Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Polecane posty

Napisano (edytowany)

Witam Braci

 

Chciałbym opisać swoją skrajnie patologiczną historię białorycerstwa. Z góry mówię że jeśli ktoś nie chce żeby go poskręcało w trakcie czytania, ewentualnie wzięło na wymioty niech w tym momencie zaniecha dalszej lektury. Nie wiem czy to dobry pomysł pisać tego posta bo chyba już nikt na tym forum nie weźmie mnie na poważnie. Gdyby dało zakładać się tematy na ścianie hańby, tam bym go umieścił.

 

Także do dzieła:

 

Miejsce akcji to podrzędne liceum w małym miasteczku, gdzie nikt nie wysyła swoich dzieci jeśli chce żeby coś umiały, klasa 1-3.

 

Obiekt swoich westchnień poznałem w klasie pierwszej, już wtedy mi się podobała, jednak byłem taki pizdowaty że nic z tego nie wyszło, od tak mijaliśmy się na korytarzu przez co żadne głębsze uczucia nie powstały. Jak się później okazało już wtedy dziewczyna mnie obserwowała, jako że do niej się nie odzywałem bo uznałem że nie mam u niej szans i się jej bałem, nie mogła dowiedzieć się jaką jestem pizdą. Widziała tylko jak zachowuje się naturalnie wobec koleżanek, którymi nie byłem zainteresowany. O wygląd zawsze dbałem i potrafiłem zwracać na siebie pozytywnie uwagę, często byłem w centrum zainteresowania dziewczyn bo dobrze świrowałem, taki przebojowy kolega, wyróżniający się z grupy. Dlatego koleżanek zawsze miałem dużo i moja wartość stała dość wysoko.

 

Prawdziwa akcja zaczyna się na początku klasy drugiej, przy okazji jakichś tam występów promujących szkołę, ja przebierałem się za pirata na wzór Sparrowa, wyglądałem dobrze, można powiedzieć że bardzo dobrze, koleżanki mnie bardzo chwaliły, nauczycielka też zachęcała do zapuszczenia długich włosów po zobaczeniu mnie w stroju. SMV rosło. Dodatkowo stanąłem na popularności aktora co jeszcze podbiło atrakcyjność, przygotowania trwały kilka tygodni. 

 

Gdzieś w międzyczasie obiekt westchnień uznał że warto atakować i zaczął się festiwal atencji wobec mnie, rzucanie się na mnie, łapanie za rękę, uśmiechanie, wieszanie na ramieniu, przytulanie, mówienie miłych słów, ciągłe zaczepki. Dziewczyna, którą obserwujecie od roku z dużym smutkiem że nie będziecie razem nagle zaczyna wylewać na was fale miłości. Chyba możecie sobie wyobrazić co wtedy poczułem? W mojej głowie już powstał obraz księżniczki i tej jedynej, dziewczyna dobrze balansowała na granicy przyzwoitości chcąc doprowadzić mnie do ostateczności, coś jak ruchacie albo walicie konia i czujecie że jak nie przestaniecie to za sekundę będzie finał, ona w tym momencie odpuszczała.

 

Zaczęły się grube fantazje o związku, coraz częściej budziłem się i zasypiałem myśląc o niej. Powoli w mojej głowie powstawało uczucie zakochania zmierzające w kierunku szaleństwa. Coraz bardziej byłem przekonany o jej miłości do mnie, boskości, wyjątkowości, wierzyłem że ta dziewczyna nigdy z nikim by się nie puściła, była wspaniała i szlachetna. Bałem się wykonać wobec niej jakikolwiek ruch, uważając że jak to spieprzę to mogę się już wieszać. Była dla mnie tak ważna że na jej widok drżałem.

 

Nadszedł czas dyskoteki szkolnej, dziewczyna oczywiście już od kilku dni nagabywała mnie czy przyjdę i czy potańczymy razem, a dzień przed dyskoteką dosiadła się do mnie na ławce bardzo blisko, wręcz się przytuliła i pomagała uczuć z pewnego przedmiotu, jej tarcie o mnie i zapach perfum sprawił że w tamtym momencie to już mi chyba stanął.

 

Następny wieczór, dyskoteka szkolna. Przychodzę podpity (piwo+wódka), na wstępie wita mnie nauczycielka w drzwiach, wchodzę trochę wysrany że coś wyczuje, ale jednak nic. Szukam ludzi ze swojej klasy, siedzimy razem, mnie ze strachu telepie że powinienem tą sprawę dzisiaj załatwić i najlepiej już się jej oświadczać. Taki byłem wysrany i bierny że sama mnie zaprosiła do tańca, w tańcu też prowadziła. Wreszcie odpuściła bo nie wytrzymała mojego frajerstwa. Ja widząc że nic z tego nie wyjdzie poszedłem wypłakać się do innych koleżanek, złapałem niezły flow i opowiadałem im różne głupoty, wszystkie były nieźle rozbawione. Skupiłem się na jednej dziewczynie, wstąpiły we mnie jakieś cudowne moce, Paulina siedziała jak wryta, trzęsła się i Płakała w trakcie rozmowy. Ja nie byłem nią zainteresowany, po prostu forma wyładowania silnych emocji na innej kobiecie. Jednak od tamtego momentu do końca 3 klasy grupa była przekonana że jestem w niej zakochany.

 

W międzyczasie mój obiekt westchnień zobaczył co się wyprawa i szybko interweniowała, żeby mnie odbić. Zapaliły się światła i dyskoteka dobiegła końca, wtedy złapała mnie za rękę i powiedziała że idziemy sobie porozmawiać. Wszystko było zaaranżowane tak, żeby naprowadzić mnie na zaproponowanie związku. Ja cały gotujący się w środku w pewnym momencie rzuciłem jej się na szyje płacząc i prosząc żeby została moją dziewczyną. Ona coś tam się zaśmiała i po kilku zdaniach mówi że ma dla mnie dziewczynę, przyprowadziła do mnie Paulinę i mówi że to jest moja dziewczyna i żebyśmy sobie porozmawiali, sama uciekła do domu. Tej nocy zapiłem się z kolegą, który też zwalił z dziewczyną (co śmieszne ona właśnie na tego kolegę mocno leciała), po powrocie do domu mocno płakałem. Na drugi dzień sadystka przytuliła się do mnie i spytała czy już znalazłem sobie dziewczynę, ja bez słowa dałem się kawałek odprowadzić, a potem zajęcia już się skończyły i była 2 tygodniowa przerwa od szkoły.

 

To co się działo przez te 2 tygodnie można pominąć, miałem ataki depresji i myśli samobójcze.

 

Wróciłem do szkoły. Dziewczyna traktowała mnie jak powietrze, ja robiłem to samo mimo iż w środku wyłem. Po około 3 tygodniach atencja z jej strony nagle wróciła, kołowrotek zainteresowania nabrał znów rozmachu. Dziewczyna bawiła się mną jak chciała, z jednej strony okazywała zainteresowanie, z drugiej ja byłem taką pizdą że nic z tym nie potrafiłem zrobić. Wracałem tylko do domu i wieczorem płakałem, śniła mi się co noc, była jedynym sensem mojego życia. Miałem takie nastawienie że jak się nie zejdziemy to ja tego nie wytrzymam i popełniam samobójstwo. 

 

Jako że jestem dobrym aktorem i przebojowy ze mnie chłopak. Zostałem wybrany do głównej roli w takim taneczno, bardzo dynamicznym przedstawieniu. Wyszło zajebiście, cała widownia płakała ze śmiechu, kiedy schodziłem ze sceny obiekt westchnień rzucił się na mnie i wyznała mi miłość (wtedy to był dla mnie taki szok, że nie wiedziałem czy stało się naprawdę, zesrałem się, aż wypłynęło nogawką), dyrektora z miejsca podała mi rękę i złożyła gratulacje. Miałem swoje 5 minut jak Cezary Pazura po Kilerze, od tego momentu byłem znany w szkole jako ten chłopak z przedstawienia, nawet w lokalnych kółkach aktorskich mnie znali, często byłem zapraszany do ról w przedstawieniach szkolnych oraz wyjazdowych ( parafialnych itp), ale odmawiałem. 

 

Mimo wszystko dalej nie potrafiłem załatwić sprawy i tylko chodziłem załamany i płakałem. Wychodziłem specjalnie wieczorami na spacer posłuchać romantycznej muzyki o miłości i się wypłakać. Tytułów nie podam, żeby Bracia nie zwracali pokarmów.

 

Nadszedł koniec klasy drugiej, impreza urodzinowa koleżanki w remizie, w skrócie byłem pogardzany, mieszany z błotem, wyśmiany, a dziewczyna poszła sobie w krzaki z innym kolegą wyznać mu miłość (nic z tego nie wyszło, miał ją w dupie). Ja pod koniec imprezy z rozpaczy byłem już tak napruty, że bez opamiętania zacząłem ryczeć przy koleżankach, ludzie pokazywali na mnie i krzyczeli do niej patrz co mu zrobiłaś. W drodze powrotnej około 4 rano w samochodzie matki kolegi podobno wyłem, ledwo pamiętam moment doprowadzenia mnie pod drzwi domu, chyba mnie w dwóch nieśli.

 

Tydzień później było rozdanie świadectw, gdzie się też się z nią przytuliłem na rozstanie i koniec. 

 

To co się działo w wakacje to czarna rozpacz, depresja, strach że sobie kogoś znajdzie przez ten czas.

 

Zaczęła się klasa trzecia:

 

Postanowiłem że albo załatwię to szybko albo wcale, dziewczyna cały czas do mnie atakowała, czasem (z jej inicjacji oczywiście) chodziliśmy za rękę albo pod ramię, więc uznałem że jest OK. Wziąłem kolegę, który miał z nią dobry kontakt i wysłałem go żeby z nią pogadał, miał wyczuć czy dziewczyna się zgodzi jeśli zaproponuje jej związek. On do niej poszedł i chyba zaczął wypytywać czego ona ode mnie chce i czy leci na mnie, wtedy wkurwiona powiedziała że to wszystko żarty i generalnie niczego ode mnie nie chce.

 

To był początek piekła, po tej akcji dziewczyna postanowiła mnie zniszczyć, z dnia na dzień zmieniła się postawa na bardzo agresywną wobec mnie i dopingowała każdą moją porażkę. Ostentacyjnie udawała że mnie nie zna i jest moim wrogiem, obrabiania dupy i szyderczych śmiechów nie było końca.

 

Żyłem na granicy załamania. Zapisałem się razem z nią na wymianę uczniowską z państwem położonym w Palestynie, do tego momentu cały czas byłem jej największym wrogiem, wymiana trwała, uznałem że albo to załatwię na wymianie albo wcale. Wyglądało to tak że młodzież beznapletkowa podróżowała z napletkową przez tydzień po Palestynie, a potem tydzień po Polsce. Na tej wycieczce trafił się żydo-badboy, wyglądał normalnie, zwykły biały facet, może trochę bardziej opalony bo tam słońce wiadomo bardziej napierdala.

 

Ziomek nauczył się paru ładnych słów po polsku typu: jesteś kurwą, wyglądasz jak dziwka, pierdol się, spierdalaj. Zaczął w nią tymi tekstami napierdalać od rana do wieczora, ja w tym czasie wykonałem parę akcji zwracających na mnie uwagę, nie będę ich tutaj opisywał chociaż niektóre akcje śmieszne i kiedyś może opowiem. Kiedy żydek mówił jej w twarz najgorsze rzeczy ja dawałem jej tabletki na bolące gardło. Dziewczyna trochę odpuściła i stosunki się znormalizowały.

 

Do czasu kiedy wpadłem na kolejny genialny plan. W pewny słoneczny dzień w państwie położonym w Palestynie, jechaliśmy autokarem przez około 3-4 godziny do pewnego miejsca. Ja zachachmęciłem tak sytuacje że usiadłem obok niej, wtedy przyszedł żyd i kazał mi spierdalać mówi że to jego miejsce, on będzie z nią siedzieć, byłem totalną pizdą, ale w tym momencie pokazałem może pierwszy raz jaja, a może to wyglądało żałośnie, nie wiem. Powiedziałem mu żeby wpierdalał i nigdzie nie idę. Wkurwiony odszedł.

 

Dziewczyna mną pomiatała aż miło. Gadałem jej różne głupoty i w pewnym momencie temat zszedł na miłosne perypetie faceta, który jej się podoba (ten z którym piłem po dyskotece), nie chciałem jej powiedzieć co tam odwalił z obiektem jego westchnień to powiedziała mi SPIERDALAJ i poszła sobie na jakieś 15 minut. Potem wróciła i ja dalej z podkulonym ogonem dalej z nią gadałem. Wreszcie spytałem się jej sam czy mnie podrywała w drugiej klasie i o co jej chodziło, liczyłem że powie mi coś takiego "tak bardzo cię kochałam, ale nie umiałam do ciebie dotrzeć, zejdziemy się teraz razem?". Oczywiście wybuchła niezła awantura, ona zaprzeczała czemukolwiek, żebym miał jakieś powody sądzić że była mną zainteresowana. Jak chciała przytoczenia sytuacji to ja do niej mówię że nie chodziłem z dyktafonem i kamerą razem, żeby jej teraz pokazywać czy był podryw czy nie. Nawiązała też do tego kocham cie po przedstawieniu i wyznała miłość losowemu koledze w autokarze i mówi że tylko samo to dla niej znaczyło wtedy. Po wyjściu z autokaru nie chciałem uwierzyć że to koniec. Byłem w podobnym stanie jak żołnierz, któremu rozerwie na kawałki kolegę na jego oczach. Miałem napady depresji na zmianę z euforią, kiedy wydawało mi się że jednak to się nie stało. Nie wiedziałem czy to sen czy jawa.

 

Od tego momentu zaczęła się jeszcze większa wojna z nią, ale o tym za chwile.

 

Wracając do żydo-badboya, dziewczynie odwaliło na jego punkcie i ganiała za nim jak szalona. On jej spierdalaj suko, ona go przytula. Ja sam na tej wymianie całowałem ją w rękę na przywitanie/ pożegnanie.

 

I wtedy nastąpił moment wybudzenia z matriksa. W tym dniu przysiągłem sobie że nigdy w życiu nie okaże tej dziewczynie więcej szacunku i najwyraźniej lubi być traktowana jak dziwka, od dzisiaj jeśli będę się do niej odzywał to w taki sposób jakby była zwykłą szmatą. W Palestynie przestałem być białym rycerzem. Potem żydki przyjechały do Polski, nie ma co opisywać, ja zacząłem zachowywać się już jak normalny facet, według zasad forum, a ona dalej latała za bad boyem.

 

Nastały normalne czasy szkolne. Laska wytoczyła wszystkie swoje działa, żeby mnie zniszczyć. Byłem publicznie atakowany, podkładała mi świnie, dostała obsesji na dopierdoleniu mi, ale w taki sposób, żeby to widziało jak najwięcej osób. Jako że dalej wiązały mnie z nią ogromne emocje, postanowiłem nie wchodzić w te wojny, bo nawet jak dojdzie do konfrontacji i zaczniemy się lżyć publicznie to bez względu na wynik kłótni przegram. Jeśli ja nią pozamiatam to jej ogromne ego będzie tak urażone że nigdy się do mnie nie odezwie i sprawa skończona, jak ona po mnie pociśnie to jako przegranym frajerem nigdy się mną już nie zainteresuje.

 

Zacząłem ją traktować jak małą dziewczynkę, albo latlerka, który wściekle ujada. Moja odpowiedzi na jej ataki wyglądały mniej więcej tak:

Pogłaskaniem po główce i powiedzeniem "idź się czymś zajmij dziecko bo nie mam dla ciebie teraz czasu". W międzyczasie była studniówka, gdzie panna wyjebała mi focha, mimo że miała ze mną kose. Bo przyprowadziłem sobie koleżankę, która byłą dość mocno na mnie napalona i dostawała przy mnie ze śmiechu wręcz stanów podorgazmowych. Styki jej ta impreza ładnie przepaliła, ona przyszła z kolegą, takim odwiecznym przyjacielem na takie imprezy gdzie nic ich nie łączy, więc miałem w dupie.

 

Dużo paliłem trawy, medytowałem i starałem się zrozumieć co właściwie się stało w moim życiu i dlaczego. Doszedłem do dobrych wniosków i rwałem w bardzo udany sposób jej przyjaciółki. Przez kilka miesięcy nastąpiła mocna przemiana. Laska nie wierzyła co się dzieje, w pewnym momencie mimo iż jakiś czas wcześniej wydawało się że chce mnie nożem zajebać, zaczęła się znowu łasić, ale ja chłodno odpowiadałem jej na pytanie co tam chciała wiedzieć i odchodziłem.

 

Pod koniec trzeciej klasy doprowadziłem do sytuacji gdzie topór wojenny został zakopany, a ona znowu zaczęła sama inicjować kontakt. Tylko tym razem z szacunkiem do mnie. W jednym z ostatnich dni spędziliśmy jakieś 30-40 minut przyklejeni do siebie rozmawiając, dziewczyna była wciągnięta w rozmowę i wleciał kontakt fizyczny. Jednak po takiej ostrej napierdalance jaką mi urządziła przez kilka miesięcy po prostu nikt niczego nie zaproponował i rozeszliśmy się w tym dniu razem z końcem szkoły.

 

Minęło kilka lat, kontaktu zero. Dopilnowałem, żeby została sama do końca liceum bo zarywała do moich dobrych przyjaciół, i sama została wiem że potem szukała miłości na tinderze. Dużo mi ta dziewczyna pomogła, skończyłem dzięki niej z białorycerstwem. Po przesłuchaniu wszystkich audycji i czytaniu miesiącami forum jeśli przyjmiemy że moja wiedza na temat kobiet teraz wynosi 100% to przed przyjściem tutaj wynosiła jakieś 70/80%. Bo siedziałem i godzinami medytowałem nad relacjami międzyludzkimi przez bardzo długi okres czasu.

 

Od lat nie płakałem, jestem normalny, stwardniałem, problemów z kobietami brak. Od czasów liceum już w żadnej się nie zakochałem, ani nie przywiązałem. Redpills i MGTOW pełną gębą. Mam plan na resztę życia, uczę się, rozwijam, planuje jak zarobić pieniądze. Ślub wyśmiewam, więcej się w chuja zrobić nie dam. 

 

ELO!

 

Edytowano przez SławomirP
  • Like 3
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
40 minut temu, SławomirP napisał:

Ślub wyśmiewam, więcej się w chuja zrobić nie dam. 

Dobre na motto życiowe :D

  • Like 2
  • Haha 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, SławomirP napisał:

 Mam plan na resztę życia, uczę się, rozwijam, planuje jak zarobić pieniądze. Ślub wyśmiewam, więcej się w chuja zrobić nie dam.

 

I tego Ci życzę. Pamiętaj tylko, że są jeszcze mocne zawodniczki, a przy nich nie będziesz bezpieczny. Podczas czytania kilka razy wybuchnąłem śmiechem, ale też zdażyło mi się przypomnieć swoje własne upokorzenia ze szkoły. A dokładniej swoją pizdowatość. W czasach szkolnych zmarnowałem przynajmniej trzy związki (to tylko te, o których wiem). Potrafiłem pójść do domu, do dziewczyny, którą znałem z widzenia i zaprosić ją na randkę. A na randce... no cóż, opowiem może innym razem. Dzięki za przypomnienie :). Pewnie wielu z nas robiło z siebie idiotów, ale ważne jakie wnioski wyciągneliśmy. Ty i tak szybko wyszedłeś z białorycerstwa, tylko pogratulować. 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ciekawie to opisałeś, tak ciekawie iż jak szedłem z rowerem pod górkę zaczytując się w Twoją historię to chyba wdeptałem w gówno albo w śliwki, kij ci wie bo trochę wytarłem i czytałem dalej, masz talent swoją drogą :) 

 

Mnie do dzisiaj męczy szkolna miłość, no gdzieś tam w sercu jest ta drzazga, ale idzie z nią żyć. Jestem przekonany, że jak kiedyś ją spotkam to po prostu automatycznie wyjdzie i będę czysty 🙂 

Tak samo jak Ty byłem beznadziejnie zakochany, ehh ciężkie czasy to były.

 

Świetnie, że wyszedłeś z tego gówna i odzyskałeś swoją męską stronę, naprawdę się cieszę :) 

Wszystko przed nami bracie, fajnie iż przedstawiłeś nam swoją historię.

Wszystkiego dobrego !

 

Pozdrawiam.

 

  • Like 2
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, SzatanKrieger napisał:

Bardzo ciekawie to opisałeś, tak ciekawie iż jak szedłem z rowerem pod górkę zaczytując się w Twoją historię to chyba wdeptałem w gówno albo w śliwki, kij ci wie bo trochę wytarłem i czytałem dalej, masz talent swoją drogą :) 

 

To dobrze, bo jak publikowałem to byłem niezadowolony, ale po blisko 2 godzinach pisania miałem dość.

 

Ja ją kiedyś spotkałem, na przystanku autobusowym (po blisko 2 latach?) przyglądała mi się z kilkunastu metrów, z dużym zaciekawieniem, ale jak ją dojrzałem to łeb schowała. 

 

Kiedy spotkały się nasze spojrzenia to w pierwszej sekundzie brak wiary że to ona, a w drugiej to jakby mi ktoś młotkiem w głowę pierdolnął. Więc uczucia jeszcze są, po tym wydarzaniu powiedziałem sobie "człowiek stary a głupi jak but".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SławomirP

 

Niestety tak będzie i zdaje sobie z tego sprawę.

Swoją drogą chyba dałeś mi 1.000 lajka , trzeba wypić za Twoje zdrowie :D 

 

Dobrze, że się nie zniechęciłeś i wywaliłeś ze siebie swoją historię :) 

 

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SławomirP

Współczuje, też mnie w młodości ciagnęło do ładnych badgirl, więc Cię rozumiem. Najgorsze jest to, że do młodego chłopaka nie dociera, że dziewczyna jest po prostu zjebana i się bawi uczuciami. Racjonalizuje się wtedy na wszystkie możliwe sposoby, że "może zmęczona była, może miała co innego na myśli, może to przypadek itd". Swoją drogą niezła z niej patusiara musiała być. Chociaż tyle, że się nie rozchorowałeś ze stresu. Ja niestety nie miałem tyle szczęścia. Przez lata młodości w napięciu odporność mi siadła i nie wiem czy będę jeszcze kiedykolwiek w pełni zdrowy. Pamiętaj, że zdrowie to najcenniejsze rzecz jaką mamy i jest bardzo ograniczone. Ogólnie to korzystaj z dobrodziejstw życia z głową i się rozwijaj.

  • Like 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, Ksanti napisał:

Swoją drogą niezła z niej patusiara musiała być.

Raczej sadyzm. Dziewczyna z najwyższą średnia w szkole, na koniec odbierała jakąś nagrodę. Oczywiście tak odpierdolona że ulicznica by się nie powstydziła.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Ksanti napisał:

Najgorsze jest to, że do młodego chłopaka nie dociera, że dziewczyna jest po prostu zjebana i się bawi uczuciami. Racjonalizuje się wtedy na wszystkie możliwe sposoby, że "może zmęczona była, może miała co innego na myśli, może to przypadek itd". 

Otóż to. Kobiety mają swoje racjonalizowanie, faceci swoje. Z tą różnicą, że kobiety racjonalizują swoje własne zachowanie. A my? A my też racjonalizujemy zachowanie kobiet. 😁

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@SławomirP młodzież beznapletkowa ahhaahhahaahahhaahhaahahhaahahahahha jebłem Bracie.

 

Dawałem jej tabletkę na ból gardła- chujopiryna balans XD

 

Masz szczęście że tyn kolega z wiadomej nacji z uzi Cię nie rozjebał jak go wyzwałeś albo innej krav magi nie zastosował ciosu.

 

Miło się czytało oby więcej takich opowieści na forum.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na prawdę przyjemnie się czytało, w niektórych momentach wzięło mnie na śmiech ale raczej z racji tego, że tak dogłębnie opisywałeś swoje przeżycia dodając szczyptę emocji oraz zażenowania. :D

Chyba musimy częściej dzielić się takimi opowieściami!

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.