Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Patton

Żyje po to żeby żyć, czyli właściwie bez celu

Recommended Posts

Bracia mam taki problem że właściwie już od kilku lat żyję właściwie po to żeby żyć czyli wogóle bez żadnego celu, i przez to czuję że w porównaniu do tego co było kiedyś moje życie jest strasznie puste i nijakie. Jeśli np robię coś co lubię to odczuwam z tego powodu szczęście i radość itd, ale o wiele słabiej niż kiedyś co dodatkowo potęguje to że moje życie jest takie puste. Bo właściwie czasem nie wiem co mam z sobą robić, co mnie czasem lekko irytuje. Więc czy potraficie mi jakoś pomóc i doradzić co z tym zrobić?

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popijasz ?

Mi się cele wyklarowały jak rzuciłem alkohol. Zupełnie inna optyka bo wcześniej jak piłem codziennie przez ponad 6 lat to była mgła smoleńska jeśli chodzi o marzenia, cele.

A z resztą po hooy było się starać jak zmiana stanu na "radosny" kosztowała 5 zł i parę kroków do biedry. Przecież to takie proste a pretekst się zawsze znalazł. Jak przestałem pić zmiana stanu na fajny/radosny trwa dłużej ale jest to zupełnie inna jakość, czas trwania i satysfakcja. No i wreszcie wiem czego chcę od życia.

Edited by jaro670
  • Like 6
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem podobnie.

 

Był czas kiedy waliłem dragi, uprawiałem trawę i ogólnie rzecz biorąc byłem stosunkowo szczęśliwy z małym odchyłem w poczucie winy ze względów osobistych.

Było ok. Realizowałem się na polach mykologii oraz kultur agralnych.

Potem sytuacja się skomplikowała i zostałem "porządnym obywatelem". Pasowałem do tej roli jak siekiera do naprawiania mikroprocesorów czy coś takiego. Straszne życie.

Dzień w dzień żuć tekturę z małymi przerywnikami na wkurwianie "szefa" bądź opracowywanie psychiki współpracowników . Trochę mi ich żal..., niee, nie żal.

Robota dla psychiatry na lata.

Jam uczynił to, nikt inny :P

 

I tak to się kulało. Dzień po dniu.

Jedyny plus, że ze względu na niewielkie wydatki na życie osobiste odłożyłem co nieco, ale mnie to nawet nie cieszy. Nie mam przekonania do forsy.

Pustka mego życia doskwierała mi wielce i było chujowo.

 

Ale na szczęście niedawno zostałem bezrobotnym i jest o wiele lepiej.

Bezrobotnośc chociaż daje pewne perspektywy :)

Myślałem nad zostaniem włamywaczem, ale to jednak nie dla mnie. Myślę dalej.

  • Like 6
  • Haha 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, jaro670 napisał:

Popijasz ?

@jaro670

Zasadniczo staram się jak najbardziej tego unikać, i to taki mój punkt honoru. Ale jeśli już coś wypije to po jakimś dłuższym czasie i tak z 1 piwo maks 2, a i to powoli, tak po łyku i przez dłuższy czas, i zajmuje mi to nawet kilka godzin więc bardzo słabo to odczuwam. No i nie mam problemu żeby przez kilka miesięcy nic nie pić. A teraz to nawet gdybym chciał to nie mogę bo biorę tabletki, a nie chcę ryzykować bo wolałem wybrać zdrowie niż jakiś głupi alkohol.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może poszukaj jakiegoś nowego hobby, albo sprobój się przebranżować? Czym się zajmujesz? Ja czuję, że osiągnąłem ciągle za "mało" pomimo że pracuje w pracy o której marzyłem 3 lata temu to zaczyna mnie to już nudzić, to chyba normalne, że człowiek po czasie stagnacji czuje pustkę i chce się rozwijać, według mnie to zdrowe tylko żeby to jakoś potraficb wykorzystać, co samemu w praktyce mi narazie nie wychodzi. Jaro ma rację co do alkoholu :)) 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, Turop napisał:

Może poszukaj jakiegoś nowego hobby

To by było może jakieś wyjście, i nawet myślę o tym od dłuższego czasu ale nic mi nie przychodzi do głowy. I z tego nie musi być żadnej kasy byle by tylko nie czuć tej pustki.

 

22 minuty temu, Turop napisał:

albo sprobój się przebranżować? 

Z tym by było ciężko, ale to chyba  nie tędy droga.

 

22 minuty temu, Turop napisał:

Czym się zajmujesz? 

Powiedzmy że stanowisko pomocnika w branży spożywczej. No niby z kasą szału nie ma bo na rękę mam tak od 2350 do maks 2500, ale plus jest taki że pracę mam trochę ponad kilometr od domu. A drugim plusem lub minusem dodatnim że mieszkam z rodziną.

Edited by Patton

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to bardzo dobrze, że to odkryłeś @Patton. Dla mnie to był punkt zwrotny jakieś 5 lat wstecz. Życie jest ogólnie bez większego sensu, jako takie. Na dobrą sprawę jesteśmy zaprogramowani, żeby trwać, jeść, pieprzyć się i przedłużyć gatunek

Wszystko, co do tego dodamy to bonus zależny wyłącznie od nas. 

 

No, to teraz kombinuj jaki bonus chcesz sobie sprawić. 

Powodzenia!

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
44 minuty temu, Patton napisał:

Bracia mam taki problem że właściwie już od kilku lat żyję właściwie po to żeby żyć czyli wogóle bez żadnego celu, i przez to czuję że w porównaniu do tego co było kiedyś moje życie jest strasznie puste i nijakie.

To jest ta przykra rzeczywistość którą przewidział Nietzsche pisząc o "śmierci Boga", kiedy ludzie przestaną wierzyć w cele i drogę życiową zaproponowane przez religie. Tutaj z odpowiedzią przychodzi Carl Jung, który jako odpowiedź na ten problem zaproponował: bądź lepszą wersją siebie. Wyciskasz na siłce 100 kg, wyciskaj 110, przeczytałeś 2 książki w tym miesiącu przeczytaj 3, zarobiłeś 3 tys. PLN zarób 3 200 itp. itd. rób wszystko co podnosi cechy które budują Twoje poczucie własnej wartości i odrzucaj wszystko co je zmniejsza. 

PS. Tylko sukces podbudowuje poczucie własnej wartości i podkręca dążenie do tych celów, dlatego warto zaczynać od małych rzeczy typu (zacznę uczyć się języka 20 min. dziennie, robić pompki, podnosić kwalifikacje) i stopniowo podnosić sobie poprzeczkę.

  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No a wcześniej to jakie miałeś cele ?

Jak zastanowiłem się nad sobą. Jakie cele NIE były powiązane w sposób bezpośredni lub pośredni z rozmanżaniem i wychowywaniem potomstwa.

Okazuje się że niewiele. I to właśnie wtedy NIE miałem celu...

Teraz przynajmniej mogę wybierać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakie masz wykształcenie? Masz jakiś konkretny zawód? Przebyte kursy czy szkolenia? Ile masz lat? 27,dobrze pamiętam? 

Nie masz nałogów to już jest dużo. 

 

Napisz więcej to pomyślimy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, ntech napisał:

No a wcześniej to jakie miałeś cele ?

Ostatni jakieś 2 lata temu spierdolić z pracy u jednego psychopaty, co i tak mi się udało przez przypadek a i to z poszarpanymi nerwami, chociaż i tak już jest nieco lepiej.

 

6 minut temu, dobryziomek napisał:

Jakie masz wykształcenie? Masz jakiś konkretny zawód?

Zawodowe, i mam zawód ale z pewnego powodu nie mam co liczyć na lepszą kasę. No ale tu nie chodzi o kasę, bo od dawna wiem że nie daje mi ona spełnienia. Także raczej nie tędy droga.

 

11 minut temu, dobryziomek napisał:

Przebyte kursy czy szkolenia?

Standardowy bhp z pracy.

 

11 minut temu, dobryziomek napisał:

Ile masz lat? 27,dobrze pamiętam? 

Tak.

 

12 minut temu, dobryziomek napisał:

Nie masz nałogów to już jest dużo. 

Przez kilka lat miałem słabość do tabaki, i wlasciwie tylko ona mnie utrzymywała w jakimś stanie w trakcie pracy u tego psychola. Wciągałem jej tyle że od tej nikotyny, ręce trzęsły mi się jak żulowi na kacu, i dodatkowo chodziłem po takiej ilości jak pijany. I właściwie dzięki audycjom z dnia na dzień wziąłem 3 paczki które jeszcze miałem i wyrzuciłem je w cholerę, no i od tego czasu już nic. I zapomniałem o dużym spadku wagi i siły przez prawie codzienny stres. I gdybym tam dalej był to to jestem pewny że to by się zakończyło na szpitalu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A czy życie bez większego celu jest, aż takie złe? 

 

Masz do wyboru szereg przyjemności. Po co się spinać o jakiś głębszy cel, sens tego wszystkiego? Może jest, może nie ma. To i tak nic nie zmienia, bo żyjesz i spotkasz się ze wszystkimi konsekwencjami rzeczywistości. 

 

Wielkie cele to najczęściej wielkie wyrzeczenia, a chwila wewnętrznej satysfakcji to naprawdę marna nagroda. Przez życie osiągnąłem już kilka ważnych zadań, ale cieszyły tylko chwilowo. Najlepiej ustawić sobie codzienną rutynę w praktycznie idealny sposób. Określasz idealny dzień i dążysz, aby się do niego maksymalnie zbliżyć. To jest klucz do sukcesu, szczęścia moim zdaniem. 

 

Życie to jest rutyna, codzienność. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jak ona ma wyglądać. Jak ma wyglądać twój dzień, myśli, czynności. 

 

Czy mam cały dzień powtarzać kurwa, ja pierdolę, co za jebane gówno? 

 

Czy mało pracować, mieć dużo czasu wolnego, żyć bez wielkich zobowiązań na karku? Takie podejście wyznaję. 

 

Do tego wyrównanie aspektu fizycznego z umysłowym. Traktowanie na równi tych obszarów. Nie zaniedbać równowagi.

 

Nawet totalnie bezsensowne życie można trochę udoskonalić, aby nie zasypiać z kurwami w głowie.

 

I pierdol te wielkie cele. Co ty chcesz zostawiać coś ludziom? Parodia. Czy chcesz zaspokoić swoje wielkie ego pragnące niesamowitych przeżyć? 

 

Daj sobie spokój to zaśniesz w końcu snem sprawiedliwego. Zrzuć ten krzyż kurwa ze swoich barków, że coś trzeba robić, osiągnąć wielkość, cokolwiek. To jest jebana bzdura.  

  • Like 15
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, mac napisał:

Co ty chcesz zostawiać coś ludziom?

Nic.

 

11 minut temu, mac napisał:

Czy chcesz zaspokoić swoje wielkie ego pragnące niesamowitych przeżyć? 

Wogóle nie mam takiej potrzeby.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może to Ci pomoże, babka bardzo ciekawie i merytorycznie gada, polecam inne jej video :

 

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może to czas na zmiany w życiu, wyjście z wypracowanej strefy komfortu? Poznać nowych ludzi, spróbować nowych rzeczy. Zastanów się co chcesz robić w wolnym czasie? Co mogło by cię zainteresować, potrzebujesz nowych bodźców, nowych wyzwań.

Wypad na weekend do lasu, zabawa w survival, może strzelectwo, sporty walki. Jakiś sport motorowy ?? - motocross, offroad, wypad w góry na weekend z bytowaniem w terenie... To są przykłady, każdego kręci co innego.

Mi frajdę sprawia jak pojadę np w Bieszczady, utaplam się w błocie, nachodze się aż mi nogi do dupy chodzą, aż czasem chce mi się płakać, ale potem mam satysfakcję że dałem radę że pomimo zimna, zmęczenia byłem w stanie przejść w ciągu dwóch dni 90 km.

Wracam do domu obolały, nie raz wyobijany i na drugi dzień planuje kolejny wypad, zbieram sprzęt, wyposażenie, testuje nowe pomysły.

Fajna jest np. turystyka urbexowa, łażenie po zapomnianych miejscach.

To są przykłady, nie każdemu musi się to podobać, ale trzeba stawiać sobie cele i granice i je przekraczać.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patton a ile ty masz lat 27 tak ? I długo zamierzasz jeszcze sobie tak bimbać i lawirować ? I mówić, że żyjesz bez celu ? Zaraz starym kawalerem będziesz i powinieneś bykowe płacić. Powinieneś dziewczynę sobie znaleźć, ożenić się, założyć rodzinę to powinien być twój cel. Od razu miałbyś po co żyć, na kogo pracować, kim się opiekować i być za nich odpowiedzialny od razu twoje życie nabrałoby sensu i zmieniło się na lepsze. Przemyśl to ;) 

Edited by MaxMen
  • Thanks 1
  • Haha 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po co ci cele ciesz się życiem jakie jest płyn z prądem rzeki, nie miej żadnych oczekiwań bądź piękny w swej naturalności jak kwiat, on nie ma celu żeby zakwitnąć po prostu kwitnie niezdając sobie nawet z tego sprawy.

 

Cele są dobre jak wypływają z serca sam musisz je znaleźć, szukaj nie możesz kogoś skopiować bo bedziesz marna kopią nie szukaj niczego logicznego bo w szczęściu nie ma logiki, nikt nie ma recepty na spełnienie. 

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie bez celu oszczędza porażek. Pozwala się cieszyć małymi rzeczami. Własciwie to Ci zazdroszczę. Ja walczę z wiatrakami i poluje na chimery. Mam wiele celów których niemożność realizacji negatywnie wpływa na mnie.

Edited by Libertyn
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, MaxMen napisał:

Patton a ile ty masz lat 27 tak ? 

Dokładnie.

 

5 minut temu, MaxMen napisał:

Powinieneś dziewczynę sobie znaleźć, ożenić się, założyć rodzinę to powinien być twój cel. 

To już dawno temu dobrze przemyślałem i wiem że to nie dla mnie.

 

3 minuty temu, Pieter napisał:

szukaj nie możesz kogoś skopiować bo bedziesz marna kopią

Kiedyś zdałem sobie z tego sprawę że bycie takim jak większość, i robienie czegoś w identyczny sposób co inni nie jest dla mnie. Poprostu męczy mnie to i tyle.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Patton napisał:

chyba  nie tędy droga

 

57 minut temu, Patton napisał:

Także raczej nie tędy droga

@Pattontzn z robotą nie chcesz nic zmieniać, sobrze rozumiem?

Uczyć się nowej rzeczy, spróbować zarabiać na czymś innym niz dotychczas, chodzić codziennie ma 8-10 godzin do miejsca ktore coś Cię nauczy, da Ci jakąś radość,  że możesz zarobić, coś wyprodukować, komuś pomóc, przydać się, nauczyć się czegoś, nauczyć coś kogoś, coś poćwiczyć, pojajczyć z kumplami i szefem itd.

Czy ten aspekt dnia sprawia Ci przyjemność?

Edited by Imbryk

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Imbryk Po co wiecznie za czymś gonić? To wypala psychicznie. Czasem lepsza gorsza praca niż lepsza i brak życia lub ciągły stres. Tworzenie innym hobby też nie ma celu 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Patton napisał:

strasznie puste

Wbrew temu co oglaszasz wszem i wobec na forum, kobieta. To będzie coś, co da ci wigoru i pozwoli spojrzeć na życie w zupełnie innych kolorach. 

Edited by Still
  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie nie może mieć sensu, ale też nie może go nie mieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Patton napisał:

Więc czy potraficie mi jakoś pomóc i doradzić co z tym zrobić?

Z katolickiego punktu widzenia mężczyzna jest stworzony do ojcowania i niekoniecznie w rodzinie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Trevor
      Stoję na rozdrożu. W teorii nic pilnego się nie dzieje. W praktyce czuję dziwną presję. 
       
      Byłem ostatnio dowiedzieć się czy będę mógł robić kurs kwalifikacji przyspieszonej ucząc się teorii w domu. Nie ma takiej możliwości. Policzyłem ile zajmie mi ukończenie tego kursu chodząc na 140 godzin wykładów. Wyszedł miesiąc. Pracuję obecnie jako kurier w Poczcie Polskiej. Po odliczeniu czynszu, żarcia, paliwa na dojazdy jestem w stanie zaoszczędzić miesięcznie ok 500 zł. Kurs kosztuje 3000 zł. Mam te pieniądze, ale na życie zostanie mi tyle że dosłownie nie będzie to więcej niż max 2 miesiące, więc miesiąc po ukończeniu kursu powinienem mieć pracę. Pal sześć czy to będzie praca jako kierowca. Pracę żeby przeżyć. Dosłownie. 
       
      C zrobiłem w lutym i od tej pory nic się w tej kwestii nie działo. Jeśli nie pocisnę tematu to mogę tego już nie zrobić bo przerwa była zbyt długa - covid całkiem nowa praca w której musiałem się wdrożyć. Dlatego czuję że powinienem to teraz zrobić.
       
      Dlaczego się zastanawiam czy tego nie zrobić. Rozum mówi - nie idź poczekaj odłóż więcej kasy i wtedy. Problem w tym że żeby odłożyć tyle kasy żeby bezpiecznie to zrobić to musiałbym oszczędzać kilka miesięcy. Prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku mógłbym coś działać dopiero. Serducho mówi że to jedyna męska decyzja którą mogę podjąć. Rzucić się w to i cisnąc póki tego nie zrobię. Jak źle nie będzie to przecież przeżyję.
       
      Skąd ciśnienie w tej kwestii... W pracy goście z którymi pracuję zasiedzieli się tam mówią mi "zostaniesz rok to zostaniesz już na zawsze" i trochę mnie to przeraża. klienci ostatnio zdarza się że mówią do mnie o pan uśmiechnięty - jeszcze trochę i pan przestanie być. Generalnie nie mam w pracy żadnych gwarancji, a zaoferowali mi umowę na kolejne 2 miesiące zlecenie. Pracę lubię. Mam spokój nikt nade mną nie jest robię co mam zrobić słucham muzyki, jeżdżę z przesyłkami. 
       
      W czym rzecz. 
       
      Potrzebuję tego miesiąca czasu na zrobienie kursu. Nie obejdę tego (chyba że znacie sposób). Umowa na okres próbny kończy mi się z końcem tego miesiąca i dostałem ofertę umowy do końca października (dopiero od lipca pracuję jako kurier). Byłem pogadać - jeśli we wrześniu zrobię ten kurs (nie podpiszą ze mną umowy) to może się okazać że jestem bez pracy. Nie wiem jak na rynku kurierów jest z pracą. 
       
      Piszcie co sądzicie. Ja i tak muszę sam zdecydować ale chętnie posłucham rad. I nie piszcie proszę o zarobkach bo w Łodzi generalnie takie są, a ja zaczynam wszystko od początku. To dobra droga, i to czuję ale bardzo dzisiaj posmutniałem jak się dowiedziałem że będą problemy. W sumie się spodziewałem trochę. 
       
      Boję się że jak się tam zasiedzę to stracę werwę i nadzieję na zmiany, i za 20 lat się obudzę jak reszta tych gości z którymi pracuję z całym szacunkiem dla nich bo wiem że niektórzy jeździli wszystkim co się da.
    • By deleteduser69
      O co mi chodzi, otóż ostatnio po rozmowach doszłam do wniosku, że wiele ludzi (chcąc nie chcąc) robi w życiu dokładnie to samo, żyje tak jak ich rodzice (jeden z rodziców) i to niezależnie od tego czy dorastali w podobnych warunkach, niezależnie nawet od wychowania. Zaczęłam myśleć o swoim życiu i tak, ja tak samo jak mama byłam nieśmiała i wolno się rozkręcam, ona identyko zaczynała od wielkiej nieśmiałości, potem zrobiła się waleczna i miała gdzieś co sobie ludzie pomyślą, aż do tego że np. po odejściu z pracy wywalczyła sobie wysoki bonus pieniężny na odchodne (groźbami xD). I właśnie pod wpływem tych rozmów przypomniałam sobie jak mi mówiła, że była nieśmiała jak ja i z czasem po prostu zaczęła mieć wyjebkę. Co do taty to nie wiem, jego życiorys przed założeniem rodziny jest dla mnie tajemnicą.
       
      Pytanie moje do Was, bądźcie szczery - Wy też powielacie w życiu schematy rodzica/ów? I to tak identyko i niezależnie od innych rzeczy? Jak to u Was jest? Czy geny są determinujące, a cała reszta to tylko jakieś szlify?
    • By Pancernik
      Pan Grzegorz Kordek, twierdzi, że odpowiedź jest banalna. Celem życia mężczyzny jest to, aby kobieta była szczęśliwa. Zapytacie, co jest w takim razie celem życia kobiety, ano to, aby była ona szczęśliwa
       
      Polecam materiał poniżej.
       
      https://kobieta.onet.pl/co-jest-celem-zycia-mezczyzny-odpowiedz-jest-banalnie-prosta/x3x7nk6
       
      Co drogie panie sądzicie, pan Grzegorz ma rację?
      A co z kolei myślą panowie? Być może w końcu, poznaliście odpowiedz na odwieczne pytanie i wasze życie, od teraz i z tą wiedzą, stanie się banalnie proste
       
       
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By Reedson
      Witam, jestem już na forum sporo czasu, ale do tej pory jakiegoś poważnego tematu odnośnie tego jak tu trafiłem i co skłoniło mnie, by zostać jeszcze nie napisałem. Zbliża się koniec roku i chciałbym się Wam drodzy bracia wygadać, wyżalić, zapytać o zdanie, o radę. 
      Na początek opiszę trochę siebie, później przejdę do części właściwej tematu.
      Lat 26, wykształcenie średnie, praca ~3,5k pln, na miejscu (mieszkam na małej wiosce). Doświadczenie z kobietami? Słabo, w wieku 14-18 lat było bardzo dobrze, należałem do "ekipy", kręciło się sporo dziewczyn, spanie po namiotach i całonocne wizyty u nich, ale wtedy wmawiałem sobie, że jestem za młody na coś więcej niż jakieś macanie, czy o zgrozo, związek. Po pójściu do szkoły średniej powoli stare znajomości się urywały, klasa męska, kobiet brak. 
      Po skończeniu technikum poszedłem na studia, na które nie chciałem tak naprawdę iść, ale "wszyscy" szli na studia, więc ja też poszedłem... Kierunek - informatyka z wydziale matematyki. Było mi ciężko, bo zawsze z przedmiotami ścisłymi miałem problem. Po 3 semestrze odpuściłem i poszedłem do pracy za minimalną krajową z dojazdem który zajmował mi ponad godzinę w jedną stronę (autobusem firmowym). Przepracowałem tam 3 lata, oczywiście po paru miesiącach moja stawka szła dosyć szybko do góry, ale przez dojazd z pracy zrezygnowałem, bo wstawanie o 4 i wracanie o 16 mnie dobijało. Teraz, od 1,5 roku mam pracę na miejscu za te same pieniądze. Jak spędzałem czas w tych latach? 22-24 spędziłem na graniu w gry, sporadyczne wyjścia z paroma kumplami których miałem. Szczerze? Byłem szczęśliwy mając tak chujowe życie.
      Dodam, że z wieku 18 lat pojawił się na mojej mordzie trądzik, z którym nie mogłem wygrać aż do 23 roku życia. To bardzo obniżyło moją samoocenę. Do tego doszło jakieś 20kg nadwagi.
      Aż pewnego dnia poznałem JĄ w jednej z gier mmo w które grałem. Dziewczyna w moim wieku, taka 5/10, inteligenta, nawet bardzo, po studiach drugiego stopnia. Szybko zaczęliśmy ze sobą pisać, rozmawiać na discordzie. Pierwsze spotkanie było w gronie 4 osób u niej w mieście, 2 tygodnie później pojechałem już spotkać się we 2, kino, kawa. Dzieliło nas jakieś 90km. Trzecie spotkanie było już u mnie, przyjechała na noc. Jako że byłem białym rycerzem, porządnym facetem, a ona dosyć szybko po poznaniu mnie oznajmiła, że nie lubi seksu to do niczego nie doszło  
       
      Wcześniej była tylko w jednym dwuletnim związku z jakimś kolesiem zza granicy, również poznanym w grze. Nigdy wcześniej nie miała orgazmu, po kilku spotkaniach udało mi się ją doprowadzić do szczytowania, tydzień później był nasz pierwszy raz (jej ze mną a mój w ogóle w życiu). Chyba nie muszę mówić, że było słabo a później nie doprowadziłem jej do orgazmu nawet manualnie i była obraza. I UWAGA, było to jakieś 1,5 miesiąca odkąd "oficjalnie" byliśmy razem i to był jedyny raz kiedy uprawialiśmy seks 😂 Tak, teraz jest czas na pośmianie się ze mnie, sam się z tego śmieję, także śmiało  
      Później tylko usta i ręce (z mojej strony) i tylko rączki z jej  Czasami dawałem jej kilka orgazmów jednego dnia a ona z łaski swojej zwaliła mi konia pod prysznicem i tyle^^ 
      Przez cały okres tego "związku" byłem na każde jej zawołanie, dziś wiem, że oblałem MASĘ, chyba wszystkie shit testy jakie mi robiła. Najlepszy?
      Mówi, że jej znajomy zaprosił ją na wesele jako osobę towarzyszącą, ale raczej odmówi. Ja na to "dlaczego? biedak nie będzie miał z kim iść" 🤣 3 tygodnie później mówi mi, że jednak z nim pójdzie, bo się jej żalił, że faktycznie nie ma z kim iść a do wesela tydzień, chyba, że będę miał coś przeciwko. No i oczywiście miałem, choć ten tekst wyżej odebrała jako przyzwolenie i wcale się jej nie dziwię. Musiała wszystko odkręcić. Później sama mówiła mi, że od razu powinienem po prostu powiedzieć, że jej nie puszczę i byłby koniec tematu...
       
      No i tak trwaliśmy aż do września, wtedy to napisała mi, że powinniśmy się rozstać, że nie ma "tego czegoś". Ja oczywiście płacz, błaganie o powrót, rozmowa, zgodziła się. Było jeszcze gorzej, w okresie od września do końca listopada widzieliśmy się 2 razy. No i pod koniec listopada w wyniku małej sprzeczki znów napisała mi, że to nie ma sensu i to koniec. Jak zareagowałem to się pewnie domyślacie. Była to sobota rano, od razu chciałem do niej jechać, ale mi zabroniła bo jej nie będzie. Pojechałem w niedziele, 90km oddać jej dwie rzeczy i się pożegnać. Nawet mnie nie wpuściła do domu, tylko weszła mi do auta i dała mi jakieś 5min, bo spieszyła się na zakupy do biedronki  
      Byłem totalnie rozbity, zapłakany, upokorzony. Chciała dalej się ze mną "przyjaźnić" i "grać razem w gry" (tak to ujęła). Oczywiście się zgodziłem. Wszystko to miało miejsce na początku grudnia 2018 i trwało do wczoraj. Wczoraj wieczorem chwilę z nią pogadałem na discordzie o pierdołach. Ale coś mnie tknęło i późnym wieczorem poblokowałem ją wszędzie. Tylko nasz wspólny znajomy napisał mi, że chciałaby wiedzieć dlaczego. Napisałem tylko, że tak będzie dla mnie lepiej.
      Pierwszy miesiąc po rozstaniu to była katorga. Wszędzie wysyłała zdjęcia jak to wychodzi na lody, na łyżwy, wiedziała, że to widzę i że to mnie kurewsko boli, bo właśnie w te miejsca chciałem ją wyciągnąć przez ostatnie tygodnie, ale jej się nie chciało  Na początku 2019 napisałem jej elaborat jak ja to jej dziękuję za wszystko, że ją przepraszam i masę innych upokarzających mnie bzdetów.
      Pod koniec stycznia trafiłem na kanał Demasty na youtube, chwilę później na to forum, za co jestem cholernie wdzięczny. 
       
      Jak wyglądał rok 2019? Od lutego poszedłem na siłownię, czerpałem wiedzę z forum, przeczytałem kilka książek (wcześniej praktycznie nic nie czytałem), zrobiłem formę życia (krata na brzuchu, odkryłem, że mam całkiem dobrą genetykę do sylwetki), ogarnąłem zarost, ubranie. Myślę, że z otyłego gościa 4/10 zrobił się ze mnie 7/10. Kupiłem na wiosnę całkiem niezły samochód z segmentu D w najnowszej budzie... To był dobry rok, czuję, że posunąłem się do przodu.
      Jednak mam ogromny problem. Nie potrafię się z niczego tak szczerze cieszyć. Odkąd się z nią rozstałem, przykładowo oglądanie seriali czy granie w gry mnie nie wciąga, nie potrafię się z tego cieszyć, bo wcześniej zawsze robiłem to z nią, dzieliłem się wrażeniami, cieszyliśmy się wspólnie. Od rozstanie to wszystko jest takie... nijakie. Tak samo z tym ogarnianiem siebie. Chyba sam siebie oszukuję, że robiłem to dla siebie a nie dlatego, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. 
      Chyba nie muszę mówić, że przez ten cały okres ją "stalkowałem". Sprawdzanie z kim grała, co robi, jakieś wchodzenie na jej fb... Od wczoraj koniec z tym, jest wszędzie zablokowana. I wróciły ten wszystkie beznadziejne uczucia. 
      Największym problemem jest chyba to, że czuję się cholernie samotny. Nie mam z kim pogadać. Z rodzicami od zawsze miałem słaby kontakt (mimo tego, że wychowali mnie dobrze, normalna rodzina), nawet internetowi znajomi mają dziewczyny, znajomych i w dni takie jak np. okres świąteczny przeważnie zostaje sam. 
       
      I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek, mimo wiedzy zaczerpniętej z forum jestem cholernie zdesperowany, a to z kolei prowadzi do stresu i traktowania każdej kobiety z którą się umówię jak bóstwo...
      Parę tygodni temu założyłem konta na tinderze, badoo... Nie powiem, odzew całkiem spory, przeważnie laski odpisywały, ale albo traciły zainteresowanie po kilku wiadomościach (bo jestem nudziarzem i nie potrafię flirtować), albo dochodziło do jednego spotkania na którym byłem cholernie spięty i na jednym spotkaniu się kończyło. 
       
      Bardzo chaotyczny post, jeśli ktoś przebrnął przez ten bełkot to dziękuję.
      Bracia, co robić? Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim. Mieć się do kogo odezwać. Cieszyć się z życia, być wyluzowanym. W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 
      Jeśli ktoś chciałby o coś dopytać to śmiało. 
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.