Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Zaloguj się, aby obserwować  
Hippie

Suplementacja podczas treningu

Polecane posty

Ahoj. 

Jako, że już od dłuższego czasu trenuję i widzę cały czas efekty jednak chciałabym, by moje treningi były ciut intensywniejsze. Chciałabym nie tylko wyrzeźbić ciało ale też nabrać jeszcze więcej siły i wytrzymałości - głównie dlatego, że będę chciała dodać do swojego harmonogramu również treningi sztuk walki. Myślę więc coraz intensywniej o suplementacji, m.in kreatynie by mieć po prostu na to więcej energii i móc szybciej się regenerować. Co sądzicie o tym? Czy ktoś z was ma z tym doświadczenie? 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dobrze sie rozgrzewaj, dbaj o stawy, kolana. Ja zrezygnowałem z suppli. Mam po tym takie syfy, że koniec. 

  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Masza Cóż, nie kontroluję tego jakoś, nawet nie wiem jak, ale białek jem raczej dużo. Jajecznica, jajka na miękko, owsianka, ser zwykły gościć u mnie na śniadanie. Jem też dużo kurczaka i wieprzowiny.  Czy będzie u mnie te 82g białka dziennie( tak jak teraz sprawdziłam w tabelce)... myślę, że spokojnie. ;) 

BCAA nie brałam nigdy, Nawet nie wiedziałam co to jest. ;) Do teraz. :D 

Jestem w tym temacie laikiem dlatego pytam. :) Jedyne co kiedyś brałam to cytrynian magnezu a to jeszcze na początku mojej przygody z trenowaniem. Teraz jakoś tak nie odczuwam potrzeby, nie mam już problemów ze skurczami czy z drgającą powieką jak wtedy. 

@zuckerfrei No ba, to podstawa. :)  Bez rozgrzewki nie zaczynam treningu. przy HIITach nie ma innej opcji bo bez tego można sobie ładne ziaziu zrobić. :D Rozciąganie też robię po treningach obowiązkowo. 

Tak np wyglądał mój dzisiejszy trening:

No ja z tego co czytam to przy takiej kreatynie czy BCAA raczej nie ma efektów ubocznych. No ewentualnie w przypadku kreatyny ponoć występują problemy żołądkowe jeśli organizm ma niską tolerancję. To już myślę, kwestia indywidualna każdego organizmu. :) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Hippie

Pytam o BCAA, bo są bezpieczne i dobrze przyswajalne, więc zapewniłabyś sobie regenerację i przyspieszyła przyrost masy mięśniowej=siły. Z tym, że jednak trzeba pamiętać, że nadmiar białka w diecie wpływa niekorzystnie na nerki, więc nie przesadzałabym ;) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 minut temu, zuckerfrei napisał:

Jaja jedz a nie bcaa... wykreowanie potrzeby... i ktoś kosi hajs. 

Jasne, białko jak najbardziej, jednak jeśli dobrze się gdzieś doczytałam o Hashimoto to uważałabym na duże ilości żółtek, ze względu na większą podatność na występowanie zaburzeń lipidowych.

Edytowano przez Masza

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bcaa to normalne aminokwasy zawarte w każdym białku pochodzenia zwierzęcego :) Kreatyna też jest w mięsie czerwonym, ale w śladowych ilościach.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dlatego, chłopy wywalają żółtka i jajecznica z samych białek! Jeszcze długa droga dziewczyny. Długgggggaaaaaa. 

 

 

Ja się nabrałem na te suple jak chuj, a to bcaa to ściema największa, fakt fiut był większy. Wszytko jest w jedzeniu. 

Edytowano przez zuckerfrei

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Skusiłam się na wypróbowanie BCAA. Biorę już około miesiąca.

Zażywam je w trakcie treningów czyli 3 - 4 dni w tygodniu

Czy widzę jakieś efekty? 

Wydaje mi się, że regeneracja mięśni się poprawiła, sugeruję to po tym, że jeszcze niedawno bym kompletnie zdychała po takim treningu: 

 i na drugi dzień nie mogłabym normalnie usiąść na krześle czy chodzić po schodach. A po regularnym zażywaniu BCAA mogę spokojnie na drugi dzień ćwiczyć bez zaciskania zębów z bólu :P

Być może to głównie zasługa tego, że moje mięśnie się przyzwyczaiły do regularnych ćwiczeń tego typu ale mam wrażenie, że w jakimś stopniu BCAA też robi swoje.  

Dalej to obserwuję.

Zdam jeszcze relacje za jakieś 2, 3 miesiące. 

Zaczęłam robić ćwiczenia z bandą(medium albo hard), zakupiłam sobie też obciążniki na nadgarstki (2x1kg) - zobaczymy jaka będzie regeneracja i progres po takich treningach ;)

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 19.11.2018 o 20:56, Hippie napisał:

 

 

Też tak cieszysz bułę podczas treningu? :D

 

Ja zapodam jednie ciekawostkę, że przedtreningówki typu SAW zwiększają wydolność organizmu, ale raczej nie są zbyt zdrowe.

T5 to przedtreningówka która ma taki skład, że się czujesz jakbyś normalnie się naćpała (pobudzała, uwalniała dopaminę - ale NIE MOŻNA PO NIEJ PIĆ ALKOHOLU). Rzadko stosowałem przed treningiem (zbyt duży wysiłek w stosunku do mojej wydolności powodował, że często brakowalo tlenu) natomiast dobrze robiło się przy niej projekty techniczne czy ogarniało zadania zawodowe ^^

Edytowano przez Profesor Zak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

ja stosuję  póki co to:

81xcHu_pxgL._SY355_88306731-ee2f-43ae-9c

I nie narzekam na nic. :) 

poniżej skład:

Cytat

Nutritional Information Per 9g Serving:
Kcal 30
KJ 126
Protein 7.4g
Carbohydrates 0.7g
Sugars 0.0g
Fibre 0.0g
Fats 0.0g
of which Saturates 0.0g
Salt 0.12g

Nutritional Information Per 100g:
Kcal 333
KJ 1393
Protein 82.7g
Carbohydrates 8.6g
Sugars 0.0g
Fibre 0.0g
Fats 0.0g
of which Saturates 0.0g
Salt 1.42g

@Profesor Zak A bułę to cieszę po treningu, podczas treningu skupiam się na tym by poprawnie wykonywać ćwiczenia a nie stroić ładne miny :P 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

  • Podobna zawartość

    • Przez andi
      Witam! Trenuję już od 3 lat jednak ostatnio nie uzyskuję zadowalających efektów. Moja tkanka mięśniowa popadła chyba w jakąś stagnację. Regularnie trenuję i stosuję dietę wysokobiałkową, jednak wszystko na nic. Powoli zaczynam tracić chęć do dalszych ćwiczeń, najwidoczniej motywacja powoli spada. Znacie może jakieś suplementy, które mogłyby przyśpieszyć rozrost mięśni? 
    • Przez TenTyp
      Witajcie, 
                Może całość zacznę od zarysu sytuacji, w jakiej się znajduję. Mianowicie ważę ok. 125kg przy wzroście 195cm. Powoli będzie mijał miesiąc odkąd chodzę na siłownię, przez ten czas zrzuciłem ok. 1.5kg. Wiem, iż najważniejsza jest dieta, toteż ułożyłem sobie własną, dieta jest ok, na 3200-3400 kcal , licząc 4 treningi w tygodniu oraz biorąc pod uwagę procentowy skład węgli, białka i tłuszczów składających się na te kalorie.
       
                 I teraz tak: na siłownię chodzę od poniedziałku do czwartku o godz. 7 rano, przy czym jeden na 4 treningi (najczęściej środa) to trening cardio. Nie jadam przed treningiem, po przebudzeniu, gdyż raz tak zrobiłem, to o mało co się nie zhaftowałem w trakcie treningu. W związku z tym ok. 22 dnia poprzedniego zjadam na kolację zazwyczaj 2 kromki chleba żytniego, jakiś ogórek, pomidor malinowy oraz 2 gotowane jajka i jakiś twarożek (najczęściej, mam kilka wariantów diety).
       
            Tu dochodzimy do sedna problemu - czy biorąc pod uwagę fakt, iż nie pijam przed treningiem kawy, dobrym pomysłem będzie tzw. przedtreningówka? Potrzebuję rano po prostu kopa (+małego wzmocnienia jeżeli chodzi o sam trening), szczególnie o tej porze roku, stąd moje rozważania. Jeżeli tak, to jakie produkty polecacie? Może jest jakaś alternatywa? Z góry dzięki za zainteresowanie 😁
    • Przez Tamten Pan
      Siema,
      Sprawa wygląda tak: od ponad 2 lat nie uprawiam prawie żadnego sportu (czasami tylko basen), tylko siedzę przy kompie jak ta pizda. 
      Rezultat: psycha siada coraz częściej, przemęczenie umysłowe, coraz ciężej się skupić, schudłem 10 kg.
       
      Zawsze byłem przeraźliwie chudy, mimo tego że jadłem tyle samo co moi równieśnicy (a czasami nawet więcej). Moi rodzice na zdjęciach z młodych lat wyglądają jakby uciekli z Auschwitz - dosłownie, nie przesadzając. Mój ojciec na 2 roku studiów ważył 53 kg. Nakładał po 3 swetry żeby się z niego nie śmiali. Moja mama też, wieszak bez cycków i tyłka. Teraz już wyglądają normalnie, ale mają po 60tce. Dopiero jakoś po 30tce zaczęli tyć i przybierać normalnych wymiarów. Dziadkowie, wujkowie - to samo. Ze wszystkich stron genetycznie chudość, ludzie patyki.
       
      Nieraz mnie bawi jak faceci ważący np. 70 kg rozczulają się nad tym jacy to oni nie są chudzi i w ogóle, ojej, bo chcieliby być Arnoldem a są normalni. Macie naprawdę, kurwa, przejebane.
      Do chuja ciężkiego! - ja RAZ w życiu zdołałem przekroczyć 60 kg żywej masy. Mój rekord to 64 kg przy 177cm, po bodajże 7 miesiącach ostrego treningu na masę, diety i suplementacji, bez żadnego odpuszczania i litowania się nad sobą, praktycznie 0 imprez, picie od święta itd.
      A to było już 4te podejście - wcześniej zaczynałem pracę nad swoim ciałem 3 razy, począwszy od liceum i zawsze musiałem z jakiegoś powodu przerywać (chore zatoki, matura albo egzaminy na studiach, przeprowadzka, problemy z żoładkiem, kontuzja itd). Za każdym razem gdy przestawałem, traciłem masę w ciągu dosłownie kilku miesięcy, czasami tygodni. Np. męczyłem się przez 4 miesiące żeby przytyć 3 kg, później miesiąc przerwy, zapalenie płuc - i jestem jeszcze chudszy niż jak zaczynałem, mimo starań żeby utrzymać dietę.
       
      Mój rozkład przy ostatnim podejściu, ponad 2 lata temu wyglądał tak:
      waga startowa: 55 kg. Waga końcowa, po jakichś 6-7 miesiącach (nie pamiętam dokładnie) - 64 kg. Siła wzrosła chyba 10krotnie. Ważąc 64 kg przy 177 wyglądałem fajnie, było widać mięśnie. Mały dalej byłem, ale zgrabny, taki beach boy. Dużo łatwiej było znaleźć na siebie ubrania w sklepie. Psychicznie czułem się dużo lepiej.
       
      Przerwałem, bo raz źle chwyciłem sztangielkę i coś mi się ostro nadszarpnęło w szyi, myslałem że to wylew albo coś, ból był nieziemski. Przeszło po miesiącu, ale wtedy dopadła mnie angina, później na chwilę wyjechałem na sylwestra na miniwakacje, później zająłem się biznesem i wszystko co wypracowałem poszło w pizdu.
       
      Dieta: jadłem 4 razy dziennie. Około 4000 kcal dziennie.
      Śniadanie: 100-120 g owsianki zmielonej z wodą i 150 g twarogu półtłustego, łyzką miodu i bananem. Taki szejk. Wstawałem specjalnie godzinę wcześniej żeby to wypić. Czasami jakiś omlet z owsianką albo jajecznica, orzechy itd.
      II Śniadanie: np 6-8 kromek razowego z szynką z kurczaka, serem żółtym, masłem albo oliwą i warzywami, albo łososiem, tuńczykiem itd. Ciężko było to w siebie wmusić w pracy po takim śniadaniu.
      Obiad (przedtreningowo): Różnie, zazwyczaj starałem się co najmniej 120 g mięcha i 100-120 g węgli, najczęściej wołowina albo kurczak i makaron, bo ryż mnie nudzi. Ew. kasza gryczana.
      Kolacja (po treningu): Albo kanapki razowe, ew. białe z tatarem i surowym żółtkiem, albo makaron z tuńczykiem i oliwą (porcja jak na obiad, zazwyczja w siebie wmuszałem już ten 4 posiłek), albo łosoś pieczony z ryzem albo makaronem, jak byłem przy kasie, itd. Ogólnie cały mój dzień sprowadzał się do jedzenia, pracy, treningu i spania. 
      Po treningu jeszcze gainer w którym było trochę kreatyny. Do tego witaminki, tran w kapsułkach i inne pierdoły. Kreatyny w pełnej dawce ani BCCA i innych cudów nigdy nie stosowałem, może to był błąd. Trening miałem ułożony z potreningu.pl przez jakiegoś tam łysego trenera.
       
      O siłowni i treningach czytałem MNÓSTWO na sfd.pl i z innych źródeł, ale sukcesu długotrwałego nigdy nie odniosłem. Rezultaty były zawsze, ale efekt jojo ogromny. Po pierwsze - jak tylko przerywam na chwilę - chudnę jak anorektyk na heroinie. Zazwyczaj bez treningów odechciewa mi się jeść, więc staram sie trzymać dietę, ale jeden posiłek gdzieś ospada. Ja ogólnie prawie zawsze mam problemy z apetytem, muszę popijać. Całe życie wszyscy próbowali we mnie wpychać żarcie, bo "ojej on taki chudy, musi jeść więcej" i nic z tego nie wynikało - wszystko wylatywało ze mnie w WC a ja tylko napykałem sobie obrzydzenia do jedzenia. Zazwyczaj ciężko mi skończyć duży posiłek bez popijania. W większości przypadków to praktycznie niemożliwe.
      Pasożytów nie mam, robiłem wszystkie badania, podobno jestem zdrowy, jedzenia się przyswaja. Po prostu szkielet mega chudy i mały, a przemiana materii szalona.
      Mam za to coś podobnego do IBS, co wg lekarza IBSem nie jest. Nie raz po zjedzeniu małej ilości jedzenia czuje się wypchany jakbym zjadł 2 kebaby z sosami i popił 2 litrową colą. Po prostu robi się niedobrze. Innym  razem za to wchłaniam jak wilk i jem szybciej niż przypakowani koledzy, ale to rzadkość. Za to prawie zawsze po jedzeniu burczy mi w brzuchu jakbym zjadl Chewbaccę z gwiezdnych wojen. Słychać jakieś jęki, kruczenie, bulgotanie, straszne rzeczy. Miałem kolonoskopię (2 razy), gastroskopie, różne badania genetyczne, sprawdzali czy nie mam celiakii - NIC! Lekarz nawet nie wie co mi jest. Podejrzewam, że mogę mieć coś z psychiką.
       
      Mam zatem totalny konflikt- z jednej strony znów popadłem w ruinę fizycznie, dzisiaj waga pokazała poniżej 55kg, więc jestem w dupie totalnej, spadają ze mnie najwęższe spodnie jakie był w sklepie. Z drugiej strony po 4 próbach zakończonych ponownym powrotem do bycia chuderlakiem i przy moim podejściu do jedzenia, nie mam w sobie psychicznej siły żeby znów zacząć chodzić na siłownie. Nakupowałem sobie prochów (gainer jakiś tam), do tego kreatynę (bo nigdy nie żarłem, pewnie byłoby dużo łatwiej), BCAA itd. Wszystko to leży w kuchni a ja nie mam siły się zebrac, bo już widzę w głowie że znów będę się męczył (jem bardzo długo, nawet jak jem rzeczy które mi smakują, bo tak się starałem robić, jebać ryż i kurczaka i jedzenie 7 razy dziennie), tracił czas na siłce (robilem krótkie treningu, około godziny ze wszystkim, ale i tak trzeba dojść/dojechać,przebrać się, wrócić itd).
       
      Z jednej strony muszę coś ze sobą zrobić bo to już przekracza ludzkie pojęcie, z drugiej strony - mimo że wiem jak (bo to co robiłem działało - siła rosła, wygląd się zmieniał, przybierałem na wadze, nabierałem kolorków), to nie wiem jak to urzymać. Boje się że później będę chciał np. wyruszyć w jakąś podróż po Azji, dostanę biegunki albo po prostu spędzę miesiąc albo dwa bez plastikowych pojemniczków i skupiania całej energii życiowej na jedzeniu i po powrocie znów będę w dupie. Nie chcę znów stylu życia pod tytułem: "nie biegnę na autobus, bo masa mi spadnie", "stary, nie wpadnę do ciebie o 19 tylko o 21 bo muszę zjeśc 200 g wołowiny i 160 g ryżu")
      Wiem z książki Marka i też trochę z własnych rozmyślań, że żeby się zmienić trzeba siebie najpierw zaakceptować.
      Cóż, ogólnie rzecz biorąc akceptuję siebie, kobietom dziwnym trafem tez się zawsze podobałem (nawet już w podstawówce, kiedy ważyłem chyba 5 kg i byłem najniższy w klasie), kozłem ofiarnym nigdy nie byłem, tylko podśmiechujki sobie ze mnie czasami urządzano, ale nic strasznego. Uważam że przystojny ze mnie suczysyn, ale jak w sklepie nie mogę dostać na siebie innych spodni niż rurkopodobne a i tak ze mnie spadają, albo marynarki nie mogę kupić, bo za wąskie w barach - to już się idzie wkurwić.
       
      Planowałem sobie teraz zrobić taki system, że gotuję raz-dwa razy w tygodniu i zamrażam to co można, później tylko sobie wyciągam, wkładam do mikrofalii i jedzonko gotowe, niemniej jednak - wystarczy choroba, wyjazd - wszystko spada. 
      Nie wiem co robić. Sterydy mam zacząć żreć? 
      Ktoś coś poradzi? PIkaczu?
       
      Jest w ogóle wśród was jakiś patyk który zdołał dojść do normalnych wymiarów (ja nie chcę być duży, mam to w dupie - po prostu chcę wyglądać normalnie i czuć się komfortowo w swoim ciele) i to utrzymać, nie żyjąc jednocześnie jak asceta i dziwak?
    • Przez Marek Kotoński
      Mam trochę książek o ćwiczeniach, sporo czytam i latami ćwiczę, ale przyznam się teraz że kompletnie zgłupiałem i nie wiem co robić. Każdy mówi czy pisze coś innego, a moje doświadczenia z ciałem są zupełnie inne od tego, co zdaniem fachowców powinno się ze mną dziać.
       
      Zacznijmy od budowy ciała. 180cm wzrostu, obecnie 88kg z czego większość to smalec na plecach i boczkach, ręce i nogi szczupłe. Wszyscy mi dają max 75kg, na tyle wyglądam, brzuch jak wciągnę to prawie go nie widać. Od 13 roku życia bawiłem się drążkiem, więc brzuch miałem zawsze bardzo silny, podciągnięcia z czasem opanowałem, od 16 roku życia głównie worek bokserski, tu już na poważnie ćwiczyłem ile dało radę ciało i ćwiczę codziennie w ramach możliwości, nawet te parę minut, by ciało nie zapomniało jak się uderza pięścią. 
       
      Później po rzuceniu palenia przytyłem do 102kg, no i schudłem do chyba raz 84kg, a teraz 88, 87 cały czas. Nie żrę ciastek, czasem pizzę czy kebaba, ale rzadko.
       
      Chciałbym mieć grubsze łapy - większy bic i tric, przedramię też by się przydało, nogi ewentualnie też mogłyby urosnąć, a smalec z tułowia won. Czego ja nie ćwiczyłem... robiłem serie na absolutne wykończenie aż prawie płakałem, by pobudzić mięsień do wzrostu - siedem dni wolnego, jadłem mięcho, zero ciastek, nic. Robiłem ćwiczenia ciężkie, ale nie doprowadzając do zgonu mięśnia, dbałem o regenerację - nic. W końcu ćwiczyłem metodami Tsatsouline (czyli jak trójboiści) na czystą siłę - przypływ sił spory, nic nie urosło za to, bo od tego protokołu nie rośnie nic poza siłą. Brałem L glutaminę, kreatynę, taurynę i masę tego gówna na które przepuściłem sporo hajsu.
       
      To co ja mam teraz zrobić? Przy robieniu masy trzeba żreć, ale nie chcę dodatkowych kg, więc? Jak to ćwiczyć wszystko? Kolana mnie bolą nawet wtedy, gdy schodzę po pochyłym na dół - zresztą ortopeda mi opowiadał, ilu kolesiom robili operacje po przysiadach ze sztangą, nie wspominając o fanach martwego ciągu, a każdy taki cwany że wie jak robić - a później kolana i plecy zniszczone. To samo piszą spece od kalisteniki a ja nie znam nikogo co mocno ćwiczył i by nie miał problemów z kolanami.
       
      Obecnie myślę że spróbuje tak - rozpierdolić łapy do zgonu i 6 dni na regenerację, ale czy jedną serią rozjebać, czy wieloma? Piszą różnie - po co wiele serii, skoro impuls do mięśnia poszedł? Po co go później katować? Zależy mi na razie na masie mięśnia, czyli sarkoplaźmie, siłę później szybko można dobić, to akurat mi się udawało. No ale jak jeść? Czy jak będę jadł mniej, mięsień urośnie? Szaleństwo z tym wszystkim.
       
      Mięśnie skatuję tak - pompki na takich małych (20cm) poręczach z bardzo małym rozstawem dłoni (zależy mi na tricu, klatę mam za dużą) a stopy w górze na krześle - dobić się. Druga seria na wszelki wypadek na poręczach, nogi będę miał na ziemi żeby to dłużej trwało - Ferris pisze że 7 powtórzeń i opuszczanie 5s a podnoszenie łapy też 5s - co ma dać maksymalny efekt na masę, oczywiście do zgonu totalnego mięśnia.
       
      Bicka zrobię przez podciąganie australijskie na jednej z poręczy, bo robi też tył barków przy okazji, i umożliwi mi ten system 7 x 5s na opuszczanie i podnoszenie rąk i zezgonowanie.
       
      Plecy zrobię przez mostki, przy okazji skatuję mięsień dwugłowy, a czterogłowy wolę lekko, bo pójdzie kolano. Dodatkowo jak zwykle szyję, dłonie itd. ale to już poza tym. Chodzi mi o masę na łapach.
       
      Coś mi doradzicie?
       
       
    • Przez Marek Kotoński
      Mam jeszcze dwie doby brania augmentinu, ale jutro trening lekki (50 podciągnięć) i nic więcej, więc chyba nie wezmę krety? Co sądzicie?
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.