Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Polecane posty

Tutaj zgadzam się z @Sitriel zależy kto jak i gdzie został wychowany. Osobiście nigdy nie oddał bym rodziców do domu starców. 

Temat ciekawy i widać dużą różnicę zdań. Zastanawiam się czy można to podzielić na tych którzy są po rozwodzie( stąd poglądy na nie)  i na tych którzy w małżeństwie nigdy nie byli i  wciąż żyją pewną ideą miłości.

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Sitriel

Nie upraszczałbym na twoim miejscu sprawy do kocha/nie kocha.

Tak jak pisałem zależy to od indywidualnych okoliczności. Nie każdy ma praktyczną możliwość opieki i stąd wymyślono chyba dom starców.

 

Poza tym chyba standard tych miejsc (prywatnych) sie podwyższa?

Nie mylmy domu starców z hospicjum.

 

Osobiście nie chciałbym tego robić ale bardziej zależałoby to od woli rodziców jeśli byliby w złym stanie. Natomiast opcji na 100% nie wykluczam bo byłbym w stosunku do siebie naiwny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@TheFlorator może źle rozumiemy pojęcie dom starców.

 

W większości lądują tam ludzie, którzy są zniedołężniali starczo, a nie chorzy na tyle, że dyskwalifikuje to ich pobyt w domu.

Zwyczajnie nikt nie ma do nich cierpliwości i chęci.

 

Jak mówiłam w przypadkach wyższej konieczności, tzn. jeśli się nie nadajesz do domu starców to lądujesz w hospicjum, w domach starców nie trzymają ludzi którzy kwalifikują się do hospicjum. 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 hours ago, Sitriel said:

Matrix to myślenie, że w życiu liczę się tylko ja, ja i ja. Nie da się przeżyć życia tylko ze sobą i tylko w swoim towarzystwie.

Źle to napisałem - pisząc o konsumpcji, matrixie i zakładaniu rodziny miałęm na myśli, że młodzi wychowani na reklamach szukają wielkiej miłości zakładają rodziny, dzieciaki a często nie są na to przygotowani - nie wiedzą co to znaczy i później następuje zderzenie z rzeczywistością nie ma bajki i żyję i mam dzieci z kimś kogo nawet nie lubię i dlatego ilość rozwodów leci w górę.

 

Ogólnie zachodnia cywilizacja to raczej zagłada rodziny, wydaje mi się, że wszystko do tego zmierza. A zagłada rodzina oznacza długo falowo zagładę państwa i rozpad. 

Edytowano przez Pytonga
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, Pytonga napisał:

Źle to napisałem - pisząc o konsumpcji, matrixie i zakładaniu rodziny miałęm na myśli, że młodzi wychowani na reklamach szukają wielkiej miłości zakładają rodziny, dzieciaki a często nie są na to przygotowani - nie wiedzą co to znaczy i później następuje zderzenie z rzeczywistością nie ma bajki i żyję i mam dzieci z kimś kogo nawet nie lubię i dlatego ilość rozwodów leci w górę.

Ludzie w ogóle myślą, że życie to bajka, dzieci są cudowne nie trzeba im poświęcać czasu, uczyć, odrabiać z nimi  lekcji i wstawać do nich w nocy. Rodzina to pokoleniowy obowiązek względem siebie, pomaganie najbliższym i reakcje natychmiastowe w razie potrzeby. Po co komu to? Kiedy może być zawsze wygodnie? I można tylko konsumować i konsumować?

 

Edytowano przez Sitriel
  • Zdziwiony 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Tomko To o czym mówisz, to przypominasz mi ten mem. :)

W sumie sam mam dziewczynę i też zamierzam założyć rodzinę, ale przygotować się do tego najlepiej jak tylko można, w czym wspiera mnie to forum. 

AvcyOrX.png

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Strusprawa1 Wiesz o co kaman. Dzieciaki - zajebiście. Ale jak masz juz jakiś status dzięki czemu nie stanowią dla ciebie wtedy obciążenia finansowego. I możesz normalnie żyć. Wszystkie Jessiki i Brajany to właśnie rezultat robienia dzieci bez użycia mózgu. I podejście mojej byłej do płodzenia dzieci - zróbmy sobie dziecko a potem to jakoś będzie. A spier...

Edytowano przez Tomko
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Tomko Chodziło mi, że przypominasz mi krytykę ruchu MGTOW podobną, jak tych, którzy stworzyli tego mema, źle to ująłem. 

W pełni się z Tobą zgadzam.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak to wygląda historycznie? Czy jednak przez większość trwania historii strukturą nie był jednak klan/plemię i nie żyli wszyscy "razem" tj. kobiety osobno w swoim kobiecym kręgu a faceci w swoim a dzieci początkowo wychowywane przez kobiety potem przechodziły albo do kręgu męskiego albo zostawały w kobiecym, w zależności od płci biologicznej ? Nie wiem czy ludzie wtedy ogarniali związek seksu z rodzeniem się dziecka ileś tam miesięcy potem. Ciekawe jak to funkcjonowało. Ale z tego co i na ile się orientuję to historycznie rodzina jaką postrzegamy jako "tradycyjna" jest pewną formacją kulturową, która wcale nie była taka oczywista. Raczej życie toczyło się "w grupie" i wszyscy bujali się razem, czy to na imprę, czy na ognicho. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ok...pragnę się czymś podzielić z Wami. Spacerując dzisiaj po krakowskim rynku widziałem mnóstwo ludzi szwendających się trzymając za ręce (także z dziećmi). Zastanawiamy się czy zakładanie rodziny ma sens, ale może nie o to chodzi? może to my mamy problem? Pytanie nie jest takie czy jest sens zakładać rodzinę, tylko czy my potrafimy tę rodzinę założyć. Dlaczego trafiliśmy na to forum?

 

Może dopadła mnie zwykła nostalgia, a może w końcu dostrzegam problem: nigdy nie chciałem mówić TAK w Kościele, bo nigdy nie byłem religijny, ale chciałbym założyć  kiedyś rodzinę.

 

Piszę o tym chociaż wiem, że to się nie stanie, smutna prawda dla mnie jest taka, że nie nadaje się do tego. Życie za bardzo dało mi w kość(może kiedyś to opiszę), żebym potrafił utrzymać związek na dłużej....ot taka brutalna prawda w niedzielny wieczór. 

 

Pozornie żyje jak chce...robię co chce,pije kiedy chce,spełniam się zawodowo,nawet dymam kiedy chce, ale to, że nie potafię założyć własnej rodziny uważam za osobista porażkę.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Wilson

 

Wyluzuj, na rodzinę nikt przepisu nie dał ani instrukcji obsługi.

Uporządkuj swoją głowę i historię o której pisałeś. Odpocznij. A jak będziesz gotowy to założysz rodzinę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Sitriel napisał:

Kiedy może być zawsze wygodnie

Jak wygodnie? Każdy chce żyć po swojemu, a nie według Matrixa. Jeśli masz ochotę na zachciankę w postaci rodziny, dziecka to ok, ale to jest tylko Twoja sprawa. I zrobienie biorobota nie jest wyczynem na ogromną skalę. Ale tak to jest przedstawiane. Jeżeli ktoś nie chce mieć rodziny, dziecka to nie znaczy, że jest wygodny. Po prostu myśli i jest świadomy. Ale to cechy obce w środowisku opartym o aprobatę społeczną. 

 

@Wilson

 

Popełniasz jeden zasadniczy błąd. Tłumaczysz się dlaczego nie idziesz razem z nurtem społecznej aprobaty. To jest Twoje życie. Nie chcesz wchodzić w rodzinę.Ok, reszta powinna to uszanować. Nie linczuj się z tego powodu, że nie chcesz mieć na siłę loszki i gówniaka. I nikomu nic nie musisz udowadniać. 

Edytowano przez Perun82
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Posiadanie rodziny będzie coraz cięższym tematem, jak tak potrze po niektórych kobietach to nie wiem czy ktoś będzie chciała taka wyzwolona z kilkudziesięcioma partnerami seksualnymi na koncie grubo przed 30 brać na matkę swoich dzieci. 

 

Kobiety przy swoim dzisiejszym stylu życia tracą bardzo cenne rzecz-czystosc i niewinność.

 

Ryzyka inwestowania w taka "doświadczona" kobietę jest bardzo duże moim zdaniem.

 

Po o drugie to obserwując te mężatki to wyraźnie widać że praktycznie nic ich nie powstrzymuje przed zdrada. Uważam że większość przy odpowiednich okolicznościach i "mocniejszym" ataku można zaliczyc.

 

Powstaje pytanie o sens legalizowania związków z kobietami. 

 

Obecnie skłaniam się ku temu że ludzie chyba bardziej są stworzeni do większej ilości krótszych związków.

 

Tylko jakie społeczeństwo sobie zafundujemy wychowując tak dzieci. Bardzo ciekawe jaki wpływ będzie to miało na przyszłe pokolenia.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Takie ze juz mamy 50+ płci i nikt nie wie jak sie do kogo odnosic.

Spoleczenstwo?

Nie widac?

Feministki odwracaja wszystko do gory nogami.

Ostatnio cos bylo ze chca zeby muzulmanie bronili je przed gwalcicielami z ich kraju.

Na bank obronia, tego jestem pewnien.

Beda mieli dupy dla siebie o czym w ich krajach nawet im sie nie snilo.

A potem pokaza im gdzie jest ich miejsce (co sie wlasciwie juz dzieje).

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiele zmieniła antykoncepcja. To jest totalne zhakowanie ludzkiego systemu popędowego. Przecież "kiedyś" kobieta niemal nie miała miesiączki, bo albo była w ciąży albo karmiła piersią. Tak patrząc w perspektywie długiej historii. Biologicznie patrząc, to popęd jest by spłodzić dziecko a potem energia idzie w jego wychowanie. Dzięki zdobyczom nauki dziś kobieta może "edgować" przez 20 lat unosząc się jedynie na fali popędu bez żadnej ciąży. Nie wiem jak w tej sytuacji rozmawiać o tym do czego "zostaliśmy stworzeni". Bo równie dobrze, można powiedzieć, że zostaliśmy stworzeni do podróży kosmicznych (bo budujemy rakiety tak jak mrówki mrowiska) ale przecież nasze ciała źle znoszą np. nieważkość. 

 

Edytowano przez KurtStudent
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Teraz, Perun82 napisał:

Popełniasz jeden zasadniczy błąd. Tłumaczysz się dlaczego nie idziesz razem z nurtem społecznej aprobaty. To jest Twoje życie. Nie chcesz wchodzić w rodzinę.Ok, reszta powinna to uszanować. Nie linczuj się z tego powodu, że nie chcesz mieć na siłę loszki i gówniaka. I nikomu nic nie musisz udowadniać. 

Może się mylę, ale z postu @Wilson zrozumiałam, że wcale nie chodzi mu o dostosowanie sie do społeczeństwa, tylko chciałby/chciał(kiedyś?)założyć rodzinę, ale nie wie czy potrafi, czy się nadaje, bo ma pewne złe doświadczenia, które na niego wpłynęły.

 

Teraz, Wilson napisał:

Pozornie żyje jak chce...robię co chce,pije kiedy chce,spełniam się zawodowo,nawet dymam kiedy chce, ale to, że nie potafię założyć własnej rodziny uważam za osobista porażkę.

Jakbym kogoś słyszała... :)

Może jesteś dla siebie zbyt krytyczny, bo widzę, że rozmyślasz o tym czy byś się nadawał, a to raczej dojrzała postawa.

 

Niektórzy zakładają rodziny, płodzą dzieci bezmyślnie, spontanicznie jakby to było nic takiego (znam faceta z 5 dzieci z 4 kobietam :D) i właśnie takie niedojrzałe, nieodpowiedzialne osoby moim zdaniem nie powinny zakładać rodziny i krzywdzić kolejne osoby.

A na rodzine masz czas i grubo po 40, nigdy nie mów nigdy. ;) 

Jeśli przepracujesz to co Twoim zdaniem przeszkadza Ci w utrzymaniu stałego związku i najważniwjsze-trafisz na odpowidnią osobę to dlaczego nie?:)

Co do Kościoła to przecież nikt nie zmusza do ślubu kościelnego. 

W sumie można mieć rodzinę, bez żadnego ślubu, nawet cywilnego.

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A co to za problem założyć rodzinę i poświęcić swój czas dzieciom? Dla mnie żaden. Tutaj chodzi o kwestię czy chce się dla kogoś poświęcać i żyć czy tylko dla siebie samego.

Ja nie mam zamiaru swojego życia komuś podarować, to moje życie i mi ma być dobrze.

 

@JoeBlueTy to zrozumiałeś, a ja może zrozumiałam coś innego? Robisz swoją autoanalize na mnie? 

Może i bym chciała stracić dla kogoś głowę, żeby wiedzieć jak się wtedy zachowam i ile prawdy jest w moim postępowaniu.  

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Swoją zrobilem dawno temu.

Ty zadalas pytania czy cos opisalas a to publiczne forum.

Juz raz pisalem ze walcze z pogladami, nie ludzmi.

U ciebie znalazlem sprzecznosc a to moj konik.

Wyciagam wiec temat na stol zeby sie wyklarowalo.

Rozsadna osoba ktora ma wszystko poukladane ALBO na pewno nie straci glowy ALBO nie jest rozsadna.

Wybierz kim z tych dwojga jestes.

Owszem.

Chciec by sie chcialo czegos ale jesli to jest sprzeczne z chcącego naturą - nie bedzie tego mial.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@JoeBlue póki co głowy nie straciłam i nie tracę. Czas pokaże. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ano. Czas pokaże. Tez uzywam tej metody.

Ci z problemami z jezykiem polskim czasami piszą "czas pokarze".

Nigdy nie wiem czy nie umieja polskiego czy to celowe.

Czas pokarać potrafi.

 

(To w/w jest dla zartu, nie wez znowu tego do siebie).

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@JoeBlueZajarzyłam.

Nie biorę nic do siebie, czasem ktoś mnie skłoni do wieczornej refleksji.

 

Wiem o co Ci chodziło, wiem gdzie napisałam coś błędnie.

 

Ja mam określone podejście do życia i do wielu spraw, to nie są chwilowe wahania nastroju. Wiem też jak bym postąpiła gdybym straciła głowę.

Ale wiem, że jej nie stracę. To źle, że czasem się nad tym zastanawiam? 

Zapewne jesteś starszy, bardziej doświadczony to odpowiedzi na moje refleksje masz już przerobione.

 

Ja zdaje sobie sprawę z tego, że każdy z nas umrze, i że moje życie nie jest na tyle bezwartościowe by wzdychać z tęsknoty za czymkolwiek.  Takie uczucia dla mnie są ograniczeniami.

Mnie interesują tylko pozytywne emocje. Żadnych smutków, nerwów, stresów, rozczarowań, żadnego przywiązania. 

 

Umiem żyć bez ludzi tym bardziej, że zauważam, że większość to same klony.

Wszyscy mówią to samo, działają według takich samych schematów, mają te same problemy, myśli. 

 

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
21 hours ago, Lalka said:

3. Wiem też jak bym postąpiła gdybym straciła głowę.

 

2. Ale wiem, że jej nie stracę.

 

4. To źle, że czasem się nad tym zastanawiam? 

 

5. Zapewne jesteś starszy, bardziej doświadczony to odpowiedzi na moje refleksje masz już przerobione.

 

1. Mnie interesują tylko pozytywne emocje. Żadnych smutków, nerwów, stresów, rozczarowań, żadnego przywiązania. 

 

 

1. Nie poznasz pozytywnych jesli nie znasz negatywnych.

Cos w stylu ze nie byloby nieba bez piekła.

 

2. Stracisz glowe gdy nadejdzie pora zanim policzysz do trzech.

Nawet mezczyzni tak maja a kobiety sa o wiele bardziej emocjonalne.

 

3. Na tym polega tracenie glowy ze sie NIE wie co sie robi.

 

4. Nie. Wręcz zalecane. Rowniez wymiana pogladow, dwie glowy to nie jedna.

 

5. Owszem, przerabialem te wszystkie etapy.

Zarozumialej madrosci, tracenia glowy, wscieklosci na siebie i innych, obojetnosci, powrotu do rownowagi ...

I do zarozumialej madrosci ale z tonami doswiadczenia (i setkami blizn) wiecej.

Kolo sie zamknelo.

To wlasnie jest zycie a czego sie nauczysz - nikt ci nie odbierze.

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Lalka to stara dusza, może rzeczywiście jest w stanie wystarczająco dobrze kontrolować swoje emocje by nie dać się hajowi?

Choć nawet na takie czyha niebezpieczeństwo spróbowania czegoś nowego i może się okazać, że tym razem coś nie wyszło i hormony przeważyły :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Rodanek
      Młode panny mają coraz większe wymagania do rodziców. Niektórym to już całkowicie odbiło. No ale to jest inny poziom życia codziennego i jednocześnie staje się normą w Polsce. 
      Rodzic nie żałuje pieniędzy na własne dzieci , ale roszczeniowość przekracza już wszelkie granice bezczelności.
       
                                  https://wiadomosci.wp.pl/wysokie-wymagania-corki-wiceministra-zada-od-ojca-25-tys-zlotych-alimentow-6362490041247361a
    • Przez Perun82
      Sąd Najwyższy orzekł, że zdrada małżeńska, której przez lata dopuszczała się żona, nie uprawnia męża do zadośćuczynienia od niej i jej kochanka.
       
      https://bezprawnik.pl/zdrada-malzenska-bez-zadoscuczynienia/
       
      Zdaniem SN obowiązki małżeńskie spoczywają wyłącznie na małżonkach. Toteż, przekładając z polskiego na nasze, do wierności mężowi zobowiązana jest żona, a nie reszta świata. Zdrada małżeńska może zostać popełniona tylko przez męża lub żonę. 
       
      I prawnie wszystko jest ok - kochankowie mogą i to jak
       
    • Przez DONPEDRO
      Dzień dobry.
      Najpierw opowiem prawdziwą historię.
      Podczas II wojny światowej szalały mrozy okrutne. Zamarzła nie tylko ziemia, tak, że trupów grzebać się nie dało i trzeba było palić nimi w piecach. - Przepraszam za ten niepoprawnie politycznie żarcik ale taka jest prawda, trochę naciągana, ale zawsze jednak. Wróćmy jednak do meritum.
      Moja Babcia była wtenczas nastolatką. Mieszkała sobie w Zagłębiu Dąbrowskim i pewnego dnia skierowano ją na roboty do Niemiec. Wyjaśnię, że roboty takie oznaczały katorżniczą pracę i brak wynagrodzenia. Ma Babcia miała jednak dużo szczęścia i zatrudniono ją w fabryce, gdzie malowała farbą oznaczenia na różnych sprzętach. A na zimową porę niemiecki pracodawca był bardzo hojny i podarował mojej Babci gumiaki. - A mógł zabić przecież. Te gumiaczki przymarzły mojej Babci do nóg! Takie były mrozy. Babcia do końca życia dbała o dobre buty dla siebie i swych bliskich.
      Ta pamięć genetyczna mieszka też we mnie i z prawdziwym zażenowaniem oglądam zimową porą przemykających nie tylko młodych ludzi w trampkach i bez skarpetek. - Tak, wiem oni tam mają tzw stupki. Ale to nic nie zmienia, im wszystkim jest zimno. Zwiedzeni modowym demonem brną w swej głupocie i nic nie da się z tym zrobić. Kiedy zaczną odpadać im stopy to dziwnym trafem nie będą tego zauważać. Na przystankach stoją przemarznięte stwory niczym z krainy absurdu. Z pogardą spoglądają na me ciepłe, wysokie skórzane buty. Chłoptasie woleli przecież dołożyć kilka stówek i kupić markowe szmaciaki. Czyżby ich mózgi, aż tak były wyprane? Mnie jest ciepło, im bardzo zimno. I żadna moda mnie nie zmusi do tego abym ubierał się wbrew swojemu komfortowi czy... przyzwoitości. Tak, przyzwoitość, dobry gust i dobry smak to są najwidoczniej me wady? Obserwując modowego demona idę o zakład, że jego pomysły będą coraz bardziej szalone. Latem przyjdzie moda na smarowanie twarzy odchodami a następnej zimy już nie szmaciane trampeczki a klapeczki będą na topie. I to oczywiście bez skarpetek! Bo wszakże największym bezguściem jest właśnie zakładanie skarpetek.
    • Przez DONPEDRO
      Dzień dobry. Po chwili namysłu postanowiłem zamieścić tu oto pierwszy rozdział mej nie wydanej powieści.... Tekst ma już trzy lata ale jest - tak myślę. ponadczasowy.... Jeżeli znajdzie się choć jedna osoba, której się spodoba to zamieszczę rozdział drugi. Jeżeli więcej? Mmmmm.... może sprzedam auto, wezmę kredyt i się wydam własnym sumptem? Krytykę przyjmę z pokorą. 
       
          Rozdział I.       Dzisiaj wszyscy postawili na Włochów!

       

      Pan Ekspert obserwował młodego mężczyznę, który najwidoczniej miał zamiar popełnić samobójstwo.
      Mężczyzna znajdował się pomiędzy jezdniami, szerokiej śródmiejskiej alei i motał się zapalczywie w swym szaleństwie. Wykrzykując niezrozumiałe kwestie i wykonując dziwne ruchy, ukazujące pełnie swego obłędu!
      - Mnie to się nigdy nie przytrafi! Ja nigdy nie zagram „za wszystko”! – Zapewniał Ekspert sam siebie.
      A że przyglądał się szaleńcowi z wysokiego na piętro barowego tarasu to wydawało mu się, że góruje nad nim nie tylko emocjami, lecz także i rozumem. W jego mniemaniu ów tamten był zwykłym chciwym głupcem, który chce mieć to wszystko tu i teraz, nie bacząc na okoliczności i swój potencjalny wkład pracy.
      Ekspert zapewnił siebie raz jeszcze, iż nie obniży swego poziomu i tak nisko nigdy nie upadnie.
      Spojrzał z obrzydzeniem i bez wyrazu współczucia na życiowego skazańca… Tamten w dalszym ciągu szukał śmierci w amoku. Jego wykrzywiona w grymasie bólu twarz podobna była do opętanej osoby, szukającej czy to w śmierci, czy w drugim człowieku, pomocy.
      Ekspert nie to, że był zupełnie nie czułym człowiekiem, wręcz przeciwnie! To dosyć romantyczny mężczyzna, słusznej postury, którego los obdarzył tak chwilami radości jak i smutku. Nie mógł on jednak udzielić pomocy tamtemu, gdyż w jego mniemaniu należeli oni do zupełnie innego rodzaju ludzkiego. Tamten był przegrany zupełnie a on Pan Ekspert, był najbardziej znanym bywalcem salonów bukmacherskich w całej okolicy! A że odnosił małe sukcesiki i trafnie podpowiadał wyniki meczów piłkarskich. To i szacunkiem cieszył się w miarę względnym, pośród swego środowiska. Co napełniało go złą dumą i stawiało ponad wszystkimi innymi. A na pewno nie pozwalało zniżyć się do poziomu tamtego szaleńca!
       

      Pan Ekspert mylił się jednak okrutnie. Pomiędzy nim a tamtym wykolejeńcem nie było żadnej różnicy jakości. Owszem ilości tak, ale nie jakości! Obydwaj, byli hazardzistami i obydwaj zmierzali do piekła bram. Z tą różnicą, że tamten pośrodku drogi już tam był jedną nogą a Pan Ekspert szedł jeszcze spokojnym spacerkiem szerokim duktem pośród szemrzących zdrojów – tych małych pieniężnych wygranych, które uśpiły jego czujność, stępiły wzrok i słuch. Bo jak wytłumaczyć, iż ten w miarę rozgarnięty i rozumny facet, nie słyszy diabelskich chórów, trąb grających na czarną nutę otchłani… Pan Ekspert był święcie przekonany, że panuje nad swym żywotem, choć fakty mówiły; co innego.
       

      Kilka godzin wcześniej w obszernym salonie firmy bukmacherskiej, Pan Ekspert właśnie obserwował tego młodego mężczyznę, jak ten stawiał olbrzymie pieniądze „na pewniaka”.
      Bardzo dobrze ubrany młodzieniaszek, był wtenczas w zgoła odmiennym humorze. Jego piegowata roześmiana twarz i pewny młodzieńczy głos, odzwierciedlały pełnego życia mężczyznę, który ma świat u swych stóp i dysponuje dużą ilością gotówki, którą zwiększy poprzez postawienie na zwycięstwo reprezentacji Włoch w finałach piłkarskich mistrzostw świata!
      -   Wiadomo to Włosi! Wielokrotni mistrzowie! Nie jest możliwe by odpadli we wstępnej fazie turnieju! W dodatku grają z jakimiś cieniasami… z nie wiadomo skąd! Wygrają na pewno!” – Przekonywał znajdujących się w salonie bukmachera klientów.
      Zwykli to byli mężczyźni, dziś pomiędzy nimi była również kobieta. Nawet śliczna blondynka przed trzydziestką z miłym uśmiechem na twarzy. Podobno miała chłopaka w Barcelonie i tam chodziła na piłkarskie mecze, których wyniki trafnie przewidywała, niestety Katalonka – tak ją nazwał kiedyś jeden pisarz – grała dość ostro i pomimo wygranych notowała też bolesne wpadki, co nie pozwalało jej zająć godnego miejsca w tej opanowanej przez mężczyzn dziedzinie.
      Młody mężczyzna, zanim postawił swe pieniądze, mówił tak żarliwie, że można było odnieść wrażenie, iż usiłuje przekonać nie tylko słuchaczy, ale i siebie. Widać miał do tego dar.
      Wszyscy obecni hazardziści jak jeden mąż; zgodzili się z jego opinią. Nawet Pan Ekspert, który to w swym zwyczaju, zwykle się z nikim nie zgadzał, wcześniej przeanalizował sytuację i również nie wydawało mu się, aby grający w pełnym składzie ze wszystkimi „zdrowymi wielkimi gwiazdami” Włosi mogli przegrać! A mecz ten musieli wygrać, by wyjść z grupy i tym samym awansować do następnej fazy turnieju.
      Tylko Katalonka - jedyna w tym towarzystwie kobitka kręciła noskiem i wyjaśniała:
      Że jej kobiece oko nie dostrzega we Włoskiej drużynie ducha zwycięstwa, którym to dysponowali ostatnio, kiedy byli najlepsi i że obecni Włosi raczej przypominają „rozkapryszone panienki”, niż herosów z Rzymskiego Colloseum… w tych to była zakochana do szaleństwa! A ci zniewieściali, nie dość, że jej się nie podobali to dodatkowo nie wzbudzali zaufania… Ale biorąc pod uwagę, kogo dziś mają za przeciwnika to i tak wygrają na pewno!
      -   Mistrzostwa Włosi nie zdobędą, ale z grupy wyjdą! – Dodała.
      -   „W następnej rundzie wpadają na Brazylię! A z Brazylią nie będą mieli żadnych szans! Już mam pewniaka na następną rundę!” – Przemówił siedzący przy stoliku obok Eksperta jego starszy o dwadzieścia lat kolega - Wąsaty.
      -   Włosi są drużyną turniejową, rozkręcają się z meczu na mecz. Brazylia będzie miała z nimi ciężko! - Nie zgodził się Ekspert.
      To stwierdzenie tylko utwierdziło młodego człowieka w powziętej wcześniej decyzji. Upewniwszy się, co do swojego postanowienia, włożył właśnie gotówkę do kasy!
      Z zadowoleniem odebrał kupon potwierdzający zawarcie zakładu! Cieszył się bardzo, iż wzrósł kurs na Włochów! – Wygrana będzie większa! Jutro odbierze niemalże drugie tyle, co dziś wpłacił!
      Nie mógł zresztą zrobić niczego innego, skoro dwóch najbardziej wytrawnych graczy z punktu, spiera się o to jak Włosi wypadną z Brazylią w następnej rundzie.
       

      Teraz już jest po wszystkim! Włosi nieoczekiwanie zremisowali mecz, który powinni wygrać a młodzieniec stracił pieniądze ze sprzedaży domku po swych przodkach.
      Pan Ekspert już nie śledził dalszych jego poczynań i udał się do środka baru, gdyż ujrzał nadchodzącego typa, którego nienawidził serdecznie…
      -   Widziałeś jak cieszą się Afrykańczycy z awansu? – Zapytał już we wnętrzu Wąsaty.
      -   Tak, oni się potrafią cieszyć… Don Pedro tu idzie. – Ekspert poinformował i usiadł tak by nikt przy nim nie mógł zasiąść.
      -   Don Pedro wypije jedno piwko i sobie pójdzie, my obejrzymy sobie następny mecz, szkoda, że Włosi zawalili wszystkie kupony. – Wąsaty był nie pocieszony faktem, że następne spotkanie będzie oglądane bez emocji.
      Ekspert obserwował jak Don Pedro zamawia piwo przy barze… I tu jego niechęć do to tego typa się znacznie zwiększyła! Bowiem Don Pedro kupił ciemne zagraniczne a nie miejscowe jasne… zagryzł tylko zęby i czekał na rozwój wypadków.
      -   Don Pedro to pedał. – Dało się gdzieś usłyszeć.
      -   Nie, to swój chłop, artysta, książki piszę. – Bronił znajdującego się jeszcze przy barze faceta Wąsaty.
      Ekspert nic się nie odezwał, nie miał zamiaru nikogo bronić, szczególnie jego. Ale też nie mógł potwierdzić oskarżeń, gdyż znał Don Pedra bardzo dobrze a znienawidził go jednej nocy, kiedy to jego własna małżonka przez sen wymówiła imię tego „gościa”!
      Wcześniej przez niemalże dwadzieścia lat byli sąsiadami i dobrymi kolegami. Ich drogi się rozeszły, kiedy Ekspert wziął ślub z miłością swego życia w najlepszym okresie swego życia!
      Ekspert miał wtenczas nieźle prosperujący interes – sklep z modnymi ciuchami w centrum i nie miał problemu z zakupem dużego mieszkania w sąsiedniej, lepszej dzielnicy, gdzie tuż po weselu przeprowadził się wraz z kochającą go małżonką.
      Idylla nie trwała długo. Po roku żona Eksperta urodziła maleństwo. Radość przemieniła się w smutek, kiedy się okazało, że chłopczyk jest niepełnosprawny.
      Ekspert cierpiał bardzo, lecz nie potrafił tego okazywać i całymi dniami siedział w swym sklepie. Don Pedro przychodził wtenczas do niego i razem popijali sobie małe, co nieco, które łagodziło ból.
      Któregoś dnia Don Pedro przyniósł gazetkę z bukmachera i kilka piw. Ruch w handlu był wtenczas malutki, więc bez przeszkód obstawili swe typy. I stała się rzecz straszna! Oni oboje wtenczas wygrali!
      Nie były to znaczne pieniądze, ale dawały one szczęście i radość… Tym sposobem pogrążyli się w nałogu, wiedząc teraz, iż w to można wygrać przestaje się liczyć porażki, które jak czarny ocean otaczają nieliczne wysepki wygranej.
      Teraz właśnie Don Pedro podchodził do stolika, przy którym Wąsaty, Ekspert i Zajączek siedzieli od kilku godzin…
      -   Można się przysiąść? – Zapytał Don Pedro.
      -   Siadaj. – Odpowiedział Wąsaty, który lubił również i jego.
      -   Policja zgarnęła z drogi jakiegoś łebka… jak ten się rzucił pod radiowóz. – Don Pedro przyniósł nowinę.

      -   Postawił na Włochów mnóstwo forsy. – Mimowolnie wyjaśnił Pan Ekspert.

      -   Dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent graczy na świecie postawiło dziś na Włochów. – Don Pedro powiedział to z uśmiechem na ustach i by już nie denerwować towarzystwa dodał cicho: - Ja też.
      -   Za tydzień w środę jedziemy na jeden dzień w góry. – Wyskoczył nieoczekiwanie znajdujący się jeszcze przy stoliku Zajączek.
      -   Kto jedzie? – Zapytał Pan Ekspert i już miał swoim zwyczajem skrytykować ten pomysł, kiedy Don Pedro się odezwał:
      -   Ja nie jadę, za tydzień są mecze…
      -   Za tydzień w środę nie ma żadnych meczy, a postawić kupon można i w górskim kurorcie, prawda Zajączek? – Pan Ekspert był zadowolony z faktu, że przyłapał mądralę na ewidentnej niewiedzy.
      -   Prawda. – Odezwał się Zajączek i od razu dodał: - A ja bym chciał, byśmy wszyscy razem tam pojechali!
      Po propozycji Zajączka zapanowała cisza. Zajączek był fajnym ogólnie lubianym gościem. Niestety był doświadczony przykro przez los. - Lekkim kaleką.
      Porażenie mózgu, jakie przeszedł w dzieciństwie nie pozwalało mu funkcjonować na równi z innymi, lecz nie przeszkadzało zupełnie w przebywaniu z nimi w barach, czy salonach bukmacherskich, gdzie Zajączek nawet nieźle sobie radził. Nie wygrywał, ale też nie stawiał dużych pieniędzy. Miał odłożony comiesięczny budżet i traktował ten hazardzik jako dobrą zabawę. A za zabawę jak wiadomo; należy płacić!
      Pośród tej krótkiej ciszy; Ekspert czekał na to, co powie Don Pedro, by się oczywiście z nim nie zgodzić, Don Pedro jednak nie mówił nic, tylko Wąsaty wyjaśnił, iż nigdzie nie jedzie, bo tu mu dobrze i już!
      Na to po zastanowieniu jednak głos zabrał Don Pedro i zaproponował, że można jechać w cztery osoby i tanio to wyjdzie gdyż; Ekspert pojedzie z synem a ten ma wszelakie zniżki i Ekspert nie wyda dużo forsy, bo on w końcu jako rodzic i opiekun też ma ustawowe zniżki na transport i nie tylko!
      -   Młodego, Stara nie da mi pod opiekę… - Zaczął Ekspert.
      -   Ja jej wytłumaczę, że to korzystne i już! Przecież ruchowo to on jest całkiem sprawny. A zresztą na górę wyjedziemy wyciągiem, tylko zejdziemy pieszo.- Don Pedro przedstawił sprawę a Ekspert tylko zgrzytał zębami na myśl, że ten typ będzie rozmawiał z jego żoną!
      -   Ja też przecież mam zniżki jako osoba niepełnosprawna. – Odezwał się Zajączek.
      -   Tak wiem! Ja pojadę jako twój opiekun… jeżeli się zgadzasz?- Don Pedro.
      -   Zgadzam się! – Zajączek był bardzo zadowolony.
      -   No to jesteśmy umówieni! Ja zmykam. – Don Pedro szybko wypił swe piwo i zanim się zaczął mecz na wielkim barowym ekranie, wyszedł z lokalu i podążył piechotą do swego mieszkania.
      -   On mieszka przecież koło Ciebie. – Wąsaty zaczepił zafrapowanego Eksperta.
      -   Dalej… kiedyś mieszkaliśmy w jednej kamienicy, ja teraz mieszkam tu bliżej. – Ekspert odpowiedział mimo woli i zaczął liczyć drobne pieniądze… brakowało mu na piwo.
       

      Don Pedro w tym czasie szedł już szybkim krokiem w kierunku swego miejsca zamieszkania, do przejścia miał około czterech kilometrów. Mógł jechać autobusem, miał w końcu na bilet, ale tak się przyzwyczaił do tych spacerów, że po prostu inaczej już nie potrafił i twierdził jeszcze, że dzięki nim jest zdrów i szczęśliwy!
      Istotnie przejście piechotą około ośmiu kilometrów dziennie sprawiało, że mężczyzna ten zachowywał zdrowy wygląd i nawet nie posiadał widocznego „brzuszka” tak charakterystycznego dla „gości” w jego wieku. Ekspert postępował podobnie, ale ten miał do przejścia o kilometr w jedną stronę mniej i że znacznie więcej pił piwa, niż Don Pedro to i „brzusio” mu urósł malutki.
      Ekspert nie lubił też Don Pedra z tego oczywistego spacerowego powodu… nie mógł przeboleć, że ktoś łazi sobie tak samo jak on! – Tą samą drogą do domu.
      Ekspert nienawidził swego dawnego przyjaciela, ale jeszcze bardziej nienawidził jego brata – Długiego! Na widok, którego, wchodzącego do lokalu powstał z miejsca i czym prędzej wyszedł… tylnymi drzwiami.
      Tam na zapleczu nieoczekiwanie się do niego uśmiechnęło szczęście! Znalazł prawie całą paczkę papierosów, do której był włożony banknot! O wystarczającym nominale by wrócić do baru i postawić kolejkę!
      Zanim jednak tam wszedł z powrotem to obszedł cały budynek, by z gracją zapalić papieroska na wysokim tarasie. Wiadomo po wprowadzeniu durnych przepisów, palenie jest w lokalach zakazane.
      I kiedy już delektował się zabójczym dymkiem w miłym towarzystwie to dołączył do niego Wąsaty i mu oznajmił, iż Długi przysiadł się do stolika i wszystkim postawił po piwie, jemu też.
      Ekspertowi chwilowo widocznie przeszła ta nienawiść i bez przeszkód po papierosku, zasiadł koło Długiego spędzając tam całe dwie godziny. Oglądając wieczorny mecz i pijąc jeszcze jedne piwo na jego koszt. Zadowolenie Eksperta potęgował fakt, iż Długi również dziś postawił w poprzednim meczu na Włochów… a o tym, że Włosi zarąbali jemu wszystkie kupony, to już sam nie pamiętał. Wszak jutro też są mecze i on posiada kilka groszy… postawi jutro. Dziś nie wie jeszcze jak będzie typował? Jutro będzie wiedział, na pewno! Piwo zaszumiało w głowie Eksperta do tego stopnia, że ten przypomniał sobie to, że jutro też jest losowanie Totolotka i pomimo, iż nie ma kumulacji to i tak sporo można wygrać!
       On posiadał kilka znaleźnych groszy, więc teraz nienawiść do Długiego i jego Brata zastąpiona w nim została przez wizję stania się zamożnym człowiekiem – wystarczy wszak przecież wysłać tylko kupon!
      -   Dzisiaj wszyscy postawili na Włochów! – Zagadał Długi, Eksperta. Kiedy razem piechotą szli do swych mieszkań.
      -   Jutro grają nasi. Ciekawe, czy zdobędą, chociaż bramkę? -  Ekspert rzucił na odczepne i znów zapalił papieroska.
      -   Oni wygrają ten mecz. – Powiedział cicho Długi i już do samego bloku, w którym mieszkał Ekspert nic do siebie nie mówili.
      Po pożegnaniu się z Długim, Ekspert jednak nie udał się do siebie na górę a tylko przystanął przed wejściem, by w spokoju móc zapalić jeszcze jednego papierosa, dziś już ostatniego. W swym mieszkaniu nie odważyłby się tego zrobić. Jego żona na pewno na sam zapach dymu z papierosa rozpętałaby dziką awanturę! Co prawda było już po północy i prawdopodobnie już spała, lecz Ekspert wolał nie ryzykować i stojąc tak po zmroku na dworku spoglądał w gwiazdy, tak ślicznie wyglądające na tym późnoczerwcowym niebie, że rozmarzył się nam „chłopina” nie na żarty i zapalił znów! Tym razem to był już pierwszy papieros w nowym dniu!
      -   To już dziś, grają nasze patałachy. – Ekspert powiedział do siebie i postanowił postawić na macierzystą reprezentacje, prawie wszystkie znaleźne pieniądze, bo za te prawie to wyśle kupon totolotka… tam wygra przecież okrągły milion!
       

      Na macierzystą reprezentacje naszych bohaterów był nawet niezły kurs. Nie byli oni faworytem tego meczu i można było potroić włożoną sumę w wypadku ich zwycięstwa.
      Stało się to na skutek tego, że „Nasza reprezentacja” przegrała dwa poprzednie mecze na tych mistrzostwach i jako pierwsza w sumie odpadła już z turnieju. Ten dzisiejszy mecz to tak naprawdę pożegnanie z Mundialem.
      Przeciwnikiem jest drużyna, która już awansowała i teraz wystąpi prawdopodobnie rezerwowym składem, tak ażeby oszczędzać swe siły na lepszych przeciwników.
      Jest szansa na to, że nasi, strzelą honorowego gola w tych mistrzostwach.
      Pan Ekspert zgasił kiepa i z czystego snobizmu zamiast wyjechać windą na piętro to on podążył na nogach, zmęczył się tym trochę, lecz w duszy był szczęśliwy; dziś jest jego dzień! Postawi na swoich i potroi kasę a co więcej dziś wieczorem zakończą się jego finansowe męki, bo nie jest możliwe by ktoś inny mógł wygrać milion w totolotka.
       

      I tu uprzedzę fakty – Pan Ekspert się nie mylił. Nikt inny nie sięgnął tego dnia po ten milion! A że on również, to już jest inna kwestia, która go o dziwo wcale nie zmartwiła! Ponieważ w następnym losowaniu będzie już tak zwana kumulacja i do wygrania o kilka milionów więcej! A że to jest więcej! To znacznie lepiej niż by było mniej! Pan Ekspert ma na kupon, więc się cieszy z tego, że następnym razem wygra więcej niż zakładał.
       

      Ekspert w swym nawet dużym mieszkaniu zajmuje pokój tuż przy drzwiach wejściowych. Szybko przemyka do niego i nasłuchuje… W mieszkaniu wszyscy śpią; jego żona samotnie w swym pokoju a z synem w innym śpi jego babcia, która zwykle nim się opiekuje. Ekspert się rozbiera i stwierdza z radością, że w kieszeni ma puszkę piwa!
      -   Tak, to Długi po drodze przecież kupił.
      Wypija pierwsze dziś piwo w ciemności i tylko ma problem z tym, że musi się udać do toalety – niestety musi przejść koło pokoju żony. Ta na szczęście śpi. Tak mu się wydaje i kiedy wraca do swego pokoju; to otwiera szeroko okno i zapala papierosa. Kiedy kończy palić to pluje na jarzącego się kiepa! – Jest w końcu kulturalnym gościem i zapalonego przez okno wyrzucał nie będzie! Ekspert dziś zasypia szczęśliwy. W końcu odniósł sukces. Znalazł papierosy, kilka groszy i się napił piwa czyimś kosztem. – Te dwa pierwsze w barze postawił mu Wąsaty i Zajączek. A że „uwalił” kupon na Włochach? To nie ważne. W końcu wszyscy się na nich przejechali.
      Martwiło go to jednak, że ze wszystkich swoich typów tylko w tym jednym przypadku się pomylił, gdyby nie dał tego meczu na kuponie to jutro by odbierał ponad stukrotność wkładu! Co prawda nikłego, ale zawsze jednak!
       
       
      PS. WSZELAKIE PRAWA AUTORSKIE NALEŻĄ DO MNIE! Acha.... Na forum jestem nieczęsto. Wszelakie odpowiedzi z mej strony najwcześniej we wtorek.
    • Przez SzejkNaftowy
      Na główną wykopu trafił film od użytkownika To_me_k, przedstawiającego się jako Tomasz Dudzic. Widać na nim jak matka traci nad sobą kontrolę gdy dziecko wpada w stan szczęścia na widok ojca, którego nie widziało ponad 2 lata. Potem zjawia się jakiś damski bodyguard wyposażony w niebezpieczne czerwone szpony, który udziela "wsparcia" matce odciągając siłą dziecko od ojca a do tego wspomina coś o "seksualnym nastawieniu" (6:13) i przedstawia dziecku tatę jako "obcy". Obydwie panie robią chyba wszystko by popsuć dobrą atmosferę. Obawiam się, że dziecko może tam służyć jako karta przetargowa. Skoro nawet przed kamerą próbują nim chamsko manipulować strach pomyśleć jak mogą mu prać mózg gdy nie są "na wizji".
       
       
      link do znaleziska na wykopie: https://www.wykop.pl/link/4710891/spotkanie-corki-po-28/
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.