Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Wilson

Moja relacja z kobietą typu borderline

Recommended Posts

Na początku bajka! Poznałem fantastyczną kobietę. D.(nie chcę podawać pełnego imienia oczywiście) jest po prostu niesamowita: wrażliwa, ciepła, pełna energii,bardzo inteligentna, opiekuńcza...od samego początku mam wrażenie, że nadajemy na tych samych falach. Godzinami rozmawiamy ze sobą przez telefon, jestem niesamowicie adorowany, potrafi sprawić, że czuję się wyjątkowo.

 

 

Do tego dziewczyna baardzo bezpośrednia.Od samego początku nie ma problemów z seksem(taka osoba nigdy nie powie, że ją boli głowa. Sama inicjuje zbliżenie, może to robić zawsze i wszędzie)

 

Po jakimś czasie zaczynają się dziwne akcje: nie odzywa się całymi dniami,pojawiają się szantaże emocjonalne, upija się w dzień w którym mamy się spotkać( pije dużo i często),dzwoni do mnie żeby pogadać i się rozłącza nagle. Ty jesteś wściekły jak cholera, ale ona ma na wszystko wytłumaczenie,to tak naprawdę nie jej wina...kocha mnie a ja się czepiam. Jej nastrój zmienia się kilka razy w ciągu dnia:raz wesoła,pewna siebie,za chwilę smutna, znowu milczy.

 

 

Kiedyś dzwoni do mnie, mówi jak bardzo mnie kocha, za 10 minut dostaję smsa,że do siebie nie pasujemy,zrywa ze mną. Po następnej godzinie sms przyjedź do mnie, chcę się z tobą kochać, jesteś moim ideałem- istny rollercoaster. (takie akcje ze zrywaniem były częste).

 

 

Wszystkich akcji nie potrafię opisać w szczegółach, brak mi dystansu, bo ciągle tkwię w tym związku......zdrady, jej relacje  z byłym facetem,jej kiepskie relacje z ojcem, problemy w pracy(częste zmiany), szantaże emocjonalne,manipulacje,autoagresja, próby samobójcze w przeszłości, tzw próby przekraczania moich granic.....ktoś kto wie czym jest borderline, będzie wiedział doskonale o co mi chodzi

 

Oczywiście miałem wątpliwośći to nie jest tak, że wszystko chłonąłem jak gąbka, ale borderki to naprawdę dobre aktorki. Po pewnym czasie czułem się odpowiedzialny za nią. Ma gorszy dzień to chcesz ją pocieszyć, zastanawiasz się jak jej pomóc. Wkręcałem się przez to coraz bardziej. Smutne dni były coraz częściej, więc martwiłem się o nią,miałem poczucie winy, ze nie potrafię jej pomóc.

 

 

W końcu zacząłem przeglądać internet,odkryłem,z kim mam do czynienia i jakoś układam to sobie w głowie,ale nie da się tak po prostu wyciągnąć wtyczki, zapomnieć. Ciągle zależy mi na niej, ale nie wyobrażam sobie tak żyć. Dziękuje za rady typu uciekaj od niej, czy problem jest w Tobie(jasne, że we mnie, borderki potrafią wytworzyć w krótkim czasie taką bliskość z partnerem jaką w normalnym związku buduje się latami).To jak powiedzieć alkoholikowi, żeby od jutra nie pił- nie da się.

Potrzebuję konkretnych porad od kolegów znających temat, którzy wiedzą jak trudno zerwać kontakt z borderline. Jak wyrwać się z tego układu,żeby za chwilę samemu nie wylądować u psychologa.

  • Like 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem bracie, że Ci mega współczuję bo to co tutaj przeczytałem nie napawa optymizmem.

 

Od razu napiszę, że ja nie mam doświadczenia aż z takim przypadkiem i pewnie nic o tym nie wiem. Jednak z twojej wypowiedzi wynika, że Ty raczej i tak będziesz musiał udać się do psychologa. Nie tylko po pomoc z panną, ale by odzyskać równowagę psychiczną. Nie piszę, uciekaj bo to już wszystko napisałeś sam, że jakbyś mógł to byś już to zrobił.

 

No i dwie rzeczy jeszcze mnie zaniepokoiły.  Po pierwsze te próby samobójcze których już próbowała. Czyli wiadomo, że jeśli będziesz próbował się uwolnić, to nie zawaha się pójść w ostateczność. No i druga sprawa to jej zdrady. Z tego co zrozumiałem to masz pewność, że Cię zdradzała lub zdradza? Jeśli tak, to tym bardziej musisz skorzystać z pomocy doświadczonych braci lub kogoś kto Ci się pomoże z tym uporać.  Bo jeśli masz pewność, że panna puszcza Cię bokiem, a Ty ciągle jesteś z nią i więcej nie możesz tego związku przerwać emocjonalnie oraz się jeszcze angażujesz to widać, że potrzebujesz pilnie porady i pomocy. No i jeszcze pytanie, czego tak na prawdę chcesz? Czy chcesz opuścić tą toksyczną relację, czy zmieniać tą dziewczynę? Mam nadzieję, że wiesz, że masz tylko jedno wyjście w tym wypadku.

 

Mam nadzieję, że doświadczeni w tych sprawach bracia Ci pomogą, a pamiętaj psycholog to też człowiek i jest, żeby nam pomagać. Walcz i nie bierz jeńców.

Pozdrawiam

Edited by Kolt89

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Wilson

Ja bym tutaj zastanowił się nad pójściem do psychologa (ze sobą). Są ludzie od tego (profesjonaliści) i nie ma tu się  czego wstydzić a nie wiem, czy zauważyłeś że bracia też korzystali co niektórzy. Jej oczywiście nie zagonisz do specjalisty bo to jak z alkoholikami podobno.

 

Jeszcze znalazłem ciekawy wątek poniżej:

 

 

 

Panowie,

poradźcie tu nowemu koledze co sądzicie o jego sytuacji.

 

@Szkaradny@JurekB@TylerDurden@ORPIL3

Edited by TheFlorator
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakich porad oczekujesz, jak nie rozejść się z nią? Chcesz ją zmienić? Myślisz, że bohaterem jesteś?
Nie ma tutaj innej rady, jak sam nie chcesz trafić do psychiatry, czy psychologa. Wyjście z tego toksycznego związku to jedyna, rozsądna rada.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gruba kreska. Pożegnaj się z panią, zablokuj na fejsie, zmień numer telefonu. Jak nie możesz zmienić numeru, to przynajmniej ją zablokuj. Będzie robić cyrki, żebyś wrócił, ale to będzie tylko pokazówka.

I nie myśl więcej o niej - jej miejsce jest na śmietniku Twojego życia. Jak wyrzucasz do śmieci puszkę po konserwie to potem o niej myślisz jak sobie w tym śmietniku radzi? No to o tej pani też nie myśl.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zerwij z nią, ona jest niestabilna emocjonalnie jak i nie.....

Nie baw się w białego rycerza i nie próbuj jej ratować bo ci zniszczy życie. Będziesz później wychodził i leczył się z tego związku latami.

Mało masz dziewczyn na świecie? Przebieraj w ofercie i szukaj zrównoważonej...w miarę. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak wygląda jej rodzina? Ojciec alkoholik?

 

Po pierwsze musisz zadać sobie pytanie, czy widzisz siebie w związku z nią? Czy chciałbyś z nią spędzić życie?

 

Niestety im dłużęj będziesz to ciągnął tym większe poniesiesz straty - spadek swojej pewności siebie, uraz psychiczny i po czymś takim bardzo długo zajmie Ci zanim znowu zaczniesz myśleć o związku (będziesz podejrzliwy)

 

Pije dużo teraz, to będzie piła jeszcze więcej - ma wewnątrz pustkę i nie wie jak ją zapełnić dlatego wyszukuje nowych facetów ponieważ to pozwala jej zapełnić w jakimś stopniu urazy z dzieciństwa.

Rozmawiałeś z nią zapytałeś jej co ona myśli o swoim zachowaniu? Jeżeli nie chodzi do psychologa  i uważa, że z nią jest wszystko ok to nic nie poradzisz. ba nawet jeżeli chodzi do psychologa to także nic nie poradzisz.

 

Ty i tylko ty wiesz jaki ona ma wpływ na Ciebie i tylko ty jesteś w stanie podjąć decyzję i działania.

Jeżeli postanowisz ratować siebie to nic z nią nie rozmawiasz nie tłumaczysz się i nie wdajesz się w dyskusję.

Sms z nami koniec i blokujesz ją wszędzie - na telefonie na meilu na facebooku i gdziekolwiek możesz.

 

Nie sprawdzasz co się u niej dzieje i nie odpowiadasz na żadne wiadomości od niej.

Ratuj siebie jej nie możesz... tylko ona sama może siebie uratować.

 

Im dłużej z nią będziesz będzie tylko gorzej i trudniej - tutaj nic się nie poprawi i nic się nie zmieni - piszę to ze swojego własnego doświadczenia a moja ex nie była aż tak pokręcona na początku jak piszesz.

 

Czego oczekujesz? Co chcesz zrobić? Jesteś gotowy walczyć o siebie?

Zrobiłeś pierwszy krok - ale tak naprawdę ten pierwszy krok jest najłatwiejszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak ma to zrobić?

 

Jak przy każdym zerwaniu trzeba swoje wycierpieć, czas goi rany.

 

Przede wszystkim trzeba urwać kontakt - FB, sms, maile, zdjęcia wspólne do kosza. 

 

Dalej nie można zamykać się w czterech ścianach.

 

Wskazana siłownia czy trenowanie sportu dla wzrostu samopoczucia.

 

Spotkania ze znajomymi, poznanie nowej dziewczyny żeby haj hormonalny znowu zadziałał (to nic złego), flirtuj jak najwięcej z kobietami.

 

Lektura książek Marka, Osho, Tolle, De Mello - zrozumiesz ze utożsamiłeś swoje szczęście z drugą osobą. Szczęście musisz szukać w sobie bo jak luby odejdzie to będziesz nadal szczęśliwy sam ze sobą.

Przeczytasz to Twoje myślenie odwróci się o 180 stopni w kwestiach związków i miłości. Masz się skupić na teraźniejszości a nie przeszłości. Ona już była i nie ma znaczenia.

 

Przede wszystkim ciesz się, że nie związałeś się z taką osobą na lata - małżeństwo.

 

Podejdź do sprawy logicznie - wyjmij kartkę papieru, podziel ją na pół , na "plusy" i "minusy". 

90% będziesz miał minusów czyli jazdy, stresy, szmacenie Ciebie, głowa zajęta jakimiś dramami zamiast skupienie się na ważnych sprawach

10% to nieziemski seks który kosztuje 150-250 zł 

 

Im więcej będziesz miał głowę zajętą tą dziewczyną tym dłużej będziesz z tego wychodził.

 

Logika i jeszcze raz logika, emocje na bok

 

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten związek Ci nie służy. Zależy Ci na niej, ale popatrz jakim kosztem. Kosztem samego siebie. Weź sobie kartkę i wypisz plusy i minusy tego związku na spokojnie bez emocji. Minusów bedzie zdecydowanie więcej. Jesteś młody po chu. ci takie sztuczne emocje powiedz. Za kilka lat będziesz wymęczony psychicznie pytam się w imię czego miłości? 

 

Jak skończysz u psychologa/ psychiatry z rozbitą psychiką, brakiem własnej wartości to sobie tą miłość wiesz gdzie możesz wsadzić...

 

Myśl rozsądnie. Jedyne słuszne wyjście to odejść. 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem żonę z CHAD i borderline. Bylo wszystko to co opisales. Poczytaj moje posty na temat rozwodu z taka kobieta. Daj sobie jeden wieczor na lekture. I nastepnego dnia rano wstań, zablokuj jej numer telefonu. Dodaj jej email do kasowanych od razu. Zerwij z nia kontakt natychmiast. To jest jak z np papierosami albo rzucasz natychmiast albo sie oszukujesz ze rzuciles palenie.

 

Musisz byc twardy. Bedzie do Ciebie dzwonic ze sie wiesza albo truje. Wezwij do niej pogotowie z lekarzem psychiatra. Sam tam nie jedz. Musisz odciac sie od niej natychmiast. Psycholog tak, ale juz po fakcie oderwania sie od niej zeby stan rzucenia jej utrwalic. Jak nie zrobisz radykalnego kroku to bedziesz brnął w to latami. Szkoda życia i Twojego zdrowia psychicznego. 

 

Po prostu musisz ratowac siebie bo widzisz to wszystko i jest na to jeszcze czas.

 

 

Edited by rarek2
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od dwóch tygodni jej ataki się nasiliły, tak naprawdę to jestem szczęśliwy kiedy ma focha i milczy.W innym przypadku ciągłe jazdy i gierki z jej strony.Wiem co muszę zrobić. Wiem, że muszę zerwać, ale mam poczucie winy, że to przecież choroba, że to nie jej wina, a przeze mnie coś sobie zrobi( wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

 

 

Wszelkie rozmowy z nią na ten temat nie mają już sensu. Na pytanie dlaczego się tak zachowuje obraża się i twierdzi, że się czepiam. Myślałem o tym, żeby przekierować tą relację z chłopaka na przyjaciela i powiedzieć jej, że wiem o jej zaburzeniach(może sama nie wiem, że to się nazywa jakoś) i jej pomóc. Z drugiej strony piszecie, że  trzeba odciąć się całkowicie.

 

Związku z taką osobą nie stworzę,czytając was zaczynam sobie zdawać z tego sprawę. Wiem że to wygląda trochę jakbym się miotał i nie wiedział czego chce, ale uwierzcie, od dwóch tygodni jestem kłębkiem nerwów,nie mogę funkcjonować normalnie, sam zacząłem więcej pić, chociaż narazie próbuje ogarnąć się bez psychologa

 

Co ważne,ona nie jest wobec mnie agresywna,jest autoagresywna. Po swoich akcjach wpada w stany depresyjne i się samookalecza. Dlatego proszę doświadczonych kolegów,żeby opisali jak to rozwiązać, bo świadomość, że ktoś targną się na swoje życie przeze mnie przeraża.

 

Dzięki rarek2...... Zaraz szukam i czytam

Edited by Wilson

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po prostu musisz się zastanowić, czy w tej chwili masz siły na poczucie winy względem jej osoby. Jeśli będziesz się za wszystko obwiniał to nie długo ty udasz się do specjalisty. Ona wciąga Cię jak ruchome piaski, najpierw powoli, ale jak zaczynasz coraz bardziej się angażować to robi to coraz szybciej. 

 

Tak masz rację to jest choroba. Czyli ona potrzebuje specjalisty. Ty nim nie jesteś a z tego co widać to ta dziewczyna tego nie chcę. Po prostu nie chcę się leczyć, a to nie jest dla Ciebie dobre, a więcej toksyczne. No i mam pytanie. Czy ona nie ma jakiejś bliskiej rodziny, albo bliskich przyjaciół. Możesz z nimi się skontaktować, żeby sie nia zaopiekowali i przypilnowali aby sobie czegoś nie zrobiła po twoim odejściu. A może namówią ją na leczenie.

 

No i ostatnia rzecz. Nie sięgaj do kieliszka, ani po żadne alko. To nie jest najlepsze wyjście. Bo jeśli tak będziesz robić to niedługo dorobisz się coraz większych problemów. I to w tym przypadku na własne życzenie. Wiem, że nie jest łatwo, ale alkohol to nie rozwiązanie twoich problemów. 

 

Trzymaj się bracie.

Edited by Kolt89
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Wilson said:

Po swoich akcjach wpada w stany depresyjne i się samookalecza

Wyluzuj. Te zadrapania chuj mają wspólnego z okaleczaniem się. Odcięła sonie ucho? Palec? Dłoń? To są wszystko niegroźnie działania policzone na efekt. Jak skaryfikacje Popka. Jak sobie oko wydłubie, to będzie można uznać, że sprawa jest w miarę poważna, ale też nie do końca, bo ma jeszcze drugie. I w żadnym przypadku nie jest to wina Twoja, jej rodziców, jej sąsiadów, jej byłego, Twojej matki, dzielnicowego czy kasjerki z Lidla. To jest jej zasrana sprawa, która nie powinna Cię nic obchodzić.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Wilson napisał:

Wiem co muszę zrobić. Wiem, że muszę zerwać, ale mam poczucie winy, że to przecież choroba, że to nie jej wina, a przeze mnie coś sobie zrobi( wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

Ty nie masz prawa mieć poczucia winy, bo ona nie jest chora przez Ciebie. Twoja dziewczyna potrzebuje specjalisty, a potem chlopaka który z nią będzie. Na prawdę chcesz w to brnąć? Za kilka lat będziesz wrakiem a jesteś jeszcze młody. Posłuchaj braci, którzy mieli dłużej do czynienia z takimi Paniami.

 

Chcesz jej pomóc? Znajdź jej specjalistę i uciekaj gdzie pieprz rośnie. Wiem brzmi brutalnie, ale chłopie Ty się wykończysz po dłuższym czasie z kimś takim. Nie czuj się winny. Gdybyś Ty cierpiał na coś takiego laska by Cię zostawiła bez mrugnięcia okiem. Pomysł na chłodno i proszę nie zasłaniaj się miłością... Miłość kosztem własnego zdrowia psychicznego to nie miłość. Bądź rozsądny ten związek nie ma przyszłości jak ona nie chce się leczyć. 

 

2 godziny temu, Wilson napisał:

wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

 

I stało się coś? Żyje dalej a pewnie jemu też pisała, że się zabije. Tamten okazał się rozsądny i wiedział, że z tego statku należy się ewakuować jak najszybciej. 

Edited by Kimas87
Błąd
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bordeline, ehhh moja kochana border. Przerabiałem, nie życzę takiego doświadczenia nawet największemu wrogowi, gdyż to nic przyjemnego. Emocjonalny Rollecoster.... W przypadku mojej relacji także były tzw. zrywane telefony, nagłe fochy, które nigdy nie zostały rozwiązane. Natomiast pamiętając te dobre chwile, które chyba w każdym przypadku są podobne postanowiłem zmienić jej punkt widzenia, gdyż wiedziałem, że miała bardzo negatywne doświadczenia rodzinne - przemoc, alkoholizm rodzica, brak zainteresowania rodziców. Powiem Ci jedno mimo, że byłem z nią zaledwie 5 miesięcy jest to jedyna kobieta, która mi się do głowy tak wkręciła (sic!). Ponieważ chciałem ją ratować z tego emocjonalnego gówna, lecz musisz sobie drogi bracie zdać sprawę z jednej podstawowej kwestii, jeśli osoba cierpiąca na borderline nie jest świadoma swoich problemów tzn. nie uczęszcza na terapię to Twój związek z nią będzie ciągle takim życiową kolejką górską. Ona będzie obwiniać Cię za wszystko co się wokół Was dzieje, a co najgorsze im dłużej z nią jesteś to się coraz bardziej wkręcasz. Ja wiem, że taka kobieta potrafi być fenomenalna: czuła, opiekuńcza, nawet może zrobić Ci najlepszego loda jakiego w życiu doświadczyłeś. Lecz wiedz, że z czasem pojawia się coraz więcej negatywów, a coraz mniej tych pozytywnych chwil. Musisz zwracać uwagę na jej ton głosu- tak kur*** ton głosu, ponieważ jeśli zadasz pytanie: Jak Ci minął dzień ? to odpowiedź "Spoko" nie jest zawsze odpowiedzią pozytywną, czy neutralną. Potrafiła opierdalać mnie o nic przez weekend, a następnie pisać sms-a w stylu: Byłam dla Ciebie straszna, a Ty to wszystko znosiłeś, a teraz Cię nie ma i jest mi smutno lub, byłam dla Ciebie straszna, a teraz tęsknie tak bardzo, że nie mogę wytrzymać. To kurwa nie jest to normalne to zastosowanie taktyki push and pull, która doprowadza człowieka do pasji.....

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że u tego typu osób od miłości do nienawiści  dzieli mały krok. To dorosłe osoby na poziomie emocjonalnym dziecka, one karmią się Twoją atencją, awanturami i negatywnymi emocjami. Bardzo często jest to spowodowane tym, że jej najbliżsi w taki sposób się z nią komunikowali, dla niej to normalne...... przez dwa tygodnie nie zapytała mnie co u mnie słychać mimo, że miałem problemy zdrowotne i miałem bardzo ciężki egzamin, który w znaczącym stopniu wpływa na moją dalszą karierę zawodową. Miała to po prostu gdzieś, ponieważ to problemy borderline są dla niej najważniejsze, a problemy innych mają w głębokim poważaniu. 

 

Co najciekawsze borderline często zostawia kogoś bo boi się np. do niego przywiązać, albo chce sprawdzić, czy będziesz o nią walczył. Przynajmniej ja tak wywnioskowałem z rozmowy telefonicznej podczas, której mnie zostawiła, ponieważ gdy na jej oświadczenie o zakończeniu związku życzyłem jej udanego życia itp. Odpowiedziała tak: Mówisz jakbyś się żegnał... Dla mnie to jest kurewsko niezdrowe, dlatego zabrałem od niej wszystkie swoje rzeczy wartościowe. Jeszcze jakiś czas temu myślałem, żeby w dacie jej urodzin złożyć jej życzenia urodzinowe ponieważ ona jest osobą chorą to nie jej wina, że miała spierdolone dzieciństwo.  Ale wiesz co to nie ma sensu z jednego prostego powodu, nie każda borderline, ale wiele z nich według psychologów wraca (niektóre bardzo szybko, a inne z czasem po kilku miesiącach, nawet latach - sic!). Co gorsza wielu ludzi tkwiących długo w takich związkach zmuszona jest leczyć się u specjalistów. Ja postanowiłem definitywnie się odciąć - nie dzwonię, nie piszę smsów (stare skasowałem) i nie zamierzam wznawiać kontaktu. 

 

Natomiast sam zrobisz, jak będziesz uważał za słuszne, to Twoje życie nikt nie jest w stanie przeżyć go za Ciebie, pamiętaj tylko, że lepiej odejść gdy nie ma się żadnych poważnych zobowiązań (mam na myśli dziecko) bo wtedy będziecie związani na całe życie, a Twoja potencjalna córka może wyrosnąć na osobę podobną do mamusi. 

 

Mi osobiście bardzo pomógł pewien blog:  http://koniectoksycznych.blogspot.com/

 

Życzę Ci bracie powodzenia, bez względu na to jaką decyzję podejmiesz. 

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki koledzy za dużo konkretnych podpowiedzi. Jakoś zaczynam to sobie układać w głowie i widzę, że ta relacja nie ma przyszłości. Ja się w tym wszystkim tak naprawdę nie liczę, ważne są tylko jej potrzeby. Ciągle słyszę tylko,że powinienem ją wspierać, sama od siebie nie daje już nic. Tylko gierki i ciągłe testowanie mnie.

 

Pragnę jej i nienawidzę jednocześnie. Cholernie trudno odejść od takiej osoby, bo czuję się uzależniony emocjonalnie. Muszę najpierw popracować nad sobą, bo mimo,że postanowiłem zakończyć tą relację to nie potrafię tak poprostu "wyrwać wtyczki", odciąć się całkowicie od niej.

 

Z jednej strony ta świadomość,że może sobie coś zrobić. Obawiam się,że jakoś uda mi się o niej zapomnieć a ona po jakimś czasie odezwie się, będzie chciała wrócić. Z drugiej stony boje się też jakiegoś wyciągania brudów. To co napisał w swoim artykule JurekB : moja też ma drugi telefon o którym nie chce rozmawiać i zapisane wszystkie nasze wiadomości na komputerze. Wiem, że jednemu ze swoich byłych zrobiła jakąś sprawę sądową. 

 

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minutes ago, Wilson said:

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

O tak...robiły. Ty tak naprawde szukasz usprawiedliwienia aby z nia byc.

Twoja decyzja, ale marnujesz swoje zycie dla niej jestes tylko kims kto daje energie I emocjonalne wsparcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Analizuję ten czas spędzony wspólnie i zaczynam dostrzegać ile niepokojących sygnałów było które jakoś sobie tłumaczyłem, bagatelizowałem. Nawet nie mówię o ilu życiowych wartościach zapomniałem dla niej nagle. Zaczynam to dostrzegać, ale to nie znaczy, że się już od tego uwolniłem, dlatego zanim uporam się z nią to muszę zająć się sobą. 

 

Pytonga może masz jednak rację, może przedłużam to na siłę, bo wciąż wierzę, że wróci ta cudowna,wrażliwa kobieta z początku znajomości. Może nie jestem w stanie jednak sam sobie poradzić z tym co mnie spotkało

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zrozum tutaj nie będzie lepiej... tylko gorzej dla Ciebie.

13 minutes ago, Wilson said:

że wróci ta cudowna,wrażliwa kobieta z początku znajomości

Ten etap już minął, przykro mi ale ja to przerabiałem.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Wilson napisał:

 

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Ja z  moją po rozstaniu miałem dwukrotny chwilowy kontakt, ale oba zainicjowane przez moją osobę:

1. Odbierałem od niej swoje rzeczy, a dokładnie 2 książki na których mi zależało - jej zachowanie traktowała mnie zimno i chłodno z dużym dystansem

2. Wysyłałem jej z jakiś miesiąc temu zdjęcia ze wspólnego wesela to w wiadomości sms była bardzo miła.

 

Także dwie sprzeczności, lecz nie traktuje tego jako jakiś "akcji". Lecz to ona uprzedziła moje zerwanie, na obecną chwilę po 3 miesiąca od rozstania mam spokój, więc przypuszczam, że tak pozostanie. Sam inicjować kontaktu już nie będę, gdyż wszystkie tematy Nas łączące zostały zamknięte z mojej inicjatywy.

 

Życzę powodzenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Wilson said:

Z drugiej stony boje się też jakiegoś wyciągania brudów.

No Bracie to pozostając z nią w związku te problemy raczej nie znikną a pojawi się ich tylko więcej. Tak więc logika o kant dupy.

 

6 hours ago, Wilson said:

Z jednej strony ta świadomość,że może sobie coś zrobić.

To jest osoba dorosła, nie masz nad nią kontroli. Moja z 4-5 razy gadała o tym nabrałem się dwa razy i za pierwszym razem była dumna z siebie i chwaliła się psiapsiółce jaką to ma kontrole ciągle nade mną. Za drugim razem wysłałem policję i była oburzona. Samobójcy nie ogłaszają na około, że zabiją się robią to po cichu.

 

6 hours ago, Wilson said:

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Wszystkie robią większe albo mniejsze - jeżeli odkryjesz karty to wtedy znienawidzi Cię i będzie starała się Ciebie upodlić, zranić i zniszczyć... ot żadna filozofia normalne życie.

 

Boisz się i nie jesteś gotowy ale czujesz, że coś jest nie tak - zapewne Twoje zdrowie psychiczne i fizyczne dostaje po dupie. Życie z nią to jak chodzenie po szkle, ciągle musisz uważać aby jej czymś nie urazić i nie zdenerwować a i tak na koniec zawsze znajdzie się coś, że popsuje się jej nastrój i zapewne to Twoja wina.

 

Im dłużej z nią będziesz tym będzie gorzej - to co było na początku już nie wróci. Dodatkowo popija ostro no K... mać to jakiś dramat.

 

Zobacz w okolicy AA spotkania i AL Anon (dla rodzin alkoholików, uzależnionych) idź na takie spotkanie zobacz jak współuzależnieni trwają ze swoimi partnerami całe życie łudząc się, że może będzie lepiej. Posłuchaj ich historii będziesz miał grupę wsparcia.

 

To Twoja decyzja - ale będąc z nią za dużo nad sobą nie popracujesz to Ci gwarantuje.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Założycielu tematu: uciekaj od niej. Nie są to puste słowa ot tak.

 

Byłem z pewną panią U przez 2 lata.

Kliniczne borderline + dda.

 

- na zewnątrz bardzo zadbana wręcz perfekcyjnie zrobiony makijaż + idealnie dobrana odzież, szczupła o idealnej figurze (a w domu syf, pies sika w kuchni bo nikomu nie chciało się wyjść - oczywiście York w ryżowym kuferku, jej dziecko otyłe, w szafach dramat), 

 

- bardzo usłużna dla innych i taka ciepła, dzień dobry (w domu odwrotnie, częste przekleństwa do dziecka, brak zainteresowania choćby lekcjami dziecka, bijatyki z exkoleżankami),

 

-rano ciepła wieczorem nie chce wpuścić do domu, 

 

-seks na żądanie, następnego dnia spanie w odrębnych łóżkach, 

 

- przez 2 lata związku kończyła go 17 razy, jak to dobrze że miałem swoje mieszkanie. Myślałem: ok.ja też mam dość, a potem był szloch i przyciąganie na różne sposoby - a ja się dawałem.

 

- nagminne niedotrzymywanie słowa. Umawiamy się na niedzielę o godz.9.00 - nie ma jej 2 dni. Gdzieś przepadła z dzieckiem. Następnie zdziwienie: o co ci chodzi, jak ci się nie podoba to możemy się nie spotykać.

 

- wianek orbiterów, ojciec dziecka mieszkający na stałe w UK, podczas okresowych zjazdów do PL nocuje u niej, wtedy jest mordobicie między nimi, a dziecko wybiega z płaczem na klatkę schodową szukając jakiegokolwiek ratunku.

Kiedy pytam: co ty robisz? Odpowiedź: no przecież to ojciec dziecka.

 

Pewnego dnia poszedłem na spacer z psem, po drodze wstąpiłem do osiedlowego sklepu po sok dla siebie i wodę dla psa - był lipiec i było cholernie gorąco. Mała miejscowość w Polsce. Pani U otrzymała wiadomość od koleżanki, zanim wróciłem do domu, że byłem w sklepie. Efekt był taki, że nie chciała się już ze mną spotykać bo z pewnością poszedłem do sklepu, żeby podrywać ekspedientkę. Czujecie to !?

 

Pani U to katoliczka. Dziecko miało 9 lat, pierwszy raz w życiu widziało u siebie w domu pisanki na Wielkanoc - zrobiłem je dla niej chociaż nie jestem katolikiem. Nigdy nie było przedtem choinki. Strasznie smutne dziecko, już skażone na całe życie.

 

Jednak rycerz pokaże jak należy żyć, uratuje cały świat...aha jasne.

 

Dzisiaj mi trochę wstyd za siebie ...na dodatek przepaść intelektualna: ja prawnik (gospodarcze, międzynarodowe), ona nakłada żele na paznokcie. Proszę mnie źle nie oceniać - w żaden sposób nie wywyższam się. Tak się poznaliśmy, pomogłem jej prawnie. Oczywiście za darmo :blink: taki byłem qrwa szlachetny.

 

Po pewnym czasie zaczynasz się zastanawiać czy to może z Tobą jest coś nie tak, przecież wszyscy na około mówią, że ona taka fajna, co chcesz od niej.

I robisz się co raz smutniejszy, tracisz energię, obarczasz siebie winą, chcesz resztkami sił ją uratować.

 

...a to już Ciebie trzeba ratować.

 

Bracie, uciekaj od niej czym prędzej - tu nie ma niczego, a tym bardziej zabawnego.

  • Like 7
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Romantyzm żyje....walentynki to jednak piękne święto! Moja borderka wczoraj była dla mnie miła a dzisiaj napisała mi smsa, że kocha(tak tak koledzy kocha),ale nie mnie. Napisał że kocha byłego i nie wyobraża sobie życia bez niego.Próba zerwania, bo naciskałem ostatnio na szczerą rozmowę? Kolejny test,żeby sprawdzić czy będę o nią walczył? NIE BĘDĘ! Mam dość, nie mam już siły żeby się nad tym zastanawiać, a tym bardziej walczyć. Odpisałem, że to koniec.

 

Jak można tak traktować drugiego człowieka? Co to za dziwna choroba? Zastanawiam się kto jest chory tak naprawdę, ona,czy może jednak ja.Jestem sponiewierany, wyniszczyła mnie psychicznie przez ten czas. Zawsze ją wspierałem kiedy miała doła. Byłem blisko kiedy mnie potrzebowała.

 

 

Chciałem jej pomóc, teraz widzę, że kosztem samego siebie.Pochłonęła mnie. Przestałem robić cokolwiek innego co by dotyczyło jej osoby, angażując w to całego siebie,a ona mnie zniszczyła. Tylko czy to faktycznie koniec? Mam nadzieję,że odpuści, inaczej nie wiem czy sam sobie z tym poradzę.

 

Nawet nie wiem jakiej rady oczekuje od Was koledzy. Piszę, żeby się wygadać, bo rodzinie i znajomym nie powiem w jakim syfie k... żyje

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Kolejorz
      Witajcie, bracia! Trafiłem na to forum podczas poszukiwań instrukcji obsługi tzw. borderek i szybko zauważyłem, że dysponujecie obszerną wiedzą na ten temat... Poruszaliście już to, jak je rozpoznać czy czym to grozi, sam chciałbym jednak przegadać inną kwestię. Poznałem kobietę pół roku temu i od razu zrobiła na mnie obłędne wrażenie, więc szybko zacząłem podejrzewać, że coś jest nie tak - w końcu aż trudno było mi uwierzyć, że taka partia jest singielką. Od samego początku chętnie mówiła o swoich przeżyciach i problemach, więc nie musiałem długo czekać, by się przyznała do tego, że ma zdiagnozowane borderline... Rzecz w tym, że od tamtego czasu się spotykamy i myślę, że jestem zakochany, stąd moje pytanie: jak stworzyć szczęśliwy związek z borderką? Jak się z taką dziewczyną obchodzić, żeby znała swoje miejsce? Wiem, że pewnie powiecie, że oszalałem, ale czy ktoś z Was tego próbował, czy komuś się udało? 
    • By Elfii
      Witam wszystkich,
       
      Temat nie do końca pasuje mi do "dupoobrabialni", ale nie znalazłam lepszego miejsca na jego dodanie.
       
      Potrzebuję porady lub pomocy w innym spojrzeniu na pewien aspekt mojego związku. 
       
      Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata (ja po 25 roku życia, On po 30). Związek uważam za naprawdę udany i wiążę przyszłość z tym człowiekiem. 
      Nie piszę tutaj, by chwalić się jak to mam super, więc pozwolicie, że daruję sobie szczegółowe opisy co w Nim mi się podoba, anegdotki czy (według mnie) niepotrzebne kwestie. Ma być rzeczowo
       
      Od początku związku praktycznie niewiele się kłócimy. W kwestiach spornych staram się iść na kompromis lub po prostu się podporządkować, ponieważ ufam Mu i wiem, że tak jak On powie, tak najczęściej jest dobrze. On również jest zadowolony z takiego układu, bo lubi dowodzić i mieć rację, a ja z natury jestem raczej uległa.
       
      Niestety jest jedna kwestia, w której od momentu poznania drzemy ze sobą koty i nie potrafimy się dogadać, a mianowicie jest to ilość wspólnie spędzanego czasu.
      Mieszkamy razem od roku. Nasze dni wyglądają tak, że spędzamy w pracy 8h, następnie on odbiera mnie z pracy (ma po drodze), zamawiamy jedzenie lub ja coś gotuję, a potem robimy wszystko razem. Najczęściej są to gry (oboje je lubimy, choć on potrzebuje tego rodzaju rozrywki zdecydowanie więcej), filmy lub cokolwiek innego, co można robić razem. Bardzo rzadko któreś z nas robi coś oddzielnie i średnio raz w miesiącu ja pękam i zaczynam żądać jednego popołudnia w samotności. Chcę skupić się na przeczytaniu książki, pogooglać o nowinkach w mojej dziedzinie pracy, popisać z dawno niewidzianą koleżanką lub cokolwiek podobnego. O wyjściach bez Niego nie ma raczej mowy - nie mam potrzeby szlajać się po klubach czy barach, ale miło byłoby czasem odwiedzić znajomą i napić się herbaty/wina w damskim towarzystwie. Teoretycznie On mi tego nie zabrania, jednak na wzmiankę z mojej strony pt. "a może poszłabym do Aśki?" ma autentycznie łzy w oczach i zaczyna monolog o tym jak to kiedyś (tzn. na początku) jego towarzystwo mi wystarczało i dlaczego to się zmieniło. Nie zmieniło się, ale jak większość bab chciałabym czasem pogadać o maseczkach na twarz i kolorach lakieru do paznokci. Najlepsze jest to, że On takich moich wynurzeń również czasem słucha i uważa, że koleżanki mi niepotrzebne, bo z Nim też mogę o tym pogadać. A ja po prostu nie chcę, żeby mu (przepraszam za wyrażenie) c*pa wyrosła i nie chcę gadać mu o takich bzdurach. 
      Kiedyś dużo czytałam, udzielałam się w wolontariacie, organizowałam spotkania integracyjne dla ludzi z mojej korporacji - teraz nie robię NIC, bo cały swój czas i energię poświęcam Jemu. Na co dzień nie mam z tym problemu, ot, priorytety mi się zmieniły. Ale frustruje mnie, że nie jestem w stanie bez awantury poczytać książki czy obejrzeć odcinka serialu, bo "aha, to nie chcesz nic razem porobić? Myślałem, że spędzimy ze sobą trochę czasu po południu, pół dnia się nie widzieliśmy..." +smutne oczy zbitego szczeniaka. Ustępuję więc i robię to, co On zaplanował, starając się zdusić w sobie złość, ale nie jest to proste, bo ulubiona gra nagle przestaje mi się podobać i zwyczajnie wku**ia, kiedy kompletnie nie mam na nią ochoty.
      On również mógłby zająć się fajnymi rzeczami (już pomijam zabijacze czasu takie jak gry): jest wokalistą, ma rozgrzebanych kilka projektów i czasem staram się Go (bezskutecznie) zachęcać do ich realizacji. On jednak siada nad tym tylko kiedy np. jestem w delegacji i nie może spędzać czasu ze mną. Jak kupuje nowe gry na konsolę to tylko takie, które można przejść w kooperacji, bo single player jest bezużyteczny, skoro można robić coś RAZEM.
      Zaznaczam, bo to chyba ważne: nie odrzucam propozycji wspólnego popołudnia codziennie - raz na może 2/3 tygodnie chcę zająć się sama sobą, a w pozostałym czasie jestem "do jego dyspozycji" i często proponuję również wspólne zajęcia sama.
       
      Druga rzecz: czasem każdy ma jakiś problem, prawda? A to ktoś w pracy zdenerwował, a to trzeba przygotować projekt i nie wiadomo od czego zacząć, a to jakaś kłótnia z rodzicami... On w każdym moim problemie chce na siłę uczestniczyć. Owszem, jego zdanie jest dla mnie ważne i kiedy nie wiem, co powinnam zrobić to po streszczeniu mu sytuacji razem próbujemy znaleźć rozwiązanie. On również może liczyć na mnie. Natomiast, kiedy istotnie coś tam się stało, ale wiem, że sobie poradzę to nie potrzebuję rad, staram się być samodzielna i nie obarczać go zbędnymi rzeczami. O to również się kłócimy, bo "po co masz radzić sobie sama, przecież masz mnie". Zdarza się, że czuję się jak dziecko, które trzeba we wszystkim wyręczać i niestety zdarza mi się warknąć "poradzę sobie!", czego później żałuję, bo nie chciałam sprawiać mu przykrości. Jak dorosłemu człowiekowi wytłumaczyć, że to nie tak, że nie uważam jego pomocy za potrzebną, a jego zbytnia ingerencja po prostu drażni? 
      Wczoraj stresowałam się rozmową roczną (korpo wymysł) i faktycznie nie byłam w nastroju. Nie krzyczałam, nie rzucałam talerzami, ot, byłam lekko zaniepokojona i starałam się w głowie ułożyć plan działania. On natomiast postanowił, że będzie mnie rozbawiał, żebym przestała o tym myśleć i się wreszcie uśmiechnęła. Oczywiście wyszła z tego kłótnia, bo jego żarty po prostu mnie drażniły. Uprzejmie prosiłam, by dał mi godzinkę spokoju, ogarnę to i mi przejdzie, a wtedy sama się do Niego odezwę- było to na nic, a jeszcze usłyszałam, że jestem czepliwa i nieprzyjemna, bo nie śmieję się z jego żartów i nie doceniam pomocy, którą mi proponuje. *nie prosiłam o pomoc). Mam wrażenie, że On chciałby, abym była robotem/marionetką reagującą wyłącznie na takie bodźce, których On aktualnie potrzebuje. 
       
      Wydaje mi się, że poniekąd nasze problemy są kwestią wychowania: oboje jesteśmy jedynakami, jednak On ma cholernie nadopiekuńczych rodziców. Był kontrolowany i rozliczany ze spędzanego czasu, znajomych, ocen w szkole i na studiach, karano go za słabsze wyniki w nauce itd. 
      Mnie natomiast wychowywano tak, że jeśli np. w wakacje nie zarobiłam sobie pieniędzy przy zbiorach truskawek na nowe buty to po prostu nie miałam nowych butów (i to nie z powodu biedy czy patologii, chodziło o zasadę). Jak szłam do podstawówki to matka wsadziła mnie w autobus i "radź sobie". Słabsze oceny? To nie zdasz klasy, a potem nie znajdziesz pracy. Owszem moi rodzice mają swoje za uszami, ale na pewno dzięki ich podejściu byłam i jestem samodzielna, potrafię sobie poradzić. On natomiast ma czasem problemy np. w załatwieniu czegoś w urzędach czy rozliczeniu PITa. Nie wypominam Mu tego absolutnie, chwalę za każdą rzecz, z którą sobie poradził, a on oczekuje docenienia i pochwał, więc je ode mnie dostaje.

      Nie jestem nieczuła, pod względem łóżkowym, czy czułości jest u nas świetnie. Nie mam natomiast pomysłu, jak zapewnić go o tym, że jeśli wolę poczytać książkę zamiast wyjść z nim na spacer to nie dlatego, że kocham go mniej, niż wczoraj kiedy to się na spacer czy wspólne oglądanie filmu zgodziłam. Jak uświadomić go, że chwilowy brak okazywania atencji nie jest spowodowany "fochem" czy "znudzeniem" a potrzebą zrelaksowania się we własnym towarzystwie? Nie wyobrażam sobie, że zawsze będziemy się na siebie wściekać w tej sprawie i nie chcę przy każdej takiej akcji tłumaczyć mu jaki jest dla mnie ważny. 

      Rozstania się nie biorę pod uwagę nawet. 

      Baaaardzo przepraszam za obszerność tekstu.

      Jakieś rady?
       
    • By hutch
      Wiem że staż mojego konta jest względnie długi, ale zostało założone ponieważ szukałem pomocy w sprawach NoFap.
      Teraz szukam pomocy i próbuje wylać z siebie to co siedzi we mnie po zakończonym TOKSYCZNYM związku z borderline.
      Do napisania tego posta skłoniło mnie to że przeglądałem posty innych użytkowników z swiezakowni i zaczęło mi to otwierać oczy, bardzo dużo
      schematów powielało się z tymi z mojego związku, więc być może ktoś skorzysta na mojej historii.
       
      Długość związku:
      9 miesięcy, skończył się parę tygodni temu
       
      Wiek:
      Mój i jej 21 lat
       
      Wygląd dziewczyny:
      8/10 (wydaje mi się że nie jest to subiektywna opinia bo znajomi i każdy kto ja ze mną widział mówił ze sztos, modelka)
       
      Doświadczenie dziewczyny:
      4 związki (maks 1-2 lata każdy)
       
      Doświadczenie moje:
      Miałem wcześniej relacje z kobietami ale to był mój pierwszy poważny związek, związek
       
      Początek relacji:
      Przed rozpoczęciem związku oboje się znaliśmy ale nie osobiście tzn. mieliśmy jakiś tam wspólnych znajomych, przez których w jakiś sposób mieliśmy siebie na Instagramie i Snapchacie.
      Jednak zero kontaktów przez social media nie licząc dawania sobie likeów pod zdjęciami i wysyłaniem snapow ale niespersonalizowanych (ogólnie nie jestem zwolennikiem rozpoczynania znajomosci przez pisanie w social).
      Pewnego wieczoru, los (albo pech 🤣) chciał że znaleźliśmy się na jednej imprezie gdzie było dużo ludzi (nie był to klub ani nic w tym stylu). Wiadomo był tam też alkohol.
      Postanowiłem że to niepowtarzalna szansa żeby spróbować coś zdziałać bo miałem ją na oku od dłuższego czasu, podobała mi się.
       
      Stykneliśmy się na tej imprezie i wszystko później poszło jak z górki, sam z perspektywy czasu nie wierzę że poszło tak łatwo. Ona pierwsza zainicjowała pocałunek, a na moją propozycje zebysmy jechali do mnie
      zgodziła się praktycznie od razu (pokazując lekkie zawahanie - które wydaje mi się że było próbą pokazania że nie jest łatwa).
      Wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu nie pamiętam już co się działo dokładnie ale dokładnie pamiętam że szybko wylądowaliśmy w łóżku. Oboje pijani.
      Penetracji nie było tylko ostre pieszczoty, duszenie, seks oralny.
       
      Obudziliśmy się nazajutrz, bałem się że ni chuja nie będzie o czym z nią gadać jednak ranek minął nam super.
       
      Po całej sytuacji nie inicjowałem kontaktu z nią tzn. nie pisałem pierwszy, to ona pisała do mnie ja się zdystansowałem i nie napalałem się żeby nie spalić relacji.
      2 dni później, przyjechała do mnie na noc mimo iż pisałem że nie mam za bardzo czasu ale w ostateczności się zgodziłem.
       
      Było super lodzik, dominacja ale nadal brak penetracji, wtedy jeszcze nie wiedziałem jaki jest tego powód albo wymówka 😅.
      Byłem o to wkurwiony ale starałem się nie pokazywać emocji po prostu jak widziałem opory to odwracałem się na drugi bok i leciałem w kimę.
       
      Ogólnie do momentu zbliżenia i mojej chęci penetracji uważam że było super pod każdym względem, uważałem że jesteśmy dobrze dopasowani (jakież to było złudne).
       
      Kolejne miesiące:
      Hardcore, rollercoaster (jednego dnia KOCHAM CIĘ chcę z Tobą już zawsze być drugiego lodowatość, oziębłość) z perspektywy czasu wiem że była to cała gama zachowań osobowości BORDERLINE. Opisze pare po krótce.
      Potrafiło nam być wspaniale a za parę godzin kłótnie.
       
      1. Powód największych kłótni: 
      Brak seksu z penetracją. Dochodziło do regularnych zbliżeń, ale gdy chciałem włożyć cały urok pryskał. Przestałem to olewać i postawiłem sytuacje wprost
      "Co jest, dlaczego gdy ma dojść do zbliżenia zaczynasz płakać robisz minę jakbym Cię miał zgwałcić i że to jest moja naturalna potrzeba że skoro jestem z kimś w związku to mam ochotę to robić, a jak ona nie chce tego robić ze mną to żegnam" coś w tym stylu
      W zamian dostałem odpowiedź w akompaniamencie płaczu
      "Że ją to boli i jej to sprawia ból"
       
      Moja początkowa reakcja była taka że to jej jakieś wymyślone pierdolenie. Nie ulegałem temu tłumaczeniu ale po którejś takiej sytuacji poczytałem na necie że faktycznie są takie zaburzenia jak pochwica itp. i jej reakcje się z tym pokrywały
      bo była bardzo wrażliwa w tamtych miejscach unikała dłuższego dotyku narządów rozrodczych a lekkie dotkniecie pochwy czy to palcami czy językiem kończyło się płaczem.
       
      Przyjąłem inną taktykę, stwierdziłem że postaram się z nią jakoś w tej kwestii dogadać i wspólnie znajdziemy rozwiązanie.
       
      Były długie i przyjemne rozmowy, ona zdradzała mi swoje potrzeby co lubi (dowiedziałem się ze woli powoli i delikatnie a nie jak wcześniej myślałem na ostro) ja mówiłem czego ja oczekuje. Mówiła że nigdy w życiu z żadnym facetem nie mogła tak spokojnie porozmawiać. Trochę mnie to cieszyło a trochę denerwowało że pokazuje takie miękkie cechy ale stwierdziłem że szczypta ciepła z mojej strony nie zaszkodzi że tak powinny wyglądać zdrowe relacje.
       
      Jednak rozmowy nie dawały efektów bo unikała zbliżeń, a jeśli już były to kończyły się na odmowie niewerbalnej. Pomimo iż wprowadzałem masę różnych urozmaiceń, technik które miały ją rozluźnić.
       
      UWAGA!!! Po którejś rozmowie stwierdziła że jest aseksualna i nie czuje potrzeby uprawiania seksu. Byłem w szoku bo miałem ją na samym początku za nimfomankę. Spytałem o jej wcześniejsze kontakty seksualne bo przecież miała kilka związków, stwierdziła że nigdy nie kończyły się penetracją a jedynie próbami i że ogólnie starała się unikać seksu (z perspektywy czasu nie wiem ile w tym prawdy, wtedy uwierzyłem) stwierdziła nawet ze jest dziewicą. Chciałem to sprawdzić osobiście jednak ciężko było na dłużej zająć się jej pochwą z racji tego ze twierdziła ze sprawia jej to ból a zapytanie się bez pardonu "Czy mogę sprawdzić czy faktycznie jesteś dziewicą?" wydawało mi się po prostu niesmaczne.
       
      Ogólnie cała ta sytuacja niszczyła mnie psychicznie bardzo mocno, niemożliwość uprawiania seksu ze swoją partnerką i kłótnie o to...z perspektywy czasu utnę takie coś od razu w przyszłości.
      Doszliśmy do wniosku że musi podjąć leczenie u specjalisty, tylko że ten specjalista najbliższe wolne terminy ma za kilka miesięcy a w chwili obecnej nie jesteśmy już razem.
       
      2. Chwiejność emocjonalna
      MASAKRA! Potrafiło być wszystko super cały dzień bez kłótni a tu nagle płacz, bez powodu a przynajmniej bez konkretnego powodu tylko gadanie "sama nie wiem czemu płaczę".
      To było coś co strasznie wyniszczało mnie psychicznie. Chodziłem struty bo nigdy nie wiedziałem kiedy jej odwali. Mimo wszystko ją kochałem.
       
      3. Zazdrość
      Ona może być zazdrosna a ja nie. Miała dużo kolegów z którymi pisała nie pokazywałem o to zazdrości ale gdy do mnie napisała moja była albo koleżanka z którą miałem jakiś intymny kontakt to był plącz nieodzywanie się przez 1-2 dni. I kwitowanie wszystkiego "Jestem zazdrosna i mogę być". Oczywiście kłótnie o to a ja głupi co zrobiłem.
      "Okej skoro jesteś o to zazdrosna usunę ten kontakt skoro o to prosisz" - bo wydawało mi się że to normalny mechanizm zdrowego związku, skoro osoba na której mi zależy czuję sie źle przez to że pisze do mnie moja była to utnę ten kontakt.
      Usidliła mnie tak że siłą rzeczy nie miałem innych opcji, to był koszmarny błąd zabijający moją atrakcyhność.
       
      4. Ona zawsze miała rację
      Praktycznie zero kompromisów, we wszystkim to ona ma rację i ma być tak jak ona chce.
      Nie wierzyłem a wręcz śmiałem się że ktoś może być tak zamknięty na próbę dogadania się. Było to dla mnie coś kompletnie abstrakcyjnego.
       
      5. Niestabilny i kapryśny nastrój
      Podobnie jak w punkcie 2.
      Śmiech radość dobry humor by za parę minut wszystko ją wkurwiało.
      Pamiętam wyjście do sklepu z nią na większe zakupy, byłem już trochę zmęczony ale przysięgam na boga starałem się tego nie okazywać a ona nagle na środku galerii usiadła na ławce i zaczęła ryczeć.
      Wyobraźcie sobie wzrok wszystkich ludzi "Co ten skurwysyn jej zrobił?".
      To było 2 miesiące temu i wtedy po raz pierwszy powiedziałem jej ze uważam ze powinniśmy skończyć ta relacje.
       
      Tych cech borderline było znacznie więcej ale musiałbym napisać chyba książkę a nie o to chodzi.
       
      ZERWANIE:
       
      Ogólnie tak mocno mocno pierdolić zaczęło się 2 miesiące temu. Kilkakrotnie mówiłem jej że chyba nie pasujemy do siebie i powinniśmy zerwać ona na to płaczem że mnie kocha itp. że się zmieni. Zmian nie było nazajutrz to samo.
      Ja sam obniżyłem swoje zaangażowanie, wiedziałem że nie dostaje nic szczególnego w tej relacji w zamian. Ale nadal czułem że ją kocham.
       
      Teraz najbardziej bolesny dla mnie moment:
      Koniec końców parę tygodni temu napisałem jej ze chce do niej przyjechać i przekazać jej ze to koniec.
      Powstrzymałem się jednak ale nie mieliśmy kontaktu 2 dni.
      Po czym spotkaliśmy się i ona sama powiedziała że to koniec.
      Poczułem kopniaka w jaja. JAK TO ONA ZRYWA!?
      Zareagowałem dwubiegunowo. Na początku odpowiedziałem na spokojnie ze tez tak uważam ale dwa dni później sfrajerzylem się 
      i prosiłem o szansę i rozmowę w której emanowało ze mnie to ze nie chce końca tej relacji, łzy w oczach
      (jeśli ktoś to czyta NIGDY PRZE NIGDY NIE POKAŻCIE TEJ SŁABOŚCI KOBIECIE)
      Boli mnie to bardzo że to ona zerwała a nie ja, dalej czuje że ją kocham ale logicznie wiem że to i tak by pierdolnęło. Bardzo chciałbym
      nie czuć już nic do niej i kierować się tylko logiką. 
      Krótko mówiąc mam depresję. 
      Ciągle myślę o niej.
      Najchętniej przyjąłbym jakieś antidotum które wypali całkowicie moje uczucie do niej.
      Wiem że to był zły a nawet bardzo zły związek ale czuję pustkę której nie mogę zasypać.
      I tak już jest lepiej po paru tygodniach bo potrafię zając się innymi sprawami ale są momenty gdy atakują mnie emocje i przypominają się mi wspólne chwile te dobre. Zwłaszcza wieczorami.
      To pojebane.
       
      I tutaj liczę na was i wasze doświadczenie jak przejść ten etap do normalnego życia i odnaleźć szczęście. Jak Wy sobie z tym radziliście?
      Chce się rozwijać naprawdę nie chce być w tym stanie.
      Myślę nad ruszeniem na dziewczyny ale boję się że to nieodpowiedni moment bo nie jestem obecnie prawdziwym sobą. Czuje ze moje myśli błądzą w kierunku mojej byłej.
      Poczekać?
       
      Moim błędem było to że uzależniłem swój mózg
      od tego że ONA=SZCZĘŚCIE
      Czułem się spełniony że mam ładną dziewczynę, mimo potężnych wad w jej charakterze.
       
      Najbardziej pragnę zbudować taką wersję siebie żeby mogła zobaczyć co straciła.
      Czy takie podejście jest złe? Karmię swoje ego? Czy może właśnie taki powinien być mój cel.
       
    • By deleteduser62
      W nawiązaniu do offtopu z tematu:
       
      Chciałbym rozważyć, ile powinno się angażować, obdarzać uczuciem.
      Każdemu według zasług? Jak wyważyć, pracę po godzinach przeciw  opiece i wychowaniu dziecka? Każdemu po równo, tak jak było sugerowane? Co, kiedy ktoś zachoruje, straci pracę? Każdemu wobec potrzeb. Naprawdę w to wierzę, oto dlaczego:  
      Moja siostra zapadła na nowotwór*. Znaczy to, że jej mąż powinien zacząć się mniej angażować?
      Przestać wspierać ją, wtedy kiedy najbardziej tego potrzebowała? Zaniedbywać dom i dzieci?
      Nie ,wręcz przeciwnie. Był to moment, kiedy musiał dawać więcej, nie patrząc się na swoje potrzeby.
      Ona też wspierała go wcześniej. Gdy stracił pracę (redukcja) i był bezrobotny, przez pewien czas.
       
      Związek powinien być jak nogi.
      Powinny zmierzać w tym samym kierunku.
      Iść obok siebie (wspólnie), nawet jeśli jedna jest tą dominującą.
      Gdy jedna zostanie zraniona, chora,
      druga musi przenieść ciężar an siebie.
      By zachować równowagę i nie upaść.
       
      *jeszcze jest w trakcie leczenia, są dobre rokowania.
    • By Bruxa
      Zna ktoś w swoim otoczeniu (rodzina, bliscy znajomi)
      POWTARZAM W OTOCZENIU, OBSERWOWANY PRZEZ WŁASNE OCZY PRZEZ DŁUŻSZY OKRES
      bądź jest w takim związku w którym oboje ludzi angażuje się uczuciowo w równym stopniu i im się to nie rozlatuje i dodatkowo faktycznie są tam uczucia i pożądanie, jeśli tak proszę podać staż związku i powód dlaczego taki związek działa?
       
      Co przeżyliście, co widzieliście?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.