Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Sign in to follow this  
darbyd

Aleksytymia czyli epidemia upadku człowieczeństwa

Recommended Posts

Aleksytymia jest to zaburzenie emocjonalne i według obecnych standartów nie jest jednostką chorobową. Właściwie pojecie to znane było mi od jakiegoś czasu, sam jestem ofiarą takiej miłości, na moje szczęście (co okazało się po czasie) niespełnionej. Jednak sądziłem że jestem kimś wyjątkowym że natrafiłem na taki przypadek do czasu kiedy nie przeczytałem artykułu z czasopisma Wprost gdzie przedstawiono dane dotyczące tej skali. Dane jednak dotyczą Finlandii z 2008 roku i wskazują, że problem ten dotyczy 13% społeczeństwa. Dopiero to mi uświadomiło jak wielki to jest problem bo w Polsce on dotyczy około 5 milionów ludzi. Te osoby znajdują sobie kolejne osoby i tworzą z nimi pary, więc wtedy problem staje się znacznie większy i to skłoniło mnie do opisania tego przypadku.


Aleksytymik nie ma dostępu do swoich emocji, nie umie ich rozpoznawać i nazywać. Jego własne emocje są dla niego niezrozumiałe, nie uświadamia ich sobie. Choć trudno w to uwierzyć, on nie wie, że emocje, to emocje, bo nie rozumie natury doznawanego pobudzenia np. w momencie poczucia dreszczu emocji, czy podniecenia, uważa, że to dreszcz na skutek przeciągu. Kołatanie serca i uczucie gorąca nie są dla niego rozpoznawalne jako efekt strachu lub zdenerwowania. Aleksytymik choć doznaje emocji, to nie jest w stanie kontaktować się z nimi poznawczo. Może odczuwać emocje negatywne, ale nie umie ich nazwać i zrozumieć. Może czuć, że coś się z nim dzieje, ale nie umie podać przyczyny tego stanu. Może płakać, choć nie wie dlaczego, być złym, ale nie wiedzieć na kogo. Zakres niewiedzy o własnych doznaniach może być zatem większy lub mniejszy.
Aleksytymię można określić jako swego rodzaju analfabetyzm emocjonalny, który powstaje od najmłodszych lat, bowiem umiejętność kontaktowania się z własnymi emocjami powinna zostać zdobyta już w wieku dziecka. Syndrom może być skutkiem wychowania w zimnym lub nadopiekuńczym domu. Zimne wychowanie lansuje kult racjonalności, premiuje ukrywanie uczuć i ich lekceważenie. Dodam tylko że Polska jako kraj na dorobku jest bardziej zabieganym i goniącym społeczeństwem i dlatego myślę że może on być trochę większy procent niż w Finlandii. W drugim przypadku brakuje treningu emocjonalnego, gdyż rodzice izolują je od sytuacji emocjogennych. Dostaje wszystko na tacy, więc niczego nie zdąży naprawdę zapragnąć (gratulacje dla rodziców nadmiernie rozpieszczających dzieci). 


Aleksytymik nie tylko nie potrafi komunikować swych emocji innym, ale też nie jest zdolny, aby wpuścić do swego wnętrza otaczające go osoby. Ponieważ nie przypisuje emocjom słów i pojęć, nie posiada środków, aby zrozumieć cudze uczucia. Tym samym niemożliwe jest dla niego normalne funkcjonowanie społeczne. Nie jest zdolny do empatii i nie potrafi nawiązywać więzi międzyludzkich. Związki partnerskie aleksytymika skazane są na niepowodzenie, bowiem nie może on zrozumieć uczuć partnera. Ponadto nie rozumiejąc swoich negatywnych emocji ma tendencję do lokowania winy na zewnątrz i zrzuca odpowiedzialność na otoczenie, a to bezpośredni powód niszczenia relacji z innymi. Relacje społeczne są zatem bardzo zaburzone.
Aleksytymicy nie dają sobie rady też sami ze sobą. Brak umiejętności radzenia sobie z emocjami powoduje ich wyparcie ze świadomości, a wyparte pobudzenie wcale nie przestaje istnieć. Doprowadza to do braku rozładowania napięć i niepokoju. Odczuwając to pobudzenie, a nie rozumiejąc jego powodu aleksytymik traktuje je jako objaw jakiejś choroby. Bardzo często boryka się zatem z zaburzeniami psychosomatycznymi, a nawet uzależnieniami. Niekiedy szuka ucieczki w alkoholu lub narkotykach. Aby odnaleźć się wśród ludzi często udaje, zakłada maskę, stwarza pozory, bo widzi, że ludzie okazują emocje. Czyni to niczym aktor i demonstruje wyuczone schematy zachowań emocjonalnych pasujące do określonych sytuacji. Na pozór są bardzo opanowani, rzeczowi i logiczni, niczym zaprogramowane cyborgi. Ich świat jest bardzo smutny i szary, bowiem jednym z komponentów syndromu aleksytymii jest ubóstwo życia wyobrażeniowego. Aleksytymicy nie mają snów o pozytywnym zabarwieniu, nie marzą i nie fantazjują. Towarzyszy im zwykle wysokie natężenie emocji negatywnych przy jednoczesnym niedużym natężeniu emocji pozytywnych. Sprawia to, iż istotną cechą aleksytymików jest również duża skłonność ulegania nastrojom depresyjnym. Dotknięci syndromem żyją tak, jakby nie żyli.
Dodam tylko że ta przypadłość czyni z nich bardzo odpornymi na stres potrafią na chłodno podejmować decyzję świetnie sprawdzają się na rozmowach kwalifikacyjnych i egzaminach często posiadają dobre wykształcenie i dobre stanowisko w pracy. Są współczesnym ideałem sukcesu jednak za jaką cenę? Czy warto być bogatym i dobrze sytuowanym skoro nie można się z tego cieszyć? 


Ciekawostką jest to że takie osoby odczuwając ciągle napięcie i stres mają problemy z ich rozładowaniem, a u mężczyzn objawia się to obniżeniem zainteresowania na seks. Poza tym to zaburzenie jest dość rzadko diagnozowane bo przecież takie osoby obwiniają winą cały świat, swoich partnerów, a nie siebie samych. Leczenie polega na pracy z psychologiem i uczeniu się własnych emocji co zajmuje kilka lat. 

 

Poniżej źródła 

 

https://www.wprost.pl/185925/Psychopaci-i-Krolowa-Sniegu

 

http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/aleksytymia-to-analfabetyzm-emocjonalny-czyli-brak-slow-dla-emocji_38443.html
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, darbyd napisał:

Aleksytymik nie ma dostępu do swoich emocji,ich rozpoznawać i nazywać. Jego własne emocje są dla niego niezrozumiałe, nie uświadamia ich sobie.

To jest podobne zaburzenie jak to, gdzie facet widzi na planszy kolor fioletowy, a kobieta: lawendowy, pudrowy, wrzosowy, ametystowy i tak dalej; i teraz trzeba go leczyć, bo jest upośledzony i dostrzega za mało?

 

Może i coś takiego jest, ale pokaż mi społeczeństwa w historii ludzkości, gdzie mężczyźni byli zafiksowani na rozumieniu emocji? Kobiety były istotami społecznymi, socjalizowały się, plotkowały i szukały oparcia w grupie. Facet miał być twardy, zagryźć zęby i robić swoje. O tym co czuje wiedzieć tyle, by dawać sobie radę w życiu, bo od niego zależało przetrwanie reszty. Brak słów dla emocji to problem? Od kiedy to wyznacznikiem męskości jest to jak bardzo bogate masz słownictwo? Dla poety z pewnością, ale od żołnierza, myśliwego czy żeglarza nikt nie wymagał typowo kobiecych cech charakteru. Przesadne mędrkowanie i wątpliwości natomiast zawsze były przeszkodą w trudnych, niebezpiecznych zawodach, wymagających determinacji i szybkiego podejmowania decyzji.

 

Godzinę temu, darbyd napisał:

Dodam tylko że ta przypadłość czyni z nich bardzo odpornymi na stres potrafią na chłodno podejmować decyzję świetnie sprawdzają się na rozmowach kwalifikacyjnych i egzaminach często posiadają dobre wykształcenie i dobre stanowisko w pracy. Są współczesnym ideałem sukcesu jednak za jaką cenę?

No właśnie, za jaką, powiedz mi? Że są mniej kobiecy? Że mają więcej typowo męskich cech, że zdobywają dobrą pracę i pieniądze, nieodłączne atrybuty sukcesu i siły charakteru?

 

I wiesz co się dzieje na końcu? Taka typowo kobieca, emocjonalna ciepła klucha zafiksowana na tym co czuje nie znajduje sobie nigdy baby, bo budzi najwyżej politowanie i pogardę, natomiast facet którego opisujesz nie ma z tym najmniejszego problemu, bo wpisuje się w kultywowany od wieków ideał męskości.

 

Facet nie umie rozmawiać o uczuciach - aleksytymia. Kobieta nie potrafi wnieść lodówki na 5 piętro - kobiecość.

Edited by Mr.Meursault

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Mr.Meursault napisał:

To jest podobne zaburzenie jak to, gdzie facet widzi na planszy kolor fioletowy, a kobieta: lawendowy, pudrowy, wrzosowy, ametystowy i tak dalej; i teraz trzeba go leczyć, bo jest upośledzony i dostrzega za mało?

 

Trochę za bardzo to uprościłeś. Aleksytymicy doświadczają emocji, nie są „zimnymi draniami”, którzy celowo dystansują się od swoich partnerów czy partnerek. Osoby dotknięte aleksytymią nie mówią o uczuciach, nie dlatego, że tych uczuć nie ma, a dlatego, że nie potrafią ich nazwać.

 

6 godzin temu, Mr.Meursault napisał:

I wiesz co się dzieje na końcu? Taka typowo kobieca, emocjonalna ciepła klucha zafiksowana na tym co czuje nie znajduje sobie nigdy baby, bo budzi najwyżej politowanie i pogardę, natomiast facet którego opisujesz nie ma z tym najmniejszego problemu, bo wpisuje się w kultywowany od wieków ideał męskości.

 

Zasadniczo zaburzenie polega na utracie zdolności przeżywania uczuć, nadmiernym napięciu psychicznym, zaburzeniach seksualnych ( trudności w osiągnięciu erekcji i satysfakcji seksualnej). Powodowane jest stresem i brakiem umiejętności wypoczywania. Daleko więc do ideału męskości.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Wilson napisał:

Trochę za bardzo to uprościłeś. Aleksytymicy doświadczają emocji, nie są „zimnymi draniami”, którzy celowo dystansują się od swoich partnerów czy partnerek. Osoby dotknięte aleksytymią nie mówią o uczuciach, nie dlatego, że tych uczuć nie ma, a dlatego, że nie potrafią ich nazwać.

Ależ ja nie twierdzę, że osoby o których mówi założyciel wątku nie istnieją. Zdarzają się najróżniejsze postawy i przypadłości, zwłaszcza jeśli mówimy o ekstremach. Tym niemniej za każdym razem gdy słyszę, że oto odkryto nową epidemię zaburzeń emocjonalnych, zastanawiam się komu te definicje mają naprawdę służyć i na ile oddają rzeczywistość, a na ile mówią tylko o jakimś drobnym marginesie. Naprawdę zgodzisz się z tym, że:

8 godzin temu, darbyd napisał:

Dane jednak dotyczą Finlandii z 2008 roku i wskazują, że problem ten dotyczy 13% społeczeństwa. Dopiero to mi uświadomiło jak wielki to jest problem bo w Polsce on dotyczy około 5 milionów ludzi.

8 godzin temu, darbyd napisał:

Leczenie polega na pracy z psychologiem i uczeniu się własnych emocji co zajmuje kilka lat. 

13 procent Finów i 5 milionów Polaków powinno ruszyć do gabinetów psychologicznych i przez kilka lat łożyć prywatne pieniądze na sesje kontaktowania z własnymi emocjami; dobre kilkanaście tysięcy złotych? A może leczenie należy sfinansować z NFZ i obciążyć kosztami wszystkich obywateli? Bo przecież to wygląda na kolosalnych rozmiarów epidemię. Dodaj wszystkich, którzy cierpią na rozmaite nerwice natręctw, zaburzenia nastroju, depresje, a nagle okaże się, że wieloletniemu leczeniu należy poddać przynajmniej połowę społeczeństwa, a zawód psychologa jest ważniejszy niż policjant, strażak, ratownik medyczny czy onkolog, bo połowa społeczeństwa musi się u niego przewlekle leczyć.

 

Za każdym razem gdy czytam o jakimś nowym zaburzeniu zastanawiam się, kiedy ten termin zostanie rozciągnięty niczym guma od majtek, a utożsamianie się z nim stanie się modne i powszechne. Przecież nikt zatroskanego klienta - który odkrył u siebie potencjalne objawy - z gabinetu nie wyrzuci, zawsze można nad sobą popracować. W ten sposób ludzie którzy nie wiedzą co czują dołączą do długiego łańcuszka depresyjnych, zagubionych, niezrównoważonych i całej reszty osób, które wymagają fachowej opieki, oczywiście nie za darmo. Na naszych oczach pojęcie normy kurczy się coraz bardziej i bardziej, kosztem zaburzeń. I ktoś robi na tej nowej rzeczywistości duże pieniądze. Bo teraz jest w społeczeństwie moda na bycie zaburzonym i doszukiwanie się w osobistym zaburzeniu przyczyn wszelkich własnych trudności i niepowodzeń.

 

Wszystkie te rozwlekłe definicje zaburzeń kojarzą mi się z efektem Barnuma:

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_horoskopowy

8 godzin temu, darbyd napisał:

Towarzyszy im zwykle wysokie natężenie emocji negatywnych przy jednoczesnym niedużym natężeniu emocji pozytywnych.

Jak to, przecież cały patent miał polegać właśnie na braku emocji.

 

8 godzin temu, darbyd napisał:

Związki partnerskie aleksytymika skazane są na niepowodzenie, bowiem nie może on zrozumieć uczuć partnera

A od kiedy to podstawą w związku z kobietą jest zrozumienie jej uczuć, a nie własna atrakcyjność fizyczna, zapewnienie stabilizacji finansowej oraz silny charakter? Powyższe brzmi jak coś, co powiedziałaby stereotypowa romantyczka. A czy kobiety naprawdę sypiają z mężczyznami o cechach, które są wedle ich wersji atrakcyjne? Z miłymi, wrażliwymi, uczynnymi oraz potrafiącymi słuchać kulturalnymi myślicielami, którzy stronią od agresji i wulgarności? :P Wszyscy wiemy, że taki zestaw cech to najlepsza recepta na prawiczka, a w praktyce promuje się cechy odwrotne.

Edited by Mr.Meursault

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By Majkel90
      Otóż mój problem polega na tym że 2 tygodnie temu w niedzielę  poklocilem się z dziewczyną o durna grę (gra na fejsie co się odpowiada na pytania) w która wybrałem bardziej odpowiedź która mi pasuje. Od tamtej pory dziewczyna się nie odzywa do mnie normalnie, gadaliśmy o tym jakoś 3 dni pozniej. Stwierdziła że jak skłamałem w grze to cały czas będę ją oklamywac. Jakoś tego nie przyjęła mówi że ma blokadę i że nie może być z kimś takim kto będzie kłamał. Wytłumaczyłem jej ze to tylko gra i zawzs jestem szczery w związku. Powiedziałem też że to trochę dziwnie że przez takie małe kłamstwo chce skończyć to co między nami było. Do tego co chwilę ktoś pisał na messengera i nie chciała pokazać kto. Powiedziała dlaczego mi jej słowo mi nie wystarczy i później odwiozlem ja na chatę. Wzięła swoje rzeczy z auta i wyszła. Najgorsze jednak jest to że jak pisaliśmy ostatnio to palnelem głupotę że w sobotę sobie odreaguje ten ciężki dzień co miała i czy kolega też przyjedzie.(w ogóle razem pracujemy i przez ten czas gadała z typem co chwila a ja kurwica choć generalnie typ ma babe i w ogóle) Myślałem że podjedzie i pogada chociaż żeby złagodzić. Wkurzyła się i powiedziała że jak tak odwalilem to nie chce miec kontaktu. Nie to miałem na myśli że jak ona mi napisała "zarzucam jej ze się spotyka z kimś" tylko byłem zły a do tego po 3 piwkach 😕 i w sumie też nie wiem czemu to napisałem. Jak myślicie co mogę zrobić żeby to naprawic. Nieodzywam się do siebie od paru dni w ogóle 
    • By cozemnąjestnietak
      Co jest nie tak z człowiekiem, który chce żyć najzwyczajniej i normalnie ? Szkoła, najlepiej solidne technikum przynajmniej, matura, prawo jazdy i do pracy ... Po drodze i (nie) przy okazji założenie rodziny... No nie, nie da się ...  Jak tak czytam, tu i nie tylko, to sobie uświadamiam, jakim nienormalnym jestem człowiekiem ... "Normalnym" okazuje się ten, co uprawia chore gierki, wykorzystuje drugiego itd ... Na zasadzie, że 'albo umiesz manipulować innymi, albo jesteś frajerem .... No nic, tylko nie nadaję się do tego świata ... Dzieciństwo ... z tego, co czytam, to nie istnieje inne, niż toksyczne, czyli norma ... to może zacznę od małżeństwa ... no jakże by inne ... a skąd ... prawdziwa miłość, ale, jak się po latach okazało, tylko z mojej strony, z drugiej, wyłącznie wyrachowany kalkulator ... "bo to była wyłącznie twoja inicjatywa, żeby mieć dziecko, więc na nie zarabiaj ! " ( przy okazji na wszystko inne : zakupy, rachunki itd )... No nie, nie moja ... moja była taka, że najpierw remont domu ... no, ale dobra ... argumenty, że drugiej stronie 'zegar tyka' ... kompromis, to   było takie jedno uzgodnienie przedmałżeńskie, ale jak się okazało " w praniu" był zawsze i wyłącznie z mojej strony, a to już nie kompromis ...
      Drugie, co wyszło w praktyce, to, że Panienka ma dwie lewe ręce do wszystkiego, co w domu , od gotowania i sprzątania, do zajmowania się dzieckiem, czyli wszystko spadło na mnie ...
      Do dziś pamiętam zapewnienia, jakie to ponoć 'świetne zupy gotuje, więc się nie martw' ... żadnej nie było mi dane spróbować ...
      Zajmowanie się wszystkim i zarobienie na wszystko ... średnia snu często spadała do 4 godzin na długie miesiące, okresowo dochodziła do 6, przy wytężonej pracy ( i 365 dni pracy w roku) ... do dzisiaj się dziwię, że da się to wytrzymać ...
      Bardzo szybko zaczęły się wszelkie formy poniżania ... norma, z tego, co czytam choćby na tym forum ... w szczegóły nie wchodzę, bo i tak mało kto by uwierzył ...
      W końcu rozwód.
      Panienka się "zakochała", to jest po co wreszcie , bo przy wrodzonym wygodnictwie, to trzeba mieć ciągle kogoś od ogarniania życiowych pierdół takich, jak dach nad głową ...
      Bezczelne kłamstwa na rozwodzie, kupieni świadkowie ... w końcu wiem, na co były te odkładane pieniążki ... ( bo na dom i rodzinę ich nie było, zawsze były jakieś wymówki, a to, że jakieś kursy musi zrobić, kwalifikacje podnieść ... po przyciśnięciu, że przesada naprawdę, to już jawny atak bywał, jak zwykle, z wybieganiem na ulicę i darciem mordy na okolicę, żeby sąsiedzi słyszeli, jak to "biedactwo" jest prześladowane i upokarzane potwornie )
      Dobra, byleby się ten cyrk skończył, myślę sobie ... łącznie z tym, że powództwo o rozwód wniesione było z orzekaniem o mojej  winie , a po przedstawieniu moich świadków strona przeciwna ( adwokat się chyba połapał ) poprosiła o rozwód bez orzekania o winie ...
       
      No dobra, jeden kłopot z głowy ... pozornie w sumie, ale zawsze coś ...
       
      W międzyczasie , jak to pseudomałżeństwo było od lat pozamiatane, w moim życiu stało się coś, co jak myślę często się ludzkości nie trafia.
      Uczucie.
      Nie było zwykłe, ot tak, że coś.
      Było tak inne, że tego nie da się opisać.
      Nie da się, więc nie opiszę.
      Spotkania, rozmowy ... zawsze z mojej inicjatywy i z moim pomysłem na spędzenie czasu ...
      Jakiś czas ...
      Jak było ?  I tak nikt tego nie zrozumie ... Teraz już wiem że z Tą Osobą włącznie. Nie trzeba mieć nawet seksu ( co jest tu tak gloryfikowane) , żeby przeżyć coś, ... hmmm ... no tak, nie da się tego opisać przecież ... Tak, dla pewności : seks oczywiście lubię, jak każdy chyba ? 
      No i znowu ... (teraz, to nazwę : co ze mną jest nie tak) ... jazdy dziwne ... 
      Pierwszy szok, że na propozycję spotkania dostaję odpowiedź : " Nie mogę się z tobą spotkać, bo mam prasowanie" ... ! ... WTF ? 
      No to prasowanie pierdolone, to do końca życia zapamiętam ! 
      Jakby to było jakieś cięcie drzewek, koniecznie świętych, że trzeba to zrobić teraz, albo nigdy i do końca świata jesteś potępiony !
      Jakoś się uładziło z czasem ... z mojej inicjatywy, a jakże ... nie bez przerw dziwnych ... teraz już wiem jakich ... ale dobra, nie byliśmy w związku żadnym, więc spoko, myślę sobie ...
      Pozornie uładziło, bo dziwnych , jak teraz czytam, to się nazywa gównianych testów, była cała seria ... Taka zagrywka na przykład : " Jak byśmy mieli być razem, to musisz na mnie zarobić" ... W chuj dziwne po pierwsze, jak na pierwsze ustalenia najbardziej wstępne chociażby ... tak sztuczne i plastikowe ... Po drugie, to było na zasadzie, że dam sobie radę ? Jak zwykle ? Zarobić na wszystko ? Ciebie, siebie, dom, rachunki ... Może i dam ... czemu nie, tylko, pierwsze, co mi się zaświeciło, to świadomość, że " księżniczka" jest przyzwyczajona do płyt z najnowszymi wydaniami muzycznymi, koncertów ... Szczególnie te płyty mi utkwiły ...
       I nawet nie wiem, co jeszcze ... 
      Drugie co ... co to k* jest ?? Takie coś z tyłu głowy ... No widzi człowiek jawne szyderstwo ze swojej osoby ... nie pierwsze zresztą ... było i jest przy każdej próbie normalnego rozmawiania ... Ostatnia była zresztą jakiś rok temu, bez większych oczekiwań, tzn, jak zwykle, tylko wyszydzenie tej próby ... normalka, czego się spodziewać ... Tych usilnych prób odechciało mi się już dawno temu, teraz,  to było takie tylko, na zasadzie, że i tak wiem, jak będzie, ale się upewnię ... 
      Za niedługo zresztą poinformowanie mnie, ni z gruchy ni z pietruchy , że jest w związku, więc zrywa ze mną kontakt ... kolejne WTF ... no, raz przynajmniej info wprost, a nie jakieś kombinacje i gierki, do których mam się dostosować, jeśli się domyślam w ogóle ... test, nawet nie, że na inteligencję, tylko, na dzisiejsze chore czasy ? 
      Dla mnie żaden test, jakoś tak żyję gdzieś obok, z tego, co wnioskuję i patrzę na to wszystko z boku ... od czasu do czasu zwyczajnie brwi mi zajeżdżają na tył głowy od skrajnego debilizmu tego, co czytam ... 
      Teraz kolejne odezwanie się jakieś dziwne, z którym nie mam fioletowego pojęcia, co zrobić ...
       
      Wiem, nie wiadomo, co mi poradzić, bo nie mam parcia ani na seks, jak tutejszy statystyczny forumowicz , ani na związek ... 
      Tylko, że ja nie oczekuje porady. No w tym skrajnie agresywnym miejscu rozsądnej trudno byłoby oczekiwać. To raczej niech będzie taka odtrutka na inne wątki.
      Zresztą do usunięcia, bo tu takich nie potrzeba  
       
    • By Ignac
      Hej,
      Chciałbym zapoczątkować temat i zachęcić do dysusji na tematy wspólne w związku. Jak się zapatrujecie przy spotkaniu nowej kobiety na wspólne zainteresowania, hobby, pracę. Czy uważacie że jest to pozytywne i zbliża. Czy wręcz przeciwnie. Poniżej przedstawiam moje przemyślenia na ten temat i dlaczego lepiej poznać drógą połówkę z innego bieguna:
       
      Na plus
      + Łatwiej zagadać i się poznać
      + W początkowym okresie fajnie jest dzielić wspólną pasję. Nawet i dłużej
      + Okazuje się że macie wspólnych znajomych i się odnajdujecie w grupie freaków
      + Rozumiecie z czym się zmierzacie w pracy. Na jakie problemy napotykacie i np. możecie porównać swoje doświadczenia w przeprowadzaniu tracheotomi
       
      Na minus
      - Nadal jesteśmy w tym samym sosie / grupie ludzi
      - Tematy rozmów monotematyczne
      - Brak rozwoju, nowych choryzontów, poznawania nowych obszarów życie
       
      Moje refleksje. Będąc np. kierownikiem produkcji w zakładzie produkcji szkła , fajnie jest się spotykać z dziewczyną jeżdżącą w zespole ratunkowym. Bo macie zupełnie różne doświadczenia za życia zawodowego i możecie sobie opowiadać o tym co się zdarzyło w pracy. Np. ona ci mówi jak to ogarniała chłopaka któremu urwało palce od petardy, a ty jej mówisz jak to wyrąbało kadź do studzenia tafli SiO2 i 100 ton poszło na podłogę. 
       
      Tak samo w hobby. Ty pływasz na żaglówkach, napierdalasz się na białą broń i jeżdzisz na nartach bo lubisz speed. A ona jest snowboardzistką i jeździ konno na zawodach hippicznych. 
       
      Ile się nawzajem możemy nauczyć. Ile wspólnych nowych przygód przeżyć!
       
      poddaje pod dyskusję!
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.