Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Żona Elona Muska opisuje swój związek

https://www.marieclaire.com/sex-love/a5380/millionaire-starter-wife/

 

Cz.1: zaloty
Był typem naukowym, w domu z liczbami, handlem i logiką. Nie byłem jedyną kobietą, za która biegał, ale nawet po przeniesieniu się do Wharton wciąż wysyłał róże. Kiedy wrócił do Queen's, by odwiedzić przyjaciół, zgodziłam się zjeść z nim kolację.

Pewnej nocy, podczas obiadu, zapytał mnie, ile chce dzieci. "Jeden lub dwa", odrzekłem natychmiast, "ale gdybym mogła sobie pozwolić na niańki, chciałbym mieć cztery."

 

Dwa lata później - dwa miesiące przed naszym ślubem w styczniu 2000 r. - Elon powiedział mi, że mamy spotkanie z prawnikiem, który pomógł nam w "porozumieniu finansowym", które zarząd nowej firmy chciał nam dac do podpisania.

...

Z ramieniem przerzuconym przez klatkę moja piersiową czułam, że jest moim prywatnym Aleksandrem Wielkim.

 

Cz.2: ślub i małżeństwo

Mimo to pojawiły się znaki ostrzegawcze. Gdy tańczyliśmy na naszym przyjęciu weselnym, Elon powiedział mi: "Jestem alfą w tym związku". Wzruszyłem ramionami, ale z biegiem czasu dowiedziałam się, że był serio. Dorastał w zdominowanej przez mężczyzn kulturze Południowej Afryki, a chęć rywalizacji i dominacji, która sprawiła, że odniósł tak wielki sukces w biznesie, magicznie się nie wyłącza, kiedy wróci do domu.

 "Jestem twoją żoną" - powtarzałem mu wielokrotnie - "nie twoim pracownikiem".

"Gdybyś była moim pracownikiem" - powiedział  - "zwolniłbym cię".

 

To był wymarzony styl życia, uprzywilejowany i surrealistyczny. Ale wicher z blaskiem(?) nie mógł ukryć rosnącej pustki w rdzeniu. Elon miał obsesję na punkcie swojej pracy: kiedy był w domu, jego umysł był gdzie indziej. Pragnąłem głębokich i szczerych rozmów, intymności i empatii.

 

Ledwo się rozpoznawałam. Zmieniłem się w żonę "trofeum". Nie byłam wystarczająco zorientowana na szczegóły, by utrzymać idealny dom lub być idealną gospodynią. Nie mogłem już dłużej ukrywać nudy, kiedy mężczyźni rozmawiali, a kobiety uśmiechały się i słuchały.

 

Chciałem równości. Chciałem partnerstwa.

 

Elon zgodził się iść do poradni małżeńskiej. Miesiąc i trzy sesje później dał mi ultimatum: albo dzisiaj naprawimy to małżeństwo, albo jutro się rozwodzimy. Następnego ranka złożył pozew o rozwód. Czułem się zdrętwiała, ale dziwnie ulżyło.

 

 

Cz.3 rozwód

 

Osiem lat po podpisaniu postupu (rozdzielność majątkowa) zacząłam rozumieć, co zrobiłem. Skutecznie odmówiłem wszelkich praw jako osoba zamężna, w tym wszelkie roszczenia do mienia wspólnotowego, z wyjątkiem naszego domu, który miał być mi nadany, gdy mieliśmy dziecko. Ale mój adwokat przedstawia teorię prawną, która mogłaby unieważnić postnup.

 

W trakcie postępowania rozwodowego jego nowa narzeczona i ja odkryliśmy, że lubimy się nawzajem.

Jest ona, według wszystkich, uroczą, inteligentną i bardzo młodą osobą, i lepiej pasuje do stylu życia i osobowości mojego byłego męża niż ja kiedykolwiek.

Edytowane przez Funky.steel

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, że się czepiam, ale dlaczego wypowiedzi jego żony są w rodzaju męskim?;p

  • Like 3
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż Elon żyje przegiętym matrixem w drugą stronę. Pracoholizm, dominacja i rywalizacja. W taki sposób również nie da się zbudować dobrego związku. Zrobił ją w chu.. z intercyzą tak, że pokapowała się co podpisała dopiero w trakcie rozowdu :P 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
11 hours ago, Fedde said:

Wiem, że się czepiam, ale dlaczego wypowiedzi jego żony są w rodzaju męskim?;p

Nie zawsze :D użyłem translatora żeby to sprawnie ogarnąć, tłumaczenie z innego języka jest czasochłonne. Generalnie poprawiłem osobę, ale musiałem sporo przeoczyć, przepraszam.

Edytowane przez Funky.steel

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi to tam jakoś nie przeszkadza, jedynie dziwnie się czyta trochę. Przez moment myślałem, czy to aby nie jakieś "postępowe" małżeństwo tj. mężczyzna+trans czy coś w tym stylu ;>

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
21 hours ago, Ksanti said:

No cóż Elon żyje przegiętym matrixem w drugą stronę. Pracoholizm, dominacja i rywalizacja. 

To co jest dla Ciebie nie-matrixem? Ciepły domek na odludziu z dala od wszelkich problemów, w ciszy kontemplacji i wszelkiego ucisku od jakichkolwiek znajomych? 

Ja myślę, że to właśnie on ukazuje to, co każdy człowiek powinien robić - być produktywnym, pracować wiele PRODUKTYWNIE nad rzeczami, które się zwrócą w przyszłości - elektryczne samochody, kolonizacja Marsa, Solarcity - to twórcy takich innowacyjności tworzą jutro. Tacy ludzie stworzyli to, dzięki czemu możesz żyć dużo dużo lepiej niż twoi pradziadkowie. Ludzkość najbardziej potrzebuje takich ludzi i ich życia są najbardziej wartościowe. To, jak bardzo człowiek jest przydatny dla społeczeństwa, określają pieniądze (zarobione uczciwie), oraz status (jedno i drugie się pokrywa w sumie). Elon od najmłodszych lat pracował na ten sukces, pracuje nadal w pocie czoła i należą mu się miliardy, które posiada. 

 

Ma bodajże 5 dzieci i bardzo dobrze. Tacy ludzie jak on powinni mieć setki dzieci. Mądrych nigdy nie za mało. 

 

 

Co do tematu, to czytałem jego biografię - niesamowita książka, niesamowity gość. Opisywał swoje problemy. Był białym rycerzem, gdy nadlatywał do swojej pierwszej żony, a ta wolała się obracać wokół przysłowiowych "Chadów". Był nerdem z chorobliwą pasją do przedmiotów ścisłych. I tak, patrząc na całość, można powiedzieć, że wygrał życie. 

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
35 minut temu, Strusprawa1 napisał:

a myślę, że to właśnie on ukazuje to, co każdy człowiek powinien robić - być produktywnym, pracować wiele PRODUKTYWNIE nad rzeczami, które się zwrócą w przyszłości - elektryczne samochody, kolonizacja Marsa, Solarcity - to twórcy takich innowacyjności tworzą jutro. Tacy ludzie stworzyli to, dzięki czemu możesz żyć dużo dużo lepiej niż twoi pradziadkowie. Ludzkość najbardziej potrzebuje takich ludzi i ich życia są najbardziej wartościowe. To, jak bardzo człowiek jest przydatny dla społeczeństwa, określają pieniądze (zarobione uczciwie), oraz status (jedno i drugie się pokrywa w sumie). Elon od najmłodszych lat pracował na ten sukces, pracuje nadal w pocie czoła i należą mu się miliardy, które posiada. 

 

A nie sądzisz, zę to dziwne, że technologicznie idziemy wykładniczo, a mentalnie, duchowo jesteśmy na etapie szympansa (walka o status, rozwój za wszelką cenę, totalna nieświadomość). Człowiekowi do szczęścia nie są wcale potrzebne te całe technologię, myślałeś kiedyś o tym ? Coraz bardziej się w nich zatracamy z powodu nieharmonijnego rozwoju naszego umysłu logicznego i sfery emocjonalnej, ducha Coraz więcej chorób psychicznych i uzależnień już u najmłodszych dzieci.

Rodzina farmera z Albanii jest znacznie szczęśliwsza od Elona Muska. Sam również go podziwiam, bo ma wizje, jest pro-ekologiczny i wiele innych cech, ale jego życie wygląda tak ;

 

images?q=tbn:ANd9GcRKOQH0CKR_JBTYsrZxJ54

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie, Elon zapiernicza jak te wszystkie korpo szczurki albo i gorzej. Różnica jest tylko taka, że ma od nich o więcej zasobów, ale co z tego? Ano nic, nie ma to żadnego znaczenia. Po co mu więcej pieniędzy? Aby napędzać konsumpcjonizm dalej a wszystko co materialne się kiedyś znudzi. To jest takie błędne koło, które ngdy się nie kończy. Ma w głowie jakieś pseudo cele, które wpoił mu matrix. Spokojnie, ludzie by sobie poradzili bez tych wszystkich zajebistych technologii. Współcześnie wmawia się nam, że bez tego byśmy sobie nie poradzili. W takim razie ciekawe jakim cudem nasi przodkowie sobie radzili. Sam jako dziecko wychowywałem się w czasach kiedy internet i komputery nie były jeszcze tak popularne i wspominam ten okres bardzo dobrze. Technologia jest potrzebna do tego aby zapierdalać jeszcze szybciej i jeszcze efektowniej. Wygoda to cel drugorzędny lub po prostu efekt uboczny. Technologia jest motorem napędowym tego całego bajzlu. A ludzie potem mają choroby psychiczne bo nie są w stanie podołać tym wyimaginowanym wzorcom doskonałości. Najpopularniejszym lekarstwem w kraju ultra kapitalistyczno/ ekstrawertycznym (USA) są leki przeciwlękowe. No, ciekawe dlaczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Metody Nie pomyślałeś, że on ze swojego życia, jaki ma, czerpie szczęście? W biografii było napisane, że gdyby była możliwość na nietracenie czasu na spożywanie posiłków i niespanie, to on chętnie by z tego skorzystał. Dla niego synonimem szczęścia jest praca. Sam do tego doprowadził - z własnej woli. To, że nie pasuje do Twojej wizji świata, w którym Ci, co nie podporządkowują się kulturze są oświeceni nie znaczy, że nie jest szczęśliwy. 

 

TOTEŻ - piszę do Ciebie i do @Ksanti

Opisywałem kwestię matrixa w temacie o demografii, toteż przytoczę to teraz tutaj. Matrix to kultura - tak zauważyłem ludzie to określają, bo nie znają pojęć książkowych. Kultury dzielą się na wyższe i niższe. Bardziej zaawansowane (James Frazer w książce "Złota Gałąź" wydzielił trzy grupy - magia, religia i nauka) stawiają na naukę. Jest to forma przykotwiczenia przy tym życiu, które ma zapewnić sens i poczucie spełnienia. Jest to dobre i chwalebne. Rodzicie się w świecie gdzie nie jest zdefiniowany. Najprawdopodobniej ludzie nie są celem tego wszechświata - rozwinięte cywilizacje istnieją od max. 10 000 lat, a na osi czasu życia Ziemi jest to tak nieznaczący promyk, że można utwierdzić się w przekonaniu, że ludzie potrzebują czegoś, co nada im sens. Kultury/cywilizacje - a na to składa się język, religia, system ekonomiczny, zwyczaje, obrzędy (części religii) są czymś, co nadaje ludziom obraz świata, toteż jest to czymś, co definiuje ich de facto jako ludzi, ponieważ teraz, gdy Europa zachodnia odchodzi od wszelkich wartości ich definiujących, to tym samym ludzie zachodu wraz ze swą degeneracją staczają się do poziomu zwierząt. To jest cecha upadających kultur, ale to inna kwestia. 

Elon Musk pochodzi z RPA. Jest pochodzenia bardziej anglikańskiego, choć wśród białych tam dominuje religia kalwińska. Etyka kalwińska brzmi - "bądź przedsiębiorczy, oszczędzaj, ciężko pracuj, a ze swym majątkiem pójdziesz do Królestwa Niebieskiego". Jest to bardzo dobra etyka - według mnie najlepsza, która utwierdza człowieka w przekonaniu, że bogacenie się i ciężka praca popłaca. Wy także opieracie się na matrixie, lecz jest to matrix katolicki. W Polsce nawet Ci, którzy do katolickich posągów się nie kłaniają, a biskupów mają za nic, to i tak są przesiąknięci po całości etyką katolicką. Mówi ona w dużym skrócie, że "prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty przejdzie do królestwa bożego". Ogólnie - kult cierpienia, pochwalanie samotnej afirmacji na łonie natury (spójrzcie na świętych), obrzydzenie do ciężkiej pracy umysłowej nastawionej na rozwój, postawa wegetatywna (o tym wszystkim pisał Jan Stachniuk, o którym założyłem temat) - to wszystko cechy etyki katolickiej. 

Elon Musk odstaje od wzoru postawionego wam w dzieciństwie - jest ciężko pracującym człowiekiem sukcesu, który ma wielkie marzenia (niedawno "niespełnialne"), które spełnia, jest postawiony w pełni sytuacji i swoje jestestwo uosabia ze swoją pracą. 

 

Przytoczę dla Ciebie Ksanti dwie rzeczy - wykład Dr Mateusza Machaja oraz fragment książki "Kapitalizm - Nieznany Ideał" Ayn Rand.

"Kapitalizm - Nieznany Ideał" strona 181:

Quote

.., Słowa te dotyczą czasów, gdy "większość społeczeństwa stanowili żyjący w niewolniczych warunkach chłopi, niemający prawa zmienić swego sposobu życia, ani opuścić miejsca urodzenia", gdy ludzie mieli obietnicę szczęscia dopiero poza grobem, co było jedyną pociechą w obliczu plag, klęsk głodu, co było jedyną pociechą w obliczu plag, klęsk głodu, a poza nimi: co najwyżej do połowy wypełnionego żołądka, gdy musieli się gnieździć w domach tak brudnych i pełnych robactwa, że histork posunął się aż do stwierdzenia: "Z tego punktu widzenia tylko jedno można powiedzieć na ich korzyść: spalały się w mig"! 

Oastler prezentował punkt widzenia mediewistów, zgodnie z nim w ocenie kapitalizmu socjaliści byli równie niefrasobliwi historycznie.

Na przykład, opisując warunki życiowe mas w przedprzemysłowym wieku siedemnastym i na początku osiemnastego, Fryderyk Engels twierdził: "Robotnicy pędzili dośc znośny żywot, pobożny, a materialnie o wiele lepiej się przedstawiający niż w przypadku ich potomków".

Słowa te dotyczą czasów, gdy współczynnik umieralności - szczególnie wśród dzieci - był przerażająco wysoki, gdy miasta i wioski nic nie wiedziały o wymogach higieny, a jeśli była czegoś wysoka konsumpcja - to dżinu. Na codzienną strawę robotników składały się: owsianka, mleko, ser i piwo; biały chleb, ziemniaki , kawa, herbata, cukier i mięso były nieosiągalnymi dla nich luksusami. Rzadko się kąpali i urządzali pranie, gdyż także i mydło były zbyt kosztowne, a poza tym noszone czesto z pokolenia na pokolenie ubrania nie wytrzymały prania. 

Najbardziej gruntowna przemiana, jakiej dokonała się rewolucja przemysłowa, polegała na przeniesieniu produkcji włókienniczej z domów do fabryk. Ale i w tym krytyk kapitalizmu dopatrzy się grzechu  - oto cywilizacyjne przemieszanie: "oznaczało zniszczenie domu jako komórki społecznej". 

Pani Neff z aprobatą pisze, że "w warunkach chałupnictwa rodzice i dzieci musieli pracować razem, a ojciec, głowa rodziny, trzymał pieczę nad zarobkami rodziny i decydował o ich utrzymaniu". Potem jednak pojawiają się złowróżbne tony: "Natomiast w systemie fabrycznym każdy z członków rodziny zarabiał oddzielnie, pracowali w różnych miejscach, do domu wracali tylko na jedzenie i sen, stawał się on więc już tylko schroniskiem".

 

Wnioski nasuwają się same. Wystarczy poczytać także inne dokumenty na temat życia w czasach przed-technologicznych. 

 

1 hour ago, Metody said:

A nie sądzisz, zę to dziwne, że technologicznie idziemy wykładniczo, a mentalnie, duchowo jesteśmy na etapie szympansa (walka o status, rozwój za wszelką cenę, totalna nieświadomość). Człowiekowi do szczęścia nie są wcale potrzebne te całe technologię, myślałeś kiedyś o tym ?

Jeśli dla Ciebie "duchowość" znaczy cichą komplentację z naturą, samotne istnienie - to w sumie dobrze. Każdy duchowość interpretuje inaczej, bo tak naprawdę jest to w pełni sztuczne wyrażenie... ale to dłuższy temat, na inną rozmowę. 

 

1 hour ago, Metody said:

 Coraz bardziej się w nich zatracamy z powodu nieharmonijnego rozwoju naszego umysłu logicznego i sfery emocjonalnej, ducha Coraz więcej chorób psychicznych i uzależnień już u najmłodszych dzieci.

W USA lwi procent społeczeństwa pobiera czeki na jedzenie i zasiłki ogólnie - większe skupiska miejskie są przerośnięte kulturowym marksizmem. Ciężko o to obwiniać kapitalizm. To trochę jak obwiniać Polaków o rzeź wołyńską, ponieważ "Polacy podjudzali Ukraińców przed wojną". Sens ten sam. Poza tym zwróć uwagę na przekrój rasowy, jeśli chodzi o te problemy społeczne. 

 

56 minutes ago, Ksanti said:

W takim razie ciekawe jakim cudem nasi przodkowie sobie radzili. 

Cudem - przeżyli... Przeczytaj ten artykuł. Moja babcia ze swoimi rodzicami przyszli na Lubelszczyznę ze względu na Galicyjską biedę. Zajebiście sobie radzili, prawda?

https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/04/11/setki-tysiecy-polakow-umieraly-z-glodu-ale-kosciol-i-tak-zabranial-im-jesc-miesa/

 

 

  • Dzięki 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
6 godzin temu, Strusprawa1 napisał:

Nie pomyślałeś, że on ze swojego życia, jaki ma, czerpie szczęście? W biografii było napisane, że gdyby była możliwość na nietracenie czasu na spożywanie posiłków i niespanie, to on chętnie by z tego skorzystał. Dla niego synonimem szczęścia jest praca. Sam do tego doprowadził - z własnej woli. To, że nie pasuje do Twojej wizji świata, w którym Ci, co nie podporządkowują się kulturze są oświeceni nie znaczy, że nie jest szczęśliwy.

 Osoba oświecona nie musi siedzieć w dżungli całe życie i medytować. Może być Elonem Muskiem także. Jednak zazwyczaj poprzedza to długi proces, rozwija się świadomość do takiego stopnia, że bycie pracoholikiem, zapatrzenie tylko w jedną sfere zycia wydaje się szaleństwem.

 

Osoba świadoma musi iść w innym kierunku niż cała kultura, społeczeństwo. To jest tak oczywistę jak odciągniecie palca od wrzątku.

 

 Pozatym jasno napisałem, zę go podziwiam, że super cechy charakteryzujące człowieka sukcesu.

Wcale go nie deprecjonuje, nie wchodzę z butami. Niestety dla wielu istnieje tylko albo TAK albo NIE, albo czarne albo białe.

Kto po coś wymyślił 8 godzinny czas pracy, a nie Elonowy 20 godzinny czas pracy ?

 

Ja podziwiałem jeszcze większego geniusza niż Elon i nadal podziwiam - Nikola Tesla. Próbowałem żyć tak jak on (etyka pracy, spanie). Po 4-5 tygodniach myślałem, ze padne i już nie wstanę. Są jednostki które pojawiają się 1/100000 osobników, reszta jest średnia. Samym mindsetem nie zrobisz z siebie Elona Muska, Nikole Tesli, możesz ewentualnie być ich marną kopią, a swoją oryginalność pogrzebać na zawsze próbie bycia kimś kim autentycznie nie jesteś, sterowany EGO itd. I tak antylopa może całe życie zmarnować na próbie bycia żyrafą, żeby mieć status najwyższego na sawannie.

 

 

 

 

Edytowane przez Metody
  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Perun82
      Bardzo ciekawy artykuł:
       
      https://porady.sympatia.onet.pl/sympatia-radzi/100-lat-polskoczy-malzenstwa-przestana-istniec/esv7xhq
       
      Ten fragment przykuł moją uwagę:
       
      - Można powiedzieć, że w związkach formalnych jest dokładnie tak samo, jak w tych nieformalnych - mówi. - Ale jednak nie jest. Fakt, że wypowiadamy przysięgę w obecności świadków, że człowiek zdecydował się na ten krok, to samoistnie zmienia sposób myślenia o relacji między dwiema osobami. Człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że rozstanie już nie będzie takie łatwe.
       
      Potwierdza to moją tezę, że słowo dane drugiej osobie nic nie znaczy. Ta druga "połówka" oczekuje ŚWIADKÓW.  Pieprzenie o dorosłości, zaufaniu - ale jednak słowo da drugiej nie jest traktowane poważnie. Jak na takich podstawach budować i kontynuować związek.
       
      I cały czas przemycany jest smaczek, że małżeństwo, formalne, utrudnia wypisanie się ze związku. Czyli matrix puszcza oczko.
       
      Pięknie pokazane, że nieformalne związki są dla dwojga ludzi, natomiast formalizacja powoduje, że państwo reguluje pożycie miedzy dwojgiem obywateli i pilnuje ich by zachowywali się tak jak chce system.  
    • Przez KrzysztofJerzyna
      Witam raz jeszcze wszystkich Braci.
       
      Postanowiłem podzielić się z Wami swoją historią, a więc od początku..
       
         Poznaliśmy się za granicą, oboje wyjechaliśmy tam za pracą. Od razu coś między nami "zaiskrzyło", związaliśmy się i poczułem, że to naprawdę ta jedyna. Niecały rok później wzięliśmy ślub, 4 lata po ślubie urodził się syn, który teraz ma niewiele ponad półtora roku. Pierwsze trzy lata naszego związku uważam za najszczęśliwszy okres w moim życiu, który po czasie zaczął się przeradzać w ostatnie pół roku najgorszego okresu w moim życiu. Przez pierwsze 4 lata pracowaliśmy razem, byliśmy właściwie sami, 24h na dobę ze sobą ale było nam z tym dobrze. Problemy zaczęły się, jak żona przerwała pracę w związku z ciążą i została w domu. Powoli, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, coraz więcej rzeczy jej zaczynało przeszkadzać. Zaraz przed narodzinami młodego, zacząłem również studia zaoczne w Polsce, z myślą o przyszłości - możliwością zadbania finansowo o rodzinę. Z każdym wyjazdem zawsze były jakieś żale, że za rzadko dzwonię (kilka razy dziennie to jest za mało?!), że nie opowiadam jej wszystkiego, ogólnie telefony ciągłe i kontrola: co, gdzie, jak, z kim. Jak zmęczony wracałem do domu po podróży i nie opowiadałem od razu od nowa wszystkiego to też wielka obraza jak ja tak mogę. Nie chodziłem na żadne imprezy będąc w Polsce, zadawałem się właściwie tylko z facetami, a i tak pretensje i chorobliwa zazdrość o "młode dupy" na roku. 
       
         Rok po narodzinach syna wróciliśmy do Polski, ona została w wynajętym mieszkaniu z dzieckiem, ja poszedłem do pracy zarabiać na rodzinę a weekendowo na studia. W tym momencie rozkręciła się na dobre. Ciągłe pretensje o co tylko się dało, o ton w jakim mówię, jak odbieram telefon (dwudniowy problem, że odebrałem telefon mówiąc "no halo" zamiast "cześć kochanie"), że idę do pracy żeby nie spędzać czasu z rodziną (wtf?!), że za często mówię, że ją kocham, potem o to że za rzadko (?!). Po prostu, o wszystko. Odczuwałem, że muszę cenzurować co mówię i uważać na to jak mówię, żeby przypadkiem nie nadepnąć na minę. Na początku starałem jej się poprawić nastrój, komplementując ją, przynosząc kwiaty, ale jak po miesiącach nie przynosiło to rezultatu, zacząłem się po prostu izolować i zamykać w sobie. Jak łatwo się domyślić, pretensje zaczęły się też o to, że jak mogę być tak nieczuły itp., kiedy jej spokojnie tłumaczyłem, że nie mogę tak żyć w ciągłych pretensjach i poczuciu osaczenia. Warto też wspomnieć, że często problemy robiła o coś, co niby powiedziałem ale było to kompletnie przekręcone w stosunku do rzeczywistości, tego, co na prawdę mówiłem. Raz ją nawet poprosiłem, żeby przez 7 dni powstrzymała się od pretensji do mnie, a ja jestem przekonany, że będę się w stanie znowu otworzyć. Wytrzymała aż 3 dni, ale za to 3 godziny bezprzerwnych pretensji byłem zmuszony wysłuchiwać.
       
         W pewnym momencie ona stwierdziła, że musi iść do pracy bo jest nieszczęśliwa i ją to męczy. Na początku średnio wspierałem ten pomysł, odpowiadał mi taki model rodziny, że mój syn jest w domu przy matce a nie w żłobku/z opiekunką, ale z czasem stwierdziłem śmiało, idź. Niby szukała, ale jakoś dziwnym trafem nic nie mogła znaleźć. Po kolejnym z wielu jej ataków z dnia na dzień spakowała się i wyjechała z synem do matki, akurat jak ja byłem na zajęciach. Nie było jej 10 dni. W tym momencie sobie uświadomiłem, że nadchodzą nieuniknione zmiany, nie byłem jeszcze tylko pewien jakie. Doszedłem do wniosku, że, nazywając rzeczy po imieniu, zostawiając mnie i odbierając mi syna (pomimo, że tymczasowo) mogę się spodziewać, że zrobi to ponownie.
       
        W związku z powyższym, stwierdziłem, że po jej powrocie trzeba podpisać rozdzielność majątkową (zaraz będę otwierał firmę, po tym co zrobiła nie zamierzałem ryzykować). Po wojnie z tym związanej, w końcu się zgodziła. Mieliśmy spróbować bez wzajemnych żali i oczekiwań, po prostu, brać siebie takimi jacy jesteśmy, starając się dać od siebie jak najwięcej. Wytrzymała, uwaga uwaga.. dwa dni! Jakąś pierdołą zdenerwowała mnie, więc wyszedłem do pokoju obok chwilę odetchnąć. Poszła z dzieckiem na rękach za mną i powiedziała, że poczekają na mnie. Po tym jak usłyszała, że chciałem chwilę pobyć sam zaczęła atakować, a czemu, czemu sam, czemu i po którymś pytaniu odpowiedziałem, że nie muszę się jej ze wszystkiego tłumaczyć. Wtedy jej już kompletnie odbiło. Zaczęła krzyczeć, że jak mogłem jej takie coś powiedzieć, że już mi nigdy nie zaufa (po raz kolejny: wtf?!), jak mogłem itd. Tak z dwa dni, które doprowadziły do tego że powiedziałem, że w takim wypadku musimy się rozwieść. Kłótnia była wieczorem, następnego dnia zaczęła się zachowywać jakby nic się nie stało. Ale już po jednym dniu powrót do wylewania żali i pretensji. Co się zaczęliśmy dogadywać to ona znowu zaczynała coś tworzyć, byle tylko doprowadzić do niepodpisania intercyzy. Wczoraj przyszła do mnie do pracy z synem, byłem sam więc mieliśmy chwilę żeby pogadać (dzień wcześniej znowu dogadaliśmy się, że podpiszemy intercyzę jak tylko znajdzie pracę). I znów zaczęła że takie układy to nic dobrego itd. W tym momencie zagotowało się już we mnie, bo po raz kolejny uwierzyłem, że może nam się uda, więc powiedziałem, że nie będę teraz o tym dyskutował przy synu, żeby dopiła kawę i poszła, ja zszedłem w międzyczasie na dół. Chwilę potem usłyszałem "idź synek tutaj", myślałem, że chce, żeby się młody ze mną pożegnał, jak się odwróciłem to zobaczyłem rękę lecącą w moją twarz. Gdyby nie mój refleks, dostałbym z całej siły w mordę od własnej żony. W tym momencie stwierdziłem, że dość tego. Powiedziałem tylko "Pakuj się i wypierdalaj" i na tym się skończyło. Po powrocie do domu już jej nie było. I prawdę mówiąc, w końcu spadł mi kamień z serca. Już dawno bym to zakończył gdyby nie syn, bez którego nie wyobrażam sobie życia.. Nie po to zapierdzielam, utrzymuję dom i rodzinę, żeby słuchać tylko ciągłym pretensji.. Historia jakich wiele. Zastanawiam się tylko, czy iść od razu do adwokata i szykować pozew, czy też poczekać miesiąc-dwa, odłożyć na prawnika i spokojnie to rozegrać, czy pożyczyć kasę i działać od razu. Nie udało mi się nic odłożyć, bo jak tylko były jakieś wolne środki to od razu znajdowało się coś, na co ona potrzebuje je wydać. 
       
         W mojej historii jest o tyle dobrze, że właściwie niczego jeszcze się nie dorobiliśmy (wykupiłem mieszkanie mojej mamy i wtedy ona dopiero jako darowiznę mi je przekazała, wiec tylko ja mam do niego prawo, na szczęście). Firma też jeszcze nie otwarta. Jedyne co to dziecko i podział opieki nad nim spędza mi sen z powiek. Bo pomimo, że zaklinała się, że nie będzie mi ograniczać kontaktów z synem (we wcześniejszych kłótniach już byliśmy blisko rozwodu więc temat poruszony), to odkąd zaczęły się te wszystkie kłótnie mam wrażenie że jest ona coraz bardziej nieobliczalna. Jak usłyszała, że nie zamierzam płacić alimentów na jej utrzymanie (bo kurwa z jakiej racji?!) to usłyszałem tylko jakim to ja jestem chamem i skurwysynem. Oczywiście, na dziecko płacić chcę i będę. W ogóle nie potrafiła nad sobą panować przy synu, i wszystkie żale i wyzwiska wyrzucała przy nim, mimo wielu moich próśb, żeby poczekała jak mały już będzie spał. Boję się o syna, że będąc z nią i jej matką, z którą zapewne będą mieszkać, młody po prostu zeświruje. Jej matka jest jeszcze gorsza od niej pod względem żali do męża swojego, córeczka poszła w mamusię, choć jeszcze przed kilkoma laty widziała to jaka jest jej matka i ze świętym przekonaniem mówiła że nigdy się taka nie stanie. Życie zweryfikowało. Utrwaliło mnie to tylko w tym, że kobiety chcąc nie chcąc powielą to, co się wyprawia w ich domach. A byłem pewien, że ona taka nigdy się nie stanie..
       
      No nic, to by było chyba na tyle, pozdro Bracia! 
       
    • Przez Deleteduser03
      Witam
      Ostatnio czytałem o tym, iż gdy dochodzi do rozwodu i gdy facet był dużo bardziej zamożny od swojej małżonki, to ona może wnioskować o alimenty na siebie. W ramach tzw. obniżenia standardu życia. Czyli dzięki pieniądzom męża, przyzwyczaiła się do wyższego standardu życia. Zatem nie wolno jej go teraz obniżyć. Byłoby "nie fair" gdyby musiała sama zapracować na swój standard życia. Ehh. I tak się zastanawiam.... a co z potrzebami byłego męża. W czasie trwania małżeństwa on dawał zasoby finansowe, ona gotowała, sprzątała, zaspokajała go seksualnie. Jasny klarowny układ. Ale teraz już nie będzie. Jednak on nadal ma jej płacić. To nie jest sprawiedliwe. Skoro ona nadal ma otrzymywać pieniądze, to powinna np. trzy razy w tygodniu wpaść do jego domu: posprzątać, ugotować i zaspokoić seksualnie byłego męża. To by było sprawiedliwe. A tak to on nadal płaci, ale nie ma nic w zamian. Brane są pod uwagę tylko potrzeby kobiety. Facet ma być tylko bankomatem. I to nawet po rozwodzie. I nawet gdy nie było dzieci! Gdzie to równouprawnienie???
    • Przez Still
      Witajcie bracia. Dotarłem do pozwu rozwodowego jaki będzie złożony przez moją byłą (nie pytajcie jak ). Mam parę pytań do was. Proszę o wasze rady jak zakwestionować jej żądania oraz treść pozwu.
       
      Alimenty - 600 zł (Moja wypłata netto około 2400 podała w pozwie, że mam 2500. Napisała w pozwie, że zarabia 2200 na rękę a ma prawie 2600 czyli już .)
      Udzielenie zabezpieczenia przez zobowiązanie pozwanego, aby przez cały czas trwania postępowania rozwodowego płacił taka kwotę, począwszy od Kwietnia 2018.
      A teraz podane koszta utrzymania dziecka przez byłą.
      koszt wyżywienia – ok. 450 zł 
      koszt zakupu ubrań i butów – 100 zł 
      koszt zakupu kosmetyków dla dzieci – 25 zł
      koszt zakupu środków czystości  tj. płyn do prania, płyn do płukania – 25 zł
      koszt zakupów leków, w tym wit. D – 50 zł 
      koszt publicznego przedszkola – ok. 200 zł 
      koszt dojazdów do przedszkola – ok. 350 zł 
      koszt zabawek edukacyjnych – ok. 50 zł 
      koszt rozrywki tj. wyjścia na basen, do kina, do parku rozrywki  – ok. 100 zł 
      koszt opłat  – ok. 150 zł  (???? jakich opłat)
       
      Dalej pisze o swoim utrzymaniu w życiu.
      Płaci połowę kredytu hipotecznego 350 zł 
      Kredyt gotówkowy 110 zł ( połowę ja płace, mam wyciąg z konta swojego )  
      Partycypacja kosztów utrzymania u rodziców 200 zł 
      Rachunek za jej telefon 70 zł ( what the fuck  ??? )
      Koszt paliwa do pracy 200 zł ( dodam, że wcześniej pisała koszt paliwa dojazdu do przedszkola 250 zł , przedszkole oddalone 1 km od jej pracy )
      I teraz perełka : 
      Zapewnienie własnych podstawowych potrzeb tj. wyżywienie – 500 zł, kosmetyki, leki – 100 zł miesięcznie oraz rozrywka – sporadyczne wyjście do kina, na basen – 100 zł miesięcznie.
      Co mnie obchodzą kosmetyki, wyżywienie, rozrywka ??? 
       
      Co o tym sadzicie bracia ???
    • Przez Kingboss
      Dziś przeglądam internet i znajduje taki o to raport.
      http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/coraz-wiecej-rozwodow-w-warszawie-dlaczego-sie-rozwodzimy,4624747,galop,t,id,tm.html
       
      Od  1990 r. niemal podwoiła się liczba rozwodów w stolicy – na dwa śluby w Warszawie przypada jeden rozwód. Statystyczny pan młody jest starszy od panny młodej i bierze ślub w sierpniu, mężczyźni dziesięć razy częściej żenią się po 60-tce niż przed 20-tką, a statystyczni rozwodnicy kończą małżeństwo z powodu "różnicy charakterów" przed upłynięciem 10 lat w związku. Oto dane z rocznika demograficznego. Otwórz galerię, żeby dowiedzieć się więcej.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.