Jump to content

Wychodzenie z niewidzialnych łańcuchów. Stanie się alfą.


Recommended Posts

@Garrett

 

Witaj i dziękuje za zainteresowanie tym wątkiem.

 

Nic się nie zmieniło tylko się umacniam w tym procesie, aktualnie się nim bawię i rozkoszuję. Żadna kobieta nie jest w stanie mi zawrócić w głowię bym jej coś przepisał. Póki co jestem bezrobotny więc widzę jak na dłoni jak to liczy się tylko "wnętrze" :D 

Naprawdę nawet nie wiecie ile jest w tym zabawy gdy obserwuje się z daleka całe te napinanie piersi przez Panów i napinanie piersi również przez Panie, by wydać się bardziej atrakcyjnym.

Z resztą mnie bardzo śmieszą zachowania pań, wypytujące i badające teren i sądzące, że chociażby gołymi cyckami coś ugrają czy waginom :) 

 

Tak jak pisałem, łańcuchy puściły ale jest jeszcze ostatnia klatka i jej się boję, autentycznie co by mogłoby się stać.

Być może to brzmi śmiesznie to co piszę dla co nie których, jednak dla kogoś takiego jak ja, kto bada całe życie wnętrze to nie jest to śmieszne ale bardzo realne. A ma to związek z blokadami, które miałem okropne względem życia i kobiet.

W ostatniej klatce nie ma zasad, jest czysta bestia tylko jednak uważam, że ta bestia to broń obusieczna. Nie wiem czy nawet chcę wkładać tam głowę by "popatrzeć" 

Bardzo możliwe, że jest to stan który kobiety uwielbiają czyli stanie się psychopatyczną bestią, dla których kobieta jest naprawdę mało znacząca i służy zaspokojeniu tylko żądzy fizycznych - tak właściwie.

W tym stanie kobieta naprawdę nie ma żadnej władzy nad samcem. Nie będę się rozwodził dokładnie co uważam, że jest w ostatniej klatce ale nazwałbym go "człowiek pierwotny" lub "Bestia"

 

Wracając do wychodzenia z łańcuchów.

W tym roku rozwinąłem się niesamowicie, spędzam dużo czasu w zasadzie coraz więcej na wchłanianiu wiedzy i generalnie rozwoju - czyli tym co mnie napędza do mojego ostatecznego celu.

 

Nie wiem czy jestem w stanie opisać mój tzw "mind set" czyli nastawienie w umyśle nakierowane na cele, natomiast jest to jakby stawanie się kimś lepszym. Chciałbym zaznaczać, że jestem nadal na początku drogi ale od człowieka, który bał się dotknąć kobiecej dłoni do człowieka, który w trakcie seksu jest w stanie wyrzucić partnerkę za drzwi jeśli będzie komentować mnie negatywnie, to uważam iż jest to naprawdę duże osiągniecie. 

 

Jestem w stanie zupełnie szczęśliwie żyć sam jak i współdzielić moje szczęście z jakąś panią natomiast jestem gotowy na to, że w każdej chwili może odejść jak i również ja mogę od niej odejść.

Serce trzymam dla siebie, bo sobie trzeba powierzyć całą władzę i nie oddawać jej nikomu.

Gdybym był starym sobą bardzo możliwe, że bym teraz postękiwał (A jak do niej zagadać a jak zrobić to a tamto) a tak to kobiety nie jako same do mnie zagadują. Część z nich chyba wie, że po prostu jestem gotów w każdym momencie odejść bez poniżania się. Nie które nie wiedzą jak reagować ;) 

Bo jeżeli kupczenie "futerkiem" nie działa to cóż zadziała? :D 

Traktuję kobiety jak naprawdę dodatek bardzo przemiły do życia ale nie uzależniam się od nich. 

 

Jak coś jeszcze mi się wartościowego do wspomnienia przypomni to dam znać.

Mnie tylko zastanawia ostatnia klatka...Co by się stało...gdyby tam wejść ale na razie nie ma co, trzeba ogarnąć aktualny poziom :) 

 

Pozdrawiam.

 

Edited by SzatanKrieger
Link to post
Share on other sites

Hmm, dzięki za odpowiedź. Ciekawe jest to co nastąpiło u Cb. :o

 

12 minut temu, SzatanKrieger napisał:

Bo jeżeli kupczenie "futerkiem" nie działa to cóż zadziała? :D 

Traktuję kobiety jak naprawdę dodatek bardzo przemiły do życia ale nie uzależniam się od nich. 

Futerko :P Dobre.

 

12 minut temu, SzatanKrieger napisał:

Mnie tylko zastanawia ostatnia klatka...Co by się stało...gdyby tam wejść ale na razie nie ma co, trzeba ogarnąć aktualny poziom :) 

Może lepiej nie ruszać?

 

Ten wpis upewnił mnie w tym, że muszę postawić dziś sprawę jasno z jedną panną. Chce ją zaprosić do mnie na kwadrat, to byłoby 3cie spotkanie. Nie mam zamiaru tolerować zabawy w kotka i myszkę. Albo jej pasuję albo nie. Niech nie wodzi za nos! Nie chce przyjść mimo że wie, iż jej krzywdy nie zrobię? Czyli neeeeeeeext!  Są inne na tym świecie.

Link to post
Share on other sites

 

@Garrett

Najważniejsze byś nie odczuwał poczucia krzywdy jak Cię odtrąci czy nie przyjdzie. Bądź przygotowany, że jak nie przyjdzie to ty sobie pograsz z przyjemnością w nie wiem - Wiedźmina 3 czy pójdziesz na sport, będziesz czytał książki, grał na gitarrro czy robił co tam innego lubisz :) 

 

11 minut temu, Garrett napisał:

Może lepiej nie ruszać?

 

Bardzo możliwe, że kiedyś to ruszę. Uważam, że w tym stanie żyją na co dzień najpotężniejsi ludzie. Jeśli myślę o nich to sobie właśnie wyobrażam, że są w tym stanie ale mi moje zasady duchowe, moralność i wartości wyższe za którymi podążam na wejście w ten stan mi nie pozwolą, chyba iż bym zerwał rozwój duchowy to wtedy jak najbardziej ale póki co tego nie zrobię i nie zamierzam bo stany duchowe, które miałem są znacznie lepsze, ZNACZNIE niż jakakolwiek dominacja w tym świecie, który jest iluzją zewnętrza.

Edited by SzatanKrieger
Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, SzatanKrieger napisał:

Najważniejsze byś nie odczuwał poczucia krzywdy jak Cię odtrąci czy nie przyjdzie.

Dokładnie, wchodzę w etap kiedy mniej boli mnie samo odrzucenie, ale bardziej nieszczerość. To tez trzeba ogarnąć chyba... Ludzie w tym kobiety, są tacy jacy są. I ja jestem taki sam w sumie jak oni, tylko stoję na jakimś pudle i przez to widzę z trochę wyższej perspektywy.

 

3 minuty temu, SzatanKrieger napisał:

niż jakakolwiek dominacja w tym świecie, która jest iluzją.

I dodałbym: w tym świecie który jest iluzją.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, SzatanKrieger napisał:

łańcuchy puściły

Szatan, łańcuchy puszczają bardzo powoli, wiem to po sobie. Pracujesz nad sobą rok, dwa, czujesz w końcu że jesteś mocny, a jak zobaczysz swoją byłą z innym panem, to łańcuch Ci znowu oplata szyję i chce Cię zadusić. Zrzucenie zbroi, jak wy to mówicie, jest łatwe. Ale nie jest łatwo gdy widzisz jak Twoja ex, 8 lat pożycia bardzo intymnego, ściska się z innym bolcem. Boli.

 

7 godzin temu, SzatanKrieger napisał:

Jestem w stanie zupełnie szczęśliwie żyć sam jak i współdzielić moje szczęście z jakąś panią natomiast jestem gotowy na to, że w każdej chwili może odejść jak i również ja mogę od niej odejść.

Na pewno?

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 1 year later...

Mała aktualizacja tematu.

 

W tamtym czasie nie wiedziałem o czymś takim jak ciemna strona umysłu, o której mówił Carl Jung, w pierwszym momencie puściły blokady, jakieś takie stare wzorce, w których postrzegałem kobiety inaczej niż w rzeczywistości są, więc można by przypuszczać, że faktycznie jakieś mentalne blokady mi zeszły, jakby jakaś rura w mózgu się odetkała, tutaj tekst a propos cienia:

Cień jest problemem moralnym, który rzuca wyzwanie całej ego-osobowości, albowiem nikt nie potrafi uświadomić sobie cienia, nie rozwijając w poważnym stopniu stanowczości moralnej. Aby uświadomić go sobie, trzeba uznać rzeczywistość ciemnych aspektów własnej osobowości[2]

 

Zanim treści nieświadome ulegną zróżnicowaniu, cień stanowi całość nieświadomości. W snach jest on zazwyczaj uosabiany przez osobę tej samej płci, co śniący.

Na cień w większej części składają się stłumione pragnienia i nieucywilizowane impulsy, motywy moralnie niskie, dziecięce fantazje, resentymenty itd. — wszystko to, z czego nie jesteśmy w nas dumni. Tych nie uznanych cech osobistych często doświadczamy w innych poprzez mechanizm projekcji.

 

Otóż, podczas gdy cień — jeśli tylko okażemy zdrowy rozsądek i dobrą wolę — można w pewnym stopniu zintegrować ze świadomą osobowością, to, jak wskazuje doświadczenie, pozostają jeszcze pewne cechy, które stawiają zawzięty opór dążeniu do poddania ich kontroli moralnej i właściwie nie poddają się żadnym wpływom. Z reguły opór ten łączy się z projekcjami, których nie można rozpoznać jako takich i których poznanie oznacza przekraczające zwykłą miarę osiągnięcie moralne. Podczas gdy cechy właściwe cieniowi bez zbytniego wysiłku można rozpoznać jako związane z osobowością, tu zawodzi zarówno zdrowy rozsądek, jak i wola, ponieważ powód do powstania emocji zdaje się niewątpliwie dawać ktoś inny.[3]

 

Uświadomienie sobie cienia jest hamowane przez personę. W takim stopniu, w jakim utożsamiamy się z jasną personą, cień będzie odpowiednio ciemny. Tak więc cień i persona pozostają w stosunku kompensacyjnym, a konflikt między nimi jest niezmiennie obecny w chwili wybuchu nerwicy. Charakterystyczna depresja, pojawiająca się w takich okresach, wskazuje potrzebę uświadomienia sobie, że człowiek nie jest jednością, jaką udaje lub pragnie być.

Nie ma powszechnie skutecznej metody asymilowania cienia. Chodzi tu raczej o dyplomację czy politykę i jest to zawsze sprawa indywidualna. Najpierw trzeba cień zaakceptować i poważnie potraktować jego istnienie. D'okonuje się tego przez sumienną obserwację naszych nastrojów, fantazji i impulsów Po trzecie, nieuchronny jest długi proces negocjacji. 

Jest terapeutyczną koniecznością, ba, pierwszym wymogiem wszelkiej metody psychologicznej, żeby świadomość stanęła twarzą w twarz z cieniem. W końcu musi to doprowadzić do pewnego rodzaju jedności, jeśli nawet jedność ta polega zrazu na otwartym konflikcie, i często trzeba na tym długo poprzestawać. Jest to walka, której nie można uniknąć za pomocą środków racjonalnych. Jeśli stłumimy ją siłą woli, będzie toczyć się w nieświadomości, wyrażając się jedynie pośrednio i tym bardziej niebezpiecznie, tak że nic się na tym nie zyska. Walka taka będzie toczyć się tak długo, aż przeciwnicy opadną z sił. Nigdy nie można powiedzieć z góry, jaki będzie jej rezultat. Pewne jest tylko to, że obie strony ulegną zmianie.[4]

Problemem nadal pozostaje wewnętrzna bestia:

 

 

https://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/w_labiryncie_duszy/prokopiuk_cien1.htm

 

Ja nazwałem temat - stanie się alfą ale np nietsche mówił o koncepcji nad człowieka, w sumie i ja i on mamy coś podobnego na myśli.

 

Im bardziej sięgasz w cień w głąb, tym bardziej będziesz lśnić. 

Nie rozumiałem tego wcześniej - wypierałem... i to był błąd.

 

Pozdrawiam.

Edited by SzatanKrieger
Link to post
Share on other sites
W dniu 28.10.2018 o 16:53, SzatanKrieger napisał:

W ostatniej klatce nie ma zasad, jest czysta bestia tylko jednak uważam, że ta bestia to broń obusieczna. Nie wiem czy nawet chcę wkładać tam głowę by "popatrzeć" 

Bardzo możliwe, że jest to stan który kobiety uwielbiają czyli stanie się psychopatyczną bestią, dla których kobieta jest naprawdę mało znacząca i służy zaspokojeniu tylko żądzy fizycznych - tak właściwie.

W tym stanie kobieta naprawdę nie ma żadnej władzy nad samcem. Nie będę się rozwodził dokładnie co uważam, że jest w ostatniej klatce ale nazwałbym go "człowiek pierwotny" lub "Bestia"

Wiem o co Ci biega! Ja jako ateista zawsze poszukuje czysto fizycznego i materialnego wyjaśnienia pewnych zjawisk, nie wierze w bajki o tym, ze jesteśmy czymś więcej niż górą mięsa, ludzie chcą wierzyć, że są czymś więcej i że czeka ich coś więcej, nikt nie chce się pogodzić z czysto materialną perspektywą zwykłej bezdusznej egzystencji, której celem i sensem jest jedynie przetrwanie, przedłużenie gatunku i nic po za tym, dlatego próbując rozwikłać problem i zjawisko tzw Alfy, poszukując czysto materialnego wyjaśnienia tego fenomenu doszedłem do wniosku, ze za wszystko być moze odpowiedzialna jest budowa naszego mózgu (loteria genetyczna, odpowiedni rodzice itd), budowa układu nerwowego, np psychopaci mają podobno nieco inna budowę mózgu? podobno testosteron w nadmiernych ilościach uszkadza połączenia/ okablowanie w mózgu miedzy neuronami a estrogen przeciwnie dlatego młodzi chłopcy wydają się lekko opóźnieni w nauce niż dziewczęta, być może mityczny Alfa to koleś o obniżonym poziomie reakcji na bodźce - mniejszy strach/ lęk przed niebezpieczeństwem itd, może to wszystko to tylko zwykła chemia, genetyka która determinuje naszą gospodarkę hormonalną, psychoanaliza skłania nas to poszukiwania w naszej przeszłości momentu przełomowego kiedy nasza matka nas w jakiś sposób zaniedbała i to zmieniło nasze życe w koszmar - ja cały czas próbuję znaleźć w przeszłości ten moment i jakoś nie odnajduję - albo musiało to zajść tak wcześnie, ze tego nie pamiętam ALBO to nie problem z dzieciństwem ale problem czysto genetyczny, chÓj wie jak jest naprawdę, prawda czasu i prawda ekranu jest taka, ze dzisiaj mając swoje lata i próbując podobnie jak Ty zrzucić z siebie kajdany doszedłem do wniosku, ze straciło to wszystko dla mnie swój wcześniejszy urok (nie wiem czy wiesz o co mi biega?), kiedy byłem młody, głupi i naiwny miało to wszystko swój urok teraz kiedy człowiek dotarł do jądra ciemności okazało się, ze to wszystko jest chÓja warte, taki naturals - BadBoy nie będzie miał takich dylematów i przemyśleń ponieważ nigdy nie przebył drogi, którą my przemierzyliśmy, on już taki jest i tyle, natomiast My nigdy nie pozbędziemy się tego całego nadbagażu. 

Edited by Ace of Spades
Link to post
Share on other sites

@Ace of Spades

Dużo Tu napisałeś a więc odniosę się troszku:

 

Moim zdaniem istnieje coś więcej niż to czym jesteśmy - wszystko wskazuje, że żyjemy w jednej symulacji gdzie byt, który stworzył tą "grę" doświadcza sam siebie poprzez nas, miałem dziwne doświadczenia, które mnie utwierdziły, że istnieje coś ponad materię, że nie jest tak jak nam mówią.

 

Kolejna sprawa zależy do czego chcesz się dokopać w swojej głowie, duszy. Powiem Ci tak jakbym chciał aby mi powiedziano, nie bądź pewien, że nie ma niczego ponad nas i pod nami ani nie bądź pewien, że coś jest. Wykorzystaj te życie, dojdź do głębi siebie badaj ten teren bo wnętrze ludzkie to przede wszystkim blokujące programy naszej kultury, traumy i inne gówna nad, którymi spędziłem całą młodość. 

Ja walczę z kodami od 16 roku życia a jeszcze raz tyle praktycznie mam, także długo. Co prawda nie miałem takiej wiedzy jak tutaj ale powolutku kopałem i pewne rzeczy zaczeły odchodzić ze mnie. Na moje oko masz zablokowaną czakrę 6 oka bo ona oblokowywuje intuicyjne zachowania i "duchowość" oraz masz masę programów blokujących Ciebie. Po prostu spójrz co Ci sprawia tak wielki problem bo u mnie się okazało, że nie byłem ze synchronizowany z aspektem cienia według Junga, nitsche i w ogóle psychologi. Ogólnie chciałem latać z kulą u nogi, krótko mówiąc. Cały czas jestem na etapie synchronizacji cienia, wewnątrz mnie natomiast powiem Ci, że gra jest warta swieczki. 

37 minut temu, Ace of Spades napisał:

BadBoy nie będzie miał takich dylematów i przemyśleń ponieważ nigdy nie przebył drogi, którą my przemierzyliśmy, on już taki jest i tyle, natomiast My nigdy nie pozbędziemy się tego całego nadbagażu. 

Powiem Ci, że bad boy ma tylko lepiej pod tym względem, że laski na niego lecą bo ma aurę pewnego siebie kogoś, spójrz na Afrykanów tzw imigrantów, którzy lecieli do niemiec oni też są pewni siebie co nie? Tylko człowiek o niskim ilorazie inteligencji jest jakby pewnym siebie natomiast Ci z wyższą inteligencją muszą tą pewność budować - nie wiem czy to zauważyłeś? Im większa inteligencja tym mniejsza pewność bo wiesz jak wiele Ci brakuje pod, wieloma względami.

Bay boy ma łatwiejszy dostep do samic ale spojrz wpada, musi łożyć, pracować i dupa a Tacy jak my, pracują nad sobą i mamy szansę mieć spokojniejsze życie, zresztą Cień, światło, geny, środowisko, kultura musisz być ponad to jakby, innej drogi nie ma oprócz zagłębienia się w nasze wnętrze i wychodzenia z wewnątrz nas na zewnątrz. Tacy jak Ty budują, odkrywają i tworzą a nie bad boye.

 

Pozdrawiam :) 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By SzatanKrieger
      Witam.
       
      Jak to z wychodzeniem z domu w czasie tych "ciekawych" czasów?
       
      "Ograniczenia w przemieszczaniu się tylko do niezbędnych spraw, np. zakupy spożywcze, apteka, najbliższa rodzina, ograniczenie liczby osób w komunikacji zbiorowej do połowy miejsc siedzących, ograniczenie zgromadzeń, ograniczenie do 5 liczby uczestników mszy świętej i utrzymanie dotychczasowych obostrzeń dot. funkcjonowania sklepów, kawiarni, miejsc rozrywki – to ogłoszone we wtorek przez premiera restrykcje, które mają obowiązywać do 11 kwietnia."
       
      Krótko mówiąc:
      Czy na spacer o 3:30 nad ranem mogę sobie pozwolić (nie mam psa ale mam kota ), czy zgarną mnie szkieły i dostanę 30.000 złotych za bycie brzydkim obywatelem? 
      Ktoś orientuje się jak to właściwie jest i jak rozumieć ten zabawny przepis?
    • By Perun
      Czołem szanownej Braci, 
       
      Od pewnego czasu analizuje różne kultury i w kilku miejscach przeczytałem podobne sformułowanie dot. wstawiania z kogutem.
       
      Osobiście zauważam, że im wcześniej wstaję tym więcej celów danego dnia realizuję. Ostatnie lata wyglądały tak, że się budziłem pół godziny przed wyjściem i gnałem na złamanie karku
       
      Jakie Wy macie rytmy doby i co wam pozwala zachować efektywność ?
       
      "Przemyśleniem tronowym" moim jest to, że fakt tego jak zaczynamy dzień i go kończymy ma ogromne znaczenie na resztę, rozwojowych kwestii. 
      Sam Wielki cesarz Marek Aureliusz porównywał sen do śmierci, a przebudzenie do narodzin, dlatego uważam, że każdy szanujący siebie samiec powinien wstawać wcześnie, aby mieć drobną przewagę nad resztą społeczeństwa. 
       
      Mocno do tych przemyśleń natchnęła mnie była niedoszła ?, pochodząca z małej miejscowości i wstajaca nawykowo o 5/6, niestety tą przewagę marnowała na oglądanie telewizji.
    • By arch
      Witam,
       
      Forum już trochę czytam, od jakiegoś czasu się też udzielam, przeczytałem bardzo wiele tematów i wiele możliwych koncepcji forum rozumiem, jednak dręczy mnie ciągle pewna myśl co do ogólnej wizji podejścia jakie promuje forum.
       
      Chciałbym tylko, żeby nikt mnie nie posądził o jakąś chęć podkopywania forumowych teorii i całych ich fundamentów (czyli ewentualnie podszywanie się feministki, itd. :D), bo nic takiego nie ma miejsca.
       
      Przechodząc jednak do meritum.
      Czy bezkompromisowe podejście co do kobiet faktycznie popłaca? Czy bycie całkowicie antyrycerzem na dłuższą metę popłaca? Umówmy się, szczęścia trzeba szukać oczywiście w sobie, opieranie go na kobiecie Ci go nie da, ale mówi się też 'happiness real when shared' - szczęście jest prawdziwe tylko wtedy, jeśli mamy jakąś osobę z którą je dzielimy.
      Chodzi o koncept taki, że ja jestem szczęśliwy ze sobą, ale jednak potrzebuję jak każdy człowiek BLISKOŚCI i oto właśnie, jeśli satysfakcja z życia człowieka szczęśliwego wewnątrz wynosi X, o tyle satysfakcja z życia takiego człowieka gdy jeszcze dodatkowo ma dobrą, wartościową partnerkę może już wynosić X+Y, gdzie Y>0.
      Dużo w tym prawdy jest moim zdaniem. Nikt tu nie mówi, że należy być z kobietą gdy ta daje dupy po kątach i robi laskę innemu, ale przecież nie zawsze dochodzi do rozstania w takich sytuacjach.
      Czasem np kobieta 'zbłądziła', z kimś sobie popisywała, z kimś może nawet lekko flirtowała. Czy kategoryczne wyrzucenie jej ze swojego życia po czymś takim gdy ma się te powiedzmy 30 lat, a kobieta poza takim zdarzeniem była do rany przyłóż jest na pewno dobrym podejściem? Panowie, umówmy się, nie młodniejemy, 30-paroletni facet z powodzeniem może znajdywać kolejne kobiety, ale ciężko mu już stworzyć tak naturalną i 'energetyczną' znajomość i związek z powiedzmy 23-letnią dziewczyną. 35 lat a 23 lata robi swoje. Czasem może być tak, że w wieku 40 lat obudzimy się, że jednak choć tamta gąska miała pewne wady, to lepszej w swoim życiu nie napotkaliśmy.
      Dla takiej 20-parolatki też nie będzie on spełnieniem marzeń, wbrew temu co sobie mówimy. 23-letnia dziewczyna potrzebuje jak każda kobieta mężczyzny silnego, jednak 35-letni mężczyzna nie zapewni jej tego samego wigoru, świeżości emocji, spojrzenia co np 25-28 letni facet. Takie są prawa biologii, każdy wiek ma swoje chwile jak mawiał Einstein.
       
      Czy nie jest tak, że powiedzmy facet pół na pół- silny, ale trochę jednak czasem rycerz, na dłuższą metę jest szczęśliwszy od faceta całkowicie bezkompromisowego? Dajmy nawet na to, że rozwiedzie się w wieku 40-paru lat. Ok, ale do tego wieku mógł mieć całkiem szczęśliwą rodzinę, mógł realnie czuć rodzinną idyllę. Facet samotny do tego wieku będzie czuł pustkę, niczemu się nie poświęcił, tylko czysty konsumpcjonizm, hedonizm - to nie daje szczęścia na dłuższą metę. Jeśli dodamy do tego taki koncept, że ten rozwodnik nie stracił domu ani mieszkania po rozwodzie, to w ogólnym rozrachunku, zakładając, że nagle obaj faceci umierają, rozwodnik mógł prowadzić znacznie szczęśliwsze życie.
       
      Śmiejecie się często z białych rycerzy, potem z 40-letnich facetów zapijających smutki w barze. Mówią oni jak to zmarnowała im życie ta i ta kobieta. W takim razie czemu się nie rozwiodą? Często dzieci już ich tak nie trzymają, a mimo to jakoś wolą ten 'impas' z kimś niż rozwieść się i żyć tylko dla siebie - czysty hedonizm który szczęścia nie daje.
       
      Czy byliby oni szczęśliwsi gdyby do powiedzmy 45 lat nie mieli żony, rodziny i żyli tylko swoim ja, kolejne partnerki odrzucali po każdym okazaniu braku szacunku, czyli generalnie w zgodzie z tezami forum?
      Podaje się też czasem statystyki, że single - faceci żyją krócej, ba, wśród samotnych 50-letnich mężczyzn z tego co pamiętam notuje się najwięcej samobójstw.
       
      Zastanawiam się nad argumentacją wielu zatwardziałych bezkompromisowych braci, jak to widzą.
      Jeśli chodzi o mnie, nie mam do końca jasnego zdania, sam się nad tym zastanawiam, gdyż mam 28 lat i poniekąd stoję na rozdrożu.
       
      Ja wiem, że dzisiejsze kobiety też nie są tak wierne i czyste jak dawniej, ale czy nie lepiej wybrać takową o ile zgodzi się na intercyzę (tutaj jestem bezkompromisowy) nawet narażając się na rozwód powiedzmy w wieku 40 lat, niż przeżyć całe życie jako wolny strzelec. W pewnym wieku, gdy dochodzi się do 40-tki wygląda to już trochę karykaturalnie jak taki facet próbuje mieć 20-latki. Nie przeczę, że się to nierzadko udaje, ale przecież wiemy z jakich powodów one z nami są. Nie ma nawet co liczyć na haj hormonalny z ich stron, na cokolwiek takiego - kalkulacja level hard, a gdy się jest powiedzmy 26-27 latkiem kobieta nie ma przecież pełnej kalkulacji - sama też miewa haje hormonalne, sama też na swój sposób kocha i na pewno lubi z nami seks. 20-parolatka natomiast z 40-parolatkiem z reguły nie lubi seksu i nie oszukujmy się nawet, że jest inaczej bo to brednie.
       
      Taki filozoficzny temat wypłodziłem, ciekawią mnie Wasze analizy - także tych starszych użytkowników którzy mają większe doświadczenie. Jeśli temat jest w nieodpowiednim dziale, prośba o przeniesienie.
    • By Ksanti
      Słowem wstępu:
       
       
      Z początku myślałem, że audycja będzie o tym co w tytule. Jednak zeszło na nieco poważniejszy temat i dosyć ciekawe zagadnienie. Mianowicie youtuber mówi o tym, że należy łączyć się w pary: samiec alfa + samica beta/ samiec beta + samica alfa. Niby oczywiste a jednak nie. Pewnie wielu z braci ma ten typ ogólnie mówiąc "beta". Co jest naturalnie uwarunkowane i tego nie zmieni się w żaden sposób. Ani pieniędzmi ani pozycją społeczną ani innymi sztuczkami. 
       
      [Około 16 minuty jest nieco o tym jakie cechy przejawia alfa a jakie beta]. No cóż wychodzi na to, że ze mnie również jest beta. Jednak sam fakt bycia introwertykiem już przesądził o tym dawno temu. Nie interesuje mnie "mierzenie sobie chujków", rywalizacja, walka o władze i agresywne pięcie się do góry w hierarchi społecznej. Jednak do rzeczy:
       
       
      No właśnie co z samicą alfa? Skoro taki typ pasuje do osobowości to jak być w takim związku jeśli mimo wszystko kobieta będzie z natury chciała seksu z alfą. Z własnego doświadczenia moja pierwsza laska zdecydowanie była bardziej dominująca niż ja. Jej poprzedni faceci i jeden po mnie są jeszcze większymi betami ode mnie. Oczywiście nie, przejawiało się to w tym, ze była wulgarna czy coś. Jest niska i drobna o wyglądzie na kilka lat młodszym. Ja też młodo wyglądam ale taki szczegół. Tak teraz układam sobie wspomnienia do kupy i mnie nieco olśniło. Nie starałem się w ogóle, to ona mnie agresywnie podrywała i zaciągła w związek. Byłem wtedy popularny w pewnej społeczności - (tak to śmieszne, nawet taki outsider jak ja)  Mimo to udawała nieporadną i taką "zaopiekuj się mną" - sam jej wygląd tak przemawiał.
       
      Co do niej samej, faceci lepili się do niej jak rzep do psiego ogona. Ona sama lubiła się z każdym przytulać na powitanie. Wkurzała mnie jej paczka znajomych (kilku facetów - beta, co mnie ździwiło faktycznie była to przyjaźń bez podtekstów). Mniejsza z tym, tak jak mówiłem jedynym jej alfa był pierwszy. Zrobił jej kuku (zdradził). Potem każdy kolejny to typowy beta tak jakby alfy ją nie obchodziły. Byłem chyba 5 lub 6 a miała dopiero 19/20 lat. W łóżku zazwyczaj ona inicjowała seks a ujeżdzała jak szalona. Taka lekka i drobna, wygląd anioła a w środku jakby demon. To były czasy, kiedy byłem nieco bardziej wybrzydzający i rozczeniowy, więc jej robiłem shit-testy. Myślałem, że ma słaby poziom jednak kilka lat później przekonałem się, że ona miała poziom wyjebany w kosmos. A nie zdawałem sobie z tego nawet sprawy. Wtem czas była ode mnie inteligentniejsza, bogatsza i zaradniejsza (wyrobiłem się i moim skromnym zdaniem ją obecnie prześcignąłem). No dobra może dalej jest bogatsza bo o jeden stopień wyższa klasa społeczna od mojej rodziny  Miała raz taki dzień, że jak chciałem u niej pozmywać naczynia to się mega wkurwiła. Był kontekst mniej więcej taki, że podobno się na tym nie znam i źle ułożę naczynia. W ten dzień na dupę też był szlaban. Czasem to ona rzeczywiście grała tą słabszą. Co najlepsze kiedy to robiła czułem do niej coś w rodzaju pogardy i nieświadomie to wykorzystywałem. Z drugą laską też kiedy była zbyt nieporadna i zrzucałą odpowiedzialność za coś na mnie to dostawałem szału i odczuwałem taką pogardę i niechęć. Skojarzyła mi się jeszcze jedna rzecz kiedy druga laska miałą do mnie większy dystans i traktowała mnie trochę przedmiotowo (wiadomo było już, że nie będziemy razem) to się w niej zakochałem i to tak ostro. Wcześniej kiedy była mi uległa czułem do niej pogardę (w sensie co za ofiara, mógłbym mieć lepszą). 
       
      Z pierwszą rozstałem się z oficjalnych powodów, że zbyt bardzo się do niej czepiam i rzekomo potrzebuje matki a nie dziewczyny (lol - ciekawe na jakiej podstawie to stwierdziła). Już widzę jakby powiedzieć do samicy, że potrzebuje ojca a nie męża. Żałuje, że kiedy się z nią rozstawałem to usunąłem całą korespondecję z nadmiaru emocji. Tak to bym miał porównanie jaki kiedyś byłem i jakie miały miejsce wydarzenia w związku. Niestety mam wielką dziurę w pamięci z tamtego okresu i prawie nic nie pamiętam a było to zaledwie kilka lat temu. Być może to przez to, że tak dużo od tego momentu rzeczy się wydarzyło.  
       
      Bracia jak to oceniacie? Czy rzeczywiście bety powinni szukać samic alfa, czy mimo wszystko beta? Osobiście odpychają mnie chłopczyce i biznes women. W dodatku nie lubię imprezowych dziewczyn co mają dużo znajomych. Seks ma dla mnie drugorzędne znaczenie. Pierwsza laska mi zrobiła ostry mind-fuck, ale namiętnośc była wysoka. Przy drugiej lasce emocjonalnie odżyłem i czułem się stabilnie jednak dopiero jak mnie traktowała lekko z góry to poczułem do niej szacunek.
       
       
       
    • By Marek Kotoński
      No dobrze, prawie się spłukałem finansowo, a trzeba podatki zapłacić i pomyśleć o dobrym motocyklu. Najszybszy hajs, to zrobić porządne nagrania synchronizujące fale mózgowe z mocnymi sugestiami - jest to jednak dla mnie niesamowite wręcz wyzwanie, które mnie bardzo stresuje. Prosiłbym was o opinię, jakie nagranie byście najbardziej chcieli:
       
      1. Przyjemne rzucanie palenia
      2. Zrzucam kilogramy z przyjemnością (sam chętnie posłucham :>)
      3. Samoocena, czyli myśl o sobie sprawia mi wielką przyjemność
      4. Poczucie winy
      5. Kontakt z Boskością tu i teraz
      6. Odporność na krytykę
      7. "Charakterniak" czyli czuję się wśród silniejszych mężczyzn pewnie i męsko a nie jak śmieć
      8. Pewność siebie wobec Pań, także w sytuacji łóżkowej
      9. Przestaję pić alkohol i świetnie się bawię bez niego
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.