Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

On 26.03.2018 at 1:18 AM, Pater Belli said:
  • Mieć dalej na nią wyjebane i jej głupie testy. Okazywać dystans. Zauważyłem przed wyjazdem, że zaczyna się łasić. Samemu zacząć ją testować?
    Zawsze miej na nią wyjebane. To jest kobieta. Jak będziesz rozkminiał o co jej chodzi to osiwiejesz a i tak nie dojdziesz do niczego.
  • Zerżnąć ją zaraz po powrocie i robić to regularnie co najmniej 2xtydzień. Jak bedzie miała obiekcje, to wyjdę z domu.
    Tak. Kobiety lubią być brane stanowczo, nawet jak protestują.

     
  • Mieć bardziej wyjebane na pracę i skoncentrować sie na sobie (siłownia, sauna, rower), tylko czasu może brakować.
    Jeśli lubisz to co robisz, to nie ma sensu mieć na to wyjebane. A jak nie lubisz to zmień pracę.

     
  • Ograniczyć dostęp do finansów. Mamy wspólne konto, ktorym ona zarządza. Zgodziłem się dawno (urobiła mnie z teściową), że bedziemy sobie zostawiać jakąś drobną część hajsu. Ja zawsze lepiej zarabiałem. Teraz chcę to zrobić procentowo np każdy zostawia sobie 15% pensji. Reszta na wspolne konto. Szczegołnie, że ona teraz też zarabia. Dobry pomysł?
    To jest jakiś dramat. Na wspólne konto, przelewaj tylko tyle, ile jest potrzebne na połowę rachunków za chatę i dzieciaki. Nic więcej. Jak jej kasy zabraknie, to niech przyjdzie i poprosi. Moja przychodzi prosić już po paru dniach od wypłaty. Zawsze postara się przy tym w łóżku i dostaje 50zł czasem 100zł.

     
  • Za brak szacunku wprowadzić kary, ale nie wiem jak. Czy tylko ją strofować.
    U mnie strofowanie nic nie dawało, o wiele lepszy efekt przynoszą mocne klapsy w dupę. Niby dla żartów ale efekt jest ok.

     
  • Zacząć samemu podejmować decyzje, chociaż dla formalności pytać się o jej zdanie.
    Ja zawsze decyzje podejmuję sam, ale wszystkim mówię, że rządzi u nas żona.
     
  • Motor i tak kupuję.
    Ja akurat miałem już przed ślubem, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale, kup koniecznie.
     
  • Wychodzić zaraz po pracy na drinka co najmniej raz w tygodniu. Wyciągać znajomych do towarzyszenia.
    Jak lubisz to czemu nie. Ja nie przepadam za taką formą spędzania czasu. Wolę posłuchać radio samiec.

     
  • Przestać przepraszać i no more nice guy.
    Nie będziesz musiał przepraszać, jak weźmiesz sprawy w swoje ręce. Bo niby za co masz przepraszać?

     
  • Nie zaniedbywać dzieci przez to wszystko.
    Pamiętaj abyś nie brał na siebie żadnych babskich obowiązków typu: gotowanie, sprzątanie, prasowanie itd. Kobieta i tak tego nie doceni, a Ty stracisz czas, który możesz poświęcić na dzieci. Jak dzieciaki są już duże, to dobrym pomysłem będzie też nauka jazdy na terenowym motorze dla nich. Wspólnie możecie się uczyć, na początek nie musisz kupować im sprzęt, możecie np. na weekendy wypożyczyć, albo wybrać się na quady.

 

Edited by developers
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, developers napisał:

Ja zawsze decyzje podejmuję sam, ale wszystkim mówię, że rządzi u nas żona.
 

A cóż sie kryje pod takim zabiegiem, wyjaśnij proszę jak możesz? :) 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Łapinski napisał:

Kolego czytaj ze zrozumieniem posty innych kolegów.

Nikt nie pisał, że trzeba się rozwodzić a być na niego przygotowanym. To nie jest równoznaczne :)

 

To może przeczytaj sobie od początku wątek i zobacz ile było postów, że się nie da tego naprawić i będzie tylko gorzej - a dopiero później zwracaj uwagę, bo czepiasz się jak baba :) (co już chyba kiedyś Ci pisałem)
Chodzi mi o to, że najłatwiej powiedzieć "lepiej już nie będzie, nie ma sensu ratować, szykuj się na rozwód" Ale forum pokazuje, że jednak się da - i ja miałem podobną sytuację i też się dało.
Jeśli kolega szuka porady co zrobić, żeby się poprawiło w związku to albo piszę jakąś radę albo nic nie piszę - a pisanie na dzień dobry, że nic się nie da już zrobić to przedwczesne i niepotrzebne dołowanie kolegi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 hours ago, xawery982 said:

A cóż sie kryje pod takim zabiegiem, wyjaśnij proszę jak możesz? :) 

 

 

Decyzję podejmuję sam, bo moja jest średnio rozgarnięta w wielu kwestiach.

 

A mówię, że rządzi żona, żeby nie miała argumentów, że ona nie ma nic do gadania :rolleyes:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdanie jest jak dupa, każdy ma swoją. Doświadczenie także jest ważne. U mnie przypadek nie był śmiertelny, więc się układa. Może dlatego, że wcześnie odkryty i środki zaradcze zaaplikowane we wczesnej fazie własnego spierdolenia. Różowa zareagowała właściwie, a to dobra kobieta jest. Rozwód czy nie, to zależy od przypadku, ale za wcześnie nie wolno odpuszczać. Co nie zabije, to cie wzmocni. Mało rzeczy naprawdę może cie zabić, a są gorsze sprawy jak śmierć. 

 

To forum jest jak każde inne. Ludzie radzą wg sowich doświadczeń i własnej linijki. Możesz skorzystać lub znaleźć swój sposób. Odpuścić jest najwygodniej, ale to nie zawsze jest najlepsza droga. Czy z moją widzę się za 20 lat razem, tak. Czy znowu pojawią się problemy? Na pewno. Teraz jednak wiem, jak z niektórymi sobie radzić. Moja już zna moje podejście i jak jej przestanie odpowiadać to droga wolna. Każdy jeden jest mądry po szkodzie. Nawet ja. Szczęście miałem, że szkody dało się ograniczyć.

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Kubek napisał:

Chodzi mi o to, że najłatwiej powiedzieć "lepiej już nie będzie, nie ma sensu ratować, szykuj się na rozwód" Ale forum pokazuje, że jednak się da - i ja miałem podobną sytuację i też się dało.

Na ile stary? 
Miesiąc, rok, dwa?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, ze da się na zawsze pod warunkiem że na prawdę nie jest się miękką fają a nie tylko udaje się faceta. Udawanie na dłuższą metę będzie męczące i wtedy faktycznie moze to byc miesiąc, rok lub dwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 6.04.2018 at 11:23 PM, Łapinski said:

Na ile stary? 
Miesiąc, rok, dwa?

Panowanie nad kobietą to nieustanna praca. Ale nie bardzo jest wyjście - gdy ma się z nią dzieci...

  • Like 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jesteśmy razem na wakacjach, jednak lata białorycerstwa mocno odcisnęły się na życiu w związku i własnym podejściu. Cały czas trzeba uważać, ale z czasem wpada to w nawyk. "Na zachodzie bez zmian". Różowa utrzymuje właściwą pozycje lekko z tyłu i wspiera jak tylko może. Piknie.

 

Trzeba mieć drogowskaz, cel i obraz do którego się dąży. Koncept ramy dla mnie mimo wszystko jest obcy, bo oznacza to niezmienność. Ja mimo paru żelaznych zasad chcę się zmieniać na lepsze. Chcę być stanowczym, mądrym i stabilnym oparciem dla mojej rodziny. Chamem i prostakiem może być każdy. Ludzi z zasadami jest niestety niewielu. Wiem że muszę pracować nad opanowaniem i nerwami poprzez wyeliminowanie stresu. W moim życiu to przynosi wymierne korzyści. W zawodowym również przestakem się przejmować pierdołami. Skupiam się bardziej na  makro a nie mikro. Co oznacza że od siebie wymagam więcej, ale na innym poziomie.

Szkoda że dopiero w wieku prawie 40 lat uczę się jak być mężczyzną. Dzieciom swoim nie zrobię tego swinstwa co mój stary mi zrobił.

 

Pozdrawiam

M

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.04.2018 o 09:20, Kubek napisał:

Myślę, ze da się na zawsze pod warunkiem że na prawdę nie jest się miękką fają a nie tylko udaje się faceta.

Możesz rozwinąć?
Co to znaczy być miekką fają?
Jak można udawać faceta i nim nie być?
Napisz jakieś konkretne argumenty.

 

W dniu 9.04.2018 o 22:46, developers napisał:

Panowanie nad kobietą to nieustanna praca. Ale nie bardzo jest wyjście - gdy ma się z nią dzieci...

Że co? Mam się pracować nad tym jak panować nad kobietą? To znaczy mam, 24 h na dobę uważać żeby czegoś nie zjebać jak prawdziwy alfa? :D
Ty tak na poważnie? Nie szkoda Ci życia i czasu na zastanawianie się nad tym czy to co robisz ze swoją kobietą to jest jeszcze panowanie czy już poddaństwo?
Chyba jakiś żart.
Mam tyle swoich spraw w prywatnym życiu, że nie mam ochoty na tego typu zachowań.
Albo ktoś mnie szanuje takim jakim jestem albo WON.
Przez takich białych rycerzy co to farbują się na alfy mamy takie kobiety jakie mamy.
A co do dzieci to trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny.
Nikt nie każe się bzykać na pierwszym spotkaniu.
Może warto czasem poznać osobnika, z którym się kopuluje?

 

W dniu 10.04.2018 o 13:12, Pater Belli napisał:

Wiem że muszę pracować nad opanowaniem i nerwami poprzez wyeliminowanie stresu. W moim życiu to przynosi wymierne korzyści.

:) Ja właśnie pracuję nad techniką windsurfingu. Wróciłem z pływania do domu i zastanawiam się jakie błędy popełniam.
A propo Twojego związku. Nie pracuj za dużo bo lata lecą i obudzisz się na emeryturce.
Życia szkoda na takie ciągłe obracanie się za siebie i patrzenie co robi różowa.

Edited by Łapinski

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 27.03.2018 o 02:05, Pater Belli napisał:

Nie żartuję, ale może nie wyraziłem się zbyt jasno. Żona jest księgową, ja do kasy nie przywiązuję wagi. Wystarczą wygodne buty, łatwy stolec i kobieta co wspiera i szanuje. Co mi się podoba to kupuję bez wiekszych ceregieli. Wyszło tak naturalnie. Ona zapierdala w finansach ja w technologii. Obydwoje zostawiamy sobie jakieś drobne na wlasnych kontach. Chodzi o brak zachowania proporcji spuszczania kasy do wspolnego konta. Nic innego. Ona nie jest zbytnio rozrzutna i odkladamy calkiem sporo.

Kolego, na litość boską... Nie wierzę... Ponoć koliber zapierdziela najszybciej skrzydłami. W razie rozwodu zobaczysz jak ci pieniądze znikną z waszego konta szybciej niż skrzydełko kolibera. Co za socjalizm - ja zarabiam mało, ty dużo - to wszystko jest wspólne! Jak ty chcesz ją naprostować, skoro oddałeś jej stery w małżeństwie? Największy zasób? Chcesz ją prostować z pozycji pieska? Bo nie wiem jaki masz plan. 

Edited by Tomko
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 4/25/2018 at 3:30 PM, Łapinski said:

Może warto czasem poznać osobnika, z którym się kopuluje?

A Ty masz żonę i dzieci? Czy tylko tak teoretycznie piszesz o życiu małżeńskim? :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 4/25/2018 o 15:30, Łapinski napisał:

Ja właśnie pracuję nad techniką windsurfingu. Wróciłem z pływania do domu i zastanawiam się jakie błędy popełniam.
A propo Twojego związku. Nie pracuj za dużo bo lata lecą i obudzisz się na emeryturce.
Życia szkoda na takie ciągłe obracanie się za siebie i patrzenie co robi różowa.

Niestety stres jest wiecznie obecny. To jest najwazniejsza rzecz jaka musze obecnie ogarnac. Kobieta poki co trzyma sie pionu. Dzisiaj pokornie zabrala dzieciaki na zajecia. Ksiadz mnie wkurwil, wiec powiedzialem, ze na religie mlody nie musi chodzic, aby nie wpajali mu wiecznie poczucia winy. Rozowa nadal po stronie Kk i sie sprzeciwia, ja debila z dziecka nie dam zrobic. Do emerytury dociagne, z nia lub bez niej. Ona sama ostatnio zabiega, wiec rzuce jej jakis komplement raz. Juz nie zwracam uwagi na to co ona robi. Robie to co czuje i uwazam. Ona jeszcze cos tam pomarudzi pod nosem i jest spokoj. Profil kierowcy na motor jest w trakcie wyrabiania, musze prawko odswierzyc, moto juz wybrane. Tapeta na ekranie komputera, aby nie myslala, ze to taka chwilowa fanaberia. Urlop w tym roku w Polsce, dzieciaki u moich rodzicow a ja na kite surfingu bede sie uczyl. Jednym slowem ekspresowo nadrabiam zaleglosci. Pare fajnych wyjazdow zawodowych mi sie szykuje, wiec przesluze sobei o pare dni pobyt na dalekim wschodzie i licze ze zahacze troche Singapur.

 

W dniu 4/26/2018 o 15:58, Tomko napisał:

Kolego, na litość boską... Nie wierzę... Ponoć koliber zapierdziela najszybciej skrzydłami. W razie rozwodu zobaczysz jak ci pieniądze znikną z waszego konta szybciej niż skrzydełko kolibera. Co za socjalizm - ja zarabiam mało, ty dużo - to wszystko jest wspólne! Jak ty chcesz ją naprostować, skoro oddałeś jej stery w małżeństwie? Największy zasób? Chcesz ją prostować z pozycji pieska? Bo nie wiem jaki masz plan. 

Srodki zaradcze wdrozone. Powiadomienia o ruchu na koncie mam na telefonie. Konto jest tylko na mnie. W kazdej chwili moge anulowac liste hasel jednorazowych i cofnac zaplanowane transakcje. Limit na jednorazowe przelewy zaktualizowany. Tylko ja moge wybrac pieniadze idac do banku. Ona nie ma upowaznienia. Trzymam reke na pulsie.

 

W dniu 4/25/2018 o 15:05, urodzony_w_niedzielę napisał:

zajebiście kontrolujesz sytuację bo.... zona daje ci dupy, no ok, ale jak sytuejszyn ze wspomnianym motorem ? 

Nie daje, ale biore kiedy chce, za wyjatkiem okresu, bo mnie brzydzi. Seks to tylko taki papierek lakmusowy. Obecnie mam tyle ciekawych rzeczy do roboty, ze "duperelami" sie nie zajmuje. O motorze napisalem wyzej. 

 

W dniu 4/25/2018 o 15:30, Łapinski napisał:

Że co? Mam się pracować nad tym jak panować nad kobietą? To znaczy mam, 24 h na dobę uważać żeby czegoś nie zjebać jak prawdziwy alfa? :D
Ty tak na poważnie? Nie szkoda Ci życia i czasu na zastanawianie się nad tym czy to co robisz ze swoją kobietą to jest jeszcze panowanie czy już poddaństwo? Chyba jakiś żart.

No wlasnie, ty chodzi o wyrobienie sobie nawyku. Nie stawiajmy sobie innych siebie, bo jak sie okazuje to sie zawsze obraca przeciwko nam. Z kazdym takim ruchem czlowiek traci czastke swojego ja. Szczegolnie to sie tyczy kobiet, bo kumplowi przysluge mozna zrobic, ale kobieta potraktuje to jak cos co sie jej nalezy. Rozowa juz lapie o co chodzi, bo wie, jak moj czas jest dla mnie wazny. Czekam tylko jak zacznie klapac na okolo, ze mam kryzys wieku sredniego. Odpowiednie riposty juz mam przygotowane.

 

Zwiazek to jest ciagla praca i chyba malo kto tu to rozumie. Czy najlepszy pzyjaciel nim pozostanie jak nie bedziesz z nim utrzymywal odpowiedniej relacji? Czy braterstwo to tylko wiezi krwi bez utrzymywania odpowiedniego kontaktu i poczucia wiezi? Podobnie jest w dlugim zwiazku, ale do tanga trzeba dwojga. Kobieta musi wiedziec, ze jak dba tak ma. Im bardziej czlowiek o tym mysli tym obsluga zenszczyny wcale nie jest taka trudna. 

 

Pozdrawiam

M

 

 

 

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Pater Belli I o to chodzi. Zobaczysz teraz jazdy jak się o tym dowie jakich jeszcze nie widziałeś. Ale pamiętaj - wielu mężczyzn chciałoby odejść od kobiety, ale często zwyczajnie nie mają za co, bo dali się wykastrować oddając partnerce dostęp do pieniędzy. W przypadku rozwodu to właśnie pieniądze (a nie godność, zasady i moralność) będą twoim najmocniejszym sprzemierzeńcem. No i jeszcze ACR - Automatic Call Recorder :P 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 27.04.2018 at 8:44 PM, Pater Belli said:

Profil kierowcy na motor jest w trakcie wyrabiania, musze prawko odswierzyc, moto juz wybrane.

A jaki motor wybrałeś? Ścigacza, turystyczny, enduro czy coś jeszcze innego? Ja bym Ci polecał wypożyczyć taki motor najpierw i zobaczyć, czy on Tobie odpowiada. Ja jestem zakochany w enduro, nie chciał bym motoru typowo na asfalt.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, developers napisał:

A jaki motor wybrałeś? Ścigacza, turystyczny, enduro czy coś jeszcze innego? Ja bym Ci polecał wypożyczyć taki motor najpierw i zobaczyć, czy on Tobie odpowiada. Ja jestem zakochany w enduro, nie chciał bym motoru typowo na asfalt.

Naked. Waham się miedzy 650 a 900 ccm. Dawno nie jeździłem wiec raczej pierwsza opcja będzie najbezpieczniejsza. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem wypożycz sobie parę różnych motocykli. Spróbuj też enduro. Skoro dawno nie jeździłeś, może się okazać, że zatłoczony asfalt już Cię tak nie pociąga, jak jazda po mało uczęszczanych trudnych terenach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krotki update, po czasie. Skupilem sie bardziej na sobie, z zona spedzamy czas kiedy razem mamy na to ochote. Im wiecej dystansu tym lepiej. Kazdy ma osobna przestrzen i poki co to sie sprawdza. Dostalem zaproszenie na regaty tylko ze znajomymi, z czego skorzystalem. Kilka dni urlopu od pracy i rodziny. Rozowa zlego nie powiedziala, nie oponowala, jako ze stosunki sie mocno poprawily wczesniej. Tydzien w Szwecji byl rewelacyjny, smiganie szybka lodzia pontonowa miedzy wyspami i szybkie wypady na morze to siwetna ale wyczerpujaca rozrywka. Podobnie jak wyscigi na katamaranach. Przetesowalem nowe M32 (ponad 20 wezelkow bylo) i sie zakochalem, jednak cena jest poki co powalajaca. Troche sobie plecy nadwyrezylem przy walce z wiatrem i przechylem. Szwedki to sliczne kobiety i bardzo otwarte. Wiekszosc to z zakresu 8-10. Najbrzydsza to byla 6. Charaktery takze OK, ale bardziej "wyemancypowane" i przez to sztuczne napompowanie, pozytywniej nastawione do facetow z wlasnym zdaniem i poczuciem wartosci.  Zapomnial bym o najwiekszej slicznotce.

 

Temat finansow zostal rowniez poruszony (jeszcze wczesniej wlacznie z kwestia motorowa) i zakonczyl sie cichymi dniami i klotnia. Przeczekalem i dalem jej pomyslec i rozsadek jej wrocil. Wie, ile zapierdzielam i nalezy mi sie, wiec kupuje na co ma m ochote. Kupuje rzadko, ale kwoty to raczej znaczace. Ona to chyba zaakceptowala, bo raczej wyjscia nie miala, szczegolnie, ze raczej nie sa tzw puste zakupy i kazdy jest przemyslany. Jestem bardziej minimalista i wystrcza mi naprawde niewiele, ale jak cos wybieram to przede wszystkim jakosc. Coz jakosc kosztuje. Wole kupic raz a dobrze.

 

Zona po powrocie milutka. Stesknila sie za mezem i mimo bolacych plecow energicznie spedzilismy wieczor. Zaoferowala rano, ze zrobi mi masaz wieczorem, po poludniu zaskoczyla mnie zupelnie. Powiedziala, ze nie ma nic przeciwko motorowi, na ktory zasluzylem i abym tylko jej powiedzial tylko jak finanse ucierpia na tym zakupie. Obecnie na oku mam cos klasu Africa Twin, Tiger, GS lub Multistrada. Przygoda czeka. Ogolnie w domu sielanka. Ja sie koncentruje na swoich rzeczach, a  ona na swoich. Czasem cos razem fajnego zrobimy i jest frajda dla wszystkich. W domu wszystko dziala, czasami nadal czasu brakuje. W pracy jest znosnie, ale jak przestalem sie przejmowac sprawami na ktore nie mam wplywu i zaczalem walczyc o swoje to maja spora zagwozdke. Zobaczymy jak sie skonczy. Tak czy siak bedzie dobrze.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 23.06.2018 o 22:12, Pater Belli napisał:

Zona po powrocie milutka. Stesknila sie za mezem

 

W dniu 23.06.2018 o 22:12, Pater Belli napisał:

Zaoferowala rano, ze zrobi mi masaz wieczorem

 

W dniu 23.06.2018 o 22:12, Pater Belli napisał:

poludniu zaskoczyla mnie zupelnie. Powiedziala, ze nie ma nic przeciwko motorowi, na ktory zasluzylem

 

W dniu 23.06.2018 o 22:12, Pater Belli napisał:

Ogolnie w domu sielanka.

 

Zbyta wiele dobrego jak na raz, nie zastanawia Ciebie to ??? Oby to nie była cisza przed burzą. I tego Ci życzę !

Edited by Still

Share this post


Link to post
Share on other sites

Update po kilku miesiącach. Prawdę mówiąc zapomniałem o wątku. Cóż kobieta w domu to nie łatwa rzecz. Shit testy się aktywują od czasu do czasu. Czasami w najmniej oczekiwanym momencie. Kilka przemyśleń ponizej. 

* męskie  ramy związku ciężko się wprowadza, kiedy wcześniej ich praktycznie nie było. Szczególnie jeżeli chodzi o aspekty nieseksualne. Próbuje samiczka przesuwać i testować granicę.

* skończyłem przsłuchiwać "No More Mr Nice Guy" i wersja audio mnie powaliła. Czytajac nie dotarło do mnie tyle rzeczy i mam wrażenie, że audiobook jest bogatszy. Zacząłem pracować nad sobą i swoimi spierdoleniami, które są tak głęboko zakorzenione, że kanałówka na "8" to mały pikuś, przy odkrywaniu takich "skarbów". Ta książka to powinna być biblią dla każdego bjałoryceża i zgadzam się prawie  z każdymi argumentami autora odnośnie genezy białej zbroi.

* staje się być coraz lepszym ojcem i wysłuchać dziecko między czasie walczyć z wewnętrzną potrzeba krytyki i podejść z wyrozumieniem i empatią do jego problemów i nakierować go na rozwiązanie zamiast od razu dawać rozwiązanie.

* komunikacja i wrażliwość (w znaczeniu uświadomienia sobie własnych niedoskonałości). Dużo dało słuchanie i potwierdzanie rozumienia bez dawania rad i oferowania pomocy.

* Im bardziej skupiasz się na sobie tym więcej otrzymasz od kobiety. Czy to podświadome poczucie zagrożenia, czy egoizm  sam w sobie działa jak magnes.

* Seks. Było parę dziur po drodze. Jednak mam jakość jaka chciałem. Największy wpływ tu miało uświadomienie że seksualność to nic złego i żona nie jest od zaspakajania potrzeb tylko bycia razem seksualnymi istotami. Zrobiłem doświadczenie i po nocym seksie rano postanowiłem rozprawic się sam w łóżku z porannym wzwodem. Kobieta się obudziła z lekkim oburzeniem, a ja z uśmiechem oświadczam, że aby zaspokoić swoje potrzeby seksualne jej nie muszę budzić i  jadę dalej z tematem. Skończyło się spięciem w mózgu i nastawieniem pośladów na finał. 

 

Mam kilka punktów dalej, ale pora na śniadanie. CDN.

 

  • Like 2
  • Thanks 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kontynuuję, jako, że nie mogę edytować poprzedniego posta.

 

* odstawiłem porno i miałem mieć nofap. Jednak u mnie spokojnie osiągnąłem miesiąc bez, więc jakoś kompulsywne się nie masturbowałem (wcześniej jednak mogłem mieć z tym problem)  ale pewnie z potrzeby rozładowania (szybkiej nagrody). Teraz (jak pisałem wyżej) wykorzystuję oręż w innych celach. Nie wizualizowałem sobie scen podczas, bo pewnie bym znacznie szybciej doszedł ale nie o to w tym chodziło. 

* przesłuchałem także The Rational Male. Fajny lektor, jak ktoś umie po angielsku. Jak nie polecam tę książkę Rollo Tomassi. Jest polska wersja. W wersji angielskiej fajnie jest prowadzona narracja i styl chłop ma przedni, aczkolwiek bogate słownictwo czasami wymagało ode mnie sięgnięcie po słownik. Druga cześć czeka na swoją kolej. Teraz kończę 7EW i kolej na coś edukacyjnego od Jespera Juula.

* Co do książki Glovera, to naprawdę nie mogę jej już bardziej polecić. Powinna być lekturą obowiązkową w liceum. Młodemu na pewno kupię egzemplarz za kilka lat. 

* Aha, wczoraj znienacka żona zaczęła mi dziękować, że dzięki mnie ma takie życie jakie sobie wymarzyła. Nie sprzeczałem się z nią, potwierdziłem stwierdzając, że dobrze jest kiedy żona wspiera męża w osiągnięciu celów.

 

Parę słów przemyśleń nad spierdoleniem matrixa i świata:

Cała sprawa się rypła nie od sufrażystek, bo tych nikt nie traktował poważnie na początku do póki nie rozpętała się wojna światowa. Wtedy faceci umierali, a po zakończeniu pokolenie, które przeżyło zaczęło mieć dzieci na potęgę. Z racji niedoborów samców kobiety przejęły wychowanie i edukację. W ten sposób kształtują chłopców na swoje podobieństwo, bo nawet największa lesba nie zrozumie jak to być mężczyzną. Wychodzi taki nieopierzeniec ze szkoły ze spierdolonym światopoglądem i powiela schematy. Feminizm nijak się nie ma do jego definicji. Jestem za równouprawnieniem obu płci, ale obecnie to bycie białym facetem jest piętnowane na każdym kroku. Europa jest już zaorana i wszędzie panuje socjalizm ukryty pod innymi nazwami. Poprawność polityczna, aż się chce rzygać. Trump to kretyn, ale rozumiem dlaczego uzyskał takie poparcie. Ludzie mają dosyć, ale niestety są za słabi psychicznie (efekt matriarchalnego wychowania), aby jawnie protestować i wyrażać co myślą. Islam odnosi sukcesy, bo ma jasno określone role i dopóki Zachód nie weźmie przykładów postępowania z niego i zastosuje regułę (jak Kuba Bogu, tak Castro Stanom Zjednoczonym), to wkrótce nie będzie co zbierać. Za dekadę okaże się, że w Polsce będziemy mieć getta ludzi z zachodu, bo u to nas da się normalnie żyć zachowując w pełni kulturę europejską, chyba że rząd dalej będzie na potęgę sprowadzał ludzi ze wschodu. Dlatego nie ma żadnej alternatywy dla obecnie rządzących, a partia środka o twardym kręgosłupie mogła by sporo namieszać na scenie politycznej. Dobra, poniosło mnie trochę.

 

 

Byłem wściekły na ojca za brak kręgosłupa, ale to nie jego wina. Winny jest wiecznie nieobecny dziadek, co jeździł na odbudowywanie kraju. Matka swoje wzorce wzięła od mojej babci (również spierdolony charakter), ale po swoim ojcu odziedziczyła wytrwałość. Teraz wytrwale spierdala życie innym dookoła. Ja się odseparowałem od tego bajzlu, ale mam zamiar wyciągnąć tatuśka na posłuchanie historii jego życia.

 

Myślę też aby spotkać się z jakimś psychologiem (problem ze znalezieniem faceta psychologa, bo do baby nie pójdę), aby pokopać trochę w sobie i uwolnić sie raz na zawsze od demonów dzieciństwa, Jednak chyba póki co jestem na dobrej drodze.

 

PS. Rozejście nadal jest opcją. Oswajam się z nią cały czas i nie robię z tego katastrofy. Każdy ma swoje podejście do życia. Kobieta jest wolna i może robić co chce. Musi znać konsekwencje swoich czynów. 

 

pozdrówka

PB

Edited by Pater Belli
  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A zastanawiałeś się po co ci samica? Co ona oferuje? Szczęścia nie może dać. Szczęście to filtr w życiu który pozwala doświadczać dobrych bodźców. Mój stary mi zawsze mówił pieniądze i samica to rzecz nabyta. Jak samica się denerwuje że podjąłeś decyzje to znaczy ze jesteś na dobrej drodze. Zmieniając zdanie i przepraszając sam prosisz się o kłopoty.

 

Co do naszych wzorców jesteśmy zlepkiem naszych rodziców. Kopiowaliśmy zachowania z rodziny szukamy podobnych partnerów jak nasi rodzice uważamy to za bezpieczną ramą.

 

Dla mnie najważniejsze pytanie jakie sobie zadałem to: "Ja to kto?"

 

Warto się uwolnić i przestać być odpowiedzialnym za innych. Dobrze popatrzeć na samice jak są interesowane jak czegoś potrzebują. Wyczuć tą subtelną grę. Dobrze jest zastosować ich strategie, jeżeli ona nie przynosi Tobie korzyści jest nie potrzebna. Samice lubią prowokować kłótnie jak jest za spokojnie w związku. Dobra awantura przed weekendem/okresem jest jak oczyszczenie atmosfery :D. Ja ona nie chce iść w kierunku który wyznaczyłeś jest Twoim hamulcem życiowym.

 

Jako faceci mamy za dużo empatii samice są przy nas dużo bardziej brutalne. W dobrych czasach żyjemy możemy się komunikować i mamy możliwość przekazywania wiedzy o związkach. Poprzednie pokolenia nie posiadały takiego dostępu do wiedzy. Nie należy ich za to winić ani obarczać. Przeszłości się nie zmieni i trzeba patrzeć w przyszłość.

 

Ale i tak na koniec końców wszyscy jesteśmy zwierzętami.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Anno napisał:

A zastanawiałeś się po co ci samica? Co ona oferuje? Szczęścia nie może dać. Szczęście to filtr w życiu który pozwala doświadczać dobrych bodźców. Mój stary mi zawsze mówił pieniądze i samica to rzecz nabyta. Jak samica się denerwuje że podjąłeś decyzje to znaczy ze jesteś na dobrej drodze. Zmieniając zdanie i przepraszając sam prosisz się o kłopoty. 

Cóż, różowa to dobra kobieta jest mimo wszystko. Dała mi dwóch wspaniałych chłopaków i nie pozwoliła / nie pozwala mi ich spierdzielić moimi spieprzonymi nawykami, które są efektem spierdzielonego dzieciństwa. Szczęście osiąga sie samemu to dl mnie wiadome, ale z nią jakoś tak przyjemniej jest. Nie przepraszam, kiedy nie czuję, że to ja coś ewidentnie spierdzieliłem. Miałem kryzys tożsamości przez jakiś czas, z którego się wygrzebałem. Byłem egoistycznym skurwielem co mocno innym wchodził na psyche. Za to przeprosiłem. Ona natomiast, za swoje shit testy i irracjonalne zachowanie.

 

4 godziny temu, Anno napisał:

Co do naszych wzorców jesteśmy zlepkiem naszych rodziców. Kopiowaliśmy zachowania z rodziny szukamy podobnych partnerów jak nasi rodzice uważamy to za bezpieczną ramą.

I tu jest najcześciej zakorzenione białorycerstwo. Brak silnego wzorca meskiegio w dzieciństwie = narodziny kolejnego białegorycerza, którego zachowanie zostaje utrwalone w szkole. Starszy ma tylko jednego nauczyciela mężczyzne i to na dodatek przedmiotu humanistycznego. Właściwe wzorce są bardzo istotne, ale rzadko są takie. W wiekszości przypadków na forum takowe są problemem. Moje programowanie za gówniaka pozostawiło mocne skrzywienie, które w wieku prawie 40 lat odkręcam. I postępuje według schematu, by być rodzicem jakiego sam zawsze chciałem mieć. Ciężko jest czasami przez własne dziecinstwo właśnie.

 

4 godziny temu, Anno napisał:

Dla mnie najważniejsze pytanie jakie sobie zadałem to: "Ja to kto?"

Dla mnie również. Tylko ostatnio się miotałem jak żyd po pustym sklepem i nadal nie mogę odnaleźć ostatecznej definicji samego siebie. Każdego dnia staram się rozwijać, odkrywać i wypełniać te dziury. Jestem tylko i aż człowiekiem, który popełnia błędy.

 

4 godziny temu, Anno napisał:

Warto się uwolnić i przestać być odpowiedzialnym za innych. Dobrze popatrzeć na samice jak są interesowane jak czegoś potrzebują. Wyczuć tą subtelną grę. Dobrze jest zastosować ich strategie, jeżeli ona nie przynosi Tobie korzyści jest nie potrzebna. Samice lubią prowokować kłótnie jak jest za spokojnie w związku. Dobra awantura przed weekendem/okresem jest jak oczyszczenie atmosfery :D. Ja ona nie chce iść w kierunku który wyznaczyłeś jest Twoim hamulcem życiowym.

Łatwo powiedzieć jak się ma dzieci. Kobiecie powiedziałem, że potrzebuję przestrzeni i czasu wyłącznie dla siebie. Jednak nie kosztem dzieci, bo nie chcę, aby chłopaki miały problem w przyszłości spowodowany i odrzuceniem i brakiem dostępności ojca. Kłótnie i shit-testy to standard i każdy na forum jest tego świadomy. Emocje rządzą gadzim mózgiem. Czego się nauczyłem i ona to docenia, że nie stronię od konfliktów i jestem w nich równoprawnym uczestnikiem, mimo ich unikania w przeszłości, kiedy tylko mogłem. Ostatnio (od jakiegoś pół roku) ona idzie razem ze mną, z czym wcześniej miałem problem. Ona kryzys połowy życia osiągnęła wcześniej, co mi ciężko było zaakceptować z racji braku wiedzy. Teraz jestem w nią znacznie bogatszy.

 

4 godziny temu, Anno napisał:

Jako faceci mamy za dużo empatii samice są przy nas dużo bardziej brutalne. W dobrych czasach żyjemy możemy się komunikować i mamy możliwość przekazywania wiedzy o związkach. Poprzednie pokolenia nie posiadały takiego dostępu do wiedzy. Nie należy ich za to winić ani obarczać. Przeszłości się nie zmieni i trzeba patrzeć w przyszłość.

 

Ale i tak na koniec końców wszyscy jesteśmy zwierzętami.

 

Myślę, że to nie jest prawda. Każdemu zakutemu w białą zbroję się tak naprawdę wydaje że jest empatyczny, a tak naprawdę ma kompleksy i star się wszystkich dookoła naprawiać, aby sam nie pokazał jak bardzo jest uszkodzony. Prawdziwy lider wie kiedy empatię wykorzystać do prowadzenia. Tej umiejętności brakuje ludziom bez odpowiednich wzorców. Kobiety kierują się emocjami ergo empatia dla nich to jedno z naturalnych emocji i wiedzą jak ją wykorzystać do osiągnięcia celów. Poprzednie pokolenia (dawno temu) taką wiedzę sobie przekazywały, kiedy np ojciec zabierał dziecko od matki po osiągnięciu odpowiedniego wieku. Wiedza o związkach była przekazywana przez silne wzorce męskie. Przeszłością nie należy żyć, ale można się z niej wiele nauczy. Ile to razy Marek odwoływał się do niej w swoich książkach? Instynkty i genetyka rządzą nami wszystkimi. Ewolucja to potęga. Jak kogoś interesuje jak ewoluowały płcie i ludzka natura to nie ma lepszej książki niż Czerwona Królowa Ridley'a. Genom zresztą też jest świetny.

 

Dzięki za komentarz.

Pozdrawiam

PB

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pora na apdejt dla braci. Jako, że ostatnio znowu mieliśmy wzloty i upadki. Programowanie w dzieciństwie robi swoje i czasami się uaktywniają stare przyzwyczajenia. Jak ktoś myśl, że łatwo jest przejść na drugą stronę okopów to bardzo się jednak myli. Im człowiek jest starszy i dłużej w związku to tym trudniej jest. Tyle tytułem wstępu.

Na początku grudnia różowa znowu zaczęła grać cipką, jednak nie wyszło jej to na zdrowie za bardzo. Mi zrestą też nie, bo chwilowo włączył mi się tryb NiceGuy i popłynąłem, ale na szczęście nie całkowicie. Wyrzygałem jej czego mi brakuje, czego oczekuję i niestety jak się czuję. Że moje potrzeby nie są należycie zaspokajane, a ona nie może na nic narzekać. Wiem, słabo jak c#@a jakaś. Wziąłem „zabawki” i poszedłem spać do innego pokoju. Szczęście w nieszczęściu, że cały ten stres spowodował lekką bezsenność, więc kolejny raz chwyciłem za książkę Glovera i znalazłem swoje błędy. Następny dzień należał do tych cichych. Miałem czas przemyśleć i przegrupować się. Refleksje na swój temat:

  • kolejny raz wyszły na wierzch problemy z bliskością w dzieciństwie i chciałem, by mi żona kompensowała te braki
  • ze względu na wygodę odpuściłem prowadzenie i pozwoliłem na chwilę jej charakterowi przejąć pałeczkę. Różowa ma silny charakter po tatusiu niestety.
  • nadszarpnąłem jej zaufanie na temat ogarnięcia rodzinnego,
  • dopadła mnie jakaś chandra późnojesienna, przez co odpuściłem zajęcia pozadomowe,

Dnia drugiego wieczorem podsumowałem, że jak nie podoba jej się co ma w domu to może się rozejdziemy. Damy sobie czas i odseparujemy się by zobaczyć czy jesteśmy w stanie razem żyć bez frustracji i nerwów. Ona sprawy sprowadziła znów do seksu, ja że nie zamierzam się prosić i jak nie czuje pożądania niech sobie weźmie jakiegoś dwudziestoparolatka albo dwóch co ją porządnie wyruchają i będzie w końcu może zadowolona. Mówiłem na serio. Mam w dupie być traktowany jak petent i znam swoją wartość. Przy okazji wykorzystałem jej słowa o zrozumieniu otwarcia małżeństwa u innych, więc się zapytałem czy chce sobie poskakać na kutasach, bo nie mam nic przeciwko. Zapadła chwila konsternacji.

Różowa jest atrakcyjna, nawet w porównaniu do kobiet 10 lat młodszych (ładna, szczupła, świetnie się trzyma i ma wielu adoratorów w firmie). Spięcie w mózgu kontynuowałem tematem separacji,  a ona zaczęła grać dziećmi i powiedziała, że jak się wyprowadzę to je zabierze i się wyniesie razem z nimi. Mi chodziło bardziej o ograniczenie wspólnego kontaktu, ale postąpiła tak przewidywalnie, że zacząłem się śmiać.  Foch, zwrot o 180 stopni i uciekła do innego pokoju. Szczęśliwie, że potrafiła się uspokoić, przemyśleć i wysłuchać o co mi chodziło. Temat zaczęliśmy kontynuować a ja zacząłem rozmyślać o wdrażaniu planu korekcyjnego od następnego ranka. Ale nie uprzedzajmy faktów. W wieczornej rozmowie poruszone zostało:

  • Oświadczyłem jej, że biorę się za siebie i ona też musi wyeliminować te zapędy dominujące odziedziczone po tatusiu.
  • Ponownie nakreśliłem granice i odpowiedzialność decyzyjną.
  • Wykażę większą inicjatywę i odpowiedzialność za sprawy męskie w domu, ona nauczy się odpuszczać.
  • Ograniczę branie udziału w domowych obowiązkach kobiecych (tu był wkurw).
  • Określiłem przestrzeń niezbędną dla siebie i odbudowałem granice nieprzekraczalne i zapowiedziałem dodatkowe wyjścia z przyjaciółmi i znajomymi raz w tygodniu.
  • Zdefiniowałem potrzebę bycia osobno.
  • Pełna jawność i otwartość unikanie niedomówień, co budują frustrację.
  • Mniej nerwów w związku i w stosunku do dzieci.
  • Ogólnie nakreśliłem plan, który będziemy stosować w domu.
  • Nie będę od niej wymagał spełniania moich potrzeb, bo je sam będę spełniał, szczególnie potrzeb zaniedbanych w dzieciństwie (tutaj nie miała pojęcia na co się zgadza).
  • Spełnianie potrzeb seksualnych (2-3 razy w tygodniu) według uznania, jednak jak będzie marudzić to się zajmę sobą, a w długim okresie czasu ma mieć świadomość, że połowa społeczeństwa to kobiety. BUM, ale widać zrozumienie w oczach

Następnego ranka nastąpiło wykonywanie planu.

Pobudka 15 minut wcześniej niż zwykle, brak porannego buziaka. Szybkie przygotowywanie do dnia (od teraz dzielimy na zmianę obowiązki przygotowywania jedzenia dla dzieciaków oraz odklejania ich od łóżka).

 

Śniadanie gotowe wiec zacząłem się zajmować przygotowaniami do pracy i sporządzaniem listy rzeczy do ogarnięcia. Ona wyszła z łazienki, budzi dzieci i ich pilnuje jak się przygotowują. Dziwnie się na mnie patrzy.

 

Dzieciaki konsumują jedzenie, a ona chce się przytulać. Ja się odsuwam, i mówię, że potrzeby bliskości sam sobie zaspokoję, aby znowu nie wyjeżdżała mi ze spierdolonym dzieciństwem. Pierwsza eksplozja w głowie.  Pyta się czy to dotyczy wszystkich aspektów bliskości nawet seksu, odpowiedziałem, że tak bo przecież sama tego chciała. Te potrzeby sam również sobie zaspokoję. Eksplozja nr dwa.

 

Poszliśmy do pracy. Jedno odprowadziło dzieciaki. W pracy wiadomość: Jak to teraz będzie? Odpowiadam, że nie mam czasu, ale skupiam się teraz na pracy a po pracy na sobie i domu. Wróciłem do domu, spacyfikowałem dzieciaki na spokojnie, bo ona nie dała rady, ogarnąłem parę uszkodzeń w domu, ona kolację dla dzieciaków i pyta się jaką ma mi koszulę wyprasować. - Tą co mi fajnie sylwetkę podkreśla, ale jak nie chce to dam sobie radę sam. Na razie wychodzę poćwiczyć. - Ale... tyle rzeczy do zrobienia. - Dasz sobie radę - odpowiedziałem.  - Co trzeba było naprawić naprawiłem, dzieci przygotowane do szkoły , a praniem zajmował się nie będę jak ustaliłem. Teraz wychodzę i do zobaczenia. Klub czynny do 2230, więc miałem sporo czasu od 1930. Sesja z supersetami rozwaliła mnie po godzinie, prysznic sauna i relaks na kanapie z czytnikiem. Przed 2200 byłem w domu. Widzę, że ona zaniepokojona.  Kolację po treningu sobie regeneracyjną zrobiłem i kończyłem czytać książkę. Ona zagaduje czy nie chcę do niej przyjść i się czegoś napić i pooglądać. Odpowiedziałem, że alkoholu nie tykam i jako obydwoje potrzebujemy przestrzeni, ona może nacieszyć się w końcu własną. Widzę kurwiki w jej oczach i próbuje mnie zachęcić. Ja twardo -  Nie. Zatęsknijmy za sobą. - Ale jako to tak? Zapytała. Ja - Do tej pory ci nie przeszkadzało i wielokrotnie mi mówiłaś, że masz niskie libido, co uważam za ściemę. Ona na to – Ty nie wiesz jak kobiety mają. - Wiem dobrze. - Odpowiedziałem. - Jak kobiecie zależy na partnerze to pójdzie do lekarza przebadać to swoje niskie libido i hormony. W tym temacie jestem ob#$%y, więc ściemy mi nie sprzeda. Znam wpływ diety na hormony, wpływ hormonów na metabolizm i aktywność fizyczną. - Żadnego seksu do odwołania, póki oby dwoje nie ogarniemy własnych problemów. Nastąpiła eksplozja termojądrowa, że aż zobaczyłem światło wydobywające się z jej oczu i uszu. Następne dni minął podobnie do poprzedniego. Ja spokojniejszy, bo wiem czego się spodziewać a czego nie. Ona często inicjuje kontakt. Ja ogarniam sprawy co do mnie należą. Skręcam nowe biurko, montuje lampy, składam nowe meble – lego dla dorosłych. Ogólnie luz i mam olane jej humory i potrzeby. Niech się zajmie swoimi.

 

Minął tydzień, ona się czasami przymila i czasami próbuje shit testów. Z każdego się śmiałem. W końcu wyciągnęła mocny kaliber, że jak będę dalej ograniczał bliskość to źle się skończy dla naszego małżeństwa. Odpowiedziałem - Ty to odbierasz przez tydzień ja czułem to co ty czasami przez parę miesięcy. Case dissmissed. Wieczorem przeszła i poprosiła, żebyśmy razem spędzili trochę czasu i coś wspólnie obejżeli. Żadna komedia romantyczna ani dramat z pokrzywdzonymi babami czy inne feministyczne gówna nie wchodzą w grę od dłuższego czasu. Wybrałem Berek / Tag przy którym bawiliśmy się świetnie. Później skapitulowałem, bo zaczęła się tak przymilać i szukać czułości, że czułbym się podle jej nie wykorzystując. Podczas, zrobiła wszystko tak jak lubię i tyłek nadstawiała tak bardzo, że soczyste klapsy prawie obudziły dzieciaki. Przy okazji poleciało parę epitetów w jej stronę. Parę dni później otrzymałem od niej zaproszenie na lodzika pod prysznicem. Jednego z najlepszych jakie miałem. Od tamtej pory parokrotnie sama inicjowała zabawy i finał w ustach.

 

Ogólnie wszystko znowu wróciło do normy, ale mam świadomość, że nie na długo. Teraz będę nie tyle przygotowany, co bardziej skoncentrowany na innych sprawach (jej nie dotyczących). Kto nie przepracuje solidnie swoich problemów (u mnie wychodzi bycie Nice Guy, przez dwubiegunową mamuśkę i tatuśka pantofla), to chyba wiecznie jest skazany na trzymanie gardy. Ten kto zacznie niezwłocznie proces naprawy nie patrząc na innych ten zmieni swoje życie na tak komfortowe o jakim nie marzył. 

 

Zauważyłem że bycie osobno jest ważniejsze od bycia razem. Jak związek się dalej potocz,y to mam lekko olane. Żona rzecz nabyta, kumpel przeciera szlaki rozwodowe, pieniądze da się odrobić, ale czasu nigdy. Staję się egoistą. Gradacja wygląda w ten sposób Ja> dzieci>żona, bo jeżeli JA nie będzie na pierwszym miejscu wtedy znowu zacznie narastać frustracja. Kolejny raz nie chcę się tak uzewnętrzniać, ani wyjść z domu i jebnąć drzwiami. Gdybym miał znowu dwadzieścia kilka lat to bym się nie żenił, nawet będąc szczęśliwy jak teraz, bo to nie daje żadnych korzyści mężczyźnie tylko problemy i frustracje. Ciąg dalszy nastąpi. Tego to jestem pewien.

 

 

  • Like 4
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By davidzior08
      Powiedzcie mi jak mogłem być takim idiotą i wieku 27 lat (rok temu) związać się z kobietą z trójką dzieci? Podobno jestem przystojny, ale ja siebie uważam za przeciętnego gościa, a mimo to, że znam już trochę to forum dałem się wpakować w taki układ. Na piękne słówka i rzekomo "wyjątkowe" połączenie? Bardzo nad tym ubolewam, gdyż teraz nie potrafię mimo wszystko z nią zakończyć znajomość. Bardzo się od niej uzalezniłem. Posłuchałem ostatnio starych audycji pana Marka i dostrzegam co by się mogło dziać w tej relacji za kilka lat... a kiedy Myszka rzeczywiście może manipulować. Najlepsze jest to, że cały czas wierzę że to dobra dziewczyna, gdyż nie raz robiła dla mnie wiele różnych rzeczy, czy kupowała, ale wiem że to była zanęta na atrakcyjnego dla niej samca.
      Chciałem dać wątek do Ściany hańby, ale się nie da. 
    • By tomekbat
      Zapraszam panie i panów do komentowania artykułu z WP. Biedna uciemiężona patriarchatem kobieta dostała ultimatum od męża, że ma pracować, a jeśli nie chce pracować to niech urodzi dziecko. Właściwie to z przyjemnością przyjęła patriarchat gdy mąż ją utrzymywał... ale kto by tam zwracał uwagę na szczegóły, wiadomo, że to mąż tłamsi potencjał kobiety i nie pozwala jej się rozwijać  
       
      @Androgeniczna @deomi 
    • By Morfeusz
      Ciekawa opowieść z profilu MGTOW Polska na pejsbooku. O tym jak wygląda życie w związku w Polce, u znajomych autora opowieści. Historie "beciaków", którzy będąc prawdziwymi przegrywani, nadal tkwią w Matrixie i chorych związkach ze swoimi samicami. Uwarunkowani kulturowo, zaprogramowani do roli bankomatów. Wystarczyło trochę alkoholu, aby zaczęli opowiadać jak to wygląda naprawdę, z ich perspektywy.
       
      Cytuję:
       
      Wczorajsze spotkanie ,,po latach" z kolegami z licealnej klasy. Jedna litrowa Finlandia na pięciu (starość, k...). Dwóch kolegów zaręczonych, dwóch już po ślubie, jestem jedynym singlem na ,,imprezie". Po 21 zaczyna się wylewanie żali.
      Osoba 1: ,,Nie mam praktycznie nic do powiedzenia w związku. Za każdym razem jadę do niej, bo ona twierdzi że prawdziwa kobieta nie jeździ do faceta. Na randkach siedzimy z jej rodzicami i oglądamy telewizor, no chyba że ja zapłacę za wczasy i gdzieś pojedziemy. Ale nic z tym nie robię, bo gdzie ja w tym wieku znajdę inną dziewczynę? Zresztą już ślub w drodze".
      Osoba 2: ,,Generalnie dramat. Szukam tylko najmniejszej sposobności, żeby pobyć chwilę samemu w mieszkaniu. O wszystko cały czas awantura, jak próbuję się postawić to jest foch. Seksu zero". Na pytanie czego w takim razie nic z tym nie zrobi kolega odpowiada cierpko: ,,A co by teraz powiedziała MOJA MATKA gdybyśmy się rozstali przed ślubem"?
       
      Żonaci koledzy nawet już nie walczą w dyskusji. Pokornie przyjmują swój los i cierpko przełykają kolejne kieliszki czekając na wyrok, który niechybnie wkrótce nastąpi. I nastąpił. Po 22 nerwowo odbierają telefon, po ich minach i stłumionych odgłosach dochodzących z drugiej strony wnioskuję, że właśnie słyszą coś w stylu ,,Gdzie się kurwa szlajasz????!!!! Ja tu siedzę sama, a ty się bawisz. Kawaler kurwa jesteś???!!!!". Wiem już, że za chwilę kumpel sięgnie po kurtkę i smutnym głosem oznajmi ,,Panowie, muszę się zbierać". Intuicja nie zawiodła.
       
      I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zostałem nieformalnie uznany za największego przegrywa na imprezie, i to pomimo faktu, że mam najlepszą pracę, często podróżuję, rozwijam swoje pasje i generalnie cieszę się życiem. ALE NIE MASZ DRUGIEJ POŁÓWKI!!!! No faktycznie, dzisiaj kupiliśmy litra.
       
      Panowie, nie dajcie sobie wmówić że jest coś z Wami nie tak tylko dlatego, że nie dajecie traktować się jak bankomat lub jak animator czasu wolnego. Przyszłość należy do Was. No chyba, że wspaniałomyślnie chcecie dać zarobić swojemu prawnikowi na rozwodzie.
    • By Adolf
      Cześć Bracia.
         Jest jesienna pora, ogarnia mnie chandra i brak chęci do życia. Patrzę na to wszystko czego się dorobiłem licząc żonę, dzieci, dom.
      Wszystko to o kant dupy rozbić. Niby mam rodzinę i jakiś stan posiadania, ale to nie ja to wszystko mam. Te wszystkie składowe, tworzące moje jestestwo, w sumie przekładają się na to że to ja jestem niewolnikiem tych rzeczy. To nie ja posiadam rodzinę, i dom, jest odwrotnie, jestem sługą tej rodziny i domu, chociażby w minimalnym zakresie, żebym był. Zresztą rodzina to tylko moja małżonka, syny siedzą za granicą, mają swoje sprawy. Wczoraj wróciłem z 2 tyg. pobytu w szpitalu związanego z zabiegiem ortopedycznym, żona odwiedziła mnie trzy razy celem doniesienia odzieży, krótkie rozmowy, co w domu, w każdym przypadku rozmowa kończyła się prawie kłótnią. Po za tym jak zauważyłem w rozmowie z nią i słodkim pierdzeniu, jestem potrzebny w domu jak ten pies. Ona czuje się bezpieczniej, jak śpię w domu, nawet jak nawalony, ale jestem.
         Widzę jak inni pacjenci są odwiedzani, czułe, wspierające słowa, jakieś żarcie domowe, a u mnie sucho. Synki też się nie popisały, żadnego telefonu. Kobieta, mimo że zakazałem, pisała z nimi żeby skontaktowali się ze mną, głucho. No nic, karma do mnie wróciła. Mój ojciec biologiczny samotnie zmarł w szpitalu pomimo że wiedziałem gdzie jest, a brakowało u mnie woli przejechać 200 km. Zawsze byłem oschły wobec synów i mówiłem martwcie się o siebie, ja sobie radę dam. Takie życie sobie stworzyłem, będąc takim jakim jestem, z zewnątrz pancerna skorupa, w środku ktoś kto oczekuje po mimo wszystko zrozumienia i przytulenia.
       
         Ale żeby nie było smutaśnie widzę światełko. W Czerwcu kupiłem sobie kampera, stary, dychawiczny ale jeszcze da radę, a przynajmniej dojedzie do Portugalii i wróci i tak kilka razy.
      Portugalia to moje marzenie, zima tam, lato tutaj. No pięknie, życie bez zobowiązań, martwię się tylko o siebie i psa którego być może znajdę do rozmowy i opieki nad nim. 
         Tylko zostaje pseudo rodzina i to materialne co jest tutaj. Kobieta się ogarnie z domem zwłaszcza że ma duże wsparcie teściowej w sensie że można u nas siedzieć bez ograniczeń.
      Zastanawiam się co mnie trzyma w domu, parę zobowiązań finansowych, żona - nie, dwa koty - zapewnię finansowanie względem żarcia, bo nawet w tym kobiecie nie ufam, tylko tyle, kurwa teraz widać czego się dorobiłem i za czym ewentualnie będę tęsknił, haha, przez łzy. Za czym tęsknię? Za wolnością, niezależnością, za tym abym nie musiał się o nikogo martwić czy da se radę. Chce być sam, ale tak naprawdę, nic do bani.
       
         W jaki sposób to zrealizować? Wiem, wsiąść w bryczkę i hajda, piekła nie ma, wolność cię czeka. Ale jestem odpowiedzialnym człowiekiem z dużym poczuciem obowiązku, jak to tak, pierdolnąć wszystko i wyjechać w ;Bieszczady;? No dziwnie tak, a co z tym co zostawiłem? Dadzą se radę? Pewnie tak, bo ich tego uczyłem że kiedyś umrę. No i rodzinny ostracyzm (jej rodzina), zostawił żonę i se pojechał, jak tak można...
       
         No dobra, tak jesiennie wygadałem się. Kiedyś się zdobędę.
       
      Pozdro Bracia.
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.