Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
PanG

Wspólnik chce mnie wymiksować ze wspólnego biznesu.

Recommended Posts

W 2013 założyliśmy firmę. Z pasji, która towarzyszy nam od gówniaka. My wtedy - kumple, bardzo dobrzy kumple! Dotacja z UP. Najpierw jedna, potem druga, trochę wkładu własnego, dużo zaangażowania w remonty, sprzęt itp., po dwóch latach – kosztowna przeprowadzka do większego lokum (finansowana głównie z własnych portfeli).  Firma oficjalnie jest na niego, a dziedziczy po nim jego żona. Od początku układ między nami miał być 50/50, mimo że ja nie figurowałem nigdy oficjalnie jako wspólnik, współwłaściciel itp. Klienci i pracownicy, rzecz jasna, wiedzieli o tym, lecz w papierach bytowało tylko jego nazwisko. Po jakimś czasie zacząłem figurować, jako pracownik zatrudniony na zlecenie. Co miesiąc rachunek – wiadomo. Tak, żeby w papierach było czysto.
Od 2015 roku zaczęły się psuć relacje. W zasadzie od momentu, gdy na jaw wyszło, że sypiałem córką (18lat) jednej z klientek. Groźba podkopania reputacji firmy wisiała na włosku, bowiem wspólnik – już wtedy mąż i ojciec – „stracił do mnie zaufanie”. Dodać chcę, że jego moralność i wierność żonie nigdy nie były wzorcami do naśladowania, toteż myślałem, że sytuacja będzie nieco prostsza. Nie była.

Od kiedy założył rodzinę (żona, dwójka dzieci) większość spotkań kadry pracowniczej, integracji i wszelkich inicjowanych przeze mnie sposobów na utrzymywanie dobrych relacji paliła na panewce. Koleś notorycznie punkt 20:00 (zakończenie pracy) uciekał do domu, na „kąpiele”, do rodziny. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć, prosić o zaangażowanie w sprawy firmy, relacji między pracownikami itp. Jednoznaczne motto – rodzina najważniejsza. I luz – każdy ma swój prywatny świat. Mi z jego rodzinnością nie po drodze, ale też nie toczyłem batalii o jakieś hierarchie. Wymagałem jedynie uważności na sprawy bieżące, zaangażowania w nie. Odpowiedzialności wobec mnie - wspólnika. Warto dodać, że bardzo go wspierałem, gdy się hajtał, rodziło mu się pierwsze dziecko. Wtedy ja wyrabiałem te „większe” 50% normy nie oczekując niczego w zamian, nie zmieniając zasad. Słowo dane na początku wrysowało się w mój bios, stając się przy okazji swego rodzaju, hmm – ideałem?

Zaczęło się psuć, gdy dostrzegłem totalny brak zaangażowania z jego strony i przez bardzo długi czas tego zaangażowania nie było. Zacząlem powoli przejmować jego retorykę, mój zapał wraz z motywacją spadały.
W gniewie, po kolejnej olewce jakiejś mojej, czy pracownika prośby, wygarnąłem wspólnikowi, że jego rodzina i sprawy osobiste mnie nie interesują, że łączy nas wspólny biznes i że mam „wywalone” (użyłem bardziej wulgarnej wersji) na jego prywatę.
Bardzo go to zabolało. Zadrę nosi do dziś, nie mając chęci na wyleczenie się z niej.
W międzyczasie posypało mi się życie prywatne. Przeżyłem zdradę na miesiąc przed własnym weselem. Długo się zbierałem do kupy. Wylądowałem na 12 tygodni na terapii (po 5h, codziennie). Potem samobójstwo bliskiej mi osoby, które również dotkliwie mnie „wyłączyło”.
Miało to wpływ na moją absencję i brak zaangażowania w sprawy bieżące firmy. Niestety, teraz on przejął pałeczkę, izolując mnie po cichu od wszelkich decyzji, które po trochu zaczęły od niego wychodzić lub podejmując je bez mojej jurysdykcji.
Suma summarum, mimo tego wszystkiego i moich najszczerszych chęci; kilkukrotnych przeprosin skierowanych do wspólnika i autentycznie – zupełnego odcięcia emocji od jakichś tematów niefirmowych, wspólnik chce mnie wyjebać. Skąd wiem? Zapytałem wprost. Był zaskoczony, wybielał obraz sytuacji ale, jak sam później rzucił:
 „tak, chodziło mi to po głowie, bo nie lubię z tobą pracować”.
Jesteśmy przed zakończeniem sezonu, przed nami najważniejszy projekt w roku. Wychodzi na to, że po wykorzystaniu moich zasobów, chciał postawić mnie przed faktem dokonanym.
Emocje, których nie mogę ostudzić. Stąd też, być może, chaos w składni, za który przepraszam czytających ten długawy wywód.

Za niebawem mogę być pozbawiony swojego dziecka, pasji i sposobu na życie. Bracia, macie jakieś sugestie, by z sytuacji wyjść obronną ręką? Nie chodzi mi jakieś zemsty, tylko o rozejmowe klimaty, o naprawianie a nie palenie mostów. Z góry dziękuję. 


 

  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG jak rozumiem całość firmy jest na niego, a ty jesteś jedynie zatrudniony jako pracownik?

 

Jeśli tak to raczej nie uratujesz sytuacji, nie masz żadnych kart w rękawie, a on zapewne zwierzył się kochanej małżonce z tego co powiedziałeś na temat jego spraw rodzinnych.

 

Na 99% jest podjudzany przez połowicę, żeby się ciebie pozbyć. 

 

Raczej zastanów się jak odzyskać wkłady, przejść na swoje i zwinąć chociaż część klientów. 

  • Like 9
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proszę o podczepienie tego tematu u góry. 

Dokładnie ta sama myśl mnie naszła kiedy czytałem ten topik. Żona i opowiadanie jej, co i jak w firmie i może jeszcze pytanie o rady...

 

Jego żona widzi w Tobie zagrożenie... może razem z nim zrobicie jakieś 18stki... Więc mu doradza pozbądź się tego ciula. 

 

Masz konkretnie przejebane...

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jak powiedział - formalnie nie masz żadnych udziałów więc formalnie nie masz nic do powiedzenia i formalnie może cię kopnąć w d... Zacznij ewakuować swoją kasę i swoich klientów, tylko dyskretnie. Nie mów nikomu, że chcesz zwiać tylko zacieśnij relacje z klientami i nikomu się nie zwierzaj. Taka tajemnica się rozejdzie bardzo szybko. Im większa tajemnica tym szybciej. Kiedy dojdzie do formalnego "rozwodu" on nie będzie miał skrupułów.

 

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG masz ze wspólnikiem totalny mix spraw firmowych i prywatnych.

 

Sam sobie strzeliłeś w kolano tym, że:

48 minut temu, PanG napisał:

Od początku układ między nami miał być 50/50, mimo że ja nie figurowałem nigdy oficjalnie jako wspólnik, współwłaściciel itp.

Ja rozumiem, że koledzy, przyjaciele od dziecka itd... ale jeśli chodzi o kasę i wizję firmy - bardzo ciężko się dogadać. I teraz masz pokłosie swojej decyzji "bez ubezpieczenia" - zostajesz na lodzie, z niczym.

 

50 minut temu, PanG napisał:

Koleś notorycznie punkt 20:00 (zakończenie pracy) uciekał do domu, na „kąpiele”, do rodziny. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć, prosić o zaangażowanie w sprawy firmy,

Macie kompletnie różne priorytety, bracia @Mosze Red i @zuckerfrei słusznie prawią - myszka Twojego wspólnika troszkę nań wpłynąć mogła (szczególnie, gdy on jest białym rycerzem i "kąpie skarby"). Sam wiem, bo moja też na mnie wpływała i potem kumpli przepraszałem (na szczęście przyjaciele mądrzejsi ode mnie - cały czas są przy mnie, brali poprawkę że zdurniałem przy niej).

 

53 minuty temu, PanG napisał:

Emocje, których nie mogę ostudzić.

Pieniądze i emocje - to bardzo chujowy mix. Wystudź wszelkie emocje, to "tylko" biznes. Ja rozumiem, że to Twoje dziecko. Trudno - Stworzysz nowe, samemu, bez pseudo-wspólnika. Teraz czas ciąć straty.

 

54 minuty temu, PanG napisał:

Za niebawem mogę być pozbawiony swojego dziecka, pasji i sposobu na życie.

Poczekaj, chwila, moment. Możesz zostać pozbawiony firmy, pieniędzy, wkładu, biznesu. Ale nie zostaniesz pozbawiony PASJI i SPOSOBU NA ŻYCIE. To zostaje w Tobie.

 

 

Godzinę temu, PanG napisał:

„tak, chodziło mi to po głowie, bo nie lubię z tobą pracować”.

Albo po głowie myszki. Szczerze mówiac, to już nieważne. Tnij straty. Opuszczaj okręt.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po podziale zastanowiłbym się czy nie wykorzystać "jego moralność i wierność żonie nigdy nie były wzorcami do naśladowania". Miałby wówczas mniej czasu na firmę, a Ty mógłbyś dalej przejmować klientów.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, wrotycz napisał:

on nie będzie miał skrupułów.

I jego myszka też. Ale będzie go wspierała: a nie mówiłam Ci? 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, PanG napisał:

Bracia, macie jakieś sugestie, by z sytuacji wyjść obronną ręką?

Jeżeli nie figurujesz w papierach - nic nie zrobisz. Żaden sąd nic Ci nie przyzna. Mam nadzieję, że nie masz żadnych patentów, własności intelektualnych i innych takich. Po prostu rozstań się ze wspólnikiem - i zacznij swój biznes, albo zatrudnij się jako konsultant w swojej branży na okres przejściowy - ochłonąć po traumie, mieć dochód i po jakimś czasie znowu zacząć swoje - ale już BEZ wspólnika. Ewentualnie inwestor z jakąś super dokładnie określoną kompetencją wpierdalania się i dzielenia zyskiem.

6 minut temu, zuckerfrei napisał:
20 minut temu, wrotycz napisał:

on nie będzie miał skrupułów.

I jego myszka też. Ale będzie go wspierała: a nie mówiłam Ci? 

Taaa, teraz oni oboje to "wspólnicy". Ech.

Godzinę temu, PanG napisał:

Nie chodzi mi jakieś zemsty, tylko o rozejmowe klimaty, o naprawianie a nie palenie mostów.

Za mało danych. Rozejm, hmm... Zależy jaką macie "niepisaną" umowę. Bo "pisanej" nie macie.

Wychodzisz z biznesu i chcesz tyle a tyle. On będzie się stawiał (bo myszka kazała).

Myszka będzie chciała MAX kasy, a Ciebie wywalić.

Nie wiesz o czym oni wieczorem w łóżku rozmawiają, ale może też o tym, że: "daj mu jak najmniej i spław go, przecież i tak go w papierach nie masz". Ech.

 

@PanG co TY o tym sądzisz teraz?

Jak TY byś to teraz rozegrał?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Mnie chciał dymać nieformalny wspólnik. Założyłem działalność w 2013 r.  i całe szczęście, że nie dałem się namówić na zatrudnienie typa. Zauważam, że im jestem starszy tym głupszy. Wtedy na dzień dobry wiedziałem, że jak go zatrudnię, to mogę mieć problemy. Może dlatego, że wówczas lepiej kojarzyłem fakty i miałem większe szczęście (przez przypadek podsłuchałem pewną rozmowę na temat mojego przyszłego wspólnika). Nie ukrywam, że koleś nagrał kilka ciekawych tematów, ale to na mnie były umowy i przez to ja ponosiłem konsekwencje. Z czasem zaczeło mnie irytować, że to ja za wszystko odpowiadam. To ja musiałem przeprowadzać trudne rozmowy i rozwiązywać wszystkie problemy (od technicznych po organizacyjne). Wspólnik znał treść umów, każdą fakturę kosztową i dostawał 50%, przy tym nie poczuwał się do niczego, a robotę zwykle partolił. Powiedziałem dość umów na mnie, teraz ja wystawiam faktury jemu. On ma mieć działalność i zawierać umowy na siebie. Efekt był taki, że to ja musiałem zapieprzać, żeby zrealizować zlecenia i zostałem odcięty od decyzji i informacji.

 

Dzisiaj wróciłem do chaty kilka minut przed 1. Realizowałem montaż dla typka, z którym mam koligacje rodzinne. Piszę o tym, bo mam właśnie powtórkę z rozrywki. Wkurw mnie wziął maksymalny, bo gnojowi w zasadzie pomagam za damski chuj, a on przycina poważny hajs. Kiedyś mu wypomniałem, że moja roboczogodzina netto to 120 zl, a robię dla niego po 5-10 euro/h (bo rodzina). O 8 rano miałem być u niego, ale taki chuj. O tej godzinie będę spał, mam na niego wyjebane. Postanowiłem, że podciągnę zaległości z etatów, a jemu wyrzygam, co mnie boli (niech tylko zadzwoni rano mały chujek).

 

Na tym forum pisze się, że kobiety potrafią dymać. Niestety równie boleśnie potrafią dymać ludzie, z którymi mamy jakieś powiązania biznesowe. Są na tym świecie tacy, co dla piniędzy sprzedadzą nawet własną rodzinę.

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze...

Edited by PUNK
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@PanG Wiesz co jest najsmutniejsze? Że nie jesteś już Ty z nim, lub nawet Ty przeciwko niemu. Jesteś Ty przeciwko myszce.

2 minuty temu, PUNK napisał:

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze...

AmenT

Edited by Imbryk
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG

 

Założyłem kiedyś z kumplem działalność, była opcja na hajs Z UE mieliśmy nowatorski pomysł i dużo energii. Oboje wtedy byliśmy wolni szliśmy jak burza, hajs przyznany i od razu ugrany duży klient. Kumpel miał zawsze parcie na rodzinę ja nieszczególnie, kiedy pojawiła się pierwsza poważna panna zaczęły się schody. Ja wiem, że prywata ważna sratat ale to były początki i oboje wiedzieliśmy, że teraz trzeba zasuwać. Potem pojawiła się kolejna myszka ale z dzieckiem (kolega miał jakąś taką przypadłość, że lubił ten klimat). Z pewnego siebie gościa z którym myślałem, że przeniesiemy góry został beta tatomatem na utrzymaniu teściów. pokładałem w nim wiele nadziei ale mu się odwidziało i musiałem zasuwać do UK bo się nagle okazało, że nie będę miał za co żyć. Minęło już parę lat, drogi się rozeszły tyle co wiem z fb i od znajomych. Rodzice zostawili im swoje mieszkanie na wsi, robi gówno zlecenia, mam na myśli takie, które branżowo niewiele znaczą i gdyby nie dofinansowanie na żonę z UE to nigdy by nie kupił żadnego sprzętu. Jak coś umarło to nie ma się co okłamywać. 

 

Określ co znaczy, że jego wierność była taka sobie i czy masz pojęcie o jego relacjach i swoich z Myszką. Bracia radzą bardzo dobrze, zabierz co się da i spierdalaj nie ma co ratować, bo macie kompletnie inne energie. Dymanie córki klientki słabe z Twojej strony, cliche jak ja jebie.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, PUNK napisał:

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście

+ Dobry humor i lekkie sranie. 

  • Like 5
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za tak liczny odzew! 

Postaram się odnieść do Waszych wypowiedzi wieczorem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

1) Nie rób niczego spontanicznie, opanuj emocje, opracuj plan działania.

 

2) Baza klientów, know-how firmy - formalnie jeżeli byłeś TYLKO PRACOWNIKIEM to to co wymyśliłeś, pozyskałeś pracując dla firmy jest własnością przedsiębiorstwa i generalnie pracodawca może cię za to ścigać jakbyś chciał to "sprywatyzować".

 

3) Zasobów materialnych (pieniądze, akcje, etc.) i fizycznych (maszyny) raczej nie wycofasz bo wyszłoby na kradzież (formalnie jesteś TYLKO PRACOWNIKIEM).

 

4) Zabezpiecz tak na wszelki wypadek wszelkie dokumenty, korespondencję, etc. które mogą świadczyć o tym jaki był między wami układ.

 

5) Swoje opuszczenie firmy przygotowuj dyskretnie, lepiej nie rozmawiaj o tym z innymi ludźmi, bo tak jak ktoś wyżej napisał - sekrety rozchodzą się najszybciej.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze jest to, że jeśli odejdziesz z firmy z częścią klientów - i po czasie Tobie się zacznie szczęścić a jemu firma upadnie, to zrobi Ci sprawę.

 

Dlatego sugerowałbym nagranie ile się da rozmów ze wspólnikiem, gdzie przyznaje że mieliście spółę ze sobą.

 

I nie rozumiem po co taki był układ od poczatku, że ona ma na wszystko papier a Ty nic? Względy biznesowe, podatkowe?

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
2 minuty temu, Temidaa napisał:

Trafił swój na swego.

Dwój skurwieli. Tylko jeden sprytniejszy.

Na początku myślałam, że dobrze Ci tak czytając dalej uważam, że ten drugi tak samo powinien zostać wyruchany jak on to zrobił swojej żonie, która dała mu dzieci ruchając inną.

Gdybyś miał trochę oleju w głowie to byś jej powiedział zachowałbyś się jak człowiek, a nuż ona pomogłaby Ci wyjść z twarzą z tego biznesu>

Tylko ostatnie chuje kryją zdrady kumpli. I brzydzę się takimi kanaliami. Podobnie jak facetów wykorzystującym nastolatki.

Mówicie, że nie ma toksycznej męskości? To jest świetny przykład.

 

A co do samego tematu ja nie rozumiem jak można być takim naiwnym i włożyć kasę w coś do czego oficjalnie się nie ma praw. Facet Cię może wychujać jak mu się podoba i Ty nie możesz nic zrobić. 

Niektórzy chyba jednak lubią dawać się ruchać :D 

Zapraszamy do powitalni, bo będzie warn. Rynsztokowe zachowanie moim zdaniem Pani prezentuje.

Panie mogą wypowiadać się wyłącznie w rezerwacie.

Frustracje polecam zostawić w sali treningowej.

Edited by Jaśnie Wielmożny

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Temidaa Daria, jest sobota rano. Daj już spokój z feminazizmem, ja wiem że patriarchat, mizoginia czy inny dziwny buzzword jest zły ale kobieto miejże litość

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Temidaa Nie chce mi się tłumaczyć ale zanim kogoś ocenisz poznaj jego motywy. I odpowiedz sobie na pytanie dlaczego ludzie kłamią?
Wtedy zrozumiesz, do tego czasu twoje święte oburzenie będzie odbierane jako tupanie nóżką małego dziecka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Marek Kotońskimyślę, że należy pilnować zasad, które zostały wcześniej ustalone. Mam tu na myśli wypowiadanie się przez takie panie jak Temida poza rezerwatem.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG, w układzie, który opisałeś, nie widzę większych szans na polubowne załatwienie sprawy. Od początku spieprzyliście sprawę, za przeproszeniem. Ja rozumiem kumpelstwo i wieloletnie relacje, ale kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi i prawnie regulujemy prawa i obowiązki wspólników na samym starcie dzialalnosci. A to pewnie było jego JDG z Twoim udziałem na zasadzie niepisanego wspólnika, nieprawdaż?

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By ewelina
      Witam wszystkich!
      Od jakiegoś czasu widoczny jest trend polegający na migracji ludzi na wieś czy jakieś bardziej ustronne tereny. Zastanawiam się jak to jest u członków tego Forum. Wolicie mieszkać na wsi, czy w mieście? Gdzie obecnie mieszkacie i czy to Wam odpowiada? Gdzie chcielibyście mieszkać w przyszłości? Czy macie porównanie mieszkania na wsi i w mieście?
      Zacznę od siebie. Do ok. 6 roku życia wychowywałam się na wsi. Mieszkałam tam razem z rodzicami, siostrami, dziadkami i wujkiem (brat mamy). Ten czas uważam za najszczęśliwszy okres mego życia. Potem mieszkałam w mieście, ale wszystkie wakacje, ferie itd. spędzałam na wsi. Jak patrzę na to z perspektywy czasu? Nie będę odkrywcza  pisząc, że miejsce, w którym się wychowujemy ma na nas niebagatelny wpływ. Do dziś pamiętam, gdy będąc kilkuletnim dzieckiem ojciec wsadził mnie po raz pierwszy na oklep na konia, trzymałam się tylko grzywy i tak sobie zadowolona jechałam , koń kołysał w taki charakterystyczny sposób. Uwielbiałam też wchodzić do ogromnej zagrody, w której był koń, wołałam go, a ten do mnie galopował aż się kurzyło i zatrzymywał kilkanaście cm przede mną. Do dziś mam ogromny szacunek do przyrody i wszystkiego co żyje.
      Obecnie mieszkam w mieście, ale ciepłe pory roku spędzam w dużej mierze właśnie na wsi. Nie wyobrażam sobie, by lato spędzić  w mieście. Dla mnie szczęściem nie jest kolejna para butów itp. ale wstanie o świcie i bieg na bosaka na łąkę. Za nic w świecie nie chciałabym mieszkać w wielkim mieście. Wydaje mi się, że jednym z powodów dzisiejszego ogromnego konsumpcjonizmu jest fakt, że większość ludzi od dziecka wychowuje się w miastach. Oderwani od przyrody zapominamy, że sami jesteśmy jej częścią i podcinamy gałąź, na której siedzimy.
      Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam do dzielenia się swoim zdaniem.
      Pozdrawiam
       
    • By The Motha
      Cześć .
       
      Jestem pod wrażeniem roboty jaka wykonali czarni i czerwoni .
      Zapraszam do oglądania .
       
       
       
       
    • By Trevor
      Witam braci w ten sobotni poranek!
       
      Coś mnie tknęło żeby napisać dzisiaj tekst o manipulacjach jakie stosują szefowie w firmach wykorzystując punkty nacisku na pracownika i generalnie chciałbym usłyszeć o waszych doświadczeniach i sytuacjach jakie przeżyliście w tym zakresie. W pracy chce tylko zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem, i wyjść (ewentualnie czasem pogadać ze współpracownikami ale to też nie za często. Nie mam w obecnej pracy żadnych ambicji. To tylko robota na przeczekanie/przeżycie, ale sporo mi daje bo traktuje ją jako poligon doświadczalny jak daleko moge sie posunąć w walce o swoje (choć reaguje tylko na niewporządku zachowania współpracowników czy szefa). 
       
      Generalnie zauważyłem że jest kilka taktyk które sosują szefowie żeby upenić się że mają kontrolę nad pracownikiem. Jako że jestem buntownik to sporej części z tego doświadczyłem:
       
      1 ) Zastraszanie - do tego używana bywa presja grupy, groźby, wyzwiska, pokrzykiwania, bezcelowe tyrady bluźnierstw
       
      2 ) Manipulacja - podkładanie świni, celowe świadome ignorowanie gdy przychodzisz z jakąś sprawą, wyśmiewanie na forum grupy w celu wymuszenia podległości, wmawianie że powinieneś w sobie coś poprawić że wykonana praca nie ma aż takiego znaczenia (że ważniejsze jest zachowanie - moim zdaniem bzdura jeśli robie co mam robić i nikomu nie chce wadzić ale trzymam sie swojej roboty i harmonogramu), brak konkretnych szkoleń (niekompetencja praconika ma służyć przede wszystkim jego zastraszeniu wymuszeniu podległości i wytworzeniu wrażenia że jest kimś gorszym od szefa bo on taki wszechwiedzący - w praktyce szefowie często nei wiedzą o tym co robią ich podwładni - to szczególnie w korporacjach)
       
      3 ) Narracja - opisywanie tego co robisz w danej chwili z kpiną i najchętniej rozkręcanie tego na szerszą grupę pod pozorem żartów
       
      4 ) Brak bezpośredniości - wszystkiego powinieneś sie domyślać nawet jak jesteś nowym pracownikiem, a jak pytasz to sobie porobimy przy okazji śmichy chichy z ciebie co by sobie podbudowac ego jakim to wspaniałym szefem jestem
       
      5 ) Obrabianie dupy za plecami - to sie rozumie samo przez się
       
      6 ) Fałszywe kumplowanie się/ próba wywołania huśtawki nastrojów przez śmiechy i żarty a po sekundzie zawaleniem obowiązkami - znowu w celu wywołania niepokoju i nerwowości
       
      7 ) Integracje - masz siedzieć w robocie jak najdłużej żebym mógł trzymać presję na tobie jak najdłużej, żebys nawet nie pomyślał o zmianie pracy czy buncie w jakiejkolwiek kwestii
       
      8 ) Ukrywanie własnej niekompetencji przez zwalanie swojej roboty na pracownika - tak to też widziałem
       
      9 ) Pogarda dla podwładnych - na własne uszy słysząłem na pewnym spotkaniu "Nie miejscie złudzeń tu będzie kołchoz, ale wazne żeby nam było dobrze" i "Zatrudnimy kilku murzynów będzie bardziej internaszonal" - jedno po drugim
       
      10 ) Brak konkretnego określenia obowiązków - jesteś od wszystkiego nie łudź się. To już jest mentalność niewolnicza. Podpisując umowę zgadzamy się na zakres obowiązków i gotowość do pracy w określonych ramach. Tego nie ma w ogóle. 
       
      11 ) Drażnienie się kiedy masz ważną sprawę do załatwienia, i celowe odmawianie dnia wolnego dla zabawy mimo że nie ma ku temu najmniejszych przeciwwskazań.
       
      12 ) Omijanie ważnych dla wszystkich spraw i robienie z błachych spraw czegoś niezwykle ważnego. Każdy o tym wie ale nikt nic nie mówi (i to widziałem nawet w męskiej ekipie).
       
      W różnych pracach doświadczyłem sporo z tego co tu opisałem. Nigdy nie chciałem się kumplować z szefami bo uważam że nie od tego są, a to że nie radzą sobie z samotnością na stanowisku kierowniczym to ich problem nie mój. Zawsze uważałem że w pracy powinny rządzić zasady a nie czyjeś widzimisię, ale ponieważ nie rządzą to zacząłem je naginać pod siebie albo walczyć o swoje zdecydowanie nawet pod groźbą odejscia z pracy kiedy widziałem że ktoś sie ze mną pitoli dla zabawy. Nie jestem chamem. Witam się, odpowiadam z uśmiechem czasem pogadam o czymś nie zwiazanym z pracą, ale nie dam sobie wejśc na łeb. Męczy mnie jednak ze ludzie cały czas grają w te gierki. Generalnie ciekaw jestem waszych doświadczeń w tym zakresie.
       
      Pozdrawiam 
      Trevor 
    • By Ksanti
      Zainspirowany wątkiem @Zły_Człowiek na temat IT postanowiłem stworzyć temat alternatywny. Słowem wstępu o mojej sytuacji dla szerszego kontekstu. Nie ukrywam, że sam jestem na etapie poszukiwań entry level job w IT. Ogólnie mam na koncie swoje mini traumy związane z pracą czy jej poszukiwaniami. Przykładowo nabyłem awersji do dzwonienia przez doświadczenia z call center. Tak samo powiedziałam sobie, że nigdy więcej praca związana ze sprzedażą czy "doradztwem" (tym bardziej na telefon). Co do IT do tej pory byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Na jednej zrobili chamski i niezapowiedziany grupowy assesment centre. Byłem jedną z najmniej wygadanych osób na ok. kilkanaście w pomieszczeniu. Co trochę wywierało na mnie presję i sprawiało, że czułem się kijowo i jako gorszy kandydat. Mimo, że miałem większą wiedzę od co najmniej połowy zgromadzonych. Na rozmowie z drugiej firmy się wyłożyłem na zagadnieniach front endowych. Mało co było pytań odnośnie tego co wpisałem w CV i miałem wiedzę. Stąd w zasadzie stało się to co nieuniknione i na sporo pytań nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie były to jakieś trudne rzeczy ale też były pytania z dupy na których kompletnie się zawiesiłem. Z częścią miałem styczność ale zapomniałem nazwy albo nie skojarzyłem od razu o co chodzi. Podszedłem do tego na luzie z racji wyjazdu bo i tak byłem nastawiony na nie. Jednak poprosiłem o feedback za ten tydzień aby mieć jasność czy mogę wyjechać czy nie. Dobrze, że zamówiłem bilety wbrew temu bo feedbacku i tak się nie doczekałem mimo, ze o to poprosiłem po rozmowie. Jednak po tej całej rozmowie przez 2 dni czułem się zgnojony. Z mowy ciała rekruterów odebrałem ich zażenowanie coś na zasadzie "że jak ja mogę takich rzeczy nie wiedzieć". To tak jak na klasówce w szkole. Możesz być gościem, który na ostatnią chwilę się uczył tylko jednego zagadnienia byleby zdać na 2. Okazuje się, że wszystkie pytania były tylko z tego zagadnień, więc dostał 5. Możesz też być tym drugim który ogarniał cały materiał, ale nie wiedział tych rzeczy z jednego zagadnienia i nie zdaje. W dodatku nauczycielka krzywo popatrzy z pogardą a szansa na poprawę (znaczy inne rekrutacje) są raz na ruski rok. Mniej więcej tak to widzę. Trochę się wkur.. bo byłem dobrze przygotowany z tego co wpisałem w CV i kurła tak do każdej rozmowy się przygotowywać 2 dni a tu pytania są inne i wysiłek oraz nerwy psu w dupę. A emocji i nerwów nie da się wyłączyć. 
      Teraz w trakcie roku akademickiego mogę mieć problemy z pełnym etatem a rzadko widywałem ogłoszenia na część. Nawiasem mówiąc na zachodzie rynek pracy dla juniorów jest taki sam.
      Oczywiście będę walczył dalej jak wrócę do Polski od września. Nie mogę się poddać bo zbyt wiele poświęciłem aby teraz odpuścić.
      Nie mniej jednak...
       
      Druga część tego postu zainspirowana przez wpis @Carl93m
      Co do opłacalności w innych branżach może być podobnie trudno...
       
      Kiełkują się różne myśli co gdyby się nie udało. Albo, że nie jest to praca na całe życie. Bo dla większości po 40-stce jak mają już stopień seniora IT, wypala z tego co mi wiadomo. Potem łapią się różnych zawodów czy przechodzą na programistyczną emeryturę prowadząc kursy programowania. Tak jak wspomniałem na razie nie myślę aby iść inną ścieżką aczkolwiek nie będąc naiwnym wiem, że praca w IT to nie jest dobra perspektywa na całe życie. Nie wierzę w te bajki, że praca to powinna być tylko dla pasjonatów, bo tak to by prawie nikt nie pracował. Zależy mi na stabilnym zawodzie i odłożeniu pieniędzy na jakąś inwestycje czy biznes na boku. A jak coś nie wyjdzie to zawsze mam tą pracę, no wiadomo o co chodzi... Długo analizowałem sytuacje rynkową w Polsce jak i lokalnie i nie widzę lepszych alternatyw dla mnie od IT. Do pracy fizycznej się nie nadaje chociażby z tego względu, że nie mam postury chłopa, psychiki bezwzględnie odpornej na Januszostwo czy końskiego zdrowia. Do prac społecznych gdzie ważny jest kontakt z ludźmi podobnie. 
       
      Myślę, że temat będzie przydatny nie tylko dla mnie.
       
      Upraszczając pytanie - w jaki zawód warto iść (alternatywa na przyszłość lub w razie w) aby:
      - zarobki były przyzwoite (starcza na życie i "dobra konsumpcyjne" - np. te minimum 6000 zł netto (w PL))
      - nie wymagał krzepy i wytrzymałości
      - nie narażał ucięciem np. ręki
      - ani poważnym uszkodzeniem zdrowia
      - nie był stresogenny i społeczny (np. nie handlowiec, nie call center, doradca, sprzedawca w galerii handlowej, kasjer itp.)
      - nie wymagał 2-3 lat na wejście w branżę
       
      Takie przykładowe zawody jakie mi przychodzą na szybko do głowy to:
      - magazynier/ operator wózka widłowego (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
      - analityk seo/e-commerce
      - rzeźbiarz artysta (drewno)
      - analityk danych
      - jakieś wprowadzanie danych do systemu
      - ogrodnik (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
       
      Jednak przyznam szczerze, że mam zerowe pojęcie o realiach wyżej wymienionych zawodów.
       
       
      Pozdro
    • By Zły_Człowiek
      Pewien użytkownik @Zeppelin się pytał co wybrać na studia.
      Myśląc nad odpowiedzią rozpisałem się, ale patrząc jaki mi wyszedł offtop, że postanowiłem zrobić nowy post.
       
      Mianowicie: 
      Doszedłem do wniosku, że bardzo ciężko cokolwiek wybrać i dążyć w danym kierunku życia, kiedy rynek pracy jest extremalnie nie przewidywalny.
      Moim problemem jest moje wielkie rozgoryczenie i zaczynam pluć sobie w brodę, że w ogóle na studia inżynierskie poszedłem, zamiast szukać pracy w IT.
       
      Wybrałem IT, i patrzę co się stało z rynkiem pracy przez te marne 5 lat:
       
      5-6 lat temu: bili się o nich pracodawcy, praca praktycznie od zaraz, wiedza nawet nie była wymagana, doradcy zawodowi ,,bierz IT", i wybrałem teraz IT, bo to najbardziej mnie interesowało.
      Miałem wówczas tytuł technika informatyka i wszyscy mi trąbili ,,idź na studia" poszedłem na dzienne, bo wówczas byłem nieogarniętym człowiekiem który dążył za tłumem.
      Jakieś mega wiedzy nie uzyskałem, bo było za wielkie tempo w nauce np. programowania - zaraz zmiana na inny język i już miałem wielki problem. Tak, Turbo Pascal był nauczany - i teraz mam wiedzę z turbo pascala i muszę się nauczyć jakiegoś innego języka bo pascal to przeszłość jak i język C. Zaraz po tym java i C# I c++.
      Wniosek: teraz żadnego języka nie umiem, bo mi się mieszają, mógłbym jednak kodować i pisać z drobną pomocą internetu. I tak robią, jak praktykowałem na studiach 1 stopnia.
      Ogarniam Photoshopa, Ilustartora... ale nie mam super talentu do rysunku - i trzeba mieć lepszy sprzęt...
      Ogarniam też HTML, CSS itd.
       
      Jednakże koledzy chcieli pójść na magistra, to poszedłem z nimi.... bo i tak z pracą już wtedy było krucho.
       
      Teraz: kończę studia, CUD znaleźć PRAKTYKI bezpłatne, uczelnia nawet nie podaje już listy firm, bo się NIKT nie zgłosił! każda firma IT ma wywalone na juniorów po studiach i.... teraz jestem w dupie.
      Bootcampy marketingi i inne bzdury spowodowały, że teraz znaleźć pracę w IT zaraz po studiach to dramat. I na nic obietnice uczelni, że będą dobre praktyki.... nic nie załatwią bo mają studentów gdzieś.
      Jako osoba poza miasta gdzie studiowałem nie miałem pojęcia, że uczelnia mimo obietnic nic nie zrobi, i trzeba pół roku wcześniej załatwiać.
       
      Plan był taki: dostać się na praktyki z listy od uczelni, i zakładając że by mnie tam chcieli na stale (bo rosną wymagania wykładniczo) i przerobić plan studiów na zaocznych.
      Rzeczywistość: odbębnić praktyki w uczelni (czyszczenie kompów z brudów? Format c i tyle? XD) i skończyć studia na dzienne, i szukać pracy po studiach.... 😕 
      A jak w ciągu całego roku nie znajdę pracy to branża budowlana....
       
      Wymagania tak bardzo wzrosły, że mam bardzo małe szanse. Nie ogarniam frameworków bo na studiach ich nie było!
      Teraz jest 1 miejsce na 500 ludzi. Nikt nie chce juniorów, nikt nie chce brać studentów.
      ,,Bierzemy teraz ludzi z .. 10 lat doświadczenia KOMERCYJNEGO, przykro mi" - tak mi powiedział ostatnio facet z małej firmy IT, KTÓRA JESZCZE Z 2 LATA TEMU CHCIAŁA MNIE PRZYJĄĆ (bo sobie studia wymyśliłem, bo chciałem dzienne skończyć). LOL.
      Już teraz jestem ,,zastąpiony" przez następne pokolenie - bo nie poszli oni na studia (5 lat młodsi) i już mają doświadczenie i nie są już juniorami!
       
      Dzwoniłem do ponad 25 firm, żadna nie była zainteresowana przyjęciem juniora NAWET na praktyki.
       
      I na co mi te tytuły, papiery? Jak nie chcą zatrudnić ANI na bezpłatne praktyki?
      Kończę studia za rok 2 stopień, i co? I skończę jak humanista bez pracy.
      Studia w tym kraju to nieporozumienie, teraz nikt ich nie wymaga, bo liczą się tylko umiejętności, a nie papier.
      Ja się uczyłem, projekty na zaliczenie zrobiłem i co? Zero portfolio zero niczego, co pracodawca by chciał - bo to już nie wystarcza.
       
      No i widzisz jak się u mnie sytuacja zmieniła: jestem zmuszony do zmiany profesji: z informatyka/grafika/programisty/sieciowca na co?
      Pojęcia nie mam.
      A mechanizacja, skrypty, automatyzacja spowodują, że będzie coraz mniej pracy.
       
      Przepraszam że tak wybuchnąłem, ale mnie wkurw wziął.
      Najpierw gadają ,,znafcy" ze IT to przyszłość - tylko mi nikt nie powiedział, że seniorzy, albo uber ,,kujony" z tego skorzystają.
      I co mam zrobić? Jak się uczyć języków programowania gdy ma się pracę dyplomową, zajęcia i inne projekty (które nie są łatwe....) na głowie.
      Jak zrobić portfolio, by pracodawcy byli zadowoleni?
       
      Jednak niezależnie co się chce w IT robić, nie ucieknę od programowania, nie jara mnie to, ale widzę że w innych gałęziach IT też jest wybuch wymagań.
      No i mam problem, bo się uczyłem w systemie ,,wszystkiego po trochu" i teraz no cóź, albo ciężka praca, albo zmiana na całkowicie na inny kierunek.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.