Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Ten temat zakładam jako kontynuację tematu z linku poniżej, no ale przejdźmy do rzeczy.

 

https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/21046-żyje-po-to-żeby-żyć-czyli-właściwie-bez-celu/

 

Szczerze mówiąc to post@Ważniak jak i posty innych braci dały mi wiele do myślenia. No bo po przeczytaniu tego co pisaliście, i po tym czasie który już upłynął, to wydaje mi się że powinienem coś w swoim życiu tak powoli i na miarę swoich możliwości zmienić. No i mam nawet jeden pomysł tak na początek, i nawet kilka innych które oczywiście podam . Ale jeśli chcecie to napiszcie w jakiej kolejnosci je wykonywać, co zmienić itd, lub nawet możecie zaproponować coś od siebie.

 

Pierwszym pomysłem jest to żeby do wiosny 2020 nazbierać tyle kasy ile to będzie możliwe i spróbować zdać prawo jazdy, co chodzi mi już tak co jakis czas w glowie tak od roku, a po poście @Ważniak 

już właściwie codziennie. Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża, tzn wiem że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania, sami wiecie przepisy, teoria praktyka, egzamin itd, no i musiał bym się do tego jakoś zmusić.

 

No i swoje robi też to że jak wiadomo to kosztuje, no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję, i pieniądze będą właściwie wyrzucone w błoto, a jak wynika z poprzedniego tematu to nie zarabiam jakoś dużo. A nawet jeśli już zdam i kupię samochód to dochodzą jeszcze koszty jego utrzymania. No ale z drugiej strony to jego brak od jakiegoś czasu tak jakoś czasem mnie irytuje.

 

Drugi to spróbować jakoś pracę ogarnąć, np może spróbować zrobić choćby jakiś kurs obslugi jakiegoś pojazdu, tak np choćby wózka widłowego czy czegoś innego w tym stylu?

 

Trzeci jakby mi się udało zrobić coś żeby więcej zarabiać itd, to poprostu wynajęcie czegoś i wyprowadzka powiedzmy do najbliższego miasta, i nawet do jakiegoś ciasnego mieszkania, bo jeśli już to i tak bym tam miał zamiar mieszkać sam, jeśli by nie liczyć moich dwóch świnek w klatce.

 

Także niech się wypowie kto tylko chce i może, ale jeśli będą mieli czas i chęć to niech się też wypowiedzą @Marek Kotoński @Mosze Red @Rnext @Ważniak @tytuschrypus @wojkr @Still @jaro670 za co będę wdzięczny.

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża, tzn wiem że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania, sami wiecie przepisy, teoria praktyka, egzamin itd, no i musiał bym się do tego jakoś zmusić.

 

No i swoje robi też to że jak wiadomo to kosztuje, no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję, i pieniądze będą właściwie wyrzucone w błoto

No i sam się ograniczasz przez takie myślenie. Ja zdawałem prawo jazdy dwa razy, bo raz mi za punkty zabrali. Dwa razy zdałem za pierwszym, ale szedłem tam na pewniaka, myślałem sobie "Tyle już jeździłem, wcześniej zdałem za pierwszym, teraz też to zrobię"

 

Testy wykułem po prostu, a zanim się ich zacząłem pierwszy raz uczyć, to powiedziałem sobie "Przecież to proste, trzeba tylko opanować pewne zasady, które obowiązują i jak mam wątpliwości to wedle tych zasad ruchu drogowego odpowiadać" Poszło bez problemu.

 

Musisz zmienić nastawienie i podejście do sprawy. Iść jak po swoje. Przed wyjściem na jazdę egzaminacyjną się uśmiechałem i pomyślałem o instruktorze "Choćbyś chciał mnie ujebać, to mi Cię szkoda, bo tak pojadę, że się nie przypierdolisz do niczego" Skupiłem się na jeździe i poszło.

 

Musisz się tym bawić, jak Cię wpierdoli stres to już po tobie. 

 

Tak samo miałem jak chodziłem na rozmowy kwalifikacyjne, jak mi za bardzo zależało i się zestresowałem to nic z tego nie było. Jeśli podchodziłem na luzie i po którejś już rozmowie nie udanej zacząłem myśleć przed wejściem "Pierdolić to, czy się odezwą czy nie. Przynajmniej sobie pogadam na luzie, to im powinno zależeć" Wtedy byłem wyluzowany, uśmiechnięty i bardziej błyskotliwy, jeśli chodzi o odpowiedzi. W ten sposób zdobyłem pracę, powyżej swoich kwalifikacji, gdzie było wymagane 2-3 letnie doświadczenie. Nie miałem doświadczenia i mam średnie bez matury. Da się.

 

  • Like 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kursy zawodowe Maj, Czerwiec proponuje budowlany, wózki, rzemieślnicze, elektryk etc i wypad za granice. Nic mnie tak nie odświeżyło jak 3 miesiące zasuwania w gówno robotach. Ale wróciłem cały na biało jak cesarz miałem na ponad pół roku życia i dałem sobie CZAS i wytchnienie na zwarcie życiowych szyków. Byłem zawodowo w Polsce nikim ale w swojej głowie diamentem-zwycięzcą.

http://www.zdz.edu.pl/szkolenia-techniczne/remontowo-budowlanych

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minutes ago, Patton said:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża

 

1 hour ago, Patton said:

no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję,

Jak się czegoś boisz a chcesz tego to rob to - jak w koncu zdasz będziesz miał +10 do pewności siebie i da Ci to kopa z innymi sprawami.

 

1 hour ago, Patton said:

Pierwszym pomysłem jest to żeby do wiosny 2020 nazbierać tyle kasy ile to będzie możliwe i spróbować zdać prawo jazdy

Tak dawaj.

 

1 hour ago, Patton said:

Drugi to spróbować jakoś pracę ogarnąć, np może spróbować zrobić choćby jakiś kurs obslugi jakiegoś pojazdu, tak np choćby wózka widłowego czy czegoś innego w tym stylu?

Tak dawaj i to jak najszybciej - powoli a nie w stylu najpierw prawka a następnie praca...

 

 

Powodzenia

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża, tzn wiem że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania, sami wiecie przepisy, teoria praktyka, egzamin itd, no i musiał bym się do tego jakoś zmusić.

Ale co Cię przeraża ? Przecież to nie jakaś walka na froncie, nikt nie będzie Cię tam bił, robił kar finansowych itp I skąd to przeświadczenie, że trudno zdać ? Ja bym powiedział, że umiarkowanie łatwo, jeśli się pouczysz bez stresu podejdziesz to powinieneś zdać za 1 razem ewentualnie za 2 max 3. Mówię o praktyce bo teorie to sobie można wykuć na blaszkę i zdajesz za 1. Wcale nie jest ta teoria i przepisy jakieś trudne. 
Ciekawym dla mnie jest też dla mnie to, że musisz się do tego zmuszać, ja robiłem prawko jeszcze w szkole średniej a, że chodziłem do męskiej szkoły to u nas pod koniec szkoły każdy chłopak się rwał do robienia prawka i nikt nie miał takich dylematów jak Ty i jak tylko lata leciały (jeszcze wtedy 17) to się szło na kurs. Ja odebrałem prawko jeszcze na kilka mcy przed 18. 
Więc wyzbądź się tego przeświadczenia, że trudno itd itp

Godzinę temu, Patton napisał:

no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję, i pieniądze będą właściwie wyrzucone w błoto,

Tutaj jak wyżej idź bez stresu, zresztą pouczysz się pojeździsz to szybko Ci minie. A kasa na ewentualne 3 egzaminy to chyba nie jakiś majątek. 


A jak jesteś taki samotnik i nie planujesz baby itd To może z czasem zrobić C+E i wsiąść na ciężarówkę. 

Edited by MaxMen
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża,

Zrób, pobój się, poucz, zrób kurs. To tylko prawko. Tysiące ludzi codziennie uczestniczą w kursach i egzaminach na prawko - dołącz do nich.

Prawko to podstawa mobilności - było tutaj mnóstwo tematów o prawku.

 

Godzinę temu, Patton napisał:

Pierwszym pomysłem jest to żeby do wiosny 2020 nazbierać tyle kasy ile to będzie możliwe i spróbować zdać prawo jazdy,

Pomysł popieram. Wykreśliłem zbędne słowo.

W razie gdybyś nie zdał za 1. razem, podejdź za 2-3-4 ile tam trzeba - w końcu zdasz, trudno kasa pójdzie, ale to tylko raz w życiu i spokój.

 

Godzinę temu, Patton napisał:

A nawet jeśli już zdam i kupię samochód to dochodzą jeszcze koszty jego utrzymania

A po cholerę kupować samochód skoro na razie nie masz kasy?

Skup sie na prawku. Możesz jeździć cudzymi autami.

Być może będziesz miał okazję na pracę kierowcy, kuriera, przedstawiciela, kierownika budowy, obojętnie.

Jak pracujesz w korpo i wysyłają Cie w delegacje to na miejscu potrzebujesz wynająć auto - jak nie masz prawka to albo firma płaci za taxi albo Cię nie wyśle.

 

Godzinę temu, Patton napisał:

Drugi to spróbować jakoś pracę ogarnąć, np może spróbować zrobić choćby jakiś kurs obslugi jakiegoś pojazdu, tak np choćby wózka widłowego czy czegoś innego w tym stylu? 

No jasne. Z tego co pamiętam jesteś sam, żadnych zobowiązań na karku - tylko się kształcić, rozwijać i mieć frajdę z życia i zarabiać na tym kasę ile możesz. Co Ty masz do roboty tak naprawdę?

 

Godzinę temu, Patton napisał:

Trzeci jakby mi się udało zrobić coś żeby więcej zarabiać itd, to poprostu wynajęcie czegoś i wyprowadzka powiedzmy do najbliższego miasta, i nawet do jakiegoś ciasnego mieszkania,

Jasne że iść na swoje - Tylko uwaga! Tutaj bardzo uważnie policzyć koszty!

Ile zarobisz - ile wydasz - ile oszczędzisz.

Oszczędzać trzeba na edukację.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Patton napisał:

no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję

Stary, ja zdawałem prawko parę lat :)  Jeszcze lepiej smakuje jak już w końcu zdasz. Obejdziesz się z autem i będziesz miał to odhaczone :) Namawiam!

 

1 godzinę temu, Patton napisał:

A nawet jeśli już zdam i kupię samochód to dochodzą jeszcze koszty jego utrzymania

Nie myśl tak na przyszłość. Tzn. bardzo dobrze jest kalkulować i analizować, ale bardzo blisko jest od tego do: ,,nie wyjda na dwór bo mnie pierun szczeli''. Będziesz miał prawko, to będziesz szukał samochodu. Będziesz miał samochód to będziesz kombinował żeby:

 

1 godzinę temu, Patton napisał:

mi się udało zrobić coś żeby więcej zarabiać itd

 

Jeśli wymieniłeś prawo jazdy na pierwszym miejscu, tzn chcesz to zrobić. Ja na Twoim miejscu zacząłbym od tego. I na luzie... Powodzenia

Share this post


Link to post
Share on other sites

Choć jestem człowiekiem, któremu wiele rzeczy w życiu przychodzi łatwo, to z prawem jazdy (i kobietami 😉) długo nie mogłem sobie poradzić. Nie miałem też motywacji. Zabawa trwała lata, podejść miałem chyba 9.

 

Po ósmym olałem temat na kilka lat. W końcu wkurwiłem się i wziąłem za to na poważnie, czyli:

- wybrałem najlepszą szkołę w mieście;

- kilkadziesiąt godzin poświęciłem na naukę teorii - wykupiłem dostęp w jakimś serwisie w necie i krok po kroku przeszedłem dwukrotnie wszystkie tematy. Czytałem ustawę. Serio, wiedziałem dosłownie wszystko, teoria zdana na 100%;

- 30 godzin jazdy w pełnym skupieniu, z ciągłym korygowaniem najmniejszych błędów;

- skrupulatnie zaplanowałem wszystko, nawet idealną porę na egzamin - u mnie około godziny 11, na pogodę też trafiłem idealną - lekko przychmurzone jesienne niebo, nie było ani za ciemno, ani za widno.

 

Na egzaminie pełne skupienie na drodze, 40 minut i po sprawie. Poszło świetnie.

 

Nie marnuj czasu tak jak ja, przygotuj się najlepiej, jak potrafisz, a temat na pewno zamkniesz sukcesem. Odrobina szczęścia jest potrzebna, ale im więcej wiesz i umiesz, tym mniej fart ma znaczenia. Ja przez 8 podejść przychodziłem źle przygotowany, no ale w końcu to zrozumiałem i wziąłem na poważnie.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Patton napisał:

Pierwszym pomysłem jest to żeby do wiosny 2020 nazbierać tyle kasy, ile to będzie możliwe,

i spróbować zdać prawo jazdy, co chodzi mi już tak co jakiś czas w głowie tak od roku.

Czyli rozumiem, że od roku (czyli mniej więcej początku 2018) chodzi Ci po głowie pomysł zdania prawka, a teraz chcesz poczekać kolejny rok, aby w ogóle przystąpić do rozpoczęcia jego zdawania?

 

Nie ze mną te numery, Brunner.

 

Dobrze wiem, co wydarzy się wiosną przyszłego roku, a mianowicie znajdziesz sobie kolejną wymówkę, aby odłożyć robienia prawka w czasie.

Cytat

Zaczynasz robić to pierdolone prawko w momencie skończenia czytania tego posta.

Natychmiast umawiasz się na badania i już wertujesz Internet w poszukiwaniu najodpowiedniejszej szkoły jazdy w Twojej okolicy.

 

Nie wiem, w jakim mieście mieszkasz, ale koszt prawka to jakieś 2 tysiące złotych (badania lekarskie, zdjęcie do PKK, kurs prawa jazdy, egzamin teoretyczny i praktyczny oraz opłata za wydanie prawa jazdy).

 

Nie widzę jakiegokolwiek powodu, dla którego miałbyś czekać z prawem jazdy do wiosny 2020 r., no, kurwa, bez jaj. Mieszkasz z rodzicami, czyli nie masz żadnych wydatków stałych, a jedynie te dobrowolne. Zarabiasz do 2500 złotych miesięcznie, więc pieniądze na prawko będziesz miał po jednej wypłacie. Jeśli rodzice się przypierdolą, że w tym miesiącu nic nie możesz się dołożyć, to posadź ich przy stole i wytłumacz:

Cytat

"Słuchajcie, chcę zrobić prawo jazdy, bo źle się czuję z tym, że nie mam go w tym wieku. Chcę abyście mi w tym pomogli i zrozumieli,

że nie będę mógł się dokładać do rachunków/jedzenia przez jakiś czas, bo bardzo mi zależy, aby zrobić ten dokument,

który w przyszłości może posłużyć mi do znalezienia lepszej pracy, a co za tym idzie do wyprowadzenia się od was i tym samym odciążenia was moją osobą.

Zamknę temat prawa jazdy jak najszybciej, aby móc znowu się dokładać do domowego budżetu".

Zakładam, że masz normalnych rodziców, więc na pewno zrozumieją i będą się cieszyć, że ich syn chce przedsięwziąć jakieś działania, aby polepszyć jakość swojego życia.

 

Uwierz mi; może oni po sobie nie dają tego poznać, ale boli ich Twoja nieporadność.

 

Każdy rodzic napawa się dumą, widząc, jak jego dziecko bierze się za bary z życiem i zalicza kolejne cele.

 

Na pewno będą z Ciebie dumni i chętni do pomocy, ale musisz być szczery, zawsze mów prawdę, nie kombinuj. To Twoi rodzice, z kim masz być szczery, jeśli nie z nimi? 

 

Wiesz, co masz zrobić: koniec z czekaniem na jakąś wiosnę 2020 (swoją drogą, masz tupet, tysiące ludzi ginie codziennie, a Ty zuchwale zakładasz, że masz nie wiadomo ile czasu. Co prawda, jestem agnostykiem, ale jest takie fajne powiedzenie: "Chcesz rozśmieszyć boga? Powiedz mu o swoich planach"), tylko rozpoczynasz robienia prawka już, teraz, w tym jebanym momencie.

4 godziny temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc, to cholernie mnie to przeraża, tzn. wiem, że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania,

sami wiecie, przepisy, teoria, praktyka, egzamin itd., no i musiałbym się do tego jakoś zmusić.

Co to w ogóle za jakieś defetystyczne pierdolenie? "Panie, ićże mje z tym w pizdu".

 

Kto Ci powiedział, że trudno zdać? No kto? Imię i nazwisko? A może sam sobie wpierdoliłeś w banię jakieś farmazony, w które teraz święcie wierzysz?

 

Kurwa, stary, znam ludzi, którzy zdania złożonego nie potrafią poprawnie wyartykułować i takie, kurwa, ameby bujają się dzisiaj po drodze, a Ty pierdolisz coś o tym, że trudno zdać, poziom skomplikowania, bla-bla-bla.

 

Wymówki, wymówki, wymówki.

 

Musiałbyś się zmusić? Co Ty pierdolisz, @Patton.

 

27 lat.

Mieszkasz z rodzicami.

Nie masz prawka.

Zarabiasz grosze.

Jeśli nic nie zrobisz, to sczeźniesz.

 

I Ty pierdolisz coś o zmuszaniu się?

 

Stary, ja na Twoim miejscu, bym stał pod szkołą jazdy i czytał, jak zbudować samochód, a potem szukał kogoś, kto mnie nim, kurwa, nauczy jeździć.

 

Powtarzam: już, do chuja pana, dzwonisz, aby się umówić na badania lekarskie i szukasz szkoły. Bez jebanych wymówek.

4 godziny temu, Patton napisał:

No i swoje robi też to, że jak wiadomo to kosztuje, no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję,

i pieniądze będą właściwie wyrzucone w błoto, a jak wynika z poprzedniego tematu to nie zarabiam jakoś dużo.

A na chuj Ty się przejmujesz tym, czy zdasz? Dżizas.

 

Zanim w ogóle dojdzie do egzaminu, masz dziesiątki innych rzeczy do wykonania. Nimi się zajmij, a nie projektujesz sobie negatywne wizje.

 

A może jesteś urodzonym Hołowczycem i zdasz za pierwszym razem? Dlaczego, kurwa, tak nie zaczniesz myśleć?

4 godziny temu, Patton napisał:

A nawet jeśli już zdam i kupię samochód to dochodzą jeszcze koszty jego utrzymania.

Pierdol kupowanie samochodu.

 

Prawko robisz po to, aby więcej drzwi się przed Tobą otworzyło, a nie po to, żeby się bujać do Żabki oddalonej o 200 metrów od Ciebie samochodem, na który Cię nawet nie będzie stać, aby go utrzymać z taką wypłatą (ale o tym później).

4 godziny temu, Patton napisał:

No ale z drugiej strony to jego brak od jakiegoś czasu tak jakoś czasem mnie irytuje.

Irytuje? Irytować to mogą kurwę stringi wżynające się jej w dupę. Ty masz być WKURWIONY (dałbym na czerwono, ale dostanę za to bana), czaisz?

4 godziny temu, Patton napisał:

Drugi to spróbować jakoś pracę ogarnąć, np. może spróbować zrobić choćby jakiś kurs obsługi jakiegoś pojazdu,

tak np. choćby wózka widłowego czy czegoś innego w tym stylu?

Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: "Co powinienem zrobić, aby ktoś był gotowy zapłacić mi za godzinę życia satysfakcjonującą mnie ilość pieniędzy?".

 

Ile więcej zarobisz, jeżdżąc na wózku? 500 złotych więcej? To da jakieś 2800 złotych - mało. 1000 złotych więcej? To da jakieś 3300 złotych - wciąż mało, zakładając, że chcesz się wyprowadzić, więc załóżmy tak:

- wynajem - piszesz, że chcesz mieszkać sam - więc jakieś 1500 do 2000 złotych z mediami (nie orientuję się, ile kosztuje wynajem w Polsce, ale chyba coś koło tego), więc dajmy 1750 złotych;

- Internet - 50 złotych (?);

- telefon - 50 złotych (?);

- dojazdy do ewentualnej pracy za 3300 złotych miesięcznie - 200 złotych (?);

- jedzenie - 30 złotych dziennie, czyli ~900 złotych miesięcznie (?);

- środki czystości, higiena itp. - 100 złotych (?);

- nieprzewidziane wydatki - tylko chuj to wie.

 

Zostaje Ci 250 złotych.

 

A tu trzeba jeszcze rodzicom pomóc od czasu do czasu, a tu ząbek zacznie boleć, a tu może byś sobie nowe spodnie kupił, a może jakąś dupę by wziąć do kina itp., itd.

 

Nadal MAŁO.

 

Musisz celować wyżej, jeśli nie chcesz wegetować.

 

Sam lata temu stanąłem przed podobnym dylematem i podjąłem decyzję, że opuszczam Polskę.

 

Od tamtego momentu zarobiłem tyle, na ile w Polsce z moimi możliwościami zarobkowymi musiałbym zapierdalać dekady.

 

Naprawdę wyceniasz swoje życie na 2300 złotych miesięcznie? Wątpię. Na pewno jesteś więcej wart. Każdy jest. To są psie pieniądze.

 

Aktualnie zarabiam kilka razy tyle w niestresującej, 38-godzinnej pracy, gdzie wszystko jest na tip-top, a i tak chomik w głowie cały czas myśli nad jakimś home-runem, który pozwoli mi zakończyć etatową jebankę.

 

To powinno być celem każdego człowieka, bo dopóki musisz być przez X czasu w danym miejscu - nawet za kupę szmalu - to jesteś niewolnikiem. Być może jeżdżącym lepszym samochodem i mieszkającym w większym domu, ale nadal niewolnikiem. Dlatego celowałbym na Twoim miejscu w coś, co lubisz robić, i zmonetyzowanie tego (być może jeszcze nie wiesz, że coś lubisz robisz, dlatego tak ważne jest próbowanie i odkrywanie nowych rzeczy), bo wtedy nie przepracujesz nawet godziny w swoim życiu, a jak już rozpalisz ognisko pasji, to wszystko się samo zacznie kręcić.

4 godziny temu, Patton napisał:

Trzeci jakby mi się udało zrobić coś żeby więcej zarabiać itd, to po prostu wynajęcie czegoś i wyprowadzka powiedzmy do najbliższego miasta,

i nawet do jakiegoś ciasnego mieszkania, bo jeśli już to i tak bym tam miał zamiar mieszkać sam, jeśli by nie liczyć moich dwóch świnek w klatce.

Wyprowadzka to podstawa, ale z konkretnym planem, a nie na chama.

 

Podsumowując:

- najpierw prawo jazdy, które zaczynasz robić natychmiast, a nie jakąś, kurwa, wiosną chuj wie, jakiego roku;

- nie kupujesz żadnego samochodu;

- nagrywasz sobie jakąś robotę w większym mieście, do którego się wyprowadzisz;

- wyprowadzasz się do większego miasta i wynajmujesz pokój (tak, będziesz musiał się z kimś przemęczyć w jednym mieszkaniu, cierp ciało, jak żeś chciało), który wyniesie Cię dużo mniej niż całe mieszkanie, odkładając jak najwięcej hajsu i myśląc, w co go zainwestować (na pewno w siebie, ale w jaką dokładnie mańkę? To już sam musisz odkryć);

- dbasz o siebie, zdrowo się odżywiasz, ćwiczysz;

- udzielasz się na braciasamcy.pl;

- ciśniesz bekę razem z resztą z archa niedojeba;

- żyjesz happily ever after.

 

Z wyrazami szacunku,

Ważniak

Edited by Ważniak
  • Like 9
  • Thanks 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bym na Twoim miejscu na czołg zrobił prawko jazdy. W końcu ksywka zobowiązuje.

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czołgi mają tą zaletę, że znajomość przepisów ruchu drogowego jest sprawą trzeciorzędną @Kleofas 😂😂😂

 

A tak na poważnie, to jeżeli irytuje Cię nie posiadanie prawa jazdy @Patton, a nie stać Cię na limo z szoferem, to zapisuj się jak najszybciej do szkoły jazdy :D Jeżeli masz kasę to najlepiej od ręki, bo z tym 2020 to możesz skończyć, jak polski superbohater... ;) 

 

bc0f4347d1b02ad25b194a5f1a31fc2a.jpg

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dowiedz się najpierw jak walczyć z prokrastynacją. Bo widzę że co chcesz, ale przy okazji podajesz milion powodów żeby jednak tego nie zacząć od zaraz. I tak do usranej śmierci. 

Edited by prod1gybmx
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Patton napisał:

Ten temat zakładam jako kontynuację tematu z linku poniżej, no ale przejdźmy do rzeczy.

[...]

Odnośnie całości.

 

Po samym sposobie Twojego pisania, można wnioskować, że przecież głupi facet nie jesteś prawda?

Błędów nie robisz, piszesz logicznie.

Więc nie widzę powodu dla którego nie miałbyś zdać prawka. To nie jest sterowanie F-16, uwierz że to jest spokojnie w Twoim zasięgu i niekoniecznie po 10 egzaminach.

Dasz radę, wierzę w Ciebie 🙂.

 

Prawko to podstawa. Ustaw sobie to jako pierwszy cel, reszta pójdzie z górki, zobaczysz.

Edited by Jan III Wspaniały
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Patton napisał:

Drugi to spróbować jakoś pracę ogarnąć, np może spróbować zrobić choćby jakiś kurs obslugi jakiegoś pojazdu, tak np choćby wózka widłowego czy czegoś innego w tym stylu?

Zrób to jako 1.

Lub cokolwiek innego co pozwoli Ci albo zmienić pracę, albo dodatkowo dorobić.

 

2. Prawko

3. Auto

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakbym widział swojego brata też boi się zrobić prawo jazdy, a ma 29 lat do roboty dojeżdża rowerem czy zima czy lato za 3000 tys dalej żyjąc z rodzicami i zero chęci na rozwój kiedyś go zmotywowałem do ćwiczeń, ale ja poszedłem kilka lvl wyżej, a on dalej stoi w miejscu.

Żadnych ambicji i perspektyw.

 

@Ważniak powiedział wszystko w temacie i przestań odkładać rzeczy na jutro na za rok mają być robione teraz.

 

Zrób coś ze swoim życiem, jesteś kumaty co czytam z postów , a boisz się wziąć sprawy w swoje ręce?

 

Olej baby skup się na sobie, żadna nie rozwiąże twoich problemów ani nawet Cię nie wesprze.

 

Łatwo się mówi wiadomo, ale usiądź i się zastanów chcesz tak żyć?

Skoro założyłes ten temat chcesz zmian, ale coś Cię blokuje?

Co odkryj to sam i zmień to.

 

Nie bój się o nic ludzie i tak mają Cię w dupie co robisz każdy jest tak zapatrzony w siebie że nawet nie zauważa twoich porażek, a jak bedzie sukces to nagle wszyscy zaczną się przymilać.

Miałeś w życiu jakiś ciężki okres? Jak żyjesz widać dałeś radę wyjść z niego.

Ja już tyle razy upadalem na ryj i zawsze wstawałem sam i w tamtym roku to był ostatni raz wziąłem się za siebie i cisne.

Co będzie to będzie ważne żeby mi było dobrze.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czytając Twoje posty na forum, stwierdzam, że jesteś introwertykiem i nie lubisz opuszczać swojej strefy komfortu. Rozumiem jakie to trudne, ciężkie i nie wygodne. Ja np. nie lubię kontaktu z ludźmi, ale w pracy mam z nimi cały czas kontakt i już się przyzwyczaiłem. Czasami pod koniec dnia jestem wydupcony jak koń po westernie, a czasami pomimo kontaktu z ludźmi jestem zadowolony. Zależy od ludzi. To część pracy nad sobą i rozwoju.

 

Prawo jazdy przyda Ci się przy zmianie pracy i lepszych zarobkach. Nie koniecznie chodzi mi o to, że możesz kupić samochód i dojeżdżać gdzieś gdzie lepiej zarobisz, ale często w pracy trzeba mieć prawo jazdy, żeby gdzieś dojechać służbowym samochodem, coś załatwić. Bez prawa jazdy jesteś zdany na to żeby siedzieć w swoim ciepłym kurwidołku i wegetować.

Zdanie prawa jazdy to nie jakaś trudna sprawa, szczególnie jak będziesz zdawał w mniejszy mieście bez tramwajów. Weź sobie egzamin w godzinach szczytu to większość czasu przestoisz w korkach.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Patton Ja zdałem po 5 letniej przerwie. Przepisy się tak bardzo nie pozmieniały. Pod pewnymi względami egzaminy są łatwiejsze. Jak byłeś kiedyś dopuszczony do państwowego to nie musisz zaczynać wszystkiego od nowa. Powtarzasz teorie i idziesz na jazdy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też przerwałem pierwsze podejście do prawka.

Zrobiłem niemalże jak Ci pisał @Ważniak - wkurw, postawiony cel i nie było roku czasu na to aż strefa komfortu stanie się lżejsza. Jedziesz z koksem a nie odwlekasz.

 

Dla Twojej informacji - przy pierwszym razie nie wyszło 6 razy (teoria zdana za pierwszym, cały czas na mieście byłem uwalony). Strach, blokada jak przyszło przyjechać do miasta w którym zdawałem. Do dziś mam do niego odrazę.

Prawie 5 lat przerwy. Powróciłem. Cisnąłem teorię, którą olałem za pierwszym razem.

Efekt za drugim razem? Pierwszy raz teoria, pierwszy raz praktyka.

 

Dzisiaj parę lat po zrobieniu prawka śmigałem po miastach wojewódzkich bez kompleksów a wcześniej BAŁEM się tak jak i Ty że nawet nie ruszę 60km/h a co dopiero jazda w mieście.

Nie twórz sobie barier w głowie człowieku.

 

Weź się w garść i bez wymówek.

 

Zresztą słuchaj Ważniaka, bardzo solidnie Ci to wszystko wytłumaczył. Myślę, że w temacie nikt Ci nie doradzi więcej i lepiej niż zawartość tamtego postu.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Mieszkaj tam gdzie mieszkasz.

2. Pracuj tam gdzie pracujesz.

3 Podejmij kurs na prawo jazdy kat B

Edited by Ogridnik
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Patton

Tak jak koledzy wyżej napisali - prawo jazdy trzeba mieć, z zakupem autem możesz się wstrzymać dopóki będzie na nprawdę potrzebne (np. do dojazdów do lepszej pracy). Zdobycie dokumenty jest zaledwie przeczołganiem się przez wymagania systemu (nie jest tajemnicą, że WORDy utrzymywane są z opłat egzaminacyjnych kursantów.  I tak  później będziesz nabierał praktyki jeżdzac swoim autem na co dzień.

Powodzenia

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża, tzn wiem że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania, sami wiecie przepisy, teoria praktyka, egzamin itd, no i musiał bym się do tego jakoś zmusić.

No faktycznie. Znaków jest od zajebania, trzy pedały, lewarek i jedno kółko. 

Powiem ci tak. Przez 5 lat prawie powiedziałem sobie - nie wsiadam za pieprzone kółko w UK bo nie chcę się zabić. Wszystko odwrotnie, skrzynia odwrotnie, ronda odwrotnie... W pewnym momencie po prostu szef naciskał i dał mi do zrozumienia, że muszę jeździć. Budowa daleko od biura, dostałem wana. Tydzień - zajebałem kilka razy w krawężnik, pomyliłem kierunki. Minęło już kilka tygodni i zadupcam jak pirat po drogach. Wymuszenia, haracze, masturbacja i dystrybucja. Zanim zrobiłem prawko też się bałem, ale jak masz głowę na karku... po kilku lekcjach już będziesz zapieprzał po mieście. Łatwe do opanowania... Shit - wręcz banalna jest jazda autem. Żeby tego nie ogarnąć to trzeba mieć IQ konia. Więc nie płacz tutaj, nie wzywaj Kotońskiego, Reda i całej reszty bo nikt cię nie poklepie po główce i nie powie "poczekaj jeszcze aż będziesz gotowy" jak pizda tylko zapisz się na lekcję i zacznij jeździć. Ogarniesz - to proste. Bez prawka no to sorry... Zapomnij o ruchaniu, zapomnij o mobilności. 

Edited by Tomko
  • Like 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patton, jak zaczniesz robić prawo to zdasz. To nie jest wcale jakieś kosmiczne i trudne. Ot, po prostu ćwiczysz i samo wchodzi do głowy, a przy dobrym kursie to już w ogóle bajka. 

 

Pomyśl, że 30 godzin jazdy wystarczy, aby ogarnąć egzamin i rozpocząć przygodę z własnym samochodem dla niektórych. 

 

Przecież 30 godzin nauki to śmiech na sali. Niewiele umiejętności ogarniesz w tak krótkim czasie. W pełni bezwzrokowego pisania na klawiaturze ponad pół roku się uczyłem codziennie. 

 

Tam nie ma żadnego poziomu skomplikowania kurwa. Umawiasz się na jazdę, jeździsz godziny. Stwierdzasz intuicyjnie, że już ogarniasz. Teoria wchodzi w międzyczasie sama, trochę oczywiście trzeba poćwiczyć i egzamin. Mnie też kiedyś kurwa straszyli i chuj, zdałem od ręki. Więcej pierdolenia niż realnych problemów. Laski, co znałem to zazwyczaj miały ogromne problemy, a przeciętny koleś zdaje za 1, 2, 3 razem. Zależy od poziomu szczęścia, nastawienia. 

 

Jak masz średnie umiejętności manualne lub lekko powyżej przeciętnej to zdasz za pierwszym i 30 godzin absolutnie wystarczy. Dla pewności ze 3 jazdy doszkalające po najtrudniejszych trasach. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, Patton napisał:

Pierwszym pomysłem jest to żeby do wiosny 2020 nazbierać tyle kasy ile to będzie możliwe i spróbowzdać prawo jazdy

 

16 godzin temu, Patton napisał:

Jednak że tak szczerze mówiąc to cholernie mnie to przeraża, tzn wiem że trudno zdać, no ale boję się tego poziomu skomplikowania,

 

16 godzin temu, Patton napisał:

no i boję się też tego że po x nieudanych próbach zwyczajnie sobie to daruję,

 

16 godzin temu, Patton napisał:

A nawet jeśli już zdam i kupię samochód to dochodzą jeszcze koszty jego utrzymania.

Teraz mam czas odpowiedzieć porządnie. Powyżej zacytowałem wszystkie kluczowe w Twojej wypowiedzi zdania, które są bardzo symptomatyczne. Najbardziej symptomatyczne są wyboldowane fragmenty. Nastawienie, którego takie wypowiedzi są przejawem powoduje, że jesteś w miejscu, w którym jesteś. Powinieneś zacząć od uporania się z nimi w głowie, bo najlepiej walczyć z przyczynami, a nie skutkami. I na tym się skupię. Bo pomysły, które przedstawiasz na siebie są co do ogółu dobre - ale one są rozwiązaniem skutków. Kiedy uporasz się z przyczynami, będzie Ci je łatwiej zrealizować, ale też nie będą się nawarstwiać kolejne "problemy".

 

Nie znam Cię na tyle dobrze (i raczej przez forum nie poznam), aby stwierdzić co spowodowało, że tworzysz w swojej głowie takie konstrukty jak te cytowane. Nie chcę odstawiać przyspieszonej i skróconej psychoterapii za pośrednictwem forum, bo to może przynieść więcej szkody niż pożytku. Na ślepo strzelam z 95% prawdopodobieństwem, że przyczyną tego są Twoje relacje z rodzicami i sposób, w jaki zostałeś wychowany. Ktoś, kolokwialnie mówiąc, spierdolił w tym aspekcie niestety robotę, a teraz Ty musisz się wygrzebywać z tego gówna. Na pocieszenie - większość z nas tego doświadcza, mnie nie wyłączając. 

 

Rozważ to na spokojnie, z dystansem. Pozbądź się teraz na chwilkę swoich uprzedzeń, kompleksów, dosłownie wyjdź na chwilę ze swojej psychiki i stań na zewnątrz. Popatrz na tego gościa. Zastanów się, co ten gościu myśli i pisze. Rozmawiamy o zdaniu prawa jazdy. Zdaniu prawka. To jest rzecz, którą potrafią z sukcesem sfinalizować naprawdę niezbyt rozgarnięci ludzie. Brzydko (ale prawdziwie mówiąc) niziny społeczne. Ktoś, kto nie potrafi dobrze powiedzieć zdania po polsku, a jak staniesz za nim w biedrze w kolejce do kasy, to musisz się porządnie zastanowić, w jakim języku mówi, tak bełkocze. Inteligencją, ogładą i samoświadomością nie grzeszą, a prawko zdają. Bo to nie jest jakakolwiek filozofia. 

 

Ale to, że dla Ciebie to jest filozofia bierze się z Twojej głowy i tego, że wszędzie widzisz przeszkodę, nie szansę. Tworzysz sobie w głowie konstrukcję, według której każda zmiana w Twoim życiu to coś skomplikowanego, ciężkiego, trudnego, pełnego niebezpieczeństw. O tak trywialnej rzeczy jak zdanie prawka (o czym wyżej szczegółowo pisze @mac) napisałeś 3 zdania, w których 4 razy zawarłeś jakieś stwierdzenia związane ze strachem. A potem napisałeś, że NAWET JEŚLI się uda, to.... I tu wypisałeś kolejne trudności, przeszkody, problemy.

 

Sam się blokujesz we własnej głowie.

 

Mój post nie ma służyć napisaniu Ci instrukcji, co masz zrobić ze swoim życiem i jakie czynności wykonać typu A, B, C... Ponieważ z obecnym nastawieniem i tak prawdopodobnie tego nie zrobisz, niestety. Chcę Ci dobitnie wskazać, że Twoje nastawienie, kolokwialnie mówiąc, nie jest normalne. Jest z nim coś nie tak. O tym możemy podyskutować, bo to powinien być punkt wyjścia. Dlaczego Ty tych czynności nie chcesz wykonywać, dlaczego każdej się boisz, dlaczego w każdej widzisz trudność, a za nią kolejne trudności i przeszkody, pisząc o rzeczach trywialnych. Musisz to sobie uświadomić, zaakceptować, poszukać w głowie przyczyny tego zachowania i zwalczyć ją. A reszta pójdzie jak z płatka. 

 

Masz wbrew pozorom podobny problem, co ten gościu bodaj @Firestarter - poczytaj jego temat, bo nie pamiętam czy się w nim udzielałeś. Zobacz tam na moje wypowiedzi, bo po trosze tyczą się też Ciebie - tylko nie w obszarze pracy. Łączy was to, że nad trywialnymi co do zasady rzeczami musicie się "zastanawiać", rozważać, siedzieć, kminić i im dłużej kminicie, tym więcej widzicie urojonych przeszkód i problemów. To nastawienie, które prowadzi donikąd. Za 3 dni jak będziesz myślał w ten sposób może być tak, że robić tego prawka Ci się odechce, bo i tak nie dasz rady i w sumie to tylko dodatkowe koszty. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bracia już tu Ci praktycznie wszystko napisali @Patton, od siebie dodam parę rzeczy tylko:

- co do zdawania teorii nie jest to wcale trudne, jest/są (?) strony na których możesz wykupić dostęp do pytań takich samych jak będą na egzaminie. Napierdalasz te testy po 2-3h dziennie przez jakiś czas.

Zapamiętasz, uwierz mi, nawet nie musisz tego rozumieć (choć dobrze by było 😆 )

- co do kosztów, to ja zapłaciłem za prawko ok 1000zł + instruktor doradził mi dokupić kilka godzin jazdy, co też zrobiłem, bo nie jeździłem nigdy przed i nie czułem się zbyt pewnie

- co do kosztów auta, nie musisz kupować sobie nic od razu a jak już będziesz mieć trochę kasy to możesz wybrać auto w wersji ekonomicznej, dopóki nie odłożysz na coś lepszego, czyli dobierzesz sobie jakiegoś maluszka typu Corsa, z małym silnikiem i będzie Cię jazda kosztować grosze.

 

Zdasz prawko i bierz się za kolejne "wyzwanie" a będziesz jak ta kula śniegowa 😆

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Bruxa
      Cześć. Coś mnie natchnęło i wyprodukowałam wczoraj... komiks o użytkownikach BS. Mogę tutaj wrzucić? Jak kogoś obrażę to z góry teraz przepraszam. Zażalenia na priv.
    • By Bruxa
      Załóżmy, że istnieje ktoś, kto ma więcej pieniędzy, siły woli, lepsze ciało (wyrzeźbione) i jest równie szlachetny jak Marek Kotoński, na swojej stronie też porusza wiele mądrych tematów, nie jest politycznie poprawny itd. - ale głosi przeciwne główne tezy do Marka, czyli że nie można być szczęśliwym samemu, że pieniądze dają szczęście itp.
       
      No i komu tu wierzyć?

      Jak sprawdzić kto ma rację?
       
      Marek robi audycję "Kobieta (ani auto i pieniądze) szczęścia nie da", a potem ma "zwycięskie wizje", że stoi ubrany w drogie ciuchy i tankuje drogi samochód. Czyli ma pieniądze, za nie auto, które ma przyciągać kobietę/y. Skąd u niego te wizje, skoro to szczęścia rzekomo nie daje? Nie trolluję i nie hejtuję, po prostu zastanawiam się kto ma rację, bo po prostu nie wiem jak to sprawdzić i czy słuchając się jego rad pójdę dobrą drogą.
    • By kafu
      Dzień Dobry,
      Skończyłem studia na kierunku budownictwo (jak dotąd pierwszego stopnia). Magisterki nie obroniłem z różnych przyczyn, których nie będę tutaj wypisywał bo nie chcę się głupio tłumaczyć. Studia drugiego stopnia chciałbym zaliczyć zaocznie na innej uczelni. Mam 24 lata od października szukam pracy bezskutecznie (szukam pracy tylko w zawodzie i tylko na śląsku). Uczelnia na której studiowałem nie cieszy się dobrą opinią. Jestem zdesperowany, źle czuję się z tym, że pomimo wielu wysłanych CV zaproszono mnie na jedną rozmowę kwalifikacyjną. Czy jest ktoś w stanie doradzić mi w jaki sposób pokierować "moją karierą" tak abym zaczął zdobywać praktykę w moim zawodzie? Może tu na forum ktoś z braci jest kierownikiem budowy lub pracuje w firmie budowlanej i mógłby doradzić jakie kroki podjąć aby wyjść z 5-cio miesięcznej stagnacji i zacząć się rozwijać w wyżej wymienionym kierunku?
      Z góry dziękuję za odpowiedzi.
    • By James
      Witam wszystkich ponownie.
      Szukałem miejsca, gdzie mogę opisać swój problem. Znalazłem te forum. Problem dotyczy mojej obecnej sytuacji. Opiszę wam moją historię. Jest dosyć długa. Podzieliłem ją na części. To pozwoli wam lepiej zrozumieć moją sytuację i dać mi właściwą radę.
       
      1. Dom/rodzina
      a) Urodziłem się na wsi. W biednej katolickiej rodzinie. Ojciec był alkoholikiem i palaczem. Rozpił się po śmierci swojego ojca. Skończył tylko zawodówkę. Zdezerterował z wojska w PRL. Czasami pracował na czarno lub wcale. Utrzymywał się z emerytury mojej babci. Babcia  była alkoholiczką od śmierci dziadka. Posiadał stary zrujnowany dom i trochę ziemi uprawnej. Ziemię uprawną sprzedawał innym za drobne pieniądze. Pieniądze przeznaczał na alkohol. Raz uderzył mnie z pięści w nos i zacząłem krwawić. Nie uszkodził mi mocno nosa. Umarł w pracy na budowie kiedy miałem 4 lata. 

      Moja matka była wychowana przez samotną matkę w otoczeniu 3 starszych braci. Matka skończyła tylko podstawówkę w PRL. Siedziała rok w więzieniu na długo przed moimi narodzinami. Nie wiem za co. Piła alkohol oraz paliła. Po śmierci mojego ojca przestała. Od jego śmierci jest sama i nie weszła w związek z innym mężczyzną. Od chwili moich narodzin ona zajmowała się domem. Po śmierci ojca tylko ona mnie wychowywała. Swoją agresję kierowała na mnie. Matka utrzymywała nas ze świadczeń dla samotnych i biednych matek. Jest chora na serce i miała 1 zawał. Ma też zaniki mięśni i chodzi o kuli. Jej stan zdrowotny się pogarsza. Moi rodzicie nie mieli ślubu. Żyli w konkubinacie. Byłem jedynym dzieckiem mojego ojca. Mam nazwisko ojca. Matka swoje własne. Po śmierci ojca jego dom i ogród przeszły na mnie. 

      c) Mam przyrodniego brata od strony mojej matki. Jest ode mnie starszy o 17 lat. Mam z nim bardzo ograniczony kontakt. Zaczął się do mnie rzucać. Chciał rządzić w nie swoim domu. Alkohol włączał w nim agresję. On też pochodzi z konkubinatu. Ma nazwisko swojego ojca. Jego ojciec bił naszą matkę i ona od niego odeszła. Później mój brat trafił do domu dziecka. Uciekał ze szkoły. Skończył tylko zawodówkę. Był w wojsku w czasach fali. Mówił, że to były dla niego złe czasy. Potem został zameldowany w domu mojego ojca, ponieważ w tym domu była zameldowana nasza matka. Wprowadził się ze swoją dziewczyną. Ona paliła i lubiła sobie wypić. Mój ojciec stawiał na początku opór. Szybko przystał na nowe warunki. Mój brat miał jedno dziecko ze swoją dziewczyną. 

      d) Żyli w konkubinacie. Mają syna. Młodszego ode mnie o 7 lat. Kilka lat później dziewczyna mojego brata odeszła od niego i już nie wróciła. Stał się samotnym ojcem i zyskał alimenty na syna. Od państwa bo ona nie zarabiała. Później okazało się, że ona go zdradziła z innym mężczyzną. Ma z nim dzieci. Przez pierwsze kilka lat normalnie pracował. Z czasem zakolegował się z pewnym alkoholikiem, który siedział w więzieniu. Pod jego wpływem wyrzucono go z pracy. Jego kolega już dawno wyjechał ze swoją dziewczyną do UK. Mój brat stał się bezrobotnym alkoholikiem, palaczem i lekomanem. Stoczył się na dno. Sąd ograniczył mu prawa rodzicielskie nad synem. Od zeszłego roku moja matka stała się prawnym opiekunem mojego bratanka. Mój brat bił mojego bratanka i wyżywał się na nim psychicznie. Chłopak się jąka. Obecnie uczęszcza do podstawówki. Mam z nim dobry kontakt. Mama jest wierzącą katoliczką. Jestem ochrzczony i byłem u komunii.

      e) Jeśli chodzi o dalszą rodzinę to mamy rodzinę za granicą. Utrzymujemy z nimi sporadyczny kontakt telefoniczny. W Polsce też mam rodzinę. Raz na pół roku przyjeżdża do nas ciocia i wujek. 

      2. Otoczenie i znajomi
      a) Byłem wychowywany przez samotną i nadopiekuńczą matkę. Jest choleryczką. Wielu rzeczy mi zabraniała i trzymała pod kloszem. Nigdy nie byłem za granicą ani poza swoim województwem. Rzadko jeździłem na wycieczki. Sąsiedzi, koledzy i uczniowie z lokalnej szkoły wyśmiewali mnie. Nigdy nie byłem bardzo lubiany w otoczeniu. Raczej mną pogardzano, wyśmiewano i traktowano jako gorszego. Pewnie przez moje niskie umiejętności interpersonalne. Udało mi się mieć kilku znajomych. 2 z nich okazało się bardzo fałszywymi znajomymi. Za plecami razem mnie obgadywali, wyśmiewali i wygadywali rzeczy, które im w zaufaniu powiedziałem. Ci dwaj byli ode mnie starsi o 2 lata. Później zacząłem zadawać się z dobrym kolegą z mojej miejscowości. Również pochodził z biednej rodziny, gdzie panował alkohol, dym papierosowy i przemoc. Dogadywaliśmy się. Jest ode mnie młodszy o 3 lata. Dzięki niemu poznałem jeszcze kilku znajomych z naszej miejscowości, ale nawiązałem z nimi luźne znajomości. Czasem się spotykaliśmy i 

      Kiedy poszedłem do szkoły średniej znajomości się skończyły. W międzyczasie dowiedziałem się, że ten dobry kolega lubił wyjawić innym to co mu powiedziałem. Zaczął się ode mnie dystansować. Wolał zadawać się z innymi. Miałem też 2 koleżanki. Są siostrami. Z nimi zadawałem się w bardzo młodym, dziecięcym wieku. Kiedy moja mama przychodziła na kawę do ich mamy. Często mieliśmy problemy z sąsiadami. Kłótnie, wrzaski, rzucanie śmieci na ogród, donosy na policję czy do opieki społecznej. Jeden pobił mojego przyrodniego brata, a inny sąsiad prawie wszedł z nim w bójkę. Raz doszło do podpalenia mojego ogrodu. Na szczęście w porę przyjechała straż pożarna i nic nie spłonęło poza trawą. Do dzisiaj nie wiemy kto za tym stał. Z jedną rodziną moja mama miała sprawę w sądzie. Z tej rodziny wywodził się jeden z moich dobrych kolegów. Ten, który był starszy o 3 lata. Sprawa zakończyła się remisem. Dobrymi znajomymi mojej matki czy brata byli ludzie z problemami alkoholowymi. Często pracujący tylko na 
      czarno i dorywczo.

      3. Szkoła
      a) Chodziłem to podstawówki i gimnazjum w mojej miejscowości zamieszkania. Czasy podstawówki wspominam źle. Byłem tam ofiarą klasowych osiłków oraz wyśmiewany przez dziewczyny. Kilka razy moja matka interweniowała w tej sprawie u mojej wychowawczyni. Uczyłem się średnio. Musiałem zostawać na zajęcia wyrównawcze z matematyki. Zachowywałem się grzecznie i nie miałem problemów z zachowaniem. Kilka razy się biłem i 2 razy wygrałem. Miałem problem z dopasowaniem się do towarzystwa. Dużo czasu spędzałem siedząc sam w ławce na lekcji oraz na przerwach. W podstawówce nie miałem żadnych dobrych kolegów. Widziałem, że nie jestem lubiany. Starałem się być na uboczu. Chciałem w ten sposób uzyskać spokój od pastwiących się nade mną dzieciaków. To pogłębiło moją alienację i słabe umiejętności interpersonalne. Nauczyło mnie czuć się dobrze w swoim własnym otoczeniu. Potem trafiłem do gimnazjum. 

      Tutaj już było trochę lepiej bo znalazłem fajnych kolegów. Co roku miałem inną paczkę dobrych kolegów. Do mojej klasy trafiły jednak 3 osoby. które mnie nękały w podstawówce i robiły to także w gimnazjum. W gimnazjum postanowiłem się lepiej uczyć. Na koniec gimnazjum miałem średnią ponad 4,30. Nadal musiałem  chodzić na zajęcia wyrównawcze z matematyki. Miałem dobre zachowanie i wcale się nie biłem. Byłem nielubiany przez wychowawczynię. W gimnazjum zacząłem czytać inne książki poza lekturami. Spędzałem czas w szkolnej bibliotece bo tam miałem ciszę i spokój, który polubiłem. Na koniec 1 klasy dostałem nagrodę za krzewienie czytelnictwa. W 3 klasie stałem się liderem mojej grupki szkolnych znajomych. Byli ode mnie młodsi o 2 lata. W gimnazjum zacząłem słuchać rocka i metalu. Ubierałem się na czarno i zapuściłem włosy. 

      c) Po gimnazjum dostałem się do LO. Na profil humanistyczny. Rozważałem technikum. Do technikum poszli moi prześladowcy z podstawówki i gimnazjum. Chciałem trafić do zupełnie nowego środowiska. Dlatego ostatecznie wybrałem LO. W 1 klasie LO poznałem dobrego kolegę. Mieliśmy podobne zainteresowania. Dobrze się dogadywaliśmy. W 2 klasie zmienił szkołę. W 2 klasie zacząłem zadawać z 2 innymi kolegami. Jeden z nich był uznawany za klasowego świra i życiową ofiarę. Był miły, pomocny i spokojny. Przez swoje problemy z matematyką miałem zagrożenie. Od 2 semestru w 1 klasie LO zacząłem chodzić na korepetycje. Udało mi poprawić 1 semestr i zdać klasę. Nasza wychowawczyni lubiła wyżywać się na uczniach. Zwłaszcza chłopaków. Lubiła wyśmiewać z nas i krytykować naszą płeć. Robiła to w delikatny sposób. Pod pretekstem dobrego humoru. Robiła to notorycznie. Kiedy były wybory przewodniczącego klasy wygrał chłopak. Wychowawczyni nie zgodziła się na jego wygraną. Wskazała na przewodniczącą dziewczynę, którą lubiła. 
      Na jej lekcjach uczyłem się dobrze. Nie darzyła mnie sympatią. 

      d) W 2 klasie bardzo zainteresowałem się creepy pastami. Zacząłem tworzyć własne i wrzucać je do internetu. Miałem swoją stronę na Facebooku. Jedna dziewczyna z mojej klasy je zauważyła i rozpowiedziała swoim koleżankom. Dziewczyny mnie wyśmiały. Uznały, że to żałosne. Bardzo mnie to zabolało. Jedna z tych dziewczyn mi się podobała. Pamiętam, że wtedy zacząłem się bardzo stresować. Zaczęły trząść mi się ręce, dolna warga oraz nogi. Miałem nerwicę i bezsenność. Brałem leki nasenne. Stres spowodował biegunki. Miałem 2 biegunki z krwią. Stałem się nadwrażliwy i rozdrażniony. Często byłem w trybie walki i ucieczki. Kiedy ktoś się śmiał to bałem się, że ktoś śmieje się ze mnie. To wprowadziło mnie w paranoję. Brałem leki uspokajające. Od stresu zaczęły się osłabiać cebulki włosów i wypadać. W sytuacjach stresowaych załamuje mi się głos. Byłem tylko raz u szkolnego psychologa, kobiety. Wstydziłem się jej powiedzieć o swoich problemach. Szybko wyszedłem z gabinet. Przed snem wielokrotnie płakałem.
       
      e) O swoim problemie powiedziałem matce. Ona mi nie pomogła. Potraktowała mnie obojętnie. Zacząłem robić 1 dzień wolny w tygodniu szkolnym. Przeważnie w czwartek lub piątek. Presja wywierana przez koleżanki, nauczycielki i matkę wprowadziła mnie w depresję. Miałem próbę samobójczą. Przerwana wezwaniem policji przez moją matkę i strach przed śmiercią. Po tym zdarzeniu postanowiłem odejść ze szkoły po wakacjach. Zdałem 2 klasę bez zagrożenia i w lipcu wypisałem się ze szkoły. Matka była z tego powodu zła. Miałem już 18 lat i nie mogła mi tego zabronić. Chciałem iść do innej szkoły. Strach przed ludźmi mi na to nie pozwolił. Mam fobię społeczną. Nikt z mojej szkoły nie wie dlaczego odszedłem. Nikomu z klasy o tym nie mówiłem. Wychowawczyni też nie wie. W podstawówce, gimnazjum i LO byłem wyśmiewany za biedny ubiór. Nie lubiłem lekcji W-F. Nie jestem uzdolniony fizycznie. Zdolniejsi mną pogardzali. W sportach zespołowych słabo sobie radziłem.
       
      4. Relacje z kobietami
      a) Na wstępie napiszę, że jestem prawiczkiem. Mam stulejkę. Moi rodzice nic nie zrobili z tym problemem kiedy byłem dzieckiem. Mam tylko 176 cm wzrostu. Jedyną dziewczynę w realu miałem w zerówce. Chodziliśmy ze sobą przez tydzień. Raz ją pocałowałem w usta. W gimnazjum miałem 3 dziewczyny przez internet. Każda z nich mieszkała zbyt daleko. Przez to nie mogliśmy się spotkać. Ostatnia z nich wywarła na mnie największe wrażenie. Zakochałem się w niej. Ona mną manipulowała. Na końcu mnie zdradziła wysyłając fotki ze swoim nowym chłopakiem.
       
      Wtedy się załamałem. Stosowałem autoagresję. Działo się to między gimnazjum, a liceum. Później nie miałem żadnej dziewczyny. Ten stan trwa do dzisiaj. W liceum miałem jedynie koleżeńskie relacje z jedną dziewczyną. Starszą ode mnie o rok. Często mnie przytulała i siadała na kolanach. Żałuje, że nie wykorzystałem tej szansy. Z natury jestem spokojny, nieśmiały i powściągliwy. Jestem bardzo sfrustrowany brakiem seksu. Uzależniłem się od porno i masturbacji.
       
      5. Po porzuceniu szkoły
      a) Po rzuceniu szkoły w wakacje nadal miałem stany depresyjne i myśli samobójcze. Nie poszedłem do innej szkoły. Zostałem opiekunem mojej niepełnosprawnej matki. Dostaje za to 520 zł. Miała zawał. Ma chore serce i zaniki mięśni. Chodzi o kuli, a jej stan się pogarsza. Ma też nerwicę i kamienie nerkowe. W tym samym czasie mój brat stracił opiekę nad swoim synem. Ograniczono mu prawa rodzicielskie. Opiekę nad jego synem przejeła moja matka. Tak jest do teraz. Boję się ludzi. Kiedy mam gdzieś wyjść to aktywuje się strach, nerwica, tryb walki i ucieczki. Czasami mam stany lęku. Boję się, że ktoś z mojej byłej szkoły mnie zobaczy i wyśmieje. Paranoja.
       
      Zastanawiałem się nad wizytą u psychiatry czy psychologa, ale boję się wychodzić z domu. Chcę też poprawić swój byt materialny.  Iść do pracy, gdzie lepiej zarobię. To wymaga kontaktu z ludźmi, których się boję. Chcę pozbyć się swoich problemów psychicznych. Przede wszystkim strachu. Chcę wyrwać się ze swojego środowiska i domu. 
      Wychowałem się w kiepskim otoczeniu. Pragnę zdobyć lepsze wykształcenie, znaleźć pracę i awansować społecznie. Proszę o radę.
       
      Co mam robić w swojej obecnej sytuacji?
    • By luter1
      Witam. 
       Mam 32 lata i od kilku miesięcy bacznie słucham audycję Marka z których wiele czerpię w i znacznej mierze się zgadzam. 
      Bardzo mi przykro z powodu zbanowania kanału (w szczególności bo nie przesłuchałem wszystkiego) jedna jest mi 
      bardzo miło zagościć w końcu na forum braciasamcy.pl/ 
      Pozdrawiam braci i ojców (przełożonych  )
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.