Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Witam Braci bardzo serdecznie. Po namowach Marka i innych chłopaków chciałbym swój wolny czas poświęcić na rozwój. Trenuję na siłowni, biegam, jeżdżę na rowerze trasy 50+ ale ciągle mi czegoś brakuje. Zawsze pasjonował mnie boks. Mój świętej pamięci dziadek trenował boks i startował w turniejach ligi czy jak to się tam nazywało. Mile wspominam wakacje u dziadka za dzieciaka jak zabierał mnie i kuzyna do lasu i tam biegaliśmy z plecakami z butelkami z wodą :D albo biegliśmy ścieżką a dziadek za nami jechał maluchem. Obecnie mam 32 lata. Wiem, że nie zabłysnę już na ringach ale coś mnie ciągnie od zawsze w tym kierunku by poczuć zew krwi na ringu. Obecnie nie mam środków by zapisać się do klubu ani żeby tam dojeżdżać gdyż najbliższe takie miejsce jest około 60 km od mojego miejsca zamieszkania. Ostatnio gadałem o tym z kumplem z pracy i powiedział mi, że jest w miasteczku 15 km ode mnie pan w wieku 65 lat lub ewentualnie troszeczkę więcej który udzielał jeszcze dwa lata temu lekcji indywidualnie a jeszcze wcześniej prowadził treningi pseudokibiców jednego z klubów piłkarskich. Ponoć facet ma fantastyczne podejście i ogromną wiedzę w tym co robi. Dodam, że mieszka w tym miasteczku gdzie mieszkał mój wspomniany już dziadek. Jak o tym usłyszałem zapaliły mi się oczka. 

 

Jakiś czas temu przeglądając gazetę lokalną natrafiłem na artykuł o boksie i o pionierach tej dyscypliny w regionie. Zobaczyć swoje nazwisko i imię nieżyjącego dziadka było bardzo wielkim doświadczeniem i dumą. Chciałbym się z tym panem spotkać i chociażby pogadać o dziadku. Może znał, może pamięta. A może chciałby mnie potrenować. Nie brał jakichś dużych stawek za treningi i może by mi się udało coś zorganizować aby móc się tym zająć. Jeśli nie chciałbym przez pewien czas trenować sam pod tym kątem w domu i domowej siłowni. 

 

I teraz pytanie zasadnicze czy to ma jakikolwiek sens? Czy trenując z workiem bez trenera nie spowoduje, że wykształcą sie u mnie złe nawyki, które będą trudne do pokonania i zmiany gdy będę mógł rozpocząć treningi w sekcji? Od czego zacząć? Jaki trening pod boks mogę wprowadzić aby chociażby przygotować się do treningów pod okiem trenera? Na co zwrócić uwagę? Bardzo proszę o wszelkie sugestie i wszelką pomoc w temacie. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bym się na pewno zapisał jak tylko byłaby okazja, chociaż na miesiąc lub dwa żeby mieć pewność że dobrze uderzam. Potem jak wiedziałbym że nie dam rady chodzić do klubu to trenowałbym tylko w domu, to co NA PEWNO dobrze umiem, a w takim okresie na pewno będziesz wiedział jak dobrze uderzać. Tyle Ci wystarczy żeby szlifować się w tym sporcie i stawać się lepszym.

 

 

Czy to ma sens ?

A czy bycie szczęśliwym, spełnionym w jakimkolwiek wieku jest bez sensu ? A no właśnie. Ja mam 18 lat i wiesz co, też czasami myślę że na boks tajski jestem za stary, że wcześniej nie miałem kontaktu ze sportami "uderzanymi", ale mimo wszystko wiem, że warto spróbować :).

 

Trenując samemu bardzo łatwo o wytworzenie złych nawyków.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem nie bo jak nie będziesz miał prawidłowo opanowanej techniki, to waląc w worek w domu, możesz sobie możesz stawy uszkodzić. Ktoś musi Cię poprowadzić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli starać się nawiązać kontakt z tym Panem i każdy wolny grosz przeznaczać na lekcje z nim? Sekcja na chwilę obecną odpada. A może odpuścić trening z workiem na koszt poprawę wydolności i motoryki? A dopiero jak będe w stanie opłacić treningi zgłosić się do trenerów czy to indywidualnie czy do sekcji? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trenowałem MT. Zapisz się na sekcję, bo nie da się nauczyć bić samemu. Tak jak seksu samemu się nie nauczysz, musisz mieć partnerkę, a najlepiej wiele. Pójdziesz do klubu to będziesz trenował z kilkunastoma różnymi typami osób, a trener będzie ci podpowiadał i uczył.

Pozdrawiam. Boks jest piękny.

 

Ale jak nie masz środków to spytaj tego Pana. To może być wielka przygoda ;) 

Obejrzyj film "Kickboxer", albo przeczytaj książkę Mike'a Tysona dla dodatkowej zajawki.

Edited by Carl93m

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najlepiej jakby wypowiedziały się osoby trenujące xD Mi kiedyś kumpel co trenuje ładne parę lat pokazał pozycję, jak gardę trzymać no jakieś tam kiwki wyprawialiśmy przez jakiś czas, ale to chuj a nie treningi były. Tak na zdrowy rozum, jak nie wiesz jak prawidłowo wykonać uderzenie to możesz walić po 100 razy w worek. Na końcu źle zaciśniesz pięść, nieprawidłowo oddasz cios, złamiesz sobie kość w dłoni i kariera bokserska dobiegnie końca, bo to jest najgorszy uraz jaki może spotkać boksera, oprócz uszkodzenia barku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pewnie, że samemu nie ma sensu. Trener Cie musi skorygować, bo sam nie jestes zupełnie świadom że możesz np cios zle wyprowadzać. Nie widzisz siebie z boku. Trenowałem troche Viet vo dao i byłem na początku właściwie co chwile poprawiany, chociażby zeby gardę trzymać, a o prawidłowej technice w parterze przy dźwigniach, już nawet nie mówię. Sam bym nie dał rady. Zbliżam się do 30tki ale mysle o powrocie na sekcje, bo to zajebista zajawka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podstawy lepiej ogarnąć z trenerem. Najgorzej jest nauczyć się złych nawyków ew. dobrych wg nas:). 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak sobie odkopuję ten temat, bo sam myślałem właśnie o boksie w domku, czy są jakieś ćwiczenia, cokolwiek, co mógłbym trenować w domu.

Nie znam się kompletnie na tym ale chciałbym zacząć coś robić w tym kierunku, bo mnie to interesuje.

Naprawdę zupełnie nic nie można zrobić w domu bez trenera? Nic, nic?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może ktoś z Was chce trenować w małej grupie/parze z trenerem? Chociaż kilka godzin na początek. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdecydowanie trener, klub albo ten starszy Pan - jak nabierzesz złych nawyków, a nabierzesz na pewno, to później będzie trzeba tracić czas by je skorygować. Są też inne pułapki, np. lekki worek gdzie są ruchy skrętne na kolana i tak właśnie je sobie pozałatwiałem - za mało rozgrzewki, co niszczy później łokcie i barki. I zamiast ringu są fizjoterapeuci, ortopedzi, operacje i cholerny ból.

 

Na pewno taki starszy Pan te wszystkie rzeczy zna i Ci o nich powie. 

 

Dwa miechy z nim, nabrać kilka ważnych nawyków i można siekać worek w domu, a od czasu do czasu znowu z trenerem żeby zobaczył czy się źle nie rozwijamy i skorygował.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trening samodzielny mimo ogromu dostępnych materiałów ma jeden zasadniczy minus:

 

- brak sparingów

 

I nie, nie zniweluje tego ćwiczenie/ sparingi z kolegą, który również jest początkujący. 

 

Sparing szczególnie na początkowych etapach nauki ma sens, jak to robisz z bardziej doświadczonymi ludźmi, zwyczajnie od lepszych się uczysz. 

 

Sparingi to dobra praca nóg, timing, wyczucie dystansu itd. 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Śmigaj póki co do klubu bo samemu to się nauczysz ale błędów wyłącznie, min z pół roku po 2-3 w tyg. potem jak już ogarniesz jak wyprowadzać ciosy i skoordynujesz się to możesz ew. ćwiczyć na worku ale 1x tyg na sparingi i normalny trening tak czy siak.

 

Trenować sam może klient, który jest na wysokim poziomie, ale i tak się przez to uwsteczni.

Edited by AdamGdynia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By lync
      Tak mi się w oczy rzuciło to video:
      https://img.joemonster.org/upload/rim/oryginal_184243095e08ba8yt_444120832.mp4
      https://joemonster.org/filmy/105406/Facet_probuje_przeskoczyc_kanal
      akcja od 55 sekundy.

       
      Pomijając aspekt humorystyczny (przynajmniej nie dla głównego bohatera), to dostrzegam tu alegorię do podchodzenia do wyzwań.
       
      Kiedy pojawia się wyzwanie, możemy zdecydować się je podjąć (lub nie).
      Wpływa to na nas, bo nawet jeśli nie podejmiemy go, to i tak łatwiej może być je podjąć w przyszłości.
       
      No dobra, podejmujemy decyzję na tak.
      Wstępnie oceniamy - da się zrealizować... trudne, ale jest do wykonania.
      Umysł mówi: działaj! (czasem podświadomie: będą profity).
      Tryb ODWAGI aktywny.
      Tryb KONSEKWENCJI aktywny.
       
      Następuje próba wykonania.
      Pierwsze kroki wydają się właściwe.
      W trakcie aktywuje się logika, analiza (być może przedwczesna), umysł dostrzega trudności, wprowadza poprawki.
      Tryb ROZWAGI aktywny (czy aby nie za późno?)
      Tryb KONSEKWENCJI nieaktywny.
       
      Efekt. Zonk.
      Tryb WYBITEJ SZCZĘKI aktywny 😠
       
      Zapraszam do dyskusji.
       
    • By Jan III Wspaniały
      Hej, szukałem podobnego tematu i nic nie znalazłem.
      Chciałbym aby każdy kto ma ochotę wpisywał tutaj jaką książkę właśnie przeczytał, krótki jej opis, plusy/minusy i subiektywna ocena.
      Często mam tak, że stoję w księgarni, podoba mi się kilka pozycji i w końcu nic nie wybieram (coś jak chodzenie na zakupy przez kobiety 🙂). Sporo jest tutaj Nas oczytanych, z dużą wiedzą- myślę, że warto podzielić się tym co mamy w swojej biblioteczce. Książki różne różniste, na każdy temat. Od fantastyki, naukowe po kulinaria i podróże.
       
      Prosiłbym tylko, żeby temat był z gatunku poukładanych, czytelnych- bez zbędnych wpisów o Chadach, szczękach itp. treści, które zasiewają nam w ostatnim czasie forum.
       
      Jako przykład podam dwa tytuły, prosiłbym również o stosowanie w miarę możliwości podobnej formuły.
       
       
      tytuł: Syn Hamasu
      autor: Musab Hasan Jusuf
      gatunek: biografie/reportaż
      opis: Stosunkowo krótka książka przedstawiająca historie syna jednego z przywódców Hamasu. Opisuje jego drogę życiową, niekoniecznie taką jakby widział to jego ojciec.
      moja ocena: Według mnie trochę podkręcana, tak aby pokazać działania przywódców Palestyny tylko w negatywnym świetle. Zbyt mało szczegółowych informacji na temat życia codziennego w Palestynie. Polecam czytać z dystansem do zawartych tam informacji, aczkolwiek polecam- przynajmniej dla ogólnej wiedzy na temat sytuacji na bliskim wschodzie, spoko lektura przed snem.
      5/10
       
      tytuł: Spalaj tłuszcz, buduj mięśnie
      autor: Tom Venuto
      gatunek: poradnik
      opis: Zdroworozsądkowe podejście odpowiedniego żywienia oraz prosty opis najważniejszych aspektów swojego planu modelowania sylwetki.
      moja ocena: Według mnie, jest to idealna książka dla osób, które kolokwialnie ,,chcą się wziąć za siebie”. Prosto, bez zbędnego mącenia w głowie opisane co musisz robić aby poprawić swoje zdrowie, sylwetkę i zacząć ćwiczyć skutecznie. Podstawy podstaw bez których nie ruszysz do przodu. Bibilia. Pomogła mi ta pozycja uporządkować trening. Polecam, jest w niej czysta, jasno zawarta wiedza. 
      10/10.
    • By EricCantona
      Co sądzicie koledzy o nowej formule walk, która właśnie weszła na rynek?
      Zasady są nastepujące: walki na zasadach boksu, bez parteruz, bez kopnięć itp. na małym ringu (4x4) i wymiar czasowy 4 rund x 2 minuty. brak punktowania przez sedziow. Jeśli po 4 rundach nie będzie zwycięzcy to kolejne rundy aż jeden padnie.
       
      Ciekawostka, czy może zbyt wielki hardcore?
       
       
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By Hatmehit
      Użytkownik @Ragnar1777 w jednym z niezwiązanych z tematem postów uprzejmie podpytał się (zmusił, werbalnie zgwałcił i groził!) o mą historię. Z uwagi, że nie jest ona porywająca, byłam raczej niechętna do tworzenia osobnego wątku, lecz przyszło mi się na to zdecydować! Z czasem jest to raczej zbiór osobistych, dość banalnych porad związanych z pokonywaniem stresu i nawyku marudzenia na rzeczywistość. 
       
      Zacznijmy od tego, iż trafiłam na forum jako 18 letnie dziewczę, w całkiem niezłym stanie psychicznym. Zawdzięczałam to przede wszystkim psychoterapeucie, który ułatwił mi wydostanie się z realnej histerii po zostaniu zostawioną przez chłopaka- mą pierwszą miłość, ukochanego wartego każdej uwagi. 
       
      Relacja ta nie wyszła, przez ostatnie 2-3 miesiące nie dawała mi pozytywnych uczuć, choć bardzo skora byłam do odbudowania jej. Mimo wszystko zrozumiałam decyzję chłopa, też był młody, przez ponad rok seksu ze mną nie miał (gdyż latek miałam 16-17) i miało prawo mu się znudzić, jak to określił drogi nam się rozeszły. No zdarza się, tak to jest z tymi drogami, ulicami, autostradami, że się wredne rozchodzą. 
       
      Rozstanie przeżywałam długo i namiętnie, rzewnie płacząc i rzucając teksty o braku sensu dalszego życia. W końcu zaproponowano mi pomoc specjalisty, z której niechętnie skorzystałam. Na drugim spotkaniu wyszło, iż moim problemem nie było zerwanie, ale swoiste uzależnienie emocjonalne oraz druzgocąco niskie poczucie własnej wartości. Byłam zrzędliwa, wręcz monotonna w narzekaniu na niesprawiedliwość ludzkości i świata. Nic nie robiłam, aby poprawić swoje życie. Nie miałam go złego, wręcz przeciwnie. Urodziłam się w zamożnej rodzinie, wykazującej chęć wspierania mnie, kochającej oraz doceniającej moje sukcesy na polu pasji oraz szkoły. Miałam zainteresowania i czas, aby się w nich spełniać. Lecz czy robiłam to? Nie, tylko jojczyłam, że ni mom czasu.
       
      Ale no, wróćmy do sensu wypowiedzi, bo zaraz odlecę w jakieś otchłanie mej dawnej duszy. Od tego czasu bardzo wiele się zmieniło, momentem kluczowym był wrzesień '19. Wtedy to właśnie rozpoczęłam klasę maturalną, doszłam do wniosku, że trzeba spiąć dupę, zająć się czymś wartościowym i ogarnąć samą siebie. Bardzo zainteresowałam się tematem produktywności, organizacji oraz minimalizmu. Wyznaczanie sobie codziennych celów na polu nauki, sportu (zaczęłam ćwiczyć ashtanga yogę oraz lekkie cardio), dbania o ciałko i umysł wniosło najwięcej. Wciąż uczęszczałam na terapię, na której zajmowaliśmy się moim poziomem stresu, presją na bycie najlepszą oraz samooceną (jeśli ktoś pragnie polecenia psychoterapeuty-mężczyzny z Trójmiasta, to pisać priv, pomógł mi niezwykle). Uświadomiono mi, iż liczy się przede wszystkim praktyka, a nie teoria. Niezależnie co sobie zaplanuję, tak długo jak nie zacznę dążyć do tego w życiu, nie spełni się to, a doprowadzać będzie do frustracji. Wyjątkowa oczywistość, lecz nie taka prosta do wprowadzenia. Sprawdza się na poziomie samodoskonalenia, szarej rzeczywistości, jak i dążenia ku relacjom, jeśli w ogóle takich chcemy.  
       
      Jak więc wygląda teraz moje żyćko?  
       
      1. Mam miejsce oraz czas do nauki, wszelkie możliwości indywidualnego rozwoju
      2. Spełniam się w pasji z prawdziwego zdarzenia, wieloletniej i dającej niezwykłą radość i napęd do życia
      3. Jestem zorganizowana, najważniejsze momenty dnia (poranek i wieczór) przeżywam rutynowo, lecz nie nudno, na podstawie zdrowych nawyków (wypisywać ich nie będę, chyba że ktuś bardzo zapragnie) 
      4. Pomagam w domu, nauczyłam się gotować, a sprzątanie daje mi osobliwą satysfakcję. Czuję potrzebę wspierania rodzicielki w banalnych czynnościach, dzięki czemu unormowała nam się fajna relacja
      5. Znacznie ograniczyłam konsumpcjonizm- nie kupuję niczego co nie jest mi potrzebne, przed każdym zakupem myślę 10 razy, buduję w sobie świadomość konsumencką na poziomie żywności, odzieży, kosmetyków i tzw. dupereli. Blisko mi tutaj do ruchu less waste, ponadto nauczyłam się oszczędzać pieniądze
      6. Dbam o swój wygląd, aby móc stwierdzić Tak Hatmehit, chudy krasnal z Ciebie, ale żeś dobra dupa, boś wyćwiczona, najedzona, o gładkim licu i pięknym włosiu na głowie
      7. Odeszłam od wizerunku wielce mrocznej panny prosto z cmentarza. Muzycznie ku cięższemu metalowi, nostalgicznemu post-punkowi, jak i klimatycznie, wciąż bardzo mi blisko, lecz przestałam to okazywać na każdym kroku
      8. Dbam o rozwój intelektualny, poświęcam sporo czasu na dowiadywania się o tematach interesujących mnie, jak historia, literatura, filozofia oraz kultury świata. Staram się pojmować choć podstawy polityki i gospodarki, idzie ciężko, lecz do przodu
      9. Jestem milsza dla ludzi Wobec tych, do których i tak odczuwam brak sympatii, staram się być mimo wszystko uprzejma, kulturalna oraz uśmiechnięta. Ilość znajomych ograniczyłam do tych najbardziej wartościowych. Jako totalna domatorka nigdy nie byłam towarzyska, nie miałam stereotypowej grupki koleżanek, ale teraz mam jedynie 1 najbliższą mi, wystarczającą  
      10. Mam 2 razy starszego od siebie partnera, który widzi ze mną swoją przyszłość. Jestem z nim bardzo szczęśliwa i chciałabym, aby ta relacja jak najdłużej była satysfakcjonująca dla obu stron, kieruję się w niej przede wszystkim intuicją oraz korzystam z tutejszych porad, które samodzielnie przefiltrowuję
      11. Nie narzekam, nie jojczę.
       
      Wszystko sprowadza się do maksymalnego ograniczenia marnowania czasu i pozytywnego podejścia do zwykłej codzienności. To czego zmienić nie mogę akceptuję, to co mogę- zmieniam. Małymi krokami, stopniowo, według planu, lecz zmieniam. Daje to ogrom satysfakcji oraz uczy pokory, jak i uporu. Nieważne jak sztampowo zabrzmię- uważam się za szczęśliwego człowieka. 
       
      Cholera, nic spektakularnego z tego nie wyszło, a w głowie miałam tak wzniosły, wręcz triumfalny tekst  W razie pytań zapraszam ku polu odpowiedzi.
       
      Ah i jeszcze raz podziękuję bardziej doświadczonym forumowo i życiowo @Amperka @Helena K. @NimfaWodna za wczorajsze podbudowanie, niezwykle to było miłe z Waszej strony  
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.