Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Arsen

Czy powinienem pomóc?

Recommended Posts

Witam, znam kobietę, która choruje na depresję, nie wiem co zrobić, jak jej pomóc? Jest w stałym kontakcie z lekarzem, bierze leki, była w szpitalu, jednak nadal nie ma postępów. Co powinienem zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jesteś w stanie zrobić więcej niż lekarz więc możesz tylko zaszkodzić.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właśnie widzę, że mam na nią dobry wpływ. Rozumiemy się, też przez to przechodziłem, przez rzeczy podobne do niej. Chce jej pomóc, jest fajna, strata dla świata.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jest możliwe aby człowiek pod stałą lekarską opieką zażywający leki nie miał żądnych postępów. Leczenie depresji to rzecz długotrwała. Napisałeś 2 zdania nie przedstawiłeś sytuacji i nie przedstawiłeś się w odpowiednim dziale, szanuj nas.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Okej, zareagowałem nieco emocjonalnie, wybaczcie. Owa kobieta leczy się na kliniczną depresję (wybrałem dobry dział), jej zmiany w mózgu są dość niespotykane. Leki nie działają, terapie też. Pamiętaj, że stała opieka lekarska, nad osobą, z niskiej klasy, jest śmieszna. Raz na miesiąc przychodzi do niej lekarz. Wow. Widzę, że moja obecność daje jej jakikolwiek uśmiech. Nie zmuszam ją do niczego. Siedzę z nią i rozmawiamy. Najpierw ja tylko mówiłem, ale potem okazało się, że jesteśmy bardzo podobni i bardzo miło się rozmawia. Widzę, że docenia moją pracę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bo nie chce seksu? xd Widziałem te wojenki na YT, ale mam je w dupie. Forum nie definiuje jeden post, wypowiedź

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niekoniecznie troll, może młody chłopak, albo pierwszy raz w takiej sytuacji.
Chcesz być jej terapeutą? To Ci na dobre nie wyjdzie na pewno. W jaki sposób jej pomagasz? 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Młody, w sumie tak +25. Nie chce być terapeutą i nie jestem. Po prostu widzę, że daje do jej życia cokolwiek co jej się podoba. Ma strasznie ciężką sytuacje, a to dziewczyna, która jest szczerze, mądrzejsza ode mnie, potrafi wypowiedzieć się w każdym temacie. Szkoda mi jej po prostu. Chce być nawet brzytwą, którą się chwyci, chce ją wyciągnąć, bo po prostu jest tego warta. Nie chce nic w zamian. To, że będzie zdrowa, będzie wystarczającym wynagrodzeniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arsen przeczytaj regulamin tego forum i zobacz jak inni bracia rozpoczynają wątki i przedstaw się w odpowiednim dziale inaczej nic tu nie wskóramy.

 

A  co owa dama robi w życiu, jaki jest background waszej relacji, czemu nie chodzi na terapie?

Edited by Jaśnie Wielmożny

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arsenjeżeli chodzi do psychiatry na NFZ w dodatku bedz psychoterapii, to przyczna znaleziona. 

Podstawa to dobry lekarz i wizyty trwające dłużej niż 10 minut.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Swoim kosztem chcesz ją wyciągnąć z bagna?!
Napisałeś że też to przechodziłeś, jaki wpływ miałeś na ludzi wokół, którzy ciebie znali,
dodawałeś im energii czy odbierałeś?
Jak ty będziesz jej jedynym "ratunkiem", z każdym kolejnym dniem będziesz słabł przy niej, a na efekty będziesz czekał i czekał, a
może się nigdy nie doczekasz, przy okazji sam dostaniesz nawrotu. 
Co to znaczy że dajesz do jej życia cokolwiek co jej się podoba?
Znasz tą dziewczynę długo czy poznałeś stosunkowo nie dawno?
 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybacz @Jaśnie Wielmożny ale nie chce zostawać tu na dłużej, chciałem jedynie kilka porad.
Owa dama, aktualnie pracuje jako informatyk. Pisze jakieś programy. Rzadko, jednak dostaje wystarczająco pieniędzy, by zapewnić sobie byt. Znam ją od dawna, ale żyliśmy tylko obok, zwykła koleżanka ze studiów. Cicha, ja zbytnio się nikim nie interesowałem. Ogólnie chyba można powiedzieć, że jesteśmy znajomymi.

@Perun chodzi na terapie, darmową, z jakieś tam fundacji, naprawdę spoko poziom, tej terapii, ale no niestety. Jest bardzo specyficzną osobą, która zacznie cokolwiek słuchać, gdy osobę pozna, więc to już jest.. koniec.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co jest powodem depresji ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawda jest taka że jeśli lekarz nie jest w stanie pomóc to ty tym bardziej.

Jak się weźmiesz za pomaganie jej to jej zaszkodzisz i przy okazji sobie.

Odpuść sobie pomaganie bo nie przeskoczysz tego.

W swoim życiu widziałem już tyle osób oraz tyle przypadków że jeśli lekarz nie umie to ty tym bardziej.

Chłopaki powyżej ci dobrze radzą więc ich posłuchaj zanim się wkopiesz w kłopoty.

Rozmawiać możesz, ale się nie angażuj w pomoc bo ci bokiem wyjdzie.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, moim kosztem, jest lepsza ode mnie, chce ją podnieść. Nie miałem wpływu na ludzi, wyszedłem z tego, za pomocą moich wykreowanych przyjaciół i świata, ale wiem co masz na myśli. Mimo wszystko, na mnie na razie to nie wpływa źle. Zresztą ona mówi o tym wszystkim, jakby nie mówiła o sobie, jakby była poza tym. Nie czuje jakiegoś wielkiego ciężaru od niej. Ona na nic nie narzeka, nie mówi, eeee nie chce żyć, jestem zmęczona. Po prostu leży, żeby cokolwiek z niej wyciągnąć potrzebowałem mnóstwo czasu. Wręcz czuje się lepiej, gdy "zrzuca" to na mnie, znaczy to, że jakkolwiek mi ufa, chce to mówić itd.
Cokolwiek co jej się podoba, czyli człowiek, z którym może się dogadać. Znam od dłuższego czasu, ostatnio bliżej.

@thyr w depresji klinicznej zmiany w mózgu, nie mylić z zaburzeniami depresyjnymi.

@pillsxp Nie potrafię zostawić tak wartościowej osoby, zaczekam i tak nic lepszego nie mam do roboty. Moje życie, nawet po wyjściu z depresji, nadal jest pełne melancholii i zbytnio sensu nie ma, takie coś to będzie dla mnie zaszczyt, nieważne jak się skończy. Swoją drogą, nie angażuj się chodzi Ci o angażowanie się w związek? Do tego jest bardzo daleko, więc na razie nie ma co się bać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arsen nie próbuj zostać jej terapeutą. Nie masz do tego wiedzy i przygotowania a nie umiejętne pomaganie w tej sytuacji może tylko pogorszyć stan twój i jej.
Jeżeli rozmawia z tobą to i tak nieźle i tego się trzymaj (jeśli już naprawdę musisz). 
Czasami nie wielkie rzeczy, jak wysłuchanie kogoś i pokazanie tej osobie, że jednak ktoś na tym świecie nie ma nas totalnie w dupie może pomóc w terapii.

Uważaj na siebie. Nikomu nie pomożesz niszcząc siebie i to co wypracowałeś na swojej terapii.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przepraszam, ale kurwa jak jesteś gorszy od niej to jak chcesz jej pomóc?
Z takim mind setem przewiduje 100% skuteczności.
Jak poczujesz że się angażujesz emocjonalnie (w sensie przywiązujesz się do niej) to jest sygnał dla ciebie żeby przestać. 
Dlatego że wtedy możesz zranić ją oraz siebie, a masochistą chyba nie jesteś.
Terapeuta nie powinien być w bliskiej relacji z pacjentem.
Mam wrażenie że już się zaangażowałeś.



 

  • Like 2
  • Haha 1
  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A jeśli Ty zaczniesz się jej podobać i poznasz jakaś Karynę z którą wejdziesz w związek? Pomyślałeś o tym?

Możesz równie dobrze zaszkodzić.

 

Z resztą Twoje życie, Twoja sprawa. 

 

Jak naprawdę chcesz jej pomóc, to opłać porządnych lekarzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arsen "Długotrwałe pozostawanie w sytuacji stresowej, nadmiar piętrzących się problemów, żalu do siebie, losu, ludzi etc. " powoduje zmianu w mozgu - tzw depresje kliniczna .Czyli ze jakis tam psychiczny powod musial zaistniec wczesniej , czy sie myle ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drogi @Arsenie Zadaj sobie parę pytań.

1. Czy jesteś w stanie jej pomóc, czy raczej będą to niewiele dające próby przy okazji niszczące Twoją psychikę?

2. Czy gdybyś był w jej sytuacji to czego byś oczekiwał od osób z Twojego otoczenia?
3. Czy byłbyś w stanie jej nie pomóc?
 

Rozumiem że to jest osoba, na której Ci zależy, podziwiasz ją. To forum nie da Ci odpowiedzi na Twoje rozterki. Dostaniesz tylko garść sugestii. Już je dostałeś. Bracia chcą dobrze dla Ciebie, nie mniej. Tu kobiety są demonizowane. Tu facet jest urabiany w niezależnego, unikającego problemów mężczyznę. Nie mniej. W życiu bywają problemy od których nie powinno się uciekać bo potem fakt że uciekliśmy będzie do nas powracał. Wydaje mi się że to jest jedna z takich sytuacji, dlatego odwrotnie niż część poprzedników doradzę Ci tylko byś kierował się własną moralnością.
Czuję że chcesz jej pomóc, tu szukasz podpowiedzi jak. Tak wiec, trwaj przy niej, skoro to na nią dobrze działa. Wspomniałeś ze jest bardzo mądra i inteligentna. Przekleństwem ludzi mądrych i inteligentnych jest samotność, niemożność porozmawiania o tym co dla nich ważne bo przeciętny zjadacz chleba tego nie ogarnie. Wiem bo sam tak czasem mam. Dlatego jeśli potrafisz, wypełniaj tą pustkę jaka w niej jest. Przytulaj ją. Przytulanie sprawia że produkują się hormony szczęścia
Leki nie rozwiążą wszystkiego. Terapia jest okresowa. Do pokonania depresji jest potrzebne wsparcie otoczenia. 
To do czego zmierzasz nie będzie łatwe, ale jak sam twierdzisz będzie warte swojej ceny.
 

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Chadeusz
      Od jakiegoś czasu zauważyłem, że mniej więcej 90% powitań z nowo poznawanymi kobietami kończy się dygnięciem z ich strony.
       
      Polega to na tym, że kiedy podaję dłoń na powitanie kobiecie, której nie znam, ona jednocześnie ugina swoje kolanko. Ostatnio miałem nawet taką sytuację na ślubie kumpla z którym się dawno nie widziałem i nie miałem okazji poznać jego kobiety. Pierwsze przywitanie było dopiero przy składaniu życzeń pod kościołem i ona również po podaniu dłoni dygnęła.
       
      Szukałem w internecie co ten gest może oznaczać i według Wikipedia: Dygnięcie (dyg) - ukłon dziewczęcy i kobiecy, polegający na jednoczesnym ugięciu kolana oraz lekkim skłonie głowy, wraz z rozsunięciem rękami fałdów sukienki na boki. Współcześnie rzadko stosowany. Wymóg jego wykonywania związany jest z etykietą i protokołem dyplomatycznym, obowiązuje podczas ceremonii przywitania z głowami koronowanymi. Link.
       
      Próbuję zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Może macie jakieś pomysły. Temat zakładam w rezerwacie bo zależy mi głównie na wypowiedziach Pań.
    • By SzatanKrieger
      Co o tym sądzicie bracia i siostry?
       
      ZA SILNA KOBIETA - przyczyny i skutki —————————— PRZYCZYNY 1. Brak ojca. Wychowanie dzieci na głowie mamy. Dziewczynka dostaje skrypt: Będę sobie sama radziła w życiu. Ojciec fizycznie nieobecny - umarł, wyjeżdżał, odszedł, lub emocjonalnie nieobecny - straumatyzowany, słaby, w ruchu do śmierci etc. 2. Matka zazdrosna o córkę. Kiedy w związku rodziców są trudności, córka może wchodzić w rolę partnerki ojca. Nie chodzi tu o partnerstwo w sferze seksu( choć często zdążą się, że ojciec nieświadomie uwodzi córkę ). Chodzi o to, że ojciec poświęca córce zbyt dużo czasu lub zbyt dużo uwagi córce - zdaniem mamy oczywiście. Matka pomimo iż córkę kocha, może być o nią zazdrosna i się na niej nieświadomie odgrywać. Córka dostaje skrypt: Muszę być silna i walczyć o miłość. Najbliższa osoba( mama, a później partner ) jest wroga. 3. Nieobecna matka. Kiedy mama jest straumatyzowana, poranioną przez życie, nieobecna - córka wcześnie dostaje skrypt: „Muszę walczyć o miłość, muszę na nią zasługiwać. Jeśli wystarczająco mocno zasłużę - może wreszcie mama mnie pokocha”. 4. Parentyfikacja. Kiedy mama nie miała mamy lub musiała być „mamą dla swojej mamy” - może chcieć od swojej córki to czego nie dostała od swojej mamy. Wtedy córka dostaje skrypt: „muszę być mamą dla swojej mamy. Muszę być silna, opiekuńcza, dająca, wspierająca”. 5. Tatusiu dla ciebie wszystko. To skrypty „córeczki tatusia”. Kiedy serce dziewczynki było bliżej taty niż mamy( np dlatego, że widziała brak miłości od mamy do taty i chciała to ojcu zrekompensować ). To skrypt córek robiących kariery dla ojców, mających bycia pięknymi i zadbanymi „dla ojców”, będących silnymi dla ojców, będących „chłopczycami” dla ojców. 6. Tatusiu pokochaj mnie wreszcie. To skrypt kobiet które nie było widziane przez tatę, a bardzo potrzebowały jego miłość. Przenoszą to później na partnera - zasługują, walczą, krzyczą, dopominają się o miłość. 7. Mamo, ciociu, babciu, ja taka jak ty. Czasami bycie „za silną” wynika z uwikłania systemowego, z identyfikacji z losem jakiejś( czasem nieznanej ) kobiety. Pomimo tego, że między rodzicami była miłość i balans, córka może nieść na sobie los jakiejś, samotnej, doświadczonej przez życie kobiety. SKUTKI BYCIA „ZA SILNĄ” - Nieumiejętność brania wsparcia od innych( partnera, przyjaciół, bliskich ) - Bycie dawcą - Samotność - Wypalanie się - Przeciążanie organizmu - Głęboka tęsknota za miłością i wsparciem - Wybieranie nieobecnych i niewspierających partnerów   Źródło:  Ustawienia Systemowe Wojciech Jarczewski
    • By Pancernik
      Pan Grzegorz Kordek, twierdzi, że odpowiedź jest banalna. Celem życia mężczyzny jest to, aby kobieta była szczęśliwa. Zapytacie, co jest w takim razie celem życia kobiety, ano to, aby była ona szczęśliwa
       
      Polecam materiał poniżej.
       
      https://kobieta.onet.pl/co-jest-celem-zycia-mezczyzny-odpowiedz-jest-banalnie-prosta/x3x7nk6
       
      Co drogie panie sądzicie, pan Grzegorz ma rację?
      A co z kolei myślą panowie? Być może w końcu, poznaliście odpowiedz na odwieczne pytanie i wasze życie, od teraz i z tą wiedzą, stanie się banalnie proste
       
       
    • By ZakutyLEB
      Poproszę Braci o radę, bo sam już nie wiem co o tym sądzić. 
       
      Jestem w moim pierwszym związku LTR wcześniej żadnych przygód nie miałem. Związek zacząłem jakoś w wieku 22lat i mija już ze 2 lata jak to się ciągnie. Moja luba jest rok młodsza, miała przedtem dwa związki z czego jeden zaczęła w wieku ~16lat (była z nim 4 lata), potem miała chwile przerwy i zaczęła nowy (w którym była parę msc z przerwa). Sama mówiła, że związki kończyła sama, bo jej coś nie odpowiadało. Za pierwszym razem było słabo z seksem po prostu jej nie zadowalał, i miała dużo ograniczeń. W drugim podobno nie pasował jej charakter, miała pare msc przerwy zaczęła się spotykać z innym (bez większych zbliżeń) potem znowu wróciła, ale nadal jej nie odpowiadało. Wydaje mi się, że baba nie potrafi być sama zaraz zaczynała jakieś inne spotkania (może wynika to że wcześnie zaczęła, może brak ojca🤷‍♀️). Zaraz jak rzuciła drugi związek zaczynała się spotykać z nowym - tylko, że ją olał, jeszcze nawet jak ja do niej podbijałem mówiła, że jest już ktoś tylko wyjechał. Ale koniec końców udało mi się dopiąć swego (przez co chyba potem żałowałem, że to zaczynałem).
       
      Przez moje ciągłe dopytywania, wszystko mi opowiedziała, może niepotrzebnie pytałem, bo potem rozwinęła się u mnie zazdrość wsteczna. Mam wrażenie, że chciałbym ją całą kontrolować, to co było i co jest. Możliwe, że byłoby inaczej jakbym miał jakieś doświadczenia wcześniej. Mówiłem, że mnie to wkurwia, sam zacząłem obsesyjnie przeglądać stare wpisy zdjęcia w chmurach, przeglądałem Insta/Snapa. Załączyło mi się coś pojebanego w głowie, powiedziałem, że ma wszystko z wcześniejszych relacji zginąć (zdjęcia komentarze znajomi)- tak żebym nic nie mógł znaleźć. Z tych wszystkich opowieści w sumie jej raczej wierze, że mocniejsze zbliżenia miała tylko z dwoma z którymi była w związku dłuższym (raczej bym się tego dowiedział) chociaż w sumie sam nie wiem, mam pojebane w głowie ale nie będę ganiał za ziomkami po mieście . Sama mówi, że to było co innego to nie ma znaczenia (typowe pierdolenie), że ja jestem tym, w którym się zadurzyła. Sam w związku nie narzekałem, seksy były często i mi to odpowiadało, robiliśmy wszystkie nasze fantazje na co przyszło ochota. Mam do niej zaufanie i ją szanuje.
       
      Lecz drugi problem jaki się zrodził to, że baba nie potrafi zająć się sobą. Jest takim wrzodem na dupie, żyje moim życiem. Ciągłe pisanie jak nie jesteśmy obok, do godziny 11 rano już jest jakaś wiadomość w stylu "jak się spało". Nie powiem może to i było fajne jak były te pierwsze miesiące człowiek patrzy jak przez mgłę. Teraz zaczęło to wkurwiać, jeszcze akcja się nasiliła przez tego wirusa. Mieszkamy obok siebie, mamy w sumie wspólną pasje jaka jest siłownia - zaczęły się wspólne ćwiczenia (bo siłka zamknięta) i się dużo widzieliśmy. Seksy codziennie po 2-3 razy, wszystko fajnie mi odpowiada, ale życie nie opiera sie tylko na dymaniu. Sam mam wrażenie, że nie miałem oddechu lubię być sam - czytać/rozmyślać, dokształcać się. Można powiedzieć że głownie tak moje życie wyglądało, jak gdzieś wychodziłem "na impreze" to było to sporadycznie, może raz na tydzień. Mam wrażenie, że zrobi wszystko żebym tylko jej nie zostawił zero w niej takiej "suki"- co wiadomo czasami jest atrakcyjne.  Zawsze jak dochodziło do większej kłótni, (większość wynikała z mojej zazdrości wstecznej) brała mnie na litość (mam za dobre serce czasami). Koniec końców doszło do tego, że jej to wszystko wygarnąłem, żeby się ogarnęła. Że nie ma jednej jedynej miłości i ludzie to są odrębne jednostki. Że nie widzę z nią przyszłości na ten moment. Nie mam zamiaru być jej jakimś terapeutą. Aktualnie stan rzeczy ma się tak - powiedziała że "damy sobie czas się poprawi i będzie nad tym pracować" - oczywiście powiedziałem jej, że nie wierze w to, bo to nie jest jakiś przełącznik - pyk i działa. "Nie musimy myśleć o przyszłości, możemy się skupić na tym co jest teraz" - tylko ja nie chce sobie pierdolić życia i jej, bo nagle się obudzimy za 3 lata i może być to samo, a czas leci w jedną stronę. Nie wiem czy poradzę sobie z moimi obsesyjnymi myślami. Nie spotykamy się, a kontakt jest ograniczony do minimum (wymienione dwa trzy zdania na dzień).
       
      Mam mętlik w głowie i sam nie wiem czy to kończyć, wiem jak będę się czuł po zakończeniu - trzeba będzie swoje przeboleć, bo mimo wszystko się to dobije na emocjach. Z drugiej strony aż tak mi z nią źle nie jest - w sumie taka dobra kobieta, tylko trochę upierdliwa.
      Chcę poznać wasze zdanie na ten temat, mieć jakiś punkt odniesienia, forum już trochę czytałem i widziałem mniej więcej podobne sytuacje do mojej. 
       
    • By Duch Zgubiony
      Cześć wszystkim, miałem tu założyć konto i opisać swoją historię jakiś czas temu, ale byłem pozbawiony sił. Nie wiem, co zrobić, trochę nieracjonalnie teraz myślę, jak małe dziecko.
       
      W zasadzie, co niby można to odpowiedzieć, nic. Ale opisanie tego będzie może dla mnie terapeutyczne... z góry dziękuje za wysłuchanie.
       
      Mam 2 dni. 2 dni na podjęcie decyzji, od której zależy czy skończę na ulicy, a każda opcja jest dla mnie niewiadomą. W ostatnim czasie dużo się na mnie zwaliło, choć gdyby nie to że byłem z własnej woli zależny od kogoś innego, dzisiaj pewnie byłbym w innym położeniu. Pozwoliłem się zasłonić depresją i życiowym rozkrokiem, by się zwyczajnie opieprzać, zamiast o siebie walczyć, a potem spotkał mnie nagle szereg nieprzyjemności losowych. 
       
      Mam 24 lata. Mieszkałem od roku w domu Babci, coś w rodzaju domu rodzinnego, gdzie mieszka parę osób. Trochę pracowałem, trochę się opieprzałem, zajmowałem się ogrodem, jak wpadały mi pieniądze to się dzieliłem kosztami. Takie połowiczne pasożytowanie. Chciałem wykorzystać taką lukę w życiu, by poukładać sobie w głowie po ciężkich przeżyciach z depresją, żałobą po bliskiej osobie, pobyciu w klinice zdrowia psychicznego (ładniejsze określenie na psychiatryk) itp. 
       
      Kątem ucha dosłyszałem że mój tata, z którym dawno nie rozmawialiśmy przez toksyczne zachowania matki, na coś choruje. W domu jakieś dziwne tajemnice, ukrywanie przede mną, jakbym był jakimś Januszem-Alkusem co wybucha przy złych wiadomościach, a z charakteru jestem w zasadzie jak szczur, siedzę cicho i podjadam trochę swojej karmy w samotności.
       
      Do domu wprowadził się wujek, syn Babci (prawnej właścicielki) domu. Zawsze był mi jak starszy brat, wyluzowany 50 latek, trochę pijak i furiat, ale dla rodziny zawsze był dobry. Znacie może ten schemat, że łobuz niby łobuz, ale o swoich dba. I nagle mu coś odstrzeliło. Znam go od urodzenia, nigdy nawet nie mieliśmy ścięcia ze sobą, skrywanych żali. Po prostu zero kwasu przez całe życie. 
       
      A ten się nagle na mnie odpalił, bo mu ładowarki nie chciałem pożyczyć. Miałem tylko jedną i mu normalnie o tym powiedziałem. A ten z tekstami że jestem dla niego szmata, śmieciem, ludzkim gównem, i jak coś odpowiadam że o co mu chodzi, to przybliżał się z twarzą w pozycji, "zaraz ci napierdolę". Wiedziałem o tym, że on takie odpały w głowie ma, bo tu się z kimś bił na mieście, tu się po pijaku wieszać chciał, tu wpadł gdzieś tam kiedyś do domu z awanturą o nic. Ale jednak sądziłem że rodzina to dla niego rodzina. Potem odszedł, dał mi spokój. Ja byłem już wtedy przerażony, jestem lękowcem i dom Babci był jednak dla mnie zawsze sanktuarium bezpieczeństwa, w którym można się skryć.
       
      Zamknąłem drzwi na klucz jak poszedł, sądziłem że będzie spokój. Ten wrócił potem i szarpał za klamkę, jak wystraszony powiedziałem że jak mi nie da spokoju to zadzwonię na policje, to wywarzył zamek z buta, wpadł, kopnął w laptopa, rzucił się na mnie i bił mnie na łóżku. Bredził coś w amoku, ja wtedy poległem. Nie byłem na to psychicznie przygotowany. Gdyby to się stało z obcym człowiekiem na ulicy, to bym się po prostu bił, nawet gdybym dostał wpierdol, to takie życie, ale nie przeżywałbym tego psychicznie. Tutaj jednak zderzyły się ze sobą dwa światy - świat bezpieczeństwa w "rodzinie", i świat lęków. Poległem już w głowie - nie byłem nawet w stanie psychicznie go odepchnąć, nic, byłem jak sparaliżowany. Jak ostatnia pizda tylko prosiłem go w trakcie by przestał. A ten niby dobry wujek, zwykły śmieć, zachowywał się jakby czerpał z tego satysfakcję. 
       
      Spakowałem plecak i poszedłem spać do domu prababci, który był jakieś parę metrów dalej. Ten psychol poszedł nagle za mną, zaczął mnie kopać i grozić że jak tam pójdę to mnie zajebie. Więc poszedłem w miasto, na policję, ale powiedzieli mi że mogę złożyć sobie do sądu pozew przeciwko niemu, no to nawet nie było o czym mówić, bo nie byłem tak mocno obity by obdukcja pokazała cokolwiek "mocniejszego", nie miałem lima tylko napuchnięte usta i ból głowy po uderzeniach itp, bardziej to niż pobity i zeszmacony czułem się zgwałcony psychicznie. Do tego co by mi dał pozew przeciwko debilowi, jak on by to zlał, a jeszcze w rodzinie dzieje się to co się dzieje. Do czego zaraz dojdę.
       
      Poszedłem przespać się na cmentarzu, bo bezpieczniejszych opcji w tym miasteczku gdzie mieści się dom Babci nie wymyśliłem. Potem babcia mi napisała żebym poszedł do prababci, przespałem tam, przespałem się umyłem itp. I potem nadeszło zderzenie z prawdą. Dowiedziałem się od prababci, że Tata ma nowotwór mózgu i jest częściowo sparaliżowany. Myślałem że się na plecy wypieprzę. No nie wierzyłem. To sen? Błagałem w głowie by się już obudzić. Rok temu zmarł dziadek również na nowotwór - bardzo to przeżyłem, bo był świetnym człowiekiem, takim charakternym i z honorem, gardzącym patologią. Więc ból po akcji wujka był podwójny, bo wiem że gdyby dziadek żył, to ten psychol po tym co odwalił wyleciał by z jego domu w podskokach. Zmarł honorowy facet (64 lata), z którym miałem bliską relację, a został taki ludzki gnój, jak "wujek". 
       
      I znowu to samo. Znowu widzę jak szczyny ludzkie chodzą i śpiewają, a dobrzy ludzie cierpią i umierają.
       
      I tego samego dnia jak się o tym dowiedziałem, wpadł ten pierdolony gnój, i zaczął mi grozić, drzeć ryja, że mnie zajebie i mam wypierdalać, że daje mi 2 dni, za to że "taki niedobry jestem". Ja nie wierzyłem. Ja jestem niedobry? Nic nie zrobiłem, byłem niewidzialny w tym domu jak mysz, a On takie coś robi i wygaduje. Pojechałem do miasta, w którym mieszka mój Tata i ja kiedyś mieszkałem. Gdy go zobaczyłem, jeszcze rok temu zdrowego chłopa 45 letniego, sportowca, który nagle musi poruszać się z pomocą i się zacina mówiąc, chłopa który wziął sobie kobietę z dzieckiem którym byłem ja, i kazał mi mówić do siebie "per tato" gdy mój biologiczny ojciec miał mnie w dupie, to poczułem już tylko pustkę. Że to pierdolone życie jest takim chorym gównem. Innego ojca nigdy nie miałem, może poza dziadkiem, który zmarł. 
       
      Matka mówi coś o wydarzeniach z wujkiem psycholem, zrównując nas, takim tonem jakbyśmy obaj się pobili czy coś takiego. To mnie zdołowało, to brzmiało jak "Niemcy zabijali Polaków, ale przecież zawsze winne są obie strony". Gdy mówiłem jej jak było, słyszałem "dobra dobra". Ale nie wymagam żadnego wsparcia czy wysłuchania, kiedy jej mąż jest w takim stanie, to nie jej problem, zresztą co ty porównywać, pobicie i wygnanie (warto dodać że wujek to nierób i nie jest właścicielem domu Babci) jakiegoś śmiecia co nawet szkoły średniej nie skończył i nic nie ma, do śmiertelnej choroby męża. Priorytety, to jasne. Ja zresztą też dopiero po jakimś czasie zacząłem znów to przeżywać i wściekać się, fantazjując że tam wparowuje i wydłubuje gnojowi oczy wiertarką. 
       
      Nie jestem samcem. Co najwyżej samczykiem. Nie dorosłem jeszcze do tego, by czuć się facetem, mimo posiadania 24 lat. Nie skończyłem liceum (robiłem ostatnio zaocznie, ale skończyłem na 4 semestrze, chciałem je dokończyć). I rozpierdala mnie to, że w życiu nawet rodzina cierpienie dostarcza. Rozpieprza mnie to, że moi 90 letni pradziadkowie zostali tam w tym domu, i już nie mogą liczyć na to że im zrobię zakupy i pomogę w codziennych sprawach, że mój Tata za bycie normalnym spokojnym gościem dostał w nagrodę złośliwy nowotwór. 
       
      Mój majątek życia wynosi około 2 i pół tysiąca złotych, i za to muszę gdzieś zacząć życie. Miałem mieć załatwioną pracę u kumpla w miasteczku na Pomorzu, z darmowym mieszkaniem, ale nagle dzisiaj napisał że jednak nic z tego nie będzie. Teraz od 2 tygodni pomieszkiwałem u kumpla, spędzałem z nim czas, chciałem w jego mieście może spróbować, ale największy problem jest z mieszkaniem. Najtańsza opcja to akademik, a one są zamknięte z powodu koronawirusa, zostają więc tanie pokoje do wynajęcia, a one są najbardziej ryzykowne - często można spotkać w takich lokalach patologię, ukraińców, kryminalistów, a ja już się nażarłem dość lęków, i nie wyrobię jakbym znowu miał zostać gdzieś pobity czy okradziony.
       
      Niestety moja opcja z pracą u kolegi zniknęła, ja mam 2 , 5k na koncie, mieszkania "bezpieczniejsze" (a raczej pokoje w mieszkaniach) to już są większe kwoty z kaucjami, które szczyciłyby mi budżet, a wystartować jakoś muszę po znalezieniu pracy. I sam nie wiem co mam teraz robić z życiem, bo w chwili obecnej jestem bezdomny, bez kwalifikacji, i w zasadzie myślę że najlepiej by było w tej sytuacji ze sobą skończyć, ale cierpienie jakie by miał przez to chory Tata, dla którego minimalny stres działa tragicznie na stan zdrowia, sprawa że muszę ciągnąć to ciągnąć.
       
      Te dwie rzeczy mnie wyniszczają wewnętrznie. Z jednej strony choroba taty, z drugiej moja sytuacja życiowa, a w tle jeszcze podgryzają mnie natrętne myśli, o tym gnoju wujku, powodujące histerię wymieszaną z dziką furią. A ja, mimo 24 lat na karku, czuje się chłopcem, który własnie staję się jeszcze bardziej samotny w świecie, niż był dotychczas, a był od dawna. 
       
      Patrzę miasta do których mogę pojechać odbić się od dna i zbudować jakąś małą poduszkę oszczędności. Podobno Katowice są w porządku. Rozmawiałem z psychologiem na słuchawce, czy może to nie jest niemoralne, że powinienem być blisko Taty, jest to miasto na Pomorzu Zachodnim (inne niż miasteczko w którym mieścił się dom Babci). Niestety obawiam się, że ja tam nie wyrobię, bo wszystko mi będzie przypominać o traumach, o stanie Taty. Psycholog twierdzi że gdybym był w innym mieście, dzwonił do Taty i odwiedzał co jakiś czas byłoby w porządku. Ja i tak podskórnie czuje, że to niemoralne tak wyjeżdżać, choć Matka powiedziała że do niczego im się nie przydam a oni dostają zmniejszoną pensję Taty w formie renty. 
       
      Gówno warte to wszystko. Ja w piątek muszę wybyć z tego mieszkania kolegi w Krakowie i raczej z samego Krakowa (za duże i nieznane w dobie wirusa, by coś zdziałać, gdyby akademiki były otwarte pewnie bym dał sobie tu radę), a dziś jest środa i nie wiem co będzie jutro. Dzięki, jeśli ktoś był w stanie to przeczytać, za ciekawe raczej nie było.
       
      Pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.