Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Witajcie!

Mam pewnien problem. Otóż jakieś 3 miesiące temu zakupiłem na raty smartwatcha. Znudził mi się bardzo szybko i prawie w ogóle go nie użytkuje. Moje pytanie brzmi czy z punktu prawnego mógłbym go sprzedać a raty normalnie spłacać tak jak do tej pory, czy jest to zabronione przez prawo? Umowa nie posiada żadnego zapisu odwołującego się do tej sytuacji. Dodam jeszcze, ze tytuł umowy to „umowa o kredyt na zakup towarów” czyli jak dobrze rozumiem Kredyt nie jest ścisle skorelowany z towarem prawda?

 

pozdrawiam :)

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bank ma w dupie Twój zegarek, hajs ma się zgadzać i no i przecież nie będzie Ci go licytować w razie w. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że nie ma z tym problemu. Bo równie dobrze mogłeś np. zgubić. Tak że będzie dobrze puki raty będziesz płacił w terminie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Ali

 

Odpowiem krótko i na tema: tak, możesz sprzedać ten telefon i spłacać kredyt. Banku to nie interesuje, a firma, w której go kupiłeś już kasę dostała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Możesz sprzedać. Nie mógłbyś gdyby ta rzeczy była zabezpieczeniem kredytu. Można nawet mieszkanie na kredyt sprzedać (tylko wtedy kredyt się przepisuje).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By deleteduser28
      Całość poniżej:
       
       https://www.rp.pl/Unia-Europejska/302129891-Polityka-prorodzinna-Victora-Orbana-splata-kredytu-i-dotacja-na-auto.html
       
      Kolejny "prawicowy" socjalista, klimaty a la pis.  
      Nigdy nie rozumiałem zachwytu niektórych środowisk jego osobą.
       
    • By deleteduser28
      Bank z uwagi na szczególne okoliczności umorzył kredyt, urząd skarbowy potraktował to jako wzbogacenie się, po czym naliczył 130 tys zł do oddania
      + 25 tys za możliwość przesunięcia spłaty.
       
      Państwo opiekuńczo-teoretyczne znowu w akcji. 😍
      Ktoś dobrze podsumował, że skarbówka jest jednym z polskich obozów zagłady...
       
      https://www.donald.pl/artykuly/k2UjmUdA/panstwo-znowu-silne-ale-wobec-slabszych-jak-skarbowka-chce-wykonczyc-patrycje
       
       
    • By Anno
      Hej
       
      Mam pytanie.
       
      Jak wygląda sprawa kredytu pod posiadaną hipotekę w małżeństwie. Nieruchomość jest moją własnością. Posiadałem ją jako kawaler. Czy kwota jaką dostane będzie moją własnością czy częściom wspólna w małżeństwie.
       
      Chciałbym kupić dom. Nie chce brać wspólnego kredytu hipotecznego z żoną.
       
      Pozdrawiam
    • By Imbryk
      Bracia,
       
      oto moja historia, zbierałem się pół roku aby ją opisać.
      Proszę Was o Wasze obiektywne i subiektywne spojrzenie i rady, bo ja już dawno mam zakrzywiony obraz.
       
      UWAGA: Historia jest długa, jeśli nie macie czasu czytać całości, przeczytajcie tylko tytuły akapitów (one naświetlają główne punkty historii) i moje pytania na końcu. Dzięki!
       
       
      Miś spod klosza i myszka doświadczona, po 30-tce, na odległość.
       
      Miś i myszka, oboje po 30-tce, on troszkę starszy, wykształceni, poznają się. Miś jest z domu spokojnego, spod klosza, myszka z domu gdzie się krzyczało, biło i dzieci nie wiedziały czy dożyją do soboty. Misia za to długo utrzymywali rodzice, studiował sobie spokojnie a myszka uciekła z domu i sama zarabiała na wielu etatach i zdobywała w krwi i pocie wykształcenie. Wycofany, usłużny miś spotkał „silną kobietę”, która "wie czego chce i wie dlaczego".
       
      Miś był za granicą, więc myszka do niego latała. Postawiła pierwszy shit-testo-warunek związku "jeśli chcesz ze mną być, będziesz płacił za loty bo mnie nie stać". Miś płacił. W międzyczasie myszki działalność magicznie z miesiąca na miesiąc traciła płynność finansową. Miś był zakochany, zarabiał, płacił za różne wycieczki.
       
      Miś nigdy z kobietą nie mieszkał, więc bardzo tego pragnął. Mówił o tym nieśmiało, ale nigdy nie nalegał. Sam mówił, że może rozważa powrót do Polski aby tylko być z nią. Ona zawsze wtedy mówiła, że mam siedzieć za granicą, do PL nie wracać bo przecież zarobki i kariera. Pewnego dnia po 4 latach myszka powiedziała, że się do misia przeprowadza. Miś był pozytywnie zaskoczony.
       
       
      Nieruchomość pod wynajem na kredyt – współwłasność 50/50 – miś płaci, myszka dogląda remontu
       
      W międzyczasie kupili mieszkanie do remontu na wynajem, jako „wspólny biznes” w Polsce w mieście myszki. Oboje figurują na umowie kredytowej na 30 lat. Nieruchomość na współwłasność 50/50. Tylko miś płaci bo myszka jest  niewypłacalna. 100% zdolności kredytowej pochodzi od misia.
       
       
      Wspólne finanse to zaufanie i miłość, więc myszka pełnomocnik
       
      Po około roku związku po wieelu dyskusjach zgodziłem się, żeby nasze finanse były wspólne, założyliśmy wspólne konta, dałem jej pełnomocnictwa do moich kont, ona założyła polisę na którą oszczędzam miesięczną składkę, będąc tylko uposażonym. Moja wypłata stała się naszą wypłatą, moje służbowe auto stało się naszym służbowym autem. Wahałem się i opierałem kilka miesięcy, ale po którymś argumencie TO NIE JEST PRAWDZIWY ZWIĄZEK jak NIE TRAKTUJESZ TWOJEJ KASY JAK WSPÓLNEJ, oraz że ona nie ma problemu oddawać wszystko co zarabia oraz że kiedyś nie miała problemu i utrzymywała swojego chłopaka. Ale odkąd się poznaliśmy prawie nic nie zarabia. Aha, ona lepiej zarządza kasą ode mnie bo ja kiedyś straciłem na giełdzie.
       
       
      Pracowita myszka – dogląda remontu 3 lata, miś idiota bo się nie zna
       
      Po ponad roku ona często jeździ doglądać remontu, który trwa prawie 3 lata. Kiedy przychodzi do wybierania np. kafelków lub gazrurek, wylewek, szpachli, średnicy kabli. Cokolwiek wybiorę to jej się nie podoba lub twierdzi że jest bezguście. Więc odpuściłem, nie wybieram projektu, wyposażenia, jak pójdzie instalacja - przecież jestem idiotą. Siedzę cicho, nie chcę być wiecznie określany jako idiota, tylko zarabiam i płacę 100%. Mam niepisany zakaz kontaktu z wykonawcami.
      I co wtedy słyszę - ZOSTAWIŁEŚ MNIE Z TYM WSZYSTKIM SAMĄ. Z całym remontem, już nie mogę. Ale kiedy cokolwiek chcę się przyczynić do remontu: CO TO ZA IDIOTYCZNY POMYSŁ, POMYŚL 2 RAZY ZANIM COŚ POWIESZ ALBO SIĘ ZAMKNIJ. To się zamykam, bo nigdy nie wiem czy mój pomysł jest idiotyczny. (logiczny, mam wyższe techniczne plus doświadczenie życiowe, ja się nie znam, ale znajomi i eksperci się znają, więc ich pytam, ale oni przecież gówno wiedzą zdaniem myszki).
      Więc się zamykam i płacę 100%. A więc znowu zostawiam ją z tym samą. Kurwa nie mogę :/
       
       
      Myszka co dzień zła, miś przeprasza i spotyka stado terapeutów
       
      Myszka jednak od początku się często złościła. Złościła się na misia, że nie jest dość uważny, nie obdarza atencją, nie słucha. Kobiety należy uważnie słuchać, zapamiętywać, miś nie słucha. Nie jest słuchaczem. Miś czuł się winny, dużo czytał o słuchaniu kobiet, chodził na terapię. Oczywiście to nie pomagało. Ja nie potrafię słuchać tak jak ona chce.
      Przyjaciele od lat mówią mi jaki jestem empatyczny. Ona natomiast uważa mnie za nieempatycznego już od samego początku. Miałem się uczyć empatii. Wyszukała i poleciła mi 100 artykułów psychologicznych i 20 książek do przeczytania na początek związku, żeby w ogóle być zdolnym do związku. Od tego momentu, już parę lat właściwie codziennie dostaję jeden do kilkunastu linków do fejsików "psychoterapia na co dzień", artykułów "8 cech udanego związku" i blogerów "będę dojrzałym mężczyzną, oprzyj ją o ten pieprzony blat". Mam czytać codziennie, mamy prenumeratę pism psychologicznych. Ja opłaciłem.
        
      Sama chodziła na terapię, ja też mam chodzić, aby pozbyć się „pojebanej więzi z matką i ojcem, która niszczy nasz związek”. To chodzę, już z dziesięciu terapeutów, zmieniam ich bo żaden nie zaobserwował tego „gówna, które w sobie mam”.
       
       
      Ruchando najpierw słabe, teraz całkiem spoko
       
      Seks na początku był problemem, bo miałem stosunkowo (hehe) małe doświadczenie w porównaniu do niej i niepewność siebie. Na początku sfrustrowana porównywała mnie do swoich niezliczonych bolców, działało mi na psychę. Po paru latach już się wyluzowałem i poćwiczyłem technik, jest naprawdę dobrze. Jedziemy bez gumy, ona się bardzo pilnuje bo nie chce mieć dzieci never ever.
       
       
      Ewolucja kłótni – od „jestem zła” do plaskaczy w ryj
       
      Pierwsze kłótnie były o tym, że zapominałem coś z jej słowotoku i na następny dzień ona była na mnie zła że nie słucham, olewam, mam w dupie.
      Następne, że nie jestem empatyczny, bo jak byłem tamponem emocjonalnym, to nie potrafiłem odpowiednio dobrać odpowiedzi i ją to wkurwiało ("nie chcę twoich rad").
      Kiedy próbowałem się bronić, prostować, dyskutować, mówiła "idź do swoich pojebanych matki i ojca i wyżywaj się na nich."
       
      Kolejne kłótnie były w stylu "skoro taki jesteś pojebany to ja nie chcę z tobą być, wypierdalaj!". To ja pakuję graty, daję torbę do przedpokoju, idę po ostatnią rzecz. A ona wtedy bierze moje graty, ciska je na środek mieszkania i mówi, nie wyjdziesz stąd dopóki się nie dogadamy. I tak wiele lat, aż do dzisiaj. 
       
      Tylko że doszło bicie, plaskacze na twarz. Jak czasem czytam "bądź wobec niej stanowczy" - to jestem stanowczy, stawiam granice i właśnie wtedy dostanę z całej siły w ryj. Jak idziemy spać wieczorem i ona stwierdzi że jestem pizdą (bo nie wyznałem jej miłości po grób), to mam wypierdalać do drugiego pokoju, co czynię z radością (ukrywaną). Po kilku minutach przychodzi do pokoju, ściąga mi kołdrę i zaczyna dyskutować czy się zmienię, czy wreszcie będę empatyczny. I tak np. do 3 w nocy kiedy ona padnie z wyczerpania, a rano idę do pracy.
       
      Inne sytuacje: gdy jesteśmy w rozjazdach, wg niej coś zrobię źle, każe mi spierdalać i się rozłącza. To ja myślę "skoro mam spierdalać, to spierdalam, rozłączyła się, to niech zadzwoni jak będzie chciała, i niech wreszcie znajdzie kogoś dojrzałego". Mnie to boli, przestaję się odzywać na dzień, dwa, tydzień. A przecież w DOJRZAŁYM ZWIĄZKU NA DOBRE I NA ZŁE należy pierwszemu wyciągnąć rękę.
      Tą ciszę z mojej strony ona uznaje za PASYWNĄ AGRESJĘ i ZNĘCANIE SIĘ PSYCHICZNE, a więc MOJĄ PRZEMOC wobec niej. Więc ma argument, że od 4 lat stosuję na niej przemoc i agresję. Kiedyś napisała mi mejla z chyba 30 stronicami analizy mojej przemocy pasywnej, z odnośnikami i kopiami artykułów i zaznaczonymi fragmentami co mnie szczególnie dotyczy.
       
       
      Przykłady psychomanipulacji od „mój grubasku” do „zniszczę ci życie, będziesz cierpiał”
       
      Codzienną, stosowaną wielokrotnie jej psychomanipulacją jest "zostawiasz mnie samą?". Rano jak idę do pracy zostawiam ją samą. Jak wracam późno z pracy bo długo pracuję plus korki - zostawiam ją samą. Gdy nie dzwonię, nie poślę serduszka co parę godzin to ją olewam i zostawiam ją samą.
       
      Inną codzienną manipulacją jest mówienie: „grubasku” bo mi urósł bebech, przy czym schudłem 10 kg i ważę poniżej 70kg. Straciłem białko, zyskałem tłuszcz. Oraz „staruchu” bo byłem po 30-tce a teraz dobiegam 40-tki. Co-dzien-nie po kilkanaście razy. Gdy nie życzę sobie tego – mówi mi żebym wyciągnął kija z dupy bo nie mam dystansu.
       
      "Oddaję ci przemoc, którą mi zrobiłeś" - wg niej: przez cztery lata zawiniłem pasywną agresją, okłamałem ją że kocham, oświadczyłem się a nie dałem pierścionka, znęcałem się nad nią ekonomicznie, itd... a więc ona ma święte prawo stosować każdą przemoc "tak jak ja to robiłem", ale również na swój sposób: włączając krzyki i bicie przez "kolejne 5 lat albo dłużej, bo zasłużyłem na to, bo musi mi oddać ten ból, który jej sprawiłem."
       
      „Zabiję się”. Śledzę Forum od prawie roku i miałem świadomość, że laska może zagrozić samobójstwem. Z moją nie było tak źle, bo tego nie robiła. Aż do pewnej rozmowy tel, gdzie znowu "zraniona przeze mnie niedojrzałego" mówiła że właśnie wchodzi na balustradę balkonu na 20 piętrze i zaraz wyskoczy. Cóż, świadomy manipulacji (dziękuję Bracia Samcy!) powiedziałem aby tego nie robiła, następnie przeczekałem w ciszy aż skoczy. Następnie kontynuowaliśmy rozmowę.
       
      Groźby - jak była w apogeum złości, groziła że zrobi mi z życia piekło, że mnie zniszczy, że dopilnuje żebym cierpiał. Ponieważ mamy razem kredyt i jest współwłaścicielką mieszkania, powiedziała raz że ma całą moją finansową przyszłość w garści i żebym się dobrze zastanowił. Albo że idziemy do notariusza abym podpisał weksel by płacić jej alimenty za stracone lata kariery. Lub "tak łatwo się mnie nie pozbędziesz" - i w to jej wierzę najbardziej.
       
      Ona chce żebym asertywnie WYZNACZAŁ JEJ GRANICE, ale kiedy wyznaczam – mówi żebym spierdalał i nie mówił jej co ma robić. Mówię "nie nazywaj mnie idiotą, bo mnie to boli", ona: "ale ty jesteś idiotą".
       
      Największa jazda do tej pory, miś nagrywał – wyszło na jaw
       
      Od roku nagrywam jej krzyki. Kiedyś miała takiego focha-maxi, byliśmy u znajomych w połowie trasy. Przy wyjeździe siadła na fotelu kierowcy (moje służbowe, ale zawsze prowadzimy na zmianę) i powiedziała że nie ruszymy w trasę dopóki nie oddam jej portfela i telefonu. Bo ona ma już dość mojej kontroli, mam oddać kontrolę. Ja mówię: nie oddam MOICH PRYWATNYCH rzeczy. Siedziała tak do 3 w nocy, aż nie wezwałem policji i przesiadła się tylko wtedy, gdy zagrozili że oboje nas zabierają na dołek.
       
      Nagrywałem jej zachowania, ona mówi że one są odpowiedzą na moje zachowania. W toku dyskusji oddałem jej telefon, zobaczyła nagrania. Podałem jej hasła do moich kont mailowych, aby upewnić się że nie mam kopii. Przestała mi ufać.
      Jedno z nagrań i zrzut ekranu jej wiadomości z mojego telefonu przesłałem do przyjaciela (byłem nieźle wystraszony, nie miałem pojęcia co robić). Jak to zobaczyła, powiedziała że mnie oskarży o zniesławienie i przekazywanie prywatnej korespondencji.
       
      Kiedy ona na mnie z łapami, łapię za nadgarstki – natychmiast mi je pokazuje mówiąc: zaatakowałeś mnie, patrz będę miała siniaki. Wtedy zaczynam się bać.
       
      Nocne rozmowy o dozgonnej miłości, miś nie wie co czuje więc dostaje w ryj aż poczuje miłość
       
      A więc złamałem się i zacząłem kłamać wprost.
       
      Ona: "Czy widzisz mnie ze sobą za 40 lat?"
      Ja: "Nie widzę"
      Ona: „Widzisz się z inną kobietą?”
      Ja: „Nie, chcę być sam”
      Ona: (jebie mnie w ryj kilka razy)
      Ona: "Nie wkurwiaj mnie, nie dawaj ponieść się emocjom. Każdy człowiek potrzebuje być w związku, taka jest Twoja natura"
      Ja: „Ale ja…”
      Ona: jebie mnie w ryj i mówi: „Dobrze się zastanów zanim cokolwiek powiesz, waż słowa”
      Ja: przebłysk rezygnacji, w końcu mówię:"Tak widzę, widzę nas jak się starzejemy razem"
      Ona: „Naprawdę tak myślisz czy tylko bo cię uderzyłam i się znowu mnie boisz?”
      Ja: „Naprawdę tak myślę”
      Ona: uspokaja się i mówi "Mam dosyć tych kłótni, jestem zmęczona. Nie możesz od razu po prostu powiedzieć, słuchaj kocham cię i chcę spędzić z tobą życie - czy to tak trudne?"
       
      Teraz wyjechała na tydzień, jest wesoła, wyznaje mi miłość. Ja - czuję, że muszę być dwulicowy, obiecywać jej co ona chce usłyszeć, bo inaczej będę dostawał po ryju, nie będzie pozwalała mi spać w nocy przed pracą, będą wielogodzinne nocne awantury z gnojeniem mnie aż nie przyznam że kocham i chcę spędzić z nią życia, szczerze. A jak się rozstaniemy do dopilnuje aby mnie zniszczyć prawnie.
       
      Z obserwacji wnioskuję że ona jest mi wierna, zapierdala z remontem, dogląda, planuje, wybiera, pracuje nad czymś tam zawodowo. Od roku co ok. dwa tygodnie jednak wykrzykuje mi, że mam się zmienić bo ona chce mnie rzucić. Mój wniosek: to JA jestem chujowy i nie spełniam jej potrzeb. Jak mówię, to idź wolna – to ona że jest ode mnie zależna finansowo i mieszkaniowo, że zrezygnowała z życia, że nie będzie łatwo wrócić do jej kariery, zarobków itd. Poza tym że bardzo mnie kocha, nad życie i że nasz związek przetrwa, bo to zalezy ode mnie, tylko muszę odpowiednio mocno pracować W KAŻDEJ MINUCIE.
       
      Psychicznie czuję presję. Już nawet wewnętrzną, do kłamania, mówienia że naprawdę chcę spędzić z nią życie. 2 lata temu naprawdę chciałem.
       
      Jaka ona jest naprawdę?
       
      W przerwach między tymi jazdami jest (bez ironii!) przykładną kochającą, gospodarną, rozsądną, oczytaną, inteligentną kobietą, robiącą pyszne i wartościowe śniadania, obiadki, kolacje, pierze, gotuje, sprząta, pracuje ile może na odległość, dogląda domu, dogląda remontu w Polsce. Jeśli o to chodzi, jest wspaniała i pracowita.
      Chce abym rozwijał moje pasje, abym robił karierę.
      Mówi, że jakbym nie był taką pizdą to ona by była taka zawsze.
       
      Objawy NIE wskazują na zaburzenie osobowości borderline. Nie wykluczam też że ze mną jest coś nie tak skoro z nią tyle jestem, jednakże wiem że przeszedłem pranie mózgu.
       
      Pytania:
       
      1. Co naprawdę mi grozi ze strony prawnej, jeśli powiem że odchodzę 
      - mamy tu za granicą związek partnerski, mieszkamy razem (w Polsce nieuznawany, prawda?)
      - o co może mnie faktycznie oskarżyć i posądzić, jakich dowodów potrzebuje
      - w jaki spoób konkretnie może mnie "zniszczyć" lub "zgotować piekło"?
      - czy ona może się tam w Polsce zameldować i do śmierci jej nie wyrzucę?
      W Polsce mamy:
      - mieszkanie współwłasność 50/50, wartość kilkaset tys.
      - kredyt hipoteczny na lokum i remont, kilka umów pożyczek bo nie starczyło kredytu, wszystkie brane wspólnie
      - pełnomocnictwa notarialne nawzajem dot. mieszkania i zawierania umów z lokatorami, firmami remontowymi, kontaktów z urzędami, odbierania korespondencji poleconej
       
       
      2. Jakie są najgorsze scenariusze?
      Np. nie spłacam rat, komornik przychodzi i licytuje nieruchomość, co może zabrać?
      Np. jedziemy bez gumy oskarża mnie o gwałt, policja i ja do pierdla
      Jakie jeszcze? (mam pustkę w głowie)
       
      Rozstanie i osobne mieszkanie tu za granicą jest trudne – musiałbym się wyprowadzić i ZNOWU PŁACIĆ kolejne lokum, nie stać mnie, jestem co miesiąc spłukany ratami za kredyt i remont i kosztami życia.
      Jeśli ja ją wyrzucę z meblami, roślinami i zwierzętami, to ona w odwecie może mnie jakoś zniszczyć.  Musiałbym ją przeprowadzić do Polski z powrotem i zapewnić utrzymanie. Tak to widzę.
       
      3. Jak sobie psychicznie radzić z tym, że nie kocham jej, że nie wierzę już w miłość, chcę się pozbyć tej kobiety i żyć już sam, robić karierę, cieszyć się życiem, odzyskać radość życia którą zawsze miałem zanim ją poznałem - ale jednocześnie boję się że ona coś mi zrobi póki żyjemy razem, więc obiecuję jej życie do grobowej deski - i się zapętlam sam.
      Jak być jak James Bond?
       
       
      Bracia, jak odzyskać jaja? 
      To że jestem niehonorową, niezdecydowaną pizdą to już wiem. Nie żałujcie opinii i rad.
    • By Perun82
      https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/dlugi-mlodych-polakow-raport-krd-marzec-2018/t0w6l53
       
      Młodzi Polacy mają więcej długów. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że osoby w wieku 18-25 lat mają 535 mln zł długu. Na liście dłużników znajduje się 152 tys. takich osób. Główny powód to niespłacane pożyczki, nieuregulowane rachunki za telefon i mandaty za jazdę na gapę.
       
      Homo economicus made in Poland
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.