Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Firestarter

Nie mogę znaleźć pracy, zaraz zwariuję...

Recommended Posts

Posted (edited)

W swoim przywitaniu z Forum napisałem, że pewnie będę tu wyżalał się, lub jak mawia Marek w swoich audycjach - wysrywał. Właśnie nadszedł czas na pierwszego wielkiego kloca, niezwykle śmierdzącego i bolesnego.

 

Nie mogę znaleźć pracy. Kurwa, ja naprawdę nie mogę znaleźć pracy. Nie mogę znaleźć zajęcia, za które ktoś by mi zapłacił, zajęcia, z którego miałbym pieniądze na utrzymanie. Nie mogę.

 

Zaczęło się pod koniec zeszłego roku. Wręczyli mi wypowiedzenie w pracy. Najpierw ściągnęli mnie do siebie z innej firmy i po stosunkowo niedługim czasie wyjebali na zbity ryj. Nie było to dla mnie jakieś bardzo wielkie zaskoczenie - nie sprawdzałem się do końca w dziale, do którego trafiłem. Samo miejsce pracy (jedno z ostrzejszych korpo) bardzo męczyło mnie, i psychicznie, i fizycznie. Długo zostawałem po godzinach, chyba najwięcej ze wszystkich. Nie, niekoniecznie dlatego, że chciałem wydębić nie wiadomo ile kasy, czy coś - chciałem sobie ze wszystkim poradzić.

 

Ogólnie, z niektórymi kwestiami radziłem sobie świetnie, najlepiej w mojej grupie (szczeblu), najlepiej w całym zespole. Z niektórymi mocno kulałem i to mnie męczyło. Nie zapytałem jednak o możliwość zmiany zespołu na taki, który by mi odpowiadał - nie pozwoliliby mi. Za jakiś czas pewnie sam bym się zwolnił, ale z drugiej strony może i dobrze, że to ucięli. No ale tak czy siak, zabolało mnie, ale to nie był jeszcze cios, który by mnie znokautował. Przynajmniej wtedy. Rozstaliśmy się nawet w dobrych stosunkach, nie robiliśmy sobie świństw, pożegnanie z obu stron było ok. Jednak w czasie pracy atmosfera była podła i wiele osób się wzajemnie napierdalało, w zespole panowały najgorsze korporacyjne relacje. Kiedyś o tym napiszę. Zaznaczę, że to była jedna z najlepszych marek na rynku, praca tam to bardzo mocny wpis do CV.

 

Zakończenie pracy początkowo miało mieć nawet sporo plusów - po pierwsze, odpocząłbym, bo przy poprzedniej zmianie pracy nie miałem takiej możliwości. Chciałem też uregulować wszystkie sprawy ze studiami, które ciągną się za mną od lat, pozaliczać ostatnie przedmioty, napisać magisterkę i się obronić. Kasy miałem odłożonej na 2, maks 3 miesiące życia. Planowałem wyrobić się ze wszystkim w dwa miesiące i wrócić do jakiejś roboty.

 

Cały pierwszy miesiąc przeleżałem, dosłownie. Nie wstawałem z łóżka. Nie wiem, czy byłem aż tak przemęczony, w każdym razie nie zrobiłem nic, a tylko zamartwiałem się, że nie robię tego, co zaplanowałem. Tym samym ani nie odpocząłem, ani nie zrealizowałem planów. Drugi miesiąc wyglądał niemal identycznie. No i w tym miejscu zaczęło się sranie.

 

Czas się kończył, a ja nie zrobiłem nic. No i chuj, trzeci miesiąc musiałem zostać w domu, a kosztów życia nie ubywało. Dobra, może kiedy indziej o tym napiszę, bo to nie do końca ma aż tak duże znaczenie. W każdym razie do chwili obecnej nie napisałem magisterki i się nie obroniłem. Ciągle zaprząta mi to głowę.

 

I tak w chujowy sposób minęło już prawie pół roku, a ja jestem w dupie ze wszystkim. Doszły do tego kwestie zdrowotne i inne pierdy. Od dwóch miesięcy szukam roboty, bo oczywiście skończyły mi się pieniądze i to już dawno.

 

No i jest bardzo źle - nie mogę znaleźć pracy. Kurwa, ja naprawdę nie mogę znaleźć zatrudnienia! Matko, w czasie, kiedy jest niby rynek pracownika, kiedy niby są braki pracowników, kiedy jest o pracę łatwo jak nigdy, ja nie potrafię znaleźć zatrudnienia.

 

Nie mam już żadnych pieniędzy, żadnych. Musze prosić Rodziców o zapomogę na wszelkie moje wydatki. Nie zdajecie sobie sprawy, jaki to dla mnie ból, jaki wstyd i hańba. W rodzinie chyba nigdy nie było takiej pierdoły jak ja, tak nieporadnego człowieka. Starzy mieli naprawdę ciężko w życiu, ale dali sobie radę, potrafili przejść przez życie, ja nie. Czuję się teraz jak dziwka dworcowa, bez honoru, bez godności, jak pijawka. Jak niedorozwój, jak największa zakała rodu i całej okolicy. I nią jestem. Zawsze byłem pierdołowaty, ale nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie aż tak źle.

 

Nie mam grosza przy duszy od dwóch-trzech miesięcy, a mam do spłacania jakiś kredyt studencki i jakąś elektronikę, którą kiedyś musiałem kupić. Na wszystko muszę wydębić. Na czynsz, bo mieszkam w Warszawie, na żarcie, na autobus... Jestem jak duże dziecko, które samo jeszcze nie potrafi się oporządzić, zadbać o siebie. Tak mi przykro, tak mi wstyd.

 

Miałem być kimś, miałem sobie dobrze radzić, pomagać rodzinie. Uczyłem się dobrze, na studia też udało się dość dobre dostać, na jedne z nich rodzice płacili grubą kasę. Płacili, choć w domu nam się nie przelewało. Nie było może głodu i chłodu, ale było ubogo. A oni jakoś kasę załatwili, swoją pracą, swoją krwawicą, kiedy ja siedziałem w mieście. Starałem się, to prawda, nie hulałem i byłem Im wdzięczny. Nie zmienia to jednak faktu, że żyły sobie wypruwali. Na wi, w polu. Dla mnie. Dla totalnej zakały. Miałem być lepszy od mojego rodzeństwa, co to nieukiem jedno było, a drugie jeszcze młode. I ten nieuk jest tysiąc razy zaradniejszy ode mnie, od niby-wykształciucha. Ta skazana na porażkę siostra radzi sobie w życiu, a ja w ogóle.

 

To ja miałem utrzymywać rodzinę, odwdzięczyć się, odpracować wszystko. Jestem starym koniem, zaraz stuknie mi 30, a oni nadal muszą na mnie łożyć. I jak Oni mają się nie wkurwić? Już i Rodzice i Babcia mówią, znajdź jakąś pracę, dokończ te studia, już Ci jakoś zapłacimy, kupimy tę pracę. A ja nie. Boli mnie kiedy (w delikatny sposób, choć już coraz bardziej otwarcie) opierdalają mnie, ale mają 100% racji. Jak można doprowadzić się do takiego stanu? Oni chyba trochę myślą, że ja to specjalnie robię, że nie chce mi się pracować, czy coś. No ale ja się nie dziwię, już nigdy nie powinni mi zaufać, bo nie jestem godzien. Naprawdę nie jestem godzien.

 

Jaki wstyd, jaki wstyd... Na razie dalsza rodzina i moja wieś nie wie, co się dzieje, też myślą, że chyba nie najgorzej sobie radzę. Rodzice powiedzieli: "Wstyd komuś powiedzieć, tyle lat jesteś w tej Warszawie, tyle studiów, tyle nauki, tyle pieniędzy na Ciebie poszło, a nie masz pracy...". I mają rację, mają świętą rację. Porównują mnie do innych; każdy sobie radzi, tylko nie ja. I mają rację. Patrzą z zazdrością na dzieci sąsiadów, oczywiście już dorosłych, w okolicach mojego wieku; a to pokupili sobie mieszkania, samochody, mają żony, dzieci... Zazdroszczą im, co już ie raz mi zakomunikowali. I słusznie. Boli mnie strasznie, że jestem gorszy od nich, ale taka jest rzeczywistość.

 

Wracając do kwestii roboty. Mam przecież odpowiednie wykształcenie do stanowisk, na które się zgłaszam, ze 3 lata doświadczenia zawodowego w przyzwoitych firmach  ogólnie wcale nie jestem aż tak zły w te klocki, nie jestem jakimś ostatnim chujkiem. No angielski powinienem poprawić, to na pewno, ale - obiektywnie rzecz ujmując - nie ma aż takiej tragedii. Czemu więc nie mogę znaleźć tej zasranej pracy?

 

Już nawet nie wiem, na ilu rozmowach ostatnio byłem, chyba gdzieś na dwudziestu. Kolejne 30 CV powysyłałem przez różne pracuj i inne. Zacząłem strzelać na oślep i wysłałem już wszędzie, gdzie się dało. Już po prostu nie ma więcej ofert, więcej podmiotów, do których mógłbym się zgłosić. I chuj. Co się dzieje? Na rozmowach też zazwyczaj nie jest tak źle (choć owszem, zdarzają się wtopy). Czasem do rozwiązania miałem jakieś testy numeryczne, logiczne czy słowne, to też sobie raczej radziłem, byłem lepszy w nich od ok. 80% osób, które też je rozwiązywały. To chyba nie najgorzej. Może wygląd? Jestem strasznie otyły. To może być to. No i czasem pocę się jak wieprz na początku rozmów. Kiedyś o tym napiszę. Ale kurwa, naprawdę z tego powodu?

 

Dziś przyszedł mi kolejny krótki chujowy mail, że niestety nic dalej nie zrobią z moim podaniem o pracę. Kurwa, na rozmowie ok, rozwiązywanie testów kilka godzin, przygotowania... Trzy dni poszły się jebać, a ja nic z tego nie mam. To już nie jest zabawne. I miał być feedback (opinia) w razie co! I chuja od nich dostałem.

 

Podczas całych tych poszukiwań zrobiłem jeden błąd, którego żałuję do teraz. Pluję sobie w brodę, że postąpiłem, jak postąpiłem. Otóż na samym początku poszukiwań dostałem ofertę z jednej z firm - bardzo dobrą finansowo jak na mnie, wiem, że już nigdzie tyle nie dostanę. Problem polegał na tym, że to nie była do końca praca, na której mi zależało, w sensie nie do końca ten zakres obowiązków, ale też nie tak, ze całkiem coś, czego w ogóle nie chciałbym robić. No i chyba chcieli mnie przyjąć. A ja, jak ten debil, zrezygnowałem. Rozmowy poszły mi gładko, bez problemów, oni też długo nie czekali i cały proces trwał krótko. Chcieli mnie od już. Nie do końca te obowiązki, a jeszcze musiałbym niedługo brać wolne na prawie miesiąc, bo się okazało, że będę miał pewnie operację. I niestety zrezygnowałem, bo pewnie i tak jakbym im o tym powiedział, to nic by nie wyszło. No ale nie wiem, może byłoby ok? Może się usprawiedliwiam? W każdym razie, nie poszedłem do tej pracy, a ze dwa miesiące przed wolnym pewnie bym tam posiedział. No i ta magisterka, myślałem, że jakoś ją napiszę, a oni chcieli wszystko na już. Nie mam 100% pewności, że by mnie wzięli, ale tak z 90%.

 

Głupi myślałem, że wszędzie będzie tak łatwo z robotą, przez moment poczułem się pewnie. A tu chuj. Teraz wziąłbym od nich wszystko z pocałowaniem w dupę z języczkiem. A nie mogę znaleźć nic. I tak dobrego wynagrodzenia w życiu już nie dostanę. Co ja zrobiłem??? Chyba do końca życia sobie tego nie wybaczę.

 

Wstydzę się wrócić do siebie do domu, bo niektórzy mogą zacząć pytać o pracę, o Warszawę... Boję się jechać metrem, bo mogę kogoś spotkać na mieście i zaczną się wypytywania o to, jak mi idzie. Wstydzę się siebie, wstydzę się swojego życia. Wstydzę się porażki, nie chcę, aby ktoś o niej wiedział.

 

Bardzo źle się czuję z tym wszystkim. Pisząc tutaj odczuwam ból serca, ciężko mi się oddycha, mam ucisk w głowie, zawroty... I płaczę. Ja teraz płaczę jak baba, bo nie daję sobie rady. We łbie też się jebie, bardziej niż zazwyczaj, bo o też nie jestem do końca zdrowy na tym polu. Przechodzą mnie drgawki, gdy kładę się spać, kończyny momentami drgają mi jak człowiekowi w agonii... Ostatnio się dowiedziałem, że krzyczę w nocy, czego nigdy nie było. Jestem zmęczony i bezsilny, bez energii, a śpię przynajmniej kilkanaście godzin na dobę. I bardzo się boję. Tak, odczuwam dziki strach, jak zwierzę. Śmierdzę strachem, czuję okropny smród potu, którego wcześniej nie było. Nie mogę się na niczym skupić, nic napisać. Ja nie mogę już z tym wszystkim żyć, zbliżam się do mrocznych obszarów, w których nigdy jeszcze nie byłem... Nigdy nie było aż tak źle.

 

Ciągle budzę się i pocę w nocy, mam koszmary. W snach przewijają się ciągle te same motywy:

- praca w poprzedniej firmie, tamto biuro - pracuje tam, coś tam robię,

- ciemny las - jestem w nim, gubię się, odczuwam strach we śnie,

- cmentarz - często po nim chodzę, przebywam tam - tak w realu też zacząłem lubić cmentarze, tak ze 2-3 lata temu - we śnie czasem tam jest ok, a czasem strasznie,

- śmierć - czasem mi się śni, że umieram, że ktoś mnie zabija, a potem z bocznej perspektywy widzę, co się dzieje,

- śnią mi się ostatnio moi zmarli bliscy.

 

Czy te sny coś znaczą, czy na porządnie zaczyna mi odbijać?

 

Nie wiem, czego oczekuję od Forum, co ma dać ten wpis. Może chciałem się "wygadać", uzewnętrznić? Nie mam komu powiedzieć o tym wszystkim, więc przyszedłem tutaj. Nie wiem, jakiej reakcji oczekuję, pocieszenia, zjebania, postawienia do pionu??? Nie wiem.

 

To na razie na tyle. Jak mielibyście jakieś porady dla mnie, to bardzo bym prosił - ja już będę się chwytał każdej brzytwy...

Edited by Firestarter
Literówka i uzupełnienie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie chce mi się czytać, ale skoro tyle piszesz to może jako copy poszukaj roboty :D

 

teksty zapleczowe, seo itd.  ja np. płacę ~35 zł za 2000 zzs.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, słabe jednostki eliminują się same. Każdy miał jakiegoś doła i potrafił sobie z nim poradzić. Obudziłeś się z ręką w nocniku i nadal nic nie starasz się zrobić w tym kierunku. Więcej działania, mniej jęczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

1) Idz do psychologa, bycmoze masz depresje.

 

2) Znajdz prace (tymczasowo) ponizej swoich oczekiwan ambicjonalnych. Mc Donalds, praca fizyczna, cokolwiek. Wpadniesz w rutyne, odrobisz dlugi, poznasz zaradnych ludzi co zapierdalaja a nie uzalaja sie nad swoim losem. Nabierzesz ich cech i podejscia do zycia.

 

Dume sobie schowaj tymczasowo w tylek.

 

3) Poszukaj prace poza Wawa. Jak znajdziesz to wyjezdzaj.

 

4) Dokoncz studia

 

Praca Jest ZAWSZE dla tych co chca ja znalezc. Wiem to z autopsji.

 

Ty bycmoze masz klasyczne podejscie wyksztalciucha “tego nie bede robil bo to ponizej mojego poziomu”.

 

Edited by TheFlorator
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
39 minutes ago, Firestarter said:

To na razie na tyle. Jak mielibyście jakieś porady dla mnie, to bardzo bym prosił - ja już będę się chwytał każdej brzytwy...

Przede wszystkim skończ z biadoleniem i pierniczeniem że jestes taki zły itd. To do niczego nie prowadzi a tylko pogarsza sprawę. Każdy z nas ma dwie ręce i nie jest bezradny. Zgłoś się do OTTO agencji - tutaj znajdziesz ich ogłoszenia https://www.pracujwunii.pl/oferty-pracy/. Szukają do pracy za granicą (np do Holandii na magazyny). Idzie znaleźć ludzką ofertę, ale trzeba mieć świadomość że można tam trafić na ciężkie warunki. Jak szukasz pracy w biurze tylko to sie nie dziw. Tym biurowym już dawno odpier***ło. Problem w tym że na pierwszy miesiąc na wyjazd trzeba mieć troche kasy, ale zawsze to jakaś opcja wyjścia z dołka. Twój błąd że dopuściłeś do tego żeby nie mieć nic. Trzeba być przygotowanym na cięzkie czasy przynajmniej częściowo a jak sie zaczyna spierd***ć sytuacja to zakasujesz rękawy i rzucasz sie w cokolwiek gdzie płacą żeby sie chociaż utrzymać i przetrwać najgorsze - potem można szukać. Sprzedaj trochę gratów/elektroniki na OLX. Każdy ma jakies zbedne rzeczy. Możesz też sie zgłosić do agencji pracy i wziąć sie za dorywcze prace na miejscu. Opcji jest w cholere a że nie są przyjemne no cóż... naważyłeś sobie bigosu to musisz go teraz zjeść. Wygrzeb sie z dołka i pilnuj żeby nigdy wiecej do niego nie wpaść. Ważne żeby coś robić. Za coś trzeba żyć. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

+ musisz pozbyć się desperacji z głowy 

Desperat prawie nigdy nie dostaje tego, co chce dostać 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Firestarter

Godzinę temu, Firestarter napisał:

Chciałem też uregulować wszystkie sprawy ze studiami, które ciągną się za mną od lat, pozaliczać ostatnie przedmioty, napisać magisterkę i się obronić. Kasy miałem odłożonej na 2, maks 3 miesiące życia. Planowałem wyrobić się ze wszystkim w dwa miesiące i wrócić do jakiejś roboty.

praca tam to bardzo mocny wpis do CV(...)

Jestem starym koniem, zaraz stuknie mi 30,(...)

Może wygląd? Jestem strasznie otyły. To może być to. No i czasem pocę się jak wieprz na początku rozmów. Kiedyś o tym napiszę. Ale kurwa, naprawdę z tego powodu?(...)

 

30 letni przegryw, wywalony z pracy, nie będący w stanie skończyć magisterki, spasiony jak świnia. Taki obraz sukcesu pokazujesz swoją osobą.

 

Nikt Ci nie zaufa - żaden pracodawca. nikt Ci nie napisze, że uważają Cię za spasionego przgerywa - to przecież wbrew corporate policy i polityce równych szans.

Idź do jakiejś biedry - teraz i tak jesteś przegrany, ważne, żebyś miał ubezpieczenie i nie stracił kontaktu z rzeczywistością.

Musisz schudnąć.

Musisz skończyć magisterkę.

Ale oprocz tego to co poniżej - koniecznie.

Godzinę temu, Firestarter napisał:

Bardzo źle się czuję z tym wszystkim. Pisząc tutaj odczuwam ból serca, ciężko mi się oddycha, mam ucisk w głowie, zawroty... I płaczę. Ja teraz płaczę jak baba, bo nie daję sobie rady. We łbie też się jebie, bardziej niż zazwyczaj, bo o też nie jestem do końca zdrowy na tym polu. Przechodzą mnie drgawki, gdy kładę się spać, kończyny momentami drgają mi jak człowiekowi w agonii... Ostatnio się dowiedziałem, że krzyczę w nocy,

Jestem zmęczony i bezsilny, bez energii, a śpię przynajmniej kilkanaście godzin na dobę.(...)

 

Skoro jesteś spaślakiem to możesz mieć bezdech senny. Poczytaj. W skrócie: dusisz się w czasie snu, nie regenerujesz się, zdrowotnie jest coraz gorzej - w końcu się przekręcasz.
Zgłoś się do lekarza celem zbadania pod kątem bezdechu. Nie masz na co czekać, będzie coraz gorzej.

 

Na początek musisz schudnąć!

 

EDIT:

I zmień Flinta na cokolwiek, Misia Yogi, baobab, albo latarnię. Flint to nie jest dobry awatar w Twoim przypadku. Na początek mała zmiana spaślaku - awatar. Potem będzie łatwiej z większymi.

 

Edited by Exar
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedyś też nie podejmowałem się większości prac, bo były "poniżej mojego poziomu" - jedna z najgorszych decyzji w życiu.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja wiem, że tu większość postów będzie typu "schudnij", "ogarnij się" itd. Ale moim zdaniem to jest 10 mostów za daleko w kierunku samo-udręczenia. Ile przecież w tym poście jest presji, przywalania sobie.

 

@Firestarter, odpalam szklaną kulę. Czego się boisz najbardziej? Jaki lęk spędza Ci sen z powiek? Czy przypadkiem nie to, że będziesz ostatnią łajzą, ciamajdą, czarną dziurą i ostatnią ofermą, która nie potrafi nic wnieść do rodziny. Masz poczucie winy, że wpakowali w Ciebie tyle hajsu, a Ty nie masz się jak odwdzięczyć.? Jeśli tak, to uśmiechnij się - właśnie sobie to zmaterializowałeś, gorzej już nie będzie. 


@Firestarter NFZ chyba masz, to przejdź się do psychiatry i załatw sobie skierowanie na psychoterapię za free jak masz możliwość. Moim zdaniem po latach presji na Tobie to się skumulowało i masz trochę nerwicowe objawy. Nie chodzi o to, żeby sobie teraz pofolgować, ale bycie psychicznym wrakiem w niczym tu nie pomoże. Otyłość też pośrednio może być tym spowodowana (stres, pasożyty itd.), a na pewno ciężej się jej pozbyć w takim stanie. 

To taka moja uwaga, bo wiem, że w takim stanie dokładnie kolejnych "musisz" nie pomaga - to kolejna presja, a na obecną chwilę organizm i tak ma dość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć!

 

No i warto było tu napisać o problemie, już teraz sporo wyniosłem z Waszych porad, choć oczywiście liczę na więcej i zachęcam do zamieszczania swoich pomysłów.

 

17 godzin temu, radeq napisał:

teksty zapleczowe, seo itd.  ja np. płacę ~35 zł za 2000 zzs.

Kurde, to jest genialny pomysł! Wczoraj na szybko zacząłem przeglądać, co to takiego. Kurde, tak się tym podjarałem, że nie mogłem zasnąć!

 

Myślę, że ten rodzaj pracy mógłbym wykonywać, nawet jeśli znalazłbym stałe zatrudnienie. Co prawda nie przypuszczam, aby teraz ktokolwiek był skłonny płacić mi za jakieś moje teksty, ale poszukam firm / organizacji, które coś takiego "skupują". Pomogłoby to podszkolić mi warsztat "pisarski", poza tym pisaniem m.in. zajmowałem się w poprzednich pracach. To może być nawet forma rozrywki dla mnie!

 

@radeq, a Ty z jakiej strony korzystasz, bo rozumiem, że jesteś przedsiębiorcą? Miałbym więc takie pytanie: znasz jakieś portale, gdzie można by podbić ze swoimi tekstami? Wiesz, tak z praktyki, do kogo Ty chodzisz?

 

17 godzin temu, lxdead napisał:

Obudziłeś się z ręką w nocniku i nadal nic nie starasz się zrobić w tym kierunku.

Z ręka w nocniku? Żeby tylko! Ja topię się w gównie, zakrywa mi ono powoli nozdrza. Nie zgodzę się jednak, że nie robię nic w kierunku poprawy - bardzo aktywnie szukam pracy.

 

17 godzin temu, TheFlorator napisał:

1) Idz do psychologa, bycmoze masz depresje.

Żeby to była jedynie depresja. Mam kilka schorzeń. W psychologa już nie wierzę, przerabiałem tę kwestię na różne sposoby.

 

17 godzin temu, TheFlorator napisał:

Ty bycmoze masz klasyczne podejscie wyksztalciucha “tego nie bede robil bo to ponizej mojego poziomu”.

Nie no, tutaj to nie trafiłeś. Jestem ze wsi, na wsi dużo pracowałem i różne prace wykonywałem. Teraz mało, bo jestem w Warszawie, ale jak przyjeżdżam, to w pole zawsze pójdę. Nie mam żadnego ambicjonalnego podejścia.

 

Problem polega na tym, że ja nie jestem praktycznie w stanie pracować fizycznie, bo jestem tak zapasiony. Cały się pocę, muszę uważać na cukrzycę i inne pierdy (pogotowie już do mnie przyjeżdżało po różnych akcjach z wysiłkiem). W domu jak robię, to na powietrzu, nie muszę szybko, to coś pchnę, ale iść tak na zarobek to nie dam teraz rady. Nie dam rady, nie nie chcę.

 

Do maka bym poszedł, albo może lepiej do magazynu, żeby mnie nie kusiło żarcie. Magazyn byłby spoko.

 

Wiem, że jest jakaś praca - jestem teraz kaleką i sporej części nie jestem w stanie wykonywać, bo zasłabnę, czy coś. Tak to kurwa jest, jak się przeholuje.

 

Poza Warszawą - tego raczej nie zrobię, tu mam ośrodek życia, nawet tani pokój i dość blisko do domu. Nie sądzę, żeby poza Warszawą było więcej ofert - tu skupia się wszystko.

 

Dokończyć studia - wiem. Wiem o tym już od tylu lat. To one blokują mój (samo)rozwój, w tym zawodowy, one potencjalnie przeszkadzają w znalezieniu pracy. Ale nie radzę sobie z zasraną magisterką. Tyle czasu. Sama świadomość zjawiska nie wystarczy, trzeba jeszcze podjąć działania. Mam jakieś 60% magisterki, ale do oddania potrzeba 100%.

 

17 godzin temu, Trevor napisał:

Zgłoś się do OTTO agencji - tutaj znajdziesz ich ogłoszenia https://www.pracujwunii.pl/oferty-pracy/. Szukają do pracy za granicą (np do Holandii na magazyny).

Z chęcią bym to zrobił, ale jak pisałem, fizycznie nie wytrzymam. Szkoda, bo to fajne oferty, dzięki, że podesłałeś linka. To naprawdę dobra strona!

 

Nawet nieźle byłoby pojechać, podszkoliłbym język, kasa też lepsza niż w Polszy i to bez większego stresu. Żałuję teraz, że poświęciłem tyle czasu na studia, jaki ja byłem głupi. Trzeba było nauczyć się jakiegoś fachu (choć mam dwie lewe ręce) i teraz trzaskać kasę.

 

Mam jednak pomysł - jak już znajdę pracę i odłożę trochę grosza, to zrobię sobie kurs na wózek widłowy. Myślałem o tym już od lat i zawsze coś mi wyskakiwało. Ale teraz dostałem nauczkę. To byłaby taka praca awaryjna, do wyjazdu zagranicę. Nie trzeba wielkich nakładów kosztów i czasu.

 

Ojciec mówił kiedyś, i to nie raz, żeby zrobić sobie prawko na tiry. Nawet mówił, że mi sfinansuje. Jaki to mądry człowiek, czemu ja taki nie jestem? Praktycznie nie jeżdżę samochodem, ale uda mi się odłożyć, to jest to kolejne uprawnienie, które będę chciał nabyć. Jestem samotnikiem, więc życie w trasie pewnie jakoś bardzo by mi nie przeszkadzało. Z wóżkiem i tirem można już nieźle żyć, pracować w każdym magazynie, fabryce, czy jako kierowca.

 

A, no i wracam do nauki niemieckiego, żebym nie musiał jeździć nie wiadomo gdzie.

17 godzin temu, Trevor napisał:

naważyłeś sobie bigosu to musisz go teraz zjeść.

Kurwa, w tak czarnej dupie to ja nie byłem nigdy. Nigdy. Ale to będzie sroga lekcja na przyszłość, o ile przeżyję. A bigos uwielbiam i zeżarłbym go dużo, ale nie taki bigos mam na myśli.

 

Szanowni, teraz muszę uciekać od kompa, ale jak wrócę, to odpowiem pozostałym osobom, które się wypowiadały. Raz jeszcze dzięki za poświęcony czas - mimo, że jest u mnie słabo, to te porady już coś wnoszą, coś rozjaśniają, na pewno skorzystam przynajmniej z części.

 

Jeśli macie jeszcze jakieś pomysły lub uwagi, to bez wahania je wpisujcie, im więcej, tym lepiej.

 

Mam też pytanie techniczne: czy można jakoś zrobić, żeby dziewczyny też mogły się wypowiadać w tym wątku? Myślę, że też miałyby sporo do powiedzenia, a dodatkowo może któraś z nich pracuje np. w HRach?

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Firestarter napisał:

Kurde, to jest genialny pomysł! Wczoraj na szybko zacząłem przeglądać, co to takiego. Kurde, tak się tym podjarałem, że nie mogłem zasnąć!

 

Myślę, że ten rodzaj pracy mógłbym wykonywać, nawet jeśli znalazłbym stałe zatrudnienie. Co prawda nie przypuszczam, aby teraz ktokolwiek był skłonny płacić mi za jakieś moje teksty, ale poszukam firm / organizacji, które coś takiego "skupują". Pomogłoby to podszkolić mi warsztat "pisarski", poza tym pisaniem m.in. zajmowałem się w poprzednich pracach. To może być nawet forma rozrywki dla mnie!

 

@radeq, a Ty z jakiej strony korzystasz, bo rozumiem, że jesteś przedsiębiorcą? Miałbym więc takie pytanie: znasz jakieś portale, gdzie można by podbić ze swoimi tekstami? Wiesz, tak z praktyki, do kogo Ty chodzisz?

Podbijaj do firm od SEO/pozycjonowania, niech Ci zlecą jakaś jedną darmową próbkę i tyle, w ogłoszeniach o pracę pewnie tego sporo jest.

 

Ja mam pracownicę wiec nie korzystam z serwisów itd, po prostu zlecam jej co ma pisać i to robi, od księgowości, przez ubezpieczenia i inne tematy, a nawet budowlanka ;)

 

+ copywriting.

 

https://www.whitepress.pl/

https://linkhouse.co/

zadzwoń do jednej i drugiej firmy i powiedź, że chcesz pisać i czy mają jakiś system dla twórców treści. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli się będziesz ciągle skupiał na narzekaniu i problemach, zamiast skoncentrować się na analizie obecnej sytuacji, wyciągnięciu wniosków i znalezieniu rozwiązań @Firestarter, to nigdy nie znajdziesz pracy, która Cię będzie satysfakcjonowała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co się składa na Twoją dietę?  Zacznij od małych kroków.

  1. Wizyta u dietetyka. Powinieneś schudnąć, zwiększy to Twoje szanse na dobra pracę/dziewczynę i polepszy zdrowie.
  2. Ogarnąć pracę w call center&& zmienić dietę.
  3. Poszukać jakiejś grupy cukrzyków
  4. Jak Wawa droga to jest jeszcze Radom

Share this post


Link to post
Share on other sites

To ja się trochę wyłamię i napiszę, że absolutnie niemożliwe jest to, żeby w dużym wojewódzkim mieście w Polsce nie móc znaleźć pracy. 

 

Pracy jest mnóstwo, leży na ulicy wręcz, trzeba się w chuj starać żeby jej nie znaleźć. Czy raczej - trzeba po prostu nie chcieć pracować. Nie udawajmy, że gówno jest czekoladą. 

 

@Firestartermasz niestety za dobrych rodziców, którzy Cię krzywdzą. Bo jakbyś nie miał skąd wziąć pieniędzy, praca by się szybko znalazła.

 

Nie oszukuj sam siebie, że jest Ci wstyd, głupio i tak dalej, bo to przede wszystkim te racjonalizacje przeszkadzają Ci w znalezieniu pracy. 

 

Założę się, że każda jest dla Ciebie jakaś "nie do końca", nie spełnia Twoich oczekiwań, nie daje rozwoju, awansu i inne gówniane wykręty. Znam niejednego takiego "ambitnego". A prawda jest taka, że skoro i tak żyjesz na utrzymaniu rodziców, to zarabiają najniższą krajową i tak byś im ulżył. 

 

Ale - nie oszukujmy się - albo masz poważne dysfunkcje którymi powinien zająć się psycholog, albo Ci się nie chce (tak w głębi duszy). Tertium non datur. 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopaku, przeczytaj moje wątki sprzed... 7-8 miesięcy. Wszystko może się dramatycznie szybko odmienić. 

Jęczałem i się wysrywałem tutaj, a chłopaki mnie podciągnęli i dopiąłem swego. Teraz mam pracę tak lajtową jak studia, ale nie wiele płatną. Ale planuję już dalej.

 

Może nie jestem jakim spektakularnym sukcesem, ale pokazałem że można się szybko dźwignąć od śmieciucha bez kasy do gościa, który 8 miesięcy później ma takie CV, że jak bym je zobaczył 2 lata temu, to autentycznie bym chciał się obudzić ... bo bym myślał, że śnię.  

 

Zmartwień nie skasujesz ot tak... Ja płakałem, byłem załamany i z łzami w oczach się uczyłem, bo Marek mówił, że jak będę robił to co robię to nie ma chuja, żeby nie dopiąć celu.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak z mojej przeszłości. Każdy ma problemy czasem więcej czasem mniej pewne jest jedno dopóki żyjesz masz szanse sobie z nimi poradzić. Też miałem momentami w życiu ciężko opiszę jedna sytuację. Kumulacja nieszczęść zerwanie z panną ze względów logicznych nie chciałem być na dostawkę do jej związku po kilku  miesiącach znajomości. Dodatkowo straciłem pracę a mieszkanie które wynajmowałem musiałem opuścić  zacząłem studia na które musiałem zarobić pieniądze. Do dodatkowo zrobiło mi się cholerstwo ze stanem zapalnym na mosznie operacja. Ale wszystko dobrze się skończyło trzeba wyznaczyc cele w kolejności od najistotniejszych do najmniej ważnych. U mnie to było tak zdrowie/lokum /praca /szkoła i na końcu życie osobiste było bardzo ciężko ale przeżyłem.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja w to nie wierzę, że nie możesz znaleść pracy. Jeśli jesteś w sytuacji podbramkowej, a jesteś to idzie się na miesiąc, czy dwa do chujowych prac typu call center, czy na budowe. Tam jest ogromne zapotrzebowanie na pracownika, w międzyczasie szukałbyś innej pracy. Po prostu masz wymówkę, żeby się nie da, albo szukasz jej w swoim zawodzie, co w takiej sytuacji jest błędem, bo teraz musisz mieć cokolwiek.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Byłybiałyrycerz napisał:

Nie ma czegoś takiego jak brak pracy, znajomy szukał pomocnika do wyrzucania gruzu, 150zł za 4h i nikt nie chciał bo za mało.

 

Akurat się nie dziwię. Nie tyle chodzi o lenistwo co wiele osób po prostu czuje wstręt do mentalności robotników (bluzgi itd.)

Edited by Libertyn

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Firestarter Musisz kolego przejąć stery nad swoim życiem. Zacznij od czegoś banalnego, typu codziennie robię 5 pompek i trzymaj się tego. Problem jest raczej natury psychicznej. Też przechodziłem przez podobny syf niedawno. Też niby nigdzie pracy nie było a prawda była taka, że to w bani źle się działo. Z tego się wychodzi tylko w głowie sobie ułóż wszystko.

 

1. Przestań sobie dopierdalać.
Rodzice wyłożyli hajs no i trudno. Wyłożyli. To była ich decyzja. Nie jesteś nikomu nic winień. Zrzuć z siebie ten ciężar. Oddasz gdy będziesz miał.

 

2. Ogarnij swoje hormony.

Przede wszystkim zadaj sobie pytanie czy dobrze jesz i dobrze śpisz. Bo ma to kolosalny wpływ na twoje samopoczucie, myśli i chęć do życia. Z tego co mówisz to jest bardzo źle. Zero śmieciowego jedzenia i kłaść się spać przed 22:30. Za tydzień zobaczysz, że dzieją się cuda. Jeśli masz cukrzycę do powinieneś być pod opieką dietetyka. Z tym nie ma żartów. Chyba, że rajcuje Cię ślepota i gnijące tkanki miękkie.

 

3. Zacznij myśleć pozytywnie.

Wyprostuj się, ściągnij łopatki i pochodź w prawidłowej pozycji, przynajmniej 5 minut dziennie bez przerwy. Też dzieją się cuda...

 

Ogarniaj życie w tej kolejności:
Głowa i ciało > praca > magisterka > relacje z rodziną

 

I najważniejsze. Rób to dla siebie a nie dla rodziców. To twoje życie, twoja sprawa.

 

 

 

Offtop:

29 minut temu, Byłybiałyrycerz napisał:

Nie ma czegoś takiego jak brak pracy, znajomy szukał pomocnika do wyrzucania gruzu, 150zł za 4h i nikt nie chciał bo za mało.

Szkoda, że nie wiedziałem, to bym się podjął hehe.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Byłybiałyrycerz napisał:

Sądzę, że gdyby autor poszedł na pierwszą lepszą budowę, to pracę miałby tego samego dnia.

Nie wytrzymałby. Jak sie określił jest spaślakiem. Mógłby robić najwyżej za ciecia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.