Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
MoszeKortuxy

Młodzi Amerykanie nie chcą uprawiać seksu. Przez MeToo, Netflixa i mieszkanie z rodzicami

Rekomendowane odpowiedzi

Oto skutki akcji #MeToo od strony seksualnej. Młodzi Amerykanie rezygnują z seksu przez strach o oskarżenie.  Może ta akcja rzeczywiście ma jakiś cel wspomagający depopulację? Piszcie co sądzicie na ten temat ;) 

https://bezprawnik.pl/seks-w-usa/

 

Zapytasz się babci, czy nawet mamy, to usłyszysz, że seksu wokół jest więcej niż nigdy dotąd. Liczby jednak pokazują, że to zupełna nieprawda. Millenialsi unikają stosunków seksualnych – przynajmniej w Ameryce. Seks w USA przegrywa ze smartfonami, Netflixem, a nawet PornHubem. Okazuje się jednak, że i inne sprawy schładzają amerykańskie libido – chociażby słynna akcja #MeToo.

 

Walentynki sprzyjają nie tylko rezerwacjom stolików w drogich restauracjach i kupowaniu biżuterii. Także zmuszają do refleksji na temat życia seksualnego. A z tym nie jest zbyt dobrze, przynajmniej w USA. Jak ustalił psycholog Jean Twenge, liczba stosunków seksualnych dorosłego Amerykanina spadła o 14 procent w porównaniu z końcówką lat 90. Rośnie też liczba mieszkańców USA, którzy w ogóle się nie kochają. Obecnie do tej grupy należy 22 procent Amerykanów, choć jeszcze kilkanaście lat temu było to 18 proc.

 

Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że to młodzi ludzie coraz częściej unikają współżycia. Aż 18 procent Amerykanów w przedziale wiekowym 18-30 w ogóle nie uprawia seksu. Również nastolatki coraz mniej palą się do współżycia. W 2005 roku niemal połowa uczniów amerykańskich szkół średnich mówiła, że inicjację seksualną już ma za sobą. Dekadę później to samo mówiło niewiele ponad 40 procent nastolatków. Jeśli badania są wiarygodne, widać bardzo wyraźny trend – seks w USA staje się coraz mniej popularny.

 

Seks w USA traci popularność. Co się dzieje?

Aż trudno w to uwierzyć, w końcu seks dzisiaj jest wszędzie – w filmach, serialach, reklamach, internecie… Sprawie postanowili się przyjrzeć naukowcy W. Bradford Wilcox oraz Samuel Sturgeon – i napisali wspólnie tekst dla Politico. Wyniki badań też ich zaskakują i uważają, że ciężko do końca stwierdzić, skąd się ta wstrzemięźliwość bierze. Ale mają kilka teorii.

 

Unikają seksu przez #MeToo?

To chyba niezbyt poprawne politycznie stwierdzenie, ale autorzy uważają, że po części Amerykanów do współżycia zniechęcają takie akcje, jak MeToo. Oczywiście problem jest szerszy, bo politycy na całym świecie starają się walczyć z molestowaniem. Idea jest jak najbardziej słuszna, ale przecież często granica pomiędzy molestowaniem a flirtem jest bardzo cienka. W efekcie wiele badań pokazuje, że młodzi ludzie – a zwłaszcza mężczyźni – boją się komentować urodę kobiet, a co za tym idzie – boją się też flirtować i podrywać. I to chyba można trochę zrozumieć. Bo przez akcję #MeToo i inne podobne, wielu mężczyzn, zrozumiało, że swoimi komentarzami, mogą wyrządzić krzywdę kobietom. Jednak wielu z nich przez to w ogóle boi się próbować nawiązywać romantyczne relacje z kobietami.

 

Netflix ciekawszy od seksu?

Oczywiście nie można wszystkiego zrzucać na MeToo. Seks w USA (jak i na całym świecie) jest też coraz mniej atrakcyjny, bo jest w tej chwili tylko jedną z wielu rozrywek. Jeszcze kilkanaście lat temu całe życie nastolatków kręciło się wokół seksu, ale dzisiaj są smartfony, konsole, zestawy VR, Netflix… – Sporo tego, więc młodzi ludzie nie zawsze mają czas na spędzanie czasu z innymi ludźmi. A przecież seks jest podstawową formą takich kontaktów – konkludują autorzy tekstu. Oczywiście ludzie w każdym wieku w internecie często poszukują rozrywek związanych z seksem. Są strony porno, seks-kamerki, porno w zestawach VR… Jeden serwis z treściami dla dorosłych promował się niegdyś hasłem: „To tańsze niż randkowanie”. No właśnie, to też jest część problemu.

 

Jak to robić, gdy mama jest w pokoju obok?

Choć niby gospodarka w USA świetnie się rozwija, to sytuacja millenialsów wcale dobra nie jest. Już 34 procent amerykańskich mężczyzn w wieku 18-34 mieszka z rodzicami. Zwykle dlatego, że po prostu nie stać ich na wynajęcie mieszkania, o jego zakupie nawet nie wspominając. Jak nietrudno się domyślić – romantycznym relacjom raczej to nie sprzyja.

 

Nie chcą brać ślubów i naoglądali się programów o ciężarnych 16-latkach

To, że seks w USA traci popularność, jest jednak z pewnością też „zasługą” innych czynników. Autorzy Politico twierdzą, że po prostu młodzież jest dziś wyjątkowo uświadomiona, z czym niepożądanym może się wiązać seks. Można w tym dostrzec pewną ironię, bo w końcu nigdy antykoncepcja nie była tak łatwo dostępna, jak dziś, a i z AIDS lekarze sobie dziś całkiem nieźle radzą. Być może jednak winna jest znowu popkultura. W końcu współcześni młodzi ludzie dojrzewali na reality shows, a te często opowiadały o 16-letnich mamach. I u wielu millenialsów mogło się zakodować poczucie, że z tym seksem to są same problemy. Poza tym, młodzi ludzie, nawet jeśli są już w związkach, to nie chcą ich formalizować. A wszystkie badania pokazują, że bycie w związku małżeńskim bardzo pozytywnie wpływa na życie seksualne.

 

Na koniec mała osobista refleksja. Pamiętam, że gdy byłem bardzo młody, to w pewnym etapie momencie za symbol seksu przestała uchodzić Pamela Anderson, a zastąpiła ją wirtualna Lara Croft. Wtedy przeraziło mnie to, że postać z gry komputerowej może rozbudzać wyobraźnię żywych osób. Ale przynajmniej wtedy coś tę wyobraźnię rozbudzało.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Taa gry, wszechobecne porno, które "kastruje" wielu facetów, netflixy i wciągające seriale.

 

A za 20 lat porno, wszechobecne tanie roboty seksualne i zobaczymy co jeszcze :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, WysportowanyPrzystojny napisał:

wszechobecne tanie roboty seksualne

To by było coś :D 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W sumie nie ma co się dziwić :P Mamy znacznie więcej metod na rozrywkę niż kiedyś.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ta, jasne.
Netflix i MeToo.

Ja to widzę całkowicie inaczej.

Porno tworzy z mężczyzny aseksualny twór, a feminizm z kobiety twór akobiecy.
Obie płcie manipulowane odgórnie pogrążają się w nałogach, przez co nie potrzebują płci przeciwnej - do pewnego stopnia.
Porno rozpieprza mózg, hormony i umysł, natomiast kobiety mają tendencję do zajadania smutków, i co najciekawsze, też są często uzależnione od porno.
Mężczyzna widzi najpiękniejsze kobiety świata, które "dla niego" zrobią wszystko na ekranie, a na ulicy grubaski, warczące, złośliwe coś, czego nie można nazwać kobietą, z wymaganiami z kosmosu, których nie może spełnić - bo jak?

To nie jest tak, że teraz mamy więcej rozrywki. Baterie seksualne są ładowane non-stop i one żeby się rozładować potrzebują innego bodźca.. Który również można rozładować, ale w taki sposób, aby nie narażać się na odrzucenie ze strony płci przeciwnej, bo po co się starać.
Artykuł jest wymieszaniem prawdy z kłamstwem. 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

@Messer Mógłbyś rozwinąć myśl: "Porno rozpieprza mózg, hormony..." ? :)

Co takiego dzieje się z hormonami?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
47 minut temu, MoszeKortuxy napisał:

A wszystkie badania pokazują, że bycie w związku małżeńskim bardzo pozytywnie wpływa na życie seksualne.

 

To jakiś żart? Gdyby było tak jak tu napisane jest to by nie było rozwodów, zdrad ze strony kobiet czy mężczyzn i nie byłoby takich problemów matrymonialnych jakie są ogólnie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, Kaktus napisał:

@Messer Mógłbyś rozwinąć myśl: "Porno rozpieprza mózg, hormony..." ? :)

Co takiego dzieje się z hormonami?

Ciągła stymulacja dopaminą powoduje, że neurony są przemęczone.
Wyrzut dopaminy powoduje nadmierny wystrzał prolaktyny aby nastąpił mechanizm kompensacyjny (równowaga biochemiczna), co daje zmęczenie, depresję, apatię, brak chęci do działania i życia.
Obniżenie poziomu testosteronu, ze względu na chociażby prolaktynę.
Wystrzały hormonów stresu, ponieważ kiedy mózg chce dostać swoją nagrodę w postaci nałogu, tworzy reakcję stresową, która ma dalej pociągnąć człowieka aby sobie poprawił humor.
Obniżenie ilości substancji szarej w obwodzenie nagrody w mózgu.. co się przekłada na coraz większy stres, prolaktynę, aż można dojść do PIED (Porn Induced Erectile Dysfunction).
Zwiększone wydzielanie estrogenu (związane z mniejszym testosteronem).

Tyle mi przychodzi teraz do głowy.

  • Like 5

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bo de fakto dzisiaj problemów generowanych przez seks jest wiecej niż kiedyś.

I nie chodzi tu tylko o oskarżenia o gwałty czy molestowanie ale przede wszystkim o to, że seks = dziecko a dzisiaj z dziecka nie dośc, że nie ma pożytku to jeszcze są kłopoty.

Ludzie od zawsze posiadali dzieci dlatego, że to się opłacało. Bo tania siła robocza, pomoc w domu a na starość - emerytura.

Dziecko było poza tym znacznie tańsze w utrzymaniu niż dzisiaj. Osiem lat podstawówki, trzy zawodówki i już rodzice nie ponoszą kosztów - bo dziewucha do roboty a chłopak - do wojska i potem też do pracy.

W dodatku dziecko stanowiło w 100% własnosc rodziców - można było wychowywać je jak się chce, a gdy broiło - dac w dupę. I było to całkowicie normalne.

 

Dzisiaj zaś w dupę dziecku dac nie wolno, dziecko ma jakieś "prawa", a socjalizm spowodował jeszcze jedno - mianowicie dziecko może się postawić rodzicom i powiedzieć - "w dupie mam nauke, w dupie mam zdobywanie zawodu, w dupie mam pracę"

Kiedyś rodzic odpowiadał - "to zdechniesz z głodu pod płotem". I to działało - bo nawet za ciemnej komuny zasiłków dla bezrobotnych po prostu nie było.

 

Gdy dzis rodzic postraszy dzieciaka perspektywą "bez pracy nie ma kołaczy" - latorośl natychmiast spostrzegawczo się odszczeknie - "oł rili ?, jest socjał, jest opieka społeczna, jest darmowe żarcie, wszystko dostanę, po co mam pracować ?"

 

I po co komu dzieci w takim systemie ?
 

  • Like 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
48 minut temu, Messer napisał:

Ta, jasne.
Netflix i MeToo.

W ostatnim czasie #MeToo ponosi  ogromną odpowiedzialność za ochłodzenie relacji męsko-damskich.

 

@Shambler Ja tylko skopiowałem treść artykułu na forum. Też uważam, że małżeństwo raczej skraca życie mężczyzny niż je wydłuża.

Edytowane przez MoszeKortuxy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, MoszeKortuxy napisał:

W ostatnim czasie #MeToo ponosi  ogromną odpowiedzialność za ochłodzenie relacji męsko-damskich.

Tylko względem osób, którzy połknęli haczyk i poczuci się ofiarami/winni.

Arabki zdradzają chociaż wiedzą, że mogą zostać nawet za to ukamieniowane. Mimo to, prują się np. z turystami. I tak, można poderwać arabkę i ją zerżnąć, ale to jest bardzo ryzykowne.
Tak silny jest mechanizm rozmnażania. Dajesz wiarę?
One wybierają seks, pod groźbą śmierci. To jest aż tak silne. 
Te instynkty biją na głowę świadomość, i nic ich nie obchodzi żadna akcja krzyczących feministek..
Owszem, wielu na to pójdzie i wyprą popęd, ale to jest maginalny czynnik powodujący ochłodzenie relacji damsko-męskich..

Myślę, że główny to dekonstrukcja człowieka (ogólne pranie mózgów np. feminizm), obniżenie hormonów płciowych, plaga epidemii otyłości, nałogi a przez to czynności zastępcze pozwalające rozładować napięcie seksualne.

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, MoszeKortuxy napisał:

 

 

@Shambler Ja tylko skopiowałem treść artykułu na forum. Też uważam, że małżeństwo raczej skraca życie mężczyzny niż je wydłuża.

Spokojnie. To nie było do ciebie tylko podważałem tę tezę którą cytowałem.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Uszanowanie drodzy bracia!!

Jestem świeżo po lekturze Filipa Zimbardo "Gdzie Ci mężczyźni" oraz po filmie "Your brain at porn" + moje własne rozkminy.

Zimbardo opisuje rozmowę z nastolatkiem który mówi; no wie pan panie Zimbardo zaprosić dziewczynę która nie zachęca ( poprzez

gesty i zachowanie jak pani z porno) a trzeba zaprosić, dzwonić, zabiegać, zabawiać na randce. A to kosztuje, energię, pieniądze. Po ewentualnym seksie( który nie jest taki jak na porno ) trzeba dzwonić pisać, wysłuchiwać tekstów: " już się nie starasz" - robić się to problemowe ( to sam dodałem). Poza tym pani z porno jest zdecydowanie ładniejsza. 

 

Rozkminy, kto w tych czasach, jak już onanizuje się na koleżance z pracy, czy ze szkoły a choćby fantazjuje o nich. Już nikt tego nie robi i chyba tym samym nie traktujemy ich jak obiekty seksualne (przyszłe dziewczyny) + plus akcje jak metoo. Powoli i po prostu związek staje się w dzisiejszym świecie mało atrakcyjny z całym tym apanażem. 

 

Już od początku feminizmu powoli faceci zaczęli rozmawiać o tym jak wygląda życie po ślubie i to bez cienia zażenowania i dziękuje za to że faceci też się otwierają. Nie udają macho, którzy twierdzą że z żonką jest bajka. Pomijając inne fakty, bo post jest o kontaktach seksualnych. A więc mam dwóch kumpli ( wspominałem o nich kiedyś w poście). Kierownicy, nie najgorzej z kaską, normalni, szczupli, zero nałogów. Seks przy zgaszonym świetle (żonka kompleksy), tylko wtedy kiedy ona chce, kuszenie przez cały dzień a w łóżku że niby już nie ma ochoty, głowa ją boli ( chłopaki dla mnie to by było nie do wytrzymania, cały dzień na ciśnieniu a potem takie poniżenie, przynajmniej ja to tak odbieram a miało być za rączki do nieba). Płakać się chce.

 

I ktoś z was napisze że to Mr nice guy. Ok. Tylko pytanie kto, komu będzie chciało się nie wiem trzymać ramę w związku, nie wiem chodzić na terapię no more m nice guy, po to żeby pukać słabą babkę, w misjonarzu, czy wszystko po to żeby raz było trochę inaczej panowie! Związki stają się po prostu mało atrakcyjne + wydatki na dzieci ale już poprzednicy wyczerpali temat. 

 

 

 

 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
56 minut temu, NiesamowitySzymi napisał:

Związki stają się po prostu mało atrakcyjne + wydatki na dzieci ale już poprzednicy wyczerpali temat.

Nihili novi sub sole.
1 stycznia 2012 roku a więc miesiąc po uprawomocnieniu sie mojego wyroku rozwodowego oraz cztery miesiące przed moimi 40-tymi urodzinami powiedziałem sobie twardo - żadnych stałych zwiazków z kobietami.
Mija szósty rok i jeszcze nigdy w zyciu tak dobrze nie miałem.

Nawet gdybym jakims cudem spłodził dziecko - to wolę płacić na nie alimenty niż pakować się w związek, szczególnie małżeński.
Bo alimenty to oczywiście koszty i to niemałe. Ale to zaledwie ułamek wydatków z tytułu posiadania żony i z tytułu bycia w stałym zwiazku, mieszkania razem, wychowywania dziecka, rozwiązywania problemów itp.
I co najważniejsze - alimenty to koszty przewidywalne. Oczywiście kobieta może próbowac je podnosić - ale jesli je płacisz - to masz z góry określone zobowiazanie do uiszczenia i na tym koniec.

Formalnie nic więcej płacić nie musisz.
Nie da sie tego powiedzieć o małzeństwie.

I jeszcze jedno warte zauważenia. Może brutalne ale prawdziwe. Spłodziwszy dziecko facet zostanie obciążony jakimiś alimentami.
Ale nie słyszałem by został obciążony obowiązkiem opieki nad dzieciakiem.
Facet dostaje prawo do widywania się z dzieckiem ale nie jest to obligatoryjne. Skoro prawo - to nie obowiazek.
I jesli taki facet znika z życia kobiety i spłodzonego przez siebie dziecka - to dopóki płaci alimenty - wszystko jest OK.
 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, NiesamowitySzymi napisał:

kto w tych czasach, jak już onanizuje się na koleżance z pracy, czy ze szkoły a choćby fantazjuje o nich. Już nikt tego nie robi

O wypraszam sobie, wolę pamięciówkę niż porno! :P Pewnie dlatego, że nie czułem nigdy potrzeby oglądania takich filmów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
36 minut temu, koksownik napisał:

Pewnie dlatego, że nie czułem nigdy potrzeby oglądania takich filmów.

Bo nie tłumaczą na polskie wersje językowe i dubbing jest słaby :P 

 

@Messer

W jakim kraju najbezpieczniej o kontakt z Arabką? ;) 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Ksanti napisał:

 

 

@Messer

W jakim kraju najbezpieczniej o kontakt z Arabką? ;) 

Myślę, że Francja albo Niemcy. :D 

  • Haha 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Messer napisał:

Myślę, że Francja albo Niemcy. :D 

Myślałem bardziej o krajach muzułmańskich, ale skoro tak... dobra :D tylko w jaki sposób zapoznać i pójść w tango tak, żeby Allah nie zobaczył?:PMoże ubiorę burkę albo przynajmniej bluzę z kapturem. Muzułmański dres dobry jest - elo.

 

Swoją drogą przypomniało mi się, że byłem kilka lat temu na wyjeździe na którym była włoszka marokańskiego pochodzenia. Drobna, szczupła, mała, opalona a do tego wyglądała jak celebrytka. Co chwila wstawiała zdjęcia na fb z dziubkami i miała średnio po 400 lajków :) Usunęła konto skubana. Może Allah zobaczył co wyprawia grzesznica mała i się wystraszyła. Ale trzeba przyznać, że niektóre Arabki to niezłe sztuki.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Ksanti napisał:

Myślałem bardziej o krajach muzułmańskich, ale skoro tak... dobra :D tylko w jaki sposób zapoznać i pójść w tango tak, żeby Allah nie zobaczył?:PMoże ubiorę burkę albo przynajmniej bluzę z kapturem.

Ta opowieść o waleniu Arabki bodajże miała źródło w Egipcie. Być może tam najłatwiej? Nie wiem, szczerze powiedziawszy.

 

8 godzin temu, Ksanti napisał:

Ale trzeba przyznać, że niektóre Arabki to niezłe sztuki.

Niby tak, ale są okaleczone tam u dołu. Wycinają im łechtaczki zaraz po urodzeniu, a łechtaczka to jedyna część ciała kobiety, która ma za zadanie sprawiać tylko przyjemność. Fajnie to wymyślili. 
Taki widok raczej zbyt przyjemny nie jest.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://www.rp.pl/artykul/1053655-Samobojcy-spoza-metropolii.html 
      Wklejam wywiad z prof. Marią Jarosz, która komentuje falę samobójstw w Polsce. Zwraca uwagę na różnice w ilości samobójstw mężczyzn i kobiet oraz dodaje, że dzisiejsze kobiety wymagają coraz więcej od swoich partnerów. 
      Co sądzicie na ten temat? Piszcie  
       
      O kryzysowej fali samobójstw mówi Grażynie Zawadce prof. Maria Jarosz, socjolog z Polskiej Akademii Nauk.
      Śmierć samobójcza jest bardziej powszechna w Polsce niż ta w wypadkach drogowych, w których rocznie ginie około 3,5 tys. osób. Mamy plagę samobójstw?
       
      Prof. Maria Jarosz, socjolog z Instytutu Studiów Politycznych PAN: W ciągu ostatnich 60 lat liczba samobójstw wzrosła u nas o 400 proc., ale mimo to wciąż jesteśmy krajem o średnim wskaźniku samobójstw. Interesujące jest jednak ich tempo wzrostu. Kryzys sprzyja temu, że więcej ludzi z własnej woli odchodzi z tego świata? Niewątpliwie. Od 2009 roku, kiedy zaczął się kryzys, i w latach późniejszych liczba samobójstw zakończonych śmiercią zwiększyła się z 5 tys. do ponad 6 tys. rocznie. Popełnia je w Polsce już 17 osób na 100 tys. mieszkańców.
       
      A jeszcze dekadę temu było ich około 15 na 100 tys. Tempo przyrostu jest u nas tak wysokie jak w Grecji, chociaż tam samobójstw jest mniej. To zaskakujące i bardzo niepokojące.Nieprawdziwe są więc obiegowe opinie mówiące, że tam, gdzie jest słońce ludzie optymistycznie patrzą na życie? Klimat ma niewiele wspólnego ze skłonnością do samobójstw. W Grecji wciąż jest słońce, ciepło, wymarzony klimat, i co z tego. Trzeba jeszcze za coś żyć. A jeżeli sytuacja nagle zmienia się na gorsze, nie ma pracy ani środków do życia, a ludzie już nie wierzą w poprawę, to samobójstw przybywa.
       
      Dopóki ludzie sądzą, że sytuacja się poprawi, cierpliwie na to czekają. Co ludzi popycha do desperackich decyzji? Zwykle składa się na to kilka elementów i nigdy do końca nie wiadomo, co było kroplą, która przepełniła czarę. Samobójcy na ogół nie zostawiają listów, a jeśli je piszą, to rodziny najczęściej ich nie pokazują. Bardzo trudno jest również stwierdzić, dlaczego akurat jeden człowiek popełnił samobójstwo, a inny w porównywalnej sytuacji tego nie zrobił. Dlatego nie mówię o przyczynach samobójstw jednostek, ale sytuacji, która sprzyja zjawisku i jak to wygląda w społeczeństwie w poszczególnych grupach. 
       
      Z jakich grup samobójcy wywodzą się zatem najczęściej? Najsilniej w statystyce śmierci samobójczych są reprezentowani bezrobotni z różnych grup zawodowych, ludzie, którzy się obawiają rychłego bezrobocia oraz rolnicy. Znacznie rzadziej są to inteligenci. Co zaskakujące, wskaźnik samobójstw jest najwyższy na wsi i w małych miasteczkach, a najniższy w dużych metropoliach. Zapewne chodzi tu o to, że jak się likwiduje ostatni zakład w małym miasteczku czy na wsi, to pracy nie można już znaleźć. W dużym mieście człowiek lepiej sobie poradzi. Latem pod Kancelarią Premiera podpalił się bezrobotny, który nie miał za co utrzymać rodziny.
       
      Czy częste są samobójstwa z biedy? - To zależy od sytuacji, w jakiej człowiek się znajduje. Jeżeli ktoś wychował się w ubogiej rodzinie, od zawsze żyje w biednym środowisku, to tak mocno biedy nie odczuwa. Inaczej jest, kiedy ktoś żył na przyzwoitym poziomie czy wysokiej stopie, a nagle na przykład stracił pracę i jego sytuacja ekonomiczna się pogorszyła, nie ma na życie. Najwyższe wskaźniki samobójstw występują w tych rejonach kraju, gdzie jest największe nasilenie problemów socjalno-bytowych, szczególnie związanych z sytuacją na rynku pracy i z brakiem perspektyw rozwoju.
       
      To między innymi Śląsk czy województwo łódzkie, gdzie upadł przemysł, zamknięto kopalnie, gdzie panuje poczucie destabilizacji i zagrożenia. Inne powody? Samobójstwa są częściej dokonywane w sytuacji nagłego osamotnienia, czyli rozwodu lub wdowieństwa. Ludzie rozwiedzeni albo owdowiali, i to obojga płci, czterokrotnie częściej popełniają samobójstwa niż ci w małżeństwie lub kawalerowie i panny. Co więcej, decydują się na nie w pierwszym roku nagłego osamotnienia.
       
      To więc także czynnik, który wpływa na takie decyzje. Warto pamiętać, że samobójstwa zakończone śmiercią to zwykle druga taka próba. Czy jest coś, co wyróżnia Polskę? W Polsce mamy teraz do czynienia z największą nie tylko w Europie, ale i w świecie dysproporcją między samobójstwami mężczyzn i kobiet. U nas obecnie sześciu mężczyzn na jedną kobietę skutecznie odbiera sobie życie. Ale jeszcze w latach 90. i na początku wieku XXI. przypadało pięciu mężczyzn-samobójców na jedną kobietę.
       
      Teraz wysunęliśmy się na czoło. Uchodzimy za kraj silnych kobiet i coraz słabszych mężczyzn. Może kobiety zawsze musiały być silne. Rzeczywiście, u nas od zawsze kobiety były silne. Mieliśmy powstania, wojny, kobiety trzymały dom, starały się o środki finansowe, musiały takie być. Dlaczego mężczyźni częściej kończą ze sobą? Kobiety są lepiej wykształcone, często zajmują wyższą pozycję zawodową, a, co ważne, więcej oczekują od mężów czy partnerów.
       
      Chcą, żeby oni więcej zarabiali, bardziej zajmowali się domem, lepiej sprawdzali się w seksie. Kiedyś ciężka praca górnika czy rolnika cieszyła się uznaniem i szacunkiem żon i dzieci. Filmowym świadectwem jest „Perła w koronie". Górnik przychodzi do domu, żona go szanuje, daje najlepszy kawałek mięsa. Teraz sytuacja i górnika i rolnika się zmieniła. Przychodzi do domu, żona mówi „tyle pracujesz, a co z tego masz, inni zarabiają więcej". A mężczyźni często w głowie mają wzór macho, boją się, że nie sprostają tym oczekiwaniom i częściej popełniają samobójstwa.
       
      Może to kwestia czasu i mężczyźni zaczną zabiegać o parytet. W jakim wieku są najczęściej samobójcy? Wcale nie są najmłodsi, chociaż są coraz młodsi. Dominują mężczyźni mający 35-45 lat, czyli w sile wieku, którzy się boją bezrobocia, braku środków na utrzymanie rodziny, być może są zadłużeni. Wbrew obiegowej opinii wcale nie jest tak, że kończą ze sobą głównie emeryci. Czy liczba samobójstw nadal będą rosła? Zależy jak będzie z kryzysem. Jeśli istotnie nastąpi poprawa, to powolna. Dużo zależy od tego, jak ludzie będą postrzegali przyszłość i jak widzieli w niej siebie.
       
      Jednak dzisiaj sytuacja jest niedobra, ludzie nie mają pracy, w tym młodzi, po studiach. Dotąd każde młode pokolenie miało lepiej. Teraz nastąpił zwrot, młodzi ludzie mają dziś gorszą sytuacją od rodziców. Wszystko jest trudniejsze. Jeżeli dziecko urodzi się np. na ścianie wschodniej, w biednej, niewykształconej rodzinie, z góry jest wykluczone. Pójdzie do gorszej szkoły, i jeśli nawet się dostanie do prywatnej uczelni, a cała rodzina będzie się składać na studia, to po ich ukończeniu i tak pracy nie dostanie.
       
      W pierwszej połowie lat 60. co drugi student był potomkiem rodziny inteligenckiej, co piąty - robotniczej, co dziesiąty - chłopskiej. Teraz na pierwszym roku studiów publicznych jest tylko 2 proc. studentów z rodzin rolniczych. Skąd u pani tak wielkie zainteresowanie samobójstwami? Zainteresowałam się nimi, gdy w PRL zabroniono mi je badać. W czasach gierkowskich nie przedłużono mi umowy w PAN, mimo że miałam doktorat i publikacje za granicą. Półtora roku byłam bez pracy, w końcu znalazłam się w Głównym Urzędzie Statystycznym.
       
      Szukałam socjologicznego tematu i zainteresowała mnie bieda i samobójstwa. Na moją prośbę prezes GUS zwrócił się do MSW o udostępnienie policyjnej statystyki samobójstw. Ale minister spraw wewnętrznych odpowiedział, że śmierci samobójcze nie były, nie są i nie będą badane. Z przekory jeszcze bardziej zainteresowałam się tematem i tak zaczęłam badać statystykę zgonów prowadzoną w GUS. Ostatnio powstała pani kolejna książka na temat samobójstw. Pod tytułem „Samobójstwa.
       
      Dlaczego teraz" i w niej opieram się na danych GUS za ostatnie 60 lat, czyli od 1951 do 2011 r. To rzetelne dane, zważywszy, że ok. 75 proc. proc. samobójstw dokonuje się przez powieszenie. Wtedy musi to stwierdzić policjant i lekarz, który wypisuje akt zgonu. Tu praktycznie na ma jakiejś ukrytej czarnej liczby. Skala samobójstw to dobry miernik nastrojów społecznych? Samobójstwa dla socjologa są jednym z najczulszych wskaźników kondycji społeczeństwa. Jeżeli ich przybywa, to znaczy, że z tą kondycją jest źle, więzi społeczne się rozluźniają.
       
      Jeżeli ich liczba utrzymuje się na tym samym poziomie, jest już nieźle. A sensacją jest, jak nagle maleje. Zdarzył się kiedyś taki spadek? Po raz pierwszy miał miejsce w 1981 roku, kiedy rosnąca z roku na rok liczba samobójstw nagle zmalała o jedną trzecią. To wynikało zapewne z nadziei związanych z „Solidarnością". Wtedy wskaźniki śmierci samobójczej najsilniej spadły w grupie górników, hutników i stoczniowców, czyli grup zawodowych uznawanych za trzon klasy robotniczej. Ale była jedna, w której samobójstwa wtedy wzrosły: to grupa decydentów średniego i wyższego szczebla.
       
      Łatwo o wniosek kto się czego bał, a kto czegoś dobrego oczekiwał. Jednak stan wojenny podciął ludziom skrzydła...Niestety, samobójstw wtedy przybyło i ich liczba nawet nieco przekroczyła wcześniejszy poziom. Potem spadek powtórzył się jeszcze na przełomie lat 1989/1990, kiedy ludzie znowu oczekiwali bardzo dobrej zmiany. I doczekali się jej, chociaż zapewne nie do końca takiej, jakiej pragnęli. W latach 90. liczba samobójstw znowu wzrosła i długo utrzymywała się na określonym poziomie, aż po wybuchu kryzysu znowu poszła w górę.
    • Przez MoszeKortuxy
       
      Ator mówi o chorym pomyśle partii Nowoczesna. Czego się spodziewać po partii rządzonej przez kobiety?
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×