Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Perun82

Wkurzeni 30-letni. Żyją na dorobku, nie mogą liczyć na państwo

Recommended Posts

@wroński Pomyślałem sobie, "pewnie troll", ale widzę 2k+ postów to chyba on na poważnie tu :). Dzbanuszki z oliwą hmm znam przypadek wynoszenia jogurtów więc mnie już nic chyba nie zdziwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
5 godzin temu, wroński napisał:

Szczur?  Raczej kwiat, który wyrósł na śmietniku.

Co jest w Tobie z kwiatów to ja nie wiem. 

 

Szkoda, że raczej nigdy nie założysz własnej restauracji, bo się nie da, bo nie dają Ci żyć w tym ucisku, bo życzyłbym Ci żeby ktoś Tobie podpierdalał oliwę. 

 

Btw. ciekawe jak im się udało. To na pewno układy i znajomości, przecież niemożliwe żeby taki biedny zwykły człowiek mógł zarabiać pieniądze. 

 

Takie wypowiedzi na forum to wstyd. I woda na młyn hejterów, nawiasem. Naprawdę nie ma się czym chwalić. Im tłumacz teraz, że tylko żartowałeś. 

Edited by tytuschrypus

Share this post


Link to post
Share on other sites

@tytuschrypus Fakt, ktoś to wytnie bez kontekstu i będzie argument w rękach hejterów.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
11 minut temu, Orybazy napisał:

@tytuschrypus Fakt, ktoś to wytnie bez kontekstu i będzie argument w rękach hejterów.

 

Prawdę powiedziawszy tylko na to czekam.

Są debilami już teraz, ale kiedy zaczną cytować słowa Proroka, przeinaczając w dodatku Jego przesłanie (jakby jakieś było) zaiste powiadam wam, że staną się debilami do kwadratu.

Niech tylko jakiś Awięc zacznie coś pieprzyć o kradzieży masła w tanich barach albo masowym zaborze solniczek.

 

3 ..2.. 1 , czekam na poświęconą mi audycję. /buahaha.

 

@tytuschrypus, to takie trochę odwracanie kota ogonem w drugą stronę co piszesz, co nie?

Edited by wroński
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sam pochodzę z rodziny gdzie nie było co jeść czasami. Lata pracy, wytrwałości, masę upadków, mieszkania w obcym mieście i jedzenia kaszy ze skwarkami przez miesiące - mieszkając w jednym pokoju z 3 ukraińcami.

Ani razu nic nie ukradłem. Nie miałem na bilet komunikacji - szedłem parę km na piechotę, nie miałem na normalne jedzenie - jadłem co było.

Nawet w takiej sytuacji nie wyobrażałem sobie aby kraść.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
10 minut temu, Słowianin napisał:

Sam pochodzę z rodziny gdzie nie było co jeść czasami. Lata pracy, wytrwałości, masę upadków, mieszkania w obcym mieście i jedzenia kaszy ze skwarkami przez miesiące - mieszkając w jednym pokoju z 3 ukraińcami.

Ani razu nic nie ukradłem. Nie miałem na bilet komunikacji - szedłem parę km na piechotę, nie miałem na normalne jedzenie - jadłem co było.

Nawet w takiej sytuacji nie wyobrażałem sobie aby kraść.

 

Podziwiam cię. Nie miałbym sił żeby tak żyć. Zwyczajnie by mi się nie chciało. To straszne co może człowiekowi zrobić indoktrynacja.

Cierniowa korona, każdy ma swój krzyż, boso, ale w ostrogach, zastaw się a postaw się, honor przede wszystkim!

Makabra :(

 

"Jak się nie ma co się lubi to się kradnie co popadnie."  /heh hej nananana hej hej hej :)

"Tym chata bogata co ukradnie tata." /heh hej nananana hej hej hej :)

"Kradnę żeby mieć pieniądze na to czego ukraść (na razie) nie potrafię." /heh hej nananana hej hej hej :)

 

Chciałbym żebyś mnie dobrze zrozumiał.

Świat, który cię otacza chce cię zajebać.

Od kiedy się urodziłeś masz w nim wroga.

Świat ma nad tobą ogromną przewagę.

 

A ty chcesz grać fair?

 

 

Edited by wroński
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Złodziejom się nie ufa. Krótko mówiąc. Więcej korzyści, również ekonomicznych przynosi szacunek do pracy innych i niezłomna postawa przejawiająca się dotrzymywaniem słowa. 

 

Moim zdaniem zwyczajnie tracisz na takim zachowaniu. Krótkoterminowo, może i zyskujesz, ale o wiele więcej tracisz na poziomie psychologicznym. Zmienia się twoja mowa ciała. Nie robisz tak dobrego pierwszego wrażenia, bo nie jesteś w stanie. Ludzie przy złodziejach czują podświadomy niepokój, po prostu. Można nie wiedzieć na pewno, ale podejrzewać kogoś o przekręty. To nieuniknione. 

 

Jak mam kasę to chętnie kupuję oryginalne gry, produkty, muzykę, książki. I czuję wewnętrzną satysfakcję, że wynagrodziłem kogoś za zapierdol, za wartość dodaną, którą wniósł do mojego życia. To piękne, wzniosłe uczucie.

 

:D 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 hours ago, imprudent_before_the_event said:

akby przy obecnym prawie chcieć je w całości egzekwować (nie przymusem, tylko gdyby każdy sam z siebie starał się przestrzegać) to by to wszystko pierdolnęło. I to nie mój pomysł tylko tak mi powiedział pewien prawnik. Po prostu przepisów jest za dużo i są sprzeczne ze sobą.

Więc jest dokładnie odwrotnie. To właśnie nie przestrzeganie przepisów utrzymuje nas jeszcze przy życiu. Rozpoczęcie przestrzegania pogorszyło by sytuację, a nie tak jak uważasz że polepszyło by.

Retoryka prawie na poziomie @wrońskiego. Gratuluję.

 

--

@wroński

Znam takiego jednego srankstera. On też kradnie. Kradnie wszystko, on nawet skarpetki ma kradzione a jego standardową wymówką jest to, że on przecież jest biedny, i że nikomu krzywdy nie robi. No wybaczcie ale tego nie kupuję.

 

  • Like 1
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Jawna kradzież czyli skrojenie człowieka przy użyciu jakiejś formy przemocy jest niedopuszczalne ale znalezenie komórki,przejechanie się na gapę czy niepowiedzenie prawdy w przypadku kiedy może ci to pomóc nie uważam za zbrodnię.

Edited by Tramal
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, wrotycz napisał:

Retoryka prawie na poziomie @wrońskiego. Gratuluję.

Jest ogromna różnica. On mówił o łamaniu zasad moralnych.

Ja mówię o łamaniu prawa (litery prawa) w momencie gdy to nie jest nieetyczne (duch prawa nie jest łamany). Bo mówiłem o przepisach sprzecznych ze sobą oraz nielogicznych.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
7 minut temu, imprudent_before_the_event napisał:

Jest ogromna różnica. On mówił o łamaniu zasad moralnych.

Ja mówię o łamaniu prawa (litery prawa) w momencie gdy to nie jest nieetyczne (duch prawa nie jest łamany). Bo mówiłem o przepisach sprzecznych ze sobą oraz nielogicznych.

 

Tresura, tresura, tresura.

Prawo, etyka, moralność.

 

Nie dostrzegasz, że to to samo?

 

Czy etyczne jest doprowadzanie do sytuacji, w której człowiek musi się zachowywać nieetycznie?

Znaczy ok, nie musi.

Może zdzierać buty bądź pedałować w strugach deszczy modląc się o to żeby ktoś go nie potrącił.

Albo chodzić głodny, albo na bosaka, albo cośtam.

Umartwianie się jakoś kurwa zawsze jest etyczne.

 

Tresura, tresura, tresura.

Prawo, etyka, moralność.

 

Makabra.

Edited by wroński

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
6 minut temu, wroński napisał:

Prawo, etyka, moralność.

 

Nie dostrzegasz, że to to samo?

Wytresowani są akurat Ci co sądzą że prawo (w sensie przepisy) = etyka.

 

6 minut temu, wroński napisał:

Czy etyczne jest doprowadzanie do sytuacji, której człowiek musi się zachowywać nieetycznie?

Sam sobie musisz na to odpowiedzieć i Ci wtedy wyjdzie czy prawo zawsze jest etyczne.

 

Nie wiem czy teraz żartujesz czy nie :D

Edited by imprudent_before_the_event
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, wroński napisał:

to takie trochę odwracanie kota ogonem w drugą stronę co piszesz, co nie?

Wzajemnie. Ja jestem w powiedzmy 80% przekonany, że to z grubsza Twoje prawdziwe poglądy, tak generalnie. Ciężko traktować poważnie to co piszesz i nie będę tego ciężaru brał na swoje barki :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tworzymy prawa by się ograniczać ale by nie doznawać niegodziwości.

 

To nie żadna tresura a dostosowanie się do norm społecznych. 

 

Żałuje że dzisiaj prawo jest łagodne. Żałuje że złodziei(wszystkich) nie można zamykać w zuchthausach, żałuje że nie ma pręgierzy. Żałuję że nie ma profesji kata..

 

Kiedyś mnie okradziono. Od tamtego momentu złodziei wprost nie znoszę. Tak samo osób ich broniących. 

 

Wiem jedno. Jak złodzieja bym spotkał u siebie to by błagał o wezwanie policji. 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak sobie czytam ten wątek i zaczynam się cieszyć że jestem "stonowany intelektualnie". A pomocniczo, w ramach własnego braku etyki, upierdalał bym złodziejom, kombinatorom i krętaczom łby przy samej dupie. Nawet za solniczkę i srajtaśmę, bo od takich gówien kryminał zaczyna swoją szarą wegetację chwasta. Szkoda tylko potem kasy na ich utrzymanie, bo pośrednio - rabują nas z zasobów, nawet waląc cuchnącym kutasem, kromki chleba z masłem zatknięte w kaloryfer w celi. 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Libertyn napisał:

Nie tworzymy prawa by się ograniczać ale by nie doznawać niegodziwości.

 

To nie żadna tresura a dostosowanie się do norm społecznych.

Błąd w założeniu. Nie my tworzymy prawo lecz ktoś je tworzy dla nas.

Stąd prosty wniosek że prawo nie jest dla nas dobre bo nikt nie ma interesu żeby robić nam dobrze. Ktoś tworzący prawo ma interes zrobić dobrze sobie, np. kosztem kogoś innego czyli nas.

6 minut temu, Libertyn napisał:

Żałuje że dzisiaj prawo jest łagodne.

Nie jest łagodne.

7 minut temu, Libertyn napisał:

Żałuje że złodziei(wszystkich) nie można zamykać w zuchthausach, żałuje że nie ma pręgierzy.

A co to powoduje jak nie prawo? Kto Ci zabrania samodzielnie zastosować pręgierz na złodzieju, jak nie prawo?

Zatem prawo wcale nie jest łagodne.

Problem tylko w tym że jest mocne w stosunku do nas, a łagodne w stosunku do tych którzy je tworzą lub tych którzy przy okazji na tym korzystają (jak ten złodziej).

Mylisz łagodność prawa z łagodnością kary.

Kara dla złodzieja jest łagodna. Ale prawo jest mocno niełagodne bo nakłada mnóstwo ograniczeń. Np. nie pozwala samodzielnie bronić się przed złodziejami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 5/24/2019 at 1:52 PM, Perun82 said:

Ale zderzenie z Matrixem boli..

 

I nagle świadomość kim jesteś dla systemu i jaka jest Twoja w nim rola.

Boli? Czy ja wiem, chyba nie od dziś wiadomo, że jeśli sobie w miarę jakoś tam radzisz, to pomoc nie jest ci potrzebna. A państwo pomaga zwykle (albo w teoretycznym założeniu) najsłabszym czyli matkom z małymi dziećmi, niepełnosprawnych, starszym, bezrobotnym. Już abstrahując czy robi to bardziej udolnie czy mniej, ale wszystkie te programy pomocy są skierowane do takich ludzi.

 

Ale faktycznie ta pomoc poszła nie w do końca dobrą stronę, bo zamiast 500+ wystarczyłoby zwiekszyć kwotę wolną od podatku, ale społeczeństwo jest generalnie głupie i nie kupili by tym wyborców. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, imprudent_before_the_event napisał:

Błąd w założeniu. Nie my tworzymy prawo lecz ktoś je tworzy dla nas.

Dla nas. A my tych ludzi wybieramy

Cytat

Stąd prosty wniosek że prawo nie jest dla nas dobre bo nikt nie ma interesu żeby robić nam dobrze.

Nie ma nas. Jesteśmy zbiorem ludzi o nieraz sprzecznych interesach. Interesem wrońskiego jest by nie był niepokojony bo nikogo nie krzywdzi. Interesem moim jest by jednostki jemu podobne sterylizować i trzymać w zamknięciu.

Cytat

Ktoś tworzący prawo ma interes zrobić dobrze sobie, np. kosztem kogoś innego czyli nas.

Jak wyżej. 

Cytat

Nie jest łagodne.

Jest. Za starych dobrych czasów za kradzież traciłeś dłoń

Cytat

A co to powoduje jak nie prawo? Kto Ci zabrania samodzielnie zastosować pręgierz na złodzieju, jak nie prawo?

Zbyt łagodne prawo. Dobre prawo by pozwoliło złodzieja obić porządnie

Cytat

Zatem prawo wcale nie jest łagodne.

Problem tylko w tym że jest mocne w stosunku do nas, a łagodne w stosunku do tych którzy je tworzą lub tych którzy przy okazji na tym korzystają (jak ten złodziej).

Mocne w stosunku do jakich nas i łagodne w stosunku do jakich "ich"

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
18 hours ago, wroński said:

ps. Droga Moderacjo. Ze względu na wzgląd strasznie mi się nudzi i zapragnąłem pograć na cymbałkach. No offence :)

Są rzeczy na niebie i ziemi o których się fizjologom ani korespondentom forów nie śniło.

(że się trochę dałem wpuścić w maliny przez trolla to fakt, przyznaję po namyśle).

Edited by JoeBlue
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

 

 

18 godzin temu, Libertyn napisał:

 

18 godzin temu, Libertyn napisał:

Bo nie każdemu ulga potrzebna jest i nie każdy ją konstruktywnie wykorzysta..

Czyt. Nie każdemu jego wszystkie zarobione pieniądze są potrzebne bo nie każdy je konstruktywnie wykorzysta, ehe...

 

18 godzin temu, Libertyn napisał:

Powodzenia w robieniu ściepy na autostradę czy gazoport. Są inwestycje które są potrzebne i zwracają się w następnym pokoleniu, ale efekty których moźna odczuć odrazu.

Powodzenia w wierzeniu, że państwowe=lepsze.

Inwestycje prywatne są efektywniejsze od państwowych. Żadnej zrzuty robić nie trzeba. Inwestor buduje, później ludzie płacą za korzystanie. Przypominam, że sama akcyza na paliwo to 50% ceny  a drogi mamy jakie mamy, do tego wiele inwestycji jest nie trafionych, a hajs idzie pod stołem za ustawione przetargi. Prywaciarz zaraz zostałby bankrutem, ale państwo ma przecież nas, my zaraz dziury budżetowe załatamy bo można nas doić, prawda?

 

18 godzin temu, Libertyn napisał:

I nie rodzą dzieci bo to za drogie i nieopłacalne

Głupoty. Znam wiele ludzi którzy pracują we dwójkę i mają dzieci, także tego. 

Jeśli ktoś stwierdzi, że potomstwo jest nieopłacalne, to moralnym jest zmuszanie go do płacenia na czyjeś dzieci? Zastanów się, bo to nawet logiczne nie jest.

18 godzin temu, Libertyn napisał:

Nie chlała. HFA jest wrodzonym zaburzeniem funkcjonowania..

Z tego co wiem HFA to High Functioning Alcoholic, może masz na myśli coś innego?

Nawet jeśli miałaby zespół downa i była sierotą, to nadal nie moja sprawa i nie muszę płacić na jej utrzymanie.

18 godzin temu, Libertyn napisał:

Violenti non fit inuria? Spoko. Ale dopiero gdy za spółki kapitałowe będziesz odpowiadać całym majątkiem. 

Dlaczego? Spółka ma swój kapitał i nim odpowiada, dlatego się je tworzy.

Chcesz prowadzić sklep? Ok, pod warunkiem, że cały Twój majątek będzie na sprzedaż.

18 godzin temu, Libertyn napisał:

Czemu mam sie składać na wały chroniące jakiegoś pacana i jego dobytek? Wybudował się gdzie wybudował to ma.

Powoli zaczynasz rozumieć, brawo.

Nie jesteśmy dziećmi, trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji i być świadomym rzeczywistości.

 

Socjalizm to piękna idea, ale tylko w teorii. Pomagając potrzebującym ze wszystkich robimy potrzebujących. Wróć do pierwszego postu. Przez złodziejski system możesz się zarobić na śmierć, a gówno będziesz miał. Państwo tylko liczy na nowych podatników, bo z tego żyje. Piramida finansowa wymaga ogromnego przyrostu naturalnego.

 

@wroński

Czyli mówisz, że jak będę potrzebował nerki, to śmiało mogę Ci wycinać bez pytania? 

Edited by Imiennik

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Imiennik napisał:

@wroński

Czyli mówisz, że jak będę potrzebował nerki, to śmiało mogę Ci wycinać bez pytania? 

 

Niewiele wiesz o transplantologii.

A. Zgodność tkankowa.

B. Grupa krwi.

C. I tak do końca życia ciągniesz na lekach anty odrzuceniowych (nazwa mi uciekła)

D. Ze względu na wzgląd moje organy się nie nadają do przeszczepu. Mniejsza o detale. Będzie trup.

E. Gdy ktoś tak sobie żartuję kombinuję czym go otruć. Nie wiem co by by było gdyby spróbował. Pewnie trup :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
4 godziny temu, Libertyn napisał:

Zbyt łagodne prawo. Dobre prawo by pozwoliło złodzieja obić porządnie

Źle rozumujesz. Jak pozwalanie, czyli brak uregulowań prawnych, można nazywać surowym prawem?

Zakazywanie to surowość. Pozwalanie (czyli brak zakazu, lub w ogóle brak regulowania danej części życia) to łagodność.

Prawo pozwalające coś zrobić złodziejowi jest łagodne a nie surowe. Surowe jest to które zabrania.

4 godziny temu, Libertyn napisał:

Nie ma nas. Jesteśmy zbiorem ludzi o nieraz sprzecznych interesach.

Jesteśmy. Chodzi mi o ludzi nie tworzących prawa. Nawet jak mają sprzeczne interesy wewnątrz tej grupy.

 

4 godziny temu, Libertyn napisał:

Mocne w stosunku do jakich nas i łagodne w stosunku do jakich "ich"

Mocne względem ofiar oraz zwykłych obywateli. Łagodne względem ludzi tworzących to prawo czyli wszelkiej władzy i sądownictwa.

Edited by imprudent_before_the_event

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żadna opcja polityczna nie myśli co będzie za ileś tam lat bo to nikogo nie obchodzi. Wszyscy żyją tu i teraz. Polskie społeczeństwo się starzeje. Moje miasto przypomina dom starców. Sam się dziwie że to jeszcze nie pierdolnęło. Podatki i rozwiązania prawne zarzynają zwykłego człowieka więc dużo ludzi kombinuje. Myślenie jest takie że za ileś tam lat mnie nie będzie wiec nikogo aktualne zadłużenia etc nie interesują.

Dużo ludzi wyjechało. Wybory pokazują że w tej jednej chwili kiedy możemy mieć na coś wpływ bez wychodzenia na ulice ludzie wolą pójść na grilla. Patologia się rozmnaża na potęgę produkując ludzi z problemami z ilorazem inteligencji żaby. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 minut temu, maVen napisał:

Żadna opcja polityczna nie myśli co będzie za ileś tam lat bo to nikogo nie obchodzi. Wszyscy żyją tu i teraz. Polskie społeczeństwo się starzeje. Moje miasto przypomina dom starców. Sam się dziwie że to jeszcze nie pierdolnęło. Podatki i rozwiązania prawne zarzynają zwykłego człowieka więc dużo ludzi kombinuje. Myślenie jest takie że za ileś tam lat mnie nie będzie wiec nikogo aktualne zadłużenia etc nie interesują.

Dużo ludzi wyjechało. Wybory pokazują że w tej jednej chwili kiedy możemy mieć na coś wpływ bez wychodzenia na ulice ludzie wolą pójść na grilla. Patologia się rozmnaża na potęgę produkując ludzi z problemami z ilorazem inteligencji żaby. 

Nie wiem jak Polacy ale możni tego świata moim zdaniem planują o kilkadziesiąt lat do przodu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By deleteduser44
      W nawiązaniu do audycji Marka, wrzucam temat do przegadania w sam raz na chłodne jesienne wieczory, pytanie; czy jesteśmy kowalami własnego losu?
      Pomijając już pierdy ''kołczów'' którzy twierdzą że tak, a swój los poprawisz jak kupisz u niego cały pakiet ''motywacyjny'' wklejam fragment tekstu z księgi Kohaleta ze ST;
       
      '' I znowu widziałem pod słońcem, że szybcy nie rozporządzają biegiem, ani bohaterowie walką, ani mędrcy chlebem, ani roztropni bogactwem, ani rozumni upodobaniem, lecz, że w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek. ''
       
      Uważam że ta myśl jest chyba najbardziej trafionym fragmentem z całej Biblii, który świetnie opisuję mechanizmu zarządzające światem.
       
      Znajomy mnie zapytał, a co na to miłosierny Bóg?
      Odpowiadam mu po chwili; a kto stworzył takie zasady??
       
      Tutaj wklejam obrazek który pokazuje jak to wygląda w praktyce
       
        Photo:
      Photo:
      Photo:
       
      Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.
       
      Drobne różnice od początku życia kumulują się, aż w końcu to one zdecydują o twoim sukcesie. A osobista mądrość i pracowitość to niestety sprawa drugorzędna. Niektórym zdolnym się uda dzięki szczęściu, ale więcej jest takich, którzy polegną gdzieś po drodze.
       
      Temat może dość pesymistyczny, nie mniej jednak zapraszam do dyskusji.
       
       
       
    • By maggienovak
      Chciałam się doradzić. Myślę, że to jest kolejna historia, która przedstawia problem zbyt dużej ufności, a przede wszystkim -brak zorientowania w przepisach prawnych.
      Na koniec skróconej historii konkretna prośba o radę/rady.

      Dziadek mojego męża od kilku lat pozostawał w związku nieformalnym z pewną panią seniorką. Wydawała się bardzo sympatyczna. Najprawdopodobniej mieli ze sobą romans na etapie istnienia małżeństwa dziadków mojego męża (nie wiem, czy to aż tak istotny szczegół). 
      Dziadek niedawno zmarł. 
      Co wynikło:
      - PARTNERKA DZIADKA POSTANOWIŁA SKREMOWAĆ ZWŁOKI DZIADKA I POCHOWAĆ GO W RODZINNEJ MOGILE. Dziadka życzeniem było : mieć pochówek katolicki i chciał spocząć przy córce (matce mojego męża). Dziadek owej woli niestety nigdzie nie zapisał, nie uregulował prawnie. Powiedział mojemu mężowi, kolejnemu wnukowi miesiąc temu, gdzie są pieniądze na pochówek i dokładnie opisał swoją ostatnią wolę, czyli jak ma wyglądać jego pogrzeb. Miał zaawansowanego raka, więc już był przygotowany na fakt odejścia z tego świata. O tych pieniądzach również wiedziała oczywiście partnerka. Pieniądze były trzymane "w skarpecie".
      - partnerka dziadka nie poinformowała nas o tym, że dziadek o tygodnia leżał w szpitalu (w znacznie pogorszonym stanie, wprost definiując - był na tym etapie umierający, jego stan szybko się pogorszył), poinformowała nas o śmierci dziadka 8 godzin po śmierci. 
      - podkreślam, że dla nas ten aspekt jest najmniej istotny, rozumiemy to, że ta kobieta żyła z dziadkiem, więc mogła mieć prawo (czy nawet z sentymentu) do jego dóbr materialnych, mogli też sami zadecydować o wielu inwestycjach, czy swoich przedsięwzięciach finansowych, dziadek niczego nie spisał, więc skąd mamy wiedzieć, czy miał zamiar coś zostawić wnukom, ALE: gdy pogorszył się stan zdrowia dziadka (chodzi o problemy ze świadomością) sprzedała jego samochód i inne sprzęty. 
      - wujek (syn dziadka) zmarł i pozostało po nim mieszkanie do zlicytowania. Przez chwilę z Moim myśleliśmy, by kupić to mieszkanie, co się okazało - kilka tygodni temu syn partnerki dziadka kupił to mieszkanie. Najprawdopodobniej za pieniądze naszego dziadka, wiedzieliśmy, że dziadek ma jakieś oszczędności, ale nikt się tym nie interesował, nadal podtrzymujemy to, że to były dziadka pieniądze i mógł robić z nimi co chciał. 
      - partnerka dziadka ma upoważnienia do wszystkich spraw dziadka - od informacji medycznej po sprawy bankowe. 

      Po bardzo chamskiej i krótkiej (ze strony owej partnerki) rozmowie okazało się, że :
      - zmieniła miejsce pochówku, bo mieszkamy tak daleko i nikt nie będzie niby z tej racji przyjeżdżał na grób dziadka!!!!!!!! 
      - co z pieniędzmi dziadka na pochówek? I tu cytat : "mogę nawet je przepić, co wam do tego?!" Dziadek jasno powiedział - te pieniądze mają być na organizację jego pochówku!
      - ma w planach sprzedać miejsce, w którym dziadek chciał zostać pochowany. 
      - nie uzasadniła, dlaczego ma być kremacja zwłok, skoro jest to sprzeczne z ostatnią wolą dziadka. 

      Być może mamy ujowego prawnika, ale powiedział nam, że bez jakiekolwiek pisma/dowodu/zapisu ostatniej woli, to nic nie zrobimy. Może mogło być tak, że dziadek w ostatnich godzinach życia powiedział partnerce, że chce zostać skremowany.... 
      Nie wejdziemy im na mieszkanie (dziadka i tej partnerki), by nawet szukać jakiś dokumentów, bo niby jak. 
      Prawnik radzi się pogodzić z tym faktem.
      Sprawę majątku dziadka - niech ta kobieta se bierze pieniądze, ale męczy nas fakt, że być może ona bez jego zgody w ostatnich tygodniach życia postanowiła przytulić sobie to, na co pracował całe życie, nie chcemy tej kobiety źle oceniać.

      Czy możemy coś zrobić? Chcemy spełnić ostatnią wolę dziadka. 
      @Mosze Red
    • By Analconda
      Siema!

      Dziś opiszę Wam komedię w jakiej biorę udział od wielu lat.
      Przeczytacie dziś o prostactwie o jakim Marek nigdy nie mówił w audycjach.

      Mój ojciec całymi dniami gra w czołgi z kolegami. Nie pracuje bo mu się nie chce, ciągnie socjal. Jedyny pracujący w domu to jestem ja bo mama wyprowadziła się nie dawno - miała już dość tego Janusza.



      Śniadanie, obiad, kolacja - najpierw je razem ze swoim kochanym pieskiem. W czasie gdy on je to rozsiada się tak że by korzystać z kuchni trzeba się o wszystko prosić by się łaskawie przesunął. Jak zje to idzie grać w czołgi.

      Ja rano lecę do roboty, codziennie wieczorem muszę mu powtarzać, że ma być cicho bo chcę się wyspać. Janusz ma słuchawki na uszach i chyba słaby słuch bo on nie mówi a drze się do mikrofonu rozmawiając z kolegami którzy też grają w czołgi. Celowo chrupie czipsy i paluszki aż go słychać w całym mieszkaniu.

      Przychodzę z roboty i słychać od razu sranie i bekanie. W jego towarzystwie im głośniej tym większy poklask. Beka, czka i pierdzi specjalnie.
      Często jak przychodzę do domu to leci szybko do kibla zrobić na złość. (tak, on chce by tam jebało)
      Zasób słownictwa też nie jest imponujący.
      W ekipie jest najsłabszym ogniwem - mówi jako ostatni, przerywają mu a wtedy zaczyna głośno bluzgać.

      Ma wolny pokój gdzie mógłby sobie drzeć japę. Ale nie, lepiej siedzieć w salonie. Już go ustawiłem i niedługo się przeniesie. Ale bez wielokrotnego powtarzania  miałby to gdzieś.


      Zna się na wszystkim.
      By w czymś pomógł, zrobił coś trzeba się prosić czasem i tygodniami bo on zrobi ale "zaraz".
      Piesek jest dla niego najważniejszy.
      Inwestycja w siebie to głupota.
      Sprawą honoru jest aby w sklepie pierdnąć przy ekspedjentce albo chociaż beknąć.
      Jest agresywny na drodze, blokuje, szeryfuje.
      Masz inne zdanie niż on? To spierdalaj.
      Robisz coś swoim sposobem? Ty to chyba głupi jesteś.
      Coś Ci się udało? On by zrobił lepiej.

      Kupiłem rower, przyszedł popatrzeć jak podpinam przednie koło i kierownicę. Poszedłem po część do pokoju, wracam a ten na siłę dokręca jakąś śrubę przy kole oczywiście mało nie zepsuł a to trochę kosztowało. Mówię mu o tym - to sobie poszedł.

      To samo z komputerem. Kupiłem to on leci od razu by złożyć po swojemu. Zaczął kopać kartony w pokoju mówiąc że on w syfie składał nie będzie. Powiedziałem że sam dam radę - no to mam się pierdolić jak coś zepsuję. Oczywiście o żadną pomoc go nie prosiłem.

      Wyciągam pizze z piekarnika zawsze podważając ją drewnianą łyżką od lewej strony, zawsze jak to widzi to "daj to kurwa to się inaczej robi" i się z tym szarpie. XD



      Dieta Janusza to ciastka, kawa, bułeczki i kiełbaski z piwem.
      Bęben wielki od wywalonych jelit. Żadnego ruchu oprócz przewracania się z boku na bok podczas snu.
      Kupiłem jakieś suple i drążek do podciągania.
      Po co? Do podciągania. Za ile? 130 euro. Ty to głupi jesteś po co Ci to!? Chociaż raz się dasz radę podciągnąć?

      Wydawawało by się - prosty robotnik? Otóż nie. To fachowiec który mógłby jeździć samochodem z wyższej półki jak każdy fachowiec w Niemczech. Ale po co? Praca męczy - dosłownie to mówi.



      I o wiele więcej. Mógłbym o tym napisać chyba całą książkę. Teraz napisałem to co jest "normalne" bo robi rzeczy o jakich wstyd pisać a w niektóre mało kto uwierzy.



      Najgorsze jest, że brat bierze z niego przykład. Rośnie drugi prostak dla którego umycie zębów to strata czasu.



      Tak tylko piszę, wytrzymuje z nim i wyprowadzka się nie opłaca. W końcu może prostaka nauczę kultury.
    • By tips6
      Witajcie Bracia,
      potrzebuję "drugiej opinii", a najlepiej wielu opinii o różnych punktach widzenia.

      Niedawno skończyłem studia i wziąłem się za szukanie pracy. Znalazłem między innymi ofertę (całkiem niezłej) pracy w dosyć dużej firmie, ale wymagałoby to ode mnie opuszczenia domu i wynajęcia pokoju pracowniczego. Gdy wspomniałem o tym rodzicom (którzy mnie wspierają i generalnie mamy doby kontakt) rozpętało się małe piekło. Kategorycznie zabroniono mi wynajmować pokoju pracowniczego, mam znaleźć pracę blisko domu tak żebym cały czas tu mieszkał. Dowiedziałem się też, że w pokojach pracowniczych mieszkają ludzie najgorszego sortu, patologia, ukraińcy, ciągle alkohol itd.
       
      Rozumiem, że wynajęcie pokoju pochłonie znaczną część mojej pensji, ale i tak będę samowystarczalny. Poza tym uważam że w mojej obecnej sytuacji muszę jak najszybciej zdobyć doświadczenie zawodowe.
      Jeśli to ma jakieś znaczenie to przez całe studia mieszkałem w wynajętym pokoju daleko od domu bez żadnego sprzeciwu rodziców, a nawet za ich aprobatą. wydaje mi się więc że problemem są tu właśnie pokoje pracownicze.
       
      Na razie planuję aplikować do tej firmy w poniedziałek. Jeżeli nie odpiszą to sprawa rozwiąże się sama, ale co robić jeżeli się dostanę?
      Waszym zdaniem powinienem zaryzykować rodzinę dla możliwości rozwoju?
      Zastanawiam się też czy sprzeciw rodziców wynika z troski o mnie, czy chcą po prostu żebym był pod ręką.
      Czy w tym przypadku rodzice są kotwicą która trzyma mnie w miejscu?
      Do tej pory myślałem że po wejściu na rynek pracy zdobywanie doświadczenia jest ważniejsze od wysokich zarobków, nie jest tak?
      Czy w pokojach pracowniczych naprawdę jest tak źle? Przeciętny chłopak sobie nie poradzi?
      Jeżeli zdecyduje się na podjęcie tej pracy, to jak przekonać rodziców że "wszystko będzie dobrze"? Osobiście nie mam problemu z zamieszkaniem gdzieś w Polsce i pracą.
      Jest jakieś trzecie wyjście?
       
      Jeżeli potrzeba więcej informacji to śmiało pytajcie.
      Przepraszam za chaotyczny styl, ale potrzebuje spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
    • By Pawlikowski
      Bracia, zwracam się do was o pomoc, poradę, cokolwiek bo szkoda mi patrzeć jak porządny koleś się marnuje. 
      Problem dotyczy mojego brata, który od paru lat stoi w miejscu i robi się z niego zrzędliwy stary kawaler.

      Brat lat 35, mieszka z mamą, ma firmę zajmującą się marketingiem internetowym (jest to dość ogólne stwierdzenie, ale żeby opisać co robi zajęło by mi to z kilka akapitów a ta historia i tak będzie długa). Ma dwóch wspólników, a owa firma zaczyna ładnie prosperować. Mają klientów, klienci są zadowoleni, wszystko działa, pieniądze się zarabiają. Jak z nim rozmawiałem zarabia na rękę 6k zł. Sam twierdzi, że nie jest to dużo i mógłby dużo więcej, ale cały czas inwestuje, zatrudnia nowych specjalistów bo ma w planach dojść do zarobków ponad 10k na rękę w ciągu roku. 
      Poza firmą od kilku lat handluje na rynku FOREX przy czym idzie mu to naprawdę dobrze. Traktuje to jako hobby, które zawsze przyniesie jakiś grosz. Żeby nie być gołosłownym w przeszłości planował karierę jako broker giełdowy i w tym celu zdał egzamin na maklera papierów wartościowych po czym pracował w stolicy pół roku. Jednak jak się przekonał, tak stresująca praca nie jest dla niego. 
      Rzucił to i przeprowadził się do innego miasta wojewódzkiego gdzie pracował 3 lata stwierdzając, że chce założyć własną firmę, jednak, z braku funduszy na start wrócił do rodziców, do prowincjonalnego miasteczka. 
      Był to moment kiedy nasz ojciec był na chemioterapii bo walczył z nowotworem szpiku kostnego. Ojciec był surowy i konkretny, jednak zgodził się na powrót brata, mimo że wcześniej zarzekał się, że jak będzie chciał znowu wrócić i obrócić swoje życie do góry nogami to się za nic nie zgodzi. Brat wrócił, a wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Rozwijał firmę, jeździł po Polsce do klientów, wspólnicy przyjeżdżali czasem do niego, sam nawet widziałem, jak to wszystko zaczyna łączy się w całość. Niestety ojciec zmarł. Wszyscy to przeżyliśmy. Generalnie nie chciałem pisać tutaj o ojcu, ale jest on ważny dla tej historii, o tym jednak za chwilę. 
      Problem polega na tym, że brat nie ma żadnej dziewczyny, nie spotyka się nawet z żadną. Generalnie jeżeli chodzi o tą sferę życia to przestał być w niej aktywny i widzę jak to wpływa na niego bo robi się z niego książkowy przykład starego kawalera. Nic mu nie pasuje, co chwilę marudzi. Po śmierci ojca wylałem na niego wiadro zimnej wody i opier***łem go z góry na dół, że ma nadwagę, siedzący tryb życia, pije piwo wieczorami i w taki sposób będzie miał zaraz nadciśnienie, miażdżycę a stąd do zawału prosta droga. Poskutkowało bo ograniczył piwko, codziennie biega, zmienił dietę, zaczął dbać o siebie. 
      Brat mieszka z mamą. Gdy wszyscy mówią "że dobrze jest mu na garnuszku mamusi" prawda wygląda tak, że to on opłaca całe rachunki za dom, opłaca zakup opału na zimę. Mamie psuło się auto co chwilę to on płacił za naprawy. Mama sama marudziła na niego przez dwa lata, a teraz doszło do tego, że martwi się, jak poradzi sobie jeżeli on będzie chciał się wyprowadzić.
      Mój problem polega na tym, że ten chłop ma łeb jak sklep. Skończył informatykę, zajmuję się handlem na forexie, prowadzi własną firmę tylko ma tak trudny charakter, że już nie mogę z nim wytrzymać. Wspomniałem o ojcu, ponieważ to była jedyna osoba, której on słuchał. Przykład: 
      ja mogę mu powiedzieć, żeby coś zrobił, zmienił swoje życie, ale muszę mu to mówić przez tydzień, przy czym jest to tydzień kłótni, krzyków, trzaskania drzwiami. Ojciec gdy chciał zrobić to samo, wchodził do jego pokoju, rzucał prosto w twarz co mu się nie podoba, a mój brat bez słowa przytakiwał i zmieniał to. 
      Po śmierci ojca brat ani razu nie był na jego grobie. Nie powie mi tego w twarz, ale widzę, że nie pogodził się ze śmiercią taty. 
      Siostra i moja mama co chwilę mi sugerują, żebym z nim porozmawiał, zabrał go ze sobą, rozkręcił go. I tu tkwi problem. Lubię mojego brata bo mamy wiele wspólnych tematów jednak gdy coś mu proponuje to on zawsze jest na nie. Mam wrażenie jak by zdziadział całkowicie. Przykład ostatnio był ładny i upalny weekend to mu mówię chodź wsiadamy w auto i jedziemy nad jezioro, ja mogę prowadzić, a ty sobie jakieś zimne piwko wypijesz. Zjemy coś na jeziorem, może kogoś się pozna. On jest na nie. 
      Innym razem chciałem wyciągnąć go na burgera i piwko. Też nie ja ze wszystkim. 
      Gdyby brat był brzydki, gruby czy nieatrakcyjny to inna sprawa, ale każda moja koleżanka pyta się mnie czy ma dziewczynę bo jest taki przystojny. Po czym każda jest tak samo zdziwiona, że jak to możliwe, aby nie miał dziewczyny. 
      Rozpisałem się, ale to jest mój brat, który ma potencjał, jednak go nie wykorzystuje i widzę, jak się marnuje. 
      Lubię skurczybyka bo też mi wielokrotnie pomógł.
      Z drugiej strony mam swoje życie, którym muszę się zająć, a wiem, że nie mogę być matką teresą wszystkich potrzebujących. 
      Mnie to zaczyna powoli boleć bo wracam do rodzinnego domu na weekend i widzę po bracie, że nie ma w nim energii życiowej. Wstaje rano, żeby siedzieć przy komputerze, rozmawiać z klientami tylko po to, aby wieczorem się położyć i pójść spać. 

      I tu moje pytanie czy ktoś z was przerabiał podobną historię? 
      Wiem, że nie mam co pomagać na siłę, przekonałem się o tym. Jeżeli ludzie mają się zmienić to najpierw muszą sami zauważyć w sobie problem. 
      Zastanawiałem się czy on może chce przeżyć życie w taki sposób, ale nie wydaje mi się. Gdy mieszkał w dużym mieście inaczej się zachowywał. Ubierał się lepiej, dbał o siebie, spotykał się z jakimiś dziewczynami, chodził uśmiechnięty, żartował, śmiał się. 
      Stoję przed wyborem czy próbować jakoś mu jeszcze pomóc, skierować go na inną drogę, czy rzucić to w cholerę i zająć się swoim życiem?
      Trochę się rozpisałem, ale martwi mnie to bo gdyby to był kumpel, przyjaciel to nie przeżywał bym tak tego. Jednak to jest mój brat, a twierdzę, że rodzina jest ważna.
      Z góry dzięki za pomoc.  
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.