Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Zaloguj się, aby obserwować  
Mocny Wilk

Sytuacja w pracy, którą sam stworzyłem.

Polecane posty

Witam szanownych Braci

 

Mam problemo. Sam doprowadziłem do sytuacji/atmosfery w firmie, w której nie mogę wytrzymać nerwowo i zaczynam już jawnie gardzić moimi przełożonymi i współpracownikiem - o tym dalej. BTW z resztą zespołu kontakt jest świetny.

 

Otóż od początku:

Pracuję jako inżynier w zakładzie produkcyjnym. Bardzo lubię swoją pracę, jest to moje powołanie i już od początku studiów dążyłem do tego żeby pracować na takim stanowisku jak teraz (moja pierwsza praca w zawodzie).

Z racji tego, że firma się szybko rozwija i jest nawał pracy potrzebny był jeszcze jeden człowiek do pomocy w biurze. I tu dałem kurwa dupy, oj dałem niemiłosiernie, ludzie mi mówili żebym tego nie robił, znałem już treść forum a i tak to zrobiłem. Wciągnąłem do firmy mojego najlepszego przyjaciela. Uważałem go za człowieka inteligentnego i pracowitego.:lol: No nie wyczymie... Nie jest już moim friendem, czuję do niego nienawiść. Okazało się jednak, że jest bajkopisarzem, idealnie gra ofiarę, wzbudza litość i potrafi się przymilać.

 

Przez kilka miesięcy pracowaliśmy przy całkowicie innych projektach, on oczywiście robił rzeczy banalne a ja załatwiałem najgorsze bagno. Nie przeszkadzało mi to specjalnie, bo o naiwny widziałem w tym szanse na wykazanie się. No i się wykazywałem, robota szła jak szalona, ochy i achy, no i chuj z tego. Po ponad roku zaczęliśmy się zajmować tym samym zakresem pracy no i zasłona mi spadła z oczu. Gościu w ogóle nie ogarnia tematu, nie wiem gdzie podziać oczy jak on otwiera usta - takie pierdoli głupoty. Uproszczając on się w ogóle nie nadaje do tej pracy. Grzebie się z robotą tygodniami a ja przewijam codziennie nowe tematy. Mam dwójkę przełożonych, wiedzą jaka jest sytuacja, wiedzą o tym że ja wykonuję jakieś 70% naszej wspólnej pracy i nic z tym nie robią. Udają, że wszystko jest w porządku bo mogą przerzucić robotę na mnie i będzie zrobiona szybko i dobrze. Koło chuja im wisi to kto robi robotę - ważne, że jest robiona. Z resztą zarząd też nie ma pojęcia o robocie, sami amatorzy i niedzielni znawcy. 

 

Kilka razy rozmawiałem na ten temat z przełożonym samcem, a raczej opierdalałem go za to, że tamten gamoń nie radzi sobie z robotą i muszę za wszystkich ogarniać. Tak, opierdalałem mojego przełożonego prosto w oczy. Prezesa firmy zresztą też się zdarzyło... Niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale ja taki w tej firmie jestem. W tej chwili zwolnienie mnie jest odstrzeleniem sobie przez firmę nogi.

 

Kilka tygodni temu gdy kazali mi poprawiać robotę nad którą gościu siedział MIESIĄC stwierdziłem, że to pierdolę i cały dzień przesiedziałem na internecie. Wzbudziło to szok i niedowierzanie. Zostałem wezwany na rozmowę w "cztery oczy" z zarządem. Pech chciał, że byłem wtedy chory, taki ze mnie pojeb, że zamiast iść na 2 tygodnie na zwolnienie to siedziałem w robocie. Podczas rozmowy wygarnąłem im jak wygląda sytuacja i że nie zamierzam pracować w takim układzie. Dali mi trochę podwyżki, obiecali pilnować tamtego gamonia. Myślę sobie spoko, sytuacja się poprawiła. Niestety po miesiącu wszystko wróciło na stare tory. No ale myślę sobie dalej: Mocny Wilku, masz zapowiedziane jeszcze 2 podwyżki w roku pańskim 2018, co Ci szkodzi, wszyscy już wiedzą jaka jest prawda bo im wygarnąłeś - pracuj i rób hajs, wyluzuj się. Atmosfera w robocie oczywiście się pogorszyła, no bo jak śmiałem upomnieć się o sprawiedliwość, ale z czasem się uspokoiło i było OK.

 

Do dzisiaj... gościu przywłaszczył sobie kurewską trudną robotę nad którą siedziałem 3 dni, w jej czasie wysłuchiwałem narzekań zarządu, że to i to poszło nie tak - spawacz dał dupy i źle przeczytał rysunek, ale wszystko naprostowałem swoimi pomysłami. Powiecie no i co z tego? Czym się spinasz? No właśnie... po to się staram żeby zostać docenionym i zarabiać większy sos, a nie po to żeby wysłuchiwać na forum firmy że gość ABC ogarnął ten projekt a ja zrobiłem TYLKO coś tam. No kurwa zagotowałem się. Powiedziałem, że to nieprawda i żeby sobie kurwa nie przypisywał cudzych zasług. Dziecinada? Być może.

 

Ogólnie sytuacja jest taka, że nadrabiam za wszystkich robotę a nikt tego nie docenia, jest to na rękę wszystkim tylko nie Mnie. Co mogę zrobić żeby unormować sytuację?

Atmosfera w robocie jest coraz gorsza i wiem, że z mojego powodu. Jestem buntowniczy, niepokorny i upominam się o swoje - najgorsze cechy pracownika hehe. Odchodzić nie chcę bo lubię tę robotę, lubię tych ludzi a tylko ten pajac jest mi solą w oku.

Dzisiaj dosłownie rzuciłem prezesowi papiery (kartki a nie papier z wypowiedzeniem), tak z pogardą, wrogością. Coś tam zażartował, że "zaszalałem" w sensie tak szybko ogarnąłem temat (dwuznaczność sytuacji). Odszedłem milcząc...

 

Zastanawiam się jaką przyjąć strategię. Do czasu napisania tego posta, planowałem powiedzieć zarządowi, że nie widzę przyszłości we współpracy z tamtym gościem i żeby go WYJEBALI a ściągnęli świeżego absolwenta (teraz jest czas obron), którego będę mógł nauczyć roboty. Co myślicie?

 

To "konfesjonał". Możecie mi wygarnąć jakim jestem kretynem, dobrze mi to zrobi.

 

Sam sobie ukręciłem bat na dupę...

 

 

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, Mocny Wilk napisał:

Ogólnie sytuacja jest taka, że nadrabiam za wszystkich robotę a nikt tego nie docenia, jest to na rękę wszystkim tylko nie Mnie. Co mogę zrobić żeby unormować sytuację?

Nie nadrabiaj roboty, rób swoje!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Rób 100,5%  swojej roboty i tyle. Przyjmę taka strategie na 6 miesięcy i zobacz co się stanie.

 

Dobrze ze jedziesz tam jak z bura suka. 

Edytowano przez zuckerfrei

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem pomyśl nad wszystkimi alternatywnymi scenariuszami. Plan A, B, C jest w takich sytuacjach konieczny. Najgorsze, co może cię spotkać to po prostu rozstanie z pracodawcą. Nie wiem, jak u ciebie z sytuacją finansową, więc wypada poprawić stosunek oszczędności do wydatków na wszelki wypadek. 

 

Poza tym:

 

- prośba o wyznaczenie konkretnego podziału obowiązków,

- zbierasz wszystkie twarde dane, co i kiedy robiłeś, a dowody przedstawiasz zaufanej osobie na wyższym stanowisku,

 

Ogólnie ciężki motyw. Moja kumpela w korpo miała podobny motyw. Zaczęła robić za innych pracę i to dość odpowiedzialną, bo po prostu okoliczności wymusiły. Później na nią zwalano całą winę za ewentualne niepowodzenia. Doprowadziło to ostatecznie do wypowiedzenia. Wcześniej jej zaproponowali bardzo dużą podwyżkę, ale powiedziała, że ma w dupie i się wynosi. Za nią poszło jeszcze kilka osób, które też miały dość. Takie motywy pokazują przede wszystkim jakość pracodawcy, więc jak nie pójdą ci na rękę i faktycznie masz rację to lepiej zawczasu się ewakuować. 

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Mocny Wilk Wiem dokładnie jak się wku...asz - sam to miałem przez pół roku w ostatniej pracy. Ja robiłem swoje na 100% a i tak ktoś to zjebał i zero jakiekolwiek reakcji od przełożonych. Niestety kolego - taka polityka i się to nie zmieni. Ja na twoim miejscu wykorzystałbym pozycję i postawił sprawę jasno - nie będziesz zapier... za kogoś jego normy i nie będziesz odpowiadał za kogoś kto nie potrafi robić swojej roboty. Zobaczył co będzie i zwolnił się później. Musisz wziąć pod uwagę, że nic co piękne nie trwa wiecznie i kosztem własnego zdrowia się po prostu zmienia pracę jak dziwkę. Im szybciej dotrze to do ciebie, tym lepszy sos będziesz kosił, zaufaj mi. Rozwijaj się, nie stój w jednym miejscu bo cię tam szlag trafi. Kierownictwa nie interesuje czy ty wyrabiasz 70/30 normy czy inaczej. Ważne, że 100% jest zrobione.  

To jak z pierwszą kobietą - zawsze zostaje sentyment jakiś i trudno się zwolnić, ale czasami trzeba żeby nie zwariować a się rozwijać.

Edytowano przez Tomko
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co, dodam jeszcze trochę istotnych info dlaczego zależy mi na pozostaniu w tej firmie.

 

1) Pracuję w tym zawodzie dopiero trochę ponad rok - dobrze by było zdobyć trochę ponad 3 lata stażu zanim ruszę dalej, jest to taki średni wymóg z tego co widzę w branży, czasem 5 lat.

2) Do pracy dojeżdżam sobie w 25 min autem, blisko domu.

3) Nadal mieszkam z rodzicami, mamy duży dom, gospodarstwo (nowy traktor :D). Jest mi wygodnie. Mogę odkładać sporą część hajsu. Jak się wkurwię to rzucę wszystko w pizdu i będę obrabiał pole. Ale i tu chujnia bo afrykański pomór i inne diabły w kraju.

4) Ciężko mi będzie znaleźć w okolicy taką robotę. Musiał bym dojeżdżać jakieś 70-80 km w jedną stronę autem, albo się wyprowadzić do Warszawy. Może to by było dobre? Oderwać się od ówczesnego życia, wynająć pokój i żyć całkowicie na własną rękę. Dla mnie to skok na główkę do mętnej wody, nie mam na to jaj. Od zawsze sielskie życie na wsi, chociaż wiem że to nieuniknione i kiedyś trzeba będzie ruszyć w świat.

 

Co myślicie o tym pomyśle, żeby zasugerować zwolnienie obiboka? 

 

45 minut temu, Themotha napisał:

Nie nadrabiaj roboty, rób swoje!

 

35 minut temu, zuckerfrei napisał:

Rób 100,5%  swojej roboty i tyle. Przyjmę taka strategie na 6 miesięcy i zobacz co się stanie.

 

Dobrze ze jedziesz tam jak z bura suka. 

Tak, macie rację. Ale zostanie to odebrane jako olanie pracy. A ja bym chciał naprawić sytuację a nie wszczynać codziennie awantury. Chociaż sytuacja chyba jest zbyt skomplikowana, a atmosferę można kroić nożem. 

Zwolnię obroty, pomedytuję sobie za monitorem. :D 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Bracia bzdury gaworzycie osobiście przerobiłem zbliżony temat na przestrzeni prawie 10 lat.

Nic samo się nie naprawi oraz krzyki i wyskoki działają na nie korzyść @Mocny Wilk`a.

Zatem aby nie pitolić.

Tylko taktycznie(korzystając z dynamik samo obrony):

Początek miałeś niezły, dwie kartki.

Jest taki trik w socjotechnice nazywany `puste opracowanie`.

Te karki `lablacha` dajesz przełożonemu o 2`a stopnie wyżej od swojego stanowiska(pomijając bezpośredniego przełożonego/to jest celowe) proponujesz wypełnić je osobiście na spokojnie powiedzmy w terminie 48h dwa warianty.

1 Co zrobi firma jak się zwolnię za dwa dni?(porzucenie)

2 Co zrobi firma jak się nie zwolnię i zacznę olewać robotę i brać za to kasę.

 

Nic nie sugerujesz i jak James Bond czekasz 48 h na odp.

Sami znajdą złoty środek, oczywiście wyjaśnienie tylko na piśmie,wtedy masz podkładkę na resztę ruchów.

  

Edytowano przez Tornado
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
1 hour ago, Mocny Wilk said:

Koło chuja im wisi to kto robi robotę - ważne, że jest robiona

Przyzwyczaj się do tego, tak jest z grubsza wszędzie. Zarządu nie obchodzi, czy projekt robił Kazik czy Tadzik, a jak robili razem, to czy po połowie. Ich interesuje, ile da się na tym zarobić. Wyobraź sobie, że w sklepie, w którym robisz zakupy, są dwie sprzątaczki. Interesuje Cię, czy robią po tyle samo roboty? Czy może obchodzi Cię tylko, żeby było czysto? Zarząd obchodzi tylko to, żeby było czysto.

 

1 hour ago, Mocny Wilk said:

staram żeby zostać docenionym i zarabiać większy sos

 

1 hour ago, Mocny Wilk said:

Niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale ja taki w tej firmie jestem. W tej chwili zwolnienie mnie jest odstrzeleniem sobie przez firmę nogi.

Niedobrze. Mówisz, że jesteś niezastąpiony? Z punktu widzenia braku zagrożenia wywalenie z roboty to może i dobrze, ale wada jest taka, że nigdy nie awansujesz, bo nie będzie nikogo na Twoje miejsce. Byłem w takim położeniu, kiepska sprawa, ucz się na cudzych błędach. Nie staraj się za bardzo i nie błyszcz za bardzo w kwestiach technicznych. To Cię zabetonuje na stanowisku wykonawczym.

 

 

Edytowano przez Adams
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Buntowniczy, niepokorny - załóż własny interes ! 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minuty temu, Tornado napisał:

Tylko taktycznie(korzystając z dynamik samo obrony):

Początek miałeś niezły, dwie kartki.

Jest taki trik w socjotechnice nazywany `puste opracowanie`.

Te karki `lablacha` dajesz przełożonemu o 2`a stopnie wyżej od swojego stanowiska(pomijając bezpośredniego przełożonego/to jest celowe) proponujesz wypełnić je osobiście na spokojnie powiedzmy w terminie 48h dwa warianty.

1 Co zrobi firma jak się zwolnię za dwa dni?(porzucenie)

2 Co zrobi firma jak się nie zwolnię i zacznę olewać robotę i brać za to kasę.

  

Ja odpowiadam bezpośrednio przed zarządem, nie mam innych przełożonych. Możesz bardziej przybliżyć mi to co w skrócie opisałeś, tak żeby było na 100% zrozumiałe.

 

4 minuty temu, Adams napisał:

Przyzwyczaj się do tego, tak jest z grubsza wszędzie. Zarządu nie obchodzi, czy projekt robił Kazik czy Tadzik, a jak robili razem, to czy po połowie. Ich interesuje, ile da się na tym zarobić. Wyobraź sobie, że w sklepie, w którym robisz zakupy, są dwie sprzątaczki. Interesuje Cię, czy robią po tyle samo roboty? Czy może obchodzi Cię tylko, żeby było czysto? Zarząd obchodzi tylko to, żeby było czysto.

 

Oczywiście, że masz rację. 

 

5 minut temu, Adams napisał:

Niedobrze. Mówisz, że jesteś niezastąpiony? Z punktu widzenia braku zagrożenia wywalenie z roboty to może i dobrze, ale wada jest taka, że nigdy nie awansujesz, bo nie będzie nikogo na Twoje miejsce. Byłem w takim położeniu, kiepska sprawa, ucz się na cudzych błędach.

 

 

Z tym awansem to sprawa jest taka, że musieli by zatrudnić na kierownicze stanowisko kogoś całkowicie z zewnątrz. A ja uważam, że gdybym nie musiał nadganiać roboty za debila to mógłbym spokojnie nadzorować produkcję na całym zakładzie. Robiąc projekty wiem co i jak należy robić, więc mógłbym też tego pilnować podczas realizacji. No ale im tego nie powiem no bo jak to?! Pracuję trochę ponad rok, gówniarz 25 lat i już na kierownika? Ło kurła, nie może być.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Mocny Wilk`u to jest tak banalnie proste ale dobra przekładam na matematyczny specjalnie dla pana inżyniera.:D

Limes ograniczony z dołu i z góry.

1 Limes wydajności maksymalnej z obecnego szeregu stałych spada zboczem lawinowym do 0+ w ciągu 48h+.

2 Limes wydajności maksymalnej opada do 0+ w długim procesie pomiarowym, dodatkowo koszta pomiarów stale rosną z każdym dodatkowym pomiarem. Przy czym wydajność nie wzrasta, jedynie pojawiają się krótkotrwałe szumu skokowe na wykresie wydajności.

Czemu biała karta, ponieważ sami ją wypełnią i będą mieli pretensje jedynie do siebie jak MASZYNKA PRZESTANIE TRYBIĆ(kolokwialnie wiadomo o co ho).

 

Czy wystarczająco zobrazowałem wykresem? Dlaczego takie warianty ano nie widzisz innej opcji(skrajności=>limes`y)  

 

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Mocny Wilk Możesz zasugerować zwolnienie obiboka a możesz też zasugerować, że zatrudnienie kogoś lepszego na jego miejsce dużo polepszy zyski firmy. Ewentualnie uzgadniaj z nim co on robi i co ty robisz i od razu wal do zarządu z tym. On zawalać zacznie swoją robotę, ty będziesz kryty. Tak ja bym zrobił. Musisz wpaść na pomysł jak przekierować ich uwagę na niego, zaczną się wkurwiać to sami go zwolnią w pięć sekund. Nie bój się, jeśli nie zaczniecie wyrabiać normy. Na pytania czemu nie wyrabiacie normy mów: "mówiłem wam, że koleś nie daje rady" i punktuj. Ja tak robiłem w ostatniej firmie. Pytali mnie czemu nie wyrabiam i odpowiadałem: ten, ten i tamten od dwóch dni siedzą w kantynie i grają w gry więc dziękuję i do widzenia.

 

Ale mogę się mylić, bo ja nie pracowałem dłużej niż 1,5r w jednym miejscu a jak mi było źle to się po prostu zwalniałem i miałem w dupie. 

Edytowano przez Tomko
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jedyne co mogę Ci powiedzieć w tej sytuacji to to, że teraz dokładnie widzisz jakiego miałeś przyjaciela. Jeżeli w grę wchodzą pieniądze czy kobieta to przyjaźń się często kończy i widzisz jak to jest kiedy kurtyna opada. Staraj się wyegzekwować jego usunięcie i powiedz, że w przeciwnym przypadku rezygnujesz z pracy, bo nie jesteś w stanie normalnie pracować. Jeżeli jest tak jak napisałeś, że jesteś osobą, która jako jedyna ogarnia to powinni się zgodzić, bo zarabiają dzięki Tobie pieniądze i się utrzymują.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Emocje już trochę opadły, bo byłem cały dzień na wkurwie. Powoli idę spać.

 

Postanowiłem nie zaczynać ZNÓW tego tematu. Praca na luzie, despacito, nie wychylam się, siedzę grzecznie i cichutko od 7 do 15, kontakty z wyżej wymienionymi osobami grzeczne i bez spoufalania się, bez żarcików  - trzymam dystans.

Jak mnie zapytają o tamtego to ucinam temat - jestem zwykłym pracownikiem, nie mam prawa oceniać :) 

Jak robota zacznie zalegać i trzeba będzie wyrabiać nadgodziny czy soboty - to w sumie w moim interesie bo zarobię na tym więcej niż licząc na jakąś tam premię uznaniową za moje wyniki, które wszyscy mają gdzieś...

Nadmiar roboty od razu będę starał się przekierować na tamtego, a nadmiar będzie bo ja zwalniam tempo :) 

Niech sytuacja się rozwiąże poza mną. Niepotrzebnie się napiąłem, chciałem firmę zbawiać hehehe.

 

Dzięki za zrozumienie i nie napierdalanie we mnie.

 

Dzięki też za rady. Jak ktoś ma jeszcze coś ciekawego do dodania to proszę o to. Chętnie się zapoznam ze zdaniem Braci.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze ustal co kto robi i trzymaj się swojej roboty a jego zostaw jemu. Naucz się też robić "wolniej", tak, żebyś nie miał czasu na pomaganie mu. Nie możesz być negatywny jak Tomko mówił, obrzucanie błotem wybrudzi twój własny garniak - zwyczajnie rób swoje ale tak, żebyś nie był w stanie mu pomagać - rób wolniej, rób coś tam dodatkowego, cały czas pracujesz nad swoimi obowiązkami a na jego nie masz czasu - da se chłopak radę mówisz, nawet jak wiesz, że nie da. To oni muszą zobaczyć że nie daje.

Po drugie zacznij szukać nowej roboty. Dowiesz się ile możesz zarobić i znajdziesz alternatywę. Nie musisz z niej skorzystać ale twoja sytuacja się poprawi jak ją będziesz miał. Będziesz miał argumenty a nie tylko blef.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zmień pracę ja miałem podobnie, ale to nie był przyjaciel tylko taki polecony super fachowiec przez tam kogoś. Twoje zachowanie przypomina mi trochę te opisane w "No More Mr. Nice Guy!".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@rycerz76 nie czytałem tej książki. Chodzi Ci o to, że ciężko było mi się przełamać do olewania wygórowanych względem mnie wymagań w pracy? Niestety taki już jestem, że jak się zabieram za robotę to ZAPIERDALAM.

 

BTW nice guy raczej do mnie nie pasuje. :P 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sam jesteś swoim największym krytykiem- postaraj się wyluzować i szanować pracę i swój czas (robić swoje dobrze ale nie przemęczać się)

 

Zbieraj doświadczenie ucz się nowych rzeczy buduj CV i bądź czujny i miej oczy i umysł otwarte na nowe możliwości (zmiana pracy, wyjazd, założenie czegoś swojego).

Odkładaj kase, wyjeżdżaj na wakację zwiedzaj ciesz się rodziną i doceniaj to co masz ale oczy otwarte na nowe możliwości.

Zachowuj się kulturalnie nie wydzieraj się i awanturuj dajesz argumenty innym na siebie - kontroluj się i zobaczysz, że więcej osiągniesz rozmawiając na spokojnie.

Powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Mocny Wilk, niestety takie zycie, sam tak mam

 Niestety ktos ogarniety, kto szybko przyswaja wiedze a jegonrobota sama.sie robi zawsze ma przerabane. Taka toksyczna otmosfera meczy podwojnie, bo nie mozesz wykorzystac swoich mozliwosci. 

Moja rada,jezeli niebchcesz odchodzic, tonuzbrojnsie w cierpliwosc, opanuj emocje  stopniowo zwalniaj tempo, jak szef bedzie pytal "co sie dzieje" odpowiedz ze pracujesz najlepiej jak mozesz w zaistnialych warunkach. Ty nie jesteś od zarządzania. Tym sposobem nie komunikujesz ze olewasz, nie szantazujesz, i jezeli w odpowiedni sposob pokierujesz waskim gardlem w robocie, szefostwo podejmie inicjatywe, zeby cos zmienic. Szef doskonale wie kto sie opieprza, ale dopoki nie ma zatwardzenia to nie reaguje.

 

Moze @Mosze Red sie wypowie.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moja rada. Przygotuj sobie konspekt rozmowy z przełożonymi. Zrób listę rzeczy które Twoim zdaniem nie działają w firmie tak jak trzeba. Na obecną chwilę w oczach przełożonych jesteś pieniaczem który zapierdala i się denerwuje. Ja to rozumiem forumowicze to rozumieją ale z punktu widzenia szefa to nie ma znaczenia. Ma chłopa od roboty robota zrobiona a on wraca po pracy i ma wyjebane. Więc zamiast się pucować z nerwami przygotuj się do rozmowy. W międzyczasie szukaj innej pracy. Zawsze warto mieć plan B i plan C. Warto mieć oszczędności, być gotowym do zmiany pracy tak naprawdę zawsze. Zmiany tak naprawdę rozwijają a siedzenie w miejscu nic nie zmienia.  Podejdź do tego na spokojnie. Postaraj się unormować sytuację jeśli chodzi o spięcia z innymi. Będzie trudno bo będziesz nadal zapierdalać (a spokój i szał pracy to najtrudniejsze do połączenia). W dniu w którym będziesz miał rozmowę postaraj się być oazą spokoju i nic co może się spierdolić Cię nie rusza (masz zdrowo wyjebane). Idziesz do szefa kreślisz mu obraz sytuacji (w trakcie rozmowy jesteś spokojny i rzeczowy) pamiętaj żeby prowadzić tak rozmowę żeby szef Cię nie sprowokował do ostrzejszej reakcji. Czasem to robią żeby sprawdzić rzeczywiste motywacje. Taka rozmowa jest trudna ale warto ja odbyć bo wiele może się zmienić. Jeśli chodzi o tego gościa któremu załatwiłeś robotę to typ jet nie w porządku wobec Ciebie. Nie czuj wobec niego żadnej lojalności. Wystawił cie do wiatru. Nakreśl sytuację szefowi czym obydwaj się zajmujecie i że nie jesteś zadowolony z obecnego podziału obowiązków i że dobrze by było gdyby zatrudnić fachowca w tej dziedzinie. Ty mu tą pracę załatwiłeś. Nie spisał się i zachowuje jak cham to do widzenia. Miej go w dupie tak jak on miał Ciebie. To jedyny sposób na naprawienie sytuacji. Jeśli będziesz ją ciągnąć tak jak jest zniszczysz sobie nerwy a życie stanie się piekłem (bo to co sie dzieje w pracy często przynosimy do domu). Nie daj się i działaj, ale możliwie bez nerwów (jak pokazujesz nerwy to tylko pogarszasz sytuację). Powodzenia :)

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Mocny Wilk Zapamiętaj sobie że nie ma ludzi nie zastąpionych! Szefostwo Cię toleruje bo dobry osiołek z Ciebie, tylko tyle. Ale jak osiołek zacznie fikać czy niedomagać, to się go wymienia na innego osiołka. Nie będą mieli skrupułów, a Ty przekonasz się co to znaczy że nie ma ludzi nie zastąpionych.

 

   Jeżeli chcesz pozostać w zakładzie zacznij patrzyć na kasę a nie na dobro firmy, bądź asertywny i rób tyle ile musisz. Zresztą dla czego nie rozważasz otwarcia swojego biznesu?

Sądzę że sobie poradzisz, pomyśl o tym.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zakładając, że wszystko wygląda tak jak opisujesz i faktycznie jesteś w zakresie pracy, którą wykonujesz najbardziej kompetentny, to firma jeśli będzie miała do wyboru zachować jego, a ciebie ..... Oczywistym jest , że zachowa ciebie.

 

Skieruj oficjalne pismo do zarządu, złóż na potwierdzeniem odbioru, opisz całą sytuację, ile pracy i jaką wykonujesz ty, ile i jaką on. Opisz co z twojej pracy przypisał sobie. Napisz, że w warunkach gdzie jesteś okradany z owoców swojej pracy, współpracownik jest niekompetentny i nieuczciwy, nie jesteś w stanie efektywnie wykonywać swoich obowiązków.

 

Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie i nie wymienią ci tego osobnika na kogoś kompetentnego, będziesz zmuszony podjąć bardziej radykalne działania i mimo, że bardzo sobie cenisz pracę w tym miejscu i z tymi ludźmi będziesz musiał rozważyć zmianę pracodawcy. 

 

Jeśli masz rację i jesteś filarem swojego działu, to gość nie będzie prowadził żadnych projektów wraz z tobą, jeśli ma umowę na czas określony to wygaśnie i mu nie przedłużą.

 

Główny problem jaki widzę jest to, iż pracownik ten przyszedł do firmy z twojego polecenia, więc niestety sam sobie jesteś winien i zostanie ci to wypomniane, w przyszłości pracodawca nie przyjmie nikogo z twojego polecenia, bo wyjdzie na to, że nie potrafisz prawidłowo ocenić kompetencji oraz zdolności do pracy w zespole, w tym zakresie już nikt ci nie zaufa. No ale to konsekwencja twoich własnych działań. 

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dobra, a więc kości zostały rzucone. :)

 

W związku z tym, że porada Mosze Reda okazała się w dużej mierze spójna z moim planem postanowiłem napisać do zarządu oficjalnego maila w postaci pisma. Wysłałem go wczoraj wieczorem a to przecież sobota wieczór, nieźle mi odjebało co nie?:D Czas na to myślę dobry - taki hardcorowy, że od razu widać że to żadne kurwa przelewki.

Pismo zajęło mi 2 pełne strony A4, aż sam się zdziwiłem jak spójnie i elegancko ubrałem to wszystko w słowa. :) 

 

Chwilę później wysłałem im na telefony wiadomość sms, że otrzymali ode mnie na służbowe skrzynki pocztowe oficjalne pismo, z którym proszę żeby się zaznajomili przed naszym najbliższym spotkaniem w poniedziałek.

 

I tu nagle jeb, po 5 minutach dostaję od nich wiadomości, że:

- zgadzają się ze wszystkimi opiniami jakie wyraziłem w mailu,

- bardzo zależy im na długotrwałej współpracy ze mną,

- bardzo zależy im na tym żeby odpowiadała mi atmosfera w pracy itp, 

- oraz, że natychmiast podejmą działania żeby jak to ujęli zakończyć temat.

 

W poniedziałek ma się odbyć rozmowa podczas, której jak to ujęli "przedstawią mi swoje stanowisko i coś tam mi wyjaśnią".

 

Co myślicie? Jest dobrze czy spróbują mnie w jakiś sposób wydymać? Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Jakieś porady żeby teraz nie zjebać?

 

Ogólnie strasznie mi ulżyło, mam teraz mega wyjebane na to wszystko. :P

 

PS proszę o połączenie z tym wpisem wyżej zawierającym podziękowania za reakcję Mosze Reda.

 

 

Dziękuje @Mosze Red

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

  • Podobna zawartość

    • Przez Yupi
      Witam
      Jesteśmy ponad 20 lat po ślubie. Dwójka dzieci, jedno dorosłe drugie 12 lat. Małżeństwo z rozsądku i konieczności, co było robić. Pochodzimy z dwóch różnych rodzin, w obu nie było szczęśliwych małżeństw, więc nie mieliśmy dobrych wzorców. Na początku nie było zle, przejąłem obowiązki głowy rodziny i studiując i pracując zaspokajałem potrzeby rodziny. Z biegiem lat zaczeliśmy się oddalać zaczęły wychodzić różnice. Irytowałem się, że żona pomimo kilkuletniego dziecka chodzącego do przedszkola nie chce iść do pracy. Cały ciężar obowiązków spoczywał na mnie. Nie pomagały żadne rozmowy. Przyjęła model przedstawiony przez teściową, że to facet jest odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Nie miałem siły przebicia więc pracowałem i utrzymywałem jak mogłem. Wcale nie jestem za tym aby kobieta pracowała jeśli dobrze zajmie się domem, ale tu tez pojawiał się problem. Wracam z pracy i nigdy nie słyszę jak się czujesz, co słychać, czy jesteś zmęczony. Jakaś totalna olewka. Dziecko nie było na spacerze, bo robiła obiad. Nie ma obiadu bo była na spacerze. Itd. Nie mieliśmy wspólnych zainteresowań. co bym nie zaproponował to wszystko nie. Kupiłem rowery ale nigdy nie usłyszałem idziemy na przejażdzkę, zabrałem na wczasy i nigdy dziękuję, proponuje to czy tamto i wszystko nie. Dwa różne światy. Ja w pracy z ludzmi nazwę normalnymi, żona w domku z teściową czy koleżankami na kawie. Nie wytrzymywałem w domu i zacząłem wychodzić na piwo. Po ok 10 latach małżeństwa żona zrobiła kurs niech będzie kosmetyczny i zaczął się okres 10 lat pracy przeplatanej bezrobociem. W przeciagu dziesięciu lat ok 10 razy zmieniała miejsce pracy. Wszystko prawie na umowy śmieciowe. Moje prośby aby poszła do normalnej pracy na umowę, miała urlop, zwolnienie, w przyszłości emeryturę nic nie dają. Ona to lubi i tyle a gdzie indziej się nie widzi. Nie zarabiam tyle co kiedyś i potrzebuję jakiejś pomocy aby zapłaciła chociaż czynsz. I chociaż tak ustalamy to raz się jej uda a kilka razy nie. Nie powie, że nie płaciła kilka miesięcy i otrzymuję pismo o zaległościach. Znowu muszę stawać na głowie aby uregulować pomimo ustaleń.Tak jest cyklicznie. ja mam wszystko utrzymać ( co twoje to i moje, co moje to nie ruszaj ) Zmęczony tym jestem.
      Oddalanie się latami doprowadził Nas do zdrad. Żona dowiedziała się o mojej zdradzie i zaczął się niezły czas. postanowiłem się zmienić i to zrobiłem. wszędzie chodziła i opowiadała o mnie jaki jestem. Wypytała co chciała wiedzieć i po kilku miesiącach oznajmiła mi, że też zdradziła. Zapytałem dlaczego jak dowiedziałaś się o mnie to tez się nie przyznałaś tylko biegasz po wszystkich i opowiadasz. usłyszałem niech myślą, że Ty zdradziłeś a ja Ci wybaczyłam. Od przyznania się minęło kilka lat. mnie męczy, że nigdy nie mogłem wyjaśnić tego co było. Po ok roku okazało się, że to osoba tak blisko, że nigdy bym się nie domyślił. Dlaczego nie można zapytać kobiety ile to trwało, co było, zaczęła coś wyjaśniać a po jakimś czasie mówic inaczej, skołowała mnie. Naliczyłem kilkanaście kłamstw ( raz mówi tak a za jakiś czas inaczej )mówię nie kłam i słyszę ja nie kłamie tylko Ty. Ja Jej juz nie kłamię to nie ma sensu, nie zbuduję zaufania na kłamstwach. Nie wiem jak z nią rozmawiać. Wybaczam żonie tylko ciężko żyć z kimś kogo się nie zna nic nie można ustalić, zaplanować jakiś chaos.
      W tej chwili ok 2 miesięcy nie mieszkamy razem. ja to przeżywam, a Ona jest szczęśliwa. Nie patrzy na dzieci, mówi o rozwodzie. Proponuję terapię, spotkania z doradcamia i wszystko nie.
      Zapraszam to tu to tam, usługuję, chce dobrze. Ale wszystko nie. Ją nie interesuje moje życie, otacza się facebookiem i koleżankami i jej dobrze. Myślę, że tak bylo zawsze. Poświęciłem życie na utrzymywanie domu, troskę ale to bez znaczenia. Usłyszałem bo Ty nigdy nic nie kupiłeś jakbym dostał w głowę młotkiem. Wszystko miała zapłacone rachunki, jedzenie, wczasy. I odpowiedz, że nigdy nie wziąłem 1000zł i nie zabrałem jej na zakupy.
      Pisze trochę chaotycznie ale takie jest teraz moje życie. Czuję się troche wykorzystany, tak jakbym juz nie był partnerem, nie zarabiam tyle co kiedyś więc cześć.
      Nie wiem czy ma kogoś na oku, nie rozmawia ze mna wcale, zero kontaktów, seksu, siedzę sam. Dochodzą mnie słuch jak opowiada jaki to ja jestem zły wszystkim ludziom.
      Sam nie wiem o co Jej chodzi, myślę, że jest dorosłym dzieckiem, bo nigdy nie można z Nią usiąśc i cos ustalić, zaplanować. Chcę małżeństwa ale takie mnie wykańcza czy może rzeczywiście się rozejść i zacząć od nowa z kimś normalnym.
      Czy ktoś miał podobne schematy i jaki jest finał.
      Dziękuję za odpowiedzi.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.