Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
t0rek

Nie daj się wrobić w poczucie winy - terapeutka o naturze płaczu

Recommended Posts

Temat płaczu i wzbudzania poczucia winy u mężczyzny za płacz jego partnerki pojawiał się bardzo często. Tutaj ciekawy artykuł z psychologicznego fanpage'a "Evolutio - Psychoterapia Przez Ciało" - pogrubiłem ważne według mnie fragmenty:

 

DLACZEGO PŁACZ JEST TAK ZAGRAŻAJĄCY?
 

Płacz jest najpełniejszym aktem uznania i wyrażenia swojego bólu, bezsilności czy szczęścia. Jest równocześnie żywym świadectwem naszego człowieczeństwa, naszej kruchości i podatności na zranienie, jak i potężnej SIŁY NAPRAWCZEJ, która pozwala uczuciom osiąść, a układowi nerwowo- mięśniowemu przywrócić tonus spoczynkowy. 
Płacz jest żywy, dotknie w nas tego, co zamarło, znieruchomiało, czy zesztywniało. „Każe” to odczuć, uznać i jeśli jesteśmy W ZGODZIE ZE SOBĄ PŁACZĄCYM: zapłakać. Jeśli nie: łykniemy, zepchniemy do środka i przykryjemy napięciem.
Pozwolić sobie płakać, to uznać swoje uczucia i zgodzić się na ich przepływ. To stanąć otwarcie i odważnie wobec tego, co we mnie. To otoczyć się czułym ramieniem własnego zrozumienia i troski. To DAĆ SOBIE MIŁOŚĆ, gdy właśnie jej zabrakło.
Możliwość płaczu jest tak silnie blokowana nie tylko dlatego, że skojarzona jest ze wstydem, czy słabością. Płacz jest wstrzymywany, bo łączy nas z nami samymi w pełni. A objąć pełnię, to OBJĄĆ CIENIE, KRZYWDY I WSTYDY. To objąć i KATA, i OFIARĘ. Objąć siebie. 
Dlatego tak ważne jest, by obejmować dzieci, kiedy płaczą. By ich szlochające, rozedrgane ciałka miały doświadczenie oparcia w przyjmujących, bezpiecznych ramionach.

 

 

„JAK TU ZROBIĆ, BY SIĘ NIE ROZPŁAKAĆ”- podstępne obrony

W trakcie prowadzenia grup ćwiczeniowych obserwuje stale pojawiającą się potrzebę rozmawiania o płaczu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie oczekiwanie, że porozmawianie o płaczu przyniesie taki sam rezultat, jak popłakanie. W mniejszym stopniu potrzeba „omawiania” dotyczy również innych uczuć, ale płacz jest tym stanem, któremu towarzyszy największa chęć rozmawiania, a nie doświadczania.
O ile złość budzi wyjściowo dużo oporu, to w trakcie praktyki, obawy topnieją, pojawia się przepływ i możliwość swobodnego wyrażania. Po zakończonym ćwiczeniu pozostaje żywa chęć, by wrócić do tego doświadczenia. Z płaczem jest zupełnie inaczej. Opór wyjściowy jest wysoki i utrzymuje się często przez większość praktyki, skutecznie hamując falę przepływających uczuć. Kiedy człowiek pozwolił sobie zapłakać i popłakać, nawet czując się potem dobrze, nie oznacza to wcale, że przy kolejnej możliwości będzie chciał wrócić do tego doświadczenia. Płacz jest chroniony wysoko zorganizowanym zasiekami, których zwykle nie mamy w kontakcie. Co więcej myślimy, że one są naturalne i niezbędne.

 

Mam tu na myśli:
• zaciskanie ust
• przełykanie śliny
• wciskanie palców w kąciki oczu
• nie oddychanie
• przepraszanie otoczenia
• zezłoszczenie się na siebie
• tłumaczenie się
• ocenianie się
• i całe spektrum uruchamianych przekonań.

 

Te wszystkie sposoby służą jednemu: nie rozpłakać się. I wcale nie chodzi tu o niesprzyjające okoliczności, jak przebywanie akurat w pracy czy w metrze. Stwierdzenia: „nie płaczę od lat”, czy „nie płaczę od dzieciństwa” są powszechne. Często tym zdaniom towarzyszy duma i poczucie dobrze wykonanego zadania. Z czasem pojawia się niejasne poczucie straty. Bywa, że stajemy się umęczeni własną kontrolą i ograniczeniami z niej płynącymi. Zwykle też dość dokładnie pamiętamy moment decyzji, kiedy postanawiamy więcej nie płakać.
I można by pomyśleć: „no i co z tego? Płacz nie jest nikomu potrzebny”. Tylko, że prawda jest zupełnie inna…
Każde uczucie ma swój kanał ekspresji. Płacz jest głównym kanałem dla smutku. A smucenie się bez płakania (zwłaszcza długoterminowe) staje się procesem tłumienia, prowadzącym do rozpaczy i beznadziei. Smutek to uczucie, które WYMAGA CZUCIA. Mam wrażenie, że smutek, co raz częściej jest omawiany, a nie przeżywany. Stał się permanentnym stanem, obciążającym nas, posępnym i martwym. A smutek tak jak i każde inne uczucie, ma swoją dynamikę, przepływ i bardzo ważną cechę: PRZEMIJALNOŚĆ. Tę cechę obserwujemy u dzieci. One ani nie smucą się bez końca, ani ciągle się nie złoszczą, ani nie są stale radosne. Są w przepływie uczuć, pozwalając na tą zmienność i poddając się jej.
Stało się tak, że smucenie się przestało być kojarzone z płakaniem, a jeśli już płaczemy, to mamy na myśli kilka niemych łez płynących po policzkach. To jest bardzo ograniczone płakanie. Można je porównać z tym, jakby nadchodziła burza, było ciemno, szaro, błyskało, a na koniec spadło tylko kilka kropli deszczu. Świat dalej zostaje ciężki i duszny.


Płacz to szloch przy którym brzuch się rusza, z gardła płynął dźwięki, łkamy, broda i ręce się trzęsą, twarz jest mokra od łez, a z nosa cieknie. Zwykle trwa 10- 15 minut (mam na myśli osoby, które regularnie pozwalają sobie płakać), przebiega falami, które nas ponownie wzbudzają, aż dochodzi do uspokojenia, wyciszenia i odpoczynku.
Po płaczu oddychamy głęboko (spontanicznie, bez udziału woli), twarz jest miękka, gardło rozluźnione, całe ciało delikatnie pulsuje. Pojawia się coś, co nazwałabym wewnętrzną słodyczą: połączenie smutku, z ulgą i ukojeniem. Głowa jest przyjemnie ciężka, myśli spokojnie płyną.
Można by się zastanowić, dlaczego skoro tak dobrze czujemy się po płaczu, unikamy go, jak ognia?
Mam wrażenie, że o ile kontakt ze złością daje nam poczucie siły i sprawczości, to przeżywanie smutku oznacza poddanie się uczuciom, które czynią nas bezbronnymi, przypominając o naszej kruchości, o naszej podatności na zranienia i o bólu, którego doświadczyliśmy. Płacząc uznajemy swoją słabość i zależność od innych.
Czujemy się odkryci.

 

Jeśli do tego dołączymy przekazy:
• i co się mażesz...
• nie ma, co płakać!
• tylko słabeusze płaczą...
• płakanie Ci nie pomoże...
• chłopaki nie płaczą!
• zaraz dam Ci powód do płaczu!


I doświadczenia:
• kiedy w trakcie płaczu byliśmy upokorzeni,
• gdy widzieliśmy innych ciągle rozpaczających, a bezmiar ich uczuć przykrywał wszystko inne, w tym nas i nasze potrzeby,
• gdy byliśmy karani za płacz,
• gdy nie mogliśmy zatrzymać płaczu i narażało nas to na dalsze cierpienia,
• gdy płakaliśmy w samotności i nie było „do kogo płakać”.

 

Nic dziwnego, że płacz stał się tak zagrażający.
Myślę, że jest jeszcze jeden ważny powód. Przeczuwamy, że płacz może połączyć nas z głęboko skrywaną, często zaprzeczoną rozpaczą. O ile czujemy, że nad smutkiem możemy zapanować, tłumiąc go, to pozwalając sobie na głębokie zapłakanie obawiamy się, że dotkniemy rozpaczy otwierając bezdenną studnię, zalewających uczuć. Wierzymy, że kiedy je spychamy, one przestają istnieć. Niestety chroniąc się przed odczuwaniem jednych uczuć, ograniczamy możliwość przeżywania innych, również tych pozytywnych, takich jak radość czy przyjemność.

Lowen mówi: „Płacz wyraża akceptację naszej ludzkiej natury…”, a to znaczy zgodę na to, że różne rzeczy nas dotykają, bolą i potrzebują być uznane i wyrażone. Pozwolenie sobie na płacz jest aktem potwierdzającym prawo do czucia i przeżywania naszych uczuć. Z jednej strony płacz zbliża nas do bolesnych uczuć, z drugiej pozwala je akceptować, a z czasem, co raz lepiej przyjmować, co z kolei wpływa na zdolność przeżywania uczuć przyjemnych. Lowen bezpośrednio łączy: na ile możesz płakać, na tyle możesz przeżywać przyjemność (w tym tą seksualną), na ile możesz się złościć, na tyle możesz czuć radość.
Tłumienie uczuć nie jest operacją selektywną. Tłumiąc jedno uczucie wpływamy na inne. Limitując przeżywanie jednych uczuć, ograniczamy możliwość ekspresji innych. Kiedy spłycamy oddech i zaciskamy usta, by się nie rozpłakać, to nie tylko blokujemy kontakt ze smutkiem, ale wpływamy na całą nasza psychofizjologię: począwszy od nastroju, zakończywszy na objawach fizycznych.
Tłumienie uczuć usztywnia nasze ciało. Powstaje zorganizowany pancerz mięśniowy, który przez lata traktujemy jako swoje najlepsze uposażenie. Zbroja, która kiedyś miała chronić, z czasem staje się ciężarem noszonym każdego dnia, którego sztywność ogranicza oddech, zabiera spontaniczność, a w końcu niszczy żywotność. Właśnie dlatego płacz jest tak silnie ustawiony w konflikcie do obron ego, które pamięta dlaczego powstała zbroja i przed czym miała ochronić. Ego „każe się trzymać”, pozwolenie na płacz oznacza zagrożenie dla sztywności, która kiedyś ratowała przed nadmiernym bólem. 

Kiedy zaczynamy płakać pojawia się szloch, przepona się porusza więc głębiej oddychamy, wydobywają się dźwięki. To wszystko sprawi, że poczujemy nasz smutek, ten z dziś, a jeśli dotąd był wypierany, również ten z kiedyś.
Lowen opisuje smutek jako pierwotną utratę obiektu miłości. Coś co było źródłem szczęścia i przyjemności zostaje utracone, stąd pojawia się ból, ale równocześnie towarzyszy temu wspomnienie ciepłych, napełniających uczuć, doświadczania wzajemności, przepływu i bliskości.
 

I tak używając tego odniesienia wyróżnia:
• SMUTEK, kiedy wspomnienie dobrych uczuć przeważa nad cierpieniem
• ŻAL, kiedy ból utraty przeważa nad dobrymi przeżyciami, trudno jest je mieć w kontakcie, trudno wspominać, czy tęsknić.
• ROZPACZ, kiedy ból dominuje zabierając całkowicie przyjemność, nawet tą wspominaną. To uczucie, gdzie brakuje nadziej, że aktualna sytuacja może minąć, że przyjdzie coś dobrego, że pojawi się nowy „dobry obiekt”.

Każdemu z tych uczuć należy się uznanie. Każde potrzebuje czasu i miejsca na wybrzmienie. Każde domaga się ekspresji.
I każde potrzebuje PŁACZU.
A właściwie to my potrzebujemy płakać, by pozostać żywymi, czującym, po prostu ludzkimi wobec naszych doświadczeń i historii.

 

Marzena Barszcz
Psychoterapeuta w Analizie Bioenergetycznej

 

Edited by t0rek
  • Like 6
  • Thanks 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry temat. W czasach szkolnych nazywano mnie wrażliwcem, bo często płakałem. Nie było to wycie i buczenie, z jakim mamy do czynienia u znacznej części kobiet. Byłem z tego powodu wyśmiewany przez innych. Wstydziłem się tego uczucia. Gdy przychodził moment przykrości, tłumiłem w sobie łzy. Opanowałem tę sztukę do takiego momentu, że kiedy ostatnio poczułem się źle, chciałem się rozpłakać, ale nie potrafiłem. 

 

Dopiero gdy trafiłem na forum, uświadomiłem sobie, że nie należy dusić w sobie przypływających uczuć. Tak jak @Marek Kotoński powiedział - jeśli chcę wyrzucić smutek z siebie, zamykam się w jakimś pomieszczeniu i daję upust swoim emocjom w ukryciu. 

Edited by koksownik
  • Like 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sam często zapominam o tym ważnym elemencie 'oczyszczania' psychiki, także dzięki za przypomnienie @t0rek.

 

Świetny post, zgadzam się ze wszystkim co tam napisano.

 

Pamiętam jeden raz jak puściły mi blokady i rozbeczałem się jak dziecko, chyba z 15 minut mi się lało z oczu. A  później to uczucie ulgi... fantastyczne, jakbym wyjął wielki kamień z plecaka na wycieczce po górach... tak lekko się nagle zrobiło... coś niesamowitego. Warto było.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Cortazar napisał:

Pamiętam jeden raz jak puściły mi blokady i rozbeczałem się jak dziecko, chyba z 15 minut mi się lało z oczu. A  później to uczucie ulgi... fantastyczne, jakbym wyjął wielki kamień z plecaka na wycieczce po górach... tak lekko się nagle zrobiło... coś niesamowitego. Warto było.

Dokładnie. Często się wtedy od razu zasypia i rano budzi jak nowonarodzony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Aang
      Zauważyłem, że na forum często przewija się twierdzenie, że kryzys męskości to fikcyjne zjawisko wykreowane przez lewicową agendę. Podkreśla się za to znaczenie kryzysu kobiecości i prawdziwych kobiet. 
      W związku z tym kieruje do Was, bracia pytania:
       
      1. Kim jest prawdziwa kobieta? Czym się charakteryzuje?
      2.Jaka powinna być PRAWDZIWA kobieta w dzisiejszych,  postępowych czasach?
      3.Czy tęsknicie za "prawdziwą kobiecością"?
      4. Co może dać mężczyźnie prawdziwa kobieta? 
    • By Deforcer
      Jestem z kobietą 3 miesiąc.
      Byłem na kilku spotkaniach z jej znajomymi i rodziną.
      Zarzut: mój introwertyzm, moja małomówność w jej grupie.
      Potencjane konsekwencje: ona się czuje "niekomfortowo" i "boi" się że nasz związek jest zagrożony z tego powodu.
      Poprosiła mnie żebym poszedł na psychoterpię.
      Poszedłem raz.
      Psychoterapeutka: introwertyzm to nie choroba. Introwertyk i extrawertyczka to normalna para.
      Partnerka nadal czuje dyskomfort.
      Dodam że w sytuacji 1:1 jestem bardzo rozmowny. Z nią rozmawiam normalnie. Z wybranymi osobami z jej towarzystwa gadałem godzinami. Po prostu w jej towarzystwie integracja trwa wolno i w swoim tempie.
      Ale ona nadal uważa że nie jest dobrze.
       
      Idę jeszcze raz do psychoterapeutki.
      Tym razem z partnerką.
      Chcę żeby partnerka sama opowiedziała psychoterapeutce jakie ma oczekiwania i w czym problem.
       
      Potem pójdę sam do tej psychoteraupetki żeby mi przekazała jej zdanie w cztery oczy.
       
      Komentarz na wstępie:
      Zależy mi na partnerce.
      Ale mam podejrzenie że gdyby była prawdziwa chemia i "miłość" z jej strony to introwertyzm nie byłby problemem.
      I najgorsze, że to jest jej zarzut główny ale są inne.
       
      Będzie update po wizycie.
       
      Pozdr,
      Mariusz
       
       
    • By Mordimer
      Cześć,
      jakiś czas temu zacząłem spotykać się z kobietą, początek wiadomo ok dobry seks itp. itd. czyli wszystko co znamy. Shit testy w normie, niemniej zaczynają się nasilać, lektura forum nie na darmo poszła.
      Niemniej tak sobie dzisiaj pomyślałem, znowu to samo, kolejna kobieta kolejny schemat działania, marchewka - usidlenie - pod pantofel.
       
      Jak to u Was bywa, kiedy wyznaczacie granice shit testów i kończycie relacje? Czy też bawicie się "procesem"  i dalej korzystacie z haju hormonalnego?
       
    • By Patton
      A co wy bracia o tym myślicie?
       
      https://www.money.pl/gospodarka/zus-wzial-na-cel-przedsiebiorcze-kobiety-borykaja-sie-masa-kontroli-6394301842290817a.html
       
    • By Szycha2
      Po pierwsze, mam na myśli ogół kobiet, nie wszystkie kobiety.
       
      Zastanawiam się jak to jest, że nawet te atrakcyjne kobiety po przekroczeniu pewnego wieku przechodzą metamorfozę w "ropuchę".
      Tzn. robią się grube, kwadratowe, cycki zwisają itp.
       
      Czemu prawie wszystkie to spotyka ?
      Przecież z naukowego punktu widzenia ich wartość reprodukcyjna drastycznie spada - a zatem nie mogą już czerpać korzyści (ekonomicznych/reprodukcyjnych) ze swej urody.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.