Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Tutaj zgadzam się z @Sitriel zależy kto jak i gdzie został wychowany. Osobiście nigdy nie oddał bym rodziców do domu starców. 

Temat ciekawy i widać dużą różnicę zdań. Zastanawiam się czy można to podzielić na tych którzy są po rozwodzie( stąd poglądy na nie)  i na tych którzy w małżeństwie nigdy nie byli i  wciąż żyją pewną ideą miłości.

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Sitriel

Nie upraszczałbym na twoim miejscu sprawy do kocha/nie kocha.

Tak jak pisałem zależy to od indywidualnych okoliczności. Nie każdy ma praktyczną możliwość opieki i stąd wymyślono chyba dom starców.

 

Poza tym chyba standard tych miejsc (prywatnych) sie podwyższa?

Nie mylmy domu starców z hospicjum.

 

Osobiście nie chciałbym tego robić ale bardziej zależałoby to od woli rodziców jeśli byliby w złym stanie. Natomiast opcji na 100% nie wykluczam bo byłbym w stosunku do siebie naiwny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@TheFlorator może źle rozumiemy pojęcie dom starców.

 

W większości lądują tam ludzie, którzy są zniedołężniali starczo, a nie chorzy na tyle, że dyskwalifikuje to ich pobyt w domu.

Zwyczajnie nikt nie ma do nich cierpliwości i chęci.

 

Jak mówiłam w przypadkach wyższej konieczności, tzn. jeśli się nie nadajesz do domu starców to lądujesz w hospicjum, w domach starców nie trzymają ludzi którzy kwalifikują się do hospicjum. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
3 hours ago, Sitriel said:

Matrix to myślenie, że w życiu liczę się tylko ja, ja i ja. Nie da się przeżyć życia tylko ze sobą i tylko w swoim towarzystwie.

Źle to napisałem - pisząc o konsumpcji, matrixie i zakładaniu rodziny miałęm na myśli, że młodzi wychowani na reklamach szukają wielkiej miłości zakładają rodziny, dzieciaki a często nie są na to przygotowani - nie wiedzą co to znaczy i później następuje zderzenie z rzeczywistością nie ma bajki i żyję i mam dzieci z kimś kogo nawet nie lubię i dlatego ilość rozwodów leci w górę.

 

Ogólnie zachodnia cywilizacja to raczej zagłada rodziny, wydaje mi się, że wszystko do tego zmierza. A zagłada rodzina oznacza długo falowo zagładę państwa i rozpad. 

Edytowane przez Pytonga
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
5 minut temu, Pytonga napisał:

Źle to napisałem - pisząc o konsumpcji, matrixie i zakładaniu rodziny miałęm na myśli, że młodzi wychowani na reklamach szukają wielkiej miłości zakładają rodziny, dzieciaki a często nie są na to przygotowani - nie wiedzą co to znaczy i później następuje zderzenie z rzeczywistością nie ma bajki i żyję i mam dzieci z kimś kogo nawet nie lubię i dlatego ilość rozwodów leci w górę.

Ludzie w ogóle myślą, że życie to bajka, dzieci są cudowne nie trzeba im poświęcać czasu, uczyć, odrabiać z nimi  lekcji i wstawać do nich w nocy. Rodzina to pokoleniowy obowiązek względem siebie, pomaganie najbliższym i reakcje natychmiastowe w razie potrzeby. Po co komu to? Kiedy może być zawsze wygodnie? I można tylko konsumować i konsumować?

 

Edytowane przez Sitriel
  • Zdziwiony 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Tomko To o czym mówisz, to przypominasz mi ten mem. :)

W sumie sam mam dziewczynę i też zamierzam założyć rodzinę, ale przygotować się do tego najlepiej jak tylko można, w czym wspiera mnie to forum. 

AvcyOrX.png

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@Strusprawa1 Wiesz o co kaman. Dzieciaki - zajebiście. Ale jak masz juz jakiś status dzięki czemu nie stanowią dla ciebie wtedy obciążenia finansowego. I możesz normalnie żyć. Wszystkie Jessiki i Brajany to właśnie rezultat robienia dzieci bez użycia mózgu. I podejście mojej byłej do płodzenia dzieci - zróbmy sobie dziecko a potem to jakoś będzie. A spier...

Edytowane przez Tomko
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Tomko Chodziło mi, że przypominasz mi krytykę ruchu MGTOW podobną, jak tych, którzy stworzyli tego mema, źle to ująłem. 

W pełni się z Tobą zgadzam.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to wygląda historycznie? Czy jednak przez większość trwania historii strukturą nie był jednak klan/plemię i nie żyli wszyscy "razem" tj. kobiety osobno w swoim kobiecym kręgu a faceci w swoim a dzieci początkowo wychowywane przez kobiety potem przechodziły albo do kręgu męskiego albo zostawały w kobiecym, w zależności od płci biologicznej ? Nie wiem czy ludzie wtedy ogarniali związek seksu z rodzeniem się dziecka ileś tam miesięcy potem. Ciekawe jak to funkcjonowało. Ale z tego co i na ile się orientuję to historycznie rodzina jaką postrzegamy jako "tradycyjna" jest pewną formacją kulturową, która wcale nie była taka oczywista. Raczej życie toczyło się "w grupie" i wszyscy bujali się razem, czy to na imprę, czy na ognicho. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ok...pragnę się czymś podzielić z Wami. Spacerując dzisiaj po krakowskim rynku widziałem mnóstwo ludzi szwendających się trzymając za ręce (także z dziećmi). Zastanawiamy się czy zakładanie rodziny ma sens, ale może nie o to chodzi? może to my mamy problem? Pytanie nie jest takie czy jest sens zakładać rodzinę, tylko czy my potrafimy tę rodzinę założyć. Dlaczego trafiliśmy na to forum?

 

Może dopadła mnie zwykła nostalgia, a może w końcu dostrzegam problem: nigdy nie chciałem mówić TAK w Kościele, bo nigdy nie byłem religijny, ale chciałbym założyć  kiedyś rodzinę.

 

Piszę o tym chociaż wiem, że to się nie stanie, smutna prawda dla mnie jest taka, że nie nadaje się do tego. Życie za bardzo dało mi w kość(może kiedyś to opiszę), żebym potrafił utrzymać związek na dłużej....ot taka brutalna prawda w niedzielny wieczór. 

 

Pozornie żyje jak chce...robię co chce,pije kiedy chce,spełniam się zawodowo,nawet dymam kiedy chce, ale to, że nie potafię założyć własnej rodziny uważam za osobista porażkę.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Wilson

 

Wyluzuj, na rodzinę nikt przepisu nie dał ani instrukcji obsługi.

Uporządkuj swoją głowę i historię o której pisałeś. Odpocznij. A jak będziesz gotowy to założysz rodzinę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
2 godziny temu, Sitriel napisał:

Kiedy może być zawsze wygodnie

Jak wygodnie? Każdy chce żyć po swojemu, a nie według Matrixa. Jeśli masz ochotę na zachciankę w postaci rodziny, dziecka to ok, ale to jest tylko Twoja sprawa. I zrobienie biorobota nie jest wyczynem na ogromną skalę. Ale tak to jest przedstawiane. Jeżeli ktoś nie chce mieć rodziny, dziecka to nie znaczy, że jest wygodny. Po prostu myśli i jest świadomy. Ale to cechy obce w środowisku opartym o aprobatę społeczną. 

 

@Wilson

 

Popełniasz jeden zasadniczy błąd. Tłumaczysz się dlaczego nie idziesz razem z nurtem społecznej aprobaty. To jest Twoje życie. Nie chcesz wchodzić w rodzinę.Ok, reszta powinna to uszanować. Nie linczuj się z tego powodu, że nie chcesz mieć na siłę loszki i gówniaka. I nikomu nic nie musisz udowadniać. 

Edytowane przez Perun82
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Posiadanie rodziny będzie coraz cięższym tematem, jak tak potrze po niektórych kobietach to nie wiem czy ktoś będzie chciała taka wyzwolona z kilkudziesięcioma partnerami seksualnymi na koncie grubo przed 30 brać na matkę swoich dzieci. 

 

Kobiety przy swoim dzisiejszym stylu życia tracą bardzo cenne rzecz-czystosc i niewinność.

 

Ryzyka inwestowania w taka "doświadczona" kobietę jest bardzo duże moim zdaniem.

 

Po o drugie to obserwując te mężatki to wyraźnie widać że praktycznie nic ich nie powstrzymuje przed zdrada. Uważam że większość przy odpowiednich okolicznościach i "mocniejszym" ataku można zaliczyc.

 

Powstaje pytanie o sens legalizowania związków z kobietami. 

 

Obecnie skłaniam się ku temu że ludzie chyba bardziej są stworzeni do większej ilości krótszych związków.

 

Tylko jakie społeczeństwo sobie zafundujemy wychowując tak dzieci. Bardzo ciekawe jaki wpływ będzie to miało na przyszłe pokolenia.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takie ze juz mamy 50+ płci i nikt nie wie jak sie do kogo odnosic.

Spoleczenstwo?

Nie widac?

Feministki odwracaja wszystko do gory nogami.

Ostatnio cos bylo ze chca zeby muzulmanie bronili je przed gwalcicielami z ich kraju.

Na bank obronia, tego jestem pewnien.

Beda mieli dupy dla siebie o czym w ich krajach nawet im sie nie snilo.

A potem pokaza im gdzie jest ich miejsce (co sie wlasciwie juz dzieje).

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Wiele zmieniła antykoncepcja. To jest totalne zhakowanie ludzkiego systemu popędowego. Przecież "kiedyś" kobieta niemal nie miała miesiączki, bo albo była w ciąży albo karmiła piersią. Tak patrząc w perspektywie długiej historii. Biologicznie patrząc, to popęd jest by spłodzić dziecko a potem energia idzie w jego wychowanie. Dzięki zdobyczom nauki dziś kobieta może "edgować" przez 20 lat unosząc się jedynie na fali popędu bez żadnej ciąży. Nie wiem jak w tej sytuacji rozmawiać o tym do czego "zostaliśmy stworzeni". Bo równie dobrze, można powiedzieć, że zostaliśmy stworzeni do podróży kosmicznych (bo budujemy rakiety tak jak mrówki mrowiska) ale przecież nasze ciała źle znoszą np. nieważkość. 

 

Edytowane przez KurtStudent
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Teraz, Perun82 napisał:

Popełniasz jeden zasadniczy błąd. Tłumaczysz się dlaczego nie idziesz razem z nurtem społecznej aprobaty. To jest Twoje życie. Nie chcesz wchodzić w rodzinę.Ok, reszta powinna to uszanować. Nie linczuj się z tego powodu, że nie chcesz mieć na siłę loszki i gówniaka. I nikomu nic nie musisz udowadniać. 

Może się mylę, ale z postu @Wilson zrozumiałam, że wcale nie chodzi mu o dostosowanie sie do społeczeństwa, tylko chciałby/chciał(kiedyś?)założyć rodzinę, ale nie wie czy potrafi, czy się nadaje, bo ma pewne złe doświadczenia, które na niego wpłynęły.

 

Teraz, Wilson napisał:

Pozornie żyje jak chce...robię co chce,pije kiedy chce,spełniam się zawodowo,nawet dymam kiedy chce, ale to, że nie potafię założyć własnej rodziny uważam za osobista porażkę.

Jakbym kogoś słyszała... :)

Może jesteś dla siebie zbyt krytyczny, bo widzę, że rozmyślasz o tym czy byś się nadawał, a to raczej dojrzała postawa.

 

Niektórzy zakładają rodziny, płodzą dzieci bezmyślnie, spontanicznie jakby to było nic takiego (znam faceta z 5 dzieci z 4 kobietam :D) i właśnie takie niedojrzałe, nieodpowiedzialne osoby moim zdaniem nie powinny zakładać rodziny i krzywdzić kolejne osoby.

A na rodzine masz czas i grubo po 40, nigdy nie mów nigdy. ;) 

Jeśli przepracujesz to co Twoim zdaniem przeszkadza Ci w utrzymaniu stałego związku i najważniwjsze-trafisz na odpowidnią osobę to dlaczego nie?:)

Co do Kościoła to przecież nikt nie zmusza do ślubu kościelnego. 

W sumie można mieć rodzinę, bez żadnego ślubu, nawet cywilnego.

 

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co to za problem założyć rodzinę i poświęcić swój czas dzieciom? Dla mnie żaden. Tutaj chodzi o kwestię czy chce się dla kogoś poświęcać i żyć czy tylko dla siebie samego.

Ja nie mam zamiaru swojego życia komuś podarować, to moje życie i mi ma być dobrze.

 

@JoeBlueTy to zrozumiałeś, a ja może zrozumiałam coś innego? Robisz swoją autoanalize na mnie? 

Może i bym chciała stracić dla kogoś głowę, żeby wiedzieć jak się wtedy zachowam i ile prawdy jest w moim postępowaniu.  

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Swoją zrobilem dawno temu.

Ty zadalas pytania czy cos opisalas a to publiczne forum.

Juz raz pisalem ze walcze z pogladami, nie ludzmi.

U ciebie znalazlem sprzecznosc a to moj konik.

Wyciagam wiec temat na stol zeby sie wyklarowalo.

Rozsadna osoba ktora ma wszystko poukladane ALBO na pewno nie straci glowy ALBO nie jest rozsadna.

Wybierz kim z tych dwojga jestes.

Owszem.

Chciec by sie chcialo czegos ale jesli to jest sprzeczne z chcącego naturą - nie bedzie tego mial.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@JoeBlue póki co głowy nie straciłam i nie tracę. Czas pokaże. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ano. Czas pokaże. Tez uzywam tej metody.

Ci z problemami z jezykiem polskim czasami piszą "czas pokarze".

Nigdy nie wiem czy nie umieja polskiego czy to celowe.

Czas pokarać potrafi.

 

(To w/w jest dla zartu, nie wez znowu tego do siebie).

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@JoeBlueZajarzyłam.

Nie biorę nic do siebie, czasem ktoś mnie skłoni do wieczornej refleksji.

 

Wiem o co Ci chodziło, wiem gdzie napisałam coś błędnie.

 

Ja mam określone podejście do życia i do wielu spraw, to nie są chwilowe wahania nastroju. Wiem też jak bym postąpiła gdybym straciła głowę.

Ale wiem, że jej nie stracę. To źle, że czasem się nad tym zastanawiam? 

Zapewne jesteś starszy, bardziej doświadczony to odpowiedzi na moje refleksje masz już przerobione.

 

Ja zdaje sobie sprawę z tego, że każdy z nas umrze, i że moje życie nie jest na tyle bezwartościowe by wzdychać z tęsknoty za czymkolwiek.  Takie uczucia dla mnie są ograniczeniami.

Mnie interesują tylko pozytywne emocje. Żadnych smutków, nerwów, stresów, rozczarowań, żadnego przywiązania. 

 

Umiem żyć bez ludzi tym bardziej, że zauważam, że większość to same klony.

Wszyscy mówią to samo, działają według takich samych schematów, mają te same problemy, myśli. 

 

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 hours ago, Lalka said:

3. Wiem też jak bym postąpiła gdybym straciła głowę.

 

2. Ale wiem, że jej nie stracę.

 

4. To źle, że czasem się nad tym zastanawiam? 

 

5. Zapewne jesteś starszy, bardziej doświadczony to odpowiedzi na moje refleksje masz już przerobione.

 

1. Mnie interesują tylko pozytywne emocje. Żadnych smutków, nerwów, stresów, rozczarowań, żadnego przywiązania. 

 

 

1. Nie poznasz pozytywnych jesli nie znasz negatywnych.

Cos w stylu ze nie byloby nieba bez piekła.

 

2. Stracisz glowe gdy nadejdzie pora zanim policzysz do trzech.

Nawet mezczyzni tak maja a kobiety sa o wiele bardziej emocjonalne.

 

3. Na tym polega tracenie glowy ze sie NIE wie co sie robi.

 

4. Nie. Wręcz zalecane. Rowniez wymiana pogladow, dwie glowy to nie jedna.

 

5. Owszem, przerabialem te wszystkie etapy.

Zarozumialej madrosci, tracenia glowy, wscieklosci na siebie i innych, obojetnosci, powrotu do rownowagi ...

I do zarozumialej madrosci ale z tonami doswiadczenia (i setkami blizn) wiecej.

Kolo sie zamknelo.

To wlasnie jest zycie a czego sie nauczysz - nikt ci nie odbierze.

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Lalka to stara dusza, może rzeczywiście jest w stanie wystarczająco dobrze kontrolować swoje emocje by nie dać się hajowi?

Choć nawet na takie czyha niebezpieczeństwo spróbowania czegoś nowego i może się okazać, że tym razem coś nie wyszło i hormony przeważyły :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez wrotycz
      Zasadniczo ten kawałek dotyczy norweskiego urzędu ds kradzieży dzieci ale nie ma powodu, żeby nie uogólniać, bo podobne instytucje są w Szwecji i Niemczech i zajmują się dokłanie tym samym - niszczeniem rodziny. Do rzeczy:
       
      Silje Garmo matka dwóch córek została fałszywie oskarżona o wykorzystywanie jednej przez swojego partnera i w (uzasadnionej) obawie przez odebraniem dziecka uciekła do... Polski. (też nie miała gdzie uciec) Jak powiedziała miała polskich znajomych, "znała ten kraj, wiedziała, że może tutaj uzyskać ochronę i żyć jak wolny człowiek". Wystąpiła o azyl polityczne ale nasze szanowne państwo go nie udzieliło. Może tu być i jako obywatel państwa stowarzyszonego z UE ma trochę więcej praw niż Ukraińcy ale nie jest pełnoprawnym obywatelem PL/UE.
      Czyli, standard - PolPop (politycznie poprawna) PiSlamistyczna Polska nie daje jej żadnych gwarancji, Norwegia ucieka się do kłamstw i fałszowania oskarżeń, żeby ją ściągnąć a my możemy tylko patrzeć na spektakl.
       
      Jest jeszcze jeden wątek związany (na powrót) z Norwegią - Barnevernet czyli norweski Urząd ds. Dzieci, krytykowany nawet przez Komisję Rady Europy. Za co? No właśnie za to, że robi to do czego został powołany do rozbijania rodziny przez m.in. kradzież dzieci. W Norwegii odeszło się od zasady przynależności biologicznej rodziców do dzieci. Zostało zmienione prawo w tym kierunku. W praktyce to norweskie państwo jest właścicielem dzieci. Nawet 97 proc. decyzji, które zapada w sprawach o przejęcie odpowiedzialności rodzicielskiej jest na korzyść urzędu ochrony dzieci. Sprawa wygląda w ten sposób, że jest to powiązane z wysokim poziomem skorumpowania tej instytucji. Koszty, które ponosi państwo są dzielone pomiędzy prywatny sektor opieki nad dziećmi i państwowy.
       
      Więc jak jeszcze ktoś wierzy w socjalizm to niech się dobrze zastanowi.
       
       
    • Przez Qaikwow
      Natrafiłem na ciekawy artykuł, który doskonale pokazuje błędy samotnych matek w wychowaniu synów. Nadmierna opiekuńczość oraz negowanie ojca sprawia, że dorastający mężczyzna pózniej ma problemy, żeby się odnaleźć w dorosłym życiu.
       
      Sam pochodzę z takiej rodziny i często najlepszym sposobem jest zacząć żyć po swojemu z daleka od matki, odizolować się kompletnie. Mamy chcą najlepiej dla swoich synów, ale złe wydarzenia, które ją spotkały z ojcem powodują, że nieumyślnie niszczy swojego syna. Najbardziej brak mi ojca, ale to na inny temat. 
       
      Artykuł (po angielsku):
      https://www.africanamerica.org/topic/ways-single-mothers-destroy-their-sons
    • Przez Perun82
      Bardzo ciekawy artykuł:
       
      https://porady.sympatia.onet.pl/sympatia-radzi/100-lat-polskoczy-malzenstwa-przestana-istniec/esv7xhq
       
      Ten fragment przykuł moją uwagę:
       
      - Można powiedzieć, że w związkach formalnych jest dokładnie tak samo, jak w tych nieformalnych - mówi. - Ale jednak nie jest. Fakt, że wypowiadamy przysięgę w obecności świadków, że człowiek zdecydował się na ten krok, to samoistnie zmienia sposób myślenia o relacji między dwiema osobami. Człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że rozstanie już nie będzie takie łatwe.
       
      Potwierdza to moją tezę, że słowo dane drugiej osobie nic nie znaczy. Ta druga "połówka" oczekuje ŚWIADKÓW.  Pieprzenie o dorosłości, zaufaniu - ale jednak słowo da drugiej nie jest traktowane poważnie. Jak na takich podstawach budować i kontynuować związek.
       
      I cały czas przemycany jest smaczek, że małżeństwo, formalne, utrudnia wypisanie się ze związku. Czyli matrix puszcza oczko.
       
      Pięknie pokazane, że nieformalne związki są dla dwojga ludzi, natomiast formalizacja powoduje, że państwo reguluje pożycie miedzy dwojgiem obywateli i pilnuje ich by zachowywali się tak jak chce system.  
    • Przez Zły_Człowiek
      Witam, nie zauważyłem takiego tematu w naszym forum, więc opiszę swoją relację z moim ojcem... to jedziemy.
       
      Zacznijmy od tego, że mój dziadek (jego ojciec) to taki sam h*j, jak on. 
      Dlaczego tak uważam? Czy nie przesadzam?
      Nienawidzę ich obu, choćbym chciał cokolwiek zrobić by ich polubić to oni zawsze to niszczą.
      Przeczytajcie całość, byście wasze dzieci nie musiały cierpieć jak ja.
       
      1) Ciągłe zaganianie do roboty - całkowite przeciwieństwo normalnej pracy. Brak nagród żadnych.
      Jego dzieciństwo - to wieś, musiał zapieprzać, ojciec się z nim nie patyczkował - co zrozumiałe, czasy po II Wojnie Światowej nie pozwalały na zarabianie facetom siedząc na dupach.
      Czyli zmuszał go od najmłodszych lat do harówy - zapieprzaj na wsi, a potem jak poszedł na swoje oddał mu tylko 1 zwierza i... wypierd...!
      Taka wdzięczność dla swoich dzieci, bez swoich dzieci sami by się zamordowali na śmierć.
      Najgorsze jest to, że mój stary (tak pogardliwie będę o nim pisał) wziął to za bardzo do serca i próbował nam to samo wlać do głów - czyli: zapierdalaj, nieważne po co, nie ważne po ile, masz zapierdalać!
       
      Czyli codziennie mam zapieprzać, nieważne, że można zrobić lepiej - i nigdy, przenigdy nie dostałem za to nagrody typu pizza czy 2 zł. Bo szkoda kasy....
      Oczywiście muszę robić wszystko sam. On niby coś tam innego robił, ale zawsze mnie olewał... i ma być zrobione bo jak nie, to będziesz nawet w o 3 w nocy robił!
      Czy praca była jako kara? a jakże! Jako nagroda czy czynność normalna. Także!
       
      Skutek dla mnie: całkowite zniechęcenie do pracy fizycznej, lenistwo do wysokiego stopnia, ogólne przemęczenie. 
      Zawsze mam problem by zniwelować niechęć do pracy, nie chce mi się nikomu pomagać. Czuję się jako bezwolne narzędzie. Jak jakiś niewolnik.
      Straszne uczucie.
       
      2) Wyróżnienie absolutne 1 dziecka pośród innych. Czyli CÓRECZKA/SYNALEK jest najlepsza/najlepszy, a wy jej rodzeństwo, jesteście ścierwem!
      W normalnych rodzinach coś takiego nie ma miejsca. U mnie jednak jest. Córeczka/brat, wybierzcie kogoś a resztę traktuj jak psy.
      Przykłady:
      Córeczka przynosi dobre oceny ze szkoły? Nagrody (tak, drogie)! Chwalenie się świadectwem przed ludźmi (Tak serio. Zjeb.)
      Bracia czy ja przynoszą dobre oceny ze szkoły? ,,Łaski nie robisz", ,,Mogłeś lepiej". Najwyżej pochwała. 
       
      Córeczka przyniesie złą ocenę ze szkoły? Nic się nie stało, nagroda pocieszenia.
      Bracia czy ja przyniosą złą ocenę ze szkoły? TY BUCU, OŚLE, NICZEGO NIE OSIĄGNIESZ!!! KUR**! Ciebie tylko do łopaty!
       
      Córeczka nie zdała za pierwszym razem prawa jazdy? - Nic się nie stało! Tak, nagroda też jest.
      Nie zdawała z jej absurdalnych przyczyn.... a raczej jej głupotą.
      Zdała za którymś tam 8? razem - SUUUPER! Jesteś najlepsza. A że bracia za pierwszym razem zdali? To nic! To i tak lepiej od nich jeździsz!
      Bracia czy ja zdali za pierwszym razem? - ŁASKI NIE ROBISZ!
       
      Córeczka nic w domu nie zrobiła? - Ok, w porządku.
      Ty nic nie zrobiłeś - TY... SKUR.....!!!!!
       
      18 córeczki? 2 IMPREZY!
      Nasze 18? NI HUJA!
       
      Pokój córce się od starości się zniszczył? REMONT, WSZYSTKO NOWE I PORZĄDNE! Fachowiec, dywany, 3 kolory.
      Pokój mój wymaga odświeżenia? SAM SE RADŹ, MASZ 100 ZŁ I RADŹ SE SAM. Kurwa, to twoja chałupa głąbie!
       
      I można wiele wiele więcej przykładów wymieniać...
      Tak samo było z jej narzeczonym. Mógł on w naszym domu nas wyzywać, jechać jak po łysej kobyle... nam nic nie wolno.
       
      A jak z paniami moich braci? Zgadnijcie.... Tak. Nienawidzi ich, chociaż powodu wyraźnego nie ma. Zawsze szuka powodu, nawet błahego.
       
      Skutek dla mnie: nienawiść do siostry, i jej frajera. Ona jest tak samo podła jak ojciec.
      Bardzo niska samoocena, uczucie bezużyteczności, bo ,,nic nie umiem'', nic się nie liczę jestem śmieciem.
      Strach przed wyzwaniami. Strach przed sukcesem. Sukces zmienia się w porażkę. Bo mój sukces nic nie jest wart, sukces mnie nie cieszy - Dzięki forum ,,leczę podświadomość".
      Świadomość że kobiety MOGĄ BYĆ tak wszędzie rozpieszczane przez co bierze mnie niechęć do pań - przez co mam problem w stworzeniu związku - bo się boję że taka mi się trafiła....
      Zazdrość do normalych rodzin, gdzie każde dziecko jest tak samo szanowane.
      Skutek dla siostry: uczucie bezkarności, my bracia nie mamy żadnej wartości, udaje że nas szanuje ale ma nas głęboko w dupie.
      bracia to narzędzia, tatuś zawsze poliże jej dupsko. Tak, ona gardzi nim tak samo. Ale to wykorzystuje, przeciwko wszystkim, z korzyścią dla niej.
      Skutek dla jej frajera: zero szacunku, udawanie że nas lubi.
       
      3) Fałszywość godna najgorszej kobiety.
      Chwalenie się naszymi osiągami przed ludźmi, ale skrycie nas nienawidzi. Czyli na wierzchu chwalenie, a w domu gnojenie.
      Oto przykłady:
      Brat kupił antyka do roboty, naprawy - takie hobby. Mój ojciec na to: NA KIJ CI TO, SPRZEDAJ, NIC TO NIE JEST WARTE, NIC CI NIE DORZUCĘ! TY LEPIEJ ZA ROBOTĘ SIĘ WEŹ!
      Ojciec przed ludźmi: patrzcie jaki syn zdolny, nawet jest w stanie naprawić taki samochód, ma bardzo ciekawe hobby!
      Ja kupiłem sobie taniego tableta: Mój ojciec tak samo: NA KIJ CI TO, SPRZEDAJ, TO NIC NIE WARTE!!!!!!
      Ojciec przed ludźmi: patrzcie jaki syn jest zdolny, dobrze rysuje!!!!
      A w domu po obronie informatyki ojciec z pogardą: oooo jaki wielki informatyk.... z pewnością pracę znajdzie..... (tak, jak siostra obroniła się z jej hujowego kierunku ojciec mało ze szczęścia nie zwariował, a jak ja.... nic. ŁASKI NIE ROBISZ!)
      A przed ludźmi? Oooo jaki zdolny.
       
      Skutek dla mnie: nienawiść do ojca, nienawiść do fałszywych ludzi. Tylko że zakładam, że każda obca osoba która chce coś dla kogoś/dla mnie zrobić, jest postrzegana jako fałszywa.
      Zaniżenie mojej samooceny. Niechęć do szukania swoich hobby. 
       
      4) Cwaniak. Przed rodziną...
      Nawet nie udaje, że nas szanuje. Tylko skończycie studia to na swoje!!!!! Wypierdolę was z domu!
      Nie chcesz czegoś zrobić? - Postrasz wypierdoleniem, zabraniem hajsu/kieszonkowego 100 zł miesięcznie (córce daje pewnie z 300 i czasem bonus ,,bo pracuje").
      Nie myślisz jak on? - NIE MASZ SZACUNKU. AHA.
      Nie zrobiłeś czegoś wcześniej? TO ZEMSTA! 
      Taki święty do kościoła chodzi - wszystkie kazania nt. posłuszeństwa dzieci posłuchanie! SŁYSZAŁEŚ CO KSIĄDZ POWIEDZIAŁ!!!! - TY DIABLE!
      A jak ksiądz powie o szanowaniu dzieci.... głuchy!
      W dzieciństwie gdy miałem słabsze oceny: POKAZAĆ CI MOJE ŚWIADECTWO?!!!!!! A to, że większość ocen pewnie za schab dostał to się nie przyzna.
      Bo na wsi był taki wielki poziom nauczania jak dziś. Ma mnie za idiotę. Phi!
      Masz argumenty a on nie? - WYPIERDALAJ/ZABIORĘ CI HAJS.
       
      Skutek dla mnie: nienawiść do ojca, do cwaniaków, nienawiść do fałszywych chrześcijan, mam ochotę mu przypierdolić. 
       
      5) Nienawiść do rodziny matki.
      Rodzina mojej matki to ludzie sukcesu. Nie muszą zapier.... jak ojciec by zarabiać jak on, a nawet lepiej.
      Ojciec nie rozumie, że da się żyć inaczej i lepiej. Z pewnością kradną, oszukują.... jebany Janusz.
      Typowy polaczek, który zamiast naśladować ludzi sukcesu, to ich nienawidzi. Debil.
      Nie udawał przed ich dziećmi że ich nienawidzi. Moi kuzyni mi współczują.
      Ale jeśli chodzi o jego rodzinę.... ooooooo całkiem inna sprawa.
      Co śmieszne, gdyby nie rodzina matki, huja by dziś miał
       
      Mój stary tak nienawidzi rodziny mojej matki, że SPECJALNIE odpierdala wojny, by NIE PRZEJŚĆ do stołu świątecznego!
      Nawet jak jego rodzina go wygoniła, by się opamiętał to on... poszedł spać XD Taki chrześcijanin.
      Jak idą święta, to wiem że idzie wojna. Smutne.
       
      Skutek dla mnie: wstyd przed rodziną mojej matki, nienawiść do ojca, niechęć do jego rodziny, rodzina mojej matki unika jego, przez co i mnie, przez co dużo tracę. Radosne święta mi się kojarzą z kłótniami zamiast miłą atmosferą.
       
      6) Wielbienie alkoholu i innych używek.
      Jego rodzina ma jakieś pojebane wielbienie wódy i innych alkoholi.
      Święta bez wódy (u niego w rodzinie)? Nie da się.
      Spotkanie z jego rodziną bez alkoholu? Nie da się.
      Nie spije się na weselu? ZŁY!!!!!!!
      Nie zawiozę go do domu po alkoholowej imprezie? ZŁY!!!!!
      Skrytykuję go po chlaniu? ZŁY!!!!!
      Pamiętam jak byłem mały, naoglądałem się 997, i widziałem jak po pijanemu ludzie się mordowali, miałem strach, prosiłem ojca by nie pił, to ten co zrobił... haha. Olał mnie.
      Szczęśliwie nigdy sam nie chleje, bo było by jeszcze gorzej.
       
      Skutek dla mnie: wielka niechęć do alkoholu, niechęć do ludzi którzy piją nawet okazjonalnie. Ojca nadal nienawidzę.
       
      7) Pracoholizm i mszczenie się na nas.
      Mój stary lubi pracować. Szkoda tylko, że nie potrafi oddzielić życia zawodowego od osobistego.
      Coś się schrani w robocie? - Oczywiście my musimy cierpieć.
      On zapieprza a ty zostałeś przyłapany na ,,nic nie robieniu" - cierp!
      Jakiś sukces? Spokój.... dobry humorek dla córeczki i żoneczki.
       
      Skutek dla mnie: Wówczas strach przed ojcem... nienawiść do ojca...
       
      8 \ Obcy człowiek zawsze jest lepszy od rodziny... no, poza córeczką.
      Skrótowo opiszę - pomocny miły dla każdego - potrzeba auta? Pożyczę! potrzeba coś załatwić? załatwię.
      a dla nas odwrotnie - trzeba auta? na autobus! Trzeba coś zrobić? Sam se radź.
       
      Skutek dla mnie: Świadomość braku wsparcia, braku pomocy.
       
      9) Brak zrozumienia naszych zainteresowań.
      To związane z pkt 2. My, niewolnicy, nie możemy mieć swoich zainteresowań.
      Gdybym posłuchał mojego starego, to gówno bym w życiu miał. Byłbym jak robot. Bez pasji, bez celów.
       
      Skutek dla mnie: Niechęć do swoich (!) zainteresowań. Obojętność.
       
      10) Brak jakiejkolwiek logiki - ma być tak jak on mówi!
      Z nim gorzej jak z babą - walisz emocjami - w dupie to ma.
      Walisz argumentami - w dupie ma.
      Masz potrzeby? W dupie to ma.
      On ma potrzeby? MASZ BYĆ NA ROZKAZ!
       
      Skutek dla mnie: Brak chęci do dyskusji, bo boję się że ktoś będzie jak mój ojciec i będzie miał mnie w dupie. Brak chęci do rozmów z obcymi.
       
       
      11) Chciwość dla braci, szczodrość dla wszystkich innych.
      Podobnie jak pkt 8.
      Szkoda dla nas kasy, a jak jest konieczność coś kupienia, to przez jego gadkę nikt na nic nie ma ochoty.
      Ma dużo hajsu - ale nie chce na nic wydać. Zbiera i zbiera, zaciska pasa - na huj? Rodzinie kasy nie powinno aż tak żałować.
      Raz by na wakacje by nas zabrał.... NIEEEEE SZKODA KAAAASY. Córka chce hajs? Jasne! Masz! Ktoś chce pożyczyć hajs? Jasne! Chcę ja pożyczyć hajs? NIE DAM!
      Czyli: brak prezentów na urodziny, tylko na ten raz na komunię. Raz tam dał nieznaczną kwotę - nie wiem co to było - pewnie córce dał z 3x więcej...
       
      Wolę mieć biednieszą rodzinę, mniejszy dom, ale mieć ojca który mnie kocha i w ogóle. 
      A tu mam tylko mały hajs i nic poza tym.
       
      Skutek dla mnie: Szkoda mi kasy na większość rzeczy, żyłem na ograniczeniu - życie wersja demo. Nie wiem na co wydać, tylko zbieram.
      Kasa jest ważna, ale kurde od czasu do czasu można coś se kupić?! Na co mi pieniądze jak za nie nic nie kupię, a jak wybuchnie wojna, to i tak gunwo będą warte?
      Nic nie widziałem, nigdy Polski nie zwiedziłem. Filmów w kinie nie oglądałem. Całe dzieciństwo w domu. Ja pierdolę. Odechciało mi się cokolwiek.
       
      Ja zdaję sobie sprawę że ktoś wśród nas mógł mieć/ma gorzej, ale ja odczułem potrzebę by wam opisać jakiego mam pojebanego starego.
       
      Szczęśliwie jadę na studia do większego miasta, i mam nadzieję że nie będę musiał do domu wracać.
      Mam dość traktowania jako narzędzie a nie jako człowiek.
      Tatuś myśli że pieniędzmi wszystko naprawi. Gunwo.
      Człowiek bez honoru, myśli że wszyscy go lubią, a wiem doskonale że tak nie jest.
       
      Jeśli chodzi o skutki, to większość jakoś przerobiłem w podświadomości. Kilka nadal mnie męczy, ale w końcu je przezwyciężę.
      Zawsze mnie zastanawiało dlaczego byłem taki ,,wycofany" a to wszystko dzięki ojcu.
       
      Zdaję sobie sprawę że on tylko powtarza błędy swojego ojca.
      Ja mu zwróciłem na to uwagę. To on olał, uważa że robi słusznie... ok nie mam pytań...
       
      Mam nadzieję że ten stary huj, w końcu się przekona, co to znaczy gospodarka, duży dom bez ,,niewolników".
      Skończy sam, bo wkrótce i matka sama z nim nie wytrzyma.
      Ciekawe czy jego kółko adoracji mu przyjedzie z pomocą. Jestem pewny że nie.
       
      Niech się zapierdoli, ja i tak pewnie od niego nic nie dostanę bo jestem ZŁYM CZŁOWIEKIEM.
      A to tylko dlatego że nie jestem taki jak on.
      Nie piję, nie palę, nie chodzę na imprezy.
      Ale i tak jestem tym złym.
      Jedno się nauczyłem: że nikt nade mną nie ma litości, nawet ojciec.
      Tylko matka może (ale nie musi) ciebie kochać. Ale i ona durna bo zamiast dzieci bronić, to stała za ojcem. Dziś by to nie przeszło.
       
      Czy mieszkam na wsi?
      NIE.
       
      Czy jestem jego biologicznym synem?
      Niestety tak. Jak cała reszta. Żałuję tego bardzo.
       
      Czy zrobił coś ulubionemu dziecku?
      Nie. Po prostu to ulubienica/ulubieniec.
       
      Bracia się wyprowadzili i UNIKAJĄ ojca jak się da.
       
      Czyli jak można było tak spierdolić, że wasz syn wami gardzi.
      Jeśli jak macie chorobę psychiczną/nienawiść do dzieci/whatever to lepiej dzieci nie róbcie...
    • Przez viko
      Ostatnio zostałem zaproszony na komunię do swojego syna chrzestnego przez mojego brata. Zdziwiłem się, ponieważ rzadko rozmawiam z moim bratem. Zazwyczaj odzywa się do mnie kiedy ma problem, albo czegoś potrzebuje. Nie byłoby by w tym żadnego problemu, ale. No właśnie. Kilka lat temu kiedy mój brat ożenił się i urodziło się mu dziecko wyjechał za granice. Jego żona mieszkała z rodzicami i wychowywała synka. Też dość często wyjeżdzałem za granicę w celach zarobkowych. W tamtym roku miało być inaczej. Miałem zostać i pomoc w gospodarstwie, za to obrat miał pożyczyć mi pieniadze na opłate czesnego, a ja po 2 latach miałem mu te pieniądze oddać. Sam zainicjował całą sytuację. 
       
      Ja obietnicy dotrzymałem. Nigdzie nie wyjeżdżałem do pracy, zostałem w gospodarstwie i pracowałem. Kiedy przyszedł rok akademicki, i trzeba było zapłacić pierwszą ratę czesnego czekałem i czekałem a przelewu nie było. Zadzwoniłem więce do brata i się delikatnie zapytałem co i jak. Powiedział, że pieniadze są na lokacie i że przeleje za miesiac. Ok pomyślałem i czekałem dalej. Przyjechałem do domu 1 listopada, brat również. Oczywiście temat pominiety a mi głupio było pytać ciągle o to. Powiedziął żebym sie nie martwił. Nadszedł grudzień zagrożono na uczelni że wyrzuca mnie za nie opłacanie czesnego bo pieniedzy jak nie ma tak nie ma. Dzwonię i się pytam, a mój brat do mnie ze złością że co ja sobie myślę, żebym sobie sam poszedł zarobić, że robić mi się nie chce. Zdzwiłem się. 
       
      Jak przyjechałem na święta do domu okazało się, że pieniadze miał przelać ale dowiedziała się jego myszka i zrobiła awanturę łacznie z rodziną, w sensie z teściami. 
       
      Pamiętam jak dziś co do mnie powiedział: przez ciebie mam problemy. 
       
      Ja się tak zastanawiam jak to jest, ja wywiązałem się z obietnicy. Przecież mogłem nie zostawiać w domu, nie pracowac na gospodarstwie, tylko wyjechać jak do tej pory to robiłem i zarobić pieniądze. Nie prosić się o nic i nie miec problemu. 
       
      Sytuacja zakończyła sie tak, że ja miałem problemy i to sporo. Po dzisiejszy dzien za to to odczuwam, matka nic nie powiedziała, pomoc miała być dla niej, żeby nie musiała pracowac ciężko, a ja wyszedłem na nieroba żerującego na pracy mojego brata. Oczywiście szwagierka zdążyła do mnie zadzwonić i mnie jeszcze opieprzyć, że co ja jestem, że najlepiej żebym soebie znalazł pracę, żebym spie..
       
      Wracając do meritum. Średnio chce mi się iść na ta komunie, mimo że dziecko nic mi nie zawiniło. Ale szczerze skoro ktoś mie oszukał oraz zwyzywał mnie od nierobów, mimo że pracuję uczciwie jeszcze zanim skończyłem 18 lat zarabiałem już na siebie, to mam w dupie ta całą rodzinę. Po dziś dzien nie usłyszałem żadnego słowa, nawet zwykłego przepraszam. 
       
      Komunia jest za rok więc masa czasu. 
       
      Z takich innych rzeczy to ciekawe jest to jak zachowuje się mój brat jak jest ze swoją żoną a jak jest sam. Zupełnie inny człowiek  
       
      Chciałbym zapytać Was o radę jak byście się w tej sytuacji zachowali. Ja osobiście straciłem szacunek do tego człowieka. 
       
       
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.