Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Trevor

Napier****łem się w pracy

Polecane posty

Daje do działu survivalu choć to raczej survival miejski bo w pracy. Dzisiejszy dzień w pracy był inny niż zwykle. Przyszedłem do hotelu, fakt jakiś ten dzień był nieciekawy deszczowo ciemno z humorem słabo. W pracy był typ którego bardzo nie lubie od jakichś 2 tygodni. Jestem nowym pracownikiem, i cokolwiek się nie zapytam ten z nerwami że dlaczego tego nie wiem nic na spokojnie nie wytłumaczy (nie miałem szkoleń i tak naprawde wszytko robie doraźnie według potrzeb), ciągle jakieś podchody próby trzymania mnie pod butem etc. Typ ciagłe nerwy fochy ewidentnie próbował zrobić ze mnie kogoś kim mógłby pomiatać (ma większą wiedzę i wykorzystywał to przeciw mnie ciągle starając sie postawić mnie w negatywnym świetle - aż zaczałem chodzić w pracy w lekkim stresie). Któregoś dnia powiedziałem mu że ma mnie szanować i że w ten sposób nie będziemy rozmawiać, za to możemy zacząć rozmawiać inaczej jesli tylko sobie tego życzy. Powiedziałem to stanowczo patrząc mu prosto w oczy z lekką nutką groźby. Sprawa myślałem zakończona, ale nie ciagłe podchody non stop to samo. Dzisiaj zadzwonił alarm (dźwięk podobny do niczego więc mu mówie że nie słyszałem tego alarmu nikt mnie nie szkolił jak to działa i jak mam sie zachowywać i że może by ustawili jakieś normalne dźwięki a nie jakies pierdnięcia. Typ nie wytrzymał, i idzie na zaplecze. Ja za nim i mu mówie stary tak nie moze być że my ciągle jakieś nieporozumienia mamy trzeba z tym skonczyć, a typ że "KURWA COS TAM". No to ja mówie tylko nie kurwa bo rozmawia... i w tym momencie typ wstał i mnie walnął pięścią w twarz. Przyznam że mnie to zaskoczyło, ale o dziwo wcale nie bolało. Typ do mnie z ryjem (zamiast iść za ciosem) co mi dało te 3 sekundy żeby przetrawić co sie dzieje. Sobie myślę nikt mnie bić nie będzie no to hajda na niego. Przyfasoliłem mu 2 buły na ryj a potem sie schylił no to go okładam po tyle głowy (mogłem po nerach lać) tak napierdalałem że wybiłem sobie mały palec (aż mi ręka teraz spuchła - ewidentnie trzeba popracować nad techniką ;) ). Typ chwile odszedł to sobie myśle może odpuści a ten znowu do mnie z ryjem no to mówie na głos że z większymi kozakami miałem do czynienia, i wtedy ktoś wszedł i sie rozeszło. Powiem wam że to pierwsza taka sytuacja jaka mnie spotkała ale cieszę się bardzo że tak sie stało. Teraz typ dostanie dyscyplinarkę a ja w końcu będe mógł pracować z ludźmi którzy bedą  się w miare normalnie zachowywać. Jutro rozmowa z szefem. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Trzymajcie kciuki.

  • Like 16
  • Dzięki 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Trevor napisał:

Teraz typ dostanie dyscyplinarkę a ja w końcu będe mógł pracować z ludźmi którzy bedą  się w miare normalnie zachowywać.

Nie chcę być złym prorokiem, ale po napiedalance wzajemnej to z dużym prawdopodobieństwem albo obaj zaliczycie wylot, albo Ty spadniesz z rowerka.

 

Jakbyś po pierwszym strzale z jego strony poleciał z płaczem do kierownictwa i zawezwał organa ścigania, to Twoje szanse na posunięcie gostka wynosiłyby jakieś 99%.

A tak...

 

Nikt nie chce w pracy mieć agresywnych ludzi...

  • Like 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Stary_Niedzwiedz

Szczerze mówiąc Chuj z tą pracą, @Trevor zachował się jak facet i czy go zwolnią czy nie, będzie miał to w dupie natomiast wrażenia i duma na całe życie :) 

Oczywiście mógł to inteligentnie załatwić ale czasem po prostu trzeba się napieprzać, nawet jakby przegrał to by być może zaczął trenować itd. To jest męskość a pójście do kierowniczki (czyli takiej mamy) jest mądrym zagraniem ale nie męskim.

Ja jestem za rozwiązaniem autora wątku, trzeba być facetem, takie sytuacje budują charakter. A robotę zawsze se inną znajdzie.

 

Pozdrawiam.

Edytowano przez SzatanKrieger
  • Like 9
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

On jako starszy pracownik będzie miał większe szanse, że zostanie. Ty jako nowy i do tego rozrabiaka prędzej się spodziewaj wylotki. Chociaż zależy jeszcze co to za firma i jaka branża.

 

Będąc szefem zostawiłbym starego i doświadczonego pracownika a nie nowego co robi afery. Sorry ale taka prawda.

 

Nie zmienia to faktu, że na Twoim miejscu też bym mu obił twarzoczaszkę.

  • Like 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzięki Panowie. Wiecie... Rozwaliłem sobie rękę ale czuje sie świetnie. To co mnie spotkało to powiem szczerze dar. Nawet jeśli stracę prace. 

19 minutes ago, Stary_Niedzwiedz said:

Nikt nie chce w pracy mieć agresywnych ludzi...

Ja ciągle wykazywałem opanowanie, ale bronić się trzeba. Gość bez niczego wstał i walnął mnie w twarz pięścią. Są pewne granice. Cieszę się że dzisiaj życie rzuciło mi takie wyzwanie (choć wcale się o to nie prosiłem). 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gratuluję z całego serca. Być może nie utrzymasz tej dziadowskiej roboty, ale utrzymasz własną godność i poczucie szacunku dla samego siebie.

 

Bardzo dobrze że mu przyjebałeś, jak szef Cię zwolni proponuję powiedzieć o sądzie pracy, powiadomieniu mediów że w pracy biją pracowników, oraz o uszkodzeniu dłoni i pójściu na policję.

 

Nie może być tak, że nowo przyjętego jakiś frustrat atakuje i stalkuje a firma nic nie robi.

  • Like 10
  • Dzięki 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
4 minutes ago, Marek Kotoński said:

Bardzo dobrze że mu przyjebałeś, jak szef Cię zwolni proponuję powiedzieć o sądzie pracy, powiadomieniu mediów że w pracy biją pracowników, oraz o uszkodzeniu dłoni i pójściu na policję.

Dzięki za sugestię. Zobaczę jak pójdzie rozmowa, ale będe miał to w pamięci. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, SzatanKrieger napisał:

zachował się jak facet i czy go zwolnią czy nie, będzie miał to w dupie natomiast wrażenia i duma na całe życie :) 

Oczywiście mógł to inteligentnie załatwić ale czasem po prostu trzeba się napieprzać, nawet jakby przegrał to by być może zaczął trenować itd. To jest męskość a pójście do kierowniczki (czyli takiej mamy) jest mądrym zagraniem ale nie męskim.

Dobrze piszesz. Nie wiem co ja bym zrobił bo w podobnych sytuacjach czasem traciłem kontrolę i w ruch szły pięści. Wg mnie faktycznie lepiej frajerowi na miejscu rozwalić ryj, oddać na co sobie zapracował przy okazji zachowując męską godność. Doniesienie na kogoś to pozostanie w roli bezbronnej ofiary, która musi prosić o pomoc, to pewien rodzaj poniżenia. A tak... zgniótł robala aż miło.

 

Z drugiej strony nie byłem w tej konkretnej sytuacji tylko przeczytałem przebieg zdarzeń leżąc sobie w stanie relaksu. I z tej perspektywy, biorąc to na chłodną logikę większy sens ma zgłoszenie gościa. Bo powiedzą "masz narzędzie w postaci opowiedzenia nam o zajściu, nie musiałeś nikogo bić. Nie chcemy tu agresywnych ludzi". Cholera wie jak to się skończy...

 

W każdym razie popieram Brata @Trevora. Oby się wszystko dobrze skończyło. Trzymam kciuki.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Niestety, ale prawda taka że winni jesteście oboje, więc obojgu się oberwie, Tobie może nawet i gorzej, bo starszy pracownik to starszy pracownik. Do tego może to i Ci utrudnić sprawę w przyszłości, wiem że to nie te czasy gdzie jak nie ten pracownik, to inny - bo ręce do pracy na wagę złota. Ale jednak gdyby fakt że szukasz nowej pracy, bo w poprzedniej brałeś udział w mordobiciu, poszedł za Tobą, to może Ci to trochę uprzykrzyć życie. Teraz takie pojebane czasy że zachowanie się niemęsko, jak pizda - czyli brak reakcji, pasywność i polecenie z płaczem do kierownictwa przyniosłoby owoce i oceniane jest jako "pozytywne", heh. Dawniej jak faceci mieli jakiś problem, dali sobie na przerwie, czyli jako prywatni, nie "firmowi", po ryju, wytłumaczyli sobie to i owo i był spokój, a i jak kierownik miał fantazję to miał wyjebane bo gruntem było to, co by w "chlewie" "świnie" się nie żarły.

 

Reakcja jak najbardziej prawidłowa, ja nie potrafiłbym sobie samemu spojrzeć w oczy gdybym znalazł się w identycznej sytuacji, nie oddał a poleciał z płaczem jak cipa do góry.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam dość mieszane uczucia, mimo, że rozumiem Twoją sytuację @Trevor jak najbardziej, ale na miejscu szefostwa pozbył bym się Was obu. Potrzebny mi jeszcze trup w firmie. U szefa powinieneś być z tym problemem na długo przed "napierdalaniem w potylicę". W tym momencie raczej nie poklepię Cię po plecach gadając o honorze i dumie męskiej, bo IMO jest zupełnie odwrotnie - nie żyjemy już w jaskiniach, gdzie bez konsekwencji można było kogoś zdzielić maczugą albo było to wręcz pożądane. Gadamy wciąż o ponoszeniu odpowiedzialności własnych decyzji co w tym świetle jawiłoby się jako zwyczajne pierdolenie.

 

Opowiem Ci pewną historię. Ze dwie dekady temu tankuję na stacji benzynowej. B. siedzi obok. Po zapłaceniu wsiadam i chcę odjechać ale napatoczyło się dwóch podpitych gości, jeden taki chudy, wysoki patyczak a drugi koleś, niewysoki w dodatku szerszy niż wyższy. I ten mały obleśnie przyssał się do bocznej szyby jak glonojad jęzorem oblizując z namaszczeniem szybę w kierunku B. Szlag mnie trafił i wysiadłem z auta bo już samym tym swoim oblechostwem mnie rozjuszył. Mała szarpanina się wywiązała, gość dostał w splot i zgiął się w pół. Nosiłem wtedy glany, ciężkie buty z kutymi blachą, grubymi zelówkami i metalowymi czubami pod skórą. Ciężkie w cholerę. Jak był zgięty, wymierzyłem w kierunku jego głowy kopa i tylko poczułem szarpnięcie, odstrzeliwujące do przodu guziki rwanej koszuli i trafienie buciorem w powietrze. B. mnie szarpnęła za szmaty w tył. Gdyby nie to, pewnie pisał bym to dzisiaj z celi. 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Brawo @Trevor masz prawo się bronić, w pełni popieram Twoja postawę, jesteś młody i bystry na pewno znajdziesz inną pracę, choć moim zdaniem zostaniesz w firmie, dawałeś gościowi szanse aby rozmawiał z Toba w ludzki sposób, nie wywiązywał się z tego i jeszcze Cię pierwszy uderzył, koleś ma mieć świadomość raz na zawsze że jak Cie tknie to może liczyć się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

 

 

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Rnext Zgadzam się z tym co piszesz, ale gdzieś jest ta granica. Chyba mam prawo do obrony. Dałem gościowi szanse zachować sie jak trzeba nawet podczas bójki bo na chwilę odpuściłem myśląc że sie opamięta. Ewidentnie gość nie dawał sobie rady z emocjami w pracy, ale czy ja mam za to odpowiadać? Czy ja mam ciagle schylać głowę bo ten gość do tego dążył żeby mieć we mnie takie popychadło. Ja nawet z ni gadać nie chciałem. Ciagle sie do mnie o coś uwalał. Jak mi coś zaczynałtłumaczyć to dopytywałem dlaczego tak tłumaczyłem że jestem nowym pracownikiem nikt mi tego nie tłumaczył. Ciągle nerwy, pogardliwe teksty  (raz do mnie powiedział że jak nie znam jakiejś popularnej strony to skąd ja jestem z buszu?) No ludzie jakieś elementarne zasady powinny obowiązywać. W pracy nie musimy się kochać. Wystarczy sie zająć sobą, i swoja robotą.

 

Z punktu widzenia pracodawcy zatrudnił gościa który emocjonalnie nie radzi sobie z pracą przerzucając nerwy na innych. Wiadomo każdy może mieć gorszy dzien itd ale to jest dopiero początek problemów tego pracodawcy jesli zostawi tego gościa. Moim zdaniem wpływa to na atmosfere w pracy (przerzucanie sie nerwami wzajemnie i nakręcanie się), i w efekcie nawet klienci to zauważają bo czytałem ostatnie wpisy w opiniach w internecie i pojawiają sie głosy niezadowolenia na opryskliwośc poszczególnych jednostek.

Edytowano przez Trevor
  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Rnext  Masz rację i dobrze, że to kobieta zrobiła 🙂 czyli Cię odciągnęła ale spójrz ona nie jako spowodowała tą sytuację pośrednio, poprzez swój atrakcyjny wygląd ale również ona tą sytuację zakończyła nie jako, to jest różnica dla wewnętrznego dziecka wewnątrz Ciebie - które po prostu nie ucierpiało, najwyżej może troszkę ale to taka rana na kilka dni.

Oczywiście całe szczęście, że do niczego nie doszło i dziękować Bogu/Bogini za to jednak tutaj, sytuacja była typowo męsko/męska. Jakiś frustrat się wyżywał na nowym koledze w pracy to zamiast ogarnąć swoje emocje to się wyżywał, trafiła kosa na kamień a koniec końców bardzo możliwe, że to nim wstrząsnęło i też mu dobrze zrobiło.

Gdyby @Trevor nie zareagował jak zareagował jego wewnętrzne dziecko by ucierpiało. Wiadomo jest to ciężka sytuacja do oceny i masz rację, że nie jesteśmy w erze "maczug" ale "maczugi" pozostały w nas :) 

 

Pozdrawiam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zgłosiłbym sprawę, najpierw przełożonemu, potem obdukcja i sprawa na policji, no i L4, koniecznie wizyta u dentysty, może neurolog...bóle i zawroty głowy po uderzeniu, podwójne widzenie - szpital i obserwacja.

Koszty pokrycia leczenia zabolały by go bardziej, np. wyszczerbionych czy ukruszonych zębów - podciągnął bym pod to zdarzenie co się by dało....

 

A w ryj dostałby po pracy bez świadków, po moim zgłoszeniu, tak by ewentualne jego zgłoszenie zostało potraktowane jako odwetowe za moje i zlane ciepłym moczem.

  • Like 4
  • Dzięki 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak skojarzylem 3 fakty:

- Polska

- napierdalałem się (tytuł)

- survival w terenie (dział)

To pierwsze co to parsknałem śmiechem 😆

Jednak gdy ustał śmiech to pomyślałem, że doskonale Cię rozumiem. W mojej poprzedniej pracy, gdzie zarabiało się w dodatku grosze też był taki typ i też ja byłem nowy a on tam długo pracował i ciągle się przyczepiał. Psychicznie jest to bardzo meczace, więc kiedyś jak mi puściły nerwy to go zbluzgałem, żeby spierdalał. Oczywiście to podziałało tylko na krótką metę. Po czasie znów zaczął i bardzo możliwe, że też kiedyś byśmy się poszarpali ale.. na szczęście znalazłem w międzyczasie lepszą pracę. 

 

Wg mnie postapiłeś dobrze.

  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Trevor jestem za Tobą ale życia podobnie jak @SzatanKrieger to Ty jeszcze nie znasz. Ja bym poleciał do kierownika itd i uskutecznić to o czym pisze Marek plus obdukcje - papier w tym systemie musi byc. Wpiedol i to solidny gość miałby załatwiony po pracy. I nie rzucam tu pisma na wiatr. Nie nadstawiam drugiego policzka, wpierdol po pracy też sie liczy. 

 

 

Dwa. @Trevor jesteś takim nieogarem, że wszytko tłumaczysz, że nie szkolił, nie pokazał, a gdzie zdrowy rozsądek, obserwacja, wyciagnięcie wniosków, aby praca była łatwiejsza przyjemniejsza.  

 

 

@wojkr mistrz - teraz dopiero przeczytałem. 

Edytowano przez zuckerfrei

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
8 minutes ago, zuckerfrei said:

Dwa. @Trevor jesteś takim nieogarem, że wszytko tłumaczysz, że nie szkolił, nie pokazał, a gdzie zdrowy rozsądek, obserwacja, wyciagnięcie wniosków, aby praca była łatwiejsza przyjemniejsza.  

Dobra jestem nieogarem pracowałem 3,5 roku w banku rok robiac przelewy na setki milionów gdzie padały systemy i dzwoniło sie nawet do estonii żeby sie dowiedzieć czy im linia padła, na help desku z olbrzymią ilością informacji zwalających mi sie na głowę, ciągłe nerwy i sranie krwią, ale ile można tak żyć w ciagłym pędzie. Fakt wolno sie uczę, ale kumuluje wiedze i świetnie łacze fakty jak ta wiedza mi sie uleży. Zazwyczaj jak odchodziłem z pracy i tłumaczyłem nowemu jak ma ogarniać to co ja ogarniałem to ludzie byli w szoku że tyle wiem. Nikt nigdy mnie o nic nie pytał kazdy pozował na wszystkowiedzącego a prawda była taka że wiekszość nawet bała sie zapytać. Robiłem błędy (czasem celowo) żeby zobaczyć czy takei coś przejdzie, a jeśli nie to dlaeczego. W pracy wole znać przyczyny, i to jak coś działa a nie brać coś na słowo bo ludzie grają w pracy w te swoje gierki, robią sobie grupki wsparcia, donoszą tworza niestworzone historie, obgadują, zawsze chca być nad kimś bo tylko tak czują sie ważni itp. Życie ma sie jedno. Nie mam zamiaru go przeżywać na ciągłych nerwach bo ktoś ma ze soba problem.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli nie masz zamiaru żyć w stresie i nerwach to w obecnym świecie bedzie Ci cieżko. Bardzo cieżko. Ja przestałem się okłamywać. Na kupno małej wysepki mnie nie stać. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
19 minut temu, The Motha napisał:

jak Cie tknie to może liczyć się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

A @Trevor z jeszcze poważniejszymi prawnymi. Jego wybór. Jak chce ruchać kromkę chleba z masłem w kaloryferze, no problem.  

 

Jak napisałem, rozumiem, mimo że z czasem ułagodził mi się agresywny charakter. Sam spotkałem w życiu wiele osób które chętnie bym po prostu bez sentymentów na miejscu zajebał. Co jak koleś miałby tętniaka? Co jeśli cokolwiek by się stało gwarantującego uszczerbek czy zgon? Co jak wyciągnął by kilof, nóż albo stłuczoną butelkę? Czy to jest obrona czy odwet/zemsta? Bo nigdy nie wiadomo jak się sprawy których nie kontrolujesz potoczą. Mogą tak że będziesz wąchał kwiatki od spodu (no chyba że kremacja, to wtedy zapach marmuru). 

12 minut temu, zuckerfrei napisał:

obdukcje - papier w tym systemie musi byc

Przede wszystkim znacznie wcześniejsza reakcja i działanie. Refleks i strategia. Wojny zwykle nie wygrywa się broniąc i reagując na bieżąco na ataki przeciwnika. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@zuckerfrei nieeee, odkąd wprowadzili obowiązek posiadania gaśnicy nie ma takie potrzeby. I wiesz, ta przyjemność, że wyciągasz z czegoś zawleczkę ;) 

  • Haha 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dajcie spokój z tym biciem po pracy, wszędzie kamery, zresztą zostaną ślady na pięściach a jak koleś zgłosi sprawę na policji to za takie bicie po pracy macie PRZEJEBANE, i można nawet zaliczyć odsiadkę jak sąd będzie w złym humorze.

 

Dostał w twarz, oddał i to jest ok - ale za tym musi iść zgłoszenie szefostwu i zaatakowanie prawne, czyli zgłosić bójkę na policji, żeby agresor pierwszy tego nie zrobił.

 

@zuckerfrei jakim nieogarem jest, po co ta agresja? Przecież to normalne że nowy musi dostać szkolenie i się nauczyć, nie wiemy ile ma materiału do nauczenia.

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A gdzie ja jestem agresywny???????

4 minutes ago, Marek Kotoński said:

Dajcie spokój z tym biciem po pracy, wszędzie kamery, zresztą zostaną ślady na pięściach a jak koleś zgłosi sprawę na policji to za takie bicie po pracy macie PRZEJEB

To da radę na "czysto" załatwić. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I dobrze, choć nie wiadomo czy nie będzie się za tobą ciągnął smród. Co do roboty, to wydaje mi się, że rynek jest wystarczająco duży, byś mógł coś ciekawego znaleźć. Z resztą, lepiej pracować za mniejsze pieniądze, ale bez pieniacza, który będzie wałkował ci podświadomość, że jesteś gównem, nieudacznikiem i jego chłopcem do bicia, bo za kilka lat możesz mieć okazję na lepszą robotę, ale z niej nie skorzystasz, bo przez lata zostanie ci wyrobiona mentalność ofiary w pracy.

 

A jakby co do ciebie mieli o ten alarm, to zwal na to, że nie miałeś z tego zakresu szkolenia. Jeżeli ten pracownik był odpowiedzialny za twoje szkolenie, to powiedz, że odnosił się do ciebie grubiańsko, z niechęcią, nie chciał odpowiadać na pytania dotyczące twoich obowiązków, a jak spytają się, dlaczego od razu nie poszedłeś do nich, to powiedz, że dopiero z dalszej perspektywy widzisz, że nie miał w ogóle zamiaru cię szkolić, a miałeś nadzieję, że mimo ciężkiego charakteru waszej współpracy, który został przez niego narzucony, wykona swoje obowiązki, tj. odpowiednio cię przeszkoli. 

  • Like 1
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, Marek Kotoński napisał:

Dostał w twarz, oddał i to jest ok - ale za tym musi iść zgłoszenie szefostwu i zaatakowanie prawne, czyli zgłosić bójkę na policji, żeby agresor pierwszy tego nie zrobił.

Masz rację, bo jeśli trzeba się bić w pracy to z głową. Sam niestety miałem kiedyś w poprzedniej pracy taki przypadek. Niby dawałem wiele razy ostrzeżenia i mówiłem że nie chcę się bić i nie mam na to czasu, ale niestety musiałem dać gonga, no ale miałem dzięki temu spokój do końca mojej pracy w tamtym zakładzie. 

Edytowano przez Patton

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Rey
      Czołem Bracia Samcy! Muszę się wam wyżalić, bo nie wiem co robić. Wiem, że wielu z was to ogarnięci i bardziej doświadczeni życiowo ludzie, więc wszelkie porady mile widziane. 
       
      Nie mogę się odnaleźć na rynku pracy... Pochodzę z turystycznej miejscowości na Dolnym Śląsku. Wszędzie hotele, SPA, biznes turystyczny. 
      Mając 19 lat nie wiedziałem co konkretnie bym chciał robić więc poszedłem na studia o profilu ekonomicznym związane z turystyką. 
      W między czasie pracowałem w urzędzie - nudna praca bez perspektyw za grosze, robiłem różne płatne staże w hotelach - głównie recepcja albo dział sprzedaży.
      Miałem też epizod z logistyką - wkręcił mnie dobry kolega. Praca była sama w sobie spoko - niby biurowa (proces planowania dostaw, dostawy, papiery, nadzór pracowników magazynu) ale miejsce w którym pracowałem po zmianie prezesa zamieniło się w obóz pracy w najgorszym wydaniu. Przez braki kadrowe musiałem dymać i jako magazynier i w biurze. Wtedy byłem jeszcze totalny Mr Nice Guy i się dałem wykorzystywać. Oczywiście w chwili odejścia stawali na rzęsach żebym został. Zresztą jak zwykle i wszędzie. 
       
      Następnie miałem opcję wyjazdu za granicę. Skorzystałem, pojechałem. Praca była takim mixem magazynu i produkcji i kierowcy ekskluzywnych samochodów. Trochę pokupowałem, trochę odłożyłem i wróciłem do Polski.
      Nie chcąc marnować czasu poszedłem sobie od razu do Hotelu do znajomych. Było tak sobie. Praca czasami mega ciężka, czasami lajtowa. Kasa taka średnia jak na małą miejscowość, ale brak możliwości rozwoju i perspektyw. Niektórzy koledzy pracują tak już 6-7 lat, pobrali kredyty i nie mają najmniejszej ambicji coś zmienić w życiu. Po pracy konsola, dupeczka, piwko i tak sobie żyją. 
      Na fali rozstania z narzeczoną i podbudowany książkami i filmami motywacyjnymi związanymi z rozwojem osobistym wróciłem do Wrocławia, w którym mieszkałem 6 lat, żeby zacząć nowy start.
       
      Ogólnie w każdej pracy daje z siebie 100%. Mam papierki uczelni wyższej z podyplomówką. Doświadczenia biurowe, logistyczne, z obsługą klienta itd.
      Jako, że zawsze dużo siedziałem na necie to pomyślałem, że może SEO. Zacząłem sobie robić kursy z podstaw HTML, WordPressa, pozycjonowania, Google Analytics i czytać książki i artykuły o marketingu internetowym, nawet sobie zrobiłem na siłę pokazowego bloga.
      Celowałem w młodszego specjalistę, żeby się poduczyć fachu, ale byłem związany miesiącem wypowiedzenia i się nie załapałem w żadnej z dwóch firm do których startowałem, bo woleli kogoś na już.
      Teraz aplikuje w jeszcze jedno miejsce, w rekrutacji idę do przodu, ale trwa to jakoś dziwnie długo. Innych ogłoszeń w tej branży nie widzę, a wszędzie jak już to szukają ludzi z dużym doświadczeniem.
       
      Jestem bezrobotny od 2 tygodni (1 raz od 5 lat). Oszczędności mam na najbliższe 3-4 miesiące.  Oczywiście mogę sprzedać kilka rzeczy i mieć 30k na już, ale mi szkoda, bo ciężko na nie pracowałem. Teraz intensywnie szukam roboty. Aplikuje na różne stanowiska biurowe i hotelarskie, ale wszędzie płacą tyle, że można zapłakać. Najpierw proponują okres próbny za minimalną + jakieś dodatki itp. ale to wychodzą ledwo 2 kafle. Teoretycznie miałbym pracę od zaraz ale nie wiem czy brnąć w byle co. W branży logistycznej rekrutacja trwa strasznie długo. Mógłbym wrócić na koreańską strefę za jakieś sensowne pieniądze. Do dawnej pracy mam drzwi otwarte, ale z tego co mi mówią znajomi tam jest jeszcze gorzej niż było jak odchodziłem. Do rodzinnego domu wolałbym nie wracać bo jest skrajnie toksyczny i zmarnuje w nim życie. W rodzinnym mieście pracy też nie ma za dużo i za ciekawej. Co najwyżej można zmieniać firmy ale kasa pozostaje ta sama (okolice 2,5k).
       
      Powoli zaczynam być lekko zdesperowany. Jeżeli mam naginać za 1600zł albo jakiejś śmieciówce to już lepiej iść do takiego Lidla czy innej Biedronki. Albo łatać dziury w Policji - tam na start są 3 tysiące. 
      W głowie mam jeszcze dwa pomysły związane z tym co lubię robić. 
      - trener personalny - tutaj przynajmniej kurs za 2k - ale zarobki śmieciowe - musiałbym budować swoją markę od zera, bo inaczej nisko płatny etat.
      - gotowanie - lubię i dobrze mi wychodzi - nie mam żadnego doświadczenia w pracy gastro, ale patrząc po znajomych nie wiem czy bym się zdecydował. Niektórzy zarabiają dużo, ale idą do pracy na 13 a kończą o 23. Co wtedy mieć z hajsu, jak nie ma kiedy żyć ani dbać o siebie, poznawać nowych ludzi itp. 
       
      Do czego zmierzam. Już teraz mam bałagan w CV i nie wiem co robić, żeby nie zrobić jeszcze większego bałaganu. Znajomym się udało i przeskoczyli do spoko firm i są zadowoleni. Ja z kolei nie chce znowu wylądować w jakimś obozie pracy albo się tułać po Europie. Chciałbym już zakotwiczyć w jakimś jednym miejscu, bo ostatnie 9 lat to ciągła podróż i pakowanie walizek przeplatana z okresami stabilizacji. Oczekuję kasy na start 2,5-3k netto, a to chyba nie jest wyczyn w dużym mieście. Chciałbym znaleźć miejsce, w którym można by podnosić kwalifikację i się rozwijać. Mogę tyrać mocno, kiedyś zrobiłem prawie 300h w miesiącu, ale muszę mieć jakąś perspektywę. Typowa gadka o podwyżkę przeważnie kończy się na tym, że: nie stać nas, inni też tyle zarabiają, pomyślimy póżniej (kiedy ja generuje duże dochody, naganiam klientów, wprowadzam usprawnienia). A jak leci wypowiedzenie to dopiero pytają się co mogą zrobić, żebym został. 
      Co byście zrobili na moim miejscu? Czy są jakieś kursy albo zawody po których można się mocno przebić w miarę szybko? Po napisaniu tego postu, widzę, że chyba nie mam planu na siebie... 
       
       
    • Przez Dworzanin_Herzoga
      Drugi raz w ciągu życia zdarzyło mi się odpuścić sobie jakąś robotę praktycznie na starcie.
      Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że od początku nastawiłem się pozytywnie, a zajęcie w które miałem się wdrażać jest w miarę lekkie, oraz
      po nabraniu pewnej wprawy i zebraniu doświadczeń – z perspektywą na przyzwoite $$$.
       
      Koleś z którym miałem pracować robił dobre pierwsze wrażenie, spokojnego i zrównoważonego. Powiedział, że pracujemy bez pośpiechu i na zasadzie równego z równym.
      Niestety już drugiego dnia coś było nie halo – ogarnęło mnie wrażenie, że jest podcięty, ale pomyślałem, że to zwyczajne zmęczenie.
      Trzeciego dnia, kiedy ja robiłem swoje, on powiedział, że za chwilę będzie brać się coś innego, ogarnie to i gitara.
      Po chwili stwierdził, żebym jednak ja się tym zajął, a on musi się na chwilę położyć, gdyż słabo się czuje -> pomyślałem spoko, każdy może mieć gorszy dzień.
       
      Po 3 godzinach (!) spania w busie, on wstał, majster wstał, popatrzył jak sprawa wygląda i podziękował za dobrą robotę.
       
      Jednak miarka się przebrała, gdy następnego dnia przyczaiłem, że chwilę po siódmej rano już ma w kieszeni drzwi od samochodu trzy browary, z czego jeden otwarty.
      Wtedy żółte lampki, które świeciły mi się w bani zmieniły kolor na czerwony. Już wtedy powinieneś dać tył zwrot, jednak wstrzymałem się chwilę.
       
      Kolejnego dnia od rana był niekumaty, wczorajszy.
      Przebrałem się parę minut po 9 rano w swoje ciuchy i powiedziałem wprost:
       
      "Słuchaj, myślę, że jesteś w porządku i masz dobre intencje, ale zauważyłem, że jesteś non stop podcięty, a tak się nie da pracować, dlatego rezygnuję – nikt niepowołany
      (miałem na myśli zleceniodawcę, on jest podwykonawcą) się o tym nie dowie. Nie zależy mi, żeby robić ci problemy".
       
      Był w lekkim szoku. Powiedział, że ma problem z alkoholem i jeżeli taka jest moja decyzja, to on to szanuje i jest zadowolony, że byłem w stanie wprost powiedzieć co mi nie pasuje.
      Poprosił tylko, żebym został z nim do końca dnia by pomóc, rozliczamy się i wszystko ok.
      Zachowałem się naiwnie, bo przystałem na tę propozycję. Myślałem, że zatrybił.
       
      Jednak dalsze parę godzin wyglądało tak, że ja pracowałem, a jego większość czasu nie było.
      Kiedy kazał mi coś przygotować samodzielnie, co powinny robić dwie osoby, bo tak byłoby zdecydowanie łatwiej, a on wróci jak będzie zrobione, pierdolnąłem tym i powiedziałem, że idę, bo to się kurwa mija z celem.
       
      Mam trochę hajsu, brak zobowiązań i na szczęście nie muszę u nikogo dorabiać za parobka.
      W międzyczasie zdarzyło się też kilka podnoszących ciśnienie problemów stworzonych z niczego, o których nawet nie chcę pisać, ponieważ szkoda strzępić ryja
      i nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, ze względu na anonimowość.
       
      Powiem szczerze, że widzę tylko jeden główny plus tej sytuacji -> jeszcze kilka lat temu nie umiałbym walnąć prosto z mostu [asertywnie, ale bez agresji] co mi leży na wątrobie, teraz przyszło to bez problemu
      i z całkowitą wyjebką. Szkoda tylko, że szybciej się nie połapałem co jest pięć, ale bywa. Na szczęście to tylko zmarnowane kilka dni.
      Dałem mu kredyt zaufania na początku, myślałem, że to przejściowe aberracje przez słaby okres w życiu etc.
       
      Najgorsze, że zupełnie co innego było ustalane zanim do niego poszedłem i co innego wyszło, a osoba (pewna i naprawdę w porządku) która mi to ogarnęła, była przekonana, że mamy do czynienia z poważnym człowiekiem.
      Pewnie po wszystkim zracjonalizował sobie, że nie mogłem sobie poradzić (lub coś podobnego) i z tego powodu zrezygnowałem, jak wiadomo osoby uzależnione mają wybitnie silny zaprzeczeń i własną bajkę w której żyją.
       
      Niby przyjąłem to na chłodno, ale jakieś takie podkurwienie wewnętrzne jeszcze pulsuje gdzieś z tyłu głowy, myślę, że do końca tygodnia mogę mieć jeszcze kilka flashbacków z tym związanych.
      $$$ wypłacił. 
       
      😮
       
    • Przez Trevor
      Dlaczego mężczyźni opuszczają rynek pracy? Powodów jest sporo. W świetle ostatnich dyskusji jakie pojawiły się na forum i naszych problemów z samicami w pracy które i ja obecnie mam (dlatego nie przespałem dzisiaj całej nocy 😕 ).
      Bardzo ciekawy film i rada na koniec. Dajcie znać co o tym sadzicie. Dlaczego Waszym zdaniem tak się dzieje?
       
       
    • Przez Ksanti
      Parafrazując, Wojciechowska mówi, że praca dla pieniędzy jest niegodna. Poza tym zarzuca milenialsom rozczeniowość. Ator wspomina o tym jak poprzednie pokolenie poprzez tyranie nadgodzin zniszczyło rynek pracownika... Z resztą całość wytłumaczona w poniższym video materiale. Myślę, że warto obejrzeć.
       
    • Przez TheShy
      Cześć! 
       
      Od początku. Praca, klienci, czat. Poznaję dziewczynę, jak milion innych, piszemy o pracy - bo wymieniamy oferty - po jakimś czasie do siebie dzwonimy. Przez telefon śmiechy, chichy, włączyła mi się bajera i lekki flirt - wiadomo, żeby mnie zapamiętała.
      Jeszcze wtedy byłem w LTR, 3 miesiące temu po ponad roku zerwaliśmy. Wiadomo, jak to samiec (niekoniecznie ALFA), tęsknota, itp. itd.
      Do rzeczy, w poniedziałek zadzwoniła do mnie pani K., znów flircik, żarty, gadka 10% o ofertach, 90% natural. Potem odezwałem się na czacie, zeszło nt wyglądu, bo mówię w końcu, że w ciemno się nie będę produkował. Więc wysłała zdjęcie z - uwaga - prywatnego numeru, ale... zdjęcie bluzki. Odpisałem żartobliwie, wyślij mi jeszcze kawałek nogawki to chyba na kawę pójdziemy. No długo czekać nie musiałem... i tak się zaczęło. 
      Jako miejsce do spotkania wybrałem znaną mi knajpę, gdzie można i browca wypić i dobrze zjeść. Podkreślam, nie miałem pojęcia jak laska wygląda! Spóźniłem się specjalnie 3 minuty, podchodzę do auta po portfel i nadjeżdża taksa. Wysiada mocne 8/10 i myślę "Boże, żeby tylko ona chociaż tak wyglądała, a nie gorzej". No heeeej, Ty pewnie jesteś Szymek. Tu uwaga, nie zdrętwiałem tylko na lajcie "Jessica Simpson?" "Tak" "O, to szkoda, bo czekam na K." - nie wiem, na ile to było dobre, ale laska prawie sikała - jest dobrze.
      Piwko (ja bez alko, bo autem), śmiechy, gadka - no Bracia, byłem na wielu randkach w życiu, ale takich emocji nie dostarczyła mi jeszcze żadna kobieta. Kojarzycie uczucie, że poznajecie 5 minut temu laskę, a czujecie, że znacie się całe życie? No, to jedna z takich randek (chociaż oficjalnie to nie była randka). 
      Po knajpie poszliśmy na spacer (laska wcale nie chciała iść do domu), po wszystkim odwiozłem do domu (bo i tak po drodze, więc pomyślałem, że tu nie zjebię aż tak). 
      Wracam do domu i normalnie jak baba czuję high emocjonalny. No kozak spotkanie. Była kinetyzacja, niestety zabrakło KC, ponieważ powiedziałem jej, że to tylko kawa i nie jestem łatwy (wiem, zjebałem). Były rozmowy o seksie, zero nudzenia o związkach, polityce, etc.
      Na drugi dzień myślałem kiedy się odezwać, postanowiłem piątek wieczór (spotkanie w czwartek), jednak nie musiałem długo czekać, bo na czacie odezwała się pierwsza. Pisaliśmy do końca pracy, oczywiście nie co minutę, bo miałem zajęcie, a nawet jak nie, to musiała wiedzieć, że mam. I od końca pracy cisza. 
      Dlaczego to piszę? Bo po pierwsze, chciałem się pochwalić, a co mi tam, że po udanym związku, można się odkuć i zapomnieć o byłej (uwierzcie mi, że pani K. zalazła mi za skórę). Teraz tak, w skrócie:
       
      Na plus:
      - poczucie humoru
      - negi (robią ogromną robotę...!)
      - kinetyzacja
      - wiele innych, jak np. rozmowy o seksie.
       
      Na minus:
      - wytłumaczenia (np. dlaczego wziąłem piwo bezalkoholowe), na szczęście szybko się odbiłem, że się nie tłumaczę, tylko słuchaj bo z tym się wiąże pewna ciekawa historia, bla bla bla
      - zapłaciłem rachunek, mówiąc, że następnym razem TY stawiasz
      - powiedziałem, że i tak jej nie odwiozę do domu, niestety na koniec sam to zaproponowałem (nie wiem, czy tu był taki strzał w kolano, ale sądzę, że trochę wtopa).
       
      Pytanie do was: nie mam zamiaru oczywiście nawet złamanego sms puścić w weekend, ale myśl, żeby zadzwonić w niedzielę pod wieczór i powiedzieć "wtorek 18:00 tu i tu, bądź ubrana wygodnie czy tam coś" jest okej? Czy czekać na jej inicjatywę? 
       
       
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.