Jump to content

Gorąca historia...


Recommended Posts

Dzień dzisiejszy, siedzę sobię w saunie z moją kobietą i znajomym, temat zszedł na związki. Znajomy zaczął mówić że po każdej kłótni jak emocje opadną to on dzwoni pierwszy i przeprasza, często nawet jeśli ma rację. Przytakuje swojej kobiecie, macha głową niczym ten piesek w filmach, stojący z tyłu auta, byle tylko mieć "Święty spokój".

Radził mi także żebym przyjął jego taktykę... Cóż, uśmiechnąłem się tylko i powiedziałem że może ma rację. Z racji tego że gość jest ode mnie starszy o powiedzmy więcej niż pięć, ale mniej niż 10 lat nie chciałem wdawać się z nim w dyskusję, szczególnie że byli inni ludzie, a także moja kobieta. 

 

Następnie zapytał mojej myszki, jak bardzo ona mnie zdominowała w związku... bo pewnie bardzo, oraz nazwał mnie "rozlazłym". Usłyszał odpowiedź:  "No wiesz, Andrzejek (czyli ja) nie lubi świętego spokoju, nie lubi ulegać... On to ogólnie tylko udaje takiego spokojnego.", od razu na nią spojrzałem. Czułem jakby była dumna z tego co mówi, mówiła to uśmiechnięta i z błyskiem w oku. Chwaliła się tym! I wtedy pomyślałem "Czy długie czasy bez "Świętego spokoju" dają o sobie znać?". 

Nasz doradca skwitował to tekstem że: "Z czasem się nauczę".

 

Wnioski: 

Albo moja kobieta próbuje coś ugrać (co jest bardzo możliwe), albo dziś właśnie potwierdziła się wiedza i większość teorii tego forum. Kobiety lubią być zdominowane, lubią się tym chwalić,  kochają mieć w związku psychopatę skurwiela, egoistę, kogoś kto dba najpierw o siebie, a później o nią. Lubią płakać po nocach za swoim bad boyem, lubią skrajne emocje: naprzemiennie negatywne i pozytywne, przeplatane seksem.uwielbiają być gnojone w łóżku jak ostatnie szmaty, lubią też być tak też czasem gnojone poza łóżkiem. Kochają romantyczne gesty od czasu do czasu od takiego skurwysyna (OCH JAK JA GO ZMIENIAM). Po prostu kobieta to przeciwieństwo tego czym zaśmiecono nam głowę, w tym chorym katolickim społeczeństwie. 

 

Oczywiście nie jestem ideałem tym z wytłuszczonego druku, natomiast wypróbowałem stamtąd wszystko i po każdym dostawałem ostry seks, coraz większe fajerwerki i więcej "miłości" jeśli można to tak nazwać.

 

Epilog

Nasz doradca wspominał coś o oświadczynach, pogratulowałem mu i życzyłem "Szczęścia".

Link to post
Share on other sites

Odniosę się do tego co tu wytłuściłeś: Ja na początku z moją obecną dziewczyną (już 5 lat związku) spotkałem się niezobowiązująco raz. Później powiedziałem, że nie chce tego ciągnąć bo chce się skupić na sobie, na pracy, zarabianiu i mi związek nie jest potrzebny do szczęścia, a nawet nie specjalnie na rękę (przebywałem wtedy dużo za granicą)

 

Na początku jak się spotykaliśmy (przez jakiś rok, dwa lata) miałem naprawdę total wyjebane na budowanie jakiejś dłuższej relacji. Coś na zasadzie "jest to jest, za chwile może nie być" 

Ona wtedy w moje urodziny potrafiła zadzwonić i powiedzieć, że przygotowała prezent i coś tam zaplanowała, po czym zadzwonili kumple, czy z tej okazji uderzamy gdzieś na jakiś browar. Ok, napisałem jej sms-a, że jednak nie dam rady bo się widzę z kolegami. Albo ona planowała jakiś tam weekend, który mogliśmy spędzić razem, a ja wtedy pisałem, że się już z kolegą umówiłem na weekend i imprezowaliśmy razem przez dwa dni, nocowałem u kumpla, przez ten czas oczywiście się z nią nie kontaktowałem w żaden sposób, żaden sms, czy tel. Dopiero, jeśli ona zadzwoniła.

 

Jak się spotykaliśmy to był dobry seks, kolacje, kino itd, miłe spędzanie czasu jak to w związku z krótkim stażem. (z resztą tak jest do dzisiaj)

 

Niestety na ten moment z kolegami/przyjaciółmi o których mowa powyżej już spędzają czas/weekendy ze swoimi paniami, a z niektórymi można się z spotkać tylko we czwórkę (ja z moją i oni ze swoją dziewczyną) dlatego też już takich wypadów na weekendowe chlania czy jakieś spotkania można policzyć na palcach jednej ręki. Wszyscy już są uwiązani albo też urobieni przez swoje panie. Wiadomo jak jest, trochę cipeczka odcina kontakt z rzeczywistością, a tym bardziej z kumplami. Inaczej się patrzy na świat. Ma się po prostu cipę na oczach.

 

Ale ja myślę właśnie, że zbudowałem mój związek (który zakładam, że w każdej chwili może się rozpaść, bo mam świadomość związków, więc nie staram się przywiązywać za bardzo emocjonalnie) na właśnie takich początkowych akcjach a'la bad boy, że to w sumie ona o mnie bardziej zabiegała, niż ja o nią. 

 

Teraz układa nam się naprawdę dobrze, ale czasami jak jest zbyt cukierkowo, i jak jebnie nawet drobnego focha o byle co, to potrafię ja się obrazić później, żeby mnie przepraszała i wywołać kłótnie, a w niej poczucie winy, tylko po to, by dać jej emocje i stać się nagle w chuj oziębły, żeby wiedziała, że może być nagle koniec (ja jestem na to psychicznie przygotowany) I to jest ta przewaga. Trzymanie całej relacji w ryzach. Nie ma dzieci, nie ma ślubu, wspólnego mieszkania, kredytu. A z tą wiedzą, którą mam dzisiaj dodatkowo dzięki forum jestem szczęśliwym człowiekiem.  Epilog: Komu mniej zależy, ten wygrywa.

 

 

 

  • Like 2
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Przytakuje swojej kobiecie, macha głową niczym ten piesek w filmach, stojący z tyłu auta, byle tylko mieć "Święty spokój".

Radził mi także żebym przyjął jego taktykę...

Niedługo go tutaj przywitamy z porożem, gdy będzie się żalił, że jego myszka powiedziała "misiu byłeś za dobry".

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.