Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

5 godzin temu, Holden napisał:

Jeśli masz problem z pornografią i masturbacją, zainteresuj się NoFapem. Tak jakoś przyszło mi to do głowy.

Niedlugo na każdą dolegliwośc będą polecac nofap 😄

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drogi autorze, usiądź spokojnie pośród drzew czując klimat otaczającego Cię miejsca. Zamknij oczy i zadaj sobie pytanie " gdzie / kiedy / w jakiej sytuacji zgubiłem jaja ", za pewne umysł Twój bardzo szybciutko pokaże Ci obraz który będzie odpowiedzią na Twoje pytanie. Wiedząc kiedy i w jakiej sytuacji straciłeś kohones będziesz wiedział co sprawiło że masz takie zdanie o sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Brat Jan napisał:

Załapałeś co chcę przekazać?

Tak. Wiem że zasadniczo "nic nie muszę".

Ale jak chcę osiągnąc dany efekt, to powinienem podjąć pewne kroki, tak??

 

 

53 minuty temu, Tim2049 napisał:

Polecam kalistenikę w wydaniu klasycznym. 

Ale dlaczego? Co to zmieni??

 

@Byłybiałyrycerz

Wiesz, nie sądzę, że to jakaś jedna sytuacja, raczej ciągły proces.

Chodzi Ci o to, że mam złe zdanie o sobie?

Edited by Garrett

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeszcze jak lwa złapią, i wjepią do klatki to pół biedy. Bo pamięta czasy wolności. Najgorzej gdy małe lwiątka rodzą się w zoo, i całe życie spędzają w klatce. Nawet nie wiedzą jak mogły by żyć. Popłaczę się w hoy.

Zastosuj świętą trójcę. Pompki, podciąganie na drążku i dipsy.

Gdybyś teraz odpalił muzę i zaczął sam tańczyć to spaliłbyś cegłę? Popatrz, tak ciężko samemu ze sobą!

A tak na jaja, gdybym owinął duuuużą dechę grubym sznurem, umieścił gwoźdź ostrym końcem na zewnątrz gdzieś po środku dechy, zawiązał Ci oczy opaską to..... zajepałbyś z całej siły w dechę? pomimo że ryzyko trafienia małe?

A gdybym powiedział, że gwoździa niema, uwierzyłbyś? zajepałbyś?, a gdybyś sciągnął opaskę sam to wtedy zajepałpyś bez względy czy ten gwoźdź jest czy nie, kuhwa jak jakaś tania historia "szaolin"

A tak na zjepa, to poproś kogoś niech owinie Ci łapy grubą taśmą na drążku, tak na pół godziny. Będziesz machał, nogami się ratował, ale po pół godziny pokochasz drążek.

Albo na maxa. Z zaufaną osobą. Z czajnikiem ciepłej wody. Na mrozie. Do góry na drążku i poliż go. Scalicie się!!! Zaczniesz wyć to kolo poleje wodą, ciepłą

A gdybyś jakiejś babie powiedział, "khurde, nie boje się kobiet ale w Tobie coś jest, że się dygam, Co?" I niech się plącze!

bo gdyby baba Ci wypaliła, "khurde, nie boje się facetów, ale Ciebie się dygam" co byś odpowiedział? no ale czy są takie charakterne baby?

 

Jedni gadają że dzień bez książki, seksu, muzy dniem stracony, dla mnie bez 100 pompek! Tak o, i jest dobrze.

10 minut temu, Garrett napisał:

Ale dlaczego? Co to zmieni?? 

Jak zrobisz 10x muscle up to zobaczysz. Wpisz "se" w yt i zobacz, a to prze hoy jest.

 

Muza, trening. Interakcja z ludźmi, wyprostowana postawa i klata przed brzuchem, kultura.

Wystarczą takie bawełniane tshirty po 15zyla!!! Takie fajne, lekko opinające ale nie za bardzo. Zobaczysz.

Edited by IgorWilk
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, IgorWilk napisał:

Jak zrobisz 10x muscle up to zobaczysz.

Kurna, jeszcze bez gumy nie zrobię...;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciach ^ ^ ^ Jest tam parę smętów, ale jedno wiem na pewno. Gdy zdajesz sobie sprawę, że tylko Ty jesteś odpowiedzialny za to, w którą stronę ruszysz, co zrobisz, a każda decyzja jest doskonała, bo Twoja (a w którą stronę byś nie poszedł, to teoretycznie wrócisz w to samo miejsce).

U mnie to działa trochę, jak wahadło (nie jest to efekt stały), ale nawet dwudniowy biwak bardzo pozytywnie na mnie oddziałuje. Czuję się wtedy jak król dżungli. 

 

Jak odzyskać jaja?

Podejmując wyzwania nie zadowalając się wymówkami, jakie nam oferuje podświadomość.

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Garrett pyta co zmieni trening kalisteniki.

Trudno mi Ciebie "wyczuć" więc udzielę dwóch odpowiedzi byś sobie dopasował:

 

Odp. 1. Jeśli chciałeś się tylko poużalać nad sobą publicznie i denerwujesz się że ludzie burzą Twoją strefę konfortu, to nie mam Ci nic do powiedzenia. 

 

Odp. 2. Jeśli pytasz "dlaczego" choć chciałeś spytać "jak kalistenika wyrabia jaja" to tłumaczę. Kalistenika, to technika pracy z ciałem i duchem. Wyrabiając siłę i sprawność zaczynasz uzewnętrzniać energię męską do tego stopnia, że kobiety zaczynają zwracać uwagę a potencjalni wrogowie zastanowią się dwa razy czy zaczepić. Technika ta nie wymaga nakładów finansowych i można zacząć od zerowego przygotowania fizycznego. 

 

Którą odpowiedź wybierasz? 

Edited by Tim2049
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Słuchaj z naciskiem o tłumionej agresji. Coś co robi z ludzi białorycerzy i popychadła dla innych.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Garrett napisał:

Mój problem jest taki, że nigdy nie miałem tzw. "jaj". Więc w sumie ten temat powinienem może nazwać: Jak zyskać jaja?? :blink:

Zawsze byłem grzeczny i układny, co oczywiście z wiekiem odbijało się na mnie tak, że bywałem w szkole popychadłem itp. Wiecie jak to jest.

Mam totalną konfrontacjo-fobię. Bałem się i boję nadal postawić ludziom, którzy zachowują się wobec mnie nie tak jak "powinni".

 

To się też odbija na kontaktach z kobietami, bo one wyczuwają moją słabość chyba.

Nie wiem jak odzyskać męska siłę i godność...

A może po prostu zaakceptować to jaki jestem? <_<  Nie ukrywam jednak że przeszkadza mi to w życiu i odbija sie na mojej samoocenie i pewności siebie.

 

Co myślicie???

Bracie, czytając Twój post miałem wrażenie, że odnosi się do mnie...

 

Jakieś dwa, trzy lata temu zacząłem stawiać sobie małe cele. Całe życie nie umiałem pływać i postanowiłem się nauczyć w końcu. Bałem się wchodzić do wody na 180 cm, a teraz? Śmigam kraulem 40 długości bez problemu.

Potem przyszło prawo jazdy na motocykl. Zapisałem się na kurs i zdałem w końcu egzamin kat. A za pierwszym razem, pomimo że nigdy wcześniej nie jeździłem motocyklem, a podczas nauki kilka razy się wywróciłem na placu.

 

W tamtym roku wysłałem swoją książkę do kilku wydawnictw i niestety z wydaniem książki mi się nie udało. Trudno. Nie załamałem się. Piszę obecnie kolejną książkę i wiem, że z czasem mi się uda stworzyć fajną lekturę.

 

Już dawno przekroczyłem wiek pełnoletności i od pewnego czasu obserwuję, że życie pomalutku zaczyna się układać po mojej myśli. Nie ma jakiś rewelacji, ale wiem, iż skoro udało mi się osiągnąć poprzednie cele, to mogę i kolejne.

 

Na rok 2019 postanowiłem:

 

1.Zapisać się na boks, bo zawsze odczuwałem strach przed biciem. W pewnym momencie zrozumiałem ,że nie ucieknę przed tym i trauma z młodości będzie mnie nękać do końca życia. Koniec i kropka! Za namową Pana Marka z audycji poszedłem do szkółki. Wiadomo, że fighterem już nie będę, ale mam nadzieję chociaż trochę pewniej poczuć się na ulicy. Mam za sobą pierwszy trening w tym tygodniu i nie było tak źle. Nikt mnie nie zbił, ale za to mogłem się trochę wyżyć na worku. Oczywiście zamierzam kontynuować naukę i nie mogę się doczekać kolejnej lekcji.

 

2.Wyprowadzić się od rodziców. Już najwyższy czas, tym bardziej, że moja rodzina nie wywiera na mnie pozytywnego wpływu (alkoholizm w rodzinie troszkę poturbował mą psychikę).

 

3. Pójść na panie płatne, bo jako wieczny, nieśmiały samotnik przestałem żyć iluzją, iż uda mi się coś zaliczyć w realu. Mam małe szanse póki co na znalezienie sobie kobiety, więc pozostaje dla mnie tylko taka opcja.

 

Poza tym chcę dodać, że musisz bracie otoczyć miłością swoje wewnętrzne dziecko, czyli duszę. Dbaj o swoje ciało, zwracaj uwagę, co jesz, z kim się zadajesz i o czym myślisz. Słuchaj nagrań relaksacyjnych, których jest pełno w sieci. Zwracaj się do siebie z szacunkiem i tego wymagaj od innych. Jeśli Ci ktoś nie pasuje, to stanowczo ucinaj kontakt z delikwentem.

 

Na tą chwilę tyle:)

 

 

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, TheShy napisał:

Są kobiety, które nie mają kulek między nogami a wykazują się zachowaniem 150% bardziej samczym niż niektórzy faceci

Mam w pracy taką laskę, jest bardzo pewna siebie i rozstawia resztę lasek z biura po kątach, nawet facetami próbuje rządzić, jest apodyktyczna, od niej to niejeden mógłby się uczyć wyznaczania granic...

Introwertycy nie lubią konfrontacji, walczyć o swoje, odpuszczają... to kwestia osobowości, pewnie ciężko to zmienić, ale warto próbować...

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Eh, przestańcie już tak romantyzować tę kalistenikę, bo to sport jak każdy inny. A to oznacza, że każdy będzie dobry w tej sytuacji. No może poza curlingiem... :P

 

Moja rada: wykorzystuj to, co już masz. Masz bowiem w pewnych aspektach (przede wszystkim intelektualnie) przewagę nad przeciętnym człowiekiem i na tych atutach buduj swoją siłę oddziaływania społecznego. Jak sobie uświadomisz, że inteligencją i wiedzą górujesz nad większością osób, z którymi masz styczność, od razu inaczej zaczniesz patrzeć na Wasze relacje. To jest o wiele wartościowsze niż górowanie nad kimś masą czy siłą fizyczną.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Improwizator napisał:

przestańcie już tak romantyzowaćkalistenikę

Chodzi o to by @Garrett podjął działanie a nie wiecznie badał tematy. 

 

Zaproponowałem pewien gotowy system samorozwoju, łatwy do wdrożenia. Masz rację że jest wiele możliwości, ale dlaczego faceci z nich nie korzystają. Masz na to odpowiedź @Improwizator

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Tim2049 napisał:

dlaczego faceci z nich nie korzystają. Masz na to odpowiedź @Improwizator

A co to wniesie do tematu? Tu rozmawiamy o jednym, konkretnym z Braci i skoro zaczął on od ciężarów na siłowni i dobrze mu z tym, to niech w tym się rozwija. Nie budujmy w nim poczucia, że to co robi jest "gorsze" czy "nieoptymalne" i powinien robić coś innego. Ważne, że coś robi.

 

Inna sprawa, że sprawność fizyczna nie jest warunkiem wystarczającym dla posiadania pewności siebie. Nie jest nawet warunkiem koniecznym. Po prostu nie zaszkodzi, a najwyżej pomoże. Nic więcej.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Improwizator napisał:

Ważne, że coś robi

Moim celem nie jest polemika z Tobą. Pamiętaj, że to Ty umniejszasz jedną z metod treningu nazywając ją "romantyczna". 

 

Skoro padło pytanie jak w tytule, to znaczy że autor nie jest zadowolony i szuka inspiracji. Może "coś robienie" się mu nie sprawdza. Może problem jest w motywacji a może w fałszywych przekonaniach. Pozwól by temat rozwijał się swobodnie. Może komuś pomoże... 

Edited by Tim2049
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, Marden napisał:

Jak odzyskać jaja?

Podejmując wyzwania nie zadowalając się wymówkami, jakie nam oferuje podświadomość. 

O to właśnie chodzi, baaaaardzo dobrze ujęte.

Edited by Kubek

Share this post


Link to post
Share on other sites

jakieś 2-3 lata temu sam zadałem sobie to samo pytanie, byłem bardzo podobony do Ciebie, (w sumie jeszcez nie jest tak jak powinno być, ale jest duży postęp).

To co mnie pomoglo się zmienić:

- siłownia, ogólnie więcej ruchu - jak widzisz, że rosną Ci mięśnie i stajesz się silniejszy to wspomaga pewność siebie,

- praca - taka, z której będziesz zadowolony i w któej uczysz sie nowych rzeczy, masz jakies wyzwania, 

- poszukiwanie informacji w tym temacie w Internecie (z dozą rozwagi - ludzie czasem piszą takie głupoty XD),

- książki - No More Mr Nicy Guy - lektura dla Ciebie konieczna ;) też jesteś miłym... :) ale da się to zmienić, trzeba tylko miec wiedzą skąd się biorą u nas pewne mechanizmy, jak juz wiesz to możesz zadziałać inaczej,

- książki - Kobietopedia - jak już stwierdzisz, że pora zacząć sie rozglądać za kobietami - lektura również ciekawa dająca do myślenia;)

 

pozdrawiam ;) 

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Chris Hmm nie będę ci mówił, że divy są bez sensu bo nigdy nie byłem ;). Ale powiem ci - ja byłem takim rycerzem i tak nieśmiałym gościem, że ja pier... Pierwszą kobietę miałem w wieku 25 lat. W sensie ona skradła mój kwiatuszek :D. Wpadłem do kumpla na szamę i ona tam była. Całkiem sympatyczna, uśmiechnięta. Zaproponowałem podwózkę do domu - zgodziła się. Wziąłem numer na pożegnanie. Kilka dni później umówiłem się na pizzę i karaoke. Tam z nerwów (bo na randce nie byłem daaawno) najebałem się i zasnąłem na stole. Ona śpiewała do mikrofonu. Potem jeszcze zapłaciła za pizzę bo nie miałem sił wyciągnąć pieniędzy. Kilka dni później wpadłem po nią i poszliśmy na drinka. Jedno, drugie spotkanie i wylądowaliśmy u niej na mieszkaniu. Już bez ubrań. Potem z górki... Tylko tyle i aż tyle żeby mieć dziewczynę. I to ci mówi koleś, który potrafił siedzieć w necie przez 7h i ściągać dziewczyny w jpg'ach na dysk robiąc im ołtarzyk :PWięc nie dramatyzuj - z takim podejściem przegrywa to faktycznie nic nie wyrwiesz. Nauczyłeś się pływać od zera a do dziewczyny nie powiesz: "cześć, Chris jestem. Fajna sukienka, ładnie na tobie leży"?

Edited by Tomko
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 12.01.2019 o 21:14, Tomko napisał:

@ChrisTylko tyle i aż tyle żeby mieć dziewczynę. I to ci mówi koleś, który potrafił siedzieć w necie przez 7h i ściągać dziewczyny w jpg'ach na dysk robiąc im ołtarzyk :PWięc nie dramatyzuj - z takim podejściem przegrywa to faktycznie nic nie wyrwiesz. Nauczyłeś się pływać od zera a do dziewczyny nie powiesz: "cześć, Chris jestem. Fajna sukienka, ładnie na tobie leży"?

Dzięki za te szczere słowa otuchy:)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Hidalgo
      Czyż naprawdę więcej potrzeba...
       
       
       
       

    • By leto
      Przypadkiem trafiłem dziś na Terry'ego Crewsa. Znacie go z reklam Old Spice'a, gdzie się mocno wygłupia, ale prawda jest taka, że niezły z niego kozak. Grał kiedyś w NFL, wspomina też o swoim burzliwym dorastaniu, bójkach na ulicy itd. Ciekawie mówi o męskości, o stereotypach. Część jego opinii to (jak sądze nie celowe) uderzenie w tzw. Red Pill, który w dużej mierze, niestety, sprowadza się do manipulowania kobietami i patrzenia na nie z góry (w pewnym momencie, trafnie, używa określenia "socjopaci" na ludzi stosujących takie taktyki). Fakt, można powiedzieć - jak wyglądasz jak Crews i masz jego sławę, to nie potrzebujesz nic z rzeczy typu Red Pill. Powstaje jednak pytanie, co to mówi o osobach, które tak nie wyglądają i nie mają jego rozpoznawalności/pieniędzy. Czyżby to, że zaklejają mizoginistycznymi plasterkami swoje braki w samoocenie?
       
      W każdym razie, polecam przesłuchać, materiał niezbyt długi i wg mnie ciekawy.
       
      PS. Crews jest mocnym orędownikiem walki z pornografią, sam przyznaje się do wieloletniego uzależnienia i twierdzi, że z tym zerwał, przez co stał się lepszym człowiekiem.
       
       
    • By wolnystrzelec
      Szanowni Panowie,
      zakładam temat ku przestrodze. Niech pomaga szczególnie młodym, żądnym cielesnych uniesień z gatunku tych nietypowych.

      Obserwuję w mediach społecznościowych różne osoby - od polityków przez działaczy społecznych, dziennikarzy, feministki, pisarzy, aż po osoby szukające "atencji" (cudzysłów, gdyż słowo to nie jest tu użyte we właściwym, lecz w popularnym ostatnio znaczeniu). Nie jest pewnie dla Was nowością, że istnieją na Instagramie konta młodych kobiet, które otrzymują masę pozytywnego feedbacku tylko dlatego, że są... młodymi kobietami. Nie mam na myśli tylko tych ponadprzeciętnie atrakcyjnych - chodzi o kobiety w ogóle. "Panie instagramowe" zapewne mogłyby wstawić zdjęcie z codziennej czynności w toalecie, a i tak zyskałyby aprobatę.
       
      Wiele takich osób podbija sobie "atencję" przez zadawanie pytań w tzw. instastory. Dla niewtajemniczonych: to obrazek lub film, który mogą zobaczyć obserwujący daną osobę przez dobę od dodania. Jeśli padnie pytanie, a osoba je zadająca udzieli odpowiedzi, odpowiedź ta pojawi się wraz z nowo dodanym zdjęciem w kolejnym instastory. Czyli na kolejnym obrazku. Będzie tam też treść zadanego pytania. Na nowym obrazku może być np. wyraz twarzy osoby odpowiadającej jako reakcja na zadane pytanie. Często "instagramowa pani" inicjuje zadawanie pytań tekstem w stylu "ale mi się nudzi, pytajcie".
       
      Jedna z obserwowanych przeze mnie "atencjuszek" dostaje co chwilę pytania z gatunku erotycznych. To dziewczyna o urodzie 6/10. Widzę masę próśb o sprzedaż bielizny, skarpet, propozycje płatnych spotkań itp. Sam również miałem kiedyś fake konta pań na podobnych portalach, w tym randkowych. Oczywiście było to samo. Skala męskiego upodlenia jest co najmniej alarmująca. Panowie pisali m.in. z prośbą o poniżanie ich i od razu oferowali za to zapłatę. Sami z siebie, nieproszeni, wysyłali zdjęcia swojego ciała przebranego w damskie ubrania w klimatach japońskiej mangi erotycznej. Byli gotowi zwracać się do wyimaginowanej kobiety per pani, a sami określali siebie mianem psów. Długo można wyliczać. Nie mam już tych kont, bo naprawdę przykro się na to patrzy. Dodam, iż nie inicjowałem rozmów i nie starałem się ich podtrzymywać. Mężczyźni poniżali się na absolutnie własne życzenie.
       
      Ciekawi mnie, jakie przykłady dobrowolnego upokorzenia się mężczyzny przed kobietą Wy mieliście okazję zobaczyć. O ile był ciąg dalszy, też warto go opisać, bo może (w co śmiem wątpić) zdarzyło się, iż relacja takiego mężczyzny z kobietą poszła w dobrym kierunku - nie wiem, dobrali się pod względem upodobań czy coś.
       
      Jedyna pointa, jaka mi się nasuwa po tych obserwacjach, brzmi: szanuj się, mężczyzno - kobieta nie zrobi tego za Ciebie.
    • By wolnystrzelec
      Szanowni,
       
      czytam forum od dłuższego czasu i zaczynam zauważać u siebie niepokojące zjawiska. Często ostrzegacie przed pewnymi cechami, charakterystycznymi dla sporej części kobiet. To m.in. niezdecydowanie, szukanie "lepszej gałęzi", niepewność w kwestii uczuć, brak/słabe podniecenie przy "samcu beta" czy używanie określeń nie wprost ("miś, ja nie wiem, co czuję"; "musimy zrobić sobie przerwę"). Ze smutkiem przyznam, że powyższe cechy widzę u samego siebie.
       
       
      Jak się to objawia?
       
      - niezdecydowanie - od dziecka nie umiem podejmować ważnych (a czasem i błahych) decyzji. Utkwiła mi w pamięci sytuacja: jestem z mamą na rynku, chcemy kupić termometr do mojego pokoju. Są do wyboru trzy - jeden biały, drugi biało-czarny, trzeci chyba brązowy lub beżowy. Rzecz kosztowała wówczas (ok. roku 2000) kilka czy kilkanaście złotych. Stałem nad nimi dobre pół godziny, jakbym miał przynajmniej podpisać umowę o kredyt na nową S-klasę. Pani sprzedająca żartowała "przebiera, jakby miał do wyboru trzy dziewczyny". Dziś tego problemu by nie było, bo mam jakieś minimalne wyczucie estetyki i dobieram wyposażenie pod kolor mebli, sprzętu, ścian i wszystko w miarę się komponuje. Są natomiast inne kłopotliwe sytuacje - niedawno stałem przed decyzją o porzuceniu studiów, których nijak nie mogłem pogodzić z pracą. Dodam, że mam już magistra i to był kolejny etap. Czułem, że porwałem się z motyką na słońce - za wcześnie, bez dorobku naukowego, a w dodatku w innym mieście, niż moja praca. Ostatecznie zrezygnowałem, ale ta myśl chodziła za mną już od dwóch lat. Zmarnowałem trzy lata, bo nie umiałem tego uciąć. Gdyby nie to, być może byłbym już na kolejnym kierunku, w tym samym mieście, i miałbym za sobą jakieś fajne osiągnięcia. Tak chociażby, jak mój kolega, który zmienił kierunek po pierwszym roku.
       
      - szukanie "lepszej gałęzi" - jeszcze nie byłem w związku, w którym czułbym się w 100% usatysfakcjonowany. Emocjonalnie ani seksualnie. Często czuję, że jest dobrze, naprawdę okej, po partnersku, seks też całkiem gra. Niby wszystko git. Ale to tak, jak z jazdą samochodem - po prostu przemieszczam się z miejsca na miejsce jakąś zwykłą skodą. Niby wszystkie funkcje samochodu są spełnione - jedzie, skręca, hamuje. Ale kurczę, to nie są wrażenia z bmw czy sportowego mercedesa. To po prostu się toczy.
       
      - niepewność w kwestii uczuć - zawsze jestem ostrożny z deklaracjami, ale nie wynika to tylko z mojego ogólnie ostrożnego charakteru. Ja po prostu nie mam tych emocji, które popchnęłyby mnie do powiedzenia słowa "kocham". Wiecie, kiedy ostatni raz to powiedziałem? Gdy zrywałem z byłą. Rozpłakałem się wtedy, jak dziecko. Było to zupełnie bez sensu, bo to ja zrywałem, a jednocześnie płaczem sygnalizowałem, jak mi będzie źle bez niej. Gdzie tu logika? Wtedy nazwałem byłą "kochaniem". Wzruszyła się, czułem to w jej głosie. Pierwszy raz to powiedziałem, od kiedy się poznaliśmy. Ale decyzja została podjęta. Z obecnej perspektywy uważam, że słuszna, bo związek męczył nas oboje. To jednak poboczny wątek. Słowa o miłości padły pod wpływem emocji. Miłości tam nie było, jedynie przywiązanie.
       
      - brak/słabe podniecenie przy "samicy beta" - miałem już trochę doświadczeń z kobietami i wiem, że u nas (a przynajmniej u mnie) działa to identycznie, jak opisujecie, że działa u pań. Nie wystarczy fajna relacja. Nie wystarczy partnerstwo. Są pewne fizyczne cechy kobiet, które sprawiają, że facet wariuje. Nie wiem, czy to proporcje długości nóg, kształt twarzy czy np. szerokość bioder. Fakt faktem, jest coś na rzeczy. Zdarzało mi się już, że relacja była fajna, osobę baaardzo lubiłem, ale seks był taki sobie. Nie chcąc stracić wartościowej relacji, sam "robiłem swoje" w wolnych chwilach, żeby ciągle nie myśleć o jednym i móc osiągnąć satysfakcję w taki sposób, jaki mi pasuje - zwykle wystarczało lekkie porno w lubianych przeze mnie klimatach, a nawet odpowiednie tagi na instagramie, pintereście itp. "Samica beta"? Owszem, istnieje. Nawet się z tym typem zetknąłem, choć samo określenie wydaje mi się okropne i odczłowieczające. To typ miłej dziewczyny, która nie myśli prawie wcale o sobie, a chłopaka traktuje, jakby był jej synem. Tzn. przynosi coś do jedzenia, zaprasza do domu na ciastka, sama z siebie kseruje notatki i przynosi, żeby tylko czegoś na studiach nie przegapił itp. Jest ogółem na każde zawołanie. Szczerze? To bardzo miłe, ale w równym stopniu krępujące. Nie wyobrażam sobie związku z kimś takim. Lubię, gdy dziewczyna myśli trochę o sobie, opowiada o planach, ambicjach. Nie chodzi o narcyzm i chwalenie się. Chodzi o to, żebym widział w niej wyrazisty, fajny charakter.
       
      - używanie określeń nie wprost - robiłem tak, gdy związek z byłą chylił się ku upadkowi. Twierdziłem, że potrzebujemy przerwy. Ona uznała, że skoro mają wchodzić w grę jakiekolwiek "przerwy", to tak, jakbyśmy mieli się rozstać. Pod tym względem bliżej do Waszej wiedzy było jej, niż mi. To było jakieś pół roku przed spróbowaniem przeze mnie czerwonej piguły.
       
      Tylko właśnie - czy to ja potrzebuję owej piguły, czy może dziewczynom przydałaby się ona przed kontaktem z takimi facetami, jak ja? Od jesieni mocno zmieniło mi się myślenie, m.in. pod wpływem Marka oraz Rafała Olszaka z OcalSiebie, ale i tak zauważam u siebie białorycerskie cechy, a teraz zacząłem się zastanawiać, czy to nie są wręcz cechy typowe dla przeciwnej płci.
       
      Co jeszcze dało mi do myślenia? Moja ex (osoba biseksualna) powiedziała kiedyś po intymnych chwilach, że "kocham się z nią, jak kobieta". Nie stanowiło to wyrzutu, raczej komplement. Dodała, że jeszcze z żadnym facetem nie kochała się w ten sposób i dawno nie czuła się "tak wypieszczona i zaopiekowana". I przypomina jej się to, co robiła z kobietami.
       
      Jestem też osobą bardzo emocjonalną, skorą do łez i ostrych słów - głównie pod swoim adresem. Potrafię ranić psychicznie, dawniej wiele osób przekonywałem, że nie nadaję się do związku z nimi. Przez swoje niepowodzenia w pracy usuwałem ze znajomych osoby, na których mi zależało, żeby siebie samego ukarać. Twierdziłem, iż "nie zasługuję na związek z kimś takim".
       
       
      Nakreślę jeszcze pokrótce, jak wyglądało moje wychowanie:
       
      Jestem z małego miasta. Nie mam ojca - zostawił matkę, gdy zaszła w ciążę. Nie było alimentów ani testów. Wrócił do niej po kilku latach. Ona ze względu na moje dobro zacisnęła zęby i wybaczyła, ale ostatecznie nie przetrwało to i dorastałem bez męskiego wzorca. W domu był co prawda dziadek, ale miał problem z alkoholem. Nie był to skrajny alkoholizm - zwyczajnie lubił sobie wypić małpkę lub tanie wino, lecz nie miał do tego zdrowia i szybko się upijał. Mama i babcia raczej krytycznie go odbierały, choć nie dochodziło do poważnych scen, kłótni itp. Gdy dziadek przychodził po wypiciu, był kierowany do swojego pokoju, a ja słyszałem "dziadek źle się czuje, musi odpocząć" albo "dziadek dziś nie jest w stanie, jutro z nim porozmawiasz". Babcia z mamą co jakiś czas spierały się w kwestii wychowania mnie. Czasem też jedna z nich miała mi coś za złe, a druga - przynajmniej częściowo - stawała po mojej stronie.
       
      Do pewnego czasu nie potrzebowałem nawet i nie lubiłem towarzystwa chłopaków. W szkole kumplowałem się głównie z dziewczynami, miło siedziało mi się z nimi w ławce czy dyskutowało. Kolegów i przyjaciół zacząłem poznawać w gimnazjum. W liceum nauczyciel prowadzący zajęcia dodatkowe stał się moim nieoficjalnym idolem. Mogłem z nim gadać przez wiele godzin, odwiedzałem go w domu, słuchaliśmy płyt winylowych i robiliśmy różne rzeczy związane ze sprzętem audio. Mama twierdziła, że lubię go, bo brakuje mi ojca. Nawet wyrzucała sobie, że z nikim się nie związała, bo może miałoby to lepszy wpływ na mnie. Miałem w pewnym momencie coś takiego, że starałem się przemycić w rozmowach z nauczycielem pewne fakty z mojego życia prywatnego - np. "będę z dziewczyną gdzieś tam". Wydawało mi się, że to powód do dumy, iż układam sobie sprawy osobiste i właśnie tego nauczyciela widziałem w kręgu osób, którym chciałbym o tym powiedzieć.
       
      Dodam, iż nigdy nie miałem wątpliwości co do mojej tożsamości płciowej, choć znam kilka osób trans. Moje podejście do LGBT jest neutralno-pozytywne. Lubię te osoby, staram się rozumieć. Ja sam od zawsze czuję się mężczyzną. Gdy widzę atrakcyjnych mężczyzn o dobrej budowie ciała, czuję motywację, by wyglądać podobnie. Lubię patrzeć na siebie, gdy ćwiczę albo tuż po ćwiczeniach. Nie sądzę, że jestem wyjątkowo atrakcyjny (kiedyś napisałem, że 7/10 - dziś myślę, że przeceniłem się, bo porównałem do dawnych czasów, gdy byłem pasztetem), ale lubię samego siebie. Moja tożsamość jest jak najbardziej okej. Nie zgadzam się natomiast ze społecznym schematem męskości. Chcę być po prostu sobą, a nie społecznym oczekiwaniem pt. "mężczyzna".
       
      Wybaczcie, że tak się rozpisałem. Tym z Braci, którzy przebrnęli, gratuluję wytrwałości i dziękuję. Podrzućcie swoje rady. Jak dalej tym wszystkim kierować? Jak być dobrym mężczyzną w pozytywnym rozumieniu tego słowa - czyli nie toksycznym, niedojrzałym emocjonalnie samcem?
    • By Maninblack
      Panowie
      Tak na szybko,żeby nie robić poematu.
      Mam 28lat jestem zadbanym facetem(użył bym słowa przystojnym,ale później będzie że jestem narcyzem)Trenuję zawodowo sport (moja pasja)nie mam żadnych nałogów.Nie jestem zadowolony z jakości swojego życia szczególnie chodzi o finanse a co za tym idzie w parze o kobiety.
      Na ten moment moje zarobki to średni krajowa +10-15% i uważam że to blokuje mnie jeśli chodzi o rozwój.W 2014 po kilku zmianach prawnych musiałem zakończyć prowadzenie działalności,ponieważ moja "profesja" stała się nielegalna.Od tego czasu pracuję fizycznie i na bramkach co lekko mówiąc mnie nie zadowala.
      Co jakiś czas podobam się bardzo atrakcyjnym Paniom,natomiast czar pryska kiedy zaczynam opowiadać o sobie (nie mam własnego mieszkania,samochodu nie (kwestia kilku miesięcy)i w odbiorze społecznym pracuję jako parobek.Z góry zakładam że zostanę odrzucony (bo nie wierzę w kobietę z Himalajów)
      1.Czy w takich sytuacjach lepiej pierd*** że jest się marynarzem albo kapitanem okrętu podwodnego czy z uśmiechem na ustach mówić "jestem cieciem"(nie uwierzy ale przynajmniej temat zaniknie)
      2.Wziąć dodatkową pracę i robić po 10-12h dziennie żeby przytulić te 5-6tys na rękę (kosztem zdrowia)?Pociągne tak 2,3 może 4 miesiące,jedynym wyjściem było by zrezygnowanie z trenowania (ale tego nie zrobię)
       
      Ktoś coś,za każdą poradę z góry dziękuję?
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.