Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
TheFlorator

Samcze podsumowanie życia, czyli marzenia i cele kontra rzeczywistość

Recommended Posts

Uwaga, będzie filozoficznie i depresyjnie.

 

 

Czując, że stosunkowo niedługo na liczniku pierwsza cyfra 3 przekręci się na 4, coraz częściej dopadają mnie pewne myśli i nie moge się od nich uwolnić.

Zamiast od razu pędzić kupować kabrioleta na kredyt, wolę na początku podzielić się z wami tymi przemyśleniami.

 

Coraz częściej zaczynam robić pewne podsumowanie dotychczasowego życia, osiągnięć i porażek.

Dotyczy to sfery osobistej jak i zawodowej.

 

A skoro trafiłem na to forum i o sferze osobistej pisałem w dziale "moja historia" więc oceny tej sfery można się domyślić.

 

Także, skupiając się na materialnej i zawodowej:

Starając się patrzyć w miarę obiektywnie , nie jest źle ale mogłoby być duużo lepiej i mój wewnętrzny krytyk nie daje mi spokoju ostatnio.

Uważam, że wewnętrzny krytyk jest potrzebny i go lubię, bo czasami motywuje do działania.

To z czego jestem tak na prawdę dumny, to to, że byćmoże nie jest to wiele w sensie finansowym, ale osiągnąłem to SAM własną pracą i dążeniem do celów bez żadnych spadków, zastrzyków finansowych od rodziny ani konekcji.

W domu dostałem narzędzia (wykształcenie i w miare dobre wzorce) ale na pewno nie "smykałkę do pieniędzy" a wręcz przeciwnie.

 

Staram się śledzić i czytać o osiągnięciach finansowych i zawodowych ludzi finansowego sukcesu aby "podpatrywać" pewnych zachowań i cech charakteru i brać przykład i się motywowac ale coraz częściej ma to odwrotny efekt:

1) patrzę z podziwem ale później porównuję (chcąc nie chcąc) siebie i efekt jest odwrotny do mobilizacji mówiąc delikatnie

2) pare razy na spotkaniach ze znajomymi, też dokonałem takiego porównania i efekt był podobny. Coprawda porównałem się do ludzi wyżej ustawionych oczywiście.

3) cały czas jestem świadomy, że nie znalazłem jeszcze tej prawdziwej pasji, która teoretycznie połączona z zapierdalaniem pomogłaby mi osiągnąć wolność finansową (a może to tylko legenda...)

 

Czy w ogóle takie podsumowania życia mają sens skoro w większości (śmiem twierdzić) przypadków marzenia/cele a rzeczywistość to dwie zupełnie inne rzeczy?

Czy byćmoże zbyt wybujale marzyłem i wierzyłem naiwnie?

Jak przekonać podświadomość, żeby zaakceptowała to co jest ale dalej miała "parcie na ekran" ?

Jeśli to jest ten kryzys wieku średniego, to jak sobie z tym poradzić ?

 

Kończę emocjonalne rozwolnienie.

 

7c76bc368affb5ab021849f17f28b75b--midlif

 

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że pogoń za dobrami materialnymi nigdy nie da pełni szczęścia, którą może dać tylko poznanie siebie, swojej duszy i poczucie wewnętrznej harmonii. Nie żebym potępiał pieniądze czy inne dobra, wiele nam ułatwiają w życiu. Ale nie mogą przysłonić prawdy. Jesteśmy śmiertelni, mamy tu ograniczony czas. Bardzo krótki czas, co sobie coraz bardziej uświadamiam. Po trzydziestce to już niewiele czasu, bo jego względne odczuwanie ulega zmianie. I tak rok, jak kiedyś miesiąc, jeden po drugim, porusza się nieubłaganie. Trzeba tak sobie ułożyć w głowie, żeby kiedyś to wszystko zostawić, żeby nic nas tu nie więziło. Myślę, że celem jest samopoznanie i doświadczenie sytuacji, które dają nam wgląd w siebie. 

  • Like 4
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, TheFlorator napisał:

Czując, że stosunkowo niedługo na liczniku pierwsza cyfra 3 przekręci się na 4, coraz częściej dopadają mnie pewne myśli i nie moge się od nich uwolnić.

 

Podejrzewam, że jak się zbliżała 3 z przodu, to również miałeś pewne myśli i podsumowania swojego życia? Również przywiązuje wagę do dat, do okrągłych cyfr, chociaż to nie ma jakiegoś większego znaczenia, a właściwie z logicznego punktu widzenia nie ma żadnego. Takie podsumowania człowiek może robic w każdej chwili.

 

Godzinę temu, TheFlorator napisał:

1) patrzę z podziwem ale później porównuję (chcąc nie chcąc) siebie i efekt jest odwrotny do mobilizacji mówiąc delikatnie

 

Zupełnie niepotrzebnie. Wszelkie porównywanie się jest zbędne. Zdrowe podejście to porównywanie się do siebie z przeszłości, gdzie analizujemy co poprawiliśmy, w czym jesteśmy lepsi, a co wymaga poprawy. Dla każdego co innego jest sukcesem. Każdy idzie swoim tempem w życiu, dla jednego sukcesem będzie w wieku 40 lat własne ładne mieszkanie, niezłe autko i wakacje dwa razy w roku, dla drugiego to nic szczególnego, bo dostał to wszystko w wieku 25 lat od rodziców. 

 

Godzinę temu, TheFlorator napisał:

3) cały czas jestem świadomy, że nie znalazłem jeszcze tej prawdziwej pasji, która teoretycznie połączona z zapierdalaniem pomogłaby mi osiągnąć wolność finansową (a może to tylko legenda...)

 

Nie wiem czy to legenda, ale na pewno kwestia jest złożona. Można miec pracę, którą człowiek wykonuje z pasją, ale nie daje mu to szczególnie wysokich zarobków, a w dodatku miec szefa, który jest psychopatą. Poza tym jakakolwiek praca, nawet połączona z pasją jest jednak monotonna i męcząca, to po prostu obowiązek. Poza pracą na przykład jak człowiek ma biznes, to musi upilnowac różnych nazwijmy to techniczno- organizacyjnych kwestii, które nic z pracą z pasją wspólnego nie mają. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@TheFlorator Mam podobne rozkminy i chętnie dołączę do twoich przemyśleń, ale jutro do porannej kawy bo dziś już tylko tel mam w ręce to by zajęło mi dwa dni pisanie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem to samo jakiś czas temu już. I wiesz jaki był mój główny wniosek z tej analizy siebie? Taki, że wszystkie te "własne" cele są podyktowane oczekiwaniami społecznym i programowaniem społecznym.
Z jednej strony jest to dobre bo motywuje do tego i owego, jednak "to i owo" to właśnie nic innego jak oczekiwanie społeczne. Czyli pułapka.

Wymień trzy rzeczy które chciałeś mieć tak naprawdę dla siebie, nie "bo wypada" czy "bo bez tego jestem źle postrzegany". Potrafisz?

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś ode mnie. Robiłem podobne podsumowanie w okolicy 30-tych urodzin moich. Ale to było wtedy błądzenie we mgle. To był schyłek mojego małżeństwa, gówno wiedziałem o sobie (nie mówię o białorycerzeniu i zbieraniu batów od żonki, ale głębiej - na poziomie lęków, niezaspokojonych potrzeb itd). Staram się porównywać sam ze sobą "z wczoraj". Powyżej podrzucono taki koncept i uważam, że dobry. Patrzę na siebie, na swój rozwój. Czasem beznadziejnie mi idzie realizacja planu i praca nad sobą - to dołuje. Ale ten rozwój daje mi jakąś radość. Dopiero od niedawna mam jakieś pasje i zainteresowania z których nie rezygnuję - bo kiedyś tylko praca i kaska mi wszystko przysłaniały. Teraz np wstaję rano, biorę aparat (który kupowałem kilka lat mimo, że było mnie stać) i jadę gdzieś zrobić fotkę czy 10. Później może to obrobię whatever. Daje mi to przyjemność. Ja jaram się może prostymi rzeczami (wg mnie), nie zdobywam himalajów, nie pływam po morzach, ale zapierdalam na wypady rowerowe z sakwami, min. raz w roku góry musza być. Takie rzeczy które mnie jarają. Bo wspomnień to nawet skarbówka ci nie zabierze.

 

Wg mnie nie warto się porównywać z innymi a już z ludźmi sukcesu to błąd - bo tu nie ma limitu, zawsze będziesz gorszy od kogoś na jakimś polu. Dużo czasu poświęcam na obserwowanie siebie i rozkminy wewnętrzne. Czasem napadają mnie myśli, że chujnia się stała, że miałem gorsze dzieciństwo niż inni np. Wpłynęło to mocno na moje życie i to że sam wiele zaprzepaściłem i rozpierdoliłem. Ale dobra! Stało się i jaram się jak to bardzo za mną choć praca wciąż. Samorozwój i duchowość wg mnie są ważniejsze. Dzięki temu wiem jakie mam braki, a one determinowały moje cele. Taki prosty przykład - parcie na kasę, żeby być lepszym, a wewnątrz: żeby inni docenili, bo brak akceptacji (siebie zwłaszcza), lęki nieuświadomione i samotność.

 

Trochę ten wywód mi się rozciąga więc "kończ waść wstydu oszczędź". Obecnie jestem pomiędzy 3 i 4 na przodzie. Sporo bym chciał inaczej, znajomi dzieciaci już (tu mam brak), nie zrealizowałem w całości planu na 2017 np. Chciałoby się mieć ten dom ale.. no to w tym roku poszukam działki. Szkoda nerw na to zbytnie trzymanie się tego co się nie udało bo i tak nie zmienisz przeszłości - lepiej plan "co teraz" układać. Ja wolę rano przeciągnąć się i czasem taką koślawą afrmacją w głowie zacząć: "ej @emehcsfotuoog , nie jesteś zły gość, napierdalamy, ciśniemy ten dzień"

 

Zgodzę się, że krytyk wewnętrzny może motywować, ale przynajmniej w moim przypadku to dość wredny chujek jest i raczej zawsze "nie dość". Ja bym go tak bardzo nie słuchał, a raczej założył że jego celem jest cię zdołować i podciąć skrzydła.

Edited by emehcsfotuoog
  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites
45 minutes ago, Dodarek said:

Myślę że pogoń za dobrami materialnymi nigdy nie da pełni szczęścia, którą może dać tylko poznanie siebie, swojej duszy i poczucie wewnętrznej harmonii. Nie żebym potępiał pieniądze czy inne dobra, wiele nam ułatwiają w życiu. Ale nie mogą przysłonić prawdy. Jesteśmy śmiertelni, mamy tu ograniczony czas. Bardzo krótki czas, co sobie coraz bardziej uświadamiam. Po trzydziestce to już niewiele czasu, bo jego względne odczuwanie ulega zmianie. I tak rok, jak kiedyś miesiąc, jeden po drugim, porusza się nieubłaganie. Trzeba tak sobie ułożyć w głowie, żeby kiedyś to wszystko zostawić, żeby nic nas tu nie więziło. Myślę, że celem jest samopoznanie i doświadczenie sytuacji, które dają nam wgląd w siebie. 

Zgadzam się, pieniądze nigdy nie powinny być celem samym w sobie ale robienie wielu ciekawych i przyjemnych rzeczy (a co zatym idzie pewne emocje i doznania) wymaga jednak pieniędzy. Samopoznanie - ok ale jakoś nie widzę siebie medytującego i samopoznającego siebie przez resztę życia dopóki nie osiągnę jakiejś tam wolności finansowej. Wg mnie te 2 rzeczy mogą przecież jakoś współgrać.

 

@rycerz76

Dziękuję za film. Jutro na spokojnie obejżę.

 

32 minutes ago, ciekawyswiata said:

Podejrzewam, że jak się zbliżała 3 z przodu, to również miałeś pewne myśli i podsumowania swojego życia?

Wtedy pamiętam bardziej strach przed samą liczbą. Chyba też było jakieś podsumowanie ale teraz to mnie zaczyna przytłaczać i dlatego zastanawiam się czy to w ogóle ma sens takie podsumowywanie

 

33 minutes ago, ciekawyswiata said:

Zupełnie niepotrzebnie. Wszelkie porównywanie się jest zbędne. Zdrowe podejście to porównywanie się do siebie z przeszłości, gdzie analizujemy co poprawiliśmy, w czym jesteśmy lepsi, a co wymaga poprawy. Dla każdego co innego jest sukcesem. Każdy idzie swoim tempem w życiu, dla jednego sukcesem będzie w wieku 40 lat własne ładne mieszkanie, niezłe autko i wakacje dwa razy w roku, dla drugiego to nic szczególnego, bo dostał to wszystko w wieku 25 lat od rodziców

Robię to jakoś bezwiednie i wiem, że niepotrzebnie a zwłaszcza, że patrzę na 2% ludzi tego świata. Starałem się to robić w sensie konstruktywnym (nauki, wniosków) ale czasami ma to odwrotny efekt. Ale uważam, że trzeba mieć mentorów i nauczycieli przez całe życie a zwłaszcza w takich sprawach.

 

16 minutes ago, AR2DI2 said:

Wymień trzy rzeczy które chciałeś mieć tak naprawdę dla siebie, nie "bo wypada" czy "bo bez tego jestem źle postrzegany". Potrafisz?

1. Amerykański samochód z lat 60/70 (Dodge Charger lub Challenger) lub nowy Ford Mustang (5.0) - marzenie niezrealizowane

2. Audiofilski system Audio w domu - marzenie niezrealizowane

3. Dom z piwnicą i wyciszonym specjalnym pomieszczeniem do odsłuchu tego sprzętu - marzenie niezrealizowane

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja z materialnych celów wyleczyłem się w okresie 14-19 lat. Jako dzieciak sporo potrafiłem uzbierać i dorobić - potem kupowałem sobie różne rzeczy, o których wcześniej marzyłem długie miesiące. Chyba zawsze doznawałem szybkiego dysonansu pozakupowego. Okazywało się że wcale nie jestem szczęśliwszy, czułem się oszukany i tak zaprzestałem stawiania sobie podobnych celów. 

 

jakiś czas plułem sobie w brodę, że skaszaniłem dane mi szanse i szukałem szczęścia w miłości, ale odpuściłem. Obecnie największą wartość ma dla mnie takie "świeże odczuwanie rzeczywistości" :)  I prawie codziennie coś znaczącego odczuwam, co podsyca mój apetyt i zachęca by dalej iść w tym kierunku. 

 

Nie zamierzam stawiać sobie celów typowo materialnych, przydałoby się, ale z innej stony patrząc to niczego mi nie brakuje. Mam dwóch kumpli bardzo bogatych (miliony) ale raczej nie chciałbym się być nimi :)

 

Dodatkowo nie wiesz czy kostucha da nacieszyć zarobioną fortuną, więc cieszyć się celebrować trzeba każdą chwilę - właśnie zjadłem zajebiste jabłko - rozkosz :) 

  

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

TheFlorator
Ten sprzęt do mnie przemówił. Zawsze miałem dobry sprzęt. Kiedyś Denony różnej klasy, Yamahy itd. Tyle, że zauważyłem, że powyżej pewnej granicy przyzwoitości jakościowej, która według mnie stoi na poziomie około 800 - 1000 zł za amplituner, niuanse odsłuchiwanego dźwięku są już tylko w większości niesłyszalne dla naszych uszu. Teraz, od jakiegoś czasu mam minimalistyczne podejście do przedmiotów. Mam Denona 101 od małej wieży, kolumny Kenwood i wystarcza.

Każdy jednak ma swoje wymagania.

Jednak dom i samochód to klasyka "mężczyzna musi mieć".

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, TheFlorator napisał:

Czując, że stosunkowo niedługo na liczniku pierwsza cyfra 3 przekręci się na 4, coraz częściej dopadają mnie pewne myśli i nie moge się od nich uwolnić.

Zamiast od razu pędzić kupować kabrioleta na kredyt, wolę na początku podzielić się z wami tymi przemyśleniami.

Myślę, że ta czwórka w wieku mężczyzny jest owiana swoistą miejską legendą i ma być jakimś punktem kulminacyjnym w życiu faceta i jego "końcem" (końcem w sensie, że już nic kogoś takiego nie czeka, a przynajmniej taka jest mainstreamowa narracja, stąd też zapewne wielu facetów właśnie w wieku 40. lat próbuje sobie to odbić, kupując coraz to nowsze zabawki, których nawet nie potrzebują - kolejny program matriksa, żeby wydusić z nas dolary), podczas gdy wg mnie facet, który świadomie kroczył przez poprzednie 39 lat życia i prowadził się z szacunkiem do samego siebie (dbał o swoją tężyznę fizyczną, o swoje finanse, o swoją duszę, o swoją plastyczność umysłową, o swój image itp.) tak naprawdę wchodzi w najlepsze lata swojego życia, kończąc 40 lat.

 

Jeśli nie ciążą na nim jakieś poważne zobowiązania (typu alimenty, kredyty, długi, konieczność opiekowania się niepełnosprawnym rodzeństwem lub niedołężnymi rodzicami) ani nie związał się z jakimś pasożytem, który całą swoją energię poświęca na drenowanie owego dżentelmena z jego zasobów, to, panie, welcome to the paradise. 

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

Starając się patrzyć w miarę obiektywnie , nie jest źle ale mogłoby być duużo lepiej i mój wewnętrzny krytyk nie daje mi spokoju ostatnio.

Uważam, że wewnętrzny krytyk jest potrzebny i go lubię, bo czasami motywuje do działania.

Wewnętrzny krytyk jest jak kolega z klasy, który na przerwie płucze naszą głowę w szkolnym klozecie albo zamyka nas w szafkach.

 

Nienawidzimy chuja, ale chcemy mu pokazać, że nie jesteśmy zwykłymi popychadłami, więc, owszem, może być motywujący, ale jeśli nie przedsięweźmiemy kroków, żeby utrzeć mu nosa, to będzie nas do końca szkoły (życia) gnębił.

 

Głównym powodem, dla którego Eminem wziął się za rap, był właśnie fakt gnębienia go w szkole, bo był zawsze "the new guyem" i łatwym celem.

 

Sprzedał ponad 172 miliony płyt z tego powodu.

 

Who's laughing now, bitches? Not his bullies, for sure.

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

To z czego jestem tak na prawdę dumny, to to, że byćmoże nie jest to wiele w sensie finansowym, ale osiągnąłem to SAM własną pracą i dążeniem do celów bez żadnych spadków, zastrzyków finansowych od rodziny ani konekcji.

W domu dostałem narzędzia (wykształcenie i w miare dobre wzorce) ale na pewno nie "smykałkę do pieniędzy" a wręcz przeciwnie.

I prawidłowo. Też nic mi nie spadło z nieba i nie boję się ciężkiego zapierdolu, czego często nie można powiedzieć o bananowcach, którzy od dziecka mieli wszystko podane pod nos, ale to z kolei wina ich rodziców i nieodpowiedniego przygotowania ich do życia w dzisiejszym świecie. Choć z dzianymi starymi i tak jakoś przepchają to życie bez większych trosk.

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

1) patrzę z podziwem ale później porównuję (chcąc nie chcąc) siebie i efekt jest odwrotny do mobilizacji mówiąc delikatnie

2) pare razy na spotkaniach ze znajomymi, też dokonałem takiego porównania i efekt był podobny. Coprawda porównałem się do ludzi wyżej ustawionych oczywiście.

3) cały czas jestem świadomy, że nie znalazłem jeszcze tej prawdziwej pasji, która teoretycznie połączona z zapierdalaniem pomogłaby mi osiągnąć wolność finansową (a może to tylko legenda...)

1, 2 - porównywanie siebie z innymi nie ma sensu. Nie znasz dokładnie ich drogi, może mieli wsparcie od osób trzecich, może byli w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze, może ich wielki sukces już mają za sobą, a Twój Cię dopiero czeka (Colonel Sanders - gość od KFC czekał na swój wielki sukces do 62. roku życia), może za parę lat to oni będą się porównywać do Ciebie, odczuwając dyskomfort.

 

Jedyne, co możesz, to mądrze pracować i wierzyć, że gdzieś za rogiem czeka garniec ze złotem (który niekoniecznie zaraz musi być pieniędzmi; dla kogoś bezpłodnego dziecko może być życiowym sukcesem, a dla kogoś na wózku możliwość przespacerowania się jest wszystkim, o czym marzy)

 

3 - wg mnie pasji się nie znajduję, ona się pojawia mimowolnie, a my o tym nawet nie wiemy.

 

Gdy zaczynałem swoje pierwsze treningi, to ich nienawidziłem. Szukałem wymówek, unikałem potu, byłem w tym dobry, a dzisiaj leci kolejny rok z rzędu, podczas którego nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie ćwiczyć. Pasję się wykuwa w ciężkiej pracy, dlatego trzeba próbować jak największej ilości rzeczy i trwać w nich, a gdzieś z tyłu głowy w końcu pojawi się głos, że to jest to.

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

Czy w ogóle takie podsumowania życia mają sens skoro w większości (śmiem twierdzić) przypadków marzenia/cele a rzeczywistość to dwie zupełnie inne rzeczy?

Czy byćmoże zbyt wybujale marzyłem i wierzyłem naiwnie?

Jak przekonać podświadomość, żeby zaakceptowała to co jest ale dalej miała "parcie na ekran" ?

Jeśli to jest ten kryzys wieku średniego, to jak sobie z tym poradzić ?

Podsumowania dotychczasowego życia mają sens, ale na zasadzie: "OK, zrobiłem to i to, ale nie zrobiłem tego i tego. Jeśli zacznę teraz to i to, to może za X miesięcy będę umiał/miał to", a nie "Zrobiłem TYLKO to, a nie zrobiłem AŻ tylu rzeczy, podczas gdy X zrobił/ma to i to. Jestem do dupy".

 

Nie ma sensu robić sobie krzywych jazd na bani.

 

Podszedłbym do tego czysto pragmatycznie i wypisał, co jeszcze chciałbym osiągnąć w życiu lub mieć, a potem sporządził plan, jak tego dokonać.

 

Konkretne działania, bo w sferze marzeń nic się nie dzieje.

 

Należy pozbyć się tego cisnienia, że coś musisz.

 

Nic nie musisz.

 

Możesz.

 

Z wyrazami szacunku,

Ważniak

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@TheFlorator Witam w klubie tuż przed 4 haha. No cóż wchodzę w ten rok z czystą kartą, prawie wszystko co trzymało mnie w miejscu i nadawało sens (tak mi się wydawało przynajmniej) zostało zakończone (rodzina, żona, dom) i powiem szczerze uczę się życia na nowo i zaczyna mi się to podobać.

Mam pasję - hobby. Praca jest i zaczynam podróżować.

Nie robię porównań bo i po co, żyję z dnia na dzień cieszę się (staram się) każdym dniem i mam w głowie jakieś tam plany ale bez presji.

Poznaje siebie samego i szukam tej radości i szczęścia w sobie samym (przedtem oczywiście było to szukanie radości w innych).

Powodzenia dla nas dwóch i reszty tuż przed 4.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@TheFlorator Cóż... Dałeś mi wczoraj do myślenia nad swoimi celami. Tylko, że myślę o nich od dawna i wydaje mi się, że jestem w dupie właśnie teraz. Kiedy miałem 2 z przodu nie miałem jakiś większych celów. Człowiek był zadowolony, miał tam jakiś seks, pracę, trochę przygód, mnóstwo chlania. Zawsze mówiłem sobie, że gdy będę miał 30 to będę już obrzydliwie bogaty. I pamiętam ten dzień gdy pykła 30, obudziłem się rano prawie w tym samym miejscu, w którym byłem. Bez celów, bez pomysłu na życie, jak chorągiewka. No byłem w Anglii wtedy co prawda i uważam to za duży sukces, tylko moim problemem jest, że nie potrafię docenić sam siebie. Nie potrafię powiedzieć sobie - kurwa gościu, wyjechałeś, ogarnąłeś sam ciężkie rzeczy, bądź dumny z siebie. Znaczy przez chwilę jestem, ale potem wszystko bagatelizuję, uznaję to za coś co przyszło bez problemu. Jestem utracjuszem a do tego dochodzi gigantyczna wręcz prokrastynacja. Do tego stopnia, że napalę się na coś, że będę malował na przykład - pozamawiałem maski, pozamawiałem farby i jebnąłem to w kąt gdy przyszło. Zapał trwa u mnie przez chwilę. Jest to wg mnie najstraszniejsze co mogło mi się przydarzyć i nawet nie wiem jak z tym walczyć. Zamówiłem wczoraj nagrania Adama Bytofa, które bardzo polecał @giorgio i zobaczymy - może one mi pomogą.

Przekroczoną mam dopiero 30, ale śmiem twierdzić, że jestem w najgorszym etapie mojego życia. Nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce, nic nie przynosi mi satysfakcji. Dzisiaj ruszyłem machinę lekarzy i badań, wydałem 300zł na krew i zleciłem wyniki wszystkiego chyba co nie jest refundowane a ma bardzo duży wpływ na człowieka żeby zobaczyć co jest grane, bo nie wierzę, że to tylko umysł. Po prostu nie można być taką rozlazłą pizdą i czuć się dobrze ze sobą. Znaczy można - mam takich znajomych, ale oni tak naprawdę (brutalnie mówiąc) zawsze byli pizdami. A ja znam siebie gdy byłem młodszy - zdobywałem, walczyłem, potrafię. Potrafiłem jebnąć wszystkim i wyjechać z kraju a teraz nawet nie mogę się zdecydować czy chcę herbatę czy kawę. 

Dochodzi u mnie jeszcze głęboko w głowie syndrom ojca, który nigdy nie docenia. Gdy jesteś młody to masz to w dupie bo i tak się buntujesz i wiesz wszystko lepiej. Gdy jesteś starszy to cię to strasznie wkurwia - chciałbym usłyszeć "jestem z ciebie dumny" albo "no dobrze to zrobiłeś". Ale u mojego ojca wystarczy jeden drwiący śmiech i już mnie roznosi. Teraz siedzę w domu od kilku miesięcy i to jest po prostu tak toksyczne, że mnie szlag trafia. Z matką nie wytrzymam - ona straciła już jakąkolwiek wolę pracy. Nie musi więc nie pracuje. Gdy pytam kiedy wykona jeden, JEDEN telefon do potencjalnej biznesowej wspólniczki, to nawet nie patrzy na mnie. Udaje bezczelnie, że nie słyszy albo mnie zbywa. Dlatego wyjeżdżam znów - nie wytrzymam. Chuj mnie to interesuje, niech sobie radzą.

Teraz mam przynajmniej jakiś cel - granie z chłopakami, ale po częstotliwości nauki gry już widzę, że ekscytacja opada. No ale poczekam na krew - jak teść będzie mały i wit. D mało, to będę wpierdalał wiadrami i pod igłę pójdę bo już mnie to wkur... Lepiej żyć krótko a fajnie niż w marazmie siedzieć cały czas. Afirmacje i nagrania są super - jeśli chce ci się chociaż słuchawki założyć i poświęcić 30 min na to. A mi nawet tego się nie chce. 

Co bym zrobił inaczej gdybym miał 2 z przodu jeszcze raz? Ruchał ile wlezie, podróżował po Polsce moją rozpadającą się Hondą. Pewnie utrzymał kilka kontaktów, które się zerwały i nie poszedł na studia, na które poszedłem tylko wyjechał za granicę. 

Pasje? Była gitara, były modele kartonowe, narty, ping-pong, podróże, boks... Nic nie zaskoczyło. Nic nie przynosi mi ukojenia, spokoju. Znaczy wiem co go przyniesie - wyjazd na kilka dni w spokojne miejsce, samemu. Albo podróż samemu do jakiegoś innego kraju, ciepłego, autem. Przez kilka miesięcy co zrobiłem w tym kierunku? Nic. Kompletnie. Znajomi cały czas mi mówią - nagrywaj coś, jesteś w tym dobry, dobrze ci idzie. I co z tego, jak nie mam motywacji, żeby ruszyć tłustą dupę. A najgorsze jest to, że wiem, że bym na tym zarobił fajną kasę gdybym tylko za to się zabrał.

Cele? Brak. Nie liczę jakiś pomniejszych spełnionych typu auto, bo to są pierdoły. Nie widzę siebie za 2 lata a co dopiero za 5 czy 10.

Z czego mogę być dumny? Pewnie z wielu rzeczy, ale to jest głęboko schowane w głowie, nawet o tym zapominam. Z wyjazdu za granicę, z gry na instrumencie, z kariery, z seksu. Znalazłoby się sporo. 

Tak więc na razie jestem w chwilowym dołku, popijam kawę i planuję jak się z tego wyrwać :) 

P.S.: Do mojej byłej. Chyba zostawiłem u ciebie kamizelkę. Jak to czytasz (a pewnie tak) to pozdrawiam! Możesz se tam na chwilę zatriumfować, ale na wiosnę wraca stary Tomko :D 

Edited by Tomko
  • Like 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeden z aktorów Hollywood to chyba był Jim Carrey napisał kiedyś, że chciałby aby ludzie mieli tyle pieniędzy co on. Wtedy zauważyliby, że pieniądze i rzeczy materialne szczęścia nie dają. Każda rzecz, którą kupicie po czasie się nudzi.

Jest kilka etapów posiadania rzeczy również i tej luksusowej.

 

1. Mam kupiłem jest zajebiście chwalę się wszystkim i mi zazdroszczą - jestem zajebisty

2. Opadnięcie pierwszych emocji - ale radość trwa dalej.

3. Spowszednienie tej rzeczy - traktuje się ja wtedy jak coś dobrego użytecznego podnoszącego humor.

4. Zmęczenie tą rzeczą tzw zużycie moralne - nie wiążą nas z tym żadne emocje.

5. Zaczynamy się rozglądać za czym nowym innym co da nam te emocje i podekscytowanie.

 

To jest właśnie zakupoholizm - nie pragniemy tych rzeczy ale pragniemy emocji związanych z posiadaniem tych rzeczy.

 

Wiem to po sobie - jestem fanem komputerowego retro hardware - zauważyłem, że już na etapie wyszukiwania tego co się chce kupić pojawiają się emocje zadyszka rozszerzone źrenice itd. Same przeżycia.

 

Potem zakup i pojawiają się punkty jak wyżej.

 

Sądzę, że każde hobby zwłaszcza polegające na zbieraniu czegoś polega na tym samych schemacie. Dostarczaniu emocji.

 

Mój tata kiedyś odebrał pocztę i była tam koperta z gazetką, a do tego załączony order taki z plastiku chyba. I już się zapalił, że będzie zbierał te ordery - a ja mu mówię - i co i tak skończą w piwnicy. Przyznał mi rację i zrezygnował.

Ale za to zajął się zbieraniem lamp naftowych. Coś musi robić na emeryturze :-)

 

 

Wiem pieniądze szczęścia nie dają - ale żyć bez nich nie da rady. Widzę, że jak się osiągnie pewien stopień dochodów to już kasa nie kręci jak kiedyś. macie prawie wszystko to co chcieliście - pomijam jacht pełnomorski bo to stać nielicznych.

 

Ja w sumie już pracuję z myślą o córce. Żeby jej zapewnić w przyszłosci jakieś studia, mieszkanie itd, żeby się nie musiała szarpać. Bo co mam robić z pieniędzmi, przeżreć można ograniczoną ilość żarcia, przeruchać kasy też nie da rady bo ile można bzykać ?  Mam na myśli zdrowe podejście do tematu.

 

 

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Marzenia buhaha. Kiedy zacząłem studiować mechanizmy ludzkiego umysłu w oszukiwaniu samego siebie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z prawdziwości słów :

Cytat

 

Food, clothing and shelter these are the basic needs. Beyond that, if you want anything, it is the beginning of self-deception. -  U. G. Krishnamurti

 

 

 

 Teraz mam marzenia, ale jeżeli ich nie spełnie to nie będe z tego powodu nieszczęśliwy, bo wiem, ze to dziecinada. My przez całe życie wcale nie dorastamy. Nasze dziecinne pragnienie zjedzenia lizaka zamieniamy na inne rzeczy - pozycja społeczna, sex itd. 

Edited by Metody
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@emehcsfotuoog

Bardzo fajnie generalnie napisales, dzieki.

 

13 hours ago, emehcsfotuoog said:

Staram się porównywać sam ze sobą "z wczoraj". Powyżej podrzucono taki koncept i uważam, że dobry. Patrzę na siebie, na swój rozwój. Czasem beznadziejnie mi idzie realizacja planu i praca nad sobą - to dołuje. Ale ten rozwój daje mi jakąś radość

Marek kiedys w audycji bardzo fajnie powiedzial cos w stylu "trzeba patrzec gdzie czlowiek zaczynal i gdzie teraz jest a nie tylko gdzie teraz jest" . Tak jak pisaem wczesniej wg mnie jednak nalezy miec oprocz celow I marzen jakis mentorow/nauczycieli do ktorych jednach trzeba sie troche "zdrowo" porownac aby miec jakis punkt odniesienia. Inaczej czlowiek moze sam na siebie tylko patrzec I byc podjarany wlasnym rozwojem/postepem ktory obiektywnie patrzac moze byc znikomy. Bycmoze zbyt czesto to porownanie robie I dlatego ma to odwrotny efekt ostatnio...

 

13 hours ago, emehcsfotuoog said:

Szkoda nerw na to zbytnie trzymanie się tego co się nie udało bo i tak nie zmienisz przeszłości - lepiej plan "co teraz" układać. Ja wolę rano przeciągnąć się i czasem taką koślawą afrmacją w głowie zacząć: "ej @emehcsfotuoog , nie jesteś zły gość, napierdalamy, ciśniemy ten dzień"

 

W sumie masz racje. Zauwazylem ze juz od dluuugiego czasu (2-5 lat) nie ustalilem sobie konkretniejszych celow I dryfowalem zapewne pod wplywem porazek osobistych. Bycmoze powinienem sobie rozpisac pewne cele/plan na kolejny rok i 5 lat I starac sie konsekwentnie do nich dazyn I sobie robic takie "zdrowe" podsumowanie co roku/6 miesiecy. W sumie nigdy tak nie robilem tego "ksiazkowo" I na kartce.

 

13 hours ago, emehcsfotuoog said:

Zgodzę się, że krytyk wewnętrzny może motywować, ale przynajmniej w moim przypadku to dość wredny chujek jest i raczej zawsze "nie dość". Ja bym go tak bardzo nie słuchał, a raczej założył że jego celem jest cię zdołować i podciąć skrzydła

Ja mojego zawsze lubilem bo byl krytykiem konstruktywnym i optymista ale ostatnio zaczal mnie bardziej dolowac przez te porownania chyba. Musze z nim chyba powaznie porozmawiac :)

 

 

 

13 hours ago, Szkaradny said:

Nie zamierzam stawiać sobie celów typowo materialnych, przydałoby się, ale z innej stony patrząc to niczego mi nie brakuje

Ja tez mam dach na glowa i co jesc ale cele chce sobie stawiac bo mnie beda motywowaly do dzialania.

Po prostu musze znow odnalezs w tym jakis pozytywny "spin".

 

 

13 hours ago, Szkaradny said:

Mam dwóch kumpli bardzo bogatych (miliony) ale raczej nie chciałbym się być nimi :)

Rozwin jak mozesz.  Sa nieszczesliwi, zestresowani, nie maja czasu na radosc z zycia?

 

13 hours ago, Szkaradny said:

właśnie zjadłem zajebiste jabłko - rozkosz :) 

Wiem dokladnie o co ci chodzi ztym tekstem. To jest chyba ten nawyk szczescia o ktorym pisze Guru ktory trzeba sobie wyrobic. Ta droga dopiero przede mna...

 

 

 

 

12 hours ago, AR2DI2 said:

Ten sprzęt do mnie przemówił. Zawsze miałem dobry sprzęt. Kiedyś Denony różnej klasy, Yamahy itd. Tyle, że zauważyłem, że powyżej pewnej granicy przyzwoitości jakościowej, która według mnie stoi na poziomie około 800 - 1000 zł za amplituner, niuanse odsłuchiwanego dźwięku są już tylko w większości niesłyszalne dla naszych uszu. Teraz, od jakiegoś czasu mam minimalistyczne podejście do przedmiotów. Mam Denona 101 od małej wieży, kolumny Kenwood i wystarcza.

No widzisz, ja nie mialem a chce miec. I jakbym zakupil sobie taki sprzet i przesuchiwal to dopiero bym mogl po jakims czasie rozmawiac o niuansach odsluchu i nieslyszalnosci dla "przecietnej" osoby. Znam siebie, i wiem , ze mogbym zamknac sie w takim pomieszczeniu, na wygodnej sofie, odpalic taki sprzet, puscic plyte format SACD i siedziec tam godzinami ze szklanka dobrego czerwonego wina w reku zajadajac hiszpanskimi oliwkami. Do tego dobry rzutnik na sciane i jakis koncert z Bluray'a. Cholera jasna zaczynam znow odplywac :)

 

Kiedys bylem przypadkowo na odsluchu tych glosnikow (tych duzych) to myslalem ze mnie dosownie zmiecie z powierzchni ziemi :). O cene nie pytaj...

 

https://www.on-mag.fr/images/stories/2016/06/gal_Devialet_magasin_auditorium_Westfield_London/Devialet_magasin_WESTFIELD_phantom_expert_12.jpg

 

 

I kolo sie zamyka bo cele finansowe (i kasa) musza byc aby miec te mile chwile.

 

12 hours ago, AR2DI2 said:

Jednak dom i samochód to klasyka "mężczyzna musi mieć".

Nie wiem czy cie dobrze zrozumialem, ale wlasnie tak staram sie nie myslec.

To jesli nie "splodze syna, posadze drzewa, wybuduje w domu" to nie bede tym "prawdziwym" mezczyzna ? To raczej wg mnie sa wlasnie te spoleczne oczekiwania ktore sa niezdrowe i siedza mocno w glowach niewiast. A jesli tak jest no to trudno, bycmoze nie jestem prawdziwym mezczyzna. Przezyje. :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, TheFlorator napisał:

Rozwin jak mozesz.  Sa nieszczesliwi, zestresowani, nie maja czasu na radosc z zycia?

 

Różnie.

 

Jeden jest zarobiony od rana do nocy (8-22) - odpowiedzialność, stres, nałogowe "wiecej", staje się obcy dla dzieci i rodziny, znajomości dalsze też się zacierają. Taki cyborg. Gadałem z nim ostatnio na piwie 1,5 temu - wtedy podtrzymywał mnie na duchu, bo miałem doła konkretnego, ale sam przyznawał, że nie wie kim jest i nie może się wyrwać z tego kieratu. Już kilka lat próbuje. Chyba dopiero upadek na zdrowiu go obudzi.

 

Drugi to znów hedonista nienasycony, rollercaster raz mania jad depresja, nałogi, fejs zapchany "szczęściem" i zaliczonymi zdobyczami. W sumie on nie narzeka (jak jest na fali), ale ja tej bajki nie kupuję i czuję, że to się źle skończy, bo zachowuje się jakby szukał tej granicy. Trochę mi to przypomina moje popijanie i szukanie rozrywek, choć bez takiego rozmachu :).  On też, czasem chce się wyrwać, chciał wprowadzić zmiany, gadaliśmy o tym, ale skończyło się na gadaniu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

 

@Ważniak

 

 

 A gdzie "Papa Smerf zawsze powtarza..." ?  ;)

 

13 hours ago, Ważniak said:

wg mnie facet, który świadomie kroczył przez poprzednie 39 lat życia i prowadził się z szacunkiem do samego siebie (dbał o swoją tężyznę fizyczną, o swoje finanse, o swoją duszę, o swoją plastyczność umysłową, o swój image itp.) tak naprawdę wchodzi w najlepsze lata swojego życia, kończąc 40 lat.

Obys mial racje. Po prostu od tygodnia mnie strasznie cos meczy w srodku i postanowilem to przelac na ekran. Niby ta nadchodzaca powoli 4 mnie nie rusza ale jednak cos jest nie tak. Pewnie chwilowy nadmiar wolnego czasu a co za tym idzie bezproduktywne rozkminy nad zyciem.

 

13 hours ago, Ważniak said:

Jeśli nie ciążą na nim jakieś poważne zobowiązania (typu alimenty, kredyty, długi, konieczność opiekowania się niepełnosprawnym rodzeństwem lub niedołężnymi rodzicami) ani nie związał się z jakimś pasożytem, który całą swoją energię poświęca na drenowanie owego dżentelmena z jego zasobów, to, panie, welcome to the paradise

Pewne z tych rzeczy ciaza niestety no ale niby czlowiek jest suma swoich decyzji wiec staram sie tym nie dolowac i brac (poki nie uporzadkuje wielu rzeczy) to na klate. Co bylo to bylo, czasu nie cofne. Forum i wiedzy nie bylo jak mialem 20 lat, trudno. Takze panie, welcome to reality :) 

 

13 hours ago, Ważniak said:

Nie znasz dokładnie ich drogi, może mieli wsparcie od osób trzecich, może byli w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze,

Powinienem to chyba przetlumaczyc mojemu wewnetrznemu krytykowi bo on robi jednak chyba porownania rownolegle, zerojedynkowe. A blednie. Dzieki

 

13 hours ago, Ważniak said:

Colonel Sanders - gość od KFC czekał na swój wielki sukces do 62. roku życia)

Tego pana nie musisz mi przedstawiac :) . Historie tez znam, cale zycie imal sie roznych zawodow w sumie. U niego zawsze biore "zestaw Colonel'a - 3 czesciowy" niezmiennie od tylu lat :) . A co, niech zarobi na mnie !

 

13 hours ago, Ważniak said:

Pasję się wykuwa w ciężkiej pracy, dlatego trzeba próbować jak największej ilości rzeczy i trwać w nich, a gdzieś z tyłu głowy w końcu pojawi się głos, że to jest to

Nie pomyslalem o tym.   Ale chcialbym przekuc pasje w prace i pozniej w sukces finansowy. Aby moja praca stala sie pasja. Tego jeszcze nie znalazlem. Na pewno. Boli mnie to.

 

13 hours ago, Ważniak said:

Podszedłbym do tego czysto pragmatycznie i wypisał, co jeszcze chciałbym osiągnąć w życiu lub mieć, a potem sporządził plan, jak tego dokonać.

 

Konkretne działania, bo w sferze marzeń nic się nie dzieje.

Nigdy w sumie nie rozpisalem planu rocznego/paruletniego na papierze. Bycmoze najwyzszy czas to zrobic.

 

13 hours ago, Ważniak said:

Należy pozbyć się tego cisnienia, że coś musisz.

 

Nic nie musisz.

 

Możesz.

Chyba masz racje...

Edited by TheFlorator
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, TheFlorator napisał:

Colonel Sanders - gość od KFC czekał na swój wielki sukces do 62. roku życia)

Sukces polegający na tym, że truje tym jedzeniem ludzi. :D

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas leci nieubłaganie i coraz szybciej jak byłem dzieckiem, miałem głowę wolna od trosk i zmartwień - tylko nauka - to się mi wlekło. Jak założyłem rodzinę czas dostał kopa - praca, dom, rodzina - codzienność i nie  obróciłem się a stuknęło mi 37 - kiedy :blink:. Większość z swoich panów zrealizowałem - może dlatego że mam przyziemne podejście do życia i robię sobie założenia realne w zrealizowaniu dla mnie - obecnie jestem zadowolony, wszystko co mam zawdzięczam sobie swojej pracy - rodzice dali mi podstawy wychowanie i wykształcenie reszta zależała od mnie (czasem fakt - mniejszym stopniu, pewnych rzeczy człowiek nie przeskoczy - np.  układy w pracy ).

Staram się żyć w myśl "żyj i daj żyć innym - tak żebyś nigdy nie musiał się wstydzić".

Raz byłem na spotkaniu klasowym po latach - rewia mody i popisów co, kto gdzie...jak , jaka praca, jaki dom, jaka fura, "zagramaniczne" wycieczki do egzotycznych krajów - ( Egipt, Turcja, Chorwacja - przodują ) jakie cudowne dzieci - a po paru głębszych wyrzygiwanie gorzkich żali , ból dupy , kto kogo w huja zrobił, co kto by mógł mieć - na żonę, teściów, rodziców, rodzeństwo : temu się żona puszcza a tamtemu syn ćpa,  tamta się zaraziła chorobą weneryczna od męża, tego brat wychujał na spadku a tamtego brat żony doi i ma go na utrzymaniu . 

Więcej nie pojechałem i nie pojadę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Pytonga"Witam w klubie tuż przed 4 haha. No cóż wchodzę w ten rok z czystą kartą, prawie wszystko co trzymało mnie w miejscu i nadawało sens (tak mi się wydawało przynajmniej) zostało zakończone (rodzina, żona, dom)"

 

 

Dzieki :).

No ja jeszcze mojej karty nie wyczyscilem ale wszystko jednak do tego zmierza. Chyba sie juz z tym pogodzilem.

 

5 hours ago, Pytonga said:

powiem szczerze uczę się życia na nowo i zaczyna mi się to podobać

No a jak rzeczy typu podzial majatku (zgaduje) , alimenty (zgaduje), maly kontak z dziecmi (zgaduje)  zniosles . Nie doluje cie wizja dorabiania sie od nowa w takim wieku ?

 

 

5 hours ago, Pytonga said:

Poznaje siebie samego i szukam tej radości i szczęścia w sobie samym (przedtem oczywiście było to szukanie radości w innych).

 

Rozumiem, ja dopiero z tym zaczynam...

 

 

 

Czas na @Tomko

 

3 hours ago, Tomko said:

Cóż... Dałeś mi wczoraj do myślenia nad swoimi celami. Tylko, że myślę o nich od dawna i wydaje mi się, że jestem w dupie właśnie teraz. Kiedy miałem 2 z przodu nie miałem jakiś większych celów. Człowiek był zadowolony, miał tam jakiś seks, pracę, trochę przygód, mnóstwo chlania. Zawsze mówiłem sobie, że gdy będę miał 30 to będę już obrzydliwie bogaty

Sorry, ale meczy mnie to juz 2 tydzien i musialem sie "wyzygac" :). Jak mialem 2 z przodu...z perspektywy czasu uwazam, ze mialem wtedy mniej zobowiazan (finansowych i rodzinnych) i trosk i bardziej cieszylem sie zyciem. Pracowalo sie aby zyc a nie aby uzbierac na wplate na kredyt hipoteczny. Bardzo dobrze wspominam te czasy. Bylo bardziej "na luzie".

 

3 hours ago, Tomko said:

Bez celów, bez pomysłu na życie, jak chorągiewka

Tez sie czesto wlasnie na tym lapie. Stad moje marudzenie o braku znalaezienie pasji  jeszcze.

 

3 hours ago, Tomko said:

No byłem w Anglii wtedy co prawda i uważam to za duży sukces, tylko moim problemem jest, że nie potrafię docenić sam siebie. Nie potrafię powiedzieć sobie - kurwa gościu, wyjechałeś, ogarnąłeś sam ciężkie rzeczy, bądź dumny z siebie. Znaczy przez chwilę jestem, ale potem wszystko bagatelizuję, uznaję to za coś co przyszło bez problem

Temat na dluzszy wywod. Poklep siebie po plecach, badz dumny, do wyjazdow trzeba miec silna jak cholera psychike i samozaparcie. Teraz sie wydaje ze przyszlo bez problemu ale pewnie jak sobie przypomnisz to nie bylo jak po masle i sie nacharowales czasami zeby to osiagnac. Osiagnales i chyba taka natura ludzi ze znow chcemy cos wiecej osiagac (wg mnie to dobrze) tylko trzeba siebie zaczac doceniac za to co juz zrobilismy. Sam mam oczywisty z tym problem skoro powstal temat

 

3 hours ago, Tomko said:

pozamawiałem maski, pozamawiałem farby i jebnąłem to w kąt gdy przyszło

Moze gdybys mial robic nie maski a laski i bodypaint to by nie bylo prokrastynacji ?  

Ja z prokrastynacja mam tak , ze im mniej staram sie myslec i "po prostu cos zdobic" tym wiecej robie. Przykladowo - chodzenie na silownie. Kiedys mialem 1000 wymwek pod sloncem az kiedys po prostu bralem torbe i szedlem i staralam sie nie myslec.

 

3 hours ago, Tomko said:

Przekroczoną mam dopiero 30, ale śmiem twierdzić, że jestem w najgorszym etapie mojego życia

Nie mow tak. Chwilowy dol (brak kierunku okretu). Powtorze poraz 100, gdybym ja mial ta wiedze z forum i kobietopedii 10/20 lat temu to....

Mlody jestes. Bedzie dobrze.

A chlopaki z Canary Wharf juz zarabiaja 4 razy wiecej od ciebie ;).  Zycie toczy sie dalej

 

3 hours ago, Tomko said:

A ja znam siebie gdy byłem młodszy - zdobywałem, walczyłem, potrafię.

Dokladnie, mialem te przemyslenia przy 30 i przychodza znowu. Stad i temat "marzenia i cele kontra rzeczywistosc". Wiem o co chodzi, jak sie ma ambicje to sie je ma chyba cale zycie. I dobrze.

 

3 hours ago, Tomko said:

nie mogę się zdecydować czy chcę herbatę czy kawę

Ja przeszedlem ostatnio na niegaz wode w temperaturze pokojowej a la cieple kluchy. Odstawilem herbate kawy malo pilem w ogole. Jeszcze pije soki owoc ale tylko dobrej jakosci. Czuje sie lepiej, jestem spokojniejszy. Jednak kawa i herbata pobudzaja.

 

3 hours ago, Tomko said:

Dochodzi u mnie jeszcze głęboko w głowie syndrom ojca, który nigdy nie docenia. Gdy jesteś młody to masz to w dupie bo i tak się buntujesz i wiesz wszystko lepiej. Gdy jesteś starszy to cię to strasznie wkurwia - chciałbym usłyszeć "jestem z ciebie dumny" albo "no dobrze to zrobiłeś". Ale u mojego ojca wystarczy jeden drwiący śmiech i już mnie roznosi

Wspólczuje. Czytam wlasnie "nice guy" i jest tam tez o tym wspomniane ale moze pozrednio. Czytales?

 

3 hours ago, Tomko said:

Teraz siedzę w domu od kilku miesięcy i to jest po prostu tak toksyczne, że mnie szlag trafia. Z matką nie wytrzymam - ona straciła już jakąkolwiek wolę pracy. Nie musi więc nie pracuje. Gdy pytam kiedy wykona jeden, JEDEN telefon do potencjalnej biznesowej wspólniczki, to nawet nie patrzy na mnie. Udaje bezczelnie, że nie słyszy albo mnie zbywa. Dlatego wyjeżdżam znów - nie wytrzymam. Chuj mnie to interesuje, niech sobie radzą.

Wrociles do rodzicow?

Ja mimo, ze mam uklady z rodzicami i rodzicow ok, to dusze sie po 2/3 dniach i nie moglbym razem mieszkac za cholere. Tez mam pewne wewnetrzne "pretensje" do ojca za sprawy wychowawcze i siedzi to we mnie. Ale chce to sam przepracowac jakos. Jego nie zmienie.

 

3 hours ago, Tomko said:

Pasje? Była gitara, były modele kartonowe, narty, ping-pong, podróże, boks... Nic nie zaskoczyło. Nic nie przynosi mi ukojenia, spokoju

No to jest chyba jednak to co marek mowi, ze jednak szczescie to nawyk ktory trzeba sobie wyrobic.

 

3 hours ago, Tomko said:

Cele? Brak. Nie liczę jakiś pomniejszych spełnionych typu auto, bo to są pierdoły. Nie widzę siebie za 2 lata a co dopiero za 5 czy 10.

Hahahahaha, ostrzegalem ze bedzie filozoficznie i dolujaco! Trzeba bylo nie czytac.

Widze, ze kolega tez sie musial wyzygac emocjonalnie.

 

Glowa do gory, jutro nowy dzien!

 

 

Edited by TheFlorator
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

TheFlorator
Może źle to ująłem. Chodziło mi o to, że jednak "dom..." masz socjalizowany, bo masz cel taki jak oczekuje społeczeństwo - mężczyzna ma wybudować dom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@TheFlorator Tak, potrzebowałem się wyrzygać emocjonalnie. Wróciłem do rodzinnego domu, miały być plany, miały być inwestycje. Ch..j z tego jest. Nice Guy zacząłem czytać i wrócę do książki jeszcze dziś - w sumie nie wiem czemu przerwałem. 

Czy się napociłem jak wyjeżdżałem? A pewnie. Nowe środowisko, depresje gdy nie było roboty, klaustrofobiczne pokoje. Ale cisnąłem do przodu. W pewnym momencie zamieszkałem w muzułmańskiej dzielnicy w bloku socjalnym! Przeprowadziłem się na szybko gdy nie mogłem już wytrzymać w starym miejscu. Całe mieszkanie było tak zimne (wentylacja to był wiatrak w ścianie), że skostniały brałem rano prysznice. W domu w łazience z rana było nie więcej niż 15st. Wtedy gdy się wyprowadzałem zarejestrowałem się na forum. Przeniosłem się do ciapakowni - mój pokój miał jakieś 2,5x2,5 (bez żartów - podwójne łóżko zajmowało pół pokoju). Pamiętam, że gdy zniosłem swoje bety z auta, zawaliłem go worami to siadłem na łóżku i się rozbeczałem jak baba. Miałem umowę na 4 miesiące, w muslimskiej dzielnicy, w totalnym syfie, pokój 600GBP. Ale miałem siłę - cisnąłem do przodu, chodziłem do pracy, wracałem, brałem plecak, szedłem na basen, na siłkę, na piwo ze znajomymi. I mimo wszystko było zajebiście. Ch..jnia dała mi siłę! Jak ROCKY w pierwszej części. Przez 3 lata tam w UK potroiłem zarobki, kupiłem sprzęt, otworzyłem firmę, zrobiłem jakąś tam karierę :) Pamiętam ile mnie to kosztowało. 

 

Myślę, że to co teraz to okres przejściowy, ale wywołałeś mnie do tablicy to jestem ;) Myślę, że trzeba próbować. Są różne typy osobowości - zajawkowe i mniej zajawkowe. Tak samo ludzie, którzy mają mnóstwo pomysłów, ale nie potrafią przekuć na działanie. Też mam milionowe pomysły w głowie, ale jak wiadomo - pomysł nic nie znaczy, dopóki nie zacznie się go realizować ;) Problemem mojej całej rodziny jest kompletny brak przedsiębiorczości. Okazje walą oknami i drzwiami, ale jest zawsze jakieś ale. A bo to trzeba zainwestować, a bo to trza by było coś tam, a bo działalność, a bo ku...a jeszcze co innego. Więc pierdolę. Jak się wkurzę to sprzedam swoją część domu, kupię mieszkanie we Włoszech czy Chorwacji i będę sobie tam pracował w sklepie muzycznym, wpadając raz na rok na święta. 

Może w lecie coś pyknie - najważniejsze, żebym tylko nie wrócił i popełniał tych samych błędów. Dlatego już dziś zacząłem myśleć nad listą rzeczy, które chcę kupić, co muszę zrobić i gdzie pojechać. 

A jak krew przyjdzie to będę walił 20000jedn. wit D dziennie aż wszystko wróci do normy ;) 

Edited by Tomko

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, rarek2 said:

1. Mam kupiłem jest zajebiście chwalę się wszystkim i mi zazdroszczą - jestem zajebisty

2. Opadnięcie pierwszych emocji - ale radość trwa dalej.

3. Spowszednienie tej rzeczy - traktuje się ja wtedy jak coś dobrego użytecznego podnoszącego humor.

4. Zmęczenie tą rzeczą tzw zużycie moralne - nie wiążą nas z tym żadne emocje.

5. Zaczynamy się rozglądać za czym nowym innym co da nam te emocje i podekscytowanie

Bymoze w wiekszej czesci przypadkow tak jest, zwlaszcza jak jest czlowiek mlodszy i ni jest majetny. Z wiekiem mysle, ze juz mniej sie tak mysli.

Gdybym kuplibym sobie tego Dodge Charger lub zestaw Audio high-endowy to na pewno zrobilbym to dla SIEBIE i wlasnej satysfakcji i pozytywnych emocji. W spowszednienie tez nie wierze bo jak bym to V8 odpalal w Sobote rano lub ten sprzet Audio w piwnicy wieczorem to by mi tylko wlosy deba stawaly. Regularnie co weekend.

 

Nie zapominajmy tez Panowie generalnie, o emocjach i przezyciach do ktorych tez potrzebne sa pieniadze (koncert, kino, wyjazd wakacyjny, sport, podroze). No chyba te rzeczy robimy dla SIEBIE i to bardziej one daja zadowolenie i satysfakcje i fajne wspomnienia?

 

4 hours ago, rarek2 said:

Wiem to po sobie - jestem fanem komputerowego retro hardware - zauważyłem, że już na etapie wyszukiwania tego co się chce kupić pojawiają się emocje zadyszka rozszerzone źrenice itd. Same przeżycia

Nie zle :)

No ale to fajnie, czy nie jest to przeciez twoja pasja/hobby?? Wiec chyba nic w tym zlego ze ci sie renice porzerzaja?

 

Ja pamietam jeszcze mialem "dostep" do kompow uczelnianych rozmiarow pokoju, gdzie dane zapisywane byly na tasmach papierowych z dziurkami lub na kartkach papierowych z wydrukowanymi 0 i 1.

To jest oldschool !

 

4 hours ago, rarek2 said:

Ja w sumie już pracuję z myślą o córce. Żeby jej zapewnić w przyszłosci jakieś studia, mieszkanie itd, żeby się nie musiała szarpać.

Mam tez takie przemyslenia, czyli chcac nie chcac znow jakies finansowe cele i zapierdol do konca zycia?

 

 

Koniec.

 

 

 

 

4 hours ago, Metody said:

Marzenia buhaha

To co, w ogóle nie marzyc ?

 

 

 Koniec.

 

 

2 hours ago, Szkaradny said:

Jeden jest zarobiony od rana do nocy (8-22) - odpowiedzialność, stres, nałogowe "wiecej", staje się obcy dla dzieci i rodziny, znajomości dalsze też się zacierają. Taki cyborg. Gadałem z nim ostatnio na piwie 1,5 temu - wtedy podtrzymywał mnie na duchu, bo miałem doła konkretnego, ale sam przyznawał, że nie wie kim jest i nie może się wyrwać z tego kieratu. Już kilka lat próbuje. Chyba dopiero upadek na zdrowiu go obudzi.

No ale co, nie korzysta z tej kasy bo nie ma czasu? Wasna firma czy wysoka posada? Lubi to co robi?

 

2 hours ago, Szkaradny said:

Drugi to znów hedonista nienasycony, rollercaster raz mania jad depresja, nałogi, fejs zapchany "szczęściem" i zaliczonymi zdobyczami. W sumie on nie narzeka (jak jest na fali), ale ja tej bajki nie kupuję i czuję, że to się źle skończy, bo zachowuje się jakby szukał tej granicy.

To juz troche brzmi jak robienie pieniedzy dla samych pieniedzy i szczesci nie da na dluzsza mete.

Ja wierze w formule 1) pasja  2)zrobienie z pasji pracy  3)zapierdalanie   4)efekt=pieniadze. Oczywiscie upraszczam bardzo bo jest wiele czynników ale tak mniej wiecej.

 

Koniec.

 

 

 

2 hours ago, Metody said:

Sukces polegający na tym, że truje tym jedzeniem ludzi

A niech mnie truje:)  I tak mu dam zarobic raz na pare miesiecy;)

 

Koniec.

 

 

1 hour ago, wojkr said:

Większość z swoich panów zrealizowałem - może dlatego że mam przyziemne podejście do życia i robię sobie założenia realne w zrealizowaniu dla mnie - obecnie jestem zadowolony, wszystko co mam zawdzięczam sobie swojej pracy - rodzice dali mi podstawy wychowanie i wykształcenie reszta zależała od mnie (czasem fakt - mniejszym stopniu, pewnych rzeczy człowiek nie przeskoczy - np.  układy w pracy ).

 Czy robiles sobie plan tych celow na papierze/ 6 miesieczny/1 roczny/5 roczny i wracales do niego robiac okresowy "przeglad" i poprawki??

Ja nikdy tak nie robilem i moze to byl blad.

 

 

2 hours ago, wojkr said:

a po paru głębszych wyrzygiwanie gorzkich żali , ból dupy , kto kogo w huja zrobił, co kto by mógł mieć - na żonę, teściów, rodziców, rodzeństwo : temu się żona puszcza a tamtemu syn ćpa,  tamta się zaraziła chorobą weneryczna od męża, tego brat wychujał na spadku a tamtego brat żony doi i ma go na utrzymaniu . 

 No, ludzie jednak nakladaj maski non stop. W ogole zajebiscie by sie bylo spotkac z grupka ludzi i pogadac szczerze jak kazdy zjebal pewne sprawy w zyciu i o negatywnych sprawach nie wchodzac na tematy pozytywne :)

 

Koniec.

 

 

39 minutes ago, AR2DI2 said:

bo masz cel taki jak oczekuje społeczeństwo - mężczyzna ma wybudować dom

Czy ty sie zgadzasz z tym celem?

 

Koniec.

 

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By jake
      Witam,
      Chciałem podzelić się z braćmi interesującym artykułem z renomowanego magazynu Psychology Today: https://www.psychologytoday.com/articles/200707/ten-politically-incorrect-truths-about-human-nature  
      Zazwyczaj tego typu pisemka uprawiają bezwstydną pop-psychologię, ale ten artykuł jest inny.  Jest sporo oczywistości, ale z ciekawszych rzeczy:
      - Męski kryzys wieku średniego to swego rodzaju mit. Mężczyzna nie dlatego przechodzi kryzys, że jest stary, tylko dlatego że jego żona jest stara i przechodzi menopauzę. 50 latek z 25 letnią partnerką raczej nie będzie przechodził kryzysu wieku średniego.
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.