Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Polecane posty

@JoeBlueJa uważam, że te uczucia ogłupiają. Człowiek nie myśli wówczas racjonalnie, myśli tylko o tej drugiej osobie i o tym, żeby tej osobie było dobrze.

A mi jest dobrze bez tego wszystkiego, nie chcę się dla nikogo poświęcać.

Odpowiadała by mi osoba tak samo szczęśliwa jak ja, tak samo myśląca, lubiąca swoją przestrzeń prywatną.

I nie mam zamiaru spadać w dół, by ktoś mnie ciągnął w górę, mobilizował. Sama wiem co mi sprawia radość i w jakim czasie. Uważam, że seks jest najfajniejszym co może dać druga osoba i tyle. Jakie są pozytywne emocje ze związków, a jakie negatywne? 

Ja Ci napisze jakie ja mam w tej sytuacji pozytywy.

Szczęście i miłość w sobie, święty spokój, równowagę, spełnienie. Czegoś mi brakuje?

 

Nie mam takich poglądów bo czegoś mi brakuje, czy też dlatego, że nie mam powodzenia i się obraziłam. Wręcz przeciwnie.

 

@TheFloratorNie, nie chcę rodziny i dzieci.

Jak patrzę w przyszłość widzę siebie samą.

 

Ale biorę pod uwagę fakt, że kiedyś mogę stracić dla kogoś głowę- natury nie oszukam, dlatego wtedy intercyza.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
22 hours ago, Tomko said:

Ja zrobię to inaczej - przygotuję moje dzieci do życia we współczesnym świecie, nauczę unikać pułapek, poprawię błędy moich rodziców

No niby spoko, też tak o tym kiedyś myślałam, ale z drugiej strony jest w takim myśleniu pewna pułapka. Primo: usilnie starając się unikać pewnych schematów, stajesz się niejako ich niewolnikiem i nieświadomie możesz je powielić. Secundo: zbytnie skupienie się na próbie uniknięcia pewnych błędów może sprawić, że staniesz się nieuważny na inne, może nawet gorsze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Amanda No nie ma tych błędów aż tak dużo, bez przesady :)

@Tomasz skomplikowany Dokładnie. Trzeba dojrzeć żeby właśnie podświadomie nie popełniać tych błędów i wiedzieć jak dziecko wychowywać. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.03.2018 o 20:54, TheFlorator napisał:

1.       Czy w takim razie „rodzina” (matka+ojciec+dziecko, mieszkający razem) ma sens czy odchodzi do lamusa?

 

Ma sens.

W dniu 4.03.2018 o 20:54, TheFlorator napisał:

 

 

2.       Skoro ta hipergamia i poligamia to nasze wrodzone instynkty, to może po prostu mieć dzieci z kim popadnie i niech każdy sam wychowuje? Oczywiście kogo by było stać na takie alimenty.

W przypadku kobiet, jak wiadomo, działają ostre zasady selekcyjne wyboru partnera i istnieje wiele ścieżek rozwoju związanych ze staropanieństwem i różnych od wychowywania dziecka z pierwszym lepszym mężczyzną. Zatem pakowanie się w proponowaną przez ciebie relację jest nieopłacalne, jako że obarczające olbrzymią odpowiedzialności.

 

W dniu 4.03.2018 o 20:54, TheFlorator napisał:

4.       Jakimi bylibyśmy ludźmi, gdybyśmy wszyscy byli by wychowani przez „samotne matki lub ojców”?

Model rodziny uległby zmianie i przyszłe pokolenie również decydowałyby się na samotne wychowywanie, jako że nie znałoby innej drogi. W alternatywnym świecie mogłoby to być okej.

W okresie krótkoterminowym i zakładając, że pokolenie tworzące niepełne rodziny będzie miało w pamięci rodziców tworzących prawidłową i dwuosobową relację, doszłoby do patologii i nieprawidłowości spowodowanych brakiem adekwatnego wzorca, w którym role obojga rodziców pełniłaby jedna osoba. Wpłynęłoby na potomstwo w wieloraki sposób, mogąc nawet na wczesnym poziomie rozwoju uniewrażliwić je emocjonalnie, co zdarza się w Polsce obecnie rzadko i w mocno dysfunkcjonalnych rodzinach. Długoterminowo oznaczałoby zmianę schematu wychowywania, czyli >>>model rodziny uległby zmianie...

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przecież to więcej niż pewne, że elementy społeczne jak rodzina przestaną istnieć. Ludzkość w niedługim czasie osiągnie poziom rozwoju, w którym rodzina będzie zbędna. To tylko wytwór kulturowy mający na celu ułatwienie przetrwania gatunku. Kwestia czasu.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Człowiek to gatunek stadny i nie jest stworzony do samotnej egzystencji. Zawsze potrzebujemy siebie nawzajem, chodź by po to, aby się pośmiać, zagadać, zwyczajnie nie milczeć całymi dniami. Mało jest ludzi z naturą pustelnika, którzy są wstanie wyrzec się towarzystwa na długo. Ludzi zostawieni sami z sobą w izolatkach - wariują! To była jedna z form znęcania się psychicznego na ludziach.

 

Nie wyobrażam sobie nie mieć rodziny. Rodzina to największa wartość w życiu, ponieważ jest zawsze na dobre i złe i bezwarunkowo. Nawet jeśli miałaby się poświęcić w imię dobra któregoś z członków rodziny to i tak odczuwa się radość i miłość, gdyby tak nie było, najbliżsi nie oddawali by organów do transplantacji w sekundzie, oby tylko było można uratować życie najbliższych. Pomijając

 ewenementy dysocjacyjne które był i będą zawsze.

 

 Myślę, że pomimo niesprzyjających okoliczności dla budowania relacji rodzinnych i tak tego typu relacje przetrwają, nie umiem żyć w totalnej samotności.

 

Edytowano przez Sitriel
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
12 hours ago, Lalka said:

@JoeBlue

1. Ja uważam, że te uczucia ogłupiają. Człowiek nie myśli wówczas racjonalnie, myśli tylko o tej drugiej osobie i o tym, żeby tej osobie było dobrze.

 

2. I nie mam zamiaru spadać w dół

 

3. Jakie są pozytywne emocje ze związków, a jakie negatywne? 

Ja Ci napisze jakie ja mam w tej sytuacji pozytywy.

Szczęście i miłość w sobie, święty spokój, równowagę, spełnienie. Czegoś mi brakuje?


@TheFlorator

 

Ale biorę pod uwagę fakt, że kiedyś mogę stracić dla kogoś głowę- natury nie oszukam, dlatego wtedy intercyza.

 

1. OMG!

Powinni cie pokazywac w Luwrze.

Kobieta ktora preferuje racjonalne myslenie.

 

2. Jasne ze nie masz.

Czlowiek wpieprza sie w dół nie dlatego ze ma takie zamiary.

To zycie go tam wpieprza.

 

3. Owszem.

Brakuje ci BRAKU.

A jesli jeszcze ci malo to pojde za twoim sladem.

Brakuje ci NIESZCZESCIA zakochania, TESKNOTY za spelnieniem, NIEPOKOJU, nawet BÓLU.

A na koniec - ROZŁADOWANIA tych wszystkich brakow.

TO dopiero jest niebo!!!

 

 

Twoja odpowiedz TheFloratorowi sama mowi za siebie.

Dzis tak gadasz.

Gdy ci zawibruja nerwy, serce i cipka - powiesz ze gadalas glupoty i skoczysz w naglebsza wode z zamknietymi oczami majac gdzies to czy z niej wyplyniesz.

 

 

A teraz czekam na uklon szacunku za to ze tyle wiem o kobietach.

Tak tylko..., zeby stala sie sprawiedliwosc.

 

 

Edytowano przez JoeBlue
  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
42 minuty temu, Sitriel napisał:

zawsze potrzebujemy siebie nawzajem, chodź by po to, aby się pośmiać, zagadać, zwyczajnie nie milczeć całymi dniami.

przepraszam,ale do tego nie trzeba zakładać rodziny. To tak jakbym powiedział,że chcę się ożenić, żeby ktoś mi prasował koszule i robił obiadki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
21 godzin temu, TheFlorator napisał:

Oj nie ładnie nie ładnie, forum nie po to jest żeby takie  wysnuwać plany. Weszłabyś w związek małżeński gdyby była intercyza do podpisania?

Owszem. Gdybym ja zarabiała więcej ;) 

A tak to nie, bo bym musiała żebrać o piniążki od męża.

Panowie też nie zachowują się łądnie i elegancko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Wilson napisał:

ale do tego nie trzeba zakładać rodziny.

Oczywiście, że nie trzeba, ale jesteśmy tylko, lub aż ludźmi i ulegamy pokusom, emocjom, wrażeniom i jednak z czasem w większości chcemy założyć małe stadko i wracać do ciepłego domu w którym ktoś czeka, a nie tylko 4ściany.

Edytowano przez Sitriel

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Tomko napisał:

wiedzieć jak dziecko wychowywać. 

Urabiać ! To się nazywa tresura pod nasz widzi-świat, ale ładnie to ubieramy w słowo wychowanie. Ile w dziecku jest jego własnej oryginakności, natury, a jak często jest tylko reprodukcyjno-behavioralną kopia ojca, matki, a nawet pra-pra dziadka, bo kopie ciągle się mnożą :)

 

 

Edytowano przez Metody
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dlatego nigdy nie wszedłbym w żaden związek bez rozdzielności.

Faceta zasoby w większości traktujecie jak swoje, a jak zarabiacie więcej, to nagle szał dupy i tryb golluma się włącza :lol:

 

Każdy sobie rzepkę skrobie.

Edytowano przez czader

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Maarcin_05 napisał:

Przecież to więcej niż pewne, że elementy społeczne jak rodzina przestaną istnieć. Ludzkość w niedługim czasie osiągnie poziom rozwoju, w którym rodzina będzie zbędna. To tylko wytwór kulturowy mający na celu ułatwienie przetrwania gatunku. Kwestia czasu.

Bez tego wytworu kulturowego nie byłoby możliwe stworzenie organizacji społecznej. Była by walka każdy z każdym. Co do przyszłości to za pomocą technologii i wypracowanych przez lata wzorców społecznych będzie możliwa utopia samotności. Ciekawe tylko jak rozwiążą kwestie cierpienia ludzi z tego powodu. Być może ludzie będą faszerowani jakimiś lekami lub będzie dosłownie prany mózg. No chyba, że wszystko pierdolnie :) 

 

52 minuty temu, Sitriel napisał:

Człowiek to gatunek stadny i nie jest stworzony do samotnej egzystencji. Zawsze potrzebujemy siebie nawzajem, chodź by po to, aby się pośmiać, zagadać, zwyczajnie nie milczeć całymi dniami. Mało jest ludzi z naturą pustelnika, którzy są wstanie wyrzec się towarzystwa na długo. Ludzi zostawieni sami z sobą w izolatkach - wariują! To była jedna z form znęcania się psychicznego na ludziach.

Dokładnie. Nawet pustelnicy nie są w stanie żyć w prawdziwej samotności. Oni się wyrzekają świata materialnego ale zawsze mają do czego wrócić.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, czader napisał:

Dlatego nigdy nie wszedłbym w żaden związek bez rozdzielności.

Faceta zasoby w większości traktujecie jak swoje

Kobieta w pewnym momencie życia rodzi dziecko/dzieci i nie pracuje=nie zarabia. + Nie każda chce robić na pełen etat bo dodatkowo zajmuje się domem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Mrowka napisał:

Kobieta w pewnym momencie życia rodzi dziecko/dzieci i nie pracuje=nie zarabia. + Nie każda chce robić na pełen etat bo dodatkowo zajmuje się domem.

Ale jeśli to ona pragnie dziecka i męczy faceta przez rok żeby zrobić bobaska, to powinna być przygotowana na to na co się gotuje, a nie potem pretensje do faceta, że ją zapłodnił, a ona na nic nie ma.

Poza tym z dzieckiem ile musisz siedzieć rok, dwa? Potem opiekunka i pracujesz, już nie przesadzajcie, bo te argumenty z dzieckiem są śmieszne, piszecie to jakby wam przekreślały 30 lat życia.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@czader, czasem facet również chce dziecko. Serio xD Mi by się odechciało dziecko z samcem, jezeli musiałabym go na to namawiać. No a facet jest biedny i poszkodowony, BO TA ZŁA KOBIETA namówiła go na dziecko, a on nie miał nic do gadania! Biedny misio :( 

Jak dla mnie z dzieckiem powinno się siedzieć do 3 r. ż. przynajmniej ja bym chciała (gdybym wcześniej nie zwariowała) i w tym czasie samiec powinien utrzymywać rodzinę. Podobno do tego jesteście biologicznie przystosowani ;) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mrówka chce mieć etat matka i tyle, najlepiej na zawsze :) Schematyczne do bólu. Etat takowy gwarantuje dochód w wysokości równej dochodówi jaki przynosi nakład pracy samca..

 

Aha i bym zapomniał o tej prawdziwej kobiecej bezinteresownej miłości ujawnionej w pytaniu o intercyzę:

Godzinę temu, Mrowka napisał:

Owszem. Gdybym ja zarabiała więcej ;) 

A tak to nie, bo bym musiała żebrać o piniążki od męża.

Panowie też nie zachowują się łądnie i elegancko.

 

Ahh te małżeństwa, rodziny, dzieci. Wszystko to dla drugiego czlowieka i z czystego, szczerego uczucia. 

Edytowano przez Maarcin_05

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Maarcin_05 nie czuję jakiegoś wielkiego ciśnienia na pracę na etacie w korpo/zakłądaniu firmy. Sorki, ale nie będę robić nic wbrew sobie, więc będę do bólu schematyczna. Może kiedyś zmienię zdanie. 

 

Nie wspomniałam słowem o żadnej miłości. Ja nie kocham, i nie zasługuję na bycie kochaną więc nie ma sprawy ;) 

 

Kobieta pracuje na etat- źle bo feministka, kobieta chce siedzieć w domu- źle bo schematyczna. Nie wiem co ja jeszcze robię na tym forum. To w połączeniu z moim obecnym samcem powoduje poważne obniżenie mojego nastroju...

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

 

1 hour ago, Mrowka said:
22 hours ago, TheFlorator said:

Oj nie ładnie nie ładnie, forum nie po to jest żeby takie  wysnuwać plany. Weszłabyś w związek małżeński gdyby była intercyza do podpisania?

1 hour ago, Mrowka said:

Owszem. Gdybym ja zarabiała więcej ;) 

A tak to nie, bo bym musiała żebrać o piniążki od męża.

Panowie też nie zachowują się łądnie i elegancko.

Nie zrozumiałem chyba.

Czyli załóżmy: ty masz mieszkanie na własność, zarabiasz 5k. Poznajesz fajnego faceta na poziomie, ambitnego, załóżmy młodszego o parę lat. On zarabia 3k. Chcecie się hajtać, mówisz mu: ok ale podpisujemy intercyzę bo ja więcej zarabiam. Każdy ma tyle pieniędzy ile sam zarobi podczas związku.

 

Opcja 2: poznajesz TEGO SAMEGO faceta. On zarabia 8k i też ma mieszkanie. Chcecie się hajtać, on mówi: ok ale podpisujemy intercyzę. Ty mówisz , o nie to ja się nie chcę hajtać jeśli chcesz intercyzę.  ?

 

1 hour ago, Sitriel said:

Oczywiście, że nie trzeba, ale jesteśmy tylko, lub aż ludźmi i ulegamy pokusom, emocjom, wrażeniom i jednak z czasem w większości chcemy założyć małe stadko i wracać do ciepłego domu w którym ktoś czeka, a nie tylko 4ściany.

Ciepły jeśli sie ma łuparkę do drewna.

 

1 hour ago, Mrowka said:

Kobieta w pewnym momencie życia rodzi dziecko/dzieci i nie pracuje=nie zarabia.

To est średnio 1-5 lat

To nie znaczy, że "należy" jej się 50% tego co mąż zarobi przez 20 lat  małżeństwa chyba...?

1 hour ago, Metody said:

Urabiać ! To się nazywa tresura pod nasz widzi-świat, ale ładnie to ubieramy w słowo wychowanie. Ile w dziecku jest jego własnej oryginakności, natury, a jak często jest tylko reprodukcyjno-behavioralną kopia ojca, matki, a nawet pra-pra dziadka, bo kopie ciągle się mnożą

Tak, w dużym stopniu są to kopie programów. Czego innego sie niby spodziewać? Nikt nie dostaje do ręki "encyklopedii wychowania dziecka". Poza tym jeśli się ma dobre wzorce wyniesione z domu to nie jest złe ich powielanie. "Dobre" oczywiście pojęcie subiektywne...

 

1 hour ago, Wilson said:

To tak jakbym powiedział,że chcę się ożenić, żeby ktoś mi prasował koszule i robił obiadki.

Ja tak zawsze mówiłem kandydatkom i żadna się jakoś nie zdecydowała.

 

7 minutes ago, Mrowka said:

Kobieta pracuje na etat- źle bo feministka, kobieta chce siedzieć w domu- źle bo schematyczna. Nie wiem co ja jeszcze robię na tym forum. To w połączeniu z moim obecnym samcem powoduje poważne obniżenie mojego nastroju...

Spokojnie. Temat nie jest łatwy więc bedzie trochę szturchania.

Jest na forum dużo frustracji.

Twoje życie, zrobisz co chcesz. Całe, życie przed tobą. Ale czasami dobrze poczytać opinie osób postronnych, nawet gdy wydaje się czasami niefajna. Po jakimś czasie człowiek może coś z tego dla siebie wyciągnąć.

Edytowano przez TheFlorator

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Mrowka napisał:

@Maarcin_05 

 

Ja nie kocham, i nie zasługuję na bycie kochaną więc nie ma sprawy ;) 

Jeszcze kilka takich tekstów i może jakiś rycerz się znajdzie 👍

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, TheFlorator napisał:

 

 

Nie zrozumiałem chyba.

Czyli załóżmy: ty masz mieszkanie na własność, zarabiasz 5k. Poznajesz fajnego faceta na poziomie, ambitnego, załóżmy młodszego o parę lat. On zarabia 3k. Chcecie się hajtać, mówisz mu: ok ale podpisujemy intercyzę bo ja więcej zarabiam. Każdy ma tyle pieniędzy ile sam zarobi podczas związku.

 

 

 No przecież musi się zabezpieczyć, bo to ona bidulka będzie rodziła.

Więcej zarabia to nie chce się dzielić zasobami, mniej zarabia, to nie chce być odcięta od zasobów, proste.

Wszystko się kręci wokół jednego.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Doszedłem do jednego. Nie powołam dziecka świadomie na ten świat, bo to rzeczywistość cierpienia, które jest po prostu nieuniknione. 

 

Dlaczego nie?

 

- mężczyzna jest wykastrowany przez prawo, nie da się tego zmienić w krótkim terminie,

- sytuacja ekonomiczna dyskusyjna, słabe prawo dla przedsiębiorców,

- postępujący feminizm, atak klonów wśród kobiet, wiele już zaczyna gadać w ten sam sposób do każdego mężczyzny,

- ustabilizowanie, wychowanie kobiety to walka na całe życie bez możliwości odpoczynku,

- kompletny brak zaufania do kobiet, zmiany zaszły już za daleko w moim przypadku. 

 

Poza tym, jak wytłumaczyć dzieciom, dlaczego się urodziły, po co? Nie znam odpowiedzi, więc sprawa jasna. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
48 minut temu, Mrowka napisał:

Nie wiem co ja jeszcze robię na tym forum. To w połączeniu z moim obecnym samcem powoduje poważne obniżenie mojego nastroju...

Siedź...! Jak uciekniesz z forum to będzie wyglądało, jakbyś z małżeństwa też się miała ulotnić przy pierwszych problemach. ;)

 

Czy wszyscy w swoim życiu tylko cierpicie? Ile % czasu zajmuje Wam cierpienie, ile przyjemność, a ile zwyczajność?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Rodanek
      Młode panny mają coraz większe wymagania do rodziców. Niektórym to już całkowicie odbiło. No ale to jest inny poziom życia codziennego i jednocześnie staje się normą w Polsce. 
      Rodzic nie żałuje pieniędzy na własne dzieci , ale roszczeniowość przekracza już wszelkie granice bezczelności.
       
                                  https://wiadomosci.wp.pl/wysokie-wymagania-corki-wiceministra-zada-od-ojca-25-tys-zlotych-alimentow-6362490041247361a
    • Przez Perun82
      Sąd Najwyższy orzekł, że zdrada małżeńska, której przez lata dopuszczała się żona, nie uprawnia męża do zadośćuczynienia od niej i jej kochanka.
       
      https://bezprawnik.pl/zdrada-malzenska-bez-zadoscuczynienia/
       
      Zdaniem SN obowiązki małżeńskie spoczywają wyłącznie na małżonkach. Toteż, przekładając z polskiego na nasze, do wierności mężowi zobowiązana jest żona, a nie reszta świata. Zdrada małżeńska może zostać popełniona tylko przez męża lub żonę. 
       
      I prawnie wszystko jest ok - kochankowie mogą i to jak
       
    • Przez DONPEDRO
      Dzień dobry.
      Najpierw opowiem prawdziwą historię.
      Podczas II wojny światowej szalały mrozy okrutne. Zamarzła nie tylko ziemia, tak, że trupów grzebać się nie dało i trzeba było palić nimi w piecach. - Przepraszam za ten niepoprawnie politycznie żarcik ale taka jest prawda, trochę naciągana, ale zawsze jednak. Wróćmy jednak do meritum.
      Moja Babcia była wtenczas nastolatką. Mieszkała sobie w Zagłębiu Dąbrowskim i pewnego dnia skierowano ją na roboty do Niemiec. Wyjaśnię, że roboty takie oznaczały katorżniczą pracę i brak wynagrodzenia. Ma Babcia miała jednak dużo szczęścia i zatrudniono ją w fabryce, gdzie malowała farbą oznaczenia na różnych sprzętach. A na zimową porę niemiecki pracodawca był bardzo hojny i podarował mojej Babci gumiaki. - A mógł zabić przecież. Te gumiaczki przymarzły mojej Babci do nóg! Takie były mrozy. Babcia do końca życia dbała o dobre buty dla siebie i swych bliskich.
      Ta pamięć genetyczna mieszka też we mnie i z prawdziwym zażenowaniem oglądam zimową porą przemykających nie tylko młodych ludzi w trampkach i bez skarpetek. - Tak, wiem oni tam mają tzw stupki. Ale to nic nie zmienia, im wszystkim jest zimno. Zwiedzeni modowym demonem brną w swej głupocie i nic nie da się z tym zrobić. Kiedy zaczną odpadać im stopy to dziwnym trafem nie będą tego zauważać. Na przystankach stoją przemarznięte stwory niczym z krainy absurdu. Z pogardą spoglądają na me ciepłe, wysokie skórzane buty. Chłoptasie woleli przecież dołożyć kilka stówek i kupić markowe szmaciaki. Czyżby ich mózgi, aż tak były wyprane? Mnie jest ciepło, im bardzo zimno. I żadna moda mnie nie zmusi do tego abym ubierał się wbrew swojemu komfortowi czy... przyzwoitości. Tak, przyzwoitość, dobry gust i dobry smak to są najwidoczniej me wady? Obserwując modowego demona idę o zakład, że jego pomysły będą coraz bardziej szalone. Latem przyjdzie moda na smarowanie twarzy odchodami a następnej zimy już nie szmaciane trampeczki a klapeczki będą na topie. I to oczywiście bez skarpetek! Bo wszakże największym bezguściem jest właśnie zakładanie skarpetek.
    • Przez DONPEDRO
      Dzień dobry. Po chwili namysłu postanowiłem zamieścić tu oto pierwszy rozdział mej nie wydanej powieści.... Tekst ma już trzy lata ale jest - tak myślę. ponadczasowy.... Jeżeli znajdzie się choć jedna osoba, której się spodoba to zamieszczę rozdział drugi. Jeżeli więcej? Mmmmm.... może sprzedam auto, wezmę kredyt i się wydam własnym sumptem? Krytykę przyjmę z pokorą. 
       
          Rozdział I.       Dzisiaj wszyscy postawili na Włochów!

       

      Pan Ekspert obserwował młodego mężczyznę, który najwidoczniej miał zamiar popełnić samobójstwo.
      Mężczyzna znajdował się pomiędzy jezdniami, szerokiej śródmiejskiej alei i motał się zapalczywie w swym szaleństwie. Wykrzykując niezrozumiałe kwestie i wykonując dziwne ruchy, ukazujące pełnie swego obłędu!
      - Mnie to się nigdy nie przytrafi! Ja nigdy nie zagram „za wszystko”! – Zapewniał Ekspert sam siebie.
      A że przyglądał się szaleńcowi z wysokiego na piętro barowego tarasu to wydawało mu się, że góruje nad nim nie tylko emocjami, lecz także i rozumem. W jego mniemaniu ów tamten był zwykłym chciwym głupcem, który chce mieć to wszystko tu i teraz, nie bacząc na okoliczności i swój potencjalny wkład pracy.
      Ekspert zapewnił siebie raz jeszcze, iż nie obniży swego poziomu i tak nisko nigdy nie upadnie.
      Spojrzał z obrzydzeniem i bez wyrazu współczucia na życiowego skazańca… Tamten w dalszym ciągu szukał śmierci w amoku. Jego wykrzywiona w grymasie bólu twarz podobna była do opętanej osoby, szukającej czy to w śmierci, czy w drugim człowieku, pomocy.
      Ekspert nie to, że był zupełnie nie czułym człowiekiem, wręcz przeciwnie! To dosyć romantyczny mężczyzna, słusznej postury, którego los obdarzył tak chwilami radości jak i smutku. Nie mógł on jednak udzielić pomocy tamtemu, gdyż w jego mniemaniu należeli oni do zupełnie innego rodzaju ludzkiego. Tamten był przegrany zupełnie a on Pan Ekspert, był najbardziej znanym bywalcem salonów bukmacherskich w całej okolicy! A że odnosił małe sukcesiki i trafnie podpowiadał wyniki meczów piłkarskich. To i szacunkiem cieszył się w miarę względnym, pośród swego środowiska. Co napełniało go złą dumą i stawiało ponad wszystkimi innymi. A na pewno nie pozwalało zniżyć się do poziomu tamtego szaleńca!
       

      Pan Ekspert mylił się jednak okrutnie. Pomiędzy nim a tamtym wykolejeńcem nie było żadnej różnicy jakości. Owszem ilości tak, ale nie jakości! Obydwaj, byli hazardzistami i obydwaj zmierzali do piekła bram. Z tą różnicą, że tamten pośrodku drogi już tam był jedną nogą a Pan Ekspert szedł jeszcze spokojnym spacerkiem szerokim duktem pośród szemrzących zdrojów – tych małych pieniężnych wygranych, które uśpiły jego czujność, stępiły wzrok i słuch. Bo jak wytłumaczyć, iż ten w miarę rozgarnięty i rozumny facet, nie słyszy diabelskich chórów, trąb grających na czarną nutę otchłani… Pan Ekspert był święcie przekonany, że panuje nad swym żywotem, choć fakty mówiły; co innego.
       

      Kilka godzin wcześniej w obszernym salonie firmy bukmacherskiej, Pan Ekspert właśnie obserwował tego młodego mężczyznę, jak ten stawiał olbrzymie pieniądze „na pewniaka”.
      Bardzo dobrze ubrany młodzieniaszek, był wtenczas w zgoła odmiennym humorze. Jego piegowata roześmiana twarz i pewny młodzieńczy głos, odzwierciedlały pełnego życia mężczyznę, który ma świat u swych stóp i dysponuje dużą ilością gotówki, którą zwiększy poprzez postawienie na zwycięstwo reprezentacji Włoch w finałach piłkarskich mistrzostw świata!
      -   Wiadomo to Włosi! Wielokrotni mistrzowie! Nie jest możliwe by odpadli we wstępnej fazie turnieju! W dodatku grają z jakimiś cieniasami… z nie wiadomo skąd! Wygrają na pewno!” – Przekonywał znajdujących się w salonie bukmachera klientów.
      Zwykli to byli mężczyźni, dziś pomiędzy nimi była również kobieta. Nawet śliczna blondynka przed trzydziestką z miłym uśmiechem na twarzy. Podobno miała chłopaka w Barcelonie i tam chodziła na piłkarskie mecze, których wyniki trafnie przewidywała, niestety Katalonka – tak ją nazwał kiedyś jeden pisarz – grała dość ostro i pomimo wygranych notowała też bolesne wpadki, co nie pozwalało jej zająć godnego miejsca w tej opanowanej przez mężczyzn dziedzinie.
      Młody mężczyzna, zanim postawił swe pieniądze, mówił tak żarliwie, że można było odnieść wrażenie, iż usiłuje przekonać nie tylko słuchaczy, ale i siebie. Widać miał do tego dar.
      Wszyscy obecni hazardziści jak jeden mąż; zgodzili się z jego opinią. Nawet Pan Ekspert, który to w swym zwyczaju, zwykle się z nikim nie zgadzał, wcześniej przeanalizował sytuację i również nie wydawało mu się, aby grający w pełnym składzie ze wszystkimi „zdrowymi wielkimi gwiazdami” Włosi mogli przegrać! A mecz ten musieli wygrać, by wyjść z grupy i tym samym awansować do następnej fazy turnieju.
      Tylko Katalonka - jedyna w tym towarzystwie kobitka kręciła noskiem i wyjaśniała:
      Że jej kobiece oko nie dostrzega we Włoskiej drużynie ducha zwycięstwa, którym to dysponowali ostatnio, kiedy byli najlepsi i że obecni Włosi raczej przypominają „rozkapryszone panienki”, niż herosów z Rzymskiego Colloseum… w tych to była zakochana do szaleństwa! A ci zniewieściali, nie dość, że jej się nie podobali to dodatkowo nie wzbudzali zaufania… Ale biorąc pod uwagę, kogo dziś mają za przeciwnika to i tak wygrają na pewno!
      -   Mistrzostwa Włosi nie zdobędą, ale z grupy wyjdą! – Dodała.
      -   „W następnej rundzie wpadają na Brazylię! A z Brazylią nie będą mieli żadnych szans! Już mam pewniaka na następną rundę!” – Przemówił siedzący przy stoliku obok Eksperta jego starszy o dwadzieścia lat kolega - Wąsaty.
      -   Włosi są drużyną turniejową, rozkręcają się z meczu na mecz. Brazylia będzie miała z nimi ciężko! - Nie zgodził się Ekspert.
      To stwierdzenie tylko utwierdziło młodego człowieka w powziętej wcześniej decyzji. Upewniwszy się, co do swojego postanowienia, włożył właśnie gotówkę do kasy!
      Z zadowoleniem odebrał kupon potwierdzający zawarcie zakładu! Cieszył się bardzo, iż wzrósł kurs na Włochów! – Wygrana będzie większa! Jutro odbierze niemalże drugie tyle, co dziś wpłacił!
      Nie mógł zresztą zrobić niczego innego, skoro dwóch najbardziej wytrawnych graczy z punktu, spiera się o to jak Włosi wypadną z Brazylią w następnej rundzie.
       

      Teraz już jest po wszystkim! Włosi nieoczekiwanie zremisowali mecz, który powinni wygrać a młodzieniec stracił pieniądze ze sprzedaży domku po swych przodkach.
      Pan Ekspert już nie śledził dalszych jego poczynań i udał się do środka baru, gdyż ujrzał nadchodzącego typa, którego nienawidził serdecznie…
      -   Widziałeś jak cieszą się Afrykańczycy z awansu? – Zapytał już we wnętrzu Wąsaty.
      -   Tak, oni się potrafią cieszyć… Don Pedro tu idzie. – Ekspert poinformował i usiadł tak by nikt przy nim nie mógł zasiąść.
      -   Don Pedro wypije jedno piwko i sobie pójdzie, my obejrzymy sobie następny mecz, szkoda, że Włosi zawalili wszystkie kupony. – Wąsaty był nie pocieszony faktem, że następne spotkanie będzie oglądane bez emocji.
      Ekspert obserwował jak Don Pedro zamawia piwo przy barze… I tu jego niechęć do to tego typa się znacznie zwiększyła! Bowiem Don Pedro kupił ciemne zagraniczne a nie miejscowe jasne… zagryzł tylko zęby i czekał na rozwój wypadków.
      -   Don Pedro to pedał. – Dało się gdzieś usłyszeć.
      -   Nie, to swój chłop, artysta, książki piszę. – Bronił znajdującego się jeszcze przy barze faceta Wąsaty.
      Ekspert nic się nie odezwał, nie miał zamiaru nikogo bronić, szczególnie jego. Ale też nie mógł potwierdzić oskarżeń, gdyż znał Don Pedra bardzo dobrze a znienawidził go jednej nocy, kiedy to jego własna małżonka przez sen wymówiła imię tego „gościa”!
      Wcześniej przez niemalże dwadzieścia lat byli sąsiadami i dobrymi kolegami. Ich drogi się rozeszły, kiedy Ekspert wziął ślub z miłością swego życia w najlepszym okresie swego życia!
      Ekspert miał wtenczas nieźle prosperujący interes – sklep z modnymi ciuchami w centrum i nie miał problemu z zakupem dużego mieszkania w sąsiedniej, lepszej dzielnicy, gdzie tuż po weselu przeprowadził się wraz z kochającą go małżonką.
      Idylla nie trwała długo. Po roku żona Eksperta urodziła maleństwo. Radość przemieniła się w smutek, kiedy się okazało, że chłopczyk jest niepełnosprawny.
      Ekspert cierpiał bardzo, lecz nie potrafił tego okazywać i całymi dniami siedział w swym sklepie. Don Pedro przychodził wtenczas do niego i razem popijali sobie małe, co nieco, które łagodziło ból.
      Któregoś dnia Don Pedro przyniósł gazetkę z bukmachera i kilka piw. Ruch w handlu był wtenczas malutki, więc bez przeszkód obstawili swe typy. I stała się rzecz straszna! Oni oboje wtenczas wygrali!
      Nie były to znaczne pieniądze, ale dawały one szczęście i radość… Tym sposobem pogrążyli się w nałogu, wiedząc teraz, iż w to można wygrać przestaje się liczyć porażki, które jak czarny ocean otaczają nieliczne wysepki wygranej.
      Teraz właśnie Don Pedro podchodził do stolika, przy którym Wąsaty, Ekspert i Zajączek siedzieli od kilku godzin…
      -   Można się przysiąść? – Zapytał Don Pedro.
      -   Siadaj. – Odpowiedział Wąsaty, który lubił również i jego.
      -   Policja zgarnęła z drogi jakiegoś łebka… jak ten się rzucił pod radiowóz. – Don Pedro przyniósł nowinę.

      -   Postawił na Włochów mnóstwo forsy. – Mimowolnie wyjaśnił Pan Ekspert.

      -   Dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent graczy na świecie postawiło dziś na Włochów. – Don Pedro powiedział to z uśmiechem na ustach i by już nie denerwować towarzystwa dodał cicho: - Ja też.
      -   Za tydzień w środę jedziemy na jeden dzień w góry. – Wyskoczył nieoczekiwanie znajdujący się jeszcze przy stoliku Zajączek.
      -   Kto jedzie? – Zapytał Pan Ekspert i już miał swoim zwyczajem skrytykować ten pomysł, kiedy Don Pedro się odezwał:
      -   Ja nie jadę, za tydzień są mecze…
      -   Za tydzień w środę nie ma żadnych meczy, a postawić kupon można i w górskim kurorcie, prawda Zajączek? – Pan Ekspert był zadowolony z faktu, że przyłapał mądralę na ewidentnej niewiedzy.
      -   Prawda. – Odezwał się Zajączek i od razu dodał: - A ja bym chciał, byśmy wszyscy razem tam pojechali!
      Po propozycji Zajączka zapanowała cisza. Zajączek był fajnym ogólnie lubianym gościem. Niestety był doświadczony przykro przez los. - Lekkim kaleką.
      Porażenie mózgu, jakie przeszedł w dzieciństwie nie pozwalało mu funkcjonować na równi z innymi, lecz nie przeszkadzało zupełnie w przebywaniu z nimi w barach, czy salonach bukmacherskich, gdzie Zajączek nawet nieźle sobie radził. Nie wygrywał, ale też nie stawiał dużych pieniędzy. Miał odłożony comiesięczny budżet i traktował ten hazardzik jako dobrą zabawę. A za zabawę jak wiadomo; należy płacić!
      Pośród tej krótkiej ciszy; Ekspert czekał na to, co powie Don Pedro, by się oczywiście z nim nie zgodzić, Don Pedro jednak nie mówił nic, tylko Wąsaty wyjaśnił, iż nigdzie nie jedzie, bo tu mu dobrze i już!
      Na to po zastanowieniu jednak głos zabrał Don Pedro i zaproponował, że można jechać w cztery osoby i tanio to wyjdzie gdyż; Ekspert pojedzie z synem a ten ma wszelakie zniżki i Ekspert nie wyda dużo forsy, bo on w końcu jako rodzic i opiekun też ma ustawowe zniżki na transport i nie tylko!
      -   Młodego, Stara nie da mi pod opiekę… - Zaczął Ekspert.
      -   Ja jej wytłumaczę, że to korzystne i już! Przecież ruchowo to on jest całkiem sprawny. A zresztą na górę wyjedziemy wyciągiem, tylko zejdziemy pieszo.- Don Pedro przedstawił sprawę a Ekspert tylko zgrzytał zębami na myśl, że ten typ będzie rozmawiał z jego żoną!
      -   Ja też przecież mam zniżki jako osoba niepełnosprawna. – Odezwał się Zajączek.
      -   Tak wiem! Ja pojadę jako twój opiekun… jeżeli się zgadzasz?- Don Pedro.
      -   Zgadzam się! – Zajączek był bardzo zadowolony.
      -   No to jesteśmy umówieni! Ja zmykam. – Don Pedro szybko wypił swe piwo i zanim się zaczął mecz na wielkim barowym ekranie, wyszedł z lokalu i podążył piechotą do swego mieszkania.
      -   On mieszka przecież koło Ciebie. – Wąsaty zaczepił zafrapowanego Eksperta.
      -   Dalej… kiedyś mieszkaliśmy w jednej kamienicy, ja teraz mieszkam tu bliżej. – Ekspert odpowiedział mimo woli i zaczął liczyć drobne pieniądze… brakowało mu na piwo.
       

      Don Pedro w tym czasie szedł już szybkim krokiem w kierunku swego miejsca zamieszkania, do przejścia miał około czterech kilometrów. Mógł jechać autobusem, miał w końcu na bilet, ale tak się przyzwyczaił do tych spacerów, że po prostu inaczej już nie potrafił i twierdził jeszcze, że dzięki nim jest zdrów i szczęśliwy!
      Istotnie przejście piechotą około ośmiu kilometrów dziennie sprawiało, że mężczyzna ten zachowywał zdrowy wygląd i nawet nie posiadał widocznego „brzuszka” tak charakterystycznego dla „gości” w jego wieku. Ekspert postępował podobnie, ale ten miał do przejścia o kilometr w jedną stronę mniej i że znacznie więcej pił piwa, niż Don Pedro to i „brzusio” mu urósł malutki.
      Ekspert nie lubił też Don Pedra z tego oczywistego spacerowego powodu… nie mógł przeboleć, że ktoś łazi sobie tak samo jak on! – Tą samą drogą do domu.
      Ekspert nienawidził swego dawnego przyjaciela, ale jeszcze bardziej nienawidził jego brata – Długiego! Na widok, którego, wchodzącego do lokalu powstał z miejsca i czym prędzej wyszedł… tylnymi drzwiami.
      Tam na zapleczu nieoczekiwanie się do niego uśmiechnęło szczęście! Znalazł prawie całą paczkę papierosów, do której był włożony banknot! O wystarczającym nominale by wrócić do baru i postawić kolejkę!
      Zanim jednak tam wszedł z powrotem to obszedł cały budynek, by z gracją zapalić papieroska na wysokim tarasie. Wiadomo po wprowadzeniu durnych przepisów, palenie jest w lokalach zakazane.
      I kiedy już delektował się zabójczym dymkiem w miłym towarzystwie to dołączył do niego Wąsaty i mu oznajmił, iż Długi przysiadł się do stolika i wszystkim postawił po piwie, jemu też.
      Ekspertowi chwilowo widocznie przeszła ta nienawiść i bez przeszkód po papierosku, zasiadł koło Długiego spędzając tam całe dwie godziny. Oglądając wieczorny mecz i pijąc jeszcze jedne piwo na jego koszt. Zadowolenie Eksperta potęgował fakt, iż Długi również dziś postawił w poprzednim meczu na Włochów… a o tym, że Włosi zarąbali jemu wszystkie kupony, to już sam nie pamiętał. Wszak jutro też są mecze i on posiada kilka groszy… postawi jutro. Dziś nie wie jeszcze jak będzie typował? Jutro będzie wiedział, na pewno! Piwo zaszumiało w głowie Eksperta do tego stopnia, że ten przypomniał sobie to, że jutro też jest losowanie Totolotka i pomimo, iż nie ma kumulacji to i tak sporo można wygrać!
       On posiadał kilka znaleźnych groszy, więc teraz nienawiść do Długiego i jego Brata zastąpiona w nim została przez wizję stania się zamożnym człowiekiem – wystarczy wszak przecież wysłać tylko kupon!
      -   Dzisiaj wszyscy postawili na Włochów! – Zagadał Długi, Eksperta. Kiedy razem piechotą szli do swych mieszkań.
      -   Jutro grają nasi. Ciekawe, czy zdobędą, chociaż bramkę? -  Ekspert rzucił na odczepne i znów zapalił papieroska.
      -   Oni wygrają ten mecz. – Powiedział cicho Długi i już do samego bloku, w którym mieszkał Ekspert nic do siebie nie mówili.
      Po pożegnaniu się z Długim, Ekspert jednak nie udał się do siebie na górę a tylko przystanął przed wejściem, by w spokoju móc zapalić jeszcze jednego papierosa, dziś już ostatniego. W swym mieszkaniu nie odważyłby się tego zrobić. Jego żona na pewno na sam zapach dymu z papierosa rozpętałaby dziką awanturę! Co prawda było już po północy i prawdopodobnie już spała, lecz Ekspert wolał nie ryzykować i stojąc tak po zmroku na dworku spoglądał w gwiazdy, tak ślicznie wyglądające na tym późnoczerwcowym niebie, że rozmarzył się nam „chłopina” nie na żarty i zapalił znów! Tym razem to był już pierwszy papieros w nowym dniu!
      -   To już dziś, grają nasze patałachy. – Ekspert powiedział do siebie i postanowił postawić na macierzystą reprezentacje, prawie wszystkie znaleźne pieniądze, bo za te prawie to wyśle kupon totolotka… tam wygra przecież okrągły milion!
       

      Na macierzystą reprezentacje naszych bohaterów był nawet niezły kurs. Nie byli oni faworytem tego meczu i można było potroić włożoną sumę w wypadku ich zwycięstwa.
      Stało się to na skutek tego, że „Nasza reprezentacja” przegrała dwa poprzednie mecze na tych mistrzostwach i jako pierwsza w sumie odpadła już z turnieju. Ten dzisiejszy mecz to tak naprawdę pożegnanie z Mundialem.
      Przeciwnikiem jest drużyna, która już awansowała i teraz wystąpi prawdopodobnie rezerwowym składem, tak ażeby oszczędzać swe siły na lepszych przeciwników.
      Jest szansa na to, że nasi, strzelą honorowego gola w tych mistrzostwach.
      Pan Ekspert zgasił kiepa i z czystego snobizmu zamiast wyjechać windą na piętro to on podążył na nogach, zmęczył się tym trochę, lecz w duszy był szczęśliwy; dziś jest jego dzień! Postawi na swoich i potroi kasę a co więcej dziś wieczorem zakończą się jego finansowe męki, bo nie jest możliwe by ktoś inny mógł wygrać milion w totolotka.
       

      I tu uprzedzę fakty – Pan Ekspert się nie mylił. Nikt inny nie sięgnął tego dnia po ten milion! A że on również, to już jest inna kwestia, która go o dziwo wcale nie zmartwiła! Ponieważ w następnym losowaniu będzie już tak zwana kumulacja i do wygrania o kilka milionów więcej! A że to jest więcej! To znacznie lepiej niż by było mniej! Pan Ekspert ma na kupon, więc się cieszy z tego, że następnym razem wygra więcej niż zakładał.
       

      Ekspert w swym nawet dużym mieszkaniu zajmuje pokój tuż przy drzwiach wejściowych. Szybko przemyka do niego i nasłuchuje… W mieszkaniu wszyscy śpią; jego żona samotnie w swym pokoju a z synem w innym śpi jego babcia, która zwykle nim się opiekuje. Ekspert się rozbiera i stwierdza z radością, że w kieszeni ma puszkę piwa!
      -   Tak, to Długi po drodze przecież kupił.
      Wypija pierwsze dziś piwo w ciemności i tylko ma problem z tym, że musi się udać do toalety – niestety musi przejść koło pokoju żony. Ta na szczęście śpi. Tak mu się wydaje i kiedy wraca do swego pokoju; to otwiera szeroko okno i zapala papierosa. Kiedy kończy palić to pluje na jarzącego się kiepa! – Jest w końcu kulturalnym gościem i zapalonego przez okno wyrzucał nie będzie! Ekspert dziś zasypia szczęśliwy. W końcu odniósł sukces. Znalazł papierosy, kilka groszy i się napił piwa czyimś kosztem. – Te dwa pierwsze w barze postawił mu Wąsaty i Zajączek. A że „uwalił” kupon na Włochach? To nie ważne. W końcu wszyscy się na nich przejechali.
      Martwiło go to jednak, że ze wszystkich swoich typów tylko w tym jednym przypadku się pomylił, gdyby nie dał tego meczu na kuponie to jutro by odbierał ponad stukrotność wkładu! Co prawda nikłego, ale zawsze jednak!
       
       
      PS. WSZELAKIE PRAWA AUTORSKIE NALEŻĄ DO MNIE! Acha.... Na forum jestem nieczęsto. Wszelakie odpowiedzi z mej strony najwcześniej we wtorek.
    • Przez SzejkNaftowy
      Na główną wykopu trafił film od użytkownika To_me_k, przedstawiającego się jako Tomasz Dudzic. Widać na nim jak matka traci nad sobą kontrolę gdy dziecko wpada w stan szczęścia na widok ojca, którego nie widziało ponad 2 lata. Potem zjawia się jakiś damski bodyguard wyposażony w niebezpieczne czerwone szpony, który udziela "wsparcia" matce odciągając siłą dziecko od ojca a do tego wspomina coś o "seksualnym nastawieniu" (6:13) i przedstawia dziecku tatę jako "obcy". Obydwie panie robią chyba wszystko by popsuć dobrą atmosferę. Obawiam się, że dziecko może tam służyć jako karta przetargowa. Skoro nawet przed kamerą próbują nim chamsko manipulować strach pomyśleć jak mogą mu prać mózg gdy nie są "na wizji".
       
       
      link do znaleziska na wykopie: https://www.wykop.pl/link/4710891/spotkanie-corki-po-28/
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.