Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Zaduszony

5 lat minęło... czyli kto jest ofiarą?

Recommended Posts

Posted (edited)

Szanowni Bracia Samcy,

 

 

Mam nadzieję, że moja historia nie będzie dla Was zbyt zanudzająca.

Poniżej wstępu macie TL;DR, bo to mniej ważna część opowieści.

 

 

WSTĘP

 

Najpierw cofnijmy się może do lat gimnazjalnych. Otóż nigdy nie byłem osobą ekstrawertyczną. Od zawsze byłem tłumiony w szkole przez osobników bardziej asertywnych/przebojowych. Zawsze trzymałem się na uboczu, będąc raczej w stałych kontaktach może z 2-3 kolegami.

W gimnazjum koledzy nosili modne „najacze”, ja nosiłem chińskie podróby, zamiast nowych jeansów jakieś stare przeciorane po kimś (rodzice nigdy nie widzieli potrzeby zbytniego inwestowania w wygląd - dzisiaj, kiedy ja kupuję ciuchy w Zarze, to tata w Biedronce…). Do tego wkradła się wielkie okulary, nadwaga oraz niesamowicie uciążliwy trądzik, rozlewający się na całą twarz... Kolejna sprawa – byłem rok młodszy od całej reszty – poszedłem rok wcześniej do szkoły.

 

 

Podsumowując – przebieg mojego dzieciństwa spowodował trwały uszczerbek na mojej pewności siebie i do dzisiaj utrzymujące się zachowania na pograniczu nerwicy, wzmacniane dodatkowo przez sytuację, która będzie stanowiła meritum mojej opowieści.

 

 

Okres liceum był czasem, kiedy dopiero jako dorastający powoli samiec zacząłem dostrzegać rzeczy niedostrzegane wcześniej… Poskutkowało to zrzuceniem 15 kg nadwagi, pozbyciem się okularów i rozpoczęciem walki z trądzikiem. Niestety ostatnie było zupełnie bezskuteczne, do tego rodzina wmawiała że to samo przejdzie itd. więc w tamtych czasach nie wylądowałem jeszcze u dermatologa.

Przez całe lata licealne byłem totalnym betą, dostrzeganym tylko przez dziewczyny z niższym SMV… Wraz z niską pewnością siebie oczywiście skutkowało to, że czasem udało mi się umówić na jakiś rower czy wspólny wypad z dziewczyną, ale brak pewności siebie powodował, że totalnie nie przejmowałem inicjatywy i znajomość się równie szybko wypalała co zaczynała. Do tego moje zachowania w stylu totalnego pasywnego grzecznego pieska w stosunku do każdego nie pomagały mojej „atrakcyjności”.

 

 

Na studiach zacząłem dostawać trochę większy zastrzyk gotówki, co pozwoliło mi się ogarnąć – zabiegi na twarz u kosmetyczki (co pomagało na chwilę), siłownia, trochę modniejsze ciuchy… Pozwoliło mi to dopiero pierwszy raz zaobserwować, że mogłem w ogóle (o zgrozo!) jakiejkolwiek pannie się spodobać. Wtedy też poznałem pierwszą dziewczynę (przez internet oczywiście, do tego sama zagadała…), którą ośmieliłem się pocałować po drugim spotkaniu i przeszedłem pierwsze uderzenie emocjonalne… 

Po 2 tygodniach wyznałem jej miłość w walentynki (Boże… trzymaj mnie), potem po dwóch dniach napisała, że „nie chce się ograniczać, że ma dużo zajęć itp. itd.” i że nie chce się spotykać. Ja jak nawiedzony jeszcze napisałem jej elaborat, który zrobił ze mnie psa, potem jechałem jeszcze pod jej dom z prezentem na urodziny… ale dobra… mniejsza z tym. Cios spowodował że przez 2 miesiące nie mogłem się pozbierać. Zacząłem biegać po lecie dla wyładowania emocji…

 

 

Jako że w tym czasie nastąpił boom na portale randkowe/społecznościowe itp. założyłem tam konto. Odezwała się do mnie starsza o 3 lata dziewczyna, narzekająca na swojego narzeczonego z borderlinem (jak potem wyczaiłem po wertowaniu sieci) z którym się spotykała 7 lat i wielokrotnie rozchodziła i schodziła. Umówiliśmy się na piwo… Wyraźnie przypadliśmy sobie do gustu.

Na drugim spotkaniu już całowaliśmy się namiętnie pod jej klatką, a potem chwyciła mnie za rękę i zjechaliśmy windą do piwnicy :D . Oczywiście nie chciał mi stanąć z ekscytacji, więc zaimprowizowałem pierwszy raz robiąc minetkę (powtarzając studiowaną miliony razy w głowie wiedzą techniczną hahah). Jako iż była cierpliwa, na drugim spotkaniu już udało mi się pierwszy raz z gumą…

Potem spotykaliśmy się wielokrotnie, jej gość pracował nocami a potem za dnia odsypiał (nie mieszkali razem) i nasza relacja rozwijała się. Potem pokłóciła się z nim i pojechaliśmy na wyjazd 3-dniowy… Zbliżyliśmy się bardzo do siebie i któregoś dnia jej facet wyczaił mnie na FB i o czym się przekonałem potem – śledził jej również maila i prawdopodobnie GG na którym z nią pisałem. Zaczął fabrykować dowody przeciwko mnie. Założył jej konto na jakimś portalu randkowym ze zdjęciami, które kiedyś mi wysłała mailem i próbował jej wmówić, że to ja założyłem, że niby jestem w jakimś gangu, że jestem pseudokibolem i mam brata (a nie mam :D) w więzieniu, którego moja rodzina się wyparła… Najlepsze z tego jest to, że ona mu śmiertelnie uwierzyła na słowo i zaczęła z tego tytułu robić awantury, fochy, oskarżenia, obrazy… Co jej przemawiałem do rozsądku, on wymyślał coś nowego…

Szczytem było kiedy powiedział jej, że byłem karany mam chorobę weneryczną, narzeczoną, że mnie z nią widział… i wiecie co ja zrobiłem? Jechałem do Sądu po zaświadczenie o niekaralności, a potem zrobić badania krwi (dość upokarzające, bo patrzyli na mnie tam jak na jakąś patologię), ale nawet to nie wystarczyło bo misiu przecież się nie myli, a ma świadków, tylko nie chce ich ujawnić bo boi się, że dostaną wpierdol od moich kolegów :D.

Stwierdziliśmy, że to nie ma sensu, ja skończyłem z totalnym rozpierdolem i zawiedzeniem w głowie… Ale kontakt się nie urwał o dziwo… wielokrotnie spotykaliśmy się na seks w aucie pod niewiedzą jej zborderlajnowego narzeczonego…

Dla mnie to było za mało, chciałem uczucia, prawdziwej miłości…

Wróciłem na portale randkowe. Z nudów pisałem z różnymi dziewczynami.

Niektóre kontakty trwały miesiąc, inne mniej (np. epizod z nałogową jaraczką ziela z atakami paniki czy laską, która usiłowała mnie wepchnąć we friendzone – czyt. woź mnie i zabawiaj a ja zobaczę co dalej, czy seks z gorącą 40-tką przy której pękła guma… ale na szczęście tabsy 24h po…).

 

 

TL;DR: Od małego miałem niskie poczucie własnej wartości, które powoli sobie budowałem spotkaniami z kobietami, jednak moją wadą było to że zbyt się przywiązywałem i przez to cierpiałem. Do dzisiaj mam jednak problem ze stanowczością.

 

 

 

WĄTEK GŁÓWNY

 

Przechodząc do sedna opowieści…

 

 

Poznałem po ww. perypetiach na pewnym portalu dziewczynę, z którą jestem obecnie. Zwykła szara myszka, na zdjęciu może jakieś 4 bym jej dał, ale i tak nie chciało mi się siedzieć w domu, więc się umówiłem. Pierwsze spotkanie było w kawiarni. O dziwo ta 3 ze zdjęcia ogarnęła się na taką solidną 5, a jej atutem była ładna buzia (jednak stosunkowo pulchne ciało). Trzeba zaznaczyć, że była to dziewica, do tego jedynaczka, u której całowanie się na imprezie z kolegą było sukcesem… Ja od początku zaznaczałem, że nie chcę się wiązać od razu, ze raczej wolę znajomość stricte na luzie, jednak jak to facet szybko fizycznie przechodziłem do konkretów bez większego oporu z jej strony. Kobieta jako że doznała ode mnie czegoś, czego jeszcze nikt jej nie dał - po trzecim spotkaniu już się zauroczyła i wyznawała mi miłość…

 

 

No i znajomość się rozwijała, ja w międzyczasie zgodziłem się na związek… Do tego ona nie miała prawa jazdy, samochodu… Zaczęło się dojeżdżanie co drugi dzień do niej… Zapoznanie z rodzinką...

Potem imprezy rodzinne, wspólne wyjazdy… Ale niestety zaczęły się jazdy emocjonalne. Musiałem zerwać ze swoim hobby bo była zazdrosna o inne kobiety w moim towarzystwie, równocześnie jak szedłem na piwo z kolegami to co chwile mnie męczyła smsami. Doprowadziło to do tego, że dla świętego spokoju zerwałem kontakty ze wszystkimi. Ona też jest odludkiem – ma tylko jedną przyjaciółkę. Poza tym nie ma żadnego aktywnego hobby. Jak jest w domu to się totalnie nudzi i nie wie co ze sobą zrobić. Cudem po paru latach ją namówiłem do pójścia do pracy.

 

 

Od tamtego czasu praktycznie większość mojego czasu wolnego pochłania ona. „Przyjedź bo mi smutno.”, „Przyjedź bo chcę się przytulić.”. Jak mi się nie chce albo chcę inaczej rozplanować dzień, to pytania – „A Ty nie chcesz?”, „Nie kochasz mnie?”

 

 

Dodatkowo nasze rozmowy na czacie sprowadzają się do używania miliona serduszek i pisania w każdym zdaniu słodkiego zdrobnienia bo inaczej według niej coś jest nie tak. Do tego codziennie kilka razy musi się zapytać czy ją kocham (no tak, w końcu z sekundy na sekundę moje uczucie może się zmienić…).

 

 

Do tego wymaga ciągłej atencji w odpisywaniu. Jak jestem w domu czy w pracy i dłużej jej nie odpiszę, to zaraz telefony, dziesiątki smsów że się martwi, że coś mi się stało itd.

 

 

Każde pożegnanie na dobranoc to jest ta sama kombinacja tekstowa marzeń, śnienia o wspólnym domu, przyrzeczenia wiecznej miłości itp. (bo inaczej wg. niej znaczy, że coś jest nie tak).

 

 

Do tego jest w niej parcie na ślub… Marzy o ślubie. Nakręca się na różne magazyny ślubne, potem mi pokazuje jakieś kreacje czy buty, a mnie to w ogóle nie jara (to tak jak ja bym jej kazał czytać nie wiem… CD-Action). Dzieci nie chce, ale to tak jak ja.

 

 

Do tego jak jestem w swoim domu to zaczęła miewać ataki paniki w połączeniu z totalnym użalaniem się nad sobą… pisaniem jaka jest beznadziejna, że pewnie już nic do niej nie czuję itd… Najgorsze jest to, że to nie wygląda stricte na manipulację według tego co czytałem na forum, ona faktycznie ma coś przestawione w głowie i jest to strasznie, ale to strasznie toksyczne.

 

 

Kiedy nie chce mi się gdzieś jechać czy robić tego co ona wymyśli to są albo fochy albo nerwy (ale wprost nigdy mnie nie obraziła, po prostu jej zachowanie diametralnie się zmienia) albo użalanie nad sobą i myśli, że nic do niej nie czuję. Kiedy jej się nie chce czegoś robić czy gdzieś jechać, to ja bez problemu się zgadzam, tymczasem jak mi się nie chce, to nagle nie ma kompromisów…

 

 

Nie mogę żadnej aktywności podejmować bez jej niej, bo zaraz ma obawy, że „wpadniesz w oko jakiejś lasce i mi Cię odbije”. Na nic tłumaczenia o zaufaniu, że to normalne że spędza się czas wśród innych ludzi i że codziennie setki ludzi mijają mnie na ulicy i że to nic nie zmieni… Że nie jestem przedmiotem, który można sobie od tak odbić, a ona mnie nie ma na własność.

Nie zdaje sobie sprawy, że jej zachowanie działa wprost przeciwnie do zamierzeń, bo po prostu mnie totalnie wkurwia.

Ona ma strasznie zaniżoną pewność siebie. Uważa, że jestem od niej atrakcyjniejszy i kiedy np. biegałem czy chodziłem na siłownię stosowała podobny tekst jak wyżej wymieniony, ale kiedy namawiałem ją, żeby się wzięła też za siebie, zadbała trochę bardziej, to jej się po prostu nie chciało…

 

 

Do tego fatalnie wpłynęła na jej psychikę śmierć ojca w zeszłym roku. Od tego momentu seks mamy może… raz na miesiąc… A nie ukrywam że wymagam więcej, a jak ją zaczepiam to za każdym razem mówi albo że „nie jestem podjarana” albo że „nie mam ochoty”, a potem mi mówi że ma poczucie winy, że nie spełnia moich oczekiwań i zaczyna się użalać nad sobą. Ostatnio też ma jakieś problemy z nerwobólami czy żołądkiem, więc seks w ogóle jest odkładany na dalszy plan, a ja muszę zadowalać się klasycznym ręcznym…

 

 

Ona sama zauważa, że to co robi jest niszczące, ale w żaden sposób nie mogę jej przekonać, żeby coś z tym zrobiła. Ciągle oczekuje żebym to wytrzymywał i że obiecuje że to przejdzie. Chodziła przez jakiś czas do psychologa, to jej się poprawiło (sam to widziałem!). Potem przestała, chwilę był spokój ale nastąpiły większe nawroty. Teraz już do psychologa nie jestem w stanie jej zaprowadzić bo stwierdziła, że „on mi nie pomógł w ogóle, ostatnio przychodziłam i nie dawał mi żadnych rad”, „szkoda pieniędzy”, albo „nie będę się zwierzać obcej osobie ze wszystkiego”.

 

 

Niedawno kupiłem jej książkę o lękach/napadach paniki/zazdrości itd. którą obecnie czyta (tak mówi).

 

 

ZAKOŃCZENIE

 

Z tego co napisałem wyżej możecie sobie pomyśleć „Co ty do cholery dalej z nią robisz?”.

 

 

Sytuacja wbrew pozorom nie jest taka biało-czarna i dlatego mam problem. Generalnie jak jestem u niej to jest to dobra dziewczyna, lubi sprawiać niespodzianki, jest bardzo uczuciowa, lubi się dzielić tym co ma, lubi bliskość, często spędzamy wspólnie czas, żartujemy, mamy podobne poczucie humoru… Kasy też na mnie nie skąpi odkąd zaczęła zarabiać, bo dotąd za wszystko w większości ja płaciłem… Jednak czasami odzywa się jej „ciemna strona” czy też ta skaza na psychice.

Ciągle ma jakieś oczekiwania i wymyśla wspólne aktywności…

 

 

Zauważyłem, że tak ciemna strona najczęściej odzywa się w momentach, w których ona traci kontrolę nade mną bądź nie wie co w danej chwili myślę czy robię. Ta utrata kontroli powoduje u niej jakąś podświadomą panikę.

 

 

Dzisiejsza przygoda – wróciłem z fryzjera i kupiłem sobie kosmetyki za 200 zł. Pochwaliłem się dopiero wieczorem i zrobiła mi jazdy czemu nie powiedziałem jej od razu. Zrobiłem wyciąg z tej rozmowy – link do .docx na dole posta (.pdf za dużo ważył). Specjalnie prowokowałem rozmowę tak, żeby się dostać do źródła tego jej ataku. Tutaj praktycznie doprowadziłem ją do skrajności drążąc ten temat.

 

 

Po rozmowie poleciłem jej psychiatrę to usłyszałem od niej, że ją zamkną w psychiatryku, że do psychologa nie chce i że książka, którą jej kupiłem w ogóle nie pomaga…

 

 

Co Szanowni Bracia Samcy polecili by w takiej sytuacji? Ja osobiście mam często już tego totalnie dość. Czuję się zaduszony, nie mam praktycznie czasu wolnego, codziennie udaję że idę spać, a potem siedzę i odpoczywam w ciszy przez jedyne 3-4 godziny spokoju w ciągu dnia… Z jednej strony boję się, że jak od niej odejdę, to ona coś sobie zrobi przez te wahania psychiki, podejrzewam że będę ten najgorszy, cała rodzina się dowie jaki jestem okrutny (o tej jej ciemnej stronie wiemy tylko my i jej przyjaciółka)… Z drugiej strony wiem, że w środku poza tymi dziwnymi atakami jest normalna dziewczyna, którą widzę na co dzień kiedy z nią przebywam…

 

 

Po prostu nie mam pojęcia co mam robić dalej… Wiem że to już ostatni moment nadchodzi jeśli chodzi o rozkminy, bo jak tak dalej pójdzie to w końcu dojdzie do momentu że zamieszkamy razem i weźmiemy ślub, a ja się na to zgodzę tylko przez pryzmat „litości?”, „świętego spokoju?” i tylko po części uczucia, a nie chcę mieć zjebanego toksycznego życia... Chcę w końcu pomyśleć też o sobie.

 

 

Mam dość jebanego białorycerstwa, ale nie jestem w stanie stwierdzić – czy ona robi wszystko przez to że faktycznie ma jakieś zaburzenia (jeśli tak, to do kurwy nędzy chcę to wyleczyć), czy – naczytawszy się na forum od groma wypowiedzi na podobne tematy – jestem po prostu naiwną ofiarą prostej manipulacji… i się dałem jak ostatnia ofiara losu wrobić w „biedną myszkę”.

czat.docx

Edited by Zaduszony
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bym tam tego załącznika nie pobierał :D

 

@zaduszony

 

Jak chcesz to wklej rozmowę tutaj, a nie załącznikami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Taboo napisał:

Ja bym tam tego załącznika nie pobierał :D

 

@zaduszony

 

Jak chcesz to wklej rozmowę tutaj, a nie załącznikami.

 

To trochę miejsca zajmuje więc stwierdziłem, że tak będzie wygodniej po prostu :D

Ale jak się boicie, że Wam jakieś cholerstwo zawirusowane przesyłam

Cytat

 

21:38

a ja sobie u fryzjera kosmetyki kupilem

 

 

Ona

, 21:38

O.O

...

 

21:38

ale co sie dzieje

 

Ona

, 21:39

to szybko sie pochwaliłes Ci powiem

 

21:39

no bo chcialem na spokojnie jak juz bedziesz

 

Ona

, 21:39

no ale byłam od 15 na spokojnie

to tak moze bys napisał jakie?

 

bo mnie niestety nie stac

 

21:39

ale czemu tak agresywnie

 

Ona

, 21:39

 jak to? no piszesz mi ze kosmetyki to mysle ze napiszesz mi jakie

 

21:40

pastę, szampon i peeling do wlosów

 

Ona

, 21:40

ile?

 

21:40

2 stówki

 

Ona

, 21:40

O.o

 

21:41

lecznicze na przetłuszczanie sie wlosow, zebym nie musial codziennie myć

zrobil mi gosciu w ogole wyklad na temat szamponów z biedry czy np. kosmetykow joanny

ahahahah

 

Ona

, 21:41

wiesz ze lecznicze szampony uzalezniają?

21:41

Ona

, 21:41

ja uzywam i chwale

nie stac mnie na kosmetyki za 2 stów jak za 10 zł tez chwale

 

21:42

wlasnie to nie przeciwlupiezowe, bo przeciwlupiezowe powoduja ze skóra jest sucha i pozornie czysta ale potem wytwarza nadmiar łoju i potem sie jest od tego uzaleznionym

 

no ja chcialem spróbować

bedzie do dupy to juz wiecej nie kupie i tyle

 

Ona

, 21:42

dobrzee

 

21:42

ale czemu mi tak oschle piszesz

 

Ona

, 21:43

napisałam Ci 3 min temu "kot"

 

21:44

noo to jest słodkie bardzo…

i nie 3 min temu

 

Ona

, 21:44

no bo zamiast mi od razu napisac o tych kosmetykach to dopiero terax ;<

 

21:45

a co za różnica czy ja od razu piszę czy po jakims czasie, dla mnie to nie jest nowina w stylu "ktoś umiera" i ze musze sie chwalić od razu

 

Ona

, 21:45

no bo nowa frzuzyra i od razu jakis nowy styl bycia ;<

 

21:46

ale jaki nowy styl bycia

ze kupilem sobie kosmetyki ktore mogą mi pomoc na przetluszczanie wlosów to ze nowy styl bycia

 

Ona

, 21:46

Nom

 

21:51

no i mi jest przykro przez to ;<

 

Ona

, 21:52

;<

Ona

, 21:57

 

21:57

czemu „;<”?

 

Ona

, 21:57

no bo bo ;<

Ci przykro ;<

 

21:58

no bo nie zrobiłem nic złego, cieszylem sie ze sobie kupilem coś i ze mam nową fryzure a poczulem sie jakbym dostał zjebke ;<

 

Ona

, 21:59

przepraszam ;<

 

21:59

odpokutujesz jutro

 

Ona

, 21:59

a ja sie teraz czuje jakbym w pysk dostała

wiec jestesmy kwita

 

22:00

ale jak kwita jak ja przeciez Ci nic nie zrobiłem

 

Ona

, 22:00

a ja zrobiłam?

 

22:00

O.o

przeciez sama przeprosiłaś

 

Ona

, 22:01

bo wywołałes we mnie poczuce winy

 

22:01

no ale nie zrobiłem tego bo chcialem wywołać poczucie winy tylko powiedzialem CI co poczulem jak tak na mnie wyskoczyłaś

kiedy na to nie zasługiwałem przeciez

 

Ona

, 22:02

ale kiedy ja wyskoczylam?

sie poczułam tak jakbym zawwsze Cie zjebywała codziennie

 

22:02

no ale to sie tylko tak poczułaś, przeciez wcale tak nie napisałem

tylko ze mnie zabolało to ze pretensje mialas i nagle taka oschłość

 

nie powiedzialem ze mnie zawsze opierniczasz tylko ze w tym momencie mnie za ostro potraktowałaś

 

Ona

, 22:03

bo nie chwaliłam Cie jak mi fotkę wysłałeś?

Wgle

 

22:04

jak nie chwaliłaś, chwaliłaś  tylko po tych kosmetykach tak nagle

 

ide sie myc

 

Ona

, 22:05

i teraz nagle myc sie idziesz, jak nie dokonczylismy

bo myslałam ze powiesz mi o kosmetykach

przy oakzji wyjsscia z fryzjera nie po poł dniu

 

22:06

ale chcialem Ci na spokojnie napisać w domu juz

a jutro Ci je pokaze przeciez

 

Ona

, 22:06

no ale nie musisz mi pokazywac przeciez

 

22:06

no ale i tak do Ciebie wezme

 

22:07

jakbym chcial coś przed Tobą ukryć to bym w ogóle Ci przeciez nie powiedzial o nich, więc widzisz ze nie chcialem tego ukrywać

 

ide się umyć

 

Ona

, 22:08

czeeeekam

 

Ona

, 22:17

A mi nic tam nie kupiłeś

 

22:42

i to to Cię tak zabolało, ze nic Ci nie kupilem?

 

Ona

, 22:42

Nie, mówię ogólnie że nic

 

22:46

no ale mówisz to bo Ci to nie pasuje

 

Ona

, 22:47

Nie, mówię bo chciałam to powiedzieć ;

 

22:48

nie rozumiem

 

Ona

, 22:50

Czego?

22:51

czemu mi to napisałaś

 

Ona

, 22:52

Bo chciałam

 

22:52

no ale w jakim celu

 

Ona

, 22:53

Nie ma celu, musi zawsze jakis być?

 

22:54

no nie, ale to potem nie wiem czy to był żal czy co innego

 

Ona

, 22:54

Też nie wiem

 

23:00

Ide spać

 

Ona

, 23:00

Fajnie że ze mną wgl popisałeś dzisiaj

Normalnie

 

23:02

od 21:38 zaczełaś do mnie dziwnie pisać na wieść o tym ze kupilem sobie kosmetyki i ze sie od razu nie pochwalilem i ze Tobie nic nie kupilem i równocześnie zaczelas pisać oschle, to ja wlasnie nie rozumiem co się dzieje

do tego momentu normalnie pisałaś

 

Ona

, 23:03

Bo nie wiedziałam dlaczego pochwaliles mi się kosmetykami po 5h

23:04

a ja nie wiem czemu mialem od razu się chwalić, napisałem CI praktycznie od razu jak bylas wolna

ale jednak przyznajesz ze ton zmieniłaś po tym jak to napisalem i zaczęłaś pisać inaczej

 

Ona

, 23:06

Nie, nie przyznaje bo dla mnie kupowanie czegoś takiego jest równoznaczne z tym że wiesz że będziesz wyglądał super i zajebiście a ja jak dupa i każdy będzie Ciebie podrywał bo uzna że co Ty robisz z taką szmatą...

 

23:07

czyli to jest egoistyczne podejście  patrzysz przez pryzmat tego jak Ty się czujesz a nie jak ja się czuję i dla kogo to robię

 

Ona

, 23:08

Nie mówię że nie jest egoistyczne

 

23:08

tylko pomijasz zupełnie to jak ja się czuję

 

Ona

, 23:08

Bo nie będzie mi miło jak się ktoś na Ciebie będzie gapił i pożerał wzorkiem, to już moje uczucie też się nie liczą?

 

23:10

ale za Twoimi uczuciami nie idzie zadna logika, tylko zwyklyi brak pewności siebie, bo zauważ ze w zaden sposób Cię tym nie skrzywdziłem

tylko Ty to odbierasz jako krzywdę

bo "ktoś mnie może Tobie zabrać"

a ja nie jestem niczyją własnością którą mozna sobie tak odebrać

 

Ona

, 23:10

Czyli moją też nie, więc przeczysz sam Sobie

 

23:11

ale co Twoją też nie

ja Twoją własnością też nie jestem

jesteśmy razem się bo się kochamy

 

ale nikt nie jest niczyją własnością

to by było toksyczne jakby tak bylo

 

mamy siebie na wyłączność, ale nie jesteśmy własnością

 

Ona

, 23:12

Noo to mówię właśnie

 

23:12

a kiedy masz pretensje do mnie o to ze chcę się czuć dobrze i atrakcyjnie bo możesz mnie stracić to jest nieliczenie się z moimi uczuciami i obietnicami

w stosunku do Ciebie

 

Ona

, 23:13

Z moimi tez

 

23:14

czyli dla CIebie idealnie by było jakbym siedział zamknięty w pokoju, bez dostępu do ludzi, totalnie zaniedbany, bo przynajmniej zawszy bym był tylko dla Ciebie

 

bo byś mnie miała na wyłączność

 

Ona

, 23:15

No i teraz Ty przeznaczasz moje słowa

 

23:15

nie, próbuję zrozumieć Twoje motywy

bo na buty np. to sama mnie namawiasz zebym sobie kupował droższe

 

Ona

, 23:16

Nie zrozumiesz

 

23:16

a teraz kupiłem kosmetyki to jest awantura o to

więc ja tego nie rozumiem

możę chodzi o to ze nie spowiadam Ci się ze wszystkiego od razu tylko dopiero po jakimś czasie i boisz się utraty panowania?

 

Ona

, 23:16

Nie wiem...

 

23:17

moze podświadomie boisz się utracić nade mną kontrolę

 

Ona

, 23:17

Może

 

23:19

ale w takim razie co mial znaczyc tekst ze "nic CI nie kupiłem"

bo to taka postawa roszczeniowa

 

Ona

, 23:19

No nic, teraz każde zdanie będziemy analizować?

 

23:19

bo chcę CIę zrozumieć

 

 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@ZaduszonyNa podstawie tej rozmowy między wami uważam, że popełniasz bardzo poważny błąd probując ją zrozumieć, analizująć każdą jej wypowiedź oraz probujesz jej tłumaczyć rzeczy oczywiste, które i tak do niej nie dotrą. Kobieta jest kłębkiem emocji, zupelnie pozbawionym logiki, nawet jeśli coś do niej dotrze tłumacząc jak małemu dziecku, to po jakimś czasie wraca stare. Kwestia czasu i dalej tlumaczysz, ona dalej kiwa glową i mowi, że rozumie, jakiś czas spokój, potem znowu to samo i tak w kółko. Kobiecie niczego się nie tłumaczy, tego co mówi lub piszę nie probuje się zrozumieć ani analizować, ponieważ to droga do nikąd. One jedno mówią a drugie robią, co innego jeszcze przy okazji myślać. Emocje i gadzi móżdzek w pełnej krasie. Z kobięta się nie rozmawia, tylko ją się informuje lub jej oznajmia co się postanowiło. Ty probijąc jej cokolwiek tlumaczyć i opisując jej zachowanie sprowadzasz na siebie jej gromy, ponieważ ona jak to typowa kobieta, nie ma dystansu do siebie i otaczjącego jej świata, nie rozumie samej siebie i nie wie czego chce, ale zawsze więcej i zawsze nie tak, odbiera to bardzo osobiście, obraża się i wszyna awantury przy okazji wzbudzając w Tobie poczucie winy.

Związałeś się z panną o niższym SMV niż Twoje, możliwe, że nawet że dużo niższym i nie dziw się, że ona jest o wszystko zazdrosna i doprowadza do zakończenia Twoich dotychczasowych znajomości lub też niezawierania nowych. Zwyczajnie boi się, że Cię straci, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że nic lepszego jej się w życiu jak na razie nie przytrafi i uważa, że złapała Pana Boga za nogi. zwyczajnie przez to pokazuje, że na Ciebie nie zasługuje.

 

8 godzin temu, Zaduszony napisał:

Niedawno kupiłem jej książkę o lękach/napadach paniki/zazdrości itd. którą obecnie czyta (tak mówi).

Wierz mi, że ona tej książki nie czyta, tylko mówi, że czyta. Nawet jeśli to robi, to niewiele z niej wyniesie, a całe to jej gadanie o tym, że jej ta lektura nie pomaga jest glupim tlumaczeniem przed samą sobą oraz Tobą, że tak naprawdę nie chce ona nad sobą pracować i wyjść ze swojej strefy komfortu.

 

Po tym co przeczytałem jestem zaskoczony tym, że udalo Ci się wygospodarować odrobinę czasu na założenie tu konta i jeszcze więcej na opisanie swojej historii. Tylko broń Boże nie mów jej, że tu piszesz i że masz tu konto, nie czytaj tego w jej obecności i pokazuj jej tego forum. Zastanawiam się czy w takim trybie życia pod ciągła kontrolą będziesz miał czas przeczytać nasze odpowiedzi i przeczytać historie tu opisane oraz listę lektur tu polecanych oraz przesluchać polecane kanały.

 

Co zrobisz Twoja sprawa, ja bym zawijał nogi za pas i uciekał czym prędzej, tylko slalomem, bo przy jej poziomie zazdrości gotowa odpalać caly arsenał dział w Twoją stronę. Jesteś jak sam siebie nazywasz zaduszony, nie masz czasu dla siebie, wszystko jest robione pod nią, robi Ci sceny zazdrości o byle co, wpędza w poczucie winy.

8 godzin temu, Zaduszony napisał:

Z jednej strony boję się, że jak od niej odejdę, to ona coś sobie zrobi przez te wahania psychiki, podejrzewam że będę ten najgorszy, cała rodzina się dowie jaki jestem okrutny (o tej jej ciemnej stronie wiemy tylko my i jej przyjaciółka)

Gdyby to ona odeszła, w co wątpię, też bylaby to Twoja wina. Zawsze jest wina faceta. Zdradził mnie ta podła świnia to jego wina, zdradziłam go, ponieważ mnie zaniedbywał, nie miał dla mnie czasu. Pozbądź się tego lęku, ponieważ on Cię blokuje przed podjęciem poważnych decyzji i powoduje, że tkwisz w związku pozbawionym dla Ciebie sensu. Chyba nie uważasz tego za jakąs strefę komfortu.

 

8 godzin temu, Zaduszony napisał:

Wiem że to już ostatni moment nadchodzi jeśli chodzi o rozkminy, bo jak tak dalej pójdzie to w końcu dojdzie do momentu że zamieszkamy razem i weźmiemy ślub, a ja się na to zgodzę tylko przez pryzmat „litości?”, „świętego spokoju?” i tylko po części uczucia, a nie chcę mieć zjebanego toksycznego życia... Chcę w końcu pomyśleć też o sobie.

Może własnie to jest ten czas, aby o sobie pomyśleć i zrobić coś dla siebie i swojego życia, aby nie bylo ono toksyczne? Piszesz tak jakbyś nie miał na to wpływu, a decyzje podejmował ktoś inny za Ciebie. Weź się z garść i podejmij decyzje dotyczące swojego własnego życia, żeby potem nie było coś w stylu: ej chłopaki, żyję od kilku lat w małżeństwie i nie wiem co źle zrobiłem, nie wiem co się dzieje, ale jest bardzo źle.

Edited by Krugerrand
  • Like 9
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Sam dobrze wiesz, że masz tylko dwa wyjścia. Albo stawiasz sprawy jasno i obydwoje pracujecie w pierwszej kolejności nad sobą, a później nad związkiem, albo to kończysz.
Bo problemy widać grube po obu stronach.
A dwoje nieszczęśliwych ludzi z niską samooceną to najczęstszą kombinacja owocująca toksyczną relacją.

Ty masz nieprzepracowane kompleksy z dzieciństwa i brak wyczucia, co widać po niektórych reakcjach z załączonej rozmowy.
Dziewczynie umarł niedawno ojciec, a Ty się nakręcasz, że masz mniej seksu niż wcześniej. No kurwa dziwne.

U Twojej dziewczyny natomiast zakompleksienie i niska samoocena powodują paniczny lęk przed zdradą i odejściem. To jedna z motywacji parcia na ślub i niechęć do jakichkolwiek zmian, czy Twojego rozwoju. Do tego jej brak zainteresowań sprawia, że robi ze związku swój życiowy cel i bardzo kiepsko toleruje prosty fakty, że każdy potrzebuje swojej przestrzeni i swojego czasu wolnego. Efekt może być taki, że albo będziecie się wiecznie szarpać, albo zrobi z Ciebie spasionego misia, który siedzi tylko na kanapie i pod kapciem, tylko że poczucie bezpieczeństwa i kontroli przypłacicie utratą jej pociągu do Ciebie. Dalej nie trzeba pisać.

Edited by Esmeron
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Esmeron

Zwykle nasze rozmowy tak nie wyglądają. Zawsze staram się być w cholerę wyrozumiały. O seks też jej nie robiłem "jazd" żadnych tylko cierpliwie czekam jak się rozwinie sytuacja, a nawet się jej pytam, czy mogę jakoś pomóc, że przecież można iść do kogoś kto się na tym zna... Bardziej ona sama siebie obwinia o brak swojego popędu, że mogę skoczyć gdzieś w bok, a ja ją wtedy uspokajam... W każdej sytuacji staram się jej wszystko tłumaczyć jak przysłowiowej "krowie na granicy". Nigdy nie usłyszała ode mnie jakiejkolwiek ostrej krytyki, bo wiem że skończyło by się to fatalnie. Nawet jak jej w czymś doradzam mówiąc spokojnym tonem, bo po prostu widzę że coś nie gra, albo sobie z czymś nie radzi, to ona często to traktuje zbyt osobiście i sama się obwinia i wpada w jakieś durne stany depresyjne i potem robię za pocieszacza i mimo że nic tak na prawdę złego nie powiedziałem czuję się winny.

 

Myślę, że warte zaznaczenia jest to, że czasem jak puszczą mi nerwy i podchodzę do dyskusji na chłodno jak w ww. rozmowie to na jakiś czas mam spokój od "jazd", czyli tak jakby kiedy dostrzega, że jeśli nie jest w stanie na mnie wpłynąć a ja pozostaję niewzruszony, to odpuszcza...

Tutaj też mogę mieć pole do popisu jeśli chodzi o wypracowanie nowych reguł w związku i próbę ratowania relacji. Więcej bycia facetem, a mniej dupą wołową.

 

W dyskusji którą przesłałem celowo podszedłem w sposób chłodny, z mniejszym wyczuciem i bez większych emocji żeby zobaczyć do czego się dokopię w logicznym drążeniu... Oczywiście utknęło na "nie wiem" i cały plan wyciągnięcia motywów jej działania poszedł w cholerę, bo tak jak wspomniał @Krugerrand wszystko opiera się na bezpodstawnych emocjach i szukanie jakiejkolwiek przyczynowości nie ma najmniejszego sensu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Panna cały czas gra na twoim poczuciu winy, to co ciebie trzyma przy niej to tylko twoje projekcje, że rzekomo zrobi sobie krzywdę kiedy ją zostawisz, ona już zauważyła, że dałeś sie na to złapać i cały czas poszerza swoje panowanie nad tobą czego dowodem jest to o czym wspomniałeś na temat seksu:

"Od tego momentu seks mamy może… raz na miesiąc… A nie ukrywam że wymagam więcej, a jak ją zaczepiam to za każdym razem mówi albo że „nie jestem podjarana” albo że „nie mam ochoty”, a potem mi mówi że ma poczucie winy, że nie spełnia moich oczekiwań i zaczyna się użalać nad sobą. Ostatnio też ma jakieś problemy z nerwobólami czy żołądkiem, więc seks w ogóle jest odkładany na dalszy plan, a ja muszę zadowalać się klasycznym ręcznym…"

Z czasem seksu w ogóle nie będzie, bedzie tylko ona i jej problemy emocjonalne a ty bedziesz niczym elektron krążący wokół jądra ciemności.

 

UCIEKAJ JAK NAJSZYBCIEJ !!!

Edited by Ace of Spades

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Ace of Spades dlatego moją strategią na chwilę obecną jest większy chłód i bezpośredniość. Nie ukrywam też, że pomogła mi bardzo lektura forum.

Nie chce całej 5-letniej znajomości spuścić w kiblu. Jeśli jest jakakolwiek szansa na ratunek to ja - mimo że pewnie jest to idiotyczne i wiąże się dla mnie z forsowaniem kolejnych kłódek jakie na mnie nałożyła - chcę odzyskać władzę i więcej wolności w tej relacji.

 

Ona doskonale sobie zdaje sprawę, że jak mnie straci to nie ma nic, bo taka jest prawda. Nie ma żadnego życiowego osiągnięcia, życiowej pasji... Kiedyś w ogóle siedziała na dupsku przed TV cały dzień i oglądała jakieś seriale dla mózgowoułomnych, teraz wykazuje inicjatywy różnych wyjazdów/wspólnych wypadów ale bardziej na zasadzie zaspokojenia swojej potrzeby bezpieczeństwa i stabilności (w sensie "wspólne wyjazdy czy wyjścia wzmacniają związek") i też często zgadzam się na jakiś wypad nieszczególnie dla mnie atrakcyjny żeby tylko po prostu gdzieś się ruszyć, bo zwykle dzień wygląda tak, że przyjeżdżam po pracy do niej i kończę przed telewizorem nudząc się z nią obok...

 

Zamiast po przyjściu z pracy leżeć z nią w łóżku z telefonem i patrzeć na głupi serial czy 10-tą powtórkę programu "Królowych Życia", wolałbym np. pograć na kompie, na gitarze, poczytać jakąś książkę, czy zobaczyć fajny film, ale przy niej jest to niemożliwe, bo ciągle wymaga "atencji" czy też zabawiania. Nawet jak siedzę obok niej i robię coś innego to są teksty że ją ignoruję, że się "nią nie zajmuję". Oczywiście wszystko jest w porządku jak skupiam się na tym samym, co ona w danym momencie robi. Po wytłumaczeniu jej sprawy racjonalnie spokój jest tylko na moment. Potem znowu powtórka.

 

UWAGA! HIT!

Wiadomość sprzed chwili - wczorajsza dyskusja którą Wam przedstawiłem widocznie pomogła, bo teraz nakręcona do mnie pisze, że mogę być taki bezpośredni jak do niej przyjadę... i oczywisty podtekst erotyczny.

 

Normalnie dom wariatów.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
10 godzin temu, Zaduszony napisał:

Po rozmowie poleciłem jej psychiatrę to usłyszałem od niej, że ją zamkną w psychiatryku, że do psychologa nie chce i że książka, którą jej kupiłem w ogóle nie pomaga…

Czyli logicznie myśląc, kobieta twierdzi, że jest chora psychicznie i wymaga leczenia w zamkniętym ośrodku, choć znając życie, jest to tylko wymówka by się zmienić (albo i nie, to rzeczywiście powinien zbadać psychiatra), bo taka sytuacja jest jej na rękę. Co prawda użala się nad sobą, ale nie chce się zmieniać, ale to jest jej tak zwana strefa komfortu, z której nie chce wyjść, a każde jej biadolenie spotyka się ostatecznie z taką reakcją, że latasz koło niej i jej się to po prostu podoba. To, że ciebie niszczy jej w ogóle nie obchodzi. 

 

Jeżeli popatrzymy na zespół Münchhausena, to dana osoba symuluje chorobę (w tym wspominane ataki paniki), epatuje bólem lub wyimaginowanym cierpieniem, by w zamian mieć opiekę i troskę innych osób, a także karmić się swoimi skłonnościami masochistycznymi lub cierpiętnictwem. Jest to niemal jak uzależnienie, gdzie emocje związane z opieką i atencją innych osób dostaje poprzez granie ofiary (jak ludzie opiekują się ludźmi, to w osobie, którą się opiekują, są wytwarzane jakieś hormony poprawiające samopoczucie). Dodatkowo, czy twoja dziewczyna miała takie objawy wcześniej, zanim się poznaliście? Czy może na początku znajomości, czy może dopiero jak zauważyła, że takie zachowanie sprawia, że latasz wokół niej.

W każdym razie poczytaj: https://www.poradnia.pl/zespol-munchhausena-na-czym-polega.html?catid=0

 

Ja bym odszedł, i im szybciej, tym lepiej dla was obojga. Jak się nie ożenisz, to będziesz miał wierconą dziurę w brzuchu cały czas (do końca życia, jak nie odejdziesz), wraz z obrzucaniem ciebie winą i teatrzykami, jak ona przez cierpi i to twoja wina, bo nie chcesz się hajtać. Jak odejdziesz, to też będziesz miał teatrzyki, ale te teatrzyki się w końcu kiedyś skończą. A jak się ożenisz, to po tobie, bo oprócz tego, że odejście będzie kosztowne finansowo i emocjonalnie (bo w końcu się przysięgało przed obiema rodzinami), to będziesz miał to samo co teraz, jak nie gorzej, jak tylko się pozna, że teraz to już w ogóle od niej nie odejdziesz. Tak jak w biznesie, jak klient nie pójdzie do innego, to się go kasuje. W szkole byłeś ofiarą, potem zmężniałeś, a teraz znów dajesz robić z siebie ofiarę przez kobietę, która powinna się leczyć, bo choroby psychiczne i problemy same nie znikają. 

 

Edited by Beckenbauer
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Typowy bluszcz. Za wiele się nie zmieni, raczej będziesz ciągle opleciony bez wytchnienia.

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Zaduszony napisał:

Nie chce całej 5-letniej znajomości spuścić w kiblu.

Jeśli chcesz to ciągnąć to musisz się diametralnie zmienić, być stanowczy i traktować ja przedmiotowo, być może ona takiego traktowania pragnie, musisz tak odwrócić cała sytuacje żeby panna jadła ci z ręki i chodzi jak w zegarku, jest to możliwe ale czy ty dasz radę odmienić ta relację???? 

Musisz sobie sam odpowiedź szczerze na to pytanie, czy wobecnym stanie jesteś na to gotowy??? Bo jeśli nie to zaprawdę powiadam ci UCIEKAJ!!!! 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@MMorda mnie wyprzedził.  Chcesz aby było dobrze bądź gorszy niej!!!! Lecz osobiście bym dał dyla... Szkoda nerwów i czasu... I co Cię kurwa obchodzi jej rodzina. Ona nie miałaby sentymentów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja czuje podskórnie DDA, nie wiem czemu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zaduszony, trudno będzie, IMO. Przez te 5 lat Pani owinęła Cię wokół palca i jak mówi "skacz", Ty pytasz "jak wysoko?". Może czas zejść z tej trampoliny? :) Ty jej sam nie naprawisz, jak nie będzie chęci naprawy po drugiej stronie. Z reguły tak nie mówię i nie piszę, ale naprawdę, nie sądzisz że stać Cię na więcej? Żyjesz jej życiem, jej problemami, nie swoim. Zdystansuj się i zajmij sobą i patrz na reakcję. Warto też odnowić krąg znajomych płci obojga, wrócić do zarzuconych zainteresowań.

'

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Krugerrand napisał:

Kobiecie niczego się nie tłumaczy, tego co mówi lub pisze nie próbuje się zrozumieć ani analizować, ponieważ to droga donikąd.

Nie "donikąd", gorzej- toksyczna kobieta to droga do zniszczenia własnej psychiki i życia...będzie coraz gorzej i bez sensu, analiza nic nie da.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
Godzinę temu, Zaduszony napisał:

Nie chce całej 5-letniej znajomości spuścić w kiblu.

Czasem trzeba, żeby siebie ratować. Ona nie miałaby żadnych skrupułów, aby to zrobić i nie tylko po 5 latach. nawet po 10 czy 20.

Przestań się nad sobą użalać. Zacznij działać i nie zmieniaj jej, bo to nic nie da, tym bardziej na siłę. Ja tu widzę ostre uzależnienie od toksycznej osoby, a chyba jeszcze większe od jej waginy.

Godzinę temu, Zaduszony napisał:

Zamiast po przyjściu z pracy leżeć z nią w łóżku z telefonem i patrzeć na głupi serial czy 10-tą powtórkę programu "Królowych Życia", wolałbym np. pograć na kompie, na gitarze, poczytać jakąś książkę, czy zobaczyć fajny film, ale przy niej jest to niemożliwe, bo ciągle wymaga "atencji" czy też zabawiania. Nawet jak siedzę obok niej i robię coś innego to są teksty że ją ignoruję, że się "nią nie zajmuję". Oczywiście wszystko jest w porządku jak skupiam się na tym samym, co ona w danym momencie robi. Po wytłumaczeniu jej sprawy racjonalnie spokój jest tylko na moment. Potem znowu powtórka.

I Ty się zasatanawiasz i Ty nie chcesz tego spuścić w kiblu???????? Serio? Życia teraz nie masz, po ślubie będzie jeszcze gorzej.

Ciągnięcie tego dalej i postawienie granic będzie wymagało od Ciebie ogromu pracy i wysiłku, do tego konsekwencja w działaniu gdy przyjdzie te granice bezwzględnie egzekwować. Ona będzie sobie pozwalała na coraz więcej widząc zmianę postawy i będzie w ten sposob chciała sprawdzić czy faktycznie masz jaja czy to na chwilowy pokaz. Pytanie czy to wytrzymasz? Na tę chwilę osobiście wątpię. To toksyczna osoba, przerzuje Cię wielokrotnie a następnie wypluje, nie dość, że będziesz czul się podle, to jeszcze będziesz żył w przekonaniu, że to Twoja wina.

Godzinę temu, Zaduszony napisał:

bo teraz nakręcona do mnie pisze, że mogę być taki bezpośredni jak do niej przyjadę... i oczywisty podtekst erotyczny.

I co teraz? Lecisz do niej najarany na seks? Oby nie.

Szanuj się i olej to co pisze.

Edited by Krugerrand
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@MMorda

Ona nie pochodzi z rodziny alkoholików, chociaż co prawda z rodziny bardzo prostej i ze standardowym schematem życia rodzinnego - matka siedziała w domu, ojciec nosił kasę jednak rozliczał matkę z wszystkich wydatków. Potem przyszła bieda, bo ojciec stracił pracę (likwidacja starej huty, problemy z wypłatami dla pracowników). Potem dostał rentę i siedział w domu nic nie robiąc tylko kisnąc przed telewizorem, co wpłynęło potem na jego zdrowie i późniejszą śmierć. Czyli rodzice kisnęli w domu. Oczywiście nie mieli żadnych zainteresowań czy pasji. Taka zwykła smutna szara egzystencja. Matka chociaż książki czyta.

 

@Obliteraror

Właśnie moją strategią w pierwszej kolejności jest stopniowe zrywanie smyczy. Jeśli zaczną się awantury, czy dziwne emocje - zacznę je rozwalać logicznymi argumentami robiąc dalej swoje. Wydaje mi się, że spotulnieje kiedy zobaczy, że nie robi to na mnie wrażenia (tutaj dla mnie zadanie - zwiększenie swojej osłony i większa twardość).

To jest chyba ten typ, co opamiętuje się dopiero przy pokazaniu stanowczości i kiedy zauważy, że jej zachowania nie wywierają na mnie wpływu.

 

@Krugerrand

Ja się nawet na seks nie nastawiam. Coś Ty. Ona teraz może tak pisać, a jak przyjadę to "coś ją będzie boleć" albo "to w weekend na spokojnie" albo coś w tym stylu. To pewnie zasada kija albo marchewki.

 

W ślub się nie zamierzam wpakować przed chociażby próbą rozeznania tematu. To już byłby dla mnie koniec życia, jeśli ta sytuacja nie zostałaby rozwiązana... A zaznaczam, że nawet nie zaczęliśmy ze sobą mieszkać... Wtedy w ogóle nie miałbym oddechu żadnego. Postawiłem jej twardy warunek - najpierw mieszkanie wspólne a dopiero potem ślub. Jak na razie jest to bariera nie do przeforsowania ze względu na fakt, iż sam nie mam odpowiedniej zdolności kredytowej więc mieszkania z powietrza nie wyczaruję. Ona może tym bardziej o mieszkaniu sobie pomarzyć ze swoją lichą pensyjką... Tyle dobrze, że ruszyła chociaż tyłek do pracy i mniej pasożytuje finansowo a nawet sama coś mi kupuje droższego czasami, bo chyba czuje, że musi się odegrać za te lata co ja wszystko finansowałem.

 

Co do skrupułów... myślę że ona nie miałaby jaj żeby mnie sama spuścić w kiblu. Jest nieporadna życiowo, takie dorosłe dziecko. Wie, że ciężko będzie miała znaleźć tak ogarniętą osobę jak ja, zważywszy na jej poziom kontaktów społecznych, jak i brak pewności siebie i niedojrzałość emocjonalną.

 

Oczywiście na samym początku było zupełnie inaczej. Biedną myszkę zaczęła odgrywać dopiero w momencie, kiedy zobaczyła że mi zależy. To też niejako prowokuje we mnie chęć przetestowania siły kagańca.

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Zaduszony napisał:

Jeśli zaczną się awantury, czy dziwne emocje - zacznę je rozwalać logicznymi argumentami

Zły plan! Logika nic nie da. Widzę, że jednak ciągle nie rozumiesz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
14 minut temu, SpecOps napisał:

Zły plan! Logika nic nie da. Widzę, że jednak ciągle nie rozumiesz.

Więc co proponujesz? Podejście "na chuja z wyjebką"? Zawsze logika i chłodność mojego osądu powodowała uspokojenie tematu z jej strony i niejako pogodzenie z sytuacją. Agresja wywoływała falę przeprosin, rozpaczy i innych totalnie zbędnych emocji. Logiką wytrącam jej jedyne argumenty czyli omijam zachwianą psychikę.

 

Wiem, że ostateczne wyjście dla mnie to totalne zerwanie kontaktów, pousuwanie kont, zmiana numerów, odcięcie kompletne pępowiny, może wyjazd gdzieś daleko na odreagowanie i pewnie na tym się skończy, jeśli nie będę miał innego pomysłu na ratowanie sytuacji, a granica zostanie przekroczona.

Edited by Zaduszony

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Zaduszony napisał:

Więc co proponujesz?

Po prostu zgadzam się z tym, co już Bracia napisali. Myślę, że twój plan doprowadzi do eskalacji emocji. Ona jest zaburzona, nie chce psychoterapii (schemat) a Ty planujesz rozgrywanie gier czy wojenek. To nie jest życie! To toksyczny związek...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może jestem za młody, by tutaj pisać, ale jej nagła chęć na seks wydaje mi się podejrzana.
Tak jak sam mówiłeś - zmarł jej ojciec i straciła na to chęć. To jest jeszcze w porządku, bo jest emocjonalna, ale powinna się też starać pracować nad tym, by się pogodzić z tym (potrzebuje psychologa) (chociaż możliwe jest też, że używa to jako wymówki).
Mam pytanie: Czy ona chce seksu głównie po kłótniach? Jeśli tak, to prawdopodobnie używa go jako narzędzia, by Ciebie trzymać przy sobie. Biologia jest czasami okrutna, panowie. Oksytocyna i wazopresyna, noradrenalina i dopamina.

Wygląda na to, że ona nie chce się zmieniać dla Ciebie, tylko wymaga być TY to robił dla niej. Ty masz swoje potrzeby, chcesz mieć trochę oddechu, lecz ona Ci go zabiera i zmusza do stagnacji... Ja zadał bym pytanie, czy Ty chcesz być w związku z uzależnioną (od atencji i komfortu) dziewczyną i sam być niemalże zmuszanym do uzależnienia się od niej? Nie oszukujmy się, ona robi z Ciebie wraka człowieka, a Ty się na to godzisz, bo myślisz, że nie znajdziesz sobie dziewczyny, która da Ci wolność i sama będzie starała się rozwijać. Ona specjalnie będzie chciała Cię odciągać od wszystkiego, byś nie był interesujący i się od niej bardziej uzależnił, ponieważ "nikt inny mnie nie będzie chciał".
Później, po latach związku i małżeństwa (nie oszukujmy się, zmusi Cię do ślubu) spojrzysz w przeszłość i co znajdziesz? Stracone okazje? Porzucone hobby? Zmarnowany potencjał? W imię czego?
Wszyscy ludzie, nieważne jakiej płci, którzy nie motywują i nie wspierają drugiej połówki w rozwijaniu się, są niczym więcej tylko tyranem.

Nie angażuj się więcej, nawet jeśli jest możliwość, że rozpowie, jaki jesteś "zły", to świadczy o niej jeszcze gorzej. Pokazałoby to, że jakbyś się jej sprzeciwiał wystarczająco często, to starałaby się rozwalić Twoje relacje z innymi ludźmi.
Uważaj, tacy ludzie są zazwyczaj manipulatorami - w towarzystwie aniołki, ale na osobności będą Cię wyżerać.
Strasznie mi ona przypomina moją siostrę o zgrozo.
Ludzie jak one nie chcą się zmieniać i nie będą się zmieniać o ile społeczeństwo (co inni ludzie o nich myślą) ich do tego nie zmusi! Pamiętaj, że Twoje zdanie w tej kwestii nie będzie dla niej wystarczające! Oczywiście, będziesz miał kontrolę przez 2-3 dni, ale one wracają do swoich nawyków.
I serio? Kłótnia o to, że powiedziałeś jej później o kosmetykach?

Widzę, że boisz się o jej uczucia, co jest w miarę typowe u ludzi jak Ty, a ona jest wulkanem emocji. Prawda jest taka, że Ty nie potrzebujesz aż takiego wulkanu. Lepiej ją odpuść. Ona nie potrzebuje logiki, gdyż sama nie stara się Ciebie zrozumieć! Możesz myśleć, że wytrzymasz ze swoimi uczuciami, ale ona ciągle wierci dziurę w Twojej zbroi. Kiedyś się dowierci i wybuchniesz. Możesz wybrać bycie traktowanym jak wycieraczkę przez całe życie lub rozstanie. Znam jedną dziewczynę, która praktycznie jest Twoim lustrem - inteligentna i chłodna, ale daje się traktować jak wycieraczka przez wszystkich.
Polecam zadbać trochę o siebie, wyedukować się trochę. Uwierz mi, że są dziewczęta, które z pewnością chciałyby Ciebie (Nie wiem, czy w Twojej sytuacji jest to realne, ale staraj się szukać w środowisku biznesowym, zazwyczaj tam będą kobiety, które pragnęłyby Twojej osobowości i podejścia).

Życzę miłego dnia.

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

W miarę upływu czasu będzie tylko gorzej.

Czy muszę dodawać, że Ty masz rozkminy, chcesz ratować sytuację a ona- jakby co- znajdzie nowego faceta z dnia na dzień?

 

PS

Co ma wspólnego śmierć ojca z ochotą na seks???

Edited by SpecOps

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Zaduszony Więc zdjaesz sobie sprawe jaki wzorzec chce przenieść do waszego związku? Dokładnie ten sam co w domu.

Możesz sporo zmienić, stracić sporo energi i lat na zmiane tego wzorca, ale pewności na związanie was nigdy nie bedziesz miał. Więc w pewnym momencie możesz obudzić się z ręką w dupie, że straciłeś sporo czasu. Wybór jest twój.

Edited by MMorda

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.