Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Polecane posty

Witajcie,

 

Czy macie może przykłady jak można się "wypromować" lub "lepiej sprzedać" w pracy (m in podczas oficjalnych spotkań nie tylko z szefostwem)? Przykłady wasze lub znajomych.

Celem jest oczywiście promocja / podwyżka/ ewentualna satysfakcja.

Chodzi mi o te tzw umiejętności miękkie + negocjacyjne.

 

Środowisko: firmy średnie/duże/korpo + otoczenie i mentalność gdzie wykonywanie dobrze pracy jest w zasadzie średnio istotne, jeśli nie potrafisz dobrze lać wody lub zrobić odpowiedniego wrażenia.

 

Temat dla mnie zawsze był ciężki bo nie jestem "sprzedawcą" od urodzenia i większą satysfakcję zawsze sprawiało mi samo wykonanie jakiegoś ciężkiego "zadania/projektu" ale nie wiedziałem jak w międzyczasie dokonać "autopromocji".

Poza tym jak to robić bez przysłowiowego "wchodzenia w dupę" bo granica jest śliska.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Umiej JEDNĄ rzecz ktorej nie umie nikt inny i bedziesz mial w d* promowanie sie.

Beda do ciebie szli dniem i nocą.

Wiem bo tak mialem, zylem z tej jednej rzeczy wiele lat a gdy mnie w ktoryms momencie odpuscili myslac ze maja wariant Be - za 3 lata przyszli sami i zylem calkiem niezle kolejnych kilka lat.

 

  • Like 1
  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@JoeBlue

Czy ta jedna rzecz, w której byłeś zakładam specjalistą dała ci możliwość awansów i podwyżek co parę lat czy po prostu cię nie mogli zwolnić bo nikt inny tego nie potrafił ale miałeś czas podobne pieniądze?

 

Pamiętaj, że piszę o pracowaniu dla kogoś a nie o własnej firmie/produkcie bo to inna sytuacja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Najlepiej to stać się osobą nie do zastapienia, korpo - ciężka praca trzeba umieć pływać w tym bagienku i mieć oczy na około głowy.

W każdej firmie jest koordynator, warto iść zagadać w jakim segmencie będą potrzebie specjaliści i wyrazić chęć podwyższenia swoich kwalifikacji  - kursy, szkolenia, studium/ studia - długotrwałe ale opłacalne bo wykażesz się jako osoba dążąca do rozwoju, wiążąca swoją przyszłość z firmą.

Edytowano przez wojkr
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@JoeBlue w średnim / dużym korpo to nie zadziała.

 

Miałem kolegę w dużym korpo który potrafił świetnie pływać, manipulować ludźmi i dobrze się sprzedawać. Bardzo szybko piął się w górę ale to był taka kalka "pua-naturala" tyle że w odniesieniu do pracy. Nie wiem czy da się takie coś wypracować. Faktem jest  że był dobry i ciężko pracował. Odrobina bezczelności, pewności siebie, gadanie, zawsze swoje zdanie, nie bał się stawiać na swoim. Był zawsze na czele, widoczny i charakterystyczny.

Edytowano przez baron Ungern von Sternberg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Defakto jestem tylko robolem (a ściślej spawaczem) po gimnazjum ale :

 

- Przyjdź w sobote (jak nie macie sobót to walnij jakąś nadgodzinę w środku tygodnia)

 

- Ucz sie w wolnych chwilach czegoś co sprawi, że będziesz bardziej wartościowym pracownikiem (np nowy język obcy) i koniecznie przypucuj sie tym od czasu do czasu szefostwu.

Ja np. przytule czasem troche wiedzy z jakiegoś podręcznika dla inżynierów. Jeśli kierownik nie jest zwykłym zjebem a kimś wykształconym robisz na nim wrażenie wiedząc choćby co to udarowość albo jaką różnice w procesie spawania masz między gazami aktywnymi a obojętnymi (większość spawacy to alkoholicy, którzy nie mają żadnej wiedzy ponad to co robią a także o tym co robią również często wybrakowaną). Tym, że ogarniam niemiecki raczej sie w pl nie pucuje (będą wiedzieć, że moge w każdej chwili spierdolić a mają myśleć, że wiąże z tym miejscem następne 20 lat mojego życia). Nauką rosyjskiego, moge sie pucować w zasadzie na chuj mi on a stwarza dobre wrażenie na przełożonym o mnie jako kimś kto używa książek a nie tylko puszek i butelek.

 

- I teraz uwaga na deser coś co ja nazywam strategicznym pierdoleniem śmieci :

 

  Ilekroć mijasz przełożonego mówiąc mu tylko dzieńdobry, rzucając uśmiech lub patrząc sie przed siebie? ŹLE!

 

Ja zajeżdżam swoich przełożonych przy niemal każdej możliwej okazji pierdoleniem o tym co zostało zrobione, za co sie teraz wezmę, z czym był problem ale dałem rade (co ja nie dam?!), uwagami na temat pracy (byle przemyślanymi), a także pytaniami z dziedziny w której aktualnie sie poruszamy byle pokazać jak mnie to bardzo interesuje i mój umysł w trakcie pracy jest zaaferowany tylko i wyłącznie tym, że choćby nikki benz leżała okrakiem na stole produkcyjnym to dla mnie w tym momencie będie ważniejsze dobre ustawienie spawarki i zadbanie o BHP na stanowisku pracy.

 

np. Leci sobie gruby przez hale z groźną miną a to podbijasz z dupy i :

 

Panie kierowniku tą flansze już skończyłem i wywiozłem pod śrutownię bo widziałem tam wolne miejsce a to by tylko wadziła teraz wezmę się za tamte podpory a jak na rysunku technicznymjest oznaczenie stali powyżej 1.4xxx to to jest kwasiak co nie? (chuj, że wiem to od dawna ale on ma widzieć, że nie mam tego w dupie). A co z tym nowym zleceniem? zaczniemy już na początku tygodnia?

 

Wtedy gruby zaczyna ci nawijać podjarany, że jest ktoś kto nie chce tylko "odjebać 8 godzin i do domu" i masz 2 pieczenie na jednym ogniu. Względy przełożonego i krótka pauza na pogawędke.

 

Oczywiście wzrost względów przełożonego jest proporcjonalny do nienawiści współ-roboli ale jebał ich pies,  nie będie ich przy mnie jak powinie mi się noga. A po drugie 90% to konfidenci i wole trzymac z tym kto mi płaci i kimś kto ma coś więcej do powiedzenia niż to ile łychy opierdoli ma weekend. 

  • Like 1
  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@TheFlorator Witaj kolego, trudny temat zapodałeś(:

Powiem o czymś co mi się wydaje, gdyż nigdy świadomie nie zarządzałem swoją marka osobista w żadnej organizacji, bo jakoś unikałem sytuacji, która mogłaby się okazać tą, która sporowadziłaby się do wsadzania jęzora w czyjąś dupę. Ponadto jestem typem, który z natury ceni niezależność. Nie mniej jednak pewne obserwacje na sobie i nie tylko sobie poczyniłem, i w zalezności od pożądanego efektu takie zajwisko mozna ująć w kilku wariantach.

W zasadzie takie relacje odbywają się na wymianie korzyści.

Lojalność, wiedza, umiejętności, wysoka kultura osobista, czasami kontakty - ludzie, nawet tacy którzy sa wyżej w cherarchii, licza się z kimś kto w obszarze ich działalności może dokonać korzystnych zmian, lub może ich wprowadzić w nowe obszary. Do ludzi posiadających takie cechy ludzie przeważnie sami lgną. Oficjalne spotkania, szczególnie dotyczące trudnych problemowych zagadnień, są bardzo dobrą okazją, na "zaprezentowanie się" od strony merytorycznej. Ja pomimo wielu takich okazji, zawsze się jakoś wycofywałem. Powodem była niechęć do zobowiązań i brania na siebie odpowiedzialności.

Temat również przez długi czas mnie frapował, przez co bacznie przygladałem się mechanizmom sprzyjającym budowaniu networkingu. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że w organizacjach pokroju tych, które wymieniłeś, w zasadzie wszystko się sprowadza do relacji przełożony - poddany.  Ja podważam autorytety, oraz kwestionuję kompetencje przełożonych, więc podążanie w tym kierunku zwyczajnie nie jest dla mnie. Aczkolwiek programowanie społeczne skutecznie robi mi bałagan w głowie.

Najczęściej ludzie z wyższego szczebla ciągną za sobą swoich współpracowników, albo podwładnych, ponieważ dzięki temu moga szybciej wdrożyć się w nowe struktury, mają przy sobie zespół który znają, są w stanie szybciej osiągać wyznaczone cele, niż w przypadku wchodzenia w nowa nieznaną strukturę. Wielokrotnie spotkałem się również z sytuacją, że osoby, które dobrze się wypromowały, niekoniecznie były usatysfakcjonowane swoją pozycją i jakością relacji. 

Według mnie możesz budowac networking jako Alfa, poprzez rozwiązywanie czyichś problemów, będąc jednocześnie niezależnym, kompetentnym, pewnym siebie, co w przypadku pracy "na etacie jest bardzo trudne" lub jako LOJALNY podwładny lub współpracownik. Myślę, że kluczem jest lojalność, niestety często połączona z poprawnością polityczną. 

Generalnie w Korpo, zresztą nie tylko, musisz postawić na politykę. Lojalność, umiejętnośc rozwiązywania czyichś problemów i pokazywanie się w odpowiednich kręgach osób. Olać szczebel operacyjny, bo tam to się zachetasz a jakości twojej pracy nikt nie doceni. 

 

Wszelkie relacje oparte na lizusostwie, działają na krótką metę, i sprowadzają do wyścigu szczurów.

 

 

Edytowano przez Animavilis
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Król Jarosław I

 

Fajnie napisałeś i wiem o co ci chodzi z twoimi metodami bo wykazujesz "ponadprzeciętne" zainteresowanie firmą jak i swoją pracą. Zresztą skoro doczytujesz książki o spawaniu w wolnych chwilach to też się chwali i myślę, że świadczy o tym, że lubisz to co robisz.

 

Czy twoje metody dały ci podwyżki/awans jak tak popatrzysz wstecz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bez wchodzenia w dupę w tym kraju się nie da inaczej "zaistnieć" w oczach pracodawcy, będąc na zachodzie wystarczyło być gorliwym, robić swoją pracę porządnie a szefostwo SAMO zwracało na Ciebie uwagę.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Animavilis a widzisz to co bardzo fajnie opisał @Król Jarosław I dlatego granica jest śliska i dla każdego będzie w innym miejscu. To co opisał kolega, mówił mi "dokładnie"  żeby tak robić mój najlepszy szef jak do tej pory. Mówił mi żebym wyglądał jakbym "żył i oddychał pracą i firmą". Nie przyszło mi to naturalnie (własne przekonania+lenistwo) ale trochę się tego "wyróżniania" jednak nauczyłem i zauważyłem, że dużo daje użycie odpowiednich słów lub tematów z różnymi osobami. Dokładnie jak kolega powyżej podał co mówi do szefa na magazynie. Albo gadasz z kimś innym i mówisz "spadły akcje firmy bo cośtamcośtam" mimo, że wcale tych akcji nie posiadasz więc masz to w dupie :). Ale wrażenie pozostaje.

 

26 minutes ago, Animavilis said:

W zasadzie takie relacje odbywają się na wymianie korzyści.

Lojalność

To już zależy gdzie (firma/kraj). Ja się wyleczyłem z tego oczywiście nadal udając , że jestem bardzo lojalny.

 

26 minutes ago, Animavilis said:

Oficjalne spotkania, szczególnie dotyczące trudnych problemowych zagadnień, są bardzo dobrą okazją, na "zaprezentowanie się" od strony merytorycznej. Ja pomimo wielu takich okazji, zawsze się jakoś wycofywałem. Powodem była niechęć do zobowiązań i brania na siebie odpowiedzialności.

No właśnie o to mi chodzi. Często widziałem , że ludzie którzy byli słabi merytorycznie ale mięli gadanę, pewność siebie, umiejętność bicia piany, własną opinię na każdy temat byli na bardzo dobrych pozycjach a ja się nie udzielałem bo mi się "nie chciało/brak pewnośći siebie" lub nie rozumiałem dlaczego oni "przejmują" spotkanie. Tu mi właśnie chodzi o te miękkie umiejętnośći+negocjacje+manipulacje ludźmi . Jak to w sobie wyszkolić?

 

26 minutes ago, Animavilis said:

Według mnie możesz budowac networking jako Alfa, poprzez rozwiązywanie czyichś problemów,

Tak tu masz rację, stanie się niezbędnym. Ale jest to niekoniecznie droga do awansu lub większych pieniędzy w tej samej organizacji.

 

 

Edytowano przez TheFlorator

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 hour ago, JoeBlue said:

Umiej JEDNĄ rzecz ktorej nie umie nikt inny i bedziesz mial w d* promowanie sie.

Pomarzyć zawsze wolno. Prawda jest jednak nieco inna. Jeżeli tylko Ty to umiesz, to większość w ogóle nie wie o co chodzi i ma to w dupie. Podobnie jak Ciebie i to, że to umiesz.

 

Kluczem do sukcesu jest zawracanie szofostwu dupy na potęgę. Co by się nie działo, lecisz do szefostwa 'porozmawiać o tej sytuacji'. Trafił się dobry interes - idziesz pobrzęczeć o perspektywach dalszego rozwoju. Dobry klient odszedł - idziesz pobrzęczeć  jak tę dziurę zasypać. Niekoniecznie tryskasz pomysłami, ale przejawiasz troskę. I tak w każdej sprawie. Ogólnie męcząca sprawa i ja się do tego nie nadaję, ale ci, którzy tak robią, zdobywają nagrody, awanse itp.

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
11 godzin temu, TheFlorator napisał:

@Animavilis a widzisz to co bardzo fajnie opisał @Król Jarosław I dlatego granica jest śliska i dla każdego będzie w innym miejscu. To co opisał kolega, mówił mi "dokładnie"  żeby tak robić mój najlepszy szef jak do tej pory. Mówił mi żebym wyglądał jakbym "żył i oddychał pracą i firmą". Nie przyszło mi to naturalnie (własne przekonania+lenistwo) ale trochę się tego "wyróżniania" jednak nauczyłem i zauważyłem, że dużo daje użycie odpowiednich słów lub tematów z różnymi osobami. Dokładnie jak kolega powyżej podał co mówi do szefa na magazynie. Albo gadasz z kimś innym i mówisz "spadły akcje firmy bo cośtamcośtam" mimo, że wcale tych akcji nie posiadasz więc masz to w dupie :). Ale wrażenie pozostaje.

No tak, ale to zależy co chcesz osiągnąć. Taką postawę ja nazywam "pies pasterza". Działa loklanie w wąskim kręgu, przeważnie w okolicy swojego przełożonego, przy tej strategii rzadko kiedy wypłyniesz na szersze wody. Co więcej, sprowadzasz na siebie więcej pracy i obowiązków. W tym przypadku odniósłbym się do tego co kiedyś napisał @Mosze Red na temat zarządzania ludźmi, w jednym z cyklów "Red uczy i bawi". 

Przy takim podejściu rozwiązujesz małe problemy, przeważnie mało istotne, których normalnie nikt by nie zauważył, lub rozwiązujesz problemy związane ze swoim stanowiskiem pracy, lub niewiele od niego odbiegające. Jest to zwykłe eskalowanie czegoś mało istotnego. Mam u siebie w pracy kilka takich osób co w ten sposób postępują, i oprócz tego że zyskali ciepłą posadkę i w miarę jako taką "nietykalność" ( choć myślę że to za duże pojęcie) to nic po za tym nie zyskali.

 

Chąc wypłynąć na szersze wody, potrzebna jest inna strategia, wnikanie w inną sferę zagadnień, tu jak już powiedziałem głównie polityka.

 

Trzeba też pamiętać, że w obu przypadkach, ściągasz na siebie mniejszą lub większą odpowiedzialność, więcej pracy i nie koniecznie więcej przywilejów (szczególnie w przypadku podejścia o którym powiedział @Król Jarosław I). To co pisze podpieram swoimi obserwacjami, oraz własnymi testami w skali mikro. (Jak się zdzwonimy moge szerzej przedstawić problematykę (: )

 

Cytat

No właśnie o to mi chodzi. Często widziałem , że ludzie którzy byli słabi merytorycznie ale mięli gadanę, pewność siebie, umiejętność bicia piany, własną opinię na każdy temat byli na bardzo dobrych pozycjach a ja się nie udzielałem bo mi się "nie chciało/brak pewnośći siebie" lub nie rozumiałem dlaczego oni "przejmują" spotkanie. Tu mi właśnie chodzi o te miękkie umiejętnośći+negocjacje+manipulacje ludźmi . Jak to w sobie wyszkolić?

To ma swoją nazwę - Efekt Krugera Dunninga. 

Uważam że oczywiście w jakimś stopniu można to wypracować, ale napewno ma na to kolosalny wpływ osobowość, odporność na stres, kompleksy ( pozycja w społeczeństwie), podłoże motywacyjne (zarżnięcie kredytem ponad stan, chęć zaimponowania w środowisku, Parcie na szkło wszelkim kosztem), wpływ środowiska (znajmi korpo szczury), i również możliwości (uważam że czym bardziej zawężone możliwości, to dana osoba nie widząc w sobie innych możliwości zawodowo-rozwojowych brnie w jednym kierunku), programowanie społeczne i pewnie wiele innych.

Nawiasem mówiąc też mam z tym problem (:

 

Ps. Rozważasz powrót do korpo? (:

Edytowano przez Animavilis
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, aby czuć się swobodnie podczas spotkań z szefostwem. Luźna, nieformalna atmosfera potrafi naprawdę dużo zdziałać. Tak, wiem - nie każdy potrafi się odpowiednio rozluźnić, zrelaksować - ale cóż, trzeba nad tym pracować i jeszcze raz pracować.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Z mojego doświadczenia w korpoświecie:

 

Kiedyś wziąłem sobie opis pracy stanowiska obecnego oraz opis stanowiska oczko wyżej. Okazało się że już robię wszystkie czynności przewidywane dla tego wyższego stanowiska, więc miałem podstawy iść po awans i dostalem bez gadania.

 

Awansowałem bo: robiłem moją robotę, którą i tak lubię PLUS coś ponadto, po godzinach (czasem płacone, czasem nie), coś co zajebiście lubię.

 

Drugi sposób to zbieranie referencji, może długo trwać (np. 3 lata) ale może się przydać gdy zmieniasz pracę, wtedy pokazujesz że masz referencje np. od 50 osób, gdzie kazdy napisał pare zdań od siebie.

 

Polecam i popieram sposób Brata@Król Jarosław I, wg mnie gościu daleko może zajść. Produktywnie zapierdala, uczy się, doskonali, szuka rozwiązań, ma dobry kontakt z przełożonymi i pcha sam tematy do przodu. Nie trzeba jego pchać. Pracuje i uczy się dla siebie na przyszłość.

Tylko uwaga, w korpo, z ktorymi miałem styczność to może nie działać. Tam trzeba więcej pozycjonowania, bo więcej zapierdolu nic nie zmienia. 

 

Edytowano przez Imbryk

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@and Da się, ale trzeba nie być mentalnym podwładnym i niewolnikiem, a do szefa podchodzić jak do równego sobie. Po za tym wysoka kultura osobista i nie bać się własnych poglądów, ale jedynie nalyżycie je przedstawiać i argumentować.

W ten sposób "zakumplowałem się" z prezesem Panasonica i co najciekawsze najczęściej rozmawialismy na tematy nie bezpośrednio związane z firmą. Ludzie biznesu (pewnie nie tylko, ale odnoszę się do tematu) z prawdziwego zdarzenia mają bardzo dobrze rozwiniętą spostrzegawczość, szybko wyłapują niuanse i drugie dno zaistniałej sytuacji.  Za chwilę okazało się że stałem się konkurencją dla gościa, który od 8 lat działał w systemie jaki opisał @Król Jarosław I. Nie miałem świadomości jak jestem odbierany przez wyższe kierownictwo Panasonica, i dopiero moja szefowa kobieta - ekspertka od mowy ciała i komunikacji pozawerbalnej w półprywatnej rozmowie przedstawiła mi mój profil psychologiczny i wizerunek mojej osoby począwszy od omówienia rozmowy kwalifikacyjnej.

Moja postawa była odruchowa, zachowywałem się naturalnie bez spiny, ale to wynika też z mojego charakteru, gdyż zwyczajnie nie uznaję relacji typu szef-podwładny na poziomie mentalno-emocjonalnym, a jedynie kompetencyjnym.

 

Edytowano przez Animavilis
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@TheFlorator

Miałem w kilku firmach podwyżke, dorzutke na paliwo, czasami prezesowi jakiś kazimierz wyskoczył z jego kieszeni do mojej itd. Jednak nigdy nigdzie nie zagrzałem dłużej bo 3,5-4k na rękę (za 160h) jest dla mnie kurewsko nie satysfakcjonujące. Nie po to kończyłem gimnazjum i 2klasy technikum gastronomicznego.

Poza tym:

-Względy przełożonych, fajna sprawa nie przypierdalają sie do cb jak do tych przepitych zjebów, masz wolne na zawołanie bez kręcenia nosem i wiele spraw ewentowych idzie polubownie załatwić bez chodzenia i proszenia sie 30razy.

-Czasem ci przywiozą coś do jedzenia :D Zanim jeszcze celiakia wjechała fajnie było opierdolić ciepłą pizze czy coś.

I wisienka na robolskim torcie...

Miałem kilku pracodawców stuprocentowych januszy, którymi grdziłem w chuj. Ta cudowna satysfakcja kiedy mówiłem, że to pierdole i ogarniał ich mega wkurw i jedyne co mogli mi zrobić to wjebać dyscyplinarke :D (wiem, wiem korpo to nie to co robolska stancja tu musisz uważać bo sprawdzają świadectwa pracy więc nie możesz polecieć z januszem jak z burą suką na rozstanie, mnie to na szczęście nie tyczy ja na januszowe dyscyplinarki obieram se warzywa).

 

 

@TheFlorator I jeszcze jedna zajebiście ważna sprawa o której nie wspomniałem. Twoja postawa że tak to ujmę "niewerbalna". Albo gadasz z przełożonym jak facet z facetem wyprostowany, patrzący w oczy, głośno i wyraźnie z pewnością siebie wyrażający zdania tak, żeby czuł, że jesteś po jego stronie ale masz też odwage tym jebnąć jak on zacznie przeginać pałe (to jak z kobietą. Zaczynasz ją ustawiać to może sie zmieni ale bądź też gotów na rozwód) albo gadasz z nim jak kobiety w prankach, które zobaczyły lamborgini huracan i liżą dupe niskiemu grubaskowi w środku.

 

Serio, kilka razy pożarłem sie z przełożonym fest (spoko jak ogarniasz robote to cie nie wyjebie, nie dygaj) i to tak, że na kilka dni nawet sie do siebie nie odzywaliśmy ani se ręki nie podawaliśmy. A potem zaczynał mnie szanować bardziej niż te soft bitches co wyjadały spod niego kupe 24/7.

 

 

@Animavilis Wersji light? Co kurwa?! Wypraszam sobie! Mój opis to podlizywanie w chuj! Do stuprocentowego wejścia w dupe brakuje jeszcze tylko, żebym nie używał wulgaryzmów przy przełożonym (nie do niego aczkolwiek jak mówie, że coś jest spierdolone albo chujowo to tak zrobić to nie przebieram w słowach, nie jesteśmy na spotkaniu biznesowym) i konfidenctwa, którego nie lubie.

 

Najpierw trzeba służyć by potem kontrolować.

 

Praca to szachownica albo poruszasz sie jak zwinna przebiegła żmija albo jesteś pierwszym zbitym pionkiem stojącym gdzieś z boku planszy, dożywotnio z umową na minimalną krajową pamiętaj! 

 

 

A tera mam do przejechania kawał Austrii (nie podoba mi sie tu swoją drogą) i całe czechy zanim bd w domu i rzygać mi sie chce jak pomyślę o przeprawie przez pragę w piątkowe popołudnie. Więc do wieczora albo do jutra pa!

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Król Jarosław I

Dzięki za twoje obserwacje/porady i przykłady. Dobrze, że wspomniałeś o tych sprawach niewerbalnych bo o tym często zapominam i nie mam do końca wyrobionego nawyku. Muszę o tym niejako "pamiętać" i często nie przychodzi mi to samo z siebie.

 

Dobrze to ująłeś, że jest to pewna szachownica na której trzeba sie odpowiednio poruszać i jest to pewna sztuka.

 

 

@Animavilis

Pamiętaj, że dla jednego podlizywanie się oznacza A a dla drugiego A+1 także wiem, że temat jest względny. To twierdzisz, że to co robi KrolJarosławI to podlizywanie. Wg mnie może i częściowo tak ale robi to z głową i dobrze rozgrywa swoją partię szachów. Skoro się szczerze interesuje firmą i swoim zawodem to współgra to z tym jego "podlizywaniem". Ważne żeby to robił zgodnie z sobą i spał spokojnie.

Ty masz pewnie inne kryteria lizodupstwa  i wiąże się to myślę z twoim innym charakterem i tyle.

Mi chodziło o takie podlizywanie proste w stylu gadanie z przełożonymi na siłę o byle czym (nie związanym z pracą) ze sztucznym uśmiechem tylko żeby dobrze z nimi życ w pracy. I robienie tego często tak, że widać, że jest to nienaturalne i ma tylko cel przypodobania się. No i ta ewidentna relacja szef-podwładny.

 

 

Panasonic - jak mniej więcej wyglądała ta sytuacja z zagadaniem z tym szefem i jak później zmieniło ci to sytuację w pracy i czy były z tego profity?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Animavilis  Co ja ci mogę powiedzieć..

 

1) Nazwij to jak chcesz lizaniem dupy, robieniem pały, poniżeniem. Ja tego tak nie postrzegam. W pracy jestem odwrotnością siebie "na podwórku" bo wiem, że w pracy to po płaca. Natomiast nie myśl sobie, że kiedykolwiek daje sobie wjeżdżać. Uwierz mi, wielu właścieli robolskich farm w polsce(byłem już na 25zakładach  z czego w pl z 15)więc mam porównanie (a spawam 8 lat) , którzy zatrudniają przynajmniej od kilku lat jest już tak zchamiona (poniekąd rozumiem) przez robolstwo, że szkoda gadać. A ja  nie dawałem sie po sobie jeździć i zawsze cisnąłem z nimi jak przeginali pałe. 

 

2) spójrz na wszystkie struktury hierarchi gdzie kolwiek gangsterka, kulisy showbiznesu, polityki, wojska, sport, nauka.

 

Myślisz, że starzy w grubych bmw latają dla 18latków na ulicy z jedynką betonu bo ci nie muszą "wejsc w dupe"?

 

 

Myślisz, że tusk, miller, kaczyński i inne chuje sie nie nakradli sie bo za młodu "musieli wejść w dupe"?

(na samym szczycie pewnie jest jakiś ubek co ma portrety bieruta na ścianie a na drugiej full odznak wojskowych i jakaś kolekcja teczek. Tak, ten ubek też "lizał komuś dupe" za młodu)

 

Myślisz, że profesor czegoś ścisĺego nie musiał komuś za młodu "wejść w dupe" a student nie "przyliże mu dupy" też chcąc kiedyś być profesorem??

 

A generał w wojsku nie musiał?

 

Nie lizałeś nigdy dupy rodzicom, żeby dostać jakąś zabawkę? xD

 

Ty nazywasz to wejściem w dupe a ja byciem w kurwe uprzejmym tam gdzie to popłaca + jakimś poziomem wzajemnego szacunku inaczej mówisz mu w twarz, żeby spierdalał i wychodzisz (koniecznie zadbaj wcześniej o umowe papierową od samego początku potem idziesz do lekarza po zwolnienie na 3 tygodnie, z kurwami nie ma litości, rozchorowuje sie z nerwów ;) , natomiast nigdy nie zrobiłem tak w zakładzie który mnie dobrze traktował ale np. mało płacił, )+ nauką pokory.

 

3) W sumie to cie nie oceniam bo nie od zawsze w życiu taki byłem a jestem raptem kilka lat więc nie chce wyjść na hipokryte :D w jakiejś książce czytałem, że osobowość człowieka umiera kilka razy, dzieci, młodzież, średni wiek... itd i w sumie nabiera znaczenia jak na to teraz patrze.

 

4) Mam empatie też dla wielu ludzi, którzy dają po sobie jezdzić. Są też dobrzy ludzie, którzy za wcześnie wpadli w dziecko, długi, zależy im na świadectwie pracy itp i nie mają za bardzo manewru.

 

Jeśli o mnie chodzi na obecny stan zarobków w pl w porównaniu do cen + konkurencyjność DE, AT, be + mała odległość od zachodu = musiałbym gdzieś ostro zapierdolić łbem i doznać powikłań, żebym w tym kraju władował sie w robienie rodziny. Lewizny mi sie nie chce kręcić już raz miałem przez to problemy.

 

A teraz kozacki bonus od wujka jarka, wiem, wiem umieraliście ze strachu bojąc sie o mnie w drodze ale przywiozłem coś, cała praga jest tym gównem wyklejona xDDD

 

DSC_0271.jpg

 

 

W tle na koncu drogi praga 16 wlot od południa dzisiaj wyjątkowo mało aut w piątek 3 tygodnie wcześniej o analogicznej porze jechałem chyba z 2h obwodnicami ciągle ~30/h, już miałem umrzeć.

 

Edytowano przez Król Jarosław I
Dopisałem kilka słów
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, TheFlorator napisał:

Pamiętaj, że dla jednego podlizywanie się oznacza A a dla drugiego A+1 także wiem, że temat jest względny. To twierdzisz, że to co robi KrolJarosławI to podlizywanie. Wg mnie może i częściowo tak ale robi to z głową i dobrze rozgrywa swoją partię szachów. Skoro się szczerze interesuje firmą i swoim zawodem to współgra to z tym jego "podlizywaniem". Ważne żeby to robił zgodnie z sobą i spał spokojnie.

Owszem, Każdy ma swój sposób i swój cel. jak wcześniej pisałem, wszystko zalezy od tego co się chce osiągnąć. Partię szachów mozna rozgrywac na różne sposoby kierując się różnymi intencjami.

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

Ty masz pewnie inne kryteria lizodupstwa  i wiąże się to myślę z twoim innym charakterem i tyle.

Mi chodziło o takie podlizywanie proste w stylu gadanie z przełożonymi na siłę o byle czym (nie związanym z pracą) ze sztucznym uśmiechem tylko żeby dobrze z nimi życ w pracy. I robienie tego często tak, że widać, że jest to nienaturalne i ma tylko cel przypodobania się. No i ta ewidentna relacja szef-podwładny.

Zdecydowanie mam inne kryteria. Dla mnie to własnie jest włażenie w tyłek przy jednoczesnym braku czegokolwiek wartościowego do zaoferowania. Jest to sztuczne i myślę że każdy przeciętny szef coś takiego wyczuje. Stwierdzam że chyba jednak nie zrozumiałem tematu. Jeżeli komuś zalezy na zdobyciu poparcia, promocji na wyższe stanowiska + podwyżki, to uważam, że taka postawa nie jest najlepsza. 

 

2 godziny temu, TheFlorator napisał:

Panasonic - jak mniej więcej wyglądała ta sytuacja z zagadaniem z tym szefem i jak później zmieniło ci to sytuację w pracy i czy były z tego profity?

W Panasonicu pracowałem krótko, bo ok. 6 miesięcy. Sytuacja w Panasonicu nie dotyczyła tylko prezesa, ale równiez moich przełożonych, a konkretnie jeden gostek (pracował 8 lat, jedno stanowisko nademną), oraz dwie kobiety (kolejno dwa i trzy stanowiska nademną). Gostek, który był nademną po dwóch miesiącach zaczął mnie tępić, natomiast szefowa (środkowa) podczas wspólnego wyjazdu służbowego, opowiedziała jakie zmiany zaszły w firmie i w dziale od momentu kiedy przyszedłem do firmy, odniosła się również do mojego poprzednika na tym stanowisku, który pracował tam 15 lat. Korzyści oczywiście były takie, że po miesiącu dostałem podwyżkę, szefowa również starała się z własnej inicjatywy polepszyć warunki formalne mojego zatrudnienia (próbowała, gdyż jej się nie udało, gdyż polityka kadrowa Panasonica była dość dziwna i zawiła). Odnosnie prezesa, to mieliśmy luźne pogawędki przy różnych spotkaniach okolicznościowo zawodowych. Widziałem, że sprawia mu frajde rozmowa ze mną, co prawda od niego bezpośrednio nie zdażyłem uzyskac konkretnych korzyści, bo odszedłem z firmy po 6 miesiącach, ale gdybym został dłużej, to jestem pewien, byłoby dobrze. Gostek który był moim bezpośrednim przełożonym, był typem nadskakiwacza, przychodził pierwszy, wychodził ostatni, zdecydowanie żył firmą, angażował się, tyle że to było jakieś takie nijakie. Nie powiem, miał wiedze o firmie bardzo dużą, na prawdę był człowiekiem który wszystko wiedział i wszystko mógł załatwić, na pozór wszystko Ok, ale ujmę to tak, to był po prostu dobry pracownik, bez wartości dodanej, bardzo poprawny politycznie. Wyżej postawione przełożone również krytycznie się do tego odnosiły. Zrobiły sobie widowisko z naszych relacji, a bardziej jego, bo ja nie byłem świadomy co się dzieje, ponieważ moja praca była związana z ciągłą nieobecnością w biurze.

 

Inna sytuacja, dotyczy obecnej firmy, po ok 4 miesiącach awansowałem odrazu o 2 stanowiska ( jako jedyny od początku firmy), po ok. miesiącu po tym awansie w firmie córce zaproponowano mi stanowisko Dyrektora, którego nie przyjąłem. Dodam, że mój przełożony pewnego dnia przysiadł się do mnie przy obiedzie i zaczał zagadywać na różne tematy, w między czasie naszej rozmowy stwierdził, że od początku prubuje mnie rozgryźć i nie mu się to nie udaje, nie wie czy moja postawa i zachowanie wynika z tego że jestem osoba skromną i stonowaną, czy to bardziej wyniosłość. A ja faktycznie lubię zjeść obiad w spokoju sam, i unikam wiekszych grup, nie przesiąduje na plotach i nie chichram się z byle czego, generalnie mało uczestnicze w "firmowym zyciu". O tyle mi to zaimponowało, że Szef jest Bardzo przenikliwym człowiekiem. A faktycznie mam usposobienie introwertyczne (: i nie jestem typem nadętego buca. O aktualnej sytuacji w tej firmie wspomniałem Ci podczas naszej rozmowy.

To taki wycinek z mojego życia zawodowego.

 

Z obserwacji moich znajomych wiem, że jeżeli ktoś jest typem wiernego, lojalnego zapierdalacza, to jednak przeważnie takim zostanie, szefowie lubią mieć kogoś od czarnej roboty. Natomiast jeżeli jesteś typem, który ma potencjał, szeroki światopogląd, jakąś taką naturalność, to jesteś w stanie wypłynąć na szerokie wody. Lidera można szybko rozpoznać, taki ktoś nie musi się podlizywać, zagadywać o dupie marynie, z kimś takim zawsze ludzie się liczą. 

Zresztą to jest tak samo jak z kobietami, jak jesteś alfa, sam sobie wytyczasz ścieżkę życia, to jesteś kimś ciekawym z potencjałem, a jak jesteś sztuczny pozujesz na kogoś kim nie jesteś, to zaraz to wypływa. Ludzie myślą że interesując sie firmą w której pracuja i podporządkowując swoje zycie tej firmie, zyskają poklask szefostwa i uznanie w zamian za poświecenie. Mądry szef czy własciciel wie że zycie nie składa się z zapierdalania i wie że głupota jest zabieranie roboty do domu i ciągłe zycie firma w której się pracuje.

 

Dużo mógłbym powiedzieć na temat moich obserwacji, ale nie chcę zaśmiecac, po drugie byłoby dość długie do czytania. No i nie wiem któ odwiedza forum, mam nadzieję ze nie odkryłem się za bardzo.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

TheFlorator
"Czy ta jedna rzecz, w której byłeś zakładam specjalistą dała ci możliwość awansów i podwyżek co parę lat czy po prostu cię nie mogli zwolnić bo nikt inny tego nie potrafił ale miałeś czas podobne pieniądze?"

 

Nie opowiadam detali o sobie ale moge powiedziec ogolnie.

Sporo lat nie wiedzialem ile mam w banku bo mnie to nie interesowalo.

Wiedzialem ze kasa jest i mam na co chcę, oczywiscie w rozsadnych kwotach bo jesli ktos marzy o byciu milionerem to i milion dziennie bedzie mu za malo.

Podstawowa zasada:

Nie moze czlowiekowi odwalac ze go forsa parzy w rece a sa takie typy.

Przepuszcza wszystko co maja, placza gdy skonczy sie dochod a to zwykle jest jak grom z jasnego nieba.

 

Adams:
"Pomarzyć zawsze wolno. Prawda jest jednak nieco inna. Jeżeli tylko Ty to umiesz, to większość w ogóle nie wie o co chodzi i ma to w dupie. Podobnie jak Ciebie i to, że to umiesz."

 

Ja nie marze, opisuje jak bylo.

Wiekszosc moze miec w dupie, oczywiscie.

Kogo obchodzi wiekszosc?

SZEFOWIE wiedza ze bez czegos nie da sie obyc.

Konkretnie chodzilo o poczte elektroniczna.

Wyobrazasz sobie firme bez e-maili?

Tam to bylo skomplikowane, nie zwykle To:, CC: i BCC:

Wyslij do tych ale nie do tamtych, listy mailowe zawierajace listy mailowe zawierajace listy mailowe i tak do trzynastego poziomu zagłębienia ale unikajac krazenia poczty w kółko gdzie lista wysyla maila do listy ktora wyslala maila bo ma ją w srodku, (cos jakbys byl swoim wlasnym dziadkiem - Back To The Future), i jeszcze sporo innych SPRZECZNYCH ZE SOBA wymagan dowodztwa.

 

lxdead:

"Bez wchodzenia w dupę w tym kraju się nie da inaczej "zaistnieć" w oczach pracodawcy"

 

Poczytaj wyzej.

Faktem jest ze jesli chodzi o korporacje to one istnieja same dla siebie i tam sa inne zasady gry.

Za szeroki temat zeby go tu rozgryzac.

Niemniej - kiedys sobie powiedzialem ze dla zachowania pracy nikogo w nic calowal nie bede.

Malo tego.

Powiedzialem kiedys szefowi zeby sie walil.

Moglem sie rozstac z babą - co za problem rozstac sie z robotą?

Mam w zyciorysie ponad 20 miejsc pracy i zawsze wystarczalo mi na zycie a i na wiecej ale tu zaczynaja sie prywatne informacje wiec tu jest koniec zdania.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Adolf
      Imponuje mi facet. Ogłosił się Królem Rock Popu. Cokolwiek to znaczy. Ma duży dystans do siebie. Taki powinien być facet sukcesu.
      Duża energia bije od niego, polecam jego styl, mieć wyjebane na swój wizerunek, przerobić go na sukces, to polecam.
      W tym drugim wywiadzie lekko białorycerzy, ale myślę że jego partnerka zna swoje miejsce, trudno o lepszą gałąź, chyba że Sławomir nie spisał intercyzy.
      Wtedy:Ups...
       
       
    • Przez Maszracius_Iustus
      W tej audycji Marek poruszył temat osoby, która za darmo coś bierze i wykorzystuje osobę pomagającą za darmo.
      Nasz wodzu tłumaczy to niską samooceną osoby pasożytującej możecie  bracia wytłumaczyć bo nie rozumiem związku między niską samoceną a wołaniem o pomoc?
       
      Pozdrawiam M.
    • Przez Beno
      Bracia,
       
      w książce "Stosunkowo dobry" Marka jest dość enigmatyczny opis "boggingu". Nie jestem pewien czy go dobrze rozumiem, a więc posłużę się cytatem z książki i poproszę Was o opinię na ten temat. A więc w piśmie jest napisane:
       
      "Powiedz: akceptuję Boską iskrę w sobie. Szanuję, uwielbiam i  podziwiam najpotężniejszą istniejącą moc w  sobie. Wymień teraz cechy najwyższej idei, patrząc sobie w  oczy: radość, spokój, siła, dostatek [...]".
       
      Czy bogging polega na uświadomieniu sobie swojej boskości, tego że w każdym nas jest cząstka boska, co ma na celu dać nam poczucie własnej wyjątkowości i wysokiej wartości naszego życia? Czy też na bogging składa się także zmiana istniejących wzorców opisana w książce w akapicie powyżej?

      Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź, gdyż ogromnie mnie to interesuje.
    • Przez Smerfetka
      Cześć,
       
      Właśnie zostałam poinformowana że moja siostra zrobi sobie operację plastyczną nosa. Już była w klinice i wpłaciła połowę kwoty.
      Czasem o tym mówiła, ale nie sadziłam że faktycznie postanowi to zrobić, a nos ma normalny, w sam raz...ale twierdzi że jest za duży.
      Gdyby nie fakt, że o tym mówi....nawet bym nie zauważyła. Uważam to za fanaberie i powiedziałam jej że się z tym nie zgadzam i ze ma ładny nos.
      Siostra się obraziła że jej nie wspieram itp...(czuję się jak jej facet który przekonuje a dziewczyna i tak wie swoje)
      Jej partner też nie widzi kłopotu ...
      Obawiam się ewentualnych negatywnych konsekwencji tej operacji.
       
      Mam do Was pytanie ...czy w takiej sytuacji...kiedy już moja siostra podjęła decyzję nic nie mówić i to zaakceptować (widzę że przeżywa bardzo tą sytuację), czy próbować ja odwieść do tego zamiaru...?
       
      Dodam tylko, że ona ma niską samoocenę (miała wysoką, ale nasza mamusia skutecznie ją zniszczyła, powtarzając od dziecka że "żałuje ze ją urodziła" itp.). Dla niej opinia innych ludzi niestety jest ważna i łatwo ją zranić. Ja też czasem potrafię jej "dołożyć" ...w sumie ona mi też...choć ja jestem odporniejsza (takie mam wrażenie).
        W audycjach Marka była poruszona kwestia operacji plastycznych i też tych skutków się obawiam...
      Jest mi przykro, ponieważ wiem że moja siostra(jedyna) cierpi a nie potrafię jej pomóc.
       
       
    • Przez Marek Kotoński
      Mam prośbę. Posłuchajcie wstępu do nagrana motywacyjnego "samoocena", nad którym teraz pracuję, ok? Uwaga! Słuchajcie tylko przez słuchawki, ponieważ muzyka w tle synchronizuje fale mózgowe. 
       
      No i napiszcie co o tym sądzicie. Ja zrobiłem nagrania, a muzę i likwidację ciamkania, jąkania itd. ogarnął Molu. Nie spodziewałem się że taki kawałek nagrania, może zająć tyle czasu i tyle energii kosztować.
       
      Tu można ściągnąć: http://www98.zippyshare.com/v/uWWRRLrq/file.html
       
       
      UWAGA! Ściągnijcie nagranie na dysk i wtedy słuchajcie - nie słuchać z podanego playera, gdyż ma bardzo niską jakość.
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.