Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Wilson

Moja relacja z kobietą typu borderline

Recommended Posts

Na początku bajka! Poznałem fantastyczną kobietę. D.(nie chcę podawać pełnego imienia oczywiście) jest po prostu niesamowita: wrażliwa, ciepła, pełna energii,bardzo inteligentna, opiekuńcza...od samego początku mam wrażenie, że nadajemy na tych samych falach. Godzinami rozmawiamy ze sobą przez telefon, jestem niesamowicie adorowany, potrafi sprawić, że czuję się wyjątkowo.

 

 

Do tego dziewczyna baardzo bezpośrednia.Od samego początku nie ma problemów z seksem(taka osoba nigdy nie powie, że ją boli głowa. Sama inicjuje zbliżenie, może to robić zawsze i wszędzie)

 

Po jakimś czasie zaczynają się dziwne akcje: nie odzywa się całymi dniami,pojawiają się szantaże emocjonalne, upija się w dzień w którym mamy się spotkać( pije dużo i często),dzwoni do mnie żeby pogadać i się rozłącza nagle. Ty jesteś wściekły jak cholera, ale ona ma na wszystko wytłumaczenie,to tak naprawdę nie jej wina...kocha mnie a ja się czepiam. Jej nastrój zmienia się kilka razy w ciągu dnia:raz wesoła,pewna siebie,za chwilę smutna, znowu milczy.

 

 

Kiedyś dzwoni do mnie, mówi jak bardzo mnie kocha, za 10 minut dostaję smsa,że do siebie nie pasujemy,zrywa ze mną. Po następnej godzinie sms przyjedź do mnie, chcę się z tobą kochać, jesteś moim ideałem- istny rollercoaster. (takie akcje ze zrywaniem były częste).

 

 

Wszystkich akcji nie potrafię opisać w szczegółach, brak mi dystansu, bo ciągle tkwię w tym związku......zdrady, jej relacje  z byłym facetem,jej kiepskie relacje z ojcem, problemy w pracy(częste zmiany), szantaże emocjonalne,manipulacje,autoagresja, próby samobójcze w przeszłości, tzw próby przekraczania moich granic.....ktoś kto wie czym jest borderline, będzie wiedział doskonale o co mi chodzi

 

Oczywiście miałem wątpliwośći to nie jest tak, że wszystko chłonąłem jak gąbka, ale borderki to naprawdę dobre aktorki. Po pewnym czasie czułem się odpowiedzialny za nią. Ma gorszy dzień to chcesz ją pocieszyć, zastanawiasz się jak jej pomóc. Wkręcałem się przez to coraz bardziej. Smutne dni były coraz częściej, więc martwiłem się o nią,miałem poczucie winy, ze nie potrafię jej pomóc.

 

 

W końcu zacząłem przeglądać internet,odkryłem,z kim mam do czynienia i jakoś układam to sobie w głowie,ale nie da się tak po prostu wyciągnąć wtyczki, zapomnieć. Ciągle zależy mi na niej, ale nie wyobrażam sobie tak żyć. Dziękuje za rady typu uciekaj od niej, czy problem jest w Tobie(jasne, że we mnie, borderki potrafią wytworzyć w krótkim czasie taką bliskość z partnerem jaką w normalnym związku buduje się latami).To jak powiedzieć alkoholikowi, żeby od jutra nie pił- nie da się.

Potrzebuję konkretnych porad od kolegów znających temat, którzy wiedzą jak trudno zerwać kontakt z borderline. Jak wyrwać się z tego układu,żeby za chwilę samemu nie wylądować u psychologa.

  • Like 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem bracie, że Ci mega współczuję bo to co tutaj przeczytałem nie napawa optymizmem.

 

Od razu napiszę, że ja nie mam doświadczenia aż z takim przypadkiem i pewnie nic o tym nie wiem. Jednak z twojej wypowiedzi wynika, że Ty raczej i tak będziesz musiał udać się do psychologa. Nie tylko po pomoc z panną, ale by odzyskać równowagę psychiczną. Nie piszę, uciekaj bo to już wszystko napisałeś sam, że jakbyś mógł to byś już to zrobił.

 

No i dwie rzeczy jeszcze mnie zaniepokoiły.  Po pierwsze te próby samobójcze których już próbowała. Czyli wiadomo, że jeśli będziesz próbował się uwolnić, to nie zawaha się pójść w ostateczność. No i druga sprawa to jej zdrady. Z tego co zrozumiałem to masz pewność, że Cię zdradzała lub zdradza? Jeśli tak, to tym bardziej musisz skorzystać z pomocy doświadczonych braci lub kogoś kto Ci się pomoże z tym uporać.  Bo jeśli masz pewność, że panna puszcza Cię bokiem, a Ty ciągle jesteś z nią i więcej nie możesz tego związku przerwać emocjonalnie oraz się jeszcze angażujesz to widać, że potrzebujesz pilnie porady i pomocy. No i jeszcze pytanie, czego tak na prawdę chcesz? Czy chcesz opuścić tą toksyczną relację, czy zmieniać tą dziewczynę? Mam nadzieję, że wiesz, że masz tylko jedno wyjście w tym wypadku.

 

Mam nadzieję, że doświadczeni w tych sprawach bracia Ci pomogą, a pamiętaj psycholog to też człowiek i jest, żeby nam pomagać. Walcz i nie bierz jeńców.

Pozdrawiam

Edited by Kolt89

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Wilson

Ja bym tutaj zastanowił się nad pójściem do psychologa (ze sobą). Są ludzie od tego (profesjonaliści) i nie ma tu się  czego wstydzić a nie wiem, czy zauważyłeś że bracia też korzystali co niektórzy. Jej oczywiście nie zagonisz do specjalisty bo to jak z alkoholikami podobno.

 

Jeszcze znalazłem ciekawy wątek poniżej:

 

 

 

Panowie,

poradźcie tu nowemu koledze co sądzicie o jego sytuacji.

 

@Szkaradny@JurekB@TylerDurden@ORPIL3

Edited by TheFlorator
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakich porad oczekujesz, jak nie rozejść się z nią? Chcesz ją zmienić? Myślisz, że bohaterem jesteś?
Nie ma tutaj innej rady, jak sam nie chcesz trafić do psychiatry, czy psychologa. Wyjście z tego toksycznego związku to jedyna, rozsądna rada.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gruba kreska. Pożegnaj się z panią, zablokuj na fejsie, zmień numer telefonu. Jak nie możesz zmienić numeru, to przynajmniej ją zablokuj. Będzie robić cyrki, żebyś wrócił, ale to będzie tylko pokazówka.

I nie myśl więcej o niej - jej miejsce jest na śmietniku Twojego życia. Jak wyrzucasz do śmieci puszkę po konserwie to potem o niej myślisz jak sobie w tym śmietniku radzi? No to o tej pani też nie myśl.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zerwij z nią, ona jest niestabilna emocjonalnie jak i nie.....

Nie baw się w białego rycerza i nie próbuj jej ratować bo ci zniszczy życie. Będziesz później wychodził i leczył się z tego związku latami.

Mało masz dziewczyn na świecie? Przebieraj w ofercie i szukaj zrównoważonej...w miarę. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak wygląda jej rodzina? Ojciec alkoholik?

 

Po pierwsze musisz zadać sobie pytanie, czy widzisz siebie w związku z nią? Czy chciałbyś z nią spędzić życie?

 

Niestety im dłużęj będziesz to ciągnął tym większe poniesiesz straty - spadek swojej pewności siebie, uraz psychiczny i po czymś takim bardzo długo zajmie Ci zanim znowu zaczniesz myśleć o związku (będziesz podejrzliwy)

 

Pije dużo teraz, to będzie piła jeszcze więcej - ma wewnątrz pustkę i nie wie jak ją zapełnić dlatego wyszukuje nowych facetów ponieważ to pozwala jej zapełnić w jakimś stopniu urazy z dzieciństwa.

Rozmawiałeś z nią zapytałeś jej co ona myśli o swoim zachowaniu? Jeżeli nie chodzi do psychologa  i uważa, że z nią jest wszystko ok to nic nie poradzisz. ba nawet jeżeli chodzi do psychologa to także nic nie poradzisz.

 

Ty i tylko ty wiesz jaki ona ma wpływ na Ciebie i tylko ty jesteś w stanie podjąć decyzję i działania.

Jeżeli postanowisz ratować siebie to nic z nią nie rozmawiasz nie tłumaczysz się i nie wdajesz się w dyskusję.

Sms z nami koniec i blokujesz ją wszędzie - na telefonie na meilu na facebooku i gdziekolwiek możesz.

 

Nie sprawdzasz co się u niej dzieje i nie odpowiadasz na żadne wiadomości od niej.

Ratuj siebie jej nie możesz... tylko ona sama może siebie uratować.

 

Im dłużej z nią będziesz będzie tylko gorzej i trudniej - tutaj nic się nie poprawi i nic się nie zmieni - piszę to ze swojego własnego doświadczenia a moja ex nie była aż tak pokręcona na początku jak piszesz.

 

Czego oczekujesz? Co chcesz zrobić? Jesteś gotowy walczyć o siebie?

Zrobiłeś pierwszy krok - ale tak naprawdę ten pierwszy krok jest najłatwiejszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak ma to zrobić?

 

Jak przy każdym zerwaniu trzeba swoje wycierpieć, czas goi rany.

 

Przede wszystkim trzeba urwać kontakt - FB, sms, maile, zdjęcia wspólne do kosza. 

 

Dalej nie można zamykać się w czterech ścianach.

 

Wskazana siłownia czy trenowanie sportu dla wzrostu samopoczucia.

 

Spotkania ze znajomymi, poznanie nowej dziewczyny żeby haj hormonalny znowu zadziałał (to nic złego), flirtuj jak najwięcej z kobietami.

 

Lektura książek Marka, Osho, Tolle, De Mello - zrozumiesz ze utożsamiłeś swoje szczęście z drugą osobą. Szczęście musisz szukać w sobie bo jak luby odejdzie to będziesz nadal szczęśliwy sam ze sobą.

Przeczytasz to Twoje myślenie odwróci się o 180 stopni w kwestiach związków i miłości. Masz się skupić na teraźniejszości a nie przeszłości. Ona już była i nie ma znaczenia.

 

Przede wszystkim ciesz się, że nie związałeś się z taką osobą na lata - małżeństwo.

 

Podejdź do sprawy logicznie - wyjmij kartkę papieru, podziel ją na pół , na "plusy" i "minusy". 

90% będziesz miał minusów czyli jazdy, stresy, szmacenie Ciebie, głowa zajęta jakimiś dramami zamiast skupienie się na ważnych sprawach

10% to nieziemski seks który kosztuje 150-250 zł 

 

Im więcej będziesz miał głowę zajętą tą dziewczyną tym dłużej będziesz z tego wychodził.

 

Logika i jeszcze raz logika, emocje na bok

 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten związek Ci nie służy. Zależy Ci na niej, ale popatrz jakim kosztem. Kosztem samego siebie. Weź sobie kartkę i wypisz plusy i minusy tego związku na spokojnie bez emocji. Minusów bedzie zdecydowanie więcej. Jesteś młody po chu. ci takie sztuczne emocje powiedz. Za kilka lat będziesz wymęczony psychicznie pytam się w imię czego miłości? 

 

Jak skończysz u psychologa/ psychiatry z rozbitą psychiką, brakiem własnej wartości to sobie tą miłość wiesz gdzie możesz wsadzić...

 

Myśl rozsądnie. Jedyne słuszne wyjście to odejść. 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem żonę z CHAD i borderline. Bylo wszystko to co opisales. Poczytaj moje posty na temat rozwodu z taka kobieta. Daj sobie jeden wieczor na lekture. I nastepnego dnia rano wstań, zablokuj jej numer telefonu. Dodaj jej email do kasowanych od razu. Zerwij z nia kontakt natychmiast. To jest jak z np papierosami albo rzucasz natychmiast albo sie oszukujesz ze rzuciles palenie.

 

Musisz byc twardy. Bedzie do Ciebie dzwonic ze sie wiesza albo truje. Wezwij do niej pogotowie z lekarzem psychiatra. Sam tam nie jedz. Musisz odciac sie od niej natychmiast. Psycholog tak, ale juz po fakcie oderwania sie od niej zeby stan rzucenia jej utrwalic. Jak nie zrobisz radykalnego kroku to bedziesz brnął w to latami. Szkoda życia i Twojego zdrowia psychicznego. 

 

Po prostu musisz ratowac siebie bo widzisz to wszystko i jest na to jeszcze czas.

 

 

Edited by rarek2
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od dwóch tygodni jej ataki się nasiliły, tak naprawdę to jestem szczęśliwy kiedy ma focha i milczy.W innym przypadku ciągłe jazdy i gierki z jej strony.Wiem co muszę zrobić. Wiem, że muszę zerwać, ale mam poczucie winy, że to przecież choroba, że to nie jej wina, a przeze mnie coś sobie zrobi( wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

 

 

Wszelkie rozmowy z nią na ten temat nie mają już sensu. Na pytanie dlaczego się tak zachowuje obraża się i twierdzi, że się czepiam. Myślałem o tym, żeby przekierować tą relację z chłopaka na przyjaciela i powiedzieć jej, że wiem o jej zaburzeniach(może sama nie wiem, że to się nazywa jakoś) i jej pomóc. Z drugiej strony piszecie, że  trzeba odciąć się całkowicie.

 

Związku z taką osobą nie stworzę,czytając was zaczynam sobie zdawać z tego sprawę. Wiem że to wygląda trochę jakbym się miotał i nie wiedział czego chce, ale uwierzcie, od dwóch tygodni jestem kłębkiem nerwów,nie mogę funkcjonować normalnie, sam zacząłem więcej pić, chociaż narazie próbuje ogarnąć się bez psychologa

 

Co ważne,ona nie jest wobec mnie agresywna,jest autoagresywna. Po swoich akcjach wpada w stany depresyjne i się samookalecza. Dlatego proszę doświadczonych kolegów,żeby opisali jak to rozwiązać, bo świadomość, że ktoś targną się na swoje życie przeze mnie przeraża.

 

Dzięki rarek2...... Zaraz szukam i czytam

Edited by Wilson

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po prostu musisz się zastanowić, czy w tej chwili masz siły na poczucie winy względem jej osoby. Jeśli będziesz się za wszystko obwiniał to nie długo ty udasz się do specjalisty. Ona wciąga Cię jak ruchome piaski, najpierw powoli, ale jak zaczynasz coraz bardziej się angażować to robi to coraz szybciej. 

 

Tak masz rację to jest choroba. Czyli ona potrzebuje specjalisty. Ty nim nie jesteś a z tego co widać to ta dziewczyna tego nie chcę. Po prostu nie chcę się leczyć, a to nie jest dla Ciebie dobre, a więcej toksyczne. No i mam pytanie. Czy ona nie ma jakiejś bliskiej rodziny, albo bliskich przyjaciół. Możesz z nimi się skontaktować, żeby sie nia zaopiekowali i przypilnowali aby sobie czegoś nie zrobiła po twoim odejściu. A może namówią ją na leczenie.

 

No i ostatnia rzecz. Nie sięgaj do kieliszka, ani po żadne alko. To nie jest najlepsze wyjście. Bo jeśli tak będziesz robić to niedługo dorobisz się coraz większych problemów. I to w tym przypadku na własne życzenie. Wiem, że nie jest łatwo, ale alkohol to nie rozwiązanie twoich problemów. 

 

Trzymaj się bracie.

Edited by Kolt89
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Wilson said:

Po swoich akcjach wpada w stany depresyjne i się samookalecza

Wyluzuj. Te zadrapania chuj mają wspólnego z okaleczaniem się. Odcięła sonie ucho? Palec? Dłoń? To są wszystko niegroźnie działania policzone na efekt. Jak skaryfikacje Popka. Jak sobie oko wydłubie, to będzie można uznać, że sprawa jest w miarę poważna, ale też nie do końca, bo ma jeszcze drugie. I w żadnym przypadku nie jest to wina Twoja, jej rodziców, jej sąsiadów, jej byłego, Twojej matki, dzielnicowego czy kasjerki z Lidla. To jest jej zasrana sprawa, która nie powinna Cię nic obchodzić.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Wilson napisał:

Wiem co muszę zrobić. Wiem, że muszę zerwać, ale mam poczucie winy, że to przecież choroba, że to nie jej wina, a przeze mnie coś sobie zrobi( wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

Ty nie masz prawa mieć poczucia winy, bo ona nie jest chora przez Ciebie. Twoja dziewczyna potrzebuje specjalisty, a potem chlopaka który z nią będzie. Na prawdę chcesz w to brnąć? Za kilka lat będziesz wrakiem a jesteś jeszcze młody. Posłuchaj braci, którzy mieli dłużej do czynienia z takimi Paniami.

 

Chcesz jej pomóc? Znajdź jej specjalistę i uciekaj gdzie pieprz rośnie. Wiem brzmi brutalnie, ale chłopie Ty się wykończysz po dłuższym czasie z kimś takim. Nie czuj się winny. Gdybyś Ty cierpiał na coś takiego laska by Cię zostawiła bez mrugnięcia okiem. Pomysł na chłodno i proszę nie zasłaniaj się miłością... Miłość kosztem własnego zdrowia psychicznego to nie miłość. Bądź rozsądny ten związek nie ma przyszłości jak ona nie chce się leczyć. 

 

2 godziny temu, Wilson napisał:

wiem jak przeżywała i co sobie robiła jak zerwał z nią poprzedni facet).

 

I stało się coś? Żyje dalej a pewnie jemu też pisała, że się zabije. Tamten okazał się rozsądny i wiedział, że z tego statku należy się ewakuować jak najszybciej. 

Edited by Kimas87
Błąd
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bordeline, ehhh moja kochana border. Przerabiałem, nie życzę takiego doświadczenia nawet największemu wrogowi, gdyż to nic przyjemnego. Emocjonalny Rollecoster.... W przypadku mojej relacji także były tzw. zrywane telefony, nagłe fochy, które nigdy nie zostały rozwiązane. Natomiast pamiętając te dobre chwile, które chyba w każdym przypadku są podobne postanowiłem zmienić jej punkt widzenia, gdyż wiedziałem, że miała bardzo negatywne doświadczenia rodzinne - przemoc, alkoholizm rodzica, brak zainteresowania rodziców. Powiem Ci jedno mimo, że byłem z nią zaledwie 5 miesięcy jest to jedyna kobieta, która mi się do głowy tak wkręciła (sic!). Ponieważ chciałem ją ratować z tego emocjonalnego gówna, lecz musisz sobie drogi bracie zdać sprawę z jednej podstawowej kwestii, jeśli osoba cierpiąca na borderline nie jest świadoma swoich problemów tzn. nie uczęszcza na terapię to Twój związek z nią będzie ciągle takim życiową kolejką górską. Ona będzie obwiniać Cię za wszystko co się wokół Was dzieje, a co najgorsze im dłużej z nią jesteś to się coraz bardziej wkręcasz. Ja wiem, że taka kobieta potrafi być fenomenalna: czuła, opiekuńcza, nawet może zrobić Ci najlepszego loda jakiego w życiu doświadczyłeś. Lecz wiedz, że z czasem pojawia się coraz więcej negatywów, a coraz mniej tych pozytywnych chwil. Musisz zwracać uwagę na jej ton głosu- tak kur*** ton głosu, ponieważ jeśli zadasz pytanie: Jak Ci minął dzień ? to odpowiedź "Spoko" nie jest zawsze odpowiedzią pozytywną, czy neutralną. Potrafiła opierdalać mnie o nic przez weekend, a następnie pisać sms-a w stylu: Byłam dla Ciebie straszna, a Ty to wszystko znosiłeś, a teraz Cię nie ma i jest mi smutno lub, byłam dla Ciebie straszna, a teraz tęsknie tak bardzo, że nie mogę wytrzymać. To kurwa nie jest to normalne to zastosowanie taktyki push and pull, która doprowadza człowieka do pasji.....

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że u tego typu osób od miłości do nienawiści  dzieli mały krok. To dorosłe osoby na poziomie emocjonalnym dziecka, one karmią się Twoją atencją, awanturami i negatywnymi emocjami. Bardzo często jest to spowodowane tym, że jej najbliżsi w taki sposób się z nią komunikowali, dla niej to normalne...... przez dwa tygodnie nie zapytała mnie co u mnie słychać mimo, że miałem problemy zdrowotne i miałem bardzo ciężki egzamin, który w znaczącym stopniu wpływa na moją dalszą karierę zawodową. Miała to po prostu gdzieś, ponieważ to problemy borderline są dla niej najważniejsze, a problemy innych mają w głębokim poważaniu. 

 

Co najciekawsze borderline często zostawia kogoś bo boi się np. do niego przywiązać, albo chce sprawdzić, czy będziesz o nią walczył. Przynajmniej ja tak wywnioskowałem z rozmowy telefonicznej podczas, której mnie zostawiła, ponieważ gdy na jej oświadczenie o zakończeniu związku życzyłem jej udanego życia itp. Odpowiedziała tak: Mówisz jakbyś się żegnał... Dla mnie to jest kurewsko niezdrowe, dlatego zabrałem od niej wszystkie swoje rzeczy wartościowe. Jeszcze jakiś czas temu myślałem, żeby w dacie jej urodzin złożyć jej życzenia urodzinowe ponieważ ona jest osobą chorą to nie jej wina, że miała spierdolone dzieciństwo.  Ale wiesz co to nie ma sensu z jednego prostego powodu, nie każda borderline, ale wiele z nich według psychologów wraca (niektóre bardzo szybko, a inne z czasem po kilku miesiącach, nawet latach - sic!). Co gorsza wielu ludzi tkwiących długo w takich związkach zmuszona jest leczyć się u specjalistów. Ja postanowiłem definitywnie się odciąć - nie dzwonię, nie piszę smsów (stare skasowałem) i nie zamierzam wznawiać kontaktu. 

 

Natomiast sam zrobisz, jak będziesz uważał za słuszne, to Twoje życie nikt nie jest w stanie przeżyć go za Ciebie, pamiętaj tylko, że lepiej odejść gdy nie ma się żadnych poważnych zobowiązań (mam na myśli dziecko) bo wtedy będziecie związani na całe życie, a Twoja potencjalna córka może wyrosnąć na osobę podobną do mamusi. 

 

Mi osobiście bardzo pomógł pewien blog:  http://koniectoksycznych.blogspot.com/

 

Życzę Ci bracie powodzenia, bez względu na to jaką decyzję podejmiesz. 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki koledzy za dużo konkretnych podpowiedzi. Jakoś zaczynam to sobie układać w głowie i widzę, że ta relacja nie ma przyszłości. Ja się w tym wszystkim tak naprawdę nie liczę, ważne są tylko jej potrzeby. Ciągle słyszę tylko,że powinienem ją wspierać, sama od siebie nie daje już nic. Tylko gierki i ciągłe testowanie mnie.

 

Pragnę jej i nienawidzę jednocześnie. Cholernie trudno odejść od takiej osoby, bo czuję się uzależniony emocjonalnie. Muszę najpierw popracować nad sobą, bo mimo,że postanowiłem zakończyć tą relację to nie potrafię tak poprostu "wyrwać wtyczki", odciąć się całkowicie od niej.

 

Z jednej strony ta świadomość,że może sobie coś zrobić. Obawiam się,że jakoś uda mi się o niej zapomnieć a ona po jakimś czasie odezwie się, będzie chciała wrócić. Z drugiej stony boje się też jakiegoś wyciągania brudów. To co napisał w swoim artykule JurekB : moja też ma drugi telefon o którym nie chce rozmawiać i zapisane wszystkie nasze wiadomości na komputerze. Wiem, że jednemu ze swoich byłych zrobiła jakąś sprawę sądową. 

 

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minutes ago, Wilson said:

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

O tak...robiły. Ty tak naprawde szukasz usprawiedliwienia aby z nia byc.

Twoja decyzja, ale marnujesz swoje zycie dla niej jestes tylko kims kto daje energie I emocjonalne wsparcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Analizuję ten czas spędzony wspólnie i zaczynam dostrzegać ile niepokojących sygnałów było które jakoś sobie tłumaczyłem, bagatelizowałem. Nawet nie mówię o ilu życiowych wartościach zapomniałem dla niej nagle. Zaczynam to dostrzegać, ale to nie znaczy, że się już od tego uwolniłem, dlatego zanim uporam się z nią to muszę zająć się sobą. 

 

Pytonga może masz jednak rację, może przedłużam to na siłę, bo wciąż wierzę, że wróci ta cudowna,wrażliwa kobieta z początku znajomości. Może nie jestem w stanie jednak sam sobie poradzić z tym co mnie spotkało

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zrozum tutaj nie będzie lepiej... tylko gorzej dla Ciebie.

13 minutes ago, Wilson said:

że wróci ta cudowna,wrażliwa kobieta z początku znajomości

Ten etap już minął, przykro mi ale ja to przerabiałem.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Wilson napisał:

 

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Ja z  moją po rozstaniu miałem dwukrotny chwilowy kontakt, ale oba zainicjowane przez moją osobę:

1. Odbierałem od niej swoje rzeczy, a dokładnie 2 książki na których mi zależało - jej zachowanie traktowała mnie zimno i chłodno z dużym dystansem

2. Wysyłałem jej z jakiś miesiąc temu zdjęcia ze wspólnego wesela to w wiadomości sms była bardzo miła.

 

Także dwie sprzeczności, lecz nie traktuje tego jako jakiś "akcji". Lecz to ona uprzedziła moje zerwanie, na obecną chwilę po 3 miesiąca od rozstania mam spokój, więc przypuszczam, że tak pozostanie. Sam inicjować kontaktu już nie będę, gdyż wszystkie tematy Nas łączące zostały zamknięte z mojej inicjatywy.

 

Życzę powodzenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 hours ago, Wilson said:

Z drugiej stony boje się też jakiegoś wyciągania brudów.

No Bracie to pozostając z nią w związku te problemy raczej nie znikną a pojawi się ich tylko więcej. Tak więc logika o kant dupy.

 

6 hours ago, Wilson said:

Z jednej strony ta świadomość,że może sobie coś zrobić.

To jest osoba dorosła, nie masz nad nią kontroli. Moja z 4-5 razy gadała o tym nabrałem się dwa razy i za pierwszym razem była dumna z siebie i chwaliła się psiapsiółce jaką to ma kontrole ciągle nade mną. Za drugim razem wysłałem policję i była oburzona. Samobójcy nie ogłaszają na około, że zabiją się robią to po cichu.

 

6 hours ago, Wilson said:

Jak to wyglądało u was koledzy, wasze borderki robiły jakieś akcje po rozstaniu?

Wszystkie robią większe albo mniejsze - jeżeli odkryjesz karty to wtedy znienawidzi Cię i będzie starała się Ciebie upodlić, zranić i zniszczyć... ot żadna filozofia normalne życie.

 

Boisz się i nie jesteś gotowy ale czujesz, że coś jest nie tak - zapewne Twoje zdrowie psychiczne i fizyczne dostaje po dupie. Życie z nią to jak chodzenie po szkle, ciągle musisz uważać aby jej czymś nie urazić i nie zdenerwować a i tak na koniec zawsze znajdzie się coś, że popsuje się jej nastrój i zapewne to Twoja wina.

 

Im dłużej z nią będziesz tym będzie gorzej - to co było na początku już nie wróci. Dodatkowo popija ostro no K... mać to jakiś dramat.

 

Zobacz w okolicy AA spotkania i AL Anon (dla rodzin alkoholików, uzależnionych) idź na takie spotkanie zobacz jak współuzależnieni trwają ze swoimi partnerami całe życie łudząc się, że może będzie lepiej. Posłuchaj ich historii będziesz miał grupę wsparcia.

 

To Twoja decyzja - ale będąc z nią za dużo nad sobą nie popracujesz to Ci gwarantuje.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Założycielu tematu: uciekaj od niej. Nie są to puste słowa ot tak.

 

Byłem z pewną panią U przez 2 lata.

Kliniczne borderline + dda.

 

- na zewnątrz bardzo zadbana wręcz perfekcyjnie zrobiony makijaż + idealnie dobrana odzież, szczupła o idealnej figurze (a w domu syf, pies sika w kuchni bo nikomu nie chciało się wyjść - oczywiście York w ryżowym kuferku, jej dziecko otyłe, w szafach dramat), 

 

- bardzo usłużna dla innych i taka ciepła, dzień dobry (w domu odwrotnie, częste przekleństwa do dziecka, brak zainteresowania choćby lekcjami dziecka, bijatyki z exkoleżankami),

 

-rano ciepła wieczorem nie chce wpuścić do domu, 

 

-seks na żądanie, następnego dnia spanie w odrębnych łóżkach, 

 

- przez 2 lata związku kończyła go 17 razy, jak to dobrze że miałem swoje mieszkanie. Myślałem: ok.ja też mam dość, a potem był szloch i przyciąganie na różne sposoby - a ja się dawałem.

 

- nagminne niedotrzymywanie słowa. Umawiamy się na niedzielę o godz.9.00 - nie ma jej 2 dni. Gdzieś przepadła z dzieckiem. Następnie zdziwienie: o co ci chodzi, jak ci się nie podoba to możemy się nie spotykać.

 

- wianek orbiterów, ojciec dziecka mieszkający na stałe w UK, podczas okresowych zjazdów do PL nocuje u niej, wtedy jest mordobicie między nimi, a dziecko wybiega z płaczem na klatkę schodową szukając jakiegokolwiek ratunku.

Kiedy pytam: co ty robisz? Odpowiedź: no przecież to ojciec dziecka.

 

Pewnego dnia poszedłem na spacer z psem, po drodze wstąpiłem do osiedlowego sklepu po sok dla siebie i wodę dla psa - był lipiec i było cholernie gorąco. Mała miejscowość w Polsce. Pani U otrzymała wiadomość od koleżanki, zanim wróciłem do domu, że byłem w sklepie. Efekt był taki, że nie chciała się już ze mną spotykać bo z pewnością poszedłem do sklepu, żeby podrywać ekspedientkę. Czujecie to !?

 

Pani U to katoliczka. Dziecko miało 9 lat, pierwszy raz w życiu widziało u siebie w domu pisanki na Wielkanoc - zrobiłem je dla niej chociaż nie jestem katolikiem. Nigdy nie było przedtem choinki. Strasznie smutne dziecko, już skażone na całe życie.

 

Jednak rycerz pokaże jak należy żyć, uratuje cały świat...aha jasne.

 

Dzisiaj mi trochę wstyd za siebie ...na dodatek przepaść intelektualna: ja prawnik (gospodarcze, międzynarodowe), ona nakłada żele na paznokcie. Proszę mnie źle nie oceniać - w żaden sposób nie wywyższam się. Tak się poznaliśmy, pomogłem jej prawnie. Oczywiście za darmo :blink: taki byłem qrwa szlachetny.

 

Po pewnym czasie zaczynasz się zastanawiać czy to może z Tobą jest coś nie tak, przecież wszyscy na około mówią, że ona taka fajna, co chcesz od niej.

I robisz się co raz smutniejszy, tracisz energię, obarczasz siebie winą, chcesz resztkami sił ją uratować.

 

...a to już Ciebie trzeba ratować.

 

Bracie, uciekaj od niej czym prędzej - tu nie ma niczego, a tym bardziej zabawnego.

  • Like 7
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Romantyzm żyje....walentynki to jednak piękne święto! Moja borderka wczoraj była dla mnie miła a dzisiaj napisała mi smsa, że kocha(tak tak koledzy kocha),ale nie mnie. Napisał że kocha byłego i nie wyobraża sobie życia bez niego.Próba zerwania, bo naciskałem ostatnio na szczerą rozmowę? Kolejny test,żeby sprawdzić czy będę o nią walczył? NIE BĘDĘ! Mam dość, nie mam już siły żeby się nad tym zastanawiać, a tym bardziej walczyć. Odpisałem, że to koniec.

 

Jak można tak traktować drugiego człowieka? Co to za dziwna choroba? Zastanawiam się kto jest chory tak naprawdę, ona,czy może jednak ja.Jestem sponiewierany, wyniszczyła mnie psychicznie przez ten czas. Zawsze ją wspierałem kiedy miała doła. Byłem blisko kiedy mnie potrzebowała.

 

 

Chciałem jej pomóc, teraz widzę, że kosztem samego siebie.Pochłonęła mnie. Przestałem robić cokolwiek innego co by dotyczyło jej osoby, angażując w to całego siebie,a ona mnie zniszczyła. Tylko czy to faktycznie koniec? Mam nadzieję,że odpuści, inaczej nie wiem czy sam sobie z tym poradzę.

 

Nawet nie wiem jakiej rady oczekuje od Was koledzy. Piszę, żeby się wygadać, bo rodzinie i znajomym nie powiem w jakim syfie k... żyje

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By TerryHotpar
      Pytanie głównie do starszyzny ale każde doświadczenie mile widziane. Czy da się stworzyć długoterminowy związek z kobietą zachowując balans pomiędzy cechami alfy i bety - czyli kobieta czuje do Ciebie porządanie przy jednoczesnym poczuciu bezpieczeństwa. Czy komuś z Was się to udało, jeśli tak to jak wyglądała Wasza droga.
    • By Dakota
      Witam.
      Mam wam do opowiedzenia historię. Bez happy end'u.
      Opowieść może wydać się wam znajoma. Była poruszana na forum, jak dziesiątki jej podobnych.
      Relacja z związku z borderką.
      Zdawała się, być zamkniętą dziewczyną. Miała piękny uśmiech i smutne oczy.
      Powiedziała. "Czasem najbardziej uśmiechnięci ludzie, okazują się najsmutniejsi."
      Chowała się, przed ludźmi, przed życiem. Skrzętnie skrywała siebie.
      Jednak, gdy emocje były zbyt silne, gdy okazała odrobinę zaufała. Pokazywała swoje Ja.
      Była jak soczewka. Reflektor neutronów. Potrafiła przyjąć i wzmocnić, emocje. Szczęście z wspólnych doświadczeń. Radość z pokonywania słabości.
      Cechowała ją życzliwość ,chęć do pomocy. Opiekuńczość, potrafiła przyjść i pomóc w chorobie. Kochana, choć bała się zbliżyć. Bała się odrzucenia.
      Nie trudno, było się zakochać. Niestety, im bardziej się angażowałem. Tym szybciej się wycofywała.
      Tak jak była wspaniałą osobą, tak samo potrafiła być ohydna. Drugą stroną tej samej monety.
      Jej nastrój, zmieniał się momentalnie. Niesprowokowany. Przejście z ekstazy do agresji.
      Nagle potrafiła stać się zimna, odciąć się od ciebie. Okrutna, wykorzystując wiedzę o tobie, by zadać ci ból. Z premedytacją, dziesiątki pchnięć.
      Nie poznała mnie dobrze, zadawała ciosy na ślepo. Część jednak trafiała. Kogoś innego mogła by zgładzić.
      Prócz tego, cechowały ją jeszcze inne wady. Kłamstwo, rozwiązłość. Wiem, że czuła pustkę. Brak granic, poszanowania twoich.
       
      Częściej jej nie było. Rozchodząc, starała się palić mosty. Pozostawić tylko zgliszcza. Po tym jednak wracała. Na następny dzień. po dwóch tygodniach.
      Był to tajfun. Pełen krzyku, zarzutów. Jednak, moja przeszłość przygotowała mnie na to. Uodporniła.
      Wyciągała zemnie najgorsze cechy. Moją gniew, agresje. To co dobre obracała przeciw mnie, przywiązanie, opiekuńczość.
      Jednak rozwijałem się przy niej. Zacząłem swoją własną naprawę, aby być gotowym. Co złe, trzymałem na wodzy.
       
      Wszyscy, którzy wiedzieli jej prawdziwą Ja. Skreślili ją, radzili porzucić. Jak zepsutą zabawkę.
      Ja jednak widziałem w niej dobro, człowieka. "Rough diamond".
       
      Na razie odeszła. Niszczyć siebie, życie ludzi uwikłanych z nią w związki.
      Wypijcie zdrowie, tych których zniszczyła. Jej zdrowie, nim przepadnie.
       
      Uciekła, przed sobą. Przede mną.
      Powiecie, wyświadczyła ci przysługę. Być może.
      Skreśliła jednak, swoją jedyną szanse na szczęście. Akceptację.
       
      Powodzenia Śnieżko. Nie byłem twoim księciem.
      Mogę być tylko, wielkim złym wilkiem.
       
      PS
      Opowieść tą chcę dedykować @deomi
      Czasem ci którzy cierpią, odpychają od siebie miłość.
       
      Podziękować Siostrze @Apocalypse za rozmowę i wsparcie.
      Bratu @Jaśnie Wielmożny i wszystkim który pochylili się nad moją osobą.
      Dziękuję. Dziś już wierze, że po drugiej stronie trawa jest bardziej zielona.
       
      PSS
      Nie jest to zapowiedz samobójstwa.
      Tylko wiara, że praca nad sobą, może ukoić demony. Które kiedyś zamknęliśmy z sobą.
       
       
       
       
    • By Roland
      Jestem w związku z samotną matką od około 2 lat. Ja 38, ona 33. Dzieci - jej 5-letni syn (jest wdową, mąż zmarł‚ tragicznie) i mój 7-letni syn (jestem po rozwodzie, syn mieszka z matką, a ja mam z nim regularne kontakty z noclegami u mnie). Mieszkamy w jej domu, który jest jej własnością, ja mam również swój, który wynająłem, gdy zdecydowałem się do niej wprowadzić. Kilka słów na temat tego, jak jest w tym związku:
       
      1. Seks - regularnie, zwykle co 2-3 dni, zdarzają się też okresy, że uprawiamy codziennie przez 3-4 dni, potem 2-3 dni przerwy i znowu. Więszkość zbliżeń ja inicjuję, ona jakieś 20% może, póki co nigdy mi nie odmówiła i nie grała seksem w naszej relacji.
       
      2. Podział obowiązków domowych - nie ma zgrzytów, ona ogarnia dom, jedzenie, zakupy, ja zajmuję się tematami typu mycie aut, garaż, koszenie trawy, drzewo.
       
      3. Finanse - nie mamy dostępu do swoich kont osobistych, od początku jest założone wspólne konto, na które co miesiąc każde z nas przelewa taką samą kwotę na życie i z tych środków je finansujemy (każde ma swoją kartę do tego konta). Większe wydatki, jak wakacje, wyjazdy, zakupy elementów wyposażenia do domu - zawsze dzielone 50/50. Różnica w zarobkach między nami - około 4 razy więcej na moją stronę, oczywiście ona nie wie dokładnie ile zarabiam. Ogolnie ona jest zaradna - własne auto, dobra praca, dostaje też 500+ i rentę na syna.
       
      4. Jej dziecko i ja - tu mam problem, bo nie mam pomysłu jak mogłaby wyglądać moja relacja z nim. Ogólnie chłopak jest rozpuszczony, ale nie przez nią, lecz przez dziadków, którzy po śmierci ojca chcieli mu wynagrodzić ten brak i dopieszczają go z każdej strony. A ten to wykorzystuje. Moja partnerka jest jednak w stosunku do niego wymagająca i za nieposłuszeństwo go karze. On jednak potrafi jej pyskować i powiedzieć np., że poskarży się dziadkom... Na początku znajomości powiedziałem jej, że nie mam zamiaru być jego ojcem, że ma mi mówić po imieniu, ona to zaakceptowała (przynajmniej wtedy). Istotne jest też to, że pamięć o jego ojcu jest kultywowana, w domu są zdjęcia, a jej syn wie, że tata jest na cmentarzu.
       
      Od początku też praktycznie nie zajmuję się jej dzieckiem, tzn. nie zawożę/odwożę go z/do przedszkola, nie uczestniczę w kąpaniu, ubieraniu itp., mało się z nim bawię (w zasadzie tylko jeśli jest u nas mój syn i wtedy robimy wiele rzeczy wszyscy razem) - jestem bardziej obok niż nim. Zdarzają się sytuacje, że zrobi mi na złość, np. podejdzie i lekko mnie klepnie, czy kopnie w nogę albo pokaże język, gdy o coś poproszę (np. odnieś brudny talerz do kuchni) - wtedy daję mu karę, on jednak nie chce jej wykonać i wówczas wkracza jego matka, która to egzekwuje. Było też już kilka pogadanek, gdzie mówiła mu, że ma mnie słuchać.
       
      Jej syn jest także zazdrosny o mojego, tzn. gdy jest u nas moje dziecko i ja mu okazuję uczucia (np. przytulam, zdrabniam imię itd.), to wtedy jej dziecko potrafi być niemiłe do mojego dziecka i robić mu na złość (nie chce się z nim bawić, dzielić się zabawkami, podkreśla, że to jest jego dom).
       
      5. Moje dziecko i ona - mój syn ma własny pokój w jej domu, to byłoo od początku moje oczekiwanie, a ona to zaakceptowała. Od jakiegoś czasu jednak widzę, że moja partnerka potrafi być zazdrosna o moją uwagę dla mojego syna, np. kiedyś spytała, czemu jej tak nie przytulam, jak mojego syna, czemu jej nie poświęcam tyle czasu (a dodam, że syn jest u nas około 1/3 miesiąca łącznie). Jak dotychczas, muszę przyznać, że stosuje równe zasady wobec obydwu chłopaków (gdy jesteśmy razem) i nie faworyzuje swojego syna.
       
      6. Jej rodzina - tu mam na myśli głównie rodziców, czyli dziadków jej syna, dla którego są oni najlepsi na świecie i który uwielbia u nich przebywać. Regularnie zostaje u nich na noc, czasem nawet po kilka dni, pozwalają mu tam na wiele, np. na późne chodzenie spać, jest tam dużo zabawy i mało wymagań - a jak są, to szybko idą w odstawkę, gdy wnuczek nimi trochę pomanipuluje płaczem. Zanim się wprowadziłem, jej rodzice bardzo często wpadali do domu mojej partnerki, zostawali na noc itp. Odkąd ja mieszkam, zmieniło się to - od początku postawiłem granice i obecnie są to 2-3 spotkania w miesiącu (np. niedzielny obiadek). Mam jednak wrażenie, że partnerka chciałaby, abym zacieśnił relacje z jej rodzicami poprzez częstsze wspólne spędzanie czasu.
       
      Główne wyzwania, z którymi nie wiem czy sobie poradzę w tym związku to:
       
      a) relacja z jej synem - zuważyłem, że od jakiegoś czasu męczy mnie jego obecność, jego fochy, wymuszanie, nie mam siły na prostowanie go, w takich sytuacjach wolę się wycofać (reaguję jedynie, jak jest obecny mój syn i sytuacja też jego dotyczy)
      b) kwestia jej domu - mieszkam w jej domu i nie mam zamiaru w niego wkładać większych pieniędzy (chodzi o grubsze inwestycje, które pojawią się w przyszłości, na razie jest to nowy dom); kiedyś jej zapropnowałem, że kupię połowę udziału w całej nieruchomości - nie zgodziła się, mówiąc, że chce by dom był w całości dla jej syna kiedyś...
      c) kwestia mojego domu - wynająłem go, aby nie stał pusty, mam z tego teraz dodatkowych dochód, ale gdzieś tam mam poczucie, że oddałem kawałek siebie i na moim gruncie teraz żyje ktoś inny... to odczucie nasila mi się coraz bardziej.
       
      Proszę o Wasze opinie.
       
       
    • By t0rek
      Artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2019/10/25/kobietom-nie-zalezy-na-partnerstwie/
      Co ciekawe, kobietom nie zależy na partnerstwie
        Proszę się nie obruszać, tu nie chodzi o pognębienie pań, tylko o prezentację mechanizmu prokreacyjnego.
      Paniom jak najbardziej zależy na związku, relacji, małżeństwie, dzieciach… itd.
      Podejmują wielokrotne różne wysiłki, starają się, działają, są aktywne. Wręcz mogę powiedzieć, że w dużej liczbie przypadków, można by zauważyć, że ten chłop to leń!, i to jej bardziej zależy na rodzinie, związku. Ja to widzę, i nie tylko ja!
      Ale najczęściej nie zależy im na partnerstwie. Taki fakt. I tak paradoks.
      Jest różnica. Pomiędzy rodziną a partnerstwem – to nie jest to samo. Owszem, w rodzinie są „partnerzy”, którzy wspólnie działają dla jej dobra, acz.. pomiędzy dwojgiem ludzi  w rodzinie istnieje związek. I teraz o nim mówię, na nim się skoncentruję.
      Nie wątpię w dobre intencje kobiet. Chyba bym upadł na głowę, żeby uznać, że połowa ludzkości chce źle! Nie jest tu moim celem wskazanie na osobiste „ukryte niechęci” (co też może i się pojawiać z powodu np. karmy itp.). Moim celem jest tu wskazanie na zaszyte w ludziach programy, które nie mają na celu dobra naszego, osobistego – a przez to społecznego.
      Programy zaszyte przez twórców ludzkości – dawnych genetycznych manipulatorów – „bogów przychodzących z nieba” – Anunnaków służą… właśnie im. Tak jak pierwotny człowiek (wg. sumeryjskich tabliczek klinowych) miał służyć anunnackim potrzebom wydobywania złota [link].
      Z obserwacji można wywnioskować, iż paniom nie zależy na partnerstwie, a na .. wypełnianiu kodów zaszytych w biologii.
      Kody biologiczne są tak silne. I „wszystko paniom wskazuje” (to, co czują z ciała i co „mama mówi”) , że to owe programy mają być zrealizowane (w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci).
      A co pokażę, poddanie się presjom prokreacyjnym z naszego własnego ciała daje to nie to, czego byśmy oczekiwali…
      Nie to, czego byśmy chcieli..
       
      Czego dziewczynka nie wie?
      Wobec młodych mężczyzn mówi się: „nie wolno ci chłopaku poddawać się swoim rządzom seksualnym, masz nad nimi zapanować”. I chłopacy zwieszają głowę i „panują” – tłumią siebie, nie mając możliwości ekspresji (którą by społeczeństwo akceptowało).
      A co się mówi do dziewczynek? Nic się nie mówi, bo „dziewczynka już wszystko wie”.
      To ja powiem dziewczynce, czego nie wie.
      Z tego co widzę, od lat już preferowany jest pogląd o wartości „związków partnerskich”.
      A co na to nasza biologia, nasze oprogramowanie?
      Wszak to ono w większości steruje relacjami.
      Mając tak mało wokoło osób bliskich, które realnie są w stanie mieć empatię, poczuć to, jak druga osoba żyje, czego potrzebuje, to można powiedzieć, że większość ludzi nie ma odpowiednich możliwości aby wzrastać jako dziecko w warunkach istotnie dających zaspokojenie podstawowego nauczenia się czym związek jest. Dzieci nie uczy się jak żyć jako partnerka lub parner. „To się czuje” – jest to wskazanie na siłę bardzo potężną, biologiczną, ale .. jakże błędną wobec tego, czego naprawdę oczekujemy!
      Dzieci większość swoich relacyjnych nauk czerpią „przez osmozę”, czyli patrząc i czując co się pomiędzy rodzicami dzieje, same nasiąkają tymi sposobami. Najczęściej w dużej części nieprawidłowymi, ponieważ Ludzie Bez Ducha, sami nieuczeni są głąbami relacyjnymi.
      I czego można się od takiego kapuścianego głąba nauczyć? Można się nauczyć bycia kapuścianym głąbem.
      Jedyny sposób to brać się za siebie z refleksją. I nie tylko taką płytką „ja tak nie chcę!” „u mnie tak nie będzie jak u moich rodziców!” – bo jest to proste wyrażenie buntu. A, można dodać, że to jest częste, a równie częste jest poddanie się następnie szarpiącym ciało energiom seksualnym, wzorcom prokreacyjnym, które są zaszyte w nas na poziomie komórkowym. Potrzeba oprócz poprawnej chęci odejścia od wzorców postępowania widzianych u rodziców – jeszcze dać sobie pozytywne, realne, działające sposoby rozmawiania w związku, z partnerem. Trzeba wiedzieć kiedy i co mówić, jak słuchać. Trzeba znać sporo umiejętności interpersonalnych. Psychologowie je znają od dziesiątków lat. Ale nie widziałem, aby ta wiedza wychodziła jakoś mocno spoza tego kręgu profesjonalistów. Kobiety ciągle i ciągle próbują być „naturszczykami” związkowymi, co z siłą wodospadu przerzuca je na stronę bycia poddanymi Anunnckimi i ofiarami systemu.
      Umiejętności komunikacyjne i.. ich brak
      Czy pamiętam, żeby któraś dziewczyna, pani sama z siebie zechciała się nauczyć prostych sposobów ulepszania komunikacji między nią a drugą osobą? Takich prostych jak techniki parafrazowania, aktywnego słuchania?
      Wydawałoby się, że o, tak, panie to się znają na komunikacji i cenią sobie ją! One zaraz będą się tego uczyć, tak z marszu. Przychodzą z ulicy i czytają „Wychowanie bez porażek” i inne tego typu książki. I co więcej je stosują!
      A tu.. zonk. Kobiety, odwrotnie do moich przewidywań nie są i nie były skupione na partnerstwie.
      Nie pamiętam, abym kiedyś słyszał od kobiety, że się czegoś ciekawego dowiedziała jak rozmawiać z mężczyzną.
      Nie mylmy tu tysięcy wypowiedzianych słów z umiejętnościami komunikacyjnymi w partnerstwie!
      Panie realnie mają o wiele większe możliwości komunikacyjne. Ale oczywiście siadają na laurach uważając, że to wystarcza, że one jakie są to już takie są super, cudowne i z górką to wystarcza do wspaniałego związku. I potrzeba się zająć sukienką, butami i paznokciami. A reszta sama przyjdzie, wliczając w to słowotok.
      To jest coś jak nie czytanie instrukcji obsługi. Jest skomplikowane urządzenie elektryczne, elektroniczne. I teraz – często ludziom nie chce się czytać tego podręcznika użytkowania. Bo przecież „wszystko widać”: są przyciski, są krótkie podpisy. „Przecież ja to umiem obsłużyć!” myśli człowiek, często zagoniony. A tu zonk. Urządzenie nie chce działać. Albo działa nie tak, jak się wydawało, że powinno. Albo, co gorsza, za przyciśnięciem pierwszych trzech klawiszy się psuje całkowicie!
      Kobietom zależy na wielu sprawach, ale..
      Oczywiście, zależy im na „spotkaniu tego odpowiedniego”. Jest to bardzo rozsądna postawa. Ludzi jest tak wiele typów, tak wiele różnych postaw mają. Są całe dosyć złożone systemy podpowiedzi kogo jest dobrze wziąć na partnera, partnerkę. Opierają się one często na astrologii – czy chaldejskiej, czy chińskiej. To pokazuje, jak bardzo oprogramowanie zodiakalne na nas działa. Dobrze się dobrać, to niewątpliwie coś. Czy to zapewnia dalsze dobre działanie w związku? Niewątpliwie daje podstawy.
      Kobietom jednak jak widzę zależy na tym, nie dlatego, żeby pojawiło się partnerstwo, ale „aby to się samo zadziało”. „Bo to takie romantyczne!!! A ja jestem rozważna i romantyczna za razem!”
      Samo to się grzmi i błyska.
      Jak ma się takie postawy, to do związku to prędzej dostanie pani alkoholika i możes dostać ileś grubych słów pod swoim adresem, jak się będzie pani upierać aby „samo się powinno dziać”. Oto karma w obrębie tego samego wcielenia. Jest przyczyna – jest skutek.
      Widzę panie, które starają się, niewątpliwie. Jednak niewątpliwie nie widzę starania o partnera. Starania o siebie widzę. Starania o coś większego – związek, rodzinę – widzę. Jednak widzę też wiele przejawów odrzucenia, testowania (sławne „shit testy”), oceniania, dystansowania się wobec tego, kogo mają jako partnera w swoim związku.
      Partner to ktoś, z kim idziemy w parze ku jednemu celowi. Warto trzymać z nim sztamę.
      A tu co? Panie zachowują się dosyć często jakby miały osobistego, przybocznego drania do wytykania kłopotów i błędów. Niecnego gościa, który tylko czycha na to, żeby coś było nie tak. No tak to się długo nie pociągnie. Statystyki rozwodów pokazują, iż rzeczywiście tak się długo nie ciągnie! Wiele małżeństw się rozpada. A w tych, które są można domyślać się, że nie jest „o niebo lepiej”, tylko może w dużej części po prostu ludzie nie chcą sobie robić tej dużej traumy zwanej rozwodem?
      Dużo mówiąca ankieta
      Pamiętam jedną ciekawą ankietę, skierowaną do panów. Pytanie było proste, co chcielibyście, jakich postaw oczekujecie od wybranek swojego serca? Co by powodowało, abyście panowie mieli prawdziwą motywację do tego, aby zaangażować się w związek do swojej grobowej deski?
      I jakie były odpowiedzi?
      Czy panowie chcieli świetnego seksu?
      Czy chcieli równości w zarobkach i łożeniu na rodzinę?
      Nie, panom zależało najbardziej na jednej sprawie, która leży w obszarze psychologicznym.
      Panowie chcieli, aby ich wybranki stały po ich stronie w życiu.
      Tylko tyle, i aż tyle.
      Wnioski są wielorakie z tej prostej wypowiedzi iluś mężczyzn.
      Po pierwsze – mężczyźni czują się, że są postrzegani jako będący we wrogiej pozycji wobec pań. I one dają im to do zrozumienia odrzuceniem, przechodzeniem na pozycję opozycyjną wobec nich.
      Prymitywne oprogramowanie „neandertalczyka” powoduje, że jak się nie ma tego, co się chce, trzeba walić po głowie, a możę wtedy ktoś po drugiej stronie stanie się poddanym naszym chęciom i może otrzymamy to, czego chcemy. Może to dla człowieka pierwotnego działało. Ale dzisiaj?!! To już miesza w głowie, że można tak myśleć.
      Po drugie – negatywne motywowanie. Jak można oczekiwać, że metody rodem z dawnych szkół, karzących uczniów będą działać? Że jak uczeń dostanie dwóję (a pan dostanie
      Nic to przyjemnego, aby być manipulowanym. Wychodzenie pani do opozycji wobec męża gdy akurat jest jakis kłopot, gdy rodzina przeżywa „burzę na morzu” co mu mówi? Że go tunie chcą, że mu nie wierzą, że uważają, że trzeba go „przydusić”, przymusić, aby się wziął za sprawę. O, jak wiele razy ja od różnych pań, dziewczyn odczuwałem taką postawę, tą presję. Oczywiście mającą wymiar „wyjścia z teamu”, opuszczenia mnie jako człowieka, w trudnej sytuacji. Jeśli nie umiałem wystarczająco dobrze zafunkcjonować – to za chwilę miałem nie tylko problem, ale i znajomą panią w opozycji! To bardzo prymitywne zachowanie i mocno upokarzające, przyznacie.
      Po trzecie – odsuwanie się. Co ciekawe, to panie uważają, że z ich zachowaniem jest wszystko w porządku. Żadna mamusia nie wskazała córeczce, że jej neandertalskie, prymitywne zachowanie nie licuje z wiekiem XX czy XXI. Jak widzę jak żona mojego starszego kolegi w trzy sekundy potrafi przejść od życzliwości do chłodnej opozycji wobec mojego znajomego, to mi się mózg żeluje.. Trzeba nie mieć oczu, żeby widzieć, że  u tej pani uruchamiają się koszmarne postawy.
      A jest doświadczoną, rozsądną w innych obszarach, wysoce wykształconą kobietą, wykonującej bardzo zaawansowany, wymagający zawód, jest na topie społeczeństwa. Czy coś jej przeszkadza w byciu życzliwą wobec swojego męża? Takich przykładów mógłbym podawać wiele.
      Trzeba przyznać, że moje wywody, a także i wyniki ankiety, które pokazały prawdziwą potrzebę mężczyzn pokazują coś dużego. Oczywiście jest to mocno wstydliwe. Polityczne super niepoprawne!
      Dlatego nie liczę na „pozytywne przyjęcie”. Ani też nie liczę na popularność.
      Liczę zaś na kilka osób, które są w stanie to umysłowo objąć i zrozumieć.
      Programy ludzkie
      To nie partnerstwo przyświecało Anunnakom [link] ku temu, aby stworzyć sobie poddanego niewolnika ileś tysięcy lat temu. Partnerstwo mężczyzny i kobiety to by było dla nich jak kamień między zębami w czasie spożywania miłej energetycznej papki, płynącej od ludzi, którą się Anunnaki żywią.
      Tak więc zaprogramowali mężczyznę, aby dążył do zapładniania tak wielu kobiet jak się da, a kobietę, aby dbała o siebie jako o miejsce poczęcia i zrodzenia potomków. To ma się „samo dziać”. Człowiekowi nie jest potrzebna świadomość, ma pozostać niewolnikiem. Coś więcej? Nie, po co.
      Wymagania wobec pań?
      To bardzo dobrze wskazał Bert Hellinger, co jest podstawową przyczyną krachu małżeństwa i rodzicielstwa. I co ma być kamieniem węgielnym małżeństwa.
      To związek rodziców ma być pierwszoplanowy, i na nim mają móc się wesprzeć dzieci. Ma być na tyle silny.
      Jak ma być jednak silny, gdy mężczyzna goni gdziekolwiek, bo nie zastanawia się, bo nie bierze serio zaangażowania?
      Jak ma być silny związek, jak kobieta ma w nosie relację z mężczyzną, a bardziej ją interesuje, „czy jest atrakcyjna?”
      Czy aż tak bardzo mężczyźnie to imponuje, że jest atrakcyjna? A może bardziej go będzie pociągać, że umie z nim być, że dostrzega go, uznaje za wartościowego przez swoją postawę, wypowiedzi?
      Ważniejsze ponad super-hiper wygląd jest to, aby potrafiła stworzyć relację, aby potrafiła umieć podnieść komunikację na taki poziom, aby nieświadoma, nieunikniona relacja męsko-damska zaczęła być możliwa do objęcia przez świadomość.
      Bo dopiero wtedy może się pojawiać partnerstwo.
      Serduszka na fejsbuku tego nie załatwią.
      Nie załatwią tego wymalowane, wycezelowane paznokcie.
      Nie załatwi tego nowe auto w lizingu, ani też nowe kafelki w super łazience.
      Bo nie na tym polega tworzenie więzi w związku.
      Ale panie uważają, że właśnie na tym. Bo ich ciało im to mówi.
      A przecież wszyscy potwierdzali im, że one wiedzą wszystko co wiedzieć powinny!
      I w obszarze partnerstwa nie musza się niczego uczyć.
      Cóż za kłamstwo.
      Nowoczesna cywilizacja dodatkowo mocno wspiera taką bajeczkę, fantazję poprzez trend konsumpcyjny. I ludzie bez Ducha łapią się na to, łykają to bez popitki, te wszystkie „nowoczesne dobra” za kolejne wyrzeczenia. Wyrzeczenia czyli zabraną energię i czas od relacji z mężem, partnerem i z dziećmi.
      * Skąd brać mądrość?
      Gdzie się o tym ma kobieta nauczyć? Od mężczyzn, od tych, którzy mają refleksyjność, od tych, którzy wiedzą jakie idee realnie, rzeczywiście wspierają małżeństwa, związki.
      A takich mężczyzn jest co kot napłakał.
      Raz, że ogromna ilość pochodzi z Linii Ewolucyjnej, a dwa, że spora część jest bez Ducha (nawet ci, którzy są spoza L.E.).
      No i panie są „skazane” na domyślanie się i wystawione na swoje ciało, które każe im „dobrze wyglądać” zamiast dobrze funkcjonować. Każe im dbać o potomstwo, zamiast dbać o związek.
      Kto ma uszy niechaj słucha – kto jest w stanie odebrać ten przekaz, to odbierze. Większość nie odbierze. Dla większości ludzi w populacji jest to głos głuchego dzwonu, nie obudzi ich, bo też i nie ma tam u nich co się budzić. Trzeba to brać pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, które mimo, iż „szkolone” to w większości nigdy „wyszkolone” nie będzie, niezależnie jak bardzo nauczyciele różnych szczebli by się nie przykładali (pracowałem wiele lat jako nauczyciel, więc wiem co nieco o tym).
      Ale ci, którzy mają na to uszy otwarte, którzy poszukują tej wiedzy, odkłamania rzeczywistości, zobaczenia jej w realnym świetle, zauważą zarówno ograniczenia i uwarunkowania, w których żyją, które przynosi im ich własne życie,
      jak i zobaczą drogi wyjścia, że jest tu i tu szansa, że tu i tu jest jednak (chociaż niewielka) możliwość, „aby się udało”.
      Bo może się udać. I w związkach, i w rodzinie, i w wychowaniu dzieci.
      Czego szukać u drugiej strony?
      Ludzie szukają „tego odpowiedniego chłopaka”, „tej odpowiedniej dziewczyny”. Jest to jak najbardziej poprawne. Ale.. czy dobrze wiedzą kogo? Czy dobrze wiedzą jakimi kryteriami się kierować, jak ten ktoś wymarzony miałby postępować?
      Tu, w tym tekście daję jedno wskazanie.
      Chłopak ma szukać takiej dziewczyny, która jest nastawiona na partnerstwo, a nie na „bycie panią w związku”. Tu wskazanie jest proste. Sam chłopak ma oczywiście też chcieć pracować na zaangażowaniem w związek. Ale jak ona chce się angażować w partnerstwo (a nie w wysławianie siebie pod niebiosa), to i on to łatwiej zrobi.
      W stosunku do kobiet jest ciężej. Związek jest jej domeną, więc ona więcej tu znaczy.
      Dziewczyna ma nie tyle coraz bardziej upiększać siebie, bo to jest działanie zewnętrzne, które dosyć szybko transportuje ją w obszar bez realnego zwycięstwa, natomiast przywodzi w obszar zainteresowania panów mających symbionty (krokodyle). Którym bardzo podoba się „dziewczyna z tej wyższej półki, dziewczyna lepszej jakości”. Krokodyle tylko czekają, żeby coś było niezwykłe materialnie, lepszej jakość. Lepsza kiecka, lepsze buty, lepszy makijaż. To dla nich! Dla nich to Najlepsze, bo kr. przecież jest tego warty! Sami widzicie, że bezrozumne upiększanie siebie więcej i więcej w prosty sposób przyciąga uwagę tego najgorszego, co kobiecie się może zdarzyć.
      (Chociaż wiele bezmyślnych panien właśnie tego chce! nie wiedząc, że za 20 lat będą bardzo przygnębione tym biologicznie sterowanym wyborem.. Będą narzekać i biadać i wypominać.. ale same się ku temu przysłużyły. To tak aby pokazać ciąg przyczynowo – skutkowy.)
      I tak właśnie kosmetyki nawet mają te reklamy „Jesteś tego warta!”
      Panie też mają duże wyzwania, ponieważ (zwłaszcza te, które nie trenują partnerstwa, a opierają się na swojej osobistej fantastyczności) to te panie właśnie ciągnie do drani, do tych, którzy tak świetnie wyglądają i funcjonują! A są to oczywiście ci panowie z symbiontami.
      Są to ci, którzy pierwsi zauroczą swoją przebojowością, uśmiechem i pierwsi potem rzucą w cholerę tę dziewczynę bo przyjdzie lepsza szprycha od niej. I młodsza, zwłaszcza po iluś latach relacji.
      i koniec. Warto się wyzwolić!
      I tyle, więcej nie ma co gadać. Jak komuś mało tekstu, można ten przeczytać ileś razy. Wskazania są krótkie i zwięzłe, ale korzyści z zastosowania mogą być ogromne, rozlewające się na całe życie partnerskie, małżeńskie, bycie rodzicem, babcią, dziadkiem, przeżywanie zaspokojenia w tej sferze.
      Kto zrozumie – może się liczyć w poczet tych szczęśliwców, którzy mają refleksję. I widzą „masy ludzkie”, które są rządzone przez energetyczne edykty Anunnackie, ale nie dla ludzkiego szczęścia. Dla zrobienia z nas nieszczęśliwych, cierpiących niewolników, którzy nawzajem ze sobą się biją, także (a może przede wszystkim) emocjonalnie. I w związkach.
      Niemniej.. nic nie stoi realnie na przeszkodzie, aby podjąć pracę nad sobą (czasami ciężką i wymagającą samozaparcia wobec nachalnej biologii) i z tej nieświadomej masy się wyzwolić.
       
       
    • By Endeg
      I znów promowanie porozwodowego związkowego spierdolenia, karyniarstwa, wymagań i oczekiwań prosto z rdzawego oczka oraz białorycerstwa level Eiffel (te wyznania "na randki wydałem fortunę"). 🙃
       
      Zaserwowany koktajl dla mnie niestrawny, ale gdyby nie Marek i nasze Forum, może bym teraz chłonął jak gąbka wypociny od "mainstreamu".
      Ku przestrodze można poczytać.
       
       
      http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25161810,matka-mojego-chlopaka-przestrzegala-go-przede-mna-mowila.html
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.