Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Shambler

Najdziwniejsze utwory muzyczne jakie słuchaliście

Polecane posty

Jak w tytule tematu który zakładam podawajcie takie utwory które były dla was najdziwniejsze. Mogą zarówno pod względem warstwy słownej jak i pod względem brzmienia muzyki. Jeden z utworów jaki słuchałem i uznałem za jeden z najdziwniejszych jakie słuchałem to ten:

 

Edytowano przez Shambler
  • Like 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Terminator Nindży w wykonaniu Nunczaków Orientu. Konkretny mózgojeb. No i repertuar takich zespołów jak TPN25 czy Zacier też się zalicza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie ruskie harbassy to jest coś dziwnego :D 

Edytowano przez Rey

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Dworzanin_Herzoga
      [słowo "babki" w refrenie, tzn. $$$]
       
      ...ciekawe, czy to był powód tak słabego przyjęcia tego utworu, czy chodzi o coś innego.
      Jak myślicie?
       
      To już drugi ich kawałek z rzędu, który ma przewagę łapek w dół nad łapkami w górę - jednak w poprzednim utworze [Ленинград — Цой - 127 tys. łapek w dół] powodem była chyba reklama banku w teledysku.
       
      Ogólnie zajebisty zespół o ugruntowanej pozycji, dlatego zdziwiłem się trochę tą sytuacją.
      A modelka w teledysku IMO absolutna elita genetyczna.
       
       
       
    • Przez Dworzanin_Herzoga
      ...obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi.
       
      Dzisiaj znajomy poprosił mnie, żebym sprawdził na mejlu, czy nie mam jakichś jego archiwalnych nagrywek, które wysyłał kilka lat temu.
       
      Znalazłem i spoko. Przy okazji poszperałem i udało mi się odnaleźć kilkanaście kawałków, które stworzyłem kiedyś w fl studio, a które wydawało się, przepadły bezpowrotnie 
      na starym kompie, który rozwalił się na amen. Miło było znowu ich posłuchać, chociaż nie jestem sentymentalny. Kilka z nich do teraz mi się podoba, mimo iż mają
      pewne mankamenty i niedociągnięcia, jednak nigdy nie miałem ambicji, by wejść na poziom "pro".
       
      Przypomniało mi się jednak, że w 2010 roku, kiedy faktycznie moje rzeczy były w najlepszym przypadku poprawne und przeciętne, wrzucałem je na pewne forum do oceny.
      Dwóch użytkowników, którzy również bawili się w produkcje muzyki, często krytykowali je w bardzo wyszukany sposób, stosując rygorystyczne kryteria...
      ...że musi być głębia...że trzeba operować kontrastem...że akordy nie takie...że brzmi jak jakiś musicmakercore...że tutaj podbić...tutaj zmienić...wszystko bardzo pretensjonalnie.
       
      Zarzucali mi głównie słabe brzmienie i monotonię, co do tego pierwszego można uznać mieli [przynajmniej częściowo] rację, co do drugiego - kwestia dyskusyjna, osobiście nie przychylam się do tej opinii.
      Co mnie jeszcze rozbawiło, przeglądając ten archiwalny wątek, jakiś typ wrzucił swój utwór i określił go jako techno, na co jeden z tych dwóch znawców stwierdził, że to nie jest techno, tylko
      jakaś odmiana house.🤣 Lepiej wiedział "co poeta miał na myśli".
       
      ...ogólnie ja to wszystko rozumiem i nie mam najmniejszych pretensji, jednak z tych wpisów biła tak duża postawa wyższościowa i przekonanie o swojej zajebistości oraz wręcz iskrze bożej, którą czuć w ich produkcjach, że
      byłem pewny, że musieli w następnych latach sporo osiągnąć.
       
      Byłem bardzo ciekawy, jakie poczynili postępy w temacie muzyki.
      Czy wydali jakieś albumy, jak się przyjęły, czy jest fejm, czy faktycznie ich dzieła są tak skomplikowane i wyszukane, jak miały być...pogooglowałem...
       
      No i cóż, pierwszy koleś przez 7 lat uzbierał na kanale YouTube ponad 40 subskrybentów (sztuk, nie tysięcy), najpopularniejszy utwór przekroczył 1600 wyświetleń w ciągu 6 lat.
      Na soundcloudzie wpadało mu kilka, kilkanaście lajków -> część od botów.
       
      Drugi natomiast przez osiem lat na youtube ukulał 9 subskrybentów, na soundcloudzie utwory wrzucane 2-3 lata temu mają w przedziale 10-50 wyświetleń i rekordowo
      lubiany utwór ma 4 polubienia przez 3 lata.
       
      Rozumiem, że jakości produkcji nie mierzy się ilością wyświetleń i łapek, bo często wybijają się rzeczy miałkie, a te bardziej udane mają małe grono odbiorców i są doceniane często
      po dłuższym czasie, ale to są jakieś jaja.  Od takich ekspertów można chyba oczekiwać więcej?
       
      Poza tym posłuchałem 3 kawałków z playlisty tego drugiego osobnika i autentycznie zaczął mnie napierdalać łeb -> poważnie, nie odgrywam się broń boże za jakieś głupotki sprzed lat, ale IMO w tamtych
      rzeczach są emocje jak na rybach, a brzmienie, jakby ktoś kijem o pralkę jebał, poszczególne ścieżki do siebie nie pasują, są bo są.
      Subiektywna sprawa, inni może mogliby to uznać za arcydzieło heh.
       
      Natomiast mnie udało się odnieść kilka sukcesów, z których jestem zadowolony, tydzień/dwa temu wróciłem po ~4 latach przerwy do tworzenia "do szuflady", dla funu
      i bez żadnej spiny. To tak tylko przy okazji piszę, bo i tak bez żadnego znaczenia dla sprawy, nie traktowałem nigdy tego poważnie.
       
      Wiem, że ten temat jest praktycznie o niczym i bez puenty, ale jakoś chciałem to z siebie wyrzucić.
       
      A może Wy znacie podobne przypadki/schematy?
      Niekoniecznie w temacie muzyki, pytanie bardziej ogólne.
       
       
       
       
    • Przez Mtg100
      Witam wszystkich,
       
      Nie znalazłem wiele informacji na forum na temat tych nawyków, więc zakładam nowy temat.
       
      Chodzi o szkodliwy, moim zdaniem, nawyk beznamiętnego wykonywania danych czynności, które kiedyś sprawiały nam przyjemność, a teraz już nam spowszedniały. Często zdarza mi się odruchowo włączyć jakiś utwór muzyczny, żeby umilić sobie pracę, czy przyswojenie sobie jakichś informacji. Niedawno zauważyłem po sobie, że przyjemność z tego jest zerowa, a ponadto następnego dnia po ciągłym słuchaniu tych samych kawałków czuję się wydrenowany z energii życiowej. Nie mogę też skupić się na bieżących czynnościach, bo w głowie gra mi ciągle ten sam utwór, co przy bardziej wymagającej pracy pociąga za sobą przykre konsekwencje. Z uwagi na to, postanowiłem zastąpić ten nawyk  nawykiem niesłuchania muzyki przed pracą i przy pracy. Niestety praca w ciszy, mimo, ze wydaje się być wydajniejsza, zaczyna po jakimś czasie sprawiać mi dyskomfort.
       
      Do tego nawyku zaliczyłbym też beznamiętne oglądanie seriali o schematycznej aż do bólu głowy fabule. Jeśli podoba nam się kilka pierwszych odcinków, to z poczucia obowiązku oglądamy kolejne. To samo odnosi się do dłuższych monotonnych gier komputerowych tzn takich, gdzie musimy zabić np. 1000000 potworów, żeby uratować fantastyczne królestwo przed zagładą ze strony sił jednoznacznie złych. Czas spędzony na granie w takie gry i oglądanie seriali bez większej wartości merytorycznej jest czasem bezpowrotnie straconym.
       
      Do tego niektóre gry komputerowe są tak skonstruowane, że są bardzo wymagające pod względem czasu, który trzeba poświęcić, żeby mieć przeciętne wyniki w grze. Żeby wykończyć jakiegoś potworka, potrzebny jest odpowiedni poziom doświadczenia i wirtualny ekwipunek. Zatem trzeba poświęcić sporo czasu na beznamiętne "ekspienie". jeśli gra rozgrywa się online, dostępna jest zapewne jakaś wirtualna waluta typu księżycowe kamienie, która znacznie ułatwia grę i za którą trzeba zapłacić jak najbardziej realnymi pieniędzmi. Takie gry nie mają końca i dodatkowo są tak skonstruowane, żebyście sfrustrowali się przebiegiem dotychczasowej rozgrywki i rozważyli zakup wirtualnej waluty. Poczucie obowiązku i sumienność każą przyłożyć się do gry, ale to pułapka. Lepiej skierować swoje ambicje ku bardziej konstruktywnym celom.
       
      Czy macie podobne przemyślenia?
       
      Pozdrawiam
    • Przez MoDoc
      Whiplash (2014)
       

       
      "Whiplash" pozostaje jednym z rzadkich filmów o muzykach, w których bohaterem jest również sama muzyka. Fakt, opowiadając o dążeniu do wykonawczej perfekcji reżyser gubi gdzieś być może duszę, frajdę bezpretensjonalnego muzykowania, wolnego od kieratu liczenia taktów i pilnowania tempa. Ale za to oddaje hołd kunsztowi wykonawców i talentowi kompozytorów. Pokazuje, że jazz to nie przelewki.
       
      Polecam
       
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.