Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
sombrero23

Uczucie beznadzieji

Recommended Posts

@sombrero23 ja mam bardzo podobny problem ale osadzony w innym kontekście.

 

Według mnie to jest na prawdę bardzo prosty problem. Mega prosty. Tyle, że wiedza nic nie daje tak na dobrą sprawę, trzeba coś podziałać. Ja nie daję rady jak na razie.

 

Chodzi tylko i wyłącznie o odwagę i radość z podejmowania ryzyka.

Oglądałeś film "Wzgórza namiętności"? Jeśli nie to poproszę Cię, żebyś obejrzał. Jest tam postać Tristana, jestem ciekawy jak zareagujesz po seansie. 

Ja zawsze ten film kończę z wielką tęsknotą, żeby potrafić jak Tristan rzucić wszystko i wyjechać dookoła świata, żebym o nic nie dbał, żebym był porywczy, żebym się nie bał niczego. 

Nie bać się śmierci, ale też nie wkładać śrubokręta do gniazdka.

 

Twoim rozwiązaniem jest żyć pełnią odwagi, odwagą czystą jak kryształ. Żyć odwagą, która z dnia na dzień pozwoli Ci kopnąć matkę w tyłek (mówić w przenośni) i zrobić co chcesz. Rzucić wszystko, przemycić paczkę z koksem, nauczyć się latać, palić fajkę z Indianami, uprawiać zapasy z przedstawicielami Afrykańskich plemion, stanąć oko w oko z Lwem. Kompletnie dominować kobiety, traktować je jak kowboj śmierdzący szlugami i whiskey, wziąć za włosy i przyciągnąć do siebie mimo, że się stawia. Innym razem wyjechać na pustelnię to Tybetu na rok. 

 

Kurde, dla takich chwil powinien żyć mężczyzna. Teraz tego nie ma. 

Teraz jest korpo i emerytura, a lwa możesz obejrzeć w Zoo.

Teraz są wydmuszki nie mężczyźni. Większość jest duchowymi kastratami, w tym ja.

 

Pozdrawiam w to rozmarzone popołudnie. 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obejrzyj ponizszy film. O przyjaźni. Obejrzyj go z 3 razy.

 

 

 

 

Edited by RealLife

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, sombrero23 napisał:

Myślę czy nie rzucić by studiów po drugim semestrze (muszę mieć na wakacje status studenta do pewnego programu) i nie pójść do pracy... Chciałbym wyjechać z Polski, żeby poznać życie z innej perspektywy. Chciałbym zatrudnić się jako kurier. albo na statek towarowy, żeby pozwiedzać jak najwięcej świata. Lecz na każdy taki pomysł moja matka znajduje argument dla którego nie będzie to dobry wybór. Gadanie typu "bez wykształcenia będziesz musiał tyrać fizycznie", "chcesz wracać do pracy w supermarkecie?", "będziesz tego żałował".

Nigdy nie popełnij tego błędu, matka ma rację. Zgaduję, że bycie pilotem gdy już się wyuczysz to coś interesującego, tam już matematyka nie będzie tak ważna, gdy już wszystko co trzeba pozdajesz. Będziesz miał odpowiednie programy przeliczające, sprawa będzie bardziej techniczna.

 

Możesz rzucić studia, ale myślisz, że gdzieś indziej będzie super lepiej? Może i pozwiedzasz, ale czas leci szybko i po pewnym czasie zdasz sobie sprawę, że Ci co się z Tobą śmieją i fajnie spędzają czas jednak o te studia i/lub dobry zawód zadbali. A Ty nie. Niestety, mało kto ma życie jak Frank Sinatra czy gwiazdy estrady, że będziesz zwiedzał, bawił się, poznawał. Owszem - masz na to szansę, ale jak już będziesz zarobiony, coś osiągniesz. Masz naprawdę świetne studia, bardzo prestiżowe, bardzo zarobkowe.

 

Przemęcz tę matematykę i fizykę, w życiu trzeba ciężko pracować, myślisz, że dostaniesz coś za darmo? Teraz masz ten najważniejszy czas, tę 3 lata do zrobienia dyplomu to jest pryszcz, zleci szybko a nie warto marnować czasu na jakieś podróże w charakterze pracującego fizycznie "majtka" na statku. To tylko strata cennego czasu.

Potem jako młody 27-letni pilot będziesz jak młody Bóg - zarobiony, wykształcony, młody, całe życie przed Tobą. 

 

Prawda jest taka, że nie doceniasz tego co masz. Dostałeś się na dobre studia, jak rozumiem jakoś przeżyłeś pierwszy rok, jesteś młody, masz świetne perspektywy jeśli te studia skończysz. Spójrz ilu jest biednych ludzi, schorowanych, ludzi bez pieniędzy, sfrustrowanych. Ty jesteś teraz na tej wznoszącej drodze w której możesz rozewrzeć skrzydła i polecieć.

Nie zmarnuj tego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raz - polski system edukacji jest zacofany, ponad połowa rzeczy, których uczą nigdy nie zostanie wykorzystana, a trzeba to zakuć, zaliczyć i zapomnieć to strata czasu.

Dwa -  wyrzeczenia związane z nauką, brak czasu na wszystko, na życie prywatne, na dobrą pracę umożliwiającą życie na poziomie co też się przekłada na doświadczenie zawodowe.

Przez to wszystko kuleje, sprawia że życie zamienia się w błędne koło, kolejne dni mijają, a nam się zdaje że życie stoi w miejscu, sami patrzymy na to porównując się do innych.

Najlepiej to skupić się na sobie, ale samotność boli szczególnie w okresach takich jak teraz - święta w gronie dobrych przyjaciół i bliskich osób.

Sami podświadomie się porównujemy do innych, patrzymy i czujemy że życie przecieka nam przez palce i mamy poczucie beznadziejni.

Zostaje jedno...skupić się na sobie, swoje życie i plany -  nauka kariera, na resztę przyjdzie czas, grunt to rozwój samego siebie.....na resztę przyjdzie czas. Trzeba w to wierzyć bo w wieku 30 lat będziemy wypalonymi i niespełnionymi ludźmi.

 

Dla mnie święta czy Sylwester ...to dni takie jak inne, dla mnie świętem jest czas, który mogę poświęcić na siebie, swoje zainteresowania i bliskich.

Edited by wojkr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pamiętam jak przygotowywałem się do testów sprawnościowych do szkoły oficerskiej we Wrocławiu. Złożyłem papiery na studia wojskowe i grzecznie czekałem na badania lekarskie. Pojechałem w końcu na badania fizyczne i laryngolog stwierdził skrzywienie przegrody nosowej, co oznaczało dyskwalifikację. Zoperowałem przegrodę i w końcu za trzecią wizytą w Dęblinie załatwiłem te badania i pozostało czekać na testy psychologiczne. Podejrzewałem, że mogę mieć problemy z psychologiem i tak też było. Stwierdził on, iż jestem zbyt nerwowy, aby iść do wojska i oblał mnie. Odwołałem się i pojechałem do Warszawy i było niewiele lepiej. Miał mi pomóc mój wujek pułkownik dostać się do tej szkoły (ogólnie jestem z wojskowej rodziny, dziadek, ojciec i jego dwaj bracia byli wojskowymi), ale w związku z tym, że nie przeszedłem badań psychologicznych, to nie mógł nic zrobić... Z moich planów na życie przyszła totalna klapa!

 

Dodam, że wcześniej, to znaczy zanim zacząłem marzyć o pójściu do wojska, chciałem jeździć ciężarówką i absolutnie nic innego nie widziałem poza tym. Takie plany miałem mniej więcej do 16 roku życia.

 

Minęło sporo lat, a ja nie jestem ani żołnierzem, ani kierowcą ciężarówki.

 

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło kolego:) Jak przygotowywałem się do testów sprawnościowych do tej szkoły oficerskiej (zanim jeszcze wiedziałem, że obleje mnie psycholog), to sporo biegałem i po dziesięciu latach ta wspaniała czynność została ze mną do dzisiaj. Biegam regularnie dwa, trzy, cztery razy w tygodniu, co doskonale pozwala mi wyrzucić z siebie  złą energię.

 

Kiedy moje opisane plany nie zostały zrealizowane, byłem wściekły na cały świat. Nie wiedziałem po co żyję, czułem się gówno warty i ogólnie nie chciało mi się żyć. Trafiłem na studia inżynierię środowiska i pięć lat spędziłem w akademiku. Zastanawiałem się, co ja tutaj robię. Mnóstwo bzdur, które kompletnie mnie nie interesowały. Nic ze studiów nie wyniosłem, nie bawiłem się, nie poszalałem z dziewczynami, a kiedy przyszło mi wyprowadzić się po tym czasie z akademika, to popłakałem się jak małe, niekochane dziecko. Smutek towarzyszył mi przez bardzo długi czas. Ale jak się okazało, to nie był również do końca stracony czas...

 

Kiedy godzinami siedziałem w małym pokoiku w samotności, to zacząłem pisać wiersze. Jeden, potem drugi i trzeci. Widocznie Bóg chciał, abym trafił na dziewczynę, w której się zakocham, a ona się mną pobawi jak zabawką i zostawi. Pisanie było jedynym sposobem, aby wyrzucić z siebie to przytłaczające uczucie, które mnie ściągało na sam dół samopoczucia. Czułem się cholernie źle i po prostu spisałem całą gorycz na papierze w wielu utworach. Zorientowałem się, że pisanie daje mi wielką przyjemność jak mało rzeczy.

 

Aktualnie piszę czwarty tomik wierszy i drugą książkę (mam nadzieję, że w roku pamiętnym 2019 skończę ją (powieść ok 400 stron z wątkami grozy, kryminału).

 

Pracuję na co dzień w biurze nieruchomości i nie jest to zajęcie, które chcę robić do końca życia, ale już mam wizję, bardzo silną wizję, która tak łatwo nie pozwoli mi odejść z tego świata. Chcę wydawać książki jak Steven King albo Dean Koontz. Chcę coś po sobie zostawić na tym świecie nim stąd odejdę i nie odejdę dopóki go trochę nie zmienię. Ta myśl bardzo mnie umacnia.

 

Potrzebne były testy wojskowe, abym pokochałem biegi, samotność w akademiku, abym zauważył, iż potrafię pisać. Te rzeczy były na moim rozwoju niezbędne, czyli rozczarowanie, smutek, separacja od społeczeństwa i niechęć do życia.

 

Kiedy patrzę wstecz, to za nic w świecie nie poszedłbym do wojska, za żadne chiny. Jestem na to zbyt wrażliwy (Afganistan, Irak, codzienna śmierć, zabijanie, mnóstwo trupów wszędzie). Wątpię, czy z wojny można wrócić całkiem normalnym i zdrowym psychicznie.

 

Napisałem Ci ten post, nie aby Cię odciągnąć od Twojego marzenia. Wręcz przeciwnie:) Jeśli czujesz na 100%, że Twoja Dusza tego pragnie, to zagryź zęby i przejdź przez te studia. Będziesz z siebie dumny, bardzo dumny, że Ci się udało. Natomiast, jeśli to nie jest Twoja droga, to życzę Ci, abyś na nią natrafił. Czasami (tak było dokładnie ze mną) nie znamy na pewnym etapie siebie i swoich pragnień do końca. Zna je tylko Bóg i być może coś dla Ciebie szykuje. Z czasem zauważysz, że nawet przykrości i niepowodzenia, które się nam przytrafiają są w jakimś konkretnym celu. Najczęściej chodzi o to, abyśmy ukierunkowali się na pewne decyzje w życiu, co bez odczuwania bólu, potknięć nie jest możliwe.

 

Jeśli czujesz taką potrzebę, to nie wstydź się łez, bo one także są po coś, one oczyszczają duszę. Przejdź się samemu na spacer na przykład do lasu i podziwiaj piękno przyrody, bo to naprawdę pomaga. Wierzę głęboko, iż życie Ci się ułoży kolego i będziesz z siebie zadowolony.

 

Pamiętaj, niebo zawsze się rozpogadza prędzej, czy później zaczyna wychodzić słońce dawca życia.

 

Mam nadzieję, że pomogłem. Przynajmniej z taką intencją pisałem ten post. Trzymam kciuki za Ciebie!

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Maszracius_Iustus napisał:

,,Wichry'' nie ,,Wzgórza''

Były też "Wzgórza mają oczy" i "Wzgórze nadziei" przez "i", nie ji". 😎

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 hours ago, sombrero23 said:

Piszę tu bo muszę zrzucić z siebie rzeczy które mnie bolą.

A mnie bolą literówki. Popraw proszę tytuł pisze się „beznadziei” a nie „beznadzieji"

 

17 hours ago, sombrero23 said:

Jestem na studiach - studiuję lotnictwo, chciałbym w przyszłości zostać pilotem.

Żeby być pilotem nie trzeba kończyć studiów lotniczych. Mam dwóch znajomych pilotów. Jeden z nich z wykształcenia jest socjologiem drugi historykiem. Licencje pilota zrobili w wieku 30 kilku lat. Obaj pracują w Easy Jet. 

 

17 hours ago, sombrero23 said:

Dołuje mnie to że muszę robić coś co mnie kompletnie nie jara (z zamiłowania jestem humanistą, aczkolwiek kocham latanie, tylko że u mnie z przedmiotami ścisłymi jest trochę krucho).

Zacznij studia humanistyczne i tyle.

 

17 hours ago, sombrero23 said:

Innym problemem jest to że czuję się kompletnie samotny.

Ja też tak miałem, ale zacząłem wychodzić do ludzi, zapisałem się do organizacji studenckiej i jakiegoś kółka na roku. 

 

17 hours ago, sombrero23 said:

Nie jestem w niczym dobry, oprócz w języku angielskim,

To już dużo, szlifuj angielski plus inny język  bo przyda Ci się jak będziesz robił licencję. Angielski trzeba mieć perfekt.

 

17 hours ago, sombrero23 said:

Nie wiem co robić, mam wrażenie że jedyną ucieczką z tej sytuacji jest odebranie sobie życia.

Bzdura. Przedtem możesz jeszcze spróbować zmienić studia, znaleźć pracę za granicą i zacząć się cieszyć małymi sukcesami i małymi rzeczami. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak się składam, że sam jestem pilotem i mam kolegów co latają.

 

Mało która osoba podejmując ten zawód zdaje sobie sprawę, jak negatywnie ta praca wpływa na zdrowie. Grafik wygląda tak, że I tydzień loty między 6:00-14:00, gdzie musisz być o 5 na lotnisku, czyli ok 4:30 pobudka. Drugi tydzień np. 16:00-24:00, gdzie często loty się opóźniają i wracasz do domu ok 1-2 w nocy. Ma się przez to kompletnie rozregulowany zegar biologiczny. Nie mówiąc o tym, że lata się też w weekendy, święta itd. Nie ma poczucia stabilizacji. Niedziela jest jak środa.

 

Do tego dochodzi zmęczenie. Każdy kto choć raz leciał samolotem wie, jak to męczy człowieka. Jest się zamkniętym w puszce aluminiowej ze 100-200 pasażerami, gdzie łatwo o jakąś infekcję. Piloci często narzekają na efekt suchego oka, często smarują usta przez wysuszone powietrze w kabinie. Do tego dochodzi zespół aerotoksyczny, ponieważ spalane paliwo, olej itp. dostają się do układów odpowiedzialnych za cyrkulację powietrza. Jest też promieniowanie kosmiczne i ogólnie z piloci mają problemy z płodnością.

 

W Polsce są trzy uczelnie państwowe, po których można najniższym kosztem zostać pilotem. Politechnika Rzeszowska (cywilny), PWSZ Chełm (cywilny) i Dęblin (wojskowym). Jest też masa szkół prywatnych, gdzie za 150-200 tys można w 2 lata zrobić całe szkolenie. 

 

Moja rada. Nie ograniczaj się tylko do latania. To nie jest łatwy zawód. Jest też dużo papierologii i korporacyjności. To wszystko ładnie wygląda z zewnątrz. 

Edited by doler

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem Ci coś. Czytając tego posta stwierdzam że depresja to faktycznie choroba - bo z tego co piszesz to nie masz żadnych bodźców zewnętrznych które mogły by wpłynąć na to żebyś czuł się w sposób jaki opisałeś.

 

Wiem że czasami rady typu "weź się za siebie" etc działają jak plaster na amputowaną kończynę, ale w Twoim przypadku wydaje mi się że po prostu powinieneś iść na trening Boksu, Taja, whatever...zostać trochę przeczołgany po ziemi, dostać w trąbę, samemu komuś w trąbę uderzyć i może poczujesz jakiś najmniejszy sens życia, jakąś odrobinę emocji i sensu istnienia.

 

Polecam Ci film "fight club" - w jakim gównianym momencie życia bym nie był, oglądając go i przypominając sobie pewne sceny nabieram dystansu do obecnego świata i obieram właściwy kurs żeby znów być sobą, może jesteś zagubiony po prostu i życzę Ci żebyś siebie odnalazł.

 

Trzymam za Ciebie kciuki, masz to w sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli escitalopram nie działa, to nie ma sensu go brać. Zmień leki na inne. Z polecanych przez różnych ludzi (m.in. takich, z którymi się znam): bupropion, wenlafaksyna. Wg kilku badań klinicznych regularny wysiłek kardio ma skuteczność w leczeniu depresji (tak, leczeniu) porównywalną do klasycznych SSRI (jak escitalopram czy sertralina) - jak u Ciebie ze sportem? Ja, jak regularnie (4-7 razy w tyg, 5-10km dziennie) biegałem, czułem się zajebiście. Jak wszystko inne zawiedzie, możesz spróbować niewielkich dawek ketaminy, LSD lub MDMA, ale oczywiście to nielegalne, natomiast niektórym ludziom się od tego w mózgu coś przełącza i wychodzą z dołów.

 

A! I jeszcze spanie, jak wyżej ktoś napomknął. Dobrze przespanych kilka nocy pod rząd może człowieka postawić do pionu. Jak masz problemy ze spaniem to zagadaj z psychem o wspomagacze na to. Staraj się trzymać z dala od zolpidemu i zopiklonu, bo uzależniają. W ostateczności walnij przed spaniem flaszkę, sen będzie chujowy po tym, ale możesz być jednym z tych nielicznych osób (ja taką jestem), że po takim spaniu, rano, na kacu, mam mega oczyszczony umysł, jak po jakichś antydepresantach.

 

No i pojawia się pytanie - czy to, co masz, to prawdziwa depresja, czy po prostu od czasu do czasu chujowe myśli? Bo wiesz, chujowe myśli od czasu do czasu każdy ma. Nawet takie, że wszystko jest bez sensu i że może pierdolnąć to wszystko. Człowiek nie jest stworzony do wiecznego szczęścia, najwyraźniej :D

 

Samotność Ci źle robi. Mi też źle robi. Mi pomaga zmiana towarzystwa, wychodzenie do ludzi, nawet jakieś idiotycznie włóczenie się po centrum handlowym albo wypad na jakiś koncert.

@AdamGdynia jak dla mnie to Fight Club - mimo że to genialny film, jeden z moich ulubionych - jest zdecydowanie depresyjny, bo jednym z kluczowych motywów tam jest właśnie krytyka sztuczności współczesnego świata. Samo napierdalanie się po mordach nawet summa summarum jest tam pokazane jako jeden wielki eskapizm. Mnie to pozytywnie nie nastraja. Osobiście nie polecam oglądać jak się ma jakiegoś większego doła.

Edited by leto

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, leto napisał:

 

@AdamGdynia jak dla mnie to Fight Club - mimo że to genialny film, jeden z moich ulubionych - jest zdecydowanie depresyjny, bo jednym z kluczowych motywów tam jest właśnie krytyka sztuczności współczesnego świata. Samo napierdalanie się po mordach nawet summa summarum jest tam pokazane jako jeden wielki eskapizm. Mnie to pozytywnie nie nastraja. Osobiście nie polecam oglądać jak się ma jakiegoś większego doła.

Zauważ jedną zajebiście ważną rzecz - główny bohater schizofrenik jak się okazuję "miał w sobie" cały czas to czym a właściwie kim chciał być.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@AdamGdynia tak, to jest jedna z możliwych interpretacji. Alternatywna jest taka, że na koniec wybrał tą swoją ułożoną, ikeowską część osobowości, zabijając w sobie Tylera. Co autor (Palahniuk - gej który napisał jedną z najlepszych książek o mężczyznach dla mężczyzn ever - ciekawe, nie?) miał na myśli, ciężko powiedzieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten film zmienia punkt widzenia bo daje jasno do zrozumienia że tak na prawdę wszystko i nic jest w nas.

 

Jeżeli chcesz być gościem X czy tam Tylerem Durdenem to będziesz.

 

Jeżeli uznasz że jesteś słaby i nie radzisz sobie ze swoimi słabościami to tak też będzie.

 

Jeżeli chcesz robić problemy z niczego to będziesz.

 

Jeżeli nie będziesz sobie robić nic z niczego i lecieć całe życie na farcie, tak będzie.

 

To jest moja interpretacja, ale na podstawie własnego życia i obserwacji środowiska a miałem na to i czas i miejsce, to tak to wygląda.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, misUszatek napisał:

Da się z tego wyleczyć w ten sposób, że przestaniesz brać tabletki i będzie już dobrze? Wydaje mi się, że jak ktoś już zaczyna brać psychotropy to już przy nich zostaje prawie na zawsze.

Wydaje mi się że tak. To nie jest tak że jestem od nich kompletnie uzależniony

4 godziny temu, Carl93m napisał:

Oglądałeś film "Wzgórza namiętności"? Jeśli nie to poproszę Cię, żebyś obejrzał. Jest tam postać Tristana, jestem ciekawy jak zareagujesz po seansie.

Nie, ale z chęcią obejrzę. Ostatnio takim filmem który dał mi do myślenia był "American Beauty"

4 godziny temu, eusebio napisał:

Prawda jest taka, że nie doceniasz tego co masz.

Właśnie problem w tym że wiem że tego nie doceniam, przez co mam mega poczucie winy jednocześnie. Nie wiem jednocześnie jak mam to docenić.

 

2 godziny temu, Chris napisał:

Mam nadzieję, że pomogłem. Przynajmniej z taką intencją pisałem ten post. Trzymam kciuki za Ciebie!

Dziękuję Ci bardzo, twoja historia naprawdę mnie pokrzepiła :) 

2 godziny temu, Kleofas napisał:

Ja też tak miałem, ale zacząłem wychodzić do ludzi, zapisałem się do organizacji studenckiej i jakiegoś kółka na roku.

Sam chodzę na imprezy studenckie, zapisałem się do chóru żeby poznać nowych ludzi. Lecz nadal to uczucie mnie nie opuszcza.

2 godziny temu, doler napisał:

Tak się składam, że sam jestem pilotem i mam kolegów co latają.

A czy mógłbyś mi opisać jak wyglądała twoja droga do tego zawodu?

1 godzinę temu, AdamGdynia napisał:

Polecam Ci film "fight club" - w jakim gównianym momencie życia bym nie był, oglądając go i przypominając sobie pewne sceny nabieram dystansu do obecnego świata i obieram właściwy kurs żeby znów być sobą, może jesteś zagubiony po prostu i życzę Ci żebyś siebie odnalazł.

 

Trzymam za Ciebie kciuki, masz to w sobie.

Film z pewnością też obejrzę, dzięki też za wsparcie

1 godzinę temu, leto napisał:

No i pojawia się pytanie - czy to, co masz, to prawdziwa depresja, czy po prostu od czasu do czasu chujowe myśli? Bo wiesz, chujowe myśli od czasu do czasu każdy ma. Nawet takie, że wszystko jest bez sensu i że może pierdolnąć to wszystko. Człowiek nie jest stworzony do wiecznego szczęścia, najwyraźniej

Nie wiem, wydaje mi się że tak, bo przez 2/3 liceum też miałem praktycznie na co dzień czarne myśli. Miałem nadzieję że to się zmieni wraz z rozpoczęciem studiów. Jak widać jednak nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, sombrero23 napisał:

Chciałbym mieć więcej pewności siebie, być bardziej wytrwałym, inteligentniejszym, mniej naiwnym i wrażliwym, silniejszym psychicznie

 

Elegancko!!!. Wiedzieć czego się chce to bardzo duże osiągnięcie. Trzymaj się tego. 

 

Co ciekawe, to to , że wszystkie wymienione przez Ciebie "cele" dotyczą Ciebie, Twojego wnętrza, Twojej osobowości, tożsamości. 

 

Uważam, że intuicja Ci dobrze podpowiada, czym się zająć, co jest ważne i do tej pory zaniedbane.  Ale jak to praktycznie wykonać? , jak coś zmienić? Jak żyć by czuć przyjemność?

 

Poświęć możliwie najwięcej uwagi na Siebie.  Pewnie tkwisz w mocnym przekonaniu, że już wiele czasu i energii zmarnowałeś na Siebie i szkoda dalej tak się męczyć. Z tego co piszesz to wynika, że uważasz się za nieudacznika, 

Czy to jest prawda? Oczywiście że nie, ale przecież każdy ma prawo do własnej opinii. Ty masz taką opinię o Sobie i mechanicznie, nawykowo powtarzasz ją jak mantrę, co w konsekwencji przekłada się na życie jakie masz. Nazywasz to czarnymi myślami, a to ulubione zabawki Twojego ego :)  Zadziwiające jak sami robimy się w choooja :)

 

Radzę Ci podzielić Twoje życie na : wewnętrzne i zewnętrzne. I zająć się odbudową życia wewnętrznego. Twój świat zewnętrzny "dopasuje się" sam, a poza tym nie masz nad tym kontroli więc można sobie odpuścić latanie za nim.

Odpuść sobie poszukiwania przyjaźni, dziewczyny i innych sukcesów, bo będziesz je sam sabotował i siał destrukcję. Przyład:  uważając się za humanistę, automatycznie generujesz opór do matematyki czy fizyki. Znajdź w Sobie ciekawość czym jest ta matematyka, czy fizyka. Dla mnie to mega humanistyczne przedmioty. Natomiast w angielskim, który znasz nie widzisz schematów? wzorów? ... matematyki?! ja widzę ona też tam jest :)  

 

Zajmij się Sobą. Możesz już w wolnych chwilach zazdrościć swoim przyszłym znajomym, że mieli takiego farta i poznali kogoś tak zajebistego jak TY. :)  

Przyznaj szczerze czy Twoje ego jest w stanie przyjąć taki sposób myślenia??? ;)

 Abstrakcja,co?

 

No dobra, ale poza wolnymi chwilami ważne uczucia : wdzięczność, pokora, życzliwość, miłość, troska, ochota, serdeczność ... dla SIEBIE.  

  

 

Materiałów w Internecie jest sporo -  znajdź swoich guru, którzy zainspirują Cię do poszukiwań i badania życia. Potem zejdziesz ze szlaku i wybierzesz własną drogę.

 

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na poważnie to ci polece Mateusza 11:28

Cytat

28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.