Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Sceptyczny?

Szczeście w życiu.

Recommended Posts

Od ładnych paru lat co jakiś czas bierze mnie na przemyślenia. Rozmyślam nad różnymi rzeczami, ale zawsze jak widmo powraca jeden i ten sam temat - "Właściwie jaki sens ma moje życie?". I nie, nie chodzi tutaj o myśli samobójcze, czy też inne autodestrukcyjne zachowania (chociaż tutaj mam wątpliwości, ale o tym dalej). I na to pytanie odpowiedziałem sobie dosyć wcześnie w moim życiu, bo gdy miałem lat 13 (aktualnie druga połowa lat 20). Zacząłem uczęszczać na lekcje filozofii, gdzie zetknąłem się z teorią Arystotelesa, zgodnie z którą, każdy człowiek dąży do szczęścia. Zgadzam się z nią w 100%. Jednak tutaj pojawia się kolejna trudność/pytanie - "Co właściwie daje mi to szczęście?". I właściwie jak je mogę osiągnąć, gdy mam świadomość, że to wszystko jest i tak na marne, bo przepadnie, gdy przycisk z moim imieniem przejdzie w pozycję "off" (tutaj może być element wcześniej wspomnianych myśli autodestrukcyjnych - poczucie bezsensu). Uprzedzając pytania - nie jestem wierzący.

 

Odpowiedź wydaje się być jasna - żyć chwilą. Ale tu pojawia się kolejny problem - pieniądze. Tak wiem, zaraz ktoś wyskoczy z gadką, że szczęścia nie powinno wiązać się z pieniędzmi itp. Teoria świetna, ale nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością - no bo jak można być szczęśliwym będąc głodnym lub bezdomnym? I żeby nie było nieporozumień, pieniądze są dla mnie tylko środkiem do celu, a nie samym celem, jednak są środkiem niezbędnym.

 

Ale nie o pieniądzach tu mowa. Czy ktoś z Was kiedyś przeanalizował swoje życie? Jak ono wygląda? Jaki jest schemat? Ile czasu ma naprawdę dla siebie? Czasu w ogóle nie związanego z zarabianiem pieniędzy czy zabezpieczaniem swojej przyszłości? Ja tak i wygląda to mniej więcej następująco.

 

Spisz (8h), wstajesz rano, ogarniasz się do roboty (powiedzmy 1h czasu), potem jedziesz do roboty (załóżmy 30 min w jedną stronę minimum), pracujesz (8h min.), wracasz (30 min.), jakieś jedzonko (1h czasu) i znowu się ogarniasz - toaleta itp. (1h). Łącznie 20h. Zostają 4h czasu wolnego. No ale, żeby dobrze zarabiać i żyć godnie to trzeba się rozwijać, więc często czas poświęcony na pracę jest dłuższy lub też uczysz się również poza pracą. Powiedzmy 1h dodatkowo. Czyli 3h, gdzieś pod koniec dnia, gdy jesteś już zmęczony.

 

Do czego się to sprowadza? Praca, jedzenie, potrzeby fizjologiczne. Czy to nie jest smutne?

 

No ale dość marudzenia. Chciałem się zapytać Was, czy kogoś kiedyś naszły podobne myśli? I jeśli tak to jak sobie z nimi radzi? Co Wam daje szczęście? Czy Wasze pasje/hobby rekompensują Wam czas "stracony" w robocie?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

Jednak tutaj pojawia się kolejna trudność/pytanie - "Co właściwie daje mi to szczęście?".

Unikanie nieszczęścia czego z pewnością nie chcesz doświadczać i jest to tak podstawowa rzecz jak oddychanie.

Chociaż wyjątkiem mogą być wszelkiej maści psychopaci, socjopaci ale tego nie wiem tylko przypuszczam.

 

27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

I właściwie jak je mogę osiągnąć, gdy mam świadomość, że to wszystko jest i tak na marne, bo przepadnie, gdy przycisk z moim imieniem przejdzie w pozycję "off" (tutaj może być element wcześniej wspomnianych myśli autodestrukcyjnych - poczucie bezsensu). Uprzedzając pytania - nie jestem wierzący.

Czyżby męska inkarnacja cząstki @deomi?

 

Spróbuj nie jeść przez kilka dni, albo nie oddychać przez minutę czy dwie.

Ten eksperyment da Ci odpowiedzi. Poza tym idź do specjalisty skoro masz poważne doły.

 

27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

Odpowiedź wydaje się być jasna - żyć chwilą. Ale tu pojawia się kolejny problem - pieniądze.

Nie, hasło "carpe diem" to jest droga ćpunów emocjonalnych i prowadzi do ślepego zaliczania checklisty. 

 

27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

Ale nie o pieniądzach tu mowa. Czy ktoś z Was kiedyś przeanalizował swoje życie? Jak ono wygląda? Jaki jest schemat? Ile czasu ma naprawdę dla siebie? Czasu w ogóle nie związanego z zarabianiem pieniędzy czy zabezpieczaniem swojej przyszłości? Ja tak i wygląda to mniej więcej następująco.

Tak, i nie ma konkretnych schematów. Jedni mają łatwiejsze życie a drudzy nie i nic z tym nie zrobisz. Tyle i aż tyle. Jeszcze nie czytając dalej już wiem, że masz kompletnie chujową pracę dlatego tak mówisz.

 

27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

Do czego się to sprowadza? Praca, jedzenie, potrzeby fizjologiczne. Czy to nie jest smutne?

Ale co byś chciał? Wyimaginowaną wizje świata z filmów czy gier? Człowiek to tylko zwierzę, które chcący lub nie zbyt bardzo wykształciło świadomość. Teraz ludzie dopatrują się nie wiadomo czego i szukają sensu kiedy go nie ma prócz tego co nam biologia dyktuje. Musisz wiedzieć, że kultura to lipa i kłamstwo aby ludziom niby lepiej się żyło. Wkręca ludziom role społeczne i cele, ponieważ to motor napędowy tego wszystkiego. Twoje myśli biorą się z tego, że po prostu nie wydalasz nie dając sobie rady w tym porządku społecznym. Wracając do początku jesteśmy i tak tylko inteligentniejszymi zwierzętami. A szczęście to stan przejściowy niczym sinusoida. Aby można było rozróżnić, że coś jest fajne musi być też chujowo jako kontrast. Inaczej wszystko zlepiłoby się w jedną całość i było nierozróżnialne - zjawisko habituacji się kłania. Udany związek jest czymś ważnym w życiu człowieka o czym nieustannie mówią psychologowie. Co nieraz dowodziły przeprowadzane badania i eksperymenty. Niestety w dzisiejszych czasach ciężko o stabilne i uczciwe związki. Dlatego ludzie idą w pęd samorozwoju i pracoholizm co niestety jest ślepą ścieżką. W ostatecznym rozrachunku i tak nie da to szczęścia. Szczęście niestety to nie jest nawyk i jest uzależnione od czynników zewnętrznych. My sami rodzimy się tylko z naturalnymi instynktami. Nasz cały software to jest baza danych wgrana z zewnątrz. W fazie dojrzewania łaczą się z naszymi instynktami i niekiedy robią trwały burdel. Siłą rzeczy idąc wgłąb siebie jedynie zamykamy się w tym co do tej pory przyjęliśmy. Osobiście nie wierzę w żadną duchowość stąd takie wnioski. Też nie ma żadnych przesłanek ku temu, że coś takiego realnie istnieje a nie jest kolejnym matrixem (konstruktem kulturowym). Dlatego mówię, ze nie ma żadnego wyższego Ja i co najwyżej bawimy się w odkopywanie zarchiwizowanej wiedzy. Tak samo stan odprężenia czy medytacji nie ma nic wspólnego z duchowością. 

 

@misUszatek

 

27 minut temu, Sceptyczny? napisał:

No ale dość marudzenia. Chciałem się zapytać Was, czy kogoś kiedyś naszły podobne myśli? I jeśli tak to jak sobie z nimi radzi? Co Wam daje szczęście? Czy Wasze pasje/hobby rekompensują Wam czas "stracony" w robocie?

Twój główny problem to ewidentnie praca. Zrób wszystko aby znaleźć coś co nie będzie Cię przygnębiało, przekwalifikuj się i idź w to. Szczęście jak już wspomniałem to stan przejściowy. Stany wywołujące pozytywne emocje to udany związek/ relacje i też niekoniecznie z ludźmi. Hobby czy pasje to tylko dodatek, jeśli temu się poświecisz w pełni to w końcu i tak Ci to zbrzydnie i będziesz miał dość. Musisz sam ustalić czego naprawdę chcesz.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem szczęście nie istnieje tak jak jest pojmowane dzisiaj. Są lepsze i gorsze chwile. Reszta to zwyczajnie życie które nie ma większego znaczenia więc de facto można robić co się chce. Problemem jest zezwierzęcenie przez parcie na pieniądz.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, że szczęście to umiejętność akceptacji tego, że życie bywa ciężkie, samopoczuciem rządzi sinusoida, a 95% czynności to rutyna. Natomiast chwile na haju serotoninowo-dopaminowo-adrenalinowym to tylko chwile. To również bycie cierpliwym, bowiem to co trudne i wartościowe przychodzi trudno. Podstawia to codzienność i radość z małych rzeczy.

 

A jak ktoś uważa, że nie ma szczęścia to radzę przejść się na jakiś oddział chirurgii dziecięcej, hematologii dziecięcej wtedy człowiekowi łatwiej o refleksje i docenienie tego, co ma.

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny?

 

Powiem Ci tak, faza lat 20stych może tak wyglądać jak chce się do czegoś dojść, jestem też w fazie lat 20-30 i myślę sobie, że po 30 może 35 roku życia jak już zbuduje odpowiedni kapitał to zacznie się naprawdę grube życie.

 

Jasne, nie każdy tak będzie miał, jakby każdy miał to dążenie do czegokolwiek straciłoby sens.

 

Życie jaki ma sens? Różne, niektórzy prokreacja, niektórzy bogactwo, inni podróże, cel wyznaczasz sam, jak na statku którego jesteś kapitanem. I dążysz do niego wiedząc, że cele lubią się zmieniać. I nie spinaj się o wygórowany sens zycia albo idź do psychologa czy zakonu jak masz takie grube rozkminy.

 

Zwłaszcza jak popatrzysz na ludzi którzy umierali za wolność i tak dalej, popatrz na ich sens życia... Nie mieli dalekosiężnego celu, przeżyć kolejny dzień albo umrzeć w słusznej sprawie.

 

Musisz trochę dorosnąć głową, życie to nie film ani życie z Instagrama, który ewidentnie zasrał Ci głowę wizją perfekcyjnego, zajebiście sztucznego życia, obudź się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny?

Błędne rozumowanie, liczenie czasu w ten sposób.

Co będzie za kilka lat, kiedy obowiązków przybędzie, być może założysz rodzinę? Też będziesz ten czas odliczał, jeśli 'szczęścia' w tym nie odnajdziesz?

A wystarczy np. znalezc pracę, w ktorej realizujesz cześć swoich potrzeb i już masz codziennie +8.

W drodze do i z pracy uczyć się, słuchać dobrej muzyki czy medytować albo modlić i następna godzina do przodu.

Wiele można by tu pisać, ale jest ktoś, kto wyjaśni to lepiej ide mnie.

Tak logicznej kobiety nie spotkałem, warto jej słuchać.

A jeśli otarłeś się o Arystotelesa, zrozumiesz.

 

 

 

 

 

Ps. A tutaj coś ciekawego z punktu widzenia religii.

Być może przydatne, jeśli nie ma się uprzedzeń.

 

 

Edited by Yolo
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, PanDoktur napisał:

A jak ktoś uważa, że nie ma szczęścia to radzę przejść się na jakiś oddział chirurgii dziecięcej, hematologii dziecięcej wtedy człowiekowi łatwiej o refleksje i docenienie tego, co ma.

Doświadczyłem. Potwierdzam. Przewartościowanie życia o 180 stopni. Najchętniej zagonił bym na wolontariat wszystkich którzy rozczulają sie nad biednymi kotkami w schronisku etc.

 

Widziałem jak przyszedł 18-letni chłopak. Tak jak to w tym wieku z wyprostowana klatka piersiowa "ja nie dam rady?. Co to dla mnie". Po pierwszej chemii leżał juz blady i bez sił. 

Edited by Soprano

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, PanDoktur napisał:

A jak ktoś uważa, że nie ma szczęścia to radzę przejść się na jakiś oddział chirurgii dziecięcej, hematologii dziecięcej wtedy człowiekowi łatwiej o refleksje i docenienie tego, co ma.

Dziecięca onkologia, albo chociażby i miejsce podawania chemii dorosłym również szybko przewartościowuje pewne rzeczy niektórym postronnym obserwatorom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zacznijmy od tego czym jest szczęście...w pojęciu ogólnym i indywidualnym.

Ja osobiście uważam że jestem szczęśliwym człowiekiem...mam znajomych, którym wiedzie się lepiej, a mimo to ciągle narzekają i uważają się za nieszczęśliwych ludzi.

Każdy jest szczęśliwy  na ile się czuje... Połowa sukcesu w szczęściu to nasza własna mentalności.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Yolo napisał:

 

Ps. A tutaj coś ciekawego z punktu widzenia religii.

Być może przydatne, jeśli nie ma się uprzedzeń.

 

 

Świetne, dzięki za udostępnienie. Polecam pozostałym braciom.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogromny props za Panią Magdę z Selfmastery! Klecha wypad! 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też mam z tym problem. Ostatnio sporo słuchałem i czytałem Rafała Mazura, uważam go za kumatego gościa któremu dobrze z oczu patrzy ale znowu ta jego filozofia "napierdalaj" wydaje mi się zdrowo przesadzona. Jedni mówią napierdalaj bo tylko w walce ze słabościami  i w życiu poza strefą komfortu jest jego sens  i trudno im odmówić racji. Inni zaś mówią, poznaj siebie i rób co lubisz i wrzuć na luz. Ciężka sprawa. Chyba przesadzamy z tym szukaniem na siłę recept na szczęście a wszystko to jest według mnie napędzane zbyt dużym wyborem i paniką że czegokolwiek byśmy nie wybrali to i tak będziemy żałować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 2/18/2019 at 12:45 AM, PanDoktur said:

A jak ktoś uważa, że nie ma szczęścia to radzę przejść się na jakiś oddział chirurgii dziecięcej, hematologii dziecięcej wtedy człowiekowi łatwiej o refleksje i docenienie tego, co ma.

Uważam że nie ma czegoś takiego jak szczęście. Są szczęśliwe chwile owszem, ale one szybko przemijają, i zostaje życie. Szara codziennośc z którą trzeba sie pomocować żeby doświadczyć tych chwil szczęścia, ale to tylko chwile. To słynne Pursuit of Happieness jest celem samym w sobie bo nigdy nie zostanie osiągnięty. Życie jest niestałe i chaotyczne, a szczęście zbyt ulotne żeby mogło trwać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.