z tego nie będzie, nie pachnie ci, nie ten dotyk, nie te włosy", to nie tłumacz sobie, że może jakoś to będzie, bo będzie tylko ranienie się nawzajem. Uciekaj zanim się zaangażujesz emocjonalnie.
    • Przez t0rek
      Jakość video taka sobie, ale ciekawe tematy poruszają w lajtowy sposób. Przy okazji przykład świadomych kobiet.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.