Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Hej

 

Mam pytanie.

 

Jak wygląda sprawa kredytu pod posiadaną hipotekę w małżeństwie. Nieruchomość jest moją własnością. Posiadałem ją jako kawaler. Czy kwota jaką dostane będzie moją własnością czy częściom wspólna w małżeństwie.

 

Chciałbym kupić dom. Nie chce brać wspólnego kredytu hipotecznego z żoną.

 

Pozdrawiam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś ten temat upadł...

 

Nie wieźmiesz kredytu sam, kiedy jesteś w małżeństwie. Chyba że masz rozdzielność majątkową. 

 

Bez rozdzielności również samodzielnie nie kupisz nieruchomości. Twoja żona musiałaby wyrazić zgodę na to, żeby nabywany składnik majątku był wyłącznie Twoją własnością.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jak pisze @Pazur2000

 

Pomyśleć jak wielu facetów się żeni bez intercyzy, nie zdając sobie sprawy ze skutków prawnych ślubu....

 

Można co prawda ponoć kupić ze środków zgromadzonych przed ślubem, ale to też trzeba poszerać w przepisach. Chyba że ktoś ogarnięty wyłoży kompendium na ten temat. 

Edited by slavex
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Branie hipoteki pod nieruchomość bedacą moja i wyłącznie moją własnością w małżeństwie....🙄

Hehehe....brałbym hipotekę pod wspólne ...ok stracimy oboje - jak by co, ale pod tylko i wyłącznie moją własność ??? Głupota - co tu więcej rozważać?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@wojkr nie zajarzyłeś.

Autor wątku ma SWOJE mieszkanie.

 

Teraz chce kupić drugą nieruchomość do ODDZIELNEGO majątku (czyli że też - SWOJĄ) i finansować ją kredytem, którego byłby WYŁĄCZNYM kredytobiorcą.

 

Zabezpieczeniem tego kredytu byłaby JEGO WŁASNA nieruchomość - owo dotychczasowe mieszkanie.

 

O ile kwestię zakupu nieruchomości do majątku odrębnego da się bezproblemowo załatwić (małżonka musi się stawić przy akcie i poświadczyć, że wyraża zgodę na nabycie nieruchomości jako odrębnego składnika majątku małżonka), o tyle gorzej z kredytem.

Booo...

Wszystko jest kwestią źródła dochodu. Aby całość się kleiła kupy, to ów kredyt musiałby być finansowany ze źródła dochodu stanowiącego odrębny majątek. Czyli np prawa autorskie, albo dochód z osobistych składników majątku (tu nie jestem pewien, czy nie jest tak, że ów dochód i tak w przypadku wspólnoty małżeńskiej jest majątkiem wspólnym), albo np renta/odszkodowanie POWYPADKOWE itp (katalog jest krótki dość). Inaczej byłaby podstawa późniejszego podważania zakupu/dochodzenia roszczeń o nakłady.

 

Jedyna sensowna, szybka i bez potencjalnych raf prawnych możliwość - rozdzielność majątkowa i działa(sz).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale o to mi chodzi że branianie hipoteki pod zastaw mojej o tylko mojej nieruchomości jest głupotą. Chodziło mi właśnie o zakup drugiej nieruchomości.

Teraz jest ok kochamy się kupujemy drugie mieszkanie, wspólne, mamy rodzinę i małżeństwo ... ale niech nagle pani się odwidzi...i co ? Mieszkanie na pół? Albo w całości dla niej? A co z kredytem? Pancia przestaje płacić swoją część kredytu bo się jej warunki pogorszyły...i co ja mam płacić? Jak nie będę stracę swoją nieruchomość i jestem w dupie...i w ten sposób nawet w optymistycznym podziale na pół wspólnego majątku to jedno pół jest trochę nieproporcjonalnie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By lękPrzedMałżeństwem
      o mnie: jestem przeciętnym mężczyzną, dobrze wykształconym, z perspektywą wysokich zarobków,  mieszkanie, 30 lat, nie mam problemów z kobietami, obecnie w rocznym szczęśliwym związku z kobietą 2 lata młodszą o podobnym profilu.
       
      Chciałbym mieć dziecko, ale boję się że zostanę naciągnięty na alimenty, a kobieta zabierze dziecko.
       
      Bez problemów mogę wychowywać dziecko samodzielnie, nie potrzebuję do tego kobiety.
      Czy macie pomysł jak mogę znaleźć kobietę, która pójdzie na układ żeby mi pozwoliła wychowywać dziecko samodzielnie, a przynajmniej żeby nie wpakować się w alimenty?
      Do normalnego małżeństwa bez problemu znajdę partnerkę, ale nie mam ochoty się żenić na obecnym etapie.
      Myślałem o innym kraju i żeby przywieźć dziecko do polski. albo o stronie typu:
      https://roomvitro.com/pl/serwis-zapoznawczy
       
      Jestem operatywny nie potrzebuje niańki tylko pomysłu, jak będzie dobry to bez problemu go zrealizuje. Mogę jechać do dowolnego kraju, znam angielski pracuję zdalnie, kobiety też ogólnie mnie lubią, zawsze znajdę chętną, tylko gdzie i jak? szczerze nawet bym wolał gdyby dziecko miało mieszankę genów
    • By Miraculo
      Gubernatorzy dwóch stanów, Nowego Jorku i  Kalifornii.  Anrew Cuomo oraz Gavin Newsom  podpisali rozporządzenia wykonawcze umożliwiające wzięcie ślubu poprzez wideokonferencje. W Kalifornii urzędnik hrabstwa będzie online łączył się z wybrankami, ci muszą znajdować się w tym samym stanie. Dodatkowo wymagany jest przynajmniej jeden świadek. Przyszli małżonkowie będą musieli wylegitymować się, a akt zawarcia małżeństwa będzie im wysłany mailem. W stanie Nowy Jork cały projekt nosi nazwę "Project Cupid". Zniesiono w ten sposób wcześniejszy akt podpisany przez Cuomo w którym stało, że małżonkowie muszą stawić się w urzędzie osobiście żeby dokończyć ceremoniał. Opracowano stronę Internetową dostępną pod adresem nyc.gov/Cupid or cityclerk.nyc.gov. która ma być podobno dostępna w 11 językach. 
      Warto nadmienić, wskaźnik małżeństw pikuje.W 2018 roku osiągnął najniższą wartość od kiedy wzięto się za katagolowanie, tj od 1867 roku. W 2018 wyniósł 6.5 związków na 1000 osób. Dla porównania w rekordowym roku 1946 było to 16.5 małżeństw na 1000 ludzi. 
       
      Źródła
      https://www1.nyc.gov/office-of-the-mayor/news/299-20/mayor-de-blasio-speaker-johnson-project-cupid-
       
      https://www.gov.ca.gov/2020/04/30/governor-newsom-signs-executive-order-on-marriages/
       
      https://www.nationalreview.com/news/u-s-rate-of-marriage-at-lowest-point-ever-recorded-report-finds/
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By dyletant
      Na kanwie wielu lat doświadczeń, przyszło mi zobaczyć wielu rzeczy których wcześniej nie widziałem i zrozumieć, to czego dotąd nie rozumiałem.
       
      Kiedy w życiu codziennym dzieliłem się swoimi poglądami, ludzie zazwyczaj reagowali niezrozumieniem, dyskredytowali mnie w dalszej opinii lub dystansowali się do mnie - dlatego postanowiłem zrobić mały spis treści, dla początkujących, którzy nie są pewni co do dam które poznają i które ich oczarowują i z którymi chcą się wiązać.
       
      Miłość... do mnie bardziej przemawia haj hormonalny, bo jak wiemy... komputer nie składa się tylko z części - uruchamia go system, czyli szereg zachodzących w nim procesów, złożonych w podzespołach.
      A więc do rzeczy.
       
      Kobiety bardzo skrupulatnie dbają o tajemnice i nie czują wstydu w chwili gdy powinno się go czuć - nawet kiedy złapiesz je za rękę na zdradzie - czują że po prostu wpadły, nie analizują czy zrobiły coś nie tak - po prostu winni są ci, którzy ją nakryli.
      Dlatego to co dla nas jest moralne - dla nich jest furtką do przemycenia czegoś.
       
      Etapy jakie można zaobserwować u płci przeciwnej już od najmłodszych lat, oraz sprawy na które trzeba zwrócić uwagę podczas wiązania się z jakąkolwiek kobietą:
       
      - relacje jej rodziców oraz sposób w jaki żyją -> jeśli są rozwiąźli - dziecko wychowane w takim domu dostaje predyspozycje aby również być rozwiązłym, ponieważ w wieku nabywania wzorców, chłonie zachowania najbliższych jak gąbka
      - relacje z byłymi partnerami oraz orbiterami -> mogą być nimi ex lub całkiem nowi/nieznani panowie, jednak dla niej wzbudzający wystarczająco dużo zaufania aby im się oddać (najlepiej to zauważyć w okresie urodzin/świąt/sylwestra)
      - słabość do błyskotek -> partnerka gromadzi rzeczy i robi z nich ołtarzyk, w moim przypadku były to także prezenty od jej eks-partnera
      - kolczyki, tatuaże -> świadczą o kompleksach, mają na celu zakrycie szpetnych (jej zdaniem) partii ciała i zwrócenie na siebie uwagi poprzez kontrowersje - o kolczyku w języku chyba nie muszę pisać)
      - nowa i seksowna bielizna -> której nie widzisz na ciele partnerki, ale widzisz w jej garderobie (najczęściej przeznaczona dla kogoś innego)
      - nadmierne dbanie o swój wygląd -> w sytuacji kiedy jej na to nie stać albo kiedy mówisz jej wprost, że podoba ci się taka jak jest (przedłużanie rzęs, fitness, spa, solarium, zakupoholizm)
      - głupawe koleżanki/samotne madki którym nie wyszło -> jeśli ich wpływ jakkolwiek ingeruje w wasze relacje, to świadczy to o niedojrzałości partnerki, ponieważ wasz związek to wasze pomyłki i nauki
      - skłonność do nadużywania alkoholu -> często to tylko kieliszek na rozluźnienie, potem drugi jak śpisz, a gdy się budzisz okazuje się że nie am butelki. Bardzo często jest to spowodowane nadużywaniem alkoholu w rodzinnym domu.
      - ukrywanie treści rozmów, kontaktów (komunikatory etc...) -> każdy ma prawo do swobodnej wypowiedzi z kim chce - dziwne tylko, że najbardziej zabiegają o to osoby, których relacje po jakimś czasie sprawiają zawód innym.
       
      To tylko ogólne znaki rozpoznawcze, których się nauczyłem podczas wieloletnich batalii.
      U jednych są to "paranoje", podczas gdy u innych są to granice nie do przekroczenia, dlatego największy nacisk kładłbym jednak na konfrontacje z rodzicami.
       
      Z jednej strony można się przekonać w jaki sposób jest przedstawiany i traktowany mężczyzna w rodzinnym domu (będziesz tak samo traktowany), a także dowiedzieć się czy roszczenia wobec przyszłego zięcia nie są zbyt wygórowane.
      Zazwyczaj założenie drugie jest konsekwencją pierwszego - wtedy należy przeanalizować wkład drugiej strony i sens związku. Jeśli to tylko ty masz być wołem - należy się ewakuować.
       
       
      Jednym słowem, jeśli zachodzą sytuacje a dodatkowo masz ku temu przesłanki, w których twoja intuicja podpowiada ci, że nie czujesz wymierności tego co dajesz i robisz w związku, to na pewno jest coś -
      o czym twoja partnerka ci nie mówi: należy to zweryfikować w trybie natychmiastowym.
       
      Kobiety:
      a) wykorzystują słabości mężczyzn
      b) wykorzystują zasoby mężczyzn
      c) wykańczają ich emocjonalnie - żerując na nich, a także narzucając im wymagania pokroju szantażu, co bardzo często w sposób powolny doprowadza do ich agonii.
       
      Miałem kolegę, który się zapił na śmierć (40 lat) - okaz zdrowia, ale od czasu urodzenia dziecka, miał strasznie suszoną głowę przez teściów u których mieszkali. Jego praca, była niestety mobilna, toteż nieobecność dawała znakomitą okazję do tworzenia romansów. Jego żona notorycznie poddawała się podpuszczeniom własnej siostry, oraz matki - ojciec nie miał w domu nic do gadania - był od robienia. Jego żona, skumulowała w sobie jego negatywne cechy - oczywiście tylko i wyłącznie na potrzeby usprawiedliwienia swojej niewierności - po czym wyszła z propozycją rozwodu i zamieszkała z kim innym. Od kiedy pamiętam, facet starał się o częste widzenia z synem, był do niego przywiązany, a ta marna kobieta rozbiła szanse na normalny związek, wplątując zazdrość i osobę trzecią...
      Na pogrzebie każdy się od niej odsuwał, ale ona sama miała swoją teorię śmierci mojego kolegi a swojego męża  - problem trwał od dawna.
       
      Nie było by w tym niczego dziwnego, gdyby to były sprawy otwarte, o których się mówi i które zobowiązują płeć przeciwną do lojalności, wierności i wdzięczności pod warunkiem kary - ale tak niestety u nas nie jest (chyba że udowodnisz komuś zdradę ale nawet wtedy kara jest zdecydowanie mniej adekwatna do zniszczeń psychicznych).
       
      Kobiety mają na celu 2 rzeczy:
      1. Od młodości dobrze się bawić czyimś kosztem.
      2. Kiedy już minie im ochota na zabawę - założyć rodzinę, czyli złapać kogoś w swoje sidła i próbować żyć dwoma podpunktami naraz - mówię tu o większości, nie o wszystkich.
       
      Są doskonale przekonane o swojej wyjątkowości, z punktu widzenia biologicznego - natura ulokowała nas w pozycji podrzędnej, chociaż zdarzają się przypadki, w których to samica wręcz prosi o kopulowanie z samcem, jednak z powodu nadmiernej ilości adoratorów - zdarza się to stosunkowo rzadko.
       
      O samotnych matkach nie będę nawet pisał - bo forumowa statystyka pokazuje, że to bardzo zły wybór, który generuje dodatkową frustracje u mężczyzn z dobrymi intencjami.
       
      W jednej ze swoich audycji Marek powiedział coś, co pokrywa się z moim poglądem wobec osób, które lubieżnie czyhają nad czyimś ulem (metafora!).
      Od wielu lat, przez pewną kobietę odcinałem się od znajomych, którzy mieli z nią kontakt ale nieoficjalnie. Oczywiście że to głównie jej wina = suka nie da - pies nie weźmie, ale jeśli masz kumpla którego dupa cię adoruję - to licz się z tym że jeśli kumpel o tym nie wie, a się dowie o odwzajemnionym impulsie wobec jego partnerki - kumpla nie będziesz miał - a on związku prawdopodobnie też.
      Czy dużo tracisz?
      Na pewno w swoim środowisku możesz stracić wszystko, ale nie musisz. Jeśli otaczasz się debilami bez zasad, a można to zaobserwować bardzo szybko - to nie, jeśli są to mądrzy ludzie to tak. Ale nie oszukujmy się...
      Nikt też nie będzie darzył zaufaniem (o szacunku już nawet nie wspomnę) kogoś kto za plecami sięga po jego.
    • By Przemo
      Szanowni Bracia, Wysoki Marku!
       
      Potrzebuję porady...
      Razem z partnerką planujemy zakup działki i budowę domu. To jest nasze wspólne marzenie od lat.
      Oboje mamy swoje mieszkania o porównywalnej wartości (oczywiście z kredytami hipotecznymi). Obecnie mieszkamy w moim mieszkaniu, a jej mieszkanie wynajmujemy.
      Generalnie idea jest taka, aby sprzedać jej mieszkanie (aby mieć na wkład własny), rozpocząć procedury odnośnie kredytu hipotecznego, znaleźć odpowiednią działkę i rozpocząć budowę domu. Po przeprowadzce do nowego domu sprzedać moje mieszkanie i nadpłacić wzięty kredyt.
       
      Problem niestety mamy ze zdolnością kredytową partnerki. Ona zarabia połowę tego co ja. Przy liczeniu zdolności kredytowej w przypadku nieformalnego związku, każda strona musi dysponować zdolnością na udźwignięcie raty kredytu (liczy się to jako dwa osobne gospodarstwa domowe). W jej przypadku nie ma takiej opcji, by jakikolwiek bank udzielił jej takiego kredytu.
       
      Teoretycznie rozwiązaniem byłoby sformalizowanie związku (czyli tfu, tfu małżeństwo), wtedy zdolność kredytowa byłaby liczona na jedno gospodarstwo domowe i kredyt bez problemu uzyskamy.
      Ale ja, skrupulatny czytacz i słuchacz Marka, osoba z natury ostrożna i rozważna - wiadomo, że nigdy nie pchałem się i nie pcham się w idiotyczną instytucję małżeństwa. W tej sytuacji mam ciężki orzech do zgryzienia.
      Oczywiście zastanowiłbym się nad ślubem (jeśli miałby to być tylko głupi papierek) w momencie, gdy wcześniej spisalibyśmy intercyzę. Niestety intercyza powoduje, że zdolność kredytowa małżonków znowu jest podzielona na dwa oddzielne gospodarstwa... I kółko się zamyka.
       
      Dlaczego wspominam o intercyzie? Owszem oboje dysponujemy mieszkaniami o podobnej wartości rynkowej. Ale w moim przypadku dochodzi do tego samochód wartości ok. 30 tyś. PLN i sprzęt RTV, AGD o wartości ok. 30 - 40 tyś. PLN. Zarobiłem na to latami ciężkiej pracy i nie jestem skory do oddania tego na poczet "miłości" i związku.
       
      Czy ktoś z Was wie, jak wyjść z tej patowej sytuacji?
      Mimo wszystko wziąć ten ślub i zacząć realizację właściwie jedynego największego marzenia? Czy definitywnie odmówić ślubu i... wymienić partnerkę na taką z lepszą zdolnością kredytową? 😆 (taki żarcik - musiałem ;) )
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.