Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
PanG

Wspólnik chce mnie wymiksować ze wspólnego biznesu.

Recommended Posts

W 2013 założyliśmy firmę. Z pasji, która towarzyszy nam od gówniaka. My wtedy - kumple, bardzo dobrzy kumple! Dotacja z UP. Najpierw jedna, potem druga, trochę wkładu własnego, dużo zaangażowania w remonty, sprzęt itp., po dwóch latach – kosztowna przeprowadzka do większego lokum (finansowana głównie z własnych portfeli).  Firma oficjalnie jest na niego, a dziedziczy po nim jego żona. Od początku układ między nami miał być 50/50, mimo że ja nie figurowałem nigdy oficjalnie jako wspólnik, współwłaściciel itp. Klienci i pracownicy, rzecz jasna, wiedzieli o tym, lecz w papierach bytowało tylko jego nazwisko. Po jakimś czasie zacząłem figurować, jako pracownik zatrudniony na zlecenie. Co miesiąc rachunek – wiadomo. Tak, żeby w papierach było czysto.
Od 2015 roku zaczęły się psuć relacje. W zasadzie od momentu, gdy na jaw wyszło, że sypiałem córką (18lat) jednej z klientek. Groźba podkopania reputacji firmy wisiała na włosku, bowiem wspólnik – już wtedy mąż i ojciec – „stracił do mnie zaufanie”. Dodać chcę, że jego moralność i wierność żonie nigdy nie były wzorcami do naśladowania, toteż myślałem, że sytuacja będzie nieco prostsza. Nie była.

Od kiedy założył rodzinę (żona, dwójka dzieci) większość spotkań kadry pracowniczej, integracji i wszelkich inicjowanych przeze mnie sposobów na utrzymywanie dobrych relacji paliła na panewce. Koleś notorycznie punkt 20:00 (zakończenie pracy) uciekał do domu, na „kąpiele”, do rodziny. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć, prosić o zaangażowanie w sprawy firmy, relacji między pracownikami itp. Jednoznaczne motto – rodzina najważniejsza. I luz – każdy ma swój prywatny świat. Mi z jego rodzinnością nie po drodze, ale też nie toczyłem batalii o jakieś hierarchie. Wymagałem jedynie uważności na sprawy bieżące, zaangażowania w nie. Odpowiedzialności wobec mnie - wspólnika. Warto dodać, że bardzo go wspierałem, gdy się hajtał, rodziło mu się pierwsze dziecko. Wtedy ja wyrabiałem te „większe” 50% normy nie oczekując niczego w zamian, nie zmieniając zasad. Słowo dane na początku wrysowało się w mój bios, stając się przy okazji swego rodzaju, hmm – ideałem?

Zaczęło się psuć, gdy dostrzegłem totalny brak zaangażowania z jego strony i przez bardzo długi czas tego zaangażowania nie było. Zacząlem powoli przejmować jego retorykę, mój zapał wraz z motywacją spadały.
W gniewie, po kolejnej olewce jakiejś mojej, czy pracownika prośby, wygarnąłem wspólnikowi, że jego rodzina i sprawy osobiste mnie nie interesują, że łączy nas wspólny biznes i że mam „wywalone” (użyłem bardziej wulgarnej wersji) na jego prywatę.
Bardzo go to zabolało. Zadrę nosi do dziś, nie mając chęci na wyleczenie się z niej.
W międzyczasie posypało mi się życie prywatne. Przeżyłem zdradę na miesiąc przed własnym weselem. Długo się zbierałem do kupy. Wylądowałem na 12 tygodni na terapii (po 5h, codziennie). Potem samobójstwo bliskiej mi osoby, które również dotkliwie mnie „wyłączyło”.
Miało to wpływ na moją absencję i brak zaangażowania w sprawy bieżące firmy. Niestety, teraz on przejął pałeczkę, izolując mnie po cichu od wszelkich decyzji, które po trochu zaczęły od niego wychodzić lub podejmując je bez mojej jurysdykcji.
Suma summarum, mimo tego wszystkiego i moich najszczerszych chęci; kilkukrotnych przeprosin skierowanych do wspólnika i autentycznie – zupełnego odcięcia emocji od jakichś tematów niefirmowych, wspólnik chce mnie wyjebać. Skąd wiem? Zapytałem wprost. Był zaskoczony, wybielał obraz sytuacji ale, jak sam później rzucił:
 „tak, chodziło mi to po głowie, bo nie lubię z tobą pracować”.
Jesteśmy przed zakończeniem sezonu, przed nami najważniejszy projekt w roku. Wychodzi na to, że po wykorzystaniu moich zasobów, chciał postawić mnie przed faktem dokonanym.
Emocje, których nie mogę ostudzić. Stąd też, być może, chaos w składni, za który przepraszam czytających ten długawy wywód.

Za niebawem mogę być pozbawiony swojego dziecka, pasji i sposobu na życie. Bracia, macie jakieś sugestie, by z sytuacji wyjść obronną ręką? Nie chodzi mi jakieś zemsty, tylko o rozejmowe klimaty, o naprawianie a nie palenie mostów. Z góry dziękuję. 


 

  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG jak rozumiem całość firmy jest na niego, a ty jesteś jedynie zatrudniony jako pracownik?

 

Jeśli tak to raczej nie uratujesz sytuacji, nie masz żadnych kart w rękawie, a on zapewne zwierzył się kochanej małżonce z tego co powiedziałeś na temat jego spraw rodzinnych.

 

Na 99% jest podjudzany przez połowicę, żeby się ciebie pozbyć. 

 

Raczej zastanów się jak odzyskać wkłady, przejść na swoje i zwinąć chociaż część klientów. 

  • Like 9
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proszę o podczepienie tego tematu u góry. 

Dokładnie ta sama myśl mnie naszła kiedy czytałem ten topik. Żona i opowiadanie jej, co i jak w firmie i może jeszcze pytanie o rady...

 

Jego żona widzi w Tobie zagrożenie... może razem z nim zrobicie jakieś 18stki... Więc mu doradza pozbądź się tego ciula. 

 

Masz konkretnie przejebane...

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jak powiedział - formalnie nie masz żadnych udziałów więc formalnie nie masz nic do powiedzenia i formalnie może cię kopnąć w d... Zacznij ewakuować swoją kasę i swoich klientów, tylko dyskretnie. Nie mów nikomu, że chcesz zwiać tylko zacieśnij relacje z klientami i nikomu się nie zwierzaj. Taka tajemnica się rozejdzie bardzo szybko. Im większa tajemnica tym szybciej. Kiedy dojdzie do formalnego "rozwodu" on nie będzie miał skrupułów.

 

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG masz ze wspólnikiem totalny mix spraw firmowych i prywatnych.

 

Sam sobie strzeliłeś w kolano tym, że:

48 minut temu, PanG napisał:

Od początku układ między nami miał być 50/50, mimo że ja nie figurowałem nigdy oficjalnie jako wspólnik, współwłaściciel itp.

Ja rozumiem, że koledzy, przyjaciele od dziecka itd... ale jeśli chodzi o kasę i wizję firmy - bardzo ciężko się dogadać. I teraz masz pokłosie swojej decyzji "bez ubezpieczenia" - zostajesz na lodzie, z niczym.

 

50 minut temu, PanG napisał:

Koleś notorycznie punkt 20:00 (zakończenie pracy) uciekał do domu, na „kąpiele”, do rodziny. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć, prosić o zaangażowanie w sprawy firmy,

Macie kompletnie różne priorytety, bracia @Mosze Red i @zuckerfrei słusznie prawią - myszka Twojego wspólnika troszkę nań wpłynąć mogła (szczególnie, gdy on jest białym rycerzem i "kąpie skarby"). Sam wiem, bo moja też na mnie wpływała i potem kumpli przepraszałem (na szczęście przyjaciele mądrzejsi ode mnie - cały czas są przy mnie, brali poprawkę że zdurniałem przy niej).

 

53 minuty temu, PanG napisał:

Emocje, których nie mogę ostudzić.

Pieniądze i emocje - to bardzo chujowy mix. Wystudź wszelkie emocje, to "tylko" biznes. Ja rozumiem, że to Twoje dziecko. Trudno - Stworzysz nowe, samemu, bez pseudo-wspólnika. Teraz czas ciąć straty.

 

54 minuty temu, PanG napisał:

Za niebawem mogę być pozbawiony swojego dziecka, pasji i sposobu na życie.

Poczekaj, chwila, moment. Możesz zostać pozbawiony firmy, pieniędzy, wkładu, biznesu. Ale nie zostaniesz pozbawiony PASJI i SPOSOBU NA ŻYCIE. To zostaje w Tobie.

 

 

Godzinę temu, PanG napisał:

„tak, chodziło mi to po głowie, bo nie lubię z tobą pracować”.

Albo po głowie myszki. Szczerze mówiac, to już nieważne. Tnij straty. Opuszczaj okręt.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po podziale zastanowiłbym się czy nie wykorzystać "jego moralność i wierność żonie nigdy nie były wzorcami do naśladowania". Miałby wówczas mniej czasu na firmę, a Ty mógłbyś dalej przejmować klientów.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, wrotycz napisał:

on nie będzie miał skrupułów.

I jego myszka też. Ale będzie go wspierała: a nie mówiłam Ci? 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, PanG napisał:

Bracia, macie jakieś sugestie, by z sytuacji wyjść obronną ręką?

Jeżeli nie figurujesz w papierach - nic nie zrobisz. Żaden sąd nic Ci nie przyzna. Mam nadzieję, że nie masz żadnych patentów, własności intelektualnych i innych takich. Po prostu rozstań się ze wspólnikiem - i zacznij swój biznes, albo zatrudnij się jako konsultant w swojej branży na okres przejściowy - ochłonąć po traumie, mieć dochód i po jakimś czasie znowu zacząć swoje - ale już BEZ wspólnika. Ewentualnie inwestor z jakąś super dokładnie określoną kompetencją wpierdalania się i dzielenia zyskiem.

6 minut temu, zuckerfrei napisał:
20 minut temu, wrotycz napisał:

on nie będzie miał skrupułów.

I jego myszka też. Ale będzie go wspierała: a nie mówiłam Ci? 

Taaa, teraz oni oboje to "wspólnicy". Ech.

Godzinę temu, PanG napisał:

Nie chodzi mi jakieś zemsty, tylko o rozejmowe klimaty, o naprawianie a nie palenie mostów.

Za mało danych. Rozejm, hmm... Zależy jaką macie "niepisaną" umowę. Bo "pisanej" nie macie.

Wychodzisz z biznesu i chcesz tyle a tyle. On będzie się stawiał (bo myszka kazała).

Myszka będzie chciała MAX kasy, a Ciebie wywalić.

Nie wiesz o czym oni wieczorem w łóżku rozmawiają, ale może też o tym, że: "daj mu jak najmniej i spław go, przecież i tak go w papierach nie masz". Ech.

 

@PanG co TY o tym sądzisz teraz?

Jak TY byś to teraz rozegrał?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Mnie chciał dymać nieformalny wspólnik. Założyłem działalność w 2013 r.  i całe szczęście, że nie dałem się namówić na zatrudnienie typa. Zauważam, że im jestem starszy tym głupszy. Wtedy na dzień dobry wiedziałem, że jak go zatrudnię, to mogę mieć problemy. Może dlatego, że wówczas lepiej kojarzyłem fakty i miałem większe szczęście (przez przypadek podsłuchałem pewną rozmowę na temat mojego przyszłego wspólnika). Nie ukrywam, że koleś nagrał kilka ciekawych tematów, ale to na mnie były umowy i przez to ja ponosiłem konsekwencje. Z czasem zaczeło mnie irytować, że to ja za wszystko odpowiadam. To ja musiałem przeprowadzać trudne rozmowy i rozwiązywać wszystkie problemy (od technicznych po organizacyjne). Wspólnik znał treść umów, każdą fakturę kosztową i dostawał 50%, przy tym nie poczuwał się do niczego, a robotę zwykle partolił. Powiedziałem dość umów na mnie, teraz ja wystawiam faktury jemu. On ma mieć działalność i zawierać umowy na siebie. Efekt był taki, że to ja musiałem zapieprzać, żeby zrealizować zlecenia i zostałem odcięty od decyzji i informacji.

 

Dzisiaj wróciłem do chaty kilka minut przed 1. Realizowałem montaż dla typka, z którym mam koligacje rodzinne. Piszę o tym, bo mam właśnie powtórkę z rozrywki. Wkurw mnie wziął maksymalny, bo gnojowi w zasadzie pomagam za damski chuj, a on przycina poważny hajs. Kiedyś mu wypomniałem, że moja roboczogodzina netto to 120 zl, a robię dla niego po 5-10 euro/h (bo rodzina). O 8 rano miałem być u niego, ale taki chuj. O tej godzinie będę spał, mam na niego wyjebane. Postanowiłem, że podciągnę zaległości z etatów, a jemu wyrzygam, co mnie boli (niech tylko zadzwoni rano mały chujek).

 

Na tym forum pisze się, że kobiety potrafią dymać. Niestety równie boleśnie potrafią dymać ludzie, z którymi mamy jakieś powiązania biznesowe. Są na tym świecie tacy, co dla piniędzy sprzedadzą nawet własną rodzinę.

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze...

Edited by PUNK
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@PanG Wiesz co jest najsmutniejsze? Że nie jesteś już Ty z nim, lub nawet Ty przeciwko niemu. Jesteś Ty przeciwko myszce.

2 minuty temu, PUNK napisał:

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście do spotykania dobrych ludzi na swojej drodze...

AmenT

Edited by Imbryk
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG

 

Założyłem kiedyś z kumplem działalność, była opcja na hajs Z UE mieliśmy nowatorski pomysł i dużo energii. Oboje wtedy byliśmy wolni szliśmy jak burza, hajs przyznany i od razu ugrany duży klient. Kumpel miał zawsze parcie na rodzinę ja nieszczególnie, kiedy pojawiła się pierwsza poważna panna zaczęły się schody. Ja wiem, że prywata ważna sratat ale to były początki i oboje wiedzieliśmy, że teraz trzeba zasuwać. Potem pojawiła się kolejna myszka ale z dzieckiem (kolega miał jakąś taką przypadłość, że lubił ten klimat). Z pewnego siebie gościa z którym myślałem, że przeniesiemy góry został beta tatomatem na utrzymaniu teściów. pokładałem w nim wiele nadziei ale mu się odwidziało i musiałem zasuwać do UK bo się nagle okazało, że nie będę miał za co żyć. Minęło już parę lat, drogi się rozeszły tyle co wiem z fb i od znajomych. Rodzice zostawili im swoje mieszkanie na wsi, robi gówno zlecenia, mam na myśli takie, które branżowo niewiele znaczą i gdyby nie dofinansowanie na żonę z UE to nigdy by nie kupił żadnego sprzętu. Jak coś umarło to nie ma się co okłamywać. 

 

Określ co znaczy, że jego wierność była taka sobie i czy masz pojęcie o jego relacjach i swoich z Myszką. Bracia radzą bardzo dobrze, zabierz co się da i spierdalaj nie ma co ratować, bo macie kompletnie inne energie. Dymanie córki klientki słabe z Twojej strony, cliche jak ja jebie.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, PUNK napisał:

Chyba najcenniejsze w życiu jest zdrowie i szczęście

+ Dobry humor i lekkie sranie. 

  • Like 5
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za tak liczny odzew! 

Postaram się odnieść do Waszych wypowiedzi wieczorem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

1) Nie rób niczego spontanicznie, opanuj emocje, opracuj plan działania.

 

2) Baza klientów, know-how firmy - formalnie jeżeli byłeś TYLKO PRACOWNIKIEM to to co wymyśliłeś, pozyskałeś pracując dla firmy jest własnością przedsiębiorstwa i generalnie pracodawca może cię za to ścigać jakbyś chciał to "sprywatyzować".

 

3) Zasobów materialnych (pieniądze, akcje, etc.) i fizycznych (maszyny) raczej nie wycofasz bo wyszłoby na kradzież (formalnie jesteś TYLKO PRACOWNIKIEM).

 

4) Zabezpiecz tak na wszelki wypadek wszelkie dokumenty, korespondencję, etc. które mogą świadczyć o tym jaki był między wami układ.

 

5) Swoje opuszczenie firmy przygotowuj dyskretnie, lepiej nie rozmawiaj o tym z innymi ludźmi, bo tak jak ktoś wyżej napisał - sekrety rozchodzą się najszybciej.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze jest to, że jeśli odejdziesz z firmy z częścią klientów - i po czasie Tobie się zacznie szczęścić a jemu firma upadnie, to zrobi Ci sprawę.

 

Dlatego sugerowałbym nagranie ile się da rozmów ze wspólnikiem, gdzie przyznaje że mieliście spółę ze sobą.

 

I nie rozumiem po co taki był układ od poczatku, że ona ma na wszystko papier a Ty nic? Względy biznesowe, podatkowe?

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy to ten seks z 18 latką tak wszystko załatwił czy i tak by się posypało. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
2 minuty temu, Temidaa napisał:

Trafił swój na swego.

Dwój skurwieli. Tylko jeden sprytniejszy.

Na początku myślałam, że dobrze Ci tak czytając dalej uważam, że ten drugi tak samo powinien zostać wyruchany jak on to zrobił swojej żonie, która dała mu dzieci ruchając inną.

Gdybyś miał trochę oleju w głowie to byś jej powiedział zachowałbyś się jak człowiek, a nuż ona pomogłaby Ci wyjść z twarzą z tego biznesu>

Tylko ostatnie chuje kryją zdrady kumpli. I brzydzę się takimi kanaliami. Podobnie jak facetów wykorzystującym nastolatki.

Mówicie, że nie ma toksycznej męskości? To jest świetny przykład.

 

A co do samego tematu ja nie rozumiem jak można być takim naiwnym i włożyć kasę w coś do czego oficjalnie się nie ma praw. Facet Cię może wychujać jak mu się podoba i Ty nie możesz nic zrobić. 

Niektórzy chyba jednak lubią dawać się ruchać :D 

Zapraszamy do powitalni, bo będzie warn. Rynsztokowe zachowanie moim zdaniem Pani prezentuje.

Panie mogą wypowiadać się wyłącznie w rezerwacie.

Frustracje polecam zostawić w sali treningowej.

Edited by Jaśnie Wielmożny

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Temidaa Daria, jest sobota rano. Daj już spokój z feminazizmem, ja wiem że patriarchat, mizoginia czy inny dziwny buzzword jest zły ale kobieto miejże litość

  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Temidaa Nie chce mi się tłumaczyć ale zanim kogoś ocenisz poznaj jego motywy. I odpowiedz sobie na pytanie dlaczego ludzie kłamią?
Wtedy zrozumiesz, do tego czasu twoje święte oburzenie będzie odbierane jako tupanie nóżką małego dziecka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Marek Kotońskimyślę, że należy pilnować zasad, które zostały wcześniej ustalone. Mam tu na myśli wypowiadanie się przez takie panie jak Temida poza rezerwatem.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@PanG, w układzie, który opisałeś, nie widzę większych szans na polubowne załatwienie sprawy. Od początku spieprzyliście sprawę, za przeproszeniem. Ja rozumiem kumpelstwo i wieloletnie relacje, ale kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi i prawnie regulujemy prawa i obowiązki wspólników na samym starcie dzialalnosci. A to pewnie było jego JDG z Twoim udziałem na zasadzie niepisanego wspólnika, nieprawdaż?

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By maggienovak
      Tu nie ma będzie dużego nawiązania do mojego wyjazdu za pracą do innego miasta.
      Dzisiaj byłam trochę rekreacyjnie na rozmowie w sprawie pracy w mojej branży, w moim mieście. 
      I moje odczucia - czuję, że wypadłam kiepsko. Mało się odzywałam, czuję, że byłam za bardzo zwięzła w swoim przekazie, nie umiałam przekazać treści w "lukrowym tonie". 
      Jedynie jestem zadowolona z tego, że znałam asortyment firmy, bo dzisiaj spędziłam chyba godzinkę przed rozmową kwalifikacyjną na zapoznawaniu się z marką, składami produktów, zdobytych przez nią certyfikatów etc.
      Pytałam na rozmowie o system pracy, płacę, premie, organizację pracy, !szkolenia! , dlaczego np.dany asortyment nie jest dostępny teraz sprzedaży, kto przygotowywał produkt (branża mała, więc nazwiska się zna), jak wygląda dana procedura etc.
      Ma być drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzi ją szef. 

      Wiem, że dziewczyny (reszta kandydatek) nie ma takich papierów, certyfikatów co ja, ale podsłyszałam ich rozmowy. Lukier, tęcza... I myślę, że tego mi zabrakło - wizerunku uśmiechniętej, serdeczniutkiej dziewczyny, sympatycznego pracownika, który jest gotów do pracy; czuję, że wypadłam na kontrolera albo na kogoś, kto jest zbyt poważny i nie nadaje się do pracy z ludźmi?...

      Jednak - jakoś się nie zrażam, bo wiem, że to stanowisko byłoby na pewien okres. Mój docelowy punkt (gdzieś za 10-20 lat) - prowadzenie szkoleń/ wykładowca / wsparcie merytoryczne / praca badawcza / układanie procedur.
      Chciałabym być w takim miejscu i stanowisku, gdzie liczy się tylko badanie prawdy, faktów, skuteczności, nie chciałabym być ograniczona przez spółkę/markę/wpływowe środowiska. Coś jest gównem, badam to i stwierdzam, że jest to faktycznie gówno i żaden pan wpływowiec nie przeskoczy tego. Wiem, marzenia ściętej głowy.  I wiem, że ta cecha jest dla mnie w pewnym stopniu ograniczeniem - chęć dociekania prawdy i potwierdzania/negowania skuteczności czegoś (w branży).

      Może Bracia podpowiedzą mi, jaki należy przybrać system myślowy i przede wszystkim - wykonawczy. Jak Wy podchodzicie do swojej branży, zawodu?

      Na ten moment przybrałam plan:

      1. Praca w branży (nawet sprzedawca);
      2. SZKOLENIA I STUDIA NON STOP ;
      3. Popracowanie nad wizerunkiem - najtrudniejszy punkt

      1. a. Mam propozycję pracy na Śląsku (potwierdzenie po 23.07., bo wtedy jadę tam na jeden dzień, by zobaczyć miejsce pracy, obejrzeć miasto itd.) Podoba mi się praca, bo ona nie będzie stricto korpo/sieciowo. Autentyczny pracodawca, który pomimo tego, że raz odmówiłam, to odezwał się ponownie! Mam już większy wachlarz możliwości pod względem szkoleń, nie ma na siłę sprzedaży danego produktu, sama robię kontakty z innymi markami. Na Śląsku musiałabym ostro zacisnąć pasa, by móc się utrzymać i kształcić sama, bez pomocy Męża i rodziców. Ich pomoc chciałabym mieć na tzw.czarną godzinę. Kwestię wyjazdu - proszę, nie omawiajmy jej w tym wątku, wszelakie rady i gdybania odnośnie tego "dlaczego bez Męża?!" proszę na W Polskę za pracą. Związek na odległość.
      Praca w moim mieście spoko, nawet byłam zdziwiona faktem, że moja poprzedniczka zarabiała średnią krajową.  Ale urok tego, że jest to mała sieć, po pracy nadal jestem pod telefonem. Mam dosłownie 5 min pieszo do pracy, no i przede wszystkim - siedziałabym z Moim, ale wiecie - sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż, uj z tym, że produkt taki sraki, ma być sprzedany, bo to nasz....
      W tym przypadku mogłabym odłożyć więcej na kolejne szkolenia, czy kolejne studia. 

      2.a. tutaj czuję się jak ryba w wodzie, sama wyszukuję ciekawe książki, publikacje, szkolenia, wykłady, platformy edukacyjne, specjalistów... w ogóle dla mnie najmniej problematyczna sprawa, myślę, że to zaprocentuje za parę lat i mam wobec tego cierpliwość, bo to jest w końcu najważniejsze, mam nadzieję, że kiedyś z tego będę mieć kasę i spełnienie, bo na razie jest samo małe spełnienie.

      3.a.  jestem trochę taki dziwak, raz mam sposób bycia taki ciepły, serdeczny,  a raz sprawiam wrażenie "olewy". Gdy skupiam się na tym, by mówić ładnie po polsku (poprawną polszczyzną), to częściej popełniam błędy językowe, słabo mnie słychać, wyglądam sztywno? ;  gdy jest spoko klient (dobrze nam się gada), to mam mocny, donośny głos, zaciągam moją gwarą (chodzi mi o dialekt), ktoś mnie może odebrać jak chłopkę/ ciotkę ze straganu?  Nie umiem tego wyśrodkować, najchętniej bazowałabym na moim naturalnym sposobu bycia (małej fleji, która jest bezpośrednia, nawet z małym dialektem, odpowiem czasem komuś lekko pretensjonalnie jak Michałowa z Rancza  ). Mam wrażenie, że ludzie nie słuchają mnie. Mam tego przykład w obecnej, nieszczęsnej branży - ja coś proponuję, niechęć klienta, przyjdzie koleżanka, zaproponuje to samo, i nagle zachwyt klienta.  Nie lubię prowadzić rozmów o pogodzie, o czyjeś upie, mam specyficzne poczucie humoru. Rezonuję z danymi typami ludzi, a z resztą - b.obojętne stosunki. 
    • By maggienovak
      Mój wqrw wobec obecnego stanowiska pracy sięga zenitu. 
      Potępiajcie mnie, ale trudno - nie zostanę w Wlkp.ze względu na Mojego (a dokładniej w moim mieście). 
      Znowu oferty pracy w mojej branży w dużych/większych miastach.
      Pamiętacie, że ostatnio dla Mojego zrezygnowałam ze Śląska. Dzisiaj robię porządek na skrzynce email, a tam email od potencjalnego pracodawcy ze Śląska (email z kwietnia) o zapytanie, czy nadal jestem zainteresowana pracą u niego. SZOK! Boże...
      I postanowiłam, że jeśli odezwie się ktokolwiek z firm w: Żywcu, Białymstoku, Wrocławiu, Poznaniu, to biorę dosłownie plecak i jadę. 

      Jest problem. 
      Jak Mój zniesie to? W naszym mieście ma dobrą pracę (choć w Poznaniu, czy we Wrocławiu miałby lepszą). Na razie nie chce się wyprowadzać z naszego miasta. 
      Nie miałabym problemu przez jakiś czas żyć na odległość. Już sprawdzałam połączenia i trasy. Na weekend zjeżdżałabym do Niego. 
      Lata mi uciekają, nie chcę pracować w branżach, które w ogóle nie są dla mnie. Nawet pół roku,czy rok mogę popracować w danym mieście, a później wrócić.
      Wiem, takie pierdololo, ale muszę spróbować.

      Czy ktoś pozostaje w relacji na odległość? 
      Jak to naprawdę wygląda, gdy ma się dłuższy staż związkowy?

      Dodam, że z Moim na początku związku żyliśmy (przez pół roku) na odległość, dokładniej 700 km od siebie.


       
    • By viko
      Witam,
      ostatnio naszła mnie dziwna myśl aby przebranżowić się na ethical hackera. Zawód przyszłościowy, i bardzo dobrze płatny. W dobie cyfryzacji i ilości beznadziejnego oprogramowania człowiek z takimi umiejętnościami na pewno się przyda, nawet u nas w państwie. Czy ktoś z Was nad czymś takim się zastanawiał. Już podją jakieś kroki albo podzieliłby się materiałami jak w ogóle zacząć?
       
      Ilość wiedzy do przyswojenia jest ogromna. Ale za tą wiedzę i umiejętności wielu jest chetnych aby zapłacić. Obaw mam wiele, niby pracuje w IT i mam już jakieś doświadczenie, mam również 32 lata na karku. Nie mam żony, dzieki, zobowiązań wiec mogę się uczyć po godzinach i też tak robię. Są jednak młodsi, bardziej ogarnieci ode mnie ludzie i tu jest obawa, czy będę i stanę się na tyle dobry żeby ktoś zapłacił za moje umiejętności. Nie oszukujmy się, po to człowiek pracuje żeby robić papier(czyli pieniążki), ale też sprawia mi to przyjemność. 
      Penetracja systemu jest nawet przyjemniejsza niż obcowanie z kobietą  a może tylko ja taki jestem . 
    • By maggienovak
      Pisałam ostatnio, że przeczuwam małą podłamkę u Mojego po wizycie znajomych.
      No i dobrze wywróżyłam. 

      Dla przybliżenia sytuacji.
      Opis znajomych.
      Małżeństwo (3 lata); 30 i 26 l. ; roczniak, drugie w drodze, planują za dwa lata trzecie. Mieszkają z rodzicami znajomego. On zarabia ok.7-8 tys. , razem z ojcem ma firmę po godzinach, z której m-cznie mają nawet na czysto 9-10 tys. ; ona na macierzyńskim 2 tys. UWAGA : jego rodzice opłacają wszystkie rachunki, kupują prowiant dla całej rodziny (pani teściowa gotuje). Nasi znajomi spłacają tylko ratę kredytu (remont góry domu, który zamieszkują). Reszta do skarpety. 

      Pisałam, że ich roczniaka traktujemy jak chrześniaka, lubimy tego dzieciaka. Widziałam po Moim, że bardzo cieszył go widok - ja z tym dzieckiem na rękach itd.
      Znajomi opowiadają jakie mają plany, ile wynosi ich to, tamto, sramto. Pisałam, że przez chwilę miałam odpal gadziego "oh, jak fajnie mieć takiego męża, lata za nią, prezencik, randki, spokojnie może siedzieć na macierzyńskim, wszystko jest zapewnione."
      Oczywiście mój "dział analizy" się uruchomił. 
      Pierwsze co - NOSZ QRWA MAĆ
       
    • By Patton
      Bracia co sądzicie o takich donosach?
       
      https://www.money.pl/gospodarka/tak-sie-donosi-w-polsce-listy-trafiaja-do-zus-skarbowki-i-inspekcji-pracy-6362901017593473a.html
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.