Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Qaikwow

Jak samotne matki niszczą swoich synów.

Recommended Posts

Natrafiłem na ciekawy artykuł, który doskonale pokazuje błędy samotnych matek w wychowaniu synów. Nadmierna opiekuńczość oraz negowanie ojca sprawia, że dorastający mężczyzna pózniej ma problemy, żeby się odnaleźć w dorosłym życiu.

 

Sam pochodzę z takiej rodziny i często najlepszym sposobem jest zacząć żyć po swojemu z daleka od matki, odizolować się kompletnie. Mamy chcą najlepiej dla swoich synów, ale złe wydarzenia, które ją spotkały z ojcem powodują, że nieumyślnie niszczy swojego syna. Najbardziej brak mi ojca, ale to na inny temat. 

 

Artykuł (po angielsku):

https://www.africanamerica.org/topic/ways-single-mothers-destroy-their-sons

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Matka mojej byłej wychowywała ją oraz jej brat od praktycznie samego początku. Kiedy miała 5 lat ojciec wyprowadził się a raczej uciekł jak się potem okazało od psychiczno katolickiej żony która niszczyła go na każdym kroku. Oprócz tego że mama jak i jego siostra kupowały mu ubrania, gacie itd plus zmusiły do zostania ministrantem bo przecież one fanatyczki to i syn będzie zauważyłem że ma przed sobą po prostu chłopaka zdominowanego przez baby. Piwa nic, przeklinania nic, gadka o laskach i ogólnie o męskich sprawach nic. Pojechałem jako osoba towarzysząca na wesele do jej rodziny a jeszcze przed tym wydarzeniem pomogłem w przygotowaniu młodego do tej uroczystości jak np. pokazanie mu jak się zawiązuje krawat itd. Naturalnie mamusia przytyk dała że trochę za krótko a uwierzcie mi było bardzo dobrze. Zabawa zabawą, ja oczywiście parkiet cały czas, laska zaczęła się fochować bo brałem każdą do tanca a że ona nie chciala to mam siedzieć nie będę xD Młody podłapał temat i zaczął balować w sam raz. Niestety jego matce to się nie podobało i go strofowała żeby jej wiochy nie robił xD W jednym z tańców chciał zrobić szpagat dla popisu a tu jeb poszły spodnie na tyłku i młody się załamał. Jako że miałem zapasowe (zawsze mam na wypadek) chciałem mu pożyczyć. Może ciut za duże były ale nikt nie zauważyłby różnicy. Jego matka się oburzyła, poszła z nim do samochodu i mu zaczęła to zszywać przy ludziach podczas gdy on stał w gaciach i świecił tyłkiem. Dla mnie masakra a ona do niego - syneczku, mamusia zaraz ci spodnie naprawi. Mnie ogólnie tez chciała ustawiać ale się nie dałem więc buntowała córeczkę i w końcu ją pogoniłem xD

  • Like 4
  • Haha 2
  • Sad 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedyś było wojsko obowiązkowe dla każdego pizdeusza. Po 2 latach z pizdeusza robili faceta. A teraz wojsko tylko dla chętnych. Teraz pizdeusza tylko życie wyprostuje i trudne doświadczenia. Co myślicie o obowiązkowej służbie wojskowej, z dala od mamy siostry i innych toksycznych bab - to też działało prostujaco na pizdeusza bo sam musiałsobie radzić.

Edited by rarek2
  • Like 4
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli ten pizdeusz chce się zmienić to w dzisiejszych czasach ma pełno opcji : Uczelnie wyższe, w chuj różnych kursów, siłownia kluby spotów walki i mentalność może mu się szybko zmienić.

 

Tylko trzeba być trochę odważny - mnie moja matka niszczyła przez lata. Chciała dobrze, ale tylko dla siebie bo toksyczne matki nie chcą dobrze dla swoich synów.

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skąd wzięło w społeczeństwie przekonanie, że wojsko uczni nagle z pizdy faceta? Osobniki ze środowisk patologicznych mogą takich ludzi tak dojechać, że osoby takie będą mieć traumę do końca życia. Czego może wojsko nauczyć? Obsługi broni, poprawi kondycję fizyczną, wymusi dyscyplinę. Ale jak ktoś jest pizdą to nim pozostanie, nawet jakby go docierali w Mosadzie. Moim zdaniem obowiązkowa służba wojskowa jest w Polsce jest niezbędna żeby Polacy wiedzieli chociaż jak obsługiwać broń w razie wojny, jak atakować, bronić się itd. 

 

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za mocno kochające matki to frazes, one nie kochają, tylko niszczą indywidualność żeby mieć niewolnika który będzie na nie robił.

 

A jak robić nie chce, klątwy, nienawiść, manipulacje i bezustanny płacz.

  • Like 11
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutne nie dla obowiązkowej służby.

Nie można kogoś siłą zmusić do zakładania munduru (mam na myśli czas pokoju), do posłuszeństwa i wykonywania rozkazów. Uwierzcie mi, jak ktoś się pizdą urodził to wojsko nic nie zmieni w tym temacie a nawet może pogorszyć. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest ogromny problem. Jedyne wyjście to szybkie usamodzielnienie się. Bo najważniejszym narzędziem pozwalającym utrzymywać karność syna są pieniądze.  Jeśli syn zacznie zarabiać - w tym momencie władza matki słabnie. 

Edited by Perun82
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeszkolenie powinno być obowiązkowe bo to naprawdę dla jego dobra jest. Ale mam tu na myśli nauczenie postaw, braterskości, dyscypliny, treningu a przede wszystkim nauki obsługi broni.

Zawodowi niech robią co chcą ale ważne by każdy wiedział jak się obsługuje pistolet czy jak rozpalić ognisko lub rozłożyć namiot albo posługiwać się mapą.

Pozdrawiam.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minutes ago, Towarzysz_Winnicki said:

Skąd wzięło w społeczeństwie przekonanie, że wojsko uczni nagle z pizdy faceta? Osobniki ze środowisk patologicznych mogą takich ludzi tak dojechać, że osoby takie będą mieć traumę do końca życia. Czego może wojsko nauczyć? Obsługi broni, poprawi kondycję fizyczną, wymusi dyscyplinę. Ale jak ktoś jest pizdą to nim pozostanie, nawet jakby go docierali w Mosadzie. Moim zdaniem obowiązkowa służba wojskowa jest w Polsce jest niezbędna żeby Polacy wiedzieli chociaż jak obsługiwać broń w razie wojny, jak atakować, bronić się itd. 

 

 

7 minutes ago, Jan III Wspaniały said:

Absolutne nie dla obowiązkowej służby.

Nie można kogoś siłą zmusić do zakładania munduru (mam na myśli czas pokoju), do posłuszeństwa i wykonywania rozkazów. Uwierzcie mi, jak ktoś się pizdą urodził to wojsko nic nie zmieni w tym temacie a nawet może pogorszyć. 


Tu się z Wami nie zgodzę. Przyznaję tylko rację, że branie na siłę do wojska jest głupim zabiegiem, bo z niewolnika nie ma robotnika. To ten zakres. 

Zaś co do przemiany z pizdy w mężczyznę, wojsko faktycznie działa. Byłem i w armii z poboru, i widziałem wojnę, i mam teraz też do czynienia od kilku lat z armią tyle że brytyjską i jej metodami szkoleniowymi. Z pizdy wojsko potrafi zrobić mężczyznę. Widziałem niedorajdów którym matki przywoziły na początku kanapki z tym co synuś lubi, i podawały przez płot, bo dziecko się zagłodzi, którzy w wojsku stawali sie innymi ludźmi. Trening, ćwiczenia, sport, dyscyplina, współpraca z grupą, broń itd potrafią czynić cuda. 

Edited by AR2DI2
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, Perun82 napisał:

 Jeśli syn zacznie zarabiać - w tym momencie władza matki słabnie. 

Chuja a nie słabnie jak matka jest toksyczną jebaną manipulantką to doi syna jak może.

 

Suki pierdolone

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, dobryziomek napisał:

Chuja a nie słabnie jak matka jest toksyczną jebaną manipulantką to doi syna jak może.

 

Suki pierdolone

Jak masz kasę to możesz się odseparować. Chociaż wiadomo, może cie pozwać o alimenty i takie tam. Poza tym masz przetarcie co cie czeka w życiu, bo będziesz miał do czynienia z kobietami (praca chociażby). Masz pełne spektrum. 

 

Wszystko tkwi w naszych umysłach. I teraz wyjątkowo to napisze - tak wiem to z własnego doświadczenia. I dlatego cały czas powtarzam, ze matrix z kobietami zaczynamy już w domach. Z matkami, siostrami, ciotkami oraz babciami.  

Edited by Perun82

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, Perun82 napisał:

Jak masz kasę to możesz się odseparować.

Czasami łatwo powiedzieć.

 

Jeśli ktoś pochodzi z dysfunkcyjnego domu, gdzie nie ma ojca ba gdzie nie ma nawet własnościowego mieszkania bo te zostało np zlicytowane przez komornika to młody chłopak wchodzi w dorosłe życie z chorym poczuciem odpowiedzialności za matkę, za to żeby nie wylądowała na ulicy, żeby miała co jeść itd.

 

Jeśli matka ma do tego zaburzenia psychiczne i jest niepełnosprawnym człowiekiem to te poczucie odpowiedzialności jest jeszcze większe taki chłopak wchodzi w dorosłe życie ostro skrzywiony.

 

Da  się z tego wyjść - siłownia, boks, studia, kursy, dobra praca to pomaga, ale i tak traci kawał swojego życia na spełnianie obowiązków swojego ojca.

 

Matka potrafi bezwzględnie wykorzystać sytuację, wpoić mocne poczucie winy, uzależnienie emocjonalne taka toksyczna matka potrafi zrobić dziecku kurewsko mocny rollercouster emocjonalny i zniszczyć mu osobowość.

 

Niestety zbyt dobrze wiem co mówię.

Edited by dobryziomek
  • Like 3
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minutes ago, Perun82 said:

Wszystko tkwi w naszych umysłach. I teraz wyjątkowo to napisze - tak wiem to z własnego doświadczenia. I dlatego cały czas powtarzam, ze matrix z kobietami zaczynamy już w domach. Z matkami, siostrami, ciotkami oraz babciami.  

Problem w tym, że mamy do czynienia z matrixe już w domu rodzinnym, od dzieciństwa, ale często nie rozpoznajemy nawet tego jako manipulację babską. Moja matka, kiedy juz zaczynałem się prowadzać z laskami, wmawiała mi te wszystkie bzdury o miłości itd. Szczytem było kiedyś jak laska, kiedy ją zostawiłem, wymyśliła że ma raka, żeby mnie wziąć na współczucie. 

Byłem wtedy zaangażowany emocjonalnie, ale zdecydowany zeby zerwać z nią jednak. Ta informacja spowodowała ze rozjebała mnie psychicznie. Po czasie okazało się oczywiście, że kłamała. Kiedy o tym rozmawiałem z matką, powiedziała mi z takim zrozumieniem w głosie dla niuni " nie oburzaj się tak, to nie oszustwo bo ona cię kocha". Manipulatorka usprawiedliwiona przez...manipulatorkę.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, AR2DI2 napisał:

 Moja matka, kiedy juz zaczynałem się prowadzać z laskami, wmawiała mi te wszystkie bzdury o miłości itd. 

Racja.

 

Jak poznałem swoją pierwszą dziewczynę to mi moja mówiła, że ją ściągne na samo dno tylko dlatego, że przerwałem na rok studia.

 

Edited by dobryziomek
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, AR2DI2 napisał:

ale często nie rozpoznajemy nawet tego jako manipulację babską.

Bo jesteśmy niewolnikami autorytetów, boimy się podważać, aby nie zostać wyalienowanym.  Dlatego poznajemy mechanizmy, a nie skupiamy się na skutkach.

 

Dziwimy się dlaczego Machiaveli jest krytykowany - bo życie to polityka. Późno to zrozumiałem.

 

Ja tez miałem matkę, która wiecznie mi dopierdala później mówiąc o wspieraniu. A to był cały czas utrzymywanie kontroli. Jeszcze doszła sprawa spadkowa gdzie 3 ciotki wydały mi wojnę totalną (sąd, policja prokurator). W dodatku walczyłem na 3 froncie z ojcem.

 

Dopóki bezkrytycznie będziemy ślepo wierzyć w świętą rodzinę - będziemy mieć upośledzonych ludzi.

 

Zawsze chodzi o władzę i kontrolę.

Edited by Perun82
  • Like 3
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, Perun82 said:

Bo jesteśmy niewolnikami autorytetów, boimy się podważać, aby nie zostać wyalienowany.  Dlatego poznajemy mechanizmy, a nie skupiamy się na skutkach

Ja mówię trochę o czymś innym. Nie rozpoznajemy bo po prostu nei mamy wiedzy, jesteśmy za młodzi, za głupi. A "lekcje" są na pompowane do głów od urodzenia praktycznie. Od małego słyszałem, że siora się wykąpie pierwsza bo to dziewczynka, a dziewczynki mają pierwszeństwo. Itp bzdury. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panowie ja po ostatecznym załatwieniu wszystkich spraw rodzinnych, (załatwiłem matce mieszkanie, żeby sie od niej odseparować) przez pierwsze pół roku miałem odruchy wymiotne na sam widok rodziny.

 

Serio, wracałem tramwajem z pracy i widziałem małżeństwo z dziećmi tak mi się źle zrobiło, że musiałem wyjść z tego tramwaju, chciałem rzygać.

 

Kto tego nie doświadczył to stwierdzi, że jestem nienormalny, ale wole o tym opowiedzieć, żeby pokazać jak rodzina potrafi zryć banie.

 

Jest dobra wiadomość - można z tego wyjść i ja dzięki swojej ciężkiej pracy powoli wychodzę.

Edited by dobryziomek
  • Like 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jestem zdania, że młody chłopak musi jak najszybciej się usamodzielnić i robić po swojemu, a nie jak mama mówi. Taki chłopak wyzwoli sobie naturalną potrzebę wygłaszania swojego zdania i nie będzie się przejmował innymi. Mnie matka niszczyła psychicznie, bo brak ojca i wściekłość przelewała na mnie, ale wiem, że chciała dobrze. Skaza po jej rozłące z ojcem robiła swoje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dwa lata to bardzo długi okres czasu zabrany z życia. Ciekawe kiedy to odsłużyć? Po liceum brać chłopaków, żebym potem skończyli studia 3/4 lata starsi od koleżanek? A może zaraz po studiach, żeby mieli przejebane znaleźć potem robotę? Ile chłopaków by zrezygnowało z kształcenia bo by się odzwyczaili?

 

Zmasakrowałoby to naszą płeć na rynku pracy srogo w dzisiejszych czasach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, Qaikwow napisał:

Ja jestem zdania, że młody chłopak musi jak najszybciej się usamodzielnić 

Osobiście nie lubię słowa ,,usamodzielnić" bo czy chłopak, który od ukończenia 18 roku życia musi utrzymywać niepełnosprawną i walniętą matkę jest niesamodzielny? On jest właśnie kurewsko samodzielny.

 

Robię wiele rzeczy - siłownia, basen w piątek byłem na pierwszym treningu bokserskim, studia prawnicze skończone, myślę o aplikacji, mam ogarniętą robotę jako takie powodzenie u kobiet.(Które mija jak mnie bliżej poznają :D), medytowałem, ćwiczyłem mindfulness, byłem nawet u hipnotyzera zapierdalam ostro i powoli widać efekty.

Edited by dobryziomek

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, dobryziomek napisał:

Serio, wracałem tramwajem z pracy i widziałem małżeństwo z dziećmi tak mi się źle zrobiło, że musiałem wyjść z tego tramwaju, chciałem rzygać.

 

Kto tego nie doświadczył to stwierdzi, że jestem nienormalny, ale wole o tym opowiedzieć, żeby pokazać jak rodzina potrafi zryć banie.

Po 10 letniej wojnie z babcią, ciotkami, ojcem plus próba sił z matką w domu -  mam to samo. 

 

Nie wartościuj. Nienormalny bo nie chcesz żyć tak jak chce system? Nie przejmuj się tym. To są nasze doświadczenia. Żyliśmy w obłudzie frazesów wkładanym nam od małego. 

 

Trzymaj się bracie.

 

wziąłem sobie do serca pewne powiedzenie

 

Spróbuj to co niekorzystne dla ciebie, obrócić tak by było korzystne.

Edited by Perun82
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, rarek2 said:

Co myślicie o obowiązkowej służbie wojskowej, z dala od mamy siostry i innych toksycznych bab

Jestem za przeszkoleniem do obrony cywilnej wraz z obsługą broni , w rygorze wojskowym a jakże ale nie za służbą w wojsku, czyli 3-6mcy a nie 2 lata. Jak w Szwajcarii.

 

54 minutes ago, Towarzysz_Winnicki said:

Skąd wzięło w społeczeństwie przekonanie, że wojsko uczni nagle z pizdy faceta? (...) Ale jak ktoś jest pizdą to nim pozostanie, nawet jakby go docierali w Mosadzie.

Moim zdaniem obowiązkowa służba wojskowa jest w Polsce jest niezbędna żeby Polacy wiedzieli chociaż jak obsługiwać broń w razie wojny, jak atakować, bronić się itd.

Jedno drugiemu przeczy. Mówisz że to nic nie da a potem że jednak powinni umieć się bronić. To tak czy tak?

 

Wystarczy wyeliminować falę (czyt. patologię), co w przypadku przeszkolenia wojskowego <=6mcy, byłoby łatwe. Szkolenie powinni prowadzić zawodowi żołnierze a nie dziadki. Zresztą w takim układzie nie byłoby dziadków a jakby chcieli to żadna patologia by nie mogła stworzyć żadnej swojej małej patologii i nazwać ją falą. Bardziej bym się obawiał, żeby nie przegięli w drugą stronę i nie zrobili koedukacyjnych szkoleń bo to byłaby katastrofa.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@wrotycz Ale co z tego, że chłopak nauczy się posługiwać bronią skoro emocjonalnie się nie zmieni? Albo zmieni, ale na niekorzyść.

Edited by Towarzysz_Winnicki

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 minutes ago, SławomirP said:

Dwa lata to bardzo długi okres czasu zabrany z życia. Ciekawe kiedy to odsłużyć? Po liceum brać chłopaków, żebym potem skończyli studia 3/4 lata starsi od koleżanek? A może zaraz po studiach, żeby mieli przejebane znaleźć potem robotę? Ile chłopaków by zrezygnowało z kształcenia bo by się odzwyczaili?

 

Zmasakrowałoby to naszą płeć na rynku pracy srogo w dzisiejszych czasach. 

Dwa lata, czy nawet rok to przesada. Tyle powinni być szkoleni specjaliści w wojsku ochotniczym.

Zasadnicza służba wojskowa powinna trwać około 2- 3 miechów. W tym czasie da się wdrożyć rekruta w rygor, zapoznanie z bronią, ostrzelanie itd. To wystarcza. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By deleteduser44
      W nawiązaniu do audycji Marka, wrzucam temat do przegadania w sam raz na chłodne jesienne wieczory, pytanie; czy jesteśmy kowalami własnego losu?
      Pomijając już pierdy ''kołczów'' którzy twierdzą że tak, a swój los poprawisz jak kupisz u niego cały pakiet ''motywacyjny'' wklejam fragment tekstu z księgi Kohaleta ze ST;
       
      '' I znowu widziałem pod słońcem, że szybcy nie rozporządzają biegiem, ani bohaterowie walką, ani mędrcy chlebem, ani roztropni bogactwem, ani rozumni upodobaniem, lecz, że w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek. ''
       
      Uważam że ta myśl jest chyba najbardziej trafionym fragmentem z całej Biblii, który świetnie opisuję mechanizmu zarządzające światem.
       
      Znajomy mnie zapytał, a co na to miłosierny Bóg?
      Odpowiadam mu po chwili; a kto stworzył takie zasady??
       
      Tutaj wklejam obrazek który pokazuje jak to wygląda w praktyce
       
        Photo:
      Photo:
      Photo:
       
      Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.
       
      Drobne różnice od początku życia kumulują się, aż w końcu to one zdecydują o twoim sukcesie. A osobista mądrość i pracowitość to niestety sprawa drugorzędna. Niektórym zdolnym się uda dzięki szczęściu, ale więcej jest takich, którzy polegną gdzieś po drodze.
       
      Temat może dość pesymistyczny, nie mniej jednak zapraszam do dyskusji.
       
       
       
    • By maggienovak
      Chciałam się doradzić. Myślę, że to jest kolejna historia, która przedstawia problem zbyt dużej ufności, a przede wszystkim -brak zorientowania w przepisach prawnych.
      Na koniec skróconej historii konkretna prośba o radę/rady.

      Dziadek mojego męża od kilku lat pozostawał w związku nieformalnym z pewną panią seniorką. Wydawała się bardzo sympatyczna. Najprawdopodobniej mieli ze sobą romans na etapie istnienia małżeństwa dziadków mojego męża (nie wiem, czy to aż tak istotny szczegół). 
      Dziadek niedawno zmarł. 
      Co wynikło:
      - PARTNERKA DZIADKA POSTANOWIŁA SKREMOWAĆ ZWŁOKI DZIADKA I POCHOWAĆ GO W RODZINNEJ MOGILE. Dziadka życzeniem było : mieć pochówek katolicki i chciał spocząć przy córce (matce mojego męża). Dziadek owej woli niestety nigdzie nie zapisał, nie uregulował prawnie. Powiedział mojemu mężowi, kolejnemu wnukowi miesiąc temu, gdzie są pieniądze na pochówek i dokładnie opisał swoją ostatnią wolę, czyli jak ma wyglądać jego pogrzeb. Miał zaawansowanego raka, więc już był przygotowany na fakt odejścia z tego świata. O tych pieniądzach również wiedziała oczywiście partnerka. Pieniądze były trzymane "w skarpecie".
      - partnerka dziadka nie poinformowała nas o tym, że dziadek o tygodnia leżał w szpitalu (w znacznie pogorszonym stanie, wprost definiując - był na tym etapie umierający, jego stan szybko się pogorszył), poinformowała nas o śmierci dziadka 8 godzin po śmierci. 
      - podkreślam, że dla nas ten aspekt jest najmniej istotny, rozumiemy to, że ta kobieta żyła z dziadkiem, więc mogła mieć prawo (czy nawet z sentymentu) do jego dóbr materialnych, mogli też sami zadecydować o wielu inwestycjach, czy swoich przedsięwzięciach finansowych, dziadek niczego nie spisał, więc skąd mamy wiedzieć, czy miał zamiar coś zostawić wnukom, ALE: gdy pogorszył się stan zdrowia dziadka (chodzi o problemy ze świadomością) sprzedała jego samochód i inne sprzęty. 
      - wujek (syn dziadka) zmarł i pozostało po nim mieszkanie do zlicytowania. Przez chwilę z Moim myśleliśmy, by kupić to mieszkanie, co się okazało - kilka tygodni temu syn partnerki dziadka kupił to mieszkanie. Najprawdopodobniej za pieniądze naszego dziadka, wiedzieliśmy, że dziadek ma jakieś oszczędności, ale nikt się tym nie interesował, nadal podtrzymujemy to, że to były dziadka pieniądze i mógł robić z nimi co chciał. 
      - partnerka dziadka ma upoważnienia do wszystkich spraw dziadka - od informacji medycznej po sprawy bankowe. 

      Po bardzo chamskiej i krótkiej (ze strony owej partnerki) rozmowie okazało się, że :
      - zmieniła miejsce pochówku, bo mieszkamy tak daleko i nikt nie będzie niby z tej racji przyjeżdżał na grób dziadka!!!!!!!! 
      - co z pieniędzmi dziadka na pochówek? I tu cytat : "mogę nawet je przepić, co wam do tego?!" Dziadek jasno powiedział - te pieniądze mają być na organizację jego pochówku!
      - ma w planach sprzedać miejsce, w którym dziadek chciał zostać pochowany. 
      - nie uzasadniła, dlaczego ma być kremacja zwłok, skoro jest to sprzeczne z ostatnią wolą dziadka. 

      Być może mamy ujowego prawnika, ale powiedział nam, że bez jakiekolwiek pisma/dowodu/zapisu ostatniej woli, to nic nie zrobimy. Może mogło być tak, że dziadek w ostatnich godzinach życia powiedział partnerce, że chce zostać skremowany.... 
      Nie wejdziemy im na mieszkanie (dziadka i tej partnerki), by nawet szukać jakiś dokumentów, bo niby jak. 
      Prawnik radzi się pogodzić z tym faktem.
      Sprawę majątku dziadka - niech ta kobieta se bierze pieniądze, ale męczy nas fakt, że być może ona bez jego zgody w ostatnich tygodniach życia postanowiła przytulić sobie to, na co pracował całe życie, nie chcemy tej kobiety źle oceniać.

      Czy możemy coś zrobić? Chcemy spełnić ostatnią wolę dziadka. 
      @Mosze Red
    • By Analconda
      Siema!

      Dziś opiszę Wam komedię w jakiej biorę udział od wielu lat.
      Przeczytacie dziś o prostactwie o jakim Marek nigdy nie mówił w audycjach.

      Mój ojciec całymi dniami gra w czołgi z kolegami. Nie pracuje bo mu się nie chce, ciągnie socjal. Jedyny pracujący w domu to jestem ja bo mama wyprowadziła się nie dawno - miała już dość tego Janusza.



      Śniadanie, obiad, kolacja - najpierw je razem ze swoim kochanym pieskiem. W czasie gdy on je to rozsiada się tak że by korzystać z kuchni trzeba się o wszystko prosić by się łaskawie przesunął. Jak zje to idzie grać w czołgi.

      Ja rano lecę do roboty, codziennie wieczorem muszę mu powtarzać, że ma być cicho bo chcę się wyspać. Janusz ma słuchawki na uszach i chyba słaby słuch bo on nie mówi a drze się do mikrofonu rozmawiając z kolegami którzy też grają w czołgi. Celowo chrupie czipsy i paluszki aż go słychać w całym mieszkaniu.

      Przychodzę z roboty i słychać od razu sranie i bekanie. W jego towarzystwie im głośniej tym większy poklask. Beka, czka i pierdzi specjalnie.
      Często jak przychodzę do domu to leci szybko do kibla zrobić na złość. (tak, on chce by tam jebało)
      Zasób słownictwa też nie jest imponujący.
      W ekipie jest najsłabszym ogniwem - mówi jako ostatni, przerywają mu a wtedy zaczyna głośno bluzgać.

      Ma wolny pokój gdzie mógłby sobie drzeć japę. Ale nie, lepiej siedzieć w salonie. Już go ustawiłem i niedługo się przeniesie. Ale bez wielokrotnego powtarzania  miałby to gdzieś.


      Zna się na wszystkim.
      By w czymś pomógł, zrobił coś trzeba się prosić czasem i tygodniami bo on zrobi ale "zaraz".
      Piesek jest dla niego najważniejszy.
      Inwestycja w siebie to głupota.
      Sprawą honoru jest aby w sklepie pierdnąć przy ekspedjentce albo chociaż beknąć.
      Jest agresywny na drodze, blokuje, szeryfuje.
      Masz inne zdanie niż on? To spierdalaj.
      Robisz coś swoim sposobem? Ty to chyba głupi jesteś.
      Coś Ci się udało? On by zrobił lepiej.

      Kupiłem rower, przyszedł popatrzeć jak podpinam przednie koło i kierownicę. Poszedłem po część do pokoju, wracam a ten na siłę dokręca jakąś śrubę przy kole oczywiście mało nie zepsuł a to trochę kosztowało. Mówię mu o tym - to sobie poszedł.

      To samo z komputerem. Kupiłem to on leci od razu by złożyć po swojemu. Zaczął kopać kartony w pokoju mówiąc że on w syfie składał nie będzie. Powiedziałem że sam dam radę - no to mam się pierdolić jak coś zepsuję. Oczywiście o żadną pomoc go nie prosiłem.

      Wyciągam pizze z piekarnika zawsze podważając ją drewnianą łyżką od lewej strony, zawsze jak to widzi to "daj to kurwa to się inaczej robi" i się z tym szarpie. XD



      Dieta Janusza to ciastka, kawa, bułeczki i kiełbaski z piwem.
      Bęben wielki od wywalonych jelit. Żadnego ruchu oprócz przewracania się z boku na bok podczas snu.
      Kupiłem jakieś suple i drążek do podciągania.
      Po co? Do podciągania. Za ile? 130 euro. Ty to głupi jesteś po co Ci to!? Chociaż raz się dasz radę podciągnąć?

      Wydawawało by się - prosty robotnik? Otóż nie. To fachowiec który mógłby jeździć samochodem z wyższej półki jak każdy fachowiec w Niemczech. Ale po co? Praca męczy - dosłownie to mówi.



      I o wiele więcej. Mógłbym o tym napisać chyba całą książkę. Teraz napisałem to co jest "normalne" bo robi rzeczy o jakich wstyd pisać a w niektóre mało kto uwierzy.



      Najgorsze jest, że brat bierze z niego przykład. Rośnie drugi prostak dla którego umycie zębów to strata czasu.



      Tak tylko piszę, wytrzymuje z nim i wyprowadzka się nie opłaca. W końcu może prostaka nauczę kultury.
    • By tips6
      Witajcie Bracia,
      potrzebuję "drugiej opinii", a najlepiej wielu opinii o różnych punktach widzenia.

      Niedawno skończyłem studia i wziąłem się za szukanie pracy. Znalazłem między innymi ofertę (całkiem niezłej) pracy w dosyć dużej firmie, ale wymagałoby to ode mnie opuszczenia domu i wynajęcia pokoju pracowniczego. Gdy wspomniałem o tym rodzicom (którzy mnie wspierają i generalnie mamy doby kontakt) rozpętało się małe piekło. Kategorycznie zabroniono mi wynajmować pokoju pracowniczego, mam znaleźć pracę blisko domu tak żebym cały czas tu mieszkał. Dowiedziałem się też, że w pokojach pracowniczych mieszkają ludzie najgorszego sortu, patologia, ukraińcy, ciągle alkohol itd.
       
      Rozumiem, że wynajęcie pokoju pochłonie znaczną część mojej pensji, ale i tak będę samowystarczalny. Poza tym uważam że w mojej obecnej sytuacji muszę jak najszybciej zdobyć doświadczenie zawodowe.
      Jeśli to ma jakieś znaczenie to przez całe studia mieszkałem w wynajętym pokoju daleko od domu bez żadnego sprzeciwu rodziców, a nawet za ich aprobatą. wydaje mi się więc że problemem są tu właśnie pokoje pracownicze.
       
      Na razie planuję aplikować do tej firmy w poniedziałek. Jeżeli nie odpiszą to sprawa rozwiąże się sama, ale co robić jeżeli się dostanę?
      Waszym zdaniem powinienem zaryzykować rodzinę dla możliwości rozwoju?
      Zastanawiam się też czy sprzeciw rodziców wynika z troski o mnie, czy chcą po prostu żebym był pod ręką.
      Czy w tym przypadku rodzice są kotwicą która trzyma mnie w miejscu?
      Do tej pory myślałem że po wejściu na rynek pracy zdobywanie doświadczenia jest ważniejsze od wysokich zarobków, nie jest tak?
      Czy w pokojach pracowniczych naprawdę jest tak źle? Przeciętny chłopak sobie nie poradzi?
      Jeżeli zdecyduje się na podjęcie tej pracy, to jak przekonać rodziców że "wszystko będzie dobrze"? Osobiście nie mam problemu z zamieszkaniem gdzieś w Polsce i pracą.
      Jest jakieś trzecie wyjście?
       
      Jeżeli potrzeba więcej informacji to śmiało pytajcie.
      Przepraszam za chaotyczny styl, ale potrzebuje spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
    • By Pawlikowski
      Bracia, zwracam się do was o pomoc, poradę, cokolwiek bo szkoda mi patrzeć jak porządny koleś się marnuje. 
      Problem dotyczy mojego brata, który od paru lat stoi w miejscu i robi się z niego zrzędliwy stary kawaler.

      Brat lat 35, mieszka z mamą, ma firmę zajmującą się marketingiem internetowym (jest to dość ogólne stwierdzenie, ale żeby opisać co robi zajęło by mi to z kilka akapitów a ta historia i tak będzie długa). Ma dwóch wspólników, a owa firma zaczyna ładnie prosperować. Mają klientów, klienci są zadowoleni, wszystko działa, pieniądze się zarabiają. Jak z nim rozmawiałem zarabia na rękę 6k zł. Sam twierdzi, że nie jest to dużo i mógłby dużo więcej, ale cały czas inwestuje, zatrudnia nowych specjalistów bo ma w planach dojść do zarobków ponad 10k na rękę w ciągu roku. 
      Poza firmą od kilku lat handluje na rynku FOREX przy czym idzie mu to naprawdę dobrze. Traktuje to jako hobby, które zawsze przyniesie jakiś grosz. Żeby nie być gołosłownym w przeszłości planował karierę jako broker giełdowy i w tym celu zdał egzamin na maklera papierów wartościowych po czym pracował w stolicy pół roku. Jednak jak się przekonał, tak stresująca praca nie jest dla niego. 
      Rzucił to i przeprowadził się do innego miasta wojewódzkiego gdzie pracował 3 lata stwierdzając, że chce założyć własną firmę, jednak, z braku funduszy na start wrócił do rodziców, do prowincjonalnego miasteczka. 
      Był to moment kiedy nasz ojciec był na chemioterapii bo walczył z nowotworem szpiku kostnego. Ojciec był surowy i konkretny, jednak zgodził się na powrót brata, mimo że wcześniej zarzekał się, że jak będzie chciał znowu wrócić i obrócić swoje życie do góry nogami to się za nic nie zgodzi. Brat wrócił, a wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Rozwijał firmę, jeździł po Polsce do klientów, wspólnicy przyjeżdżali czasem do niego, sam nawet widziałem, jak to wszystko zaczyna łączy się w całość. Niestety ojciec zmarł. Wszyscy to przeżyliśmy. Generalnie nie chciałem pisać tutaj o ojcu, ale jest on ważny dla tej historii, o tym jednak za chwilę. 
      Problem polega na tym, że brat nie ma żadnej dziewczyny, nie spotyka się nawet z żadną. Generalnie jeżeli chodzi o tą sferę życia to przestał być w niej aktywny i widzę jak to wpływa na niego bo robi się z niego książkowy przykład starego kawalera. Nic mu nie pasuje, co chwilę marudzi. Po śmierci ojca wylałem na niego wiadro zimnej wody i opier***łem go z góry na dół, że ma nadwagę, siedzący tryb życia, pije piwo wieczorami i w taki sposób będzie miał zaraz nadciśnienie, miażdżycę a stąd do zawału prosta droga. Poskutkowało bo ograniczył piwko, codziennie biega, zmienił dietę, zaczął dbać o siebie. 
      Brat mieszka z mamą. Gdy wszyscy mówią "że dobrze jest mu na garnuszku mamusi" prawda wygląda tak, że to on opłaca całe rachunki za dom, opłaca zakup opału na zimę. Mamie psuło się auto co chwilę to on płacił za naprawy. Mama sama marudziła na niego przez dwa lata, a teraz doszło do tego, że martwi się, jak poradzi sobie jeżeli on będzie chciał się wyprowadzić.
      Mój problem polega na tym, że ten chłop ma łeb jak sklep. Skończył informatykę, zajmuję się handlem na forexie, prowadzi własną firmę tylko ma tak trudny charakter, że już nie mogę z nim wytrzymać. Wspomniałem o ojcu, ponieważ to była jedyna osoba, której on słuchał. Przykład: 
      ja mogę mu powiedzieć, żeby coś zrobił, zmienił swoje życie, ale muszę mu to mówić przez tydzień, przy czym jest to tydzień kłótni, krzyków, trzaskania drzwiami. Ojciec gdy chciał zrobić to samo, wchodził do jego pokoju, rzucał prosto w twarz co mu się nie podoba, a mój brat bez słowa przytakiwał i zmieniał to. 
      Po śmierci ojca brat ani razu nie był na jego grobie. Nie powie mi tego w twarz, ale widzę, że nie pogodził się ze śmiercią taty. 
      Siostra i moja mama co chwilę mi sugerują, żebym z nim porozmawiał, zabrał go ze sobą, rozkręcił go. I tu tkwi problem. Lubię mojego brata bo mamy wiele wspólnych tematów jednak gdy coś mu proponuje to on zawsze jest na nie. Mam wrażenie jak by zdziadział całkowicie. Przykład ostatnio był ładny i upalny weekend to mu mówię chodź wsiadamy w auto i jedziemy nad jezioro, ja mogę prowadzić, a ty sobie jakieś zimne piwko wypijesz. Zjemy coś na jeziorem, może kogoś się pozna. On jest na nie. 
      Innym razem chciałem wyciągnąć go na burgera i piwko. Też nie ja ze wszystkim. 
      Gdyby brat był brzydki, gruby czy nieatrakcyjny to inna sprawa, ale każda moja koleżanka pyta się mnie czy ma dziewczynę bo jest taki przystojny. Po czym każda jest tak samo zdziwiona, że jak to możliwe, aby nie miał dziewczyny. 
      Rozpisałem się, ale to jest mój brat, który ma potencjał, jednak go nie wykorzystuje i widzę, jak się marnuje. 
      Lubię skurczybyka bo też mi wielokrotnie pomógł.
      Z drugiej strony mam swoje życie, którym muszę się zająć, a wiem, że nie mogę być matką teresą wszystkich potrzebujących. 
      Mnie to zaczyna powoli boleć bo wracam do rodzinnego domu na weekend i widzę po bracie, że nie ma w nim energii życiowej. Wstaje rano, żeby siedzieć przy komputerze, rozmawiać z klientami tylko po to, aby wieczorem się położyć i pójść spać. 

      I tu moje pytanie czy ktoś z was przerabiał podobną historię? 
      Wiem, że nie mam co pomagać na siłę, przekonałem się o tym. Jeżeli ludzie mają się zmienić to najpierw muszą sami zauważyć w sobie problem. 
      Zastanawiałem się czy on może chce przeżyć życie w taki sposób, ale nie wydaje mi się. Gdy mieszkał w dużym mieście inaczej się zachowywał. Ubierał się lepiej, dbał o siebie, spotykał się z jakimiś dziewczynami, chodził uśmiechnięty, żartował, śmiał się. 
      Stoję przed wyborem czy próbować jakoś mu jeszcze pomóc, skierować go na inną drogę, czy rzucić to w cholerę i zająć się swoim życiem?
      Trochę się rozpisałem, ale martwi mnie to bo gdyby to był kumpel, przyjaciel to nie przeżywał bym tak tego. Jednak to jest mój brat, a twierdzę, że rodzina jest ważna.
      Z góry dzięki za pomoc.  
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.