Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Trevor

Napier****łem się w pracy

Polecane posty

@SennaRot najmniej znane (s)twierdzenie Einsteina, mówi o tym, że niektórym ludziom nie jest potrzebny mózg, bo wystarczy rdzeń kręgowy. 

  • Like 1
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Rnext - słowa klucz komunikacja i manipulacja. Dlaczego słabsze kobietki mają przewagę w wielu aspektach?  Bo potrafią manipulować. Tygrysy i niedźwiedzie nie potrafią manipulować.

Oby nie było akcji w której prowodyr zrobi z siebie poszkodowanego + ma plecy w firmie (niektórzy tak kozaczą i pomiatają bo są np prawą ręką dyrektora lub też kluczową postacią która utrzymuje firmę w ryzach swoimi despotycznymi zachowaniami).

Autorowi życzę wszystkiego dobrego aby sprawa rozeszła się po kościach. Na przyszłość najlepiej stosować kobiece triki. Po co się bić (zostają ślady) - skoro autor jest stalkerem to albo grasz w jego metody (podk..wiasz go psychicznie) lub też jeśli przegrywasz w grę to się zwalniasz. Pracy na prawdę jest teraz dużo. Nasi rodzice zarabiający X lat temu 700 złotych i przywiązani przymusowo do jednego miejsca pracy bez możliwości wyjazdu za granicę nam zazdroszczą.

Autor musi obowiązkowo udowodnić że nie on pierwszy uderzył a się bronił. Jeśli sprawa dziwnym trafem będzie wywrócona kota ogonem to może mieć z tego tytułu problemy.

Tutaj zgadzam się z Tobą @Rnext że lepiej być ostrożnym w naparzaniu się na pięści (totalna ostateczność jak wojna w polityce) gdy można stosować różnego rodzaju manipulacje lub też się po prostu zwolnić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem każdy ma nie tylko prawo, ale i obowiązek bronić siebie. Zaatakuje - nie ma litości. Jak trzeba to się wycofać, nie prowokować niepotrzebnie. Ale gdy jesteś przyparty do muru, walcz. Rany psychiczne zostawiają gorsze piętno. 

 

Do tego sprawa o nękanie i mobbing, ludzie! 

 

A z tej pracy osobiście bym wyciągnął co się da z odszkodowań, poszedł na chorobowe i szukał innej pracy. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Imbryk Generalnie szef zapowiedział rozmowe z nami dwoma. Byłem wyjaśnić sytuacje dzień po. Przeprosił mnie że taka sytuacja zaszła. Opisałem sytuację. Powiedziałem że jak mnie uderzył emocje zrobiły swoje. Powiedziałem że wolałbym mieć rozpisane grafiki żeby z nim nie pracować na co powiedział że liczy na to że jednak sytuacja zostanie rozwiązana, że dalismy sobie po mordach i koniec. Średnio to widze.

 

Myślałem troche o samej bójce. Sporo rzeczy zrobiłem dobrze przed i w trakcie bójki. Nie patrzyłem mu sie w oczy - czym nie prowokowałem i miałem lepszy ogląd sylwetki i tego co robi (podpatrzyłem to u jednego gościa który był wobec mnie agresywny w wojsku i miałem z nim pare standoffów - bez bójki). Kiedy mnie uderzył zrobił to na tyle słabo że zajeło mi tak ze 3 sekundy zrozumienie co właściwie zrobił - nie byłem w szoku raczej wkurzyłem sie samym faktem tego że to zrobił. Jak już zdecydowałem sie bronić to uderzałem szybko i mocno i tym go zaskoczyłem. Dwa uderzenia (raz lewą, raz prawą) od razu zmusiły go do skulenia sie i próby ochrony głowy którą uderzałem aż sie nie zachwiał. Błedem było uderzanie w tył czaszki - lepiej by było uderzać w okolice nerek albo plecy. Ładowałem pięścią prosto w kość starając sie cały czas uderzać w głowę (co uważałem za prawidłową odpowiedź - uderzył mnie w policzek) dlatego złamałem palec. Z puktu widzenia przewagi w tym krytycznym momencie kiedy zaczął sie słaniać odpuściłem (a to był najlepszy moment żeby sprawe zakonczyć ostatecznie - ale myślałem że odpuści widząc jak sie zasłania).

 

Odnośnie pracy to niedawno jeszcze jedna rzecz wypłynęła którą musze wyjaśnić z szefem. Generalnie mam złamany palec i gips więc przerwa od pracy wg lekarzy na 6 tygodni. Umowa na 3 miesiace którą mam zamiar wypełnić do końca, ale generalnie nie widze tego za bardzo na dłuższą mete jesli tej jednej rzeczy nie wyjaśnie na moja korzyść.

 

Generalnie humor mam świetny. Typ mi załatwił płatne wakacje na 1,5 miesiąca i jeszcze oberwał, ale jednak dalsza praca z takim frustratem nie jest dla mnie przyjemną perspektywą, a kierownictwo zamierza go zostawić. Jest jeszcze jeden czynnik który działą tu na korzyść decyzji odnośnie zmiany pracy ale to musze wyjaśnić jak będę się widział z szefem co bedzie pewnie w tym tygodniu.

 

Poprosiłem jedną z osób które tam pracują prywatnie żeby mi powiedziałą jak tam typ wygląda czy dużo pudru na ryj nałożył etc. Mam nadzieje że został mu jakiś widoczny siniak. Niech pamięta. Jak na niego spojrzałem po bójce to miał w dwóch miejscach czerwoną twarz ale po tym cięzko stwierdzić jak to wygląda. Zbyt świeże było.

 

Odnośnie przemyśleń dotyczacych argumentów które tu sie pojawiły. "A co jakbym typowi zrobił krzywde". Człowiek jest dość delikatny (tkanka miękka), ale jednocześnie przy tym wytrzymały (kości). Ludzie tłuką się naprawde cięzko, czasem do krwi, i często nic sie nie dzieje (choćby w sportach kontaktowych - nie mówiąc o walkach bokserskich w których łamią sobie kości twarzy i żyją). Moim zdaniem gdy sie bronisz warto podjąć to ryzyko (oczywiście do pewnego stopnia). Albo pozwolisz sie zlać albo ty zlejesz kogoś (przynajmniej w sytuacji w której byłem). 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, Trevor napisał:

wolałbym mieć rozpisane grafiki żeby z nim nie pracować na co powiedział że liczy na to że jednak sytuacja zostanie rozwiązana, że dalismy sobie po mordach i koniec. Średnio to widze.

Kwas już zostanie. Szef woli mieć spokój i trzymać się od takiej sytuacji z daleka. Jak ten gościu-frustrat jest zawzięty to być może teraz w głowie kombinuje jak Ci dowalić jak już wrócisz do pracy po L4. Bądź uważny.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Założyłem sobie że do konca umowy zostaje i wtedy podejme decyzje czy zostaje jeszcze przed tą akcją i tego bede sie trzymał.

  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Trevor Gościu, pomyśl lepiej nad ukrytą agresją, którą masz. Typ się skulił a ty go dalej tłukłeś. To nie jest normalne. A co do sytuacji w pracy - spotkacie się i mówisz mu poza kamerami, że jeszcze raz cię zaatakuje to dostanie taki wpierdol, że zębów nie znajdzie potem. 

  • Zdziwiony 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ta rozmowa z szefem i tym pobitym wszystko wyjaśni. Po tym niewątpliwie nastąpi ostateczna decyzja. Najważniejsze żebyś świadomie podjął decyzję.

 

Rozważania na temat słuszności działania w tą lub w drugą stronę są subiektywne. W większości podobnych sytuacji czas reakcji to ok 1sek. Raz się to uda zrobić tak żeby się okazało korzystne a innym razem się nie uda. Wiadomo, że doświadczenie robi swoje ale jeśli się go nie ma to reaguje się instynktownie a nawet jeśli jest to często instynkt bierze górę.

 

W omawianej sytuacji jeśli szef zostawi tamtego to myślę, że dla Ciebie @Trevor zabraknie miejsca w tej firmie.

Starego i doświadczonego zawsze się popiera a młody jest jak granat... się sprawdzi lub nie. Ty się nie sprawdziłeś pod względem dopasowania do zespołu. Stwarzasz potencjalne ryzyko powtórki z rozrywki.

Na pewno przez jakiś czas będziesz główną atrakcją plotek i obmawiania w zespole a wtedy fantazja i wyobraźnia postronnych jest niesamowita i raczej przeciwko Tobie. Nawet jeśli wrócisz to będziesz miał przez kilka miesięcy przejebane bo jednak tamten gość na pewno ma więcej znajomości i potworzy obozy przeciwko Tobie.

 

Konkludując... szukałbym nowej roboty czekając co się tu urodzi aczkolwiek nie znam szczegółów i Twojej sytuacji. Nie chciałbym jednak pracować w zespole , który jest ewidentnie przeciwko mnie mimo, że mnie nie zna.

 

Powodzenia!

 

 

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

@Tomko Ukryta agresja dobre sobie. Typ mnie napada to co mam go głaskać? Dałem mu odbój po 4-5 razach a ten znowu do mnie ruszył. Żeby nie było wątpliwości to ja byłem tym napadniętym, ale typ sie nadział.

Edytowano przez Trevor
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Trevor Nie mówię, że masz mu nie oddać - dobrze zrobiłeś. Mówię tylko, że nad opanowaniem pomyśl. Mało jest filmików na yt, gdzie koleś już nieprzytomny leży a jakiś inny go dalej napierdala po głowie? Cios za cios. Uderzył cię to oddaj tak, żeby mu się odechciało ponownie. To jest to co chłopaki u góry piszą - przekroczenie obrony koniecznej. Trzymaj kciuki żeby się rozeszło po kościach i na kamerach nie było. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
38 minut temu, Tomko napisał:

@Trevor Gościu, pomyśl lepiej nad ukrytą agresją, którą masz. T

Żartujesz? Dostał z zaskoczenia pięścią w twarz i oddał, w emocjach się nie kalkuluje takich rzeczy jak to, że się ktoś skulił. Gdyby to było ze mną, to byłoby dla frustrata znacznie, znacznie gorzej.

 

@Trevor Ty się tak nie ciesz z wakacji, masz uszkodzenie ciała i z czego radość, że dostaniesz parę złotych za problemy do końca życia? Trzeba atakować prawnie, jebać tę robotę i szefa, zostałeś zaatakowany i zero litości.

  • Like 5
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
Dnia 28.10.2018 o 23:31, Trevor napisał:

Przyfasoliłem mu 2 buły na ryj a potem sie schylił no to go okładam po tyle głowy (mogłem po nerach lać) tak napierdalałem że wybiłem sobie mały palec (aż mi ręka teraz spuchła - ewidentnie trzeba popracować nad techniką ;) )

@Marek Kotoński To jest obrona? Niech autor się cieszy, że nie uderzył go niefortunnie w potylicę albo kręgosłup. Sam często o tym wspominasz w audycjach, że honoru trzeba bronić, ale z głową bo kilka niefortunnych ciosów i można resztę życia spędzić za kratkami. Zresztą, nie moja sytuacja, w dupie mam. Ja bym oddał dwie lepy na ryj i stanął w gardzie i czekał na dalszy rozwój sytuacji. Wtedy jesteś kryty - broniłeś się. 

Edytowano przez Tomko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Tomko ktoś kto się schyla, wcale nie sygnalizuje końca walki - po prostu tak ludzie niewyszkoleni w walce reagują na ból, kulą się albo odwracają dupą do atakującego. Dobrze że nadal go lał, bo mogło być tak że gdyby przestał, tamten przeszedłby do ataku.

 

Jeśli ktoś Cię atakuje i dostaje łomot, to ma się położyć albo krzyczeć, wystawiać "otwarte" ręce do przodu na znak że koniec walki. Skulenie się oznacza tylko chowanie przed ciosami, nie oznacza że skończył walkę ani że ją przegrał.

 

To co Ty sugerujesz, z całym szacunkiem, to jest utrata przewagi taktycznej w walce i oddanie inicjatywy agresorowi.

 

Ja osobiście, gdy agresor po wymianie ciosów pięściami się kulił to łapałem za głowę od góry i waliłem go z kolana z całej siły w amoku, żeby go ogłuszyć i znokautować albo uszkodzić ręce zasłaniające czaszkę. 

 

Jeśli uderzasz kogoś pięścią w twarz, to musisz się liczyć z laniem. Takie jest Tomek życie,  albo komuś walniesz, albo od walnie Tobie. Niby dlaczego zaatakowany miał dać się pobić frustratowi? 

  • Like 3
  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Tak abstrahując od całego wątku, to to jest chyba ciekawy moment na forum. Tak jak pojawiają się tutaj na forum ostrzegawcze głosy typu "nie zalewaj formy babce z dzieckiem, pamiętaj co bracia mówili!", tak tutaj włączyła się kalkulacja i ostrzeżenie przy obronie koniecznej "po co tyle biłeś? cios za cios".
Rozumiem @Tomko skąd to wyszło, jednak jest to niepokojące przyszłościowo, patrząc szerzej.  Może to, społecznie, iść w kierunku takim, że właśnie oczekiwane będzie, że w ramach obrony koniecznej będziesz się musiał tak podłożyć (vide kredki przeciwko zamachom w Europie). Mam nadzieję, że to tylko czarno-widzenie z mojej strony.

Zgadzam się z @Marek Kotoński - jeśli ktoś do mnie skacze na poważnie, to mnie interesują dwie opcje: unieszkodliwienie napastnika albo ucieczka.  Z chwilą wyprowadzenia pierwszy ciosu agresor zakończył możliwość pokojowej negocjacji.
Podobny mit jest z kopaniem leżącego - jeśli przeciwnik się tylko przewróci, to z pozycji leżącej wcale nie jest taki bezbronny (kto ćwiczył BJJ, ten wie). Dlaczego, hipotetycznie, miałbym pozwolić agresorowi wstać (a może wstając wyciągnie nóż?), jeśli nie jest unieszkodliwiony, a sam mnie napadł? Dla mnie to takie pakowanie "białorycerskiego" honoru tam, gdzie lepiej się sprawdza jednak chłodna kalkulacja.

 

Edytowano przez t0rek
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Za moich czasów" ;) brało się po 1 wypłacie ekipę z pracy na popijawę i już byłeś "swój chłop."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
9 hours ago, Marek Kotoński said:

Ty się tak nie ciesz z wakacji, masz uszkodzenie ciała i z czego radość, że dostaniesz parę złotych za problemy do końca życia? Trzeba atakować prawnie, jebać tę robotę i szefa, zostałeś zaatakowany i zero litości.

Jak mam atakować prawnie jak mnie napadł w miejscu w którym nie było kamer i nikt nie widział całej sytuacji. Dla nich najgorsze by było zepsucie reputacji bo tam sporo pracy z klientem. Nie wiem czy warto to eskalować prawnie bo nie ma świadków ani dowodów chyba że rzeczywiście maja tam kamere ukryta gdzieś. Na razie poczekam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Trevor napisał:

Generalnie humor mam świetny. Typ mi załatwił płatne wakacje na 1,5 miesiąca i jeszcze oberwał, ale jednak dalsza praca z takim frustratem nie jest dla mnie przyjemną perspektywą, a kierownictwo zamierza go zostawić. Jest jeszcze jeden czynnik który działą tu na korzyść decyzji odnośnie zmiany pracy ale to musze wyjaśnić jak będę się widział z szefem co bedzie pewnie w tym tygodniu.

Nie gdy nie przeliczając zdrowia na kasę. Jak chcesz zrobić na złość pracodawcy pamiętaj, że on Ci płaci L4 tylko przez 30 dni, potem ZUS. Zawsze możesz pójść do lekarza na kontrolę i powiedzieć tak: 

 

Panie doktorze wykonuje manualne czynności palec dalej boli. Problemu nie będzie z dalszym L4. 

18 godzin temu, Trevor napisał:

Umowa na 3 miesiace którą mam zamiar wypełnić do końca, ale generalnie nie widze tego za bardzo na dłuższą mete jesli tej jednej rzeczy nie wyjaśnie na moja korzyść.

Nic nie wypełniaj. W tej pracy jesteś już spalony. Jak nie masz kredytów, dzieci ciągnij L4 ile się da. Na L4 zwolnić Cię nie mogą. Jak trafi Ci się fajna oferta pracy przerywasz L4 i działasz dalej. 

 

17 godzin temu, Marek Kotoński napisał:

Trzeba atakować prawnie, jebać tę robotę i szefa, zostałeś zaatakowany i zero litości.

Tu akurat szef nic nie zawinił tylko dziwi mnie, że typa nie wyjebał z roboty. Albo ma gościu chody, albo jest tam problem z ludźmi, bo w normalnej firmie nie oszukujmy się obydwoje dostali by dyscyplinare. 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zdecydowałem że to czy zostane w tej pracy czy nie nie ma dla mnie znaczenia. Takie zachowania trzeba zwalczac każdymi srodkami. Potrzebuje tylko jednej informacji - czy typ kłamie w tej sprawie. Jeśli tak to żadnej litości. Jak sie przyzna to odpuszcze sobie. Oddałem, i nikt tego nie widział więc pozew sądowy odpada. Gdybym nie oddał to mógłbym gościa załatwić na cacy. Jeśli typ kłamie to bede sie domagał nagany z wpisem do akt. Z naganą nie znajdzie pracy a pracodawca będzie miał pewnego pracownika na rok (po roku sie przedawnia). I to bedzie dla tego typa najwieksza kara. Nie radzi sobie z presja w pracy to jeszcze mu troche dołożymy. Będzie miał czas na przemyślenia w odrobine wiekszym stresie.

 

art. 217:
§ 1. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, 
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. 
§ 2. Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary. 
§ 3. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego.

 

EDIT: Ok juz wiem że typ miał w pracy spotkanie z dyrekcją. Przyznał się bo go tam przycisnęli. Wyraził skruche itd. Ponoć nawet mówił że podczas bójki już tam ostro był zesrany pod koniec. Generalnie firma zachowała się tu jak trzeba dlatego myślę że zostanę tam mimo wszystko dłużej. Skład sie może troche zmienić co otworzy opcje dla dobrego dogrania sie z nowymi pracownikami. Zastępca szefa mówił mi że typ tylko dlatego nie dostał dyscyplinarki że sie przyznał i że mają aktualnie kłopot z najęciem nowych pracowników, ale raczej nie ma przyszłosci w tej firmie. Idąc dzisiaj na pogawędkę miałem w głowie że jesli typ będzie kłamał to będę się domagał dla niego nagany z wpisem do akt (zastępca nie wiedział czy bedzie to miał wpisane) dlatego jestem generalnie zadowolony z efektów. Pracodawca dał mi też znać że jak bym chciał mógłbym go pozwać (czego raczej nie bede robił. Cała sytuacja dała mi swego rodzaju spokój wewnętrzny) itd. czyli potwierdza się to co pisał @Marek Kotoński

 

Dzięki wszystkim za porady i analize tego co sie działo. Sam wyciągnąłem z tej sytuacji dobrą naukę. Warto się bronić. Piątka Panowie. 

  • Dzięki 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Rey
      Czołem Bracia Samcy! Muszę się wam wyżalić, bo nie wiem co robić. Wiem, że wielu z was to ogarnięci i bardziej doświadczeni życiowo ludzie, więc wszelkie porady mile widziane. 
       
      Nie mogę się odnaleźć na rynku pracy... Pochodzę z turystycznej miejscowości na Dolnym Śląsku. Wszędzie hotele, SPA, biznes turystyczny. 
      Mając 19 lat nie wiedziałem co konkretnie bym chciał robić więc poszedłem na studia o profilu ekonomicznym związane z turystyką. 
      W między czasie pracowałem w urzędzie - nudna praca bez perspektyw za grosze, robiłem różne płatne staże w hotelach - głównie recepcja albo dział sprzedaży.
      Miałem też epizod z logistyką - wkręcił mnie dobry kolega. Praca była sama w sobie spoko - niby biurowa (proces planowania dostaw, dostawy, papiery, nadzór pracowników magazynu) ale miejsce w którym pracowałem po zmianie prezesa zamieniło się w obóz pracy w najgorszym wydaniu. Przez braki kadrowe musiałem dymać i jako magazynier i w biurze. Wtedy byłem jeszcze totalny Mr Nice Guy i się dałem wykorzystywać. Oczywiście w chwili odejścia stawali na rzęsach żebym został. Zresztą jak zwykle i wszędzie. 
       
      Następnie miałem opcję wyjazdu za granicę. Skorzystałem, pojechałem. Praca była takim mixem magazynu i produkcji i kierowcy ekskluzywnych samochodów. Trochę pokupowałem, trochę odłożyłem i wróciłem do Polski.
      Nie chcąc marnować czasu poszedłem sobie od razu do Hotelu do znajomych. Było tak sobie. Praca czasami mega ciężka, czasami lajtowa. Kasa taka średnia jak na małą miejscowość, ale brak możliwości rozwoju i perspektyw. Niektórzy koledzy pracują tak już 6-7 lat, pobrali kredyty i nie mają najmniejszej ambicji coś zmienić w życiu. Po pracy konsola, dupeczka, piwko i tak sobie żyją. 
      Na fali rozstania z narzeczoną i podbudowany książkami i filmami motywacyjnymi związanymi z rozwojem osobistym wróciłem do Wrocławia, w którym mieszkałem 6 lat, żeby zacząć nowy start.
       
      Ogólnie w każdej pracy daje z siebie 100%. Mam papierki uczelni wyższej z podyplomówką. Doświadczenia biurowe, logistyczne, z obsługą klienta itd.
      Jako, że zawsze dużo siedziałem na necie to pomyślałem, że może SEO. Zacząłem sobie robić kursy z podstaw HTML, WordPressa, pozycjonowania, Google Analytics i czytać książki i artykuły o marketingu internetowym, nawet sobie zrobiłem na siłę pokazowego bloga.
      Celowałem w młodszego specjalistę, żeby się poduczyć fachu, ale byłem związany miesiącem wypowiedzenia i się nie załapałem w żadnej z dwóch firm do których startowałem, bo woleli kogoś na już.
      Teraz aplikuje w jeszcze jedno miejsce, w rekrutacji idę do przodu, ale trwa to jakoś dziwnie długo. Innych ogłoszeń w tej branży nie widzę, a wszędzie jak już to szukają ludzi z dużym doświadczeniem.
       
      Jestem bezrobotny od 2 tygodni (1 raz od 5 lat). Oszczędności mam na najbliższe 3-4 miesiące.  Oczywiście mogę sprzedać kilka rzeczy i mieć 30k na już, ale mi szkoda, bo ciężko na nie pracowałem. Teraz intensywnie szukam roboty. Aplikuje na różne stanowiska biurowe i hotelarskie, ale wszędzie płacą tyle, że można zapłakać. Najpierw proponują okres próbny za minimalną + jakieś dodatki itp. ale to wychodzą ledwo 2 kafle. Teoretycznie miałbym pracę od zaraz ale nie wiem czy brnąć w byle co. W branży logistycznej rekrutacja trwa strasznie długo. Mógłbym wrócić na koreańską strefę za jakieś sensowne pieniądze. Do dawnej pracy mam drzwi otwarte, ale z tego co mi mówią znajomi tam jest jeszcze gorzej niż było jak odchodziłem. Do rodzinnego domu wolałbym nie wracać bo jest skrajnie toksyczny i zmarnuje w nim życie. W rodzinnym mieście pracy też nie ma za dużo i za ciekawej. Co najwyżej można zmieniać firmy ale kasa pozostaje ta sama (okolice 2,5k).
       
      Powoli zaczynam być lekko zdesperowany. Jeżeli mam naginać za 1600zł albo jakiejś śmieciówce to już lepiej iść do takiego Lidla czy innej Biedronki. Albo łatać dziury w Policji - tam na start są 3 tysiące. 
      W głowie mam jeszcze dwa pomysły związane z tym co lubię robić. 
      - trener personalny - tutaj przynajmniej kurs za 2k - ale zarobki śmieciowe - musiałbym budować swoją markę od zera, bo inaczej nisko płatny etat.
      - gotowanie - lubię i dobrze mi wychodzi - nie mam żadnego doświadczenia w pracy gastro, ale patrząc po znajomych nie wiem czy bym się zdecydował. Niektórzy zarabiają dużo, ale idą do pracy na 13 a kończą o 23. Co wtedy mieć z hajsu, jak nie ma kiedy żyć ani dbać o siebie, poznawać nowych ludzi itp. 
       
      Do czego zmierzam. Już teraz mam bałagan w CV i nie wiem co robić, żeby nie zrobić jeszcze większego bałaganu. Znajomym się udało i przeskoczyli do spoko firm i są zadowoleni. Ja z kolei nie chce znowu wylądować w jakimś obozie pracy albo się tułać po Europie. Chciałbym już zakotwiczyć w jakimś jednym miejscu, bo ostatnie 9 lat to ciągła podróż i pakowanie walizek przeplatana z okresami stabilizacji. Oczekuję kasy na start 2,5-3k netto, a to chyba nie jest wyczyn w dużym mieście. Chciałbym znaleźć miejsce, w którym można by podnosić kwalifikację i się rozwijać. Mogę tyrać mocno, kiedyś zrobiłem prawie 300h w miesiącu, ale muszę mieć jakąś perspektywę. Typowa gadka o podwyżkę przeważnie kończy się na tym, że: nie stać nas, inni też tyle zarabiają, pomyślimy póżniej (kiedy ja generuje duże dochody, naganiam klientów, wprowadzam usprawnienia). A jak leci wypowiedzenie to dopiero pytają się co mogą zrobić, żebym został. 
      Co byście zrobili na moim miejscu? Czy są jakieś kursy albo zawody po których można się mocno przebić w miarę szybko? Po napisaniu tego postu, widzę, że chyba nie mam planu na siebie... 
       
       
    • Przez Dworzanin_Herzoga
      Drugi raz w ciągu życia zdarzyło mi się odpuścić sobie jakąś robotę praktycznie na starcie.
      Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że od początku nastawiłem się pozytywnie, a zajęcie w które miałem się wdrażać jest w miarę lekkie, oraz
      po nabraniu pewnej wprawy i zebraniu doświadczeń – z perspektywą na przyzwoite $$$.
       
      Koleś z którym miałem pracować robił dobre pierwsze wrażenie, spokojnego i zrównoważonego. Powiedział, że pracujemy bez pośpiechu i na zasadzie równego z równym.
      Niestety już drugiego dnia coś było nie halo – ogarnęło mnie wrażenie, że jest podcięty, ale pomyślałem, że to zwyczajne zmęczenie.
      Trzeciego dnia, kiedy ja robiłem swoje, on powiedział, że za chwilę będzie brać się coś innego, ogarnie to i gitara.
      Po chwili stwierdził, żebym jednak ja się tym zajął, a on musi się na chwilę położyć, gdyż słabo się czuje -> pomyślałem spoko, każdy może mieć gorszy dzień.
       
      Po 3 godzinach (!) spania w busie, on wstał, majster wstał, popatrzył jak sprawa wygląda i podziękował za dobrą robotę.
       
      Jednak miarka się przebrała, gdy następnego dnia przyczaiłem, że chwilę po siódmej rano już ma w kieszeni drzwi od samochodu trzy browary, z czego jeden otwarty.
      Wtedy żółte lampki, które świeciły mi się w bani zmieniły kolor na czerwony. Już wtedy powinieneś dać tył zwrot, jednak wstrzymałem się chwilę.
       
      Kolejnego dnia od rana był niekumaty, wczorajszy.
      Przebrałem się parę minut po 9 rano w swoje ciuchy i powiedziałem wprost:
       
      "Słuchaj, myślę, że jesteś w porządku i masz dobre intencje, ale zauważyłem, że jesteś non stop podcięty, a tak się nie da pracować, dlatego rezygnuję – nikt niepowołany
      (miałem na myśli zleceniodawcę, on jest podwykonawcą) się o tym nie dowie. Nie zależy mi, żeby robić ci problemy".
       
      Był w lekkim szoku. Powiedział, że ma problem z alkoholem i jeżeli taka jest moja decyzja, to on to szanuje i jest zadowolony, że byłem w stanie wprost powiedzieć co mi nie pasuje.
      Poprosił tylko, żebym został z nim do końca dnia by pomóc, rozliczamy się i wszystko ok.
      Zachowałem się naiwnie, bo przystałem na tę propozycję. Myślałem, że zatrybił.
       
      Jednak dalsze parę godzin wyglądało tak, że ja pracowałem, a jego większość czasu nie było.
      Kiedy kazał mi coś przygotować samodzielnie, co powinny robić dwie osoby, bo tak byłoby zdecydowanie łatwiej, a on wróci jak będzie zrobione, pierdolnąłem tym i powiedziałem, że idę, bo to się kurwa mija z celem.
       
      Mam trochę hajsu, brak zobowiązań i na szczęście nie muszę u nikogo dorabiać za parobka.
      W międzyczasie zdarzyło się też kilka podnoszących ciśnienie problemów stworzonych z niczego, o których nawet nie chcę pisać, ponieważ szkoda strzępić ryja
      i nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, ze względu na anonimowość.
       
      Powiem szczerze, że widzę tylko jeden główny plus tej sytuacji -> jeszcze kilka lat temu nie umiałbym walnąć prosto z mostu [asertywnie, ale bez agresji] co mi leży na wątrobie, teraz przyszło to bez problemu
      i z całkowitą wyjebką. Szkoda tylko, że szybciej się nie połapałem co jest pięć, ale bywa. Na szczęście to tylko zmarnowane kilka dni.
      Dałem mu kredyt zaufania na początku, myślałem, że to przejściowe aberracje przez słaby okres w życiu etc.
       
      Najgorsze, że zupełnie co innego było ustalane zanim do niego poszedłem i co innego wyszło, a osoba (pewna i naprawdę w porządku) która mi to ogarnęła, była przekonana, że mamy do czynienia z poważnym człowiekiem.
      Pewnie po wszystkim zracjonalizował sobie, że nie mogłem sobie poradzić (lub coś podobnego) i z tego powodu zrezygnowałem, jak wiadomo osoby uzależnione mają wybitnie silny zaprzeczeń i własną bajkę w której żyją.
       
      Niby przyjąłem to na chłodno, ale jakieś takie podkurwienie wewnętrzne jeszcze pulsuje gdzieś z tyłu głowy, myślę, że do końca tygodnia mogę mieć jeszcze kilka flashbacków z tym związanych.
      $$$ wypłacił. 
       
      😮
       
    • Przez Trevor
      Dlaczego mężczyźni opuszczają rynek pracy? Powodów jest sporo. W świetle ostatnich dyskusji jakie pojawiły się na forum i naszych problemów z samicami w pracy które i ja obecnie mam (dlatego nie przespałem dzisiaj całej nocy 😕 ).
      Bardzo ciekawy film i rada na koniec. Dajcie znać co o tym sadzicie. Dlaczego Waszym zdaniem tak się dzieje?
       
       
    • Przez Ksanti
      Parafrazując, Wojciechowska mówi, że praca dla pieniędzy jest niegodna. Poza tym zarzuca milenialsom rozczeniowość. Ator wspomina o tym jak poprzednie pokolenie poprzez tyranie nadgodzin zniszczyło rynek pracownika... Z resztą całość wytłumaczona w poniższym video materiale. Myślę, że warto obejrzeć.
       
    • Przez TheShy
      Cześć! 
       
      Od początku. Praca, klienci, czat. Poznaję dziewczynę, jak milion innych, piszemy o pracy - bo wymieniamy oferty - po jakimś czasie do siebie dzwonimy. Przez telefon śmiechy, chichy, włączyła mi się bajera i lekki flirt - wiadomo, żeby mnie zapamiętała.
      Jeszcze wtedy byłem w LTR, 3 miesiące temu po ponad roku zerwaliśmy. Wiadomo, jak to samiec (niekoniecznie ALFA), tęsknota, itp. itd.
      Do rzeczy, w poniedziałek zadzwoniła do mnie pani K., znów flircik, żarty, gadka 10% o ofertach, 90% natural. Potem odezwałem się na czacie, zeszło nt wyglądu, bo mówię w końcu, że w ciemno się nie będę produkował. Więc wysłała zdjęcie z - uwaga - prywatnego numeru, ale... zdjęcie bluzki. Odpisałem żartobliwie, wyślij mi jeszcze kawałek nogawki to chyba na kawę pójdziemy. No długo czekać nie musiałem... i tak się zaczęło. 
      Jako miejsce do spotkania wybrałem znaną mi knajpę, gdzie można i browca wypić i dobrze zjeść. Podkreślam, nie miałem pojęcia jak laska wygląda! Spóźniłem się specjalnie 3 minuty, podchodzę do auta po portfel i nadjeżdża taksa. Wysiada mocne 8/10 i myślę "Boże, żeby tylko ona chociaż tak wyglądała, a nie gorzej". No heeeej, Ty pewnie jesteś Szymek. Tu uwaga, nie zdrętwiałem tylko na lajcie "Jessica Simpson?" "Tak" "O, to szkoda, bo czekam na K." - nie wiem, na ile to było dobre, ale laska prawie sikała - jest dobrze.
      Piwko (ja bez alko, bo autem), śmiechy, gadka - no Bracia, byłem na wielu randkach w życiu, ale takich emocji nie dostarczyła mi jeszcze żadna kobieta. Kojarzycie uczucie, że poznajecie 5 minut temu laskę, a czujecie, że znacie się całe życie? No, to jedna z takich randek (chociaż oficjalnie to nie była randka). 
      Po knajpie poszliśmy na spacer (laska wcale nie chciała iść do domu), po wszystkim odwiozłem do domu (bo i tak po drodze, więc pomyślałem, że tu nie zjebię aż tak). 
      Wracam do domu i normalnie jak baba czuję high emocjonalny. No kozak spotkanie. Była kinetyzacja, niestety zabrakło KC, ponieważ powiedziałem jej, że to tylko kawa i nie jestem łatwy (wiem, zjebałem). Były rozmowy o seksie, zero nudzenia o związkach, polityce, etc.
      Na drugi dzień myślałem kiedy się odezwać, postanowiłem piątek wieczór (spotkanie w czwartek), jednak nie musiałem długo czekać, bo na czacie odezwała się pierwsza. Pisaliśmy do końca pracy, oczywiście nie co minutę, bo miałem zajęcie, a nawet jak nie, to musiała wiedzieć, że mam. I od końca pracy cisza. 
      Dlaczego to piszę? Bo po pierwsze, chciałem się pochwalić, a co mi tam, że po udanym związku, można się odkuć i zapomnieć o byłej (uwierzcie mi, że pani K. zalazła mi za skórę). Teraz tak, w skrócie:
       
      Na plus:
      - poczucie humoru
      - negi (robią ogromną robotę...!)
      - kinetyzacja
      - wiele innych, jak np. rozmowy o seksie.
       
      Na minus:
      - wytłumaczenia (np. dlaczego wziąłem piwo bezalkoholowe), na szczęście szybko się odbiłem, że się nie tłumaczę, tylko słuchaj bo z tym się wiąże pewna ciekawa historia, bla bla bla
      - zapłaciłem rachunek, mówiąc, że następnym razem TY stawiasz
      - powiedziałem, że i tak jej nie odwiozę do domu, niestety na koniec sam to zaproponowałem (nie wiem, czy tu był taki strzał w kolano, ale sądzę, że trochę wtopa).
       
      Pytanie do was: nie mam zamiaru oczywiście nawet złamanego sms puścić w weekend, ale myśl, żeby zadzwonić w niedzielę pod wieczór i powiedzieć "wtorek 18:00 tu i tu, bądź ubrana wygodnie czy tam coś" jest okej? Czy czekać na jej inicjatywę? 
       
       
  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.