Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Aderix

Strata pracy a siadanie psychiki

Recommended Posts

Pisze posta tego potrzebuje wylać siebie swoją frustracje i doła, Jestem aktualnie na etapie szukania pracy, Czy ja mam zbyt wygórowane wymagania czy pracodawcy to janusze biznesu?. Powoli szukanie pracy mnie dobija. Dobija mnie też rodzina. Czy szukanie pracy która da mi stabilną finansową i nie będę miał szefa idioty. Ma sens, Nie kiedy chwytała mnie depresja po nieudanej rozmowie o pracę i miałem ochotę,skoczyć z mostu,rzucić się pod pociąg. Czy ze mną jest coś nie czy po prostu spadła moja motywacja. Powinienem pójść do psychiatry?.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W 99% przypadków Twój szef będzie "idiotą", a nawet jeżeli nie, to zawsze znajdzie się coś innego co Ci w nim nie spasuje. Taka jest zazwyczaj specyfika szefów i to dlatego oni nimi są, a nie kto inny. Więc przy szukaniu pracy nie sugerował bym się osobą wydająca Ci polecenia, bo prędzej czy później i tak tą osobę znienawidzisz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wspolczuje i rozumiem, Twoje uczucia sa calkiem naturalne.

Nie tylko praca definuje czlowieka, a ze kazdy z nas chce godnie zyc to normalne.

 

W miare mozliwosci polecam byc wytrwalym i mimo wszystko obstawac przy swoim. Robisz to czego 90 proc pracownikow sie boi - wymagasz normalnosci.

 

Jesli brakuje gotowki, zajecia dorywcze nie sa zlym pomyslem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiń pracodawców, tylko brutto-brutto. Jak można dać godnie zarabiać, jak przy wypłacie 2500, 1000 zeta idzie się jebać na składki. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nie chodzi o składki, Tylko czy ci janusze biznesu nie rozumieją że się nie kombinuje, Tylko daje umowę o pracę i nie wydziera się za przeproszeniem ryja. Nie mam wymagań jak z kosmosu ale odnoszenie wrażenie że zbyt wiele dorobkiewiczów jest, Co myślą że się dorobili to mogą ludzi traktować z buta.

Edited by Aderix

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Aderix napisał:

Nie mam wymagań jak z kosmosu ale odnoszenie wrażenie że zbyt wiele dorobkiewiczów jest, Co myślą że się dorobili to mogą ludzi traktować z buta.

A gdzie szukasz pracy? Masz jakieś studia, kursy, uprawnienia? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
4 minuty temu, Turop napisał:

A gdzie szukasz pracy? Masz jakieś studia, kursy, uprawnienia? 

Aktualnie jestem na etapie że uczę się zaocznie w liceum i wezmę każdą pracę taką żebym mógł pogodzić naukę z pracą. Ale żadnej budowlanki. Może być praca na magazynie,fabryce mebli czy nawet jako śmieciarz. Czy osoba uczącą się w systemie zaocznym razie pracodawców?.

Edited by Aderix
Dodanie brakującego tekstu

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Aderix napisał:

Ale żadnej budowlanki. Może być praca na magazynie,fabryce mebli czy nawet jako śmieciarz.

No i dlatego lipa, bo dla pracodawcy, nie dość, że jesteś łebkiem, to jeszcze bez kursów, uprawnień, szkoły żadnej. Dlatego Cię ma za śmiecia, bo na twoje miejsce, według niego ma 30 innych, gdyby był normalny widział w Tobie potencjał, przyjął by Cie wyszkolić i miał dobrego pracownika na lata. Nie łam się, ja na początku swojej kariery robiłem za ciecia z kwotą 5.29 na rękę za godzinę pracy, i też mi nikt nic nie dał, jak coś znajdziesz to nie zrażaj się, tylko miej w tyle głowy, że to przejściowe, ale rób coś z tym żeby to zmienić i żebyś był atrakcyjny dla pracodawcy w przyszłości. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Aderix said:

Pisze posta tego potrzebuje wylać siebie swoją frustracje i doła, Jestem aktualnie na etapie szukania pracy, Czy ja mam zbyt wygórowane wymagania czy pracodawcy to janusze biznesu?

Byłem w podobnej sytuacji przez cały poprzedni rok. Szukałem pracy spokojnej dzieki której uspokoję umysł. Po sytuacji w której odszedłem po tygodniu, zostałem napadniety przez współpracownika itp. znalazłem. Umiarkowanie ciężka praca w archiwum. Przerzucam codziennie około setki pudeł 10 kg w archiwum banku. Co prawda na umowę zlecenie ale zarabiam na czysto 200 zł wiecej od ludzi na umowe o prace (a jak masz do 26 lat to masz teraz jeszcze wiecej bo były zmiany w podatkach dla ludzi tej grupy wiekowej). Nie pamiętam żebym był tak spokojny po pracy. To praca do końca roku ale mam 5 minut do roboty = 2 godziny wiecej dla siebie codizennie dzieki czemu odwiedze rodzine poćwicze wyspie sie zrobie obiad itd) Mam czysty umysł i moge sie spokojnie zająć po pracy nauką na egzamin z prawa jazdy. 

 

Polecam jak najmniej pracy biurowej. Praca fizyczna (we w miare czystych warunkach) o ile nie pracujesz z jakąś patolnią nie chorujesz czy nie masz urazów i jesteś młody/zdrowy to zbawienie dla ciała i duszy. Przynajmniej dla mnie (lubie nosić różne rzeczy wiec dla mnie idealna). Jak nie chce gadać to mp3 na uszy i zasuwam. Pewność siebie, poczucie sprawczości (sam sobie organizuje dzien pracy i nikt sie nie czepia) lepiej działający układ trawienny (8 godzin ciągłego ruchu), czysty umysł i spokój po pracy. Dzieki temu moge sie zająć tym co chce a nie wpadać w cykl praca, nawpieprzać sie, gry komputerowe, spanie. Spokój duszy jest wart wiecej niż wszystkie pieniądze tego świata (ale wiadomo za coś trzeba żyć ;) )

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
6 minut temu, Turop napisał:

No i dlatego lipa, bo dla pracodawcy, nie dość, że jesteś łebkiem, to jeszcze bez kursów, uprawnień, szkoły żadnej. Dlatego Cię ma za śmiecia, bo na twoje miejsce, według niego ma 30 innych, gdyby był normalny widział w Tobie potencjał, przyjął by Cie wyszkolić i miał dobrego pracownika na lata. Nie łam się, ja na początku swojej kariery robiłem za ciecia z kwotą 5.29 na rękę za godzinę pracy, i też mi nikt nic nie dał, jak coś znajdziesz to nie zrażaj się, tylko miej w tyle głowy, że to przejściowe, ale rób coś z tym żeby to zmienić i żebyś był atrakcyjny dla pracodawcy w przyszłości. 

Szkoły pokończyłem ale nie widzę się w zawodach których mam kwalifikacje i dlatego poszedłem do liceum. Bo chce podnieść swoje kwalifikacje. Najwyżej będę szukał jakiś staży kursów. Dwa razy trafiłem do pracy, Jako pomocnik brukarza. W jednej pracy nie miałem źle ale miałem dość pracy bez umowy i czekania aż ją dostanę a w kolej drugiej skonfliktowałem się z pracodawcą i odszedłem. Myślałem że siada mi kręgosłup a okazało się że praca mnie psychicznie wykańczała.  Nie mam nic przeciwko pracy fizycznie ale powiedział nigdy więcej budowlanki.

Edited by Aderix
czy jest istotny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A gdzie mieszkasz? Jeśli stolica albo Trójmiasto to może kurier rowerowy, znajomy tak zarabia wozi żarcie klientom, sam ustala grafik i w zasadzie nie ma szefa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem z Okolic Elbląga i myślałem nad przeniesieniem się gdzieś dalej na zachód.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By maggienovak
      Tu nie ma będzie dużego nawiązania do mojego wyjazdu za pracą do innego miasta.
      Dzisiaj byłam trochę rekreacyjnie na rozmowie w sprawie pracy w mojej branży, w moim mieście. 
      I moje odczucia - czuję, że wypadłam kiepsko. Mało się odzywałam, czuję, że byłam za bardzo zwięzła w swoim przekazie, nie umiałam przekazać treści w "lukrowym tonie". 
      Jedynie jestem zadowolona z tego, że znałam asortyment firmy, bo dzisiaj spędziłam chyba godzinkę przed rozmową kwalifikacyjną na zapoznawaniu się z marką, składami produktów, zdobytych przez nią certyfikatów etc.
      Pytałam na rozmowie o system pracy, płacę, premie, organizację pracy, !szkolenia! , dlaczego np.dany asortyment nie jest dostępny teraz sprzedaży, kto przygotowywał produkt (branża mała, więc nazwiska się zna), jak wygląda dana procedura etc.
      Ma być drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej, przeprowadzi ją szef. 

      Wiem, że dziewczyny (reszta kandydatek) nie ma takich papierów, certyfikatów co ja, ale podsłyszałam ich rozmowy. Lukier, tęcza... I myślę, że tego mi zabrakło - wizerunku uśmiechniętej, serdeczniutkiej dziewczyny, sympatycznego pracownika, który jest gotów do pracy; czuję, że wypadłam na kontrolera albo na kogoś, kto jest zbyt poważny i nie nadaje się do pracy z ludźmi?...

      Jednak - jakoś się nie zrażam, bo wiem, że to stanowisko byłoby na pewien okres. Mój docelowy punkt (gdzieś za 10-20 lat) - prowadzenie szkoleń/ wykładowca / wsparcie merytoryczne / praca badawcza / układanie procedur.
      Chciałabym być w takim miejscu i stanowisku, gdzie liczy się tylko badanie prawdy, faktów, skuteczności, nie chciałabym być ograniczona przez spółkę/markę/wpływowe środowiska. Coś jest gównem, badam to i stwierdzam, że jest to faktycznie gówno i żaden pan wpływowiec nie przeskoczy tego. Wiem, marzenia ściętej głowy.  I wiem, że ta cecha jest dla mnie w pewnym stopniu ograniczeniem - chęć dociekania prawdy i potwierdzania/negowania skuteczności czegoś (w branży).

      Może Bracia podpowiedzą mi, jaki należy przybrać system myślowy i przede wszystkim - wykonawczy. Jak Wy podchodzicie do swojej branży, zawodu?

      Na ten moment przybrałam plan:

      1. Praca w branży (nawet sprzedawca);
      2. SZKOLENIA I STUDIA NON STOP ;
      3. Popracowanie nad wizerunkiem - najtrudniejszy punkt

      1. a. Mam propozycję pracy na Śląsku (potwierdzenie po 23.07., bo wtedy jadę tam na jeden dzień, by zobaczyć miejsce pracy, obejrzeć miasto itd.) Podoba mi się praca, bo ona nie będzie stricto korpo/sieciowo. Autentyczny pracodawca, który pomimo tego, że raz odmówiłam, to odezwał się ponownie! Mam już większy wachlarz możliwości pod względem szkoleń, nie ma na siłę sprzedaży danego produktu, sama robię kontakty z innymi markami. Na Śląsku musiałabym ostro zacisnąć pasa, by móc się utrzymać i kształcić sama, bez pomocy Męża i rodziców. Ich pomoc chciałabym mieć na tzw.czarną godzinę. Kwestię wyjazdu - proszę, nie omawiajmy jej w tym wątku, wszelakie rady i gdybania odnośnie tego "dlaczego bez Męża?!" proszę na W Polskę za pracą. Związek na odległość.
      Praca w moim mieście spoko, nawet byłam zdziwiona faktem, że moja poprzedniczka zarabiała średnią krajową.  Ale urok tego, że jest to mała sieć, po pracy nadal jestem pod telefonem. Mam dosłownie 5 min pieszo do pracy, no i przede wszystkim - siedziałabym z Moim, ale wiecie - sprzedaż, sprzedaż, sprzedaż, uj z tym, że produkt taki sraki, ma być sprzedany, bo to nasz....
      W tym przypadku mogłabym odłożyć więcej na kolejne szkolenia, czy kolejne studia. 

      2.a. tutaj czuję się jak ryba w wodzie, sama wyszukuję ciekawe książki, publikacje, szkolenia, wykłady, platformy edukacyjne, specjalistów... w ogóle dla mnie najmniej problematyczna sprawa, myślę, że to zaprocentuje za parę lat i mam wobec tego cierpliwość, bo to jest w końcu najważniejsze, mam nadzieję, że kiedyś z tego będę mieć kasę i spełnienie, bo na razie jest samo małe spełnienie.

      3.a.  jestem trochę taki dziwak, raz mam sposób bycia taki ciepły, serdeczny,  a raz sprawiam wrażenie "olewy". Gdy skupiam się na tym, by mówić ładnie po polsku (poprawną polszczyzną), to częściej popełniam błędy językowe, słabo mnie słychać, wyglądam sztywno? ;  gdy jest spoko klient (dobrze nam się gada), to mam mocny, donośny głos, zaciągam moją gwarą (chodzi mi o dialekt), ktoś mnie może odebrać jak chłopkę/ ciotkę ze straganu?  Nie umiem tego wyśrodkować, najchętniej bazowałabym na moim naturalnym sposobu bycia (małej fleji, która jest bezpośrednia, nawet z małym dialektem, odpowiem czasem komuś lekko pretensjonalnie jak Michałowa z Rancza  ). Mam wrażenie, że ludzie nie słuchają mnie. Mam tego przykład w obecnej, nieszczęsnej branży - ja coś proponuję, niechęć klienta, przyjdzie koleżanka, zaproponuje to samo, i nagle zachwyt klienta.  Nie lubię prowadzić rozmów o pogodzie, o czyjeś upie, mam specyficzne poczucie humoru. Rezonuję z danymi typami ludzi, a z resztą - b.obojętne stosunki. 
    • By Arsen
      Witam, znam kobietę, która choruje na depresję, nie wiem co zrobić, jak jej pomóc? Jest w stałym kontakcie z lekarzem, bierze leki, była w szpitalu, jednak nadal nie ma postępów. Co powinienem zrobić?
    • By Ważniak
      Dzień dobry.
       
      Chciałbym się podzielić wideo pt. "Samobójstwa mężczyzn" z kanału pt. Nie wiem, ale się dowiem!
       
      Bardzo umiejętnie skondensowana wiedza oraz równie umiejętnie zaserwowana w lekko ponad 10. minutach, czyli perfekcyjne połączenie dla dzisiejszego odbiorcy, więc tym bardziej owe wideo zasługuje na rozpropagowanie.
       
      Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę ze skali tego zjawiska oraz z tego, jak bardzo niesprawiedliwie społeczeństwo podchodzi do mężczyzn z problemami natury psychicznej, ale powtarzanie tego wszystkiego do zajebania nie zaszkodzi, zwłaszcza w takiej pigułkowej formie all-in-one:
       
      Oraz mój mały apel do każdego, który to przeczyta, a który chciałby dołożyć swoją cegiełkę do statystyk z powyższego filmu:
      Z wyrazami szacunku,
      Ważniak
    • By Posthuman
      Witam Panowie!
       
      Zmagam sie z ciężką do przełknięcia sytuacją. Napisze wprost: Moja EX zostaiwła mnie przez moja przeszłość seksualna. Sprawdzała mój telefon i komputer i znalazła tam stare wiadomosci sprzed związku z których wynikało ze byłem u prostytutki. Nie mogła sie z tym pogodzic, dlugo sie z tym meczyla i czasem to do niej wracało... Nie dało sie nawet z nia o tym porozmawiac zeby to jakos wyjasnic. Bylismy po tym jeszcze razem przez pol roku i było "niby ok" ale 1 stycznia mnie zostawiła i odeszła do jakiegos wczesniej poznanego Angola (mieszkamy w UK). Z usług korzystałem za granica, byłem samotny, zmagam sie z nerwica depresyjna, nie miałem czasu na znajomosci i z potrzeby bliskosci skorzystałem z usługi 3 razy. Nie chciałem do tego wracac, wstydziłem sie tego i nadal wstydze. Czuje sie teraz jak scierwo, zdemaskowany przez osobe która kocham, nie chciałem jej o tym mowic, wiedziałem ze po tym związek nasz nie przetrwa długo. Nie myliłem sie.  Wiem ze powinienem uwazac na swoj telefon, usuwac historie etc, ale kompletnie zapomniałem o tych wiadomosciach. Jakby tego było mało ostatni wyskok miał miejsce na przełomie poczatku mojej znajomosci z EX. Uwazała to za zdrade, choc oficjalnie zaczelismy chodzic dopiero 4 miesiace pozniej. 
       
      Rozstanie powoli trawię choc jest ciezko i gnebi mnie to nadal. Ale najgorsze ze sam teraz siebie postrzegam jak najgorsze scierwo. Ze dopusciłem się tego. Zapłaciłem za seks jak jakis frajer. Mam mega doła, nie wiem jak sie z tym uporać, strasznie mnie to dobiło i nie potrafie teraz zaakceptować swojej przeszłości ja sam. 
       
      Moja była rozpisywała sie o tym na babskim forum "wizaz". Miałem nieprzyjemnosc czytania postow pod jej wpisem. Zostałem tam nazwany dziwkarzem kupujacym seks, frajerem, kazda przyznała ze nie umowiłaby sie z takim jak ja.
      Czuje sie teraz mega samotny, była dała mi do zrozumienia że nikt mnie już nie zechce i zawsze juz bede sam.
       
      Moja samoocena spadła ponizej zera, POMOŻCIE!!!
    • By Velen33
      Dobry wieczór. Nie wiem czy to odpowiedni temat, ale muszę swoją historię przelać na wirtualny papier. Mam 24 lata. Mieszkam w pobliżu dużego miasta, skończyłem właśnie studia, borykam się z nerwicą, aczkolwiek jest lepiej z tygodnia na tydzień. Podejrzewam, że podobnych historii było sporo. Chodzi o to, że w ostatnim czasie mocno zaczął mi doskwierać fakt, że nigdy nie miałem dziewczyny. Nigdy nie trzymałem się za rękę, nigdy się nie całowałem nie mówiąc o czymkolwiek więcej. Jeśli kogoś interesuje co robiłem kiedy "był na to czas", to odpowiadam, że w podstawówce i gimnazjum byłem notorycznie dręczony przez praktycznie całą klasę ze względu na swoją odmienność (długie włosy, zainteresowania dziką przyrodą, specyficzny ubiór, wygląd bardziej dziewczęcy niż chłopięcy) i w ogóle nie myślałem o jakichkolwiek miłosnych podbojach. Najlepiej z tego okresu wspominam dni, kiedy byłem chory, bo nie musiałem iść do tego piekła. W liceum było trochę lepiej, aczkolwiek nie czułem w ogóle pociągu do dziewczyn, mimo, że jedna wprost poprosiła mnie o swój nr telefonu i to naprawdę całkiem ładna, obecnie jest modelką (nie żartuję). Jednak nie byłem zainteresowany. Na studiach kiedy poczułem pierwszą ciągotę do dziewczyn, okazało się, że praktycznie wszystkie są zajęte i tak zeszły 3 lata 😕 Podczas studiów jednak zostałem w końcu zaakceptowany przez grupę rówieśników, zacząłem się intensywnie udzielać w życiu uczelni, byłem prezesem koła naukowego. W tym czasie też zauważyłem, że absolutnie nie mam problemu z wystąpieniami publicznymi, czuję się podczas nich jak ryba w wodzie, intensywnie gestykulując i łapiąc kontakt ze słuchaczami. W międzyczasie myślałem aby zagadać do kilku dziewczyn z innych kierunków, ale nie byłem w stanie się przełamać. Zacząłem analizować z czego się bierze ta nieśmiałość i uświadomiłem sobie, że na tym polu jestem strasznie zakompleksiony. Głównie z powodu wyglądu. Po pierwsze jestem strasznie chudy. Mam 66 kg, przy wzroście 183 cm, a wyglądam na jeszcze sporo chudszego. W barach jestem węższy od wielu dziewczyn i mam ekstremalnie długą szyję. Z twarzy absolutnie nie wyglądam na 24 lata, raczej na 17. W porównaniu z dziewczynami w moim wieku wyglądam jak młodszy brat Zarost jest ledwo co widoczny. Sylwetka jest poniekąd skutek tego, że od wielu lat uprawiam kolarstwo szosowe i większość uprawiających ten sport ma takie sylwetki. Możecie sobie wpisać w gogle grafika frazę "hugh carthy". Wyglądam dokładnie tak samo. Spotykałem się z poradami żeby pójść na siłownię, ale mnie nie interesuje ten rodzaj wysiłku. Po prostu nudzi mnie to. Teraz przeszedłbym do charakteru i zainteresowań, bo tu też mocno odbiegam od norm społecznych. Na imprezy praktycznie nie chodzę. Na studiach byłem tylko 2-3 razy, ale nie kończyło się to dobrze, o czym wspomnę nieco później. Miejsca typu dyskoteki czy kluby mnie odrzucają, bo jest tam taki hałas, że nie słyszę własnych myśli i chce mi się żygać. Wolę ciszę i spokój. Nie interesują mnie seriale czy muzyka. W telewizji oglądam wyłącznie wyścigi kolarskie i filmy przyrodnicze. Moje pasje to kolarstwo, dzika przyroda, filozofia, gry karciane, ciąg Fibonacciego. Alkohol? Po 2 kieliszkach wódki robi mi się słabo i praktycznie każdą imprezę, na jaką byłem zapraszany kończyłem z twarzą w muszli klozetowej. W ogóle na studiach pierwszy raz wypiłem jakikolwiek alkohol. Na studiach Pierwszy raz zostałem zaproszony na imprezę. Co jeszcze? Na wakacje wyjeżdżałem tylko z rodzicami. Ostatni raz 6 lat temu. W momencie gdy skończyły się studia zapadłem na nerwicę głównie ze względu na perspektywę życia w samotności. Studia były praktycznie jedynym moim kontaktem z innymi ludźmi. Mam kolegę, z którym raz na jakiś czas wyjdę na bilard, ale często przebywa on zagranicą. Z resztą ludzi kontakt się urwał i jestem obecnie w martwym punkcie. Jestem umówiony niedługo na rozmowę o pracę i mam nadzieję, że otworzę nowy rozdział w życiu. Próbowałem szukać miłości przez internet, ale tylko nabawiłem się jeszcze większych kompleksów. Przez miesiąc na tinderze uzbierałem 18 par, z czego żadna nie odpisała. O reszcie szkoda w ogóle pisać. Dodam jeszcze, że jestem strasznie wrażliwy, i każde nieodwzajemnione serduszko na sympatii czy innym gównie bardzo mocno przeżywam. Czytałem też gotowe teksty na podryw, na pewnej stronie, ale były one tak żałosne i prostackie, że z litości nad autorem ich tu nie przytoczę. Ostatnio udało mi się zagadać do dziewczyny w autobusie, która przygotowywała się do kolokwium z matematyki. Zbierałem się do tego 20 minut, ale drżącym głosem udało mi się rozpocząć rozmowę, aczkolwiek nie dałem rady poprosić o numer czy dać znać, że mi się podoba. Po prostu 5 minut rozmowy i tyle. Stwierdziłem jednak, że lepsze to niż nic. Czy ktoś był w podobnej sytuacji i udało mu się z niej wyjść? 
       
      Pozdrawiam.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.