Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Strusprawa1

Krytyka buddyzmu przez Jana Stachniuka

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Witam. Czytam teraz "Wspakultura" Jana Stachniuka i wpadłem na ten fragment, który mógłby być interesujący dla tych, którzy interesują się tą religią, a wiem, że tutaj jest wiele takich osób. 

Co o tym sądzicie? 

Quote


ROZDZIAŁ VIII. 
Buddyzm 

1. Nihilizm jako zasadniczy rys buddyzmu 
Pierwszą wielką epidemią wspakultury, która objęła i wyniszczyła ogromny płat ludzkości, jest niewątpliwie buddyzm. Pochód tej straszliwej choroby rozpoczął się od chwili "oświecenia" młodego jeszcze Gotamy Sidharty z królewskiego rodu Siakjów, a więc gdzieś około 530 roku przed erą Chrystusową. Było by błędem przypuszczać, że sam Budda stworzył chorobę i puścił w świat. On ją tylko sformułował, gdyż zamówienie na nią istniało zapewne już dosyć dawno. Rozstrój panteizmu wedyjskiego postąpił w Indiach już tak dalece, że jedynym wyjściem z otchłani cierpienia był jakiś radykalny rzut w nowym kierunku. Mówiliśmy, że jedynie zbawcza koncepcja, którą w tym samym czasie formułował geniusz grecki, nie mogła jeszcze nabrać takiego rozmachu życiowego, by żywiołowe procesy znużenia w całym ówczesnym świecie zwrócić w swoje łożysko. "Objawienie" głoszone przez Buddę w latach jego życia (560-485) znajdowało więc żywy oddźwięk. Indie były już ogarnięte głębokim znużeniem. Masy oczekiwały mesjasza, który nazywał się "tathagata", czyli "ten który utoruje drogę do zbawienia". Oczywiście "zbawienie" miało charakter przezwyciężenia naturalistycznego stylu życia. Mógłby to być wylot ku ewolucji tworzycielskiej, w świat budownictwa kultury, jak i we wręcz przeciwnym kierunku. Niestety Budda wskazał ten drugi. W tęsknotach bezradnych mas Indii "przyjście Tathagaty na świat to pocą tek nowej ery... Tak więc tłem historycznym tłumaczącym powstanie i sukces ewangelii buddyjskiej jest oczekiwanie i tęsknota mesjaniczna" (S. Schayer "Religie Wschodu" str. 214). 

 

Każdy prawie człowiek, miewał w życiu chwile kiedy był o krok od buntu przeciw samemu istnieniu, kiedy świat, własne życie, wydawało się być bezsensem; wtedy to rodziło się zwątpienie największe, zawarte w odwiecznej maksymie: i po co to właściwie człowiek się męczy? Wyczerpani chorobą, bólem, znużeni niepowodzeniami często widzimy byt w bezwyjściowej szarzyźnie pustki i nudy. W takim stanie emocjonalnym, lecz niezmiernie spotęgowanym co do natężenia, znalazł się Budda. I to był fundament jego doznawania bytu. Dzięki temu widział on świat i życie zupełnie inaczej niż zdrowy człowiek, po każdym zwątpieniu wracający do normalnego stanu afirmacji istnienia. Nastąpiło więc przełamanie wewnętrzne Buddy, jego "oświecenie", które jest skrajnym nihilizmem. W ten sposób został ufundowany pierwszy światopogląd wspakultury. Z przejmującą wyrazistością widział Budda bezsens istnienia, które nie otwiera dróg ku czemuś więcej, a w ślad za tym potworną brzydotę kalekiego świata. Wszystko razem kulminuje w doznaniu cierpienia. Świat beznadziejnie statyczny, to świat bólu, cierpienia, które sprawia każde poruszenie. Budda widział świat w kategoriach zdecydowanego nihilizmu. Pierwiastek nihilistyczny stanowi fundament jego oglądu świata. Jego "oświecenie" to nagłe olśnienie człowieka, który patrzy na świat przez pryzmat pierwiastka nihilistycznego. Świat jest bólem, samo istnienie niepojętym złem. Ucieczka od istnienia, pogrążenie się w niebycie, oto jedyny cel najwyższy. Skoro byt jest cierpieniem, wszyscy jesteśmy objęci jego prawem, wszystko co żyje cierpi, i to cierpienie stwarza moralną solidarność ogólnego bólu. Wyraża to sam Budda w słowach następujących: "To jest drodzy bracia szlachetna prawda dotycząca cierpienia: rodzenie się jest cierpieniem, starość jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem, pożycie z osobą kochaną jest cierpieniem, rozłąka z nią jest cierpieniem, nieosiąganie przedmiotu pożądania jest cierpieniem, - krótko całe życie jest cierpieniem"... Centralną ideą ewangelii buddyzmu jest "ideał moralnej autokatharzis oraz hasło moralnej solidarności wszystkich żywych istot"... (St. Schayer "Buddyzm indyjski" str. 200). 

 

Pierwiastek nihilistyczny, jako fundament buddyzmu, jego światopoglądu i naczelnych norm, narzuca zadania o których mówiliśmy w części teoretycznej. Polegają one na zniszczeniu zła istnienia, na wytrzebieniu żywiołu emocjonalnego, skąd wyrastają wszystkie namiętności i upodobania, dyszące pożądliwością znikomego świata. Radykalna operacja winna zdążać do zniszczenia woli istnienia. Trzeba więc zabić w sobie odruchy, wykorzenić namiętności, zobojętnieć na świat. Stąd wypływają wskazówki, jak osiągać zupełne ukojenie, jako warunek stanu świętości właściwej "arahantom", rozpływającym się w nirwanie. Są to przepisy o prawości myśli, celu, zachowania się, sposobu życia, praktyk doskonalenia się, uzyskiwania spokoju. 
"Wszystko co istnieje pełne jest cierpienia, kto mądrze to poznaje, w tym cierpienie wstręt budzi. Oto droga do wyzwolenia". Przyczyną cierpienia jest pożądanie, pożądanie istnienia, pożądanie dóbr, zdrowia, siły, energii, zwycięstwa, pożądanie potęgi, pożądanie rozkoszy, bogactwa; ono prowadzi od narodzin do narodzin. Na to nihilizm daje niezawodną receptę ustami Buddy: "Stłumcie to pożądanie, przez całkowite unicestwienie żądz; wyrzekając się ich, uwalniacie się od nich, nie pozostawiając im żadnego miejsca"... 

 

Ale jak to osiągnąć? Zgodnie z teorią pierwiastka nihilistycznego, istnienie to ciągłość demonu osobowości, swoistego continuum osobowego. Rozerwanie tej ciągłości to wyzwolenie elementów i pogrążenie się w bezosobowej nirwanie. Stając na stanowisku skrajnego nihilizmu, buddyzm pierwotny odrzuca wszelką metafizykę, nie interesuje się kwestią stworzenia świata, nie daje żadnej kosmogonii, ani teologii. Wola zniszczenia istnienia, jako źródła bólu i zła, oto wszystko. Jest to nihilizm zdecydowany, autarkiczny, zamykający wyloty na inne pierwiastki wspakultury, wyjąwszy szparkę ku wszechmiłości. Dlatego też pierwotny "Buddyzm nie zna Boga, nie zna wszechstwórcy. Bogowie, z którymi nas zapoznaje, podlegają według zapewnienia samego Buddy przypadłościom powstania i przeżycia i tak samo, jak wszystkie inne istoty muszą być pouczeni przez Buddę o drodze wiodącej do usunięcia cierpienia". (E. Hardy "Der Buddhismus" str. 128). 

 

Nauka o wędrówce dusz rozszerza ogólną solidarność bytu na świat całej biologii, dzięki czemu nihilizm znajduje styk z wszechmiłością, na wątłej platformie solidarności wszechcierpienia i wszechlitości. Ewangelia buddyzmu była rewolucją w stosunku do panteizmu bramińskiego, wywodzącego się z wedyzmu. Radykalny zwrot ku nihilizmowi odbywał się jednak w ramach społeczeństwa, żyjącego jeszcze tradycjami epoki naturalizmu. Zachodziła konieczność odwrócenia wszystkich podstawowych wartości i przemiany treści, przy zachowaniu starych form zewnętrznych. Rewolucja wspakulturowa przebiega pod pokrywą naturalizmu. Tu znajdujemy wyjaśnienie zagadki pomieszania pojęć, tak znamiennego dla przełomu wspakulturowego w Indiach. "Buddyzm jakby celowo i ze specjalnym upodobaniem podejmuje terminy i pojęcia bramińskie aby nadawać im zasadniczo odmienny buddyjski sens"... "Pojęcie świętego wyższego ładu zna także religia bramińska. Nazywa się ten ład dharmą... podobnie jak to było z terminem Aria i ten historyczny, prastary wyraz wedycki został przejęty przez buddyzm i napełniony zupełnie nową treścią: dharma prawdziwa to nie kodeksy bramińskie, ale nauka i wskazanie Buddy... poznana i ogłaszana światu przez ascetę z rodu Siakjów"... (St. Schayer 1. c. s str. 201-206) . 

 

2. Widmo światopoglądowe epidemii buddyzmu 
Niektórzy badacze buddyzmu twierdzą, że istniała odrębna formacja prabuddyzmu, która następnie rozwinęła się w dwu kierunkach, powszechnie znanych: "hinajana" i "mahajana". Jestem raczej zdania, że prabuddyzmem jest kierunek hinajana. Cechuj go zdecydowany nihilizm, jak o tym już była mowa. Dopiero pózniej otworzyły się perspektywy na dalsze pierwiastki wspakultury i buddyzm rozwinął się w totalny system "mahajany". 
Hinajana stoi na stanowisku, że istnieje potok życia, ciągle odbudowywany przez żądze i pragnienia, za którym, jak cień podąża ból i cierpienie. Przeciwieństwem potoku życia jest nieistnienie, nirwana. Buddaizm kierunku hinajana, a więc najbliższy naukom mistrza, nie odróżnia w potoku życia ducha i ciała, nie wie o duszy nieśmiertelnej. Potok życia to elementy spojone świadomością i żądzą, w coś, co nazywamy osobowością. Osobowość jest podobna do koła wozu; koło składa się z elementów spojonych w pewien sposób; gdy te elementy rozłączymy, nic nie ginie, tylko znika koło. Osobnik ludzki, jako zbiór części umiera, i jako zbiór części ginie bez śladu, ale wpływ jego czynności rodzi nowe zgrupowanie tych części, nowe indywiduum. Przerwać ten zaklęty krąg czynności, ciągle odnawiający potok życia i zło istnienia, oto zadanie buddyzm. Znajduje się tu brama do nirwany. "Najwyższym celem aspiracji ludzkich jest zlikwidować osobowość, stać się Arhantem, wyzwolonym z życia, który po śmierci, jak płomień zgaszony rozwieje się w Nirwanie" (St. Schayer l. c. str. 220). 
Wytycza to kierunek zabiegów, mający doprowadzić do tego celu... "Nikt nie może się nazywać szlachetnym, dopóki się mu nie uda wykorzenić wszelkich pożądań i uczuć nawet najlepszych, jakie sama natura w człowieku zaszczepiła"... (E. Hardy "Der Buddhismus" str. 123). Skoro istnienie jest złem zasadniczym, należy jego unikać. Do ciągłego odradzania się prowadzą czyny (karma); narzuca się więc wniosek, że dokładna bezczynność skutecznie unicestwia źródło zła. 

 

Święty buddyzmu to ten, kto doszedł do poznania zła i dróg jego przezwyciężania; i wówczas może przemówić wspaniałym wyzwaniem, w którym brzmią nuty demonicznej woli nicości, nie pozbawionej patosu: 
"Znam Cię już o Budowniczy! 
Nie będziesz na nowo budował domu, 
połamane są belki, zdruzgotany domu dach". 
Taki święty musi być zdecydowanym wrogiem swego nieszczęsnego ciała, oddanym bez reszty samoudręce, rozpinającym się z lubością na łożu Prokrusta, wyniszczającym w sobie najgłębsze korzenie woli tworzycielskiej, jako pochopność do zła, bytu. 
Wspakultura, jako produkt rozpadu jest jednością. Stąd wynika, że skrajny nihilizm "hinajany" musi być tylko przejściowym korytarzem. Tak czy inaczej dla umysłu, który wtoczył się w korytarz nihilizmu, wkrótce otworzą się widoki na pozostałe pierwiastki wspakultury. Jest to kwestia czasu. Wiemy, że wszystkie pierwiastki wspakultury wzajemnie warunkują się; dotykają się niejako łokciami. Jakoż istotnie, nauki Buddy zostały rozwinięte w kierunku "mahajana", który jest już wzbogacony o spirytualizm, moralizm, personalizm i wszechmiłość. Hinajana obok władczego nihilizmu ma tylko zniekształconą wszechmiłość w formie wszechlitości, a poza tym ułomny spirytualizm nirwany. Mahajana jest zdecydowanym krokiem ku totalnej wspakulturze, ku jej "normalności". 

 

Ewolucja w tym kierunku odbywała się żywiołowo. Formy tradycji hinduskiej odegrały tu zupełnie podrzędną rolę. Choroba rozwija się wewnątrz człowieka, a stąd przerzuca się na historycznie ukształtowane formy w których przebiegało życie. Naturalizm wedyjski znał pojęcie "samsara", będące odpowiednikiem "panta rei" Heraklita. "Samsara" oznacza ciągłość potoku życia, ciągłość odradzania się bytów. Do tego dołącza się jakieś stare praindyjskie wierzenie o wędrówce (reinkarnacja) dusz. Dopóki naturalizm nie został podważony, nic stąd nie wynikało. Treść tych pojęć służyła afirmacji istnienia. Z chwilą jednak wielkiego odwrócenia wartości, dokonanego przez rewolucję Buddy, w pojęciu "samsary" odbył się przewrót, który utorował drogę doktrynie Upaniszad do koncepcji "wyzwolenia". Rychło dorabia się w buddyźmie koncepcję dualizmu psycho-fizycznego, który jest pojęty "jako antyteza dwóch rodzajów substancji: mniej subtelnej, podlegającej zniszczeniu i dostępnej poznaniu zmysłowemu oraz drugiej, bardziej subtelnej, nie podlegającej zniszczeniu, i nie dostępnej poznaniu zmysłowemu". Ów dualizm podważa "samsarę". Koncepcja tego dualizmu przeniesiona na "samsarę", a następnie wzmocniona przez ideę wędrówki dusz, przy rewolucjonizującym założeniu, że istnienie jest złem, które trzeba niszczyć, radykalnie obala pierwotną treść tych pojęć: powstaje coś zupełnie nowego - postulat wyzwolenia duszy od konieczności wcielenia się w szeregi ciał "samsary". Tu już mamy wyraźne perspektywy na spirytualizm, i zadatek rozprzestrzenienia się moralizmu w rozpadającym człowieku. Słusznie więc stwierdza się "że bez tej wiary uniwersalizm buddyjskiej moralności nie byłby wogóle zrozumiały". (St. Schayer 1. c. str. 203). W takim ujęciu nirwana "mahajany", rozpoczyna nabierać innego charakteru i coraz bardziej upodabniać się do klasycznego "innego świata". "Dla mahajanistów wygaśnięcie osobowości to rozpłynięcie się w elemencie który jest świadomością ponad osobową, a więc nie negacją, ale intensyfikacją świadomości i życia". 

 

Maluczko a nirwana łudząco rozpocznie przypominać, znane nam dobrze "królestwo niebieskie". Odłamkiem "królestwa niebieskiego" na tym padole płaczu jest nieśmiertelna dusza, jako właściwy człowiek, tęskniący do wybawienia. Różnica w stosunku do chrześcijaństwa polega na tym, że dusza według buddyzmu, hinduizmu, dżainizmu, praegzystuje, gdy natomiast we wspakulturze krzyża i islamu wszechmogący, po każdym udanym akcie płciowym musi fatygować się i w pośpiechu stwarzać nową duszę, skazując ją po krótkim żywocie doczesnym w grzesznym i brudnym ciele na wiekuiste męki piekieł lub nudę nieba. Tym manewrom musi towarzyszyć pierwiastek moralizmu, z jego "objawionymi" nakazami. Podobnie jak w słynnym kazaniu na górze, Objawiciela chrześcijańskiego, buddyzm zaleca ataraksję, gdyż im bardziej ktoś "zbliża się do trupa, tym bardziej postępuje w rozwoju duchowym" (C. H. Kern "Der Buddhismus und seine Geschichte in Indien" str. 515). Dzięki temu pierwotne zadania buddyzmu ulegają tu pewnemu uzupełnieniu. Polega ono na "uwolnieniu duszy od przymusu odradzania się... t. j. zapewnienie duszom indywidualnej nieśmiertelności, w trzeciej najwyższej sferze kosmicznej... mówiąc ściślej w jej szczytowym punkcie, skąd nie ma już spadania w dół, gdzie jest prawdziwa nieśmiertelność, trwałe najpewniejsze schronienie przed demonem Życia i Śmierci". (S. Schayer l. c. str. 206). 

 

Mając teorię wspakultury totalnej, wiemy, że Buddyzm musi mieć jeszcze elementy wszechmiłości i personalizmu. Punkt wyjścia Buddyzmu to doznanie bólu istnienia. Jest jeden uniwersalny ból kosmiczny, którym boleją wszystkie istoty od mrówki do najpotężniejszych bogów: kto jemu niesie ulgę, ten ją niesie jednocześnie wszystkim i sobie samemu. Stąd wynika koncepcja przenoszenia zasług, mająca swój odpowiednik w katolickim "świętych obcowaniu". Uświadomienie wspólnoty doczesnego bólu, rodzi uczucie solidarności i wzajemnej miłości. Na nim opiera się doznanie życzliwej wspólnoty cierpiących istot t. zw. "maitri". 
"Maitri" nie jest namiętną miłością ani przywiązaniem, nie jest wogóle afektem, ale równym, spokojnym i beznamiętnym uczuciem przyjaźni dla wszystkich żyjących istot, ludzi i zwierząt. Maitri jest w gruncie rzeczy identyczna z "ahimzą", jak najogólniej pojętym zakazem krzywdzenia istot. Konsekwencją maitri i ahimzy jest litość, karuna, jako specyficzna postawa wobec zła i wobec grzechu. 

Buddyzm jest wspakuturą totalną przystosowaną do bardzo wielu stopni schorzenia ludzkiego. Dla jednych jest "hinajaną", dla drugich "mahajaną". Jest lekarstwem dla istot chorych na wstręt do życia, "samsary". Lekarstwo to wydziela się w różnych dawkach, zależnie od natężenia choroby. Stąd pozorna wielość prawd które są tylko różnym stężeniem tych samych pierwiastków wspakultury w różnych formach terminologicznych, w różnej kolejności dającej wrażenie bogactwa melodyj i wątków. 

 

3. Kościół buddyjski 
Epidemia buddyzmu zestaliła się w końcu jako system wspakultury totalnej. Wokół trzonu nihilizmu zgrupował się spirytualizm, moralizm i doń dopasowana wszechmiłość cierpiących wraz z personalizmem. I ta oto zestalona choroba kosmiczna, jako wzór doznawania tajemnicy istnienia, usiłuje utrwalić się w środowisku społecznym. Musi więc dążyć do pokonania sił, które zagradzają jej drogę, zdobyć miejsce, rozprzestrzenić się w duszach ludzkich, ogarnąć instytucje wychowawczo-społeczne, i przystosować do swoich potrzeb. Są to zadania inne niż perwersyjne odwrócenie wartości, określenie wspakulturowego charakteru dobra, piękna, prawdy, sfałszowanie podstawowych pojęć o świecie, celach życia. Wprawdzie Budda mówił, że "niczym jest zwycięstwo odniesione w bitwie nad tysiącami tysięcy, wobec zwycięstwa dokonanego przez tego, kto zwalczył samego siebie"... to jednak uczynienie danej choroby trwałym faktem społecznym i historycznym, wymaga innego wysiłku niż zwalczanie "pokus świata" i zdobycie "oświecenia" wspakultury. 

 

Buddyzm jako wspakultura totalna, w momencie swej krystalizacji jest dorobkiem szczególnie zaawansowanej grupy dekadentów czyli "oświeconych". Musi to być grupa stosunkowo nieliczna, której przeciwstawia się reszta społeczeństwa, znajdująca się na innych szczeblach rozkładu, dalekich od "osiągnięć" elity. Jeśli doktryna buddyzmu ma się upowszechnić, musi ona pokonać trudność wynikłą z niewiedzy mas o "skarbach" w pełni wspakulturowego widzenia świata. Stąd wynika postulat totalnej propagandy, dotarcia z "prawdą" do każdej jednostki, i formowania jej psychiki, tak by nigdy nie mogla wydobyć się z pod hipnozy "objawienia". Z drugiej zaś strony buddyzm, podobnie jak to będzie z hinduizmem, chrześcijaństwem, islamem, jest tak dalece sprzeczny z normalnym odruchem zdrowego człowieka, że staje się pożądane stworzenie instytucji, które masowo będą podcinać zdrowie i żywotność, wtrącając ludzi zapomocą różnych ascetyzmów w stan sztucznego obłąkania. W szczególności to tyczy przyszłych pokoleń, które, urodzą się z pełnią "grzechu pierworodnego". A poza tym trzeba walczyć z oporem innych systemów wierzeń, kierować akcją, administrować, nadzorować, hodować przodowników, utrwalać wzory "cnot" wspakulturowych itd. Słowem potrzebna jest organizacja całokształtu buddyzmu jako ruchu walczącego. Będzie to kościól. Narzucał on się jako konieczność zewnętrzna, jako społeczne narzędzie utrwalenia i przeforsowania choroby w realnym świecie stosunków ludzkich. Dla wyznawców buddyzmu podobnie, jak to się dzieje z każdą wspakulturą totalną, realny świat rozpada się na dwa obozy:

a) krąg społeczny opanowany przez buddyzm

b) to wszystko co nim jeszcze nie jest. Pierwszy jest już terenem "prawdy", drugi królestwem zła i grzechu.

Jasną rzeczą jest, że obóz prawdy nie może tolerować obok siebie istnienia terenu, na którym włada grzech i zło. Stąd walka, ekspansja i wszystkie wymogi walki: organizacja, centralne kierownictwo, hierarchia. Traktując siebie jako przyczółek "prawdy" w doczesnym świecie, zakłada się, że najgłębszy ośrodek dyspozycyjny drugiego obozu posiada ten sam charakter. A więc nici dyspozycji zbiegać się muszą w ręku jakiejś demonicznej inteligencji, będącej przeciwieństwem "dobra". Jest to oczywiście szatan, diabeł, niezmordowany wróg "cnot" wspakultury, władca siejący niepokój, ciągłe dążenie dokądś, nienasycone pragnienie potęgi, nowości, wspaniałości, siły, szczęścia wytężenia, napięcia i pełni życia. Przed nim ucieka i kryje się każdy dekadent w czasie i przestrzeni; ucieka przed jego czasem, ucieka i uciec nie może, gdyż ów szatan to jego odwrócone "ja", to wszystko co jest w osobowości człowieka tworzycielskie, czego on się wyrzeka i co wyklął na wieki. Wspakultura jako kierunek ucieczki odeń skutkuje w bardzo ograniczonej mierze. Diabeł zwalczony na jednym odcinku, wylania się stale na innym, mącąc upragniony spokój, którego osiągnąć w pełni nigdy nie można. Każdy wspakulturowiec czuje, że wroga siła, którą chce ujarzmić, nie jest ujarzmioną. Czuje jej utajony napór w sobie i w świecie. Ucieka więc od siebie i od świata. Lecz "zły duch" wszędzie go znajdzie i na drogi pokuszenia sprowadza. Gdy Budda siedział nieruchomo pod drzewem i rozmyślał o zbawieniu świata, "zły duch" przystąpił doń "by wygnać pokój ze świata; bogowie, zwierzęta, ludzie są mi poddani... jak i oni pójdź i ty do królestwa mego"... Z tym diabłem trzeba wojnę nieustanną wieść. Urok diabła jest szczególnie silny tam, gdzie mamy stany zdrowia, bujności ciała.

 

Człowiek o pełni sił fizycznych i duchowych, w warunkach pewnego dobrobytu, łatwo ulega czarom diabelskim, daje się zwieść na bezdroża pogoni za czymś wielkim, nowym, potężnym. Natomiast bieda, zaniedbanie, wycieńczenie fizyczne, cierpienia ciała, słabość, choroby, sprzyjają zrozumieniu "prawd" wspakultury. Od czasów Buddy rozlega się głos natchnionych mędrców i świętych, który najlepiej wyraża krótka maksyma sformułowana jeszcze raz, o dwa tysiące lat później w Europie: "choroba, toć to, naturalny stan dobrego chrześcijanina"... Stąd wypływa kult biedy, ubóstwa, ujęty przez Buddę w zdaniu, że bogactwo, obojętnie do czego służące jest zarazą duszy, którym należy serdecznie gardzić. Krok dalej a mamy koncepcję zakonów, mnichów, żyjących w regule ubóstwa, a następnie witanie nędzy w społeczeństwie jako upragnionego sojusznika. Wszystko to ma organizować kościół, jako narzędzie utwierdzenia się szczepionki buddyjskiej na żywym pniu idących pokoleń Indii. Organizacja taka musi mieć autorytet, czerpiący swoją moc z wyższej sfery kosmicznej. Ktoś musi objawić jej wolę. Dokonał tego oczywiście Budda, osobiście fundując organizację, mianując swoich zastępców, a nawet następców, lub też rządząc osobiście poprzez wcielanie się co pokolenie w górach Tybetu. Musiała istnieć więc i madonna Buddy "najczystsza panienka" Kuan Jin. Na tym fundamencie oparła się administracja kleru buddyjskiego, gospodarującego magią, łaskami, odpustami, sakramentami, upowszechniającego naukę mistrza za pomocą totalnego liturgizmu, hodującego oazy "prawdy" w postaci zakonów, mnichów, stosującego łoże Prokrusta wobec mas, kierującego akcją ekspansji itd. 
Organizacja wspakultury totalnej musi zawsze prowadzić do form podobnych. Aby zdusić oporne siły trzeba stosować odpowiednie środki. Inne one są wobec "niedoskonałej" jednostki, skorej do ulegania podszeptom "złego ducha", inne wobec oporów społecznych, zorganizowanych w takie lub inne instytucje. 

 

4. Historyczny przebieg epidemii buddyzmu 
Fala choroby, wyzwolona z niedomagań naturalizmu przez buddyzm mogła pozostać epizodem historycznym bez większych następstw. Epidemia wspakultury mogła objąć mniejszy lub większy zakres społeczeństwa, trwać dłużej lub krócej. W rzeczywistości jednak objęła ona ogromne obszary geograficzne i społeczne, opanowała przeważną część Azji i co jest najważniejsze, trwa na tych terenach przez dwa tysiące lat, aż do naszych czasów. Czemu to należy zawdzięczać? Przyczyna trwałości choroby tkwi w jej nieomylnym instynkcie, który kazał jej wgryźć się przede wszystkim w instytucje kultury duchowej, wypełnić swoją treścią to co nazwałem gdzieindziej ideo-matrycą. Świat duchowy człowieka to treści tradycyjne historycznej grupy społecznej, w której on żyje. Mechanika historycznej tradycji sprawia, że każdy z nas jest takim, jakim nas uformowało społeczeństwo. Formują nas instytucje kultury duchowej - a więc religia, normy moralne, rodzina, szkoła, środowisko, literatura, świadomość grupowa, idee ogólne, styl ogólny życia duchowego; a poza tym instytucje społeczne jak państwo, prawa, organizacje współżycia i współdziałania; w końcu zaś dochodzą stosunki ustrojowo-produkcyjne. Oczywiście, dla władania wspakultury wystarczają tylko instytucje kultury duchowej. 


Wspakultura zanegowała znaczenie instytucyj społecznych i materialnych, opierając się prawie wyłącznie na ideo-matrycy, a więc instytucjach kultury duchowej. Wyrywając człowieka z "marności świata", kazała wzgardzić tym co tej marności służy a więc państwem, techniką wytwórczą, produkcją, historią. Ale za to największy nacisk położyła na ideo-matrycę. Chodziło bowiem o to by ramy jej wypełnić własną i to wyłączną treścią. Dzięki temu utwierdzało się umysł w torze, który wyłączał go ze świata, z problematyki historii, spychał w pustkę bezdziejową wspakultury, w jej bezwyjściowy labirynt. Do tego było potrzebne odpowiednie spreparowanie ideo-matrycy. Musiała ona stać się substancjonalną częścią wspakultury edycji buddyjskiej. Dzięki temu osobnik dojrzewający, nim wszedł w życie, w produkcję, w stosunki społeczne już był kikutem. To samo się działo we wszystkich epidemiach wspakulturowych. Z zaciekłą pasją dążył buddyzm do wypełnienia sobą bez reszty treści tradycyjnych, którymi żyły Indie w zasięgu jego wpływów. Odruch powinności kosmicznej człowieka wobec ewolucji tworzycielskiej świata, który jest emocją religijną, został bez reszty włączony w problematykę buddyzmu. Nic w tej dziedzinie nie mogło istnieć co by nie było buddyzmem. To samo sic stało ze sztuką, pojęciami światopoglądowymi, literaturą, szkolnictwem itd. 
Buddyzm doprowadził do tego, że jednostka rodząca się i dorzewająca w środowisku Indii, gdzie on panował, nie mogła się nigdy spotkać z czym innym niż treścią jemu właściwą. To znaczy że wszystko kaleczyło indywidualną psychikę według zestroju pierwiastków wspakultury, tak jak je zespolił buddyzm. Jednostka musiała przyjąć jego zasady, stać się wyznawcą nihilizmu, spirytualizmu, wszechlitości, gdyż istniała tylko jedna tyrańska ideomatryca, jeden system treści tradycyjnych. W szystko co z wspakulturą buddyjską było niezgodne zostało przed tysiącami lat wytrzebione i sumiennie zniszczone. 

 

Tu tkwi tajemnica tysiącletniej ciągłości buddyzmu w Indiach i Chinach. Instynkt choroby sprawił, że opanowała ona te centra nerwowe, w których mogłyby powstać zarodki odnowy i kultury. Tak spreparowawszy człowieka, zestaliwszy swój koszmarny grymas jako rzekome naturalne oblicze humanizmu, mógł buddyzm trwać bez zmian przez niezliczone stulecia. Widać to z reakcji, którą wywołuje dziś u jego wyznawców spotkanie się z kulturą zachodu. Taki R. Tagore, operując swymi wspakulturowymi kryteriami ocenia nowe dlań zjawisko następująco: "Kulturę nie można chwalić i sądzić według tego, jaki ogrom potęgi ona rozwinęła, lecz według tego ile ona przy pomocy swych praw i instytucji rozwinęła miłości ludzkości i dała jej wyraz". Każde słowo tchnie tu złagodzonym nihilizmem i wszechmiłością. Znać tu stary chwyt, który kiedyś się tak dobrze udawał, a polegający na podstawianiu treści wspakulturowych pod pojęcia służące twórczości. Zawsze się ma nadzieję, że strona przeciwna już jest tknięta schorzeniem rozpadu i wówczas niepostrzeżenie da się uwikłać i uwieść na szlaki perwersyjnego instrumentalizmu wspakultury. Na tym polegała inwazja buddyzmu w krąg osłabionego taoizmu w Chinach. Tam udało się doniosłe fałszerstwo. "Taoizm negując znaczenie węzłów rodzinnych i propagując dążenie do indywidualnej potęgi, torował drogę klasztorom buddyjskim, gdzie przez wyrzeczenie się świata można uzyskać wszechmoc wyzwolenia"... Okoliczności zewnętrzne sprzyjały podłożeniu kukułczego jaja wspakultury... "Były to czasy (220-589) wielkiego niepokoju, nieustanne wojny zakłócały spokój doczesnego życia... Chaos życia codziennego pchał ludzi w objęcia mistycyzmu. A tu właśnie przychodziła nauka o cierpieniu, o przyczynach cierpienia, o usunięciu cierpienia, o drodze do usunięcia przyczyn cierpienia. Głosili tę naukę ludzie pokorni, skromnie ubrani, nie gardzący ani możnymi ani maluczkimi, wszystkim obiecujący jednakowo zbawienie... wskazywali w jakie straszliwe zębate koło przyczyn i skutków są wplątane wszystkie istoty, i że to krótkie niedorzeczne życie, do którego jesteśmy tak przywiązani. jest tylko maleńkim paciorkiem w wielkim różańcu karmy... Życie jest nędzne..." (W. Jabłoński "Religie Wschodu" str. 103-104). Razem sprawiło to sparaliżowanie Indii i Chin, pogrążenie się ich w zastoju tak dalece, że bez Europy, trudno by było wyobrazić sobie inny styl życia, inny obraz człowieka. 
 

 

Edytowane przez Strusprawa1
  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niezłe, nowe, świeże spojrzenie. Chętnie poczytam więcej.

 

2 hours ago, Strusprawa1 said:

Były to czasy (220-589) wielkiego niepokoju, nieustanne wojny zakłócały spokój doczesnego życia... Chaos życia codziennego pchał ludzi w objęcia mistycyzmu.

Tu się jednak nie zgodzę. Nie zgodzę się z tym, że to był czas wielkiego niepokoju. Niepokój i wojny były zawsze. Wojna jest częścią ludzkiego pierwiastka i tłumaczenie czegoś tym, że akurat była wojna? To jak tłumaczenie że akurat była noc, po długim i parnym dniu, tak jakby to była jakaś anomalia a to jest norma.

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W tym wątku publikowałem pewien artykuł, w którym opisana jest jego myśl:

 

Oczywiście, w tej kwestii masz rację... Choć wiadomo - czasem są dłuższe przerwy - np. 20-letnie.

Tak sobie z ciekawości zajrzałem do wikipedii odnośnie autora i cóż ja widzę? Mimo, że na początku lat '30 postulował "narodowy komunizm" (ale jednak miał duży respekt do zachodnich protestanckich  "kapitanów biznesu", to jednak i tak po wojnie został skazany na najcięższe więzienie przez żydowskiego sędziego. 

Jeszcze ciekawa myśl jest w piśmie "goreją wici", którego audiobook wstawiłem na youtube i już publikowałem nie jeden raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

We fladze Indii jest koło Aśoki - myślisz, że to przypadek?

220px-Ashoka_Chakra.svg.png

Aśoka był ich największym władcą w historii (tak przynajmniej jest postrzegany) - zjednoczył Indie które były rozbite na księstwa i dzięki temu uczynił kraj wielkim. Panował 268-232 BC i nawrócił się na buddyzm. Choć nie uczynił go państwową religią to propagował słowem i czynem.

 

220px-Asoka_Kaart.png  (Misje buddyjskie za czasów Aśoki )

 

Stąd już tylko krok do nawrócenia milionów.

Propaganda działa niezależnie od tego czy jesteś jej świadomy czy nie, a propaganda sponsorowana przez państwo działa na "państwową" skalę.

 

Potem przyszła stagnacja, marazm i buddyzm jest zapewne jednym z powodów, dla którego tysiąc lat później Indie były słabe i zostały podbite przez bandę prymitywów na wielbłądach. Jak przyszli Arabowie taki (dzisiejszy) Afganistan był buddyjski, nic dziwnego, że nie potrafił się obronić, Indie były wciąż w znacznej mierze hinduistyczne ale nie były w stanie się obronić podobnie jak wszyscy wokół - zwycięski pochód Arabów był możliwy dzięki słabości sąsiadów - w Europie już im tak dobrze nie poszło i to pomimo znacznego "rozbicia dzielnicowego" współczesnej Europy.

Nie można buddyzmu nazwać jedyną przyczyną, ani nawet najważniejszą, ale jedną z ważniejszych to na pewno.

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.