Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
mac

Powolne postępy i wkur*** na rzeczywistość

Recommended Posts

Panowie, chuj mnie za przeproszeniem strzela ostatnimi czasy. 

 

Rozwijam się głównie w dwóch kategoriach. O pobocznych nie wspominam. 

 

Praca, która jest moją pasją i jestem w niej dobry, momentami bardzo dobry i trening siłowy. 

 

Męczy mnie ostatnio kwestia powolnych wyników. Podwyżka, np. 10% u mnie, a gadam z kimś, a ten wypierdolił z większym tematem. Niczym się nie chwalę, po prostu mam wrażenie, że inni mają zawsze lepiej ode mnie, że niczego realnego nie osiągam, tylko się oszukuję. Lubię to, co robię i to bardzo, niestety nie idzie za tym przesadne bogactwo, albo nie wiem, jak się wybić, chociaż kombinuję na różne sposoby. 

 

Dążę sumiennie do idealnej sylwetki (zdarzają się okresy, że trenuję 26 dni w miesiącu padając na ryj), non stop dieta, praktycznie bieda dieta, 1500 - 1700 kcal dziennie, regularne głodówki ze względu na profil budowy ciała. Cierpienie ogólnie psychiczne i fizyczne dominuje w moim życiu. Zero nałogów. Nie chleję, nie palę, dosłownie nic. A przez to w oczach różnych ludzi staję się totalnym dziwakiem. Widzę to coraz częściej. Nienawidzę słabości i staram się każdy jej przejaw w sobie zabić. Przebijam się przez cierpienie, bo chcę coś dobrego zrobić ze sobą. No i wkurwiam się niemiłosiernie na okresy stagnacji, gdzie nie mam siły, albo coś wypadło, nie mogę zrobić treningu, albo ktoś wkłada mniej ode mnie, a wyciąga więcej.

 

Tak, jakby ktoś miał ten spryt, którego nie mam i wkurwiam się, że jestem niewolnikiem własnych ograniczeń, miejsca urodzenia, nawyków przekazanych bliskich, którzy de facto olali temat wychowawczy. U mnie w rodzinie nie dostrzegam żadnych ambicji. Ot, porobili dzieci, pracują, nic głębszego. Żadnych wzorów, inspiracji. Jak mnie to wkurwia, to niepojęte. Gardzę podstawowymi celami biologicznymi i to niesłychanie. Odbieram to jako coś poniżającego, aby zatrzymać się tylko na zrobieniu dzieciaka. Gdzie wyższa idea, do kurwy nędzy. Tęsknię za jakąś niesamowitością, za rozbudzeniem siły wewnętrznej, która zniszczy biologiczne, miałkie podstawy życia ludzkiego. 

 

Niewolnictwo własnych ograniczeń gryzie mnie, gnębi i to jest kluczowy problem, który wynika z powyższych rutynowych czynności. Nie jestem w stanie się przez to przebić i czuję, jakbym znalazł się w więzieniu własnego umysłu. I chodzi za mną temat, że chciałbym zrobić coś nowego, odświeżyć się, a jak to robię to chcę wrócić do napierdalania i tak się kurwa miotam pojebany. 

 

Nie mogę się jakoś uspokoić. Pierwszy raz w życiu poczułem zazdrość i jakbym się cofnął w rozwoju.

 

Wkurwia mnie to, że rozwój, dążenie do celu, jakiegoś nie wiem ambitniejszego tak powoli idzie. Jest tyle wątpliwości, ja pierdolę, w tym egzystencjalne, po chuj żyję w tym społeczeństwie. Jak się z tym pogodzić, czy macie może coś podobnego? Jak rozwiązaliście problem chaosu? 

 

W ogóle nie dam rady gadać o kasie, związkach, ja pierdolę to jest tak kurewsko nudne, a każdy do mnie znajomy o tym wyskakuje. Potrzebuję inspiracji, większego celu, wręcz duchowego, ezoterycznego, sam nie wiem, jak to nazwać. Codzienność ludzka mnie dręczy.

 

Bardzo duży poziom cierpienia fizycznego i psychicznego w codzienności, nie mam pomysłu na relaks, chcę przyśpieszyć proces osiągania celów życiowych i nie idzie za żadne skarby. Powoli brnę i nie wiadomo, czy ta tułaczka kiedyś się skończy. Znaczy wiem, że się skończy na pewno, ale nie w taki sposób, jakiego bym oczekiwał. 

 

Psycha mi siadła, co się dzieje? :D 

 

Dajcie mi proszę pozytywną energię. Nie chcę tu niczego rozwiązywać, po prostu o tym wszystkim po łebkach pogadać. 

  • Like 17
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mac pamiętaj o jednym im dalej dochodzisz w jakiejś dziedzinie, tym coraz mniejszy postęp wymaga coraz większych nakładów pracy i to jest najzupełniej normalne. 

 

Przykładowo mężczyzna z przeciętną sylwetką, ustawi dobrą dietę , zacznie ćwiczyć na siłowni albo w domu, regularnie z rozsądnym planem treningowym po roku będzie wyglądał dobrze.

 

Żeby wyglądać bardzo dobrze musi poświęcić więcej czasu niż zajęło mu osiągnięcie "dobrze", a żeby wyglądać idealnie najprawdopodobniej zajmie mu więcej czasu niż "dobrze + bardzo dobrze".

 

Każda aktywność sportowa gdy dążysz do ideału opłacona jest trzema walutami, jedna z nich to cierpienie, a druga to codzienne stawianie czoła zniechęceniu czyli dyscyplina, a trzecia to czas.

 

Tyczy się to każdej dziedziny nie tylko ćwiczeń. Tak samo w jakimś zawodzie stajesz się dobry, a żeby być bardzo dobrym potrzebujesz znacznie więcej czasu.

 

Zawsze tak jest jak chcesz przeskoczyć innych w czymkolwiek to płacisz cierpieniem, dyscypliną i czasem. 

 

Odnosząc się do problemów zawodowych, może zwyczajnie jesteś niedoceniany przez pracodawcę, może warto rozważyć jego zmianę?

 

 

 

 

 

  • Like 7
  • Thanks 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Mosze Red zgadzam się. Jedno tylko wyprostuję. Nie chcę z nikim rywalizować. Jedyny konflikt mam ze sobą. Nie chcę być lepszym, żeby kogoś przegonić. 

 

Wiem, że każdy przechodzi podobną ścieżkę, może wcześniej zaczął, znajduje się w innym punkcie. 

 

Dzięki, jak zwykle za wyczerpującą odpowiedź. Dała mi do myślenia. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mac
Może po prostu masz chu**we geny. Trzeba się z tym pogodzic, nie zmienisz wszystkiego. A brak celu jest fatalny.

Te wszystkie treningi, sringi - to zagłuszanie codzienności.

 

Chaos nie jest problemem, chaos jest szansą i możliwością. W Twoim życiu chaosu nie ma i to jest problem - musisz go stworzyć sam.

Z doświadczenia - jak nie masz celu, warto zostać ojcem!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja to patrzę w taki sposób, cierpienie, ból, dyscyplina, łzy to cena którą trzeba zapłacić za sukces, który i tak się pojawi, oddajesz coś w zamian, kiedy wszystko idzie topornie, osobiście rozważam dwie wersje, albo coś trzeba zmienić w postępowaniu, albo odpuścić.

Pisząc odpuścić, nie mówię o olaniu sobie tematu, ale o wewnętrzne odpuszczenie i uwolnienie napięcia spowodowanego Twoimi naciskami, chęcią przyspieszeniem efektów.

Czasami aby coś się zadziało, musisz coś wypuścić z rąk, pozwolić temu się poruszać, z duchowego punktu widzenia.

 

Boli Cię fakt że nie masz efektów współmiernych do zaangażowania, bardzo ważny jest ten czas, wszystko ma swój czas, każde przyspieszenie czegoś, zakłócą równowagę :) .

Los czasami testuję człowieka nie dając mu tego TERAZ, aby sprawdzić czy faktycznie Ci zależy, brak sukcesu i cierpienie spowodowane oczekiwaniem na efekt, można też inaczej rozumieć, los daję Ci szanse na dostrzeganie błędów i wyeliminowanie ich, u mnie tak się działo, i dzieje do tej pory.

 

 

  • Like 5
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mac

Raczej widzę, że masz standardowy problem wielu ludzi, którzy od siebie wymagają, po prostu postrzegasz innych, którzy nie reprezentują, czy nie dążą do czegoś wyższego w sposób negatywny.

Jednak gdy spojrzysz poza horyzont, zobaczysz iż to nie jeszcze ich czas i miejsce, pozwól im się bawić i przeżyć ileś tam żyć w sposób jaki będą uważali za słuszny, w końcowym rozrachunku ich cel jest jak najbardziej ambitny, ale by być ambitnym trzeba się wpierw stać nie ambitnym. 

 

A kolejna sprawa cele duchowe @mac to jest troszkę inna działka, to jest pewien rodzaj głodu, że wiesz iż jest coś jeszcze poza tym co widzimy. Odczuwasz głód poznania, zrozumienia na przykład dla mnie rozmowy o byle czym były katastrofalnie męczące. Jednak musiałem się dostosować i po prostu porozmawiać o pogodzie (dla mnie każda pogoda jest dobra) czy o związkach (Nuda bo mnie TOTALNIE NIE OBCHODZI co kto i z kim się tam łączy w tymczasowe pary, ale po prostu ciesze się "Mayą" i, że ludzie po prostu na tej ziemi tak sobie funkcjonują.

 Ja w zasadzie mógłbym przez rok nic nie mówić, jednak są ludzie, którzy nie wytrzymają bez powiedzenia jednego słowa, godziny. Należy zrozumieć proces, siebie, innych wtedy jest łatwiej.

 

Poza tym Twoje postępy traktujesz zbyt mocno jakby to powiedzieć jako coś co musisz osiągnąć, na zasadzie - muszę mieć takie i takie ciało bo jak nie to jestem wkurzony i nieszczęśliwy!

A kto Ci wmówił, że masz mieć takie i takie?

 

Wiele razy było mówione, że to droga jest największym szczęściem a nie końcowy proces wbrew pozorom.

 

Godzinę temu, mac napisał:

Tęsknię za jakąś niesamowitością, za rozbudzeniem siły wewnętrznej, która zniszczy biologiczne, miałkie podstawy życia ludzkiego. 

No cóż, duchowość to właśnie ten ostatni etap, nie jako największa góra i nie idziesz w prostej linii tylko poruszasz się na około góry. Jeśli szukasz naprawdę czegoś głębszego, to być może to Twoja droga.

 

Godzinę temu, mac napisał:

Nie mogę się jakoś uspokoić. Pierwszy raz w życiu poczułem zazdrość i jakbym się cofnął w rozwoju.

 

Ja wielokrotnie takie coś czułem tylko wtedy nie robiłem tego co chcę, nie były moje wybory jakby podyktowane celami, dryfowałem na morzu bez celu, może też tak masz?

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Exar napisał:

Z doświadczenia - jak nie masz celu, warto zostać ojcem!

W tym przypadku to @mac mógłby równie dobrze wejść pod gilotynę, tylko że wtedy krócej by się męczył.

  • Haha 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
10 godzin temu, mac napisał:

 Gdzie wyższa idea, do kurwy nędzy. Tęsknię za jakąś niesamowitością, za rozbudzeniem siły wewnętrznej, która zniszczy biologiczne, miałkie podstawy życia ludzkiego. 

Jestem zdania, że należy dążyć do maksymalnie spartańskiego stylu życia jaki jest w tych czasach możliwy. Im dłużej żyje tym mam większe poczucie, że to jest właśnie moja droga i do tego powinienem dążyć. Tydzień temu dałem się namówić koledze i poszliśmy na balety(u mnie zdarza się to raz na 5 lat), widziałem tych wszystkich nawalonych, tańczących ludzi i pomyślałem Niee ja tak nie chcę żyć, nie chcę w ten sposób spędzać swojego życia to nie jest moja droga.

 

Też mnie wkurwia ten powszechny brak wyższego celu.

 

Odbijam, idę swoją drogą.

Edited by dobryziomek
  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
37 minut temu, The Motha napisał:

Czasami aby coś się zadziało, musisz coś wypuścić z rąk, pozwolić temu się poruszać, z duchowego punktu widzenia.

 

Boli Cię fakt że nie masz efektów współmiernych do zaangażowania, bardzo ważny jest ten czas, wszystko ma swój czas, każde przyspieszenie czegoś, zakłócą równowagę :) .

Coś w tym jest. Bardzo mądrze napisane. Problemem jest to, że ten nacisk sam się czasami pojawia i nie daje żyć. Miota, jak szatan. Mam świadomość, że pewnych rzeczy nie przeskoczę i to jest starcie z rzeczywistością. Ale czy rzeczywistość naprawdę wynagradza? Tutaj mam duże wątpliwości. Czasami mam wrażenie, jakby niektórzy ludzie zostali skazani na stagnację, niezależnie od podejmowanych aktywności. Albo to fałszywe wrażenie, które pojawia się przez stałe umocowanie w teraźniejszości i niemożliwość obiektywnej oceny samego siebie. 

 

@dobryziomek dosłownie ten sam styl preferuję. Dla mnie spartański tryb życia to zaprzeczenie, wręcz strajk dla powszechnej spierdoliny słomianego zapału i postawy, bo mi się należy. Nie chcę wpaść w taką pułapkę i narzucam dyscyplinę tam, gdzie nikt mnie do tego nawet nie zmusza. 

 

@SzatanKrieger faktycznie mam wkurw, szczególnie na bliskich, bo robią tylko to, co muszą, aby zachować biologiczne przetrwanie. Jak to może nie wkurwiać? Czuję się, jak adoptowane dziecko momentami. Wszystko przez odchylenie ideologiczne, które potwierdziłem przez obecność na forum i dość intensywne przeżycia związkowe swojego czasu, ale nie o tym. 

 

Właśnie doszedłem do ambicji przez brak ambicji, jak napisałeś. Już przekroczyłem ten etap. Zaczęło mi naturalnie zależeć, ale to nie likwiduje problemów cierpienia, dyscypliny, ani czasu, stagnacji, jak już wyżej wspomniano. Dalej dylematy pozostają, chociaż ścieżka wydaje się prawidłowa. Powtarzam wydaje, bo nikt tak naprawdę nie zna żadnej odpowiedzi, co kurewsko boli i rozpierdala psychikę, duszę. Mam głód poznania, a jednocześnie doskonale wiem, że niczego nie poznam w swojej prawdziwej istocie. Moje ograniczenie intelektu, genetyczne, umysłowe jest zbyt poważne. Jestem świadomy swoich ograniczeń, co jest dużą tragedią. Działam tylko w określonych widełkach, podobnie do wielu ludzi. 

 

Jestem z natury pustelnikiem. Pracę i wszystkie aktywności dopasowałem pod własną naturę i brnę przez codzienność. Nie mam pojęcia, co mnie spotka. Dużo cierpienia mam ostatnio umysłowego i fizycznego, stąd też dziwne myśli. No i tak naprawdę trudno o partnerów do dyskusji na abstrakcyjne zagadnienia na granicy duchowości. 

 

Przy okazji dziękuję za odpowiedzi. Bardzo mądrze piszecie :) 

Edited by mac
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mac-pozostań sobą....reszta to główno...

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mamy kult osobowości - Narcyzm, pua, szybkie efekty, pozorna napompowana siła, rozjebany układ dopaminowy etc.

 

Czas wrócić do kultu charakteru - prawdziwa siła, wyrzeczenia, samodyscyplina ;)

 

 

  • Like 10
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@mac Czemu masz taką niską kaloryczność? 1500-1700 to naprawdę mało. 

 

Może to skutkować obniżonym samopoczuciem.

 

Spróbuj zwiększyć chociaż chwilowo, abyś czuł, że jesteś najedzony.

 

To mocno przekłada się na mental.

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, dobryziomek napisał:

@mac Jakie były Twoje początki? Długo jesteś na tej drodze?

Byłem kilka lat temu na życiowej krawędzi. Ciężko zachorowałem, zostałem całkowicie sam z problemami. A to w momencie, kiedy zainwestowałem praktycznie całą kasę w nowe, że tak powiem życie. Mało brakowało do opcji ostatecznej. Musiałem pracować, a nie wyrabiałem z bólu. Brałem ciężki koks dzień w dzień, aby przetrwać dzień. Wziąłem się za siebie w końcu, to był przełom, bo postanowiłem żyć, pomimo cierpienia. 

 

Naprawiłem się od tamtej pory w 70%, mniej więcej, już normalnie funkcjonuję i zapierdalam, bo szkoda mi zmarnowanego czasu po prostu. Mam dość dołowania, nieszczęścia, problemów zdrowotnych. Po prostu chcę od tego wszystkiego uciec, a intensyfikacja pracy i wysiłku fizycznego to w pewnym sensie lekarstwo. 

 

Odważyłem się marzyć, pomimo syfu, w którym siedziałem, może siedzę częściowo i nie wiem, czy to dobre, czy złe. 

 

Dziwny moment życia. 

 

 

  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wyszedłeś na prostą a zatem szacun bo wielu ludzi by to zniszczyło. ;)

 

Trzymaj się, jesteś slinym gościem ;)

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@mac

Obczaj koniecznie bo ten filmik jest dla Ciebie zrobiony :) 

 

Zakładając taki temat chyba nie wielu naprawdę rozumie przez co przechodzisz, jednak polecam drogę rozumienia, wiedzy i ducha. 

Skoro mi pomogło PRZEOGROMNIE, to wierzę iż może to pomóc, także innym :) 

 

 

 

Edited by SzatanKrieger
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@SzatanKrieger, ale trafiłeś z tym filmikiem. Bardzo dziękuję. Strzał w dziesiątkę. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, mac said:

Przebijam się przez cierpienie, bo chcę coś dobrego zrobić ze sobą.

Nie lubisz tego co robisz. To jest podstawowy problem. Lepiej powoli na spokojnie bez wygórowanych wymagań względem siebie, nie porównywać się z innymi (to trudne w epoce powszechnego lansu). Takim rzeczom trzeba dać czas. Cierpliwie powoli do przodu. Inni niech sobie robią nie wiadomo jak kosmiczne wyniki. Nie musisz być najlepszy. Byle do przodu krok za krokiem. Kto wie może któregoś dnia będziesz najlepszy, ale zrobione na spokojnie będzie miało o wiele większą wartość niż wyszarpane na siłę i na pokaz. Na dodatek ten drugi sposób może się odbić na zdrowiu a w przypadku siłowych ćwiczeń i na sercu.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
41 minut temu, mac napisał:

Powtarzam wydaje, bo nikt tak naprawdę nie zna żadnej odpowiedzi, co kurewsko boli i rozpierdala psychikę, duszę.

Tutaj niebyłym taki pewien :D 

 

Wszystko przed Tobą @mac :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, mac napisał:

Jestem z natury pustelnikiem. Pracę i wszystkie aktywności dopasowałem pod własną naturę i brnę przez codzienność. Nie mam pojęcia, co mnie spotka. Dużo cierpienia mam ostatnio umysłowego i fizycznego, stąd też dziwne myśli. No i tak naprawdę trudno o partnerów do dyskusji na abstrakcyjne zagadnienia na granicy duchowości. 

Po prostu trzeba żyć w zgodzie ze sobą. Ja sam się miotam. Czasami mam wrażenie, że jestem tylko użytkownikiem swojego ciała. Nie widzę większego sensu w egzystencji. Człowiek poznaje mechanizmy i wiedza powoduje większy marazm i dystans do świata. Mózg to zaleta, ale po przekroczeniu pewnego etapu - przekleństwo.

25 minut temu, Trevor napisał:

Nie musisz być najlepszy.

W XXI wieku, gdzie system oceniania jest na każdym kroku - prawie niemożliwe. Internet daje możliwość porównywania się z innymi - taka wiedza jest zabójcza. 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, mac napisał:

Wkurwia mnie to, że rozwój, dążenie do celu, jakiegoś nie wiem ambitniejszego tak powoli idzie. Jest tyle wątpliwości, ja pierdolę, w tym egzystencjalne, po chuj żyję w tym społeczeństwie. Jak się z tym pogodzić, czy macie może coś podobnego? Jak rozwiązaliście problem chaosu? 

Wszystko co wartościowe wymaga czasu. Myślę, że duża wina jest w tym, że żyjemy w czasach, gdzie jesteśmy wystawieni na ogrom bodźców, na szybkie efekty. Coś co mi pomaga w dążeniu do celów to jest zawsze wyobraźnia, a konkretnie wyobrażenie sobie, gdzie będę za rok, jeśli wytrwam w swoich postanowieniach, wizualizacja tego, a gdzie będą inni, gdy nic w swoim życiu nie zmienią. Jeszcze brutalniejsza metoda to zapytanie siebie, gdzie będę za 5 lat, a gdzie będą inni za 5 lat. Mamy często tendencję do życia tu i teraz, mówienia sobie to tylko na przykład jeden papieros, jeden trening, jedna książka. I to jest bardzo kuszące, ale w perspektywie roku, dwóch czy pięciu lat to na tym przykładzie przekłada się na twoje zdrowie, finanse, wiedzę, kondycję w sposób już widoczny.

 

Kolejna rzecz to odrzucenie perfekcjonizmu, bo często jest tak, że ambitni ludzie robią coś albo dobrze albo wcale. Dodałbym jeszcze, że trzeba się skupić maksymalnie na sobie i nie porównywać z innymi. To trudne, gdy ciągle słyszysz, że Antek się już ożenił, że Janek sobie kupił nowe auto, Karol dostał mieszkanie od rodziny, a tamtemu urodziło się dziecko. Trzeba robić swoje.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@SzatanKrieger - Problem z tego typu guru, którego pokazałeś w tym filmiku jest taki, że oni często gęsto mają dużo pieniędzy i zdobywają je dość łatwo, poprzez właśnie takiego typu przemówienia. Takim to się żyje całkiem łatwo.

 

@mac - Jeśli Cię to pocieszy to nie jesteś sam. Też cisnę i efektów nie ma. Lekko nie jest.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, mac napisał:

a ten wypierdolił z większym tematem.

Też z moim hobby czuje sie jak kurwa ziemniak na tle Polski. Ale to jest hobby i dlatego zapierdalam z tym dalej. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, mac napisał:

Ot, porobili dzieci, pracują, nic głębszego. Żadnych wzorów, inspiracji. Jak mnie to wkurwia, to niepojęte. Gardzę podstawowymi celami biologicznymi i to niesłychanie. Odbieram to jako coś poniżającego, aby zatrzymać się tylko na zrobieniu dzieciaka. Gdzie wyższa idea, do kurwy nędzy. Tęsknię za jakąś niesamowitością, za rozbudzeniem siły wewnętrznej, która zniszczy biologiczne, miałkie podstawy życia ludzkiego.

Poczytaj Marka Aureliusza.

Gościu miał wszystko a przy tym widział bezsens istnienia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.