Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Sign in to follow this  
don_bidon

Z powodu samobójstw ginie w Polsce więcej ludzi niż w wypadkach

Recommended Posts

Na portalu Forsal_pl pojawił się artykuł dotyczący samobójstw w Polsce. Wg Komendy Głównej Policji do zamachu samobójczego dochodzi co 47min. Szacuje się, że 60-90 proc. osób z zachowaniami samobójczymi (zależnie od grupy wiekowej) przejawia różne zaburzenia psychiczne, m.in. depresję  W ubiegłym roku było to ponad 5,2tyś osób. 80% to mężczyźni.

Pamiętam jeszcze ze szkoły taką rozmowę o problemach społecznych:

Nauczycielka: Kobiety pozorują samobójstwa żeby na nie zwrócić uwagę. To ostatni akt desperacji szukając pomocy. To jest straszny problem.

Ja: Ale mężczyźni częściej się zabijają, to chyba większy problem?

Nauczycielka: Bo są SŁABI.

Zatkało mnie. Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć (może dlatego tak zapamiętałem ten dialog).

Link do artykułu:

http://forsal.pl/lifestyle/zdrowie/artykuly/1112951,suicydolodzy-z-powodu-samobojstw-ginie-w-polsce-wiecej-ludzi-niz-w-wypadkach.html

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ta pani nauczycielka nie ukończyła jakichś Gender Studies? :)

Takie teorie (jak tej pani) są skutkiem ciągłego pierd....nia głupot przez media.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podwójnych standardów ciąg dalszy. Mężczyzno masz być silny i zapierdalać na pańcie oraz korporacje. Jeśli ukazujesz słabość to jesteś pizda i nikt nie będzie się nad tobą rozczulał. Kobieto bądź po prostu sobą, nie bój się wyrażać siebie i swoich emocji. Bierz co chcesz i głośno krzycz jeśli coś ci się nie podoba. Zawsze otrzymasz wsparcie i drugą szansę, jeśli pokażesz wszystkim jak bardzo cierpisz. Tak powstają tabuny rozczeniowych księżniczek i samobójstwa zniszczonych życiem mężczyzn.

  • Like 3
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielu facetów nie ma wyjścia. Kobiety bezwzględnie odbierają facetom prawa do dzieci. Krzywdzą te dzieci, odbierając im kontakt z biologicznym ojcem.

To jest nieodwracalna krzywda wyrządzona małemu dziecku, na którą facet nie ma wpływu. Wielu tego nie wytrzymuje.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 23.03.2018 o 11:16, don_bidon napisał:

Nauczycielka: Kobiety pozorują samobójstwa żeby na nie zwrócić uwagę. To ostatni akt desperacji szukając pomocy. To jest straszny problem.

Ja: Ale mężczyźni częściej się zabijają, to chyba większy problem?

Nauczycielka: Bo są SŁABI.

 

Ja pierdole. 

 

Co do pierwszego zdania to prawda. Nawet "samobója" kobiety wykorzystują do pozyskania atencji. Nawet to jest fałszem, obłudą i manipulacją.

 

Co do drugiego zdania, mężczyźni są w tym skuteczni bo na prawdę nie idzie czasem wytrzymać. Podejmują realne działanie, które mają na celu zatrzymać ogromne cierpienie. Wielką tragedią jest, że tak wielu mężczyzn woli umrzeć niż dalej grać na nieuczciwych zasadach. 

  • Like 1
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@don_bidon ja myślę, że ta pani nauczycielka była troszkę niedoinformowana. Mówiłaby inaczej gdyby od niej wymagano nieokazywania uczuć, konsekwencji, gdyby nie mogła tak często prosić o pomoc innych albo wyłgać się płaczem w razie gdyby coś zawaliła, gdyby państwo nie zapewniałoby jej spadochronu w postaci pomocy w razie zostania samotną matką, gdyby później miała odejść na emeryturę mimo, że będzie krócej żyła..., itd. Mówiłaby inaczej o ile nie popełniłaby samobójstwa :).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek inteligentny jeśli jest "niedoinformowany", to nie formułuje żadnych tez czy ocen o nieznajomym sobie stanie rzeczy. To jest zbrodnia na nauce, być nauczycielką i udawać, że się coś wie robiąc sobie zasłonę przy użyciu takich ogólników.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyźni bardzo często tłumią emocje, przez co kumuluje się w nich dużo negatywnej energii (pogląd psychologów z którym ja się zgadzam). My faceci bardzo często nie potrafimy rozmawiać i okazywać swoich emocji. Nie od dziś wiadomo, że "Chłopaki nie płaczą" czy "Bądź mężczyzną" - slogany wpychane do głowy od dziecka wielu mężczyzną. A tekst kobiety w stylu "bo są słabi" jest w mojej ocenie bardzo ogólny, gdyż każdy przypadek samobójstwa jest inny, często są to np. choroba dwubiegunowa, schizofrenia paranoidalna/ 

 

Wypowiedź "nauczycielki" nie na miejscu w moim odczuciu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No niestety tak jest dokładnie, nie ukryje że miałem takie myśli sam! 

Ale przyszło otrzeźwienie i postanowiłem że zemszczę się na tym s.. i h... co mnie doprowadzili do takich myśli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby syn tej tępej piczy się wylogował to też by powiedziała że był słaby ? Baby w swoich przekonaniach są tak głupie i krótkowzroczne że to aż boli . Ale co tam ,jak będzie potrzeba to zmieni przekonania w 5 min. Ważne żeby pani było wygodnie w życiu. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By Firestarter
      Zastanawiałem się, czy ktoś z Waszego otoczenia (rodzina, znajomi, sąsiedzi) popełnił samobójstwo.
       
      Jeśli tak, to kto to był? Jaka była Wasza reakcja na wieść o tym zdarzeniu, jak się zachowywaliście, jakie przemyślenia się pojawiły?
       
      Ważne: jak zareagowała rodzina osoby, która odebrała sobie życie? Czy mówili coś później na ten temat, komentowali całe zdarzenie albo swoje przeżycia? Czy próbowali się domyśleć, jaka była przyczyna? Jak to później wpłynęło na rodzinę?
       
      Jak zareagowało otoczenie? Pojawiły się jakieś plotki? Wspomagali rodzinę?
       
      Interesuje mnie wszystko, co mogło pojawić się w tym temacie.
       
      Ja miałem jedną taką sytuację, może ona posłużyć jako przykład:
       
      1. Kto?
      Znajomy rodziny z naszej wsi. Czasem u nas popracował np. w sadzie, coś pomagał. Był lekko po pięćdziesiątce. Nie miał żony i dzieci, tylko starą już matkę i brata z rodziną. Nie przychodził już do nas jednak od dłuższego czasu, ja go chyba ze dwa lata nie widziałem, bo wyjechałem na studia.
       
      2. Jak?
      Dość standardowo - powieszenie.
       
      3. Jak się dowiedziałem?
      Jedliśmy z rodzicami śniadanie, czy tam obiad i przyszedł do nas sołtys wsi. No i powiedział, że Irek nie żyje. Że się powiesił w oborze. Znalazł go właśnie sołtys. Oczywiście wcześniej było już wezwane pogotowie itp. itd., nie wiem, czy nie przyszedł do nas na drugi dzień.
       
      4. Moja reakcja
      Z początku wszyscy przy stole popatrzyliśmy na siebie, tak w oczy. Ojciec pokiwał głową przy stole. Matka jakieś tam "O Jezu, o masz". Zaczęliśmy jakoś wypytywać, co się stało, kto znalazł, czy było pogotowie, policja itp. Sołtys opowiadał, ale ja tak właściwie nie słuchałem, byłem na poły myślami gdzieś daleko. Nie wiem do końca, o czym myślałem, nie wiem czy w ogóle wtedy myślałem. Nie był to dla mnie jakiś ogromny szok, ale na pewno zaskoczenie, bo nigdy nikt kogo znałem, nie popełnił samobójstwa. A tu taka nowina. Nie mogłem za bardzo słuchać, wyszedłem z kuchni.
       
      Później jeszcze sąsiadka zaczęła coś opowiadać, co zasłyszała, trochę takie szczegóły techniczne; a to że Irek brzydko wyglądał na tym sznurze, że język siny mu wyszedł, że nieogolony był. I pachniało alkoholem, był pijany. No tak, bo on był pijakiem / alkoholikiem. Jego świnie zaczęły jakoś po podwórku czy po wsi biegać, to sołtys się wkurzył i chciał go pijanego naprostować, a tu niespodzianka...
       
      5. Dlaczego?
      Sprawy majątkowe, brak pieniędzy. Kiedyś rodzina Irka była najbogatsza we wsi, za PRLu mieli jak na tamte standardy, jak w raju. Dostał swoją część majątku, ale wszystko wyprzedał przepił, stara matka musiała go utrzymywać. No i jak do roboty gdzieś poszedł, to coś zarobił. Nie miał więc pieniędzy, a chlać się chciało. Poszedł więc do Providenta. Kasę dostał, ale jej nie spłacał. Zaczęli go mocniej dociskać, chyba były już pierwsze procesy, chyba groziło mu więzienie. No to zrobił to, co zrobił.
       
      Tu raczej nikt nie miał wątpliwości, czemu targnął się na życie. Cała wieś wiedziała. Pewnie doszły do niego po pijaku jakieś jeszcze myśli... A po pijaku ludzie często się wieszają, tak słyszałem.
       
      6. Moje przemyslenia
      Nie było ich jakoś bardzo dużo. To nie był okres, w którym interesowałem się motywami działania innych ludzi. Było mi jednak szkoda chłopa. Zabawny był, jak u nas pracował, to sobie gadaliśmy, często jaja odchodziły, było wesoło, ale tak w pozytywnym znaczeniu. A tu buch! Takie coś... Nie wiedziałem, co o tym wszystkim sądzić, czy źle zrobił, czy może dobrze dla siebie. Ostatnio znalazłem jego grób i postawiłem mu lampkę, mam nadzieję, że na Wielkanoc wrócę do domu i postawię jeszcze jedną. Na pogrzebie niestety nie byłem.
       
      7. Reakcja rodziny zmarłego
      Jego stara matka przebywała wówczas u jego brata, bo była chora. Gdy się dowiedziała, poczuła się jeszcze gorzej, ale to zrozumiałe. Było takie wyżalanie się, zawodzenie, jak to zawsze "O Ireczku, mój synku...". Standard. Z drugiej jednak strony uspokoiła się. I cała jego rodzina się uspokoiła. Dlaczego? No właśnie przez to, że nie będzie już wyprawiał żadnych cyrków, że nie zrobi już niczego głupiego, bo różne rzeczy do głowy mu przychodziły. I nie wyprzeda już więcej majątku, gdyby po matce dostał. I matka spokojniejsza, bo już nie będzie nic od niej chciał, bo pożyczał i kradł od niej pieniądze. Nie dbał o nią, a mieszkali razem aż się rozchorowała.
       
      Pozostała rodzina też się uspokoiła - nie chcę powiedzieć, że ucieszyła, ale zapanował spokój. Z powodów jak wyżej. Pojawiły się łzy, ale pochowali go i chyba jakiejś ogromnej tragedii tam nie było. Osobiście odniosłem wrażenie, że poniekąd dla rodziny Irka lepiej było, że skończył.
       
      8. Reakcja otoczenia
      Gdy sołtys do nasz przyszedł, był zdenerwowany, zły, jak ojciec na dziecko. Ale nie ma się co dziwić w takim wypadku. Wieś zrobiła swoje - była składka na wieniec, dużo osób poszło na pogrzeb. Rodziny nie było za bardzo jak wspierać, bo już nikt nie mieszkał w tym domu.
       
      Ludzie później troszkę rozmawiali o całej sytuacji, ale w zasadzie wszystko było jasne. Kiwali tylko głową ze zrozumieniem i mówili, że zadłużył się był pijany, to zrobił to. I mówili, że matka będzie miała spokój. I ludzie troszkę też, bo czasami potrafił coś podkraść, a to jakieś jajka, a to jakąś kurkę, a to warzywa z pola. Nie jakoś bardzo, ale zdarzało się.
       
      Nawet nam coś gwizdnął, ale tak na wesoło. Miał być u nas jakiś grill i była kupiona cała torba piw, leżała gdzieś koło drzwi wejściowych, na widoku. I przyszedł kiedyś do ojca po coś, ale go nie było. Nikogo nie było, a babcia nie zdążyła dojść do drzwi, żeby mu otworzyć. A ten odczekał chwilkę, obejrzał się na wszystkie strony i cap, dwa browce z torby i w długą! Babcia widziała przez okno. Kurde, później tyle śmiechu było, podpuszczaliśmy go; "Irek, a nie widziałeś piw, nie byłeś u nas? Bo dwóch brakuje?". Niezłe jaja. Później powiedzieli, że babcia widziała i w końcu się przyznał, że zachciało mu się pić, to po co piwerka mają się marnować?
       
      Oczywiście nie musicie rozpisywać się tak jak ja i możecie spokojnie opisać to krócej.
       
      Z góry dzięki za odpowiedzi!
    • By Posthuman
      Witam Panowie!
       
      Zmagam sie z ciężką do przełknięcia sytuacją. Napisze wprost: Moja EX zostaiwła mnie przez moja przeszłość seksualna. Sprawdzała mój telefon i komputer i znalazła tam stare wiadomosci sprzed związku z których wynikało ze byłem u prostytutki. Nie mogła sie z tym pogodzic, dlugo sie z tym meczyla i czasem to do niej wracało... Nie dało sie nawet z nia o tym porozmawiac zeby to jakos wyjasnic. Bylismy po tym jeszcze razem przez pol roku i było "niby ok" ale 1 stycznia mnie zostawiła i odeszła do jakiegos wczesniej poznanego Angola (mieszkamy w UK). Z usług korzystałem za granica, byłem samotny, zmagam sie z nerwica depresyjna, nie miałem czasu na znajomosci i z potrzeby bliskosci skorzystałem z usługi 3 razy. Nie chciałem do tego wracac, wstydziłem sie tego i nadal wstydze. Czuje sie teraz jak scierwo, zdemaskowany przez osobe która kocham, nie chciałem jej o tym mowic, wiedziałem ze po tym związek nasz nie przetrwa długo. Nie myliłem sie.  Wiem ze powinienem uwazac na swoj telefon, usuwac historie etc, ale kompletnie zapomniałem o tych wiadomosciach. Jakby tego było mało ostatni wyskok miał miejsce na przełomie poczatku mojej znajomosci z EX. Uwazała to za zdrade, choc oficjalnie zaczelismy chodzic dopiero 4 miesiace pozniej. 
       
      Rozstanie powoli trawię choc jest ciezko i gnebi mnie to nadal. Ale najgorsze ze sam teraz siebie postrzegam jak najgorsze scierwo. Ze dopusciłem się tego. Zapłaciłem za seks jak jakis frajer. Mam mega doła, nie wiem jak sie z tym uporać, strasznie mnie to dobiło i nie potrafie teraz zaakceptować swojej przeszłości ja sam. 
       
      Moja była rozpisywała sie o tym na babskim forum "wizaz". Miałem nieprzyjemnosc czytania postow pod jej wpisem. Zostałem tam nazwany dziwkarzem kupujacym seks, frajerem, kazda przyznała ze nie umowiłaby sie z takim jak ja.
      Czuje sie teraz mega samotny, była dała mi do zrozumienia że nikt mnie już nie zechce i zawsze juz bede sam.
       
      Moja samoocena spadła ponizej zera, POMOŻCIE!!!
    • By Velen33
      Dobry wieczór. Nie wiem czy to odpowiedni temat, ale muszę swoją historię przelać na wirtualny papier. Mam 24 lata. Mieszkam w pobliżu dużego miasta, skończyłem właśnie studia, borykam się z nerwicą, aczkolwiek jest lepiej z tygodnia na tydzień. Podejrzewam, że podobnych historii było sporo. Chodzi o to, że w ostatnim czasie mocno zaczął mi doskwierać fakt, że nigdy nie miałem dziewczyny. Nigdy nie trzymałem się za rękę, nigdy się nie całowałem nie mówiąc o czymkolwiek więcej. Jeśli kogoś interesuje co robiłem kiedy "był na to czas", to odpowiadam, że w podstawówce i gimnazjum byłem notorycznie dręczony przez praktycznie całą klasę ze względu na swoją odmienność (długie włosy, zainteresowania dziką przyrodą, specyficzny ubiór, wygląd bardziej dziewczęcy niż chłopięcy) i w ogóle nie myślałem o jakichkolwiek miłosnych podbojach. Najlepiej z tego okresu wspominam dni, kiedy byłem chory, bo nie musiałem iść do tego piekła. W liceum było trochę lepiej, aczkolwiek nie czułem w ogóle pociągu do dziewczyn, mimo, że jedna wprost poprosiła mnie o swój nr telefonu i to naprawdę całkiem ładna, obecnie jest modelką (nie żartuję). Jednak nie byłem zainteresowany. Na studiach kiedy poczułem pierwszą ciągotę do dziewczyn, okazało się, że praktycznie wszystkie są zajęte i tak zeszły 3 lata 😕 Podczas studiów jednak zostałem w końcu zaakceptowany przez grupę rówieśników, zacząłem się intensywnie udzielać w życiu uczelni, byłem prezesem koła naukowego. W tym czasie też zauważyłem, że absolutnie nie mam problemu z wystąpieniami publicznymi, czuję się podczas nich jak ryba w wodzie, intensywnie gestykulując i łapiąc kontakt ze słuchaczami. W międzyczasie myślałem aby zagadać do kilku dziewczyn z innych kierunków, ale nie byłem w stanie się przełamać. Zacząłem analizować z czego się bierze ta nieśmiałość i uświadomiłem sobie, że na tym polu jestem strasznie zakompleksiony. Głównie z powodu wyglądu. Po pierwsze jestem strasznie chudy. Mam 66 kg, przy wzroście 183 cm, a wyglądam na jeszcze sporo chudszego. W barach jestem węższy od wielu dziewczyn i mam ekstremalnie długą szyję. Z twarzy absolutnie nie wyglądam na 24 lata, raczej na 17. W porównaniu z dziewczynami w moim wieku wyglądam jak młodszy brat Zarost jest ledwo co widoczny. Sylwetka jest poniekąd skutek tego, że od wielu lat uprawiam kolarstwo szosowe i większość uprawiających ten sport ma takie sylwetki. Możecie sobie wpisać w gogle grafika frazę "hugh carthy". Wyglądam dokładnie tak samo. Spotykałem się z poradami żeby pójść na siłownię, ale mnie nie interesuje ten rodzaj wysiłku. Po prostu nudzi mnie to. Teraz przeszedłbym do charakteru i zainteresowań, bo tu też mocno odbiegam od norm społecznych. Na imprezy praktycznie nie chodzę. Na studiach byłem tylko 2-3 razy, ale nie kończyło się to dobrze, o czym wspomnę nieco później. Miejsca typu dyskoteki czy kluby mnie odrzucają, bo jest tam taki hałas, że nie słyszę własnych myśli i chce mi się żygać. Wolę ciszę i spokój. Nie interesują mnie seriale czy muzyka. W telewizji oglądam wyłącznie wyścigi kolarskie i filmy przyrodnicze. Moje pasje to kolarstwo, dzika przyroda, filozofia, gry karciane, ciąg Fibonacciego. Alkohol? Po 2 kieliszkach wódki robi mi się słabo i praktycznie każdą imprezę, na jaką byłem zapraszany kończyłem z twarzą w muszli klozetowej. W ogóle na studiach pierwszy raz wypiłem jakikolwiek alkohol. Na studiach Pierwszy raz zostałem zaproszony na imprezę. Co jeszcze? Na wakacje wyjeżdżałem tylko z rodzicami. Ostatni raz 6 lat temu. W momencie gdy skończyły się studia zapadłem na nerwicę głównie ze względu na perspektywę życia w samotności. Studia były praktycznie jedynym moim kontaktem z innymi ludźmi. Mam kolegę, z którym raz na jakiś czas wyjdę na bilard, ale często przebywa on zagranicą. Z resztą ludzi kontakt się urwał i jestem obecnie w martwym punkcie. Jestem umówiony niedługo na rozmowę o pracę i mam nadzieję, że otworzę nowy rozdział w życiu. Próbowałem szukać miłości przez internet, ale tylko nabawiłem się jeszcze większych kompleksów. Przez miesiąc na tinderze uzbierałem 18 par, z czego żadna nie odpisała. O reszcie szkoda w ogóle pisać. Dodam jeszcze, że jestem strasznie wrażliwy, i każde nieodwzajemnione serduszko na sympatii czy innym gównie bardzo mocno przeżywam. Czytałem też gotowe teksty na podryw, na pewnej stronie, ale były one tak żałosne i prostackie, że z litości nad autorem ich tu nie przytoczę. Ostatnio udało mi się zagadać do dziewczyny w autobusie, która przygotowywała się do kolokwium z matematyki. Zbierałem się do tego 20 minut, ale drżącym głosem udało mi się rozpocząć rozmowę, aczkolwiek nie dałem rady poprosić o numer czy dać znać, że mi się podoba. Po prostu 5 minut rozmowy i tyle. Stwierdziłem jednak, że lepsze to niż nic. Czy ktoś był w podobnej sytuacji i udało mu się z niej wyjść? 
       
      Pozdrawiam.
    • By kaziki
      Witam forumowiczów ☺️
      Podzielę się z Wami moją historią walki z ciężką depresją.
      Po ponad ośmiu miesiącach walki z tą podstępną chorobą,udało mi się odnieść zwycięstwo :)
      Postanowiłem udać się o pomoc do lekarza specjalisty psychiatry.
      Dzięki pani doktor i pana psychologa, udało mi się wyjść na prostą i teraz cieszę się każdym dniem, a nie go przeklinałem jak byłem chory :(
      Leki przepisane przez panią doktor to : Parogen/Paroxinor (SSRI) po ośmiu miesiącach codziennego stosowania się do zaleceń lekarza, wyprostowały mi myślenie :)
      Najważniejsze,aby się przyznać przed sobą,że ma się problem,mi się udało.
      Miłego dnia 😇
       
    • By Perun82
      Ciekawy artykuł, wiem, że temat wielokrotnie poruszany (w tym i przeze mnie). Jednak moim zdaniem trzeba o tym częściej pisać. 
       
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10225
       
      i ciekawy fragment
       
      Wyraźnie bowiem widać, że największa przewaga samobójstw mężczyzn występuje w kulturach europejskich oraz amerykańskich, podczas kiedy w kulturach azjatyckich i afrykańskich przewaga ta jest zdecydowanie mniejsza. Przewaga samobójstw mężczyzn występuje zatem częściej w kulturach bardziej indywidualistycznych.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.