Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
BigDaddy

Syndrom Piotrusia Pana wg Jordana B Petersona

Recommended Posts

 

Ciekawa analiza odnośnie dorosłości i odpowiedzialności za własne życie. Szczególnie ciekawe jest rozpatrywanie jej w kontekście tego co jest głoszone na forum, bo dla mnie to forum i audycje Marka były takim wprowadzeniem w dorosłość, brutalnym ale potrzebnym rozprawieniem się z 'nibylandią'.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja osobiście nie lubię retoryki pana Petersona. Temat, który podejmuje jest niesamowicie szeroki i wątpię żeby ktokolwiek był w stanie ugryźć go w ten sposób, żeby wyznaczyć nowy zadowalający trend w, bądź co bądź, planowaniu celu i sposobu życia każdego człowieka. Wielu ludzi starszej daty zakłada, że archetypy nieświadomości zbiorowej jak studia, stabilna praca i ślub są nadrzędne do życia. A kto był na studiach ten dobrze wie, że "gówno" cię tam nauczą, kto pracował na etacie ten wie że ani pieniędzy tam dobrych nie zdobędziesz a twoje zdrowie psychiczne pewnie podupadnie, a o znaczeniu ślubu to już na tym forum nie muszę wspominać. Mnie osobiście nie pociąga wizja człowieka, który w wieku 25 lat już nie ma czasu, siedzi codziennie w automatycznej pracy i musi świeżo po "wykształceniu się" zapierdalać jak wół, żeby przeżyć i odhaczyć wszystkie społeczne kamienie milowe. Zmiana mentalności jak najbardziej, ale ochocze wskakiwanie do maszynki do mielenia inteligentnego mięsa - nie. Nie urodziliśmy się za karę.

Może według wielu taki punkt widzenia będzie podpadał pod syndrom Piotrusia Pana, ale ja to nazwę inaczej - "dorosłość" w takim wydaniu jest to śmierć indywidualności, powołania, intuicji, naturalnego trybu życia. W zamian dostajemy świstki papieru, alkohol, tanią rozrywkę i obietnicę bezpieczeństwa. A tuż po zakończonym procesie jesteśmy martwi w środku - wyzuci z emocji, uczuć, wyższych wartości, duchowego powołania, z kompletnie zrujnowaną psychiką, czekających na cios łaski. To jest cel egzystencji homo sapiens sapiens? Może.

  • Like 19
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Figurantowy Masz racje po części.Jednak wypunktowałeś tu same wady "dorosłości".Symbolicznie w Piotrusiu Panie wady te symbolizował Kapitan Hak.Jednak dorosłość ma też zalety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Figurantowy Czołem bracie, przeczytałem to co napisałeś i trochę mnie ubodlo twoje stwierdzenie, że na studiach Cię gowno nauczą. Faktem oczywistym jest, że szkoła życie jest najlepsza. Nie wiem skąd bierze się ta nagonka na studiowanie. Trzeba być świadomym, że każdego do wyuczonego zawodu nie przyjmą i może z tad pochodzi frustracja. Pozatym jest tyle czynnikow które mają wpływ na to jak potoczy się kariera. Nie pracuje w wyuczonym zawodzie ale mam świadomość, że dzięki temu ze poszedłem studiowac to mam ogólne pojęcie w tematyce i wiem jak sie po niej poruszać. Moze kiedyś uda się to wykorzystać. Dziś podobno bycie inżynierem czy innym fachowcem nie polega na recytowaniu z głowy tych wszystkich reguł. Trzeba umiejętnie działać wykorzystujac narzędzia które poznałes. A studia sprawiaja, że poznajesz tematyke w mniejszym czy większym stopniu. A co do tematu to niewiem czemu ale lubie tego Pana i trafia do mnie to co mówi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Polmartwy Osobiście nie znam ludzi, którym wiedza zdobyta na studiach sama w sobie otworzyła drzwi do dużych pieniędzy czy wielopoziomowego rozwoju. Większość ludzi w tym okresie zaczęła sama prowadzić gospodarstwo domowe, poznawać rozgarniętych intelektualnie znajomych, zdobywać pierwsze konkretne pozycje do wpisania do CV, imprezować do granic wytrzymałości i ruchać za wszystkie czasy. Prawie cała "otoczka informacyjna" uleciała z głowy w tempie błyskawicznym. Kto na studiach rozwijał swoje pasje i sam się dokształcał ten miał lepszy start, ale na palcach jednej ręki można było wyliczyć osoby, których wiedza z wykładów cokolwiek ruszała. Ot papierek.

@Jaśnie Wielmożny Bardziej skłaniam się do rozwijania adaptacji, elastyczności, umiejętności interpersonalnych. I moje cele są długofalowe, zgodne z tym co mi sprawia największą satysfakcję. Kwestia środków czyli pieniędzy, towarzystwa, pozycji społecznej to sprawa drugorzędna, ponieważ nie mogę nad tym zapanować. Każdy powinien się kierować swoim własnym wewnętrznym kompasem, idea dzielenia postaw na złe/dobre jest śmiertelna dla natury życia, natomiast zbawienna dla ludzi tworzących dany wzorzec, gdyż czerpią oni mnóstwo korzyści z osób, które mu nie podołają .

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kam on:Syndrom powstały w Bravo Girl i innych tabloidów coby "udowodnić jacy faceci są "nieodpowiedzialni""

Tjaaa, jesteś Piotrusiem Panem bo nie chcesz mieć dzieci zarabiając  1.6kPLN na renkę...

Tyle powiem: Czeba było uważać na lekcji biologii i matematyki i było by jaśniej - f szczególności procent składany :D

pozdro

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lubię Petersona, walczy przeciwko cenzurze i stawia się nowym wynalazkom lewicy. Jego kariera zaczęła się gdy uniwersytet na którym pracował chciał zmusić wszystkich aby podporządkowali się lewackiej nowomowie. Trzeba jednak rozumieć kontekst w którym ten wykład został zrobiony. Peterson ma żonę i dzieci, jest człowiekiem starszej daty jak i jego luba. Nie wie chyba do końca jak dzisiejsze kobiety się zachowują mając tyle okazji by osiągnąć swoje cele, że są wynagradzane za rozwód itd. Nie winiłbym go za to, to tak jakby się obrażać na rodziców dziwiących się że ktoś nie chce ślubu. Skąd mają wiedzieć jaki cyrk mamy w obecnych czasach, gdzie kobieta 5/10 rozpuszczona likami na tinderze chce faceta 1.90 10k+ oraz musi być przystojny! Natomiast ogólny zarys wypowiedzi, wzięcie życia w swoje ręce jest uniwersalny i to mi się podoba w jego wypowiedzi. Zresztą świetnie rozbraja feministki:

 

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Polmartwy napisał:

z tad 

pamiętaj, że detale tworzą całość

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Tomko napisał:

@Bohun Umiesz pisać po Polsku czy udajesz głupka? 

 

A co to za różnica - dla mnie liczy się treść, a nie forma.

Przyznam że przekręcam celowo poniektóre słowa dla beki jeśli oto Ci chodzi.

Gupki tez w społeczeństfie są potrzebni ;)

Pozdro

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tu jest pokazane, że syndrom jest zły. Wiecie co ja wolę być Piotrusiem, takim co liczy sam na siebie i sam na siebie zarabia. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak sam jak ze sformułowanie "Ustatkować się". Nie masz siana, mieszkania, ale bierzesz samice i majstrujesz bombelka - ustatkowałeś się. Masz własne mieszkanie, dobrze zarabiasz, rozwijasz się - syndrom Piotrusia Pana.

  • Like 5
  • Thanks 2
  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, Perun82 napisał:

Tak sam jak ze sformułowanie "Ustatkować się". Nie masz siana, mieszkania, ale bierzesz samice i majstrujesz bombelka - ustatkowałeś się. Masz własne mieszkanie, dobrze zarabiasz, rozwijasz się - syndrom Piotrusia Pana.

O to to właśnie mi chodziło tylko 6 Harnaś zaczął działać i się wysłowić nie potrafiłem ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tu chodzi o to: masz mieszkanie, rozwijasz się, zarabiasz, oszczędzasz - niedojrzały piotruś, bo.... nie daje się eksploatować macierzy - kobietom, właściwie ich imperatywom biologicznym (potomstwo, gniazdo, wygody etc). A powiedz Ty Bracie jakiejś, że chciałbyś zagwarantować sobie odpowiednie szanowanie twojego imperatywu tj. określona ilość seksu na jakąś jednostkę czasu... osz ty świnio, w miłości nie o to chodzi! Powiedz żeś odwiedził profesjonalistkę, gdy to przecież byłeś niezbyt bogaty na małżeństwo, nie miałeś smv, by Panie same wchodziły ci do łóżka, naśmiewanie się z prawiczka itd.- to "jesteś skreślony" tak po prostu, nie ma dla Ciebie empatii. Kobieta zaś jeśli "zainteresuje się", nie możesz odrzucić propozycji, bo Cię znienawidzi. One jak małe piotrusiaczki chcą i mają dostać, a ty chamie nie rozumiesz jej uczuć. Dlatego nazywam takie "shaming'i" programem ochronnym gynocentrycznego matrix'a.

Edited by AdamPogadam
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ten filmik to jest do pewnego momentu ciekawy, ale im dalej tym staje się coraz bardziej niestety nachalnym gównem o wzięciu mitycznej odpowiedzialności i zostaniu szarym beciakiem w społeczeństwie.

Veto!

Share this post


Link to post
Share on other sites

I trochę pomieszano tutaj pewnie rzeczy.

Np. dziecięcy (męski) bunt przeciwko podporządkowaniu się nazwano wstępem do braku odpowiedzialności.

Nigdy tak nie było, a teraz tym bardziej nie jest.

Mężczyzna ma branie odpowiedzialności w genach, a bunt jest tego przejawem,. A nie zaprzeczeniem.

Bunt nie oznacza że chłopak chce coś zrobić głupiego i nie brać za to odpowiedzialności. Oznacza jedynie że chce coś zrobić po swojemu, i być może ponieść też tego konsekwencje jak coś pójdzie źle. Wykonując pewne rzeczy nauczy się co jest bezpieczne a co nie. Co warto robić a co nie. Blokowanie buntu zablokuje dziecku-mężczyźnie możliwość rozwoju. Jakim cudem w przyszłości ma brać odpowiedzialność, skoro jedyne czego będzie nauczony to postępowania zgodnie z dyktatem innych osób?

 

Tak było zawsze, a dzisiaj jest jeszcze gorzej.

Bo o ile kiedyś tępiono samowolne zachowania chłopaków w postaci rozrób, kradzieży, ale pozwalano na grę na boisku, łażenie po drzewach, szybką jazdę na rowerze.

To dzisiaj się blokuje wszystko. Nazywając to nieodpowiedzialnością. Może to i jest nieodpowiedzialność, ale to jest męska droga do odpowiedzialności.

Może po prostu mężczyzna jako dziecko musi popostępować nieodpowiedzialnie, żeby się na przyszłość nauczyć jak być odpowiedzialnym.

 

A co do samego syndromu, to w sumie 90% dzisiejszych kobiet wpada w tą definicję.

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pojęcia się pomieszały, bo dzisiaj to nie działa tak jak kiedyś.
Odpowiedzialność to konieczność (czy chęć) odpowiadania za własne czyny, czyli możliwość naprawiania szkód które się potencjalnie wyrządzi. Są tu 2 ważne punkty które muszą być połączone:
1. Samodzielne podjęcie decyzji.
2. Samodzielne naprawianie szkód gdy one powstaną.
Jest też punkt 2B, czyli możliwość samodzielnego odbierania zasług gdy decyzja doprowadzi do czegoś dobrego (nie spowoduje szkód tylko jakieś zyski). Ale to w tym przypadku nieważne bo mowa jest o wyzbywaniu się odpowiedzialności za błędne decyzje.

W dzisiejszym lewackim świcie to już tak nie działa.
Państwa są opiekuńcze a do tego kontrolują społeczeństwa regulacjami.
Rozwala to punkty 1 i 2. Oraz połączenie tych punktów.
Nie ma możliwości samodzielnie podjąć decyzji. Trzeba działać tak jak każe państwo.
W przypadku powstania szkody nie ma odpowiedzialności tylko kara. Jak ktoś wyrządzi szkodę to zamiast ją naprawiać idzie do więżenia.
Czyli traktuje się ludzi jak dzieci. Nic więc dziwnego że swój rozwój umysłowy mają na poziomie dziecka.
Dzieciom się nie pozwala podejmować samodzielnie decyzji, a w razie wyrządzenia szkód naprawiać ich. Tylko się im daje lanie a naprawia samemu.
Sam miałem takie sytuacje. Uszkodziłem w szkole tablicę. Mogłem ją naprawić sam, ale nie. Ja dostałem lanie a ojca wzywali na naprawę. Tak to działa i w dorosłym życiu w lewackim państwie.
Jak spowodujesz wypadek, to nie płacisz za szkody tylko płaci ubezpieczyciel. A Ty płacisz mandat. Nie ponosisz więc odpowiedzialności, tylko karę. Kara nie trafia do ofiary wypadku (tak jak lanie dziecka nie naprawia szkody a nie nie zadośćuczynia za tą szkodę). A często się zdarza że naprawę można zrobić łatwo albo nawet samodzielnie.
Podobnie jest w małżeństwach. Mężczyzna nie może wpływać na małżeństwo, więc co dziwnego że nie chce za nie odpowiadać?
Nie ma też możliwości naprawiania małżeństwa. Bo decyduje kobieta.
Nijak to nie spełnia definicji odpowiedzialności.
Odpowiedzialność byłaby gdyby mężczyzna podjął złe decyzje, a potem mógł je naprawiać.
A tu decyzje podejmuje kobieta, oraz sąd rodzinny reprezentowany przez kobiety. Nie ma możliwości naprawiania, jest tylko kara w postaci alimentów.
Brak chęci wchodzenia mężczyzn w małżeństwa to nie brak chęci wzięcia odpowiedzialności, lecz brak chęci wchodzenia w układ w którym ponosi się kary za nie swoje decyzje.

Jedyną decyzją mężczyzny jest decyzja o wejście w małżeństwo.

To tak  jakbym ja podejmował decyzję o podjęciu się pracy, ale obliczenia, spawanie i odbiór prac robił by ktoś inny. Ja nie miał bym na to żadnego wpływu ale miał bym ponosić konsekwencje błędów w obliczeniach, w konstrukcji i odpowiadać za ewentualną katastrofę budowlaną.
Niechęć wchodzenia w taki układ to zupełnie coś innego niż nieodpowiedzialność.

Ten duchowny wyżej na początku trochę pomieszał mówiąc o wchodzeniu w małżeństwa. Pominął właśnie tą sprawę z możliwością wpływania na małżeństwo.


Ale potem mówi dobrze. Tylko że to co mówi to spełnia praktycznie każda kobieta.
Ciągła konieczność akceptacji (konieczność dostawania atencji).
Niechęć podejmowania decyzji.
Nieakceptowanie porażek, a w razie porażki zwalanie winy na drugą osobę.
Wymaganie robienia wszystkiego za nią, bo jej się należy.

Toż to klasyczna dzisiejsza kobieta księżniczka, a nie żaden mężczyzna Piotruś-Pan.

 

Jeżeli nawet tacy mężczyźni Piotrusie-Pany istnieją, to nie robią nic ponad to co robi klasyczna kobieta.

Tak jak brzydka kobieta robi to co klasyczny mężczyzna (musi pracować i nie ma przywilejów).

O co więc całe larum?

Edited by imprudent_before_the_event
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ehh. Piotrusiem Panem jesteś gdy pomimo lat jesteś na etapie nastoletnim:

Mieszkasz z rodzicami albo jesteś na ich utrzymaniu i nie robisz nic by to zmienić, bo tak wygodniej. Nie musisz prać, gotować, prasować, a czasem zbierac własnych brudów, płacić rachunków. Robi to mamusia

Szukasz super laski by było fajnie bo starzy co jakiś czas gadają byś się ogarnął. Ale takiej laski co da Ci seksy i nie będzie narzekała że trzeba łazienkę umyć bo to mniej fajne od maratonu z netfliksa czy kolejnej gry.

 

Bo Drodzy Bracia, Piotruś rozwija swoje pasje i zainteresowania. Ale te zainteresowania to może być wbijanie kolejnego levelu w grze mmorpg, picie kolejnego gatunku piwa, klubologia stosowana, kolekcjonowanie. Świat za nimi nie ma znaczenia. Liczy się fun.

Są jak laska która wydaje całą kasę na kosmetyki bo pasjonuje się kosmetyką. To że potem nie ma na czynsz jest bez znaczenia.

 

Na forum mieliśmy damskiego piotrusia z pasją pt. Walka z patriarchatem. Żyjącego na koszt dziadka i nie robiącego nic by to zmienić.

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest tak jak napisał @Libertyn, ale to tylko jeden ze sposobów objawienia się objawów Piotrusia Pana. Praktycznie jedyny możliwy dla mężczyzny.
Bo do kogo miałby się przeprowadzić taki narcyz żeby potem na nim żerować? Mężczyzna nie może łatwo rozkochać w sobie kobiety i się do niej przenieść. To zadziała tylko w rzadkich przypadkach gdy się trafi na jakąś podatną na manipulacje kobietę.
Kobieta może za to rozkochać a potem się przenieść do mężczyzny. Stąd mamy Piotrusi Panów mężczyzn mieszkających z rodzicami, a wśród kobiet takiego odpowiednika nie mamy.

Mężczyzna biały rycerz bierze ładną kobietę (jeżeli ta mu pozwoli) i tyle. A że jej trzeba pomagać, usługiwać? Dla białego rycerza to jeszcze zaszczyt.
Nie można więc takiej argumentacji stosować do wyliczania ilości takiego zaburzenia u mężczyzn i kobiet. Bo kobiety się po prostu ukrywają w związkach, czego facet nie może zrobić i musi zostać u rodziców.

Druga sprawa to błędne interpretowanie określenia "branie odpowiedzialności" przez lewicę.
Zrównują podjęcie się jakiegoś działania, z wzięciem odpowiedzialności za nie. A to tak nie działa. Nawet jak oficjalnie w prawie przypiszemy komuś odpowiedzialność, to będzie to odpowiedzialność wymuszona a nie wzięta przez daną osobę samodzielnie.
Ja się mogę podjąć zbudowania elektrowni atomowej. Nie mam o tym pojęcia. I jeszcze wezmę za to odpowiedzialność, czyli będę próbował naprawić albo zminimalizować skażenie jak się zepsuje. Pasuje? Odpowiedzialny jestem, no nie?
Widać że to tak nie działa. Samo zobowiązanie się do czegoś nie idzie w parze z wzięciem odpowiedzialności. Trzeba znać swoje możliwości i liczyć siły na zamiary. Czasami odpowiedzialne zachowanie polega nie na podjęciu się czegoś, lecz na niepodjęciu się tego (gdy wiemy że nie podołamy bo się na czymś nie znamy).
I tu przechodzimy do kobiet i mężczyzn.
Kobiety chcą małżeństw i chcą mieć dzieci. I lewica mówi że to odpowiedzialność. A mężczyzna nie chce, więc jest nieodpowiedzialny. Błąd w rozumowaniu. Jak z tą elektrownią.
Kobieta chce dziecka, bo chce. Nic nie wie o jego wychowaniu, bo to przychodzi dopiero podczas opieki nad pierwszym dzieckiem. Kobieta idzie na żywioł. Podlega też hormonom które ją do tego pchają. To nie żadne podjęcie się odpowiedzialności, tylko podążanie za swoimi pragnieniami. Często ze świadomością że to mężczyzna będzie za wszystko odpowiadał, a ona jedynie czerpała radość z dziecka.
Tak samo z małżeństwem. Chce go bo chce, a nie dlatego żeby o nie dbać i odpowiadać za nie.

Co robią madki? Wpychają wózki pod samochody na przejściach dla pieszych. Jeżdżą wózkami po ścieżkach rowerowych. Źle odżywiają dzieci. Używają dzieci do zemsty na mężach po rozwodzie. To niby ta odpowiedzialność za dziecko?

Do tego dochodzi przeniesienie odpowiadania za błędy małżeńskie na mężczyznę.
Gdyby wkład mężczyzny i odpowiedzialności to było 50%, a kobiet drugie 50%, to ok. W małżeństwo by wchodzili oboje po równo.
Ale tutaj decyzyjność jest przeniesiona na kobietę a odpowiedzialność na mężczyznę. Ona o większości decyduje. Może manipulować, grać na emocjach, użyć białych rycerzy i rodzinę do udowodnienia że ewentualne problemy to nie wina jej, tylko faceta. Szantażem i manipulacjami może wymusić co zechce. Bo jak nie to oskarżenie o gwałt, o pedofilię, groźba alimentów i utraty kontaktu z dziećmi, itp.
Do tego sąd przyklepuje. Oddaje dziecko madce narkomance zamiast ułożonemu ojcowi. Gdzie tu odpowiedzialność kobiety za małżeństwo i dziecko? Wszystkie decyzje podejmuje ona, ale za nic nie odpowiada w razie czego. To nie żadna odpowiedzialność.

Kobieta po 30-tce uwiodła 10-latka i wyszło z tego dziecko. Dziecko zostaje przy matce, 10-latek ma płacić alimenty.

Mężczyzna po 30-tce uwiódł 10-latkę i wyszło z tego dziecko. Dziecko zostaje przy matce. 30-latek ma płacić alimenty i pójść do więżenia (na raz).

Równość jak cholera.
Zatem nie ma wkładu po 50%. Jest wkład kobiety 90% do decyzyjności, a tylko 10% do odpowiedzialności.
Mężczyzna odwrotnie. Ma wpływ może na 10% decyzji, ale odpowiada w 90%. Czyli odpowiada za nie swoje decyzje.
Wchodzenie kobiet w małżeństwa nijak więc nie dowodzi ich odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie, dowodzi tego że kobieta chce zmniejszyć swoją odpowiedzialność. Bo dopóki jest przed ślubem, bo musi coś wkładać w związek. Starać się. Odpowiada za to co robi, bo jak coś odpierdoli to ją facet może zostawić. Po ślubie już nie. A więc ślub zmniejsza jej odpowiedzialność, a nie zwiększa.

 

Tym sposobem udowodniłem że większość Pitrusiów Panów to że wcale nie mężczyźni, tylko kobiety. Tylko lewactwo z feminizmem przyjęło odpowiedni sposób interpretowania danych statystycznych, żeby wyszło że to mężczyźni.

  • Like 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By The Motha
      Hej.
      Jako że osobiście wyprowadziłem się z domu rodzinnego, to spotkałem ostatnio dwóch kumpli, jeden w wieku 29 lat, drugi 33 którzy ciągle mieszkają z rodzicami.
      Jeden próbował swoich sił w mieście ale nie mógł się tam odnaleźć, dlatego wrócił do domu rodzinnego, drugi był na emigracji parę lat, i po powrocie mieszka ze starszymi, z tego co opowiadają nie chcę się wyprowadzać.
       
      Znam też jednego gościa który również mieszka z rodzicami (31 lat) ale jest ogarnięty, pracuje w dobrej firmie, zarabia dobrze, ale jak twierdzi dokłada się do rachunków, żywności i tak dalej, ale za nic w świecie nie chce iść na swoje.
       
      Jak robię wypady do rodzinnych stron, to zauważyłem sporo dobudowań, czyli generalnie dzieci wprowadzają się do rodziców i robią tzw. dobudówkę, czyli mieszkanie w mieszkaniu, coraz częstsza opcja z tego co zauważyłem.
       
      Co wy sądzicie o osobach mieszkających do pewnego wieku z rodzicami? dajmy na to, jak w temacie do 35 lat?
       
      p.s jeśli temat już był, proszę o usunięcie.
    • By Mathew
      Witajcie Panowie Bracia,
      w tym temacie pokrótce przedstawię Wam kanał noszący nazwę Wojna Idei, na który natknąłem się stosunkowo niedawno, zachęcam również do przejrzenia sobie treści na nim zawartych, oraz do wyrażania swoich spostrzeżeń i opinii na temat ów kanału. Jak mówi nam tytuł tegoż tematu, a także opis samego kanału, dotyczy on głównie anglojęzycznych wywiadów, wykładów i wypowiedzi (często znanych lub/i wyedukowanych osób takich jak Jordan B. Peterson, Karen Straughan, Joe Rogan i innych, choć główne skrzypce gra tam pan Peterson), które zostały przetłumaczone przez autora kanału na język polski, dzięki czemu teraz każdy nasz rodak, który nie opanował języka wyspiarzy w wystarczającym stopniu, może przyswoić sobie ich treść, a to właśnie ona jest tutaj ważna  Ale również sam autor dzieli się z nami swoimi poglądami i spostrzeżeniami na różne tematy. Zaś o treści filmów (zarówno tych spolszczonych, pochodzących od zagranicznych twórców i osobistości, jak i tych stworzonych w pełni przez właściciela kanału) na tymże kanale można mówić godzinami, gdyż poruszają one tematy będące w centrum wielu dyskusji, które zresztą często są Braciom znane, chociażby z twórczości naszego Guru, pana Marka. Nie zabraknie więc wypowiedzi na temat:
      - związków damsko-męskich (także o friendzone)
      - wychowywania dzieci
      - psychologii (w tym o psychice kobiety i mężczyzny uwarunkowanej ewolucją)
      - kwestii męskości (związanej z nią agresji i toku rozumowania)
      - relacji międzyludzkich (i naszej postawy względem innych)
      - moralności
      - idei religii
      - polityki
      I wiele innych. Sądzę, że każdy z Braci, kto interesuje się tego typu tematami znajdzie tam coś dla siebie, lub już znalazł Jak można zauważyć wiele z tych tematów podobne są do tych, o których napisał/nagrał już pan Marek, jednak często są one przedstawiane nieco odmienny sposób, lub z innej perspektywy, a do tego dochodzi jeszcze różnorodność doświadczeń tych ludzi, dzięki czemu możemy spojrzeć na daną sprawę w nowym świetle. No i znajdziecie tam również takie perełki, jak niektóre z filmów pani Karen Straughan, która zresztą prowadzi swój własny, anglojęzyczny kanał.
       
      Mi osobiście najbardziej spodobał się wykład pana Jordana B. Petersona: "Dlaczego warto być niebezpiecznym":
       
      Oraz wypowiedzi pani Karen Straughan na temat feminizmu:
       
      A także na temat tak powszechnie znanego zjawiska, jakim jest friendzone:
       
      😈 Wreszcie mogę raz na zawsze zamknąć usta tym, którzy wzbraniają się rękami i nogami przed przyjęciem prawdy na temat kobiecej natury mówiąc mi "Co Ty możesz wiedzieć o tym, co kobieta czuje i jak myśli?!", lub "Żadna z kobiet się z tym nie zgodzi!" (żarcik oczywiście). 😈
       
      Link do kanału Wojna Idei: Click!
       
      Jaki jest Wasz ulubiony film z tego kanału? A może macie jakieś spostrzeżenia, czy opinie na jego temat, które chcecie przedstawić? Zapraszam do komentowania.

      Pozdrawiam, Mathew.
    • By POS
      [edit - dotyczy przeniesienia kilku zdań z Sprawa 2 do Sprawy 1. Póżniej dopisałem kilka nowych i myślałem, że będą w Sprawie 1. Teraz jest ok]
      Dawno nic nie pisałem. 
      Elementy, które pokazuje w moim związku są inspirowane jak wiadomo, audycjami Marka. Za co wielkie dzięki
       
      Sprawa 1.
      Osoba z którą jestem sama wyszła z refleksja po jakimś dłuższym czasie, że "zgadzam się na intercyze".
       
      Najpierw zakomunikowałem jej moje zdanie i swoją perspektywe wobec jej pt: "chce się czuć bezpiecznie, bo nie czuje się, a jak będzie ślub, to będę czuła bezpieczeństwo" - czyli coś o czym mówi cały czas Marek. Zakomunikowałem jej moje zdanie, że ja też chce się czuć bezpiecznie, dlatego chce mieć "intercyze", bo jestem pewien w 10000%, że jej nie zostawie, ani nie zdradze, a intercyza będzie takim samym bezpieczeństwem co jej ślub.
       
      Dalej powiedziałem, że: Ty chcesz bezpieczeństwo w formie ślubu i ja w formie intercyzy. ( I tutaj zaczeła się zastanawiać )
       
      Po dłuższej przerwie ni z gruszki, ni z pietruszki, zgodziła się, tak jak to ująłem wyżej, że: "zgadzam się na intercyze". Chyba wtedy leżeliśmy obok siebie. Nie pamiętam już okoliczności, ale wiem, że wyszła z tym niespodziewanie.
       
      Zaczeła się zastanawiać z prostego powodu - ukazałem jej to co ona mi starała pokazać, ale z mojej strony, czyli "intercyza, ale dla mojego bezpieczeństwa". U niej bezpieczeństwo i u mnie bezpieczeństwo.
       
      Opisywałem jej "dalczego" chce intercyze, bo kobiety są emocjonalne i bardzo łatwo mogą wygrać w sądzie nawet bazując a pomówieniach i kłamstwach, bo sądy są wobec nich łaskawsze - w tym tonie była retoryka, która mówiła "dlaczego chce intercyze i dlaczego nazywam ją tak jak ona, jako bezpieczeństwo"
       
      Po tej rozmowie nawet nie wiedziałem, ale zastanawiała się cały czas, aż nagle wyskoczyła ni z gruszki, ni z pietruszki, że się zgadza...
       
      To samo dotyczy badań genetycznych. Też była negatywnie nastawiona, aż do czasu ... dłuższym czasie, kiedy się zgadziła, co też jest dla mnie jako forma "bezpieczeństwa", tak jak intercyza.
       
      Jednak za nim to się stało, to padały stwierdzenia: "ty mi nie ufasz, myslsisz, ze ja cie zdradze?..." - normalna reakcja kobiety. Jednak po rozmowie, dłuższej w retoryce podobnej do "intercyzy", że jest to dla mnie pewność, pomimo tego, że ufam, ale jako formalność dla siebie samego. Nie zgodziła się od razu, ale miała się nad czym zastanawiać, bo jak tego nie zrobi, to ja nie zrobie tego co ona uważa abym zrobił jako "bezpieczeństwo" dla niej.
       
      Dlaczego ja mam to akceptować, a ona mojego bezpieczeństwa NIE?  Zaakceptowała po jakimś czasie, co mi powiedziała o tym(w/w w jakich okolicznościach niespodziewanych)
       
      Sprawa 2.
      ODPOWIEDZIALNOŚĆ...
       
      Jechała do swojej rodziny, ale ja z nią nie jechałem, bo wolałem ten czas spędzić inaczej. Samochodu nie wzieła, bo to dość daleko było.  Dowiedziałem się od niej po powrocie, że jej mama się zapytała: " Nie mógł(że ja..) dać ci samochodu?", a dziewczyna: "myślisz, że bym się wypłaciła, gdyby coś się stało?", a jej mama: "aha.."  I KONIEC ROZMOWY.
       
      Jeżeli chce, to korzysta, ale bardziej po mieście niż w dalekie trasy, a i tutaj woli bym ja jeździł, DLACZEGO? To proste.
       
      Zakomunikowałem jej, że jeżeli będzie miała wypadek, nie ważne z jakiej winy, to ona bierze na siebie całą odpowiedzialność za koszta u mechanika. CAŁKOWITĄ odpowiedzialność.
      Tak jak ja biore, kiedy coś mi wybiegnie na samochód. Przecież ja jechałem za drogą, było ciemno i nie widziałem psa, czy inne zwierze. Niby nie moja wina, ale ja płace, bo ja jechałem.
       
      Dlatego w ten sposób odpowiedziała swojej mamie. To samo tyczy się innych elementów życia  -  coś zrobi, co tworzy koszta, to ona bierze za to odpowiedzialność.
       
       
      Sprawa 3.
      Po zbieraniu odpowiedzialności za fakt poniżania(niby żarcików) w formie obrażania i zdyskredytowania, jest widoczny aktualnie brak tych elementów w związku, albo jest bardzo rzadko uzewnętrzniany. Kiedy jednak się pojawia, jest odpowiedzialność w dwóch formach. Forma 1.(słowa) "kiedy ja bym miał powiedzieć coś takiego do Ciebie, to aż mi się niedobrze robi". Forma 2.(bardziej nielubiana przez nią): "uderzenie w pupe/udo dość mocno"
       
      Ona już się na tyle przyzwyczaiła, że sama podchodzi i się wypina (czasami nie wiem czy jej się to podoba... hhahahaha ). Jednak chyba jej się to nie podoba, a dlaczego podchodzi "SAMA"? poniżej to opisuje.
      Jednak za każdym razem widać jej grymas niechęci(co niby wyklucza pozytywne usposobienie takiej kary). Dodatkowo już praktycznie nie uświadczam obrażania. Tutaj jest duuuuża zmiana, bardzo zauważalna.
       
      Jednakowoż, to nie wszystko, bo to zależne od tego co nabroi. Często są również kary, które nie są jednostkowe w czasie wykonania jej przewinienia. Często są nakładane kary tj: "nie jade tam..wiec jedziesz sama" i ona "NIEEE!! TYLKO NIE TO!! ZMIEŃ KARE!! NO CHYBA SOBIE JAJA ROBISZ? ZMIEN NA COS INNEGO".. A, ja mowie: "nie. To jest Twoja kara. Mnie obchodzi fakt, jak traktujesz mnie na codzien. Może dzięki temu zrozumiesz, by tak nie robić".
       
      Kara cielesna na którą ONA RÓWNIEŻ SIĘ ZGADZA jest dobra, ale jeszcze lepsza to POŁĄCZENIE tej cielesnej którą realizujesz przez jakiś czas, bo to nie zawsze jest "RAZ" i koniec, tylko przez jakiś okres czasu wieczorem, albo o jakiejś porze dnia/nocy. I zbiera żniwo przez ileś tam dni/tygodniu + kara dla niej trudniejsza(nie bede jechał gdzieś tam na coś dla niej ważnego)
       
      (tak jakbym do niej mówił - opis, dlaczego sama świadomie sama zgadza się aby ponieść kare)
      Jeszcze jedno, które jest bardzo ważne w "karach" - Nie przyzwyczajaj jej do tego by ją ganiał(w żartach), aby nadac kare(tak było na początku), po czym powiedziałem: "nie bede Cie ganiał, nie bedziesz mi utrudniała tego. Masz tu przyjść bym mógł zrealizować kare. Masz się niczym nie przykrywać(jeżeli jest wieczorem). Masz mi reasumując, umożliwić nadanie kary. Jeżeli jednak nie chcesz i robisz mi trudności byś zebrała odpowiedzialność za to co robisz, to nie ma sensu nasz związek. MUSISZ PONOSIĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, niczej dalej będziesz mnie raniła, a tego nie chce, więc wybieraj.
       
       
      AKTUALNIE żyjemy w bardzo dobrym związku w którym każdy ponosni odpowiedzialność za swoje czyny(ja również, chociaż moje są bardzo rzadkie, prawie w ogóle..1% z jej 99% ) - chcociaż teraz to się u niej zmieniło z 99% na 30%..
       
      MEGA ZMIANA. Jestem zadowolony z jej zmiany. Chociaż wiadomo, to nie jest zmiana, którą by chciała, bo wymierzana karą. Więc bicz, który nad nią wisi, powstrzymują ją od tego typu akcentów. W każdym bądz razie, jestem na razie zadowolony. Co będzie póżniej? Nie wiem, zobaczymy. Jednak zanim wezmę ślub, a to mam zamiar zrobić, to ZABEZPIECZE SIĘ - "intercyzą" i "badaniami genetycznymi" na które się zgadza(w/w dlaczego).
       
      Dlaczego ja ją mam tylko rozumieć? NIE. Ona ma mnie również rozumieć - albo to nie ma sensu. To proste. Ona robi kroki by być bezpieczna. Ja robie kroki by być bezpieczny.
       
      Będę opisywał w takiej dłuższej formie co jakiś czas, zmiany w moim związku.
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.